 |
Teistyczny Joker - ateistyczne niebo. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » ABC Racjonalisty
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-12-2008 08:53 | Adamiak (36436 punktów) | Teistyczny Joker - ateistyczne niebo.
7 na 7 | Mam nieodparte wrażenie, że wierzący wchodzą na łamy tego portalu tylko po to, by wywoływać dyskusję, czyli zapoczątkować kolejny raz grę w której będą mieli okazję- a taka wpisana jest w reguły ich gry- rzucić na stół ostateczny argument w postaci Jokera. By dopełnić obraz wspomnę, iż to wrażenie dotyczy również ateistów, z tą tylko różnicą, że (niektórzy) ateiści czekają (z dreszczykiem emocji?) na teistów i owego Jokera by wynajdować przeciw niemu argumenty z gruntu słabsze w tej "grze". Słabsze, bo niezrozumiałe i przez to bezsensowne dla przeciwnika. Bo Joker jest najsilniejszą kartą z powodu swej uniwersalności, pasuje do wszystkiego, jest oczywistym atutem nie do zbicia w rozumieniu wierzących. W rozumieniu ateistów jest kartą bezsensowną w logice gry... z tych samych powodów. Dlatego każda dyskusja wierzących z ateistami przypomina graczy siedzących przy jednym stoliku i grających- pozornie- w tę samą grę, tylko, że każdy ma inną talię kart w ręku. Nasuwa się porównanie lekarzy kliniki dla psychicznie chorych grających z pacjentami w "brydża"... lekarze wiedzą, że w talii brydżowej nie ma Jokerów a pacjenci są przekonani, że owszem, są. A całą sprawę komplikuje fakt, że obu stronom się wydaje, iż znajdują się po właściwej krawędzi stoliczka  Joker z założenia jest niczym dla ateisty ("Jestem, który jestem") i wszystkim dla teisty ("Jestem, który jestem")...więc jak mogą się dogadać, że o przekonaniu wzajemnym nie wspomnę? Lecz obie strony nie ustają we wznawianiu gry z gruntu skazanej na pat, jak w szachach, które mają tyle wspólnego z brydżem, co Joker. Nie ustają, bo celem gry nie jest ogranie przeciwnika- jak wskazywałaby definicje większości gier- lecz sama gra, choć niechętnie się do tego przyznają. Łączy ich tylko jedno: bez względu na to, jakie karty trzymają w garści i tak finałem gry dla każdego jest to samo... niebo  ... do czego przyznają się jeszcze niechętniej  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Bardzozły (3161 punktów) | Cytat:Nie ustają, bo celem gry nie jest ogranie przeciwnika- jak wskazywałaby definicje większości gier- lecz sama gra, choć niechętnie się do tego przyznają. Nie tyle sama gra, co przekonanie przekonanie przeciwnika, żeby zagrał w lepszą(naszą oczywiście) grę. Cytat:Łączy ich tylko jedno: bez względu na to, jakie karty trzymają w garści i tak finałem gry dla każdego jest to samo... niebo  ... do czego przyznają się jeszcze niechętniej  A tego nie zrozumiałem...
Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
|
|
 | | Adamiak (36436 punktów) | > Nie tyle sama gra, co przekonanie przekonanie przeciwnika, żeby zagrał w lepszą(naszą oczywiście) grę.No tak, tylko: > >całą sprawę komplikuje fakt, że obu stronom się wydaje, iż znajdują się po właściwej krawędzi stoliczka >A dorzucając fakt istnienia Jokera, przekonanie o którym piszesz jest niemożliwe dopóki będzie on istniał...czytaj: będzie używany w grze, każdej grze. > Cytat:Łączy ich tylko jedno: bez względu na to, jakie karty trzymają w garści i tak finałem gry dla każdego jest to samo... niebo  ... do czego przyznają się jeszcze niechętniej  > > A tego nie zrozumiałem...Jasne..., biorąc Twoje słowa za dobrą monetę (co nieznacznie tylko wielokropek utrudnia...  ), powiem, że każdego czeka ten sam koniec, choć każdy ma prawo inaczej sobie ten epilog interpretować. Wspólne są oczekiwania- tak uważam- co do niedolegliwej opcji tegoż finału.
|
|
|  | 2 na 2 | Bardzozły (3161 punktów) | Cytat:> Nie tyle sama gra, co przekonanie przekonanie przeciwnika, żeby zagrał w lepszą(naszą oczywiście) grę.> No tak, tylko:> >całą sprawę komplikuje fakt, że obu stronom się wydaje, iż znajdują się po właściwej krawędzi stoliczka >A dorzucając fakt istnienia Jokera, przekonanie o którym piszesz jest niemożliwe dopóki będzie on istniał...czytaj: będzie używany w grze, każdej grze.Komplikuje? Raczej: umożliwia, A przekonanie zawsze jest możliwe, niezależnie od istnienia czegokolwiek... Taka już rola przekonywania. Cytat: Jasne..., biorąc Twoje słowa za dobrą monetę (co nieznacznie tylko wielokropek utrudnia...  ), powiem, że każdego czeka ten sam koniec, choć każdy ma prawo inaczej sobie ten epilog interpretować. Ale, żeby śmierć niebem nazywać... Nic dziwnego, że nie zrozumiałem. Cytat:Wspólne są oczekiwania- tak uważam- co do niedolegliwej opcji tegoż finału. To zależy jak się rozumie niedolegliwość. Dla niektórych (egzystencjaliści) nawet samo niebycie jest przerażające... 
Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
|
|
| |  | | Adamiak (36436 punktów) | > Nie tyle sama gra, co przekonanie przekonanie przeciwnika, żeby zagrał w lepszą(naszą oczywiście) grę.> Komplikuje? Raczej: umożliwia, A przekonanie zawsze jest możliwe, niezależnie od istnienia czegokolwiek... Taka już rola przekonywania.>Owszem, przekonywanie jest zawsze możliwe, lecz skuteczne... niekoniecznie.  > >Wspólne są oczekiwania- tak uważam- co do niedolegliwej opcji tegoż finału.>> To zależy jak się rozumie niedolegliwość. Dla niektórych (egzystencjaliści) nawet samo niebycie jest przerażające... >Słownik języka polskiego: dolegliwość « to, co sprawia kłopot lub przykrość »
|
|
| | |  | | Bardzozły (3161 punktów) | A komu śmierć może sprawić przykrość? I dla kogo miałaby być kłopotem? Bo chyba nie dla martwego?
Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | >A komu śmierć może sprawić przykrość? I dla kogo miałaby być kłopotem? Bo chyba nie dla martwego
Odpowiem Ci Twoim tekstem:
> Dla niektórych (egzystencjaliści) nawet samo niebycie jest przerażające...> ...
więc dla niektórych i samo umieranie takie jest.
Umieranie rozumiane jako moment przejścia z czegoś do niczego.
|
|
| | | | |  | | Bardzozły (3161 punktów) | Cytat:>Odpowiem Ci Twoim tekstem: >> Dla niektórych (egzystencjaliści) nawet samo niebycie jest przerażające...> ... więc dla niektórych i samo umieranie takie jest. Umieranie rozumiane jako moment przejścia z czegoś do niczego. Ale ja pytam o śmierć, a nie o same wyobrażenia o śmierci. Jeżeli chcemy mówić o samych wyobrażeniach(jak dziwaczny lęk przed niebyciem) to dla mnie przerażający jest smok, choć sam w sobie wcale nie sprawia mi przykrości ani kłopotów...
Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Umieranie rozumiane jako moment przejścia z czegoś do niczego.[/cytat]> Ale ja pytam o śmierć, a nie o same wyobrażenia o śmierci.>Cóż, w tym Ci nie pomogę, gdyż mam zwyczaj mówić za siebie, a tu widzę trudności obiektywne  > Jeżeli chcemy mówić o samych wyobrażeniach(jak dziwaczny lęk przed niebyciem)Proponuję doprecyzować: to Ty chcesz mówić... Ja zastosowałem w tytułowym poście pewną figurę retoryczną (nie definicję), zasygnalizowaną wielokropkami dwoma (!), pod którą to figurkę czytelnik może sobie podstawić swoje treści: każdy ma to samo niebo - w sensie, że życie człowieka kończy się- klinicznie- tak samo, ale każdy może to sobie inaczej zdefiniować...i na ogół definiuje. Ty jesteś wyjątkiem bo o swoją definicję pytasz mnie, a w tym- powtórzę ze smutkiem- nie mogę Ci pomóc. Chyba niepotrzebnie potraktowałeś to z taką...hm, śmiertelną powagą.  > ...to dla mnie przerażający jest smok, choć sam w sobie wcale nie sprawia mi przykrości ani kłopotów...>Mogę Ci tylko współczuć, niekonsekwencji również: jeśli dla mnie coś jest przerażające, znaczy mnie przeraża... znaczy jest powodem dyskomfortu psychicznego zwanego przerażeniem.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Bardzozły (3161 punktów) | Cytat:Proponuję doprecyzować: to Ty chcesz mówić... My chcemy, skoro odpowiadam na Twoje posty, a Ty na moje... Cytat:Ja zastosowałem w tytułowym poście pewną figurę retoryczną (nie definicję), zasygnalizowaną wielokropkami dwoma (!), pod którą to figurkę, każdy z czytających może sobie podstawić swoje treści: każdy ma to samo niebo - w sensie, że życie człowieka kończy się- klinicznie- tak samo, ale każdy może to sobie inaczej zdefiniować...i na ogół definiuje. Dostrzegam tu pewną niekonsekwencję - albo coś jest takie samo, albo można sobie różnie definiować... Jeżeli coś jest takie samo, to jedna - dwie definicje będą prawidłowe, a reszta niewiele warta. Cytat:Ty jesteś wyjątkiem bo o swoją definicję pytasz mnie, a w tym- powtórzę ze smutkiem- nie mogę Ci pomóc. Definicję czego? Jakoś nie zauważyłem tego, ze pytałem o moją definicję... Cytat:Chyba niepotrzebnie potraktowałeś to z taką...hm, śmiertelną powagą.  Śmiertelną powagą  bardziej ze śmiertelną niż powagą. Cytat:>...to dla mnie przerażający jest smok, choć sam w sobie wcale nie sprawia mi przykrości ani kłopotów... Mogę Ci tylko współczuć, niekonsekwencji również: jeśli dla mnie coś jest przerażające, znaczy mnie przeraża... znaczy jest powodem dyskomfortu psychicznego zwanego przerażeniem. Niekonsekwencji  Jeżeli coś mnie przeraża, to wcale nie musi być powodem dyskomfortu - przecież nie oglądam horrorów po to, żeby się źle czuć 
Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > Cytat:Proponuję doprecyzować: to Ty chcesz mówić... > My chcemy, skoro odpowiadam na Twoje posty, a Ty na moje...> Cytat:Ja zastosowałem w tytułowym poście pewną figurę retoryczną (nie definicję), zasygnalizowaną wielokropkami dwoma (!), pod którą to figurkę, każdy z czytających może sobie podstawić swoje treści: każdy ma to samo niebo - w sensie, że życie człowieka kończy się- klinicznie- tak samo, ale każdy może to sobie inaczej zdefiniować...i na ogół definiuje. > Dostrzegam tu pewną niekonsekwencję - albo coś jest takie samo , albo można sobie różnie definiować... Jeżeli coś jest takie samo, to jedna - dwie definicje będą prawidłowe, a reszta niewiele warta.>Nie napisałem: "takie samo" tylko: "to samo"... więc cierpliwie Ci wytłumaczę, że ten sam las nie musi być dla każdego takim samym lasem...co więcej, dla każdego będzie inny; nie wierzysz?- spytaj każdego. > Cytat:Ty jesteś wyjątkiem bo o swoją definicję pytasz mnie, a w tym- powtórzę ze smutkiem- nie mogę Ci pomóc. > Definicję czego? Jakoś nie zauważyłem tego, ze pytałem o moją definicję...>Jw. > Cytat:Chyba niepotrzebnie potraktowałeś to z taką...hm, śmiertelną powagą.  > Śmiertelną powagą bardziej ze śmiertelną niż powagą.>Proszsz. > Cytat:>...to dla mnie przerażający jest smok, choć sam w sobie wcale nie sprawia mi przykrości ani kłopotów... >Mogę Ci tylko współczuć, niekonsekwencji również: jeśli dla mnie coś jest przerażające, znaczy mnie przeraża... znaczy jest powodem dyskomfortu psychicznego zwanego przerażeniem. > Niekonsekwencji Jeżeli coś mnie przeraża, to wcale nie musi być powodem dyskomfortu - przecież nie oglądam horrorów po to, żeby się źle czuć >Pewnie wiesz co piszesz
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | keymak (3379 punktów) | Się dołączę.
>jeśli dla mnie coś jest przerażające, znaczy mnie przeraża... znaczy jest powodem dyskomfortu psychicznego zwanego przerażeniem. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale z tego co zrozumiałem to według Ciebie strach spowodowany śmiercią istnieje zarówno w światopoglądzie teisty i ateisty. To chyba jakaś pomyłka. Ateista może się bać śmierci (choć nie musi), ale nie boi się czegoś co będzie po śmierci. Teista zaś podobno boi się tego co będzie po śmierci i do tego jeszcze może się bać samej śmierci. Różnica chyba jednak jest. Nie wiem czy mała czy duża, ale jednak jest.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > >jeśli dla mnie coś jest przerażające, znaczy mnie przeraża... znaczy jest powodem dyskomfortu psychicznego zwanego przerażeniem.> Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale z tego co zrozumiałem to według Ciebie strach spowodowany śmiercią istnieje zarówno w światopoglądzie teisty i ateisty.> To chyba jakaś pomyłka.>Pisałem o strachu "Bardzozłego" przed jakimś smokiem, ale okazało się, że on lubi horrory  > Ateista może się bać śmierci (choć nie musi), ale nie boi się czegoś co będzie po śmierci.>Skąd ta pewność? Masz monopol na wiedzę o emocjach ateistów? Chyba nie o strachu jest ten wątek? Coś Was- Ciebie i "Bardzozłego"- dręczy? A, tak na marginesie: zabraniasz troski (teraz) o bliskich, których zostawisz ze wspomnieniem (spuścizną) o (po) sobie? Tylko ateistom zabraniasz, czy teistom również? > Teista zaś podobno boi się tego co będzie po śmierci i do tego jeszcze może się bać samej śmierci.>Na strachy teistów też masz pogląd...i nawet im pozwalasz (łaskawie?) bać się śmierci?- więc tłumaczeń nie oczekuj ode mnie... podziękowań również  > Różnica chyba jednak jest. Nie wiem czy mała czy duża, ale jednak jest.Wg mnie tylko taka, że każdy szyje sobie strachy na swój wymiar, czyli: każdy ma takie strachy, jakie sobie wymyśli. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | keymak (3379 punktów) | > Skąd ta pewność? Masz monopol na wiedzę o emocjach ateistów?> Tylko ateistom zabraniasz, czy teistom również?> Na strachy teistów też masz pogląd...i nawet im pozwalasz (łaskawie?) bać się śmierci?- więc tłumaczeń nie oczekuj ode mnie... podziękowań również Niczego nie wmawiam ateistom, czy teistom. Strach przed tym co będzie po śmierci nie występuje u ateisty i występuję u teisty i wynika to wprost z definicji teisty i ateisty. Nie biorę pod uwagę tych którzy nazywają siebie ateistami lub teistami, a de-facto nimi nie są. To jest oddzielny temat. > Chyba nie o strachu jest ten wątek?> Coś Was- Ciebie i "Bardzozłego"- dręczy?Mnie nie bardzo, ale z Twoich słów właśnie coś takiego wynika. > A, tak na marginesie: zabraniasz troski (teraz) o bliskich, których zostawisz ze wspomnieniem (spuścizną) o (po) sobie?Troska o najbliższych jest taka sama u ateistów i teistów, więc nie wiem w czym problem. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > ...więc nie wiem w czym problem.>Tak właściwie to ja już też nie bardzo wiem... Napisałem wątek o jałowych dyskusjach teistów z ateistami- i odwrotnie- na temat: kto ma rację w wizji świata. Jałowość dysput polega na tym, że nie widzę sposobu ni możliwości, by któraś ze stron przekonała drugą o słuszności swego światopoglądu, choć koniec każdego (człeka) czeka taki sam, bez względu na to, jak go sobie wyobrażają. BardzoZły zaczął coś o strasznych smokach... Ty się do niego podłączyłeś... a teraz wmawiasz mi, że to ja się czegoś boję. Nawet jeśli się czegoś boję, to nie Waszych smoków ani teistyczno-ateistycznych wizji, ale to nie temat wątku. Absurdalność tej wymiany zdań polega na tym, że to ja mam się- niby- bać tego, coście sobie, Ty i BardzoZły, wymyślili... a bójcie się boga, bo ja pękam ze śmiechu
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | keymak (3379 punktów) | E tam. Czyli wychodzi na to że wmawiamy sobie coś na wzajem. Zgodzę się że dyskusja o bogach jest nieco śmieszna, ale według mnie śmieszność nie płynie stąd że ktoś chce na ten temat rozmawiać, ale wynika wprost z idei bóstw. Pytanie w takim razie brzmi: czy wystarczy coś obśmiać aby to coś przestało interesować i co ważniejsze determinować zachowania innych ludzi? Według mnie nie wystarczy. Dlatego warto o takich sprawach dyskutować nawet jeżeli są z gruntu śmieszne i sama dyskusja wygląda śmiesznie, bo efekty już ze śmiesznością nie mają nic wspólnego.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | > E tam. Czyli wychodzi na to że wmawiamy sobie coś na wzajem.>Tak wygląda. > Zgodzę się że dyskusja o bogach jest nieco śmieszna, ale według mnie śmieszność nie płynie stąd że ktoś chce na ten temat rozmawiać, ale wynika wprost z idei bóstw .>Wierzący twierdzą, że to my jesteśmy śmieszni nie wierząc w boga i nie mając dowodów na inny początek świata. Albo istnienie duszy. > Pytanie w takim razie brzmi: czy wystarczy coś obśmiać aby to coś przestało interesować i co ważniejsze determinować zachowania innych ludzi? Według mnie nie wystarczy.>Też uważam, że nie wystarczy. Wyśmiać można głupca za głupoty, które robi lub gada, ale wyśmiewanie chorego nie daje nic, prócz niesmaku dla wyśmiewającego i hermetyzacji (zasklepiania się w swoich poglądach) postawy wierzących. > Dlatego warto o takich sprawach dyskutować nawet jeżeli są z gruntu śmieszne i sama dyskusja wygląda śmiesznie, bo efekty już ze śmiesznością nie mają nic wspólnego.>I stąd mój post.  > Pozdrawiam.>Ja również.
|
|
2 na 2 | keymak (3379 punktów) | > Nie ustają, bo celem gry nie jest ogranie przeciwnika- jak wskazywałaby definicje większości gier- lecz sama gra, choć niechętnie się do tego przyznają.Jak się ma dużo wolnego czasu to można opowiadać o pierdołach, to prawda. W tym wypadku jednak chodzi chyba o coś innego. Ja jakiś czas temu sam sobie zadałem pytanie: po co ty marnujesz czas na te pierdoły? Otóż robię to nie dlatego że lubię opowiadać pierdoły, czy może dlatego aby umocnić w sobie wybór który kiedyś dokonałem. Robię to bo wierzę że nawet zajmowanie się pierdołami może zbliżyć do siebie ludzi którzy totalnie się ze sobą nie zgadzają i że wtedy granice które istnieją z powodu różnic światopoglądowych będą się systematycznie rozmywać. Miłość i nienawiść to cechy bardzo ludzkie i naturalne. Problemem jest zaś obojętność, która jest przyczyną największych nieszczęść i okropieństw jakie spotykają ludzi. Także kochajmy się lub nienawidźmy, to jest naturalne i pożądane, ale starajmy się nie być obojętnym na innego człowieka, na inną myśl, bo dopiero obojętność nas odczłowiecza. Sorry za ten mentorski ton. Tak jakoś mnie naszło. Może przyczyna leży w kieliszeczku Porto  Tak czy siak jak widać, warto pić od czasu wino, a nie tylko wódkę i piwo  Pozdrawiam.
|
|
 | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Może przyczyna leży w kieliszeczku Porto >> Tak czy siak jak widać, warto pić od czasu wino, a nie tylko wódkę i piwo >Cóż, mogę tylko życzyć: smacznego, tuż przed stwierdzeniem, że ja nie piję alkoholu. Oraz: na zdrowie.  > Pozdrawiam.Ja również.
|
|
3 na 3 | Kozak (140 punktów) | > Mam nieodparte wrażenie, że wierzący wchodzą na łamy tego portalu tylko po to, by wywoływać> dyskusję, czyli zapoczątkować kolejny raz grę w której będą mieli okazję- a taka wpisana jest w> reguły ich gry- rzucić na stół ostateczny argument w postaci Jokera.> By dopełnić obraz wspomnę, iż to wrażenie dotyczy również ateistów, z tą tylko różnicą, że> (niektórzy) ateiści czekają (z dreszczykiem emocji?) na teistów i owego Jokera by wynajdować przeciw> niemu argumenty z gruntu słabsze w tej "grze".> Słabsze, bo niezrozumiałe i przez to bezsensowne dla przeciwnika.> Bo Joker jest najsilniejszą kartą z powodu swej uniwersalności, pasuje do wszystkiego, jest> oczywistym atutem nie do zbicia w rozumieniu wierzących.> W rozumieniu ateistów jest kartą bezsensowną w logice gry... z tych samych powodów.> Dlatego każda dyskusja wierzących z ateistami przypomina graczy siedzących przy jednym stoliku i> grających- pozornie- w tę samą grę, tylko, że każdy ma inną talię kart w ręku.> Nasuwa się porównanie lekarzy kliniki dla psychicznie chorych grających z pacjentami w "brydża"...> lekarze wiedzą, że w talii brydżowej nie ma Jokerów a pacjenci są przekonani, że owszem, są.> A całą sprawę komplikuje fakt, że obu stronom się wydaje, iż znajdują się po właściwej krawędzi> stoliczka  > Joker z założenia jest niczym dla ateisty ("Jestem, który jestem") i wszystkim dla teisty ("Jestem,> który jestem")...więc jak mogą się dogadać, że o przekonaniu wzajemnym nie wspomnę?> Lecz obie strony nie ustają we wznawianiu gry z gruntu skazanej na pat, jak w szachach, które mają> tyle wspólnego z brydżem, co Joker.> Nie ustają, bo celem gry nie jest ogranie przeciwnika- jak wskazywałaby definicje większości gier-> lecz sama gra, choć niechętnie się do tego przyznają.> Łączy ich tylko jedno: bez względu na to, jakie karty trzymają w garści i tak finałem gry dla> każdego jest to samo... niebo ... do czego przyznają się jeszcze niechętniej  > Z tą grą to tak jak z tym niebem ateisty!! Każdy ma inne reguły do gry w którą akurat wydaje mu się, że gra!! Amen.
|
|
 | | Adamiak (36436 punktów) | > >Nie ustają, bo celem gry nie jest ogranie przeciwnika- jak wskazywałaby definicje większości gier-> >lecz sama gra, choć niechętnie się do tego przyznają.> >Łączy ich tylko jedno: bez względu na to, jakie karty trzymają w garści i tak finałem gry dla> >każdego jest to samo... niebo ... do czego przyznają się jeszcze niechętniej  > >> Z tą grą to tak jak z tym niebem ateisty!!> Każdy ma inne reguły do gry w którą akurat wydaje mu się, że gra!!> Amen.  , jasne.
|
|
3 na 3 | machejno (761 punktów) |
>Dlatego każda dyskusja wierzących z ateistami przypomina graczy siedzących przy jednym stoliku i >grających- pozornie- w tę samą grę, tylko, że każdy ma inną talię kart w ręku.
Dodam więcej, nie tylko ci dwaj grają razem w tę samą grę tylko innymi kartami. Podobne gry toczone między każdymi dwoma osobami deklarującymi uczestnictwo w tej właśnie grze, wyglądają na te samą partię: szachów, brydża, warcabów, czy go. Ale to są zupełnie inne rozgrywki. Zupełnie inne reguły i inne możliwości zakończenia konfrontacji. (Która nie zawsze musi być rywalizacją). Przysłuchuję (lub przypatruję) się czasem rozmowie (nawet na tym forum) między wierzącym i niewierzącym i odnoszę wrażenie, że dyskutują nie kwestię wiary, a li tylko wyższości praktyk religijnych nad ich niepraktykowaniem i na odwrót. Kiedy indziej rozmowa dotycząca pozornie wyższości niewiary nad wiarą sprowadza się do ustaleń, które wymuszają uznanie, iż coś takiego jak pozaosobowa wiara lub niewiara miałyby istnieć. Myślę, że popularne "opium dla ludu" jest bardziej realne niż się nam wydaje. Życie bez wiary jest absolutnie możliwe, życie bez uznania boga również, bez jakichkolwiek praktyk - jak najbardziej, ale życie bez tradycji może być niebezpieczne. Tym z czym ja nie chcę się zgodzić to właśnie z tradycją. Ale organizacja jakiegokolwiek społeczeństwa bezwzględnie wymaga odwołania do jakiejkolwiek tradycji. Tę właśnie funkcję pełni "opium". Ma uzasadnić konieczność przestrzegania tradycji. Stąd też, czego najbardziej się boję, ze gdy tradycja zginie, może być z nami źle. Nie można odbierać graczom wiary w tradycję (bo w boga można), ta tradycja jest gwarantem np. istnienia internetu... Gdy niewierzący wchodzi na nasze forum, to znak, że myśli. Nie szkodzi, że czasem myśli, że musi krzewić wyższość tradycji jednej nad drugą, czy jakiejkolwiek nad żadną. Ważne, że myśli. W interesie zaś racjonalistów (bo słowo niewierzący jest zbyt tradycjonalistyczne) jest, by zarażać go nie inną tradycją, bo to grozi neofityzmem (w barku wiary), a by zarażać go wolnością od tradycji. W tym momencie przypomniała mi się przepięknie pokazana rozmowa Tewje mleczarza z Haszem, kiedy córka - bodajże Cejtl chciała się żenić z krawcem. Pamiętacie? Tradition itd....
Pozdrawiam i mam nadzieję, że gramy w to samo tymi samymi kartami
|
|
 | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Pozdrawiam i mam nadzieję, że gramy w to samo tymi samymi kartami>Jasne, że taka zgodność powinna dotyczyć każdej, sensownej gry. Lecz zastrzegam sobie- jako facet z Niezależnością w herbie- prawo do zróżnicowanego stopnia zaangażowania w każdą z gier...  ------------------------- "Gdybym był bogaty..."
|
|
J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | Grywasz w remika? W remiku joker bywa zdradliwy
|
|
 | 1 na 1 | Adamiak (36436 punktów) | > Grywasz w remika? W remiku joker bywa zdradliwy >Owszem, potrafię grać w sporo gier, nie tylko karcianych  . Joker w każdej grze jest zdradliwy, bo w każdym przypadku jest protezą, a nie prawdziwym atutem
|
|
|  | J.S. (4752 punktów) (zablokowany) | > >Grywasz w remika? W remiku joker bywa zdradliwy >Owszem, potrafię grać w sporo gier, nie tylko karcianych .Nie pytałem czy potrafisz. Pytałem czy grywasz.
|
|
| |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >>Grywasz w remika? W remiku joker bywa zdradliwy >Owszem, potrafię grać w sporo gier, nie tylko karcianych .> Nie pytałem czy potrafisz. Pytałem czy grywasz.>Jeśli napiszę, że grywałem, uwierzysz?
|
|
1 na 1 | Jurek (430 punktów) |
Tyle tylko,że kreole są przekonani o swojej nieomylności i czują się ludźmi z lepszej półki.Poza tym - to niby oczywiste,ale chyba mało uświadamiane - ateiści to w zdecydowanej większości ludzie myślący, o wewnętrznym poczuciu kontroli,natomiast kreole to owieczki.
|
|
 | | Adamiak (36436 punktów) | > Tyle tylko,że kreole są przekonani o swojej nieomylności i czują się ludźmi z lepszej półki.>
I niezbyt ich przekonują argumenty, że ta półka zakurzona okropnie i cały sklep już dawno stęchlizną śmierdzi.
Bo cóż z tego, że kierownik tego marketu co jakiś czas zmieni jakiś towar na trochę, o 500-600 lat, świeższy lub tylko przepakuje i zmieni jakąś literkę w nazwie? Klientami pozostają niezmiennie tylko ci o przytępionych zmysłach.
|
|
|  | | Kozak (140 punktów) | >> Tyle tylko,że kreole są przekonani o swojej nieomylności i czują się ludźmi z lepszej półki.>I niezbyt ich przekonują argumenty, że ta półka zakurzona okropnie i cały sklep już dawno stęchlizną śmierdzi. >Bo cóż z tego, że kierownik tego marketu co jakiś czas zmieni jakiś towar na trochę, o 500-600 lat, świeższy lub tylko przepakuje i zmieni jakąś literkę w nazwie? >Klientami pozostają niezmiennie tylko ci o przytępionych zmysłach. > On nie jest świeższy!! Tylko data ważności konsumpcji jest przebita na aktualną!! Ta idea jest nonstop moczona w marynacie (woda święcona) zapyziałego i zarośniętego w pleśni Kościoła rzymskokatolickiego. A jeżeli jakiś klient ma niewygodne pytania, lub wręcz rujnujące stwierdzenia odnośnie świeżości myśli autora (towaru), to on ma prawo wyrzucić go ze swojego sklepu. Co też czyni i będzie czynił wobec mnie. Autorze wątku, mam w "wielkim poważaniu" twego szefa, a twój towar nie będę reklamował. Ja po prostu nie kupuje kupy. Amen.
|
|
| |  | 2 na 2 | Adamiak (36436 punktów) | >Autorze wątku, mam w "wielkim poważaniu" twego szefa, a twój towar nie będę reklamował. >Ja po prostu nie kupuje kupy. >Amen.>
Niezbyt rozumiem, na jakiej podstawie uważasz, że mam jakiegokolwiek szefa?
A już zupełnie niejasne są dla mnie przyczyny, dla których uznałeś za stosowne właśnie takiego "szefa" mnie- choć wirtualnie- przydzielić?
Czyli, spytam krótko i grzecznie: co ja Ci, k***a, zrobiłem???
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|