 |
Homeopatia polityczna Majcherka Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-08-2014 14:51 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Homeopatia polityczna Majcherka
3 na 3 | Janusz Majcherek na łamach Gazety Wyborczej promuje homeopatię polityczną. Radzi mianowicie lewicy, by zrezygnowała z haseł socjalnych i ekonomicznych na rzecz walki obyczajowej. Porzućcie "elektorat socjalny" namawia. Innymi słowy, przekonuje, że lewica w Polsce odżyje, jak przestanie być lewicą, bo hasła socjalne to historyczna esencja ruchu lewicowego. Prawica adresuje swój program do silnych, lewica do słabszych. Zawsze tak było. Majcherek proponuje "polskiej lewicy", by darowała sobie słabych, bo albo są głupimi klerykałami albo na wymarciu. Nie uważam tego za poważny głos w debacie publicznej, lecz raczej za próbę trollingu lewicy. Wydaje się zresztą, że Majcherek specjalizuje się w trollingu społecznym. Przypomnijmy, że w 2009 wsławił się postulatem ograniczania nauk przyrodniczych i ścisłych w Polsce. "Użytkownicy równań są niebezpieczni dla demokracji." Otóż w rzeczywistości problemem lewicy nie jest nadmiar socjalizmu, lecz wytrzebienie debaty ekonomicznej. Jeśli lewica zamiera to dlatego, że prawie nie zajmuje się w Polsce kwestiami socjalnymi i gospodarczymi. Dziś osoby, które interesują się kwestiami gospodarczymi, nawet jeśli mają lewicowe przekonania, sięgają po prasę prawicową, bo to polska prawica o wiele mocniej zajmuje się tematyką gospodarczą! To jest paradoks wygenerowany przez polską lewicę: drastyczne zaniedbanie debaty gospodarczej. Lewica jeśli chce odżyć, musi wrócić do swych korzeni i zająć się gospodarką i kwestiami socjalnymi i coraz więcej widać oznak tego przebudzenia. W tym kontekście należy widzieć głos Majcherka, który najwyraźniej stara się uchronić lewicę przed koncentracją na gospodarce. Jeśli bowiem i prawica i lewica naraz skoncentrują się w Polsce na tematyce gospodarczej, to "grozi" odżyciem w Polsce poważnej debaty gospodarczej, a to z kolei może uderzyć w "status quo" i jego strażników. Polska gospodarka nie jest ani prawicowa, ani lewicowa. Jest nijaka, ponieważ nie zrodziła się z debaty pomiędzy lewicą i prawicą. W okresie transformacji taka debata nigdy w znaczącej mierze się w Polsce nie pojawiła, gdyż kurs gospodarczy kraju wytyczony został przez pisma objawione w ramach Planu Sachsa-Liptona, przekutego w polityczne szaty "realnego liberalizmu" Leszka Balcerowicza. Lewico, nie bój się zatem debaty gospodarczej z prawicą. Prawico, nie bój się debaty gospodarczej z lewicą... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | Morvoren (311 punktów) | >hasła socjalne to >historyczna esencja ruchu lewicowego.
Nie tylko historyczna esencja ruchu lewicowego. Skrajna, faszystowska prawica równie chętnie sięgała po elektorat robotników, co przedstawiciele klasycznej lewicy. Czego przykładem może być np. niemiecka NSDAP.
Zresztą PiS też czasem zachęca hasłami socjalnymi, gdy te narodowo-katolickie (obyczajowo prawicowe) nie dostarczają zbyt dużego kręgu wyborców.
|
|
3 na 3 bass (4786 punktów) (zablokowany) | >Polska gospodarka nie jest ani prawicowa, ani lewicowa. Jest nijaka, ponieważ nie zrodziła się z debaty pomiędzy prawicą a lewicą.
I bardzo dobrze, bo gospodarka powinna być nie lewicowa, nie prawicowa, ale do bólu pragmatyczna i ekonomiczna!
Dopiero redystrybucja gospodarczych osiągnięć może nabierać charakteru określonego lewo/prawo zorientowanym światopoglądem. I własnie w sferze światopoglądu najbardziej odczuwa się upadek lewicowości. Lewica już nie jest prosocjalna, nawet PiS ją w tym wyprzedził, nie jest zdecydowanie antykościelna - stawia na kolaborację z klerem, zamiast popularyzować świeckość i laickość, nawet ateizm nie jest w modzie u lewicy, zastępowany niezdecydowanym agnostycyzmem. Jedyne, co współczesnej lewicy wychodzi, to neoficka gorliwość w wypieraniu się związków z PRL-em, zaskakująco łatwo zapominająca o sukcesach tego okresu, byle tylko nie przyjmować na klatę zarzutów o błędach w tym okresie popełnionych.
Lewica i "klasa średnia" społeczeństwa stały się, póki co, największymi ofiarami transformacji ustrojowej w naszym kraju. Ich odbudowę widzę możliwą, ale dopiero po powstaniu z pozycji modlitewnej - zarówno w odniesieniu do KK jak i szeroko pojętej prawicy.
Opini J.Majcherka nie warto brać pod uwagę, należy on do licznej grupy utytuowanych celebrytów (określenie "naukowiec" rezerwuję dla innej klasy absolwentów uczelni), którzy sami dbają o swą kompromitację i ośmieszenie.
|
|
 | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >I bardzo dobrze, bo gospodarka powinna być nie lewicowa, nie prawicowa
Boisz się debaty gospodarczej pomiędzy różnymi modelami ustrojów gospodarczych?
|
|
|  | 1 na 1 bass (4786 punktów) (zablokowany) | Boję się, że debatą nazywamy przelewanie z pustego w próżne, gdy jedynym celem jest szukanie winnego zaszłościom, a jedynym argumentem skierowanym ku przyszłości, jest obietnica, "zrobimy co chcecie - tylko nas wybierzcie!"
Ponadto obawiam się, ze się nie rozumiemy. Dlatego proszę mi wyjaśnić, jak z pozycji lew. vs. praw. można np. wyrokować, czy budować sieci energetyczne, czy nie? Jak lewicowo/prawicowo ustalać, czy pozwolic na uprawy GMO? Elektrownie nuklearne? Czy praw/lew ma ustalać stopy procentowe w bankach? Więc konkretnie, o czym - w dziale gospodarki - ma decydować przynależność do opcji politycznej?
Dalej, debata społeczna, (jeśli założymy, że "głos ludu" może decydować o czymkolwiek) może byc sensowna tylko pod warunkiem, że debatuje się jeden, konkretny - problem. W przypadku gospodarki, która jest konglomeratem w zasadzie nieprzeliczalnych procesów, zależności, połączeń i wykluczeń - osiągnięcie porozumienia jest fizycznie niemożliwe, no, chyba, że wystarczy nam ustalenie, że chcemy aby było dobrze, natomiast nie chcemy, aby było źle.
|
|
| |  | 3 na 3 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Ponadto obawiam się, ze się nie rozumiemy. Dlatego proszę mi wyjaśnić, jak z pozycji lew. vs. praw. można np. wyrokować, czy budować sieci energetyczne, czy nie? Jak lewicowo/prawicowo ustalać, czy pozwolić na uprawy GMO? Elektrownie nuklearne?
To jest przede wszystkim dyskusja o strukturze własności i tempie modernizacji.
Zarówno własność prywatna jak i publiczna ma swoje atuty. Kto uważa, że tylko jedna lub tylko druga jest najlepsza jest po prostu ignorantem, który nie zna faktów, ponieważ nie był świadkiem rzetelnej debaty. Są racje na rzecz obu tez i w ramach debaty można dochodzić do konkluzji, gdzie jest miejsce na własność państwową a gdzie na prywatną. Jaką równowagę tutaj ustalić. Poza tym potrzebna jest debata o skali udziału kapitału zagranicznego w poszczególnych sektorach gospodarczych. Czasami może on być pomocny w rozwoju, czasami bardzo szkodliwy. Czasami niedopuszczenie kapitału zagranicznego do pewnej sfery gospodarki oznacza, że w krótkim okresie będzie się ona rozwijała gorzej, lecz w dłuższej perspektywie będzie korzystniejsza dla krajowej gospodarki. Poza tym jest to dyskusja o innych pośrednich formach własności, takiej jak spółdzielcza czy akcjonariat pracowniczy. W Polsce rozwiązania na rzecz akcjonariatu pracowniczego są czysto fasadowe i dlatego nigdy się to nie mogło sensownie rozwinąć.
Debata daje to, że zna się argumenty obu stron i można wyrobić sobie zdanie. Obecnie np. znamy chyba wszystkie możliwe argumenty za i przeciw in vitro. Gdyby społeczeństwo miało taką wiedze o gospodarce byliby o wiele lepszymi wyborcami a politycy byliby o wiele lepszymi politykami.
|
|
| | |  | bass (4786 punktów) (zablokowany) | Pięknie to wyłożyłeś, w zasadzie zgadzam się z przesłaniem, ale:
> Kto uważa, że tylko jedna lub tylko druga jest najlepsza jest po prostu ignorantem, który nie zna faktów, ponieważ nie był świadkiem rzetelnej debaty.
Istnieją w świecie polityki rzetelne debaty? I ich bezstronni obserwatorzy, którzy czekaja na prawdę, a nie na to, żeby ich człowiek dołożył tamtemu?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Istnieją w świecie polityki rzetelne debaty?
Nie mówimy o debatach politycznych, lecz publicznych, czyli na poziomie mediów, gdzie wypowiadają się przedstawiciele różnych opcji, argumentując merytorycznie. Obecnie jest tak, że porobiły się enklawy w których prezentowane są tylko określone punkty widzenia. Czyli formalnie jest wiele opcji, lecz nie ma żadnej debaty.
Żeby nie było, że tylko gadam: to małe medium będzie takim miejscem. Liczę na to, że będzie to także się rozwijało w innych mediach. A wtedy ten problem, o którym piszesz zniknie:
>I ich bezstronni obserwatorzy, którzy czekaja na prawdę, a nie na to, żeby ich człowiek dołożył tamtemu?
Tak jest obecnie, bo to jest efekt obecnego zaszczuwania i sekciarstwa.
Przede wszystkim jednak to działa jak błędne koło: ludzie nie interesują się gospodarką, bo nie mają o niej rzetelnej wiedzy. Nie mają wiedzy, ponieważ się nie interesują. Dlatego najpierw trzeba przerwać to błędne koło i edukować społeczeństwo o gospodarce. A później już będzie szło z górki. Ludzie sami będą ciekawi np. wieści o tym, "co tam panie w KGHMie", kiedy będą wiedzieli jak fascynująca może być historia i współczesność takiej firmy i jak jej los ma duże znaczenie dla nas wszystkich. Obecnie się tym nie interesują, bo nie znają związków przyczynowych w życiu społecznym oraz faktów. Jest to wg mnie oczywista wina mediów, które tak prezentowały tematykę ekonomiczną, by Kowalskiemu wydała się ona zagmatwana, mętna i nieciekawa.
|
|
| | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Nie mają wiedzy, ponieważ się nie interesują. Wiedzą jednak przynajmniej tyle, że jest niż demograficzny i że emerytury prawdopodobnie będą głodowe. Wiedzą o OFE. Efektem jest indywidualizm i stawianie głównie na własne kwalifikacje, bo jak nie Warszawa to Berlin. Świetny pomysł z tymi debatami gospodarczymi. To może być jednak dość trudne z powyższych względów.
dajmonion
|
|
 | 7 na 7 | Frank Holman (5897 punktów) | > Jedyne, co współczesnej lewicy wychodzi, to neoficka gorliwość w wypieraniu się związków z PRL-em, zaskakująco łatwo zapominająca o sukcesach tego okresu, byle tylko nie przyjmować na klatę zarzutów o błędach w tym okresie popełnionych. Cytat:Jest rok 1985. Bezrobocie w Marinaledzie wynosi 65 proc., a on ma 33 lata i od sześciu lat jest jej burmistrzem, a oprócz tego nauczycielem historii w miejscowej szkole. Brodaty jak Che, w rozchełstanej koszuli, idzie przez pola rozpalone sierpniowym słońcem na czele kilkudziesięciu innych marinalenos.
Maszerują, bo chcieliby żyć w XX wieku, a od stu lat nic się u nich nie zmieniło. Hiszpania, która otrząsnęła się z dyktatury, przeżywa karnawał wolności i wkracza w erę dobrobytu, która potrwa trzy dekady i - zanim nagle się skończy - przyniesie wysokie emerytury, nowe autostrady, lotniska i rozpieszczone dzieci. Ale w Marinaledzie jest głód. Nie metaforyczny, nie symboliczny, ale najprawdziwszy, ściskający żołądek.
Czują go jornaleros, robotnicy "dniówkowi", których jest w Marinaledzie 90 proc. Ponad połowa ziemi w żyznej Andaluzji znajduje się w rękach 2 proc. bogatych właścicieli ziemskich. O jednej z nich, księżnie Alby, mówi się, że można wyjść z Sewilli i dojść do Zatoki Biskajskiej, nie opuszczając jej włości. Jornaleros - uważani za najbardziej pokrzywdzoną grupę w Hiszpanii - pracują średnio dwa-cztery miesiące w roku, a przez resztę czasu żyją ze skromnych zasiłków (w 1980 roku była to równowartość 2 euro dziennie).
Różnice w dochodach są kolosalne - jak w Ameryce Południowej. Dlatego sto lat wcześniej hulały tu wiatry anarchizmu. "Wszyscy robotnicy to anarchiści - pisał o latach 30. Gerald Brenan, brytyjski pisarz i znawca Hiszpanii w słynnej książce "Hiszpański labirynt". - Wielu właścicieli boi się odwiedzać swoje włości. (...) Ale czego się spodziewać, jeśli warunki są takie: nędzne płace, bezczynność przez pół roku i półprzymieranie głodem".
Więc maszerują. Mężczyźni, kobiety, dzieci. W chustkach albo słomianych kapeluszach. "Ziemia dla tego, kto ją uprawia" - żądają. Codziennie o świcie idą 8 kilometrów do opuszczonego gospodarstwa El Humoso, które należy do księcia Infantado, największego posiadacza ziemskiego w okolicy (17 tys. ha). Maszerują codziennie, oprócz niedziel, przez cały sierpień. W późniejszych latach będą przebywać tę trasę samochodami. Bo do El Humoso wracają przez siedem kolejnych sierpni.
Na miejscu obradują. Dzieci się bawią, kobiety gotują. Kiedy - zwykle po południu - przyjeżdża Guardia Civil i nakazuje im się rozejść, posłusznie się wycofują. Bez przepychanek i wysypywania zboża na drogi, bo ich dewizą jest brak przemocy. Jednak następnego dnia wracają. Są jak gzy - wytrwali i namolni. Kibicują im media, "El Pais" nazywa Sancheza Gordillo "ostatnim romantykiem".
Regionalny rząd Andaluzji po paru latach ma ich dość i w przededniu wystawy Expo w Sewilli w 1992 roku wywłaszcza 1200 ha należących do księcia del Infantado i przekazuje je marinaledańczykom pod uprawę. Książę najpewniej nie odczuł straty, bo używał ziem głównie do polowań na przepiórki wyborcza.p(*)t/2029020,140179,16467745.htmlPrzełom lat '80-'90, Hiszpania. My właśnie uruchamiamy swoją demokrację. Tam - dopiero zaczynąją..... walczyć z feudalizmem. Oto miejsce bez PRLu. Nic dodać, nic ująć. Gdyby nie PRL, nie byłoby przełomu '89, lecz jakaś ludowa wiejska rewolucja mieszkańców lepianek z dziurawymi dachami. Tymczasem co my robimy ze swoją wolnością? Za pomocą tzw. reprywatyzacji przywracamy feudalizm!
|
|
1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | W Polsce od 1948 roku nie istnieje żadna partia lewicowa.
Aparatczykom z PZPR nigdy nie zależało na wprowadzaniu w życie jakichkolwiek lewicowych postulatów, chodziło wyłącznie o władzę. Najlepszym tego dowodem są czystki w partiach lewicowych, które poprzedziły powstanie PZPR, a następnie kolejne próby zwalczania lewicowych postulatów w latach '56, '68, '70, '76, '80, '89.
Moim zdaniem ostatnim i jedynym przedstawicielem tradycji lewicowej jest Piotr Ikonowicz, któremu, niestety, nie wróżę sukcesu w przebiciu się do społecznej świadomości. Ta bowiem została na maxa skażona rzekomym brakiem alternatywy dla kapitalizmu i neoliberalizmu. Ci, którym nie podobają się opcje, jakie proponuje im współczesna Polska albo emigrują, albo głosują na Kaczyńskiego (starsi)/Korwina (młodzi).
Oczywiście, "never say never", dlatego też uważam, że Ty, Mariuszu, zamiast promować na portalu pro PiS-owskiego i pro Kościelnego prof. Kieżunia, zamiast pisania kolejnych peanów o PRL-u, powinieneś skontaktować się z ludźmi typu Ikonowicz, i zacząć promować faktyczną lewicowość, zacząć współpracę z lewicowcami.
|
|
 | 2 na 2 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Oczywiście, "never say never", dlatego też uważam, że Ty, Mariuszu, zamiast promować na portalu pro PiS-owskiego i pro Kościelnego prof. Kieżunia, zamiast pisania kolejnych peanów o PRL-u, powinieneś skontaktować się z ludźmi typu Ikonowicz, i zacząć promować faktyczną lewicowość, zacząć współpracę z lewicowcami.
Dla mnie problemem nie jest brak lewicy, lecz brak debaty gospodarczej. Lewica i prawica naturalnie się wyłonią, jeśli społeczeństwo zacznie żyć tematyką gospodarki swojego kraju. A do tego potrzebna jest zmiana świadomości i tym się obecnie zajmuję. Jakoś tak się w Polsce stało, że zamiast debaty urodziło się zaszczuwanie inaczej myślących, co doprowadziło do kompletnej obstrukcji debatę publiczną. Ludzie boją się zacytować kogoś z obozu przeciwnego religijnie lub politycznie, by jakiś stróż czystości doktrynalnej nie dobrał im się do gardła zarzucając zdradę lub skurwienie. Widzę to w przypadku Kieżuna - jest świetnym ekonomistą, który od reżimowych różni się tym, że częściej szermuje suchymi faktami a nie opiniami. Zły, krzyczą strażnicy, bo związany z PiS! Tak samo z PRL - ileż to już razy np. ty mnie atakowałeś za pokazywanie, że PRL miał także jasne strony i osiągnięcia. Przecież to nie znaczy, że ja chcę powrotu do PRL. Jeszcze inni uważają, że jak nie nawala się obecnie w Rosję to znaczy, że jest się agentem rosyjskim (kiedy natomiast nawalało się w Rosję przed 2013 dostawało się łatkę oszołoma. Jest to permanentne zaszczuwanie racjonalnej dyskusji na rzecz paranoicznego sekciarstwa. I dlatego zamiast dyskusji mamy dziś nawalankę między "lewakami" i "kucami". Ja nie jestem przeciwko żadnej grupie. Jestem natomiast za konkretną debatą gospodarczą, przeciwko jej tłumicielom.
|
|
|  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Dla mnie problemem nie jest brak lewicy, lecz brak debaty gospodarczej. Lewica i prawica naturalnie się wyłonią, jeśli społeczeństwo zacznie żyć tematyką gospodarki swojego kraju. Nie ma debaty, bo nie ma lewicy! Kto ma debatować z "jedynie słuszną" ideologią neoliberalną, jeśli nie ma komu?
>Tak samo z PRL - ileż to już razy np. ty mnie atakowałeś za pokazywanie, że PRL miał także jasne strony i osiągnięcia. Nie za jasne strony i osiągnięcia PRL-u, ale za powtarzanie PRL-owskiej propagandy, za niedostrzeganie innej niż gospodarcza strona życia w tamtych czasach.
>Jestem natomiast za konkretną debatą gospodarczą, przeciwko jej tłumicielom. Takiej debaty nie będzie dopóki nie będzie silnej lewicy, bo kto - powtórzę - ma debatować z "jedynie słuszną" ideologią neoliberalną, jeśli nie ma komu?
|
|
| |  | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > Nie ma debaty, bo nie ma lewicy! Kto ma debatować z "jedynie słuszną" ideologią neoliberalną, jeśli nie ma komu?Takich ludzi i środowisk jest sporo z tendencją wzrostową! Bardzo merytoryczny jest głos lewicy ze środowiska Nowego Obywatela. Tam masz mnóstwo rzetelnej i konkretnej krytyki neoliberalizmu: nowyobywatel.plJedynym problemem jest tylko to, że mainstream medialny traktuje ich jako egzotykę, którą się ignoruje lub zaprasza dla formalności, jako listek figowy, że pokazujemy wszystkich, że "mamy debatę". Problemem jest nie brak krytyków neoliberalizmu, lecz chore media. Uważam, że nie ma obecnie większej bariery w Polsce niż mainstream medialny ignorujący tematy zasadnicze. Uprawiający prostacką, prymitywną propagandę. Do kościoła chodzi obecnie mniejsza część społeczeństwa i to na dodatek ta bardziej leciwa, często ludzie, którzy nie mają realnego wpływu na sytuację w kraju. Kazania kościelne nie mają porównania jeśli chodzi o wpływ na sposób myślenia ludzi w kraju do medialnego mainstreamu. Ofiarami ogłupiającego mainstreamu medialnego jest olbrzymia większość ludzi, którzy mają realny wpływ na sprawy w kraju. Zmiana w mediach musi przyjść oddolnie, dzięki dziennikarzom obywatelskim i niszowym, którzy sprawią, że medialni szarlatani zaczną w końcu obserwować spadającą oglądalność, poczytność i słuchalność i zaczną się mocniej wsłuchiwać w to, czym realnie żyje i z czym zmaga się społeczeństwo.
|
|
 | | waldeck77 (4307 punktów) | Może i SLD nie jest lewicą marzeń, ale innej póki co na horyzoncie nie widać. Zresztą rządy SLD 1993-1997 i 2001-2005 były najlepsze pod względem gospodarczym: przyhamowano prywatyzację, następował szybki wzrost PKB, malało bezrobocie. Bardzo dobry był zwłaszcza okres 1993-1997. Drugie rządy SLD nastąpiły po katastrofie buzkowych rządów AWS-UW, gdy trzeba było wyjść z bardzo trudnej sytuacji, zwł. koszmarnego poziomu 20% bezrobocia. Gospodarcze oblicze rządów SLD symbolizowały nazwiska dwóch krytyków neoliberalizmu: Grzegorza Kołodki i Jerzego Hausnera. Ten drugi udzielił ostatnio interesującego wywiadu dla GW: wyborcza.p(*)ner__Dokad_idziemy_.html#CukGWMyślę, że to ciekawsze postacie niż ponad 90-letni teoretyk Kieżun.
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Zresztą rządy SLD 1993-1997 i 2001-2005 były najlepsze pod względem gospodarczym
Istnieją pewne podstawy do takich tez, ale trzeba by dokonać bardziej gruntownej analizy poszczególnych rządów w ujęciu gospodarczym.
|
|
| |  | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | A może wypadałoby się zastanowić kto i dlaczego jest konsumentem PKB? Pieprzenie o wzrostach PKB jako o niby polepszającym się statusie społeczeństwa zostaw neoliberałom, co?
|
|
|  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > przyhamowano prywatyzacjęforum.gaze(*)a_hut_stali_za_czasow_SLD.htmlSLD żadną lewicą nie jest. To zbiór kolesi z PZPR uwłaszczonych na społecznym majątku, włażących w doopę Kościołowi. Co oni mają wspólnego z lewicą oprócz nazwy?
|
|
| |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Prywatyzacja_hut_stali_za_czasow_SLD
Hutnictwo faktycznie nieźle pozamiatane. Wydaje mi się jednak, że za SLD nieco zmalała skala pogromu gospodarki. Może to być oczywiście związane z tym, że to akurat "koledzy" przejęli jej zasadnicze stery. Myślę, że patrzenie przez pryzmat partii nie zaprowadzi nas do nikąd, gdyż różnice nie były aż tak duże między poszczególnymi rządami. Dlatego lepiej patrzeć przez pryzmat poszczególnych ludzi, ministrów. Uważam, że w każdym rządzie byli "pozytywni bohaterowie" i lepiej nie wylewać dziecka z kąpielą oceniając politykę przez pryzmat partii
|
|
3 na 3 | Anna Salman (16360 punktów) | >Janusz Majcherek ... promuje homeopatię polityczną. Radzi mianowicie lewicy, by zrezygnowała z haseł socjalnych i ekonomicznych na rzecz walki obyczajowej. Po trosze się z nim zgadzam, bo w gruncie rzeczy czym są owe "hasła socjalne", jak nie rozdawnictwem pieniędzy, których ... nie ma. Innymi słowy - życie na kredyt, który zostawimy do spłaty następnym pokoleniom. I czym jest ów "elektorat socjalny"? W przeważającej części grupy nastawione roszczeniowo, którym "się należy". Rozdawnictwo cudzych pieniędzy to właśnie domena prawicy (u nas zresztą nie ma lewicy), bo to taka współczesna odmiana jałmużnictwa. Jak w feudalizmie - obciążyć podatkami niższe warstwy społeczne, żeby potem uznaniowo zaspokajać podstawowe potrzeby jeszcze uboższych w celu powstrzymania niepokojów społecznych oraz dla własnej doraźnej reklamy (i może nagrody pośmiertnej, jeśli ktoś w nią wierzy). >... Prawica adresuje swój program do silnych, lewica do słabszych. Na odwrót - prawica adresuje swój program do słabych, bojących się jakichkolwiek zmian, lewica powinna kierować go do młodych, wykształconych, otwartych na zmiany. Takie podejście do lewicy wynika z patrzenia historycznego, gdy owa zmiana, dotyczyła generalnie zmiany ustrojowej, zmiany hierarchii wartości i dopuszczenia szerokich mas do efektów ich własnej pracy na sprawiedliwych warunkach. Ale to już przeszłość. Jeżeli obecna formuła ustroju i dystrybucji nie zaspokaja potrzeb społecznych, trzeba się odważyć zaproponować coś zupełnie innego, a nie tkwić mentalnie w przeszłości i wracać do rozwiązań, które się nie sprawdziły.
Natomiast owe bagatelizowane "kwestie obyczajowe" (np. związki partnerskie, miejsce religii w przestrzeni społecznej, in vitro, aborcja itd.), to w gruncie rzeczy kwestie wolności obywatelskich, czyli sprawy zasadnicze. I właśnie podejście do swobód obywatelskich określa wizję społeczeństwa, które tworzy gospodarkę. Bo niewolnik nie stworzy nic. W społeczeństwie, w którym podstawowe prawa nie są respektowane pojawia się zjawisko wyuczonej bezradności.
|
|
 | 2 na 2 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > I czym jest ów "elektorat socjalny"? W przeważającej części grupy nastawione roszczeniowo, którym "się należy". Rozdawnictwo cudzych pieniędzyTo właśnie efekt upośledzenia dyskusji gospodarczych na lewicy skutkuje tym, że dzis lewica jak już artykułuje postulaty ekonomiczne to są to zupełnie najprostsze i najbardziej prymitywne koncepcje, sprowadzające się do czystej roszczeniowości. Nie taka jest jednak rola lewicy, lecz walka o uzdrowienia państwa i państwowej gospodarki oraz zakończenia wyzysku polskiego społeczeństwa, które jest traktowane jako rezerwuar taniej siły roboczej, wynagradzanej tak nędznie, że nie ma ona nawet szansy na wzniesienie się na jakiś poziom kultury i cywilizacji. Nonsensem jest oczekiwanie, że ludzie tutaj będą oświeceni i tolerancyjni, jeśli utrzymuje się ich na takim poziomie ekonomicznej dziczy jak obecnie. Lewica walczy dziś z najbardziej prostymi rzeczami: zwolnieniami i likwidowaniem zakładów a gdyby nie ona to rzeź przemysłu szła by jeszcze łatwiej. A i tak idzie dość płynnie. Nie dziwne jest, że człowiek nędznie wynagradzany, któremu się mówi, żeby się cieszy, że ma przynajmniej jakąkolwiek pracę, kiedy słyszy, że mainstream debatuje o związkach partnerskich i symbolach religijnych jako głównym problemie kraju - najzwyczajniej w świecie jest wkurwiony i rośnie jego konserwatyzm. Tylko przez naprawę państwa i gospodarki można zacząć realnie rozwiązywać problemy społeczne tego kraju i odradzać w nim szczere postawy otwarte i tolerancyjne. Pamiętam jeszcze z czasów początków PSR: wśród garstki pierwszych założycieli była para gejów żyjących w związku jak normalna rodzina. Dziennikarz i ekonomista. Uważali, że parady gejów jedynie szkodzą ich sprawie i angażowanie się racjonalistów w tym kierunku uważali za zbędne. W efekcie szybko się od nas odłączyli. Wtedy ich nie rozumiałem.
|
|
|  | 5 na 5 | Anna Salman (16360 punktów) | >... dziś lewica jak już artykułuje postulaty ekonomiczne to są to zupełnie najprostsze i najbardziej prymitywne koncepcje, sprowadzające się do czystej roszczeniowości. ... Bo też nie ma wizji - dokładnie jak prawica, a wiedzę czerpie z dawnych, nieaktualnych teorii ekonomicznych. To jak mówić o świadomości społecznej, skoro tzw. elita to banda nieuków i karierowiczów? Najprostsza sprawa, jeśli chodzi o podniesienie dochodów, i to będąca w gestii rządu - ponieść progi podatkowe, a przede wszystkim kwotę zwolnienia od podatku podnieść do poziomu europejskiego. Zacznie się wrzask (głównie na prawicy), że zmniejszy to wpływy do budżetu. Bzdura - najmniej zarabiający, czyli większość wydają pieniądze tylko w Polsce, więc zwiększy to znacznie dochód z podatków pośrednich. Przy tym duża część wynagrodzeń, rent i emerytur będzie w ogóle nie opodatkowana, a w przypadku niskich dochodów jest to kwota znaczna. Na pewno większa, niż te pożal się Boże rewaloryzacje. Takim postulatem lewica mogłaby zjednać sobie liczny, niezamożny elektorat i to bez dawania jałmużny. A prawica swoim protestem zraziła by ów elektorat do siebie. Przy czym część lepiej uposażonych też z miła chęcią przywitałaby większą kwotę netto. Tymczasem u nas zaczyna się walka o minimalną płacę, czyli głównie z drobnymi (polskimi) przedsiębiorcami. W ich obronie stają wówczas silni lobbyści i jest to nie do przeforsowania. Trzeba uderzyć w grupy uprzywilejowane, nie tylko krk, ale np. firmy zagraniczne, które otrzymują ulgi podatkowe, ulgi przy dzierżawie gruntu i parasol ochronny ze strony PIP i innych instytucji. Zabrać im to albo postawić warunki - albo ulgi i odpowiedni standard zatrudnienia, w tym realne płace albo dzika amerykanka, a za to zero ulg i kontrole co pięć minut. SSE powinny być zniesione jak najszybciej albo w części upaństwowione. Bo jeśli utrzymywane są w części przez podatników, to znaczy, że są firmami częściowo państwowymi. Natomiast nadal się upieram, że sprawy wolności osobistych są priorytetem. No ale ja jestem kobietą, a myśmy najwięcej straciły na transformacji. I problemem jest nie to, że te kwestie są podnoszone, lecz że są wysuwane "zamiast", a nie "również".
|
|
| |  | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | To co opisujesz potwierdza dokładnie, że w Polsce zaaplikowano w czystej postaci model neoliberalny/neokolonialny, w którym płacą doły (biedota), w tym przedsiębiorcy z zakresu MSP oraz osoby i tak wynagradzane z budżetu (czyli mamy tu tylko zbędne krążenie gotówki, aby część dało się przepuścić przez finansjerę i przy okazji trochę zdefraudować), a śmietankę spija bogata elita, w tym zagraniczne korporacje. Problem główny leży w tym, iż jest on stosowany pod pozorem równości, bez uwzględnienia zróżnicowania faktycznych możliwości - przeciętny kowalski prowadzący budkę z warzywami - mimo, że na równi ma prawo - faktycznie nie tylko nie jest w stanie zarejestrować spółki na Cyprze, nie jest także w stanie poznać praktycznie żadnych opcji "optymalizacji podatkowej"; a obie te rzeczy powszechnie robią ci wielcy i możni. Daliśmy się zbałamucić mitem równości i teraz ponosimy tego skutki - żadne praktycznie rozwiązanie poprawiające gospodarkę nie może być wdrożone bez poważne ryzyka zakwestionowania na zasadzie naruszania równości przedsiębiorców.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Anna Salman (16360 punktów) | >... w Polsce zaaplikowano w czystej postaci model neoliberalny/neokolonialny, w którym płacą doły (biedota)... Ja to nazywam neofeudalizmem, bo w gruncie rzeczy najwięcej korzyści ciągną polskie elity. >... mamy tu tylko zbędne krążenie gotówki... W każdej dziedzinie. Na przykład - po co tak skomplikowany system podatkowy? Żeby powstawały firmy księgowe, żeby niezbędne były interpretacje (czasem sprzeczne), żeby firmy nie mogły w pełni tego procesu zautomatyzować. Tyle, że to opłacanie księgowych, prawników itd. to są puste przepływy pieniężne. Z tego nic nie wynika, poza ciągłym obiegiem pieniądza. Ale nie ma on pokrycia w wytwórstwie, a jedynie "produkcji usług", bez których można by się obejść. Nie wspominając już, że wiąże energię i pomysłowość wielu ludzi na rzeczy zbędne. A owa równość nawet pozornie nie istnieje. Czy drobny przedsiębiorca może otrzymać zwolnienia podatkowe na kilka lat, jak Fiat na przykład?
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|