Racjonalista - Strona głównaDo treści
Fatalna sytuacja. Jak przekonać rodziców?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
17-01-2009 21:50ussaaa (32 punktów)Fatalna sytuacja. Jak przekonać rodziców?
Witam serdecznie.

Proszę szanownych Forumowiczów o radę.
Mianowicie formalnie jestem katolikiem jednak od jakiś czas temu w moim mniemaniu poszedłem po rozum do głowy i jak się okazuje nie było to dobre posunięcie w relacjach z rodzicami.
Mimo moich przekonań jestem zmuszany uczęszczać na nabożeństwa kościelne oraz katechezę w szkole. Do tej pory nie zaostrzałem sytuacji i starałem być poprawny politycznie z szacunku do opiekunów. Tak jakby niewierzący, praktykujący. Argumenty które przedstawiam nie owocują rozwiązaniem konfliktu. Na nic moje prośby...

Proszę o rady co mam zrobić, jak walczyć o swoje, a w ostateczności gdzie kierować się w sprawie dyskryminacji na tle religijnym.
Zaznaczam, że nie jestem osoba pełnoletnią co niesie za sobą częściowe ubezwłasnowolnienie. Nie mogę osobiście zrezygnować z katechezy czy dokonać aktu apostazji.

Pozdrawiam,
ussaaa.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Uświadom rodzicom konsekwencje ich postawy. Brak tolerancji dla Twoich przekonań w kwestiach religijnych może spowodować, że w przyszłości także Ty nie uszanujesz ich przekonań. I zostaną pochowani w obrządku, dajmy na to, flyingspaghettimonsteryckim.

Możesz także podeprzeć się ustawą zasadniczą. Tylko się nie pomyl - podeprzeć.

Art.48 ust.1:
"Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania."

Art.53 ust.1:
"Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii."

Art.53 ust.6:
"Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych."

Powodzenia życzę. Oraz możliwie szybkiego usamodzielnienia.
Arłukowicz (3162 punktów)

Nie sądzisz, że podpieranie się paragrafami wewnątrz tzw. rodziny, w celu osiągnięcia jakiegoś kompromisu, to lekkie przegięcie i miast pomóc w zażegnaniu konfliktu, spowoduje jego( istniejącego) eskalacje i powstanie kilku nowych.
Argument pochówku w obrządku jakimś tam może być natomiast odebrany jako szantaż.
21-01-2009 23:19 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Chłopak pisze, że "argumenty które przedstawia nie owocują rozwiązaniem konfliktu". No to ja uprzejmie podrzucam takie, których być może nie stosował. Może i niezbyt mądre, na pewno niepoważne - ale zakładam że mądre już zostały użyte i nie poskutkowały.

Kilka komentarzy niżej, w odpowiedzi Satyrowi, piszę jak rozumiem problem związany z odejściem od "wiary ojców". Rodzic, dla którego taka sytuacja będzie przyczynkiem do krytycznego spojrzenia na swoją tzw. "wiarę", to według mnie gatunek w przyrodzie nie występujący. Gdyby bowiem był do takiego krytycznego spojrzenia zdolny, zapewne zrobiłby to już dawno i uniknął niepotrzebnego konfliktu z dzieckiem.
marcus (876 punktów)
>Zaznaczam, że nie jestem osoba pełnoletnią co niesie za sobą częściowe >ubezwłasnowolnienie.

Więc zacytuję część artykułu 53 konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w którym jest napisane że:
2. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie
i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam,
gdzie się znajdują.
3. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego
i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.

Powiem tyle, że o ile masz te 14-17 lat to lepiej przynajmniej częściowo poddać się decyzji rodziców, bo o ile nie mogą zmusić Cię do tego byś uczęszczał na msze i oddawał się obrządkom religijnym, o tyle mogą zadecydować o tym, czy będziesz chodził na lekcje religii, a resztę zapewne wymuszą wszelkiego rodzaju karami i zakazami. Póki co prawo w Polsce sprawia, że dopóki nie jest się pełnoletnim, to niestety bardzo trudno o możliwość postępowania według własnych poglądów i przekonań, o czym sam się nieraz przekonałem. Domyślam się, że już wiele czasu nie zostało, zanim nie osiągniesz osiemnastego roku życia, więc moim zdaniem lepiej jeszcze trochę poczekać, a później formalnie i bez zbędnych utrudnień po prostu wypisać się z Kościoła i żyć zgodnie z własnym sumieniem.

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszych zmaganiach z "systemem"
marcus
qF3r (0 punktów)
Chyba twoi rodzice myślą sobie, że ci to przejdzie po prostu, jak jakaś wysypka czy coś
Jeśli tak, to cytowanie ustaw niewiele da.

Zostaje ci w takiej sytuacji albo rzeczywiście czekać albo, że tak powiem... viva la resistance!
Czyli opór do oporu.
To oczywiście jeszcze zależny od rodziców, ale u mnie coś takie poskutkowało dawno temu(o chodzenie do kościoła wtedy chodziło).

Naturalnie wypadałoby się uzbroić w niewrażliwość na wszelkie środki nacisku, jeśli nie prawdziwą to, chociaż udawaną
Metoda ryzykowna, ale a nóż się uda?

Co do katechezy to chyba nie da rady póki co niczego z tym zrobić.
jad11 (18783 punktów)

Współczuję.

Nie jesteś religijny więc uczestnictwo w różnych obrzędach religijnych nie może krzywdzić Cię faktycznie. Boleć może sam fakt, że rodzice Cię nie rozumieją i tu sprawa jest poważniejsza. Nie wiem w jaki sposób dyskutujesz z rodzicami ale rzucanie ustawami i paragrafami z pewnością zaogni tylko sytuację. Według mnie to ostateczność. Spróbuj jeszcze raz po dobroci, z anielską cierpliwością, bez krzyków i przerywania w połowie zdania. Życzę powodzenia.
18-01-2009 00:48 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>Nie jesteś religijny więc uczestnictwo w różnych obrzędach religijnych nie może krzywdzić Cię faktycznie.

Nie jesteś już dziewicą, więc bezpieczny seks z tatusiem co jakiś czas nie może krzywdzić Cię faktycznie.

Sorry za ten tekst, nie te proporcje rzecz jasna. Ale nawet gdyby jedynym kosztem uczestnictwa w obrzędach była strata czasu - ja tam swój czas wolny bardzo cenię, dla mnie to jest "krzywda faktyczna".
18-01-2009 01:05 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)
>>Nie jesteś religijny więc uczestnictwo w różnych obrzędach religijnych nie może krzywdzić Cię faktycznie.

Cytat:
>Nie jesteś już dziewicą, więc bezpieczny seks z tatusiem co jakiś czas nie może krzywdzić Cię faktycznie.
>Sorry za ten tekst, nie te proporcje rzecz jasna.


i żadna analogia.

Cytat:
Ale nawet gdyby jedynym kosztem uczestnictwa w obrzędach była strata czasu - ja tam swój czas wolny bardzo cenię, dla mnie to jest "krzywda faktyczna".


Tak to rozumiem. Gdy byłem młodszy rodzice zmuszali mnie do pracy na działce, której szczerze nienawidziłem. Wiele letnich dni na to straciłem ale nie czuję się skrzywdzony. Uznaję, że był to jakiś mój obowiązek, których w sumie wcale nie miałem wiele. Msze można potraktować tak samo jak ja tą działkę czyli przykry obowiązek. Jeśli człowiek jest ateistą to żadne obrzędy nie mogą skrzywdzić go moralnie, jak mógłby skrzywdzić np. Muzułmanina udział w obrzędach katolickich. Nie można urazić uczuć religijnych kogoś, kto ich nie posiada. O to mi szło.
18-01-2009 01:31 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> Nie można urazić uczuć religijnych kogoś, kto ich nie posiada. O to mi szło.
Zaryzykuję, że ateista darzy uczuciem religijnym prawdę o nieistnieniu religijnego obiektu kultu (bóstwa), zatem zmuszanie go do wyrażania przez udział w obrzędach poglądu przeciwnego obraża to jego religijne uczucie.
.
18-01-2009 01:41 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)
>> Nie można urazić uczuć religijnych kogoś, kto ich nie posiada. O to mi szło.
Cytat:
>Zaryzykuję, że ateista darzy uczuciem religijnym prawdę o nieistnieniu religijnego obiektu kultu (bóstwa), zatem zmuszanie go do wyrażania przez udział w obrzędach poglądu przeciwnego obraża to jego religijne uczucie.


Mogę się z tym zgodzić jeśli zostaniemy przy samym uczuciu. Czyli darzy uczuciem prawdę i udział w obrzędach obraża te jego uczucia. Dlatego, że uczucia te nie wynikają z żadnej religii a raczej z przeciwstawiania się jej.
18-01-2009 11:12 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>...darzy uczuciem prawdę i udział w obrzędach obraża te jego uczucia.
Właśnie. Bo z tymi uczuciami jest jak z ateizmem - nie byłoby go, gdyby nie wiara w bogów. Może warto mówić, że ateiści mają uczucia odniesione do religii, by i nas chroniono ustawą o tych uczuciach. I aby dowodząc ich obrazy wepchnąć Kościół z powrotem do kościoła. Łudzę się chyba, ale dlaczego wbrew faktom dajemy sobie wmawiać, że nie mamy w odniesieniu do religii uczuć? Wszak w ten sposób wzmacniamy uprzywilejowaną pozycję religiantów, czy o to nam chodzi?
.
18-01-2009 11:32 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)

Cytat:

Łudzę się chyba, ale dlaczego wbrew faktom dajemy sobie wmawiać, że nie mamy w odniesieniu do religii uczuć?


Ja sobie tego nie daję wmawiać. Mam uczucia w odniesieniu do religii ale nie mam uczuć religijnych, bo te, według mnie, wynikają z wyznawanej religii.
Uczucia co do uprawiania działki też miałem jak najgorsze ale plewiłem, kopałem i podlewałem, bo nie miałem nic do gadania. Gdy trochę podrosłem postawiłem sprawę na ostrzu noża. Nie idę tam więcej i koniec. Jeśli chcecie, kupię te warzywa za zarobione w inny sposób pieniądze. Oczywiście nie chcieli i tak skończyła się moja przygoda z ogrodnictwem.
18-01-2009 20:16 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Mam uczucia w odniesieniu do religii ale nie mam uczuć religijnych, bo te, według mnie, wynikają z wyznawanej religii.
Gdy w otoczeniu zabraknie współwyznawców, własna religia daje poczucie śmieszności. Dlatego wierząca większość wymusza prawnie poszanowanie swego kultu. Gdyby w Polsce uznano uczucia religijne ateistów (za ich obrazę przyjmując wyśmiewanie ateizmu), zapanowałaby między społecznościami wierzących i niewierzących groźna dla KK równość. Więc nam opłaca się deklarować, że mamy uczucia religijne i walczyć o ich uznanie. Zapewne nie uzyskamy spełnienia tych żądań, ale w świadomości społecznej może wiele poprawić sama dyskusja.

Bo teraz wychodzi na to, że jesteśmy obywatelami drugiej kategorii. Emocjonalnymi kalekami.
.
jad11 (18783 punktów)
Cytat:
Gdyby w Polsce uznano uczucia religijne ateistów (za ich obrazę przyjmując wyśmiewanie ateizmu), zapanowałaby między społecznościami wierzących i niewierzących groźna dla KK równość. Więc nam opłaca się deklarować, że mamy uczucia religijne i walczyć o ich uznanie.


Pewnie tak. Jednak prywatnie powiem Ci, że nie mam żadnych uczuć religijnych.
19-01-2009 01:19 
 Ocena 8 na 8
(Alicja)Duda (25557 punktów)
>Pewnie tak. Jednak prywatnie powiem Ci, że nie mam żadnych uczuć religijnych.
A ja mam. Jestem zażenowana i zbulwersowana gdy w czasie wszelkich uroczystości państwowych osoby publiczne oddają cześć bożkom. O mszach z tej okazji z obowiązkową obecnością osób publicznych lepiej nie mówić. Jeżeli, każde święto państwowe rozpoczyna się mszą a prezydent czy to miasta czy państwa bije pokłony szamanowi z wielkim brzuchem to jest mi wstyd za to państwo i za ten kraj.
19-01-2009 08:20 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Pewnie tak. Jednak prywatnie powiem Ci, że nie mam żadnych uczuć religijnych.
>A ja mam. Jestem zażenowana i zbulwersowana gdy w czasie wszelkich uroczystości państwowych osoby publiczne oddają cześć bożkom.
Też tak mam. To odzywa się nasze religijne uczucie wynikające z wiary w neutralne światopoglądowo państwo. Przedmiotem kultu jest zapisane w Konstytucji prawo. To właśnie jest ta nasza świętość.
.
19-01-2009 09:02 
 Ocena 2 na 2
Jacek Cieslicki (1555 punktów)
(zablokowany)
> Jeżeli, każde święto państwowe rozpoczyna się mszą a prezydent czy to miasta czy państwa bije pokłony szamanowi z wielkim brzuchem to jest mi wstyd za to państwo i za ten kraj.
>
Alicjo, jak to dobrze, że nie mam Twojego młodzieńczego temperamentu...
Tutaj nawet piknik sportowy zaczyna się od Mszy Polowej!
Pamiętaj o tym i dla swego dobra nigdy nie emigruj do Australii!
Nie wytrzymasz...

dziadek Jacek
*******
Goje wszystkich krajów, łączmy się!
19-01-2009 10:45 
 Ocena 2 na 2
(Alicja)Duda (25557 punktów)

>Tutaj nawet piknik sportowy zaczyna się od Mszy Polowej!
Stanowczo wolę francuskie podejście do religii. Mniej zakłamania i obłudy.
Pozdrawiam
19-01-2009 12:09 
 Ocena 3 na 3
matragon (2557 punktów)
>>Tutaj nawet piknik sportowy zaczyna się od Mszy Polowej!
>Stanowczo wolę francuskie podejście do religii. Mniej zakłamania i obłudy.
>Pozdrawiam

"Francuskie podejście" sprawdza się zresztą nie tylko w podejściu do religii.
Ogólnie jest niezłe ...


Michał 'matragon' Worgacz

NON SERViAM
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>>>Tutaj nawet piknik sportowy zaczyna się od Mszy Polowej!
>>Stanowczo wolę francuskie podejście do religii. Mniej zakłamania i obłudy.
>>Pozdrawiam
>"Francuskie podejście" sprawdza się zresztą nie tylko w podejściu do religii.
>Ogólnie jest niezłe ...
>
Michał 'matragon' Worgacz

>NON SERViAM

Strajk? Nie, dziękuję

Adam
jad11 (18783 punktów)
>>Pewnie tak. Jednak prywatnie powiem Ci, że nie mam żadnych uczuć religijnych.
Cytat:
>A ja mam. Jestem zażenowana i zbulwersowana gdy w czasie wszelkich uroczystości państwowych osoby publiczne oddają cześć bożkom. O mszach z tej okazji z obowiązkową obecnością osób publicznych lepiej nie mówić. Jeżeli, każde święto państwowe rozpoczyna się mszą a prezydent czy to miasta czy państwa bije pokłony szamanowi z wielkim brzuchem to jest mi wstyd za to państwo i za ten kraj.


Zgadzam się ale ja nie o tym mówię. Uważam, że masz uczucia w odniesieniu do religii a nie uczucia religijne; według mnie jest różnica.
19-01-2009 21:01 
 Ocena 1 na 1
(Alicja)Duda (25557 punktów)

>Zgadzam się ale ja nie o tym mówię. Uważam, że masz uczucia w odniesieniu do religii a nie uczucia religijne; według mnie jest różnica.
Mylisz się oni obrażają mój i innych zdrowy rozsadek. Ja jestem czcicielem rozumu.
21-01-2009 15:33 
 Ocena 2 na 2
Arłukowicz (3162 punktów)

My, oni.
Zastanówmy się dlaczego oni urządzają owe religijne festyny ?
Ano, dlatego że istnieje na nie ogromne zapotrzebowanie ze strony tych ( niestety wciąż większości ) ludzi/ współplemieńców, którzy nie dogmatyzują, jak większość uczestników tegoż forum, zdrowego rozsądku.
18-01-2009 22:30 
 Ocena 1 na 1
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Łudzę się chyba, ale dlaczego wbrew faktom dajemy sobie wmawiać, że nie mamy w odniesieniu do religii uczuć? Wszak w ten sposób wzmacniamy uprzywilejowaną pozycję religiantów, czy o to nam chodzi?
Nie - nie łudzisz się...
Osnowo - zgadzam się z Tobą całkowicie - nastał czas, by sprawy postawić na głowie, nastał czas, by inni odważyli się to powiedzieć(bo czuć przecież to czują...)
Po co udawać - przecież to niepodobne do nas.

Pozdrawiam - Zbyszek

Przewartościowanie wszelkich wartości
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
Satyr (4285 punktów)

Mam nadzieję, że nie bierzesz na poważnie porad obecnych tu "ekspertów" od Konstytucji. Nie wiem, co oni sobie wyobrażają - że wyciągniesz ustawę zasadniczą i rąbniesz rodzicom po oczach artykułami? - absurd kompletny.
Relacji z ludźmi, a szczególnie z rodziną, lepiej nie budować na systemie prawnym aparatu państwowego.

Sytuację masz dość ciężką, ale wszystko zależy od stopnia wyrozumiałości Twoich rodziców. Ja jednego jestem pewien - powinieneś przekonywać ich, by uszanowali Twoją wolę, ale za żadne skarby nie rób numerów z szantażem Konstytucją, to chyba najgłupsze wyjście w tej sytuacji. Relacja z rodziną powinna być regulowana przez wzajemne zrozumienie, a nie nakazy aparatu państwowego...

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dyskusji z rodziną!
19-01-2009 13:04 
 Ocena 5 na 5
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
To ja tu rzucam wyrafinowany żart słowny "podeprzeć-podetrzeć", a Waść mi gębę konstytucjonisty dorabiasz? Żeby była jasność - też uważam, że zasadniczą można się co najwyżej podetrzeć. Aczkolwiek, żeby było zabawniej, na moją żonę artykuł 53 podziałał i przestała mnie namawiać na uczestnictwo w niedzielnych praktykach. Ale żona jest prawnikiem.

A poważniej podchodząc do tematu - wydaje mi się, że problem polega na tym, iż odchodząc od "wiary przodków" de facto mamy dla rodziców przekaz w takim stylu: "Odrzuciłem rozumowo waszą irracjonalną religię, ergo uważam się w tej kwestii za mądrzejszego od was, od babci, dziadka, prezydenta, prymasa i JPII na dokładkę. Wasze tzw. przekonania religijne uważam za aberrację umysłową wywołaną przez memetycznego wirusa, który próbowaliście przekazać także mnie, na szczęście okazałem się odporniejszy. Swoim dzieciom wpoję odmienne od waszych wartości, przez co jak mniemam świat stanie się lepszy. Zaś wasze toksyczne memy sczezną wraz z wami". No jak to można wyrazić uprzejmie i nie powodując złych emocji - ja nie mam pojęcia. W moim przypadku bliscy po prostu przestali poruszać temat, pokojowa koegzystencja jest możliwa pod warunkiem przestrzegania nieagresji.

Reasumując, najsensowniejszą radą moim zdaniem jest - przeczekać. Konflikt nie ma sensu, bo jeżeli ktoś uznaje samodzielnie myślące dziecko za swoją własność prywatną, to ja nie widzę płaszczyzny porozumienia. Tymczasem proponuję minimalizowanie strat, czyli strategię "jeżeli już cię gwałcą, to staraj się chociaż mieć z tego jak najwięcej przyjemności". Na lekcjach religii (jak już radził kolega jad11) szlifować sztukę erystyki, kulturalnie punktując katechetę logiką. W kościele zaś bezcenna może się okazać komóreczka z dostępem do internetu.
23-01-2009 10:56 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
> Na lekcjach religii (jak już radził kolega jad11) szlifować sztukę erystyki, kulturalnie punktując katechetę logiką. W kościele zaś bezcenna może się okazać komóreczka z dostępem do internetu.

Racja, 100% bezkompromisowość może być nieracjonalna i nieoptymalna, szczególnie dla niepełnoletniego. W liceum na religii próbowałem podszlifować erystykę, ale zaowocowało to jedynie ignorancją mojej osoby przez klechę, więc miałem czas dla siebie - odrabiałem lekcje.

Warto zastanowić się też nad prawdziwą motywacją rodziców. Musiałem uczęszczać na relę nie z powodu moich przekonań tylko dlatego, że cytuję: "Jak ja się w pokoju nauczycielskim pokażę?" - mama była nauczycielką.
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Mimo moich przekonań jestem zmuszany uczęszczać na nabożeństwa kościelne oraz katechezę w szkole.

Powiedziałem, że będę chodził na te niby lekcje, ale nie będę się uczył religii, bo już poznałem inne ładniejsze bajki. Oczywiście bez robienia jakiejkolwiek wrzawy.

Moja matka próbowała mnie przekonać, żebym chodził bo co ludzie powiedzą.
Wobec tego odparłem co powiedzą ludzie, że jestem kompletny matoł i byle paciorka nie potrafię odmówić? Czy wtedy też będziesz zadowolona?

W moimi przypadku dało to pewne efekty, ale każda rodzina jest inna i trzeba zastosować indywidualne podejście. Obecnie podobno są wystawiane oceny z religii i w tym też na świadectwie - być może to też trochę pomoże i w Twoim przypadku.
18-01-2009 22:40 
 Ocena 2 na 2
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Powiedziałem, że będę chodził na te niby lekcje, ale nie będę się uczył religii, bo już poznałem inne ładniejsze bajki. Oczywiście bez robienia jakiejkolwiek wrzawy.
Wydaje mi się, że dobrym sposobem jest polecenie rodzicom lektury kilku książek, uzmysłowienie im, że religia którą wyznają nie jest jedyną na świecie i nie ma żadnych podstaw, by uważać ją za tę jedyną prawdziwą. Lektur jest co niemiara.. Jeżeli jesteś zainteresowany - chętnie pomogę...
Sądzę, że każdy inteligentny i nieuprzedzony człowiek jest w stanie rozważyć te argumenty.

Pozdrawiam - Zbyszek


Przewartościowanie wszelkich wartości
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
19-01-2009 17:53 
 Ocena 1 na 1
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Lektur jest co niemiara.. Jeżeli jesteś zainteresowany - chętnie pomogę...

Dzięki za dobre chęci, ale to było jak pamiętam 38 lat temu.

Natomiast ja nigdy nie namawiałem rodziców, aby nie chodzili do kościoła. Gdy dwa lata temu, byłem u nich, już po chodzeniu księdza po kasie, matka z wielkim zadowoleniem mnie poinformowała, że w tym roku, gdy wiedzieli, że on zbliża się do ich domu, wyszli przed drzwi i powiedzieli, że nie wpuszczą. To mi się spodobało, nie udawali, że nie ma ich w domu.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Mój błąd - nie tu wkleiłem. Odpowiedź miała być dla twórcy wątku.

>Gdy dwa lata temu, byłem u nich, już po chodzeniu księdza po kasie, matka z wielkim zadowoleniem mnie poinformowała, że w tym roku, gdy wiedzieli, że on zbliża się do ich domu, wyszli przed drzwi i powiedzieli, że nie wpuszczą.
Masz wielkich rodziców . Pozdrów ich ode mnie i przekaż wyrazy szacunku.

Pozdrawiam - Zbyszek

Przewartościowanie wszelkich wartości
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
Tronicki (280 punktów)
Trzeba rozmawiać, nie straszyć państwem. Rodzice zapewne uważają że to jest twój kaprys związany z okresem dojrzewania i buntowniczym nastawieniem które występuje u większości młodych w tym wieku.
małolata (369 punktów)
Współczuję. Długo już przedstawiasz te argumenty rodzicom? Bo miałam taką samą sytuację, ale przez rok 'męczyłam' mamę, żeby pozwoliła mi nie chodzić na religię, a na początku tego roku dodatkowo - żeby pozwoliła mi nie uczestniczyć w bierzmowaniu(oczywiście, mogłabym po prostu sobie 'olać' spotkania do bierzmowania, ale nie chciałam nic robić bez jej wiedzy i aprobaty). Ostatecznie wstawił się za mną nawet mój katecheta i mama się zgodziła. Dodam, że w ogóle jest dość liberalna i... hm... permisywna, nie wiem, jak Twoi rodzice.
Sakowicz (285 punktów)
>Witam serdecznie.
>Proszę szanownych Forumowiczów o radę.
>Mianowicie formalnie jestem katolikiem jednak od jakiś czas temu w moim mniemaniu poszedłem po
>rozum do głowy i jak się okazuje nie było to dobre posunięcie w relacjach z rodzicami.
>Mimo moich przekonań jestem zmuszany uczęszczać na nabożeństwa kościelne oraz katechezę w szkole.
>Do tej pory nie zaostrzałem sytuacji i starałem być poprawny politycznie z szacunku do opiekunów.
>Tak jakby niewierzący, praktykujący. Argumenty które przedstawiam nie owocują rozwiązaniem
>konfliktu. Na nic moje prośby...
>Proszę o rady co mam zrobić, jak walczyć o swoje, a w ostateczności gdzie kierować się w sprawie
>dyskryminacji na tle religijnym.
>Zaznaczam, że nie jestem osoba pełnoletnią co niesie za sobą częściowe ubezwłasnowolnienie. Nie
>mogę osobiście zrezygnować z katechezy czy dokonać aktu apostazji.
>Pozdrawiam,
>ussaaa.

Paru forumowiczów zaleca walkę z wykorzystaniem konstytucji. Pomijając moją ocenę tego g...a zwanego żartobliwe Ustawą Zasadniczą, to naprawde ekstremalna sytuacja żeby w kontaktach z rodzicami posługiwać się przepisami prawa. Spróbuj porozmawiać, zaszantażować, zagrozić, ale od razu iść do TK. Bez przesady. Zwłaszcza, że nie wyobrażam sobie jak to ma wyglądać w praktyce. Oddasz ich do sądu? Chcesz żeby odebrali im prawa rodzicielskie? W ostateczności płacą na twoje utrzymanie. Wychowują cię. Mogą czegoś wymagać. Jak każą odkurzyć też idziesz do sądu?
Jeżeli nie uda ci się ich przekonać zostaje ci czekanie do ukończenia "osiemnastki" i wyfrunięcie z rodzinnego gniazda.
ingenue (123 punktów)
Też miałam z tym duży problem. Podobnie jak mając juz 18. lat rodzice dalej chcieli decydować o moim czasie wolnym.
Wszystko trzeba sobie 'wywalczyć'. W moim przypadku bardzo pomogły rozmowy z rodzicami, a szczególnie z Ojcem. Religia jest jednym z moich zainteresowań i dużo z nim rozmawiałam o niej, o tym jak to wygląda gdzie indziej. Gdybym się urodziła w innym kraju to moim jedynym prawdziwym bogiem mógłby być Allah, Jahwe czy Brahma.
Do nabożeństw początkowo dalej mnie zmuszali, " dla spokojnego sumienia". Jednak po tym jak stwierdziłam, że 'dobra wychodzę z domu, ale do kościoła i tak nie trafie', oraz, że 'nie maja prawa decydować o tym w co ja wierze' - dali sobie spokój.
Teraz dalej maja do mnie wielki żal, że nie było mnie na kolędzie czy, że sie nie modlę, ale da sie przeżyć.

Trzeba jednak na to trochę czasu, żeby nie myśleli, że jest to kolejny kaprys.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

>Gdybym się urodziła w innym kraju to moim jedynym prawdziwym bogiem mógłby być Allah, Jahwe czy Brahma.
To właśnie jest boska perspektywa.
Gratuluję.

Pozdrawiam - Zbyszek

Przewartościowanie wszelkich wartości
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
ussaaa (32 punktów)
Dzisiaj utwierdziłem się w tym, że po dobroci niczego nie osiągnę.
Postanowiłem, że więcej nie będę poruszał z nimi tego tematu. Mam swój honor i nie chcę wysłuchiwać obelg i gróźb, od własnych rodziców i babki.
Pozostaje mi wziąć się solidnie do nauki w regularnie grać w lotto...

>'dobra wychodzę z domu, ale do kościoła i tak nie trafie'
Praktykuje to już jakiś czas, oczywiście w miarę możliwości kiedy nie jestem prowadzony "za rączkę". Właśnie to jest najbardziej upokarzające, że muszę sprawiać pozory dla "spokojnego sumienia" rodziców, a tak naprawdę szlajam się godzinę bez celu.
Marnotrawstwo mojego czasu i hipokryzja opiekunów.
Kupy się to nie trzyma. Robienie czegoś wbrew woli, na pokaz "bo tak trzeba i koniec".
Z tygodnia na tydzień ta sytuacja coraz bardziej mnie przytłacza. Do tego stopnia, że w sobotnie noce nie mogę spać w obawie jakie nieprzyjemności czekają mnie nazajutrz.

Ze szkolnej katechezy nic nie wynoszę. Spędzam czas na słuchaniu muzyki, czytaniu czasopism etc.
18-01-2009 15:37 
 Ocena 5 na 5
Adam Gilniewski (399 punktów)
Zgadzam się z tą częścią moich przedmówców, która nie poleca postaw konfliktowych. W tym wieku rodzice, nawet jeśli wątpisz w trzeźwość ich poglądów na niektóre tematy, są Ci do dalszego rozwoju niezbędni. Prawdopodobnie (tak wynika z Twoich wypowiedzi) nie wychowujesz się w rodzinie patologicznej, więc możesz liczyć z ich strony na finansowanie Twojej nauki, na zapewnienie Ci prawidłowych warunków do szeroko pojętego rozwoju. To powinno być teraz dla Ciebie ważniejsze niż kruszenie kopii o rzeczy abstrakcyjne. Możliwe, że nigdy nie przekonasz ich do swojego obrazu świata ale więcej niż pewne jest, że skorzystasz na utrzymywaniu z nimi jak najlepszych układów. Postaraj się zrozumieć, że nie wszyscy zostali obdarzeni odpowiednimi predyspozycjami czy skłonnościami do własnych przemyśleń o otaczających ich zjawiskach, niektórzy czują się szczęśliwsi mogąc przyjmować pewne poglądy "na wiarę" - oszczędza im to wysiłku i czasu poświęconego na budowanie (we własnej świadomości) całego świata od nowa.

>Dzisiaj utwierdziłem się w tym, że po dobroci niczego nie osiągnę.
>Postanowiłem, że więcej nie będę poruszał z nimi tego tematu. Mam swój honor i nie chcę wysłuchiwać obelg i gróźb, od własnych rodziców i babki.

Po dobroci w tym wypadku nie osiągniesz wiele. Jeszcze mniej osiągniesz (a raczej dodatkowo stracisz) działając przez bunt, szantaż czy nieprzemyślany upór. Nie zgadzam się natomiast z zaprzestaniem rozmów na ten temat - nie naciskaj, nie licz, że po rozmowie z Tobą zstąpi na nich olśnienie ale, jeżeli jesteś przekonany o słuszności swoich poglądów, podkreślaj ich odmienność przy nadarzających się okazjach. W moim przypadku (chociaż nie ma chyba dwóch takich samych rodzin) świetnie sprawdzały się w takich sytuacjach żart, okazywanie własnego dystansu i stopniowe oswajanie rodziców z moimi poglądami na sprawy codzienne.

W myśl "nie taki diabeł straszny" pokaż rodzicom, że mimo tak odmiennego stosunku do nauk i obrzędów KRK potrafisz sprawnie funkcjonować i że można być wartościowym człowiekiem bez lęku przed Ostatecznością wyrażanego na klęczkach i smutną pieśnią

>Pozostaje mi wziąć się solidnie do nauki w regularnie grać w lotto...

Szkoła super. Co do lotto prędzej zarobisz na dobrych pomysłach niż na złudnej nadziei, którą niektórzy przekuwają w twardy pieniądz.

>Praktykuje to już jakiś czas, oczywiście w miarę możliwości kiedy nie jestem prowadzony "za rączkę". Właśnie to jest najbardziej upokarzające, że muszę sprawiać pozory dla "spokojnego sumienia" rodziców, a tak naprawdę szlajam się godzinę bez celu.

Też tak miałem. Nie myślałem jeszcze o sobie jako Wielkim Ateiście a mimo to te rytuały kojarzyły mi się z bezgraniczną nudą. Jeżeli możesz - spotkaj się w tym czasie ze znajomymi albo poczytaj książkę (no może nie w styczniu). Jeżeli nie pamiętaj, że nie zawsze mamy możliwości i odwagę do postępowania zgodnie ze sobą - lej na to, że musisz iść - tego co masz w głowie nikt Ci nie zabierze.

>Marnotrawstwo mojego czasu i hipokryzja opiekunów.
>Kupy się to nie trzyma. Robienie czegoś wbrew woli, na pokaz "bo tak trzeba i koniec".
>Z tygodnia na tydzień ta sytuacja coraz bardziej mnie przytłacza. Do tego stopnia, że w sobotnie noce nie mogę spać w obawie jakie nieprzyjemności czekają mnie nazajutrz.
>Ze szkolnej katechezy nic nie wynoszę. Spędzam czas na słuchaniu muzyki, czytaniu czasopism etc.
>

Życie jest na ogół do dupy . W tym wieku niewiele możesz zmienić z zastanego porządku. Mam nadzieję, że kiedy będziesz już mógł, nie zapomnisz o tym. Życzę Ci też więcej luzu w perspektywie tych "nieprzyjemności" - w katechetkę zawsze można cisnąć kredą, jak za bardzo p***doli
18-01-2009 16:23 
 Ocena 4 na 4
jad11 (18783 punktów)
Cytat:
w katechetkę zawsze można cisnąć kredą, jak za bardzo p***doli


Tego nie popieram choć wiem, że korci. Ale można prowadzić burzliwe dyskusje i doprowadzać katechetę obłędu żelazną logiką. Z kulturą i bez chamstwa. Gdy chodziłem do szkoły (na religię też) to "kolekcjonowałem" sytuacje, w których udało mi się wytrącić księdza z równowagi w taki właśnie sposób.
18-01-2009 18:42 
 Ocena 1 na 1
ingenue (123 punktów)
>Dzisiaj utwierdziłem się w tym, że po dobroci niczego nie osiągnę.
oj, osiągniesz i to dużo, tylko trochę pokory.

>Kupy się to nie trzyma. Robienie czegoś wbrew woli, na pokaz "bo tak trzeba i koniec".
też mnie to zawsze denerwowało

>Z tygodnia na tydzień ta sytuacja coraz bardziej mnie przytłacza. Do tego stopnia, że w sobotnie noce nie mogę spać w obawie jakie nieprzyjemności czekają mnie nazajutrz.

jak to mówią ' jeżeli jest jakiś naprawdę duży problem, z którym za nic nie możesz sobie poradzić - po prostu go zaakceptuj', nie warto sie tym denerwować - przyjmij to do świadomości. Niedługo 18.

>Ze szkolnej katechezy nic nie wynoszę. Spędzam czas na słuchaniu muzyki, czytaniu czasopism etc.
Porozmawiaj lepiej z księdzem
piątek (1035 punktów)
>>Dzisiaj utwierdziłem się w tym, że po dobroci niczego nie osiągnę.
>oj, osiągniesz i to dużo, tylko trochę pokory.
To nie jest pokora, a strach przed zmierzeniem się z problemami.
>>Kupy się to nie trzyma. Robienie czegoś wbrew woli, na pokaz "bo tak trzeba i koniec".
>też mnie to zawsze denerwowało
To do jasnej cholery, po co to robiliście? Nakaz rodzica to nie linia Maginota - można przejść. 100% konformizm, 0% działania. Po prostu tego nie zrób, zobaczysz świat naokoło się nie zmieni, tylko tobie będzie się żyło lepiej.
>>Z tygodnia na tydzień ta sytuacja coraz bardziej mnie przytłacza. Do tego stopnia, że w sobotnie noce nie mogę spać w obawie jakie nieprzyjemności czekają mnie nazajutrz.
>jak to mówią ' jeżeli jest jakiś naprawdę duży problem, z którym za nic nie możesz sobie poradzić - po prostu go zaakceptuj', nie warto sie tym denerwować - przyjmij to do świadomości. Niedługo 18.
Życiowa porażka. W tym momencie naprawde mi was żal.
>>Ze szkolnej katechezy nic nie wynoszę. Spędzam czas na słuchaniu muzyki, czytaniu czasopism etc.
>Porozmawiaj lepiej z księdzem
Nie gadaj z nim, po co? Idź do domu i zrób coś pożytecznego!

"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
ingenue (123 punktów)
>To nie jest pokora, a strach przed zmierzeniem się z problemami.
gdzie strach, a gdzie pokora ? strach byłby gdyby milczał i poddał sie woli innych, pokora gdy postara sie to rozwiązać ugodowo, rozłożyć w czasie, tak by nie 'stawiać nic na ostrzu noża'.

>To do jasnej cholery, po co to robiliście? Nakaz rodzica to nie linia Maginota - można przejść. 100% konformizm, 0% działania. Po prostu tego nie zrób, zobaczysz świat naokoło się nie zmieni, tylko tobie będzie się żyło lepiej.
widze Ty od najmłodszych lat byłeś całkowicie samodzielny.

> W tym momencie naprawde mi was żal.
Ty za to jesteś mi obojętny

>Nie gadaj z nim, po co? Idź do domu i zrób coś pożytecznego!
i tak zrobi co zechce
21-01-2009 16:08 
 Ocena-1 na 1
piątek (1035 punktów)
>>To nie jest pokora, a strach przed zmierzeniem się z problemami.
>gdzie strach, a gdzie pokora ? strach byłby gdyby milczał i poddał sie woli innych

Właśnie:
-Chodzi do kościoła dalej, na religie też chodzi, więc chyba się poddał woli innych...?

> pokora gdy postara sie to rozwiązać ugodowo, rozłożyć w czasie, tak by nie 'stawiać nic na ostrzu noża'.

Nasz rząd tak działa, wszystko rozkłada w czasie, na razie nie widzę pozytywnych efektów.

>>To do jasnej cholery, po co to robiliście? Nakaz rodzica to nie linia Maginota - można przejść. 100% konformizm, 0% działania. Po prostu tego nie zrób, zobaczysz świat naokoło się nie zmieni, tylko tobie będzie się żyło lepiej.
>widze Ty od najmłodszych lat byłeś całkowicie samodzielny.

Tak, przynajmniej się starałem.

>> W tym momencie naprawde mi was żal.
>Ty za to jesteś mi obojętny
Cóż za ignorancja.
>>Nie gadaj z nim, po co? Idź do domu i zrób coś pożytecznego!
>i tak zrobi co zechce
To po jasną choler się nas pyta?
>


"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
19-01-2009 18:29 
 Ocena 6 na 6
awitu (7627 punktów)
>Dzisiaj utwierdziłem się w tym, że po dobroci niczego nie osiągnę.

Teoretycznie jest jeszcze jedno wyjście, wymagające co prawda dużo samozaparcia i chęci ale znam kilka osób które tę metodę zastosowały z powodzeniem. Można by to nazwać strajkiem włoskim ( nie francuskim ) )

Stań się "świętszy" od otoczenia.

Na lekcjach religii staraj się wiedzieć więcej niż prowadzący, zadawaj mnóstwo trudnych pytań. Dopytuj się o każdy możliwy szczegół - to bardzo szybko powinno zaowocować wyrzuceniem Cię z lekcji religii. Wiem że to ryzykowne, ale jeśli przeprowadzisz to z głową, nie będziesz mógł być przez nikogo oskarżony o złą wolę, wszak jesteś pilnym uczniem który chce jak najwięcej wiedzieć.

W domu stań się religijnym sumieniem rodziny, wymuszaj modlitwę przed posiłkiem, odnotowuj pytaniami "dlaczego", każde przekroczenie zasad i wartości katolickich, potępiaj opuszczenie każdej mszy itd. Zadawaj im mnóstwo pytań natury religijnej, każ sobie tłumaczyć każdy szczegół teologiczny.

O ile masz w miarę pojętną rodzinę, szybko zorientują się , że wolą mieć ateistę niż fanatyka religijnego.

Pozdrawiam


"Colorless green ideas sleep furiously"
20-01-2009 15:34 
 Ocena 4 na 4
Ofca (116 punktów)
>Dzisiaj utwierdziłem się w tym, że po dobroci niczego nie osiągnę.
>Postanowiłem, że więcej nie będę poruszał z nimi tego tematu. Mam swój honor i nie chcę wysłuchiwać obelg i gróźb, od własnych rodziców i babki.

Ussaaa współczuję sytuacji. Sama wychowałam się w rodzinie, której religia zwłaszcza katolicka była zazwyczaj obojętna (obchodziliśmy święta oczywiście ale jako tradycję narodową - żadnych mszy ani tym podobnych praktyk religijnych), byłam co prawda u I. komunii "świętej" ale tylko dlatego, że miasteczko miało 4 000 mieszkańców i mogłyby nas spotkać rzeczywiście nieprzyjemne represje gdyby rodzice się wyłamali.
Kiedy doszłam do wniosku, że jestem ateistką, rodzice radzili mi poczekać chwilę z ogłaszaniem wszem i wobec moich poglądów, jako że nastolatki zmiennymi bywają ale właściwie nie mieli nic przeciwko. Zazwyczaj nie mają jeżeli użyję przemyślanej i rozsądnej argumentacji.
Tak więc jestem ateistą od ok 6 lat. Na religię chodzę mimo, że mam 18 lat i mogłabym się sama wypisać. Rodzice uprosili mnie, żebym tego nie robiła. Zastosowali rozsądną argumentację i skoro jest to dla nich takie ważne chyba mogę się pomęczyć jeszcze te kilka miesięcy. Podobnie jest z mszami na które moja mama ostatnimi czasy uparła się chodzić. Nikogo nie zmusza na co dzień, ale święta kościelne niestety całą rodziną spędzamy w przybytku bożym.

>>'dobra wychodzę z domu, ale do kościoła i tak nie trafie'
>Praktykuje to już jakiś czas, oczywiście w miarę możliwości kiedy nie jestem prowadzony "za rączkę".

Możesz wykorzystać takie sytuacje do utwierdzenia się we własnych poglądach. Wyzbądź się negatywnych emocji i spróbuj popatrzeć na mszę jak ateista będący na niej pierwszy raz - jak ludzie klękają, wstają, znowu klękają, ten człowieczek śmiesznie ubrany przy tym dużym stole tam, coś pije ze złotych kielichów - ubaw po pachy, jak szamańskie praktyki w prymitywnych plemionach w Afryce.

>Marnotrawstwo mojego czasu ...
Nie musi nim być. Pomyśl sobie nad własną filozofią, moralnością, "prolemem" homoseksualistów i zapłodnień in vitro. Zawsze to godzina wolna od wszelkich innych zajęć, nie musisz się nad niczym skupiać bo nawet ustami nie musisz ruszać nieraz.

Jednak jeżeli naprawdę baaardzo Ci to przeszkadza a nie boisz się reakcji rodziców i społeczeństwa - zawsze możesz usiąść w kościelnej ławce i... na upartego siedzieć. Niech sobie inni wstają i śpiewają a Ty sobie wygodnie posiedzisz (zawsze się można jeszcze w książkę zaopatrzyć). Po jakimś czasie rodzice może zmiękną bo będziesz im wstyd przynosił. Osobiście nie zastosowałabym się do własnej rady ale jeżeli jesteś wystarczająco odważny i nie masz nic do stracenia. Mnie trochę brakowałoby własnego komputera i opłacanej przez rodziców komórki.

>Robienie czegoś wbrew woli, na pokaz "bo tak trzeba i koniec".
Życie. Założę się, że panie i panowie w biurach, urzędach i innych tego typu placówkach też woleliby chodzić w dresach i jeansach niż garniturach, garsonkach i podobnych niewygodnych ciuszkach A to tylko jeden (być może błahy) spośród tysięcy przykładów.

>Z tygodnia na tydzień ta sytuacja coraz bardziej mnie przytłacza. Do tego stopnia, że w sobotnie noce nie mogę spać w obawie jakie nieprzyjemności czekają mnie nazajutrz.

Nie przejmuj się tym tak bardzo. W końcu to tylko zaślepiony motłoch, który świata poza swoimi wyobrażeniami nie widzi. Takim ludziom można tylko współczuć. To tak jakbyś mieszkał w lepiance, spał na gołej ziemi i codziennie chodził głodny ale kiedy ktoś przychodzi Ci zaoferować wygodne łóżko, własny dom i pracę Ty to odrzucasz bo wygodniejsze jest dla Ciebie to co znasz. Jak to powiedział Stanisław Jerzy Lec: "Ludzie boją się zmian, nawet na lepsze... ".

>Ze szkolnej katechezy nic nie wynoszę. Spędzam czas na słuchaniu muzyki, czytaniu czasopism etc.
Ja podobnie, chociaż nie ma nic przyjemniejszego czasami od denerwowania katechetki rzeczową dyskusją nad absurdem tego w co wierzy i czemu poświęciła życie. Na katechezie poruszane są też czasem tematy warte osobistych przemyśleń, na które może i bym nie zwróciła uwagi przy innych okazjach.
Słuchanie muzyki i czytanie czasopism też się sprawdza jak już nie ma nic lepszego do roboty. Ale pierwsza ławka i "Bóg urojony" Richard'a Dawkins'a albo "Traktat ateologiczny" Michel'a Onfray'a też mogą być niezłą rozrywką

Rozpisałam sie strasznie, wiem ale na zakończenie dodam jeszcze żebyś nie zaniechał rozmów z rodzicami na tematy "religijne". Tłumacz im spokojnie, cierpliwie, nie naciskaj zbyt mocno, nie unoś się. Rodzice w końcu zauważą, że ich reakcja (jak piszesz obelgi i groźby) jest przesadzona. A może wściekają się tak bo sami nie mają lub nie mieli w przeszłości odwagi zrobić tego co Ty. Co jak co ale to Twoi rodzice. Wychowywali Cię od małego i należy im się wdzięczność okazywana może czasem poprzez robienie czegoś wbrew sobie.

Życzę sukcesów (oby drogą pokojową) i pozdrawiam.
Wiedz, że "duchem" jesteśmy wszyscy z Tobą.
Autorski
>Witam serdecznie.
>Proszę szanownych Forumowiczów o radę.
>Mianowicie formalnie jestem katolikiem jednak od jakiś czas temu w moim mniemaniu poszedłem po
>rozum do głowy i jak się okazuje nie było to dobre posunięcie w relacjach z rodzicami.
>Mimo moich przekonań jestem zmuszany uczęszczać na nabożeństwa kościelne oraz katechezę w szkole.
>Do tej pory nie zaostrzałem sytuacji i starałem być poprawny politycznie z szacunku do opiekunów.
>Tak jakby niewierzący, praktykujący. Argumenty które przedstawiam nie owocują rozwiązaniem
>konfliktu. Na nic moje prośby...
>Proszę o rady co mam zrobić, jak walczyć o swoje, a w ostateczności gdzie kierować się w sprawie
>dyskryminacji na tle religijnym.
>Zaznaczam, że nie jestem osoba pełnoletnią co niesie za sobą częściowe ubezwłasnowolnienie. Nie
>mogę osobiście zrezygnować z katechezy czy dokonać aktu apostazji.
>Pozdrawiam,
>ussaaa.
Miłość i fizyczna bliskość


Warunkiem czystości jest wielka miłość,
a nie wielki dystans fizyczny.

Rozbieżności w patrzeniu na fizyczną bliskość między chłopcami i dziewczętami i na ewentualne zagrożenia w tym względzie, wynikają głównie z braku rozróżnienia między podnieceniem a pożądaniem. To pierwsze jest spontaniczną reakcją organizmu, a to drugie jest postawą. Podniecenie jest problemem moralnym tylko wtedy, gdy ktoś je prowokuje - u samego siebie lub u drugiej osoby. Pożądanie jest winą moralną zawsze, gdyż człowiek pożądliwy traktuje drugą osobę jak swoją własność i jak narzędzie do zaspokojenia przyjemności. Jezus stanowczo przestrzega przed postawą pożądania, a nie przed spontanicznymi odruchami ciała. Zwykle podniecenie seksualne pojawia się spontaniczne, zwłaszcza u nastoletnich chłopców. Nie jest ono wtedy winą moralną. Podobnie, jak winą moralną nie jest, na przykład, silne odczucie ochoty na zjedzenie czekolady. Nikt ze zdrowych fizycznie młodych ludzi nie uniknie - przynajmniej czasami - stanu podniecenia seksualnego. Chodzi natomiast o to, by tego stanu nie prowokować, a gdy się pojawi, by nad nim stanowczo, a jednocześnie pogodnie panować.

Chrześcijaństwo jest religią realizmu, a nie religią strachu. Właśnie dlatego uczy miłości wcielonej nie tylko w słowa i czyny, ale też w bliskość fizyczną. Trudno dorastać do narzeczeństwa i do małżeństwa w dwóch sytuacjach: wtedy, gdy on i ona skupiają się na cielesności i ulegają pożądaniu, ale także wtedy, gdy on i ona boją się jakiejkolwiek formy fizycznej bliskości. Dorastanie do miłości wymaga panowania nad sobą w każdej dziedzinie. Wymaga zwłaszcza panowania nad emocjami i nad fizycznym pobudzeniem. Ktoś, kto nie panuje nad sobą, nie dorośnie do czystości ani do wierności, choćby w okresie narzeczeństwa nawet nie uścisnął dłoni tej drugiej osoby.

Mądrość i odpowiedzialność polega na tym, by fizyczna bliskość między chłopakiem a dziewczyną, była proporcjonalna do więzi, którą już zbudowali oraz do stopnia dojrzałości obydwu stron. Im bardziej ona i on rozumieją i szanują siebie nawzajem, tym bardziej staje się naturalne to, że siadają blisko siebie, że mogą się serdecznie przytulić czy pocałować na powitanie i pożegnanie, że cieszą się bliskością siebie w tańcu czy że okazują sobie inne gesty czułości, na przykład pogłaskanie po twarzy. Ważne, by żadna ze stron nie traktowała bliskości fizycznej jako głównego elementu ich spotkań czy jako największego źródła radości. Ważne jest też, by nigdy nie pozwalać sobie na taką formę bliskości czy czułości, która ma podtekst erotyczny czy która niepokoi choćby jedną ze stron.

Chrześcijaństwo w żadnej dziedzinie życia nie daje prostych, magicznych recept na dojrzałość, lecz daje recepty prawdziwe. Najpewniejszym sposobem zachowania czystości przedmałżeńskiej i wzajemnej wierności małżeńskiej nie jest zachowanie największego nawet dystansu fizycznego, lecz uczenie się największej miłości. Im bardziej on i ona cieszą się tą drugą osobą, a nie jedynie jej czy jego ciałem, tym mniejsze jest ryzyko, że ich bliskość fizyczna przybierze nierozważne formy. Ten, kto kocha, w każdej sytuacji widzi całą osobę i nią się zachwyca. Kto nie kocha, ten w każdej sytuacji dostrzeże jedynie ciało tej drugiej osoby. Nawet jeśli trzyma się od niej na dystans i widzi jedynie jej twarz.
18-01-2009 19:29 
 Ocena 3 na 3
Adam Gilniewski (399 punktów)
Rozumiem, że kolega ussaaa zaprosił na forum swojego katechetę żeby lepiej przybliżyć nam w czym tkwi problem, tak?

@Autorski: Czy zawsze ma Pan/Pani zwyczaj propagowania swoich nauczań w ten sposób? To jest wtrącając je gdzie się da, choćby nie miały związku z już przecież rozpoczętą rozmową?
Bartek Górecki (1514 punktów)
>>Proszę o rady co mam zrobić, jak walczyć o swoje, a w ostateczności gdzie kierować się w sprawie
>>dyskryminacji na tle religijnym.

>Warunkiem czystości jest wielka miłość,
>a nie wielki dystans fizyczny.

Drogi Autorski - pisanie na temat jest cnotą!

Nowak (136 punktów)
Heh, wiesz, co miałam dokładnie ten sam problem w czasie, gdy byłam w klasie, kiedy MUSIAŁAM przyjąć sakrament bierzmowania. Mimo że nie wierzę, musiałam chodzić do kościoła i na religię. Teraz, na szczęście, rodzice pozwolili mi chociaż zrezygnować z chodzenia do kościoła, a na religię i tak muszę chodzić... Uważam, że powinieneś to jakoś cierpliwie przetrzymać, ponieważ kłótnia z rodzicami na ten temat jest bez celu...
A poza tym, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przynajmniej u mnie jest jest taka sytuacja, że mogę sobie podnieść średnią ocen, dzięki piątce z religii.
Pozdrawiam

Głupstwo jest wielkie jak morze, wszystko w sobie pomieści.
Jacek Cieslicki (1555 punktów)
(zablokowany)

>Proszę o rady co mam zrobić, jak walczyć o swoje,

Witaj,
Moje rady: jak najwięcej dyskutuj z Rodzicami, potem usiłuj spojrzeć na siebie z ich punktu widzenia - nigdy się nie rozpalaj za bardzo, gdy Cię będzie "brać cholera" to wtedy przeanalizuj na spokojnie co nimi tak naprawdę kieruje, ale nie wal ich tak zaraz Twoimi przemyśleniami między oczy, spokojnie za jakiś czas wróć do dyskusji i dopiero wtedy "na zimno" wykorzystaj swoje przemyślenia - powtarzam: nigdy, ale to nigdy! w dyskusjach z Rodzicami nie dawaj się sprowokować do nieopanowanego wybuchu...Przeczytaj "Ekspressową Ekskomunikę": www.racjonalista.pl/forum.php/s,168150 napisałem ten tekst wyłącznie w oparciu o informacje zawarte w Nowym Testamencie, Twoi Rodzice niewątpliwie uznają go za blużnierczy, powinieneś ich poprzeć i powolutku nakłonić do dyskusji: co jest w tym tekście blużnierczego? Zapytaj się Rodziców czy oni wiedzą, przez ile wieków Pismo Święte było zakazane dla chrześcijan przez Kościół i dlaczego?

Uważam, że po odpowiednio wyczerpujących dyskusjach Rodzice razem z Tobą pójdą spalić najbliższą plebanię, albo wszyscy razem przyjdziecie nałożyć mi po mordzie!

dziadek Jacek
*******
Goje wszystkich krajów, łączmy się!
glingor (640 punktów)
Spytaj rodziców czy spowiadają się z odbierania ci wolnej woli
i z grzechy pychy za niego odpowiedzialnego.

Spytaj o ich rodziców do czego zmuszali i o co się kłócili(chyba że wiesz),

Spytaj się o twoją strefę prywatności, czy nie należy ci się wolność myśli ?

Spytaj czy chcą być żebyś o nich myślano w kategoriach tyrana?

Jest jeszcze bardziej upierdliwe podejście przez krótki okres wypominanie,
każdego najmniejszego grzechu który usłyszysz od rodziców.

Zasady katolickie są proste ale wątpię że ktoś je przestrzega, jeśli twoi rodzice chcą od ciebie wymagać, żądaj przykładu. Lub wypominaj im przy kawce ze znajomymi każde złamane przykazanie "Jezus Maria" , "Sąsiad ma takie auto ja też chce"; grzech główny itp

W ramach pocieszenia mam nadzieje ze pójdziesz na studia i wtedy będzie znacznie lepiej.


prawdziwy tradycjonalista modli się do słońca i z ognia nie korzysta
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
Moim zdaniem najważniejsza jest mądrość i dobroć, które same się bronią. Naturalnie opowiadać się po stronie dobra, przeciwko głupocie, po stronie mądrości, przeciwko narkomanii, religii, przestępczości... dawać osobisty przykład, mieć rację, argumentować, dyskutować, pokazywać klasę, demaskować zło i głupotę ludzi religijnych oraz demoralizację Krk, podczas gdy samemu dobrze się uczyć i pomagać potrzebującym.

Z początku rodzice mogą się sprzeciwiać, kłócić... wstyd nie pozwoli im przyznać, że jesteś od nich lepszy i mądrzejszy, ale i tak nauczą się unikać sytuacji, w których grozi im tego rodzaju "upokorzenie". A z czasem do kochających rodziców dociera ta najważniejsza prawda życia rodzinnego:

"Największą dumą dla rodziców jest, gdy ich dzieci stają się od nich lepsze i mądrzejsze".

To są jedne z najpiękniejszych zjawisk w przyrodzie:

Gdy dziecko prostaków kończy uniwersytety...

gdy dziecko przestępców wyrasta na uczciwego i szanowanego człowieka...

gdy dziecko religijnych wyrasta na ateistę.

Rodzice w głębi duszy czują dumę z takich dzieci.

doku
19-01-2009 22:38 
 Ocena 2 na 2
chatan (107 punktów)
popieram wypowiedź (Dokowski)...pokaż za pomocą uczynków, iż nie taki "diabeł" straszny jak go malują......Pokaż Rodzicom, iż moralnie niejedną osobę świętą o całe niebo jesteś w stanie przeskoczyć...Zaprawdę Powiadam...Po Czynach Nas Poznają...
piątek (1035 punktów)
Proste, Ja bym to zrobił tak

Na Religie nie chodził, i tak przez nią nie da się nie zdać.
Do kościoła nie chodził, co siłą cię zaciągną?
A akt apostazji bym olał. Zrobisz to jak będziesz pełnoletni.

Pamiętaj nie możesz cały czas się uginać przed rodzicami, co się z waszym pokoleniem dzieje, Ja to w wieku 16 lat kłóciłem się codziennie, i dla mnie to było normalnie w wieku dojrzewania, w życiu nie chodzi tylko o to żeby mieć spokój.

"kłótnie zniszczyły wiele relacji na mej drodze, ale cóż wiem co myślę, nie na wszystko się zgodzę."
eldo "granice"


"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
20-01-2009 15:05 
 Ocena 1 na 1
Adam Gilniewski (399 punktów)
>Proste, Ja bym to zrobił tak
>Na Religie nie chodził, i tak przez nią nie da się nie zdać.
>Do kościoła nie chodził, co siłą cię zaciągną?
>A akt apostazji bym olał. Zrobisz to jak będziesz pełnoletni.
>Pamiętaj nie możesz cały czas się uginać przed rodzicami (...)

To, że postawa buntu w wieku 16 lat jest rzeczą naturalną nie oznacza jeszcze, że musi być postawą najlepszą i dla każdego korzystną. Przeciwnie, patrząc z perspektywy prowadzi często do wyrobienia sobie nawyków/przekonań szkodliwych dla późniejszego funkcjonowania.

>Pamiętaj nie możesz cały czas się uginać przed rodzicami, co się z waszym pokoleniem dzieje, Ja to w wieku 16 lat kłóciłem się codziennie, i dla mnie to było normalnie w wieku dojrzewania, w życiu nie chodzi tylko o to żeby mieć spokój.

Tak, tak - "Mamo, tato, nienawidzę Was i uważam Wasze poglądy za skrajnie głupie a teraz pozwólcie, że pójdę do pokoju, który oferujecie mi pod swoim dachem i zjem obiad, który przygotowaliście." Trudno zgrywać "nieugiętego", kiedy jest się od kogoś zależnym. Takie to trochę na pokaz , prawda?    

Poza tym nie podoba mi się uogólnienie na całe "Wasze pokolenie" na podstawie jednego osobnika. Rozumiem, że Twoje pokolenie nie musi szukać porad w takich kwestiach?

>"kłótnie zniszczyły wiele relacji na mej drodze, ale cóż wiem co myślę, nie na wszystko się zgodzę."
> eldo "granice"

Bardzo piękny wierszyk . Jestem jednak zwolennikiem poglądu, że do takiego podejścia można dojść samemu, po przemyśleniu. Niewiele będzie pożytku z przyjęcia go za pewnik ot tak, bo dobrze się rymuje.

Nadal mam nadzieję, że kolega ussaaa znajdzie drogę odpowiednią dla siebie i za jakiś czas pochwali się nam wynikami.
piątek (1035 punktów)
Widzę, że mnie nie rozumiesz, po to ma tyle lat, żeby robić błędy.
Właśnie to Ty uogólniasz, nie chodzi mi o gadkę z rodzicami w stylu "walcie się, moi koledzy wiedzą lepiej" - Bo to głupota
A o wygłoszenie własnego zdania i próbę wprowadzenia go w życie. "Nie będę chodził do kościoła ani na religie bo nie wierze w Boga"
To jest takie proste, a dla niektórych tak trudne. Rodzice nic Ci zrobić nie mogą, mówisz, że to Ty jesteś w tej sytuacji uzależniony od rodziców, że dają ci jeść, że masz gdzie spać etc I tak będziesz to wszystko miał jak nie będziesz chodził do kościoła, nie pozbawią cię tych podstawowych dóbr, więc to Ty jesteś na lepszej pozycji, a to, że przez miesiąc np nie dadzą ci kieszonkowego to chyba mała cena za możliwość posiadania własnych poglądów i wolność religijną.

"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
20-01-2009 15:27 
 Ocena 1 na 1
ingenue (123 punktów)
>Pamiętaj nie możesz cały czas się uginać przed rodzicami, co się z waszym pokoleniem dzieje, Ja to w wieku 16 lat kłóciłem się codziennie,

jakie wasze pokolenie ? kiedy Ty zapewne nie jesteś o wiele starszy od ussaaa... ( w profilu masz napisane 17lat) a najpewniej oboje należycie do tego samego pokolenia - JP2.
16-stka nie tak dawno była.
poza tym czy kłótnia i walka z rodzicami to jest cos tak wspaniałego i godnego polecenia ?
sama miałam i mam wiele starć z rodzicami, ale uważam, że jeśli da sie cos załatwić ugodowo, to lepiej starać sie tą drogą...
piątek (1035 punktów)
>>Pamiętaj nie możesz cały czas się uginać przed rodzicami, co się z waszym pokoleniem dzieje, Ja to w wieku 16 lat kłóciłem się codziennie,
>jakie wasze pokolenie ? kiedy Ty zapewne nie jesteś o wiele starszy od ussaaa... ( w profilu masz napisane 17lat) a najpewniej oboje należycie do tego samego pokolenia - JP2.

Mam 19 lat, i nie jestem żadnym pokoleniem JPII, bo po pierwsze w życiu gościa nie widziałem na oczy, a po drugie nie mam za bardzo pojęcia co ten skrót oznacza. Napisałem pokolenie, bo co rok rodzi się nowe, i jest to naturalne zjawisko. Napisał, że nie jest pełnoletni, więc jest z innego pokolenia co Ja.

>poza tym czy kłótnia i walka z rodzicami to jest cos tak wspaniałego i godnego polecenia ?

Może nie wspaniałego, ale człowiek przez takie sytuację się kształtuję. Nie można całe życie się zgadzać i szukać rozwiązania u kolegów z internetu. Stary postaw na jedną kartę wykrzycz im to co masz do powiedzenia, musisz pokazać, że potrafisz postawić na swoim bo potem całe życie będą tobą pomiatać(społeczeństwo nie rodzice).
Nawet jak przegrasz z nimi to przynajmniej próbowałeś.

>sama miałam i mam wiele starć z rodzicami, ale uważam, że jeśli da sie cos załatwić ugodowo, to lepiej starać sie tą drogą...

Tak jeżeli się da, a kolega napisał, że argumentacja nie trafia do rodziców, więc... się nie da?.


"Ja jeden na milion, Ty jeden z miliona"
21-01-2009 08:50 
 Ocena 1 na 1
ingenue (123 punktów)
>Mam 19 lat, i nie jestem żadnym pokoleniem JPII, bo po pierwsze w życiu gościa nie widziałem na oczy, a po drugie nie mam za bardzo pojęcia co ten skrót oznacza. Napisałem pokolenie, bo co rok rodzi się nowe, i jest to naturalne zjawisko. Napisał, że nie jest pełnoletni, więc jest z innego pokolenia co Ja.

pl.wikipedia.org/wiki/Pokolenie -co rok nie rodzi sie nowe pokolenie.

>Może nie wspaniałego, ale człowiek przez takie sytuację się kształtuję. Nie można całe życie się zgadzać i szukać rozwiązania u kolegów z internetu. Stary postaw na jedną kartę wykrzycz im to co masz do powiedzenia, musisz pokazać, że potrafisz postawić na swoim bo potem całe życie będą tobą pomiatać(społeczeństwo nie rodzice).

to, że podniesiesz głos nie czyni z Ciebie bohatera. Mam na ten temat całkiem inne zdanie.
Krzykiem niewiele osiągniesz. Możesz sobie pokrzyczeć do rodziców, bo oni Cie wysłuchają, gdzy pokrzyczysz do obcych ludzi, bo nie spodoba Ci sie ich zachowanie po prostu Cie zignorują.
matragon (2557 punktów)

>Zaznaczam, że nie jestem osoba pełnoletnią co niesie za sobą częściowe ubezwłasnowolnienie. Nie mogę osobiście zrezygnować z katechezy czy dokonać aktu apostazji.>

Skoro nie możesz - to nie możesz. C'est la vie ...
Uzbrój się więc w cierpliwość, a czas który spędzasz na katechezie (w szkole i kościele) postaraj się spożytkować jak najlepiej. Wbrew pozorom bowiem - wiedza jaką możesz tam zdobyć, wcale nie musi się okazać zupełnie nieprzydatna. Jeśli koniecznie chcesz - powiedz sobie : "Ok, kiedyś ja będę miał dzieci - jeśli mam je przed czymś chronić, może warto poznać metody działania tego czegoś".

Zakładam, że Twój obecny światopogląd jest na tyle silny, że nie grozi Ci przypadkowe nawrócenie podczas takich lekcji Mało tego - zaryzykuję tezę, że chodząc na nie - raczej utwierdzisz się w swoich przekonaniach (Przy okazji : w szkole, o ile się nie mylę - można przecież zadawać pytania ... Masz więc ogromne pole do popisu przed resztą klasy)

Akt apostazji - niezależnie od tego kiedy go dokonasz, będzie miał znaczenie symboliczne. Oczywiście jest to ważne, ale ważniejszy jesteś TY SAM i to co TY MYŚLiSZ.

Rodzice ... to temat na referat Ale postaraj się z nimi po prostu rozmawiać, jak najwięcej i na jak największą ilość tematów. Pójście z rodzicami "na wojnę" nie jest najlepszym rozwiązaniem ...

Michał 'matragon' Worgacz

NON SERViAM
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Wydaje mi się, że dobrym sposobem jest polecenie rodzicom lektury kilku książek, uzmysłowienie im, że religia którą wyznają nie jest jedyną na świecie i nie ma żadnych podstaw, by uważać ją za tę jedyną prawdziwą. Lektur jest co niemiara.. Jeżeli jesteś zainteresowany - chętnie pomogę...
Sądzę, że każdy inteligentny i nieuprzedzony człowiek jest w stanie rozważyć te argumenty.
Nie obraź się, ale niektórzy nie potrafią wznieść się ponad - z przyczyn, których nie chciałbym się tu doszukiwać, a których możesz się domyślać.
Pozostaje czas - on gra na Twoją korzyść.

Pozdrawiam - Zbyszek

Przewartościowanie wszelkich wartości
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/

Przewartościowanie wszelkich wartości
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Z tygodnia na tydzień ta sytuacja coraz bardziej mnie przytłacza. Do tego stopnia, że w sobotnie noce nie mogę spać w obawie jakie nieprzyjemności czekają mnie nazajutrz.
Zacznij symulować psychozy, wiesz, płacz, wyj po nocach, a jak będ się pytać o co chodzi to że znowu idziesz do kościoła, rano zimno, wszystko boli, hipotermia, od tego się umiera w męczarniach, ten facet cie przeraża, mówi, że zrobienie nie tego, co on sobie wymyśli nie dość, że umrzesz, to jeszcze cie będą torturować, mordować (piekło) itp. Może pomyślą sobie "Przez nas ta osoba cierpi, popełniliśmy grzech!"...
No dobra, pofantazjować można :>.

W sanatorium miałam podobną sytuację: pomimo tego, że miałam zgodę na niechodzenie do kościoła i tak mnie do tego zmuszali, bo "musiałam się trzymać grupy". Raz w ramach protestu zaczęłam prowadzić dyskusję z koleżanką na różne tematy tonem normalnej rozmowy (czytaj: pół kościoła słyszy xD ) i bazgrać swoje notatki tudzież inne spostrzeżenia w zeszyciku...

W sumie pisemka i książeczki w stylu "kłamstwa religi" i podobnie brzmiących tytułach przeglądane na religi też są ciekawą opcją. W tym roku szkolnym jak baba zaczęła nam omawiać różnice między religiami wschodu (gówno o nich wiedziała) a naszym ukochanym katolicyzmem podsunęłam jej rozdział w książce o Taoizmie brzmiący mniej więcej "tao a nauki Jezusa", czy coś... no cóż, wszystko, co przez pół lekcji nam nawtykała okazało się bujdą, bo i pisma taoistyczne i Nowy Testament mówią o tym samym: szanowaniu drugiego człowieka, mówieniu prawdy, byciu dobrym, blah, blah... Więc dziwię się skąd ta nietolerancja dla tego samego zapisanego troche innymi słowami... To tak jakby mówić, że cola z MacDonalda jest lepsza od coli z KFC, no... no bo jest, i już! dżihad coli w innym fast foodzie! xD A co z tego, że ten sam producent...
21-01-2009 08:20 
 Ocena 3 na 5
Vytautas (4394 punktów)
>bo i pisma taoistyczne i Nowy Testament mówią o tym samym: szanowaniu drugiego człowieka, mówieniu prawdy, byciu dobrym, blah, blah...
>
Szanowanie drugiego człowieka, mówienie prawdy, bycie dobrym, to nie religia, to etyka. Nie muszę wierzyć w zmartwychwstanie, aby być porządnym człowiekiem.
Dla Ciebie bycie dobrym, to blah, blah, stąd wniosek, że źle trafiłeś. Tu jest miejsce dla racjonalistów, a nie satanistów.
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Szanowanie drugiego człowieka, mówienie prawdy, bycie dobrym, to nie religia, to etyka.
Tak, wiem, Taoizm jest filozofią, a nie żadną religią. A większość ludzi, jeśli się nad tym zastanowi może do czegoś takiego dojść, nikt im tego nie narzuca...
> Nie muszę wierzyć w zmartwychwstanie, aby być porządnym człowiekiem.
No i właśnie o to chodzi, że niektórzy tego nie rozumieją. Nie mogą pojąć, że człowiek może być dobry sam z siebie, bo przecież wg nich "prawa moralne pochodzą od boga". Podsunięcie komuś książki o innej, nawet bardzo dalekiej filozofii, mówiącej o prawie tym samym może być dla takiej osoby sporym... zaskoczeniem? :>

>Dla Ciebie bycie dobrym, to blah, blah,
Tak, bycie dobrym to wszystkie rzeczy się z tym wiążące i nie ma sensu wymieniać tutaj tych tysięcy możliwości, bo na dodatek długość postów jest ograniczona Wiec czemuż to mam wymieniać wszytko, co się z tym wiąże, skoro większość osób o tym wie? Jeśli napiszę cytat zapisując go w sposób "początek (...) koniec wypowiedzi" każdy będzie wiedział, że pominęłam pewną część, która nie jest istotna, bo wiadomo o co chodziło. Tak samo, jeśli napiszę: "sok, woda, mleczko itd. "(i tak dalej) wiadomo przecież, że chodzi o "napoje", lub inną kategorię, albo "Rydzyk itp." (i tym podobne) też powinno być wiadomo o kim mowa. Więc nie wiem po co cytowanie tej wypowiedzi

>stąd wniosek, że źle trafiłeś.
Jak zmienię płeć to się nad tym zastanowię

>Tu jest miejsce dla racjonalistów, a nie satanistów.
szatan jest bogiem chrześcijan, a ja żadnych bogów nie uznaję, nie wierzę, więc co ma piernik do wiatraka? ;P Bo naprawdę nie rozumiem, mówię, że przeczytałam coś ciekawego, dziele się tym i jestem wyzywana od satanistów. Czyżby kolejna próba udowodnienia, że racjonalne myślenie pochodzi od szatana, czy jak? ;P
radzio (136 punktów)
,
>ussaaa.
cze. znajdz gdzies w jakiejs księgarni i podaruj rodzicom..- "Bóg urojony" niejakiego Dawkinsa znam juz kilka osob na ktore podzialalo...
powazka (42 punktów)
>>Mimo moich przekonań jestem zmuszany uczęszczać na nabożeństwa kościelne oraz katechezę w szkole.
>Do tej pory nie zaostrzałem sytuacji i starałem być poprawny politycznie z szacunku do opiekunów.
>Proszę o rady co mam zrobić, jak walczyć o swoje, a w ostateczności gdzie kierować się w sprawie
>dyskryminacji na tle religijnym.

Większość z nas miała ten sam problem.Patrząc na to teraz z perspektywy lat nie widzę w tym nic uwłaczającego.
To nie jest dyskryminacja.Może oni uważają,że aby móc dokonać w pełnoletności wyboru światopoglądu powinieneś dobrze poznać ich religię aby twój wybór był bardziej dojrzały.Mimo tego że moja wiara w boga zanikała też w wieku
14 lat,sama wychowywałam syna w wierze katolickiej właśnie dlatego aby mógł ją poznać.Kiedy z kolei on miał 18 lat oświadczył że więcej do kościoła nie pójdzie przyjęłam to zupełnie normalnie.Potraktuj chodzenie do kościoła i na katecheze jako swego rodzaju przyjemność robioną rodzicom,właśnie z szacunku dla nich.Nie będziesz tego kiedyś żałował.Zdarza mi się nawet teraz póść do kościoła, oczywiście nie dla boga ale właśnie dla mojej mamy i dla wspomnienia o niej/bo już nie żyje/wiedząc że taki gest z mojej strony bardzo dużo by dla niej znaczył. No coż nie dane było naszym rodzicom dowiadywać się o tym wszystkim co my teraz wiemy a co za tym idzie przyjmować innego światopoglądu.
R. Grochala (970 punktów)
Przede wszystkim, nie daj się zwieść ponurakom. Skoro katolicy się tym bawią, to czemu i Ty nie mógłbyś także się bawić? Ja akurat jestem w identycznej sytuacji i z powodzeniem stosuję tą "metodę".

Na mszach jestem tylko fizycznie. Nie wykonuję żadnych gestów, nic nie mówię. Zazwyczaj wymyślam kontrargumenty do kazań, częściej rozważam (z powodu nastroju) takie pytania jak "wymień powody, dla których jesteś ateistą" czy "dlaczego dusza nie istnieje".

Lekcje religii sobie szczególnie upodobałem, powiedziałbym, że nawet je lubię. Jak nie odrabiam lekcji tudzież gdy nie uczę się na sprawdzian, ćwiczę sztukę kulturalnej dyskusji z pewnymi tezami księdza (jak na przykład "prezerwatywy to zło"). I koniecznie wymagam podawania źródła wszystkich danych (jak np. procent umieralności na aborcję), na drugi dzień to konfrontuję z uznanymi źródłami i dokańczam owe dyskusje. Z kolei zeszyt od religii poozdabiałem Wielkim Latającym Potworem Spaghetti, Niewidzialnym Różowym Jednorożcem, szkarłatnym A tudzież rybką Darwina.

Bierzmowaniem też się baw! Co z niego skoro i tak za kilka lat dokonasz apostazji? Przykładowo, przy pisemnych odpowiedziach na pytania, odpowiadam wedle ateistycznych racji (np. na pytanie "podaj dowody istnienia Jezusa"). Oprócz tego, oświadczam wszem i wobec, że wybieram sobie za drugie imię "Kwadrat" (istniał św. Kwadrat, sprawdź w Wikipedii). Te głupie miny księdza / katechety / rodziców są bezcenne.

Skoro więc rodzice bardzo chcą Twojego bierzmowania i chodzenia na religię, a Ty nie chcesz wywoływać w domu - nomen omen - piekła, to się po prostu baw! Śmiech to zdrowie .
Koraszewski (82900 punktów)
Rodzice to też ludzie, chociaż bywają trudni jak nastolatki. Przede wszystkim należy przeprowadzić wnikliwą analizę sytuacji oraz słabych punktów. Wszyscy mamy chwile słabości i czasami jesteśmy skłonni zachowywać się racjonalnie. Technika przekonywania rodziców, że człowiek może być uczciwy, wymaga taktu i cierpliwosci. Przede wszystkim należy zacząć od obserwacji, które z nich jest podatne na rozmowy, na akceptację, że człowiek nastoletni posiada własne poglądy, a nawet całkiem ukształtowaną osobowość oraz że może posiadać argumenty, których warto wysłuchać. Frontalny atak niepotrzebnie konfliktuje. Zazwyczaj jest możliwośc dokonania wyłomu w murze, pozyskanie przynajmniej częściowego zrozumienia swoich racji, w części rodzicielskiej populacji. Zanim zdecydujemy się na kroki drastyczne warto próbować trudniej sztuki negocjacji, jak to uda się z rodzicami, to potem, kiedy będziemy już na stanowisku dyrektorskim w takim czy innym zakładzie pracy, wszelkie negocjacje będą się wydawały dziecinną igraszką.
Levine (14 punktów)
Niestety znów nie czytałam wypowiedzi pozostałych forumowiczów.

Pewna bliska mi osoba oficjalnie zaczęła przynależeć do innej religii niż katolicka w wieku 16 lat. Na początku nikt nie był zadowolony z jej decyzji, wręcz rodzina była zła. Lecz jakoś zniosła nieprzyjemności i po niedługim czasie nikt tak bardzo nie zwracał na to uwagi. Oczywiście nie uczestniczyła w św. katolickich, ale nadal odwiedzała rodzinkę i utrzymuje z nią bardzo dobre kontakty.

Zawsze możesz walczyć! Fajtoooo...

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365