 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-10-2013 15:16 | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Polski emeryt pod palmą
6 na 10 | Cytat:W zleconym przez ONZ pierwszym w historii badaniu życia seniorów Polska zajęła 7. miejsce od końca w Europie i 62. wśród 91 zbadanych krajów - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Przy tworzeniu indeksu o życiu seniorów (Global AgeWatch Index) porównano siłę nabywczą ich dochodów, sytuację zdrowotną, wykształcenie czy możliwość zatrudnienia. Seniorom najlepiej żyje się w Szwecji, Norwegii, Niemczech, Holandii i Kanadzie. Polska wyprzedziła kraje afrykańskie i południowoazjatyckie oraz niektóre państwa Ameryki Środkowej. Spośród krajów europejskich za nami znalazły się tylko Czarnogóra, Mołdawia, Rosja, Serbia, Turcja i Ukraina. (źródło) Jasny gwint! Znowu na pierwszych miejscach te ohydne, socjalistyczne (tfu!), upadające (ha, ha, ha!) kraje skandynawskie! I te Niemcy, jak wiadomo kalifat muzułmański, i ta wstrętna Holandia ze swoją antyludzką aborcją, eutanazją i marihuaną! No i ta głupia, socjalistyczna Kanada ze swoim durnym, antyrynkowym socjalem z gwarantowaną emeryturą dla każdego!
Na szczęście możemy być dumni z tego, że dzięki neoliberalnym, gospodarczym zmianom "szokowym" i kontynuacji neoliberalnej polityki gospodarczo-społecznej nasi emeryci mają się lepiej niż zdychający z głodu Afrykanie i południowoamerykańskie plemiona żyjące nad Amazonką. Jednak krew człowieka zalewa, że ten europejsko-kanadyjski socjalizm blokuje rozwój Polski pod wodzą świetlanych wyznawców Sachsa, Sorosa, Balcerowicza i mimo geniuszu JKM... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 6 | Selanos (12869 punktów) | Kulko_na_mole, zdaje się tłumaczyłem już Tobie, że nawet socjaldemokratyczne kraje skandynawskie mają więcej wolności gospodarczej niż Polska. Tak samo jak Kanada, Niemcy, Holandia... No i nie wiem jak neoliberalizm ma się do polskich emerytów, przecież polscy emeryci mają państwowe emerytury, czemu neoliberalizm jest przeciwny.  Kolejny raz odsyłam Cię do zapoznania się z pewnymi określeniami. Sprawdź chociaż w wiki :> Racz zauważyć pewną rzecz: większość krajów które nas wyprzedzają, to kraje zachodnie, które nie miały przeogromnej przyjemności przechodzenia przez kilkadziesiąt lat komunizmu. Za to te za nami, albo blisko nam na tej liście, to (w większości) kraje z dawnego bloku wschodniego. Za to porównywanie Polski do Kanady jest naprawdę zabawne. Z jednej strony mamy maleńką Polskę która jakichś szczególnych bogactw naturalnych nie ma, a z drugiej mamy Kanadę, gdzie są ogromne przestrzenie, sporo surowców, jak na tak wielki kraj jest tam dość mało ludzi, nie mieli przyjemności doświadczenia komunizmu (czy jak się teraz nazywa to co było w krajach bloku wschodniego)... Warto też dodać, że w Polsce mamy małą wydajność pracy. Godzina pracy Polaka jest mniej warta niż godzina pracy Niemca czy Francuza. Jeśli przyjrzymy się wydajności pracy w UE, to znowu zauważymy tą samą tendencję: wyprzedzają nas kraje zachodnie, nieco lepsze, albo gorsze są byłe demoludy.   Z pustego i Salomon nie naleje. Mała wydajność, to małe płace, małe płace, to mało pieniędzy odkładanych na emeryturę, służbę zdrowia etc. Stąd takie a nie inne wyniki.
|
|
 | 9 na 9 | Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów) | Bardzo proszę, żeby ktoś wytłumaczył mi, co to jest, ta wydajność pracy. Dlaczego Niemiec na taśmie produkcyjnej w fabryce jest bardziej wydajny od Polaka, na takiej samej taśmie, w takiej samej fabryce, produkującej to samo? Jedyna różnica to 200 km na wschód, albo na zachód. Dlaczego Polak wyjeżdżając do pracy do owej fabryki do Niemiec, z dnia na dzień staje się tak wydajny jak "tambylcy", a wracając do Polski, nagle te wydajność, tajemniczo dla mnie, traci?
|
|
|  | 4 na 4 | Selanos (12869 punktów) | > Bardzo proszę, żeby ktoś wytłumaczył mi, co to jest, ta wydajność pracy.Ciocia wikipedia mówi: Cytat:Wydajność pracy (produktywność) jest to ilość dóbr lub usług wytworzonych przez pracownika w jednostce czasu. Produktywność jest miarą sprawności gospodarowania. Może ona być określana dla przedsiębiorstwa, procesu gospodarczego, gałęzi gospodarczej lub całej gospodarki danego państwa. > Dlaczego Niemiec na taśmie produkcyjnej w fabryce jest bardziej wydajny od Polaka, na takiej samej taśmie, w takiej samej fabryce, produkującej to samo?Bo to nie ta sama taśma. Niemcy mają lepiej rozwiniętą gospodarkę, nowsze technologie, produkują droższe rzeczy, gdzieś czytałem, że w Niemczech częściej tworzy się gotowy produkt, podczas gdy w Polsce częściej tworzy się podzespoły, a gotowy produkt można sprzedać drożej niż wszystkie podzespoły z których się składa. Być może to jest właśnie kwestia ceny, w Niemczech produkuje się więcej rzeczy drogich, złośliwie mógłbym tutaj porównać Fiata z polskich Tychów i Mercedesa z niemieckiego Stuttgartu. Warto dodać, że w Stuttgarcie produkują też Porsche i Maybachy. > Jedyna różnica to 200 km na wschód, albo na zachód. Dlaczego Polak wyjeżdżając do pracy do owej fabryki do Niemiec, z dnia na dzień staje się tak wydajny jak "tambylcy", a wracając do Polski, nagle te wydajność, tajemniczo dla mnie, traci?Tutaj nie chodzi o to ile ktoś się narobi, tylko o to ile jego (albo jej) narobienie się jest warte. Lepiej tego nie potrafię wyjaśnić, może znajdzie się ktoś znający się na ekonomii i zrobi nam wykład
|
|
| |  | 5 na 5 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >>Dlaczego Niemiec na taśmie produkcyjnej w fabryce jest bardziej wydajny od Polaka, na takiej samej taśmie, w takiej samej fabryce, produkującej to samo? >Bo to nie ta sama taśma. No pewnie. Linie produkcyjne instalowane w Polsce dostosowane są do obsługi przez polskich małpoludów, nie to co te niemieckie dla "nadczłowieków".
>Niemcy mają lepiej rozwiniętą gospodarkę, nowsze technologie, produkują droższe rzeczy, gdzieś czytałem, że w Niemczech częściej tworzy się gotowy produkt, podczas gdy w Polsce częściej tworzy się podzespoły, a gotowy produkt można sprzedać drożej niż wszystkie podzespoły z których się składa. Ale nigdy nie zastanowiłeś się dlaczego tak jest.
>Być może to jest właśnie kwestia ceny, w Niemczech produkuje się więcej rzeczy drogich W takim razie jakim to cudem gospodarka niemiecka ma się o wiele lepiej od polskiej, skoro najbardziej opłaca się produkować jak najtaniej?
>złośliwie mógłbym tutaj porównać Fiata z polskich Tychów i Mercedesa z niemieckiego Stuttgartu. Mój licealny nauczyciel fizyki zwykł był mawiać: nie porównuj łóżek do kawalerów. Jeśli chcesz porównań, to trzymaj się tego co porównywalne, a więc włoska fabryka w Polsce i włoska fabryka we Włoszech, a raczej podejście do traktowania obcych/swoich.
>Tutaj nie chodzi o to ile ktoś się narobi, tylko o to ile jego (albo jej) narobienie się jest warte. Nie chodzi o to ile to "narobienie się" jest warte, ale ile da się jak najmniej zapłacić pracownikowi.
>Lepiej tego nie potrafię wyjaśnić, może znajdzie się ktoś znający się na ekonomii i zrobi nam wykład Załamałem się, bo miałem cię za eksperta od ekonomii, gospodarki. stosunków społecznych, etyki itd. itp.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Selanos (12869 punktów) | > >Niemcy mają lepiej rozwiniętą gospodarkę, nowsze technologie, produkują droższe rzeczy, gdzieś czytałem, że w Niemczech częściej tworzy się gotowy produkt, podczas gdy w Polsce częściej tworzy się podzespoły, a gotowy produkt można sprzedać drożej niż wszystkie podzespoły z których się składa.> Ale nigdy nie zastanowiłeś się dlaczego tak jest.Mam odpowiedzieć? To są możliwe wyjaśnienia: - podczas gdy w Polsce za szczyt techniki uważano malucha, w Niemczech (przynajmniej tych zachodnich) rozwijał się przemysł motoryzacyjny. W zasadzie każdy inny przemysł. - podczas gdy w Niemczech rozwijał się sektor usług oraz małe i średnie przedsiębiorstwa, w Polsce mieliśmy gospodarkę centralnie planowaną. - podczas gdy w Niemczech budowali autostrady, u nas budowano "gierkówkę". - podczas gdy Niemcy według wskaźnika wolności gospodarczej zajmują miejsce 23, Polska zajmuje miejsce 71. No i wreszcie w Niemczech przedsiębiorca nie jest traktowany przez urzędy jak potencjalny przestępca. Niektórzy mówią, że tam urzędnicy pomagają obywatelom, a nawet są mili. Totalna egzotyka. > W takim razie jakim to cudem gospodarka niemiecka ma się o wiele lepiej od polskiej, skoro najbardziej opłaca się produkować jak najtaniej?Nie rozumiem pytania. "Opłaca się jak najtaniej" to typowo polskie podejście, w Polsce patrzy się na koszta, a nie patrzy się na zyski i efekty. W Niemczech się opłaca, bo nawet przy stosunkowo dużych kosztach pracy, różnica między zyskiem a kosztami pozwala im dobrze zarabiać. > >złośliwie mógłbym tutaj porównać Fiata z polskich Tychów i Mercedesa z niemieckiego Stuttgartu.> Mój licealny nauczyciel fizyki zwykł był mawiać: nie porównuj łóżek do kawalerów. Jeśli chcesz porównań, to trzymaj się tego co porównywalne, a więc włoska fabryka w Polsce i włoska fabryka we Włoszech, a raczej podejście do traktowania obcych/swoich.Włoska fabryka w Polsce dostosowała się do warunków panujących w Polsce. Tak się przedstawia sytuacja na rynku pracy w Polsce: szukających pracy jest dużo, dających pracę jest mniej, więc Włosi mogą sobie pozwolić na zatrudnianie polskich pracowników za polskie pieniądze. Popyt i podaż, na rynku pracy też to działa. Gdyby wzrosła produktywność całej polskiej gospodarki, a nie tylko jednej włoskiej fabryki, to płace wyglądałyby zupełnie inaczej. > >Tutaj nie chodzi o to ile ktoś się narobi, tylko o to ile jego (albo jej) narobienie się jest warte.> Nie chodzi o to ile to "narobienie się" jest warte, ale ile da się jak najmniej zapłacić pracownikowi.Nie, chodzi tyle o to ile "narobienie się jest warte". Jeżeli pracownik przez godzinę wytworzy towary bądź usługi warte dziesięć złotych, to dwudziestu złotych mu nie zapłacisz. Te dane z produktywnością to nie jest coś, co ja opętany złymi duchami neoliberalizmu sobie wymyśliłem. To są wiarygodne dane. To jest rzeczywistość, praca w Polsce jest warta mniej niż praca w Kanadzie, Niemczech, USA, Francji, Wielkiej Brytanii itd. > >Lepiej tego nie potrafię wyjaśnić, może znajdzie się ktoś znający się na ekonomii i zrobi nam wykład> Załamałem się, bo miałem cię za eksperta od ekonomii, gospodarki. stosunków społecznych, etyki itd. itp.To miłe, że tak wysoko cenisz sobie moją opinię  W tym przypadku, ja tylko poszukałem danych dotyczących produktywności w rożnych krajach, przeczytałem też opinię ludzi którzy się na tym znają. Żeby zrobić coś takiego nie potrzeba eksperta.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | >Mam odpowiedzieć? To są możliwe wyjaśnienia: >- podczas gdy w Polsce za szczyt techniki uważano malucha, w Niemczech (przynajmniej tych zachodnich) rozwijał się przemysł motoryzacyjny.
Jako osoba pisząca w pewnym momencie dużo wniosków o dofinansowanie UE mogę Ci powiedzieć, że wiele tych bzdur o których się mówi o np. produkcji motoryzacyjnej to bzdura. Polecam skontaktowanie się z firmą Volkswagen i spytanie się gdzie były robione ich części.
Selanos niestety dajesz się oszukać bzdurnym tekstom o wydajności pracownika. Polacy jako pracownicy są wydajniejsi, niestety jest coś takiego, jak wydajność miejsca pracy niezwiązana kompletnie z czynnikiem ludzkim, a dokładniej wydajność oprzyrządowania. Polecam przejechać się np. do firmy Malow w Suwałkach, jeśli Ciebie wpuszczą i nagle zobaczysz, że polski pracownik jest wielokrotnie wydajniejszy od zachodniego tylko że...polski przedsiębiorca każe mu konkurować na urządzeniach wycofanych z zachodu. Jeśli tak nie jest czemu firmy zachodnie kręcą filmy w Suwałkach, by je pokazać we Francji, Niemczech, Norwegii, Szwecji.
Nie powtarzajcie głupot z telewizji.
Mój brat pracował w branży z Niemcami, Włochami, Portugalczykami i Hiszpanami. Wydajność słynnych była bardzo niska, pensje jednak brali wysokie. Niemiec, gdy napotykał problem to się zatrzymywał i oczekiwał pomocy. Polak w sposób kreatywny ten problem rozwiązywał.
Te bzdury, które mówicie wynikają z tego, co opisaliście firma zachodnia w Polsce kupuje półprodukty lub gotowe produkty i sprzedaje je u siebie z wysoką marżą. To jest ta słynna wyższa produktywność.
Jedyne miejsce, gdzie wydajność jest niezwykle niska to instytucje państwowe.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | | |  | | Selanos (12869 punktów) | >Selanos niestety dajesz się oszukać bzdurnym tekstom o wydajności pracownika. Polacy jako pracownicy są wydajniejsi, niestety jest coś takiego, jak wydajność miejsca pracy niezwiązana kompletnie z czynnikiem ludzkim, a dokładniej wydajność oprzyrządowania.
Co przekłada się na wydajność pracy. Pracownicy w Polsce pracują więcej niż ci w Niemczech, właściwie to niemalże najwięcej w Europie, ale nie przekłada się to na wydajność.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | > Co przekłada się na wydajność pracy. Pracownicy w Polsce pracują więcej niż ci w Niemczech, właściwie to niemalże najwięcej w Europie, ale nie przekłada się to na wydajność.Selanos wydajność jest przypuszczalnie liczona po wypłacie. Na dodatek jeśli jesteś w biednym kraju, w którym ostatnio popyt wewnętrzny zaczął grać ważną rolę, to nie będzie sprzedawał z gigantycznymi marżami. Sprawdź sobie nazwę Moneva GmbH i zobacz czy nie ma przypadkiem wersji spółka z o.o.. Sprawdź komu GmbH sprzedaje i sprzedawała swoje "niemieckie" produkty  Firma, która na targach ma napisane "wszystkie produkty wyprodukowane w Niemczech". www.dinzl.de/fahrzeug.htmlPołowa jej produkcji to Polska, druga połowa Chiny. Musisz sobie zdawać sprawę, że tacy np. Niemcy chronią swój rynek zbytu poprzez system różnych punktów. Po prostu firma spoza Niemiec ma duży problem uzyskać pewne punkty, bo to zależy od firm dostawczych i czy one te punkty mają  , które mogą te punkty uzyskać łatwiej jeśli ich dostawcy mają  Masz swoją wydajność pracy. Legendy o wydajności padają jak odejmie się sprzęt i policzy czystą wydajność człowieka. Nie daj się oszukać kłamstwom. Pracowałem w firmie, gdzie ciągle konkurencja z Czech była szybsza, wydajniejsza, mogła robić większe partie. Miałem kiedyś okazję być i zarządzający/szef produkcji oprowadzał mnie kompletnie nie przejmując się, że jestem z konkurencji (zdecydowanie nieczęste w Polsce). Różnica polegała na pełnej automatyce, ramionach laserowych i wysokiej specjalizacji. Wróciłem i mówię, że widzę sens w zakupie takiego ramienia i śmiech nastąpił dookoła, bo w mentalności tej firmy czegoś takiego nie było. Firmy realizujące zyski wielomilionowe co roku, chwalą się "wielkimi" inwestycjami równymi ich zyskowi rocznemu netto. Byłem kiedyś na tłumaczeniu, jak przyjechał specjalista z Niemiec do jednej z polskich sieci i miał swojego polskiego asystenta. Polak po jakiś 10 minutach powiedział "Dobra mniej więcej wiem, co jest źle usuwamy ten błąd" odpowiedź Niemca "Nie zrobimy wszystko zgodnie z procedurą, zajmie to co prawda o 6 h dłużej, ale wykonamy dobrze robotę". Na koniec dyrektor podpisuje im papiery. Niemiec wyciąga dodatkowo swój z godzinówką, ja się pytam "Co to?" on "Jestem podwykonawcą. Na podstawie tego wystawię fakturę firmie, która mnie tu przysłała". To wszystko składa się na mentalność polski pracownik jest niewydajny. Nie pozwól sobie tego narzucić i zaczniesz lepiej zarabiać - ja teraz jestem bezrobotny :-D. Dodatkowo spróbuj się do normalnej niemieckiej firmy dodzwonić po 12 w piątek. To samo dotyczy firm francuskich, belgijskich.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Masz swoją wydajność pracy. Legendy o wydajności padają jak odejmie się sprzęt i policzy czystą wydajność człowieka. Nie daj się oszukać kłamstwom.
Ale nie odejmuje się sprzętu. Mira wydajności pracy nie jest miarą "pracowitości człowieka"! Jak się narypię motyką przez 16 godzin, to nie ma szansy, żebym osiągnął mimo najlepszych chęci produktywność maszyny rolniczej w zestawie z ciągnikiem! Nie taki jest sens! Pomijając już fakt, że środki na mechanizację nie spadły, niczym manna, z nieba, tylko przedsiębiorstwa sobie je wypracowały. To też jest miarą przedsiębiorczego sukcesu, którego indykatorem jest... o rety! Kto by pomyślał, produktywność!
>Dodatkowo spróbuj się do normalnej niemieckiej firmy dodzwonić po 12 w piątek. To samo dotyczy firm francuskich, belgijskich.
Między 12 a 14 zazwyczaj jest Mittagspause...
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Marek okmarek Okrągły (2283 punktów) | >>Selanos niestety dajesz się oszukać bzdurnym tekstom o wydajności pracownika. Polacy jako pracownicy są wydajniejsi, niestety jest coś takiego, jak wydajność miejsca pracy niezwiązana kompletnie z czynnikiem ludzkim, a dokładniej wydajność oprzyrządowania. >Co przekłada się na wydajność pracy. Pracownicy w Polsce pracują więcej niż ci w Niemczech, właściwie to niemalże najwięcej w Europie, ale nie przekłada się to na wydajność.
Widzisz Selanos czyli w Polsce nie jest niska wydajność pracy. W Polsce jest niska wydajność oprzyrządowania. Wynika to m.in. z biedy kapitałowej zwanej niedoinwestowaniem. Nie jest to wina przedsiębiorców, którzy z czegoś muszą żyć. Jednak jest to wina zyskownych gigantów polskiej gospodarki i ich regionalnych odpowiedników niezwykle ospale inwestujących w nowe technologie.
Powtarzam polski pracownik jest niezwykle wydajny + ma beznadziejnie wydajny sprzęt = co daje ponoć niską wydajność pracy. Selanos oczywiście nie widzisz strony kapitałowej, co jest fascynujące u liberałów. To nie pracownik jest odpowiedzialny za niską wydajność pracy.
Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
|
|
| | | | | | |  | | Selanos (12869 punktów) | > Widzisz Selanos czyli w Polsce nie jest niska wydajność pracy.> W Polsce jest niska wydajność oprzyrządowania.> Wynika to m.in. z biedy kapitałowej zwanej niedoinwestowaniem. Nie jest to wina przedsiębiorców, którzy z czegoś muszą żyć. Jednak jest to wina zyskownych gigantów polskiej gospodarki i ich regionalnych odpowiedników niezwykle ospale inwestujących w nowe technologie.> Powtarzam polski pracownik jest niezwykle wydajny + ma beznadziejnie wydajny sprzęt = co daje ponoć niską wydajność pracy.Nie. Polski pracownik dużo pracuje, a wydajność pracy jest mała. Cytat:"The factors affecting labour productivity or the performance of individual work roles are of broadly the same type as those that affect the performance of manufacturing firms as a whole. They include: (1) physical-organic, location, and technological factors; (2) cultural belief-value and individual attitudinal, motivational and behavioural factors; (3) international influences - e.g. levels of innovativeness and efficiency on the part of the owners and managers of inward investing foreign companies; (4) managerial-organizational and wider economic and political-legal environments; (5) levels of flexibility in internal labour markets and the organization of work activities - e.g. the presence or absence of traditional craft demarcation lines and barriers to occupational entry; and (6) individual rewards and payment systems, and the effectiveness of personnel managers and others in recruiting, training, communicating with, and performance-motivating employees on the basis of pay and other incentives.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>>Selanos niestety dajesz się oszukać bzdurnym tekstom o wydajności pracownika. Polacy jako pracownicy są wydajniejsi, niestety jest coś takiego, jak wydajność miejsca pracy niezwiązana kompletnie z czynnikiem ludzkim, a dokładniej wydajność oprzyrządowania.
Zgadzam się. Wydajność pracy jest w pewnym sensie określeniem enigmatycznym. O ile "czynnik ludzki" jaki by nie był ma ograniczone jednak możliwości (fizyczne i potu) o tyle zależy to od organizacji wewnątrz miejsca pracy i uzbrojenia w technologię i zamaszynowienie.
>>Co przekłada się na wydajność pracy. Pracownicy w Polsce pracują więcej niż ci w Niemczech, właściwie to niemalże najwięcej w Europie, ale nie przekłada się to na wydajność.
Vide powyżej. Na zachodzie istnieje pojęcie dokładnego (co do minuty i co do centymetra) przygotowania dokumentacji przyszłego procesu tworzenia. Proces tworzenia wyliczony i oparty na harmonogramie prac czy usług towarzyszących trwa dłużej nieraz jak sama realizacja zadania tworzenia. Dlatego gdy dojdzie do prac tworzących pomysł jest "błyskawiczny" pod warunkiem, że harmonogram jest skrupulatnie przestrzegany. W Polsce jest niestety ciągła improwizacja i zmiany w trakcie tworzenia, co opóźnia czas oddania przyjętego zadania zgodnego z uprzednimi ustaleniami.
>Widzisz Selanos czyli w Polsce nie jest niska wydajność pracy.
Więc co to jest ta wydajność pracy? Ile osobnik może w końcu wytworzyć swoimi rękoma i wysiłkiem? Już w XIX wieku kapitalizm manchesterski zauważył, że wydłużanie czasu pracy (do 12 godzin) nie podnosi w wyraźny sposób ilości produkcji. Wytrzymałość organizmu ludzkiego jest jednak ograniczona i ma swoje nieprzekraczlne granice. Więc co jest miarą wydajności pracy?
> W Polsce jest niska wydajność oprzyrządowania. >Wynika to m.in. z biedy kapitałowej zwanej niedoinwestowaniem. Nie jest to wina przedsiębiorców, którzy z czegoś muszą żyć. Jednak jest to wina zyskownych gigantów polskiej gospodarki i ich regionalnych odpowiedników niezwykle ospale inwestujących w nowe technologie.
Jeśli mam fabrykę kubłów na śmieci, czyli żaden gigant gospodarczy, to nie jestem zależny od regionalnych odpowiedników ospale inwestujących a tylko od mojej pomysłowości i zaradności a także wkładów własnych w powodujących wzrost produkcji (nowe maszyny i ustawienia produkcji).
>Powtarzam polski pracownik jest niezwykle wydajny + ma beznadziejnie wydajny sprzęt = co daje ponoć niską wydajność pracy.
Raczej eksploatowany go granic wytrzymałości fizycznej, co przypomina wcześniej wytknięty kapitalizm "manchesterski".
> Selanos oczywiście nie widzisz strony kapitałowej, co jest fascynujące u liberałów. To nie pracownik jest odpowiedzialny za niską wydajność pracy.
Oczywiście. Szeregowy pracownik nie jest właścicielem firmy i nie odpowiada za jej wewnętrzną organizację. Ma to robić właściciel. Tak że ocena wydajności jest, powtarzam, enigmatyczna. Zły, nieprzygotowany, zarządca, to mała "wydajność", to praca nieraz 14 godzin dziennie. > Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
| | | | | | | |  | | Frank Holman (5897 punktów) | >Oczywiście. Szeregowy pracownik nie jest właścicielem firmy i nie odpowiada za jej wewnętrzną organizację. Ma to robić właściciel. Tak że ocena wydajności jest, powtarzam, enigmatyczna. Zły, nieprzygotowany, zarządca, to mała "wydajność", to praca nieraz 14 godzin dziennie.
W Polsce wygląda to tak: - mamy zagraniczne korporacje, - kilka perełek polskich biznesmenów osiągających niewątpliwe sukcesy, - trochę rodzinnych interesików, typu sklepik czy punkt usługowy, nierzadko funkcjonujący jeszcze od siermiężnego PRL-u lub założony w latach 89-91, gdzie w najlepszym wypadku zatrudniona jest dodatkowo (na zlecenie lub na czarno) jakaś sąsiadka lub dobra znajoma rodziny, - i mamy całą resztę: tj. .... działalności gospodarcze, założone przez starych chamów i buców albo młodych gnojków, zawsze prawie bez wykształcenia, którym się by w życiu nigdzie indziej nic nie udało, bo nikt nie miałby nawet ochoty z nimi rozmawiać; wszelkie kontakty "biznesowe" muszą z natury rzeczy ograniczać do sobie podobnych, względnie w ogóle wszystko za nich robią inne podstawione osoby (w skład tej grupy wchodzi także większość polskiej szarej i czarnej strefy, z wyjątkiem tzw. przestępców w białych rękawiczkach). PS. oprócz tego jest jeszcze trochę biznesów nazwijmy tymczasowych: - małe działalności otwierane przez młodych naiwnych np. za dotacje z PUP, najczęściej jakaś osiedlowa gastronomia działająca maks. 2 lata, aż jest kasa z dotacji i są preferencje zusowe, - trochę większych firm rodzinnych, z lat '90, które właśnie przez rodziców są oddawane w zarząd młodemu pokoleniu, tj. głupkowatym bezczelnym gnojkom, którzy te firmy doprowadzą do zniszczenia w maksymalnie kolejne 10 lat, - promile osób prowadzących zwykle całkiem uczciwie jednoosobowe działalności np. w zakresie tzw. nowoczesnych technologii (strony internetowe itd.), nierzadko jednak pracujące tylko na tzw. samozatrudnieniu bez żadnych szans na rozbudowę firm do etapu choćby kilkuosobowego zatrudnienia
|
|
| | | | | | |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | >>>Selanos niestety dajesz się oszukać bzdurnym tekstom o wydajności pracownika. Polacy jako pracownicy są wydajniejsi, niestety jest coś takiego, jak wydajność miejsca pracy niezwiązana kompletnie z czynnikiem ludzkim, a dokładniej wydajność oprzyrządowania.
Zgadzam się. Wydajność pracy jest w pewnym sensie określeniem enigmatycznym. O ile "czynnik ludzki" jaki by nie był ma ograniczone jednak możliwości (fizyczne i potu) o tyle zależy to od organizacji wewnątrz miejsca pracy i uzbrojenia w technologię i zamaszynowienie.
>>Co przekłada się na wydajność pracy. Pracownicy w Polsce pracują więcej niż ci w Niemczech, właściwie to niemalże najwięcej w Europie, ale nie przekłada się to na wydajność.
Vide powyżej. Na zachodzie istnieje pojęcie dokładnego (co do minuty i co do centymetra) przygotowania dokumentacji przyszłego procesu tworzenia. Proces tworzenia wyliczony i oparty na harmonogramie prac czy usług towarzyszących trwa dłużej nieraz jak sama realizacja zadania tworzenia. Dlatego gdy dojdzie do prac tworzących pomysł jest "błyskawiczny" pod warunkiem, że harmonogram jest skrupulatnie przestrzegany. W Polsce jest niestety ciągła improwizacja i zmiany w trakcie tworzenia, co opóźnia czas oddania przyjętego zadania zgodnego z uprzednimi ustaleniami.
>Widzisz Selanos czyli w Polsce nie jest niska wydajność pracy.
Więc co to jest ta wydajność pracy? Ile osobnik może w końcu wytworzyć swoimi rękoma i wysiłkiem? Już w XIX wieku kapitalizm manchesterski zauważył, że wydłużanie czasu pracy (do 12 godzin) nie podnosi w wyraźny sposób ilości produkcji. Wytrzymałość organizmu ludzkiego jest jednak ograniczona i ma swoje nieprzekraczlne granice. Więc co jest miarą wydajności pracy?
> W Polsce jest niska wydajność oprzyrządowania. >Wynika to m.in. z biedy kapitałowej zwanej niedoinwestowaniem. Nie jest to wina przedsiębiorców, którzy z czegoś muszą żyć. Jednak jest to wina zyskownych gigantów polskiej gospodarki i ich regionalnych odpowiedników niezwykle ospale inwestujących w nowe technologie.
Jeśli mam fabrykę kubłów na śmieci, czyli żaden gigant gospodarczy, to nie jestem zależny od regionalnych odpowiedników ospale inwestujących a tylko od mojej pomysłowości i zaradności a także wkładów własnych w powodujących wzrost produkcji (nowe maszyny i ustawienia produkcji).
>Powtarzam polski pracownik jest niezwykle wydajny + ma beznadziejnie wydajny sprzęt = co daje ponoć niską wydajność pracy.
Raczej eksploatowany go granic wytrzymałości fizycznej, co przypomina wcześniej wytknięty kapitalizm "manchesterski".
> Selanos oczywiście nie widzisz strony kapitałowej, co jest fascynujące u liberałów. To nie pracownik jest odpowiedzialny za niską wydajność pracy.
Oczywiście. Szeregowy pracownik nie jest właścicielem firmy i nie odpowiada za jej wewnętrzną organizację. Ma to robić właściciel. Tak że ocena wydajności jest, powtarzam, enigmatyczna. Zły, nieprzygotowany, zarządca, to mała "wydajność", to praca nieraz 14 godzin dziennie. > Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
Ich bin besser als mein Ruf
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Polecam skontaktowanie się z firmą Volkswagen i spytanie się gdzie były robione ich części.
Dobrze, części. A ile modeli VW jest składanych w Polsce? Caddy, który z racji pozycjonowania (odsyłam do podstaw marketingu) ma wyjątkowo niską marżę.
Wartość produktu (po ostatecznym montażu) przewyższa sumę wartości poszczególnych podzespołów.
Ergo: niemieckie linie są bardziej produktywne! Pomijając już fakt, gdzie mieszczą się biura konstrukcyjne VW i OEMs...
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
| | | | | |  | | Selanos (12869 punktów) | >Wartość produktu (po ostatecznym montażu) przewyższa sumę wartości poszczególnych podzespołów. >Ergo: niemieckie linie są bardziej produktywne! Pomijając już fakt, gdzie mieszczą się biura konstrukcyjne VW i OEMs...
No właśnie, o tym samym pisałem w bodajże moim pierwszym wpisie w tym temacie, ale osoby które ten wpis komentowały, zdają się zauważać tylko tą część, którą potrafią krytykować.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | TyDraniu (6569 punktów) | > Włoska fabryka w Polsce dostosowała się do warunków panujących w Polsce. Tak się przedstawia sytuacja na rynku pracy w Polsce: szukających pracy jest dużo, dających pracę jest mniej, więc Włosi mogą sobie pozwolić na zatrudnianie polskich pracowników za polskie pieniądze.Przypadek włoskiej fabryki makaronu Malma, która była najlepszym pracodawcą w Malborku wskazuje, że można dobrze płacić polskim pracownikom i mimo to osiągnąć sukces biznesowy. No, póki polski bank cię nie wykończy.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
> Przypadek włoskiej fabryki makaronu MalmaWłaściciel chyba był Francuzem, ale mniejsza o to. W każdym razie dał się nabić w butelkę jak dziecko. Wiadomo było, że z włoską grupą finansową nie wolno wchodzić w komitywę, skoro się ma konkurencję w postaci włoskiej firmy. Teraz markę Malma i linie produkcyjne wykupiła Lubella, a Lubella trzyma się na szczęście z daleka od podejrzanych o stronniczość banków. wyborcza.b(*)onu__Jak_upada_Malma.html?as=1Najgorsze jest to, że postępowanie w sprawie nadal trwa i końca mu nie widać, choć raczej wszystko powinno być jasne.
|
|
| | |  | 2 na 2 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >No pewnie. Linie produkcyjne instalowane w Polsce dostosowane są do obsługi przez polskich małpoludów, nie to co te niemieckie dla "nadczłowieków".
Nie ma potrzeby popadać w rozgoryczenie ani narodowościowe uprzedzenia. Niemieckie, czy - generalnie - zachodnie linie produkcyjne są bardziej produktywne przez fenomen tzw. added value: zachodzi tam ostateczny montaż a nie produkcja podzespołów i zespołów w myśl, że wartość produktu przewyższa sumę wartości jego elementów. Co komu po najnowszym samochodzie, jeśli przyjdzie do domu pocztą w skrzynkach zawierających części pierwsze?
>Ale nigdy nie zastanowiłeś się dlaczego tak jest.
To proste: zaplecze techniczne, zaplecze techniczne i jeszcze raz zaplecze techniczne. Polska ma za sobą kilkadziesiąt lat PRL-u, kiedy to przemysł i nauka nastawione były na brain drain dla "Wielkiego Brata". RFN w tym czasie inwestowało w instytuty naukowe, doskonalenie opłacalności produkcji, nowe technologie. Te dekady łożenia finansów są zbyt cenne, by osiągnięty know how eksportować za bezcen. Dlatego w Polsce składa się Opla Cascadę, który technologicznie jest przestarzały a nie projektuje silniki do Porsche, czy buduje zrobotyzowane linie lakiernicze. Promuje się proste, tanie, nieskomplikowane prace, nie drenujące technologii za granicę.
>Nie chodzi o to ile to "narobienie się" jest warte, ale ile da się jak najmniej zapłacić pracownikowi.
I znów niepotrzebna gorycz. Ma Pan wgląd w finanse wielkich korporacji? Ja z racji kierunku studiów miałem, przynajmniej w kwestii motoryzacji. Nie zdradzając zbyt wiele, gdyż część informacji jest conajmniej poufna, mogę powiedzieć z całym przekonaniem, iż większość z nich funkcjonuje na bardzo cienkiej linii. Gdy liczba zatrudnionych idzie w setki tysięcy podwyżka wynagrodzenia o 50 Centów na godzinę oznacza zwyczajnie bankructwo, ruinę, potrzebę restrukturyzacji i zwolnień dziesiątek tysięcy ludzi. Nie ma miejsce na społecznikowskie żale "że taka bieda i płacić trzeba więcej". Wie Pan ile czystego zarobku - po odjęciu kosztów własnych łącznie z pensjami - ma na jednym motocyklu Harley-Davidson? Jednego dolara!
To jak, koniec końców lepiej zwolnić 30 tysięcy ludzi a reszcie w zamian ledwo zauważalnie podnieść pensje?! Humbug!
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
| | | |  | | Frank Holman (5897 punktów) | >Wie Pan ile czystego zarobku - po odjęciu kosztów własnych łącznie z pensjami - ma na jednym motocyklu Harley-Davidson? Jednego dolara! H-D nie jest międzynarodową korporacją. Z tego co napisałeś jest rzetelną uczciwą firmą, gdzie całość zysku zostaje odpowiednio rozdzielona; w kosztach o jakich mówisz są oczywiście i pensje zarządu, a także rzetelnie zaksięgowane inwestycje. Tak rzetelnie prowadzona księgowość i tak może zastanawiać, skąd ten 1 USD resztówki. Pewnie tylko z wcześniejszych zaokrągleń niektórych miejsc po przecinku.
|
|
| |  | 4 na 6 | Maldoror XXIII (2480 punktów) | > >> >Jedyna różnica to 200 km na wschód, albo na zachód. Dlaczego Polak wyjeżdżając do pracy do owej fabryki do Niemiec, z dnia na dzień staje się tak wydajny jak "tambylcy", a wracając do Polski, nagle te wydajność, tajemniczo dla mnie, traci?> Tutaj nie chodzi o to ile ktoś się narobi, tylko o to ile jego (albo jej) narobienie się jest warte.> Lepiej tego nie potrafię wyjaśnić, może znajdzie się ktoś znający się na ekonomii i zrobi nam wykład > Oczywiście Kolega Selanos jak zwykle powtarza neoliberalne komunały o tzw. "wydajności pracy". Podam konkretny przykład: niemiecka firma "Leoni Kabel Polska". Szefem jest Niemiec i firma jest jednym z niemieckich oddziałów wielkiego koncernu. Cześć pracowników obsługująca tzw. extrudery pracowała zarówno w Niemczech jak i w Polsce. Okazuje się, że w Niemczech extrudery pracują na o połowę mniejszych obrotach niż w Polsce, natomiast płaca na identycznym stanowisku przy 2 - krotnie wyższej wydajności jest w Polsce 4 - krotnie niższa. Oczywiście nie łudzę się, że Kolega Selanos przejmuje się takimi drobnymi szczegółami jakimi są fakty...
br
|
|
| | |  | 3 na 5 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Oczywiście nie łudzę się, że Kolega Selanos przejmuje się takimi drobnymi szczegółami jakimi są fakty... Od dłuższego czasu czytam wypowiedzi Selanosa i wiem, że on filtruje fakty przez pryzmat swoich poglądów, dlatego wytykam mu, że te jego poglądy są wiarą, podobnie jak wiara religijna.
|
|
| | | |  | | Selanos (12869 punktów) | >Od dłuższego czasu czytam wypowiedzi Selanosa i wiem, że on filtruje fakty przez pryzmat swoich poglądów, dlatego wytykam mu, że te jego poglądy są wiarą, podobnie jak wiara religijna.
Kulka_na_mole, kiedy Ty wyrażasz swoją wiarę w to, że nie ważne jest to ile wydaje się pieniędzy, tylko uzyskany efekt, to ja krytykuję to w znacznie grzeczniejszy sposób. Po prostu grzecznie przypominam, że pieniądze nie spadają z nieba, że jak się wydaje więcej niż się ma, to popada się w długi, od tego rosną odsetki aż w końcu ktoś się budzi z ręką w nocniku.
|
|
| | |  | | Selanos (12869 punktów) | >Oczywiście Kolega Selanos jak zwykle powtarza neoliberalne komunały o tzw. "wydajności pracy". Podam konkretny przykład: niemiecka firma "Leoni Kabel Polska". Szefem jest Niemiec i firma jest jednym z niemieckich oddziałów wielkiego koncernu. Cześć pracowników obsługująca tzw. extrudery pracowała zarówno w Niemczech jak i w Polsce. Okazuje się, że w Niemczech extrudery pracują na o połowę mniejszych obrotach niż w Polsce, natomiast płaca na identycznym stanowisku przy 2 - krotnie wyższej wydajności jest w Polsce 4 - krotnie niższa. Oczywiście nie łudzę się, że Kolega Selanos przejmuje się takimi drobnymi szczegółami jakimi są fakty...
Płaca nie zależy tylko od wydajności. Już gdzieś to pisałem, na rynku pracy też mamy popyt i podaż, teraz mamy więcej pracowników, w dodatku z nieadekwatnymi kwalifikacjami, niż miejsc pracy, więc płaca jest mała. Drugą kwestią jest to, że Pan wziął pod uwagę wydajność pracy liczoną dla danego zakładu, a nie dla całego kraju. Jeżeli w Polsce mamy małą wydajność, czyli również małe płace, to niemiecka firma może dostosować pensję do warunków polskich i pracownicy nie będą na to narzekać.
Nie wiem nic o tej konkretnej firmie, więc nie mogę nic powiedzieć o innych czynnikach np. o tym co produkuje etc.
|
|
| |  | 2 na 2 | Konowal (6291 punktów) | > >Bardzo proszę, żeby ktoś wytłumaczył mi, co to jest, ta wydajność pracy."Statystyczny Polak, według danych OECD za rok 2011, pracuje 1940 godzin rocznie i wytwarza w ciągu godziny dobra i usługi wartości 24,7 dol. Oznacza to jeden z najdłuższych czasów pracy w UE i najniższą jej wydajność (Niemiec: 1473 godz., 53,6 dol.; Norweg 1455 godz., 75,2 dol.). Według metodologii Eurostatu Polak pracuje 40,7 godz. tygodniowo i wypracowuje w ciągu godziny 8,8 dol. (Niemiec 35,7 godz., 24,8 dol., Norweg 32,2 godz., 54,1 dol.) Według OECD wydajność pracy w Polsce jest więc trzy-, a według statystyk UE sześciokrotnie niższa niż w Skandynawii. Na wszelki wypadek zaznaczam, że wydajność pracy nie ma nic wspólnego z pracowitością, jak bywa to rozumiane przez laików. Jest to parametr ekonomiczny mierzący sprawność państwa i gospodarki - czyli, w naszym wypadku, bałagan, korupcję i nieudolność zarządzania." www.gazeta(*)0289-zadnych-hasel-tylko-fakty
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | |  | 3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Na wszelki wypadek zaznaczam, że wydajność pracy nie ma nic wspólnego z pracowitością, jak bywa to rozumiane przez laików. Jest to parametr ekonomiczny mierzący sprawność państwa i gospodarki Brawo! Wreszcie zrozumiałeś, że to państwo odpowiada za wyniki ekonomiczne pracodawców i pracowników, bo państwo ma możliwości wpływania zarówno na warunki tworzenia jak i prowadzenia biznesu. Polskie państwo nic lub niewiele w tym zakresie robi, bo od 1989 roku tym państwem zarządzają ludzie oczadzeni ideologią "wolnego rynku", którego jeszcze nikt nigdzie nie widział ani nie wprowadził.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Selanos (12869 punktów) | >bo od 1989 roku tym państwem zarządzają ludzie oczadzeni ideologią "wolnego rynku", którego jeszcze nikt nigdzie nie widział ani nie wprowadził.
Jak to się więc stało, że na zachodzie jest często więcej tego złego wolnego rynku, niż u nas? No północy zresztą też. I na południu. Tylko wschód nas nie zawiódł i u rusów jest gorzej.
|
|
| | | |  | 4 na 4 Bill Kilgore (3086 punktów) (zablokowany) | >Polskie państwo nic lub niewiele w tym zakresie robi, bo od 1989 roku tym państwem zarządzają ludzie oczadzeni ideologią "wolnego rynku", którego jeszcze nikt nigdzie nie widział ani nie wprowadził.
Brak ingerencji jest warunkiem koniecznym ale nie wystarczającym istnienia wolnego rynku.
Tym drugim jest stworzenie ram prawnych umożliwiających zaistnienie warunków wysokiej konkurencji. A jak jest?
-Przymusowy, niewydolny system ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych umniejszający de factokonkurencyjność, wynagrodzenia a za tym i siłę nabywczą; -rozliczne koncesje, zezwolenia, certyfikaty i pozwolenia ograniczające dostęp do pewnych branż; - niejawne, pół-jawne i inne różne dziwolągowate przetargi, na których - nietransparentnych - łamach wiele mniejszych przedsiębiorstw jest wykluczanych z relacji B2G i nawet nie wiedzą na jakiej podstawie; - skomplikowane, nieprzejrzyste i gargantuicznie rozrośnięte przepisy podatkowe. Ja chyba bez doktoratu w prawie podatkowym działalności w Polsce bym nie otworzył. Ze strachu, zwyczajnie.
Nie widzę sensu w psioczeniu, że złej sytuacji gospodarczej w Polsce winien jest "wolny rynek". Tenże po prostu w Polsce nie funkcjonuje, conajwyżej rynek janosikowo-kolesiowski. Spartolona prywatyzacja, tak często stawiana za dowód "wolnorynkowości" dowodzi jedynie faktu, że spaśli się na niej eks-partyjni i polityczni bonzowie korzystając z insider-info.
Fabricati Diem, Pvnc!
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Konowal (6291 punktów) | >... bo od 1989 roku tym państwem zarządzają ludzie oczadzeni ideologią "wolnego rynku", którego jeszcze nikt nigdzie nie widział ani nie wprowadził. Ludzie ci nawet jakby się o "wolny rynek" potknęli to by nie wiedzieli o co chodzi. Nie ma w Polsce wolnego rynku - był przez chwilę po wprowadzeniu ustawy Wilczka, ale się długo nie ostał.
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć. św. Augustyn
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > >>>... bo od 1989 roku tym państwem zarządzają ludzie oczadzeni ideologią "wolnego rynku", którego jeszcze nikt nigdzie nie widział ani nie wprowadził.> Ludzie ci nawet jakby się o "wolny rynek" potknęli to by nie wiedzieli o co chodzi.Czy to jest odpowiedź na tezę pana "Kulka na mole": ideologia "wolnego rynku", którego jeszcze nikt nigdzie nie widział ani nie wprowadził.> Nie ma w Polsce wolnego rynkuWikipedia o Wolnym rynku - rodzaj rynku, na którym wymiana dóbr dokonuje się w wyniku dobrowolnie zawieranych transakcji pomiędzy kupującymi, a sprzedającymi przy dobrowolnie ustalonej przez nich cenie. Na wolnym rynku kupujący i sprzedający nie podlegają żadnym ograniczeniom ani przymusowi ze strony podmiotów zewnętrznych (np. władzy publicznej), a warunki transakcji - w szczególności cena - zależą jedynie od ich obopólnej zgody. pl.wikipedia.org/wiki/Wolny_rynekTak, w Polsce nie ma "wolnego rynku", jak nigdy i nigdzie wolnego rynku nie było od samych początków cywilizacji, to podobna idea, bez faktycznego pokrycia, jak komunizm. > - był przez chwilę po wprowadzeniu ustawy Wilczka, ale się długo nie ostał.Tak, spore są zasługi Wilczka w próbie postawienia gospodarki socjalistycznej na nogi przez jej urynkowienie: Od 1985 roku Mieczysław Wilczek był doradcą komisji sejmowych. W 1988 roku został wytypowany na ministra przemysłu w rządzie Mieczysława Rakowskiego.
Jako minister przemysłu stał się rzecznikiem gruntownej reformy polskiej gospodarki. Zaproponował zamknięcie wielu państwowych zakładów pracy, które uważał za nierentowne z punktu widzenia ekonomicznego. Rozpoczął w Polsce zmiany prawne mające na celu wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej. W 1988 roku przeforsował w Sejmie liberalną ustawę o przedsiębiorczości, która spowodowała aktywizację drobnych przedsiębiorców w ostatnich miesiącach istnienia Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
W 1989 roku podczas obrad Okrągłego Stołu Mieczysław Wilczek był przedstawicielem strony rządowej w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej. /Wikipedia/ Ale nie oszukujmy siebie i innych do "wolnego rynku", to jeszcze strasznie daleko było. @@@
Wiara albo rozum - wybór należy do ciebie. .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Frank Holman (5897 punktów) | >Tak, spore są zasługi Wilczka w próbie postawienia gospodarki socjalistycznej na nogi przez jej urynkowienie: Od 1985 roku Mieczysław Wilczek był doradcą komisji sejmowych. W 1988 roku został wytypowany na ministra przemysłu w rządzie Mieczysława Rakowskiego. >Jako minister przemysłu stał się rzecznikiem gruntownej reformy polskiej gospodarki. Zaproponował zamknięcie wielu państwowych zakładów pracy, które uważał za nierentowne z punktu widzenia ekonomicznego. Rozpoczął w Polsce zmiany prawne mające na celu wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej. W 1988 roku przeforsował w Sejmie liberalną ustawę o przedsiębiorczości, która spowodowała aktywizację drobnych przedsiębiorców w ostatnich miesiącach istnienia Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. >W 1989 roku podczas obrad Okrągłego Stołu Mieczysław Wilczek był przedstawicielem strony rządowej w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej. /Wikipedia/
Minister Wilczek był tylko pionkiem w grze, po stronie tych prawdziwych graczy, których zamiarem było się uwłaszczyć, tj. zachować siłę i władzę po nieuchronnym dostosowaniu się polskich peryferiów do zasad działania centrum systemu świata. Po drugiej stronie stołu weszli natomiast do gry gracze, którzy nie rozumieli nawet o co się gra toczy; chcieli dostać (i dostali) władzę w dotychczasowym znaczeniu, która za chwilę... dała im już tylko możliwości dodawania punktów przeciwnikowi, w imię własnego (nie)rozumienia celu gry.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52278 punktów) | . > Minister Wilczek był tylko pionkiem w grze, po stronie tych prawdziwych graczy, których zamiarem było się uwłaszczyć, tj. zachować siłę i władzę po nieuchronnym dostosowaniu się polskich peryferiów do zasad działania centrum systemu świata. Po drugiej stronie stołu weszli natomiast do gry gracze, którzy nie rozumieli nawet o co się gra toczy; chcieli dostać (i dostali) władzę w dotychczasowym znaczeniu, która za chwilę... dała im już tylko możliwości dodawania punktów przeciwnikowi, w imię własnego (nie)rozumienia celu gry.Podana (przeze mnie) wyżej informacja jest tylko cytatem z Wikipedii. Ja nie wiem jak było, dalece nie należę do tych "poinformowanych", ot czytam różne teksty i samodzielnie myślę. Nie oddając prawa do ocen i poglądów jakimś tam mediowym autorytetom: www.racjon(*)m.php/s,586137/z,0/d,1#w586457www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,475865#w476059www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,577586#w581309Namawiam do tego wszystkich, a i sam staram się być odpornym na kit ideologiczny wciskany nam nachalnie przez znakomitą większość mediów, a także różnych internetowych ideologów: "O wciskaniu kitu" Harry G. Frankfurt.
"Kłamca ukrywa przed nami zamiar odwiedzenia nas od właściwej oceny rzeczywistości; mamy nie wiedzieć, iż chce, byśmy uwierzyli w coś, co sam uważa za nieprawdę. Wciskający kit ukrywa przed nami iż to, czy mówi prawdę, czy nie, jest mu całkowicie obojętne; mamy się nie zorientować, że nie przyświeca mu ani chęć powiedzenia prawdy, ani też chęć jej ukrycia. Nie oznacza to bynajmniej, iż jego mowa jest popędliwa i anarchicznie nieuporządkowana - nie, on jedynie rządzi się i kieruje motywami niemającymi nic wspólnego z troską o zgodność z rzeczywistym stanem rzeczy. I dalej: www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,587643#w588191Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| |  | 1 na 1 Nietsche (4548 punktów) (zablokowany) | >Tutaj nie chodzi o to ile ktoś się narobi, tylko o to ile jego (albo jej) narobienie się jest warte.< Masz absolutnie rację. Praca = siła x droga obowiązuje tylko w fizyce. W ekonomii jest inaczej. Nie wiem dlaczego uczepiliście się Niemców. Duńczycy, Holendrzy, Irlandczycy..ostatnio nawet Austriacy, wszyscy ci stoją wyżej od Niemców. A na samym szczycie tradycyjnie już Luksemburg, gdzie taśmy fabrycznej trzeba szukać ze świecą. Gospodarka to żywy organizm i system naczyń połączonych. Pracowity Polak, a taką opinię posiadają Polacy, może się nabiegać przy taśmie do upadku. Jeżeli ekonomią będą sterować ekonomiści którzy powiadają: pierwszy milion trzeba ukraść, cały ten trud niewiele przyniesie. Pan Andrzej Bogusławski przytoczył niedawno bardzo mądry cytat pewnego (specjalisty?) z lat 90-tych, powątpiewający w skuteczność rozwoju kapitalizmu w Polsce ze względów mentalnych. Ostatnie 20 lat potwierdziły tamto proroctwo. Długo można dyskutować o niskiej wydajności i niskich płacach. Bez poruszenia tematu szarej sfery, korupcji, złego prawa pracy i prawa gospodarczego oraz niewydolności sądów - cała dyskusja jest dyskusją obok tematu.
Nauka objaśnia wszystko. Teologia objaśnia resztę.
|
|
| | |  | | Frank Holman (5897 punktów) |
>Bez poruszenia tematu szarej sfery, korupcji, złego prawa pracy i prawa gospodarczego oraz niewydolności sądów - cała dyskusja jest dyskusją obok tematu.
Niewydolność polskich sądów jest sprawą bezsporną od lat i cholernie poważną. Dlaczego sprawa ta nie tylko nie została dotąd rozwiązana, ale wręcz nie jest rozwiązywana, nie trwają nad nią chyba nawet żadne realne prace. ???
Ja rzucam tezę, oczywiście może być błędna, że wyłącznym winnym tej sytuacji, są korporacje sędziowskie i brak siły rządu, aby je zmusić (za pośrednictwem Parlamentu pewnie, a może i Zgromadzenia Narodowego lub Referendum Powszechnego) do całkowitej renegocjacji obecnego układu. Tymczasem gdy poprzednie rządy w ogóle uciekały od problemu, obecny postanowił powołać na stołek osobę moim zdaniem skrajnie ograniczoną umysłowo, która zaczęła uskuteczniać zmiany (przygotowane przez ludzi spoza rządu, którzy w niewydolności chyba mają interes) pogłębiające tylko problem, tj. systematycznie likwidowanie sądów, zamiast drastycznego zwiększenia ich obsady, a także częściowo i ilości. W efekcie tych umysłowo chorych ruchów, w odwecie niejako, powstała ustawa, która zamiast patologii dać przysłowiowego kopa w dupa, założyła jej powróz i wbiła wielkim klinem gwarantującym dłogookresowe pasanie się na polskim ugorze.
|
|
|  | 4 na 4 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>Bardzo proszę, żeby ktoś wytłumaczył mi, co to jest, ta wydajność pracy. Dlaczego Niemiec na taśmie produkcyjnej w fabryce jest bardziej wydajny od Polaka, na takiej samej taśmie, w takiej samej fabryce, produkującej to samo? Jedyna różnica to 200 km na wschód, albo na zachód. Dlaczego Polak wyjeżdżając do pracy do owej fabryki do Niemiec, z dnia na dzień staje się tak wydajny jak "tambylcy", a wracając do Polski, nagle te wydajność, tajemniczo dla mnie, traci? << Wydajność należy liczyć na podstawie dochodu ze sprzedaży. Ta taśma to tylko część całości. Ale jeśli ponadto budujemy pasy startowe na lotniskach i autostrady, które rozpadają się tydzień po oddaniu, mimo że budowa 1 km takiej polskiej kosztowała więcej niż inni wydają na budowę 1 km tunelu pod Alpami, to jest tak, jak jest. Jeśli polski emeryt chce spędzać czas pod palmami, to najwyższy czas, żeby je sobie w doniczkach posadził.
|
|
|  | 2 na 2 Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | >Bardzo proszę, żeby ktoś wytłumaczył mi, co to jest, ta wydajność pracy. Dlaczego Niemiec na taśmie produkcyjnej w fabryce jest bardziej wydajny od Polaka, na takiej samej taśmie, w takiej samej fabryce, produkującej to samo? Jedyna różnica to 200 km na wschód, albo na zachód. Dlaczego Polak wyjeżdżając do pracy do owej fabryki do Niemiec, z dnia na dzień staje się tak wydajny jak "tambylcy", a wracając do Polski, nagle te wydajność, tajemniczo dla mnie, traci?
Bo ta wydajność to nie jest miara jego pracowitości tylko wydajności jego stanowiska pracy w konkretnych warunkach społeczno ekonomicznych. Na to ma wpływ sprzęt, wiedza, doświadczenie(nie tylko jego ale również ludzi którzy nim zarządzają) kapitał, jak również podatki i biurokracja. Nie tylko wysokość podatków ale również czas który przedsiębiorca musi poświęcić na ich zapłacenie czy na walkę z biurokracją. Na to mają wpływ również haracz płacony mafii i łapówki. Na tą wydajność ma wpływ ryzyko ponoszone przez przedsiębiorców, np. wahanie kursów walut. Złotóweczka wykończyła już nie jedno przedsiębiorstwo.
Gdyby opłacało się komuś zbudować firmę w Polsce i płacić pracownikom niemieckie stawki (mówimy o całej gospodarce a nie o jakichś skrajnych pojedynczych przypadkach)wciąż osiągając przyzwoite zyski,to by oznaczało że dziś Polscy przedsiębiorcy płacąc niższe stawki zbijają kokosy. Przy tak wysokich marginesach zysku bezrobocia by już dawno nie było, bo drzwiami i oknami pchali by się chętni do zatrudniania Polaków i robienia na tym interesu życia. Niestety jest inaczej i to nie wynika z mitycznej zmowy złych przedsiębiorców czy innych spisków bankierów tylko z tego jak trudno w Polsce stworzyć stanowisko pracy i na tym zarobić.
|
|
| |  | | Frank Holman (5897 punktów) | > Gdyby opłacało się komuś zbudować firmę w Polsce i płacić pracownikom niemieckie stawki (mówimy o całej gospodarce a nie o jakichś skrajnych pojedynczych przypadkach)wciąż osiągając przyzwoite zyski,to by oznaczało że dziś Polscy przedsiębiorcy płacąc niższe stawki zbijają kokosy. Przy tak wysokich marginesach zysku bezrobocia by już dawno nie było, bo drzwiami i oknami pchali by się chętni do zatrudniania Polaków i robienia na tym interesu życia. Niestety jest inaczej i to nie wynika z mitycznej zmowy złych przedsiębiorców czy innych spisków bankierów tylko z tego jak trudno w Polsce stworzyć stanowisko pracy i na tym zarobić.Nieprawda. Wynika to tylko z tego, że ten "margines zysku" nie jest aż tak mitycznie wysoki. Jest o "tylko" od kilkudziesięciu do kilkunastu procent za wysoki. To za mało aby osiągnąć średnią pensję niemiecką w Euro, czyli od razu 2-3-krotność średniej pensji bieżącej. Dlaczego np. Koreańczycy mogą otwierać zakłady w podwrocławskich strefach, w których pracownikom płacą minimalne pensje, a sobie samym po 30 tys. miesięcznie plus bonus kolejne 30 tys. co drugi miesiąc i transferować to bezpośrednio na konto w Korei. To, że Ciebie ktoś zindoktrynował, że w Polsce tzw. zagraniczni inwestorzy nie robią interesów życia, to nie znaczy, że tak właśnie jest. Cytat: Skoro więc wyjaśnienie naszej, niewolniczej pracy w kategoriach "głupiego jelenia" i "zadowolonego rencisty, emeryta lub bezrobotnego" jest ze względu na oczywiste dane rynkowe niepoprawne, to pozostaje nam poszukiwanie złodzieja naszych "pieniędzy za naszą pracę" pośród pracodawców. Około 60% wartości dodanej, którą wytwarzamy, zabierają nam właściciele firm, w których pracujemy. Gdyby właściciel monopolowego, w którym nocami harują studenci za 1200 złotych miesięcznie, podniósłby im pensję do 1900 złotych netto, wówczas postąpiłby jak cywilizowany Europejczyk. To jednak wiązałoby się z uszczerbkiem o 700 złotych na zyskach pracodawcy. Największe polskie firmy giełdowe całkiem nieźle radzą sobie w generowaniu zysków. Nie oznacza to jednak tego, że szeregowi pracownicy tych firm otrzymują europejskie pensje. Wypracowywana wartość dodana jest wypłacana właścicielom firm (co jest rzadką praktyką) lub transferowana, w postaci rzekomych inwestycji, do firm-matek mających swoje siedziby, niekiedy, na Kajmanach. Taka diagnoza jest potwierdzona przez rozrzut pomiędzy wysokością średnich zarobków w Polsce a ich medianą (oraz modalną zarobków). Średnie zarobki wynoszą około 3600 złotych brutto, zaś mediana około 2700 złotych. Rozrzut wynosi więc 33% (czyli jedną trzecią). Modalna zarobków jest jeszcze niższa. Oznacza to, że właściciele oraz szczebel zarządzający zarabia niewspółmiernie więcej od szeregowych pracowników. Ci ostatni są najzwyczajniej okradani z wypracowywanej wartości dodanej. blogi.news(*)62,polacy-sa-niewolnikami.html
|
|
| | |  | Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) | > Nieprawda. Wynika to tylko z tego, że ten "margines zysku" nie jest aż tak mitycznie wysoki. Jest o "tylko" od kilkudziesięciu do kilkunastu procent za wysoki. To za mało aby osiągnąć średnią pensję niemiecką w Euro, czyli od razu 2-3-krotność średniej pensji bieżącej. Dlaczego np. Koreańczycy mogą otwierać zakłady w podwrocławskich strefach, w których pracownikom płacą minimalne pensje, a sobie samym po 30 tys. miesięcznie plus bonus kolejne 30 tys. co drugi miesiąc i transferować to bezpośrednio na konto w Korei. To, że Ciebie ktoś zindoktrynował, że w Polsce tzw. zagraniczni inwestorzy nie robią interesów życia, to nie znaczy, że tak właśnie jest.Mhm ludzie na świecie inwestują w obligacje osiągając zerowe lub ujemne zyski a tu w PL można zarobić kokosy rzędu kilkudziesięciu procent zwrotu z inwestycji i nie zasypali nas jeszcze tymi swoimi pieniędzmi? Wiesz ile kasy trzeba zainwestować żeby uzyskać taki zwrot ze stanowiska pracy? To że stanowisko pracy przynosi jakiś zysk nie znaczy że cała inwestycja przynosi kokosy bo widzisz najpierw trzeba w ten interes wtopić majątek i dopóki ten majątek się nie zwróci to cała inwestycja jest pod kreską. Ale komuś się nie liczy kosztów tylko zyski. Skoro tak łatwo jest w Polsce zarobić to sam zostań przedsiębiorcą. Jeśli nie masz kasy to zacznij od czegoś małego, przy takich zyskach jak opisujesz szybko zrobisz majątek. Na start można dostać nawet dotacje. Pokaż co potrafisz i pochwal się za jakiś czas
|
|
| | | |  | | Frank Holman (5897 punktów) | > Skoro tak łatwo jest w Polsce zarobić to sam zostań przedsiębiorcą. Jeśli nie masz kasy to zacznij od czegoś małego, przy takich zyskach jak opisujesz szybko zrobisz majątek. Na start można dostać nawet dotacje. Pokaż co potrafisz i pochwal się za jakiś czas  Nie cierpię teoretyków oderwanych od rzeczywistości. Dla przykładu powiem tylko, że pieniądze "na start" jakie sobie uroiłeś z propagandy rządowej, dawno się w tym roku skończyły. Najbliższa szansa w styczniu, oczywiście tylko dla znajomych królika (plus 2-3 przypadki wg procedury w razie jakby dziennikarze pytali albo kontrol jakaś była). Na te przypadki liczę (znaczy nie osobiście ja, ja nie potrzebuję, ale osoby, którym pomagam trochę załatwiać takie sprawy), jakieś "wejścia" też by się przydały, kto wie, może do końca roku coś się znajdzie. .... Co innego, gdybym był "inwestorem z Kataru" oooo, Dostałbym pewnie darmowe miejsce w strefie jakieś, 5-letnie zwolnienia podatkowe, albo jakiś faktycznie jeszcze działający ostatkami sił cały zakładzik. Bez sprawdzenia nawet jakie są moje możliwości biznesowe, a nawet .... czy w ogóle istnieję.
|
|
 | | Frank Holman (5897 punktów) | >Racz zauważyć pewną rzecz: większość krajów które nas wyprzedzają, to kraje zachodnie, które nie miały przeogromnej przyjemności przechodzenia przez kilkadziesiąt lat komunizmu. Za to te za nami, albo blisko nam na tej liście, to (w większości) kraje z dawnego bloku wschodniego.
No, tylko dlaczego zarówna w tym, jak i w większości różnego typu rankingów (tu akurat z wyjątkiem li tylko Ukrainy), lepiej od Polski wypadają także i wszystkie inne państwa postsocjalistyczne.?
|
|
|  | 2 na 2 | Selanos (12869 punktów) | >No, tylko dlaczego zarówna w tym, jak i w większości różnego typu rankingów (tu akurat z wyjątkiem li tylko Ukrainy), lepiej od Polski wypadają także i wszystkie inne państwa postsocjalistyczne.?
Rzeczywiście, trochę lepiej. Nie wiem czemu to przypisać, może to wina bałaganu jaki panuje w tym kraju, może to wina urzędów które pracują fatalnie, może to mentalność "nic się nie opłaca", może to traktowanie ludzi którzy wybijają się przed szereg jak przestępców?
Polacy to wspaniali ludzie, ale jako społeczeństwo to jest cyrk na kółkach.
|
|
8 na 8 | Matix (5786 punktów) | Nadal nie rozumiem tych wszystkich kompleksów Polaków. Kuźwa przecież to jest oczywiste, że nie mamy takiego dobrobytu jak Anglia, Niemcy, czy Skandynawia, bo nie możemy mieć. Oni nie mieli na karku kilkudziesięciu lat komuny zakończonej szeregiem przekrętów cwaniaków od łatwych pieniędzy. Weźcie w końcu to zrozumcie Polacy, że to nie jest Wasza wina do cholery! To, że kraje zachodnie są bardziej rozwinięte nie wynika z tego, że ludzie są tam bardziej genialni tylko po prostu z historii i sytuacji geopolitycznej!
|
|
 | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | >Nadal nie rozumiem tych wszystkich kompleksów Polaków. Kuźwa przecież to jest oczywiste, że nie mamy takiego dobrobytu jak Anglia, Niemcy, czy Skandynawia, bo nie możemy mieć. Oni nie mieli na karku kilkudziesięciu lat komuny zakończonej szeregiem przekrętów cwaniaków od łatwych pieniędzy. Weźcie w końcu to zrozumcie Polacy, że to nie jest Wasza wina do cholery! To, że kraje zachodnie są bardziej rozwinięte nie wynika z tego, że ludzie są tam bardziej genialni tylko po prostu z historii i sytuacji geopolitycznej! > No, tylko dlaczego zarówna w tym, jak i w większości różnego typu rankingów (tu akurat z wyjątkiem li tylko Ukrainy), lepiej od Polski wypadają także i wszystkie inne państwa postsocjalistyczne.?
|
|
|  | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >No, tylko dlaczego zarówna w tym, jak i w większości różnego typu rankingów (tu akurat z wyjątkiem li tylko Ukrainy), lepiej od Polski wypadają także i wszystkie inne państwa postsocjalistyczne.? Bo nie pozwoliły żadnemu Balcerowiczowi na "terapię szokową"?
|
|
3 na 3 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Cytat:W zleconym przez ONZ pierwszym w historii badaniu życia seniorów Polska zajęła 7. miejsce od>końca w Europie i 62. wśród 91 zbadanych krajów - czytamy w "Gazecie Wyborczej".... > (źródło)Faktycznie, statystycznie nie najlepiej, ale za to my mamy TVN24, a jak dzisiaj powiedziano w telewizorze 81 % obywateli jest bardzo zadowolonych ze swojej sytuacji (tendencja rosnąca). Żeby jeszcze tylko nie było tych księży pedofilów to pełnia szczęścia.
|
|
 | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Takiej propagandy sukcesu jak obecna, to nawet za Gierka nie było.
|
|
|  | 1 na 1 | Frank Holman (5897 punktów) | >Takiej propagandy sukcesu jak obecna, to nawet za Gierka nie było. > Zwłaszcza, że za Gierka na prawdę ludziom poprawiało się życie, a krajowa gospodarka się rozwijała. Za kredyty, których wcale nie trzeba było spłacać, gdyby tylko wykonać wszystkie zalecenia Sachsa,a nie tylko wybrane - podstawowym z nich była odmowa spłacania komunistycznych długów.
|
|
| |  | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Kredyty zaciągnięte za Gierka zostały Polsce umorzone w 50% i dawno zostały spłacone wraz z odsetkami, ale obecna propaganda ogłosiła dopiero w zeszłym roku, że te kredyty zostały spłacone. Wszystkie rządy od 1989 zaciągają kredyty, ale nie chwalą się w jakiej wysokości i na co.
|
|
| | |  | | Frank Holman (5897 punktów) | >Kredyty zaciągnięte za Gierka zostały Polsce umorzone w 50% i dawno zostały spłacone wraz z odsetkami, ale obecna propaganda ogłosiła dopiero w zeszłym roku, że te kredyty zostały spłacone. >Wszystkie rządy od 1989 zaciągają kredyty, ale nie chwalą się w jakiej wysokości i na co. > Mogły być umorzone w praktycznie 100% i nie trzeba by było pobierać nowych, których odmowa spłaty bez kolejnej rewolucji społecznej nie jest możliwa, na spłaty tych 50%. Jedną z form jakich to wymagało było np. uznanie PRL-u za państwo zbrodnicze i przyjęcie, że III RP nie jest jego następcą. Niestety ideologiczne durnie, które myślą o symbolach, a nie realnych pieniądzach nie godziły się na to i kiedyś i nie zgodziłyby sie pewnie i teraz. I tak to właśnie działa.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|