 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-10-2005 00:13 | good-god (5 punktów) | Sens życia | Od jakiegos już czasu zastanawiam się: tak naprawde do czego dążymy? Czy to wszystko co robimy ma jakikolwiek sens? Jestem ateistą i nie wierzę, że po śmierci może mnie coć czekać. Nie rozumiem celu ludzkiej egzystencji. Zdaje sobie sprawe, że na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Ale ilekroć się nad tym zastanawiam mam wrażenie, że nasze życie ma tyle samo sensu co życie zwykłej muchy: służy jedynie podtrzymaniu gatunku. Jest mi ciężko z tą myślą wstawać każdego dnia. Z tego powodu odczuwam pewną pustke. Brak mi tej jednej i najważniejszej rzeczy: celu w życiu. I prosze nie myślec, że mam zamiar sobie coś z tego powodu zrobić bo i już o tym słyszałem. Za bardzo boje się śmierci i trzymam się kurczowo życia  . Nie wiem do czego wszyscy dążymy i tak właściwie co tym osiągniemy. Z tego powodu czuje w sobie narastającą złość i jedznocześnie smutek. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| outsider (2469 punktów) | Sadzisz, że da sie przejść ze świata baśni do świata rzeczywistego inaczej, niz poprzez zwątpienie i zniechęcenie? To i tak niewysoka cena: jeśli pytasz jak żyć, nie jak przeżyć.
Nie ma gotowego sensu życia - jest jednak pewna możliwość jego tworzenia: po co byłoby tworzyć coś, co istnieje i tak? Niestety, na poczatku jest rozczarowanie, że tak niewiele dla nas przygotowano... że własna droga nie bedzie marszem zwycięskich oddziałów.
Mnie w ciężkich chwilach pomagała muzyka - dawno napisana, często pełna rozpaczy. Przygnebiała jeszcze bardziej - ale pozwalała się oswoić z myślą o wspólności ludzkich losów, oderwać sie zatem od myśli o własnym tylko braku istotnych perspektyw. Były to inne czasy - trudniejsze czy łatwiejsze, trudno powiedzieć.
Nie ma celu w życiu - jest droga:
Przecież i ja ziemi tyle mam, Ile jej stopa ma pokrywa, Dopokąd idę!...
To Norwid, "Pielgrzym".
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| krest | Osobiście myślę, że pytanie o sens życia jest źle postawione. Bardziej odpowiednio zadane brzmi ono: co ze sobą zrobić? Na takie można odpowiedzieć. Te o sens życie jest jakimś oszustwem- jak dotąd nikt na nie nie odpowiedział, zaś niektórzy próbują sprawiać wrażenie, że wiedzą. Co do smutku- to chyba cena transformacji z bajek na ziemię. A co do porównania z muchą, to jakiś system wartości trzeba stworzyć. Ot, zauważyć kilka różnic. Cóż, że podejmowanie decyzji kosztuje, że to brzemie. Ma swoje dobre strony. Jak inaczej czuć, że żyje się własnym życiem, a nie jest się przedłużaniem 'boskiej' woli do samozadowalania i okaleczania się. (Bóg jest miłością [do samego siebie- nie dodają]) Trochę autoironii i niebo nad Tobą rozpogodzi się. Trzeba znaleźć własny środek na prozaiczność życia i zbytnio się tym nie zamęczać. Weź pod uwagę, że pisze to urodzony optymista, któremu nie ubyło dobrego humoru ponieważ zobaczył świat zza kulis. Sztuka nie traci na tym, że rekwizyty udają tylko. Oglądający i tak się wczuwają. Nie ma co mieć żalu do świata, że taki jest. Aha, ateizm o tyle jest trudniejszy od religianctwa, że wymaga postawy twórczej, kreatywnej o wiele częściej. Niby więcej wkładasz, ale i więcej zyskujesz. Szacunek
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | Sensem życia jest właśnie ono samo. Wszak wszelka żywina - nie tylko człowiek - przede wszystkim stara się przy tym życiu utrzymać i temu poświęca lwią część swoich sił i środków. Czasem pytamy o sens życia, czasem nie. Kiedy pytamy? gdy jestesmy nieszczęśliwi, cyzli gdy nam coś nie idzie. Gdy dokonamy czegoś ,co nas uszczęśliwia, przestajemy pytać i żyjemy szczęśliwie - bo oto nasze życie nabrało sensu. Zatem uszczęśliwiajmy się.
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
|
|
|  | | Zbyszek??? | Nie myśl o jakimś jednym, głównym celu życia, bo zaplączesz się. Myślenie o celu ostatecznym ma tę przypadłość, że zawsze można spytać się - "w jakim celu osiągnąć chcę swój cel???". To droga bez końca. Stawiaj sobie więc cele na dziś, jutro, rok czy dłużej, a najlepiej po prostu żyj, poznawaj to życie, "smakuj" je z każdej strony, bo drugi raz nie będziesz miał tej szansy. Myślę, że to wystarczy.
|
|
 | | autor | "religianctwa" - a cóż to za słówko?
|
|
|  | | krest | > "religianctwa" - a cóż to za słówko? Musiałem jakieś wymyślić by pomieściło w sobie religijność, pseudoreligijność, okołoreligijność, mistycyzmy wszelkiej maści. Mam nadzieję, że dało się odczytać znaczenie z kontekstu.
|
|
| |  | | inhet (1073 punktów) | W kazdym razie chodiz o nieszukanie dla naszego żywota jakiegoś wyższego, zewnętrznego uzasadnienia.
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
|
|
| | |  | | Zuzanna | Ja mam jeszcze gorzej. Po przezcytaniu "Lotu nad kukułczym gniazdem" wszędzie widzę Kombinat, mogłabym to nawet określić mianem manii prześladowczej. Mało tego, że nie widzę celu we własnym życiu, to dążenia innych wydają mi się czcze, puste, chwilowe i zmierzające do nikąd. Być może jest tak dlatego,że zazdroszczę im konceptu,aktywności życiowej,a staram się to ukryć pod następującą maską: Nie słuchaj ich, a już napewno nie naśladuj, Oni poddali sie woli Kombinatu, mają klapki na oczach, są ograniczeni tym pseudo cele. Kiedy myślę, że Kombinat bawi się mną, tak jak wszystkimi innymi, a ja nie mam na to wpływu i wiem o tym, że sama świadomość nie wystarczy, wtedy naprawdę przeżywam załamanie egzystencjalne. Chciałabym bowie, aby celem mojego życia była czcza walka z Kombinatem.Problem w tym ,że nie wiem w jaki sposób, jakimi środkami, a jak rozmawiam o tym z ludźmi, to mówią,że ta walka nie pomoże mi przetrwać materialnie. To chyba mania prześladowcza, tak jak u Yossariana 
|
|
| | | |  | | krest | Mogłabyś napisać, co to znaczy Kombinat? Też czytałem, ale nie przypominam sobie, by wprost coś takiego było.
|
|
| | | | |  | | Zuzanna | Kombinat-to bezwzględne sidła, w które bez wyjątku uwięziona jest ludzkość.Na jej szczycie stoi coś lub ktoś. Steruje nie tylko całymi masami, ale także, co gorsze, niezależnymi jednostkami. Wpływa niezależnie od naszej woli na każdą dziedzinę życia,kontroluje ją.Każdy aspekt egzystencji jest dostosowany do woli Kombinatu.Można go określić jako Złego Boga lub lalkarza w teatrze, kierującego losami bezbronnych marionetek. Z Kombinatem nia ma żartów,a nawet walki.Jedeną ucieszk,ą od niego jest śmierć lub w/w idiotyzm.
|
|
| | | | | |  | | krest | Dla mnie osobiście jest to idea- Kombinat- której nie potrafie sobie wyobrazić. Rozmumiem, że egzystencje można podzielić umownie na różne płaszczyzny- życie społeczne, pracę, osobisty rozwój w jakiejś dziedzinie, część intymną i inne- na każdej są inne reguły (wymuszone tradycjami, modą, czy przemyśleniem), do których dostosowywujemy się lub nie. Każdy nasz wybór działa na otoczenie i na nas samych. Ostatecznym ograniczeniem jest i tak biologia. Reszta to wytwór kultury. Przed czym tu uciekać? Domniemuję, że samoregulacja systemów (społecznych, ekonomicznych) sprawia na Tobie wrażenie teorii spisku. To takie złudzenie, że jeśli gdzieś obowiązują jakieś prawa, to ktoś (konkretne osoby) je tworzą i sankcjonują. Zdaje się, że socjotechnika nie poszła jeszcze tak daleko. To miło, że zauważasz prawidłowości wokół siebie, ale do Kombinatu jeszcze daleko. Szacunek. PS. W 'Locie nad...' chodziło chyba o coś innego niż kombinat, a przynajmniej ja to tak odczytuję. O brak woli.
|
|
| | | | | | |  | | Zuzanna |
>PS. W 'Locie nad...' chodziło chyba o coś innego niż kombinat, a przynajmniej ja to tak odczytuję. O brak woli.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Mimo,że nie ma o tym wprost napisane, to Key porusza ten problem w tle,cały czas przewija się on we wszystkich wątkach, np. wycieczka motorówką, apogeum Kombinatu- podziemia szpitala(z tym wyjątkiem, że nie wiadomo, czy to były urojenia Wodza, czy rzeczywistość), ale w każtym razie tak może być. Kwestią dostrzerzenia Kombinatu jest świadomość, po prostu albo chcemy to widzieć, albo nie. Ja to widzę, i to jest moje przekleństwo. Tą patetyczną sytuację oddaje "Jasność" Kinga. Mały Danny nie chciał mieć wizji, nie prosił o nie. One były mu dane, a to czy działania te były celowe lub nie, to inna kwestia.
|
|
| | | | | | | |  | | krest | >Kwestią dostrzerzenia Kombinatu jest świadomość, poprostu albo chcemy to widzieć, albo nie. Ja to widzę, i to jest moje przekleństwo. Ciekawym by było wiedzieć (czysta ciekawość), gdzie to widzisz, czy inaczej, co jest oznaką, że Kombinat działa. > Tą patetyczną sytuację oddaje "Jasność" Kinga. Mały Danny nie chciał mieć wizji, nie prosił o nie. One były mu dane, a to czy działania te były celowe lub nie, to inna kwestia. Czytałem 'Lśnienie' i znów nie do końca rozumiem porównanie. Tam wizje to była realna zdolność (fikcyjna jeśli chodzi o nasz świat, ale w świecie książki odnosząca się do 'prawdziwych' wydarzeń), a nie mogę dostrzec, w którym miejscu Kombinat się urealnia. Myślę, że przypisywanie części szczegółów zbyt dużej wagi prowadzi do wrażenia Kombinatu. Szacunek
|
|
| | | | | | | | |  | | Zuzanna | . Myślę, że przypisywanie części szczegółów zbyt dużej wagi prowadzi do wrażenia Kombinatu.
Zauważ, że jestem kobietą, być może to sprawia,że zwracam uwagę na szczegóły. Wyjaśnienie nr 1: Danny nie chciał widzieć o przeszłośi i przyszłości w kontekście swoich biliskich i "Panoramy". Podobnie ja;nie chcę widzieć Kombinatu, ale go dostrzegam i basta. Wyjaśnienie nr 2: Kombinat to szkoła. praca,urzędy, media. kościół, religia, urzędy i wiele innych instytucji wpływających na nasze życie, a raczej kształtujące je. Aby dogłębnie zrozumieć rolę Kombinatu, polecam piosenkę Republiki"Kombinat",ona w pełni oddaje to pojęcie.
|
|
| | | | | | | | | |  | | krest | >Wyjaśnienie nr 2: Kombinat to szkoła. praca,urzędy, media. kościół, religia, urzędy i wiele innych instytucji wpływających na nasze życie, a raczej kształtujące je. Cywilizacja, w której żyjemy kształtuje nas- to jasne. Ale jest to pewna niewypowiedziana umowa. Jestesmy częścią systemu, co zapewnia nam zyski materialne i kulturowe. Sami zaś płacimy przystosowaniem do reguł gry. System używa nacisków, ale nie wymusza. Zawsze możesz zrezygnować z profitów, myślę jednak, że coś w Tobie opiera się temu (spróbuj pustelniczego życia przez tydzień czy dwa, co będzie bolesne). Tam gdzie system buduje nas krzywo trzeba go poprawiać. Nie mam nic przeciw idei Systemu zamiast Kombinatu. Kombinat jest bardzo niedobrze nacechowany. Przydałoby się zrobić tabelkę strat i zysków, może wtedy byłoby łatwiej oceniać (tabelka zaspokajania potrzeb przez system). Szacunek.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Zuzanna | Jestesmy częścią systemu, co zapewnia nam zyski materialne i kulturowe. Sami zaś płacimy przystosowaniem do reguł gry. System używa nacisków, ale nie wymusza.
W tym wszystkim tki jeden problem: dorobek kulturowy jest aspektem cywilizacji, z której ludzkość może być dumna. Jeśli natomiast idzie o życie społeczne, w tym polityczne, to człowiek tak dumny być nie może. W dzisiejszych czasach człowiek jest zniewolony przez masę rzeczy, a znaczna część z nich ma bezpośredni lub pośredni związek z Kombinatem, lub Systemem jak wolisz. Dlaczego Kombinat tak dobitnie wpływa na moją egzystencję? Otóż dlatego, że ogrznicza mnie, nie daje mi możliwości widzenia całości, zawęża stanowisko obserwacji. Z góry mam narzucone(jeżeli chcę się utrzymać na powierzchni),że muszę zdobyć wykształcenie, znaleźć dobrze płatną pracę, która nie koniecznie będzie adekwatna do moich zainteresowań, zająć się jakąś gałęzią działań społecznych,bądź politycznych itp. a ja tak nie chcę.Być może to jest dobre, ma jakieś wartości, nie przeczę, ale ja jestem ogrzniczona swoim bytem, w związku z czym sama chcę decydować, co jest dla mnie dobre i humanitarne.
Mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | krest | Bunt. Tak, znam to dobrze. Niestety nie ma innych szans realizacji niż w ramach systemu. Nie są one tak sztywne byś nie mogła tworzyć własnych konstrukcji, co prawda o określonych kryteriach. Właśnie wróciliśmy do głównego tematu- jak ułożyć sobie życie. Obraz całości jest prostacki i da się go zobaczyć : ) , masz go przed oczyma. O ile wiem brak wygody w systemie wynika z niemożności czegoś, co uważasz za realizowanie się. Stąd frustracja. Obiekt- zły Kombinat- to tylko idea, która ją kanalizuje. Winny. Mogę oczywiście się mylić (choć nie jest tak, że nie ma w nim zła ani bezduszności). Jakie zmiany byś widziała? Gdzie leży błąd? Co nie gra? To, że sita dające miejsca ludziom w systemie są bezduszne i mechaniczne. A może ludzie, którym brak zrozumienia dla podstawowych spraw. Co do decydowania, to trudna sprawa i wolałbym w tej chwili nie wyjawiać swojego punktu widzenia. Zbyt osobisty. Jestem przekorą, co trzeba brać pod uwagę.  Czyżby Twoje spojrzenie było podobne?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Zuzanna | Bunt, to brzmi bardzo niedojrzale, kojarzy mi się z buntem wieku młodzieńczego, to nie do końca jest to. nazwałabym to raczej niemocą, bezradnością wobec rzeczywistości i nieaprobowanie kanonów panujących w Systemie(czy Kombinacie).
Uznam zadane przez Ciebie pytania, jako retoryczne, gdyż odpowiedzi na nie poprostu tu, na ziemi, w tej rzeczywistości nie ma. Błąd tkwi w błędzie, paradoks w paradoksie i nic na to się nie poradzi. Jakie zmiany bym widzała? Otóż, mimo mej niechęci do romantyzmu, idea naprawy Kombinatu pochodzi właśnie z tej epoki. Młodzi romantycy chcieli zmian, chcieli wyrwać się z więzów rozumu( z czym sie oczywiście nie zgadzam) i kowencji. Sytuację doskonale obrazuje "Oda do mładości" A.Mickiewicza. Młode pokolenie, aby zbudować "Nowy Świat", musi zniszczyć i zburzyć "Stary". Podobnie jest w tym przypadku. Chcąc zniszczyć Kombinat(tym samym stworzyć Nowy Swiat), muszę zniszczyć porządek(o ile taki istnieje) tego świata.Czy jest to możliwe i czym mam tyle siły? Wiadomo,że sama bym nie walczyła, ale jak wcześniej wspomniałeśm ludziom brak zrozumienia dla elementarnych spraw i warości.
Łatwo jest krytykować, trudniej natomiast podawać rozwiązania i działać, a to jest związane z decyzjami. Nie wiem,jak Ty, ale ja nie potrafię jeszcze, mimo swego wieku, podejmować zobowiązujących decyzji, które miałyby wpływ na losy globu.
|
|
 | | Teresa | >Jak inaczej czuć, że żyje się własnym życiem, a nie jest się przedłużaniem 'boskiej' woli do samozadowalania i okaleczania się. (Bóg jest miłością [do samego siebie- nie dodają]) >Aha, ateizm o tyle jest trudniejszy od religianctwa, że wymaga postawy twórczej, kreatywnej o wiele częściej. Niby więcej wkładasz, ale i więcej zyskujesz.
Kreście, czy możesz wyjaśnić dlaczego uważasz, ze atezim częsciej wymaga postawy twórczej? Jest przecież złota zasada (Kazanie na Górze): wszystko, co chcesz, aby to Tobie czyniono, czyń innym, która mówi: otwórz oczy, otwórz serce i szukaj twórczych możliwości. Złotą regułę w negatywnym sensie znano już wcześniej "Czego nie chcesz, by tobie czyniono, nie czyń innym". To JCh tę regułę przekroczył w pozytywnym sensie.
|
|
|  | | krest | >Kreście, czy możesz wyjaśnić dlaczego uważasz, ze atezim częściej wymaga postawy twórczej? Ponieważ wyznając jakąś religię przyjmujemy jej spojrzenie na świat, system wartości. Odmienie jest przy ateizmie, gdy system niejako sami tworzymy w miarę nabywania doświadczenia. A także, co jest chyba ważniejsze, nie jesteśmy pod presją 'poprawności' wobec religijnego spojrzenia. Mozna by przyjąć też, że system wyrosły z religii jest skostniały z powodu odgórności nakazów i dogmatyczności.
>Jest przecież złota zasada (Kazanie na Górze): wszystko, co chcesz, aby to Tobie czyniono, czyń innym, która mówi: otwórz oczy, otwórz serce i szukaj twórczych możliwości. >Złotą regułę w negatywnym sensie znano już wcześniej "Czego nie chcesz, by tobie czyniono, nie czyń innym". To JCh tę regułę przekroczył w pozytywnym sensie. Zrobię temat apropo IC w związku z 'autorytetami moralnymi', potrzebuję troszkę więcej czasu. A co do złotej zasady, to trzeba zachować ostrożność, bo IC był przekorą (weźmy pod uwagę choćby nimfomanki czy samobójców- co by było, gdyby wzięli to sobie do serca; KK chyba by nie pochwalił [przynajmniej jeśli chodzi o nimfomanki; gorzej z drugim- mordercę można nawrócić, a samobójcę?]). Ale bardziej ogólnie można rzec, że KK bojkotuje tą zasadę (kler i reszta). Szacunek
|
|
|  | | Totus (1201 punktów) | >Jest przecież złota zasada (Kazanie na Górze): wszystko, co chcesz, aby to Tobie czyniono, czyń innym, która mówi: otwórz oczy, otwórz serce i szukaj twórczych możliwości. Twoja interpretacja jest rażącym naruszeniem nauk Jezusa Chrystusa. O jakim otwieraniu serca piszesz? Czymże jest prawdziwa nieczystośc? (Mt 15, -10) >Złotą regułę w negatywnym sensie znano już wcześniej "Czego nie chcesz, by tobie czyniono, nie czyń innym". To JCh tę regułę przekroczył w pozytywnym sensie. Czy Chrystus chciałby by Faustyna przyczyniła się do powstania obrazu Jezusa wskazującego serce i promienie zeń wychodzące? A może jej wynaturzone życie sprawiło, że uległa pokusie... Efekt straszy do dziś i przemawia z rosnącą siłą by omamic umysły ludzkie. A krzew, który pod nim wyrasta na ołtarzu to chwast w obliczu którego głowy państwa poniżały się kilka godzin temu w środkach masowego przekazu. (Kraków, 16.10.2005)
|
|
| |  | | Teresa | > >Jest przecież złota zasada (Kazanie na Górze): wszystko, co chcesz, aby to Tobie czyniono, czyń innym, która mówi: otwórz oczy, otwórz serce i szukaj twórczych możliwości.> Twoja interpretacja jest rażącym naruszeniem nauk Jezusa Chrystusa. O jakim otwieraniu serca piszesz? Czymże jest prawdziwa nieczystośc? (Mt 15, -10)Taa... A najbardziej to mi się podoba interpretacja św. Augustyna "Kochaj i rób, co chcesz".  > A może jej wynaturzone życie sprawiło, że uległa pokusie...Uważam, że zarzuty, że rzekomo ludzie oddają cześć obrazowi są niesprawiedliwie, ponieważ ów obraz odgrywa tylko role symbolu bóstwa (miłosierdzia). Poza tym już za bardzo odbiegliśmy od tematu wątku dlatego nie zamierzam kontynuować tej dyskusji.
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Kiedy się naprawdę czegoś nie wie wtedy nie jest tak źle. To pewne informacje wprowadzają zamieszanie, pewne domysły i to one straszą lub dają nadzieję, która również skrywa w sobie wiele obaw. Pewność i niepewność ma swoje argumenty, brak wiedzy nie ma żadnych, i lepiej według mnie nie znając prawdy trzymać się faktu jej nieznajomości, niż przywiązywać większą wagę do hipotez.
Życie już tak wiele razy nas zaskoczyło czymś nowym, do tej tej pory nieznanym, że trudno uwierzyć, abyśmy znaleźli się blisko rozwiązania wszystkich tajemnic i już mogli zapuszczać korzenie w tym, co wiemy. Inna sprawa, że obraz rzeczywistości może być przygnębiający i w każdej opcji wydawać się bezsensowny, ale to inny temat.
|
|
| Beatus | >Od jakiegos już czasu zastanawiam się: tak naprawde do >czego dążymy? Sądzę, że jest tak generalnie, a osób niewierzących dotyczy w sposób szególy, sens życia i cele w nim są niczyjego innego, a tylko naszego autorstwa. Sens i cel, są tak naprawdę nazwami określającymi przypisywanie wartości. Kto inny jak nie my sami możemy przypisać wartość swojemu życiu i sobie w rezulatacie. Nie ma więc rady jeśli nie potrafi się z autorytetu przyjąć tych wartości, trzeba je sobie wypracować. Polecam zdrowy hedonizm. (To też w odniesieniu do Kombinatu) Czy włada nami Bóg, czy ewolucja, czy cokolwiek innego, zasze możemy zrobić jedno. Dobrze się w tym bałaganie urządzić i nic nie robić sobie z tego kto wyprodukował rzeczywistość. Wszyscy mamy ulubione rzeczy, czynności itd. Mogę być trybikiem w maszynie, ale do rozpuku szczęśliwym trybikiem i konstruktor układu tego mi nie zabroni.
|
|
 | | Zuzanna | Taki hedonizm w moim przypadku nierealny, bowiem wcześniej,czy później bycie trybikiem , który nie ma wpływu na własny los, nie wystarczałoby mi. Doszłoby do buntu, który mógłby skończyć się albo moją śmiecią(konstruktor nie wytrzymałby i wyrzuciłby trybik) albo klęską konstruktora. Opisny przez Ciebie sposób, to nic innego jak uswojenie się bezbronnego zwierzaczka, z tą różnicą,że świadomego swego losu. Według mnie,należy znaleźć inny sposób. P.S. Kombinat to konstruktor, który i tak by zniszczył przeklęty trybik.
|
|
|  | | Pilar (2 punktów) | Nie będę pisał, ze sens życia to zbyt złożone pojęcie, żeby je zdefiniować - to już było. Mnie zastanawia schemat sensu życia. Wszystko ,dla człowieka, teoretycznie oparte jest na schematach. Zawsze muszą istnieć prawa, bądź podstawa racjonalna dla opisania zjawiska/materii etc. Czy to sie również odnosi do sensu życia? Na czym on jest oparty? Jeżeli nie ma oparcia w racjonalnych prawach to i jego zrozumienie, wyjaśnienie będzie najprawdopodobniej nie pojęte dla nas. Uchronii to nas przed utopią własnego rozumu, wiedzy, wartości etc. Sens życia zmierza do nikąd? Bardziej trafne wydaje mi się stwierdzenie, że sens życia zmierza po prostu przed siebie, bo moim zdaniem nic nie może "urwać" się w przestrzeni i czasie ( o ile są to włąściwe pojęcia dla "Sensu Życia"). Zawsze istnieje takie, bądź inne zakończenie naszego życia,czy też epizodu. Zmierzamy do nikąd, tylko po to żeby zmierzać... Po to by sobie to uświadomić Ktos ma podobne spostrzeżenia?
|
|
| |  | | Jaworski (19 punktów) | Moje spojrzenie na sens życia ma posmak bezdusznie logiczny z odrobiną czysto fizjologicznej goryczy. Ktoś już tutaj porównywał nasz los do losu muchy - różnica jest subtelna ale zarazem bardzo zasadnicza: otóż my mamy ŚWIADOMOŚĆ naszego życia (czy też naszego trwania), podczas gdy pozostałe żywe stworzenia po prostu TRWAJĄ w swojej ograniczonej i skończonej egzystencji. Będę konsekwentnie i dobitnie podkreślał, że właśnie ta nasza ŚWIADOMOŚĆ daje nam wyjątkowo nieprzyjemne poczucie dyskomfortu, bo potrafimy dostrzec pustkę i bezsens naszej egzystencji. Dostrzegamy również - jak pisze Zuzanna - że tkwimy w świecie jakichś reguł, zasad i nakazów, które uosabia Kombinat. I nie chodzi tutaj o o żadne totalitaryzmy - choć pewnie to miał na myśli Ken Kesey pisząc "Lot..." - ale o fakt, że jesteśmy od urodzenia zamknięci w pewnym ograniczonym schemacie, z którego NIE MOŻNA się wyrwać... No właśnie... Czy na pewno NIE MOŻNA? NIECIERPLIWIE czekam na Wasze spostrzeżenia!!! Moje zdanie na temat egzystencji człowieka jest następujące: - istniejemy - uświadamiamy sobie, że istniejemy - zastanawiamy się, dlaczego i po co istniejemy To co powyżej, to jest punkt wyjścia, a teraz moje wnioski i moja hipoteza: - to czy istniejemy, czy nie oraz co z tego dla nas wynika jest subiektywną i czysto fizjologiczną (biologiczną) reakcją naszego mózgu na odbierane bodżce z otaczającej nas materii (świata) - w chwili śmierci nasz mózg przestaje się interesować faktem, po co i dlaczego żyjemy - po prostu znika nasza świadomość - z powyższego stwierdzenia wynika dla nas wniosek dość optymistyczny (w sensie naszego rozumienia słowa "optymistyczny") - otóż prawdopodobnie nie będziemy w stanie dostrzec i zarejestrować naszej własnej śmierci - przysłowiowe jasne światełko na końcu tunelu będzie ostatnią projekcją naszego ułomego i niedoskonałego mózgu - biorąc pod uwagę powyższe należy zapewne pogodzić się ze smutnym faktem, że nigdy nie będzie w stanie zrozumieć celu życia, gdyż z założenia jesteśmy ograniczeni i niedoskonali we wszelkich próbach zoruzmienia rzeczywstości No i tym sposobem, chcąc nie chąc wyszła mi pochwała hedonizmu  Pozdrawiam wszystkich!
|
|
| | |  | | krest | > biorąc pod uwagę powyższe należy zapewne pogodzić się ze smutnym faktem, że nigdy nie będzie w stanie zrozumieć celu życia, gdyż z założenia jesteśmy ograniczeni i niedoskonali we wszelkich próbach zrozmienia rzeczywstości Ten wniosek mi tu nie pasuje (ale jest obwarowany 'zapewne'). Przecież sam możesz wybrać sobie cel. Założenie o ograniczoności i niedoskonałości zrozumienia jest dziwne. To tak jakbys mówił, że rzecywistość nie ma zasad. >No i tym sposobem, chcąc nie chąc wyszła mi pochwała hedonizmu To też co najmniej dziwny wniosek. Co ma do tego hedonizm? A skoro uważasz świadomość za brzemię, to uważasz za brzemie również uczucie przyjemności, które z niej pochodzi, czy nie tak? Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Agnies | > otóż my mamy ŚWIADOMOŚĆ naszego życia, _ podczas gdy pozostałe żywe stworzenia po prostu TRWAJĄ w swojej ograniczonej i skończonej egzystencji.Ciekawe więc do kogo kierowane jest przesłanie telewizji TRWAM?
|
|
| waligóra (961 punktów) | Pytanie o tzw "Sens życia" w zależności od kontekstu bądź interpretacji może być lub nie tzw "pytaniem źle postawonym" tj pytaniem na które mimo poprawnej i logicznej składni nie można poprawnie odpowiedzieć, czyli np pytanie: "Jaki zapach ma kolor zielony?" cały problem polega tu na pomieszaniu atrybutów i kategorii które poprzez ewolucje języka nadano pewnym wyrażeniom. To tyle tytułem ogólnego wstępu. Jeśli stawiam pytanie "Jaki jest sens życia?" to powinienem określić czy chodzi o "życie" ogólnie jako formę trwani materii (ożywionej) czy też chodzi o "moje życie" lub "życie człowieka" w ogólności. Domyślam się, że chodzi ci zapewne o ten drugi kontekst tzn o pytanie :"Jaki jest sens życia człowieka ?" ("mój" - w szczególności). Jeśli tak to należało by również określić zakres i znaczenie słowa "sens" (wybaczcie tą analizę ale w niej w pewnym stopniu tkwi żródło tzw "problemów egzystencjalnych" do których pytanie powyższe należy) Słowo "sens" można rozumieć jako - cel a wtedy pytanie brzmi : "Jaki jest cel,cele mojego (ludzkiego) życia ?, można również temu słowu nadać np takie znaczenie sens - jako próba racjonalnego (logicznego, przyczynowego) wyjaśnienia danego problemu np: Jaki jest sens stosowania młotka do przybijania gwoździ? I tak jeśli nadamy słowu "sens" pierwsze znaczenie to na pytanie : "Jaki jest cel mojego życia?" można odpowiedzieć : Z punktu widzenia biologicznego celem życia jest przedłużanie i trwanie gatunku (banalne - prawda ?) Ze społecznego punktu widzenia celem życia jest rozwój i postęp całości populacji wyrażony w rozwoju i postępie jednostki, obejmujący wszelkie jej przejawy aktywności. Z "człowieczego" punktu widzenia celem życia może być : maksymalizacja przyjemności (hedonizm) pomoc innym (utylitaryzm) ....... kariera polityczna, naukowa itp Dodam, że pytanie w którym słowu "sens" nadaje się drugie z wymienionych znaczeń jest w mojej ocenie pytaniem źle postawionym. Nie można słowu "życie" (w bieżącym kontekscie) nadawać racjonalnych atrybutów. Tyle jeśli chodzi o syntetyczną analizę. Ponieważ intuicyjnie rozumiem istotę twojego pytania odpowiem ci "po ludzku". Jak zapewne wiesz pytania tego typu były stawiane od "zawsze" tj od momentu w którym człowiek opuścił "błogi rajski ogród niewiedzy" a konkretnie kiedy poziom życia umysłowego i materialnego pozwolił mu na filozoficzną refleksję. Człowiek na wcześniejszym etapie rozwoju zapewne nie stawiał takich pytań (całe swoje krótkie życie poświęcał na wypełnianie swoich biologicznych potrzeb). Tym sposobem mamy wniosek nr 1: Znajdź sobie pożyteczne i absorbujące zajęcie np jeśli masz umysł humanisty poczytaj sobie "Sumę teologiczną" Tomasza z Akwinu, jeśli masz umysł ścisły polecam "Teorię pól kwantowych " S. Weinberga zaabsorbowanie umysłu gwarantowane  Ponadto, nie wszystkie pytania i konstrukcje myślowe muszą mieć racjonalne odpowiedzi i wyjaśnienia. Właściwie to nie zdajemy sobie sprawy, ale tylko nieliczne kwestie mają swoje rzeczowe interpretacje. Przecież nie można przyznać zasadności pytaniu : Dlaczego nie jestem ptakiem ? lub podobnym. Tak już musi być i tyle. wniosek nr 2 Nie doszukuj się we wszystkim sensu. Tzw "dramat istnienia" jest nierozłącznym składnikiem ludzkiego życia, stanowi on o istocie człowieczeństwa i motywuje ludzkie działanie. Jest kluczowym bodźcem stymulującym go do twórczego działania, tak więc mozna powiedzieć że w swej naturze jest pozytywny.Chociaż nie właściwie interpretowany prowadzi do destrukcji. Wynika on (ten "dramat istnienia") z nie możliwości recepcji i ograniczoności percepcji ludzkiej świadomości w zakresie jej wyobrażeń. Bo przecież początkowa analiza twojego pytania miała uświadomić, że tak naprawdę po wniknięciu w sedno pytania okazuję się że nie bardzo wiadomo czego tak naprawdę oczekujemy w odpowiedzi o sens życia. Czego chciałbyś od życia : nieśmiertelności, nie ograniczonej przyjemności,bezkresnego szczęścia, całkowitej wiedzy itp ? W każdej z tych odpowiedzi można doszukać się nierealności i ograniczoności prowadzących w ogólnym rozrachunku do porażki. wniosek nr 3 należy skierować swoje rozważania w konstruktywnym kierunku np może warto zadać sobie szersze pytania nie wiążące sie bezpośrednio z ludzką egzystencją.(np Jaki jest sens istnienia wszechświata ? pytanie niby podobne ale jakże większe możliwości odpowiedzi) W kwestii podobnych pytań mieszczących się terminie "dramatu istnienia" można dorzucić wiele innych problemów np "samotność jednostki" , "niezrozumienie jednostki przez ogół" itp ale odpowiedź na nie to inna bajka......
|
|
| Nieważnektoalecomówi | Długi czas dręczyła mnie ta sama przypadłość. Po pewnym czasie zacząłem obserwować samego siebie i przelewać moje spostrzeżenia na papier.... uznałem tym samym, , że robiąc rzeczy, które lubię, przestaję wybiegać myślami w przyszłość, a zamiast rozpaczać, skupiłem się na przyczynie własnego szaleństwa i zabrnąłem daleko w filozofię egzystencjalną. Przyznam, że od pewnego momentu zgłębianie jej zaczęło sprawiać mi radość. Wcześniej zwykle rozważanie nad zagadnieniem śmierci rozpoczynałem od strachu przed nieskończonością. Dostrzegłem, że tak naprawdę nie boję się śmierci, ale życia wiecznego i dlatego tak szybko odrzuciłem religię. Przecież tylko śmierć nadaje nam cele, to ona każe troszczyć się o każdą chwilę. Ludzie boją się śmierci przez swoją bezsilność, przez jej ziemski, ponadludzki wymiar - zapach gnijących zwłok i zadymionych, milczących kaplic. Uważam, że ludzkie życie ma tylko swój własny sens, tylko TWÓJ sens i musisz go odnaleźć w codzienności, wplatać je w każdy następny dzień, tak jak ja odnalazłem go w uświadamianiu siebie wobec tego, czego się bałem. Zacząłem pisać opowiadania o samobójcach, z narratorem pierwszoosobowym, żeby poprzez stworzenie wizji człowieka, samemu wcielić się w jego rolę. Jeśli chodzi o moją teorię dotyczącą życia człowieka we wszechświecie rozpocząłem nowy wątek, pod nazwą "Świat, a rzeczywistość"
|
|
 | | Mirek | Zanax, czasami pomaga
|
|
 | | macabun (13 punktów) | pomyslal-bym nawet ze przypadkowe odkrycia zdazaja sie tylko umyslowo przygotowanym ale jakos wasko mnie to przekonuje szczelnie zapiety ten 'sens' a tak sie obawiano ze niedoprecyzowane na wiecznosc znaczenie KOMPLETNIE wypialem sie ze zrozumienia slowa sens, i choc watla ta polemika moja, to przypadkowo wlasnie odkrylem czym ow sens sie jawi dla mnie na ciagocie stalej, w krorej sie zasznurowalem na supel, do poczecia niesmiertelnego niemowlecia -czym kolwiek nie byloby trochy banalne, ale amputowalem sobie terminologie tegiej glowy (wczesniej czytalem o pol-kulach, stad moze)... pozdrawiam szalenie was wszystkich a szczegolnie pana kresta, ktorego rzeczywiscie przyjemnie sledzic
|
|
| amairgen | >Brak mi tej jednej i najważniejszej rzeczy: celu w życiu.
Tym co powoduje egzystencjalne niepokoje jest, jak wyżej zauważono, świadomość. Rozumiem przez to pojęcie mechanizm powiadamiania naczelnego kompleksu umysłowego o jego sytuacji. Troska o własne życie jest naturalnym odruchem ego, mającym na celu przedłużenie egzystencji. Wysoki stopień rozwoju tego kompleksu doprowadził ludzkość do wytworzenia wrażenia o swoim indywidualnym istnieniu, które miałoby być niezależne od całości wszechświata. Wydaje mi się, że jakkolwiek byśmy się nie buntowali jest to mechanizm ewolucyjny zwiększający nasze szanse na zabezpieczenie wysoko rozwiniętego gatunku. Taki bicz z marchewką, ponaglający do eksploracji nieznanych możliwości rozwojowych. Jakie jest znaczenie życia pojedynczego osobnika, z punktu widzenia ego ? Na to pytanie odpowiadają religie, filozofie i sztuka zajmujące się czymś wyłącznie ludzkim-światem znaczeń.
|
|
 | | amairgen (9 punktów) | >Wysoki stopień rozwoju tego kompleksu doprowadził ludzkość do wytworzenia wrażenia o swoim indywidualnym istnieniu, które miałoby być niezależne od całości wszechświata.
Trochę nieprecyzyjnie to ująłem. Chodzi oczywiście o świadomość pojedynczego osobnika.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|