 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-09-2005 22:52 | Itachi-san (468 punktów) | Krytyka buddyzmu | Witam. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek napisze coś negatywnego na buddyzm, ale przy bliższym zapoznaniu w ost. paru tygodniach mój obraz tej wiary runął. Moja krytyka dotyczy tylko buddyzmu tybetańskiego w większej części gdyż najlepiej jego znam, ale przy krytyce doktryny karmy i reinkarnacji chcąc nie chcąc krytykuje także szkołe zen, hinajany i mahajany. Widać ogromny dysonans między buddyzmem z książki, a praktyką buddyzmu. Ta rozprawka nie bedzie naukowa, jedyne co tu zaprezentuje to punkt widzenia humanisty. Krytyka w paru punktach: 1.Może zacznijmy od pytania-" czy buddysta jest lepszym człowiekiem?" Ależ skąd! Wszystko pięknie wygląda tylko w 'świętych' księgach i książkach wprowadzających w daną doktrynę, w praktyce bez wzgledu na wiarę czy katolik czy buddysta jest w tym tyle samo obłudy. Będąc w ośrodku buddyjskim (musiałem wiedzieć co zachwalam lub potępiam) spotkałem się z typowym sekciarstwem czyli przekonaniem, że dana grupa posiadła prawdę, a wszelkie inne są ułomne. Buddyści kpili z katolików, choć rzekomo uważają różnorodność wiar za pozytywne zjawisko. Pomimo, że ja jako ateista jestem bardzo krytyczny wobec chrześcijaństwa czułem się zażenowany prymitywną krytyką, a nie opartą na wiedzy naukowej czy historycznej. Spotkałem dodatkowo się z indoktrynacją, ci ludzie chcieli po prostu zrobić ze mnie buddystę, wbrew zapowiedzią że mogę nawet do oświecenia wątpić w karmę, oświecenie, reinkarnację. Buddyści nie przestrzegają także podstawowych wskazań (odpowiednik przykazań). Jest to umiar w alkoholu, właściwe zachowania seksualne, powstrzymanie złości, parę innych .... Dzisiaj chyba stwierdzenie, że prawdziwy buddysta umarł 2500 lat temu jest tak samo dobre jak to, że ost. prawdziwy chrześcijanin umarł na krzyżu  2.Wyprane mózgi! Już po pierwszym spotkaniu (gdybyście poszli do ośrodka buddyjskiego) zobaczylibyście, że ci ludzie analizują sporo sytuacji w kategoriach swojej wiary. Jeśli coś im złego się przydarzyło to znaczy, że w poprzednim życiu lub tym zrobili coś złego  Poza tym rozmowa z buddystą (tak jak i innym religiantem) nie ma sensu. Gdy chciałem rozmawiać z nimi w kategorich naukowo-filozoficznych okazało się, że jakakolwiek wymiana poglądów nie jest możliwa. Indukowali mi poza tym, że to ja jestem nienormalny, bo przepełniony wiedzą i inteligencją, muszę stwierdzić, że gdyby wpadł tam człowiek zakompleksiony, w głębokkiej depresji lub z innym problemem to już byłby ich. Słyszałem tylko buddyjski kociokwik. To co mówił Kępiński o religijności, że przypomina stany paranoidalne, Freud o upośledzeniu umysłowym, Fromm o schizofrenicznym zamęcie nabiera w moim umyśle nadzywczajnej klarowności. Buddyści mówią wiele o niezaleźności i wolności , ale chcąc nie chcąc nie są wolni gdyż zależni od buddyzmu i medytacji. Wolny to był zdecydowanie tylko OSHO, on mówił by odrzucic te wszystkie śmieci (religie), a przy tym przybliżył wiele rodzajów medytacji ludziom zachodu w sposób najprzystepniejszy. U buddystów nadzyczajnie rozbudowany jest też u mechanizm wyparcia i projekcji. Zauważyłem, podczas paru spotkań, że ci ludzie przypisują swoje negatywne stany mi, przy czym wypierają to ze świadomości, że to są ich własne stany. Przypomnę, że tak było również podczas wojen religijnych, gdzie dana grupa wypierała swoje negatywne cechy i projektowała na innych, przykład katolicy vs. islamiści. 3.Krytyka karmy i reinkarnacji. To najważniejszy punkt, gdyż na inne każdy typowy buddysta znajdzie odpowiedż, że za mało oczyścił karmy, dlatego jest obłudny, złośliwy, sekciarski itd.  Obalając prawo karmy, obalamy cały buddyzm. Otóż, nie trzeba być specjalnie bystrym umysłem, żeby zauważyć że te dogmaty zostały tylko stworzone po to by tłumaczyć niesprawiedliwość społeczną oraz dawać nadzieję, że kiedyś, najprawdopodobniej w jakimś przyszłym życiu będzie lepiej. Ma to aspekt pragmatyczny, ale z drugiej strony nie zmienia to faktu że taka niesprawiedliwość istnieje. Co do karmy, na nią wpływa wiele czynników takich jak myślenie, mowa i zachowanie. Gdy to wszystko jest złe to tworzymy negatywną karmę (i analogicznie na odwrót). Niestety taki nieszczęśnik (w tym życiu), który kiedyś był bardzo złym człowiekiem (w poprzednim) chcać nie chcać (wbrew zapewnieniom buddystów) nie mógłby się z tego koła uwolnić, gdyż wiemy, że ludzie nieszczęśliwi są zgorzkniali, złośliwi, depresyjni itd., a mało tego karma ma wpływ na to gdzie się rodzimy, z jakim wyglądem, psychiką i jacy ludzie nas otaczają. Człowiek taki nieszczęśliwy i w negatywnym położeniu nie mógłby wytwarzać dobrej karmy zbyt wiele! W wyniku daje to niemożliwość żadnego uwolnienia się z tego koła i taka osoba schodziła by do coraz niższych światów np. zwierząt, duchów, demonów (tutaj też absurd- duchów, demonów nie stwierdzono!). Na krytykę zasługuje też to, że karmę należy oczyszczać, co niestety gdy zrobimy komuś coś złego jest tak samo 'szlachetnym' czynem jak spowiedź katolicka czyli poszkodowany nie otrzymuje żadnego zadośćuczynienia, a poza tym medytacje i oczyszczanie karmy odciąga ludzi od życia. Buddyści, których spotkałem medytowali nawet z godzinę dziennie, jednak uważam, że ten czas można by lepiej zainwestować i zamiast dbać o swoją własną karmę pomagać innym lub robić coś bardziej konstruktywnego w tym życiu, które jest stosunkowo krótkie. Medytacja działa podobnie jak antydepresant, wiec jak humor im opadnie to wspierają się tym, niestety i to marność... odciągająca od realnego zmierzenia sie z życiem  4.Byddyzm ma wiele cudowności, znacznie więcej niż kościół katolicki i reszta chrześcijaństwa. Od 150 lat nie stwierdziliśmy żadnych umiejętności paranormalnych, cudów (kiedy chcieliśmy badać katolickich świętych odmawiano naukowcom), dlatego ta doktryna staje się jeszcze bardziej wątpliwa. Z pewnoscią liczni twórcy buddyzmu zaciągali się pejotlem lub marihuaną  5.Syci bramini to kolejny punkt. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że religia daje władzę i bogactwo. Tak jest i w Tybecie i w Indiach gdzie lamowie są bardzo bogaci. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Itachi-san (468 punktów) | Syci bramini pasuje też idealnie do naszego kościoła. Przeświadczenie o cudownościach dalajlamy, karmapy, panczenlamy i wielu innych pozwoliło na rządy despotyczne niezwykle 'oświeconym' ludziom (a właściwie nieukom). Podobnych nieuków spotkałem w ośrodkach, gdyż ich kociokwik przypominał mi katolictwo. Może moje spotkanie z zenistami byłoby bardziej pozytywne, ale na razie zanim spróbuje nie wygłaszam takich sądów.
6.Dewocja w buddyzmie tybetańskim polega na oddaniu się nauczycielowi. Analogiczna postawa panuje w innych religiach, dla mnie obraża godność człowieka, pomimo że uważam człowieka za małpę z przerośnietą korą nową odpowiadającą za mowę i myślenie. Taka postawa daje od setek lat możliwość wodzenia nam się za nos przez ludzi wiadomego pokroju.
PS. Spotkałem się ze wzmianką w jednej książce (Daniel Goleman "Medytujący Umysł") o opracowaniu "Buddyjskie szkolenie jako symulowana katatonia" Franza Alexandra. Autor opisywał postęp w medytacjach buddyjskich (czyli dążenie do Nirwany) jako drogę do schizofrenii. Może warto to polecić wszelkim osobom zainteresowanym mistycyzmem, by wiedzieli co ich czeka, w końcu wielu mistyków wg współczesnej nauki miało choroby psychiczne.
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | Oczywiście cała krytyka to jakby wersja robocza, mógłbym te punkty rozwinąć bardziej by miało to postać kilku podaniówek czy książki 100-stronnicowej, ale z braku czasu i nie widzenia w tym żadnego racjonalnego powodu pozostanę przy tym co jest.
|
|
|  | | szwarcenegger | Odp: Krytyka buddzymu | Towarzysz Itachi-san miód mi na serce leje tą rozprawką. Wczesniej podjąłem ten temat na tym forum ale dyskutanci sie wytracili jakos.....wielka szkoda. Mam pytanie czy towarzysz opisuje swoje doswiadczenia z buddyzmem karma kagju lamy olego? Teraz lama ole bedzie w wawie na poczatku pazdziernika wiec warto zainspirowac kilka drogocennych pytan aby ktos je zadal lamie na wykladzie. Ja osobiscie moge powiedziec ze budysci ktorych znam to niezle fiu... . Zupelnie nie umieja dyskutowac a ich glowne nauki to "gniew jest jak szczanie w gacie", "trzeba koncentrowac sie na jednej rzeczy na raz" i tego typu (całkiem wartosciowe) poradnictwo. Wszyscy rżną nyndro i twierdza ze przez to pokonaja karme. Jakos dziwne ze w Rosji tez ludzie rzna to nyndro zapewne juz po kilka razy i nic sie nie zmienia tylko jest coraz gorzej, ludzie nie maja pracy, staja sie aborygenami we wlasnym kraju, ich Panowie traktuja ich jako niewolnikow wiadomosci.onet.pl/1249319,2678,1,1,kioskart.htmlI wcale sie nie zapowiada by bylo lepiej. Podobno jest tak ze w Rosji rozkreca sie podziemie aborcyjne zwlaszcza gdy chodzi o dziewczynki bo matki wola aby syn kradł niz córka sie hańbiła. Ogólnie jest do d. bo niebawem nie bedzie pięknych rosjanek zza Uralu a ich juz nikt nie zastąpi. Skąd Polacy bedą sobie sprowadzać żony jak Rosjanki wyginą. Proponuje założyć zwiazek "Obrona Rosyjskich Kobiet" bo faktycznie może byc tak ze juz za pare lat ich nie bedzie. O tym powinni myslec buddysci a nie o nyndro wowczas faktycznie zmienili by zbiorowa karme biednych Rosjan (jeszcze w XX w najlepiej wykształconych ludzi na świecie). Moja propozycja jak skutecznie pomoc Rosjankom. Założyć biuro podróży dla Rosjanek tylko takie że Rosjanka jedzie do Polski na miesiac do pewnego Pana zarabia powiedzmy 100 zł dziennie(lub jak kto woli nocnie)i po miesiacu wraca do kraju. Trudno o lepsza propozycje wyjazdu zarobkowego a polskie Pany beda tez zadowolone. A wracajac do buddyzmu ja jeszcze zaobserwowalem istny kul pożądania ale jakis taki fałszywy. Gdyby to był prawdziwy kult pożądania wówczas nietrudno byłoby o kilka dziwek dziennnie w sandze. Ale tak nie jest.....co jest godne uwagi.
|
|
| |  | | Itachi-san (468 punktów) | > Towarzysz Itachi-san miód mi na serce leje tą rozprawką. Wczesniej podjąłem ten temat na tym forum ale dyskutanci sie wytracili jakos.....wielka szkoda. Mam pytanie czy towarzysz opisuje swoje doswiadczenia z buddyzmem karma kagju lamy olego?Tak, ponieważ jest 'najfajniejszą' i największą grupą buddyjską w Polsce i zdobywa Europę i USA w 'zatrważającym' tempie. Lama Ole musi być nieźle stuknięty skoro z ateisty i człowieka wykształconego (chyba 3 fakultety), Duńczyka gdzie ateizm jest popularny stał się buddystą tybetańskim ze swoim tysiącem bałwanów (powiedzmy że zen bym jeszcze zrozumiał, bo brak bałwanów, ale dopiero jak się bliżej zapoznam powiem coś o zenie, może są mniej fiu...  ) Na razie lektura paru książek o zenie mnie czeka oraz odwiedziny ośrodka zen. Mam jeszcze ośrodek bon, ale ich już zostawię w spokoju, bo ćwiczą techniki szamańskie, więc juz wiem że lepiej dać sobie spokój  Muszę ci powiedzieć, że to Nyndro naprawdę działa. Krótka wycieczka do domu wariatów, da ci okazję by sie przekonać o tym  Czyli mówiąc inaczej odbija ludziom, ale nic w życiu się nie zmienia. Rozumiem, że dzięki pokłonom można mieć mocne nogi, zdobyć trochę kondycji, ale wolałbym już wtedy ćwiczyć jakiś sport lub chociaz jogę, bo rozciąga ciało. O Rosji narazie się powstrzymam i odpowiem później. > A wracajac do buddyzmu ja jeszcze zaobserwowalem istny kul pożądania ale jakis taki fałszywy. Gdyby to był prawdziwy kult porządania wówczas nietrudnobyłoby o kilka dziwek dziennnie w sandze. Ale tak nie jest.....co jest godne uwagi.No właśnie, też to zauważyłem tylko w 'mojej' sandze ludzie chyba są bardziej zboczeni. Wiem, że grali sobie któregoś pięknego dnia (tych opowieści słyszałem więcej) w rozbieraną butelkę i goście latali z gołymi jajami po sali medytacyjnej. No coż ja bedąc człowiekiem młodym i przystojnym nie mam zamiaru obnażać się przed starymi babami, ani oglądać czyiś jąder. Nawet nie mam zamiaru oglądać pochwy starej kobiety czy obwisłych cycków  Na pewnym poziomie rozumiem takie zabawy u 16-latków spitych lub u studenciaków, ale u ludzi mających 30-50 coś lat? Coś jest nie tak. A tak w ogóle gdybym miał stawiać kto jest bardziej moralnym człowiekiem to pomiędzy gorliwym buddystą, a gorliwym chrześcijaninem wybrałbym gorliwego chrześcijanina, pomimo tego, że i tak doktryna jest dla mnie ... pewnie się domyślacie, a każda inwektywa będzie adekwatna. Co do tego ich kultu pożądania to nie mam pojęcia skąd się bierze, być może obserwując dalej coś się dowiem. Może z tego, że Lama Ole głosi, ze seks jest podarunkiem, o poszerzaniu rodziny np. żona i kochanka/kochanki i na odwrót z płciami  ? Jutro ciąg dalszy krytyki karmy i reinkarnacji, i może coś jeszcze o buddyzmie co mi się nie widzi w korzystnym świetle.
|
|
| | |  | | outsider (2469 punktów) | Racjonalista w sekcie | Czym jest życie wspólnotowe, jesli nie jedną z form samozagłady? To bal na "Titanicu", jedna z form tego balu - czy jednak przystoi być obserwatorem cudzego samounicestwienia, chłodnym obserwatorem wojennym?
Gdzieś głeboko u podstaw schizofrenii leży niezgoda na obiektywne ograniczenia bytu świadomego - ale można mieć "produkcje" bez objawów osiowych, to występuje choćby w sektach; może zreszta to co nazywamy objawami osiowymi i tam występuje, niemniej jest społecznie rozproszone i przez to indywidualnie niediagnozowalne - "wierzę w Boga" nie jest przez nas traktowane tak samo jak "widzę Boga", a różnica w gruncie rzeczy nie jest wielka ani istotna.
Coś powoduje, Itachi-san, że jedni sa odporni na "ukąszenie wielkiej prawdy" - inni nie. Ale "wielka prawda" kąsa zawsze i wszyskich, bo da się jej przeciwstawić jedynie małe nieprawdy, co niewiele daje zadowolenia. Chcąc zrozumieć mechanizm ukąszenia trzeba ponieść spore ryzyko, zbliżyć sie w jakikolwiek sposób do krawędzi destrukcji - patrząc z daleka widzi się nieostro i nieprawdziwie. Jednak racjonalistyczna pycha pozbawiona współczucia nie znaczy wiele - oto moi bliźni, tacy jak ja sam: poszli inną drogą. Widzę żałosny rezultat - ale czy z tego powodu mam szydzić z usiłowań?
Wszyscy coś usiłujemy, i wszystkie nasze usiłowania - daremne.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | |  | | Itachi-san (468 punktów) | Odp: Racjonalista w sekcie | > Czym jest życie wspólnotowe, jesli nie jedną z form >samozagłady? To bal na "Titanicu", jedna z form tego balu - >czy jednak przystoi być obserwatorem cudzego >samounicestwienia, chłodnym obserwatorem wojennym?Rozumiem, że tym chłodnym obserwatorem wojennym jestem ja  Niestety (albo stety  ) musiałem się przekonać czym jest buddyzm tybetański w praktyce, nałożony na naszą kulturę, rzekomo okrojony z naleciałości tybetańskich. Tytuł twojej odpowiedzi "Racjonalista w sekcie" jest genialny, chociaż może nie powinniśmy używać chrześcijańskich naleciałości, a mówić bardziej socjologicznie np. w nowym ruchu religijnym  . > Gdzieś głeboko u podstaw schizofrenii leży niezgoda na obiektywne ograniczenia bytu świadomego - ale można mieć "produkcje" bez objawów osiowych, to występuje choćby w sektach; może zreszta to co nazywamy objawami osiowymi i tam występuje, niemniej jest społecznie rozproszone i przez to indywidualnie niediagnozowalne - "wierzę w Boga" nie jest przez nas traktowane tak samo jak "widzę Boga", a różnica w gruncie rzeczy nie jest wielka ani istotna.Istotnie różnica jest niewielka z tym "widzę Boga" i "wierzę w Boga". Zdaje sobie sprawę, że krytyka filozoficzna jest za słaba, a psycholog czy psychiatra nic tutaj nie poradzi, tutaj mogłaby pomóc tylko neurobiologia czy neuroteologia i zbadać gdzie ulokowana jest religijność (uczucia wobec obiektu religijnego). Zastosuję tutaj inny podział niż powszechnie znany- lewa i prawa półkula, a podział wg neurobiologów. Mianowicie czy jest to (religijność) wytwór tylko 'mózgu limbicznego', myślenia 'mózgu racjonalnego', kultury czy wszystkich elementów na raz ? Co spowodowało, że myślimy 'magicznie'? Czy defekt naszego mózgu racjonalnego (kory nowej odpowiadajacej za mowę i myślenie) czy mózgu limbicznego? Czy istnieje gen religijności? To pytania dla genetyków, neurobiologów i neuroteologów, ponieważ te 2 ost. dziedziny są raczej inwazyjne trudno zbadać mózg wierzącego wszystkimi znanymi metodami, narazie możemy tylko szczury, ponieważ je kroimy  . Dopóki nie znajdziemy skutecznych metod nie inwazyjnych obserwacji mózgu, nasza ocena doznań religijnych będzie okrojona i czysto subiektywna. A teraz moje przemyślenia  Przypuszczam, że to właśnie mocno rozbudowana kora nowa hamuje u nas racjonalistów religjność (ale tylko jako jeden z czynników), aczkolwiek dowodów nie mam, po prostu wysuwam śmiałą teze ze wzgledu na to, że możemy myśleniem wyhamowywac wiele emocji w pewnym stopniu (też tylko okrojonym), może to działać na układ limbiczny. Problem tylko co jeszcze, może dodatkowo dopamina, której brakuje niewierzącym. W takim razie religijność może być wytworem tylko mózgu/umysłu, tak jak miłość którą tworzymy tylko i wyłącznie myślać o partnerze z miłością. Myślimy o Bogu wskutek nauczania w naszej kulturze, wytwarzają się neuroprzekaźniki odpowiadające za dobry nastrój i wierzymy, że rzeczywiście mamy do czynienia z jakimś absolutem. Kółko myślowe i dobre samopoczucie tworzą błędne koło i gościu ma pewność psychologiczną, ale nie logiczną, naukową itd.! To tylko spekulacje, ale może coś w tym prawdy jest. Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Rozumiem, że tym chłodnym obserwatorem wojennym jestem ja Niestety (albo stety ) musiałem się przekonać czym jest buddyzm tybetański w praktyce, nałożony na naszą kulturę, rzekomo okrojony z naleciałości tybetańskich.Zgadzam się z tymi naleciałościami, ale i tak się zapytam co za nie uważasz, bo przeczuwam, ze nasze zdania mogą być nieco odrębne i chętnie popolemizuję. > W takim razie religijność może być wytworem tylko mózgu/umysłu, tak jak miłość którą tworzymy tylko i wyłącznie myśląc o partnerze z miłością. Myślimy o Bogu wskutek nauczania w naszej kulturze, wytwarzają się neuroprzekaźniki odpowiadające za dobry nastrój i wierzymy, że rzeczywiście mamy do czynienia z jakimś absolutem.Odwiedziłeś wątek "Krystalizacja a sakralizacja" zanim to napisałeś czy jak? Wreszcie coś z czym się chętnie godzę  > Kółko myślowe i dobre samopoczucie tworzą błędne koło i gościu ma pewność psychologiczną, ale nie logiczną, naukową itd.!Itachi, proszę Cię tutaj o zdefiniowanie granic pomiędzy pewnością psychologiczną, logiczną i naukową, bo czytam to któryś raz tutaj i nie mam pojęcia o co Ci biega. > To tylko spekulacje, ale może coś w tym prawdy jest.Znów to Twoje coś. Ta niepewność to jest psychologiczna, logiczna czy naukowa?
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | szwarcenegger | Odp: Krytyka buddzymu | > Muszę ci powiedzieć, że to Nyndro naprawdę działa. Krótka wycieczka do domu wariatów, da ci okazję by sie przekonać o tym Czyli mówiąc inaczej odbija ludziom, ale nic w życiu się nie zmienia.Czy mozesz mi opowiedziec dokladnie co widziales? Czy znasz jakiegos chorego psychicznie ktory zrobil nyndro? Czy mozesz opisac jak wyglada jego choroba (czy wydaje mu sie ze jest np budda, mahakala lub bogiem)? Ja osobiscie wyznaje pewien poglad na temat medytacji. Mianowicie MEDYTACJA TO WIELKIE NIC czyli siedzisz i sobie cos wyobrazasz (a we snie tez sobie cos wyobrazasz wiec sen jest lepszy od medytacji) Bardzo bym chcial zobaczyc kogos na ktorego podzialala medytacja jakkolwiek. Niech ten ktos chocby siedzi w wariatkowie chce wiedziec co mu ta medytacja zrobila.
|
|
| | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Czy znasz jakiegoś chorego psychicznie, który zrobił nyndro?Chorym psychicznie zabrania się medytować. Mogą tylko powtarzać mantrę . Najlepiej OM MANI PEME HUNG dla, już widzę uśmiechy, wypełnienia umysłu dobrymi wrażeniami i odrodzenia się zdrowym, czasem wyzdrowienia już za tego życia. Czy z tym wyzdrowieniem to możliwe, nie pytajcie, nie wiem, sam zadaję sobie to pytanie. A powtarzanie mantr podczas spacerów przyjemne swoją drogą jak dla mnie. Uważa się, i słusznie moim zdaniem, że psychopaci nie są oni zdolni do właściwej medytacji i mogą nią sobie tylko zaszkodzić. Tak samo jest z ludźmi neurotycznymi, którzy nie winni w stanach braku emocjonalnej równowagi zasiadać do medytacji, co potwierdzam, bo medytacja jest wtedy do bani i tak jak pisze w "Jak żyć żeby zwariować"  Jacek Santorski, medytuje się tylko nad swoją nerwicą i niczym więcej, co jedynie ją pogłębia. Strasznie mi się robiło pokłony myśląc o tym co tu napisano, ale miałem przynajmniej tę satysfakcję, że mogłem sobie wizualizować jak machasz je z Itachi-sanem razem ze mną  Jak radzi zaś Ole, trzeba w takich sytuacjach pomyśleć o wyluzowaniu się i odprężeniu, poukładaniu przede wszystkim spraw życiowych a później braniu się za buddyzm. By praktykować buddyzm właściwie, trzeba być zdrowym psychicznie i w dobrej kondycji psychicznej, medytacja może i jest antydepresantem ale w stanie "depresji" czy pobudzenia jej jakość jest niska i człowiek się w niej męczy, medytuje krótko bo nie jest w stanie w niej też zwyczajnie mimo chęci wysiedzieć (ja tak przynajmniej mam, również w dołku). Po ciężkich i wyczerpujących przeżyciach emocjonalnych (wiesz coś o nich Itachi z mail'a), nie wywołanych skutkami ubocznymi medytacji, ja zrezygnowałem z regularnej medytacji na kilka lat. Zbyt wiele syfu miałem w umyśle, żeby móc się nim porządnie zająć, najpierw trzeba było zejść do swych piekieł i przepracować negatywne i bolesne treści, którymi umysł był wypełniony, w czym pomógł mi między innymi... satanizm. Nie ma mowy o buddyzmie w trakcie leczenia psychiatrycznego (choć znam taką osobę która mówi, że jej pomaga), zaś o psychologii Ole mówi ze ona jedynie podprowadza ludzi pod drzwi buddyzmu, niczym rodzic swe małe dziecko do szkoły (metafora moja). Co się tyczy zen, tam "psychol" nie ma czego szukać w ogóle, nawet mantry nie będzie powtarzał bo mantr w zenie nie ma, jego medytacja będzie zaś wszystkim z wyjątkiem jednego zazen. Konkluzja: psychopatów od buddyjskiej praktyki trzymać z daleka. Czytać mogą, praktykować w niektórych przypadkach też, ale po konsultacjach z nauczycielem, ostrożnie, delikatnie, najlepiej pod jego kontrolą. Zawsze też mogą do ośrodka przyjść i nawet słuchać jak medytujemy, ale nie mogą medytowac aktywnie. Taki jest mój dotychczasowy obraz, wiedza i doświadczenie w tej kwestii. > Czy możesz opisać jak wygada jego choroba (czy wydaje mu sie ze jest np budda, mahakala lub bogiem)?Mnie się nieraz wydaje, że jestem buddą, mahakalą i bogiem  Czasem osobno, a czasem wszystkimi razem  Jestem też psychicznie zdrowy  > Mianowicie MEDYTACJA TO WIELKIE NIC czyli siedzisz i sobie cos wyobrażaszA zatem jest siedzeniem i wyobrażaniem sobie. I jeszcze jedno, wizualizacja nie jest wyobrażaniem sobie, słowo to powstało podczas niezgrabnego tłumaczenia go z sanskrytu na tybetański i oznaczało pierwotnie "umysł, który wie". Nie trzeba niczego oczami wyobraźni widzieć, to zresztą bardzo trudne i męczące, taka ciągła koncentracja na "wizji" . Ślepi od urodzenia zdaje się też mogą jakoś medytować i "wizualizować" za pomocą dostępnych im zmysłów, ale nie wiem jak to dokładnie wygląda praktyka w ich wypadku. Ciekawą jazdę muszą też mieć synesteci. > (a we śnie tez sobie cos wyobrażasz wiec sen jest lepszy od medytacji)Medytacja skraca sen, i chętnie wysłuchałbym logicznej argumentacji, dlaczego sen jest lepszy od medytacji. Sny to nie to samo, co twórcza wyobraźnia a co dopiero wizualizacja. I jeszcze jedno, istnieją praktyki świadomego śnienia i medytacji w czasie snu, wykorzystywania snu i śnienia jako narzędzia buddyjskiej praktyki. >Bardzo bym chciał zobaczyć kogoś, na którego podziałała medytacja jakkolwiek. Niech ten ktoś choćby siedzi w wariatkowie chce wiedzieć co mu ta medytacja zrobiła. Trafił kiedyś do gompy schizofrenik, który na siłę chciał medytować. Robił to również w złej pozycji, nie utrzymywał prostego kręgosłupa. Twierdził, że medytacja mu pomaga i przestał brać lekarstwa. Później popełnił samobójstwo. Można więc powiedzieć, że medytacja go zabiła i możesz to potraktować jako dowód jej siły ;-I Nyndro chyba nawet nie zaczął, chyba, że podciągniemy pod nie 4 podstawowe rozmyślania, które robił w czasie 3 świateł. I jeszcze jedno, masz infantylny obraz działania medytacji. Na medytację buddysta nie patrzy tylko jako na coś, co ma mu coś dać. Medytacja to nie narkotyk, ona nie ma być wybitnie przyjemna, nie o schizowe odjazdy w buddyzmie chodzi, jak ktoś odjeżdża to to nie jest buddyzm, ale jego skutek uboczny, może i przyjemny, może i nie, zależy to od tego, co kto ma w głowie. To tak jak z dragami. Czytałeś może o badaniach Groff'a nad działaniem LSD?
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Jakże słodko mi znów brzmi Psalm 109 i jakże ślisko tu będzie na tym wątku od niebuddyjskiej krwi.
>Lama Ole musi być nieźle stuknięty skoro z ateisty i człowieka wykształconego (chyba 3 fakultety), Duńczyka gdzie ateizm jest popularny stał się buddystą tybetańskim ze swoim tysiącem bałwanów (powiedzmy że zen bym jeszcze zrozumiał, bo brak bałwanów, ale dopiero jak się bliżej zapoznam powiem coś o zenie, może są mniej fiu... )
Nie Tobie to może oceniać dobrze wykształconych z mniejszą od nich ilością fakultetów (co tłumaczy ton twej krytyki, mojej zresztą też) a słowo bałwany sobie chłopie daruj, chyba że w katolickim klasztorze. Jesteśmy facet na Forum Racjonalisty i warto by w tak podstawowej sprawie trzymać poziom merytoryczny a jak nie, to przynajmniej język za zębami. Zmykaj do książek Itachi, polecam np.: "Wprowadzenie do buddyzmu tybetańskiego" J. Powersa, książka jest religioznawcza a nie buddyjska. Lekturki jakie do tej pory czytałeś były z tego co się zorientowałem pisane albo przez buddystów albo przez psychologów (może i apologetów chrześcijaństwa) i nic dziwnego, ze masz nieźle pojechany i spaczony punkt widzenia. I wkurzają mnie takie szczeniackie kociokwiki na tym dziale... powinni tu chyba jakieś egzaminy wstępne robić, bo lektura sporej części tutejszych postów jest nie dość że bezwartościowa to szkodliwa i darowalibyście z Arnoldem takie chamstwo wiedzącym jeszcze mniej od was. I błagam was ludzie, darujcie mi tu dyskusji wyjaśniających czym są buddowie, jidamy, strażnicy, dakinie, dakowie, bodhisattwie bo jak ktoś tego nie wie, to nie powinien w ogóle takiego wątku [mam na myśli jego ton] zakładać.
>powiedzmy że zen bym jeszcze zrozumiał, bo brak bałwanów, ale dopiero jak się bliżej zapoznam powiem coś o zenie, może są mniej fiu... ) Narazie lektura paru książek o zenie mnie czeka oraz odwiedziny ośrodka zen.
Przeczytaj je z dwa razy. W ośrodku zen czeka Cię zaś inna atmosfera, bardziej stonowana, bardziej surowa, będzie też w ośrodku mniej kolorowo. Ludzie będą bardziej powściągliwi, ale otwarci i uśmiechnięci, można powiedzieć, ze będzie bardziej japońsko. A sama medytacja może Ci dać w d*** i mam nadzieję, że trafisz do ośrodka z "kiosaku-man'em", który się Tobą odpowiednio zajmie ;-I Wysyłam dziś mail'a do wszystkich ośrodków zen w Polsce, żeby wypatrywali nowego typka (rysopis się stworzy na podstawie Twojego mail'a) i dali mu kijem solidnie popalić ;-I i przedłużyli zazen o jakieś 30min ;-I Więcej już do nich wtedy nie wrócisz ;-I Prędko też ze zdrętwiałymi i opuchniętymi nogami stamtąd nie wyjdziesz ;-I i może też za to jeszcze z kija na ożywienie dostaniesz ;-I
>Mam jeszcze ośrodek bon, ale ich już zostawię w spokoju, bo ćwiczą techniki szamańskie, więc już wiem że lepiej dać sobie spokój
I słusznie, bo jak Cię kiedy już Czarny Płaszcz złapie to Ci nie pomoże nawet zaśpiewanie OM MA DAG NY CZI TONG PAR DZIANG ... i tak dalej i tak dalej... śpiewałeś też może więc wiesz o czym mówię. A strażnicy bon to też twardziele ;-I
>>A wracajac do buddyzmu ja jeszcze zaobserwowalem istny kul pożądania ale jakis taki fałszywy. Gdyby to był prawdziwy kult porządania wówczas nietrudnobyłoby o kilka dziwek dziennnie w sandze. Ale tak nie jest.....co jest godne uwagi.
Arnold, my Tu mówimy o buddyzmie tybetańskim, tantrycznym. Zmykaj do książek. Założyciel Karma Kagyu, Tilopa, pracował nocami dla dziwki imieniem Dharima. A dziwki w niejednej gompie pewnie i są, ale akurat nie w pracy, co również godne uwagi. Kult pożądania (po tak się pisze to słowo) nie wymagałby płacenia nikomu. Jeśli zaś dziwkami chciałbyś nazywać te spośród kobiet, które lubią seks. Cóż, takie w gompach Karma Kagyu są i część z nich z pewnością lubi być tak okazjonalnie i przez wybrane osoby nazywana, ale większość może jednak nie...zatem cyniczne uwagi sobie ze swoją wiedzą na poruszany tu temat daruj bo zwyczajnie też nie Twój czas jeszcze na nie.
>No właśnie, też to zauważyłem tylko w 'mojej' sandze ludzie chyba są bardziej zboczeni. Wiem, że grali sobie któregoś pięknego dnia (tych opowieści słyszałem więcej) w rozbieraną butelkę i goście latali z gołymi jajami po sali medytacyjnej.
To już może nawet i mały skandalik by był, nie wiem. W mojej gompie urządza się czasem potańcówkę, to i owo się dzieje, ale nie na sali medytacyjnej. Opowieści tez różne słyszałem, ale goły nikt nie latał jeszcze po gompie nikt, chyba że pod prysznicem albo jak został na noc z partnerką, ale to już zupełnie inna bajka jest wtedy.
>No cóż ja będąc człowiekiem młodym i przystojnym nie mam zamiaru obnażać się przed starymi babami, ani oglądać czyiś jąder. Nawet nie mam zamiaru oglądać pochwy starej kobiety czy obwisłych cycków Na pewnym poziomie rozumiem takie zabawy u 16-latków spitych lub u studencików, ale u ludzi mających 30-50 coś lat? Coś jest nie tak.
Wyluzuj się. Jak powiedziałby Patuszkin: degustibus non disputantum est ;-I Ale to miłe, że ciągle piszesz tak, jakbyś chciał zostać buddystą. Proponuję zatem inną sanghę, zresztą zen polecałem Ci już na Religiach Objawionych.
c.d.n
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | |  | | szwarcenegger | Dla mnie jest niewyobrazalne jak mozna uskuteczniac pożądanie bez dymania. Tam gdzie pracuje sie na pożądaniu musi pracowac sie na dymaniu takze. Te dwie rzeczy sa nierozdzielne jak dwie krople wody. Jednakze w osrodkach karma kagju nie ma zadnych glosnych sexparty mimo ze ciągle glosza ze pracuja nad pożądaniem. Może to mylic tych co przychodza do ośrodka dla samej tylko sexualnej rozrywki jako ze w osrodku głoszą ze pracuja tam ponoc nad pożądaniem. Ciekawe czy mi ktos wyjasni jakim cudem medytacja 3swiatel pracuje nad pozadaniem o ile pacuje nad czymkolwiek.
|
|
| | | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Ja Ci już Arni napisałem gdzie masz zmykać. 3 swiatła nie pracują z pożądaniem, bo światła nie płyną do związanego z nim ośrodka. > Dla mnie jest niewyobrazalne jak mozna uskuteczniac pożądanie bez dymania.Postkatolicki uraz do masturbacji?  > Tam gdzie pracuje sie na pożądaniu musi pracowac sie na dymaniu takze.Nie > Te dwie rzeczy sa nierozdzielne jak dwie krople wody.Nie > Jednakze w osrodkach karma kagju nie ma zadnych glosnych sexparty mimo ze ciągle glosza ze pracuja nad pożądaniem.Sex party nie ma fakt, a nad pożądaniem pracuje się dopiero po nyndro, trzeba do tego dojrzeć. > Może to mylic tych co przychodza do ośrodka dla samej tylko sexualnej rozrywkiA są takowi? Może to mylić tych którzy małą wiedzą. Seks to nie tylko sama rozrywka. > jako ze w osrodku głoszą ze pracuja tam ponoc nad pożądaniem.Ja Ci to głoszę na forum racjonalisty. W ośrodku głosi się to rzadko. > Ciekawe czy mi ktos wyjasni jakim cudem medytacja 3swiatel pracuje nad pozadaniem o ile pacuje nad czymkolwiek.Itachi sana poproś. On tu gdzieś pisał o roli samoafirmacji, wizualizacji i innych takich. Jest psychologiem i powinien Ci to, na gruncie empirycznym wyjaśnić. Sam tez zasuwa ostatnio z 3 światłami, więc jest osobą jak najbardziej kompetentną. Zresztą wynik działania Trzech świateł na ośrodki umusłu i mowy masz tu na tym krwawo czerwonym wątku czarno na białym   (czerwone światło płynie w czasie trzech świateł do ośrodka mowy  )
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > A tak w ogóle gdybym miał stawiać kto jest bardziej moralnym człowiekiem to pomiędzy gorliwym buddystą, a gorliwym chrześcijaninem wybrałbym gorliwego chrześcijanina.Bo bliższy Ci kulturowo i obyczajowo... normalny i przeciętny, standardowy Polaku. Polska sanga Karma Kagyu jest specyficzna. Z tego, że urządza imprezy słynie w Europie i na świecie, ale jest też sangą, która najlepiej i najwięcej medytuje, na co szkoła Kagyu kładzie główny nacisk i Ole ceni sobie Polaków bardzo wysoko. Niemcy np.: są pracowici, ale im się medytować nie chce, zostało im z protestantyzmu i jego ascezy wewnątrzświatowej. W Polsce do buddyzmu trafiają też ludzie podobni niektórym racjonalistom, tacy nieraz wrodzy kościołowi, taki już urok naszego kraju, że jak ktoś nie jest z Kościołem to czasem nie potrafi być nie przeciwko niemu. Stąd buddyści zachowują się u nas czasem wrogo wobec Kk. Co by się jeszcze tyczyło tego kultu seksualności, no cóż, klimat większości moich postów może i znacie  Generalnie zaś chodzi może o to, że ludzie odreagowywują w tantryzmie chrześcijańską pruderię. A że niektórzy robią to zasadzie dzieci kwiatów, żałosne to tylko. Przyznam wam otwarcie, i mnie wkurza nieraz ta prymitywna fascynacja seksualnością u tanrycznych neofitów, zwłaszcza młodych mężczyzn. Niesmacznie mi raz było, gdy przeglądałem książkę o Drukpie Kunleju a jeden z kolesi z błyskiem w oku rzucił do mnie "mój idol". No cóż, odpowiedziałem mu chłodno, jak większości facetów tutaj, minka mu zrzedła. O DK mówi się, że miał 5000 partnerek, które uczyły się w jego ramionach medytacji. Historia to typowa w Tybecie, mimo tak rozwiniętego monastycyzmu dalekim od pruderii zakątku świata (mówimy oczywiście o Tybecie sprzed 1950). Seks czasem rzeczywiście jawi się głównym medium, dzięki któremu rozprzeniały/ją się nauki wadżrajany, niestety, ich rozumienie w tym wymiarze... istotnie, często pozostawia na Zachodzie wiele do życzenia. Cóż, na wykładach Olego zdążają się czasem ciekawe pytania, zwłaszcza pań, które próbowano na tantryzm poderwać Polecam posłuchać. Na CześćIII - Geneza chrześcijaństwa napisałem trochę o tych uczuciach sakralno-seksualnych z perspektywy religioznawczej i mojej własnej praktyki, można poczytać. > Co do tego ich kultu pożądania to nie mam pojęcia skąd się bierze, być może obserwując dalej coś się dowiem.A pomyślałeś o tym, żeby spytać? Czy wątek ten traktujesz jako Twój intelektualny popis? > Może z tego, że Lama Ole głosi, ze seks jest podarunkiem, o poszerzaniu rodziny np. żona i kochanka/kochanki i na odwrót z płciami ?Jak wyżej, bierze się stąd że to buddyzm tantryczny i trzeba czytać. Zresztą to co Ci zacytowałem o Osho poniżej w innym poście powinno Ci wystarczyć, bo utrzymane jest w duchu właśnie tantrycznym. Sztywny jesteś stary, niektórzy psychologowie również piszą o korzyściach takich układów. Olemu chodzi o szczerość układów partnerskich, sam ma dwie żony, nie chce zakłamania i obłudy (o których wspomniałeś) w miłości. Na każdym wykładzie jest chociaż wzmianka o seksie a jak już wychodzi z sali do toalety jakaś długonoga panienka w stylu Marylin Monroe (bo takie Olas lubi najbardziej) to jest przerwa w wykładzie, bo 60 letni Ole ma ochotę powodzić za nią wzrokiem. Nie chodzi mu o robienie z domu burdelu, ale o to, żeby np.: rodzice żyjący z innymi już partnerami mieli stały i bliski kontakt z dziećmi. Dom można podzielić, nie wszędzie jest taka bieda jak u nas, nie wszędzie jest taka sytuacja społeczno-ekonomiczna i dziwne, ze będąc tak oczytany o tym nie pomyślałeś. Oby w biznesie szło Ci lepiej. Arnold pisał jeszcze > >>Ja osobiście mogę powiedzieć ze buddyści których znam to niezłe fiu... . Zupełnie nie umieją dyskutować a ich główne nauki to "gniew jest jak szczanie w gacie", "trzeba koncentrować się na jednej rzeczy na raz" i tego typu (całkiem wartościowe) poradnictwo. Wszyscy rżną nyndro i twierdza ze przez to pokonają karmę.No rzeczywiście dziwnych znasz buddystów a z tym pokonaniem karmy to już sobie chyba sam wymyśliłeś po w kontekście pokonywania to ja o karmie słyszę raz pierwszy. c.d.n.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | >>>Jakoś dziwne ze w Rosji tez ludzie rżną to nyndro zapewne już po kilka razy i nic sie nie zmienia tylko jest coraz gorzej, ludzie nie maja pracy, staja sie aborygenami we własnym kraju, ich Panowie traktują ich jako niewolników
Taka ich karma w tym życiu i odbiją sobie w następnym.
Cieszę się, że się spotykamy Arnoldzie, popolemizowałbym z Tobą może i bardziej racjonalnie a nie na gruncie buddyjskim ale widzisz, zrobiłem to w twoim wypadku świadomie bo Ty też zupełnie nie umiesz dyskutować . Cóż, masz również pełne prawo do tego, by mało wiedzieć na temat buddyzmu, ale tak się jeszcze tylko zastanawiam skąd ta Twoja niechęć do buddyzmu, bo innych religii to tu tak nie "rżniesz", a wiesz pewnie, że poszukiwanie wiedzy w gniewie (niech Itachi san mi wybaczy tę buddyjską projekcję, lecz nie wyparcie) jest niczym innym jak właśnie szczaniem w gacie.
Odniosę się tu jeszcze do części treści tego Twojego wątku, którą udało mi się zapamiętać bo geluk to jedna ze szkół wadżrajany. Skoro już zapraszałeś osobno do dyskusji buddystów wadżrajany i geluk, to wypadałoby do tych gelukpów dodać jeszcze 4 pozostałe szkoły wadżrajany tj. Nyingma, Kagyu, Śakja i Bon, uznawany od lat 70ych za piąta szkołę buddyzmu tybatańskiego.
I żeby jeszcze nawiązać do tego tajemniczego dla was "kultu" pożądania. Mówi się tradycyjnie że każda szkoła wadżrajany pracuje z inną właściwością i jest dobra dla skłonnych do niej ludzi oraz co innego rozwija. I teraz tak chłopaki, słuchajcie uważnie, najstarsza szkoła Nyingma pracuje z gniewem (coś dla Arnolda) i uczy solidnie medytować. Szkoła Kagyu pracuje z typami pożądliwymi i namiętnymi i jest tradycyjnie uważana za najszybszą drogę do oświecenia. Szkoła Śakja rozwija uczoność i nie spotkałem się jeszcze ze wzmianką o uczuciu z jakim pracuje. Szkoła Gelukpa jest zaś dla ludzi pomieszanych, którzy wszystko roztrząsają i analizują i do oświecenia podąża się w niej drogą intelektu. O bon mowy w tym tradycyjnym podziale nie ma, bo jest w ramach diamentowego oficjalnie dopiero od 30 lat
Koniec ewangelii świętej.
Z nadzieją na wartką i merytoryczną dyskusję, która nie będzie już przybierała formy nauczania buddyzmu, bo to panowie winniście już mieć chyba za sobą, skoro tak śmiało i szyderczo się na jego temat wypowiadacie i winniście tu śmigać w temacie lepiej ode mnie. Przezujcie to co tu napisałem uważnie, wybierzcie się do biblioteki albo księgarni, poeksplorujcie buddyjskie strony internetowe, tam wszystko o czym piszę można znaleźć i zanim znów coś napiszecie, zastanówcie się nad tym po 111111kroć, albo chociaż 108kroć ;-I.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
 | | Patuszkin (2279 punktów) | Odp: Krytyka buddyzmu | > PS. Spotkałem się ze wzmianką w jednej książce (Daniel Goleman "Medytujący Umysł") o opracowaniu "Buddyjskie szkolenie jako symulowana katatonia" Franza Alexandra. Autor opisywał postęp w medytacjach buddyjskich (czyli dążenie do Nirwany) jako drogę do schizofrenii. Może warto to polecić wszelkim osobom zainteresowanym mistycyzmem, by wiedzieli co ich czeka, w końcu wielu mistyków wg współczesnej nauki miało choroby psychiczne.Cześć Itachi. 2 tygodnie temu rozmawiałem na podobny temat z Łukaszem Majewskim. Kiedyś spotkałem się z podobną opinią wypowiedzianą przez znawcę wschodu Krzysztofa Pawłowskiego, który sugerował, że adepci otwierajacy sie na doznania mistyczne muszą uważać, żeby nie odlecieć zbyt daleko. Miałem kiedyś znajomego ze studiów, który był zwolennikiem buddyzmu zen bodajże, który zwierzył mi się, że podczas intensywnych medytacji przytrafił mu się "wypadek". Dosyć długo musiał się po nim zbierać, ale w końcu doszedł do zdrowia, ukończył dwa fakultety, a potem zrobił doktorat. Takie zagrożenia pojawiają sie nie tylko w przypadku systemów wschodnich. Przecież mamy bogaty wachlarz świętych, którzy stracili rozsądek i kontakt z rzeczywistością ziemską. Pamiętem, że ty wspomniałeś mi o przypadku Hegla, który miał jakiś nieprzyjemny epizod. Wiem, że Jung także swego czasu miał problemy. Cóż. Pozostaje jedynie ostrzegać tych, którzy są na początku drogi. Robi to np. Albert Krąpiec, który nie omieszka interpretujac platonizm, wspomnieć, że to odlotowa i trudna filozofia i lepiej mieć doświadczonego przewodnika, który zna te ścieżki. Na portalu Nowa Krytyka jest artykuł pt.: Czy filozofia jest chorobą na śmierć? Autor przywołując poglądy Kanta i Nietzschego analizuje kwestię przepisu na zdrowy tryb życia dla filozofia. Nadmierne myślenie ponoć szkodzi. Każdy pracownik biurowy, który spędza kilka lub klikanaście godzin w papierach wie, że po pracy najlepiej isć na działkę i zmęczyć się fizycznie. Wtedy umysł odpoczywa.  pozdr.
Piotrek Patucha
|
|
|  | | Itachi-san (468 punktów) | > Miałem kiedyś znajomego ze studiów, który był zwolennikiem buddyzmu zen bodajże, >który zwierzył mi się, że podczas intensywnych medytacji przytrafił mu się "wypadek". >Dosyć długo musiał się po nim zbierać, ale w końcu doszedł do zdrowia, ukończył dwa >fakultety, a potem zrobił doktorat.Dobrze, że o tym piszesz. Właśnie po intensywnych medytacjach mogą pojawić się halucynacje (w zenie makyo), załóżmy ktoś może zobaczyć przerażającą bestię, a inny np. anioła czy Britney Spears (akurat pozytywnie). Problemem jest, że ten stan jest tak realny, że ty możesz poczuć jak cię dotyka, mówi do ciebie itd. Ktoś kto by cię obserwował, pomyślałby że masz epizod schizofrenii. Nie wiem jak ty, ale ja jako neurotyk czyli osoba mająca wahania nastroju raz na jakiś czas (takich najwięcej) wylądowałbym w wariatkowie  > Takie zagrożenia pojawiają sie nie tylko w przypadku systemów wschodnich. Przecież >mamy bogaty wachlarz świętych, którzy stracili rozsądek i kontakt z rzeczywistością >ziemską.Święci wszystkich religii, ale nie chce arbitralnie stwierdzać że wszyscy byli nienormalni  Czy normalny jest jogin ćwiczący jogę dzień i noc w drodze do oświecenia, albo Fakir leżący na gwożdziach? Sufi (odłam islamu) przekłuwający ciało? Większość ludzi wyznaje irracjonalizm i im odwala, a my na rojenia religijne nie mamy leków. > Pamiętem, że ty wspomniałeś mi o przypadku Hegla, który miał jakiś nieprzyjemny >epizod. Wiem, że Jung także swego czasu miał problemy.Dokłanie powiem ci, że nie wiem o co chodziło. Jaka choroba itd. Natomiast na własnym przykładzie, jako osoba czytająca dużo książek, dużo myśląca np. o tym co zrobić jeszcze w życiu, może jaki biznesik otworzyć, dużo surfująca po internecie i pracująca umysłowa widzę, żę gdy kłądę się spać myśli mi krążą po głowie i nieraz mam problem z zaśnięciem, ponieważ zauważam, że cały czas słowa np. aksjomat, logika, paradygmat, dewocja- jakie chcesz ze słownika wyrazów obcych krążą mi nieustannie. Mówiąc inaczej zbliżam się do poziomu Hegla i zacząłem przystopowywać z nauką, książkami i netem  W najlepszym przypadku (choć to wcale nie takie cudowne) można dostać syndromu wypalenia (nie ma w polskiej klasyfikacji, więc nie dostaniesz renty itd.), a w najgorszym cholera wie, choróbsk jest sporo  > Cóż. Pozostaje jedynie ostrzegać tych, którzy są na początku drogi. Robi to np. Albert >Krąpiec, który nie omieszka interpretujac platonizm, wspomnieć, że to odlotowa i trudna >filozofia i lepiej mieć doświadczonego przewodnika, który zna te ścieżki.> Na portalu Nowa Krytyka jest artykuł pt.: Czy filozofia jest chorobą na śmierć?> Autor przywołując poglądy Kanta i Nietzschego analizuje kwestię przepisu na zdrowy tryb życia dla filozofia. Nadmierne myślenie ponoć szkodzi.O czym wspominam trochę wyżej, o sobie  > Każdy pracownik biurowy, który spędza kilka lub klikanaście godzin w papierach wie, że po >pracy najlepiej isć na działkę i zmęczyć się fizycznie. Wtedy umysł odpoczywa.  No bardzo dobrze polecasz, ja bym radził jakiś sport, a jako technikę relaksu dla bardzo zestresowanych, działającą bezpośrednio na psychikę jednak trening autogenny (przez wiele lat sumiennie testowana metoda, przez psychoterapeutów) niż medytacje. Moi kumple już mówią, że przez naukę wariuje  , a żona się ze mnie śmieje, że bez książki mi niedługo nie stanie  Wiem, że to co piszę jest komiczne, ale macie dobry przykład, że z myśleniem, nauką też nie ma co przeginać, bo rzeczywiście główka rozboli  > pozdr.> Piotrek PatuchaRównież pozdr, Piotrek aka Itachi
|
|
| |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | >Właśnie po intensywnych medytacjach mogą pojawić się halucynacje (w zenie makyo), załóżmy ktoś może zobaczyć przerażającą bestię, a inny np. anioła czy Britney Spears (akurat pozytywnie). Problemem jest, że ten stan jest tak realny, że ty możesz poczuć jak cię dotyka, mówi do ciebie itd. Ktoś kto by cię obserwował, pomyślałby że masz epizod schizofrenii. Nie wiem jak ty, ale ja jako neurotyk czyli osoba mająca wahania nastroju raz na jakiś czas (takich najwięcej) wylądowałbym w wariatkowie
W wieku 15 lat, po rozpoczęciu samodzielnej praktyki zazen przeżyłem ok. 2-3 dniowe doświadczenie mistyczne/halucynację w którym odczuwałem rzeczywistość jako przedłużenie mojego ciała/skóry. Nikomu o tym na ten czas nie mówiłem. Czułem na przykład co czuła szafa gdy na nią dmuchałem lub jej dotykałem jakby to była moja własna skóra, na początku towarzyszyła temu wszystkiemu ekstaza i radość, uczucie jedności ze wszystkim, głębokich wiedzy i zrozumienia, zaczęło się wszystko wieczorem, nagle, po otwarciu drzwi do mojego pokoju. Na drugi dzień po przebudzeniu trwało i musiałem iść do szkoły i było to już trochę męczące, w szkole i wśród ludzi czułem się trochę zagubiony, oni tez byli jeszcze tak trochę moją skórą, zacząłem się bać, że mi już tak zostanie. Ale luzik, rozeszło się po kościach i dziś bardzo mile to wspominam, w jakiś czas po tym utrzymywał się jeszcze bardzo przyjemny nastrój i zadowolenie. I mimo, ze też jestem neurotykiem to do wariatkowa nie trafiłem. Stany mistyczne przeżywam do dziś, ale już łagodniejsze i bardziej świadome i kontrolowane (choć może głębsze), z większą wiedzą na ich temat, to dla mnie chleb powszedni, przyprawa życia, nigdy tez nie wiadomo, może mi się jeszcze jakaś "kosmiczna jazda" w życiu przytrafi, nie mam nic przeciwko a nawet jestem za, byle bym z niej znów wrócił na ziemię. Jestem zdrowy psychicznie i nie rozumiem, o co tu cały ten szum. Wyluzuj Itachi. Zapal se może jakiego jointa jak nie masz takich jazd naturalnie, w genach, z powodu bardziej rozbudowanej ode mnie płatów czołowych (?). Żałuj. A jak trawa nie działa to weź coś mocniejszego ;-I
Z tymi jointami to żart, próbowałem, ma się to nijak do stanów medytacyjnych, strata pieniędzy, czasu i zdrowia.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
|  | | outsider (2469 punktów) | Myślenie to taniec na linie. Jedyną gwarancją bezpieczeństwa jest rozciągnięcie tej liny najniżej jak sie da - ale to niezbyt satysfakcjonujące.
Myślenie filozoficzne to rodzaj myślenia skazany z góry na porażkę - to droga do nikąd, jeśli sie na niej nie zatrzymać. Więc rozsądni zatrzymują się: myśl kamienieje w doktrynę, spaść się odtąd nie da bo ani kroku więcej do przodu. Istotnie, Piotrze, potrzebny jest pewien płodozmian - zamiast drogi ku skamienieniu zatrzymanie się co jakiś czas, choćby dla skopania grządki; jeśli nawet nie służy to myśleniu - służy niezbędnej higienie psychicznej.
A może jednak i myśleniu służy? Umiejętnośc intensywnie ćwiczona polepsza się także wtedy, gdy na jakiś czas zaprzestaniemy ćwiczeń - wracając do nich widzimy, że coś sie w międzyczasie ułożyło, ustabilizowały się chwiejne uprzednio synapsy, otorbienia stały się mniej dokuczliwe.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| |  | | Clamanus | To prawda. Niemniej pewne cechy Nietschego (schizofreniczne, neurotyczne) były już obecne w jego twórczości. Myślę, że choroba Nietschego była genetyczna, bo ona narastała od pewnego, wczesnego momentu i pod koniec życia zaowocowałą zakładem. Natomiast Kant, mimo że tak rewolucyjny w ideach, dbał o higienę psychiczną, prowadził regularny tryb życia, popołudniowe spacery itd. itp. Wszystko zatem kwestia odreagowania, odstresowania (może do tego wystarczyłoby ograniczyć owo "przystopowanie", o którym piszesz). Wiele ludzkich idei jest owocem tak naprawdę takiej a nie innej konstrukcji psychicznej. Współczesna filozofia nauki od Poppera uświadomiła nam jasno jak wiele stanowi tutaj osobowość samego twórcy idei.
|
|
 | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | >chcąc nie chcąc krytykuje także szkolę zen, hinajany i mahajany.
Zen to mahajana.
>Przeświadczenie o cudownościach dalajlamy, karmapy, panczenlamy i wielu innych pozwoliło na rządy despotyczne niezwykle 'oświeconym' ludziom (a właściwie nieukom).
Z tymi nieukami to bzdura, to najbardziej wykształceni na ich kulturowe możliwości ludzie. Trudno studiować w Tybecie gdzie wychowywał się dalajlama np.: fizykę jądrową.
Na czym polega dziś despotyzm rządów Dalajlamy (uchodźca w Indiach), Karmapy (mamy obecnie dwóch, również w Indiach) i Panczenlamy (tego ostatniego w Chinach) Itachi?
>Podobnych nieuków spotkałem w ośrodkach, gdyż ich kociokwik przypominał mi katolictwo.
Mnie Twój kociokwik też je przypomina. Myślę Itachi, że i Ty zdajesz sobie sprawę, że Twój wątek można by śmiało odczytać nieco okrojony na antenie RM i telefony do rozmów z Tobą by się urywały.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| outsider (2469 punktów) | Na ile piszesz o buddyzmie - na ile o kondycji ludzkiej w ogóle? Religie są pewnym społecznym zjawiskiem, jesli prawdą, to tylko prawdą o człowieku, o niczym więcej. Jak rozumiem, poznałeś w praktyce nie buddyzm rodzimy, a modnie nałożony na chrzescijańskie wychowanie i chrzescijańskie wzorce kulturowe: bywa osobliwie, pytanie jednak, jak działa dany system religijny tam, gdzie istotnie samodzielnie kształtuje ludzkie osobowości.
Zreszta droga wszelkich wiar jednaka. Sa stopklatką z historii myśli - z jednej strony kształtują los wielkich mas ludzkich, z drugiej - ich własna ewolucja ma marne perspektywy. Wiara jest tym zaledwie, co bat dla jednych a narkotyk dla drugich: wyznacza szersze lub węższe granice bytu, ale sama jest zaledwie pożywką dla tego co wyrasta. Ot weżmy przykład myśli innego niz religijny rodzaju - weźmy Freuda. Nas nie bulwersuje myśl, że człowiek nie jest tym co mu się zdaje, że kieruje nim bezduszny racjonalizm wewnetrznych mechanizmów, że przez Freudem sam siebie nie zna - a przecież ma freudyzm i następstwa dość żałosne, bo wiele myśli szczegółowych jego twórcy było miernych i osobliwych ponad miarę. Jeśli Siddartha Gautama na parę pytań bez odpowiedzi udzielił odpowiedzi wizjonerskich i przekonujących (nie jako odpowiedzi prawdziwe, ale jako odpowiedzi rozsadne) - na wiele innym również odpowiedział marnie bo inaczej się nie da: to cena zbyt bogatej wizji, a wizje ubogie ulegają zapomnieniu; dalej juz wkracza prawidłowośc rozwoju religii jako systemu dogmatyczno-społecznego.
Nie ma dobrych religii, Itachi-san - są ich społeczne skutki. Jakie w przypadku buddyzmu - jakie w przypadku chrzescijaństwa? A, to już temat-rzeka.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | > Na ile piszesz o buddyzmie - na ile o kondycji ludzkiej w ogóle? Religie są pewnym społecznym zjawiskiem, jesli prawdą, to tylko prawdą o człowieku, o niczym więcej. Jak rozumiem, poznałeś w praktyce nie buddyzm rodzimy, a modnie nałożony na chrzescijańskie wychowanie i chrzescijańskie wzorce kulturowe: bywa osobliwie, pytanie jednak, jak działa dany system religijny tam, gdzie istotnie samodzielnie kształtuje ludzkie osobowości.Tak, nie buddyzm rodzimy, on już właściwie zaniknął. Żeby poznać hinajanę czyli pierwotną naukę Buddy musiałbym ruszyć do krajów azjatyckich, z czytaniem Tripitaki (przeczytałem tylko Dharmapade czyli jedną z części Tripitaki) też jest kiepsko w Polsce (a na stronach angielskich nie ma wszystkich sutr), a poza tym temat jest obszerny, podobno grubość 11 tomów Biblii, miałbym pracy od cholery, to nie ma sensu. > Zreszta droga wszelkich wiar jednaka. Sa stopklatką z historii myśli - z jednej strony kształtują los wielkich mas ludzkich, z drugiej - ich własna ewolucja ma marne perspektywy. Wiara jest tym zaledwie, co bat dla jednych a narkotyk dla drugich: wyznacza szersze lub węższe granice bytu, ale sama jest zaledwie pożywką dla tego co wyrasta.Zgadzam się. > Ot weżmy przykład myśli innego niz religijny rodzaju - weźmy Freuda. Nas nie bulwersuje myśl, że człowiek nie jest tym co mu się zdaje, że kieruje nim bezduszny racjonalizm wewnetrznych mechanizmów, że przez Freudem sam siebie nie zna - a przecież ma freudyzm i następstwa dość żałosne, bo wiele myśli szczegółowych jego twórcy było miernych i osobliwych ponad miarę. Jeśli Siddartha Gautama na parę pytań bez odpowiedzi udzielił odpowiedzi wizjonerskich i przekonujących (nie jako odpowiedzi prawdziwe, ale jako odpowiedzi rozsadne)Właśnie rozsądek także jest za słabym kryterium poznawczym, ponieważ przy pierwszym poznaniu idea karmy, reinkarnacji wydaje się rozsądna. > - na wiele innym również odpowiedział marnie bo inaczej się nie da: to cena zbyt bogatej wizji, a wizje ubogie ulegają zapomnieniu; dalej juz wkracza prawidłowośc rozwoju religii jako systemu dogmatyczno-społecznego.Zgadzam się znowu  > Nie ma dobrych religii, Itachi-san - są ich społeczne skutki. Jakie w przypadku buddyzmu - jakie w przypadku chrzescijaństwa? A, to już temat-rzeka.Który próbujemy jakoś pokrótce streszczać. Niestety nie mam pojęcia jakie są społeczne skutki bycia buddystą w Azji. W Chinach jest więcej ateistów i szamanów niż buddystów, konfucjanizm miał większy wpływ i z pewnością zaszczepił posłuszeństwo tym ludziom wobec despoty, Japonia jest krajem ateistycznym, Tybet krajem biedy. Buddyzm na zachodzie to quasibuddyzm. Trudno coś powiedzieć o tym czy buddyzm coś dał. Wydaje mi się, że gdyby nie buddyzm nie moglibyśmy podziwiać zabytków ich architektury oraz malarstwa buddyjskiego. Dał nam też techniki medytacji, ale też nie ma co się nimi za bardzo podpierać, rozumiem parę razy w tygodniu po 20 minut, ale 1-2 h jak niektórzy, wtedy wolę antydepresant
|
|
|  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Krytyka Itachi-sana | > Tak, nie buddyzm rodzimy, on już właściwie zaniknął. Żeby poznać hinajanę czyli pierwotną naukę Buddy musiałbym ruszyć do krajów azjatyckich,Hinajana to nie buddyzm pierwotny. Nie musisz ruszać do krajów azjatyckich i bzdurą jest twierdzenie, że współczesna hinajana jest buddyzmem pierwotnym sprzed 2500 lat. O ile mi wiadomo mamy w Polsce troche hinajany a w Europie i USA jej mnóstwo. Poszukaj na necie. > z czytaniem Tripitaki (przeczytałem tylko Dharmapade czyli jedną z części Tripitaki), też jest kiepsko w Polsce (a na stronach angielskich nie ma wszystkich sutr), a poza tym temat jest obszerny, podobno grubość 11 tomów Biblii, miałbym pracy od cholery, to nie ma sensu.To w takim razie Twój wątek tez nie ma sensu bo nie wiesz co krytykujesz a ja nie wiem czego bronię. Oboje wiemy jakim ułamkiem nauk buddyjskich jest dhammapada (nie czytałem) > >Zreszta droga wszelkich wiar jednaka. Sa stopklatką z historii myśli - z jednej strony kształtują los wielkich mas ludzkich, z drugiej - ich własna ewolucja ma marne perspektywy. Wiara jest tym zaledwie, co bat dla jednych a narkotyk dla drugich: wyznacza szersze lub węższe granice bytu, ale sama jest zaledwie pożywką dla tego co wyrasta.> Właśnie rozsądek także jest za słabym kryterium poznawczym, ponieważ przy pierwszym poznaniu idea karmy, reinkarnacji wydaje się rozsądna.:D Jedno pytanie, czy dysponujemy w ogóle jakimkolwiek mocnym kryterium poznawczym? A że karma i reinkarnacja wydały Ci się na pierwszy rzut oka rozsądne to urocze  > Który próbujemy jakoś po krótce streszczać.  Kiepsko Ci idzie, a może po prostu streszczasz i upraszczasz sprawę za bardzo pisząc: > Niestety nie mam pojęcia ...i.t.d.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
 | | Clamanus | Odp: Krytyka buddyzmu | I dlatego stawiam kilka wniosków: 1. Trzeba przede wszystkim dbać o higienę psychiczną, spacery w lesie, umiejętność skutecznego odstresowania się, kontakt ze sztuką, by życie nie upływało na ciągłych poszukiwaniach inteketualnych, które są przecież w istotnej mierze... 2. ... poszukiwaniem akceptacji i miłości, usprawiedliwienia własnej egzystencji, że ona ma jakiś sens, jakąś podstawę, nieleżącą tylko w nas samych, ale na zewnątrz, gdzieś "obiektywnie". 3. Zdawać sobie sprawę, że najpierw tak naprawdę dokonujemy wyborów niesieni życiem i własnymi namiętnościami, a potem dopiero szukamy dlań racjonalizacji.
|
|
| Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Genialny wątek Piotras!!!! Wreszcie coś się na tym dziale dzieje. Przyjrzę się temu jeszce blizej i spróbuję też buddystom dołożyć bo mnie też podejście większości buddystów zwyczajnie wkur***. Być może uda mi się się też tu i ówdzie obronić ale wierzcie, starał się specjalnie nie będę  Bo jak napisałem na genezie chrześcijaństwa, buddysta będzie ze mnie kiepski a do przyjmowania u Olega schronienia mi się ani trochę nie spieszy  Jakby się Piotras dało, to napisz mi na mail'a która to sangha, choć nie ma to większego znaczenia, bo wszyscy polscy kagyupowie imprezują  Aaaa, no i dzięki, że wysiliłeś się przy zakłądaniu tego wątku bardziej niż Arnold  Pozdrawiam chłopaki
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | Ciąg dalszy krytyki karmy i reinkarnacji. Zaskoczę wszystkich, ale wybiorę przykład ekstremalny. Otóż wiemy, że gdy ktoś cierpi to oczyszcza się z negatywnej karmy. Weźmy przykład Hitlera lub Stalina jak kto woli, którzy wymordowali w kilkadziesiąt milionów ludzi. Zastanawiające jest to co musiał zrobić Hitler lub Stalin by wymordować tyle ludzi, jeśli wszystko to przyczyna i skutek. Wiem, że na poziomie absolutnym w buddyzmie wszystko tak wygląda. Z drugiej strony takie osoby jak Hitler czy Stalin musieliby być świętymi, ponieważ uwolnili wiele milionów ludzi od negatywnej karmy i pomogli im się odrodzić w lepszych warunkach lub inaczej mówiąc pomogli karmie się wypełnić (znaczy to że, wszyscy co zginęli mieli pełno negatywnej karmy). Ofiary zabójst wg buddyzmu odrodzą się szczęśliwsi. W takim razie niestety proponuję kanonizację Hitlera i Stalina ze względu na współczucie  Oczywiście, wiem że żaden buddysta się by ze mną nie zgodził z tą kanonizacją i zdroworozsądkowy człowiek, ale niestety jeśli zaczniemy myśleć w kategoriach buddyjskich czy hinduistycznych, czy w ogóle jakiegokolwiek NEW AGE i ich teorii reinkarnacji to takie coś wychodzi. Inne wymowne przykłądy to np. tsunami w Azji i huragany w USA- Catrina i Rita. Pozdrawiam
|
|
|  | | szwarcenegger | Istnienie reinkarnacji mozna udowodnic z tezy "wszystko przemija" . Skoro wszystko przemija to fakt ze umarliśmy też przemija czyli rodzimy sie na nowo. Pytanie czy można być niezależnym od przemijalności śmierci. Buddyzm odpowiada że można tzn. ze poza tym co przemija istnieje ten co to postrzega. Poniewaz istnieje poza tym wszystkim co przemija ten co postrzega nie przemija.
|
|
| |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Pozwoliłem sobie Twoją wypowiedź dopracować tak, by była ona bliższa buddyzmowi i spróbuję po buddyjsku pofilozofować, piszesz...
Istnienie reinkarnacji można udowodnić z tezy o przemijalności wszystkiego, co złożone. Skoro wszystko, co złożone przemija to fakt, że umarliśmy też przemija...
1) I tutaj pierwszy full stop, bo nie wiem, czy fakt, to to co złożone. Kategorii faktu może w filozofii buddyjskiej w ogóle nie być. A jeśli by już była, to fakt mógłby nie być żadną dharmą/ układem dharm a więc tym co złożone. Bo, jeśli jego (faktu) uświadomienie sobie miałoby być tak jak w empiryzmie wynikiem działania fizycznego umysłu (a więc układem dharm będącym wynikiem działania układu dharm) to należałoby ten problem istotnie przenieść na pole filozofii jogaćary (co później słusznie czynisz) i uzyskać pewność, czy przypadkiem uświadamianie sobie czegokolwiek, jako leżące ponad świadomościami zmysłów (będącymi jeszcze układami dharm) nie leży już ponad poziomem dharm i nie jest tym samym złożone. A ponieważ nie chce mi się tego na chwilę obecną szukać to jedźmy dalej...
...czyli rodzimy się na nowo.
2) I to też przemija...
Pytanie czy można być niezależnym od przemijalności śmierci. ...
3) ...lub życia bo w myśl madhyamiki i Sutry Serca: życie jest śmiercią, śmierć jest życiem, śmierć nie jest oddzielna od życia, życie nie jest oddzielne od śmierci ...Można też pytać czy można być niezależnym od niezależności i tak w kółko aż w nieskończoność. Odpowiedź moja jest taka: jeśli fakt przemijalności śmierci uznaliśmy za złożony to oczywiście że tak, ale nie mamy pewności, czy założyliśmy dobrze. Mimo to twierdźmy dalej, że
Buddyzm odpowiada, że można tzn. że poza tym, co przemija istnieje ten co to postrzega....
4)... tj. Umysł-Świadomość, swoisty zbiornik na wszystko, alaja-widźnana, nieograniczona przestrzeń umysłu jak się u kagyupów zdaje. I tak nie do końca poza tym Arnold, alaja może być i immanentna i nie i jest poza dualizmami, a za Nagardżuną można by ją pewnie określać na zasadzie logiki czterowartościowej niczym nirwanę, bo też "osiągniecie" poziomu alaji to oświecenie i nirwana o których piszesz w następnym zdaniu jako niejako o jednym.
Ponieważ istnieje poza tym wszystkim co przemija ten/to co postrzega że nie przemija.
No i proszę jak ładnie i logicznie wyjaśniliśmy. Nawet żadnego paradoksu już po moich poprawkach nie widać.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
|  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Krytyka Itachi-sana | > Otóż wiemy, że gdy ktoś cierpi to oczyszcza się z negatywnej karmy. Weźmy przykład Hitlera lub Stalina jak kto woli, którzy wymordowali w kilkadziesiąt milionów ludzi. Zastanawiające jest to co musiał zrobić Hitler lub Stalin by wymordować tyle ludzi, jeśli wszystko to przyczyna i skutek.Zastanawiające jest też z buddyjskiego punktu widzenia co oni dopiero zrobią. > Wiem, że na poziomie absolutnym w buddyzmie wszystko tak wygląda.Niczego nie wiesz. Na poziomie absolutnym nie karmy i reinkarnacji. > Z drugiej strony takie osoby jak Hitler czy Stalin musieliby być świętymi,Postkatolicki bełkot. > ponieważ uwolnili wiele milionów ludzi od negatywnej karmy i pomogli im się odrodzić w lepszych warunkach lub inaczej mówiąc pomogli karmie się wypełnić (znaczy to że, wszyscy co zginęli mieli pełno negatywnej karmy).Tu się zgadzam, można na to tak patrzeć. Ty złej karmy zgromadziłeś już wystarczająco dużo, żebym się Tobą na tym watku zajął ja. > Ofiary zabójst wg buddyzmu odrodzą się szczęśliwsi. W takim razie niestety proponuję kanonizację Hitlera i Stalina ze względu na współczucie  Jeszce jeden postkatolicki bełkot w wydaniu New Ageowskiego Itachi-sana, który taką to tylko miarką wszytkie religie mierzy. > Oczywiście, wiem że żaden buddysta się by ze mną nie zgodził z tą kanonizacją i zdroworozsądkowy człowiek,Bo tak jak napisałem, kanonizacja to pojęcie katolickie synu (synu, żeby utrzymać wypowiedzi w lepiej przez Ciebie rozumianym paradygmacie katolickim ;-I) > ale niestety jeśli zaczniemy myśleć w kategoriach buddyjskich czy hinduistycznych, czy w ogóle jakiegokolwiek NEW AGE i ich teorii reinkarnacji to takie coś wychodzi.Taaaa...masz czarno na białym co z tego "bracie" wychodzi > Inne wymowne przykłądy to np. tsunami w Azji i huragany w USA- Catrina i Rita.Zgoda. I jeszce jedno Piotruś, buddyjskie współczucie nie ma niczego wspólnego z tym co przez to rozumiesz, tj. babskie, smętne i opiekuńcze, pełne litości uczucie jakie zaczyna się we mnie do Ciebie rodzić  > PozdrawiamMnie również? To dobrze, bo mnie serce znów kłuje jak Cię czytam.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| |  | | Itachi-san (468 punktów) | Odp: Krytyka Itachi-sana | Wiem czym jest buddyjskie współczucie, ale nie będe cytował książek i jak przypuszczam wyrzucasz myśl, że wadżrajana jest dewocyjna. Niestety jest, wystarczy zapytać zeniste czy dzogczen'owca co o tym sądzi. Oczywiście to co napisałem jest wyrazem moich krótkich, lecz wystarczających doświadczeń z buddyzmem.
|
|
| | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > wyrzucasz myśl, że wadżrajana jest dewocyjna.Nie, wyrzucam myśl, że wszyscy "diamentowi buddyści" są dewocyjni. I tak jak pisałem już gdzie indziej, religie nie są zjawiskami jednorodnymi. > Niestety jest, wystarczy zapytać zeniste czy dzogczen'owca co o tym sądzi.Można zapytac i mnie, który zen i dzogczen ceini sobie może i bardziej niż Karma Kagyu, tylko że z nimi też byłbym w stanie podyskutować, to i owo się też przeczytało. Można by też podyskutowac o mahamudrze i podobieństwach z naukami dzogczen. Ach to dzogczen....piękna to szkoła, piękna, szkoda, że nie mam do nich tak daleko. > Oczywiście to co napisałem jest wyrazem moich krótkich, lecz wystarczających doświadczeń z buddyzmem.Małe masz wobec siebie wymagania  
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| Zadykowicz | Odp: Krytyka buddyzmu | czy znasz moze bylych buddystow i powody, dla ktorych odeszli od doktryny buddyjskiej?
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | >czy znasz moze bylych buddystow i powody, dla ktorych odeszli od doktryny buddyjskiej?
Przykro mi, nie znam. Wiem, że po prostu niektórzy zaczęli uznawać doktrynę buddyzmu jako babskie bajania (po prostu znam plotki z ośrodka- sanghi) podobnie jak kiedyś wielu z nas postąpiło z chrześcijaństwem.
Jednak nie potrafię dokładnie powiedzieć o co chodziło. Powody mogą być np. że karma za mało wyjaśnia, bo jak wyjaśnić śmierć w tsunami setek tysięcy ludzi (podobnie jak łaska w chrześcijaństwie nic nie wyjaśnia, gdyż ludziom dobrym przydarzają się negatywne zdarzenia). Podobnie może być obłuda, lub coś jeszcze.
Natomiast wiem, że sporo osób z Azji odchodzi z powodu rozczarowania zachowaniem wielkich lamów, rzekomo "oświeconymi". Masz w dziale religie i sekty artykuł o feudalizmie w Tybecie. Poczytaj, wiem że i tak to za mało. Moge ci, ż powiedzieć że zdecydowanie mało osób odejdzie od doktryny buddyjskiej czy chrześcijańskiej, po prostu ci ludzie mają pewność psychologiczną (wiara jest czym psychologicznym, a nie logicznym i filozoficznym, niezgodnośc logiczna czy filozoficzna pozwala innym wciąż wierzyć)i jest to coś silniejszego dla niektórych od logiki i nauki.
Byłem dopiero 8 razy w ośrodku buddyjskim, więc wiadomo że moje poznanie buddyzmu nie jest też jakieś wielkie, ale wystarczające by coś odrzucić, gdyż miałem także dostep do tekstów buddyjskich. Po przeanalizowaniu pod kątem logiki, implikacje wierzenia w karmę wychodzą mi takie jak widziałeś wyżej. dodatkowo razi to, że ktoś praktykuje buddyzm 7-8 lat i pomimo tego nie widać, zeby ci ludzie byli lepsi od przeciętnego katolika.
|
|
|  | | Zadykowicz | podobno prawo karmy reguluje, czy człowiek rodzi się kobietą czy mężczyzną. a ta słynna Nirwana? czy ktoś kiedykolwiek ją osiągnął oprócz Buddy? poza tym, gdzie odszedł Budda po swojej śmierci? zinkarnował się w Chrystusa  ?
|
|
| |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > a ta słynna Nirwana?Trzeba czytać a nie bawić się w intelektualny New Age śladem Itachiego. Nirwana to wyjście poza karmę > czy ktoś kiedykolwiek ją osiągnął oprócz Buddy?Urocze z Twej strony że zakładasz milcząco, że on ją osiągnął  I skoro już na takim buddyjskim gruncie jeśtemy, to osiągnęły ją miliony. > poza tym, gdzie odszedł Budda po swojej śmierci?Znów postkatolicki bełkot. Nirwana nie jest "miejcem" jak raj czy piekło.W buddyzmie się po śmierci nigdzie nie odchodzi. Wszelkie buddyjskie zaświaty i krainy to stany Umysłu. > zinkarnował się w Chrystusa ?Żartobliwy New Age w pełnej krasie, zmykać na Bazgroły  Pogadał bym o ponownym wcieleniu, gdybyś miał intelektualny fundament i rozeznanie w koncepcji nirwany w różnych formach buddyzmu na przestrzeni jego historycznego rozwoju. Zauważ, że krytykuje się na tym wątku generalnie współczesną szkołę Karma Kagyu, jej początki do X w., Budda to zaś VI/V w.p.n.e. Trudno tu przy hasłach jakimi rzucasz o racjonalną dyskusję. Idę na Twój wątek zobaczyć co tam jest...
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > podobno prawo karmy reguluje, czy człowiek rodzi się kobietą czy mężczyzną.Prawo karmy reguluje na poziomie samsary wszystko, to zasada nim rządząca. W omawianej tu na tym wątku wadżrajanie jest zaś tak (na podstawie Bard-o Thos-Grol), że płeć wybieramy sobie w momencie wcielania się, wchodzenia w łono matki. To jaką mamy płeć, zależy według BTG od tego, do jakich narządów płciowych odczuliśmy wstręt w tym decydujący momencie  Jeśli czegoś nie mylę, to tak się składa, że ja odczułem wstręt do kobiecych a Ty do męskich  Tekst ten znajdziesz na www.dharma.pl, autor padmasambawa.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
|  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Krytyka Itachi-sana | >Moge ci, ż powiedzieć że zdecydowanie mało osób odejdzie od doktryny buddyjskiej czy chrześcijańskiej, po prostu ci ludzie mają pewność psychologiczną (wiara jest czym psychologicznym, a nie logicznym i filozoficznym, niezgodnośc logiczna czy filozoficzna pozwala innym wciąż wierzyć)i jest to coś silniejszego dla niektórych od logiki i nauki.
A ja zawsze myślałem, że wiara to psychologiczna niepewność, coś jak z miłością, i wtym cały jej urok. Bo jeśli logika i nauka mają wyglądać tak jak w Twoim wydaniu, to ja Itachi wierzę, wierzę, wierzę i jeszcze raz wierzę. Ale w Ciebie to na pewno nie, bo zaś zbyt dużo w tym tej psychologicznej i nie tylko niepewności.
>Byłem dopiero 8 razy w ośrodku buddyjskim, więc wiadomo że moje poznanie buddyzmu nie jest też jakieś wielkie, ale wystarczające by coś odrzucić, gdyż miałem także dostep do tekstów buddyjskich. Po przeanalizowaniu pod kątem logiki, implikacje wierzenia w karmę wychodzą mi takie jak widziałeś wyżej. dodatkowo razi to, że ktoś praktykuje buddyzm 7-8 lat i pomimo tego nie widać, zeby ci ludzie byli lepsi od przeciętnego katolika. Twoje romantyczne oczekiwania od buddyzmu znów mnie urzekają...że ja nie wziąłem tych moich postów...wpadnę tu chyba koło 16...
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
|  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Odp: Krytyka buddyzmu | > Wiem, że po prostu niektórzy zaczęli uznawać doktrynę buddyzmu jako babskie bajania (po prostu znam plotki z ośrodka- sanghi) podobnie jak kiedyś wielu z nas postąpiło z chrześcijaństwem.Tak to już jest z każdą umierającą wiarą. Religia to dziś towar a klient wymagający, stąd częste zmiany gustów, reklamacje i.t.d. To tak trochę jak z dziewictwem Itachi, najgorszy pierwszy raz, potem to się już leci z religiami na zabój, najczęściej właśnie NRRami, i puszcza się na prawo i na lewo, ja tez do takich ludzi należę i nawet nie wiesz mi w roli religijnej k**** rozkosznie. Ty zaś za tym religijnym postmodernizmem w swym babskim [panie (w tym Zadykowicz) nam tu proszę męską chamówę wybaczą] bajaniu nie nadążasz, bo masz pogląd postkatolicki tj: jedna religia dobra i i jej się trzymać jak tonący brzytwy albo żadnej innej. Mało masz tu twórcze i kreatywne podejścia...a Osho to Twój taki idol. Bajanie uprawiasz też mówiąc... > Mogę Ci, powiedzieć że zdecydowanie mało osób odejdzie od doktryny buddyjskiej czy chrześcijańskiej, po prostu ci ludzie mają pewność psychologiczną (wiara jest czymś psychologicznym, a nie logicznym i filozoficznym,... bo logika i filozofia to też zjawiska psychologiczne a wiara w wymiarze filozofii religii jest czymś logicznym i filozoficznym. Czytałeś już jakiś filozofów religii albo religijnych chociaż z wyjątkiem Oscho'a. Tak a propos kwestii wiary, to polecałbym Ci "Dynamikę wiary" Paula Tillicha. Pewnością psychologiczną to od tej książki może i bije, ale nie w momentach, gdy mówi o nieuknionych kryzysach wiary, etapach jej rozwoju i dojrzewania, na zasadzie dekonstrukcji pozytywnej Itachi. > niezgodność logiczna czy filozoficzna pozwala innym wciąż wierzyćTak jak już wyżej napisałem, w przypadku Twojej osoby to jednak nie działa ;-I. I ważne jest to, co napisałem już w poście www.racjonalista.pl/forum.php/s,30654#w30771> i jest to coś silniejszego dla niektórych od logiki i nauki.Ty masz tego "cosia" w sobie strasznie dużo a dzięki wrodzonej Ci niestety elokwencji na zewnątrz również, nad czym należy tu ubolewać. Nie ma Twój mózg przesadnie rozbudowanych obszarów odpowiedzialnych za zbędną werbalizację myśli ;-I Itachi, dlaczego piszesz cały czas o ludziach religijnie niedojrzałych, kalekich, kalekich również intelektualnie i naukowo. Polecam przeczytać o rozwoju i dojrzałości religijnej, o rozwoju obrazu Boga, roli rodziców w kształtowaniu religijności, o dojrzałym poczuciu religijnym. Może wtedy zaczniesz pisać też o ludziach, u których logika, nauka i religia idą w triadzie i żadna nie cierpi kosztem drugiej czy trzeciej. Może trudno Ci to sobie wyobrazić, ale tacy też są, tak się czasem nieskromnie zastanawiam, czy ja nie mam szczęścia być jedną z nich. > Natomiast wiem, że sporo osób z Azji odchodzi z powodu rozczarowania zachowaniem wielkich lamów, rzekomo "oświeconymi".Na Zachodzie też. I doucz się, czym jest oświecenie, w gompie chociaż zapytaj, nie beziesz wtedy czuł, że warto dawać to w nawias. A że ponownie zdradzasz się z romantycznym rozumieniem oświecenia to może i super, ale wolałbym jednak polemizować z bardziej racjonalnym podejściem (mimo akapitu powyższego). Polecam też "Oszuści w szatach" Tomka Lehnerta, świetna demistyfikacja współczesnego buddyzmu tybetańskiego i problemów wewnątrz szkoły Kagyu z głównymi postaciami tej szkoły w roli również głównej. > Masz w dziale religie i sekty artykuł o feudalizmie w Tybecie. Poczytaj, wiem, że i tak to za mało.Tedy odsyłam do: Donnet Pierre-Antoine, Tybet - życie czy zagłada, przekł. D. Banaszak, AGADE, W-wa 1999. Rozdział "Feudalizm w Tybecie: między mitem a prawdą" też tam jest. Całą książkę warto przeczytać, można się chwilami wzruszyć i to nie bynajmniej nad pięknem Shangri-La ale okrucieństwem zbiorowych gwałtów na mniszkach w wykonaniu Czerwonej Gwardii. W "Rita Baum" nr 8 lato 2004 znajdziesz zaś artykuł Renaty Lizurej: "Gar jako ścieżka ku demokracji- o ustroju społecznym buddyzmu tybetańskiego". > Byłem dopiero 8 razy w ośrodku buddyjskim, więc wiadomo, że moje poznanie buddyzmu nie jest też jakieś wielkieTak się zastanawiam, czy aby na pewno Ci wiadomo jak bardzo "wiadomo" i jak bardzo "jakieś". Ale pocieszę Cię, ja i inni buddyści też ubolewamy nad tym, że to, co wiemy na temat buddyzmu to tylko czubek góry lodowej. Słuchaj Itachi, buddyzm tybetański rozwija się na Zachodzie od kilkudziesięciu lat. Kandziur i Tandziur to zdaje się 364 tomy. Zaczęto je tłumaczyć z tybetańskiego dopiero niedawno w Hiszpani w ośrodku Karma Gon na język angielski co ma zająć jakieś 10-15 lat (jeśli dobrze pamiętam). Będzie dobrze jak będzie to w tym czasie dostępne całe w Polsce i buddyści znający angielski będą mieli do tego swobodny dostęp (ale tak pewnie nie będzie), dla nieznających angielskiego będzie można może robić już w miarę na bieżąco wtórne tłumaczenia na polski, wtórne, a więc nieco gorszej jakości i opóźnione. O tłumaczeniu tybetańskiego kanonu na polski z oryginału to chyba sami polscy tybetolodzy jeszcze nie myślą. Poznanie buddyzmu tybetańskiego będzie w Polsce niewielkie jeszcze długo i to również u buddystów tybetańskich. > ale wystarczające by coś odrzucić, gdyż miałem także dostęp do tekstów buddyjskich.Taaaa...może jeszcze zatrważającej ich ilości? Wszyscy możemy pójść do gompy i uzyskać do nich dostęp (choć nie wszystkich), nie trzeba bawić się w hipokrytę i zostawać na medytacji bo to do tego nie zobowiązuje. Do jakich to tekstów, miałeś dostęp, do których nie mieliby inni racjonaliści? Czytałeś może po kryjomu tekst medytacji poła czy co? Parafrazując: Czytałem go dopiero kilka razy na Forum Racjonalisty, więc wiadomo, że moje poznanie Itachi-sana nie jest jakieś wielkie, ale wystarczające żeby go odrzucić, gdyż wysłał mi kiedyś jednego mail'a.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | >Po przeanalizowaniu pod kątem logiki, implikacje wierzenia w karmę wychodzą mi takie jak widziałeś wyżej. Dodatkowo razi to, że ktoś praktykuje buddyzm 7-8 lat i pomimo tego nie widać, żeby ci ludzie byli lepsi od przeciętnego katolika.
Znów parafrazując: Po przeanalizowaniu pod kątem logiki, implikacje wierzenia na słowo Itachi-sanowi wychodzą mi takie, jakie widać na tym wątku. Dodatkowo razi, że jako po co najmniej jak mniemam 7-8 letnim ate/racjonaliście, nie widać po nim, żeby był lepszy od przeciętnego katolika.
Napisałeś gdzie indziej, że buddyści analizują swe życiowe sytuacje w kategoriach swej wiary. Widzisz, to właśnie różni ich (i innych NNR-owców) od przeciętnych katolików, którym tej żarliwości religijnej brak.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
 | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | >czy znasz może byłych buddystów i powody, dla których odeszli od doktryny buddyjskiej?
W "Rita Baum" nr 8 lato 2004 znajdziesz 2 artykuły:
1) Stephen Batchelor, "Wiara w zwątpienie", buddysta tybetański w sposób przystępny opisuje swój kryzys religijny i słabości buddyzmu tybetańskiego od środka.
2) Donald S. Lopez, "Madhyamika spotyka nowoczesność" o jednym z tybetańskich heretyków ze szkoły gelukpa, Gendunie Chopelu. Warto go przeczytać, Chopel krytykował miedzy innymi znaczenie i autorytet guru, w sposób o wiele bardziej wyrafinowany od Itachi-sana i z większą wiedzą na ten temat. Co ja zresztą piszę, Itachi-san w swej krytyce nawet nie dotknął zagadnienia lamy w wadżrajanie, dmuchnął może jedynie na ślepo.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| bozia seksu (41 punktów) | swego czasu chadzałam do ośrodka buddyjskiego w moim mieście, głównie na wykłady. uderzyła mnie jedna rzecz. buddyści non stop powtarzali, że ich światopogląd propaguje wolność i indywidualizm, a tymczasem wszyscy ci ludzie, zarówno nauczyciele jak i osoby z sanghi wydawali mi się jak z wycięci z jednego szablonu. te same tekasty powtarzane w kółko (m in. o szczaniu w spodnie-to tez słyszałam) ta sama bezrefleksyjność i iście głupkowate samozadowolenie. wszyscy jak jeden mąż rżeli ze śmiechu w odpowiedzi na czerstwe dowcipy nauczycieli, nikt nie zadawał żadnych konkretnych pytań, zero dociekliwości. buddyści uważają się za szczęśliwych... jeśli głupkowaty śmiech jest przejawem szczęścia to zwracam honor- faktycznie są szczęśliwi jak nie wiem co
|
|
 | | szwarcenegger | Ja mam lepszy zajob. Nic mnie tak nie smieszy jak gadka z finansistami. Jestem w stanie sparodiowac dokladnie kazde zdanie ktore wypowiada ekonom lub finansista.
|
|
 | | Zadykowicz | >buddyści uważają się za szczęśliwych... jeśli głupkowaty śmiech jest przejawem szczęścia to zwracam honor- faktycznie są szczęśliwi jak nie wiem co
w takim razie wiekszosc ludzi, ktorych znam, są szczesliwsi bardziej niz gdyby siedzieli w Nirwanie trylion lat.
|
|
 | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > buddyści non stop powtarzali, że ich światopogląd propaguje wolność i indywidualizm, a tymczasem wszyscy ci ludzie, zarówno nauczyciele jak i osoby z sanghi wydawali mi się jak z wycięci z jednego szablonu.W duchu się zgadzam, ale trudno też żeby było inaczej skoro wszyscy propagują wolność i indywidualizm. Ot tacy szablonowi indywidualiści, błędne koło które oni może i postrzegają, paradoks, za który są krytykowani przez tych, którzy go nie dostrzegają. Zgoda boziu, wszyscy indywidualiści to jeden gatunek  > te same tekasty powtarzane w kółko (m in. o szczaniu w spodnie-to tez słyszałam) Ja tego właśnie nigdy jeszce nie słyszałem i przyznam, że ciekawym dnia, w którym trafię do sanghi w której to usłyszę  > ta sama bezrefleksyjność i iście głupkowate samozadowolenie.Istotnie, bywa, w końcu to też Polacy  > wszyscy jak jeden mąż rżeli ze śmiechu w odpowiedzi na czerstwe dowcipy nauczycieli,Też mnie to drażni, humor Olego np.: nie zawsze mi imponuje. > nikt nie zadawał żadnych konkretnych pytań, zero dociekliwości.Bo Ci ludzie zazwyczaj też dużo już przeczytali. Powiem Ci, ja byłem na jednym wykładzie, Włodka Wiszki, i jako student religioznwastwa mówię Ci, że dociekliwe pytania też się zdarzają. Sam też czasem zadaję, zaprzyjaźniełem się tez ostatnio z nowym, który zadawał po przyjściu do ośrodka takie pytania walił, że pomagałem dyżurnemu odpowiadaczowi bo już wymiękał. To kwestia charakteru buddysty A tak w ogóle jak tak czytam co tu piszecie, to zaczynam się zastanawiać, czy ja przypadkiem nie trafiłem do jednej z najlepszych sang w Polsce, chociaż swoje za uszami to też mają i może dlatego tak rzadko u nich też bywam 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Krytyka Itachi-sana | Zacznę 2 cytatami z komentarzy do tekstów, jakie można znaleźć można na portalu w dziale buddyzm. Pierwszy jest uważam przeuroczy, autorstwa buddystki i brzmi Duby smolone kiciu, pieprzysz ["Kłopoty z buddyzmem" to chyba były] Drugi z nich napisał zaś mężczyzna: Argumentacja przedstawiona w artykule to jest/są, za przeproszeniem, srutututu majtki z drutu. ["Ofensywa Orientu"] Po bliższym zapoznaniu się z treścią, duchem i tonem wypowiedzi mojego uczniaka Itachi-sana stwierdzam, że jego kilkutygodniowe "bliższe zapoznanie" się z buddyzmem nie było ani trochę bliższe od tego, jakie zaprezentował niedawno 15letni Dawidek w odniesieniu do satanizmu na wątku satanizm. Z ubolewaniem i rozczarowaniem wycofuję to co powiedziałem po pobieżnym zapoznaniu się z początkiem treści tego wątku i postów, postów przede wszystkim moderatorów, bo niewiele jednak różni go od atmosfery wątku Dawidka. Tak się też zastanawiam, czy nie dziękować moderatorom w imieniu buddystów i własnym za ich cenne i wartościowe uwagi, studzące na miarę ich merytorycznych możliwości zapał Itachiego. Widać wiele wysiłku, muszę jeszcze włożyć w tego młodego człowieka, który mi się tak niepostrzeżenie wymknął spod opieki i tak wiele tu nabroił ;-I Tak jak napisał outsider, krytykowani są ludzie, ludzie którzy mieli prawo wiedzieć mniej od Itachi-sana na pewnych polach, bo mówiąc jego to właśnie słowami i metaforą zarazem: Każdy kto wybiera jakąś specjalność i kończy specjalnościowe przedmioty to nie zna się na innych sprawach www.racjonalista.pl/forum.php/s,26541#w28352.Podobnie jak na komentarzach do większości tekstów dotyczących buddyzmu jak i związanych z nim dotychczasowych wątków, i tutaj będzie niestety trudno o polemikę wartościową i merytoryczną, jest takowa niemożliwa bo zbyt kiepska jest jej podstawa, ów fundament, humanistyczny punkt widzenia Itachi-sana. Czuję się zobowiązany do zabrania głosu jako osoba stosująca początkowo samodzielnie różne techniki medytacyjne (w tym inspirowane buddyzmem zen) od 14 roku życia, ćwicząca od tego roku życia hatha-jogę, jako mająca w wieku lat 19 kontakt z grupą zen, jako student właściwe 4-ego już roku religioznawstwa, i osoba, która od marca tego roku ma kontakt z grupą Karma Kagyu. Padło na początku pytanie czy buddysta jest lepszym człowiekiem. Czy zależało jego autorowi na bardziej sugestywnym obrazie buddyzmu i przedstawieniu swej wizji nie wiem, ale ja zadaję pytanie takie, czy buddyzm, dążący do wyeliminowania pychy i dumy tak twierdzi? Co się zaś tyczy dalszej części ów akapitu, to ja, jako krytyczny student religioznawstwa jestem zażenowany prymitywną krytyką, pozbawioną wiedzy naukowej czy historycznej. Napisano dalej: Spotkałem dodatkowo się z indoktrynacją, ci ludzie chcieli po prostu zrobić ze mnie buddystę, wbrew zapowiedzią że mogę nawet do oświecenia wątpić w karmę, oświecenie, reinkarnację.. W bardziej składny od niego sposób, pytam się autora: po coś tam polazł i czego się spodziewałeś. Chciałeś obserwacji uczestniczącej to trzeba była krakać jak wrony miedzy którymi się znalazłeś albo siedzieć cicho i tylko kiwać potakująco głową i tutaj już się z Tobą zgadzam, że jestem lepszym naukowcem od Ciebie, bo nie dość, że kiepską masz metodologię badań chłopie to i Twoja pedagogiczna elokwencja mnie tutaj nie imponuje. I jeszcze jedno, wątpić do oświecenia to może nawet i u kagyupów mogłeś bo jak mawiają w zen: im większe zwątpienie tym większe oświecenie. Jeśli zaś chciałeś w coś uwierzyć, wtedy przykro mi, że się rozczarowałeś (na konwersję w Twoim wieku już może trochę za późno, trzeba było tak jak ja, w wieku 14/15 lat) i witam Cię synu marnotrawny z powrotem na Forum Racjonalisty. Idąc dalej > Będąc w ośrodku buddyjskim (musiałem wiedzieć co zachwalam lub potępiam) spotkałem się z typowym sekciarstwem czyli przekonaniem, że dana grupa posiadła prawdę, a wszelkie inne są ułomne.Skromna to definicja sekciarstwa i witaj tedy w sekcie racjonalistów i nie przesadzaj. Grupy buddyjskie są jednymi z najmniej sekciarskich a co dopiero ośrodki Karma Kagyu. Najmniej w nich manipulacji, wykorzystywania; przestępstw nie zanotowano jak do tej pory żadnych (dane religioznawcze). I nie próbuj tu więcej insynuować, że posiadłeś prawdę (na temat buddyzmu) a wszelkie inne są ułomne... sekciarzu. > Buddyści kpili z katolików, choć rzekomo uważają różnorodność wiar za pozytywne zjawisko.No to straszne. Istni sataniści. Powiem coś jeszcze straszniejszego, ja sobie kpie nieraz z racjonalizmu rzekomo uważając różnorodność poglądów/przekonań za zjawisko pozytywne. W mojej gompie też kpi się z katolików bo z kogoś może i kpić trzeba. Z tego wątku też się może i pokpi. W duchu buddyjskiego współczucia oczywiście. Każdy ma prawo do swoich przekonań i warto się pośmiać, a jak ktoś się przejmuje...jego może problem ten ów brak dystansu ;-I. I rzecz najważniejsza, nie kpimy z katolików przy katolikach, zrozumiałeś? Jesteśmy w mniejszości, nie misjonujemy, zostawiamy kwestię wiary każdego człowieka wolną, ludzie którzy do nas przychodzą robią to sami od siebie. Katolicyzm jest dla wielu ludzi opcją wiele korzystniejszą niż buddyzm, którego mogą zwyczajnie nie rozumieć. > Buddyści nie przestrzegają także podstawowych wskazań (odpowiednik przykazań).No to w końcu wskazań czy przykazań? Jako osobę stroniąca i od jednych (bo buddyjskich) i od drugich (bo chrześcijańskich) można Cię uważać za "nieupoważnioną" do wydawania tego typu sądów i porównań z zakresu fenomenologii religii. A że sobie to i owo przeczytałeś to ładnie ale czytaj więcej bo daleko jeszcze do uważania tego co tu napisałeś za świadectwo wiedzy, z której mogliby inni pozytywnie skorzystać. c.d.n.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Jest to umiar w alkoholu, właściwe zachowania seksualne, powstrzymanie złości, parę innych ....Wcale nie parę innych tylko również 10 jeśli dobrze kojarzę a i to zależy od klasyfikacji i szkoły i przyznaje się, że tutaj się nie znam i nawet Ci tych wskazań nie wymienię, podobnie jak 10 przykazań. Z tym alkoholem to jak już wiesz, ja akurat przestrzegam. Właściwe zachowanie seksualne to nie szkodzenie poprzez seks, seksualna ahinsa, ale ktoś chce z bacika to można śmiało, byle by dwie strony były zadowolone. Z powstrzymaniem złości to jest w wadżrajanie naprawdę różnie (zbyt długo o szczegółach) i niech się komuś nie wydaje, że buddysta nie może pisać i bronić się tak jak ja tutaj (pisze to, bo spotkałem się już z na tym forum z romantycznym przekonaniem, że buddysta to pełen pokoju i opanowania człowiek, mającym niewiele wspólnego z rzeczywistością). A mówiąc tak pokrótce i wymijając i moje braki w wiedzy: etyka i moralność nie są jądrami buddyzmu buddyzm to nauka o umyśle, o rozwoju jego zdolności, jak ktoś chce i potrafi go świadomie doświadczać w stanie upojenia alkoholowego lub złości to tym większa jego zasługa i świętość. Musisz jeszcze poczytać o postaciach takich jak np.: Tilopa, Drupka Kunlej, mistrzach chan i zen, którzy rozrywają koty, plują na posągi buddy i wyprawiają inne jeszcze rzeczy. Wysłałbym Ci może po znajomości moją pracę proseminaryjną "Indyjskie korzenie szkół Kagyu. Postacie Tilopy i Naropy" ale zastanowię się nad tym dopiero jeśli sam wyrazisz ochotę na jej lekturę. Jest w niej sporo błędów i przekłamań, nie wiedziałem jeszcze tyle co teraz, ale dla Ciebie i tak będzie w sam raz. > 2.Wyprane mózgi!Czy to nie Ty mnie pytałeś co mam na myśli pisząc "pranie mózgu" na satanizmie. Odsyłam do pierwszego akapitu postu www.racjonalista.pl/forum.php/s,27317#w27991> Już po pierwszym spotkaniu (gdybyście poszli do ośrodka buddyjskiego) zobaczylibyście, że ci ludzie analizują sporo sytuacji w kategoriach swojej wiary.Cecha wierzących? No ale spoko, bo być może tak Ci się to w oczy w Twoim podnieceniu rzuciło, bo po raz pierwszy w życiu się znalazłeś wśród "innowierców" (a przynajmniej orientalnych) i w takim wypadku życzę jedynie dalszego zdobywania doświadczenia, bo potrzebujesz go dużo, i większej normalności nastroju w czasie wizyty u zenków...neurotyku  > Jeśli coś im złego się przydarzyło to znaczy, że w poprzednim życiu lub tym zrobili coś złegoŚmiejesz się tylko z buddystów, czy wyznawców hinduizmu np. też? I jeszcze jedno, nie masz jak mi się zdaje pojęcia, czym jest zło w buddyzmie (tożsame z niewiedzą, ale i tak rozumianą inaczej niż u nas, bliższą trochę niemądrości), bo po raz kolejny, kiepski z Ciebie fenomenolog religii, właściwie żaden. Koncepcji karmy też pewno nie rozumiesz za dobrze (ja może tylko trochę lepiej), cóż, może tak samo jak Ci, z których się śmiejesz, więc tak generalnie to jedziesz na tym samym wózku co i oni. Powiem Ci jak to wygląda z mojej perspektywy, też mnie gadki o karmie wkurzają, ale tylko jeśli poważne i patetyczne. Mnie prawo karmy służy robieniu sobie z buddystami śmiesznych żartów i dowcipkowaniu. > Poza tym rozmowa z buddystą (tak jak i innym religiantem) nie ma sensu.Ja jestem jako tako buddystą i religiantem w paru innych jeszcze wymiarach. Sens jest zawsze, wystarczy go dostrzec, co Ci się poniekąd udało, bo odkryłeś, że... > Gdy chciałem rozmawiać z nimi w kategoriach naukowo-filozoficznych okazało się, że jakakolwiek wymiana poglądów nie jest możliwa....i popracuj tedy może nad sztuką i umiejętnością prowadzenia rozmowy. Tak samo jest zresztą z Tobą i innymi racjonalistami, jak się z nimi próbuje w kategoriach religijnych a nawet religioznawczych. Zupełnie jak buddyści, wymiękają nieraz z braku wykształcenia i wiedzy w tym akurat kierunku i trudno mieć o to pretensje. > Indukowali mi poza tym, że to ja jestem nienormalny, bo przepełniony wiedzą i inteligencjąTak się zastanawiam czy sobie z Ciebie jaj nie robili. A tak może poważniej, mnie np.: ludzie to indukują nie tylko w gompie . Bywa że w domu, na studiach, nawet na ulicy jak kogoś poznaję. No i Manjuśri to jeden z jidamów z którymi odczuwam szczególnie silne związki. Zapytaj w gompie kto to taki to Ci może powiedzą (zależy na kogo trafisz) i jak się nim właśnie zastawisz, to zmienią pogląd na Twoją osobę. Wpiszesz w google to Ci koleś wyskoczy. Przy lewym uchu ma na lotosie książkę, źródło mądrości...mieczem zaś mądrości który trzyma w swej prawej, aktywnej ręce, odcina korzeń niewiedzy i ignorancji. Tak dla profanicznej przekory Itachi, uważaj mnie na tym wątku za Manjuśrego oraz strażników dharmy na poziomie nirmanakaji, ciała przekształcenia, ich materialnych i historycznych reprezentacji. Odsyłam tez na www.tsering.wroclaw.pl/phpBB2/viewtopic.php?t=56> muszę stwierdzić, że gdyby wpadł tam człowiek zakompleksiony, w głębokiej depresji lub z innym problemem to już byłby ich.Brawo Piotras, nie wyobrażasz sobie nawet z jakich odmętów życia ludzie potrafią dzięki buddyzmowi i sandze wyjść. Buddyzm i wszystkie inne NRR-y na Zachodzie to często właśnie szkoły wyrzutków, niedopasowanych, którzy tworzą w ten sposób swoje grona i "kółka różańcowe". [masz już malę Judaszu?] > Słyszałem tylko buddyjski kociokwik.Spytam ponownie, czegoś się spodziewał w gompie Karma Kagyu. Wpadnij może do mojej gompy, ja się już Tobą odpowiednio zajmę i posłucham Twojego naukowo-filozoficzno-psychologicznego kociokwiku, tylko mnie uprzedź najpierw, bo ostatnio wpadam tam rzadko. Siądziem sobie na medytce obok siebie. Posłucham jak mantrujesz. > To co mówił Kępiński o religijności, że przypomina stany paranoidalne, Freud o upośledzeniu umysłowym, Fromm o schizofrenicznym zamęcie nabiera w moim umyśle nadzwyczajnej klarowności.I pewno jeszcze dłuuuugo nabierać będzie. c.d.n.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | >Buddyści mówią wiele o niezależności i wolności, ale chcąc nie chcąc nie są wolni gdyż zależni od buddyzmu i medytacji... Znów się tak tylko zastanawiam czy nie z definicji przypadkiem
...a ja jeszcze, to tak od oddychania bym był, picia, jedzenia, spania, seksu, chodzenia...wspinasz się na wyżyny filozofii życia Itachi.
>Wolny to był zdecydowanie tylko OSHO, Toś sie tera podłożył... Ta zdecydowana pewność to racjonalna czy religijna już może? Chryste Panie, dobrze że ja zrezygnowałem z zabierania głosu na tym Twoim New Ageowskim wątku. >on mówił by odrzucić te wszystkie śmieci (religie), a przy tym przybliżył wiele rodzajów medytacji ludziom zachodu w sposób najprzystępniejszy. Taaaa ...szkoda że go tu jeszcze palcem nie możesz nam pokazać skoro tak ślicznie zrobił. A wiesz Ty, że w jego hinduistycznym jeszcze ośrodku w Indiach panowała seksualna swoboda, którą tak w innych postach potępiasz. W stanach go aresztowano (ale za podejrzenia o jakieś malwersacje narkotykowe). A jego "medytacja dynamiczna" obejmowała gwałtowne ruchy, podskoki, taniec, wykrzykiwanie spontanicznie nasuwających się treści, głębokie, chaotyczne oddechy, zastyganie w bezruchu i "obserwowanie w ciszy myśli" Występował przeciwko praktykom ascetycznym, głosił pochwałę seksualności, w terapii i praktykach rytualnych wykorzystywał popęd seksualny i agresję. Uważał, że tłumienie odwiecznej boskiej energii seksualnej, źródła całej energii człowieka, jest powodem wielu problemów. [PWN-Religia]. Te podskoki dla wyrobienia nóg pewnie, tak samo jak pokłony. Oj Itachi Itachi, to pod działem Bazgroły pisze piaskownia dla tych to a owych.
I co wy się ludzie w ogóle tak tych pokłonów czepiacie. Czy wam się może zdaje że to jest całe Nyndro, zrobi się 111111 pokłonów to się ma spokój, robi się je później tylko dla zabawy, jak ktoś ma na taką ochotę a jedzie z właściwym Nyndro dalej tj. robi Dordże Sempa, sypanie mandali i guru jogę. Ja np.: do pokłonów mam podejście luzackie, nigdzie mi się nie spieszy, robię ostatnio po 50 dla czystej przyjemności, rozruszania się po siedzeniu przed kompem i odprężenia umysłu po takich wykrwawiających mnie polemikach jak ta. A jestem w stanie zrobić 200-300. Niektórzy robią po kilka tysięcy dziennie, prawdziwi twardziele. Kwestia gustu.
>U buddystów nadzwyczajnie rozbudowany jest też u mechanizm wyparcia i projekcji. Zauważyłem, podczas paru spotkań, że ci ludzie przypisują swoje negatywne stany mi, przy czym wypierają to ze świadomości, że to są ich własne stany.
Też to w swojej gompie zauważam, u siebie również, i to rzeczywiście włącza się wtedy, gdy przychodzi jakiś dziwny nowy, cholera jedna wie po co, któremu nie wiadomo o co chodzi i on sam też tego nie wie. Kapujesz już mechanizm?
>Przypomnę, że tak było również podczas wojen religijnych, gdzie dana grupa wypierała swoje negatywne cechy i projektowała na innych, Spoko spoko Itachi, hamuj, bo teraz to już poważnie przeginasz. Ty już sobie lepiej przypomnij wszystkie swoje projekcje na buddystów. Część z nich masz tu czarno na jasnobrązowym. Za przypomnienie dziękuję, bo mogą mnie za niedługo zapytać z 30letniej.
>Otóż, nie trzeba być specjalnie bystrym umysłem, żeby zauważyć, że te dogmaty zostały tylko stworzone po to by tłumaczyć niesprawiedliwość społeczną oraz dawać nadzieję, że kiedyś, najprawdopodobniej w jakimś przyszłym życiu będzie lepiej. Ale trzeba być troszkę bardziej bystrym, żeby zobaczyć w tym coś więcej. I to nie tylko na płaszczyźnie religijnej, naukowej również.
I jeszcze jedno, daruj sobie słowo "dogmaty" i popracuj nad rozwojem religioznawczego języka. Postkatolicki jest tu nie na miejscu.
>Co do karmy, na nią wpływa wiele czynników takich jak myślenie, mowa i zachowanie. One są z nią również tożsame, upraszczasz. Karma jest karmą i nic na nią nie wpływa bo ona jest na tym poziomie zrozumienia zasadą rządzącą. Ty Itachi napisz sobie lepiej tę 100 stronicową pracę i zrób z tego artykuł a daruj sobie takie wątki. Na tym portalu Ci go na pewno puszczą, bo nie takie rzeczy tu już o "buddyzmie" można poczytać.
>Ma to aspekt pragmatyczny, W czym się przejawiający? >ale z drugiej strony nie zmienia to faktu że taka niesprawiedliwość istnieje. A aspiruje do zmiany tego faktu?
A to co piszesz tam poniżej o tej karmie to znów nic innego jak postkatolicki bełkot czy kociokwik popadający w nic innego jak wiejski New-age. Ale mogę Ci pójść na rękę i zgodzić się z Tobą, że koncepcja Karmy i reinkarnacji to może i najsłabsze punkty buddyzmu, ale co warto dodać, nirwana i oświecenie to wyjście poza karmę (która wtedy znika!) i krąg niekontrolowanych wcieleń (mówię o wadżrajanie), więc osoby nie będące w stanie ich pojąć, takie jak Ty i ja, to może i oświecone już są ;-I
>Na krytykę zasługuje też to, że karmę należy oczyszczać, co niestety gdy zrobimy komuś coś złego jest tak samo 'szlachetnym' czynem jak spowiedź katolicka czyli poszkodowany nie otrzymuje żadnego zadośćuczynienia, a poza tym medytacje i oczyszczanie karmy odciąga ludzi od życia. Ciągle bredzisz, medytacja to też życie. Jeśli posłużyć się Twoją powyższą metaforą uzależnienia to Ty jesteś uzależniony od tego, co nazywasz życiem.
No i zachowujesz się jak jeszcze jeden skrzywdzony(?) przez katolicyzm dzieciak, który myśli, że jak porówna coś do katolicyzmu to mu tu wszyscy zaczną kiwać głową, przytulą i powiedzą, że już jest u swoich i że wszystko już dobrze. Itachi, ekspiacja to fenomen większości (o ile nie wszystkich) religii jak i ludzkiej psychiki w ogóle, i żebym ja Tobie takie rzeczy musiał mówić to już zakrawa na absurd.
>Buddyści, których spotkałem medytowali nawet z godzinę dziennie, A ja znam takich co i 6 godzin potrafią medytować i co Ty na to? O zbiorowej medytacji 72 godzinnej chyba w przeciągu kilku ostatnich tygodni mogłeś w gompie usłyszeć. Brak obeznania znów wychodzi na wierzch.
c.d.n.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Medytacja działa podobnie jak antydepresant, wiec jak humor im opadnie to wspierają się tym, niestety i to marność... odciągająca od realnego zmierzenia się z życiem.To tak samo jak Twój wątek. Dla mnie również antydepresant. Nawet więcej, antynormalnastrant ale wszelkie minki usunąłem, żeby nadać mej wypowiedzi bardziej zwarty i należny jej ton > 4.Byddyzm ma wiele cudowności,Taaaaaa.... > znacznie więcej niż kościół katolicki i reszta chrześcijaństwa.Co Ty wiesz nie tyle o buddyzmie ale i o reszcie chrześcijaństwa Itachi, powiedz mi szczerze. > Z pewnością liczni twórcy buddyzmu zaciągali się pejotlem lub marihuanąPejotl to w Meksyku, współcześnie szamanizm poaztecki, ciekawe sprawy swoją drogą, ciekawe. I z całą pewnością Itachi, liczni twórcy buddyzmu indyjskimi konopiami się nie zaciągali. A ludzi palących trawkę się w gompach napomina (w mojej gompie nie pali się nawet papierosów i w innych chyba też tak jest) bo "schizują" i psują społeczny obraz buddyzmu a "zakaz" używania narkotyków to i tak jedno ze wskazań, nie jest to mile widziane w buddyzmie, zaciemnia umysł jak alkohol, nie świeci się po tym jak diament umysłem a tylko oczami. Z tymi sytymi braminami no to nie zauważyłeś chyba, że zrobiłeś nawet na piśmie wycieczkę do Indii i Tybetu a zestawiasz to z polskim katolicyzmem, znów z nim. Nad wąskością twych religioznawczych perspektyw ubolewam i jako współczujący buddysta ;-I życzę Ci ich poszerzenia, chyba że uznasz to za mało konstruktywne spędzanie mojego czasu. > 6.Dewocja w buddyzmie tybetańskim polega na oddaniu się nauczycielowi. Gadka szmatka i do tego dawno już przesuszona, góry książek już na ten temat napisano i boleję, że ciągle się ten argument podnosi. Buddyzm tybetański, jak każda inna religia nie jest zjawiskiem jednorodnym, nie wyskakuj z takimi ogólnymi argumentami bo ja się na nie tak jak Ty nie nabiorę. > Analogiczna postawa panuje w innych religiach, dla mnie obraża godność człowieka, pomimo że uważam człowieka za małpę z przerośnietą korą nową odpowiadającą za mowę i myślenie.Istotnie Itachi, prezentujesz punkt widzenia humanisty redukującego. > Taka postawa daje od setek lat możliwość wodzenia nam się za nos przez ludzi wiadomego pokroju.Mnie nie, z religijną asertywnością problemów nie mam. Może to dlatego mam w Tobie uczniaka. I niezwykle cenne jest to, co napisał na temat roli nauczyciela Patuszkin. Odsyłam też dla mniejszej już powagi do mojego dzisiejszego www.racjonalista.pl/forum.php/s,30423#w30784
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
 | | krest | Odp: Krytyka Itachi-sana | Piszesz jak Lewandowski momentami. Jak nic.
|
|
|  | |
|  | | Itachi-san (468 punktów) | > Piszesz jak Lewandowski momentami. Jak nic.Brawo Krest, z Majewskim nie ma co gadać ten sam buddyjski kociokwik i zero rozsądku, ładu i składu. Nawet czytać się nie chce tych wypocin tego dumnego i złośliwego pana- buddysty  Jak już mówiłem rozmowa z relignatem nie ma sensu, a Majewski wykazuje powiedzmy, że psychoze maniakalną-depresyjną  . Raz tak plecie, raz tak. Człowiek chorągiewka. Raz mnie chwali za wątek, raz nie. K... co z nim?  Nawet jesli zarzucił mi i Arnoldowi stosowanie inwektyw to sam zrobił to co my, w takim sensie nie powinien czuć się lepszy... Pzdr. PS. Tą krytykę z Hitlerem to znalazłem na jakiejś stronie sceptyków, amerykańscy profesorowie filozofii robili takie łamigłówki, a ja tylko skróciłem, poszukam linka i podam później. Narazie żegnam.
|
|
| |  | | Itachi-san (468 punktów) | > Mam jeszcze ośrodek bon, ale ich już zostawię w spokoju, bo ćwiczą techniki szamańskie, więc już wiem że lepiej dać sobie spokój> I słusznie, bo jak Cię kiedy już Czarny Płaszcz złapie to Ci nie >pomoże nawet zaśpiewanie OM MA DAG NY CZI TONG PAR DZIANGPowodzenia w wierze w bałwany- jidamy, dakinie, daków, buddów, arhatów, bodhisattwów, krasnoludki, 4 słonie podtrzymujące Ziemię, UFO, reinkarnację i karmę  Hahahahahaha
|
|
| | |  | | Itachi-san (468 punktów) | BTW. Zapewne osoba, która coś silnie krytykuje odrodzi się później w szeregach danej grupy. Pewnie będę 'wierzącym' paru religii (jak i większość z tego forum) naraz- buddyzmu, taoizmu, chrześcijaństwa, kabały, UFO
|
|
| | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > BTW. Zapewne osoba, która coś silnie krytykuje odrodzi się później w szeregach danej grupy. Pewnie będę 'wierzącym' paru religii (jak i większość z tego forum) naraz- buddyzmu, taoizmu, chrześcijaństwa, kabały, UFO  > BTW. Zapewne osoba, która coś silnie krytykujeItachi, oboje wiemy że silny to Ty jesteś, ale nie w krytyce buddyzmu, w tym jeszcze nie, chyba że emocjonalnie.  > odrodzi się później w szeregach danej grupy.Powiadają też , że homoseksualiści w poprzednich żywotach czuli niechęć do przeciwnej płci  . I abstrahujmy Itachi czy w to wierzę czy nie (bo raczej nie), bo jak wiele rzeczy na tym forum piszę to tylko po, żeby ludzie się czegoś po prostu dowiedzieli bez łączenia tego z moją osobą, dla zasygnalizowania religioznawczego, a więc naukowego faktu. Część osób z pewnością to dostrzega i rozumie, potrafi z moich rzeczywiście nieraz bardzo subiektywnych przekonań wyłowić religioznawcze fenomeny. Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że takie zachowania powinny być na dziale Religie powszechne i niedyskredytowane, jeśli nie krytykuje się w ten sposób poglądów racjonalych.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Powodzenia w wierze w bałwany- jidamy, dakinie, daków, buddów, arhatów, bodhisattwów, krasnoludki, 4 słonie podtrzymujące Ziemię, UFO, reinkarnację i karmę HahahahahahaCzy ja Ci Itachi muszę przypominać ten cytat z Kalama Sutry z Religii objawionych jakim oboje operowaliśmy. I jeszcze jedno, znów ta fenomenologia religii, słowo wiara nie do końca do buddyzmu pasuje ale i tak Ci napiszę, że tego powodzenia mi zyczyć nie musisz, bo moje ich rozumienie jest bardziej wyrafinowane od Twojego. Napisze Ci tez Itachi, że religia to dla mnie również rozrywka, twórcza zabawa w lepienie bałwanów, produktowanie tworów mego umysłu, zabawa ze sobą samym, jak napisałem juz na satanizmie, duchowa (ale można napisać że psychologiczna) masturbacja.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Powodzenia w wierze w bałwany- jidamy, dakinie, daków, buddów, arhatów, bodhisattwów, krasnoludki, 4 słonie podtrzymujące Ziemię, UFO, reinkarnację i karmę HahahahahahaTak dla mniej zorientowanych, żeby lektura tego postu Itachi sana komuś nie zaszkodziła...bo nie podejrzewałem go znów o taką zagrywkę i nie zauważyłem tego na początku. No ale cóz, Itachi-sana należy cenić w każdej sytuacji i pod każdym z kątów  Te krasnoludki i UFO to już nie buddyzm i nie do końca rozumiem dlaczego Itachi san to tutaj w moim kierunku w swym new ageowskim stylu wymienia bo w ośrodku buddyjskim to mu takich rzeczy nie powinni powiedzieć. Być może poczuł się zawstydzony swoim "buddyjskim" a jakże arocjanilistycznym postępowaniem polegającym na próbach odśpiewania przywołania Bernag Czienna.  Judasz jeden  Ja w krasnoludki nie wierzę, UFO zostawiam naukowcom. A arhaci to pojęcie buddyzmu hina a nie wadżrajany i w wadżrajanie arhatów nie ma, osoby im odpowiadające nazywa się zaś pratjeka-buddami, osobami, które osiągnęły oświecenie dla samych siebie i nie są zaś bodhisattwami (pojęcie dopiero mahajany), tj. tymi, którzy to (tak po krótce, bo to i tak szerokie pojęcie) po osiągnięciu nirwany pozostają w kołowrocie wcieleń i chcą pomóc innym istotom w osiągnięciu ich poziomu, oświecenia i wyzwolenia-nirwany. I jeszcze jedna sprawa Piotrze, tam była minka " ;-I " oznaczająca dla mnie zimny, chłodny i wyrachowany żart. Mogłeś ją też zacytować, albo zareagować w analogiczny sposób 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Brawo Krest, z Majewskim nie ma co gadać ten sam buddyjski kociokwik i zero rozsądku, ładu i składu.Już pisałem, że trudno tu będzie o polemikę wartościową i merytoryczną przy rozsądnym, uładzonym i składnym kociokwiku pararacjonalisty z jakim tu wyjechałeś. > Nawet czytać się nie chce tych wypocin tego dumnego i złośliwego pana- buddysty  Po pierwsze, jak napisałem dziś powyżej jestem religijną k**** a buddyzm to mój trzon. W New Age zaś ni epopadam, bo mam świadomość w którym momencie poruszam się po polach jakiej religii i w którym momencie zjeżdżam z racjonalizmu. Złośliwość jest reakcją na Twoją złośliwość. Dumny jestem, bo mam tu po temu intelektualne powody i wyższość jako nie tyle co Pan buddysta, co student religioznawstwa po kursach psychologia religii i socjologia religii. I jeszce jedno, nie jeden buddysta by się skrzywił na to, że się buddystą nazywam bo wielu takie "antyodłamowe" podejście razi. > Jak już mówiłem rozmowa z relignatem nie ma sensu, a Majewski wykazuje powiedzmy, że psychoze maniakalną-depresyjną .  > Raz tak plecie, raz tak. Człowiek chorągiewka.  Bo wątek ten przeczytałem wtedy zbyt pobieżnie i z braku czasu i nie spodziewałem sie po Tobie, że będziesz w stanie coś takiego napisać po wizycie w ośrodku. > Raz mnie chwali za wątek, raz nie. K... co z nim?  Psychol jakiś  > Nawet jesli zarzucił mi i Arnoldowi stosowanie inwektyw to sam zrobił to co my, w takim sensie nie powinien czuć się lepszy...I tutaj masz dowód na to, że buddyzm eliminuje dumnę i pychę      I ja przecież uprzedzałem, że ton mej krytyki będzie adekwatny do Twojej, jak chamówa to chamówa Itachi. Słuchaj, ja wyciągnąłem konsekwencje z chińskiej inwazji na TYbet  Oni wtedy też chcieli pokojowo i widzisz co z tego wyszło. > PS. Tą krytykę z Hitlerem to znalazłem na jakiejś stronie sceptyków, amerykańscy profesorowie filozofii robili takie łamigłówki, a ja tylko skróciłem, poszukam linka i podam później. Narazie żegnam.Itachi, ta krytyka jest OK. JA sam o tym tak myślę ale widzisz, nie słyszałes o swobodnej grze przestrzeni (bo rozmawiamy na gruncie buddyzmu teraz, chyba że karma jest dla Ciebie ciągle racjonalna). Swobodna gra przestrzeni może przybierac i takie formy, w ten sam sposób patrzą buddyści na chińską inwazje chłopie!!!! Jako na karę za izolację przed światem i wynik złej Karmy Tybetu i buddystów!!!! Zacznij racjonalnie myśleć. Wysilę się i Cię pozdrowie 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | Itachi-san (468 punktów) | > Wysilę się i Cię pozdrowie  > Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)Nie trzeba było  Natomiast radzę też czytać dokładniej, jak pisałem już na początku wątku, że nie miała to być praca naukowa i nie miał być to też długi wywód. Z tym moim redukcjonizmem to trafiłeś. To, że krytykuje buddyzm nie myśl, że oznacza także że jest w 100% zły. Krytykuje co mi się nie podoba (masz to w punktach), natomiast jest parę spraw które są pozytywne. Krytykuje buddyzm jako waire-religię, natomiast widzę w nim cos więcej. Na pewno na pochwałę zasługuje optymizm, od razu mozna zauważyć że to optymistyczny system. Jestem też pełen podziwu dla opisów odmiennych stanów świadomości i postępu w medytacjach w Abhidarmie. Abhidarma jest jednym z największych i najstarszych systemów psychologicznych. Najważniejsza część Abhidarmy została streszczona w dziele Visuddhimagga mnicha Buddhaghosy w Vw. Ja nie czytałem ani tego dziełka jednak dokopałem sie do genialnego streszczenia w jaki sposób człowiek dochodzi do oświecenia, usuwa niezdrowe czynniki mentalne i zamienia na zdrowe, co daje każdy stopień postepu w shine bądż wipassanie. Wszystko to znalazłem w książce Daniela Golemana "Medytujący umysł" (Autor znany ze swojej "Inteligencji emocjonalnej", trochę przereklamowanej, ale warto poczytać). Goleman rzeczywiscie czytał te teksty. Medytacja jest w pewnym sensie podobna do psychoanalizy, ale wykracza poza nią. Nie moge się zgodzić z Arnim, że medytacja to nic, natomiast na pewno nie dla każdego jest mantrowanie 'Karmapa Czienno' czy 'Om mani peme hung'. Dla niektórych moze byc zdecydowanie lepsza afirmacja np. "Jestem spokojny, opanowany i pewny siebie". Oczywiście daję tu przykład medytacji połączonej z afirmacją wg psychologii, natomiast z pewnoscią 1 i 2 wpływa na osiągnięcie odmiennych stanów świadomości, większe zdrowie psychiczne i w konsekwencji fizyczne. Która jest lepsza? Na stronie Cybersangha był ost. artykuł-rozmowa z Golemanem i paroma naukowcami, chcą oni przenieść medytacje buddyjską na grunt zachodniej psychologii, ale także wydestylować to z naleciałości tybetańskich. Wciąż badają skutki medytacji na psychikę i ta technika może być przydatna. Trening mentalny może być dobry dla studenta, profesora, sportowca i wielu, wielu innych. Jestem natomiast krytyczny co do zbytniej pogoni za oświeceniem i spędzaniu wielu godzin w medytacji, dla mnie to trochę ucieczka od życia. Jest też niebezpieczeństwo, jak to Patuszkin określił- odlecenie  Parę osób może ześwirować od medytacji, na pewno nie wszyscy natomiast trzeba o tym przypominać początkującym. O tym Goleman tez wspomina w swojej książce. To co Ole mówił, że medytacja powinna wkraczać dopiero wtedy, gdy człowiek uzyska wewnetrzną stabilnośc jest dobrą radą. Nestety wielu psychoterapuetów zachęca neurotyków (depresje, lęki) do intensywnych medytacji. Myśle, że dopóki niezbadamy dokłądnie medytacji takie działania zasługują na miano szarlatanerii. Mamy inne skuteczne techniki, potwierdzone wieloletnim doswiadczeniem pacjentów i psychoterapuetów. Trening uważności z pewnością jest skuteczny, to jak szybko się uczymy w dużym uproszczeniu to koncentracja + pamięć. Jedną i drugą można ćwiczyć. Koncentracje ćwiczymy medytacją. Dodatkowo medytacja relaksuje nas oraz synchronizuje półkule mózgowe, dlatego nauka przebiega szybciej. Osoby medytujace mają też wyższy iloraz inteligencji. Więc czy warto medytować ? Dla kogoś zdrowego psychicznie tak, ale też należy uważać. W przypadku neurotyka problem jest większy, niektórym to pomoże, innym zaszkodzić może... Podziwiam także nauki Buddy mówiące jak żyć i nie krzywdzić innych-moralność. Mogę powiedzieć, że w pewnym sensie mógłbym być buddystą, raża mnie natomiast 'bałwany', dewocja i karma nie wydaje mi się zbyt rozsądna. Na gruncie psychologicznym (złe mysli-choroba, dobre myśli-zdrowie, wiećej złych myśli-wiecej stresu) moge karmę uznać, na gruncie fizycznym niezbyt (reinkarnacja, zmiana ciała, warunki życia, konstytucja neuropsychologiczna, ludzie z którymi mamy do czynienia). Pozdr
|
|
| | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | No toś mi bratem jak już do rzeczy piszesz  Teraz to pozdrawiam bez wysiłku  Z tymi bałwanami... mam nadzieję ze z tego wyrośniesz  ... napisałem CI na nirwanie... to spersonifikowane stany umysłu... mnie one tez czasem drażnią ale fajnie tak w koncu na nie popatrzeć bo przynajmniej ładne są no i można się w to z czasem wdrożyć. Znam nludzi, którzy tak na to patrzyli i mieli przez to niechęć do wadżrajany i przeszło im po bliższy zapoznaniu się. Ja sam do takich należę, kiedy praktykowałem zen miałem Twoje podejście. Praktykowałbym zen lub dzogczen do dziś, ale tak jak tam z literówką napisałem, mam do takich ośrodków za daleko. Kontakt z buddyzmem utrzymuje tylko poprzez najbliższy mi ośrodek Karma Kagyu, do którego mam i tak 20km. Jak teraz patrzę na ten watek to tu z "dumą" stwierdzam, że niezła rzeźnię urządziłem, ale chciałem sie odegrać za równie emocjonalny styl w jakim zupełnie niepotrzebnie napisałeś i za to, co zrobiono tu buddyzmowi na wątku Arnolda. Owszem buddyzm można krytykowac,i ja go krytykuję, ale nie na takim poziomie. Ja przeczytałem Itachi dokładnie, taką rozprawkę można napisać lepiej bo dla mnie to nie było racjonalistyczne. Polecałem Ci przecież zrobienie z tego artykułu  Za bardzo Itachi uprościłeś i nie dziw się, że sypała się kalumnia za kalumnią. Polski buddyzm to nie chrześcijaństwo, nikt Ci drugiego policzka nie nadstawi  Usmiejesz się, planowałem nieco tę Twoją rozprawkę okroić i zamieścić ją na forum katolickim i obserwować jak potoczy się na nim dyskusja po czym dac tu z tego forum linka, żeby ja jeszcze bardziej zdyskredytować. Jeśli masz ochotę, to moge to z Tobą skonsultować, te okrojoną treść, i możemy spróbować tego religioznawczego eksperymentu wspólnie  Pozdro
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Napewno na pochwałę zasługuje optymizm, od razu mozna zauważyć że to optymistyczny system.No ale padły oskarżenia, że przez to głupokowaty i mało intelektualny...poniekąd słuszne Itachi. > Jestem też pełen podziwu dla opisów odmiennych stanów świadomości i postępu w medytacjach w Abhidarmie. Abhidarma jest jednym z największych i najstarszych systemów psychologicznych. Najważniejsza część Abhidarmy została streszczona w dziele Visuddhimagga mnicha Buddhaghosy w Vw. Ja nie czytałem ani tego dziełkaJa też nie, niestety  Ale już taki urok "odmienno świadomościowego" buddyzmu > Medytacja jest w pewnym sensie podobna do psychoanalizy, ale wykracza poza nią.  > Nie moge się zgodzić z Arnim, że medytacja to nic, natomiast napewno nie dla każdego jest mantrowanie 'Karmapa Czienno' czy 'Om mani peme hung'. Dla niektórych moze byc zdecydowanie lepsza afirmacja np. "Jestem spokojny, opanowany i pewny siebie".No pewnie, sam buddyzm to stwierdza.  > Oczywiście daję tu przykład medytacji połączonej z afirmacją wg psychologii, natomiast z pewnoscią 1 i 2 wpływa na osiągnięcie odmiennych stanów świadomości, większe zdrowie psychiczne i w konsekwencji fizyczne. Która jest lepsza?Odpowiem pytaniem na pytanie. A dla kogo? Kwestia tak jak piszesz poniżej, trudna do rozstrzygnięcia i rzeczywiście można psychologom to i owo zarzycać... buddystom zresztą też pewnie. > Jestem natomiast krytyczny co do zbytniej pogoni za oświeceniem i spędzaniu wielu godzin w medytacji, dla mnie to trochę ucieczka od życia.Buddyzm mówi to samo Itachi! Ten koleś od 6 godzin to on tak okazjonalnie > Jest też niebezpieczeństwo, jak to Patuszkin określił- odlecenie Parę osób może ześwirować od medytacji, napewno nie wszyscy natomiast trzeba o tym przypominać początkującym.Ja to przyznam miałem szczęście że mi się nic nie stało. Ale zawsze tez uważałem, że najlepszym nauczycielem jest życie. Pozdrawiam 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | | |  | | Itachi-san (468 punktów) | O to widzę, że trochę łagodniej- ja i ty  Dobrze jest czasem się posprzeczać to daje powiew świeżości i znaczy, że coś sie dzieje na forum  Co do sugestii z artykułem mógłbym napisać, tylko w jakim celu. Buddyści są w ogóle nie zagrażającą grupą religijną i buddyzm jest lepiej skonstruowany. Skrytykować można tylko to co krytykujemy u wszystkich religii czyli np. czasem ponoszą nas emocje, zgadza się? Może czasem zmanierowanie, dewocja, może czasem obłuda tylko że ateiści nie są lepsi. Krytyka karmy i reinkarnacji jest możliwa ale filozoficzna, nic więcej. Ateiści mają mniej memów religijnych, ale zamienili je na inne-filozofie, taniec na linie jak to określił outsider i naukę, które jest jaka jest. Na razie cos uznajemy za prawdę, potem może byc inaczej i wrzucimy nasze odkrycia do lamusa. Jak psycholog i terapeuta powiem ci, że do jakiejkolwiek sensownej rozmowy nie dojdzie pomiędzy psychoterapeutą reprezentujacym Gestalt, NLP, psychoanalizę, behawioryzm, kognitywizm ( u mnie te 2 ost.) itd. i pomiedzy psychiatrą. Każdy będzie miał swoją koncepcję jak leczyć i nie jeden walnie wielkie inwektywy spływające jak krople dzdzu na przeciwnika w poze letniej w Afryce tylko po to by sie cieszyć, haha zniszczyłem cię ch....  Nauka jest tak samo okrutna jak i całe życie. Wszyscy przedstawiciele różnych nauk się 'leją'  Fizycy, biologowie, bez wyjatku. jeden dostaje nagrodę, inny zostaje ośmieszony.
|
|
| | | | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) |  My to sobie już drugi raz tutaj przy ludziach po mordzie dajemy i przyznam, że oczekiwałem znów interwencji Placownika  Ale on już chyba dał sobie ze mną jako wyjątkowo beznadziejnym przypadkiem spokój i tylko ręce załamał i pokręcił głową  Pozdrawiam Placowniku  Wiem, że znów narozrabiałem i zachowałem się jak g... ale to znów jego wina wszystko  Witaj Piotrze  Wypocę tu jeszcze 2 posty bo wykombinowałem chyba sposób a jaki by można Ci coś wytłumaczyć w zrozumiałym chyba dla Ciebie języku i w wartościowy też dla innych sposób. Napisałem bowiem... > Z tymi bałwanami... mam nadzieję ze z tego wyrośniesz ... napisałem CI na nirwanie... to spersonifikowane stany umysłu...Bałwan to mówiąc też inaczej aspekt jaźni. Zachęcam do przeczytania przedostatniego akapitu postu www.racjonalista.pl/forum.php/s,29288#w29631 i postu www.racjonalista.pl/forum.php/s,27317#w28861 . Szybkie ścieżki buddyzmu takie jak dzogczen (choć i w nim zdaje się znajdziesz bałwany, Garab Dordże na ten przykład), chan i zen pracują od razu z całą jaźnią, rzucają się na głęboka wodę i rzucają się na nią z niczym i z nikąd, dążąc do likwidacji ego, rozpuszczenia go niejako czy stopienia z całą jaźnią. Bałwan zaś jest na tej wodzie wyspą, centrum mandali, z którego ego może rozpocząć swoją wędrówkę, rozpuszczenie/stopienie się w/z nim i rozejście/rozpłynięcie się po całek mandali-jaźni. Nie ma w wadżrajanie znaczenia od jakiego bałwana zaczniesz, bo każdy jest z jednej strony jedynie aspektem jaźni, ale też i bramą do niej całej, punktem wyjścia. To od jakiego bałwana zaczynasz zależy jedynie od tego jaki masz charakter i właściwości umysłu i wybiera Ci go lama, jeśli będziesz miał podążać ścieżką energii. Co to ta ścieżka energii...czytałeś "Jakimi rzeczy są" (inni nie i dlatego też o tym piszę). Po skończeniu nyndro podąża się ku mahamudrze jedną z trzech ścieżek, zależnie od predyspozycji: 1) ścieżką urzeczywistnienia umysłu (medytacje szine i laktung) 2) ścieżką energii (pracy z jidamami) 3) guru jogą Shine z 1 to właściwie nic innego jak to, z czym zaczyna się w zenie to jest świadomość oddechu bo i w shine obiektem na którym się koncentrujemy może być oddech, może być też ciało, ale to tez tak samo jak w zen. O laktung-medytacji wglądu niczego nie wiem jeszcze i dlatego nie porównuję, zachowuję tu milczenie. A zatem, zaczyna się już w shine konkretna i bezpośrednia praca z "jaźnią". Druga ścieżka to praca z jidamem i wewnętrznymi energiami. Ja na chwile obecną Manjuśrego i strażników bardzo lubię, ale nie wiem czy ta ścieżką byłaby dla mnie odpowiednia i czy lama dałby mi właśnie medytacje na te właśnie wyspy, z których moje ego mogło by się rzucać na wody jaźni. I rzecz bardzo ważna Piotrze, można w wadżrajanie brać inicjacje na nieskończoną ilość jidamów, więc wysepek tych (a więc środków i narzędzi do pracy z jaźnią) może być tyle, że i wody może zabraknąć  a i tak najlepiej pracować z tym jidamem, z którym czuje się związek czy który dał lama. To też dlatego tych bałwanów tysiące. Guru joga zaś to sytuacja, w której własną jaźń dostrzegamy w lustrze, jakim jest dla niej lama. Jest on tutaj jak mi się wydaje nie tyle co wyspą z której rozpoczynamy ale i wodami na które się rzucamy. No a jak się wszystko pięknie uda to jesteśmy w mahamudrze, zenowskim shikan-taza, dzogczen ningmapy i szkoły dzogczen. Owszem Piotrze, można tradycyjnej wadżrajanie zarzucać, że jest bałwochwalcza i dewocyjna jeśli się tego wszystkiego nie rozumie (co jest może ispotykane również wśród buddystów wadżrajany) i zastanawiać się dlaczego od razu nie pracuje się w niej np.: z shine. Nie robi się tego, bo najpierw pracuje się nad tzw. wypełnieniem umysłu dobrymi wrażeniami w czasie nyndro, po to aby spotkanie z jaźnią nie było bolesne i przerażające, by się jej nie wystraszyć i być może nawet odlecieć. Jak dla mnie Piotrze, jako buddysty a nie racjonalisty, karma to nic innego jak wrażenia w umyśle i dalej podam Ci przykład jak wygląda oczyszczanie Karmy poprzez łzy. Wszystkie te rozmowy o karmie jako o prawie przyczyny i skutku są bardziej hinduistyczne niż buddyjskie. Buddyzm prawo karmy rozwinął i wysublimował, wprowadził w nie czynnik motywacji działającego. Słyszałeś Piotrze o chorobie zen? Przygnębieniu i depresji wynikającym z braku przyjemności z pracy z własnym umysłem? Widzisz, to powód, dla którego ja zrezygnowałem z regularnej medytacji w opisywanej tam na górze wątku sytuacji. Być może gdybym miał wówczas kontakt z wadżrajaną nie fascynowałbym się systemami takimi jak satanizm, gnostycyzm i szamanizm  ale dobrze się stało  , mam dziś wiedzę i na tych polach. A i tak znałem już wtedy strażnika Karma Kagyu (tego zorro którego się po trzech światłach przywołuje  ) i zdjęcie jego thanki wisiało u mnie w pokoju na drzwiach bo mi się kolo strasznie podobał i napiszę teraz jako buddysta a nie racjonalista, możesz to traktować jako dowód na czucie związków z dharmą i wadżrajaną sięgających poprzedniego wcielenia  ) Ale żeby tak do rzeczy, o zazen nie było wtedy mowy bo jak pisałem zbyt wiele syfu było w umyśle. To co napiszę dalej będzie dosyć osobiste i buddyjskie, ale uważam że warto, by pokazać, na czym może polegać to wypełnianie umysłu dobrymi wrażeniami po rozpoczęciu długiego nyndro i oczyszczanie karmy. Kiedy zacząłem robić pierwsze medytacje małego schronienia (preludium do Nyndro) zdarzyło mi się emocjonalnie puścić i zwyczajnie jak dziecko poryczałem się w czasie wizualizacji Karmapy/Dordże Czanga, którego twarz promieniuje miłością, a przejrzyste oczy widzą nas i doskonale znają. Zdajemy sobie sprawę, ze Karmapa/Dordże Czang jest naszym prawdziwym przyjacielem....
|
|
| | | | | | |  | | Itachi-san (468 punktów) | > Guru joga zaś to sytuacja, w której własną jaźń dostrzegamy w lustrze, jakim jest dla niej lama. Jest on tutaj jak mi się wydaje nie tyle co wyspą z której rozpoczynamy ale i wodami na które się rzucamy.Ćwiczyłem guru jogę i shine, jedna i druga mi się podobała, shine nawet bardziej (jestem bardziej japoński co po nicku widać; oznacza łasicę), ale słyszałem, że od shine można dostać zajoba  Dzogczenowcy i zeniści (pytani na necie) ćwiczą to na samym początku i mówili, że mogę natomiast w Karma Kagyu mówili o zajobie. Co ciekawe ta medytacja shine jest polecana co najmniej w 2 książkach psychoterapeutycznych w mojej 'skromnej' domowej bibliotece. Dlatego sie zastanawiam kto ma rację i kto ma większą szajbę. Z pewnością buddyści się lepiej znają, tylko którzy ? Jednoczesnie nie chcę się upodobnić do swoich pacjentów  Znam już jednego takiego psychiatrę co sam sobie zapisuje leki  Mam też kumpla psychologa (nie klinicznego i nie terapeutę) co łyka proszki, nie zna się na terapii więc nie umie sam sobie pomóc... A gdybym miał wymienić lekarzy co mają 'ataki'  po nocnych dyżurach...  Zdajesz sobie sprawę ile ludzi teraz chodzi do psychiatry po prochy? Dużo i większość ludzi kryje się z tym, dlatego nawet pośród osób w swojej grupie na studiach przynajmniej 1 z joblem (nie ma nic wspólnego z Noblem  ) znajdziesz ... I ja też nie chce dołączyć do dumnej grupy wiadomo z kontekstu kogo  dlatego skończyłem z shine.
|
|
| | | | | | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Dlatego zasuwaj do ośrodka Karma Kagyu i dla bezpieczństwa stosuj się na drodze na duchowych skrzywowaniach do Trzech Świateł, żebyś jakiegoś wypadku nie miał 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | c.d. Zaliczyłem też w tym okresie dwa doświadczenia religijno-mistyczne (trudno w buddyzmie je rozróżnić), w czasie jednego z nich również płakałem z/w niewysłowionej, prostej radości, jakiej nie było mi dane doświadczać od lat (pierwsze tak silnie pozytywne doświadczenie od tego makyo w wieku 16 lat, bo tyle wtedy miałem jak sobie już dziś lepiej przypominam). Pierwszy raz w życiu śmiałem się przez łzy i zrozumiałem, co to może oznaczać  Fajnie jest też pomedytować na te wszystkie tęczowe kolorki płynące od tych bałwanów, to serio przyjemniejsze jak dla mnie od zazen, które po jakimś czasie zaczęło mnie już też zwyczajnie nużyć i nic poza tym. Warto też Piotrze pomantrować. Ja na przykład miałem w wieku 14-15 lat problemy z płynnością mowy, 50% słów z zająknięciem lub zacięciem, istna masakra i męka tak dla mnie jak i otoczenia. To logopeda nauczył mnie mówić i pierwszych technik relaksacji, w tym samym czasie zacząłem też dzięki zbiegowi okoliczności praktykę zazen i hatha -jogi. No i efekty były, wreszcie się mogłem z ludźmi dogadać. Nie mantrowałem wtedy, ale jako osoba z utrzymującą się neurotyczną chyba skłonnością do jąkania się mówię Ci, że mam dzięki temu lepszą kontrolę nad swym aparatem mowy, a dokładniej tonem głosu, nie przysłuchiwałem się jeszcze porównawczo z codziennym otoczeniam kurcze czy kobietom i innym facetom z sangi też, ale mnie się przez te mantry barwa głosu obniżyła i mnie dziewuchy i kobiety już dziś chętniej słuchają  No i wiadomo też po jakiś tam badaniach, że faceci lubią też nieco niższy ton u kobiety lubią, bo to im się z ich podnieceniem i rozluźnieniem kojarzy  I ja to potwierdzam, bo nie znoszę zaś jak przy mnie jakiś rozemocjonowany babsztyl [panie wybaczą  ] na wysokie obroty w swej egzaltacji wejdzie  Serio już wolę jak mi maluch bez tłumika obok ucha na ulicy przejedzie  Napisze też tak na marginesie, dla zasygnalizowania buddyjsko-religioznawczego faktu, i może znów bardziej jako buddysta, czasem takie oczyszczenia wyglądają bardziej spektakularnie i gwałtownie, szczególnie podatne są na nie kobiety i dzieci. Dwie koleżanki z sanghi opowiadały, jak mając przed wykładem XVII Karmapy Taje Dordże wesołkowaty i głupkowaty humor [taka już chyba serio cecha wszystkich kagyupów  ] zaczeły płakać gdy ten zaczął przemawiać. Słyszałem też o rodzicach wzywanych do zdrowych dzieciaków płaczących i wymiotujących równocześnie pod domem w którym przebywał. Cóż, patrząc racjonalnie: kobiety zawsze bardziej emocjonalne a dzieciaki się tym samym zatruły i równocześnie zaczęły w jednym miejscu rzygać  Patrząc zaś buddyjsko [i proszę mi darować złośliwości bo zamorduję już nie po buddyjsku w ciemnym zaułku pomagając się wypełnić czyjejś negatywnej karmie  ] wynik działania pola mocy Karmapy i większej otwartości zarówno kobiet jak i dzieci. W moim zaś wypadku, obraz siły lini przekazu Karma Kagyu. Powtarzam, co co napisałem było świadomie buddyjskie. A tak jeszcze na marginesie religioznawczym: taoizm uważa, że mężczyźni z natury najdalej od Tao. Polscy zenowcy i dzogczenowcy się z tradycyjnej wadżrajny nieraz śmieją, ja o tym wiem i doskonale to rozumiem. Robią to zresztą Ci, którzy niewiele o niej jak i o buddyzmie w ogóle wiedzą, a przynajmniej z perspektywy religioznawczej, jaką ja prezentuję tutaj. Mnóstwo w buddyzmie ruchów antysekciarskich i odłamowych, mistrzów uważających każdą szkołę za wartościową (patrz np.: ruch rime w wadżrajanie) i mieszających je. Ja (i nie tylko) z pozycji karma kagyu się z zenu i dzogczen nie śmieję ale ich podziwiam i trochę im zazdroszczę, prawdziwym "jaźniowym twardzielom", samurajom buddyzmu. Ten koleś co sobie czasem i 6 godzin pomedytuje to tak samo jak ja zenu próbował i wie czym pachnie i był dla niego zwyczajnie za trudny, również ze względu na negatywne wrażenia w umyśle. Jako buddysta napiszę tak: aby praktykować szybkie ścieżki trzeba mieć dobrą karmę  I tak na zakończenie Piotrze, w ośrodku zen, w którym byłem zdjęcie mistrza Kais-ena było tak samo poważane jak zdjęcia Karmapów i Olego w ośrodku Karma Kagyu. Słyszałem też ostatnio o maniakalnym zenku, który zafundował sobie zbyt długim siedzeniem w lotosie żylaki  Z buddyjsko-ateistyczno-racjonalistyczno-religioznawczym pozdrowieniem Piotrze. Karmapa Cienno  (tzn. niech moc wszystkich buddów działa przez nas)  I jescze tak dla refleksji...gdy jechałem do kawiarenki grali akurat w radiu www.lyrics(*) My Religion Lyrics.html
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | | | | |  | | Itachi-san (468 punktów) | Teraz napisałeś tak, że zaczyna sie rozjaśniać  Czytam sobie ciebie trochę w innych wątkach i widzę, że na religiach się znasz  Większość racjonalistów nie portafiłaby gadać z tobą o religiach na równym poziomie. Masz plusa. Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Teraz napisałeś tak, że zaczyna sie rozjaśniać  Tak też myślałem że w ten sposób do Ciebie przemówię i dlatego zapraszałem do mojej gompy żebyśmy pogadali  > Czytam sobie ciebie trochę w innych wątkach i widzę, że na religiach się znasz  I mnie studia do czegoś zobowiązują choć i tak dobrze, że tu moi wykładowcy nie zagladają bo bym się może musiał z n niejednego w Instytucie wytłumaczyć  > Większość racjonalistów nie portafiłaby gadać z tobą o religiach na równym poziomie.Nad czym boleję. Za komplement dziękuję. No i Ty też Itachi tu przecież w swoim fachu nieźle czasem zasuwasz 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | | | | |  | |
| | | |  | | szwarcenegger | >Nie moge się zgodzić z Arnim, że medytacja to nic, natomiast na pewno nie dla każdego jest mantrowanie 'Karmapa Czienno' czy 'Om mani peme hung'.
To mantrowanie jest dla każdego podobnie jak śpiewanie "What U see, is what U get". Nie ma różnicy między "medytacja" a fantazjami o dalekich podrozach czy tez wyobrazaniu sobie rozwiazania jakiegos problemu. Jednak w porownaniu z medytacja o wiele bardziej produktywne a za tym przynoszace wymierne korzysci jest fantazjowanie.
>Dla niektórych moze byc zdecydowanie lepsza afirmacja np. "Jestem spokojny, opanowany i pewny siebie".
A dla innych najlepsze bedzie zgwalcenie kilku dziewic jednej nocy. Nie ma lepszego środka motywującego niż perspektywa zdobycia 10000000$.
>Trening mentalny może być dobry dla studenta, profesora, sportowca i wielu, wielu innych.
Kazdy trening musi miec sens i cel a medytacja nie ma.
>Parę osób może ześwirować od medytacji
Nie mozna zeswirowac od medytacji bo medytacja=fantazjowanie a fantazja nie ma granic.
>To co Ole mówił, że medytacja powinna wkraczać dopiero wtedy, gdy człowiek uzyska wewnetrzną stabilnośc jest dobrą radą.
To znaczy ze od medytacji wylaczone sa państwa leżące na uskokach tektonicznych bo ludzie sa tacy jak i ziemia, całe indie północne bo sa blisko kaszmiru, cały bliski wschod, azja poludniowo wschodnia bo tam jest dziki kapitalizm i pogon za pieniadzem w zwiazku z tym nikt nie ma stabilnosci. Okazuje sie ze kazdy kto sie w zyciu nie nudzi i zyje intensywnie podejmujac ryzyko nie nadaje sie do medytacji.
>Nestety wielu psychoterapuetów zachęca neurotyków (depresje, lęki) do intensywnych medytacji.
Efekt dokładnie ten sam jakby zachecali innych do intensywnego ogladania seriali brazylijskich.
>Myśle, że dopóki niezbadamy dokłądnie medytacji takie działania zasługują na miano szarlatanerii.
Ja tez tak mysle.
>Koncentracje ćwiczymy medytacją.
Koncentracje ćwiczymy przez zajmowanie sie tym co najbardziej lubimy.
>Osoby medytujace mają też wyższy iloraz inteligencji.
Ja twierdze ze niższy podobnie jak ci co jada codziennie brazylijskie seriale.
>Podziwiam także nauki Buddy mówiące jak żyć i nie krzywdzić innych
Socjalisci maja wypraktykowane nauki "jak żyć i nie krzywdzic innych" a nie potrzebowali buddyzmu.
|
|
| | | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Cytuje moje ulubione fragmenty jednego z postów autorstwa Arnolda z wątku rozprawmy się z buddyzmem www.racjonalista.pl/forum.php/s,20585#w23269Przepraszam za tak mętne pytania ale zadając je postanowiłem dla odmiany kierować się oświeceniową dewizą mówiącą że w Polsce jak chce sie zrobic sobie szybko dużo punktów na forum to trzeba zrobić sieczkę maxymalnie prymitywnymi chlopskimi pytaniami a dopiero później rozwinąć.
...
Bardzo sie ciesze ze dyskutanci zechcieli podyskutowac ze mna na te tematy mimo ze wyraznie i dla jaj niedoprecyzowalem pytan. Ci co chcieli robic sieczke mogli sobie uzyc aczkolwiek nie bylo takich duzo. Przewazajaca wiekszosc to bardzo merytoryczni dyskutanci od ktorych mozna bylo sie wielu rzeczy dowiedziec.
Z nadzieja na wartka i merytoryczna dyskusje z umizgami arnieArni, morduchno Ty moja kochana, tak maksymalnie prymitywnie i prosto a także a propos Twoich jaj: ciągle szczasz w gacie i ja Cię przewijał dalej nie będę jeśli tych komentarzy nie rozwiniesz, mimo, że jestem bardzo merytorycznym dyskutantem i mozna by sie ode mnie wiele rzeczy dowiedzieć.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Arni się chyba wreszcie w książki zaszył żeby mi dołożyć więc ja tymczasem tak dla czystej formalności tylko i lakonicznie  > To mantrowanie jest dla każdego podobnie jak śpiewanie "What U see, is what U get".No niech Ci będzie > Nie ma różnicy między "medytacja" a fantazjami o dalekich podrozach czy tez wyobrazaniu sobie rozwiazania jakiegos problemu.Nie > Jednak w porownaniu z medytacja o wiele bardziej produktywne a za tym przynoszace wymierne korzysci jest fantazjowanie.Zależy u kogo ... i może jeszcze od tego jakie to fantazje  > Kazdy trening musi miec sens i cel a medytacja nie ma.Nie > Nie mozna zeswirowac od medytacji bo medytacja=fantazjowanie a fantazja nie ma granic.Nie > Okazuje sie ze kazdy kto sie w zyciu nie nudzi i zyje intensywnie podejmujac ryzyko nie nadaje sie do medytacji.Nie > Efekt dokładnie ten sam jakby zachecali innych do intensywnego ogladania seriali brazylijskich.Nie > Koncentracje ćwiczymy przez zajmowanie sie tym co najbardziej lubimy.Nie > Ja twierdze ze niższy podobnie jak ci co jada codziennie brazylijskie seriale.Źle twierdzisz
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| Clamanus | Odp: Krytyka buddyzmu | Świetnie. Rozumiem, że byłeś w "okolicach", gdzie panuje buddyzm. Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna. Wynika z tego, że buddyzm, który znamy z filmu "Ostatni cesarz" czy "Siedem lat w Tybecie" jest piękną, rozkoszną bajką. Ale przecież tak naprawdę buddyzm nie jest odosobniony w swojej - nie waham się powiedzieć - hipokryzji i głupocie. Mam tylko do Ciebie pytanie, czy elity buddyzmu są tak samo "nieoświecone" jak masy? Pytam dlatego, że tak jak w katolicyzmie można znaleźć garstkę otwartych liberałów, tak może w buddyzmie? I stąd nam się wydaje, że buddyzm to religia otwarta i pokojowa, bo znamy ich przez ten pryzmat, a nie przez pryzmat przeciętnego Tybetańczyka? Ale i tak jestem wdzięczny za Twój głos, bo pozwolił on mi spojrzeć z większym optymizmem na kwestie religii i wyzbyć się kompleksów, jakie mogą czasem zrodzić się w Europejczyku: "To oni potrafią być tak dobrzy, a tylko my jesteśmy tak nieczuli, stechnicyzowani, wypruci z uczuć transcendentalnych". Okazuje się, że dopiero codzienna praktyka w stopniu zadowalającym weryfikuje rozmaite twierdzenia religijne, np. można sobie i wierzyć, że krowa to rzecz święta, ale cóż, kiedy widzi się ją w powszednim życiu, mlącą jęzorem i srającą pod siebie (przepraszam za kolokwializm).
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | >Świetnie. Rozumiem, że byłeś w "okolicach", gdzie panuje buddyzm.
Raczej w ośrodku buddyjskim, natomiast wiem, że w Tybecie i Indiach panuje ciemnota i biedota.
>Twoja opinia jest dla mnie bardzo cenna. Wynika z tego, że buddyzm, który znamy z filmu "Ostatni cesarz" czy "Siedem lat w Tybecie" jest piękną, rozkoszną bajką.
Tak jest, ale gdybym podsumował wszystkie za i przeciw to pewnie lepiej wypadł by od chrześcijaństwa, a zwłaszcza rzymskokatolickiego, bo nie miał świętych wojen, aczkolwiek to małe pocieszenie, bo buddyści też sie mordowali w zwyczajnych wojnach.
>Ale przecież tak naprawdę buddyzm nie jest odosobniony w swojej - nie waham się powiedzieć - hipokryzji i głupocie. Mam tylko do Ciebie pytanie, czy elity buddyzmu są tak samo "nieoświecone" jak masy?
Jeśli chodzi o technikę czy naukę to tak. Wielu Tybetańczyków nie widziało samolotu lub paru innych rzeczy, które nas nie dziwią. Wiara w duchy, feng shui, tarota jest powszechna i to nawet w naszych polskich ośrodkach buddyjskich.
Natomiast z elitami jak Dalajlama czy Karmapa w kwestii techniki czy nauki na pewno jest inaczej, aczkolwiek wiadomo że ich 'wiedza' to głównie buddyzm. Co ciekawe każdy po reinkarnacji Dalajlama itd., Budda za życia musi sie od nowa uczyć z jakieś 20 lat doktryny buddyjskiej mając prywatnych nauczycieli. Wiesz ta reinkarnacja to mi przypomina po prostu taką forme dziedziczenia rządów, u nas w Europie, w średniowieczu robiono to z ojca na syna. W tej prymitywnej kulturze musiałobyć chyba jednak trochę fantazji, gdyż Budda zakazał mnichom mieć dzieci i żony, dlatego taka forma dziedziczenia włądzy jest naprawdę zręcznie wymyślona. Majstersztyk!
>Pytam dlatego, że tak jak w katolicyzmie można znaleźć garstkę otwartych liberałów, tak może w buddyzmie? I stąd nam się wydaje, że buddyzm to religia otwarta i pokojowa, bo znamy ich przez ten pryzmat, a nie przez pryzmat przeciętnego Tybetańczyka?
Są tacy liberałowie, ale zazwyczaj ten liberalizm kończy się gdy ktoś próbuje podważać twój światopogląd. Wydaje nam wiele rzeczy dzięki mediom, bo one stworzyły ten obraz, jak i wiele innych, a nam się nie chce sprawdzać i wolimy wierzyć na słowo- nasze lenistwo umysłowe powoduje, że widzimy cos tak, a nie inaczej (poczytaj moze cos z psychologii społecznej, może być nawet "wywieranie wpływu na ludzi" Caldiniego, najprostszy podrecznik). Tak samo obraz islamu jaki teraz się lansuje czy jest w 100% prawdą? Prawdą jest, że istnieje sporo ekstremistów, ale nie wszyscy chcą wojować.
>Ale i tak jestem wdzięczny za Twój głos, bo pozwolił on mi spojrzeć z większym optymizmem na kwestie religii i wyzbyć się kompleksów, jakie mogą czasem zrodzić się w Europejczyku: "To oni potrafią być tak dobrzy, a tylko my jesteśmy tak nieczuli, stechnicyzowani, wypruci z uczuć transcendentalnych".
Akurat egoizm jest postawą całkowicie naturalną, a egoisci są lepiej przystosowani do życia. Altruizm może dać wsparcie społeczne, a może też wpędzić nas we współuzależnienie i będziemy wykorzystywani przez 'braminów' (księży, lamów itd.). Poza tym każdy z nas jest egoistą, pomyśl po co buddsyta chodzi do ośrodka medytacyjnego czy katolik do kościoła. Ze względu na innych czy ze względu na włąsne samopoczucie, zbawienie itd.? Dlaczego z kimś się żenimy/pobieramy? Ze względu na kogoś czy ze względu na to, że ktoś zaspokoi parę naszych potrzeb np. wsparcie, uznanie, akceptacja, seks, pieniądze, rozmowa...
>Okazuje się, że dopiero codzienna praktyka w stopniu zadowalającym weryfikuje rozmaite twierdzenia religijne, np. można sobie i wierzyć, że krowa to rzecz święta, ale cóż, kiedy widzi się ją w powszednim życiu, mlącą jęzorem i srającą pod siebie (przepraszam za kolokwializm).
Jako człowiek niegdys religijny, muszę przyznać ci rację i rozwinę. Ci którzy za młodu są bardzo wierzący najłatwiej mogą się zrazić, przykładem niech będę ja, ale i pan Agnosiewicz się nadaje. Dlatego religia jest dobra dla starych bab (sorry za inwektywę dodającą pikanterii). Na starość to wspaniały sposób na nudę i lęk przed śmiercią, znam pare dewot tzw. moherów i musze ci powiedzieć, że nigdy wcześniej nie były wierzące w młodosci, a na pewno nie tak jak ja.
Pozdrawiam
|
|
|  | | Itachi-san (468 punktów) | BTW. Z opisu twojego konta na racjonaliście widzę, że mamy podobne zainteresowania, więc pewnie tego Cialdiniego znasz
|
|
| |  | | Clamanus | Niestety nie, choć teraz jak znajdę chwilunię, nie omieszkam zajrzeć. Nie studiuję psychologii, więc swoją wiedzę uzupełniam według posiadanego czasu, energii i nade wszystko - ochoty. Najbardziej interesuje mnie historia psychoanalizy. Nie chodzi mi tak jak u większości pospólstwa, że Freud dużo pisał o seksie. Przecież jest jeszcze cała fascynująca teoria nerwic, przeniesień itd.itp. Ale oczywiście jego genialne intuicje na temat seksualności stanowią także ważny punkt odniesienia. Dla mnie to jest taki poczet - Freud (+ jego córunia Anne), Jung, Adler, Fromm i pani Horney. Chciałbym kiedyś napisać potężny buch na ten temat z punktu widzenia filozofii, a każde nazwisko stanowiłoby jakby jedną część, epokę. Pokazałbym, że wartość psychoanalizy to nie tylko jej moc wyjaśniająca, ale wielkie dzieło wyzwalania się z chrześcijańskiego purytanizmu, hipokryzji i lęku wobec ciała (niesłusznie podpieranego Platonem, tak jakby ten ostani nie pisał o pięknie ciała w swoich dialogach; fakt, że o chłopcach, ale dla nas nie ma to znaczenia). Bedę dalej krążył wokół buddyzmu. Słusznie zauważyłeś, że jest ów system może nieco mniej wojowniczy niż chrystianizm, ale to wynika z jego panpasywności. Straszliwa bierność wobec życia, jaką wpaja swym wyznawcom, pokazuje się także w braku wojen. Ale za to jak bardzo spetryfikowany jest system społeczny Tybetu czy Indii. Zasługa buddyzmu. Jak wiele cierpień, braku zmian, reform - zasługa buddyzmu. Dlatego Azja nie potrzebuje ewangelizacji, nie potrzebuje swego św. Pawła, tylko woła o swoich Kartezjuszów i Wolterów, podobnie jak Europa doświadczyłą tej "łaski" w w. XVIII. Co do islamu - nie masz do końca racji. Na razie islam jest na tym etapie, co chrześcijaństwo w XI w., a zatem jest niebezpieczny. Jeśli i on będzie miał swoje Vaticanum II, odetchnę z ulgą. Na razie jest to religia fanatyzmu (jak miażdżąca większość religii), która nie jest trzymana za pysk przez humanistyczne, laickie państwo, tak jak chrześciajaństwo we Francji czy Anglii. Oby i tam pojawili się arabscy Dideroci i d'Alemberci! Czy mógłbyś mi opowiedzieć coś o sobie (oczywiście nie na forum publicum)? Dlaczego twierdzisz, że kiedyś byłeś religijny etc. etc.? wiesz z pewnością, o co mi chodzi
|
|
| | |  | | Ewelina | >Ale oczywiście jego genialne intuicje na temat seksualności stanowią także ważny punkt odniesienia. Dla mnie to jest taki poczet - Freud (+ jego córunia Anne), Jung, Adler, Fromm i pani Horney.
Teorie Freuda dotyczace wplywu religii na ludzi okazaly sie bledne.
|
|
| | | |  | | Clamanus | Nie jestem od czytania i komentowania półsłówek
|
|
| outsider (2469 punktów) | Ale się porobiło... | Wszyscy mamy jakieś religijne korzenie. Nawet jeśli sami wystajemy nieco ponad poziom gruntu, to one ciążą - to one podszeptują czyli dostarczaja soki: jak w tej sytuacji mówić o korzeniach cudzych? Znamy tylko tu zawleczone zielsko.
Religie to w gruncie rzeczy tylko systemy zakleć. Nie do analizy - ważne jak działają, a na to trzeba śledzić losy kultur: nie palonych heretyków, nie świętych - niewiele tak naprawdę z religii wynika, coś wynika z tego, że z niewiedzy wynikają religie.
Sa diabła warte - z drugiej jednak strony potrzeba wiedzy od zawsze właściwie przekracza realne mozliwości. W enklawach takich jak nauka postchrzescijańska (ale nie w niej jednej) tworzy się racjonalne systemy scalające myśl na tyle porzadne, że ich samych bronić nie trzeba, wystarczy rozwijać - religie jednak to sposób scalania myslenia prostszy i bardziej archaiczny. Mogę sobie cenić Siddarthę Gautamę wyżej niż proroków bliskowschodnich - niemniej nie ma co wracać do źródeł gdy rzeki płyną tak długo i tak szeroko. Medytacja to eksperyment z własnym słabo znanym umysłem - podobnie jak LSD czy schizofrenia - po żadnym z nich cudów się nie spodziewajmy, ich moc kreacji jest ulotna, moc odkrywania rzeczy - żadna; co najwyżej kwestionuja zaciemniające nasz ogląd świata nawyki myślowe.
Tybetańczycy bedą kręcić swoje młynki modlitewne, katolicy mamlać różaniec, muzułmanie szukać szkieł kontaktowych Chomeiniego jak ktoś kiedyś podpisał zdjęcie zbiorowego pokłonu modlitewnego w meczecie - to trwa ale znaczy niewiele. Kultura powoli przekształca się - ale nie w tych miejscach; nawet wymordowanie milionów stanowi niewielki przyczynek do wiedzy o swiecie. Wkurza nas nieraz zaborczość głupoty i pozornej wiedzy, ale maja one swoje całkiem racjonalne kulturowe podłoże, wciąż nie do wyeliminowania. Wydaje się natomiast, że stosunek mas do religii staje się coraz bardziej cyniczny - cos jak stosunek SLD czy późnych partii jeszcze nie post- do sprawiedliwości społecznej: raczej korzysta się z umysłowych i obyczajowych ułatwień danych przez religię niż zawierza jej cokolwiek: albigensi przeminęli dawno, religia chrzescijańska od wieków rozwija ceremoniał i stara się chwytać jak najwięcej władzy, na boską interwencję w niczym nie czekając. Były niegdyś religie nienazwaną podstawą dążeń zwanych transcedentnymi (wynikających przecież z ograniczeń, o jakie rozbijały sie dążenia realne) - dziś są raczej nienazwaną podstawą nieciekawych interesów, zasłoną za którą dzieje się niejedno. Albo zatem wykazujemy w stosunku do nich emocje takie, jak dziecko w stosunku do niezrozumiałego świata dorosłych - albo swoje emocje rezerwujemy dla życia w pełnym słońcu a nie w cieniu dawnych myślowych nawyków, a na religie patrzymy podobnie jak fizyk patrzy na klisze z komory Wilsona: chłodno, bez uzależnienia ale i bez poczucia niewiedzy - choć rzecz jasna pamiętając o zasadzie nieoznaczoności, ona dotyczy też oglądu cudzej psychiki.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | Odp: Ale się porobiło... | >Religie to w gruncie rzeczy tylko systemy zakleć. Nie do analizy - ważne jak działają, a na to trzeba śledzić losy kultur: nie palonych heretyków, nie świętych - niewiele tak naprawdę z religii wynika, coś wynika z tego, że z niewiedzy wynikają religie.
Genialna myśl. Pozdrawiam.
|
|
|  | | outsider (2469 punktów) | No to podsumujmy może Twoją, Itachi-san, wizytę u buddystów. Czy racjonalista może zostać buddystą? Nie bardzo, racjonalizm to takie heglowskie ukąszenie, które leczy sie trudno i raczej dramatycznie - droga musiałaby wieść poprzez daleko idący rozpad dotychczasowej osobowości. Ot, pojawiłeś się na zasadzie Guliwera...
Inni przeciez przychodzą do takich czy innych wspólnot z innym bagażem - bagażem który im ciąży. Owładnięcie, iluminacja - jakaś taka terminologia - jakakolwiek mantra na niepokój życia i wewnętrzny bezład. Wielu z nich pewnie też odejdzie, przepoczwarzy się i odrzuci ze wstrętem skórę poczwarki - ale...
Świat żada od nas indywidualizmu - nie bardzo jednak doradzając, czym on jest: czym jest ścieżka indywidualisty, jeśli nie doskonaleniem własnych ułomności? Doskonałymi być nam nie dano (tylko religie łudzą...) - a w niedoskonałościach różnimy się bardziej, niż w czymkolwiek innym: budujmy zatem sami siebie z tego, co naprawdę jest pod ręką, twórczo to przekształcając - budowa od podstaw nie jest nam przecież dana.
I ja pozdrawiam. Zainicjowałeś ciekawą dyskusję.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| |  | | Itachi-san (468 punktów) | > No to podsumujmy może Twoją, Itachi-san, wizytę u buddystów. Czy racjonalista może zostać buddystą? Nie bardzo, racjonalizm to takie heglowskie ukąszenie, które leczy sie trudno i raczej dramatycznie - droga musiałaby wieść poprzez daleko idący rozpad dotychczasowej osobowości. Ot, pojawiłeś się na zasadzie Guliwera...Hahaha Guliwer.... Masz rację  Jednak w pewnym sensie mógłbym być buddystą (ale to już byłby indywidualny, heretycki). W niewielkim- chodzi o medytację jako substyt innych metod relaksujących może byc ona dla mnie wartościową praktyką (sprawdzałem empirycznie) jednak by ją ćwiczyć nie trzeba byc buddystą; moralność uważam też za wartościową (ale Jezus też miał parę niezłych patentów) jednak jak widzisz trudno byłoby mi zaakceptować karmę, reinkarnację i tzw. 'bałwanów' (czyt. personifikacji stanów umysłu)  Buddyzm tybetański jest dla mnie pod tym wzgledem zbyt egzotyczny. Natomiast zen z tego co czytam to prostota formy, jednak dużym problemem dla osoby takiej jak ja jest to, że nie można jego ująć w logiczne ramy. Czytam sobie teraz pracę (Wprowadzenie do buddyzmu zen) Daisetz'a Teitaro Suzukiego, profesora filozofii buddyjskiej o zenie i nic z tego nie rozumiem. To też niezła egzotyka. Książka jest zbiorem esejów o zenie. Zacytuję kawałek. Jest to wiersz napisany przez buddyjskiego mistrza Jenye (zenista): "Wędruję z pustymi rękoma, lecz spójrzcie- trzymam w nich łopatę; Idę, a przecież jadę na grzbiecie wołu; Kiedy przechodzę mostem, Oto woda nie płynie, ale płynie most" Cała książka jest wypełniona takimi 'smaczkami'  Tak więc nie ma tu miejsca na rozum, za to na intuicję czy medytację, jednak nie wiadomo czy medytując i tak bym to rozwikłał. Jako Europejczyk jestem zbyt przywiązany do logiki, racjonalizmu, jestem sceptykiem i ateistą, więc takie coś to jednak dla mnie coś zupełnie ekscentrycznego. I słusznie zauważasz, że gdybym miał zostać buddystą musiałaby właściwie rozpaść się znaczna część mojej osobowości. Dezintegracja! Prawdopodobnie Japończyka (gdzie popularny jest zen), Tybetańczyka (b. tybetański), hinduistę takie rzeczy nie dziwią. Nasza 'umysłowość' jest jednak inna... > Inni przeciez przychodzą do takich czy innych wspólnot z innym bagażem - bagażem który im ciąży. Owładnięcie, iluminacja - jakaś taka terminologia - jakakolwiek mantra na niepokój życia i wewnętrzny bezład. Wielu z nich pewnie też odejdzie, przepoczwarzy się i odrzuci ze wstrętem skórę poczwarki - ale...Tak, akurat Majewskiemu to pomogło, ja jednak zaufałbym komu innemu (co do pewnych problemów). Dla niektórych jakaś religia na pewno jest dobra... pod warunkiem ,że nie robią rzezi jak rzymscykatolicy i nie wtrącają się do polityki. > Świat żada od nas indywidualizmu - nie bardzo jednak doradzając, czym on jest: czym jest ścieżka indywidualisty, jeśli nie doskonaleniem własnych ułomności? Doskonałymi być nam nie dano (tylko religie łudzą...) - a w niedoskonałościach różnimy się bardziej, niż w czymkolwiek innym: budujmy zatem sami siebie z tego, co naprawdę jest pod ręką, twórczo to przekształcając - budowa od podstaw nie jest nam przecież dana.'Święte słowa'. Ja ucząc zauważam, że coraz więcej mam przed sobą znaków zapytania. Im bardziej się zagłębiam tym więcej nie wiem na pewne tematy i jednocześnie więcej wiem na inne. Ignorancja wychodzi, myślenie prowadzi tylko do pomieszania, tańczę na linie... . Czasami to pewnie lepiej byłoby byc mniej skomplikowanym umysłem i myśleć tyle co krowa. Można dzięki temu zaoszczędzić na lekach, na ból głowy. Kolejna niedoskonałość- łąpię się na bykach ortograficznych pomimo wielu lat nauki, a właściwie placownik mnie łapie  Indywidualność jest ważna, jednak społeczeństwo jest też mocno nietolerancyjne dla indywidualistów, łatwiej jednak zdecydowanie być populistą, iść za grupą, którą się nie lubi, nie szanuje, chociażby ze strachu, potrzeby akceptacji, solidarności grupowej... Jeśli jesteś pośród wron to kracz jako one- powiedzenie trafne, szkoda, że nie jest inaczej. Są jeszcze kraje nonkonformistów, chociażby USA, jednak na codzień mamy polską brutalną rzeczywistość, piekiełko zwane KATOLAND-em. Media lansują produkty- "kup produkt marki tej i tej, BĄDŹ SOBĄ!!!". Tylko, że potem każdy to ma i nikt nie jest sobą... Pod wzgledem psychiki staramy się być sobą w pewnym zakresie- miło się róznić, a jednak boimy się także społecznej alienacji i zatracamy część siebie. Społeczność jakakolwiek to też pewien totalitaryzm... > I ja pozdrawiam. Zainicjowałeś ciekawą dyskusję.>
Pozdrawiam > Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej> (Nieboska komedia}Oj tak ślisko, że się musiałem kiedyś przewrócić, będąc dawnym gorliwym katolikiem jeszcze w młodości (w dzieciństwie i będąc nastolatkiem)
|
|
| | |  | | outsider (2469 punktów) | Haiku... te króciutkie wiersze bywaja naprawdę piekne, przywodzą na mysl impresjonizm. Choć nie da się wszystkiego wyrazić w formie haiku. Myślę, Itachi-san, że buddyści rozpaczliwie usiłują zrozumieć istotę bytu - Europejczycy rozpaczliwie usiłują działać: to jak postawa apollińska i dionizyjska u Nietzschego. Zen prowadzi ku milczeniu - działanie ku klęsce; działanie szybciej pcha świat do przodu, trudniej jednak spełnić się w nim osobiście. Z kolei owo poczucie niespełnienia pcha ku marzeniom - te niekiedy otwierają nowe horyzonty. Nie ma w rzeczywistości Houyhnhnms, Guliwerze, jak nie ma jednorożców - ale marzenia są bronią pokonanych: niekiedy skuteczną.
Tak zwane "chińskie ciasteczko" - znam je w polskim przekładzie bo jak inaczej, ale to akurat przekład genialny:
Na modlitwę kota Nie ustanie słota Świat nie oschnie z błota Na modlitwę kota
Dość taoistyczne w wyrazie - ale do mnie przemawia. Wiesz, w owych tekstach zen które zacytowałeś - w innych też - urzeka mnie bliska mi nieufność wobec języka: język jest podstawą racjonalizmu, ale warto pamiętać, jak bardzo jest ułomny i jak ochoczo kreuje nowe byty wbrew brzytwie Ockhama... Dobrze jest przysłuchać się głosom z daleka - mówią nam one, że nic nie jest oczywiste, własną kulturę przyswajamy bezwiednie i przyjmujemy za oczywistość - jeśli nie rzeczywistość.
Jest w naszej społeczności nie tyle tylko populizm, co przeciwstawne napięcia ku indywidualizmowi i roztopieniu sie w masie: historia (a ścśle mówiąć kulturowy niedorozwój) sprawiły, że napięcie między nimi jest tak wielkie - a my sami trwożliwi, niechętnie dokonujący wyboru. Wiesz pewnie, jakie typy ludzkie uznał pod koniec życia Antoni Kępiński za reprezentatywne dla naszej nacji? Psychastenika i histeryka - ot, polska mieszanka - bagnista raczej niż wybuchowa.
Zaś śmiałość trudno sobie u nas wyobrazić bez alkoholizmu (o mocniejszych speedach nie wspominając) - lub przynajmniej patologicznej żądzy władzy. Trudno - ale to nie znaczy, że nie warto próbować.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Hahaha Guliwer.... Masz rację Jednak w pewnym sensie mógłbym być buddystą (ale to już byłby indywidualny, heretycki).To mniej więcej taki ja  Ot taki buddyjski luzaczek, buddysta w miarę jeszce racjonalistyczny... kto Ci dziś zabroni? Choć dodam, że trzeba mieć często z takim podejściem umiejetność kamuflażu żeby nie irytować, wśród zenków zachowywać się jak zenek, a wśród kagyupów jak...głup  Ale jak się ma wiedzę i doświadczenie to jest luzik, nie ma szans żeby Cię wyczuli, a nawet jakby, nikt Cię aż tak bardzo nie potepi bo Twoja sprawa, ale ważne jest po prostu dbanie o czystość lini przekazu w ośrodku, żeby na przykład taka Ewelinka przychodząc do kagyupów w Białymstoku nie dostała pomieszania z poplątaniem słuchając równocześnie poglądów zenowskich, Karma Kagyu, Nyingmy,Bon, Dzogczen i cholera jedna wie czego jeszcze  > W niewielkim- chodzi o medytację jako substyt innych metod relaksujących może byc ona dla mnie wartościową praktyką (sprawdzałem empirycznie) jednak by ją ćwiczyć nie trzeba byc buddystą;A no właśnie, czasem wystarczy juz tylko ich znajomość i wpadnięcie do ośrodka, jesli nie chce się medytować samemu, dla samego towarzystwa  > Natomiast zen z tego co czytam to prostota formy, jednak dużym problemem dla osoby takiej jak ja jest to, że nie można jego ująć w logiczne ramy.Tak też podejrzewałem  > Czytam sobie teraz pracę (Wprowadzenie do buddyzmu zen) Daisetz'a Teitaro Suzukiego, profesora filozofii buddyjskiej o zenie i nic z tego nie rozumiem.  Bujasz  To moja pierwsza książka na temat zen jaką przeczytałem w wieku 15 lat  Miałem wtedy jeszcze wystarczająco płynny i chłonny umysł żeby być nią zafascynowany i kapowałem bez problemu ten płynący most i tego bawoła i ten kij który też tam chyba był jeśli dobrze pamiętam  Tak to juz jest Itachi, starzejesz się i Ty i w pewne rzeczy będzie Ci sie "wkręcić" o wiele trudniej jeśli nie w ogóle  Nie masz wyjścia, musisz się z tym pogodzić  > Zacytuję kawałek.> Jest to wiersz napisany przez buddyjskiego mistrza Jenye (zenista):> "Wędruję z pustymi rękoma, lecz spójrzcie-> trzymam w nich łopatę;> Idę, a przecież jadę na grzbiecie wołu;> Kiedy przechodzę mostem,> Oto woda nie płynie, ale płynie most"> Cała książka jest wypełniona takimi 'smaczkami'  O to mi własnie chodziło  Nie zauważyłem tego wcześniej i dlatego napisałem i zostawię już tak dla smaczku  MU!!!!  Cyprys na dziedzincu Itachi  i pokaż mi swą twarz sprzed narodzin  i jescze jakbyś mógł, to zrób ten krok z wysokiego słupa i nie spadnij  > Tak więc nie ma tu miejsca na rozum, za to na intuicję czy medytację, jednak nie wiadomo czy medytując i tak bym to rozwikłał.MU!!!  > Jako Europejczyk jestem zbyt przywiązany do logiki, racjonalizmu, jestem sceptykiem i ateistą, więc takie coś to jednak dla mnie coś zupełnie ekscentrycznego.Możesz być, a oświecenie to własnie wynik syntezy po dezintegracji. Tak sobie jeszce przypominam...polecam Ci Piotrze "Buddyzm zen i psychoanaliza" jeśli nie czytałeś (Fromma, Suzukiego i jeszcze trzeciego jakiegoś). I tak jeszce sobie pomyślałem Piotrze, jeśli szok kulturowy jest dla Ciebie serio za duży, to możesz też przeczytać na początek "Drogę zen" A. Wattsa, potem np.: "Trzy filary zen" F. Kapelau, później juz np.: "Górę traw" tj. dziennik z tygodniowego treningu chan w Chinach a na końcu możesz się już rzucać na teksty źródłowe jak np.: "Oko zen" Sokei-an. Chodzi o to, żebyś posuwał się od autorów zachodnich przez zachodnich mistrzów do mistrzów wschodnich. Wtedy trybiki nie doznają takiego szoku jak przy rzucaniu się od razu na głębokie wody. To samo możesz zrobić w kwestii wadżrajany, najpierw prace religioznwcze, potem Ole, a potem lamowie wschodni. Ot taka rada, nie żebym wykorzystywał swoje doświadczenia i Cię indoktrynował  > Tak, akurat Majewskiemu to pomogło, ja jednak zaufałbym komu innemu (co do pewnych problemów).I ja mam tego świadomość Itachi... u psychologa też w życiu zdazyło mi się być  dlatego też lubię Cię już za sam Twój zawód bo Ci ludzie też mi jakoś tam pomogli. > Dla niektórych jakaś religia na pewno jest dobra... pod warunkiem ,że nie robią rzezi jak rzymscykatolicyTy  Łasica  słuchaj  Mało Ci Tu niebuddyjskiej krwi jeszcze? 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| dolkar.yeshe | Odp: Krytyka buddyzmu | jak rozumiem, odwiedziłeś jeden tylko buddyjski ośrodek, i to aż 8 razy. a piszesz 'buddyści', 'buddyzm tybetański' itp. nie znasz wszystkich buddystów, więc lepiej byłoby gdybyś był łaskaw pisać 'buddyści, których poznałem'. ja praktykuję buddyzm tybetański w linii Karma Kagyu od 10 lat, a nigdy nawet nie spotkałam pana Olego Nydahla. a więc nawet używanie przez Ciebie terminu 'Karma Kagyu' jest pewną nadinterpretacją; nie wszyscy praktykujący w tej tradycji mają cokolwiek wspólnego z Olem Nydahlem. 'uczniowie Olego Nydahla' będzie najbardziej adekwatnym określeniem na ludzi, których opisujesz jako 'buddystów', przenosząc to, co zaobserwowałeś w ich sandze na wszystkich praktykujących buddyzm tybetański. z Twoimi obserwacjami na temat zachowań tych ludzi nie mogę polemizować. > typowym sekciarstwem czyli przekonaniem, że dana grupa posiadła> prawdę, a wszelkie inne są ułomne. Buddyści kpili z katolików,obrzydliwe i wbrew naukom. kiedy przyjmujesz Schronienie, nie możesz krytykować i wyśmiewać innych religii. > Spotkałem dodatkowo się z indoktrynacją, ci ludzie chcieli po prostu zrobić ze mnie> buddystę,kiedy przyszedłeś do ośrodka, ludzie widocznie uznali, że jesteś zainteresowany naukami. czego się spodziewałeś? > Buddyści nie przestrzegają także podstawowych wskazańwszyscy buddyści??? > 2.Wyprane mózgi!> Już po pierwszym spotkaniu (gdybyście poszli do ośrodka> buddyjskiego) zobaczylibyście, że ci ludzie analizują sporo> sytuacji w kategoriach swojej wiary. Jeśli coś im złego się> przydarzyło to znaczy, że w poprzednim życiu lub tym> zrobili coś złego  lepiej byłoby 'o Boże, za co mnie tak karzesz?' albo 'dlaczego ja?' > muszę stwierdzić, że gdyby wpadł tam> człowiek zakompleksiony, w głębokkiej depresji lub z innym> problemem to już byłby ich.tak, tak. za każdego nowego zwerbowanego dostajemy w ośrodku suszarkę do włosów albo toster.  > Słyszałem tylko buddyjski> kociokwik.w ośrodku buddyjskim nie ma szans na usłyszenie innego rodzaju kociokwiku. > 3.Krytyka karmy i reinkarnacji.> Obalając prawo karmy,obalamy cały buddyzm.no tu, to dopiero twierdzenie. obalaj, obalaj, Waćpan. > karma> ma wpływ na to gdzie się rodzimy, z jakim wyglądem,> psychiką i jacy ludzie nas otaczają. Człowiek taki> nieszczęśliwy i w negatywnym położeniu nie mógłby wytwarzać> dobrej karmy zbyt wiele! W wyniku daje to niemożliwość> żadnego uwolnienia się z tego koła i taka osoba schodziła> by do coraz niższych światówprzyczyna wywołuje skutek, akcja reakcję itd. na tym polega prawo karmy. nie wierzysz w poprzednie życia? nie pamiętasz ich? a pamiętasz, co robiłeś 12 marca 1992 roku o 13. 15? albo co Ci się śniło trzy tygodnie temu? zapominamy o wielu wydarzeniach, ale to nie znaczy, że nie miały w ogóle miejsca. > np. zwierząt, duchów, demonów> (tutaj też absurd- duchów, demonów nie stwierdzono!).  > Na krytykę zasługuje też to, że karmę należy oczyszczać,poczytaj trochę więcej, np o czterech oczyszczających mocach. tu za mało miejsca na wykład. > Medytacja działa podobnie> jak antydepresant, wiec jak humor im opadnie to wspierają> się tym, niestety i to marność... odciągająca od realnego> zmierzenia sie z życiem  niezła teoria, gorzej, że nie jest prawdziwa. > 4.Byddyzm ma wiele cudowności, znacznie więcej niż kościół> katolicki i reszta chrześcijaństwa. Od 150 lat nie> stwierdziliśmy żadnych umiejętności paranormalnych, cudów'cuda' nazywane są w buddyzmie tybetańskim 'zwykłymi', bądź nawet 'pospolitymi' siddhi. zdarzają się dużo częściej, niż myślisz. co do badań, to zachodni naukowacy badali szczegółowo praktykujących jedną z 6 jog Naropy, tummo. i okazało się, że to nie żadna 'ściema'.
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | > 'cuda' nazywane są w buddyzmie tybetańskim 'zwykłymi', bądź nawet 'pospolitymi' siddhi. zdarzają się dużo częściej, niż myślisz. co do badań, to zachodni naukowacy badali szczegółowo praktykujących jedną z 6 jog Naropy, tummo. i okazało się, że to nie żadna 'ściema'.> Rzeczywiście mi cud  Dodatkowo-ja nie jestem od komentowania takich półsłowek, jak w większości postu. Lubi pan iracjonalizm, a ja racjonalizm na tym poziomie nie ma co gadać. Zapraszam do poczytania pana Majewskiego (buddysty), jego przynajmniej da się czytać...
|
|
|  | |
|  | | dolkar.yeshe | > >Rzeczywiście mi cud Dodatkowo-ja nie jestem od komentowania takich półsłowek, jak w większości postu. Lubi pan iracjonalizm, a ja racjonalizm na tym poziomie nie ma co gadać.tu nie chodzi o racjonalizm albo zamiłowanie do irracjonalizmu, tylko o konfabulacje, uogólnienia i generalizowanie... Waćpan nie wiesz po prostu, o czym piszesz. 'buddyzm tybetański to, albo tamto'. ośmielam się twierdzić, że nic o nim nie wiesz. dlaczego? nie wiesz, kim był Naropa, ani czym jest 6 jog, ani tummo. a ktoś, kto ma elementarną wiedzę o tybetańskim buddyzmie, wie to na 100%. zaczynam wątpić nawet w te 8 wizyt w ośrodku, albo że to był buddyjski ośrodek. > Zapraszam do poczytania pana Majewskiego (buddysty), jego przynajmniej da się czytać...  czytałam, czytałam.
|
|
| |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Cześć Tara, fajnie że wpadłaś, yeshie (tsogyal???  ), wyczekiwałem tu kogoś z klimatu który ugryzie Itachiego z innej strony. Samotnie mi tu było. Owca Maca czy jak jej tam było która wlaczyła na rozprawmy sie z buddyzmem jakoś nieobecna  Pozdrawiam, ciepło
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | dolkar.yeshe | > Cześć Tara, fajnie że wpadłaś, yeshie (tsogyal??? ), wyczekiwałem tu kogoś z klimatu który ugryzie Itachiego z innej strony. Samotnie mi tu było. Owca Maca czy jak jej tam było która wlaczyła na rozprawmy sie z buddyzmem jakoś nieobecna  > Pozdrawiam, ciepło> Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)witam i będę zaglądać.
|
|
| |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > zaczynam wątpić nawet w te 8 wizyt w ośrodku, albo że to był buddyjski ośrodek.Ja miałem trochę inną wizję  Że owszem był, tylko, że myślał, że wie już wystarczająco dużo, jeśli nie wszystko, i o nic nikogo nie pytał tylko przyszedł tam po prostu zanieść w ciemny lud buddyjski kaganek racjonalistycznej oświaty  a późnej się jeszcze dziwił, że nikt z nim nie chciał rozmawiać w kategoriach filozoficzno - naukowych, choć z filozofii buddyjskiej to się sam nie przygotował  A później na racjonalistę z tym i  A tu mu takie manto spuścili jeszce biedakowi 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
|  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > Rzeczywiście mi cud  Nie rozumiem Cię Itachi, negujesz to, aj o tym nie pisałem bo mi się nie chciało, ale to religioznawczo udowodnione, co więcej, sam może doświadczasz w medytacji, zwłaszcza na jej początku gorąco. Rozwiń te Twoje półsłówka. A dziewczyna pisze bardziej racjonalnie niż Ci się znów zdaje.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
 | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > ja praktykuję buddyzm tybetański w linii Karma Kagyu od 10 lat, a nigdy nawet nie spotkałam pana Olego Nydahla.Ja też nie...hmm... Karma Kamtzang?  Grabnik? Wrocław? Tak się nawet zastanawiam, czy my już kiedyś mail'a nie wymieniliśmy  Że się odważę...Jolanta? A i tak mam prośbę, jeśli mogłabyś mnie gdzieś przekierować, gdzieś gdzie znajdę może odpowiedź na pytanie, jak to jest z czytaniem Bar-do Thos-Grol po dekapitacji. Słyszałaś o czyms takim kiedyś? Robi się wtedy takie czytania do ucha? Wiem że to dosyc śmieszne i dziwne, ale kumpel pisze magistrekę z egzorcyzmów, duchów i opętań i jak mogę to mu pomagam na polach religii wschodu, żeby miał komparatystykę i natrafiliśmy na taki problem  Nie chce mi się zawracaś głowy Rinchenowi czy "naszym" wędrującym nauczycielom, jeśli dałoby się to może na jakimś forum na luzie załatwić. Chętnie bym też się dowiedział dlaczego linia Urdziena Trinleya to Karma Kamtzang bo w tekście do pokłonów mam wzmiankę o tej lini więc jak mnieniam, to juz stara nazwa, sprzed pierwszej połowy 90ych. Znajdę gdzieś takie info? Jesteś w stanie pomóc? > obrzydliwe i wbrew naukom. kiedy przyjmujesz Schronienie, nie możesz krytykować i wyśmiewać innych religii.Upsss  Tutaj czuję się zobligowany wyspowiadać bo nie wiedziałem o tym. Kpiny w mej gompie, o których tak swobodnie wspominałem to rzadkie wspominanie o katolikach w żartach, pobłażliwie i ze współczuciem, czasem z żalem, jeśli zaleźli za skórę, bo i buddysta ma w stadzie wron niejednokrotnie ciężko. A generalnie to tak jak chyba w każdej gompie... nie chce nam się o nich za dużo gadać, mamy inne tematy, jak wszędzie chyba (ja tylko dwa ośrodki odwiedzam  ). W sumie to myślę, że można by tu nawet "zaryzykować" i poprosić Itachiego o opisanie tych kpin. > tak, tak. za każdego nowego zwerbowanego dostajemy w ośrodku suszarkę do włosów albo toster. Taaaa... ja to już dolkar w ogóle rozdaję je biednym bo rodziny zabrakło albo wysyłam do Garudy, żeby rozdawali tybetańskim uchodźcom w Polsce, a z Białegostoku to mi przyślą za niedługo wór czekoladek, za podanie na Nirwanie pomocnej dłoni nieśmiałej jakoś tak trochę Ewelinie  > w ośrodku buddyjskim nie ma szans na usłyszenie innego rodzaju kociokwiku.Eeeee no tak to ich znowu nie czarujmy dolkar że "my" tacy święci  O szkole też się zdarzy pogadać, o studiach, sporcie, problemach rodzinnych, samochodach, sztukach walki, pracy... o wszytskim  > no tu, to dopiero twierdzenie. obalaj, obalaj, Waćpan.  Naśmiać się tu nie mogę nad tym zręcznym ujęciem sugestywnych dosyć jak dla mnie poglądów Itachiego  > poczytaj trochę więcej, np o czterech oczyszczających mocach. tu za mało miejsca na wykład.Daj jakiegoś linka prosze jak znasz coś dobrego na ten temat albo książkę. Może być na mail'a, pisz śmiało. Chętnie poczytam, bo pierwszy raz w życiu słyszę. > to zachodni naukowcy badali szczegółowo praktykujących jedną z 6 jog Naropy, tummo. I okazało się, że to nie żadna 'ściema'.Tak samo z fizycznymi objawiami powodzenia w poła. Jak z resztą jog to nie wiem, chyba trochę gorzej. I lepiej może chyba długo też nie być nie? Pozdrawiam, miło było dzieki Tobie spojrzeć na to i owo z innej strony 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
|  | | dolkar.yeshe | nie wrocław, i nie Jolanta, niestety... > A i tak mam prośbę, jeśli mogłabyś mnie gdzieś przekierować, gdzieś gdzie znajdę może odpowiedź na pytanie, jak to jest z czytaniem Bar-do Thos-Grol po dekapitacji. Słyszałaś o czyms takim kiedyś? Robi się wtedy takie czytania do ucha?www.tsering.wroclaw.pl/indexTKU.php> Chętnie bym też się dowiedział dlaczego linia Urdziena Trinleya to Karma Kamtzang bo w tekście do pokłonów mam wzmiankę o tej lini więc jak mnieniam, to juz stara nazwa, sprzed pierwszej połowy 90ych. Znajdę gdzieś takie info? Jesteś w stanie pomóc?nazwy Karma Kagyu i Karma Kamztang mogą być używane zamiennie. z www.benchen.org.pl/t_trad2.htm#3'Gampopa miał bardzo wielu uczniów. Założyli oni kilka podszkół w ramach szkoły Kagju. Jedną z najbardziej znaczących spośród nich jest Karma Kamtzang, znana też pod równorzędną nazwą Karma Kagju. Pierwszy człon nazwy pochodzi od imienia Karmapy - głównego spośród uczniów Gampopy.' > >obrzydliwe i wbrew naukom. kiedy przyjmujesz Schronienie, nie możesz krytykować i wyśmiewać innych religii.> Upsss Tutaj czuję się zobligowany wyspowiadać bo nie wiedziałem o tym.jest to część ślubowań schronienia /związane z przyjęciem schronienia w Dharmie/. w czasie niektórych inicjacji też przyjmuje się takie ślubowanie, więc jest to ważna kwestia. > >poczytaj trochę więcej, np o czterech oczyszczających mocach. tu za mało miejsca na wykład.> Daj jakiegoś linka prosze jak znasz coś dobrego na ten temat albo książkę. Może być na mail'a, pisz śmiało. Chętnie poczytam, bo pierwszy raz w życiu słyszę.jeszcze poszukam. wiem, że czytałam to po polsku w jakiejś książce. ale muszę sprawdzić tytuł i autora. tutaj po angielsku /the four opponent powers/: www.medicinebuddha.org/vajrasattva.htmwww.thubte(*)ghtenment/LR_Karma_10Aug92.pdf> >to zachodni naukowcy badali szczegółowo praktykujących jedną z 6 jog Naropy, tummo. I okazało się, że to nie żadna 'ściema'.> Tak samo z fizycznymi objawiami powodzenia w poła. Jak z resztą jog to nie wiem, chyba trochę gorzej. I lepiej może chyba długo też nie być nie?z jogą śnienia byłoby niemożliwe...  > Pozdrawiam, miło było dzieki Tobie spojrzeć na to i owo z innej strony  się polecam na przyszłość
|
|
| |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | > nie wrocław, i nie Jolanta, niestety...Czyli Garbnik jak mniemam  Uśmiejesz się, zastanawiałem się czy nie przeglądałem Twojej książki w Krakowie, doktorantki IR, "Pustka innego-problem ortodoksji poglądy szentong...", pewno wiesz o co chodzi...wydawnictwo A. Ja dziś na studiach właśnie i będę karmapa cziennował dla odmiany w Krakowie Na tseringa wpadnę, popytam  Z tym Karma Kamtzang doczytałem sobie akurat wczoraj w Powersie  Tylko że kurcze nie nadążam ciągle, czy nasze linie można jakoś nomenklaturalnie rozróżnić przy tych wszystkich zamiennych nazwach? Wykombinowaliście może coś nowego? Bo my nie bardzo  I chyba żednej stronie się do tego nie spieszy nie?  Niezłą chamówę "żeśmy sobie" w Karma Kagyu urządzili co  > jest to część ślubowań schronienia /związane z przyjęciem schronienia w Dharmie/. w czasie niektórych inicjacji też przyjmuje się takie ślubowanie, więc jest to ważna kwestia.Ja schronienie będę miał najwcześniej 13-ego, w Hali Wisły  Od tamtej pory to już złego słowa na żaden pogląd nie powiem  Nawet racjonlaizm  Słowo harcerza  Nawet na Islam  Bo ja to np.: Olego nie kapuję z tym Islamem, za bardzo ...jak by to powiedzieć... generalizuje, uogólnia, konfabuluje  ... wiemy o co chodzi  > tutaj po angielsku /the four opponent powers/:To mi już chyba wystarczy  Dzięki. Nie musisz tam robić jakiś specjalnych "przekopów" w poszukiwaniu tej książki, a tym bardziej remontu  > z jogą śnienia byłoby niemożliwe...  A ja uważam, że może i byłoby. Pytałem raz dolkar (imię dharmy jak mniemam  ) na psychologii religii czy badano już stany mistyczne podczas snu. Zdziwisz się, dr paweł Socha powiedział mi że nie, i co mnie zdziwiło najbardziej, powiedział, że byłyby przecież trudności ze znalezieniem ludzi do takich badań i że trudno te stany przeiwdzieć, więc badania byłyby trudne  Cóż, jak się za to kiedyś wezmę to będzie już i 3cia joga udowodniona  Zbiorę wszystkich ją praktykujących w jednym miejscu, podłącze im elektrodki gdzie trzeba i będę badania na cacy  Nic prostszego  > się polecam na przyszłośćA gdzie Cię szukać dolkar? Pozdrawiam 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | placownik |
Tematy, które poruszasz w swoim poście są być może interesujące dla dolkara, ale chyba dla nikogo więcej. Czy bardzo się zdziwisz, jeśli kolejne Twoje posty o podobnej zawartości zostaną wycięte?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów) | Witaj, w końcu się doigrałem jak widzę, ale tym razem nie będę pokorny i spróbuje się trochę pobronić i to w sposób najgorszy z możliwych, tj. urządzając małą pyskówkę  > Tematy, które poruszasz w swoim poście są być może interesujące dla dolkara,Po pierwsze, czy wszystkie? Po drugie: Placownku - ortografii miłośniku  źle odmieniłeś  Dolkar to tybetańska nazwa Białej Tary, śnieżnej można by zatem powiedzieć "bałwanki", dającej długie życie emanacji współczucia - bodhisattwy Awalokiteśwary (tyb. Czenrezig), zrodzonej z jednej z łez tego ostatniego, gdy zapłakał on nad cierpieniami czujących istot. To dlatego przywitałem dolkar.yeshe słowami "Cześć Tara". My się z dolkar.yeshe wcześniej nie znaliśmy i jej prawdziwe imię raczej nie brzmi Tara. Byś nie miał wątpliwości co do płci dolkar, oto ona... nmazca.com/dharma/icon/white_tara.jpg> ale chyba dla nikogo więcej.piszesz być może, chyba, więc może należałoby większą ilość osób zapytać, czy... > Czy bardzo się zdziwisz, jeśli kolejne Twoje/jego posty o podobnej zawartości zostaną wycięte?A tak bardziej do rzeczy, nie zdziwię się, i to bynajmniej nie ze względu na dosyć prywatny charakter postu (dolkar się nie loguje i nie byłem w stanie, mimo szczerych chęci, przenieść rozmowy na mail'e) ale ze względu przede wszystkim na to, że mało który (jeśli w ogóle któryś) racjonalista ma świadomość tego, co się na wątku "Krytyka buddyzmu" stało. W pierwszej połowie lat 90ych doszło w krytykowanej tu szkole Karma Kagyu do rozłamu na wskutek kontrowersji, jakie wyniknęły po śmierci XVI Karmapy w roku 1981 w procesie poszukiwania jego kolejnej inkarnacji. Po licznych politycznych również perturbacjach mamy dziś sytuację, w której mamy dwóch Karmapów, głowy dwóch linii Karma Kagyu. Ja reprezentuję odłam zarejestrowany w Polsce pod nazwą Karma Kagyu i uznający za XVII Karmapę Thaje Dordże. Dolkar.yeshe zaś reprezentuje odłam zarejestrowany pod nazwą Karma Kamtzang i uznający za XVII Karmapę Urdziena Trinleja. Nasze obozy się na co dzień nie spotykają i można nawet mówić i pewnej wrogości względem siebie naszych "głów/szefów" ... np.: lamowie Rinchen i Ole Nydahl w "ekumenicznym" duchu sobie nie żyją. Zgoda, że rozmawiałem na luzie, slangiem, ale to z cała świadomością tego, że inni i tak nie mają pojęcia, o czym mowa i nie będą już w stanie się włączyć... musieli by więcej poczytać...za ignorancję, jak pokazała "wątkowa cisza" ostatnich kilku dni uzasadnioną, zwyczajowo przepraszam. I co najważniejsze na tym wątku, za ten właśnie rozłam szkoła Kagyu jest najbardziej krytykowana również przez samych buddystów i był on w latach 90 główną przyczyną licznych rozczarowań (przede wszystkim ludzi nastawionych do buddyzmu tak romantycznie ja Itachi) i odejść od wadżrajany wielu osób tak na wschodzie jak i zachodzie, o czym wspomniał i Itachi, i ja. Rozłam ten stworzył wymiar, w którym można by po Karma Kagyu "pojechać" naprawdę solidnie, choć jestem w stanie zrozumieć, że komuś lepiej to robić po 8 wizytach w ośrodku na poziomie poniżej "buddyjskiej" krytyki, o powyższym nie mając najwyraźniej zielonego pojęcia. Pozdrawiam
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | | | |  | | placownik |
Dzięki za zwrócenie uwagi na płeć dolkar. Mam nadzieję, że jej nie obraziłem.
>A tak bardziej do rzeczy, nie zdziwię się, i to bynajmniej nie ze względu na dosyć prywatny charakter postu (dolkar się nie loguje i nie byłem w stanie, mimo szczerych chęci, przenieść rozmowy na mail'e)
Twój post miał całkowicie prywatny charakter. Zauważyłem, że dolkar się nie loguje i tylko dlatego Twojego całkowicie prywatnego postu nie wyciąłem. Najwyraźniej inicjatywa należy do dolkar. Jeśli zechce poda Ci swój mail i wtedy będziecie mogli gwarzyć na prywatne tematy do woli. Forum nie jest przeznaczone do tych celów.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | dolkar.yeshe | > Dzięki za zwrócenie uwagi na płeć dolkar. Mam nadzieję, że jej nie obraziłem.definitywnie XX.  dzięki za cierpliwość, maile wymienione, pozdrawiam czytających i piszących.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|