> Jestże jakiś medykament na taką a nie inną konstytucję> psychiczną człowieka? Konstytucję fizyczną pozostawmy> piewcom witalizmu, klubom fitness i tym, którzy zarabiają> na superfluitycznolipidowym nieszczęściu innych  Rozumiem, że chodzi o dość popularną przypadłość polegającą na intensyfikacji myślenia ponad powszechnie przyjętą miarę i związanymi z tym sankcjami społecznymi (np. uwagi typu: ty tak k... nie myśl tyle, bo myśliwym zostaniesz!). Oto moje propozycje: 1. Można myśleć o sobie jak o gnostyckim superhero wyzwolonym przez Prawdę, odcinającym się od upadłego demiurgicznego świata ułudy i wybierającym cierpienie na tym padole łez, co prowadzi w końcu do szczęścia wyższego szczebla (ale nie do końca wiadomo jak rozpoznać, że się to szczęcie osiągnęło). No wiesz, rzucasz wyzwanie matrixowi. Problem w tym, że im dłużej nad tym myślisz, tym bardziej prawdopodbny jest wniosek, że nie ma nic innego poza matrixem. Ale to szczegół. Jeśli to nie pomoże, to 2. Należy pamiętać, że inni mają gorzej. Np. są całkowicie sparaliżowani albo nie mają obu rąk. Powinno się polepszyć, choć metoda trochę inwazyjna. 3. Jeśli to nic nie da to zawsze można się upić. Tylko trzeba pamiętać, żeby mieć z kim, bo picie do lustra grozi eskalacją depresji. powodzenia
|