Wiele problemów naukowych rozwiązuje się przez analogię. Jedynym dobitnym przykładem który nasuwa mi się na myśl jest problem 5 filozofów. Jest to problem informatyczny w którym głodni filozofowie muszą coś jeść. Informatyka bazuje w dużej mierze na procesach i ich związki abstrakcyjne pewien ktoś postanowił ująć w malowniczy sposób, zapewne nieświadomie za pomocą opisu kilku myślących frajerów (bez kobiet u boku), którzy wyposażeni są w stół talerze, noże (niestety za mało) i obietnicę posiłków, gdy zgłodnieją. Okazuje się, że fantazja ludzka nie zna granic. Wiele dało rozważanie tego problemu, jako problemu filozofii restauracji, gdzie początkowo zaproponowano kelnera... potem poszło jak z płatka. Wiedziano, że trzeba się odwoływać do analogii. Jakoś przecież trzeba ten posiłek przyrządzić, a pewnie jakiś fragles wpadł na genialny pomysł jak zahamować głód filozofów, np. przez rozmiłowanie w ich muzie (jakiejś jędzy, która tylko im się podoba). Zapewniam po własnym przykładzie - jeść się nie chce, ale chce się palić (i nowy problem). Brzmi to może śmiesznie, ale tak funkcjonuje dziś informatyka. Komputer składa się z monitora, klawiatruy i myszki. Jest na co popatrzeć, jest co podotykać i jest się czym pobawić. Dla kobiet jest pad z jedną kulką - pad i nie powstał, ale kobieta umie jeszcze ruszać ręką. Analogia - pięne słowo - dość racjonalistycznie brzmi moi kochasie z PSRu. Fascynuje mnie wasza reklama na tym forum. Zwłaszcza ten motyw ze zjednoczeniem i czerwoną kropką. Freud miałby radochę. Niestety Freud rozważał wszystko z perspektywy seksu, a ten sam w sobie celem być nie może, bo gdy strzała dobiega do celu, wbija się w niego i czeka aż ją ktoś wyciągnie, połamie, albo z powrotem wsadzi do pochwy. A ludzie strzelają do celu np. po to, by poprawić swoje parametrey kulturystyczne (w skrócie KUL turystyczne) i poszukać jakiejś dzianej foki z niezłym ciałem (jak każdy ksiądz), albo zaimponować wybrance swego serca. Problem czasem nie jest oczywisty. Napiszę o Matrixie. Większość ludzi, nawet Hawking, śmiał się z książki pewnego autora o tym, że wszechświat należy pojmować jako matrix... ale o tym zaraz. Fascynuje mnie tylko to, że Hawking, po TRZYDZIESTU latach badań i manipulacji matematycznych doszedł do wniosku, że CZARNE DZIURY Są OTWARTE, A NIE JAK SąDZIł WCZEśNIEJ ZAMKNIęTE... zapewne jakieś studentki miały po tym mokro w majtkach. Inny wielki badacz wszechwiedzy - Woody Allen doszedł do wniosku, że ta czarnoskóra piękność na jego łóżku, to nic pewnie nie wie o tych czarnych dziurach. Ona mu na to - "kiedyś nazywałeś ją myszką". Tak to jest... czasem mawiam, że nie jestem patriotą, bo mnie ojczyzna za bardzo kocha i gdzie nie pójdę, czuję swoją mamusię (ang. matrix). Nawet Neo spierdzielił przed mamuśką do ślicznej dziury, w głębi której czekała na niego Trinity i od tej pory użerali się z teściową Trinity (abstrakcyjnym matrixem), czyli jędzą myślącą do pewnego stopnia logicznie. Musiał nawet spierdzielać przed swoim faszystowskim tatuśkiem, czyli agentem Smithem, który wziąłby go do grobu, byleby się mu tylko frajer nie wyrwał. A wszystko to nazywało się A.I. ajajaj... Na szczęście Neo miał swojego sprzymierzeńca, czyli wirtualną mamusię Trinity - wyrocznię - i głos opatrzności, teścia - Morfeusza, który jako jedyny zdrowo rozsądkowo myślący chłop czuwał nad jego snami i przeznaczeniem. Tak to już bywa w tym pięknym świecie. Powiedziałem... houk... i kropka... wszystko co powedziałem było do pewnego stopnia naiwne - pamiętajcie o tym. Zapamiętajcie jeszcze jedno na dobranoc - kobieta powinna się stroić, chłopu zaś śmierdzieć się powinno. |