Racjonalista - Strona głównaDo treści
ewolucja intelektu - droga ku idei boskości

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
03-11-2005 01:22walpurg (19 punktów)ewolucja intelektu - droga ku idei boskości
Aplikacje komputerowe stały się nie tyle uzupełnieniem ludzkiego intelektu, co raczej pozwoliły na zwiększenie jego wydajności, a zarazem przekroczenie ograniczeń natury biologicznej. Mówiąc o wydajności, należy mieć na myśli aspekt ilościowy, jako że nie można tu mówić o porzeszeniu sfery imaginatywnej czy konceptualnej człowieka, a jeśli dzięki rozwoju oprogramowania, obszary eksploracji i badań się poszerzyły, to tylko dlatego, że dzięki pomocy, jaką daje nam komputer, możemy mieć nadzieję na osiągnięcie wymiernych, godnych uwagi wyników.
O rzeczywistym skoku jakościowym w rozwoju intelektu będzie można mówić wtedy, gdy ocenimy go z w aspekcie ewolucji gatunków czy też gatunku konkretnego (np. człowieka na przestrzeni setek tysięcy lat). Chodzi tu jednak o ewolucję na podłożu biologicznym...
Wzrastająca w zawrotnym tempie moc obliczeniowa komputerów doprowadzi zapewne do powstanie w odległej przyszłości sztucznej inteligencji. Czy taki wytwór myśli człowieka będzie w stanie przekroczyć ograniczenia swojego twórcy i zamiast powielać i rozwijać jego koncepcje (co prawda w sposób być może efektowniejszy lub "bardziej odkrywczy"), stworzy coś, co dla genialnego demiurga z krwi i kości okaże się zupełnie niezrozumiałe, niepojęte, coś, wobec czego nawet najbardziej śmiałe i kreatywne konstrukcje pełne wysubtelnionej do absurdu abstrakcji będą musiały skapitulować? I jeśli tak się w istocie stanie, to czy nie będzie to wydarzenie, które odbije się piętnem na "naturalnym" przebiegu ewolucji naszego gatunku?
Czy pierwszą cywilizacją pozaziemską, z jaką przyjdzie się spotkać ludzkości, będzie cywilizacja, dla której intelekt, dla którego prapodłoże stanowią związki organiczne, będzie tylko niejasnym, zamglonym, niemiłym "wspomnieniem" czasów mroku, ciemności i ułudy...?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

outsider (2469 punktów)
Pamiętam czasy, gdy inżynierowie posługiwali się suwakiem logarytmicznym - jedynie geodeci, dla których był on zbyt niedokładny, używali tzw. kręciołków: budzą zreszta owe czasy we mnie zrozumiała nostalgię - raz, że to własna młodość, dwa - że odchodząca w mrok kultura...

Dziś potęga niektórych systemów stworzonych dzięki masowemu zastosowaniu komputerów budzi szacunek - grozę co prawda również, stary Marx przypomniałby o nienadążaniu nadbudowy za bazą i miałby rację: fakty jednak sa takie, jakie są. Ty pytasz czy komputery przekroczą próg nadziei - ja zapytam: czy my sami nadziei nie utracimy?

Może nastąpi, w miarę synchronicznie, jedno i drugie - i oddamy godnie pałeczkę sztafety, jak nam ja przekazały zwierzęta nim odeszły. Może ściśniemy ją kurczowo, jeszcze niepozbawieni nadziei - wyruszymy na ostatnią naszą krucjatę przeciw rodzącej się Myśli innego niz nasza rodzaju: a może?

Szukamy kosmicznego kontaktu - co będzie, jeśli odnajdziemy go nie ruszając sie z domu?



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
inhet (1073 punktów)
Owo przejęcie pałeczki niewątpliwie będzie synchroniczne - zreszta już jest.Jak wymyslilismy maszyny, które przejęły od nas trud fizyczny, tak teraz tworzymy urządzenia, przejmujące od nas sztukę myślenia. Nawet sie nei spostrzeżemy, kiedy przestaniemy myśleć - a potem dla zdrowia będzie się zakładać jakieś umysłowe siłownie czy kursy psychoaerobicu.

Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
outsider (2469 punktów)
Tak, to już działa. Myslę jednak, że w końcu podejmiemy bunt - smieszny, nieskuteczny - i zamiast rozumnie, zejdziemy ze sceny z honorem.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
inhet (1073 punktów)
Czy z honorem, to będzie zależec od pojęcia honoru dla naszych elektronicznych potomków. Nasze zniknie wraz z nami.

Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
outsider (2469 punktów)
Najpiękniejsze w poczuciu honoru jest to, że w razie potrzeby umiera wraz z owym poczuwającym się...


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
lipschitz (1674 punktów)
Wtrącę tylko pewną wątpliwość - nie jestem przekonany, aby intelekt był czymś równoważnym w stosunku do inteligencji. Sztuczny intelekt, a sztuczna inteligencja to według mnie nie to samo. Intelekt działa w sposób optymalny, tzn. mając różne informacje wybiera tą najkorzystniejszą według jego własnych, subiektywnych kryteriów.

Jak jednak miałby funkcjonować intelekt, który nie posiada wzoru, stojący przed nowymi okolicznościami? Czy aby to na pewno on sam dokonuje oceny nowej rzeczywistości? Fakt, że potrafi magazynować informację i dokonywać obliczeń, manipulować nią, nie oznacza zarazem, że ma zdolność rozumienia tego, co do niego dociera. Jest ogromny kłopot już w przypadku ludzi, aby rozumieli wiedzę, która do nich dociera, nie udało się np. stworzyć żadnej szkoły, która by była zdolna wypuszczać w świat twórców, podejmowano takie projekty np. starając się wychować nieprzeciętnych twórców muzyki - bez efektu, żaden Bach, Bethoven czy Mozart nie został wychowany.

Zdarza się to niejako przypadkiem, i to ta przypadkowa twórczość jest motorem napędowym rozwoju. Pojawia się muzyk jazzowy, malarz, architekt, fizyk niekoniecznie po dobrej szkole, czasem bez niej - wątek edukacyjny jest jakby w tym wymiarze mniej istotny, liczy się raczej pewna zdolność do twórczych działań, pewien rodzaj postawy, odmiennego widzenia rzeczywistości niż tylko poprzez pryzmat wiedzy.

Wydaje mi się, że inteligencja to coś więcej niż tylko intelekt, a tego więcej cały czas nie udało się ludziom określić, a gdy już określą, może się okazać, że nie ma to wiele wspólnego z pracą intelektu. Oczywiście może być inaczej, ale wątpliwość pozostaje.
walpurg (19 punktów)
>Wtrącę tylko pewną wątpliwość - nie jestem przekonany, aby intelekt był czymś równoważnym w stosunku do inteligencji. Sztuczny intelekt, a sztuczna inteligencja to według mnie nie to samo. Intelekt działa w sposób optymalny, tzn. mając różne informacje wybiera tą najkorzystniejszą według jego własnych, subiektywnych kryteriów.

Słuszna uwaga. Napisałem "sztuczna inteligencja" niejako z marszu, z uwagi na to, że z tym terminem można spotkać się najczęściej, W rzeczywistości określenie "sztuczny intelekt" byłoby trafniejsze.
Myślę, że nie ma się co wdawać w spory dotyczące zakresu pojęciowego inteligencji czy intelektu, gdyż popadniemy w pomieszanie godne średniowiecznych scholatyków, którzy czepiwszy się jednego aspektu, zatracili wszystkie pozostałe.
Niechże więc intelekt pozostanie samym "mechanizmem". a inteligencja miernikiem jego skuteczności, jakości - żeby już nie powiedzieć wartości, co mogłoby zbulwersować...co po niektórych

Z honorem czy bez honoru. Ginęli ludzie - z klasą bądź bez klasy; upadały cywilizacje-z wielkim łoskotem bądź jękiem i szlochem; powstają i giną planety; rodzą się i umierają gwiazdy.

Po co wbijać się w korowód myśli, które z ludzkości czynią alfę i omegę... no właśnie, czego? Jesteśmy udziałem czegoś, co sami z zapamiętaniem tworzymy, snując powieści niepojęte.

Spojrzeć w pustkę zwierciadła, ujrzeć obłęd i nie pragnąć już niczego ponad stan tkany kapryśną baliwiernią naszego pomyślunku.

post mortem nihil novi
lipschitz (1674 punktów)
Dlatego tylko delikatnie wtrąciłem
robert4 (29 punktów)
Witam . Pragnę kilka słów skreślić na poruszony temat. Przytoczę fakt, że człowiek na dzień dziszejszy posługuje się tylko 5% swoich możliwości umysłowych. 95 % nie jest zużytkowana ponieważ nie znaleziono w przyrodzie dla niej takich potrzeb aby za pomocą mózgu można było je zaspokajać. Czytałem ,że geniusz tym się różni od zwykłego człowieka,że wykożystuje 6 % mózgu. Piszę dlatego o mózgu ponieważ łatwiej nam było wysłać statek na księżyc, czy zbudować sztuczną inteligencję , która potrafi się uczyć niż odkryć przeznaczenie naszego mózgu. Na dzień dzisiejszy mózg to kosmos w nas. Nie łatwo przebić się przez te galaktyki.choć poczyniono już znaczne odkrycia na temat funkconowania mózgu. Inną kwestią ważną jest to, że jest tak duży postęp cywilizacyjny, techniczny a człowiek od kiedy przebudził się z drzemki religijnej i wynalazł filozfię ok 2500r. p.n.e. w nauce o człowiku, sensie życia, cierpienia, kwesti etycznych jak żyć, nie zaobserwowaliśmy żadnego postępu a może obecnie nawet upadek. Stąd problematyczne jest przyznanie ewolucji inetelktualnej w zakresie życia społecznego. Dalej, podnosi się kwestie na forum, że inteligencja sztuczna ma pomóc człowiekowi. Dlatego warte przypomnienia jest mit o Golemie, który ostrzega i pokazuje konsekwencje projektów, które obracają sie na zgubę człowiek.
Podsumowując, idea boskości może być zrealizowana tylko przez ciężką, samotna pracę jak rzeźbiarz, który ma wyciosać z kamienia posąg to niech dla nas to będzie wsazówką, że my mamy to samo zrobić z naszą naturą. A posiłkowanie się skrótami jak sztuczna ineteligencja to odbieranie wiary i zaufania w siły człowieka. Pozdrawiam.

br
lipschitz (1674 punktów)
Stworzyć inteligencję, kiedy samemu się jej nie posiada, to z pewnością zadanie niewykonalne Najpierw musimy zapytać, czy sami jesteśmy inteligentni, czy np. inteligentni ludzie budowaliby najpierw oczyszczalnie ścieków, czy raczej zmieniali sami swój sposób życia na taki, który nie niszczy przyrody.
Intelekt najwyraźniej jest zdolny stworzyć wiele praktycznych urządzeń lub idei, które pozwolą nam być niezmiennymi w swoim codziennym życiu, ale czy to jest inteligencja?

W ogóle odnoszę wrażenie, że poruszamy się nie w tę stronę, w którą należy się poruszać, że nasze życie zaczęło polegać na usuwaniu skutków pozostawania niezmiennymi. Kiedy robimy coś, co źle wpływa na środowisko lub życie społeczne, to nie kierujemy się ku sobie, ale ku czemuś zewnętrznemu, szukamy jakiegoś antidotum budując tą przykładową oczyszczalnię lub np. spowiadając się (oczyszczając), co także jest formą utrwalającą ludzką niezmienność. Według mnie np. rozwój medycyny, farmakologii, jest w dużej mierze spowodowany nie zrozumieniem własnego ciała, pragnieniem zachowania przyjemnych nawyków, i tym mocniej się utrwala, im skuteczniejsza okazuje się medycyna. Dzisiaj niewielu ludzi zastanawia się już nad tym, jak to możliwe było, aby ludzie mieli zdrowe zęby nigdy nie używając pasty do zębów, nigdy ich specjalnie nie pielęgnując (jak to możliwe u dzikich zwierząt) - po prostu jest pasta i mało ważne staje się co jemy, pijemy i jak to robimy.

Z pewnością wymyślenie tych wszystkich rzeczy robi wrażenie, ale czy w tym wymyślaniu brała udział inteligencja? Według mnie niezbyt często.

Zgadzam się co do wątku samotnej pracy - zewnętrzne, nawet najwymyślniejsze sposoby mające za zadania wspomagać człowieka, kształtować go, nie zmienią jego życia w sposób znaczący, a mogą być i stają się sposobem ucieczki od tej samotnej pracy. Sformułuję nawet taką tezę, że im bardziej staramy się pozostać tacy jakimi jesteśmy, im bardziej przywykliśmy do wygody, która nie stawia nas przed żadnymi wyzwaniami a które nakazywałyby zmienić sposób życia, tym mocniej musimy pracować nad innymi rzeczami, które będą minimalizować szkody jakie z tej postawy płyną.

Według mnie inteligencją jest podążać za życiem, jeżeli dzisiaj wyrzucamy do rzeki co popadnie, a jutro nie możemy zaczerpnąć z niej czystej wody, to nasz bałaganiarski sposób życia powinien ulec zmianie - konkretnie wtedy zaczynamy inaczej działać, musimy mieć nowe nawyki.

Nie sądzę też, aby w takiej sytuacji trzeba było rezygnować np. z nauki, ta po prostu także kierowałaby się na inne obszary ludzkiej aktywności, zajmowała się rozwiązywaniem innych problemów, ale być może nigdy by się nie rozwinęła jak ta obecna, być może mając zdolność "rzeźbienia" samych siebie, nigdy nie potrzebowalibyśmy aż tak rozwiniętej medycyny.

Dlatego też wcześniej wspomniałem, że według mnie istnieje różnica pomiędzy intelektem a inteligencją, i jakoś trudno jest mi wyobrazić sobie sztuczną inteligencję, gdyż ta według mnie, tzn. inteligencja ma związek z dojrzewaniem nas samych, rozkwitaniem, przemianą ku mądrej zmienności własnych obyczajów i nawyków.
Zuzanna
według mnie, tzn. inteligencja ma związek z dojrzewaniem nas samych, rozkwitaniem, przemianą ku mądrej zmienności własnych obyczajów i nawyków.
>

W pełni popieram tą myśl. Ponadto śmiem twierdzić, że tylko to nadaje człowieczemu życiu sens. Czas, który wzbogaca nas w doświadczenia i pozwala na zetknięcie się naszej ideologii z rzeczywistością.

Pozwolę sobie zacytować fragment piosenki zespołu Brygada Kryzys:"Powiedz mi, o co Ci w ogóle chodzi, powiedz mi, po co Ci te kombinacje?"
No właśnie, o co wam ludzie chodzi. Ledwo co zaczęliśmy raczkować po ziemi, a już myślimy o zabawie w Stwórcę. Po co sobie utrudniać marne żywot pytaniami o sztuczny intelekt?
Ja proponuję powrót do początku egzystencji ludzkiej, gdzie będzie można odnleźć sens życia i podreperować wartości, bowiem sytuacja mająca miejsce dziś, nie tylko zmierza do samodestrukcji, ale także ...
Ja osobiście jestem przerażona technologią, cywilizacją,jest to dla mnie zło konieczne.Wolołabym, zamiast siedzieć przed monitorem komputera, usiąść
w zielonych ogrodach Lykeionu i wraz z Arystotelesem i innymi wielkimi ów czasów, zastanawić się:skąd pochodzę?, jaki jest mój cel?, kim jestem?, dokąd zmierzam?
Jestem zwolenniczką poglądu, że historia nie ma charakteru linearnego, lecz kołowy, zatem nie przeszkadza mi fakt,iż to już było .
Patuszkin (2279 punktów)
Zuza,

Rozbawiłaś mnie. Współczesna filozofia zeszła na psy. Rozwój techniki i sztucznych intelektów(jakichś substytutów) dodatkowo komplikuje sytuację w mózgownicy.
Rzeczywiście ogrody Likeionu mogłyby uratować, a może po prostu dać chwilę spokojnego wytchnienia od gorączki cisnącego się zewsząd życia.

Jeśli historia ma charakter kołowy, to nawet lepiej, bo może się ona przydać jako wiedza o przyszłych wydarzeniach. Moim zdaniem trzeba założyć niszę, w której mogłyby się rozwijać płodne idee. Trzeba się zdyscyplinować i nie niekoniecznie iśc zgodnie z prądem taniej powszechności. Czasem lepiej zamknąc się w wąskim kręgu i urodzić jakąs fajną wartościową myśl.


Piotrek Patucha
Patuszkin (2279 punktów)
Chyba, że ktoś wybiera opcję: fermentacja-kopulacja-lamentacja(FKL).
FKL o tyle jest problematyczne, że ma charakter

Piotrek Patucha
Zuzanna
Wszystko sprowadza się do faktu, że nie wiemy, po co żyć.Jako ludzie zagubiliśmy się gdzieś w nowoczenej, wręcz cyborgowej cywilizacji. Staliśmy się butni. zarozumiali, zapomnieliśmy o tym,że jesteśmy TYLKO ludźmi i nie jest nam przeznaczone być mądrym, czyli zgłębiać tajemnice świata. Dlatego też osoby, które są na tyle świadome,że czuja pustkę z tego powodu. powinny w coś wierzyć.Powstaje pytanie :W co?


W końcu zrozumiałam, dlaczego nie chcę i nie mogę w nic uwierzyć.
Jestem otwartym człowiekiem,zskosztowałam wielu doktryn religijnych i filozoficznych.
Otóż problem jest bardzo złożony, a jak wszystko co na tym marnym świecie naprawdę ważne, ma bardzo proste rozwiązanie. Otóż problem polega na tym,że nie wierzę w życie.
Z tego to powodu nie chcę mi się żyć, widzę wszystko jako plagiat przeszłości, bezsens, wieczny teatrzyk sterowany przez bezmyślny Kombinat. Jeżeli uwierzę w życie,choć być może będzie to czcze, to jednak da mi motywację i moc do działania oraz życia.

Pesymizm,sceptycyzm, który jest we mnie zakorzeniony do szpiku kości, nie pozwala mi znaleźć drogi do tego,by uwierzyć w życie.by zapomnieć o tym, że tak naprawdę nie istnieję.
outsider (2469 punktów)
Zuzanno - to o czym piszesz ja postrzegam jako skutek rozczarowania utopijną wizją świata posiadającego cel: no dobrze, nie posiada go - cóż z tego?

Niewiele w gruncie rzeczy: nie mogąc juz wierzyc w gotowy cel, możemy przecież sami nadawać sens ruchowi jakim jest w martwocie Wszechświata życie: właśnie życie, nie taki czy inny pomysł na nie. Nikt - naprawdę nikt, żadni bogowie - za nas tego nie uczyni: więc?

Życie nie jest porównywalne z niczym innym - z żadną myślą utopijną zatem fałszywą. Odrzucenie celu i sensu jakie rzekomo nadaje życiu wiara nie prowadzi w pustkę, przeciwnie - wyprowadza z niej, wyrywa nas z kieratu eschatologicznych powinności i każe wziąć na siebie odpowiedzialność za własny los.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Zuzanna
>. Odrzucenie celu i sensu jakie rzekomo nadaje życiu wiara nie prowadzi w pustkę, przeciwnie - wyprowadza z niej, wyrywa nas z kieratu eschatologicznych powinności i każe wziąć na siebie odpowiedzialność za własny los.
_______________________________________________________________________
>____
I to jest właśnie najgorsze. Oczywiście, że o tym wie, jednak wolę sobie to tłumaczyć predestynacją,że jestem skazana na taki los,że okrutny Bóg( o ile istnieje) skazał mnie na takie katusze.
Sytuacja przyjmuje inny obtrót, kiedy już nie chcę się oszukiwać, i jak powidział mój ... chcę "przestać siedzieć na dup**". wtedy to otwiera się przede mną całe spektru możliwości, jaki mogę zastosować w swoim życiu. To mnie tak przeraża, ten ogrom( mam chyba fobię w stosunku do dużych rzeczy), że znów zaczynam się okłamywać zwrotami typu: Ci ludzie to szczury, którą biorą udział w tym bezsensownym wyścigu; to do nikąd nie prowadzi, gdyż nie odpowie na nurtujące Cię pytania kosmologiczne;chcesz być tak samo czcza i bezmyślna jak Oni;tym wszystkim rządzi Kombinat, a Ty jesteś tylko marionetką, która będzie tańczyć tak, jak Kombinat sobie tego zażyczy.To błędne, paradokslane koło toczące się przez całą moją żałosną egzystencję:tu i teraz, ale nie umiem go zatrzymać!
outsider (2469 punktów)
Kiedyś, Zuzanno, zarzuciłem rozmówczyni, że jest tylko popsutą marionetką: gdybyś wiedziała, jak wtedy steppenwolf (to mój nick z innego miejsca) dostał po uszach. Dziś tamta rozmówczyni podpisuje się okazjonalnie: steppenwadera.

Zrozumieć pociąg to nie to samo, co bać sie przkroczyć linię szyn: że wolność jest brakiem pewności? Jest - nie może być inna: Twój Kombinat dostarcza Ci alibi i taki tylko jest cel jego istnienia - za pytaniami o sprawy wielkie niejednokrotnie kryje sie strach najprostszych odpowiedzi.

Oh, Zuzanno...



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)Prośba o link :)
>Kiedyś, Zuzanno, zarzuciłem rozmówczyni, że jest tylko popsutą marionetką: gdybyś wiedziała, jak wtedy steppenwolf (to mój nick z innego miejsca) dostał po uszach. Dziś tamta rozmówczyni podpisuje się okazjonalnie: steppenwadera.

No a link Andrzeju??? Ja myślę że pół forum się pod moją prośbą podpisuje...

>Oh, Zuzanno...

Oh, Andrzeju...



Witam Cię po dłuższej obecności na innym forum... gdzie wspominałem Cię ciepło, wspominałem

Pozdrawiam

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
outsider (2469 punktów)Odp: Prośba o link :)
Przyjemną (dla mnie) cechą Internetu jest to, że wszystko w końcu wsysa czarna dziura na drugim końcu kabla: jak ludzkie życie. I nie zostaje nic - nic w każdym razie, czego warto byłoby szukać; to zresztą historia długa i skomplikowana, rozpisana na wiele wątków - a rzecz zaczęła sę, gdy nasze nadęte forum zostało zaatakowane przez niesforną grupę młodzieży (w naszym zresztą, tzn. mniej więcej w moim, wieku) - a ja zostałem zdrajcą.

Kłóciliśmy sie długo i ostro - a potem zastałem na forum niepodpisany cytat z Wysockiego: zrozumiałem, że zadałem bolesny cios i że zwyciężyłem: i że ani chciałem ani powinienem zwyciężyć... Gladiatorzy powinni czasem rzucić broń jak legitymację, Łukaszu.

Cenię sobie owa nietrwałośc medium - bo utrwalanie swoich myśli i słów to rodzaj szatańskiej pokusy, nie kusi mnie ono ani trochę


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Patuszkin (2279 punktów)Odp: ewolucja intelektu - droga ku idei boskości
>W końcu zrozumiałam, dlaczego nie chcę i nie mogę w nic uwierzyć.

To kłamstwo, kto wie, czy nie prześladują cię z tego powodu wyrzuty sumienia

>jak wszystko co na tym marnym świecie naprawdę ważne

To ważne spostrzeżenie. Ja nie obrażam się na życie, że jest marne. To subiektywny pogląd, właściwie mało znaczący. Gdybym się przejmował tym co ludzie mówią na temat życia, pewnie bym znał lepiej ludzi, bo zazwyczaj mówią więcej o sobie samych niż o życiu.

>ma bardzo proste rozwiązanie. Otóż problem polega na tym,że nie wierzę w życie.

To masz problem superpoważny.

>Z tego to powodu nie chcę mi się żyć, widzę wszystko jako plagiat przeszłości, bezsens, wieczny teatrzyk sterowany przez bezmyślny Kombinat.

Fajne sformułowanie. Widziałem kiedyś film z Brucem Willisem, w którym jakiś guru z afro na głowie twierdził, że jest on maszyną pijącą, a ta kobieta na ulicy maszyną liczącą. Potem spili się Johny Walkerem i zaczęli tańczyć na ulicy.

>Jeżeli uwierzę w życie,choć być może będzie to czcze, to jednak da mi motywację i moc do działania oraz życia.

Moja specjalność to budzenie do życia uśpionych kraterów. Kolejny zawód pirotechnika wulkanowego. Ot żarcik, przekomarzanka.

>Pesymizm,sceptycyzm, który jest we mnie zakorzeniony do szpiku kości, nie pozwala mi znaleźć drogi do tego,by uwierzyć w życie.by zapomnieć o tym, że tak naprawdę nie istnieję.

Widzę, że jesteś zajęta poważnymi sprawami. Powodzenia na tej "smutnej" drodze życiowej. Wolę weselsze filozofie, których autorzy lub autorki nie mają dylematów: czy świat istnieje i czy jest sens, ponieważ go mają.


Piotrek Patucha
Zuzanna
ten dzisiejszy wątek związany był z przeżyciem, jakiego doznałam po spotakniu z poetką,która trzy tygodnie temy wydała swój pierwszy tomik poezji.Pomijam fakt, czy jest godny uwagi, czy też nie, zwracam ja natomiast na fakt, że dał jej niesamowitego POWERA na dalszą egzystencję. I właśnie tego jej zazdroszczę:motywacji i radości z życia. Być może nie jest tak świadoma jak ja, nie wie o wielu czynnikach ograniczających człowika, o mechanizmach hamujących wolnośc jednostki,ale czy to ważne?
Końcowa konkluzja jest taka: ja ze swą pseudo świadomością( człowiek mimo wszystko ejst ogrzniczony poznawczo) jestem na skraju załamania egzystencjalnego, nie widzę w swiom życie kreatywności, żyje przeszłością, i to jak odległą: Starożytnośc, Oświcenie.Roztrząsam ówczesne problemy, popieram ówczeną filozofię, która niestety nie jest już dziś aktualna. Ogólnie mówiąc, jestem nieszczęśliwa.
Ona natomiast jest pełna witalności. Tryska z niej ambrozja i nektar życia.Ma swój cel(, którego niekwestionuję), który daje jej motywację i siłę. Widzi, według mnie obłudnie, pozytywne strony życia na ziemi. To wszystko sprawia, że chce żyć, czyli jest szczęśliwa. A tego uczucia nie można kupić, pożyczyć, można go tylko pozazdrościć.
Patuszkin (2279 punktów)
>żyje przeszłością, i to jak odległą: Starożytnośc, Oświcenie.Roztrząsam ówczesne problemy, popieram ówczeną filozofię, która niestety nie jest już dziś aktualna. Ogólnie mówiąc, jestem nieszczęśliwa.

Obłudne są twierdzenia niektórych osób na temat starożytności. Mówią, że to nieaktualne. Przemilczają fakt, że niektóre problemy są uniwersalne. Spór o powszechniki trwa do dziś.
Prawie każdy myśliciel przechodzi przez okres platonizmu, znam takich, którzy zostają platonikami np. w dziedzinie matematyki. Długo można by o tym rozprawiać, ale to żyje i rośnie w myślach ludzi, którzy są w stanie wspiąć się na wyżyny refleksji.

>Ona natomiast jest pełna witalności. Tryska z niej ambrozja i nektar życia.Ma swój cel(, którego niekwestionuję), który daje jej motywację i siłę. Widzi, według mnie obłudnie, pozytywne strony życia na ziemi. To wszystko sprawia, że chce żyć, czyli jest szczęśliwa. A tego uczucia nie można kupić, pożyczyć, można go tylko pozazdrościć.

Problemy egzystecjalne mają równie długą historię jak sama ludzkość. Kobieta i mężczyzna(perypetie miłosne), państwo(granice wolności): Te problemy są zawsze aktualne, podobnie jak tematyka pedagogiczna(paideia: greccy myśliciele przez wychowanie rozumieli kształtowanie charakteru oraz tworzenie wyższej kultury).

Być może wspięłaś się na wieżę Eiffla. Pośrodku, dosyć wysoko są zainstalowane restauracje i sklepy. Na samym szczycie jest miejsce widokowe. Spoglądając w dół można zobaczyć perspektywę Paryża i ludzi, którzy wyglądają jak zaprogramowane zwierzątka. Konieczność podpowiada mi, że tak już musi być. Przy czym możesz sobie wybrać(jest taka możliwość) czy wolisz być maszyną jedzącą, liczącą, sprzątającą, gotującą, zarządzającą, wchodzącą na górę czy patrzącą. Nie wiem w co się wcielisz. Plotyn twierdził, że nawet biedny rozpustnik jest niezbędnym elementem w teatrze życia. Gdyby go zabrakło, nie byłoby już tak piękne.

Piotrek Patucha
outsider (2469 punktów)
Istnieje pewien zasadniczy, wciąż nierozstrzygnięty spór: jedni twierdzą że człowiekowi niedostepna jest samorealizacja, że może być szczęśliwy jedynie relizując obce, narzucone mu cele - drudzy się z tym nie zgadzają i póki co są w mniejszości. Po której stronie Ty sie opowiadasz - która strona byle co nazywa szczęściem i sensem istnienia?



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)Kradzież postu Zuzannie :)
Pogawędźmy, pożartujmy

Wpisując się w ów "nierozstrzygnięty spór", ja Andrzeju balansuję na ów cienkiej, dzielącej te dwie strony linie, a raczej uczę się tego, spadam co chwila to na jedną to na drugą jej stronę... przyzwyczaiłem się już do tego spadania i przyznam, że nauczyć równowagi mi się już nie chce, dobrze mi nawet tak jak jest, za starym już na naukę równowagi może

Napisałeś do mnie Andrzeju powyżej Cenię sobie ową nietrwałość medium - bo utrwalanie swoich myśli i słów to rodzaj szatańskiej pokusy, nie kusi mnie ono ani trochę

Czyżbyś upadał częściej po stronie tych pierwszych? Po stronie drugich zaś połowicznie... za pomocą nietrwałości medium [pozwoliłem sobie na potrzebę tego zagajenia utożsamić utrwalanie myśli z samorealizacją, tak jakbyś był internetowym literatem, a może tylko grafomanem ] ... nietrwałego tak samo jak obce, narzucone cele? A może i upadasz po stronie drugich całkowicie świadom nietrwałości (to tak w duchu buddyjskim piszę) wszelkiej samorealizacji (nie tylko tej internetowej), niejako znów niedostępnej (niczym na tej stronie pierwszej) bo ciągle "uciekającej", samotworzącej się i budującej siebie na "przeszłościowych" fundamentach samej? Nieważne czy fundamentach trwałych (zapamiętanych) czy nie. A może jeszcze inaczej ... może samorealizacja to bajka, mit, tak po stronie pierwszej jak i drugiej ... i czy tak samo jak realizacja?


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
outsider (2469 punktów)Odp: Kradzież postu Zuzannie :)
Samorealizacja? Jest jak marzenie głuchego aby zostać skrzypkiem (czasem sie udaje). Niektórzy istotnie tak mają, ja jednak jako uparty jak osioł empiryk wolę pasje - krócej czy dłużej trwające a potem porzucane, parę ich juz było, wciąż jeszcze sa nowe.

Samorealizacja jawi mi się celem godnym umarłych: wcześniej byłaby ogromną redukcją możliwości w imię skuteczności. Az tak sie chyba redukowac nie chcemy - to poniekąd wychodzi samo, coś się staje głównym celem życia, czy raczej inne realizuje sie marnie: przez przypadek? Moze tak.

Mam chyba zbyt mało talentów naśladowczych, Łukaszu.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Patuszkin (2279 punktów)
>Samorealizacja? Jest jak marzenie głuchego aby zostać skrzypkiem (czasem sie udaje).

Wiadomo, że szansę na samorelizacjię mają przede wszystkim osoby młode, zdolne i dynamiczne. Do takich należy utalentowany Łukasz Majewski.

>Niektórzy istotnie tak mają, ja jednak jako uparty jak osioł empiryk wolę pasje - krócej czy dłużej trwające a potem porzucane, parę ich juz było, wciąż jeszcze sa nowe.

Zaletą wieku dojrzałego jest duża wiedza, która umożliwia zręczne poruszanie się w wielu kwestiach, tzw. uniwersalność.

>Samorealizacja jawi mi się celem godnym umarłych: wcześniej byłaby ogromną redukcją możliwości w imię skuteczności. Az tak sie chyba redukowac nie chcemy - to poniekąd wychodzi samo, coś się staje głównym celem życia, czy raczej inne realizuje sie marnie: przez przypadek? Moze tak.

Umarli głosu nie mają, drogi Andrzeju. Nie popadaj w tragiczne tony. Patrząc na twą forumową aktywność, można odnieść wrażenie, że niedawno świętowano twoje urodziny.

>Mam chyba zbyt mało talentów naśladowczych, Łukaszu.

Wystarczy Ci Andrzeju. Daj spokój Łukaszowi. Gdyby nie on, forum byłoby szare jak ulice postkomunistycznych miast.
Pozdr.


Piotrek Patucha
outsider (2469 punktów)
>>Samorealizacja? Jest jak marzenie głuchego aby zostać skrzypkiem (czasem sie udaje).
>Wiadomo, że szansę na samorelizacjię mają przede wszystkim osoby młode i dynamiczne. Do takich należy utalentowany Łukasz Majewski.

Czyżbyś pojmował samorealizację jako istotną wytyczną pewnego czasu historycznego, dzisiejszego mianowicie? Bo jesli nie - pozwolę sobie zwrócić Ci uwagę: kazdy jest przez pewien czas młody, do pewnego stopnia wiąże się z tym i dynamizm. Zatem: każdy na szansę na samorealizację - tyle, że nie wszyscy jednocześnie.

>Niektórzy istotnie tak mają, ja jednak jako uparty jak osioł empiryk wolę pasje - krócej czy dłużej trwające a potem porzucane, parę ich juz było, wciąż jeszcze sa nowe.
>Zaletą wieku dojrzałego jest duża wiedza, która umożliwia zręczne poruszanie się w wielu kwestiach, tzw. uniwersalność.

Większą zaletą jest stopniowe zyskiwanie przez wiedzę przewagi nad wolą: bo sporo juz się ma za sobą. Samowiedza kim byłem stanowi inną podstawę niż prorokowanie kim będę; aby jednak całkiem woli nie utracić (wola skamieniała w kształcie autoryrarnym niezupełnie jest już wolą), trzeba wciąż brać się za rzeczy nowe.

>>Samorealizacja jawi mi się celem godnym umarłych: wcześniej byłaby ogromną redukcją możliwości w imię skuteczności. Az tak sie chyba redukowac nie chcemy - to poniekąd wychodzi samo, coś się staje głównym celem życia, czy raczej inne realizuje sie marnie: przez przypadek? Moze tak.
>Umarli głosu nie mają, drogi Andrzeju. Nie popadaj w tragiczne tony. Patrząc na twą forumową aktywność, można odnieść wrażenie, że niedawno świętowano twoje urodziny.

Zastanawiam się, czy rozumiesz samorealizację raczej jako proces czy cel - sam termin nie pozwala jasno odróznić obu znaczeń, diametralnie wręcz odmiennych. Samorealizacja rozumiana jako cel zaprzecza wręcz wolności - rozumiana jako proces wydaje się być wobec niej neutralna. A moja aktywność? To stawianie pasji nad samorealizacją - pasji na jakiś czas, bo moje pasje trwaja krócej niż moje zycie: jak widzisz jestem zwolennikiem samorealizacji wyłącznie w rozumieniu procesu

>>Mam chyba zbyt mało talentów naśladowczych, Łukaszu.
>Wystarczy Ci Andrzeju. Daj spokój Łukaszowi. Gdyby nie on, forum byłoby szare jak ulice postkomunistycznych miast.

Patrzę z niejaką satysfakcją, jak forum sie uczłowiecza - co nie tylko zasługą Łukasza ale i innych. Ne da sie bowiem tematyki wedle mojej intuicji dla tego forum ważnej zamknąć w ramach wypowiedzi ścisłej i logicznie uporządkowanej - zauważyłem, że wierzący rozmówcy nieraz postrzegają racjonalistów jako racjonalistów tylko: ludzki i społeczny nasz wymiar umyka im najwyraźniej, ich sprawa ale rozmowy to nie ułatwia.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Patuszkin (2279 punktów)
>>>Samorealizacja? Jest jak marzenie głuchego aby zostać skrzypkiem (czasem sie udaje).
>>Wiadomo, że szansę na samorelizacjię mają przede wszystkim osoby młode i dynamiczne. Do takich należy utalentowany Łukasz Majewski.
>Czyżbyś pojmował samorealizację jako istotną wytyczną pewnego czasu historycznego, dzisiejszego mianowicie? Bo jesli nie - pozwolę sobie zwrócić Ci uwagę: kazdy jest przez pewien czas młody, do pewnego stopnia wiąże się z tym i dynamizm. Zatem: każdy na szansę na samorealizację - tyle, że nie wszyscy jednocześnie.

Oczywiście, dziwię się, jak mogłeś pomyśleć inaczej. Czyżbyś miał jakieś dylematy? Kwestią sporną jest natomiast czy stary dąb może się realizować równie dynamicznie jak kiełkujące żołędzie?

>Większą zaletą jest stopniowe zyskiwanie przez wiedzę przewagi nad wolą: bo sporo juz się ma za sobą. Samowiedza kim byłem stanowi inną podstawę niż prorokowanie kim będę; aby jednak całkiem woli nie utracić (wola skamieniała w kształcie autoryrarnym niezupełnie jest już wolą), trzeba wciąż brać się za rzeczy nowe.

Ech, ciągle chcesz się brać za rzeczy nowe. Nie robię Ci z tego powodu zarzutu. Na forum jest taka różnorodnorość pojawiających się tematów, że na pewno nie będziesz się nudził.

>Zastanawiam się, czy rozumiesz samorealizację raczej jako proces czy cel - sam termin nie pozwala jasno odróznić obu znaczeń, diametralnie wręcz odmiennych.

Realizacja zamierzona jest celem, dla kogoś, kto zastanawia się co zrobić, żeby osiągnąć większą moc. Aktualnie dziejąca się - jest faktem. Żadna nie przeczy wolności. Przecież akty myślowe są również faktami, koniecznościami, które można zrozumieć w autorefleksji.

>A moja aktywność? To stawianie pasji nad samorealizacją - pasji na jakiś czas, bo moje pasje trwaja krócej niż moje zycie: jak widzisz jestem zwolennikiem samorealizacji wyłącznie w rozumieniu procesu

Akurat na forum myślenie jest jedynym działaniem. Zatem samorealizacja na forum przybiera formę rozwoju intelektualnego czy też powiększania władzy myślenia, dzięki nawiązywaniu kontaktów z ludźmi o podobnych zainteresowaniach.

>Patrzę z niejaką satysfakcją, jak forum sie uczłowiecza - co nie tylko zasługą Łukasza ale i innych. Ne da sie bowiem tematyki wedle mojej intuicji dla tego forum ważnej zamknąć w ramach wypowiedzi ścisłej i logicznie uporządkowanej - zauważyłem, że wierzący rozmówcy nieraz postrzegają racjonalistów jako racjonalistów tylko: ludzki i społeczny nasz wymiar umyka im najwyraźniej, ich sprawa ale rozmowy to nie ułatwia.

Dla mnie jest to sprawa dosyć jasna. Ważne jest aby obie grupy, które nie mogły osiągnąć porozumienia znalazły sobie miejsce, w którym spokojnie będa mogły realizować swe cele. Miejsca w świecie wirtualnym jest wystarczajaco dużo, aby sobie wzajemnie w drogę nie wchodziły, a jeśli już to na zasadzie wymiany cennych informacji. Przecież żyjemy w społeczeństwie informacyjnym. I to jest sprawa istotna.



Piotrek Patucha
outsider (2469 punktów)
>Oczywiście, dziwię się, jak mogłeś pomyśleć inaczej. Czyżbyś miał jakieś dylematy? Kwestią sporną jest natomiast czy stary dąb może się realizować równie dynamicznie jak kiełkujące żołędzie?

Nie pomyslałem - uściślam terminologię. A żołedzie i stare dęby? Te drugie też wyrosł z żołędzi - stary dąb realizuje co innego, na przykład ocienia.

>Ech, ciągle chcesz się brać za rzeczy nowe. Nie robię Ci z tego powodu zarzutu. Na forum jest taka różnorodnorość pojawiających się tematów, że na pewno nie będziesz się nudził.

To nie chęć - taka konstrukcja. Ale i pewien wybór: niechęć odrzucania tego, czego się nie wypróbowało. Rezultaty prób mogą być rózne, wole jednak empirię od wiedzy apriorycznej.

>Realizacja zamierzona jest celem, dla kogoś, kto zastanawia się co zrobić, żeby osiągnąć większą moc. Aktualnie dziejąca się - jest faktem. Żadna nie przeczy wolności. Przecież akty myślowe są również faktami, koniecznościami, które można zrozumieć w autorefleksji.

Realizacja zamierzona przeczy - tu sie nie zgodzimy. Cele dalekie sa osiągalne gdy głupie - nieosiągalne gdy cokolwiek mądrzejsze: jedne i drugie jednak niweczą przez swój imperatywny charakter wolność codzienną.

>Akurat na forum myślenie jest jedynym działaniem. Zatem samorealizacja na forum przybiera formę rozwoju intelektualnego czy też powiększania władzy myślenia, dzięki nawiązywaniu kontaktów z ludźmi o podobnych zainteresowaniach.

To nieco inaczej, Piotrze - forum to pewna społeczność, a społecznośc nie żyje myśleniem. Stawianie tylko na myślenie jest wartościowaniem kryteriów - a akurat na forum myślenie ocenić najtrudniej: to pisze na podstawie doświadczeń z inych zakamarków sieci.

>Dla mnie jest to sprawa dosyć jasna. Ważne jest aby obie grupy, które nie mogły osiągnąć porozumienia znalazły sobie miejsce, w którym spokojnie będa mogły realizować swe cele. Miejsca w świecie wirtualnym jest wystarczajaco dużo, aby sobie wzajemnie w drogę nie wchodziły, a jeśli już to na zasadzie wymiany cennych informacji. Przecież żyjemy w społeczeństwie informacyjnym. I to jest sprawa istotna.
>

Ładna, politycznie poprawna deklaracja . Ale ja nie o tym - nawet nie o szukaniu porozumienia, tym się zajmują chcący po obu stronach. Niewątpliwie rozluźniają się ramy tego, jak i o czym na forum pisać wypada: racjonalizm zaś zaczyna się sferze myślenia dowodliwego, ale skutkuje w sferze woli, która sama w sobie jest ortogonalna do logiki: ostatnio o woli w tym czy innym ujęciu rozmawiamy tu sporo.

>
Piotrek Patucha




Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Patuszkin (2279 punktów)
>To nie chęć - taka konstrukcja. Ale i pewien wybór: niechęć odrzucania tego, czego się nie wypróbowało. Rezultaty prób mogą być rózne, wole jednak empirię od wiedzy apriorycznej.

Ja też. Dlatego postanowiliśmy zorganizować spotkanie w Katowicach.
Patrz: www.racjonalista.pl/forum.php/s,33861

>>Akurat na forum myślenie jest jedynym działaniem. Zatem samorealizacja na forum przybiera formę rozwoju intelektualnego czy też powiększania władzy myślenia, dzięki nawiązywaniu kontaktów z ludźmi o podobnych zainteresowaniach.
>To nieco inaczej, Piotrze - forum to pewna społeczność, a społecznośc nie żyje myśleniem. Stawianie tylko na myślenie jest wartościowaniem kryteriów - a akurat na forum myślenie ocenić najtrudniej: to pisze na podstawie doświadczeń z inych zakamarków sieci.

No tak. Pisanina w końcu nie wystarcza i pragniesz zrobić coś w realu. To normalne.

>racjonalizm zaczyna się sferze myślenia dowodliwego, ale skutkuje w sferze woli, która sama w sobie jest ortogonalna do logiki: ostatnio o woli w tym czy innym ujęciu rozmawiamy tu sporo.

Wola realizuje się w czynach. Bez działania jest tylko myślenie, bądź wola myślenia. Ale to za mało. Pełny człowiek przede wszystkim działa, a dokładniej, myślenie i działanie są u niego jednością.

Piotrek Patucha
placownik

>No tak. Pisanina w końcu nie wystarcza i pragniesz zrobić coś w realu. To normalne

   Chcecie zbierać żołędzie i sadzić dęby? Skąd u Ciebie ten lekceważący stosunek do pisaniny? Uważasz gadaninę za bardziej skuteczną?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Patuszkin (2279 punktów)
Drogi Wojtku,

Gdybym pogardzał pisaniem, nie zawitałbym w progi Racjonalisty. A dęby sadzić będę wtedy, gdy znajdę urodzajną glebę dla ich rozkwitu.
Twoje pytanie naprowadziło mnie na ciekawy wątek rozmyślań. O różnicach pomiędzy mową i pisaniem. Zanim powstało pismo, funckjonowała mowa. Dla przykładu w starożytnej Grecji eposy Homera zanim je spisano były przekazywane z ust do ust. Kolejne pokolenia poetów uczyły się tych wierszy na pamięć, aby opowidzieć historię słuchaczom bądź przekazać ją swym następcom. Bowiem poezje wtedy bądź mówiono bądź śpiewano. Taki seans miał charakter teatralny: ludzie zbierali się w jednym miejscu, zupełnie jak na wieczorkach poetyckich i aktywnie współuczestniczyli w misterium tworzenia sensów za pomocą słowa. Kiedy rozwinęło się pismo, a technikę "zapamiętywania" znaków w materii zaadaptowała do swych potrzeb kultura, pojawiły się dylematy, którym dał wyraz m.in. Platon w swych dialogach. Uważał, że najcenniejsze intuicje można przekazać drugiemu człowiekowi jedynie za pośrednictwem mowy, w kontakcie w cztery oczy. Zresztą moglibyśmy użyć bardziej trywialnego przykładu. Codzienne współbycie z ludźmi, kontakt z nimi chroni wyobraźnię przed ucieczką w nieznane. Po prostu będąc blisko człowieka zawsze możesz nawet najbardziej niesamowitą intucję sprawdzić. A takie są często bardziej bytem niż pozory ze świata cieni.



Piotrek Patucha
placownik
>A dęby sadzić będę wtedy, gdy znajdę urodzajną glebę dla ich rozkwitu.

   Myślę, że oprócz urodzajności gleby niebagatelne znaczenie ma podlewanie. Jak się czymś dobrym podleje, to efekty mogą być zaskakujące. Ale to tylko dygresja. Tak naprawdę to piłem do... tfu, chciałem nawiązać do zarysowanej przez Ciebie opozycji: pisanina-robienie czegoś w realu. Nie przeczę, bezpośredni kontakt z żywym człowiekiem bywa często zapładniający. Również dla wyobraźni. Wyczułem jednak, być może błędnie, że cenisz wyżej "robienie czegoś w realu" od pisaniny. Być może mój pogląd wyda Ci się naiwny, jednak wierzę, że czas słowa jeszcze nie całkowicie przeminął. Podobnie jak sławne J'accuse Zoli sprzed ponad wieku zmieniło Francję, tak znacznie świeższej daty Wasz prezydent, nasz premier Michnika zmieniło Polskę. Zostało jeszcze trochę do napisania!

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
outsider (2469 punktów)
Rozważmy relację pisanie-działanie: co przyczyną, co skutkiem? Jeśli pisanie popycha Cię do działania - widac wierzysz w realnośc świata wykreowanego; moje podejście jest odwrotne, tak jakoś wyszło.

Nie opisuję swoich pomysłów na świat, raczej daję świadectwo temu, co na swoja skromna skalę zdołałem poznać w działaniu, w uczestniczeniu: jestem nieufny w stosunku do języka. I myślę, Piotrze, że oba podejścia są równoprawne - jeśli bowiem racjonalizm prowadzi do jakiegoś aksjomatu moralnego - jest nim pluralizm postaw: nie tylko tego co sie oznajmia, ale i dlaczego.

Pozdrawiam.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)Ku kobiecie dekadenckiej
Hej Zuzanno,

Zapraszam na www.racjonalista.pl/forum.php/s,33591

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)A ku ku :))
Wybaczcie mi proszę wybaczcie tę głupią wstawkę, ale ja tu tak przelotem tylko i aż mi serce podskoczyło jak tu Patuszkina zobaczyłem

>Chyba, że ktoś wybiera opcję: fermentacja-kopulacja-lamentacja(FKL).

Ja ją wybieram

>FKL o tyle jest problematyczne, że ma charakter

I ja go mam Nie zaprzeczysz

Pozdrawiam Cię Piotrek serdecznie

Łuki

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Patuszkin (2279 punktów)Odp: A ku ku :))

Budda krążył mi po głowie od jakiegoś czasu i myślałem, gdzież ten Majewski do diabła się zawieruszył. Proponuję na początek zbadać sprawę J.F.K. Chłopaki nie płaczą.

Co u ciebie Łuki. Zapłodniłeś już jakąś dziewuchę? Ja wróciłem z Francji i teraz klepię biedę pod mostem. Długo mi zwisało, żeby napisać stamtąd, bo cholernie drogiego neta mają. Zęby mi pożółkły od fajek i tyłek mnie swędzi od siedzenia. Może ruszę dupskiem na twoją chatę, popijemy zdrowo, jeśli kobita ci pozwoli.

Piotrek Patucha
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
>Budda krążył mi po głowie od jakiegoś czasu i myślałem, gdzież ten Majewski do diabła się zawieruszył.

A do samego Diabła polazł, w rzeczy samej

>Proponuję na początek zbadać sprawę J.F.K. Chłopaki nie płaczą.

Tutaj chyba nie kapuję

>Co u ciebie Łuki. Zapłodniłeś już jakąś dziewuchę?

Tę którą tu zostawiłeś [Biorę się na bazgrołach za Zuzkę , bez urazy proszę Zuzanno]

>Ja wróciłem z Francji i teraz klepię biedę pod mostem.

To tak jak ja

>Długo mi zwisało, żeby napisać stamtąd, bo cholernie drogiego neta mają.

Spoko... mnie też zwisało

>Zęby mi pożółkły od fajek i tyłek mnie swędzi od siedzenia. Może ruszę dupskiem na twoją chatę, popijemy zdrowo, jeśli kobita ci pozwoli.

No ja myślę, że Twoja się bardzo chętnie z Tobą zabierze, mimo tych zębów... a może dzięki nim, bo moje są jak zwykle OK A chlać będziem do upadłego ale na dwóch wątkach Patuszkinie

www.racjonalista.pl/forum.php/s,33597
www.racjonalista.pl/forum.php/s,33594

A żem się stęsknił za Tobą morduchno Ty moja Nie moderujesz?

PS: Lepiej już chyba będzie jak się na mail'e przeniesiemy nie?

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Patuszkin (2279 punktów)
>>Budda krążył mi po głowie od jakiegoś czasu i myślałem, gdzież ten Majewski do diabła się zawieruszył.
>A do samego Diabła polazł, w rzeczy samej
>>Proponuję na początek zbadać sprawę J.F.K. Chłopaki nie płaczą.
>Tutaj chyba nie kapuję

JFK= jasiokrakcja-fermentacja-kopulacja. Bez lamentacji jak zauważyłeś. Scenariusz pozytywny.

>>Co u ciebie Łuki. Zapłodniłeś już jakąś dziewuchę?
>Tę którą tu zostawiłeś [Biorę się na bazgrołach za Zuzkę , bez urazy proszę Zuzanno]

Niech Zuzanna sama wybierze. Ciekawy jestem czy byłaby zdolna do takiego wyboru?

>No ja myślę, że Twoja się bardzo chętnie z Tobą zabierze, mimo tych zębów... a może dzięki nim, bo moje są jak zwykle OK A chlać będziem do upadłego ale na dwóch wątkach Patuszkinie
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,33597
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,33594

Jak na forum zjawia się Łukasz Majewski sieje pozytywny zamęt. Gdybym był prezydentem kraju otrzymałbyś tytuł honorowego obywatela RP. Ale nie jestem niestety, zatem proponuję utworzyć szajkę mafijną, aby kręcić interesy korzystne dla obu stron. KOdeks honorowy wymaga, aby nie cudzołożyć z wybrankami szefów.

>A żem się stęsknił za Tobą morduchno Ty moja Nie moderujesz?

Może zacznę. Czekałem na sygnał ze Skandynawii i chyba sprawa umarła po drodze. Już lepiej wygrzewać dupsko w wygodnym fotelu przed monitorem kompa, ze świadomością, że jest taki Gość, którego bardzo lubię, a imię jego: Łukasz.

>PS: Lepiej już chyba będzie jak się na mail'e przeniesiemy nie?

Napiszę Ci.

>
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)



Piotrek Patucha

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365