 |
Jezus: ewolucja kontra rewolucja Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-11-2005 14:58 | outsider (2469 punktów) | Jezus: ewolucja kontra rewolucja | Chrześcijaństwo powstało nie wbrew zastanej wierze, lecz w drodze przekształcenia - nie odrzucono starych ksiąg, dopisano jedynie do nich nowy komentarz. Nastąpiło to nie na płaszczyźnie ludzkiej (prawdopodobnie nie da się; nowa religia musiała się rozwijać poza terytorium macierzystym) ale ciągłość żródeł jest oczywista: miało to znaczace następstwa.
Najważniejszym jest może to, że nie dało się uzgodnić całej warstwy opisowej: Stary i Nowy Testament przeczą sobie w wielu miejscach - i to miejscach istotnych; nie ma bowiem wielkiego praktycznego znaczenia księga Genesis, ale ksiegi poświęcone prawu i moralności - owszem. Zmuszało to myśl chrześcijańską do gimnastyki umysłowej - i to w koncu doprowadziło ją jako pierwszą ze wspólczesnych nam wiar do zaprzeczenia samej sobie: to w kręgu chrzescijaństwa powstał współczesny nam ateizm. Z jednej bowiem strony rozwój teologii był bazą dla wykształcenia sie myślenia racjonalnego, z drugiej - teologia sama w sobie niewiele wyjaśniła, a rozwój chrześcijaństwa poszedł w kierunku prymatu woli nad rozumem.
To długie i krwawe dzieje - historia wiodącej do wczoraj kultury: wydaje sie jednak, że na dłuższą metę znaczące reformy - ewolucja właśnie w miejsce rewolucji - lepiej rokuja na odległą przyszłość: nie ma w nich bowiem zupełnego odcięcia się od myśli dawnej, jest jakaś próba syntezy: większy zatem wysiłek umysłowy - i potrzeba dalszych wysiłków, bo jakieś dokuczliwe sprzeczności przecież pozostac muszą. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Totus (1201 punktów) | > a rozwój chrześcijaństwa poszedł w kierunku prymatu woli nad rozumem.Myślę, że bardzo konkretnym uzupełnieniem Twoich myśli nad wylanym wczorajszym zepsutym piwem będzie taki oto cytat z Ewangelii (26; 20) "Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu [uczniami]. A gdy jedli, rzekł: 'Zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi'. Bardzo tym zasmuceni zaczęli pytać jeden przez drugiego: 'Chyba nie ja, Panie?'. On zaś odpowiedział: 'Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: 'Czy nie ja, Rabbi?'. Odpowiedział mu: 'Tak jest, ty'. Wprawdzie, mistrz odchodzi, no ale my wiemy lepiej, my wiemy swoje...  Po co słuchać nauk Chrystusa, wszak to człowiek święty, czyli obcy. Dobrze, że już wyszedł pora dopisać coś od siebie, coś co na pewno Jezus by poparł, wszak nie bardzo Go rozumiemy, lecz faktem jest, że kochający uczeń Judasz, jeżeli odważy się zdradzić mistrza to my mu urządzimy tu piekło. My kochamy serduszkiem naszego mistrza (jak kundle) i zagryziemy Judasza, jak tylko to zrobi. Nasze wypaczone pojęcie sprawiedliwości zastąpi jakieś boskie niezrozumiałe schematy. Wszak pastuch lepiej wie co jest dobre dla Syna Człowieczego niż on sam, a jakże. Pastuch jest mądrzejszy od samego Boga - wszak ma żydowskiego patrona mądrości wszelakiej. I tak po dwóch tysiącach lat, przychodzę i wskazuję psu budę. Kto się ze mną nie zgadza to niech nadal ma wolę pozostać w konfklikcie z własnym sumieniem. To nie Judasz był zdrajcą - www.racjonalista.pl/forum.php/p,10/s,32889 . Kto twierdzi inaczej podważa WOLĘ BOGA i osobistą wolę Jezusa Chrystusa, który wszedł na drogę zbawienia ludzkości i wola oddania życia za ogół, za Ciebie, za mnie i za niego zasługuje na najwyższą formę szacunku czyli na próbę udzielenia sobie i innym odpowiedzi na najważniejsze pytanie: DLACZEGO? Pytanie, które zmusza do użycia podstawowego narzędzia jakie ma umysł - ROZUMU. Wejście na tę drogę da odpowiedź na większość ludzkich pytań. A kiedy już będziesz pewien, powstrzymasz i gniew bo nie ma już tych, przeciw, którym mógłbyś go wylać, nie ma już oszustów odpowiedzialnych za niezliczone ludzkie dramaty, ale ich głupota pozostała, jest żywa i dziś. "To co ma początek ma też i swój koniec" Żegnajcie faryzeusze, krzyż na drogę i bilet na czarny kontynent. Wcześniej niech papa zatwierdzi zmianę sutanny na białą. Dzięki osiągnięciom nauki wiemy, że tak trzeba. Nie wiecie? - to uwierzcie. P.S. A może i tam nie ma dla nich miejsca? Wszak Afrykanie też ludzie, no to gdzie jest dla nich miejsce? Może ktoś podpowie?
|
|
 | | Jordan | polemizujesz pan sam z soba? jaki z tego moral?
|
|
 | | Zuzanna |
> Po co słuchać nauk Chrystusa, wszak to człowiek święty, czyli obcy. Dobrze, że już wyszedł pora dopisać coś od siebie, coś co na pewno Jezus by poparł, wszak nie bardzo Go rozumiemy, lecz faktem jest, że kochający uczeń Judasz, jeżeli odważy się zdradzić mistrza to my mu urządzimy tu piekło. My kochamy serduszkiem naszego mistrza (jak kundle) i zagryziemy Judasza, jak tylko to zrobi. Nasze wypaczone pojęcie sprawiedliwości zastąpi jakieś boskie niezrozumiałe schematy. Wszak pastuch lepiej wie co jest dobre dla Syna Człowieczego niż on sam, a jakże. Pastuch jest mądrzejszy od samego Boga - wszak ma żydowskiego patrona mądrości wszelakiej.Tak, co do ludzkiego zadufania i próżności zgadzam się w zupełności. Człowiek przestał myśleć o Bogu(jeżeli takowy istnieje, w każym razie przestał myśleć o Sile Stwórczej),uwierzył we własną marność i wyłączność swych osądów.Zapomniał,że on i wszystko, co go otacza, to vanitas i nigdy to się nie zmieni.Zatem postuluję,więcej pokory,gatunek ludzki musi zrozumieć, że nie dane jest mu poznanie całkowite,co więcej, czcze próby są po prostu żenujące. > To nie Judasz był zdrajcąTego nie wiem,ale śmiem twierdzić,że jeżeli Bóg jest wszechmocny i nieskończony( ,w co absolutnie nie wierzę),to Judasz zdrajcą nie był, bowiem był on tylko wykonawcą planu bożego. To zadanie to jego los,nadane mu wraz z pojawieniem się w nim życiodajnego oddechu. Odbywa się to oczywiście na zasadzie predestynacji. Ale idąc dalej tym krokiem dochodzimy do punktu, gdzie niekt nie jest ani dobry,ani zły, bowiem dobry i zły jest "reżyser" naszego losu, to w jeso chorej wyobraźni roją się sprośne idee,które poźniej realizuje za pomocą bezbronnego narzędzia,jakim jest człowiek. Zatem Bóg to zboczeniec(jak Crieg z "Być jak John Malkovich"), który za pomocą kukiełek obrazuje swoje chore żądze,a całe zło świata, to jego wytwór. Teraz proszę zauważyć ironię i żenadę relacji Bóg -czlowiek. Człowiek modli się do Boga,by ten zmiłwał się nad nim i oszczędził mu przykrości... Dziękuje mu za jego łaski... Wielbi go,uważa go za absolut DOBRA... Jedyne,co jest zgodne z prawdą,że Bóg jest mądry i wie,jak ciekawie zrealizowć swoje pomysły, czyli jest kreatywny.
|
|
|  | | Patuszkin (2279 punktów) | >Tak, co do ludzkiego zadufania i próżności zgadzam się w zupełności. Człowiek przestał myśleć o Bogu(jeżeli takowy istnieje, w każym razie przestał myśleć o Sile Stwórczej), uwierzył we własną marność i wyłączność swych osądów.
Nie zgadzam się z tą opinią. Jest ona charakerystyczna dla części chrześcijaństwa, ale nie każdy chrześcijanin jest pokornym durniem, a po drugie nie każdy jest chrześcijaninem.
>Zapomniał,że on i wszystko, co go otacza, to vanitas i nigdy to się nie zmieni.Zatem postuluję,więcej pokory,gatunek ludzki musi zrozumieć, że nie dane jest mu poznanie całkowite,co więcej, czcze próby są po prostu żenujące.
Vanitas można wykryć w mózgach bądź w majtkach co niektórych jednostek, zwłaszcza tych, dla których ucieczka od rzeczywistości realnej w bujne fantazje jest jedynym sposobem na rekompensatę. Dla przykładu, komuś może się wydawać, że jest wielkim krwawym wodzem, a w rzeczywistości jest chorowitym złośliwym staruchem, który ma kłopoty z potencją.
>>To nie Judasz był zdrajcą >Tego nie wiem,ale śmiem twierdzić,że jeżeli Bóg jest wszechmocny i nieskończony( ,w co absolutnie nie wierzę),to Judasz zdrajcą nie był, bowiem był on tylko wykonawcą planu bożego.
Narzędziami Boga są także ptaki, które zakażają siebie i ludzi groźną odmianą wirusa grypy, zwaną "Wietnamką." Jest to wirus śmiercionośny. Z nieoficjalnym źródeł wiem, że na Ochojcu odnotowano dwa przypadki wirusowego zapalenia płuc. Facetów przywieziono do szpitala w stanie beznadziejnym. Zanim wpięto im w żyłę w motylka, już było wiadomo, że tego nie przeżyją.
Plan Boga realizują także wredne jednostki, które organizują gry typu: pustynna burza lub "wtórne upupienie". Termin jak wiadomo zapożyczony od Gombrowicza, który problem zetknięcia młodości ze starością dogłębnie analizował.
Realizacja wszytkich debilizmów, na kóre poważyły się jednostki ludzkie, należy przypisać właśnie Boskiej Potencji, trudno sobie wyobrazić, aby Bóg nie mógł przyłożyć ręki do takich oto sytuacji.
>To zadanie to jego los,nadane mu wraz z pojawieniem się w nim życiodajnego oddechu. Odbywa się to oczywiście na zasadzie predestynacji. Ale idąc dalej tym krokiem dochodzimy do punktu, gdzie niekt nie jest ani dobry,ani zły, bowiem dobry i zły jest "reżyser" naszego losu, to w jeso chorej wyobraźni roją się sprośne idee,które poźniej realizuje za pomocą bezbronnego narzędzia,jakim jest człowiek.
To jest piękna idea. Przypominam sobie niesamowitą historię siwiejącego Abelarda i młodziutkiej Heloizy. Gdyby nie tatuś Heloizy, wielki Logik, mógłby używać na całego. Bóg jest reżyserem stojącym poza kategoriami dobra i zła. Dlatego kiedy Abelard traci mosznę, Boski Zegarmistrz nakręca kolejną intrygę nie przejmując się zbytnio problemami starego Logika.
>Zatem Bóg to zboczeniec(jak Crieg z "Być jak John Malkovich"), który za pomocą kukiełek obrazuje swoje chore żądze,a całe zło świata, to jego wytwór.
A może moglibyśmy już porzucić scholastyczny zapał i nazwać rzecz po imieniu? Żaden Bóg nie mówi nam co mamy robić. To rzecz podstawowa. Kto to zrozumie, ten otworzy oczy na prosty fakt, że dorosły człowiek jest jednostką samodzielną, odpowiadającą za swoje czyny. Jeśli ktoś chce mnie zrobić na szaro, mogę mu odpłacić pięknym za nadobne. Jeśli ktoś pragnie mnie zabić, mam prawo zabić go pierwszy. Odpowiedzialnośc nie spada na Bogów, tylko na konkretnych ludzi.
Piotrek Patucha
|
|
| |  | | Zuzanna | > Vanitas można wykryć w mózgach bądź w majtkach co niektórych jednostek, zwłaszcza tych, dla których ucieczka od rzeczywistości realnej w bujne fantazje jest jedynym sposobem na rekompensatę. Dla przykładu, komuś może się wydawać, że jest wielkim krwawym wodzem, a w rzeczywistości jest chorowitym złośliwym staruchem, który ma kłopoty z potencją.W takim razie Bóg ma problemy z potencją.Ma się za (gra słów)Bóg wie kogo, i jako nadęty du*** myśli,że kieruje losami świata(ale mimo wszystko, tak właśnie jest). > To jest piękna idea. Przypominam sobie niesamowitą historię siwiejącego Abelarda i młodziutkiej Heloizy. Gdyby nie tatuś Heloizy, wielki Logik, mógłby używać na całego. Bóg jest reżyserem stojącym poza kategoriami dobra i zła. Dlatego kiedy Abelard traci mosznę, Boski Zegarmistrz nakręca kolejną intrygę nie przejmując się zbytnio problemami starego Logika.Bez przesady. Abelard miał wówczas 40 lat,czyli nie był aż tak siwiejący,a romansik wykrył i powstrzymał wuj Heloizy. > A może moglibyśmy już porzucić scholastyczny zapał i nazwać rzecz po imieniu? Żaden Bóg nie mówi nam co mamy robić. To rzecz podstawowa. Kto to zrozumie, ten otworzy oczy na prosty fakt, że dorosły człowiek jest jednostką samodzielną, odpowiadającą za swoje czyny. Jeśli ktoś chce mnie zrobić na szaro, mogę mu odpłacić pięknym za nadobne. Jeśli ktoś pragnie mnie zabić, mam prawo zabić go pierwszy. Odpowiedzialnośc nie spada na Bogów, tylko na konkretnych ludzi.To jakaś antyteza.Skoro najpierw aprobujemy myśl,że Bóg to niewyżyty psychopata, to idźmy dalej i pogódźmy się z tym,że ten chory byt jest bezkarny,a jego swawole nieograniczone.Zatem plany odpłacenia pięknym za nadobne prawdopodobnie legną w popejowskich gruzach. Przykre to, ale tak to już jest z przestępcami.
|
|
| | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | > W takim razie Bóg ma problemy z potencją.Ma się za (gra słów)Bóg wie kogo, i jako nadęty du*** myśli,że kieruje losami świata(ale mimo wszystko, tak właśnie jest).Bełkotliwość twojej wypowiedzi dowodzi jedynie faktu, że albo się nie wyspałaś, albo ugrzęzłaś w intrygach, które przesłaniają ci możliwość nawiązania racjonalnego kontaktu. > > To jest piękna idea. Przypominam sobie niesamowitą historię siwiejącego Abelarda i młodziutkiej Heloizy. Gdyby nie tatuś Heloizy, wielki Logik, mógłby używać na całego. Bóg jest reżyserem stojącym poza kategoriami dobra i zła. Dlatego kiedy Abelard traci mosznę, Boski Zegarmistrz nakręca kolejną intrygę nie przejmując się zbytnio problemami starego Logika.> Bez przesady. Abelard miał wówczas 40 lat,czyli nie był aż tak siwiejący,a romansik wykrył i powstrzymał wuj Heloizy.Zatem był w wieku dojrzałym. Rzeczywiście 50 rok życia jest cezurą oddzielającą dojrzałośc od starości. W wieku dojrzałym można jeszcze realnie działać. Po 50-ce pozostaje trwanie na emeryturze bądź rencie i karmienie wnusiów czekoladkami. Gówniarze mogą skorzystać obcując z ludźmi starymi, jedynie w ten sposób, że szybko nauczą się bezwględności, cynizmu i draństwa - właściwości, w które starcy są dobrze zaopatrzeni. Ale jak tu się dziwić, skoro starzec może romansować jedynie ze śmiercią, a świadomość zbliżającej się ułomności i zależności, niszczy jego dobre samopoczucie. Mógłby twedy na wzór wykastrowanego Abelarda oddać się intensywnej twórczości i spełniając się w niej przezwyciężyć nieubłagane smutki starości. > >A może moglibyśmy już porzucić scholastyczny zapał i nazwać rzecz po imieniu? Żaden Bóg nie mówi nam co mamy robić. To rzecz podstawowa. Kto to zrozumie, ten otworzy oczy na prosty fakt, że dorosły człowiek jest jednostką samodzielną, odpowiadającą za swoje czyny. Jeśli ktoś chce mnie zrobić na szaro, mogę mu odpłacić pięknym za nadobne. Jeśli ktoś pragnie mnie zabić, mam prawo zabić go pierwszy. Odpowiedzialnośc nie spada na Bogów, tylko na konkretnych ludzi.> To jakaś antyteza.Skoro najpierw aprobujemy myśl,że Bóg to niewyżyty psychopata, to idźmy dalej i pogódźmy się z tym,że ten chory byt jest bezkarny,a jego swawole nieograniczone.Zatem plany odpłacenia pięknym za nadobne prawdopodobnie legną w popejowskich gruzach. Przykre to, ale tak to już jest z przestępcami.  Po pierwsze takiej myśli, że niby Bóg jest psychopatą, nie aprobuję, dlatego, że to blaga obliczona na to, żeby urabiać sobie naiwniaków. Po drugie przyznaj się czy ty aby czasem nie grasz na dwa fronty. Z jednej strony udajesz zwolenniczkę racjonalizmu, a z drugiej piszesz o Bogu jakby był dla ciebie jedyną opcją, która objaśnia Ci rzeczywistość. Wyczuwam znaczną ambiwalencję w sądach przez ciebie wypowiadanych.
Piotrek Patucha
|
|
| | | |  | | Zuzanna | >Po pierwsze takiej myśli, że niby Bóg jest psychopatą, nie aprobuję, dlatego, że to blaga obliczona na to, żeby urabiać sobie naiwniaków. Po drugie przyznaj się czy ty aby czasem nie grasz na dwa fronty. Z jednej strony udajesz zwolenniczkę racjonalizmu, a z drugiej piszesz o Bogu jakby był dla ciebie jedyną opcją, która objaśnia Ci rzeczywistość. >Wyczuwam znaczną ambiwalencję w sądach przez ciebie wypowiadanych.
Ambiwalentość to natura człowieka. Deizm człowieka jest nieunikniony,materia i duch itp. Po pierwsze nigdy niczego nie udaję,a po drugie założenie,że Bóg jest psychopatą sprawia,że zaczynam go szanować i lubić,bowiem w takiej postaci jest mi najbliższy. Jeśli "grę na dwa fronty"odbierasz jako niuanse poglądowe,to tak. Być może jest tak dlatego,że jestem kobietą i po prostu jestem niezdecydowana,a być może z tego powodu,iż w zależności od sił wewnętrzych, raz pragnę wierzyć w Boga(wtedy nie wierzę w człowieka),a raz wierzę w wielkość i potęgę racjonalizmu(to syndrom optymizmu,który zdarza mi się co raz rzadziej). Ponadto nie wierzę w jednoznaczność,nic nie jest ani czarne,ani białe,a to,jak odbieramy dany kolor zależy tylko i wyłącznie od subiektywnych doznań,które zmieniają się z dnia na dzień.Nic nie jest pewne,a "pewność przynosi zwątpienie". P.S. Co masz na myśli pisząc o "urabianiu naiwniaków"? Moim zdaniem,każy ma prawo wierzyć w takiego Boga,jaki jest mu najbliższy,zatem nie można dokonywać żadnych podziałów ze względu na naiwność.
|
|
| | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | > Ambiwalentość to natura człowieka. Deizm człowieka jest nieunikniony,materia i duch itp.Trudno zrozumieć co wspólnego ma duch i materia z ambiwalencją twych osądów. > Po pierwsze nigdy niczego nie udaję  > a po drugie założenie,że Bóg jest psychopatą sprawia,że zaczynam go szanować i lubić,bowiem w takiej postaci jest mi najbliższy.Na kanwie tego cytatu możnaby utworzyć zręby systemu teopatologii. Jak rozwiniesz ten wątek i zrobisz doktorat, mozesz liczyć na wsparcie racjonalistów. Zrobimy Ci reklamę Zuzanno. Byle byś była jeszcze w stanie normalnie funkcjonować. Pamiętasz co się stało z odtwórczynią głównej roli w filmie "Szamanka"? Bądź ostrożna. Teopatologia jest niebezpieczną dziedziną.  > Jeśli "grę na dwa fronty"odbierasz jako niuanse poglądowe,to tak. Być może jest tak dlatego,że jestem kobietą i po prostu jestem niezdecydowana  > a być może z tego powodu,iż w zależności od sił wewnętrzych, raz pragnę wierzyć w Boga(wtedy nie wierzę w człowieka),a raz wierzę w wielkość i potęgę racjonalizmu(to syndrom optymizmu,który zdarza mi się co raz rzadziej). Ponadto nie wierzę w jednoznaczność,nic nie jest ani czarne,ani białe,a to,jak odbieramy dany kolor zależy tylko i wyłącznie od subiektywnych doznań,które zmieniają się z dnia na dzień. Nic nie jest pewne,a "pewność przynosi zwątpienie".No tak. Rozumiem to w następujący sposób. Przyłapana na zdradzie w łóżku z innym facetem możesz stwierdzić, iż "w zależności od sił wewnętrznych" raz pragniesz być wierna a innym razem nie za bardzo. Raz wierzysz w miłość do swego partnera(wtedy nie wierzysz w miłość do kochanków) , a innym razem wierzysz w "wielkość i potęgę" miłości nieskrępowanej, która nieogranicza się dogmatem monogamiczności. Nie wierzysz, że można się jasno zdeklarować w związku, przecież nic nie jest jednoznacznie czarne ani białe, a "dany kolor zależy tylko i wyłącznie od subiektywnych doznań, które zmieniają się z dnia na dzień." Nie jesteś pewna niczego, ani tego, że chcesz mieć stabilny dom i rodzinę, ani tego, że chcesz być rozpustną Messaliną. Nic nie jest pewne, ponieważ "pewność przynosi zwątpienie". > P.S. Co masz na myśli pisząc o "urabianiu naiwniaków"?  > Moim zdaniem,każdy ma prawo wierzyć w takiego Boga,jaki jest mu najbliższy,zatem nie można dokonywać żadnych podziałów ze względu na naiwność.Można, można.
Piotrek Patucha
|
|
| | | |  | | outsider (2469 punktów) | > Rzeczywiście 50 rok życia jest cezurą oddzielającą dojrzałośc od starości. W wieku dojrzałym można jeszcze realnie działać. Po 50-ce pozostaje trwanie na emeryturze i karmienie wnusiów czekoladkami. Gówniarze mogą skorzystać obcując z ludźmi starymi, jedynie w ten sposób, że szybko nauczą się bezwględności, cynizmu i draństwa - właściwości, w które starcy są dobrze zaopatrzeni.No to mnie, kurczę, pocieszyłeś  PS. Emerytura jest (o ile pamiętam - wiesz, skleroza) od 65 roku zycia.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) |
> No to mnie, kurczę, pocieszyłeś  > PS. Emerytura jest (o ile pamiętam - wiesz, skleroza) od 65 roku zycia.Niektórzy są na rencie. 
Piotrek Patucha
|
|
| | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Ale renta nie ma zwiążku z wiekiem.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | Nie czepiajmy się Andrzeju szczegółów. Wiadomo, że są osoby po 50-ce aktywnie pracujące w zawodzie. Nie przeczy to jednak temu, że mogą równocześnie być dziadkami.
Piotrek Patucha
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|