Na gruncie zoranym przez białe dżdżownice żółtolicy ludzie sadzą ryż: gleba nienajgorsza, dobrze podlana krwią i potem - ryż wschodzi pięknie. To gleba praktycznego rozumu, ów wytwór cywilizacji bałych dżdżownic, zwany nauką i techniką; kulturą? Tylko z przyzwyczajenia do przeszłości.
Białe dżdżownice miały swoje osobliwe, infernalne wiary, bo drążyły ziemię i brak im było szerokich perspektyw świata naziemnego - a przecież osobliwość owych wiar sprawiła, że przetrwały one najkrócej i upadły pierwsze - potem technika rycia osiągnęła niespotykany wczesniej postęp. Dziś zapadamy w sen głęboko w glebie - śni sie nam jeszcze nowa teleologia i nowa eschatologia, w kórych Zbawienie zastąpił Wzrost Gospodarczy: ale to znowu sen, a tym razem nic nas już nie zmusza do wysiłku - zapomniana nasza wiedza i sztuka zmieniania świata nie zostaną, zatem wolno odpocząć, zapaść w długi, niekończacy się sen: ponad nami zaś rośnie ryż.
A nam, skulonym z zimna, śni się nowe średniowiecze - czas rycia mozolnego ale bezkutecznego, gdy sukcesy nie mąciły snu. Znowu zamki i dzielne drużyny ich broniące - znowu zbójcy na drogach: jedno i drugie jako zamiar na przyszłośc słuszny i chwalebny - sen, sen, sen.
Co piszę bez związku z wynikami aktualnych wyborów prezydenckich w III (jeszcze) RP - bo to tak czy tak. |