Racjonalista - Strona głównaDo treści
Agnostycyzm czy ateizm - który pogląd bardziej racjonalny?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
24-12-2008 22:06m_m_r_e (160 punktów)Agnostycyzm czy ateizm - który pogląd bardziej racjonalny?
Ocena 2 na 2
Podobne dyskusje toczyły się tu pewnie nieraz, ale postanowiłem założyć jednak nowy wątek. Który pogląd jest według was bardziej racjonalny - agnostycyzm czy ateizm? Mówiąc szczerze uważałem się za ateistę, jednak po lekturze wielu materiałów i wielu przemyśleniach coraz bardziej skłaniam się ku agnostycyzmowi. Czemu? Dochodzę powoli do wniosku, że w materii metafizycznej (która oczywiście może istnieć lub nie, ale tego nikt nie udowodni, tak jak idei multiwersum) nie można się opierać na naukach przyrodniczych z jednego podstawowego względu - one się nią nie zajmują. Nikt nie wyciąga wniosków psychologicznych z fizyki. Czy to, że nie ma na coś dowodów oznacza automatycznie, że to nie istnieje? Czy to, że nie ma dowodów na istnienie obcej cywilizacji oznacza, że należy z zasady odrzucać taką możliwość? Małe prawdopodobieństwo =/= niemożliwość. Skrajny scjentyzm ma swoje poważne wady. I nie mam oczywiście na myśli boga w postaci starca, który stworzył świat, po czym obserwuje i ocenia nasze postępowanie, co samo w sobie jest irracjonalne, a pewnego rodzaju absolut - nieograniczoną energię. Czy nie jest to błąd dowodu w postaci braku dowodów? Agnostycyzm pokłada mniejszą wiarę w zdolności poznawcze człowieka i ograniczone zaufanie w naukę. Jak dla mnie uczciwym podejściem w tej kwestii jest stwierdzenie "powstrzymuję się od kategorycznych sądów, bo nic na ten temat nie wiadomo".
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

rudyment
Jeżeli nie mamy żadnych dowodów na istnienie czegoś, to jak możemy rozważać istnienie tego czegoś? Nic przecież nie da się o onym powiedzieć ani pomyśleć.
Sensowne jest dociekanie istnienia życia i rozumu poza Ziemią, ponieważ doświadczalnie wiemy, że takie zjawisko istnieje i ma pewne cechy. Można też dopuścić fakt, iż mamy nad sobą jakieś istoty wyższe - analogicznie do układu np. człowiek-krowa lub osioł-trawa, bo tu też mamy precedensy. Ale jakichkolwiek precedensów brak odnośnie wszelkich zjawisk "nadprzyrodzonych", w tym transcedentnych bogów. przeciwnie, z czasem okazuje się coraz częściej, że coraz więcej pozornie metafizycznych doświadczeń mieści się doskonale w zakresie medycyny, psychiatrii, psychologii, fizjologii zmysłów, złudzeń percepcji itp.
Agnostycyzm tedy wygląda nam niej racjonalny od ateizmu - bo ateizm nie marnuje czasu na uganianie się za ewentualnymi mrzonkami.
Co do wyciągania wniosków psychologicznych z fizyki, to to się już robi, i to od przeszło pół wieku, kiedy to wprowadzono leki psychotropowe, wstrząsy insulinowe i elektrowstrząsy jako metody terapeutyczne. Dzisiaj, oczywiście, powiązania między fizyka a psychologią są znacznie bogatsze dzięki rozwojowi neuronauk.
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Daję plusa(werbalnie).

Pozdrawiam - Zbyszek


Przewartościowanie wszelkich wartości
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
Madman (7811 punktów)
Je też werbalizuję plusa.
31-12-2008 10:17 
 Ocena 1 na 1
Robcia (181 punktów)
>Jeżeli nie mamy żadnych dowodów na istnienie czegoś, to jak możemy rozważać istnienie tego czegoś?
Nie możemy nic rozważać w tym kierunku, wobec tego przyznam się, że wierzę tylko
w miłość - reszta jest bez znaczenia. Mojej osobie bliższym określeniem będzie ateizm. Doszłam do iego po prostej drodze: Bóg jest zbyt wielki, by mieścić się w jakichkolwiek ramach nadanych mu przez kogokolwiek. Jeśli nikt nie udowodnił istnienia takiego bytu, to byt ten nie istnieje - no sorry, ale przez 2000 lat w tej sprawie nic się nie zmieniło: nie przyszedł mesjasz i nie przyjdzie, nie kończy się świat i nie skończy - kończą się tylko epoki. A Bóg? Znowu jego objawienia, zostały zepchnięte przez głoszących je, na czasy, których nie sposób sobie wyobrazić, czy spisać ich dokładnej kroniki.
31-12-2008 16:40 
 Ocena 1 na 1
mcgrbv (109 punktów)
>>Jeżeli nie mamy żadnych dowodów na istnienie czegoś, to jak możemy rozważać istnienie tego czegoś?
>Nie możemy nic rozważać w tym kierunku...
Możemy, spekulacja jest tu narzędziem, także dedukcja - konstruktywizm w filozofii od a priori przez dedukcję do systemu.
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Moderatorzy pewnie na Pasterce, więc może tematu nie wyrzucą - no to jako nowy na Forum skorzystam z okazji i się przywitam, szczęść Boże

Osobiście reprezentuję formalnie agnostycyzm skrajny, tzn. na pewno wiem tylko że "coś istnieje". Cała reszta (typu "ja istnieję", "świat istnieje") to robocze hipotezy, które są użyteczne na co dzień, ale z których wycofam się ("ja" w sensie umownym, rzecz jasna) bez żalu, gdyby się trafiły lepsze.

Wśród "hipotez roboczych na co dzień" całkiem dobrze funkcjonują "nie ma krasnoludków", "nie ma Świętego Mikołaja", "nie ma bogów". Ostatnią z nich nazywam ateizmem.

Oczywiście formalnie pozostaję agnostykiem wobec krasnoludków, czajniczka Russella, Flying Spaghetti Monstera, Jahweh et consortes - ale wygodniej, sprawniej komunikacyjnie (i chyba uczciwiej) jest nazwać się bez zbędnych ceregieli ateistą.
webmaster (moderator)
Nie tylko, że nie na pasterce, ale bliżej niż myślisz Jako hipotezę roboczą możesz przyjąć, że moderatorzy są zawsze (choć nie wszędzie).
25-12-2008 00:49 
 Ocena 2 na 2
Wojtek (3465 punktów)
Myślę, ze bezpieczniej dla użytkowników forum jest przyjąć, że moderatorzy są zawsze i wszędzie. Oraz, że są wszechmocni . Kandydatury na kapłanów naszego kultu rozpatrujemy w poniedziałki .

Pozdrawiam



ejze kesem lehakic kol boker lecidcha, Jona
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>moderatorzy są zawsze i wszędzie.

   Wczoraj za dużo roboty moderacja nie miała. Frekwencja w godzinach popołudniowych i wieczornych była niska. Ale nie ma się co dziwić, wigilia była. Święta w pełni i forumowicze zajęci świętowaniem.
   
Władek Lichacz (2050 punktów)
>Ale nie ma się co dziwić, wigilia była. Święta w pełni i forumowicze zajęci świętowaniem.

Nie wszyscy. Mnie też tu nie było, bo byłem zajęty Drugim Życiem.
Kozak (140 punktów)
>Podobne dyskusje toczyły się tu pewnie nieraz, ale postanowiłem założyć jednak nowy wątek. Który
>pogląd jest według was bardziej racjonalny - agnostycyzm czy ateizm? Mówiąc szczerze uważałem się za
>ateistę, jednak po lekturze wielu materiałów i wielu przemyśleniach coraz bardziej skłaniam się ku
>agnostycyzmowi. Czemu? Dochodzę powoli do wniosku, że w materii metafizycznej (która oczywiście może
>istnieć lub nie, ale tego nikt nie udowodni, tak jak idei multiwersum) nie można się opierać na
>naukach przyrodniczych z jednego podstawowego względu - one się nią nie zajmują. Nikt nie wyciąga
>wniosków psychologicznych z fizyki. Czy to, że nie ma na coś dowodów oznacza automatycznie, że to
>nie istnieje? Czy to, że nie ma dowodów na istnienie obcej cywilizacji oznacza, że należy z zasady
>odrzucać taką możliwość? Małe prawdopodobieństwo =/= niemożliwość. Skrajny scjentyzm ma swoje
>poważne wady. I nie mam oczywiście na myśli boga w postaci starca, który stworzył świat, po czym
>obserwuje i ocenia nasze postępowanie, co samo w sobie jest irracjonalne, a pewnego rodzaju absolut
>- nieograniczoną energię. Czy nie jest to błąd dowodu w postaci braku dowodów? Agnostycyzm pokłada
>mniejszą wiarę w zdolności poznawcze człowieka i ograniczone zaufanie w naukę. Jak dla mnie uczciwym
>podejściem w tej kwestii jest stwierdzenie "powstrzymuję się od kategorycznych sądów, bo nic na ten
>temat nie wiadomo".
>
Kim jest "bóg filozofów"? Jest to bóg, którego wielu ludzi czci, czyniąc siebie pewnego rodzaju bałwochwalcami. Jest to również bóg, którego odrzucają, czy też którego nieistnienie 'udowadniają' ateiści lub agnostycy (czym "zabijają" tego właśnie boga - bożka).
"Bóg filozofów" to idea Boga, wyprowadzona przez poszczególnych myślicieli.
Już św. Augustyn uczył o "bożkach" Boga i kazał wiernym "porozbijać bożki wewnątrz serc".

Jeśli "bóg filozofów" nie jest Bogiem prawdziwym, to kto Nim jest?
Może Jan Paweł?
Może o Dyrektor?
A może jakiś inny nawiedzony kretyn?
PS Życzę wesołych świąt wszystkim ludziom na świecie, nawet tym którzy o takowych nie mają zielonego pojęcia.
Mnie bóg nigdy nie był potrzebny.
Ani przez parę sekund.
Amen.
stilgar (7322 punktów)
Moim zdaniem agnostycyzm jest bardziej racjonalny.
Jako agnostyk nie odrzucam możliwości istnienia Boga, duchów, UFO czy telekinezy. Za mało jest przekonywujących dowodów na to, że któraś z tych rzeczy istnieje, więc na pytanie o nie, odpowiadam zgodnie z rzeczywistością: nie wiem.

Ateista z drugiej strony, wie że Boga nie ma. Jak dla mnie taka pewność siebie zahacza o pewność siebie wierzących, kiedy mówią o swojej religii...

Aczkolwiek, jeśli miałbym wybierać między tymi dwoma skrajnościami, to wolę ateistów.
Kozak (140 punktów)
>Moim zdaniem agnostycyzm jest bardziej racjonalny.
>Jako agnostyk nie odrzucam możliwości istnienia Boga, duchów, UFO czy telekinezy. Za mało jest przekonywujących dowodów na to, że któraś z tych rzeczy istnieje, więc na pytanie o nie, odpowiadam zgodnie z rzeczywistością: nie wiem.
>Ateista z drugiej strony, wie że Boga nie ma. Jak dla mnie taka pewność siebie zahacza o pewność siebie wierzących, kiedy mówią o swojej religii...
>Aczkolwiek, jeśli miałbym wybierać między tymi dwoma skrajnościami, to wolę ateistów.
Twoja konkluzja zaprzecza poprzedzający wywód.
Może to wynik nastroju świąt.
Mnie bóg nigdy nie był potrzebny!!
I nie przewiduję takiej ewentualności!!!!
25-12-2008 00:46 
 Ocena 7 na 7
Sylwek (15472 punktów)
>Moim zdaniem agnostycyzm jest bardziej racjonalny.
>Jako agnostyk nie odrzucam możliwości istnienia Boga, duchów, UFO czy telekinezy. Za mało jest przekonywujących dowodów na to, że któraś z tych rzeczy istnieje, więc na pytanie o nie, odpowiadam zgodnie z rzeczywistością: nie wiem.
>Ateista z drugiej strony, wie że Boga nie ma. Jak dla mnie taka pewność siebie zahacza o pewność siebie wierzących, kiedy mówią o swojej religii...
>Aczkolwiek, jeśli miałbym wybierać między tymi dwoma skrajnościami, to wolę ateistów.

Chyba jednak niezupełnie tak się rzeczy mają.
To, że praktycznie wszystko co wiemy o świecie nie jest pewne to truizm. Ale agnostycyzm to jednak coś innego - to przekonanie że racje za istnieniem Boga są takie same jak racje za jego nieistnieniem - co pociąga za sobą wiarę, iż racjonalnie jest nie wybierać między tymi skrajnościami.
Tymczasem jest inaczej - jedyna racja na rzecz istnienia Boga to taka, że w sensie ścisłym nie da się udowodnić jego nieistnienia. Ale jest to taka sama sytuacja (pisano i mówiono o tym już setki razy) jak z każdą inną rzeczą - no po prostu nie da się udowodnić nieistnienia czegokolwiek. Przeto nie ma większych powodów do wiary w B. niż wiary w Zeusa czy Galadrielę. To też truizmy. Jak widać ich powtarzania nigdy dość.
Jeśli o ateizm idzie (czyli przekonanie, że są dobre racje by uznać że nie ma Boga) to są dobre racje na jego rzecz.
Nie ma sensu ich tu wymieniać - wspomnieć można o problemie niespójności związanej z dobry/wszechmocny/stworzyciel tego wszystkiego, czy ze swoistym odwróceniem argumentu z przyczyny sprawczej - argumencie niewytłumaczalnej złożoności.
Pozdrawiam. Dziś rocznica narodzin Pana. Radujmy się.
25-12-2008 11:42 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)
>>Moim zdaniem agnostycyzm jest bardziej racjonalny.
>>Jako agnostyk nie odrzucam możliwości istnienia Boga, duchów, UFO czy telekinezy. Za mało jest przekonywujących dowodów na to, że któraś z tych rzeczy istnieje, więc na pytanie o nie, odpowiadam zgodnie z rzeczywistością: nie wiem.
>>Ateista z drugiej strony, wie że Boga nie ma. Jak dla mnie taka pewność siebie zahacza o pewność siebie wierzących, kiedy mówią o swojej religii...
>>Aczkolwiek, jeśli miałbym wybierać między tymi dwoma skrajnościami, to wolę ateistów.
>Chyba jednak niezupełnie tak się rzeczy mają.
>To, że praktycznie wszystko co wiemy o świecie nie jest pewne to truizm. Ale agnostycyzm to jednak coś innego - to przekonanie że racje za istnieniem Boga są takie same jak racje za jego nieistnieniem - co pociąga za sobą wiarę, iż racjonalnie jest nie wybierać między tymi skrajnościami.
>Tymczasem jest inaczej - jedyna racja na rzecz istnienia Boga to taka, że w sensie ścisłym nie da się udowodnić jego nieistnienia.

Bzdura. Bóg ( bogowie) opisywany przez dowolną religię dokonał jakichśtam czynów. Teoretycznie, jeśli istniałaby jakaś wszechpotężna istota, mogłaby dokonywać takich czynów, nie przejmując się brakiem logiki czy czymkolwiek innym. Bóg mógłbym np. stwierdzic, że do Nieba wejdą tylko ci, co codziennie w południe skaczą na lewej nodze trzy razy. I co z tego, że to jest bez sensu - bycie wszechmogącym ma swoje prawa

Jeśli się dodatkowo uwzględni wszystkie celowe i przypadkowe przeinaczenia przy spisywaniu "świętych" ksiąg przez ludzi, którym "Bóg" raczył się objawić, a także księgi spisane przez schizofreników, którym sie to tylko wydawało...

Nigdy nie można kategorycznie stwierdzić o nieistnieniu czegoś lub niemożności zrobienia czegoś - kiedyś uważano, że rzeczy cięższe od powietrza nie mogą się unosić a bariera dźwięku jest nieprzekraczalna.

Nawet jeśli wszystkie "święte pisma" są błędne, a doktryny wszystkich religii się mylą, nie świadczy to o tym, że nie ma bogów.
25-12-2008 11:49 
 Ocena 5 na 5
Sylwek (15472 punktów)
No tak. Nie rozumiem po co piszesz tą odpowiedź mi skoro napisałem to samo - nie da się udowodnić że nie ma bogów.
Dodałem jedynie że rozsądniej jest uznać że ich nie ma niż że są. Bo istnieje sporo racji przeciwko poglądowi na rzecz ich istnienia, a jedyna racja za tym że istnieją to właśnie to, że nie da się udowodnić ich nieistnienia.
Nie potrafię dociec po co napisałeś ten post powtarzający całą moją wypowiedź.
25-12-2008 11:47 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
> co pociąga za sobą wiarę, iż racjonalnie jest nie wybierać między tymi skrajnościami.
Jakaż to wiara? Chyba tylko ta sama, co przekonanie, że 2 a 2 jest 4..

Jeżeli lubię blondynki (bo tak!), a Ty brunetki (bo tak!) i obaj zdajemy sobie sprawę z botaków, to nie ma sensu w przekonywaniu kogokolwiek o wierze czy racjonaliźmie wyboru takiego czy owego. No, chyba że za jedynie racjonalne w takim wypadku uważasz życie w celibacie. Tyle że taka postawa ma już w sobie coś z fundamentalizmu..

> Jeśli o ateizm idzie (czyli przekonanie, że są dobre racje by uznać że nie ma Boga) to są dobre racje na jego rzecz.
Niezależnie jednak od tego, jak dobre przesłanki stoją za ateizmem, to zawsze pozostaną to jedynie przesłanki. Twierdzenie, że ateizm jest racjonalny jest równie zasadne, jak reguła, iż jeżeli mam podstawy by przypuszczać, że tak jest, to z pewnością tak jest - czyli że można uznać przesłanki za dowód. Wystarczy zajrzeć do matematyki czy fizyki, aby dowiedzieć się jak mało racjonalna to procedura.
25-12-2008 11:54 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
>> co pociąga za sobą wiarę, iż racjonalnie jest nie wybierać między tymi skrajnościami.
>Jakaż to wiara? Chyba tylko ta sama, co przekonanie, że 2 a 2 jest 4..
>Jeżeli lubię blondynki (bo tak!), a Ty brunetki (bo tak!) i obaj zdajemy sobie sprawę z botaków, to nie ma sensu w przekonywaniu kogokolwiek o wierze czy racjonaliźmie wyboru takiego czy owego. No, chyba że za jedynie racjonalne w takim wypadku uważasz życie w celibacie. Tyle że taka postawa ma już w sobie coś z fundamentalizmu..
Eeee... No ale to nie jest tak. Teoria o istnieniu boga nie ma żadnych przesłanek poz tą że nie można udowodnić jej fałszywości. Ale można argumentować jej fałszywość. Tymczasej podaj mi argumenty na rzecz fałszywości ateizmu - może inteligentny projekt?
Tymczasem, jak sam zauważyłeś, jeśli o blondynki i brunetki chodzi to obaj mielibyśmy argumenty TEGO SAMEGO kalibru czyli "bo tak". Z istnieniem lub nieistnieniem boga jest inaczej.
>> Jeśli o ateizm idzie (czyli przekonanie, że są dobre racje by uznać że nie ma Boga) to są dobre racje na jego rzecz.
>Niezależnie jednak od tego, jak dobre przesłanki stoją za ateizmem, to zawsze pozostaną to jedynie przesłanki. Twierdzenie, że ateizm jest racjonalny jest równie zasadne, jak reguła, iż jeżeli mam podstawy by przypuszczać, że tak jest, to z pewnością tak jest - czyli że można uznać przesłanki za dowód. Wystarczy zajrzeć do matematyki czy fizyki, aby dowiedzieć się jak mało racjonalna to procedura.
Co do matematyki to ją zmilczę bo to inna para kaloszy. A co do nauki, to jej teorie są tak samo niedowodliwe co ateizm. Czy jesteś agnostykiem w stosunku do ewolucji albo prawa powszechnego ciążenia bo w ścisłym sensie nie udowodniono (i nigdy się nie udowodni) ich prawdziwości?
25-12-2008 15:08 
 Ocena 3 na 3
salek (4701 punktów)
>Eeee... No ale to nie jest tak. Teoria o istnieniu boga nie ma żadnych przesłanek poz tą że nie można udowodnić jej fałszywości. Ale można argumentować jej fałszywość. Tymczasem podaj mi argumenty na rzecz fałszywości ateizmu - może inteligentny projekt?
Po pierwsze, hipoteza. Nie teoria.
Po drugie, niedowodliwość to nie przesłanka.
Po trzecie, nie muszę falsyfikować czegoś, czego jeszcze nie dowiodłeś. Wystarczyłoby mi, gdybym dowiódł istnienie boga. Krasnoludka. Jednorożca. Wszystko jedno. Stawiając któreś z nich na stół. Dla Ciebie, jako ateisty byłoby to oczywiście szokiem - i starałbyś się zapewne wyprzeć taką rzecz ze świadomości ('to niech mi stworzy kamień, którego nie może podnieść'). Dla mnie wzorem byłby raczej św. Tomasz - nb czy pomyślał ktoś o powołaniu go na patrona agnostyków?

>Tymczasem, jak sam zauważyłeś, jeśli o blondynki i brunetki chodzi to obaj mielibyśmy argumenty TEGO SAMEGO kalibru czyli "bo tak". Z istnieniem lub nieistnieniem boga jest inaczej.Powiedz to wierzącemu. To raz.
Agnostyk uważa problem za symetryczny. Nie da się dowieść, że jakikolwiek bóg istnieje. Nie da się także dowieść, że nie istnieje. Być może da się wykazać przesłanki za jednym bądź drugim. Być może dla Ciebie te za nieistnieniem są przekonujące. Czy to oznacza, że te za istnieniem nie mogą być przekonujące? Choćby ta o inteligentnym projekcie?

Powtórzę jeszcze raz: czy czyjekolwiek przekonanie jest wystarczające, aby przesłanki uznać za dowód? Najwyraźniej uważasz, że tak.

>>> Jeśli o ateizm idzie (czyli przekonanie, że są dobre racje by uznać że nie ma Boga) to są dobre racje na jego rzecz.
>>Niezależnie jednak od tego, jak dobre przesłanki stoją za ateizmem, to zawsze pozostaną to jedynie przesłanki. Twierdzenie, że ateizm jest racjonalny jest równie zasadne, jak reguła, iż jeżeli mam podstawy by przypuszczać, że tak jest, to z pewnością tak jest - czyli że można uznać przesłanki za dowód. Wystarczy zajrzeć do matematyki czy fizyki, aby dowiedzieć się jak mało racjonalna to procedura.
> Co do matematyki to ją zmilczę bo to inna para kaloszy. A co do nauki, to jej teorie są tak samo niedowodliwe co ateizm . Czy jesteś agnostykiem w stosunku do ewolucji albo prawa powszechnego ciążenia bo w ścisłym sensie nie udowodniono (i nigdy się nie udowodni) ich prawdziwości?
>
Kolego, bądźże poważny. Matematyczne formalizmy są uniwersalne. Po po drugie, niedowodliwe są co najwyżej hipotezy. Teorie są dowodliwe, promocja hipotezy do teorii odbywa się właśnie metodą dowodzenia, co oznacza, iż mając do czynienia z teorią istnieje również formalny dowód stanowiącej ją hipotezy. Dowód sam możesz powtórzyć, co wymaga co prawda powtórzenia całego procesu nauki metod i przesłanek niezbędnych dowodowi. To co prawda męczące i nie dla każdego osiągalne - niektórzy zatem zamiast się przyłożyć do nauki, wolą pleść bzdury. Cóż, można i tak.

Proces ewoluowania da się zaobserwować i wyprowadzić reguły według których się odbywa. Ewoluowanie układów jest zatem faktem. Ewolucji nie da się dowieść, bo nie da się postawić jej na stole? Prawo ciążenia - przecież w makroskali wiadomo nawet dlaczego działa to tak, a nie inaczej. Poza tym zawsze możesz stanąć pod jabłonką i eksperymentalnie sprawdzić, czy działa. Lepszym przykładem byłoby raczej prawo zachowania energii - o ile mi wiadomo, nie wiadomo dlaczego działa, ale nie zaobserwowano jeszcze wyjątków. Dlaczego miałbym zatem być agnostykiem? Pytasz mnie czy wierzę w stół? Nie, nie wierzę. Nie muszę.
25-12-2008 15:30 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
>Po pierwsze, hipoteza. Nie teoria.
Jasne.

>Agnostyk uważa problem za symetryczny. Nie da się dowieść, że jakikolwiek bóg istnieje. Nie da się także dowieść, że nie istnieje. Być może da się wykazać przesłanki za jednym bądź drugim. Być może dla Ciebie te za nieistnieniem są przekonujące. Czy to oznacza, że te za istnieniem nie mogą być przekonujące? Choćby ta o inteligentnym projekcie?
Dokładnie tak, oznacz że nie mogą być. Ateizm jak mówiłem jest racjonalnie do uargumentowania, teizm nie bardzo, agnostycyzm to nieracjonalne (bo ignorujące racjonalne argumenty) przypisanie równoważności tym postawom.
>Powtórzę jeszcze raz: czy czyjekolwiek przekonanie jest wystarczające, aby przesłanki uznać za dowód? Najwyraźniej uważasz, że tak.
Nie wiem skąd wyciągnąłeś iż uważam ateizm za tożsamy z wiarą w udowodnione nieistnienie boga. Nic takiego nie pisałem. Cały czas piszę o argumentacji a nie dowodzeniu.

>Kolego, bądźże poważny. Matematyczne formalizmy są uniwersalne. Po po drugie, niedowodliwe są co najwyżej hipotezy. Teorie są dowodliwe, promocja hipotezy do teorii odbywa się właśnie metodą dowodzenia, co oznacza, iż mając do czynienia z teorią istnieje również formalny dowód stanowiącej ją hipotezy.
Ta!? Nie wiedziałem! Podaj mi formalny dowód teorii ewolucji (może to hipoteza?). Albo formalny dowód prawdziwości teorii Newtona. Albo Einsteina. Te teorie jako teorie o uniwersalnych prawach są niedowodliwe. Można je najwyżej obalić. Ale jest też łatwiej uchwytna przyczyna ich niedowodliwości. Zasadniczo wszystkie zakładają implicite realizm, który jak wiemy jest metafizyczną, niedowodliwą teorią. Niedowodliwą, ale racjonalnie do uargumentowania. Podobnie jak ateizm.
Tak więc nie masz racji pisząc:
>Dowód sam możesz powtórzyć, co wymaga co prawda powtórzenia całego procesu nauki metod i przesłanek niezbędnych dowodowi. To co prawda męczące i nie dla każdego osiągalne - niektórzy zatem zamiast się przyłożyć do nauki, wolą pleść bzdury. Cóż, można i tak.

>Proces ewoluowania da się zaobserwować i wyprowadzić reguły według których się odbywa. Ewoluowanie układów jest zatem faktem. Ewolucji nie da się dowieść, bo nie da się postawić jej na stole? Prawo ciążenia - przecież w makroskali wiadomo nawet dlaczego działa to tak, a nie inaczej. Poza tym zawsze możesz stanąć pod jabłonką i eksperymentalnie sprawdzić, czy działa.
Czas poczytać podręczniki elementarnej logiki i nie pleść bzdur że z jednostkowych przypadków da się wywieść prawdziwość teorii o uniwersalnym prawie.
>Lepszym przykładem byłoby raczej prawo zachowania energii - o ile mi wiadomo, nie wiadomo dlaczego działa, ale nie zaobserwowano jeszcze wyjątków. Dlaczego miałbym zatem być agnostykiem? Pytasz mnie czy wierzę w stół? Nie, nie wierzę. Nie muszę.
Jesteś tak ślepy czy nie widzisz sprzeczności w tym co piszesz? Pozwól że sparafrazuję twoją wypowiedź:
"Lepszym przykładem byłaby przyczyna sprawcza i inne dowody na istnienie boga. Wszystko co wiemy o świecie da się wyjaśnić bez boga. To czego nie wiemy bogiem nie da się wyjaśnić (można najwyżej zastąpić słowa "nie wiem" słowami "bóg jest przyczyną" ale to wątpliwe poznanie), nie znaleźliśmy wyjątków od tej zasady - tj zjawiska, problemy które można wyjaśnić bogiem. Dlaczego zatem miałbym być agnostykiem? "
salek (4701 punktów)
>>Agnostyk uważa problem za symetryczny. Nie da się dowieść, że jakikolwiek bóg istnieje. Nie da się także dowieść, że nie istnieje. Być może da się wykazać przesłanki za jednym bądź drugim. Być może dla Ciebie te za nieistnieniem są przekonujące. Czy to oznacza, że te za istnieniem nie mogą być przekonujące? Choćby ta o inteligentnym projekcie?
>Dokładnie tak, oznacza że nie mogą być.
Dokładnie o tym pisałem, wspominając iż ateizm ma coś wspólnego z religijnym fundamentalizmem.

>>Powtórzę jeszcze raz: czy czyjekolwiek przekonanie jest wystarczające, aby przesłanki uznać za dowód? Najwyraźniej uważasz, że tak.
>Nie wiem skąd wyciągnąłeś iż uważam ateizm za tożsamy z wiarą w udowodnione nieistnienie boga. Nic takiego nie pisałem. Cały czas piszę o argumentacji a nie dowodzeniu.
Wciąż twierdzisz, że ateizm, bazujący na przekonujących Cię przesłankach jest racjonalniejszy niż teizm, który bazuje przesłankach na nieprzekonujących Cię. No niby to prawda.. ale żeby racjonalniejszy nawet niż agnostycyzm, bazujący na dowodach, a nie przesłankach?

>>Kolego, bądźże poważny. Matematyczne formalizmy są uniwersalne. Po po drugie, niedowodliwe są co najwyżej hipotezy. Teorie są dowodliwe, promocja hipotezy do teorii odbywa się właśnie metodą dowodzenia, co oznacza, iż mając do czynienia z teorią istnieje również formalny dowód stanowiącej ją hipotezy.
>Ta!? Nie wiedziałem! Podaj mi formalny dowód teorii ewolucji (może to hipoteza?). Albo formalny dowód prawdziwości teorii Newtona. Albo Einsteina.
Dynamikę Newtona wykładano w liceum. Powtórz materiał, jeżeli musisz.
Mechanikę relatywistyczną wykładano na specjalistycznych studiach. Nic dziwnego że nie wiedziałeś, szczegółów ja również nie znam.
Ze ścisłą formalizacją ewolucji rzeczywiście być może przesadziłem. Istnieją jednak systemy bazujące na mechanizmach ewolucyjnych. Twierdzisz, że systemy te nie funkcjonują? Ewolucja istnieje zatem tak samo jak stół, w każdej chwili obaj możemy to sprawdzić.

> Te teorie jako teorie o uniwersalnych prawach są niedowodliwe.
Gdzie, w której książce wyczytałeś, że nauka generuje teorie o uniwersalnych prawach?

> Ale jest też łatwiej uchwytna przyczyna ich niedowodliwości. Zasadniczo wszystkie zakładają implicite realizm, który jak wiemy jest metafizyczną, niedowodliwą teorią.
Oczywiście możesz twierdzić, że jutro księżyc zamieni się w zielony ser. No niby może..

>Czas poczytać podręczniki elementarnej logiki i nie pleść bzdur że z jednostkowych przypadków da się wywieść prawdziwość teorii o uniwersalnym prawie.
Czas douczyć się czym właściwie zajmuje się nauka. Potem może poczytać logików (ale zajmujących się matematyką, nie filozofią) - tam jest coś o implikacji i indukcji. Potem może o modelowaniu systemów, również korespondujących z innymi systemami. Dopiero wtedy pogadamy kto plecie bzdury.

>Jesteś tak ślepy czy nie widzisz sprzeczności w tym co piszesz?

Być może jestem ślepy, nie widząc związku moją wypowiedzią, a Twoją parafrazą. Czy, jeżeli dobrze rozumiem, pomiędzy 'nie dowierzam na słowo kolesiowi, który twierdzi że istnieje coś czego nie mogę sprawdzić' a 'nie dowierzam kolesiowi, który twierdzi że nie istnieje coś co na co dzień widzę że istnieje'. Pierwsza postawa to ateizm/agnostycyzm. Druga.. chyba zdrowy rozsądek. Tylko czy jedno jest parafrazą drugiego?
25-12-2008 21:34 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)

>Być może jestem ślepy, nie widząc związku moją wypowiedzią, a Twoją parafrazą. Czy, jeżeli dobrze rozumiem, pomiędzy 'nie dowierzam na słowo kolesiowi, który twierdzi że istnieje coś czego nie mogę sprawdzić' a 'nie dowierzam kolesiowi, który twierdzi że nie istnieje coś co na co dzień widzę że istnieje'. Pierwsza postawa to ateizm/agnostycyzm. Druga.. chyba zdrowy rozsądek. Tylko czy jedno jest parafrazą drugiego?
Zdrowy rozsądek wyklucza elfy, skrzaty, Maryje zawsze dziwicę i Boga.
Nie chce mi się dalej bawić w dyskusje jałowe. Jak to nauki nie generują teorii o uniwersalnych prawach? Czym innym jest darwinizm jak nie teorią wyjaśniająca ewolucje replikatorów gdy te powstaną gdziekolwiek i kiedykolwiek? Czym innym jest fizyka jak nie nauką dociekającą jakie są prawa przyrody - zależności o których suponuje się że obowiązują zawsze i wszędzie?
Teorie o uniwersalnych prawach są jądrem nauki - ale cena jaką się za to płaci jest ich niedowodliwość - jest tak ponieważ są bogatsze od wszelkiego doświadczenia. Doświadczeń zawsze mamy do dyspozycji skończoną ilość - więc nie stanowią dowodu na rzecz teorii o uniwersalnym prawie, której dowodem może być tylko nieskończona ilość doświadczeń przeprowadzana wszędzie i zawsze. Ale teoretycznie jedno doświadczenie obali taką teorię. W każdym razie istotne jest to że dokładnie ten sam powód który nie daje możliwości dowiedzenia fałszywości teizmu - kiedyś Bóg w glorii anielskich chórów, grzmotach i płomieniach może się jednak pokazać dowodząc swej prawdziwości - uniemożliwia dowodzenie teorii - kiedyś mogą ujawnić się fakty które zanegują jakąś teorię.
Tyle.

>> Ale jest też łatwiej uchwytna przyczyna ich niedowodliwości. Zasadniczo wszystkie zakładają implicite realizm, który jak wiemy jest metafizyczną, niedowodliwą teorią.
>Oczywiście możesz twierdzić, że jutro księżyc zamieni się w zielony ser. No niby może..
I znowu to samo. Uważasz, że nie mamy dobrych powodów by nie wierzyć w boga, ale mamy już powody by wierzyć w realizm (który jest niedowodliwy - na jaką lekcje w szkole na której wyprowadzono by mnie z błędu mnie wyślesz?). To niespójne.
25-12-2008 22:24 
 Ocena 2 na 2
mcgrbv (109 punktów)
Wydaje mi się, że głęboko przez lata przemyślałem pojęcie ateizmu, a przynajmniej swój ateizm. Po pierwsze jest to postawa światopoglądowa, jak nie jest nią wiedza o tym, że 2+2=4. Postawa jak to postawa nie musi być prawdziwa w kontekście Bytu. Póki co postawa ateistyczna jest nie do sprawdzenia, czyli udowodnienia i jako taka jest swego rodzaju wiarą. W tym kontekście uważam się za człowieka głęboko wierzącego, wierzącego w nieistnienie boga. Ateizm jest po prostu antytezą wiary. Gdyby nie było wiary w boga nie byłoby ateizmu, bo ten z istoty właśnie odnosi się do bogów. Dlaczego ateizm musi pojawić się wtórnie do wiary, bo wynika z zaprzeczenia uświadamianego sobie kontekstu. Póki człowiek nie uświadomi sobie istnienia pojęcia boga, póty nie będzie ateistą. Za to chrześcijaninem można być nawet o tym nie wiedząc - chrzest niemowląt. Z tego punktu widzenia wierzący to Homo erectus, a ateiści to Homo sapiens.
Tak czy owak jedni i drudzy wierzą, tyle że a rebour.
>Jeżeli nie mamy żadnych dowodów na istnienie czegoś, to jak możemy rozważać istnienie tego czegoś? Nic przecież nie da się o onym powiedzieć ani pomyśleć.
No nie rudyment, z punktu widzenia filozofów przegiąłeś.
>...z czasem okazuje się coraz częściej, że coraz więcej pozornie metafizycznych doświadczeń mieści się doskonale w zakresie medycyny, psychiatrii, psychologii, fizjologii zmysłów, złudzeń percepcji itp.
Owszem, ale ta sama psychologia potwierdziła już istnienie przeżyć religijnych i jako takie mają one swoje miejsce w życiu człowieka. Współczesne religioznawstwo również doszło już do wniosku "że coś w tym jest", albo innymi słowami "nie wiadomo jeszcze jak, ale to działa" (mowa tu o praktykach szamańskich, praktykach medytacyjnych i innych formach kontaktu z bogami, których to praktyk póki co naukowymi metodami jeszcze nie da się opisać). Czy to wierzący czy to ateista jeżeli doda 2 do 2 wyjdzie mu 4. A np. z praktykami szamańskimi tak nie jest. Jeżeli naukowiec rozpozna psychologiczno-fizjologiczne "metody" osiągnięcia skutków praktyk szamańskich, to i tak ich nie wywoła własnymi działaniami. Póki co nie ma szamanów w białych fartuchach.
>Agnostycyzm tedy wygląda nam niej racjonalny od ateizmu - bo ateizm nie marnuje czasu na uganianie się za ewentualnymi mrzonkami.
Tak, ale to w dalszym ciągu tylko pogląd, a ewentualne mrzonki to np. filozofia Plotyna. Mimo swojego ateizmu dziękuję Bytowi, że Plotyn był i uganiał się za mrzonkami. Człowieczeństwo to również szukanie odpowiedzi na Nieznane. W tym kontekście też mam swego boga - Światowida, którego jedna z czterech twarzy symbolizowała właśnie ten aspekt boskości, coś czemu nie zaprzeczy nawet ateista - Nieznane istnieje. Tylko buddyzm w Nieznanym również zobaczy to o czym poniżej.
>Osobiście reprezentuję formalnie agnostycyzm skrajny, tzn. na pewno wiem tylko że "coś istnieje".
Ojcze Ateuszu, są tacy jak Budda, którzy twierdzą, że nic nie istnieje. Forma jest pustką, pustka jest formą.
>Zaś jeżeli chodzi o tę semantykę, to akurat wykorzystuję ją do poniżenia kościoła (celowo z małej litery)aby nie było nieporozumień. (Kozak; #14)
W swojej pisowni również zrywam z tymi "faszystowskimi" naleciałościami. Nie uznaję tego, że miałbym o katolickiej instytucji pisać dużą literą co zawłaszcza słowo kościół tylko dla katolików, jak również nie uznaję zawłaszczania boga tylko dla Jahwe, dlatego o każdym z bogów piszę małą literą.
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>>Osobiście reprezentuję formalnie agnostycyzm skrajny, tzn. na pewno wiem tylko że "coś istnieje".
>Ojcze Ateuszu, są tacy jak Budda, którzy twierdzą, że nic nie istnieje.

Uuu, mocna teza, wielcem ciekaw dowodu.
Mam jednakowoż przeczucie, że dowód... nie istnieje.
mcgrbv (109 punktów)
>...nic nie istnieje.
>Uuu, mocna teza, wielcem ciekaw dowodu.
>Mam jednakowoż przeczucie, że dowód... nie istnieje.
>
W tym rzecz, dowód nie istnieje. Z innej beczki... jak wygląda kolor, którego nie ma?
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Z innej beczki... jak wygląda kolor, którego nie ma?

To pytanie retoryczne czy podchwytliwe? Nijak nie wygląda. Jeżeli "wygląda" to istnieje, jeżeli nie istnieje, to nie wygląda. W przypadku kolorów "wygląda" <=> "istnieje". Inaczej niż taki na przykład jednorożec, który wygląda, a nie istnieje. Tzn. nie bryka sobie po naszym łez padole. Dla jednorożca "istnieje" <=> "bryka". Jeżeli nie bryka, wówczas zaledwie "istnieje w rozumie" - podobnie jak Bóg Omnipotentny lub kolor "urojony czerwony" RGB(i,0,0).
mcgrbv (109 punktów)
>Z innej beczki... jak wygląda kolor, którego nie ma?
>To pytanie retoryczne czy podchwytliwe?
To miał być quasi-koan.
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>>> Z innej beczki... jak wygląda kolor, którego nie ma?
>> To pytanie retoryczne czy podchwytliwe?
> To miał być quasi-koan.

Zatem odpowiedź brzmi "trzy funty lnu"

(Ściągnąłem bezczelnie z Wikipedii - przepraszam, ale zazwyczaj mam kłopoty z wyłączaniem umysłu. Na swoje usprawiedliwienie nadmienię, że mam dziecko w wieku przed okresem zadawania pytań i trenuję odpowiadając odruchowo na wszystko, co się kończy znakiem zapytania.)
salek (4701 punktów)
>Nie chce mi się dalej bawić w dyskusje jałowe. Jak to nauki nie generują teorii o uniwersalnych prawach? Czym innym jest darwinizm jak nie teorią wyjaśniająca ewolucje replikatorów gdy te powstaną gdziekolwiek i kiedykolwiek? Czym innym jest fizyka jak nie nauką dociekającą jakie są prawa przyrody - zależności o których suponuje się że obowiązują zawsze i wszędzie?
Niesamowite, nie? Przyznam Ci się - ja też byłem pod wrażeniem, jak pojąłem o co w tym całym naukowym bałaganie chodzi. Podciągnij się trochę w kwestiach, które wskazałem, tylko - na Boga! - odwieś na kołku filozofię. Przynajmniej na czas nauki. Bez tego stracisz tylko czas, który pożytecznie mógłbyś spędzić na niejałowych, filozoficznych dysputach o związkach nauki z metafizyką, czy też o bezpodstawności realizmu.

>>> Ale jest też łatwiej uchwytna przyczyna ich niedowodliwości. Zasadniczo wszystkie zakładają implicite realizm, który jak wiemy jest metafizyczną, niedowodliwą teorią.
>>Oczywiście możesz twierdzić, że jutro księżyc zamieni się w zielony ser. No niby może..
>I znowu to samo. Uważasz, że nie mamy dobrych powodów by nie wierzyć w boga, ale mamy już powody by wierzyć w realizm (który jest niedowodliwy - na jaką lekcje w szkole na której wyprowadzono by mnie z błędu mnie wyślesz?). To niespójne.
>
Nie mam powodów by w bogów wierzyć, podobnie nie mam, by weń nie wierzyć. Nie mam też powodów, by wierzyć w zamianę księżyca - choć oczywiście mój, powiedzmy 'naukowy agnostycyzm' nie pozwala mi tego przypuszczenia tak zupełnie odrzucić - mam natomiast codziennie więcej powodów na wiarę w rzeczywistość. Więcej, niż w wyssane z palca -izmy filozofów, zwłaszcza po takich wynalazkach jak paradoks Zenona. Uważasz paradoks Zenona za podstawny? Ewentualnie możemy niejałowo i spójnie spróbować dowieść sobie, że nie jesteśmy jedynie swoim wzajemnym urojonym wytworem naszych umysłów.
Po co Cię wysyłać do szkół za taki drobiazg? Spróbuj przebić ścianę - solidną ceglaną ścianę - swoją głową. Nic Ci wszak nie grozi, wystarczy że chwilowo przestaniesz wierzyć w realizm. Powodzenia!
26-12-2008 00:05 
 Ocena 4 na 4
Sylwek (15472 punktów)
Wynalazki zwane paradoksami Zenona zwróciły uwagę na szereg fundamentalnych problemów na które w pełni zadowalające odpowiedzi uzyskaliśmy bodaj dopiero z prac Cantora.
Tyle mam do powiedzenia co do mojej opinii o jakości intelektualnej twoich poglądów (jeśli nie dostrzegasz jadowitej ironii w pierwszym zdaniu tego postu to przykro mi, może jeśli podciągniesz się w rzeczach aluzyjnie sugerowanych przeze mnie jeszcze kiedyś pogadamy).
Teza którą podtrzymuje brzmi: nieracjonalną postawą jest agnostycyzm który traktuje teizm jako symetryczny i równie zasadny jak ateizm.
Jest tak ponieważ nie ma żadnych argumentów które ostałyby się racjonalnej krytyce na rzecz teizmu za wyjątkiem nader słabego argumentu z technicznie rozumianej niemożności udowodnienia nieistnienia boga. Można jednocześnie wskazać sporo argumentów na rzecz ateizmu - zło w świecie niespójne z ideą wszechmocnego, wszechdobrego boga itd...
Twoja postawa jest też nieracjonalna pod innymi względami. Techniczną niemożność udowodnienia nieistnienia boga uznajesz za wystarczającą do uznania ateizmu za niewartego funta kłaków, a w każdym razie tyle wartego co teizm. Jednocześnie zupełnie bezkrytycznie dokładnie taką samą techniczną niemożność udowodnienia realizmu zbywasz mówiąc, że pozwala ci na to zdrowy rozsądek.
To intelektualnie żałosne. Polecasz mi też odwiesić filozofie na kołek - może jeszcze nie doczytałeś ale pewien filozof zwrócił uwagę że zdrowy rozsądek to też metafizyka - tyle, że dzikich.
Tak więc zamiast dalej bełkotać o zdrowym intelektualnie agnostycyzmie zejdźże z wieży i potrop przynajmniej te najbardziej jawne sprzeczności w (niejawnych jak mniemam) uzasadnieniach własnej filozofii (bo prezentujesz pewną filozofię czy ci się podoba czy nie - formę zdegenerowanego scjentyzmu jak mniemam, a nawet niezdegenerowany scjentyzm nie jest powodem do dumy).
salek (4701 punktów)
>Jest tak ponieważ nie ma żadnych argumentów które ostałyby się racjonalnej krytyce na rzecz teizmu za wyjątkiem nader słabego argumentu z technicznie rozumianej niemożności udowodnienia nieistnienia boga. Można jednocześnie wskazać sporo argumentów na rzecz ateizmu - zło w świecie niespójne z ideą wszechmocnego, wszechdobrego boga itd...
Faktycznie tu masz rację. Możemy oczywiście pogdybać sobie, który argument jest istotniejszy, uniwersalniejszy... Mógłbym na przykład zapytać, czy filozofia już dorobiła się uniwersalnego wzorca dobra czy zła, aby poważać argument o niespójności. Najwyraźniej inaczej je wartościujemy - a to już dyskusja o blondynkach vs brunetkach.

>Twoja postawa jest też nieracjonalna pod innymi względami. Techniczną niemożność udowodnienia nieistnienia boga uznajesz za wystarczającą do uznania ateizmu za niewartego funta kłaków, a w każdym razie tyle wartego co teizm. Jednocześnie zupełnie bezkrytycznie dokładnie taką samą techniczną niemożność udowodnienia realizmu zbywasz mówiąc, że pozwala ci na to zdrowy rozsądek.
Tłumaczyłem już różnicę. Proponowałem także eksperyment (byłby to ów jeden przypadek, dowodzący nieprawdziwości zaprzeczenia tezy). Ciekawym co prawda słabych punktów i tłumaczenia, i eksperymentu... choćby odesłania do książek. Żałosne? To jedyny argument? Znaczyłoby to iż najwyższym osiągnięciem filozofii jest umiejętność dyplomatycznego ('niska jakość intelektualna' zamiast 'ty jełopie') przedstawienia argumentów ad personam. Na to jestem bezradny.

Dziękuje za rozmowę i pozdrawiam,
27-12-2008 00:14 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Przepraszam że cię uraziłem, ale to ty takimi twierdzeniami:
>Proponowałem także eksperyment (byłby to ów jeden przypadek, dowodzący nieprawdziwości zaprzeczenia tezy).
...zmuszasz mnie do używania dziecinnych argumentów na przykład takich, że choćbym dniami i nocami walił w ścianę to to może się mi śnić. Tyle o eksperymencie.
Co do słabości twojego tłumaczenia: argument o obecności zła nie jest dowodem - teolodzy próbują dać mu odpór za pomocą "wolnej woli" - Bóg musiał dopuścić możliwość czynienia zła przez ludzi by zapewnić im wolną wolę. Abstrahując już od zła niezawinionego przez nikogo, argument wolnej woli podkopuje z kolei silnie deklamacje o wszechmocy Boga i jego niezależności od logiki. I tak w kółko - albo nie ma odpowiedzi na argumenty ateistyczne, albo jeśli jakieś odpowiedzi się znajdą to stoją w sprzeczności i podkopują inne elementy doktryny teistycznej.
Zgodzę się, że ateizm może nie jest teorią równie dobrze uzasadnioną co realizm, ale jest co najwyżej tylko minimalnie gorzej, ale nieporozumieniem jest go umieszczać w towarzystwie teorii o istnieniu krasnali i Jezusów - bożych synów. W takim sensie uważam że się mylisz. Nieustannie oskarżasz mnie o deklaracje jedynie co do wartości argumentów na rzecz ateizmu, tymczasem ja już zdążyłem zamieścić kilka w swoich postach - ale czy przedstawiłeś jakikolwiek równie dobry na rzecz teizmu? Jedynie argument z mętności pojęć dobra i zła, zgadzam się, to jest jakiś argument, ale czy mniej "filozoficzny" od moich? Myślę że jest bardziej dyskusyjny.

Pozdrawiam.
25-12-2008 15:56 
 Ocena 3 na 3
stilgar (7322 punktów)
>Lepszym przykładem byłoby raczej prawo zachowania energii - o ile mi wiadomo, nie wiadomo dlaczego działa, ale nie zaobserwowano jeszcze wyjątków. Dlaczego miałbym zatem być agnostykiem? Pytasz mnie czy wierzę w stół? Nie, nie wierzę. Nie muszę.

Miałeś chyba na myśli prawo zachowania masy i energii . Prawo zachowania masy i prawo zachowania energii oddzielnie nie działają chociażby przy rozpadzie lub syntezie jąder atomowych, gdzie zachodzi przemiana energii w masę ( bądź masy w energię)
salek (4701 punktów)
Historycznie zawsze mówiło się o prawie zachowania energii. Jest to stwierdzenie prawdziwe (i równoważne z rozszerzeniem i masy), oczywiście pod warunkiem pamiętania o dodatkowym warunku, polegającym na konieczności przeliczenia masy reagentów na energię. Na szczęście warunek ten ma podobne ograniczenia, jak mechanika relatywistyczna w stosunku do klasycznej - w typowych warunkach raczej nie obliczasz czasu przejazdu uwzględniając jego dylatację, podobnie też obliczając bilans energetyczny spalania nie uwzględnia się zmiany masy reagentów. Nawet w energetyce jądrowej, o ile mi wiadomo. Po prostu nie ta skala.
Sylwek (15472 punktów)
>Nawet w energetyce jądrowej, o ile mi wiadomo. Po prostu nie ta skala.

Nie jestem zbyt mocny z fizyki ale w fizyce jądrowej chyba właśnie o zamianę masy stacjonarnej na energię chodzi.
salek (4701 punktów)
To prawda, tylko wytwarzanie ciepła w elektrowniach jądrowych nie ma wiele wspólnego ze spalaniem.
26-12-2008 16:09 
 Ocena 5 na 5
Bardzozły (3161 punktów)
Cytat:
Ateista z drugiej strony, wie że Boga nie ma. Jak dla mnie taka pewność siebie zahacza o pewność siebie wierzących, kiedy mówią o swojej religii...

A ja jestem ateistą i nie wiem o czym mówisz... Ateizmy są różne. Ja jestem ateistą, bo się bogami nie zajmuję.

Prawo jest jak płot - żmija zawsze się prześliźnie, tygrys zawsze przeskoczy, tylko bydło stoi i czeka.
04-03-2009 19:07 
 Ocena 1 na 1
TomekOln (157 punktów)
>Moim zdaniem agnostycyzm jest bardziej racjonalny.
>Jako agnostyk nie odrzucam możliwości istnienia Boga, duchów, UFO czy telekinezy. Za mało jest przekonywujących dowodów na to, że któraś z tych rzeczy istnieje, więc na pytanie o nie, odpowiadam zgodnie z rzeczywistością: nie wiem.
>Ateista z drugiej strony, wie że Boga nie ma. Jak dla mnie taka pewność siebie zahacza o pewność siebie wierzących, kiedy mówią o swojej religii...
>Aczkolwiek, jeśli miałbym wybierać między tymi dwoma skrajnościami, to wolę ateistów.
Agnostycyzm teoriopoznawczy istnienia Boga nie neguje ani go nie potwierdza ale zawsze stać się musi ateizmem praktycznym dlatego granica między oboma jest nader rozmyta.
webmaster (moderator)
Jest coś takiego, jak agnostycyzm ateistyczny. Krótko mówiąc, kropki nad 'i' postawić się nie da, ale też powodów do wierzenia brak. Z drugiej strony, jeżeli materia metafizyczna jest tak nieczuła na dowodzenie, to gdzie dla agnostyka nadzieja, że 'coś może być na ten temat wiadomo'? Przecież jeżeli uznamy, że nic na 'ten temat' nie wiadomo i nie będzie wiadomo, to jaki jest sens powstrzymywać osąd? Pro forma? A jeżeli coś wiadomo, to tym trudniej o agnostycyzm. Agnostycyzm ma sens, jeżeli dotyczy czegoś, co przynajmniej potencjalnie może być wiedzą lub teoretycznie może być dowiedzione, ale nie wówczas, gdy wiadomo, że takich opcji nie ma.
Kozak (140 punktów)
>Jest coś takiego, jak agnostycyzm ateistyczny. Krótko mówiąc, kropki nad 'i' postawić się nie da, ale też powodów do wierzenia brak. Z drugiej strony, jeżeli materia metafizyczna jest tak nieczuła na dowodzenie, to gdzie dla agnostyka nadzieja, że 'coś może być na ten temat wiadomo'? Przecież jeżeli uznamy, że nic na 'ten temat' nie wiadomo i nie będzie wiadomo, to jaki jest sens powstrzymywać osąd? Pro forma? A jeżeli coś wiadomo, to tym trudniej o agnostycyzm. Agnostycyzm ma sens, jeżeli dotyczy czegoś, co przynajmniej potencjalnie może być wiedzą lub teoretycznie może być dowiedzione, ale nie wówczas, gdy wiadomo, że takich opcji nie ma.
A ja uważam, że jest coś takiego jak ateizm agnostyczny (żart).
Z tą materią metafizyczną czułą to tak jak z betonem posiadającym cechy inteligencji naczelnych.
Amen.
25-12-2008 01:14 
 Ocena 1 na 1
m_m_r_e (160 punktów)
>Jest coś takiego, jak agnostycyzm ateistyczny. Krótko mówiąc, kropki nad 'i' postawić się nie da, ale też powodów do wierzenia brak. Z drugiej strony, jeżeli materia metafizyczna jest tak nieczuła na dowodzenie, to gdzie dla agnostyka nadzieja, że 'coś może być na ten temat wiadomo'? Przecież jeżeli uznamy, że nic na 'ten temat' nie wiadomo i nie będzie wiadomo, to jaki jest sens powstrzymywać osąd? Pro forma? A jeżeli coś wiadomo, to tym trudniej o agnostycyzm. Agnostycyzm ma sens, jeżeli dotyczy czegoś, co przynajmniej potencjalnie może być wiedzą lub teoretycznie może być dowiedzione, ale nie wówczas, gdy wiadomo, że takich opcji nie ma.
Kim jest więc osoba, która uważa, że żadne bóstwo najprawdopodobniej nie istnieje i nie ma podstaw by w nie wierzyć, ale jest to sprawa nieweryfikowalna i niepewna (nie mam na myśli żadnego osobowego boga)? Tak można w skrócie określić moje poglądy. Nie wierzę w byt najwyższy, ale jednocześnie nie odrzucam całkowicie możliwości jego istnienia. Czy będzie to słaby ateizm, agnostycyzm czy może jeszcze coś innego? Wiem, że to formalizm.

Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.
Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
Kozak (140 punktów)
>>Jest coś takiego, jak agnostycyzm ateistyczny. Krótko mówiąc, kropki nad 'i' postawić się nie da, ale też powodów do wierzenia brak. Z drugiej strony, jeżeli materia metafizyczna jest tak nieczuła na dowodzenie, to gdzie dla agnostyka nadzieja, że 'coś może być na ten temat wiadomo'? Przecież jeżeli uznamy, że nic na 'ten temat' nie wiadomo i nie będzie wiadomo, to jaki jest sens powstrzymywać osąd? Pro forma? A jeżeli coś wiadomo, to tym trudniej o agnostycyzm. Agnostycyzm ma sens, jeżeli dotyczy czegoś, co przynajmniej potencjalnie może być wiedzą lub teoretycznie może być dowiedzione, ale nie wówczas, gdy wiadomo, że takich opcji nie ma.
>Kim jest więc osoba, która uważa, że żadne bóstwo najprawdopodobniej nie istnieje i nie ma podstaw by w nie wierzyć, ale jest to sprawa nieweryfikowalna i niepewna (nie mam na myśli żadnego osobowego boga)? Tak można w skrócie określić moje poglądy. Nie wierzę w byt najwyższy, ale jednocześnie nie odrzucam całkowicie możliwości jego istnienia. Czy będzie to słaby ateizm, agnostycyzm czy może jeszcze coś innego? Wiem, że to formalizm.
>
Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.

>Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
Twoja wypowiedż w sentencji jest nie spójna.
"Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa."
Skoro Lenin i Stalin byli interpretatorami nauk Marksa jako najwyższego w dziele budowy myśli przewodniej, to poniższe twoje zdanie:
"Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa "
Zawiera błąd interpretacyjny.
Nie katolicy, tylko jak wyżej odpowiednicy, czyli hierarchowie tegoż kościoła.
Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.
Amen.
Wesołych świąt!!!
m_m_r_e (160 punktów)
>>>Jest coś takiego, jak agnostycyzm ateistyczny. Krótko mówiąc, kropki nad 'i' postawić się nie da, ale też powodów do wierzenia brak. Z drugiej strony, jeżeli materia metafizyczna jest tak nieczuła na dowodzenie, to gdzie dla agnostyka nadzieja, że 'coś może być na ten temat wiadomo'? Przecież jeżeli uznamy, że nic na 'ten temat' nie wiadomo i nie będzie wiadomo, to jaki jest sens powstrzymywać osąd? Pro forma? A jeżeli coś wiadomo, to tym trudniej o agnostycyzm. Agnostycyzm ma sens, jeżeli dotyczy czegoś, co przynajmniej potencjalnie może być wiedzą lub teoretycznie może być dowiedzione, ale nie wówczas, gdy wiadomo, że takich opcji nie ma.
>>Kim jest więc osoba, która uważa, że żadne bóstwo najprawdopodobniej nie istnieje i nie ma podstaw by w nie wierzyć, ale jest to sprawa nieweryfikowalna i niepewna (nie mam na myśli żadnego osobowego boga)? Tak można w skrócie określić moje poglądy. Nie wierzę w byt najwyższy, ale jednocześnie nie odrzucam całkowicie możliwości jego istnienia. Czy będzie to słaby ateizm, agnostycyzm czy może jeszcze coś innego? Wiem, że to formalizm.
>>
Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.

>>Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
>Twoja wypowiedż w sentencji jest nie spójna.
>"Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa."
>Skoro Lenin i Stalin byli interpretatorami nauk Marksa jako najwyższego w dziele budowy myśli przewodniej, to poniższe twoje zdanie:
>"Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa "
>Zawiera błąd interpretacyjny.
>Nie katolicy, tylko jak wyżej odpowiednicy, czyli hierarchowie tegoż kościoła.
>Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.
>Amen.
>Wesołych świąt!!!
>
Za PWN:
kościół
1. Kościół «wspólnota ludzi jednego wyznania, zwłaszcza wspólnota chrześcijańska»
2. «budynek, miejsce modlitwy chrześcijan»
3. Kościół «instytucja kościelna reprezentowana przez duchownych»
Myślę, że to wyjaśnia sprawę. Poza tym, nawet jeśli założyć zasadność Twojego zarzutu, to czy nie byłby to mimo wszystko przesadny formalizm? Rozumiem, że myślałeś, iż Kościół (dużą literą K) to tylko wspólnota wiernych, a tak nie jest. Jakby nie patrzeć, wytykanie takich rzekomo istniejących, drobnych, semantycznych błędów na forum publicznym nie należy chyba do kulturalnych, nieprawdaż? Zawsze można to zrobić na drodze prywatnej.

Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.
Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
Kozak (140 punktów)
>>>>Jest coś takiego, jak agnostycyzm ateistyczny. Krótko mówiąc, kropki nad 'i' postawić się nie da, ale też powodów do wierzenia brak. Z drugiej strony, jeżeli materia metafizyczna jest tak nieczuła na dowodzenie, to gdzie dla agnostyka nadzieja, że 'coś może być na ten temat wiadomo'? Przecież jeżeli uznamy, że nic na 'ten temat' nie wiadomo i nie będzie wiadomo, to jaki jest sens powstrzymywać osąd? Pro forma? A jeżeli coś wiadomo, to tym trudniej o agnostycyzm. Agnostycyzm ma sens, jeżeli dotyczy czegoś, co przynajmniej potencjalnie może być wiedzą lub teoretycznie może być dowiedzione, ale nie wówczas, gdy wiadomo, że takich opcji nie ma.
>>>Kim jest więc osoba, która uważa, że żadne bóstwo najprawdopodobniej nie istnieje i nie ma podstaw by w nie wierzyć, ale jest to sprawa nieweryfikowalna i niepewna (nie mam na myśli żadnego osobowego boga)? Tak można w skrócie określić moje poglądy. Nie wierzę w byt najwyższy, ale jednocześnie nie odrzucam całkowicie możliwości jego istnienia. Czy będzie to słaby ateizm, agnostycyzm czy może jeszcze coś innego? Wiem, że to formalizm.
>>>
Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.

>>>Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
>>Twoja wypowiedź w sentencji jest nie spójna.
>>"Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa."
>>Skoro Lenin i Stalin byli interpretatorami nauk Marksa jako najwyższego w dziele budowy myśli przewodniej, to poniższe twoje zdanie:
>>"Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa "
>>Zawiera błąd interpretacyjny.
>>Nie katolicy, tylko jak wyżej odpowiednicy, czyli hierarchowie tegoż kościoła.
>>Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.
>>Amen.
>>Wesołych świąt!!!
>>
>Za PWN:
>kościół
>1. Kościół «wspólnota ludzi jednego wyznania, zwłaszcza wspólnota chrześcijańska»
>2. «budynek, miejsce modlitwy chrześcijan»
>3. Kościół «instytucja kościelna reprezentowana przez duchownych»Myślę, że to wyjaśnia sprawę. Poza tym, nawet jeśli założyć zasadność Twojego zarzutu, to czy nie byłby to mimo wszystko przesadny formalizm? Rozumiem, że myślałeś, iż Kościół (dużą literą K) to tylko wspólnota wiernych, a tak nie jest. Jakby nie patrzeć, wytykanie takich rzekomo istniejących, drobnych, semantycznych błędów na forum publicznym nie należy chyba do kulturalnych, nieprawdaż? Zawsze można to zrobić na drodze prywatnej.
>
Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.

>Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
Dlaczego waćpan powołujesz się na PWN.
A nie twierdzisz tego z własnego przekonania?
Czuję tu jakieś jaja!
może nawet te od Jana Pawła.
Z tą wspólnotą to się zgadzam!
Są wierni i chronią swych Lamów.
Ale to lamowie interpretują, to co napisali ich poprzednicy.
Jeżeli pozytywnie to są kontynuatorami tejże hipotezy.
Jeżeli negatywnie, to wywieszają swoje tezy na przykład w stoczni, na drzwiach Katedry lub w kiblu i wtedy są heretykami.
Zaś jeżeli chodzi o tę semantykę, to akurat wykorzystuję ją do poniżenia kościoła (celowo z małej litery)aby nie było nieporozumień.
I wcale nie uważam aby to było niekulturalne.
Mało tego uważam, że prawda nas wyzwoli.
Amen.
m_m_r_e (160 punktów)
A może po prostu moje przekonanie w tej materii opiera się na znaczeniu tego słowa zdefiniowanym przez językoznawców? Na czym miałbym się opierać? Na encyklice Jana Pawła? Po co mam się narażać na błąd leksykalny w postaci użycia słowa w niewłaściwym znaczeniu? Pytanie zasadnicze jest takie, co ma na celu podawanie źródeł? Czy aby nie poparcie swojego zdania na silnych fundamentach? Wybacz, nie widzę sensu w Twoich zarzutach.

Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.
Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
Kozak (140 punktów)
>A może po prostu moje przekonanie w tej materii opiera się na znaczeniu tego słowa zdefiniowanym przez językoznawców? Na czym miałbym się opierać? Na encyklice Jana Pawła? Po co mam się narażać na błąd leksykalny w postaci użycia słowa w niewłaściwym znaczeniu? Pytanie zasadnicze jest takie, co ma na celu podawanie źródeł? Czy aby nie poparcie swojego zdania na silnych fundamentach? Wybacz, nie widzę sensu w Twoich zarzutach.
>
Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.

>Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
Masz rację w kwestii uznanych oficjalnie pewnych praw.
Ale nasza dyskusja dotyczy odczuć subiektywnych.
A przyznasz, że bycie w odbycie jest piękne dla owsika.
A bycie w "Bycie" jest piękne dla człowieka.
Amen.
webmaster (moderator)
>Kim jest więc osoba, która uważa, że żadne bóstwo najprawdopodobniej nie istnieje i nie ma podstaw by w nie wierzyć, ale jest to sprawa nieweryfikowalna i niepewna (nie mam na myśli żadnego osobowego boga)?
To zdanie jest sprzeczne. Jeżeli możesz określić p-podobieństwo, to nie możesz napisać, że jest nieweryfikowalna. A jeżeli jest nieweryfikowalna, to nie ma też p-podobieństwa. W pierwszym wypadku jest to agnostycyzm, w drugim ateizm. Jaki ma sens zawieszać osąd, kiedy i tak nie da się sprawy rozstrzygnąć (czyli osąd nie jest możliwy)?
m_m_r_e (160 punktów)
>>Kim jest więc osoba, która uważa, że żadne bóstwo najprawdopodobniej nie istnieje i nie ma podstaw by w nie wierzyć, ale jest to sprawa nieweryfikowalna i niepewna (nie mam na myśli żadnego osobowego boga)?
>To zdanie jest sprzeczne. Jeżeli możesz określić p-podobieństwo, to nie możesz napisać, że jest nieweryfikowalna. A jeżeli jest nieweryfikowalna, to nie ma też p-podobieństwa. W pierwszym wypadku jest to agnostycyzm, w drugim ateizm. Jaki ma sens zawieszać osąd, kiedy i tak nie da się sprawy rozstrzygnąć (czyli osąd nie jest możliwy)?
Chyba jednak się mylisz. Podam analogię. Twierdzenie: prawdopodobne jest to, że w przyszłości naukowcy opracują teleportację człowieka. Prawdopodobne? Prawdopodobne. Weryfikowalne? Nie bardzo.

Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.
Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
stilgar (7322 punktów)
>>>Kim jest więc osoba, która uważa, że żadne bóstwo najprawdopodobniej nie istnieje i nie ma podstaw by w nie wierzyć, ale jest to sprawa nieweryfikowalna i niepewna (nie mam na myśli żadnego osobowego boga)?
>>To zdanie jest sprzeczne. Jeżeli możesz określić p-podobieństwo, to nie możesz napisać, że jest nieweryfikowalna. A jeżeli jest nieweryfikowalna, to nie ma też p-podobieństwa. W pierwszym wypadku jest to agnostycyzm, w drugim ateizm. Jaki ma sens zawieszać osąd, kiedy i tak nie da się sprawy rozstrzygnąć (czyli osąd nie jest możliwy)?
>Chyba jednak się mylisz. Podam analogię. Twierdzenie: prawdopodobne jest to, że w przyszłości naukowcy opracują teleportację człowieka. Prawdopodobne? Prawdopodobne. Weryfikowalne? Nie bardzo.

Jak to nie jest weryfikowalne?

Przecież wystarczy poczekać zadany okres i stwierdzić czy wynaleźli czy nie i już masz weryfikacje
m_m_r_e (160 punktów)
>>>>Kim jest więc osoba, która uważa, że żadne bóstwo najprawdopodobniej nie istnieje i nie ma podstaw by w nie wierzyć, ale jest to sprawa nieweryfikowalna i niepewna (nie mam na myśli żadnego osobowego boga)?
>>>To zdanie jest sprzeczne. Jeżeli możesz określić p-podobieństwo, to nie możesz napisać, że jest nieweryfikowalna. A jeżeli jest nieweryfikowalna, to nie ma też p-podobieństwa. W pierwszym wypadku jest to agnostycyzm, w drugim ateizm. Jaki ma sens zawieszać osąd, kiedy i tak nie da się sprawy rozstrzygnąć (czyli osąd nie jest możliwy)?
>>Chyba jednak się mylisz. Podam analogię. Twierdzenie: prawdopodobne jest to, że w przyszłości naukowcy opracują teleportację człowieka. Prawdopodobne? Prawdopodobne. Weryfikowalne? Nie bardzo.
>Jak to nie jest weryfikowalne?
>Przecież wystarczy poczekać zadany okres i stwierdzić czy wynaleźli czy nie i już masz weryfikacje
Ale twierdzenie nie zawiera określenia czasowego (nie licząc przyszłości).

Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.
Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
stilgar (7322 punktów)

>Ale twierdzenie nie zawiera określenia czasowego (nie licząc przyszłości).

Właśnie sie zastanawiam, czy bez określenia czasu można określić prawdopodobieństwo...
Kozak (140 punktów)
>>Ale twierdzenie nie zawiera określenia czasowego (nie licząc przyszłości).
>Właśnie sie zastanawiam, czy bez określenia czasu można określić prawdopodobieństwo...
Nie niemożna określić.
Przykład:
Jutro padną liczby w numerku w lotto 5/13/25/43.
Prawdopodobieństwo trafienia chociażby w jedną z tych liczb jest równe zeru.
O tym czy to prawda, dowiesz się jutro po losowaniu.
Na wszelki wypadek nie skreślaj tych liczb.
Amen.
PS Na wszelki wypadek żyj swobodnie i bez obciążeń grzechu jakiegokolwiek.
stilgar (7322 punktów)
>>>Ale twierdzenie nie zawiera określenia czasowego (nie licząc przyszłości).
>>Właśnie sie zastanawiam, czy bez określenia czasu można określić prawdopodobieństwo...
>Nie niemożna określić.
Na pewno?
>Przykład:
>Jutro padną liczby w numerku w lotto 5/13/25/43.
>Prawdopodobieństwo trafienia chociażby w jedną z tych liczb jest równe zeru.
Czemu miałoby być zerowe?
webmaster (moderator)
Weryfikacja to działanie zmierzające do rozstrzygnięcia prawdziwości lub fałszywości danego zdania. Jeżeli takie działanie jest możliwe, to zdanie jest rozstrzygalne lub przynajmniej można podać p-podobieństwo. Nie jest tu istotne kiedy, ale czy w ogóle się da. W podanym przykładzie się da. W omawianym temacie, zależnie od koncepcji bóstwa, albo się da i wychodzi bardzo mało p-two (lub nawet fałsz) - wtedy ateizm - albo się nie da i wtedy agnostycyzm.
m_m_r_e (160 punktów)
>Weryfikacja to działanie zmierzające do rozstrzygnięcia prawdziwości lub fałszywości danego zdania. Jeżeli takie działanie jest możliwe, to zdanie jest rozstrzygalne lub przynajmniej można podać p-podobieństwo. Nie jest tu istotne kiedy, ale czy w ogóle się da. W podanym przykładzie się da. W omawianym temacie, zależnie od koncepcji bóstwa, albo się da i wychodzi bardzo mało p-two (lub nawet fałsz) - wtedy ateizm - albo się nie da i wtedy agnostycyzm.
Dobrze, a co z taką oto sytuacją. Piotr ogląda zdjęcie swojej narzeczonej. Teza: Piotr myśli teraz najprawdopodobniej o narzeczonej. Prawda? Prawda. Jak jednak to zweryfikujesz, czyli określisz czy Piotr naprawdę o niej myśli? Niekoniecznie więc przy tak oględnym oszacowaniu prawdopodobieństwa teza musi być w jakiś sposób weryfikowalna, bo na określenie swojego poglądu składają się przecież różne przesłanki, niekoniecznie namacalne i bezpośrednie. W przypadku stwierdzenia, że najprawdopodobniej siła sprawcza nie istnieje tą przesłanką jest to, że brak przekonujących na to dowodów, jednak nijak nie da się tej tezy empirycznie udowodnić. Można się wdawać jedynie w logiczne i filozoficzne polemiki, jednak to ostatecznego rozstrzygnięcia nie przyniesie. Twierdzenie w powyższym przykładzie z narzeczoną, że Piotr o niej nie myśli, bo nie ma na to dowodów, jest przecież skrajnie nielogiczne.

Komuniści: Lenin i Stalin źle zinterpretowali nauki Marksa.
Katolicy: Średniowieczny Kościół źle zinterpretował nauki Jezusa.
webmaster (moderator)
>Piotr ogląda zdjęcie swojej narzeczonej. Teza: Piotr myśli teraz najprawdopodobniej o narzeczonej. Prawda? Prawda. Jak jednak to zweryfikujesz, czyli określisz czy Piotr naprawdę o niej myśli?
Są dwa sposoby: spytać go (to też jakaś weryfikacja) albo zbadać aktywność jego mózgu (robiono już takie eksperymenty). Rzecz nie w tym przecież, czy akurat wiemy jak coś sprawdzić, ale w tym, czy w ogóle jest to wykonalne - w przypadku tez metafizycznych nie jest. Brak możliwych dowodów nie świadczy o tym, że taka teza jest fałszywa, ale o tym, że nie ma ona znaczenia.
MarcinK (9189 punktów)
> Rzecz nie w tym przecież, czy akurat wiemy jak coś sprawdzić, ale w tym, czy w ogóle jest to wykonalne - w przypadku tez metafizycznych nie jest. Brak możliwych dowodów nie świadczy o tym, że taka teza jest fałszywa, ale o tym, że nie ma ona znaczenia.

A jak zweryfikować wykonalność takiej weryfikacji? Czy zdanie - prawdopodobnie w przyszłości będziemy podróżować z prędkością światła - jest weryfikowalne? Czy wiemy jak dokonać takiej weryfikacji? Czy kiedykolwiek będziemy wiedzieli? Czy nie zależy to raczej od subiektywnego osądu każdego wypowiadającego się?
Sylwek (15472 punktów)
Weryfikowalne, a ściślej falsyfikowalne jest zdanie "nie da się poruszać szybciej niż światło".
Starczy, że raz komuś się to uda a zdanie to będzie obalone.
MarcinK (9189 punktów)
>Weryfikowalne, a ściślej falsyfikowalne jest zdanie "nie da się poruszać szybciej niż światło".
>Starczy, że raz komuś się to uda a zdanie to będzie obalone.

Być może nie do końca rozumiem - falsyfikowalność zdania "nie da się poruszać szybciej niż światło" jest równoznaczna z udowodnieniem zdania "niemożliwe jest poruszanie się z prędkością równą prędkości światła"?
29-12-2008 01:45 
 Ocena 2 na 2
Sylwek (15472 punktów)
Upraszczając, teoria "zakazująca" latania z prędkością większa od światła jest falsyfikowalna a więc naukowa, ta o tym że może będziemy latać jest metafizyczna bo da się ją co najwyżej potwierdzić, a nigdy obalić.
To oczywiście grube uproszczenie.
MarcinK (9189 punktów)
>Upraszczając, teoria "zakazująca" latania z prędkością większa od światła jest falsyfikowalna a więc naukowa, ta o tym że może będziemy latać jest metafizyczna bo da się ją co najwyżej potwierdzić, a nigdy obalić.
>To oczywiście grube uproszczenie.

Wracając do tematu wątku,

ateista - teorię istnienia/nieistnienia boga można jedynie potwierdzić, nigdy obalić. Dotychczasowa wiedza raczej "dowodzi" brak istnienia boga, prawdopodobieństwo dowiedzenia istnienia/nieistnienia jest bliska zeru więc nie warto wstrzymywać się z osądem.

agnostyk - ze względu na brak możliwości dowiedzenia istnienia/nieistnienia wstrzymuję się z ostatecznym osądem.

Tak bym rozumiał powyższą dyskusję. Jeśli błędnie to proszę o sprostowanie.

Na "dziś" już kończę. Na pewno odezwę się jutro.

Pozdrawiam
29-12-2008 02:25 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Rzeczywiście ateizm ogólnie rozumiany jest teorią filozoficzną nie naukową, to nie ulega wątpliwości. Ale można przedstawić na jego rzecz krytykowalne argumenty.
Podobnie jest z realizmem - nie udowodnimy że jest prawdziwy ale możemy argumentować na jego rzecz.
Zarazem jednak bardziej szczegółowe twierdzenia teistyczne, takie jak bóg jest dobry i wszechmocny... prowadzą do czegoś w rodzaju przewidywań (świat stworzony przez dobrego wszechmocnego boga jest dobry) które w zasadzie można określić jako obalone - w tym sensie hipotezę boga można traktować jako niemetafizyczną, raczej nieprawdziwą hipotezę naukową. Taka argumentacje przedstawia właśnie Dawkins odrzucając twierdzenia jakoby szeroko rozumiane naukowe podejście nie sięgało boga.
diogenes (42753 punktów)
>Jak dla mnie ... "powstrzymuję się od kategorycznych sądów, bo nic na ten temat nie wiadomo".

Jeśli grasz w szachy, to nie grasz w piłkę nożną.
Ustal reguły gry, w którą grasz. Wszelkie inne dywagacje są zwykłym nieporozumieniem.
Podkładam do pieca. Reszta nie jest milczeniem.
Reszta mi wisi.
Kozak (140 punktów)
>>Jak dla mnie ... "powstrzymuję się od kategorycznych sądów, bo nic na ten temat nie wiadomo".
>Jeśli grasz w szachy, to nie grasz w piłkę nożną.
>Ustal reguły gry, w którą grasz. Wszelkie inne dywagacje są zwykłym nieporozumieniem.
>Podkładam do pieca. Reszta nie jest milczeniem.
>Reszta mi wisi.
>
Jeżeli grasz w drużynie katolików to podaj Paetzowi kleryka, a Pawłowiczowi ministranta w pozycji jucznej.
A związek graczy z Sank Polten zatwierdzi wynik.
Amen.
lilija_88 (78 punktów)
Witam!
Według mnie agnostycyzm jest taką troszeczke słabością, natomiast ateizm jest pewny i klarowny. Agnostycyzm zakrawa mi na pewnego rodzaju rezerwę.., dla tych niepewnych osób. Poza tym nie wiem już sama czy słowo ateizm jest odpowiednie..ale to w innym wątku.
Pozdrawiam Lilia
arcus (13 punktów)
Jak już tu stwierdzono nie ma dowodów na istnienie lub nieistnienie Boga. Więc prosto rozumując Ateizm jest wiarą (bez żadnych naukowych dowodów bo ich nie może być), że Boga nie ma. Agnostycyzm jest przekonaniem( opartym na logice), że skoro nie ma dowodów to nie ma co się zastanawiać czy Bóg jest czy go nie ma bo i tak nie jesteśmy w stanie tego zbadać. Tak więc Ateizm i Agnostycyzm są jakby różnymi kategoriami przekonań i chyba nie można ich porównywać. Bo patrząc z innego punktu widzenia np na życie na Marsie. Marsowy ateista powiedziałby:"życia na Marsie nie ma bo nie ma żadnych przesłanek że jest" a marsowy agnostyk powiedziałby: " Nie mam pojęcia czy życie na Marsie jest czy go nie ma bo nie ma żadnych przesłanek by można było to stwierdzić" I jak można te dwa twierdzenia porównać?
Kozak (140 punktów)
>Jak już tu stwierdzono nie ma dowodów na istnienie lub nieistnienie Boga. Więc prosto rozumując Ateizm jest wiarą (bez żadnych naukowych dowodów bo ich nie może być), że Boga nie ma. Agnostycyzm jest przekonaniem( opartym na logice), że skoro nie ma dowodów to nie ma co się zastanawiać czy Bóg jest czy go nie ma bo i tak nie jesteśmy w stanie tego zbadać. Tak więc Ateizm i Agnostycyzm są jakby różnymi kategoriami przekonań i chyba nie można ich porównywać. Bo patrząc z innego punktu widzenia np na życie na Marsie. Marsowy ateista powiedziałby:"życia na Marsie nie ma bo nie ma żadnych przesłanek że jest" a marsowy agnostyk powiedziałby: " Nie mam pojęcia czy życie na Marsie jest czy go nie ma bo nie ma żadnych przesłanek by można było to stwierdzić" I jak można te dwa twierdzenia porównać?
>
A ja wale na każdego boga musztardą skunksa.
I mam w dolnym zwieraczu jego reakcję(mam na myśli kretyna z krzyża, a nie to wspaniałe zwierzę zwane Skunksem ), co mi się powtarza następnym wydalaniem.
No i co???
Wy na to?
29-12-2008 01:37 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Nie wiem czy nie czytałeś mojej argumentacji wcześniej w tym wątku czy uznajesz ją za wadliwą, ale stwierdzenie, że brak dowodów na rzecz jakiejś tezy powinien prowadzić do agnostycyzmu co do tego poglądu skutkuje agnostycyzmem do większości teorii naukowych (brak dowodów - mogą się okazać fałszywe tak jak ateizm), realizmu (brak dowodów - wszystko może nam się śnić) itd...
Agnostycyzm jest postawą nieracjonalną bo przypisuje równy status poznawczy teoriom, które poznawczo wcale równorzędne nie są.
29-12-2008 02:12 
 Ocena 1 na 1
Kozak (140 punktów)
>Nie wiem czy nie czytałeś mojej argumentacji wcześniej w tym wątku czy uznajesz ją za wadliwą, ale stwierdzenie, że brak dowodów na rzecz jakiejś tezy powinien prowadzić do agnostycyzmu co do tego poglądu skutkuje agnostycyzmem do większości teorii naukowych (brak dowodów - mogą się okazać fałszywe tak jak ateizm), realizmu (brak dowodów - wszystko może nam się śnić) itd...
>Agnostycyzm jest postawą nieracjonalną bo przypisuje równy status poznawczy teoriom, które poznawczo wcale równorzędne nie są.
Na jakiej podstawie twierdzisz, że brak jakichkolwiek dowodów na cokolwiek to ateizm.
Wręcz odwrotnie.
Dowód na cokolwiek jest wynikiem myśli lub działania ateistycznej myśli!
Ateizm jest naukowym spojrzeniem na świat.
A nie jakimś tam spojrzeniem poprzez pryzmat skrzywionej soczewki.
To właśnie religia jest i tkwi w komie tej soczewki.
Amen.
arcus (13 punktów)
>Nie wiem czy nie czytałeś mojej argumentacji wcześniej w tym wątku czy uznajesz ją za wadliwą, ale stwierdzenie, że brak dowodów na rzecz jakiejś tezy powinien prowadzić do agnostycyzmu co do tego poglądu skutkuje agnostycyzmem do większości teorii naukowych (brak dowodów - mogą się okazać fałszywe tak jak ateizm), realizmu (brak dowodów - wszystko może nam się śnić) itd...
>Agnostycyzm jest postawą nieracjonalną bo przypisuje równy status poznawczy teoriom, które poznawczo wcale równorzędne nie są.

A dlaczego uważasz, że można stwierdzić, iż te teorie nie są równoważne. Jak można policzyć prawdopodobieństwo prawdziwości którejś z teorii skoro nie ma żadnych dowodów za czy przeciw. W sytuacji gdy mamy do czynienia z twierdzeniami typu:" mój syn będzie miał 3m wzrostu" możemy z wielką dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że ta teza jest nie prawdziwa bo żaden z n miliardów dotąd zrodzonych na ziemi ludzi nie osiągnął takiego wzrostu więc syn pewnie też nie osiągnie ale nie możemy wykluczyć tego. Zauważ, że kilkaset lat temu pomysł przesyłania obrazu i dźwięku on-line między odległymi miejscami był absolutnie abstrakcyjny i pewnie nawet nie rozpatrywany. Ale jak się okazało nie można było tego wykluczyć.
29-12-2008 11:07 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)

>A dlaczego uważasz, że można stwierdzić, iż te teorie nie są równoważne. Jak można policzyć prawdopodobieństwo prawdziwości którejś z teorii skoro nie ma żadnych dowodów za czy przeciw.
To wciąż nie zmienia nic - teorie naukowe, dopóki nie stwierdzimy ich fałszywości są nieskończenie nieprawdopodobne - dlatego że można przedstawić oprócz tego jednego domniemanego stanu świata opisywanego przez daną teorię nieskończenie wiele innych.
Co do reszty podtrzymuję argumentację wcześniejszą - nie ma dowodów na rzecz ateizmu i teizmu, ale istnieje wiele kontrargumentów na rzecz teizmu.
> W sytuacji gdy mamy do czynienia z twierdzeniami typu:" mój syn będzie miał 3m wzrostu" możemy z wielką dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że ta teza jest nie prawdziwa bo żaden z n miliardów dotąd zrodzonych na ziemi ludzi nie osiągnął takiego wzrostu więc syn pewnie też nie osiągnie ale nie możemy wykluczyć tego.
Wbrew pozorom nie możemy wyliczyć żadnego prawdopodobieństwa prawdziwości tej teorii o wzroście - co najwyżej zakładając prawdziwość i poprawność teorii opisującej jaki wzrost osiąga większość ludzi możemy niejako "w jej obrębie" wyliczyć prawdopodobieństwo osiągnięcia takiego a nie innego wzrostu.
>Zauważ, że kilkaset lat temu pomysł przesyłania obrazu i dźwięku on-line między odległymi miejscami był absolutnie abstrakcyjny i pewnie nawet nie rozpatrywany. Ale jak się okazało nie można było tego wykluczyć.
Sam widzisz jak bardzo w błędzie byliby ci, którzy wtedy mylnie sądzili by, że jest teorią bardzo nieprawdopodobną ta o przesyłaniu obrazu i dźwięku.
Podtrzymuję swoją argumentację: są kontrargumenty liczne wobec teizmu, jedyny kontrargument wobec ateizmu, to taki że nie da się udowodnić jego prawdziwości. Ale radzimy sobie z brakiem dowodów na wiele teorii, które mimo to uznajemy za zasadne uważać za prawdziwe - realizm jest przykładem takiej teorii, której też nie da się udowodnić, ale jakoś nie łatwo znaleźć agnostyków co do realności świata - agnostycyzm co do istnienia boga u kogoś kto mieni sie racjonalistą jest dla mnie objawem irracjonalnych pozostałości po ukrywanej i wypierane ale jednak nie wypartej do końca wierze.
Pozdrawiam
Pozdrawiam.
29-12-2008 19:01 
 Ocena 1 na 1
arcus (13 punktów)
Pozwolę sobie być wyjątkiem, gdyż jestem zarówno agnostykiem w kwestii istnienia Boga jak i realności świata. Skoro nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy w ogóle istnieje materia( fizykcy rozkładają substancje świata na coraz to bardziej drobne cząsteczki i nie ma żadnej pewności czy na końcu nie okaże się, że wszystko jest energią) to jak można stwierdzić, ze istnieje coś takiego jak byt. Nie wiemy czym jest wszechświat, "gdzie jest" i tym bardziej czy w ogóle "jest". Dlatego pozwolę sobie uznawać za tak samo prawdopodobne, że real istnieje albo nie istnieje.
Jeśli chodzi o jak to byłeś uprzejmy określić: dowody orzeciw teizmowi. To ja bardzo proszę o jakieś przykłady( nie oparte na wierze że ateizm is cool)
29-12-2008 19:19 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Argumenty przeciw teizmowi:
-nie ma żadnego wyjaśnienia dla tak nieskończenie skomplikowanej istoty - robi on rzeczy niezwykle złożone (na przykład jest zawsze i wszędzie i do tego jest wszystkiego świadoma co wydarzyło się gdziekolwiek i kiedykolwiek) - a wszystkie złożone znane nam byty powstały drogą ewolucji z bytów mniej złożonych. Nie mamy żadnego wyjaśnienia skąd miałby wziąć się bardziej złożony niż cokolwiek innego bóg na samym początki.
-trudno uznać obraz boga z biblii za spójny - ma to być nadmądra i naddobra inteligencja, ale nade często zachowuje się jak skończony debil, egocentryk i psychopata.
-ewentualni inni bogowie innych religii maja swoje grzeszki, zawsze są wyolbrzymioną karykaturą człowieka.
-bóg ma być poza czasem i przestrzenią. Trudno pojąć jak cokolwiek co miałoby być osobą w zrozumiałym dla nas sensie mogło zamieszkać w takim miejscu.
-bóg ma być dobry i wszechmogący i jednocześnie ma być autorem tego oto świata. Trudno jednak pojąc by ten świat mógł mieć takiegoautora.
- jest to kwestia gustu, ale bóg jest niesmaczny

Pozdrawiam i podkreślam - to dowody przeciwko dobremu, prostemu bogu będącemu rzekomo wszechmocnym stwórcą wszechświata - taki bóg "pociąga" pewne konsekwencje które możemy sprawdzić rozglądając się dookoła i stwierdzić że nie bardzo je widać, a co za tym idzie hipoteza takiego boga jest nieprawdziwa. Ale hipotezę tą teiści często ad hoc zmieniają i dopasowują do faktów - zmieniają ja jednak w ten sposób w czczą metafizykę na która nie warto tracić choćby chwili czasu.
arcus (13 punktów)
arcus: pozwolę sobie delikatnie się nie zgodzić z kilkoma z poniższych argumentów.
>Argumenty przeciw teizmowi:
>-nie ma żadnego wyjaśnienia dla tak nieskończenie skomplikowanej istoty - robi on rzeczy niezwykle złożone (na przykład jest zawsze i wszędzie i do tego jest wszystkiego świadoma co wydarzyło się gdziekolwiek i kiedykolwiek) - a wszystkie złożone znane nam byty powstały drogą ewolucji z bytów mniej złożonych. Nie mamy żadnego wyjaśnienia skąd miałby wziąć się bardziej złożony niż cokolwiek innego bóg na samym początki.
arcus: Po pierwsze ograniczasz istotę Boga do osoby prezentowaniej przez Chrześcijaństwo czy Judaizm. Boga pełnego sprzeczności, nielogiczności i okrucieństwa. A przecież istnieje wiele wiele innych óstw i ich obraz jest znacznie bardziej prosty i logiczny. Po drugie Odwołujesz się do procesu ewolucji na ziemi a przecież Bóg czy bogowie mogą być finalnym wytworem procesu ewolucji zachodzącego zupełnie w innej części wrzechświata.
>-trudno uznać obraz boga z biblii za spójny - ma to być nadmądra i naddobra inteligencja, ale nade często zachowuje się jak skończony debil, egocentryk i psychopata.
arcus: no cóż nie każdy jest doskonały
>-ewentualni inni bogowie innych religii maja swoje grzeszki, zawsze są wyolbrzymioną karykaturą człowieka.
arcus: chyba nie można utożsamiać istoty Boga z wizerunkiem jaki tworzą sobie o nim ludzie.
>-bóg ma być poza czasem i przestrzenią. Trudno pojąć jak cokolwiek co miałoby być osobą w zrozumiałym dla nas sensie mogło zamieszkać w takim miejscu.
arcus: dla ludzi w średniowieczu nie było by do zrozumienia gdzie znajduje się wizerunek przedstawiający ich kozę w postaci podróżujacego między dwoma telefonami mmsa ( czy pliku jpg)
>-bóg ma być dobry i wszechmogący i jednocześnie ma być autorem tego oto świata. Trudno jednak pojąc by ten świat mógł mieć takiegoautora.
arcus: Znając życiorysy i upodobania wielu wielkich mistrzów malarstwa nigdy byśmy nie podejrzewali że zostawią wielkie dzieła. Widząc dzieło niewiele można powiedzieć o jego twórcy.
>- jest to kwestia gustu, ale bóg jest niesmaczny
arcus: niestety rzadko jadam bogów więc ciężko mi się wypowiedzieć
>Pozdrawiam i podkreślam - to dowody przeciwko dobremu, prostemu bogu będącemu rzekomo wszechmocnym stwórcą wszechświata - taki bóg "pociąga" pewne konsekwencje które możemy sprawdzić rozglądając się dookoła i stwierdzić że nie bardzo je widać, a co za tym idzie hipoteza takiego boga jest nieprawdziwa. Ale hipotezę tą teiści często ad hoc zmieniają i dopasowują do faktów - zmieniają ja jednak w ten sposób w czczą metafizykę na która nie warto tracić choćby chwili czasu.
arcus: teizm czy wiarę można potraktować jako szukanie odpowiedzi na pytania które w standartowy sposób nie dają sie wyjaśnić. Dlatego wraz z rozwojem wiedzy i doświadczenia zmieniają się zarówno pytania jak i odpowiedzi.
pozdrawiam
29-12-2008 21:05 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
Jak już mówiłem, można modyfikować teorię boga tak by stała się w pełni odporna na przedstawione zarzuty. Można jej nadać postać "gdzieś, coś tam jest czego nie wiemy i nazwijmy to bogiem". Wtedy rzeczywiście sam siebie nie nazwę ateistą. Tyle że nie czuję potrzeby takiej ekwilibrystyki - prawdziwych bogów chociaż jest wiele w różnych kulturach, to jednak skończona ilość i maja, jakieś już określone cechy. I myślę że wobec każdego z nich rozsądna postawą jest ateizm.

Pozdrawiam.
atre (971 punktów)

>Dochodzę powoli do wniosku, że w materii metafizycznej (która oczywiście może istnieć lub nie, ale tego nikt nie udowodni, tak jak idei multiwersum) nie można się opierać na naukach przyrodniczych z jednego podstawowego względu - one się nią nie zajmują.

Co do metafizyki to najpierw poczytaj na ten temat:

ptta.pl/pef/pdf/m/metafizyka.pdf
m_m_r_e (160 punktów)
Słowa metafizyka użyłem w znaczeniu rozmyślania na temat tego, co niepoznawalne i niedostępne zmysłom i doświadczeniu, a nie dyscypliny filozoficznej.

Zakneblowali usta demokracji, zamknęli ją w willach, obsypali złotem, a potem nazwali to wyborem - tyrania większości.
atre (971 punktów)
>Słowa metafizyka użyłem w znaczeniu rozmyślania na temat tego, co niepoznawalne i niedostępne zmysłom i doświadczeniu, a nie dyscypliny filozoficznej.
>
Zakneblowali usta demokracji, zamknęli ją w willach, obsypali złotem, a potem nazwali to wyborem - tyrania większości.


Metafizyka, czy też po prostu "filozofia pierwsza" bo tak właściwie nazwał ją Arystoteles, a nie meta-fizyką, nie docieka istnienia "duchów". Wszystko w metafizyce jest poznawalne, ponieważ wynika z poznania realnego bytu. Nie myl metafizyki z teologią. To jednak Arystoteles(a nawet Platon po części) doszli do absolutu... którego idea kłóciła się z ówczesnym pojmowaniem religii... i była wówczas wyrazem ateizmu. A co jest nim dzisiaj? Dzisiaj ateizm jest sprzeczny z rozumem, ponieważ zaprzecza absolutowi. Nie jest jednak sprzeczny z rozumem, jeśli traktować go tylko jako niewiarę. Mamy prawo nie wierzyć. Wiara jest wiarą w objawienie. Niewiara niewiarą w objawienie. To wszystko.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>multiwersum

Wiara w mutliwersum nie usprawiedliwia agnostycyzmu, przynajmniej tak obojętnie pojmowanego

>powstrzymuję się od kategorycznych sądów

Jestem ateistą, bo nie powstrzymuję się od kategorycznych osądów. Jako ateista sądzę, że wychowanie religijne jest złem - demoralizuje dzieci i wychowuje ich na głupców.

Nie obchodzą mnie dowody na nieistnienie nieistniejącego ani tym bardziej dowody agnostyków, że nie istnieją dowody na nieistnienie nieistniejącego. Takie zabawy logiczne są dobre dla licealistów.

Nie obchodzi mnie źródło tych wartości - czy płyną one od Boga, kapłana, szaleńca czy oszusta - bo ważniejsze jest dla mnie, żeby przeciwstawić się złu w tej odwiecznej walce dobra ze złem - na tym wg mnie polega ateizm. Nie na ględzeniu o nieistniejących dowodach, ale na punktowaniu wiary religijnej - jak bokser punktuje lewym prostym - w jaki sposób wiara religijna prowadzi do zła.

Agnostycyzmu nie lubię, gdyż kojarzy mi się z obojętnością i wiarą w Boga na wszelki wypadek. Sam fakt, że słowo "agnostyk" stosowane jest do osób religijnych, a nie do osób niewierzących w krasnoludki czy duchy, pokazuje, że agnostycy inaczej traktują Boga a inaczej np. dżina w butelce. W agnostycyzmie jest coś śliskiego, szczególnie w Polsce, gdy człowiek stając w obliczu dobra i zła mówi (?): "jestem neutralny, bo nie mam dowodów, że ta butelka NAPRAWDĘ jest pusta - nie chcę drażnić dżina, Rydzyka ani jego wyznawców".

doku
Kozak (140 punktów)
>>multiwersum
>Wiara w mutliwersum nie usprawiedliwia agnostycyzmu, przynajmniej tak obojętnie pojmowanego
>>powstrzymuję się od kategorycznych sądów
>Jestem ateistą, bo nie powstrzymuję się od kategorycznych osądów. Jako ateista sądzę, że wychowanie religijne jest złem - demoralizuje dzieci i wychowuje ich na głupców.
>Nie obchodzą mnie dowody na nieistnienie nieistniejącego ani tym bardziej dowody agnostyków, że nie istnieją dowody na nieistnienie nieistniejącego. Takie zabawy logiczne są dobre dla licealistów.
>Nie obchodzi mnie źródło tych wartości - czy płyną one od Boga, kapłana, szaleńca czy oszusta - bo ważniejsze jest dla mnie, żeby przeciwstawić się złu w tej odwiecznej walce dobra ze złem - na tym wg mnie polega ateizm. Nie na ględzeniu o nieistniejących dowodach, ale na punktowaniu wiary religijnej - jak bokser punktuje lewym prostym - w jaki sposób wiara religijna prowadzi do zła.
>Agnostycyzmu nie lubię, gdyż kojarzy mi się z obojętnością i wiarą w Boga na wszelki wypadek. Sam fakt, że słowo "agnostyk" stosowane jest do osób religijnych, a nie do osób niewierzących w krasnoludki czy duchy, pokazuje, że agnostycy inaczej traktują Boga a inaczej np. dżina w butelce. W agnostycyzmie jest coś śliskiego, szczególnie w Polsce, gdy człowiek stając w obliczu dobra i zła mówi (?): "jestem neutralny, bo nie mam dowodów, że ta butelka NAPRAWDĘ jest pusta - nie chcę drażnić dżina, Rydzyka ani jego wyznawców".
>
doku

I tu się z tobą zgadzam w całej rozciągłości jak rzekł nieszczęśnik rozciągany na stole tortur świętego inkwizytora, który chciał potwierdzenia swej głębokiej wiary.
Amen.
19-01-2009 09:36 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
Witam Szanownych Dyskutantów,
jestem nowy na forum, pozdrawiam wszystkich Racjonalistów i cieszę się że mogę znaleźć się w tym Doborowym Towarzystwie podobnie myślących ludzi

Co do głównego wątku to prezentuję następujące podejście:
1. Agnostycyzm sensu stricte - jest szereg fundamentalnych barier uniemożliwiających zbadanie Wszechświata i teoretycznie nie można nic wykluczyć. Temat można długo rozwijać.
2. Ateizm w praktyce - istnienie Boga(ów) jest po prostu skrajnie nieprawdopodobne, a już wybranie jednej koncepcji Boga i trzymanie się jej kurczowo - skrajnie NIERACJONALNE.

>..."jestem neutralny, bo nie mam dowodów, że ta butelka NAPRAWDĘ jest pusta - nie chcę drażnić dżina, Rydzyka ani jego wyznawców".

Kozak - zgadzam się, że brak odwagi osobistej skazuje nas "odstępców" na margines.
machejno (761 punktów)

>Nie obchodzi mnie źródło tych wartości - czy płyną one od Boga, kapłana, szaleńca czy oszusta - bo ważniejsze jest dla mnie, żeby przeciwstawić się złu w tej odwiecznej walce dobra ze złem - na tym wg mnie polega ateizm. Nie na ględzeniu o nieistniejących dowodach, ale na punktowaniu wiary religijnej - jak bokser punktuje lewym prostym - w jaki sposób wiara religijna prowadzi do zła.

Mocne to stwierdzenia, ale dość ryzykowne społecznie.
Myślę, ze w aktualnym świecie, najbardziej racjonalnym zachowaniem jest akurat zachowanie nie ateistyczne. Wiem, ze zaraz ktoś wytknie, że to oportunizm, merkantylizm, czy jeszcze jakiś inny -izm. Człowiek jako istota społeczna, którą nie obchodzi co robią inni w pewien sposób albo wyłącza się z tej społeczności, albo stawia się ponad nią.
Ateizm jest dobry tylko dla tego, kto przyjmuje go swoim rozumem, jeżeli ktoś w życiu swoim ma inne priorytety niż rozum - zważ - rozumowego argumentu nie przyjmie jako najmocniejszego. (A ateistów z wyznania boję się bardziej niż zgąbczenia mózgu).
To zdecydowane przeciwstawienie się skutkować będzie wzrostem zainteresowania działalnością magów, kapłanów i innych świętych.
I straszno mi słuchać iż wiara religijna (to troszkę tautologia) prowadzi tylko do zła. Sam choć uważam się za ateistę, doceniam wkład wszystkich religii będących w Europie w przeszłości. Bo dzięki nim osiągnęliśmy ten stan, który dziś można nazwać wolnością. Można na chrześcijaństwie wieszać psy (bo jest za co), ale warto docenić wkład ludzi, którzy mając znacznie mniejszą wolność niż my dzisiaj, potrafili zbudować podstawy pod współczesny ateizm. Warto docenić judaizm, który stał się podwaliną prawa własności indywidualnych osób.
OK, ale w tytule pytanie jest o pogląd, nie o postawę. Tedy rozumiem, że to nie to samo.
Pozdrowienia
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Mocne to stwierdzenia, ale dość ryzykowne społecznie.

Co to znaczy "ryzykowne społecznie"?

>doceniam wkład wszystkich religii będących w Europie w przeszłości. Bo dzięki nim osiągnęliśmy ten stan, który dziś można nazwać wolnością.

Ja inaczej postrzegam historię w tym aspekcie. Wdzięczność mam dla tych, którzy walczyli przeciwko religiom. Wolność dali nam Holendrzy, dzięki wygranej wojnie z Filipem II

doku
machejno (761 punktów)

>Co to znaczy "ryzykowne społecznie"?

Ja użyłem zwrotu tego w następującym sensie:
Twierdzenie, że religie są źródłem zła (jedynym?) może doprowadzić do załamania się więzów gwarantujących społeczeństwom poprawne funkcjonowanie. Próby wyeliminowania religii z systemu utrwalającego więzi społeczne były już podejmowane i skutki były zdecydowanie opłakane. (Nie wdaję się tu w analizę przyczyn.)
Może to kwestia mojego wieku (pokolenia), ale osoba twierdząca, że religia jest źródłem zła - moim zdaniem - nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia jakie niesie dla społeczeństwa, odrzucenie jakiejkolwiek religii metodą utożsamienia jej z źródłem zła. To prawie jakbym słuchał Dzierżyńskiego.
Ergo: "ryzykowne społecznie" = grożące zniszczeniem istotnych dla funkcjonowania społeczeństw więzi.

>Ja inaczej postrzegam historię w tym aspekcie. Wdzięczność mam dla tych, którzy walczyli przeciwko religiom. Wolność dali nam Holendrzy, dzięki wygranej wojnie z Filipem II

Zważ, jednak, że bardzo wielu z tych którzy walczyli przeciw religii, sami owej religii w jakiś sposób zawdzięczali swą mądrość, umożliwiającą sprzeciw wobec niej.
Taka "waleczność" sprzyja raczej umacnianiu władzy religijnej niżeli jej osłabianiu. Co ciekawe, bardzo często najgorliwszymi "zwalczaczami" religii są wcześniejsi jej propagatorzy.
Neofityzm i zawziętość idą często razem.
I o ile wiem Holendrzy walcząc z Filipem walczyli z katolikiem, pragnącym zwierzchnictwa papieża nad monarchią nie w imię ateizmu, a w imię kalwinizmu, który bądź co bądź był też systemem religijnym.
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Zależy to też od tego, czy rozważa się istnienie/nieistnienie obiektu/istoty, na której istnienie sami "wpadliśmy" i zastanawiamy się, czy to jest prawdopodobne, czy nie, czy bierze się pod uwagę chrześcijański obraz boga, wszystkie rzeczy mówione nam w dzieciństwie jako prawda absolutna, której kwestionować się nie powinno. Najlepiej przez chwilę "wyjść" poza podziały wiara/nauka i zastanowić się nad tym samemu. Coś na zasadzie "wstań i popatrz jak siedzisz" ;P
Jeśli bierzemy pod uwagę fakt, że "mamy do czynienia z czymś, czego nie da się zbadać dostępnymi metodami" albo to coś "wykracza poza świat materialny" Prawdą jest, że ANI nie możemy powiedzieć, że to coś jest, ANI, że na pewno tego nie ma. Ale najlepiej dojść do tego samemu, a nie "być nauczonym", że "Bóg istnieje"/"Bóg nie istnieje". Więc jeśli nie możemy stwierdzić, czy coś jest/czegoś nie ma to po co sobie zawracać tym głowę?
Przy tym przykładzie bardziej racjonalny jest Agnostycyzm. No ale co jeśli każdy mówi, że bóg jest, bóg jest taki, siaki, owaki, a nam w dalszym ciągu coś nie pasuje? Jedna zębatka nie zahacza o drugą i cały mechanizm się wali. Więc jeśli pomimo awarii i tak nam mówią, że jest tak, a nie inaczej, to wiele osób mówi, że po prostu w takie "brednie" nie wierzy. Mówi, że jest Ateistą.

Kiedyś byłam bardziej agnostykiem, no ale jeśli z istnieniem boga wiąże się łażenie po świątyniach, śpiewanie dziwnych pieśni (zastanawiał się ktoś kiedyś nad treścią mszy?), opłacanie kapłanów, a co najgorsze odrzucenie nauki, bo nie pasuje ona do wcześniej ustalonych wytycznych to ja już wolę w nic nie wierzyć, nie oddawać kultu niczemu ani nikomu, po prostu być sobą, cieszyć się życiem

I zazwyczaj nie obchodzi mnie, czy ktoś podciera się lewą, a nie prawą ręką, bo taki jest nakaz, czy 5 razy dziennie piję kawę z automatu i traktuje to jako powinność (bo tak, i już ;P ), ale jeśli ktoś wchodzi na moje terytorium, depcze je sobie i uważa, że może, bo jestem mniejszością "wyznaniową", a taki a nie inny obiecał tej osobie za to nagrodę to puszczają mi nerwy...
Zella (1321 punktów)
>Agnostycyzm pokładamniejszą wiarę w zdolności poznawcze człowieka i ograniczone zaufanie w naukę. Jak dla mnie uczciwym podejściem w tej kwestii jest stwierdzenie "powstrzymuję się od kategorycznych sądów, bo nic na ten temat nie wiadomo"<.
.
Skoro agnostyk ma wątpliwości w stosunku do potęgi nauki, to proszę Cię, uczciwie wątpiący nazywaj siebie agnostykiem.Zapomnij o ateiście! Niedawno obchodzono 150 lecie powstania teorii ewolucji. Dziedzictwo Darwina wzbogacono przez prawie 150 lat wieloma dowodami ewolucyjnego rozwoju przyrody z człowiekiem na czele. Ci którzy nie są zwolennikami darwinizmu określają się kreacjonistami. Jeżeli jesteś osobnikiem męskim to miej na uwadze, że naukowcy badaniami uzasadnili ,że przewaga osobników męskich , upośledza znacznie potencjał rozrodczy i pogarsza rokowania dla niewielkich populacji. A jeżeli stanie się tak i z nami ludźmi ,Mężczyzno! Udowodnione twierdzenie w matematyce daje tzw. pewnik. Jesteś więc na pewno agnostykiem!

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365