 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-01-2007 21:28 | Cieślański (994 punktów) | Sepsa z lodówki? | Jak wpływają na ekologię i klimat, pompy cieplne, czyli klimatyzatory i lodówki? Czy warto pompować ciepło z wnętrza ziemi, dogrzewać mieszkania, produkować "sztuczny" styropian do ocieplania domów, zamiast docieplać się osobiście, czyli ubierać się w naturalnie ekologiczne skóry zwierząt, futra z norek, kotów, psów i koni? Czy "lodówki" wytwarzają więcej ciepła, czy zimna? Czy szybkie zmiany wilgotności i temperatury zwiększają, czy też ograniczają rozwój drobnoutrojów chorobotwórczych? Czy lodówki i ich parametry techniczne wpływają na "klimat zdrowotny" w naszych mieszkaniach? Czy nowoczesne lodówki powodują więcej szkód, czy więcej korzyści dla środowiska i zdrowia ludzi? Czy żywność z nowoczesnych lodówek jest bardziej czy mniej "skolonizowana" przez bakterie, pleśnie i wirusy? Czy w nowoczesnych lodówkach żywności rzeczywiście dłużej się przechowuje?
Dawniej, lodówka miała parownik umieszczony w komorze chłodzenia jako nie osłonięty wymiennik ciepła. Komora "starej" lodówki była przedzielona (za pomocą przegrody zapewniającej swobodny, reguowany przepływ powietrza), na część chłodzącą, w której temperatura powinna wynosić ok. +5 stopni Celsjusza i część mrożącą w której temeratura powinna być ok. -10 -18 stopni C. Parownik pokrywał się szronem w trakcie bezpośredniego kontaktu z wilgotnym powietrzem zarówno od strony komory chłodzącej -lodówki, jak i od strony komory zamrażającej - zamrażalnika. Tym sposobem wilgotność względna i bezwględna powietrza wewnątrz lodówki znacznie się zmniejszała w procesie rosienia-zamrażania. W takiej lodówce starego typu, przez większość czasu eksploatacji, niemal zawsze było suche powietrze, które wysuszało żywność, na co oczywiście narzekały gospodynie domowe.
Parownik tym szybciej pokrywał się szronem im częściej była otwierana lodówka (chłodziarka), czyli im więcej wilgoci i wilgotnego powietrza było dostarczane do jej wnętrza. Oszroniony parownik tracił na wydajności, a agregat chłodniczy zasilany prądem elektrycznym pracował dłużej i zużywał więcej prądu dla utrzymania założonej niskiej temperatury wewnątrz chłodzonej przestrzeni.
Latem, przynajmniej raz na tydzień, trzeba było "starą" lodówkę (a konkretnie parownik) rozmrozić i usunąć tym samym zamrożoną na nim wodę Wszystkie gospodynie wiedziały, że po rozmrożeniu trzeba wnętrze całej lodówki umyć ciepłą wodą z dodatkiem octu lub sody oczyszczonej co jednocześnie odkażało jej powieszchnie wewnętrzne. Takie odkażające mycie miało zapobieć przykremu zapachowi (wytwarzanemu przez bakterie i pleśnie), łatwo "przechodzącemu" do chłodzonych produktów.
Lodówka starego typu była więc sucha z zasady działania i często odkażana "z praktyki i ekonomi eksploatacji". Była więc stara lodówka o wiele mniej podatna na rozwój grzybów i bakterii chorobotwórczych. Warto pamiętać, że optymalne warunki do rozwoju wirusów grypy to duża wilgotność i temperatura powietrza pomiędzy +5 a+7 stopni celsjusza, czyli typowo stosowana w komorze chłodzenia chłodziarek.
Stare lodówki, wysuszające żywność (z konieczności często i systematycznie myte-odkażane), były o niebo bardziej zdrowsze niż dzisiejsze nowoczesne lodówki, w których zlikwidowano efekt szronienia a więc i konieczność ich częstego odmrażania powiązanego z myciem odkażającym wnętrze lodówki.
A może to rozpowszechnienie chłodziarek "nie wymagających odszraniania" może być jedną z przyczyn częstszych przypadków sepsy? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| michiko (596 punktów) | Skóra ekologiczna to wyrób skóropodobny syntetyczny. Jestem miłośniczką psów i kotów od zawsze i zmroziła mnie myśl noszenia, na przykład kurteczki ze skór ich pobratymców. Zabijanie jakichkolwiek zwierząt tylko po to, by jakieś elegantki mogły "urzędować" w futrach to obrzydliwe okrucieństwo i głupi snobizm( w ogóle problem konieczności zabijania zwierząt to temat na osobną dyskusję). Jakiś czas temu w nowoczesnej lodówce mojej znajomej odkryłyśmy na ściance szarą pleśń. Wniosek: niezbędne częstsze mycie. Poza tym, zastanawiam się czy większego niż dotychczas wpływu na rozwój mikroorganizmów nie mają czasem rodzaje tworzywa zastosowane w nowoczesnych sprzętach. Nie ma odwrotu od cywilizacji technicznej i jej osiągnięć. Nie znam też nikogo, kto dobrowolnie pozbyłby się sprzętów AGD z domu, choć ich negatywny wpływ na środowisko jest oczywisty( także związany z utylizacją). >A może to rozpowszechnienie chłodziarek "nie wymagających >odszraniania" może być jedną z przyczyn częstszych >przypadków sepsy? Raczej nie, bo sepsa to ogólna reakcja organizmu na drobnoustroje chorobotwórcze. Wejdź na strony Polskiej Grupy Sepsy.
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | Potraktujmy michiko, chwilowo, Twoją wypowiedź freewolnie i karnawałowo Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Problem z większością aktywistów ruchów ekologicznych polega na ich zaangażowaniu ideologiczno-emocjonalnym a nie naukowo-racjonalnym. Często pozornie ekologiczne rozwiązania przynoszą więcej kosztów dla środowiska naturalnego niż ich zaniechanie. Produkcja elektrowni wiatrowych, czy baterii ogniw fotoelektrycznych zużywa więcej energii na ich wykonanie i późniejszą utylizację, niżli te urządzenia mogłyby wyprodukować energii w procesie eksploatacji. Produkcja choinek z tworzyw sztucznych, czy tworzyw sztucznych skóro-podobnych, jako zamienników dóbr naturalnych "zużywa" wielokrotnie więcej energii, i powoduje o wiele większe zagrożenie skażeniem dla środowiska naturalnego. Stwarza dodatkowe kosztowne problemy z utylizacją odpadów. Natomiast "choinki sztuczne" i "sztuczna skóra" wykonywane są odpowiednio; z odpadów choinek naturalnych i ze zmielonych odpadów skór naturalnych.
Założmy; że ja też lubię koty i psy, - ale młode i dobrze wysmażone. No i że nie podrywam kobiet, udając "zwierzo-luba" aby osiągnąć ich zaufanie przez pozory zgodności charakterów. (No chyba, że jakaś "siostra miłosierdzia" chciałaby mnie utrzymywać, karmić "trawą", ubierać w alergogenne syntetyki, tudzież galanterię przemysłu lateksowego f-my UNIMIL, włącznie).
Stare futrzaki są trudno zjadliwe i żylaste a krew ich jest gorzka. Wyłapując je za młodu i zjadając z głodu, oszczędzam im tym samym głodu, poniewierki po śmietnikach i piwnicach, oraz "katorgi więziennej" doznawanej w schroniskach dla zwierząt. Umierając młodo unikają depresji starczej i poczucia zbliżającego się końca, kiedy młodsi bezdomni pobratymcy odbierają im żarcie, tereny łowieckie i samice. Zabijam je przez uśpienie zastrzykiem z morfiny, -więc umierają szczęśliwe, a jako pokarm mają zalety antystresowe i łagodzą stany lękowe, dobrze mi działają na sen, podczas którego zimą oszczędzam buty, energię i odłożony tłuszczyk w talii (a więc również nadmierny apetyt na ich braci i siostry). Zmniejszam ryzyko wystąpienia epidemi wścieklizny przez utylitarną (użytkową i użyteczną) regulację populacji zwierząt bezpańskich. Chronię je tym samym, przed "statystycznie katolickimi" dziećmi, które rzucają w nie kamieniami i przywiązują im puszki po konserwach do ogonów. Odciążam przy tym mimochodem, budżety ośrodków pomocy społecznej dla bezrobotnych i schronisk dla zwierząt. W ciepłym futrzanym odzieniu mogę sypiać w stogach słomy, w lesie i w wiślanych chaszczach na Saskiej Kępie.
Warto byłoby zastanowić się, czy zwierze bezpańskie, ale często głodne, jest mniej lub bardziej szczęśliwe od zwierzaka, który ma swojego pana i właściciela oraz żarcia pod dostatkiem. Zwierzak bezpański nie jest przekarmiany, nie cierpi na miażdzycę i nerwicę, nie chadza na smyczy i w kagańcu, nikt mu nie wybiera partnerów do kopulacji. Ja nosząc ciepłe mokasyny i przyodziewki pozyskiwane z tego surowca zwierzęcego, czynię to z potrzeby egzystencjonalnej, czyli zapewniającej mi przeżycie w tutejszych warunkach klimatycznych. Nie czynię tego dla przyjemności obżerania się smakołykami i modnego strojenia w futerka, lecz z konieczności życiowej.
Innymi słowy, michiko, w temacie zabijania zwierząt z konieczności, mamy poglądy zgodne. Ty jesteś przeciwna zabijaniu ich dla snobizmu a ja zjadałbym je z potrzeby istnienia (egzystencji). Taka zgodność charakterów dobrze wróży udanemu pożyciu seksualnemu. Spotykalibyśmy się tylko wtedy gdybym ja był najedzony i do bliskich kontaktów międzyludzkich skory a ty chętna do rozmowy o futrzakach i na amory. Uwzględniając nasze osibiste egzystencjonalne zachowania mielibyśmy dużo ciekawego do pogadania. Spać chodziłbym do lasu, no bo przy atrakcyjnej i zgodnej parterce to normalny chłop się nie wyśpi. I wstyd i strata okazji. Tym samym w naszych zasobach pamięciowych istniałyby tylko pozytywne wspomnienia służące umacnianiu trwałości takiego przelotnego związku cyklicznego. Bo właśnie w takiej bezpiecznej emocjonalnie przelotności zawiera się sedno "ekologii ludzkiej miłości".
Warto jednak zastanowić się, czy "kochając" zwierzęta przez ich "udomawianie", (zamiast pozostawić je samym sobie) nie czynimy im więcej krzywdy. Jeśli chodzi o przyjemności osiągane przez ludzi z kontaktów ze zwierzętami, jestem jak najbardziej przeciw. Nie przekona mnie do takiego "kochania zwierząt", nawet mit religijny o zapłodnieniu nieletniej kobiety przez gołębia. Molestowanie zwierząt przez ich głaskanie i przytulanie uważam za obrzydliwość między-gatunkową. Toleruję jedynie głaskanie, iskanie wszy, wyciskanie "wągrów", wysysanie czyraków i czochranie owłosienia przedstawicielek mojego gatunku mające na celu zacieśnie więzi partnerskich i higienę futra. Ale to jest zachowanie wewnątrz gatynkowe typowe u wszystkich naczelnych. Apropos naczelnych, nie wiem jedynie jak to jest u kierowników redakcji, bo nie jestem dziennikarzem tylko stolarzem. Profesor z Gdańska, Bogdan Wojciszke, w książce pt. "Psy'chologia miłości" napisał, że związki partnerów znacznie różniących się inteligencją i pozycją społeczną nie są szczęśliwe, pomimo pozorów zewnętrznych. Partner o niższym statusie i inteligencji jest (lub czuje się) wykorzystywany i podległy drugiej stronie. Narasta w nim poczucie uzależnienia, uległości, niespełnienia i ograniczenia. Nie potrafi się usamodzielnić w sposobach zdobywania środków do życia i innych bardziej "pasujących" partnerów. Podobnie jest z kochaniem zwierząt przez ludzi, które jest nacechowane relacjami typu pan i niewolnik.
Możliwe, że często ludzie posiadają zwierzęta aby mieć kogokolwiek nad kim mogą "panować", bo sami są mało asertywni, nie panują nad sobą albo nie mieszczą się w seksistowskich schematach relacji ze społeczeństwem homo sapiącym. A miłość do zwierząt w ich przypadku, to może tylko kamuflujący jakieś poważne zaburzenia osobowości slogan, chroniący przed ostracyzmem nietolerancyjnego społeczeństwa?
bóg jest oszustwem
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | Michiko, rzeczywiście niektóre rodzaje tworzyw sztucznych stosowanych w farbach do ścian, gąbkach tapicerskich i materiałach ubraniowych zachowują się jak katalizatory rozwoju bakterii pleśniowych i gnilnych. Wszyscy znamy ten smród niedostatecznie wypłukanych ubrań po praniu z użyciem środków piorących tzw. enzymatycznych, szczególnie dokuczliwy w przypadku ubrań z tworzyw syntetycznych. Nie wypłukane dokładnie z ubrania enzymy piorące, już po kilku godzinach noszenia syntetycznego ubrania rozkładają związki organiczne zawarte w pocie ludzkim. Same tkaniny syntetyczne, nawet najbardziej nowoczesne, świetnie sprzyjają rozwojowi bakterii i grzybów na pożywce rozkładającego się potu ludzkiego. Podstawowym problemem nowoczesnych formacji wojska jest (narastający z czasem), smród rewelacyjnych ubrań z GOROTEXU, wyczuwalny po tygodniu, dosłownie na kilka kilometrów od plutonu wojaków (tj. 30-tu chłopa). Amerykanie mają do tego pralnie polowe. Ale co ma z tym począć oddział komandosów ubranych w "GOROTEX" przebywający ponad tydzień na zapleczu wroga? Ano nic, po prostu trzeba zwiewać śmigłowcami do domu. Armie mniej nowoczesne używają bielizny i ubrań bawełnianych, więc nie mają tego problemu. Dzięki za tę Grupę sepsy. Cytat; Winny jest system> Śmiertelność z powodu ciężkiej sepsy w Polsce jest dwukrotnie wyższa, niż w krajach Europy Zachodniej i USA. Brak wystarczającej liczby stanowisk w oddziałach intensywnej terapii oraz niedofinansowanie tych oddziałów, to podstawowe przyczyny takiego stanu rzeczy - wynika z analiz przeprowadzonych w 2004 roku przez Polską Grupę ds. Sepsy.Z tego co zrozumiałem, to sepsa jest reakcją zapalną całego organizmu powodującą uszkodzenia organizmu a w efekcie zgon. Sama reakcja zapalna chyba jest jakąś formą działań obronnych organizmu i w normalnych warunkach spełnia swoją funkcję pozytywnie. czy tak?Uogólniony stan zapalny w sepsie prawdopodobnie wywołują czynniki biologiczne ale przyczyna może istnieć w naszym systemie imunologicznycznym lub nerwowym. Nie wiadomo, czy można stwierdzić jakieś uwarunkowania genetyczne. Nie wiadomo też, czy takiej reakcji organizmu nie powoduje jakiś konkretny wirus, grzyb, pasożyt lub bakteria, względnie ich toksyny. Chociaż są pewne podejrzenia. Cytat; Sepsa z jednej puszki> Na obserwacji z podejrzeniem zakażenia bakterią Neisseria Meningitidis - dwoinki zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych - jest kolejnych 30 wojskowych, w tym lekarz i pielęgniarka...> Sepsa (z gr. sepsis, czyli gnicie) to ostre bakteryjne lub wirusowe zakażenie organizmu, które może przybrać postać posocznicy lub zapalenia opon rdzeniowo-mózgowych. Jest to choroba najczęściej o ciężkim lub bardzo ciężkim przebiegu....> Bakterie wywołujące sepsę u nosicieli inkubują się w przewodzie gardłowo-nosowym. Kontakt ze śliną nosiciela może spowodować zakażenie....Ja też, z wiekiem, zacząłem uważać wzorem ojca Mocherrora, że publiczne całowanie się młodzieży na ulicy jest zachowaniem zgoła rzydzykownym i źródłem zgnilizny moralnej. Co innego alkoholicy, i księża na bani, bo ci są dokładnie zdezynfekowani.  Nie da się wykluczyć, że wylęgarnia bakterii gnilnych w wilgotnym środowisku nowoczesnej lodówki zwiększa prawdopodobieństwo ilościowe i jakościowe wychodowania biologicznej przyczyny sepsy, (jako uogólnionej, wyolbrzymionej reakcji zapalnej)i zakażenia nią. Wciąż słyszymy o sprzedawaniu nieświeżego mięsa i wędlin "uzdatnianych" na różne sposoby w supermarketach. Tam też oprócz zamrażarek istnieją otwarte chłodziarki z rozmrożoną wedliną, w które tysiące klientów zagląda, pochyla się kaszląc i kropelkując w trakcie rozmowy o cenach. W wojsku zużywa się stare zapasy żywnościowe konserw, często przeterminowane a nowe idą do magazynu, bo taka jest logika gromadzenia zapasów. Również stan higieny naszych zlewozmywaków i muszli klozetowych oraz gąbek i ściereczek do mycia naczyń, może mieć wpływ na rozwój bakterii gnilnych. Że nie wspomnę o zakażeniu specjalnym zestawem bakterii i enzymów używanych do utylizacyjnej fermentacji szamb przydomowych. A w wojsku mycie kibli gołymi rękami było i zapewne nadal jest dość powszechne, (nie mówiąc o myciu rąk i odzieży, po tych zabiegach). Dużym problemem w wojsku może być też grzybica stóp, bo ciężkie i szczelne obuwie jest noszone po 16 godzin na dobę. Raporty o braku środków higieny w armii też znamy. Kiedy boli nas gardło w okolicach migdałków tworzą się białe grudki ropne, które śmierdzą tak samo jak szlam z syfonu pod zlewozmywakiem. Dobrze, że jest duże spożycie alkoholi, które co nieco odkażają gardziołka najczęściej chorujących we wojsku na posocznicę, czyli "kotów". "Stare wojsko" chla na odkrągło więc nie ma przypadków posocznicy wśród "dziadków". 
bóg jest oszustwem
|
|
|  | | Kornowski (835 punktów) | Z punktu widzenia biologii problemem są nie nowoczesne ubrania z materiałów typu Gorotex a... noszący je ludzie, którzy ani myślą być aseptyczni  Naturalne materiały faktyczne często są bardziej higieniczne od syntetycznych. Być może dlatego, że zawierają naturalny system obrony przeciwbakteryjnej np. lanolinę, które skutecznie utrudniają życie mikrobom. Ale bez obaw ludzie też kiedyś nauczą się myśleć w skali mikro i makro...
|
|
| Cieślański (994 punktów) | HIGIENA NOWOCZESNEJ LODÓWKI W nowoczesnych lodówkach komora chłodzenia (chłodziarka) ma parownik (wymiennik odbierający ciepło z komory chłodzącej) schowany za tylnią wewnętrzną ścianką z tworzywa sztucznego, na której zawsze widzimy (kondensat) skropliny z pary wodnej. Woda ta powinna spływać po ściance w dół do wyprofilowanej rynienki u dołu tylniej ścianki. Z tej rynienki woda powinna wypływać na zewnątrz lodówki przez jednokierunkowy zaworek do naczynia (miseczki) umocowanego z tyłu lodówki, bezpośrednio na gorącej obudowie sprężarki agregatu chłodniczego. Z miseczki na obudowie sprężarki woda "z odcieku" odparowywuje do atmosfery otoczenia a w naczyniu pozostaje białkowo-tłuszczowy osad, który trzeba co jakiś czas usunąć. Miskę taką na ogół zdejmuje się z obudowy sprężarki przez poziome wysunięcie jej w kierunku "do tyłu", tak aby wysunęła się z uchwytówm utrzymujących ją na wierzchu obudowy sprężarki. Obudowa sprężarki jest gorąca, gdyż proces sprężania czynnika chłodniczego wiąże się z wydzielaniem ciepła oraz ze zużyciem energii elektrycznej zamienianej częściowo, (też) na ciepło w silniku sprężarki. Zaworek do odprowadzania skroplin często i łatwo się zapycha i zakleja okruchami przechowywanej żywności lub koagulatem białek z ociekających (bo nawodnionych celem zyskownego podwyższenia masy) wędlin z supermarketów. Dla tego więc, co jakiś czas trzeba zaworek przepchnąć wykałaczką do zębów lub zapałką. Jeśli widzimy w rynience wewnątrz lodówki mniej lub bardziej przezroczystą, brudną "cieczkę" to znaczy, że zaworek się zapchał. Taka nie odprowadzona prawidłowo, wodnista cieczka, często zasolona, może przelewać się na podłogę lodówki i wypływać "do przodu", na zewnątrz lodówki przez uszczelkę na dole drzwiczek lodówki. Tym samym może dostawać się pod blaszaną obudowę lodówki, powodując jej szybką korozję oraz zawilgocenie izolacji termicznej, pogarszające sprawność energetyczną lodówki. Oczywiście, co jakiś czas trzeba to zewnętrze naczynko z tyłu lodówki zdjąć z obudowy sprężarki, i umyć aby po mieszkaniu nie rozchodziła się z niego woń gnijącego mięsa. Z tyłu lodówki powyżej sprężarki i parującego naczynka z "odciekiem" znajduje się czarny, żebrowano-druciany wymiennik ciepła oddający do otoczenia ciepło "wypompowane" z wnętrza chłodziarki i komory zamrażania. Dla tego wzdłuż tylniej ściany lodówki i owego wymiennika ciepła tworzy się wznoszący prąd ciepłego strumienia powietrza zawierający opary i smród bakteryjno gnilny z parującego naczynia- miseczki z "odciekiem". Strumień ciepłego powietrza wznosi się ku sufitowi pomieszczenia w którym znajduje się lodówka i "po drodze" ochładza opadając najczęściej w nieco innym miejscu pomieszczenia, więc zdaża się, że trudno jest np. w pomieszczeniu kuchennym zlokalizować miejsce i przyczynę trupio-gnilnej stęchlizny. Należy pamiętać też, aby nie dosuwać tylniej ścianki chłodziarki lub zamrażarki do samej ściany pomieszczenia tj. "na styk", w celu zapewnienia obiegu (cyrkulacji) powietrza chłodzącego wspomniany drutowo-rurkowy wymiennik ciepła. Najlepiej pozostawić między ścianą a wymiennikiem ciepła odległość ok. 10 centymetrów. Lepsze chłodzenie tego wymiennika zapewnia nieco wyższą sprawność energetyczną lodówki. Pozorna bezobsługowość takiej nie pokrywającej się szronem chłodziarki, pociąga za sobą lenistwo użytkowników w zapewnieniu higieny jej wnętrza a zwłaszcza "wyemacypowanych" (cokolwiek to znaczy?)  gospodyń domowych. A wyobrażacie sobie jak groźny może być dla zdrowia "życia poczynanego" wypad do takiej lodówki w trakcie erotycznych igraszek, kiedy dochodzi do penetracji płynów ustrojowych i obcowania śluzówek? Zresztą w innych dziedzinach życia ludzkiego też z łatwością znajdziemy jakiś namacalny a nawet dokładnie zbadany chrobotwórczy lub szkodliwy wpływ "udogodnień cywilizacyjnych". Podstawa higieny lodówkowej to; - systematyczne "co tygodniowe" mycie wnętrza lodówki, - codzienne zwracanie uwagi na zawartość wewnętrznej rynienki ze skroplinami, - ewentualnie udrażnianie zaworka odprowadzającego skropliny na zewnątrz lodówki, - oraz "co półroczne" czyszczenie naczynia zewnętrznego na skropliny zamocowanego na obudowie sprężarki od tyłu lodówki. Najnowsze lodówki malowane są wewnątrz na zielono farbami o działaniu odkażającym antyseptycznym, no i rzecz jasna, sprzedawane po wyższej cenie jako super osiągnięcie współczesnej technologi chłodniczej. Zielone zabarwienie farby pochodzi prawdopodobnie od stosowanych w antyseptyce związków miedzi. Już dawno temu stwierdzono, że ściany szpitalnych sal malowane na zielono, dzięki trującemu działaniu zielonego barwnika na bazie związków miedzi są znacząco mniej skolonizowane przez grzyby i bakterie. Ale jak dotąd nie udowodniono, że to kolor jakoby powoduje, iż partiach Zielonych na ogół dominują ludzie młodzi, natomiast brak tam pasożytów partyjnych i tzw. "grzybów". Ps. Nazwa lodówka pochodzi od zasady działania pierwszych domowych urządzeń chłodniczych (tj. do przechowywania żywności) w których czynnikiem chłodniczym był lód, tj. zamarznięta woda wycinana zimą ze stawów i jezior, a po zimie magazynowana w ziemnych kopcach. Teraz w handlu używa się nazw; chłodziarka i zamrażarka, w zależności od temperatury wewnątrz komory chłodzenia. Proste urządzenie, w którym stosuje się chłodzenie lodem posypywanym solą kuchenną, może zapewnić temperaturę poniżej -20 stopni Celsjusza. W ten sposób np. produkowano lody na odpusty wiejskie. "Była to", po prostu metalowa bańka (konew) po mleku wstawiona do drewnianej beczki z lodem posypywanym solą kuchenną, w której "ukręcano" mieszadłem napędzanym "na ręczną korbę", masę cukrowo-jajeczno-mleczno-śmietanową. Mniam, mniam. Od czasu kiedy przestałem być łatwowiernym wierny, przestałem wierzyć w istnienie grzechu a tym samym grzeszyć i chodzić na odpusty, więc dobre, NIE skażone lody muszę kupować wzzz ..., no gdzieżby indziej jak nie z "Zielonej Budki" 
bóg jest oszustwem
|
|
 | | michiko (596 punktów) | Zasypałeś, mnie w każdym razie na pewno, fachową wiedzą w temacie. Jestem oszołomiona. Wspaniały wykładzik. Trafnie opisałeś tragiczną sytuację zwierząt, celowo ją przerysowując, jak się domyślam. Dla zwierząt udomowionych nie ma powrotu do natury. Poza siedzibami ludzkimi nie ma dla nich miejsca. Już tak jest, że człowiek do wszystkiego tworzy mniej lub bardziej emocjonalny stosunek. Zwierzęta nie są tu wyjątkiem. Relacje typu pan - niewolnik, rodzic - dziecko i inne występują powszechnie. W końcu zawsze jest się w jakiejś relacji. Ostatecznie decyzja jak traktować drugą istotę zawsze zależy od samego człowieka. Gratuluję poczucia humoru, pa!
|
|
|  | | Cieślański (994 punktów) | No tak, typowa wykształcona kobieta. Podnieci, da parę głasków i zostawi mnie z moim nabrzmiały problemem chłodniczym.  To teraz ja mam się niby dostosować do tej pozytywnej opinii i ucywilizować jak Lepper? A moje jedzenie i futra? Czuję się w moim anty-poprawnościowym buncie spacyfikowany i zwąsalizowany, jak sama wicemieszałka Putra. 
bóg jest oszustwem
|
|
 | | Kornowski (835 punktów) | Jedyne do czego mogę się przyczepić to fakt, że najnowsze antyseptyczne lodówki (a ostatnio i pralki) dezynfekują nie związkami miedzi, a jonami srebra. Potwierdzam całą resztę włącznie z "wiejskimi lodami i gromadzeniem lodu w kopcach z ziemi i igliwia. A co do owych jonów srebra, to obawiam się, że faktycznie obniżą poziom higieny, "bo po co myć skoro samo się czyści"
|
|
| Kornowski (835 punktów) | AD 1 Wszystko co potrzebuje zasilania negatywnie wpływa na środowisko AD2 Warto stosować izolację termiczną bo zmniejsza koszt ogrzania/ochłodzenia nawet o 2/3. Najekologiczniej byłoby posiadać własną sierść - próbuj. Bawełna i korek to również dość ekologiczne izolatory. Co innego skóry i puch - wyhodowanie odpowiedniej liczby zwierząt to byłaby katastrofa dla środowiska. AD3 Lodówki mają sprawność <100% zatem bardziej grzzeją niż chłodzą - to oczywiste AD4 Lodówki praktycznie nie wpływają na mikroklimat w mieszkaniu. AD5 Nowoczesne lodówki są bezpieczniejsze (w starej włączonej lodówce uszokdź rurkę z freonem, a zobaczysz zimne ognie) i oszczędniejsze, zatem ekologiczniejsze. AD6 Nowoczesne lodówki są bardziej jałowe i łatwiej utrzymać je w czystości, ograniczają obieg powietrza więc i rozprzestrzenianie się bakterii. Za dopłatą mogą jonami srebra dodatkowo spowalniać rozwój mikrobów. AD7 Utrata sprawności wymiennika ciepła zarastającego szronem jest nawet kilkudziesięciokrotna. Obecnie woda skrapla się na tylnej ściance lodówki, po czym spływa specjalną rynienką... zresztą zajrzyj do lodówki. AD8 Gospodynie mają lepsze zajęcia niż cotygodniowe rozmrażanie lodówki. A tak w ogóle to czy czy przypadkiem żywność w trakcie rozmrażania nie ogrzewa się i łapie wilgoć oraz bakterie i rodniki grzybów z powietrza? AD9 Pozostawiony ser ser żółty w "nowoczesnej lodówce" po tygodniu jest na tyle twardy że można nim rozbić ekran monitora.  Czy w starej lodówce byłby poprawniej wysuszony? AD10 Ktoś broni dezynfekować choćby codziennie nowoczesną lodówkę? Nikt ale skoro jest tak nowocześnie i antyseptycznie to po co myć? AD11 Zauważ, że wilgoć w starszych lodówkach wnika w sporej mierze poprzez nieszczelności. Tak samo jak bakterie zresztą. AD12 Można zamiast nowej samodezynfekującej się lodówki z jonami srebra, używać starej, i rozmrażać ją co tydzień. Owszem bardziej pracochłonne i dużo droższe w eksploatacji ale satysfakcja i brak konieczności zastanawiania się nad tyloma zagadnieniami powinny to zrekompensować. Nie byłoby dyskusji, gdybyś obejrzała wnętrze nowoczesnej lodówki. Co sepsy, to faktycznie żadna technologia nie uwolni od zwykłego mycia rąk. Wiele chorób jest(w krajach cywilizowanych) rzadkością właśnie dzięki stosowaniu zasad higieny i wynalazków takich jak lodówka.
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | Dzięki "Korni" za stymulację twórczą.  Zgadzam się, że dyskusja naukowa o ekologi nie powinna być zbyt dogmatyczna aby nie odstraszać swą powagą. Ad AD 1 To zbytnie uogólnienie, nie tylko w temacie chłodziarek. Na to, czy coś szkodzi, czy polepsza, ma zapewne wpływ jakość i ilość konkretnych oddziaływań z danym środowiskiem. Na przykład jedno "pijackie siusiu" lub psia kupka na metr kwadratowy trawnika miesięcznie, np. przed pałacem prezydenckim, użyźnia trawnik. Natomiast ilości "ponadnormatywne", których nie zdołają "przerobić" czynniki biologiczne (bakterie, grzyby, żuczki gnojarki, itp.) zawarte w glebie trawnika, wypalą trawkę, zabagnią teren, pozostawią po sobie trwały smród. Osobiście nie znam jednak użytecznych proporcji ilościowych, ( tj. sztuk doniczek pelargoni do litrów uryny), które pozwoliłyby mi na siusianie do filiżanki i podlewanie moczem w domu kwiatów doniczkowych bez zmiany zapachu pomieszczeń mieszkalnych. (Proszę mnie nie zrozumieć żle, ja na Olka głosowałem w obu wyborach i będę na niego głosować w następnych, jeśli wystartuje.) Inaczej jest z ptactwem wodnym, które się w wypróżnianiu nie kontroluje zupełnie. Ptaki robią to również podczas lotu, co zapewnia świetny współczynnik rozrzutu odchodów na metr kwadratowy gleby, bezpieczny ilościowo dla środowiska naturalnego. W świetle powyższego, znane problemy duplomatyczne leniwego kaczora z układem pokarmowym, zdają się być alibi naciąganym a pod względem wyrafinowania sposobu myślenia "starej żoliborskiej ynteligency", typowo kartoflowym. Elektorat ze wsi wie w czym rzecz, i poznał swoich, dla tego celem zdyscyplinowania go, lustracja pałacowa odbędzie się g(ł)ównie pod dyktando ptactwa wodnego.  Swoją drogą zamiast przymusu zbierania psich kupek z trawników w mieście, możnaby je polewać lub spryskiwać płynem zawierającym bakterie i enzymy, które szybko i bezzapachowo rozkładającymi odchody, czyli z porzytkiem urzyźniającym. Poza tym, zalegające w trawce psie odchody są znacznie tańsze i skuteczniejsze w działaniu prewencyjnym, od tabliczek informacyjnych pt; "Nie deptać trawników" i kosztownych zabiegów pielęgnacyjnych świadczonych przez zakłady konserwacji zieleni miejskiej. Możnaby więc postawić tabliczki; "Trawnik ekologiczny. Podwyższone ryzyko zakażenia bakteryjnego, Strzeż się sepsy i nie chodż na skróty". Co innego, kupka psia na podłożu utwardzonym, chodniku, schodach, gdzie nie ma warunków biologicznych do samoutylizacji nienachalnej zapachowo i estetycznie. Taki wyeksponowany poślizgowo "przekrój diety" zwierzaka domowego, należy ostrożnie skierować footbolistycznym ruchem buta w obszar oddziaływania ekosystemu trawnika. Warto pamiętać, że dla połysku i czystości skóry buta, ważna jest konsystencja i poziom wilgotności tak potraktowanych psich nieczystości. Exercise, satisfaction i ekology guarated.  Ilość odchodów zwierzęcych z tuczarni na 10 tysięcy świń wymaga odpowiednio dużego obszaru ziemi do ich ekologicznego spożytkowania lub oczyszczalni ścieków. Oczyszczalnia oczywiście potrzebuje zasilania energią ale może również być źródłem energi z gazów fermentacyjnych. Oczywiście koszty utylizacji takiej ilości odchodów kuszą do omijania przepisów ochrony środowiska. Dla tego na odchody i "na ludzki wychodek" nauka powinna znaleźć jakiś wyważony "złoty środek". Wielorakość wzajemnych oddziaływań różnych sfer działalności ludzkiej zachwyca elastycznością układu możliwych odniesień czemu sprzyja uogólnione więc nie precyzyjne słownictwo. Np. KurduPliS potrzebuje zasilania finansowego na swoje urojenia wielkościowe a cierpi na tym całe środowisko, (spada frekwencja wyborcza i zaufanie do zasad demokracji), włącznie z budżetem państwa. ad AD 2 Przestałam golić nogi i brzuch. Na plecach golę tylko dekolt, bo karnawał jeszcze trwa. Jest mi cieplej, bo naturalne włosy "gryzą" mnie w skórę. Muszę więc drapać się częściej i tym samym poprawiam sobie ukrwienie tkanek podskórnych metodą automasażu, co zwiększa moje odczucia komfortu cieplnego i dalszy porost włosów. Pewnie na wiosnę zacznę linieć, będzie z czego robić poduszeczki do Cepelii i do domków lalki Barbi. Wzrosło mi powodzenie u zniewieściałychj mężczyzn, bo futro znacznie intensywniej paruje ferromony do otoczenia niż gładka skóra. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że ludzie dobierają się w związki seksualne na zasadzie uzupełniania się cech płciowych. Dotąd na moją wygoloną powłokę lecieli ograniczeni umysłowo macho'ici, teraz gołowąse inteligenciki kleją się do mojego futra jak trutnie do miodu. No i to ja ich teraz leję po mordzie "bo zupa była za słona" - a nie mój stary samiec, mnie. Czyżby to już była menopauza? Mojej ukochanej chłodziarce też przyodziałam futro z foki. Plecki zostawiłam jej odkryte, bo z tamtej strony od ściany była zawsze cieplutka. I tak przestałam w nim chodzić, bo mnie jacyś ekologiczni fanatycy obgadywali na ulicy. Chyba jej pomogło, bo przy zakończeniu cyklu sprężania, jej sprężarka przestała tak się nerwowo wstrząsać z zimna, że aż się budziłam w nocy. Na wieszch chyba położę jej tę skórę z jelenia, co to go mój były przed ślubem upolował, pod oknem mojej sypialni w ogrodzie rodziców. Nie będzie miał nic przeciw, bo właśnie odszedł ode mnie do jakiejś wygolonej siksy. Nie wielka strata bo i tak "pracuś jeden" sypiał w biurze, więc nie grzał mnie w plecy. Kochajmy stare lodówki. PZDR, trzymajcie się ciepło. Wasza Sierściucha, Jerzusia. 
bóg jest oszustwem
|
|
| Cieślański (994 punktów) | Innym zagadnieniem związanym z urządzeniami chłodniczymi, jest potencjalny wpływ płynów roboczych (czynników chłodniczych) stosowanych w "pompach cieplnych", na poziom ozonu w atmosferze ziemskiej. Jednocześnie spotykamy się tu z zarzutami, że pozornie ekologiczne zamierzenia wykorzystywane są do kamuflowania procesów monopolizacji produkcji i maksymalizacji zysku w przemyśle chemicznym. Kilka lat temu, chyba w TOK-FM, pewien naukowiec, profesor, przy okazji omawania problemów energetyki jądrowej, tak mówił o dziurze ozonowej: 1. Dziura ozonowa nad biegunami prawdopodobnie istniała od zawsze. 2. Ciągle też zmieniała się jej wielkość, tzn. nieregularnie lub cyklicznie rosła i malała (tak jak i cykliczne są ocieplenia i ochłodzenia klimatu w różnych częściach Ziemi. 3. Samo stwierdzenie istnienia dziury ozonowej umożliwiły współczesne wysokoczułe urządzenia pomiarowe. 4. Dawniej pomimo istnienia zjawiska dziury ozonowej nad biegunami Ziemi, nie wiedzieliśmy o jej istnieniu, bo jej nie szukaliśmy i nie mieliśmy dostatecznie czułych i dokładnych metod i urządzeń pomiarowych. 5. Wpływ wszystkich freonów, dotychczas wyprodukowanych i wypuszczonych z pomp cieplnych do atmosfery ziemskiej ma znikomy wpływ na poziom ozonu w atmosferze w porównaniu z wpływem czynników naturalnych istniejących "od zawsze". 6. Freony były bardzo tanie w produkcji. "Czytaj"; Freony7. Praktycznie mógł je produkować każdy, nawet słabo uprzemysłowiony, kraj. 8. Freony były obojętne dla materiałów, z których wykonuje się instalacje pomp cieplnych, w tym agregatów chłodniczych w chłodziarkach, zamrażarkach i klimatyzatorach. 9. Dlatego urządzenia chłodnicze, w których czynnikiem chłodniczym były freony pracowały bezawaryjnie po 20-30 lat bez potrzeby ich wymiany, (jeśli instalacja taka nie uległa wypadkowemu rozszczelnieniu w wyniku uszkodzeń mechanicznych). MONOPOL NOWOCZESNOŚCI 10. Obecnie zakazano produkcji freonów jako tanich, trwałych czynników chłodniczych, a przy tym nie niszczących elementów instalacji urządzeń chłodniczych. 11. Obecnie stosuje się zamienniki freonów, które produkuje tylko dwu lub trzech monopolistów chemicznych na świecie. 12. Nowe zamienniki freonów są bardzo drogie a ich produkcja jest zmonopolizowana i nie udostępniana innym wytwórniom chemicznym 13. Nowe zamieniki freonów są agresywne (żrące) dla rurek miedzianych instalacji chłodniczych zwłaszcza, jeśli miedż jest zanieczyszczona pozostałościami z procesu produkcji miedzi. 14. Dlatego nikt się nie dziwi, że tak dużo nowoczesnych urządzeń chłodniczych ulega uszkodzeniu przez rozszczelnienie i utratę bardzo drogiego czynnika chłodniczego, w ciągu 2-5 lat od momentu zakupu urządzenia. 15.Uzupełnienie ok. 0.25 litra czynnika chłodniczego z domowej chłodziarce kosztuje ponad 200 zł!! Biznes się kręci, zyskują prawie wszyscy, tylko nie klienci. Obecnie na skutek żrących właściwości drogich "zamienników freonu" i wielokrotnie większego wspólczynnika wypadków rozszczelnień istalacji z "pompami ciepła" do atmosfery dostaje się wielokrotnie więcej nowoczesnego czynnika chłodniczego. Być może ozon na tym tak bardzo nie ucierpi ale to czego się nawdychają nasze dzieci w naszych pomieszczeniach mieszkalnych i kuchennych może co nieco "wyżreć" na zdrowiu przyszłych pokololeń. SKOPANE JĄDRA 16. Z podobnych powodów lobby naftowo gazowe na "zachodzie" rozpętało kampanię reklamową przeciwko elektrowniom atomowym. 17. Rosjanie nie protestowali zbytnio po awarii w Czarnobylu, bo też postawili na eksport gazu i ropy naftowej, (pomimo, że ich udoskonalone elektrownie jądrowe były równie bezpieczne jak te "zachodnie" a przy tym atrakcyjne cenowo dla rozwijających się krajów trzeciego świata. 18. W dziedzinie rozwoju stosowanej energetyki jądrowej i zwiększania się jej udziału w ogólnym wolumenie produkcji energii świat zatrzymał się na 30 lat.
bóg jest oszustwem
|
|
| Konfolut (310 punktów) | Sepsa z lodówki? Bakterie nie lubią chłodu i na czym miałyby rosnąć? Pierwsze bakterie żyły w gorących siarkowych "oparach" i zdecydowanie bardziej powinieneś bać się monitora niż lodówki, ale spróbuj spać przez miesiąć z głową blisko lodówki. Zobaczysz wtedy jak to działa. Sepsa to zespół zjawisk zachodzących w całym organizmie i nie odnotowano ostatnio jakiegoś znaczącego wzrostu jej przypadków.
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | > ale spróbuj spać przez miesiąc z głową blisko lodówki. Rzeczywiście, "hurgocząca" nocą, w mieszkaniu, lodówka, trzęsąca się w czasie wielokrotnego uruchamiania i wyłączania sprężarki, hałasująca drgającym druciano-rurkowym wymiennikiem ciepła może działać stresująco, przerywać sen, nasilać stany lękowe a w efekcie przedłużającego się stresu obniżać też sprawność układu immunologicznego i zwiększać "zapadalność" na infekcje wirusowo-bakteryjne, że o urojeniach i depresji indukowanej hormonami stresu na podłożu zaburzonej fizjologii organizmu, nie wspomnę. Sama praca, (nawet bardzo cichej) sprężarki agregatu chłodniczego, może wytwarzać stosunkowo duży poziom infradźwięków podwyższających nadpobudliwość lękową i stres uwydatniających negatywne objawy przedłużonego stanu nadpobudzenia u osób nadwrażliwych i podatnych na stres.
> Sepsa to zespół zjawisk zachodzących w całym organizmie... Ale badacze i lekarze wiążą jej prawdopodobieństwo wystąpienia z określonymi rodzajami zakażeń biologicznych, np. drobnoustrojów przywiezionych ze strefy tropikalnej. Innymi słowy może istnieć jakiś konkretny, jeszcze nie wykryty czynnik związany z określonym drobnoustrojem powodujący taką śmiertelnie groźną, nadmierną reakcję zapalną całego organizmu. Warunki wilgoci i temperatury 24-36 stopni Celsjusza sprzyjające rozwojowi drobnoustrojów tropikalnych mogą panować n.p. w instalacjach ciepłej wody użytkowej lub w miseczce z odciekiem białkowo-wodnym, umieszczonej z tyłu współczesnej lodówki tj. na wierzchu sprężarki ciepłego agregatu chłodniczego.
Oprócz atakowania ludzkiego organizmu w celu zdobycia pożywienia i warunków do rozmnażania, liczne drobnoustroje toczą wewnątrz naszego organizmu wzajemną walkę, (lub współpracę), która może przypadkowo i wypadkowo wspomagać lub upośledzać nasz własny system obrony biologicznej. Na przykład osłabienie pewnych mechanizmów ludzkiego systemu immunologicznego przez pewne pasożyty, zmniejsza szybkość niszczenia osłonek imielinowych naszego systemu nerwowego, przez nasz własny system immunologiczny w "stwardnieniu rozsianym". Czasami pewne choroby mogą być powodowane przez określone drobno-ustroje modyfikujące nasz układ immunologiczny, ale dalszy rozwój choroby może być hamowany przez chwiejną równowagę jaka istnieje pomiędzy drobnoustrojem powodującym daną chorobę a jego bakteryjnym lub wirusowym wrogiem współistniejącym z nim w ludzkim organizmie. Co gorsza, w takim przypadku, samo zniszczenie drobnoustroju, który wywołał chorobę i szkodliwą modyfikację naszego systemu immunologicznego, może teoretycznie przyspieszyć rozwój śmiertelnej choroby, jeśli nie będzie mu towarzyszyć powtórne "przeprogramowanie" naszego systemu immunologicznego? W takim złożeniu współoddziaływania różnych czynników chorobotwórczych, nie można wykluczyć, że zwiększenie wilgotności powietrza we współczesnych lodówkach, a tym samym stworzenie korzystniejszych warunków do rozwoju ilościowego i jakościowego określonych drobnoustrojów może zwiększać szanse wystąpienia sepsy.
> Bakterie nie lubią chłodu i na czym miałyby rosnąć? W lodówce, w której przechowywana jest żywności, (mięso, warzywa nie zawsze umyte, zarodniki pleśni z powietrza i drobnoustroje z oddechu, opakowań i rąk użytkowników), otwieranej kilkunastokrotnie w ciągu doby, jest mnóstwo substancji organicznych, na których mogą rowijać się bakterie i inne drobnoustroje. Różne bakterie i różne wirusy oraz grzyby i pleśnie, mają określony, różny (a więc nie ten sam), zakres temperatur środowiska, w którym najintensywniej rozwijają się, rozmnażają i rozprzestrzeniają. Bakterie siarkowe mogą "lubieć" wodę gorącą ale istnieją również bakterie "lubujące się" w temperaturze stosunkowo niskiej, czyli bliskiej temperaturze zamarzania wody. Z drugiej strony, w instalacjach z ciepłą wodą użytkową zaleca się utrzymywanie temperatury wody powyże 50 stopni Celsjusza, bo w temperaturach ok. 24-36 może dochodzić do rozwoju drobnoustrojów chorobotwórczych, żyjących w wodach typowych dla tropikalnych stref klimatycznych. Inny przykład chwiejnego balansu szkód i zysków to instalacje wody pitnej wykonywane z rur miedzianych, które z jednej strony zwiększają zawartość trujących związków miedzi w wodzie a z drugiej strony ograniczają dzięki tym substancjom poziom szkodliwej flory bakteryjnej w wodzie pitnej.
Przykładowo wirus grypy najlepiej rozwija się w zakresie temperatur ok. 5-7 stopni Celsjusza. Co więcej zmiany temperatury z ujemnej na dodatnią, (nawet jeśli ta dodatnia temperatura to tylko 1-7 stopni Celsjusza) zdają się działać stymulująco na rozwój niektórych rodzajów wirusów i bakterii.
Dla tego epidemie "przeziębień" najczęściej występują w okresach odwilży tj. po zelżeniu mrozów. Oczywiście częste wychłodzenia organizmu człowieka, jak również wysuszające śluzówkę, (będącą naturalną barierą antyseptyczną) działanie mróźnego powietrza dostającego się do płuc może zwiększać podatność naszego organizmu na zakażenia bakteryjne i wirusowe. Mroźne powietrze jest suche, tj. ma niską bezwzględna wilgotność, czyli zawiera mało pary wodnej. W ciepłym powietrzu możemy rozpuścić więcej wody pod postacią pary wodnej. Zmrożone, tj. o niskiej temperaturze, suche powietrze dostając się do płuc ogrzewa się i pobiera wilgoć ze śluzówki płucnej przez co nadmiernie ją osusza.
Na podobnej zasadzie wysusza śluzówkę suche powietrze, które jest mroźną zimą spotykane w mieszkaniach nadmiernie przegrzanych. W przypadku mieszkań przegrzanych, nie mamy problemów z nadmierną wilgocią i zagrzybieniem ścian, ale powstaje konieczność nawilżania powietrza zima aby zmniejszyc efekt wysuszania śluzówki płuc, zwłaszcza u dzieci. Wysuszona śluzówka gorzej chroni nas przed drobnoustrojami chorobotwórczymi. Podczas wdychania i ogrzewania bakterie, wirusy i zarodniki grzybów i pleśni, które mogły być we wdychanym zimnym powietrzu ulegają rozmrożeniu, mogą więc podlegać stymulacji szokiem termicznym sprzyjającym ich szybszemu rozwojowi. C.d.n.
bóg jest oszustwem
|
|
|  | | Cieślański (994 punktów) | C.d: Im więcej różnych bakteri i wirusów jest przekazywanych drogą kropelkową podczas oddychania i kasłania, tym większe prawdopodobieństwo, że układ immunologiczny "nie da rady ich wszystkich zwalczyć. Dlatego powinno się zakazać tłocznych, kościelnych spędów okresu zimowego. Pielgrzymujący od mieszkania do mieszkamnia ksiądz może być roznosicielem groźnych chorób zakaźnych. Dokonywane przez kwestujących "po kolędzie" klechów, mokre ścian i podłogi pokropienie, zwiększa w biednych, nie dogrzanych mieszkaniach ścienne zapleśnienie. Co innego gdyby ksiądz pod natchnieniem śniętego ducha, wiedziony do naszych domostw finansowym przymusem, "kropił" czystym, odkażająco-wysuszającym Spirytusem. Bo za te "kopertów" taka jego śfjenta'mać, powinno go być na taki Spirytualny Spirytyzm, stać. Poza tym oddawanie zimą księdzu "ostatnich pieniędzy" może z braku opału prowadzić w biednych rodzinach do ogrzewczo-ciepłowniczej nędzy. Powyższe oddziaływanie chorobotwórczych czynników, plus brak odkażania brudnej wody w chrzścielnicach, może powodować w okresie jesienno-zimowy zwiększony odsetek zgonów wśród katolików. Nie wiemy też, czy każdy ksiądz nosi majtki pod spódnicą, dlatego istnieje ryzyko, że grzybiczny łupież i "tarta czekaulada" bogata w pałeczki coli, sypie mu się spod kiecy na dywany nawiedzanych katoli.
Dodatkowym czynnikiem zwiększającym (deszczową jesienią i zimą w czasie odwilży), możliwości rozwoju czynników chorobotwórczych, w tym grzybów i pleśni wytwarzających zarodniki i toksyny o oddziaływaniu zapalnym na organizm ludzki, jest wysoka względna wilgotność powietrza bliska lub równa 100%, na zewnątrz jak i wewnątrz pomieszczeń mieszkalnych. Przy wilgotności względnej powyżej 90% woda zawarta w powietrzu w postaci pary wodnej, niezwykle łatwo wykrapla się na wszelkich powierzchniach chłodniejszych (nawet minimalnie, o 1-2 stopnie Celsjusza niżej) od powietrza, ścianach węwnęwtrznych i zewnętrznych domostw, meblach i niewietrzonych kątach za meblami, co sprzyja rozwojowi chorobotwórczych grzybów i pleśni. To samo zjawisko powoduje rosienie zimnych szyb okiennych w domu, wychłodzonej butelki wyjętej z chłodziarki, czy jakiegokolwiek elektronicznego urządzenia wniesionego zimą "z dworu" do wnętrza ogrzanego domu. Jeśli wychłodzona powierzchnia, na której skrapla się para wodna z powietrza, jest wystarczająco chłodna, to wykroplona woda zamarza tworząc wzory z kryształków lodu, np. na szybach w mroźne zimy. W domach, gdzie ludzie zimą z mylnie pojętej oszczędności ciepła nie wietrzą mieszkań, wilgotne, przemoczone ściany pokrywają się czarnym nalotem pleśni oddziaływującej na ludzki system oddechowy i nerwowy.
Ze względów zdrowotnych, takiego wietrzenia zimą w "niedogrzanych" pomieszczeniach mieszkalnych należy wbrew pozorom dokonywać częściej niż w pomieszczeniach "przegrzanych". Wietrzenie osuszające powinno trwać krótko i być intensywne, na zasadzie "przeciągu", tak aby szybko "wymienić stare", cieplejsze powietrze z mieszkania o dużej wilgotności bezwzględnej, na świeże, zimniejsze powietrze z zewnątrz o niższej wilgotności bezwzględnej.
W trakcie takiego szybkiego i intensywnego wietrzenia tracimy stosunkowo mało ciepła a uzyskujemy efekt osuszający wewnętrzne powierzchnie mieszkania, ograniczając tym samym warunki do rozwoju pleśni na ścianach. Szybkości i krótkotrwałość takiego wietrzenia sprzyja zachowaniu ciepłoty ścian jako naturalnego akumulatora energi cieplnej. Po szybkim przewietrzeniu nowe, suchsze powietrze nagrzewa się od stosunkowo ciepłych i wilgotnych ścian przy okazji "odbierając" z nich części wilgoci, która może zostać usunięta na zewnątrz pomieszczenia przy następnym "krótkim wietrzeniu".
Różnica ciśnienia pary wodnej powoduje, że para wodna przedostaje się przez tzw. przegrody przepuszczalne, (jakimi są ściany drewniane i murowane, izolacje termiczne), z pomieszczeń w których znajduje się ciepłe i zawierające więcej pary wodnej powietrze do przestrzeni gdzie znajduje się powietrze chłodniejsze o mniejszej zawartości pary wodnej. Wewnętrzne powierzchnie ścian takich niedogrzanych zimą pomieszczeń mieszkalnych powinny być zabezpieczone antygrzybicznie i hydrofobowo przed wchłanianiem skraplającej się na nich wilgoci, np. przez całkowite zamalowanie ich od wewnątrz farbami lub impregnatami nie przepuszczającymi wilgoci do wnętrza ściany, muru. Od strony zewnętrznej ściany domu powinny być pokryte materiałami wykładzinowymi, względnie pomalowane farbami lub preparatani o działaniu jednokierunkowym-membranowym, które pozwalają wilgoci zawartej w ścianie odparowywać do otoczenia a jednocześnie przeciwdziałają wsiąkaniu w ściany wody z opadów atmosferycznych.
Nadmierna oszczędność polegająca na niedogrzewawaniu zimowym wraz z towarzyszącą jej niską temperaturą wnętrz mieszkalnych i stosunkowo rzadkim wietrzeniu, nie zawsze sprzyja pozytywnie, ostatecznemu sumarycznemu wynikowi takich oszczędności. Wzrasta potrzeba nakładów na odgrzybianie i odmalowywanie przemokniętych ścian, wzratają straty cieplne i koszty związane z niszczeniem mebli, sprzętu i urzedzeń elektronicznych oraz leczeniem chorób zakaźnych, psychicznych a nawet raka. Zimne i nasiąknięte, przenikającą do nich wilgocią (zawartą w powietrzu wewnątrz pomieszczeń), ściany, bardzo łatwo przewodzą ciepło, które tym samym kilkakrotnie intensywniej ucieka z domu na zewnątrz. Przemoczone ściany z racji szybkiej ucieczki ciepła przez nie, na zewnątrz, są więc jeszcze bardziej zimne, stąd łatwiej i intensyniej wykrapla się na nich woda z wilgotnego powietrza wewnątrz pomieszczeń i proces nasiąkania ścian wilgocią i ucieczki ciepła, narasta. W zimnych pomieszczeniach efekt "oddychania" ścian zachwalany przed producentów farb ściennych nie jest w tym wypadku korzystny dla ostatecznego efektu termiczniczno izolacyjnego i pleśniowo-wilgotnościowego. C.d.n.
bóg jest oszustwem
|
|
| |  | | Cieślański (994 punktów) | C.d: Farby ścienne "odddychają", bo jest w nich dużo taniej kredy-wypełniacza a mało drogiej żywicy-lepiszcza. Tym sposobem reklama czyni z wady tak potanionej farby, zachwalaną zaletę a klient płaci dodatkowo za to co jest skutkiem ubocznym zabiegów oszczędnościowych w procesie produkcyjnym, a czynionych z pobudek konkurencyjności cenowej. Najtańsze farby emulsyjne do ścian nie różnią się jakością od niegdyś stosowanych farb klejowo-kredowych, w których substancją spajającą był klej kostny. Innymi słowy niezależnie, czy to jest Wieś-Mac, czy "nowoczesna" lodówka lub farba, wszędzie można się doszukać przereklamowanego, bo złodziejskiego, "garba". Co ciekawsze, wykiwani ludzie, którzy wydali na lodówkę lub "cudo odkurzacz" ciężkie tysiące, aby ukryć swą naiwność, (zjawisko w środowiskach upośledzonych głęboką religijnością nad wyraz powszednie), sami skłonni są konfabulować i wygłaszać o wciśniętych im bublach, pochwalne brednie. W takich wilgotnych i niewietrzonych mieszkaniach, rozwojowi chorobotwórczych pleśni na ścianach sprzyja hodowanie roślin doniczkowych jako naturalnych źródeł rozsadników zarodników pleśni. Tego rodzaju pleśniom przypisuje się również szkodliwe działanie na ludzki system nerwowy, w tym samopoczucie psychiczne. Jeśli "namiętnie" oszczędzamy na ogrzewaniu mieszkań utrzymując w nich temperaturę rzedu 12-15 stopni C. to należy w nich stosować systematyczne wietrzenie pomieszczeń i odkażanie "zapleśnionych" ścian przez spryskiwanie ich środkami grzybobójczymi, np. typowym wybielaczem domowym na bazie chloru. Jeśli w typowym pomieszczeniu kuchennym, gdzie codziennie sporządza się posiłki gotowane, a ściana jest głęboko nasiąknięta wodą i nie zabezpieczona przeparatami antygrzybicznymi oraz hydrofobowymi, to odkażanie typowym wybielaczem domowym trzeba powtarzać co tydzień, aby pleśń nie tworzyła na ścianie czarnej powierzchni. Przeciwny przypadek to łazienka, w której zdarto w czasie letniej renowacji wszystkie stare powłoki malarskie do "żywego tynku". Tynk następnie zaimpregnowano dwukrotnie preparatem grzybobójczym na bazie chloru, wysuszono, a po tym zaimpregnowano hydrofobowo preparatem na bazie żywicy akrylowej i pomalowano dwukrotnie emalią akrylową. W tak pomalowanej łazience para wodna co prawda może rosieć i spływać po ścianach ale nie zachodzi proces przenikania wilgoci do ściany oraz nie tworzą się naloty pleśniowo-grzybiczne. Do rozpylania wybielacza na ściany najlepiej nadają się ogrodnicze, ręczne spryskiwacze ciśnieniowe o pojemnoći ok. 1 litra. Spryskiwacze te, (do zakupienia w sklepach ogrodniczych za ok. 10-15 zł) odporne są na działanie środków chemicznych, więc nie uszkadzają się po 2-3 użyciach z wybielaczem, jak mają to w zwyczaju opryskiwacze jednorazowego użytku, powszechnie stosowane do rozpylania środków do mycia okien, czy mebli. Należy również na okres zimy z takich chłodnych pomieszczeń mieszkalnych usunąć źródło zarodników pleśniowych, czyli rośliny doniczkowe. Przy odkażaniu przeciw-pleśniowymi środkami na bazie chloru, należy pamiętać również o trującym działaniu chloru na ludzki organizm i zachować odpowiednie środki ostrożności. JESZCZE O CHŁODNICTWIE W gastronomi, niezwykle groźne jest wielokrotne rozmrażanie i zamrażanie żywności, nota bene zakazane odpowiednimi przepisami sanitarno-epidemiologicznymi, (np. powierzchniowe rozmrażanie "lodów" spożywczych i ponowne w zamrażanie) sprzyjające rozwojowi np. gronkowca. Innymi słowy, pomimo faktu, że w niskiej temperaturze żywność możemy przechowywać nieco dłużej, należy zachowywać pewne środki ostrożności w korzystaniu z tej metody przechowywania żywności. Zamrażanie mięsa poniżej minus 18 stopni Celsjusza pozwala przechowywać je ok. pół roku. Schłodzenie odkrytego świeżego mięsa do temperatury ok. plus 5 stopni Celsjusza pozwala je przechować w warunkach suchej atmosfery powietrza lodówek starego typu, przez kilka dni. Świeże odkryte mięso w temp. plus 5 stopni C. ale w warunkach dużej wilgotności względnej i bezwzględnej wewnątrz lodówek nowego typu, może zacząć gnić już po 12 godzinach. Przy rozpatrywaniu różnych sposobów i zalet przechowywania żywności, należy oczywiście rozróżnić zmiany walorów smakowych od zmian fizyko-chemicznych, które czynią żywność niejadalną a wręcz trującą. W niektórych kulturach zaśmiardnięte kacze jaja są przysmakiem. GROŹNE LODÓWKI Na powiślu (pod Garwolinem), ksiądz nie chciał pochować nieboszczyka. Te okolice to ciepła żyzna dolina Wisły, kraina sadów. Niemal w każdej zagrodzie jest nowoczesna chłodnia owoców o pojemności typowej stodoły. Owoce przechowywane są w niskiej temperaturze i w kontrolowanej atmosferze gazowej o podwyższonej zawartości tlenku lub dwutlenku węgla. Amatorzy cudzej własności zakradli się nocą do cudzej chłodni ale nie przeprowadzili obowiązkowej procedury wietrzenia, i po włamaniu jeden z nich zatruł się na amen. Afera wynikła stąd, że księżulo nie chciał nieboszczyka "obsłużyć" pomimo zasług kościelnych rodziny, choć nieco wcześniej za sowitą opłatą dodatkową obsłużył cmentarnie inego, znacznie mniej zasłużonego klechom, umarlaka. Z lodówkami trzeba uważać. Inna ciekawostka to obowiązek montowania w lodówkach klamek z zewnątrz i od środka jaki wprowadzonow niegdyś w USA po kilku wypadkach śmiertelnych, kiedy to udusiły się i zamarzły w nich dzieci bawiące się "w chowanego". W dzisiejszych chłodziarkach domowych nie stosuje się już na ogół zamków z klamkami tylko nieco słabsze zamki magnetyczne. Pewnie dlatego, mamy taki wysyp donosów o księżach agentach, które wypadają z przedwyborczej PiSmaczej lodówki, jak sepsa z odtajnionych, pardon odtajałych kaczych odchodów.  Pod linkiem poniżej znajdziemy porady w sprawie "anty-sepsycznych" środków ostrożności. Jak unikać sepsy?
bóg jest oszustwem
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|