Ostatnio zauważyłem, że niezwykle mocno garnę się do dyskusji. Nie tyle nawet ja to zauważyłem, co inni. Faktycznie, nie byłem w stanie się z nimi nie zgodzić. Lubię konfrontować zdanie swoje z czyimś. Pewnie dlatego aktywny jestem na kilku, a może kilkunastu internetowych forach (forum.wislakrakow.com; racjonalista.pl/forum i wiele innych). Często też dyskutuję, w rozmowie "na żywo", czy też używając gadu-gadu. Wymieniać przemyślenia mogę z osobami, które je posiadają. Kiedyś, już spory czas temu, garnąłem się do poważnych rozmów z osobami uważanymi przeze mnie za posiadające mniejsze zasoby wiedzy, inteligencji, błyskotliwości od moich. Chciałem chyba (tak sądzę, bo teraz jest to dla mnie dosyć niezrozumiałe) pokazać jaki to ja wspaniały nie jestem, nie tyle przed moim rozmówcą, co przed sobą. Im większą wiedzę posiadałem, tym bardziej obserwowałem jak mało wiem. Swoją drogą jest tak nadal - im więcej wiem, tym bardziej jest przeze mnie zauważane, jaka ta ilość wiedzy jest mała. Wraz ze wzrostem wiedzy jednak, nie tylko widzę, jak bardzo jestem niedoskonały, ale też i rośnie moja skromność, nieskromnie mówiąc. I to właśnie nabycie większej skromności pozwoliło na dostrzeżenie faktu, że z niektórymi osobami nie warto wdawać się w dyskusje. Nie warto wdawać się w dyskusje z ludźmi, których celem nie jest pokojowa wymiana poglądów. I nie wdaję się w rozkminianie tego, czy celem takich ludzi jest pokazanie, że zawsze "ja mam rację", czy jeszcze co innego. Po prostu nie mam ochoty z takimi ludźmi dyskutować. Jeśli mam powody twierdzić, że ktoś się nie nadaje do dyskusji, to jej nie tylko nie zacznę, ale i nie będę podtrzymywać. Z dyskusji, które cenię, biorę wiele pozytywnych rzeczy. Od spojrzenia na rozmówcę z większym, niż dotychczas szacunkiem, przez same doznania wyjęte z dialogu, aż po, co najważniejsze, nowe spojrzenie na temat. Dyskusje rozwijają, bo po inteligentnie przeprowadzonej wymianie zdań, otrzymuje się zwykle prawdziwszy obraz omawianej kwestii, bo popartej większą ilością opinii, aniżeli miało to miejsce dotychczas. Dzięki dyskusji często też dane jest wysnuć ciekawe wnioski. W ogóle tego typu rozmowy podtrzymują kontakty międzyludzkie, które przez wyraźne przyspieszenie tempa życia, są coraz bardziej osłabiane. Spotkałem się z opiniami, że przez Internet nie można prowadzić dyskusji, że tracą one wtedy wiele na swojej wartości. Jakkolwiek, faktycznie, przez kable nie mamy takiego stricte bezpośredniego kontaktu z rozmówcą, ale zauważam w takiej formie dyskusji też przynajmniej dwie zalety. Gdy piszę, a nie mówię (pod wpływem emocji najczęściej), mój język jest czystszy. Oto przykład: Gdy ostatnio "na żywo" dyskutowałem z kumplem o komercji (itp.) zdarzyło mi się, przyznaję bez bicia, niejednokrotnie powiedzieć "ja pierdolę", czy tyleż standardowe, co legenarne już "k***a mać". Gdy kilka dni potem dwukrotnie dyskutowałem przez gadu-gadu, nie użyłem wulgarnego słowa ani razu. Drugą zaletą jest często przełamanie bariery nieśmiałości przez osoby, które patrząc w oczy rozmówcy pewnie nie odważyłyby się wypowiedzieć swoich poglądów. Oczywiście na dyskusje, jak na wszystko inne, jest odpowiednia pora i odpowiednie miejsce. Nie jest bowiem w porządku rozpoczynać dyskusję, gdy trzeba coś szybko postanowić itp. W każdym razie każdy znak ukazujący możliwość rozpoczęcia rozmowy o jakimś konkretnym temacie będę się starał rozwijać tak, by powstała z tego znaku wartościowa dyskusja. Czyli będę się zachowywał jak matka, która stara się wychować na wartościowego dorosłego człowieka, urodzone przez nią dziecko. Jednym słowem: będę rozwijał dyskusje, bo one rozwijają mnie. Tobie takie podejście też polecam. Chciałem się dowiedzieć co Wy myślicie o dyskusjach, ich prowadzeniu, poziomie, celu, potrzebie ITP. |