Racjonalista - Strona głównaDo treści
Część III - Geneza chrześcijaństwa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
20-09-2005 14:07Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)Część III - Geneza chrześcijaństwa
Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli i nie uwierzyli

Chciano tu ostatnio mówić o religii w perspektywie biologicznej. Mam tu dla odważnych śmiałków propozycję na pograniczu, psychologiczną.

Wg ewangelii św. Marka i św. Jana, Maria Magdalena jest pierwszą mającą widzenie Zmartwychwstałego. Wg Mateusza i Łukasza jest w "gronie osób pierwszych". Co więcej, ew. Janowa traktuje jej widzenie w sposób wyjątkowy, bardzo obszerny [Jan 20, 11-17] Wzruszam się trochę czytając i zastanawiając nad tym, czy "noli me tangere" [20, 17] usłyszała już gdy tylko zapragnęła w przypływie radości dotknąć swej wizji i nie zrobiła tego przelękniona, by nie okazała się tylko zjawą; czy usłyszała może te słowa już zbolała, ostygła, gdy nie dotknęła niczego zmysłowo wyczuwalnego

Ano tak, już się pozbierałem, chlip, stawiam tedy tezę pod dyskusję. Mam nadzieję, że nie stawiam jej nad próżnią i że przed jej mieniącym się kolorami tęczy i boskim obliczem racjonaliści nie klękną, ale porwą się na nią z iście ateistycznym, właściwym im tylko zapałem. Dałoby się w oparciu o nią efektowny artykuł napisać, ale nie mam póki co czasu na takie zabawy i pewnie można już też o tym gdzieś przeczytać. Zapewniam jednak, że jest to teza mojego własnego autorstwa i nie przypominam sobie bym ją gdzieś w takiej formie słyszał. Więc nie zdziwi mnie również, jeśli za religioznawczą sensacyjkę uznana przez kogoś zostanie. Jest ona bowiem autorskim wynikiem moich przemyśleń opartych na skromnej wiedzy i z przyczyn naukowego bezpieczeństwa i takiej samej poprawności, nazywam ją tutaj studenckim wyważaniem drzwi przez niejednego już wyważonych. Nieprzecenioną inspiracją ów myśli i tego małego, prywatnego odkrycia były moje polemiki z Patuszkinem, i wypada mi jemu dziś tutaj na forum za to podziękować. Moderator z niego pierwsza klasa, męczy się z nim człowiek jak diabli, schodzi przez to do czeluści, piekieł i otchłani umysłu i tak jak napisała Beatus: im większa męka, tym większe dzieło .www.racjonalista.pl/forum.php/s,29288#w29955

Moja teoria brzmi tak: Wiara w zmartwychwstanie Chrystusa, ten fundament chrześcijaństwa, niczym innym jak krystalizacją, konsekwencją miłości (w pełnym tego słowa znaczeniu) Marii Magdaleny do Niego (gdyby jeszcze tylko i to dało się kiedyś udowodnić), i wynikiem miłości, w szerokim tego słowa znaczeniu, jego uczniów i najbliższego otoczenia, przepełnionego tęsknotą za Nim, udręczonych przy grobie, w Galilei, w drodze do Emaus czy Jerozolimy czy nad Morze Tyberiadzkie czy gdzie tam jeszcze miały miejsce [bo mi się już sprawdzać nie chce] te chrystofanie opisywane pod koniec każdej z ewangelii oraz Wniebowstąpienie opisywane w ewangelii Marka i Łukasza i Dziejach Apostolskich. Co się tyczy jeszce tej Marii Magdaleny, jak myślicie, czy można by z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że chociaż ona się w nim podkochiwała. Głupia sprawa, ale ja w to wierzę, chcę wierzyc

Należy do tego "koksu" dołożyć rolę halucynacji i wtórnych (po Marii Magdalenie, a później lawinowo) sugestii, autosugestii też... choć łatwiej o to wszystko u dzieciaków, jak u tych z La Salette i Lourdes. Warto tu też przytoczyć stareńkie już badania nad wywoływaniem widzeń Stefana Błachowskiego [patrz "Osobowość i religia" J. Szmyd] z pierwszej połowy wieku . Na korzyść mych tez przemawia również spora chaotyczność [Mk 16, 9-14] Chrystofanii, brak pierwotnej świadomości tego, że ten którego się widzi jest Chrystusem [Łuk. 24, 13-35] i nabywanie jej dopiero po czasie. To samo działo się stało w La Salette, gdzie neutralne i pozbawione de facto treści religijnych wizje dzieci zostały zinterpretowane jako objawienie Matki Boskiej w ich drodze powrotnej do wioski przez pierwszego napotkanego na polu chłopa, a potem to już "fama po wsi poszła" lawinowo i podniecają się ludziska do dziś; w Lourdes potoczyło się w wszystko na tej samej zasadzie. Co więcej, stanom takim w Palestynie mogły sprzyjać napięcie, niepewność i obawy związane z trudnym do przewidzenia zachowaniem się zarówno rzymskich władz jak i żydowskich tłumów wobec zwolenników ukrzyżowanego. Chłopiec z La Salette-Maksymin, miał wredną macochę, bał się jej i nienawidził jej, głodziła go zamykając w piwnicy. Barnadetta (płeć wspólna z Marią Magdaleną, bardziej emocjonalna) też nie miała lekko, tęskniła w Lourdes za pewną dobrą dla niej kobietą. Czasy były ciężkie i we Francji połowy XIX wieku i Palestynie I-szego. Gdy o świcie 4.IV.33 (jedna z hipotez, zaćmienie Księżyca wtedy było) zapiał kur, Szymon Piotr zapłakał gorzko, ale można przypuszczać, że wiarę swą ukrywał wraz z innymi jeszcze do pięćdziesiątnicy, dnia może i najbardziej złożonej wizji. Towarzyszące jej zjawisko glosolalii (nie obce i innym tradycjom religijnym) jest na dziś dzień przez psychologię religii jako tako zbadane, można na ten temat poczytać, nic szczególnego, cała sztuka w emocjonalnym odblokowaniu się więc ironiczne "młodym winem się upili" [Dz. 2, 13] ma jako tako sens, mimo, że była "dopiero trzecia godzina dnia" [Dz. 2, 15] . W świetle powyższego, przemowę Piotra do tłumu można więc potraktować już jako wyraz i dowód zarazem "odreagowania" napięcia oraz zgromadzonych agresji i frustracji, zdobycie się w końcu na nieuniknioną przecież konfrontację z tłumem, okrzepnięcie, wyjście z żałobnego szoku, daniem sobie wreszcie w twarz i męskie przejęcie sterów. I jeszcze jedno, wypowiadając "Ale tutaj jest to, co było zapowiedziane przez proroka Joela" jak również wcześniejsze przywoływanie przez Jezusa w czasie chrystofanii jego poprzednich przepowiedni, karze mi wpisać całość wydarzeń paschalnych w teorię roli (Sundena) psychologii religii i psychologiczną w ogóle teorię atrybucji, na których to również opieram moją hipotezę. A co do dalszego rozwoju chrześcijaństwa...również lawinowo, mam tu nawet w rękawie psychologiczny chwyt na wizję Szawła, ale dajmy już temu na razie spokój...można się domyślać...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
Co wy na to wszystko? Pewnie się podoba, mocne, racjonalne i ateistyczne takie nie? Ale czy będzie mi dane wysłuchanie krytycznej dyskusji nad tym i poszerzenie psychologiczno-religijnych horyzontów? Będę wówczas baaardzo wdzięczny. Za odesłanie mnie do dalszej literatury związanej z tematem również z góry dziękuję. Z psychoanalityczną interpretacją objawień z La Salette i Lourdes, którą się posiłkowałem, można zapoznać się bliżej czytając M.P. Carroll Dziewica Maria z LaSalette i Lourdes: kogo widziały dzieci?, NOMOS - Kwartalnik Religioznawczy 5/6 (1994???). Przepraszam, że nie jestem w stanie podać tego roku z całkowita pewnością, ale i tak jak mnie tu kto zaatakuje zdradziwszy się równocześnie z brakiem zaliczenia tej lektury to zrobię mu chyba to samo co powyżej chrześcijaństwu


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
krest
W Cialdinim 'Wywieranie wpływu...' jest wątek z oczekiwaniem sekciarzy na kosmitów. Gdy ci się nie pojawili sekciarze wymyślili fajną historyjkę, coś w rodzaju ewangelii. Cialdini tłumaczy to z punktu widzenia psychologa. Tam jednak byli w miarę niezależni reporterzy (u czekających sekciarzy) więc jakoś to nie urosło.
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
Części zrobiło sie też głupio i z ruchu odeszła, skompromitowali się we własnych oczach. Co nieco już na psychologii religii słyszałem. Dzieki za namiar na książkę.


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
No i tak samo jak na wątkach "Christian woman" i reforma Kościoła i "Religioznawstwo w szkole średniej" i tutaj zakładam post-urnę, dzięki której będą mogli racjonaliści wyrazić swoją "milczącą" aprobatę lub jej brak w odniesieniu do przedstawionej powyżej hipotezy. Głosujcie głosujcie, bo mam tu taka ambicję dzięki samym wątkom przebić punktowo Celecrina No i tutaj też te wyniki postaram się przedstawić i opatrzyć może jakimś statystycznym komentarzem


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Beatus
Co do bicia rekordów punktowych, nic z tego, nadal się nie loguję, ale

Jeśli dobrze zrozumiałam ten długi wywód, chodzi po prostu o to, że się wszystkim wszystko przewidziało. Ślicznie. Trwałe to przewidzenie jakieś, ale i do tego dojdziemy.

Ludzie w stanach szczególnej podniety emocjonalnej, faktycznie widują to i owo. Ważna jest jednak skala zjawiska. Gdyby tak przeciętna(y) osobnik pozostający pod wpływem zauroczenia, miał aż takie wizje, to oblicze naszego świata byłoby dziś zupełnie inne. Może chodzi ci jedank nie o jakąkolwiek odmianę ludzkiej miłości, ale tę jedyną miłość, która jest żywiona wobec Boga. Czynniki emocjonalne towarzyszące spotkaniu z sacrum - wg. R. Otto. Jeśli tak to nie bardzo był ten wywód ateistyczny. Przecież zakłada się tu jako bodziec właście rzeczywistość boską.

Co do Marii Magdaleny, są pogłoski, są. Kto je rozpuszcza? Sądzę, że Amerykanie. Jak tak oglądam ich filmy, dochodzę do wniosku, że romans musi być. Co do filmów. Moim zdaniem sens ukrzyżowania, zmartwychwstania, tak naprawdę sens samoofiarowania najdoskonale pokazał M. Scorsese w "Ostatnim kuszeniu Chrystusa". Oczywiście katolicy wpisali ten film na czarną listę, jako obrazoburcze dzieło szatana. Swoją drogą ciekawe. W kościele ludzie usypiają. Tym czasem moja koleżanka, ateistka czystej wody, oglądając go płakała. Nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Ja chyba wiem, ale to inna sprawa.

Wracając do wizji. Osobiście chętnie powtarzam za Jungiem, że nia ma powodów dla których należałoby większą wagą i rangą prawdziwości obdarzać faktów fizycznych, niż psychicznych. Ludzka psychika jest niezwykle twórcza, a jej dzieła bywają bardzo brzemienne dla otaczającego nas świata. Jeśli rolę w powstaniu chrześcijaństwa odegrały przede wszystkim wizje, zakładamy, jakie to były wizje, jacy byli ich nosiciele. Ze względu na samą trwałość i wielowymiarowość tej religii, należałoby stwierdzić, że albo sam Bozia zesłał im je wszystkie, albo byli to arcyludzie, którzy widzieli świat głębiej niż my.
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
>Jeśli dobrze zrozumiałam ten długi wywód, chodzi po prostu o to, że się wszystkim wszystko przewidziało. Ślicznie.

Tak Beato, w takim urokliwie syntetycznym, właściwym Ci ujęciu Przywidziało im się wszystkim z ślicznej miłości.

>Trwałe to przewidzenie jakieś, ale i do tego dojdziemy.

Ale ja nie mówię, że wieczne a tak poważniej...ta moja teoryjka koncentruje się na początkach chrześcijaństwa.

> Może chodzi ci jedank nie o jakąkolwiek odmianę ludzkiej miłości, ale tę jedyną miłość, która jest żywiona wobec Boga. Czynniki emocjonalne towarzyszące spotkaniu z sacrum - wg. R. Otto. Jeśli tak to nie bardzo był ten wywód ateistyczny. Przecież zakłada się tu jako bodziec właście rzeczywistość boską.

Owszem, również, ale nie zasadzie przeciwstawienia Beato, dla mnie te uczucia idą w parze i ja schematyzację doświadczania sacrum widzę inaczej niż on. Otto poczynił porównanie erosa (oddolnego) a uczuć religijnych (odgórnych) w sposób w naszej kulturze może i powszechny, lecz mnie nie przekonywujący. No ale miał do tego jako teolog z przełomu wieków do tego prawo, nie każdy religioznawczy geniusz musi mieć mój punkt widzenia Choć chamska to z jego strony zagrywka, zwłaszcza że o Indiach to i owo wiedział i mógł się wysilić na inne kombinacje. Jako przyszły oficjalny buddysta tybetański (kiepski bo kiepski ale na to się zanosi, praktykuję ale nie mam jeszcze buddyjskiego "chrztu") a więc mówiąc inaczej, tantryczny, czytając ottowskie fragmenty na temat erosa zwyczajnie sobie z niego kpiłem bo jego "jedynie" problemem było, że uczucia seksualne tak silnie oddziela od sakralnych.

>Co do Marii Magdaleny, są pogłoski, są.

Polecam wszystkim artykuł MA o Marii Magdalenie, traktujący o poruszanej przeze mnie kwestii od strony teologiczno-historycznej. Głupio się trochę przyznawać, ale przeczytałem go dopiero po zamieszeniu tego wątku a jest byłby tu świetnym uzupełnieniem lub wprowadzeniem
www.racjonalista.pl/kk.php/s,1059

>Kto je rozpuszcza? Sądzę, że Amerykanie.

A ta jeszcze jedna teoria spiskowa z udziałem amerykanów to zabawna jest

>W kościele ludzie usypiają. Tym czasem moja koleżanka, ateistka czystej wody, oglądając go płakała. Nie potrafiła powiedzieć dlaczego. Ja chyba wiem, ale to inna sprawa.

Ja chyba też wiem...

>Wracając do wizji. Osobiście chętnie powtarzam za Jungiem, że nia ma powodów dla których należałoby większą wagą i rangą prawdziwości obdarzać faktów fizycznych, niż psychicznych. Ludzka psychika jest niezwykle twórcza, a jej dzieła bywają bardzo brzemienne dla otaczającego nas świata. Jeśli rolę w powstaniu chrześcijaństwa odegrały przede wszystkim wizje, zakładamy, jakie to były wizje, jacy byli ich nosiciele.

Za te słowa, podpierające moją teorię i uzupełniające ją bardzo dziękuję. Z tej strony na to nie patrzyłem.

> Ludzie w stanach szczególnej podniety emocjonalnej, faktycznie widują to i owo. Ważna jest jednak skala zjawiska. Gdyby tak przeciętna(y) osobnik pozostający pod wpływem zauroczenia, miał aż takie wizje, to oblicze naszego świata byłoby dziś zupełnie inne.

>Ze względu na samą trwałość i wielowymiarowość tej religii, należałoby stwierdzić, że albo sam Bozia zesłał im je wszystkie, albo byli to arcyludzie, którzy widzieli świat głębiej niż my.

Zamieszałaś

Żadni tam arcyludzie, tylko ludzie mało inteligentni, mało wykształceni (badania Błachowskiego, na które się powołałem), przeciętni i pozostający pod wpływem zauroczenia jakich w Palestynie I w. i wśród uczniów Jezusa było mnóstwo. Stroimy sobie w buddyjskich gronach często taki "żart", że chrześcijaństwo byłoby może i tym samym co buddyzm, jego palestyńską repliką, gdyby i Jezus miał możliwość nauczania przez lat 45 lat (a nie 3) i miał tylu uczniów i takich jak Budda, tj. wykształconych filozofów, teologów, ludzi z najwyższej półki akademickich Indii Vi/v w.p.n.e., a nie skromne grono biednych rybaków i im podobnych, którzy mu się akurat nawinęli. Pierwsi chrześcijanie widzieli świat "głębiej" niż my, bo byli od nas "niżej"

Pozdrawiam serdecznie bo miło spotkać na tym dziale kogoś, kto czytał Otta, Frazera, Malinowskiego i pewno niejednym mnie jeszcze mile zaskoczysz Lubię Cię Mimo że nie zaliczyłaś lekturki





Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
>Owszem, również, ale nie zasadzie przeciwstawienia Beato, dla mnie te uczucia idą w parze i ja schematyzację doświadczania sacrum widzę inaczej niż on. Otto poczynił porównanie erosa (oddolnego) a uczuć religijnych (odgórnych) w sposób w naszej kulturze może i powszechny, lecz mnie nie przekonywujący. No ale miał do tego jako teolog z przełomu wieków do tego prawo, nie każdy religioznawczy geniusz musi mieć mój punkt widzenia J Choć chamska to z jego strony zagrywka, zwłaszcza że o Indiach to i owo wiedział i mógł się wysilić na inne kombinacje. Jako przyszły oficjalny buddysta tybetański (kiepski bo kiepski ale na to się zanosi, praktykuję ale nie mam jeszcze buddyjskiego "chrztu") a więc mówiąc inaczej, tantryczny, czytając ottowskie fragmenty na temat erosa zwyczajnie sobie z niego kpiłem bo jego "jedynie" problemem było, że uczucia seksualne tak silnie oddziela od sakralnych.

Żeby nie zostawić tego tak samopas wśród ludzi wychowanych i obcujących na co dzień z tradycyjną dla naszego kraju religijnością... bo niektórzy racjonaliści z tym chyba rzeczywiście mogą mieć problemy i aby to lepiej wyjaśnić na przykładzie własnym....

Kiedy nie tak dawno, bo na przełomie czerwca i lipca robiłem wstępną medytację Małego Schronienia, to nic mnie tak nie podtrzymywało w znużeniu na duchu jak nieco większa, "wizualizacyjna" koncentracja na piersiach złocistej Jum Czienmo (sansk. Pradźnaparamita) i nkt mi nie powie, ze uczucia seksualne jakie się we mnie wtedy budziły były jakieś nieodpowiednie, niestosowne do sytuacji, złe (zło w buddyzmie to zreszta co innego niż w czhrześciajństwie, grzechu też nie ma) czy nie na miejscu, czy że nie były w harmonii z sakralnymi, bo były z tymi ostatnimi niejako tożsame. Oto Jum Czienmo


Obecnie robię już właściwą Medytację Schronienia i wizualizuję tzw. Drzewo Schronienia, na drzewie tym mam w centrum 6 jidamów w yab-yum (buddów w zjednoczeniu ze swymi partnerkami) a pod nimi jakiś strażnik również w zjednoczeniu ze swą partnerką też się znajdzie. W centrum tych jidamów, w ich górnym rzędzie, stoi najważniejszy, Khorlo Demchog z postu www.racjonalista.pl/forum.php/s,29288#w29522. A więc i tutaj sacrum i eros/seksualność są od siebie nieoddzielne.

A Drzewo Schronienia prezentuje się tak (Jum Czienmo jest w centrum na górze):
www.dharma(*)ge/karma_kagyu_refuge_tree.jpg

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Beatus
>Ale ja nie mówię, że wieczne a tak poważniej...ta moja teoryjka koncentruje się na początkach chrześcijaństwa.
Zaś ja wychodzę z założenia, że jeśli coś jest trwałe, początki tego nie mogą być błache. 2000 lat nie w kij dmuchał.

>Owszem, również, ale nie zasadzie przeciwstawienia Beato, dla mnie te uczucia idą w parze i ja schematyzację doświadczania sacrum widzę inaczej niż on. Otto poczynił porównanie erosa (oddolnego) a uczuć religijnych (odgórnych)
Ciekawe, nie przyszło mi do głowy w czasie lektury, że Otto może w ogóle odnosić się do erosa. Dominujące u niego wydają mi się misterium i tremendum. Otto porównał też religie wschodu i zachodu, dochodząc do wniosku, że "wszyscy mistycy mówią tym samym głosem."

>Zamieszałaś
Nie zrozumiałeś

>Żadni tam arcyludzie, tylko ludzie mało inteligentni, mało wykształceni (badania Błachowskiego, na które się powołałem), przeciętni i pozostający pod wpływem zauroczenia jakich w Palestynie I w. i wśród uczniów Jezusa było mnóstwo. Stroimy sobie w buddyjskich gronach często taki "żart", że chrześcijaństwo byłoby może i tym samym co buddyzm, jego palestyńską repliką, gdyby i Jezus miał możliwość nauczania przez lat 45 lat (a nie 3) i miał tylu uczniów i takich jak Budda, tj. wykształconych filozofów, teologów, ludzi z najwyższej półki akademickich Indii Vi/v w.p.n.e., a nie skromne grono biednych rybaków i im podobnych, którzy mu się akurat nawinęli. Pierwsi chrześcijanie widzieli świat "głębiej" niż my, bo byli od nas "niżej"
I w tym rzecz. Wg mojego własnego podziału władz ludzkich, władz poznawczych i zarazem działających, człowiek dysponuje: intelektem, poczuciem dobra i zła(sumienie) oraz wiarą. Władze te mogą się dopełniać i wspierać w człowieku. Nie jest jednak tak, aby poziom jednej z nich automatycznie wpływał na poziom drugiej. Bywają w świecie źli intelektualiści, święci szaleńcy, miłosierni głupcy, męczennicy o złą sprawę itd. To, że uczniami Jezusa byli głupi i biedni rybacy nie ma nic wspólnego z wiarą. Wiara nie jest wielkością odwrotnie proporcjonalną do inteligencji.

Mimo że nie zaliczyłaś lekturki
Jakiej lekturki, kto nie zaliczył. Ja ci dam, to są pomówienia.
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
Tu mi się falstart zdażył...czytać poniżej proszę


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
>Ciekawe, nie przyszło mi do głowy w czasie lektury, że Otto może w ogóle odnosić się do erosa. Dominujące u niego wydają mi się misterium i tremendum. Otto porównał też religie wschodu i zachodu, dochodząc do wniosku, że "wszyscy mistycy mówią tym samym głosem."

To z erosem to króciutki fragment, który wpadł mi w oko z racji mego charakteru. Dam Ci tu później dokładny namiar na rozdział.

>I w tym rzecz. Wg mojego własnego podziału władz ludzkich, władz poznawczych i zarazem działających, człowiek dysponuje: intelektem, poczuciem dobra i zła(sumienie) oraz wiarą. Władze te mogą się dopełniać i wspierać w człowieku. Nie jest jednak tak, aby poziom jednej z nich automatycznie wpływał na poziom drugiej. Bywają w świecie źli intelektualiści, święci szaleńcy, miłosierni głupcy, męczennicy o złą sprawę itd. To, że uczniami Jezusa byli głupi i biedni rybacy nie ma nic wspólnego z wiarą. Wiara nie jest wielkością odwrotnie proporcjonalną do inteligencji.

>Nie jest jednak tak, aby poziom jednej z nich automatycznie wpływał na poziom drugiej.

Ale ma wg Błachowskiego wpływ na łatwość wywoływania wizji za pomocą sugestii. A podział człowieka masz nawet fajny

>Jakiej lekturki, kto nie zaliczył. Ja ci dam, to są pomówienia.

Pozdrawiam

Przeczytałem Gaya wiecznie żywa...cud miód i orzeszki Nic dodać nic ująć, ale chwalącego komentarza mi się dodawać nie chce


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
> To z erosem to króciutki fragment, który wpadł mi w oko z racji mego charakteru. Dam Ci tu później dokładny namiar na rozdział.

Rozdział 8 - Odpowiedniki, część 3 (albo C) - schematyzacja, podpunkt c (albo 3).

Otto miałby się moim zdaniem mylić pisząc tam ...pobudliwość płciowa, należy do całkiem odmiennej sfery rozumu niż numinosum: podczas gdy numinosum jest "ponad wszelkim rozumem", pobudliwość płciowa jest elementem znajdującym się "poniżej rozumu", a mianowicie jest elementem życia popędowego i instynktownego: podczas gdy numinosum zapuszcza się w element racjonalny "z góry", pobudliwość płciowa przenika go "od dołu", z ogólnozwierzęcej natury istoty ludzkiej do rejonów wyższej natury ludzkiej, i w ten sposób oba porównywane tu człony należą do całkiem przeciwstawnych stron człowieczeństwa

Choć jak teraz tak nad tym myślę, to można by teorię Otta i z moją pogodzić bez jej zaprzeczania, patrząc na tantryzm, jako na ruch religijny "atakujący" sferę racjonalną i od dołu i od góry zarazem, biorący ją w "dwa ognie" i dążący do przemieszania "przeciwstawnych stron człowieczeństwa tj. "seksualnego dołu" z "numinotyczną górą", oddzielone pierwiastkiem racjonalnym, w którym mogą się jednak spotkać. Byłoby to zgodne z definicją tantryzmu, jako nadawania charakteru sakralnego całości życia profanicznego, wszelkich jego sfer. Stan zaś, który opisuje Otto byłby stanem tantrycznego niewtajemniczonego, racjonalnego , umieszczonego pomiędzy numinosum z jednej a z seksualnością z drugiej strony, i nie przemieszanego ani z jednym ani z drugim, lub co najwyżej z numinosum jak dzieje się to w przypadku najpowszechniejszej w naszym kręgu kulturowym religijności. Maria Magdalena zaś, miałaby zaś być w takim ujęciu jako jedna z nielicznych "chrześcijan" ..."chrystotantryczką"; ona, jak i wszystkie mistycznie zaślubione Chrystusowi jak np.: św. Katarzyna ze Sienny, o której wspominałem na poprzedzającym wątku.



Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365