 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-10-2005 20:36 | enfant (64444 punktów) | Suitcide | Chociaż, wbrew instytucji przymusowego chrztu, rodzimy się ateistami, wciąż jeszcze dziecinny świat, zaczął żywot od magii i zamknięcia się plemion w swoje księgi zaklęć. Nietolerancja i odcięcie się od innych (jeśli nie odcięcie im gardeł) były naturalnymi warunkami przetrwania danej kultury urojeń. Dziś, w dobie humanizmu, wydaje się, że człowiek dojrzał do debaty, a przynajmniej odstawienia armaty. Pojawiło się pojęcie tolerancji religijnej, relatywizmu. Przedstawiciel cywilizacji zachodniej wie, że do stołu nie można siadać bez równych praw głosu. Wciąż jednak istnieją hermetyczne narody. Świat pełen jest ideologii absolutystycznych. Jak rozmawiać z odchodzącymi od stołu? Jak przyjaźnie przyjąć ich, kiedy wracają dziwnie grubsi, z tak samo małą głową i jakimś okablowanym włącznikiem w ręku. Czy mamy udawać, że każda religia jest równa? Jak kłaść na równi ateizm, chrześcijaństwo i islam? Tolerować nienawiść? Akceptować nawoływanie do eksterminacji? Ile można słuchać o tym, że to tylko zła interpretacja słów Koranu? Spory związek z wyznaniem niewątpliwie istnieje. Warto rozważyć myśli Oriany Fallaci. Żeby nie stracić na tej poprawności. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Zbyszek??? | > Dziś, w dobie humanizmu, wydaje się, że> człowiek dojrzał do debaty, a przynajmniej odstawienia> armaty. Pojawiło się pojęcie tolerancji religijnej,> relatywizmu. Przedstawiciel cywilizacji zachodniej wie, że> do stołu nie można siadać bez równych praw głosu.Tak nam, maluczkim zdaje się, i tak nam wmawiają. Praktycznie nigdy z obcymi nasza cywilizacja nie rozmawiała równym głosem. Zawsze z pozycji siły. > Wciąż> jednak istnieją hermetyczne narody.Nie jestem tego pewiem, idea równości i tolerancji jest ponadczasowa i bezterytorialna, to nasze działania(np. wyścig o Afrykę), spycha innych na przeciwstawną pozycję. > Świat pełen jest> ideologii absolutystycznych. Jak rozmawiać z odchodzącymi> od stołu? Jak przyjaźnie przyjąć ich, kiedy wracają dziwnie> grubsi, z tak samo małą głową i jakimś okablowanym> włącznikiem w ręku. Czy mamy udawać, że każda religia jest> równa? Jak kłaść na równi ateizm, chrześcijaństwo i islam?Nie trzeba tego kłaść na równi, wystarczy, jeśli nie będziemy dyskryminować.. Powiedz mi Racjonalisto - czy mając możliwość dalej być Racjonalistą - bez oporów zaakceptowałbyś zamianę wiary Polaków z chrześcijaństwa na islam??? > Tolerować nienawiść? AkceptowaćTo nie tak. To są tylko słowa, choć nie są one pokojowe. "Nasza cywilizacja"(ale nie moja, ja do niej nie przyznaję się, jest mi za nią wstyd) nauczyła się robić okropieństwa bez słów, ba - mając na ustach piękne słowa. Uważasz, że to My mamy rację??? A Oni nienawidzą??? > Ile można słuchać o tym, że to tylko> zła interpretacja słów Koranu?Po co słuchać??? Racjonalista powinien wiedzieć. Spory związek z wyznaniem > niewątpliwie istnieje. Warto rozważyć myśli> Oriany Fallaci. Żeby nie stracić na tej poprawności.Taak... Podstawowa jej teza, że muzułmanie nigdy nie zasymilowali się w krajach Zachodu. A czy My kiedykolwiek zaasymilowaliśmy się w np. Afryce??? Sorki, że znowu będę truł( i tak nie przestanę  ), ale tylko dogadanie się ludzi ponad przywódcami, w "atmosferze" tworzenia Ziemi bez wojen może rozwiązać ten problem. Wtedy okaże się, że tak naprawdę wyznawcy mają w "szerokim poważaniu" swe obowiązujące dogmaty. Arabowie coś o tym powinni wiedzeć...
|
|
 | | krest | > >Dziś, w dobie humanizmu, wydaje się, że> >człowiek dojrzał do debaty, a przynajmniej odstawienia> >armaty. Pojawiło się pojęcie tolerancji religijnej,> >relatywizmu. Przedstawiciel cywilizacji zachodniej wie, że> >do stołu nie można siadać bez równych praw głosu.> Tak nam, maluczkim zdaje się, i tak nam wmawiają. Praktycznie nigdy z obcymi nasza cywilizacja nie rozmawiała równym głosem. Zawsze z pozycji siły.To chyba naturalne, bo lepiej sobie radzimy. Nie wykluczało to jednak możliwości swego zdania wśród obcych. > >Wciąż> >jednak istnieją hermetyczne narody.> Nie jestem tego pewiem, idea równości i tolerancji jest ponadczasowa i bezterytorialna, to nasze działania(np. wyścig o Afrykę), spycha innych na przeciwstawną pozycję.Pytanie, co ty chcesz tolerować- biedę i zacofanie? Tak wygląda prawie cała Afryka. A co do tolerancji, to ma ona swoje granice- na przykład instynkt samozachowawczy. Terytorialność również odgrywa rolę- aby zaistniała w czyjejś głowie tolerancja musi wyprzeć inne idee- na przykład śmierć niewiernym. Strasznie to tolerancyjne. Albo coś ogólnego religiom- zbawienie przez swoją tylko wiarę. Rzeczywiście tolerancyjne, prawda? > >Świat pełen jest> >ideologii absolutystycznych. Jak rozmawiać z odchodzącymi> >od stołu? Jak przyjaźnie przyjąć ich, kiedy wracają dziwnie> >grubsi, z tak samo małą głową i jakimś okablowanym> >włącznikiem w ręku. Czy mamy udawać, że każda religia jest> >równa? Jak kłaść na równi ateizm, chrześcijaństwo i islam?> Nie trzeba tego kłaść na równi, wystarczy, jeśli nie będziemy dyskryminować..Na przykład jak? Można nosić bombę przy sobie, ale tylko na własny użytek? To byłby przejaw tolerancji? > Powiedz mi Racjonalisto - czy mając możliwość dalej być Racjonalistą - bez oporów zaakceptowałbyś zamianę wiary Polaków z chrześcijaństwa na islam???Każdej zmianie należy się przyglądać. Gdy patrzy się jak wygląda życie w fundamentalistycznych krajach islamskich to opory muszą sie pojawić. > >Tolerować nienawiść? Akceptować> To nie tak. To są tylko słowa, choć nie są one pokojowe.> "Nasza cywilizacja"(ale nie moja, ja do niej nie przyznaję się, jest mi za nią wstyd) nauczyła się robić okropieństwa bez słów, ba - mając na ustach piękne słowa.> Uważasz, że to My mamy rację??? A Oni nienawidzą???Sami jesteśmy nie lepsi, więc powinniśmy akceptować zło u innych. Dobre. > Spory związek z wyznaniem> >niewątpliwie istnieje. Warto rozważyć myśli> >Oriany Fallaci. Żeby nie stracić na tej poprawności.> Taak... Podstawowa jej teza, że muzułmanie nigdy nie zasymilowali się w krajach Zachodu.> A czy My kiedykolwiek zaasymilowaliśmy się w np. Afryce???To argument za czy przeciw? Mówisz, że nie da się ich zasymilować, bo tak już jest między 'cywilizacjami'? Czy może o co innego chodzi? > Sorki, że znowu będę truł( i tak nie przestanę ), ale tylko dogadanie się ludzi ponad przywódcami, w "atmosferze" tworzenia Ziemi bez wojen może rozwiązać ten problem.Trzeba by upowszechnić internet, a i to nie wiem, czy w ciągu życia zdążyłbym sobie pogadać z tymi wszystkimi ludźmi, żeby sie dogadać. > Wtedy okaże się, że tak naprawdę wyznawcy mają w "szerokim poważaniu" swe obowiązujące dogmaty. Arabowie coś o tym powinni wiedzeć...Ostatnie zdanie jest zdumiewające. Cele okazują się zbieżne. Pozdrawiam
|
|
|  | | Zbyszek??? | > > Praktycznie nigdy z obcymi nasza cywilizacja nie rozmawiała równym głosem. Zawsze z pozycji siły.> To chyba naturalne, bo lepiej sobie radzimy.Pięknie. Poczucie wyższości własnej cywilizacji i kultury nad innymi w pełnej krasie. Zobaczmy, do czego to prowadzi... > Nie wykluczało to jednak możliwości swego zdania wśród obcych.Co Ty, piszesz to świadomym tej nieprawdy, czy tylko powtarzasz po jakimś manipulancie??? Jakie może być odrębne zdanie przy stole, przy którym jedna strona korzysta ze swojej siły(grożby użycia wielorakich, potężnych środków nacisku - dyplomatycznych, gospodarczych, militarnych itp.)??? Pewno tylko takie własne zdanie, na które silniejsi pozwolą, ewentualnie na takie, przy którym i siłacza "rączki" są za krótkie. Naprawdę sądzisz, że np. nasi politycy mogliby wycofać się z poparcia wojny w Iraku bez kontrakcji Wielkiego Brata??? Własne zdanie miał Husajn, Milosevic, Kuczma, Allende, Ho Chi Min, Arbenz, Kasem, Lumumba itp. Wszyscy Oni nie "wytrzymali" "naturalnych" rozmów przy stole.  Mając siłę cywilizacja zachodnia bez skrupułów doi słabszych, blokując im możliwości rozwoju. W rezultacie kraje tzw. Południa są zacofane i słabe bo biedne, ludzie są biedni, bo zacofani i słabi. > > idea równości i tolerancji jest ponadczasowa i bezterytorialna, to nasze działania(np. wyścig o Afrykę), spycha innych na przeciwstawną pozycję.> Pytanie, co ty chcesz tolerować- biedę i zacofanie? Tak wygląda prawie cała Afryka.Tolerować, to znaczy nie uważać za gorszych. Nie chcę biednej Afryki, jeśli sama tego nie chce. Nie wiadomo, jak wyglądałaby Afryka, gdyby rozwijała się bez ingerencji z zewnątrz. Może jeszcze gorzej niż dziś, może lepiej. Wiemy natomiast, jak dzisiaj wygląda ten kontynent, który przeżył marsze legionów, podboje Aleksandra, rządy Turcji Osmańskiej, kolonizację, polowania na niewolników, Wyścig o Afrykę, linijkowe granice i bycie polem walki dla europejskich armi. Mamy swój udział(jako cywilizacja zachodnia) w biedzie Afryki, i z ludzkiego punktu widzenia winniśmy mniej chełpić się tym, że "lepiej sobie radzimy". > A co do tolerancji, to ma ona swoje granice- na przykład instynkt samozachowawczy.Zgoda. Jeśli ktoś chce zrobić nam krzywdę - powinniśmy się bronić. Lecz zauważ, że inność sama w sobie nie niesie żadnych zagrożeń, lecz to, co robi się z tą innością, do czego ją wykorzystuje się. Inność to umundurowanie, w które można ubrać wrogie armie, i na pewno ten, który podkreśla Twoją inność kiedyś nałoży Tobie mundurek i wyśle Ciebie na wojnę. Pokrewnym problemem jest problem instynktu samozachowawczego. Każda władza ma obowiązek pilnować, by w podległym społeczeństwie instynkt ten nie osłabł. Pielęgnuje się więc wrogów faktycznych i prawdopodobnych, a czasem bezczelnie wydumanych. To chociażby z istnienia tego obowiązku nie można liczyć na wkład władz narodowych w osiągnięcie trwałego pokoju. Jak to się robi - służę konkretnym przykładem: Kiedy rozpadł się system komunistyczny Stanom Zjednoczonym zabrakło wroga. Próbowano walczyć z narkotykami, wywiadem gospodarczym, rozprzestrzenianiem broni MR, zorganizowaną przestępczością, terroryzmem. Niekiedy bronili praw człowieka. Był np.w strategii na kolejny wiek pogląd Rady Bezpieczeństwa Narodowego, że "kraj stoi w obliczu największego zagrożenia szpiegowskiego w historii"(jakby KGB to był pryszcz), była też histeria wobec zagrożenia atakiem chemicznym, radiologicznym czy biologicznym(wąglik) przy faktycznie zerowej ilości tych ataków. Zbawieniem dla kompleksu wojskowo-przemysłowego i zaniepokojonej bezczynnością armii był wybór terroryzmu na wroga. Ten bezpaństwowy przeciwnik świetnie nadaje się do celów strategicznych USA, pozwala postawić się Ameryce w roli jedynego wybawcy, chroniącego Nas przed Nimi. Podam kilka nagłówków z "The Washington Post" i "The New York Times" z początku 99r: 22 stycznia: "Clinton charakteryzuje zagrożenia terrorystyczne XXIw"; 23 stycznia: "Prezydent intensyfikuje wojnę z nowym terroryzmem"; 23 stycznia: "Pokrzyżowane plany terrorystów"; 29 stycznia: "Rosną siły antyterrorystyczne"; 1 luty: "Pentagon planuje nowe struktury do walki z terroryzmem w kraju"; 2 luty: "USA przeznaczą więcej funduszy na walkę z terroryzmem"; 16 luty: "Niezapowiedziane antyterrorystyczne ćwiczenia w Teksasie"; 17 luty "Czy Stany Zjednoczone utemperowały bin Ladena?"; 19 luty "Eksperci oceniają budżet na ochronę placówek dyplomatycznych jako zbyt skromny; terroryści szykują się do ataków"; 19 luty: "Bangladesz: następny cel ataku bin Ladena".; 23 luty: :Bądżmy przygotowani na spotkanie z niewidzialnymi zabójcami"; 7 marzec: "Bojownicy muzułmańscy grożą Amerykanom"; 8 marca: "Centrum Reagana narażone na atak"; 14 marca: "Dwa ugrupowania odwołują się od decyzji wpisującej je na listę organizacji terrorystycznych"; 16 marca "Clinton zapowiada szkolenie strażaków do walk z terroryzmem". Zwracam uwagę na daty. Według danych Departamentu Stanu zestawienie faktycznie dokonanych zamachów terrorystycznych w latach 93-98 z podziałem na kontynenty wygląda następująco: Europa Zachodnia - 766; Ameryka Lacińska - 569; Azja - 374; Eurazja - 101; Afryka - 84; Ameryka Północna - 14 !! Czy wpływowe siły w USA wiedziały już w 99r. o zbliżaniu się wojny z terroryzmem??? W świetle raportu Departamentu Stanu nie powinny wiedzieć, wnioskując jednak z przygotowywania medialnego wiedziały i ku temu parły. Co zrobili faktycznie??? Rozbudzili instynkt samozachowawczy - Drogi Kreście. Kiedy instynkt samozachowawczy jest rozbudzony - nie widać w przeciwniku drugiego człowieka(ojca, syna, zakochanego, chłopa, smutasa czy żartownisia), będąc samemu ofiarą manipulacji(religijnej, państowej, ideologicznej, kulturowej) nie widzimy, że po drugiej stronie też są ofiary tejże. cdn
|
|
|  | | Zbyszek??? | cd. > Terytorialność również odgrywa rolę- aby zaistniała w czyjejś głowie tolerancja musi wyprzeć inne idee- na przykład śmierć niewiernym. Strasznie to tolerancyjne. Albo coś ogólnego religiom- zbawienie przez swoją tylko wiarę. Rzeczywiście tolerancyjne, prawda?Na te przejawy nietolerancji wielokrotnie zwracałem uwagę w swoich postach. Może kiedyś uda się Tobie natrafić na taki. Uważam, że nietolerancji nie można rozpatrywać w jej konkretnych przejawach, ale zawsze w ich pakiecie. Tak np. nietolerancja religijna jest wzmacniana przez nietolerancję kulturową, obie wzmacniają się w wyniku konfliktów i wojen narodowościowych itp. Skąd się wzięła idea wojny z niewiernymi - tego nie zrozumie ktoś, kto będzie rozpatrywał tylko religię, skąd się bierze idea zbawienia przez swoją tylko wiarę - nie zrozumie tego ktoś, kto nie zbada powiązań między religią a władzą. Każda z tych nietolerancji jest niezniszczalna wtedy, jeśli będziemy próbować "zniszczyć" jedną, nie ruszając innych. Dopiero zabierając się za pakiet - działanie ku tolerancji ma jakikolwiek sens. I co ważniejsze takie działanie ma szansę powszechnej akceptacji, bo jest to działanie na potrzebie bezpieczeństwa - dla jego zwiększenia. > >Nie trzeba tego kłaść na równi, wystarczy, jeśli nie będziemy dyskryminować..> Na przykład jak? Można nosić bombę przy sobie, ale tylko na własny użytek? To byłby przejaw tolerancji?Po co ten żart??? Wiesz, że nie o to chodzi. Jeśli przyjdą z bombą -odpowiedż może być tylko jedna. Chodzi o to, żeby nie szukać przyczyn przychodzenia z bombą tam gdzie ich nie ma. Zapewne, mając poczucie wyższości przeciwnikom przypisujemy wszystkie złe cechy. Zła jest ich religia, złe są ich charaktery, prymitywna kultura, mordercze mają instynkty. Nieważny jest fakt, że światowy Dżihad nigdy w islamie nie istniał - powstał on dopiero pod kuratelą USA podczas i po wojnie w Afganistanie, nieważny jest wyzysk, popieranie dyktatur wg. własnego zapotrzebowania, popieranie i ochrona terroryzmu(jeśli służy naszym celom-terroryzm syjonistów, mudżahedini, kosowscy Albańczycy, SOA, terroryści kubańscy, Pol-Pot), nieważne jest niszczenie każdego kraju, który nieco wzmocnił się - ponad dopuszczalną przez Wielkiego Brata wielkość. Nieważny są fakty: że fanatyzm jest jedyną bronią ludów uciśnionych; że terroryzm jest bronią rozbrojonych; że terroryzm bomb z samolotu jest tym samym, co terroryzm bomb bez samolotu. Tak widzisz świat??? To my sami mamy niebagatelny udział w tworzeniu fanatyków i terrorystów, w spychaniu religii na wojownicze pozycje, w powstawaniu nieprzyjaznych nam ideologii. Myślenie o tym, co zrobić z innymi, bo są fanatykami, terrorystami, mają wojowniczą religię itp bez sięgnięcia do przyczyn prowadzi niechybnie do finału, jakim jest totalna z nimi wojna. W sercach i umysłach ludzi, w niezliczonych dyskusjach(także tej) dzisiaj toczy się wojna o to, co zrobimy z tzw. Południem. Niektórym widać marzy się masowe morderstwo - na wzór morderstwa Indian. > >Powiedz mi Racjonalisto - czy mając możliwość dalej być Racjonalistą - bez oporów zaakceptowałbyś zamianę wiary Polaków z chrześcijaństwa na islam???> Każdej zmianie należy się przyglądać. Gdy patrzy się jak wygląda życie w fundamentalistycznych krajach islamskich to opory muszą sie pojawić.No widzisz, nie tyle islam wywołuje Twój opór(islam, chrześcijaństwo, buddyzm - wsjo ryba dla racjonalisty) ile jego przełożenie na życie społeczne - czyli brak świeckiej władzy, kierującej się rozumem. > >"Nasza cywilizacja"(ale nie moja, ja do niej nie przyznaję się, jest mi za nią wstyd) nauczyła się robić okropieństwa bez słów, ba - mając na ustach piękne słowa.> >Uważasz, że to My mamy rację??? A Oni nienawidzą???> Sami jesteśmy nie lepsi, więc powinniśmy akceptować zło u innych. Dobre.Nie chodzi o akceptację zła, tylko o zrozumienie, że wiele z tego zła jest wynikiem naszych, "złych" działań. Niejednokrotnie bezpośrednią przyczyną aktów terrorystycznych jest wola odwetu za działania amerykańskie. Nie będę tu przytaczał "naszej" listy grzechów, zapewniam Ciebie, że jest ona długa. Nasi mędrcy i przywódcy nawet nie zająkną się, że terroryści - kimkolwiek są - mogą być racjonalnie myślącymi, mającymi racjonalną motywację dla swoich działań ludżmi. Większość terrorystów to ludzie głęboko zaniepokojeni tym, co w ich ocenie jest społeczną, polityczną i religijną niesprawiedliwością i hipokryzją. Nie piszę tego po to, by gloryfikować terroryzm(zajmuję się pokojem), ale po to, by pokazać, że nie jest tak, że są z gruntu żli terroryści czychający na Nas - niewinnych i dobrych. Głoszący pogląd o morderczym charakterze terrorystów przynajmniej ukrywają prawdę, jaki jest cel maksimum ukrywania prawdy - strach pomyśleć. > >Taak... Podstawowa jej teza, że muzułmanie nigdy nie zasymilowali się w krajach Zachodu.> >A czy My kiedykolwiek zaasymilowaliśmy się w np. Afryce???> To argument za czy przeciw? Mówisz, że nie da się ich zasymilować, bo tak już jest między 'cywilizacjami'? Czy może o co innego chodzi?Czynienie zarzutu innym, że nie robią tego, czego sami nie robimy jest bez sensu - nieprawdaż??? Tak właśnie jest z cywilizacjami, ale - uwaga - z wrogimi sobie cywilizacjami. W cywilizacjach bez wrogości nie gra swej roli pojęcie zdrady, asymilacja kultur staje się możliwa. Dlatego dążenie do asymilacji różnych kultur musi być oparte na odpowiedzi na pytanie - dlaczego cywilizacje są sobie wrogie??? > >Sorki, że znowu będę truł( i tak nie przestanę ), ale tylko dogadanie się ludzi ponad przywódcami, w "atmosferze" tworzenia Ziemi bez wojen może rozwiązać ten problem.> Trzeba by upowszechnić internet, a i to nie wiem, czy w ciągu życia zdążyłbym sobie pogadać z tymi wszystkimi ludźmi, żeby sie dogadać.No trzeba. Pewno to będzie trwało długo, pewno i ja nie doczekam. Początki idei zawsze są nieporadne, nie powstają w umysłach mędrców gotowe do użytku. I tak powinno być. Jak ja widzę dogadywanie się??? Może kiedyś pójdzie w świat wi
|
|
|  | | Zbyszek??? | cd 2 > >Sorki, że znowu będę truł( i tak nie przestanę ), ale tylko dogadanie się ludzi ponad przywódcami, w "atmosferze" tworzenia Ziemi bez wojen może rozwiązać ten problem.> Trzeba by upowszechnić internet, a i to nie wiem, czy w ciągu życia zdążyłbym sobie pogadać z tymi wszystkimi ludźmi, żeby sie dogadać.No trzeba. Pewno to będzie trwało długo, pewno i ja nie doczekam. Początki idei zawsze są nieporadne, nie powstają w umysłach mędrców gotowe do użytku. I tak powinno być. Jak ja widzę dogadywanie się??? Może kiedyś pójdzie w świat wiadomość, że w jakimś miejscu na Ziemi powstała sensowna idea, która za cenę tolerancji religijnej, tolerancji kulturowej, uwolnienia narodów i zaprzestania manipulacji obiecuje koniec z wojnami. Idea, która(patrząc z drugiej strony) dzięki odrzuceniu wojny uczyni bezsensownymi nietolerancję, zniewolenie narodów i manipulowanie społeczeństwami. Idea, którą ludzie sami muszą dopracować, wypełnić szczegółami, wprowadzić ja w życie. Muszą dogadać się - czy chcą, czy sobie wierzą. Chyba znajdą się zainteresowani - jak sądzisz??? > > Wtedy okaże się, że tak naprawdę wyznawcy mają w "szerokim poważaniu" swe obowiązujące dogmaty. Arabowie coś o tym powinni wiedzeć...> Ostatnie zdanie jest zdumiewające. Cele okazują się zbieżne.Zdumiewające, bo tak odległe od propagandowej wiedzy??? Trzeba znać ludzi...Spójrz tak: Gdyby większość ludzi na serio traktowała dogmaty religijne, kulturowe, patriotyczne i ideologiczne już dawno powyżynalibyśmy się na amen. Tak się nie stało a to dlatego, że większość ludzi to oportuniści. Niby chodzą do kościoła czy meczetu, niby są patriotami, ale na własny użytek zachowują dystans. Dystans do stanięcia za dogmaty na wojennej ścieżce. Można zawołać - chwała oportunistom! Ludzkość przeżyła już tyle religii, nasi praprzodkowie byli członkami wielu plemion, to wszystko w jakiś sposób w nas trwa - chociażby w potrzebie zachowania rezerwy do ekstremów. A Arabowie, a ściślej - mieszkańcy tych ziem przeczołgani już byli wyjątkową ilością bogów. Zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że większość to fanatycy. Niestety, brak fanatyzmu u większości nie jest wystarczające do asymilacji przybyszów z innych kultur. Potrzebne jest jeszcze wzajemne zaufanie. Pozdrawiam
|
|
 | | yavorr (193 punktów) | > Sorki, że znowu będę truł( i tak nie przestanę ), ale tylko dogadanie się ludzi ponad przywódcami, w "atmosferze" tworzenia Ziemi bez wojen może rozwiązać ten problem. Wtedy okaże się, że tak naprawdę wyznawcy mają w "szerokim poważaniu" swe obowiązujące dogmaty. Arabowie coś o tym powinni wiedzeć...Dogadywanie się ponad głowami przywódców to rozwiązanie zdecydowanie niewystarczające. I co z tego, że większość zwykłych ludzi nie chce wojen. Terroryści, których jest mniejszość, chcą prowadzić swoje wojny i nie obchodzi ich to, że większość nie akceptuje ich metod. Żyjemy w czasach, gdy mniejszość posiada narzędzia pozwalające im trzymać w szachu większość. pzdr.
|
|
|  | | Zbyszek??? | > >Sorki, że znowu będę truł( i tak nie przestanę ), ale tylko dogadanie się ludzi ponad przywódcami, w "atmosferze" tworzenia Ziemi bez wojen może rozwiązać ten problem. Wtedy okaże się, że tak naprawdę wyznawcy mają w "szerokim poważaniu" swe obowiązujące dogmaty. Arabowie coś o tym powinni wiedzeć...> Dogadywanie się ponad głowami przywódców to rozwiązanie zdecydowanie niewystarczające.Zgoda. Dlatego nie może być ono chaotyczne, ale wokół jakiegoś spójnego planu. > I co z tego, że większość zwykłych ludzi nie chce wojen. Terroryści, których jest mniejszość, chcą prowadzić swoje wojny i nie obchodzi ich to, że większość nie akceptuje ich metod. Żyjemy w czasach, gdy mniejszość posiada narzędzia pozwalające im trzymać w szachu większość.To prawda, że żyjemy w czasach, kiedy mniejszość trzyma w szachu większość. Tak zresztą zawsze było. Jak by jednak nie patrzeć na to - warunkiem takiego układu jest nasza zgoda na niego. Zbytnio demonizujesz terrorystów, dałeś nabrać się na przeciwstawienie terrorystów pragnących wojny i większości pragnącej żyć w pokoju. To nie jest prawdziwa sprzeczność - terroryści też zapewne pragną pokoju. Terroryści to nie jest grupa ludzi wychodowana gdzieś na bezludnej wyspie. To członkowie swoich społeczeństw, cele ich walki są celami walki tych społeczeństw, metody znajdują poparcie jakieś części społeczeństwa. Dogadywanie się społeczeństw ponad głowami przywódców to bezpośrednie spytanie się - co tak naprawdę od nas chcecie, co my mamy do was, czy wystarczy zaniechanie wojen, dyskryminacji religijnej, kulturowej itp. Po "dogadaniu się" w takim kształcie, jak ja to widzę - z całą pewnością problem terroryzmu skurczy się do kryminalnego rozmiaru. Pozdrawiam - Zbyszek??? - też Jaworski
|
|
| outsider (2469 punktów) | Mirażem jest świat powszechnej zgody. Należałoby bowiem założyć, żę aktualnie obowiązujące ideologie i systemy moralno-prawne da się uzgodnić po czym... nie bedą one ewoluować.
Jedne i drugie bowiem dotyczą przestrzeni publicznej, a nie ma sposobu, aby panowała w nich jednomyślność (chyba że światowa superpolicja...). W żadnej z tych spraw rozstrzygnięcia co lepsze a co gorsze nie dostarczy czysty rozum, logika czy nauka: prędzej empiria ich praktycznego funkcjonowania - ale i tak skutki są wielowymiarowe i nawet zgodziwszy się co w nich dobre a co złe, trzebaby uzgodnić wagi dla poszczególnych rodzajów skutków: cy wolność sumienia jest więcej warta niż woność od głodu?
Niestety, wszelkie idee musza walczyć między sobą: a czynią to ludzkimi rękami. Ta walka zaczyna się na płaszczyźnie werbalnej - płąszczyźnie właściwej egzystencji idei - rzadko jednak daje się na niej rozstrzygnąć: zatem rzecz przenosi sie do świata realnego z wszelkimi tego konsekwencjami.
Rozważmy prostą i jakby taktyczną ideę: należy doskonalić posiadaną broń tak, aby ograniczyć do minimum własne straty ludzkie na wojnie: humanitarne to, choć jakby do połowy tylko. Idea ta w walkach wewnątrz cywilizacji o wyrównanym poziomie technologicznym prowadzi do wyścigu zbrojeń - a co, jesli poziom nie jest wyrównany?
Mniej zaawansowany technicznie przeciwnik jakoś sobie musi radzić. Może na przykład wykorzystać wyższą własną rozrodczość (niższa "wartość" pojedynczego ludzkiego istnienia) w połączeniu z chaosem organizacyjnym a zarazem gęstą siecią lokalnych powiązań międzyludzkich - i stworzyć partyzantkę; moze też w ramach owej partyzantki wykorzystywać broń przeciwnikowi niedostępną - żywe torpedy lądowe.
To jakoś wyrównuje szanse - albowiem da się stworzyć formacje kamikadze w imię idei, trudno natomiast o kamikadze-najemników; jak im sensownie wypłacić żołd?
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Tak się zastanawiam na czym polega ów humanizm. Mam wrażenie, że cywilizacyjna, społeczna moralność jest tylko mutacją zwyczajnej, prymitywnej w swoich instynktach siły fizycznej, i chyba nie byłoby tak trudno dowieść w jaki sposób na podłożu, gdzie o wszystkim decyduje silniejszy rodzi się konieczność odstąpienia od tej zasady (teoretyczna).
Przykład: grupa 4 osób, jedna z nich jest najsilniejsza, a więc zawsze wygra w każdym sporze, ma też zdolność odbierania innym ich dóbr. Jeżeli pozostała trójka dogada się, to łącząc siły jest zdolna pokonać najsilniejszego z nich. I jeżeli teraz ma ustalić nowe zasady życia w grupie, to z pewnością nie będą to stare reguły, gdzie osiąganie korzyści odbywa się poprzez siłę fizyczną. Grupa więc niejako odstępuje od sposobu życia polegającego na stosowaniu przemocy, "humanizuje" się. Proces "humanizacji" może postępować dalej, bo nie tylko uzyskuje się przewagę siłą fizyczną, ktoś przedsiębiorczy może opanować cały rynek, a więc także tu trzeba zmieniać zasady. Według mnie łatwo sobie wyobrazić pojawienie się w postulatach, prawach zapisów o konieczności dbania o dobro ogółu itp. Łatwo wyobrazić sobie jak pojawiają się hasła dotyczące konieczności dzielenia się, dbania o innych, sprawiedliwości społecznej itd. Jeżeli nie możemy kierować się siłą, bo zawsze będzie ktoś najsilniejszy, jeżeli nie możemy kierować się przedsiębiorczością, pomysłowością, bo zawsze będzie ktoś bardziej pomysłowy i uzyska przewagę, to kierujemy się w innym kierunku.
Tylko czy to jest coś odmiennego od swojej pierwotnej formy? Trójka ludzi narzuca inne zasady rządzenia się, ale gdy ten jeden nie podporządkuje się im, to uczyni dokładnie to samo, co on wcześniej czynił - użyje siły fizycznej. Według mnie jakby ten humanizm nie ewoluował, to jeżeli działa z pozycji siły ma tak naprawdę prymitywne korzenie i pozostaje zwierzęcą formą rozwiązywania problemów. Aby było inaczej, musielibyśmy uznać, że większość ma zawsze więcej racji niż mniejszość - pewnie ktoś tak czasem uważa - ale to nieprawda.
Nie uważam jednak, abyśmy mieli tylko ten rodzaj moralności pod ręką, a jedynie, że ten jest obowiązującym w ludzkich społecznościach i jej prawach. Zawsze gdzie gdzieś na końcu można dopatrzyć się zorganizowanej przemocy gotowej bronić ustalonych reguł, a człowiek jest zmuszony ich przestrzegać, nie może np. odejść, wypisać się, uważam, że nie mamy do czynienia z humanizmem, humanitaryzmem, moralnością, dobrem itd. To jedynie kalkulacje większości gotowej użyć fizycznego przymusu.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|