Leseferyzm, libertarianizm, neoliberalizm - pojecia spokrewnione, w róznym odcieniu emocjonalnym symbolizujące jedno i to samo: niechęć do państwa jako czynnika przez swą arbitralnośc zagrażającego wolności - tym się różnia od anarchizmu, że ową wolnością jest w pierwszym rzędzie wolnośc gospodarcza. Słusznie zarzucaja leseferyści państwu charakter pasożytniczy wobec gospodarki - niesłusznie jednak zapominają, że gospodarka która ma być gospodarką a nie czym innym wymaga pewnego poziomu bezpieczeństwa, którego sama sobie nie zapewni.
Miedzy innymi rozwój technologii i potrzeba ogromnych inwestycji doprowadziły w naturalny sposób do przewagi koncernów ponadnarodowych nad wewnątrzpaństwowymi: owe ponadnarodowe kocerny mają zwykle jakieś odniesienie do prawa i potęgi zbrojnej USA, czuja się zatem chronione przed niebezpieczeństwami w wystarczającym stopniu - to jednak psuje czystośc modelu i mówi sie o tym niechętnie. Idea ma być czysta - a że niezupełnie przystaje do rzeczywistości? Zamiast ją samą, przekształca się system moralności powszechnej, i to przekształca skutecznie.
Leseferyzm stara sie odebrać państwu jakiekolwiek moralne uzasadnienie - w jego miejsce wprowadza funkcję usługową państwa - nocnego stróża, tak sie to określa. Pytanie jednak - jakie decyzje może podjąć nocny stróż, gdy sprawy idą nie tak jak się spodziewano, a konieczność działania wykracza poza zwykły zakres obowiązków nocnego stróża?
Odpowiedź na to pytanie pada obecnie we Francji: oto państwo nie czuje sie moralnie nie tyle zobligowane co wręcz uprawnione do podjęcia jakiejkolwiek decyzji: czeka się - na co, na dzienną zmiane w stróżówce? Czekanie trwa - skoro jednak państwo samo w sobie nie stanowi wartości godnej obrony (nie ma wszak nic wspólnego z rynkiem, najwyższą moralną wyrocznią) - pozostaje czekać, może sprawy rozstrzygną sie same: atakowany jest wszak teren państwa właśnie a nie wartość prywatna tego czy innego koncernu, który mógłby wysłać swych ochroniarzy.
Niesposób pochwalać sojalistów - też z liberalizmu wyrosłych - że po staniu się komunistami rźnęli oporne (albo i nie) społeczeństwa bez litości i bez większego sensu: jednak internacjonalizm bedący podobnym do leseferyzmu mitem wielkich praktycznych następstw nie miał: rozbrajał może, ale nie w takim stopniu - ochrona bytu państwowego była ideą nadwatrościowaną, ale trwała, wszak szpiegów tropiono wszędzie. Dziś owo wspomienie internacjonalizmu proletariackiego (łatwo sie utożsamia walkę muzułamnów francuskich z klasowym niezadowoleniem nie dostrzegając róznicy celów), plus anarchizm wszelkiego rodzaju plus podobny mu w myśleniu antypaństwowym leseferyzm tworzą z państwa obiekt pogardy: już ubezwłasnowolniony - nie przekłąda się to bezposrednio na strukturę - przekłada jednak na emocje i zanik poczucia moralnosci państwa. I owo państwo staje się powoli czyms na kształt byłej Jugosławii - złym, sztucznym tworem historii niewartym minimalnej nawet konserwacji.
Proste i logiczne jest, że przeciwnikiem tak poniżonego państwa bedą ci, którzy jakies cele wspólne i bezdyskusyjne jeszcze mają; nie w ich jakości rzecz. Wrogów bowiem wybiera się sobie decydując się na taki lub inny rodzaj własnej słabości. |