 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 25-10-2005 01:03 | V0lrath (3440 punktów) | Czemu biblia? | Wierzący Katolicy bardzo często powołują się na autorytet Biblii jako słowa Bożego, objawionego. Mnie interesuje czemu akurat Biblia - co wyróżnia Biblię (poza tym, że wychowywani jesteśmy/byliśmy [ja też byłem] w tej akurat religii) spośród innych świętych ksiąg, czemu Katolicy uważają właśnie ją za świętą, a nie na przykład Wedy, Dhammapadę, Tao Te Ching, Adi Granth, Zend-Awestę, Koran, Torę, Akilattirattu Ammanai, Kitáb-i-Aqdas czy Zhuan Falun ( Zhuan Falun w pdf)? W czym one są gorsze i dlaczego nie one? Ja jak na razie widzę zamknięte koło - Boga uzasadnia się Biblią (że z niej dowiadujemy się o Bogu), a Biblię Bogiem (że opowiada o jedynym, najwyższym, itd. Bogu). | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| inhet (1073 punktów) | Co w tym skomplikowanego? Dla katolików - zreszta i innych chrześcijan - Biblia jest swięta, gdyż tę świętość im wdrukowano za młodu do głów. Pozostałe wymienione przez ciebie księgi są zupełnie w ten sam sposób święte dla wyznawców odpowiednich religii.
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
|
|
 | | Oless (982 punktów) | >Wierzący Katolicy bardzo często powołują się na >autorytet Biblii jako słowa Bożego, objawionego. >Mnie interesuje czemu akurat Biblia - co wyróżnia Biblię > spośród innych świętych ksiąg, czemu >Katolicy uważają właśnie ją za świętą, a nie na przykład >Wedy, Dhammapadę, Tao Te Ching, Adi Granth, Zend-Awestę, >Koran, Torę, Akilattirattu Ammanai, Kitáb-i-Aqdas czy Zhuan >Falun? W czym one są gorsze i dlaczego nie one?
Ogólnie wszyscy chrześcijanie traktują Biblię jako Słowo Boże. Myślę że to trochę jak z ulubioną książką. Jeśli ktoś lubi Trylogię Sienkiewicza to ciężko mu mówić dlaczego nie uwielbia trylogii innych autorów. Po prostu ta jedna do nich trafia. Gdyby w jakiś sposób do nich nie trafiała nie byliby wierzący.
Prawdą jest że w większości przypadków jest to sprawa pewnej tradycji ale.. coraz więcej wierzących jest wyedukowanych w apologetyce czyli właśnie w próbie odpowiedzi na pytanie dlaczego wierzę w Biblię a nie w Dhammapadę. Podkreśla się rzetelność hisoryczną, proroctwa,takie tam różne i właśnie różnice z innymi księgami. Próbą odparcia takich pytań jest np. artykuł na Panoramie Religii : religie.panoramainternetu.pl/religie.html?catid=|4|1|14|1|&rb=cs_article&id=990
Przekonany jestem że większość ludzi wierzących najpierw doszła do wiary jako takiej a dopiero potem w sposób naturalny zwrócili się do Biblii , Pisma Świętego naszej cywilizacji Zachodu.
Zastanawiam się z ciekawości czemu pytasz o to akurat na forum Racjonalistów ? Wydaje mi się że człowiek wierzący przynajmniej początkowo o to nie pyta. Jest to raczej pytanie Ateisty: skoro wszystkie Pisma mało sie różnią i nie zadowalają mnie to czemu miałbym przestać byc ateistą?
Znamienne ale jak mało musiałobyc przypadków w których do wiary doprowadza stanięcie przed argumentami nie do obalenia. Raczej jest to sprawa pewnej mistyki nawrócenia. Podobno religie zawsze będą istniały jako wyraz nieodpartej wiary ludzi w sens istnienia.
|
|
|  | | Przemek K. | Nie odzywałbym się, ale zerknąłem na link.
>Prawdą jest że w większości przypadków jest to sprawa pewnej tradycji ale.. >coraz więcej wierzących jest wyedukowanych w apologetyce czyli właśnie w próbie odpowiedzi na pytanie dlaczego wierzę w Biblię a nie w Dhammapadę. >Podkreśla się rzetelność hisoryczną, proroctwa,takie tam różne i właśnie różnice z innymi księgami. >Próbą odparcia takich pytań jest np. artykuł na Panoramie Religii : >religie.panoramainternetu.pl/religie.html?catid=|4|1|14|1|&rb=cs_article&id=990
Jeśli tak ma wyglądać edukacja, to źle wróżę przyszłości religii..
Oczywiście ISTNIEJĄ wierzący, któzy znają się na Biblii. Ale ten link, to akurat nie taki przypadek...
|
|
| |  | | Oless (982 punktów) | Tak, tekst może nie jest najwyższych polotów ale chodziło mi o przykład.
|
|
| | |  | | Przemek K. | >Tak, tekst może nie jest najwyższych polotów ale chodziło mi o przykład.
Jako przykład katolika-znawcy Biblii wskazałbym raczej na Świderkównę, choć ona nigdy nie stara się dowodzić wyższości Biblii nad Koranem powiedzmy.
A przedstawiony tekst jest po prostu dziwny. Czasami zdradza, że ktoś szukał, szperał, ale z drugiej strony tym poszukiwaniom towarzyszy kompletny brak orientacji w temacie... Mnie tu zupełnie rozłożyło porównanie liczby zachowany rękopisów. Z jednej strony mamy dokładne dane liczbowe. Z drugiej strony, ktoś w tej całej swojej orientacji nie ma pojęcia, iż pisząc o tekstach "popularnych" zwyczajnie szerzy nieprawdę, bo w krytycznym okresie (czyli w średniowieczu, jeszcze przed wynalezieniem druku, ale już w czasach, z których docierają do nas źródłowe rękopisy dość obficie), literatura świecka autorów pogańskich niemal nie była znana.
|
|
|  | | V0lrath (3440 punktów) | >Ogólnie wszyscy chrześcijanie traktują Biblię jako Słowo Boże.
Zgadzam się. Ale to nie jest wtedy uzasadnienie - to jest tautologia (w uproszczeniu bycie chrześcijaninem jest równoważne traktowaniu Biblię jako Słowo Boże). Gdyby wierzyli w Dhammapadę to byliby buddystami.
Ciekawi mnie jednak uzasadnienie. Przy czym zapytanie skierowałem do chrześcijan - dla skupienia uwagi oraz zawężenia do najliczniej reprezentowanej w Polsce religii, ale mógłbym bardziej ogólnie.
>Myślę że to trochę jak z ulubioną książką. >Jeśli ktoś lubi Trylogię Sienkiewicza to ciężko mu mówić dlaczego nie uwielbia trylogii innych autorów. Po prostu ta jedna do nich trafia. >Gdyby w jakiś sposób do nich nie trafiała nie byliby wierzący. >Prawdą jest że w większości przypadków jest to sprawa pewnej tradycji ale.. >coraz więcej wierzących jest wyedukowanych w apologetyce czyli właśnie w próbie odpowiedzi na pytanie dlaczego wierzę w Biblię a nie w Dhammapadę. >Podkreśla się rzetelność hisoryczną, proroctwa,takie tam różne i właśnie różnice z innymi księgami.
Różnice są. Ale sytuacja jest symetryczna - w analogiczny sposób buddysta, muzułmanin czy inny wyznawca będzie starał się uzasadnić swój wybór księgi. Skoro podobnymi argumentami można uzasadniać wiele różnych wyborów, to znaczy, że uzasadnienie jest efektem kwestii gustu/tradycji uzasadniającego, a nie jakiś przesłanek bardziej obiektywnych.
>Przekonany jestem że większość ludzi wierzących najpierw doszła do wiary jako takiej a dopiero potem w sposób naturalny zwrócili się do Biblii , Pisma Świętego naszej cywilizacji Zachodu.
Ja myślę, że od początku wychowania w religii towarzyszy ta, a nie inna religijna tradycja. Tak było w końcu w moim przypadku i w innych, jakie obserwowałem. Prawie nigdy (zdarza się to rzadko) nie jest tak, że ktoś gdy jest dojrzały zaczyna świadomie szukać, poznaje różne religie i wybiera.
>Zastanawiam się z ciekawości czemu pytasz o to akurat na forum Racjonalistów ?
Bo oprócz racjonalistów jest tu także pewna liczba wierzących. Poza tym to pytanie nasunęło mi się podczas czytania dyskusji o Bogu i uzasadnieniu wiary w niego - po prostu zaciekawiło mnie to, że Bóg jest uzasadniany między innymi Biblią i jej świadectwem, a Biblia Bogiem (robi się koło).
>Wydaje mi się że człowiek wierzący przynajmniej początkowo o to nie pyta.
Ja nie jestem wierzący.
>Jest to raczej pytanie Ateisty: skoro wszystkie Pisma mało sie różnią i nie zadowalają mnie to czemu miałbym przestać byc ateistą?
Może i też, ale nie tylko to. Po prostu dziwi mnie to, że w dyskusji często takie "samouzasadniające" się koło (Bóg uzasadnia Biblię, a trochę dalej świadectwa Biblii Boga) przechodzi bez echa. Może jednak źle na to patrzę lub nie rozumiem - dlatego postanowiłem założyć wątek na ten temat.
>Podobno religie zawsze będą istniały jako wyraz nieodpartej wiary ludzi w sens istnienia.
Ja jak na razie sens istnienia znajduję między innymi w poszukiwaniu sensu istnienia (ale nie tylko). Przy czym staram się szukać bez irracjonalności ani myślenia magicznego czy mistycznego - gdyż uważam, że nie tędy droga.
Może jestem jakiś dziwny, ale wolę zagadkę i jej rozwiązywanie, zastanawianie się nad nią, niż wybranie sobie "możliwego" jak na obecny stan wiedzy (choć mało prawdopodobnego i nie w każdej wersji możliwego - tylko w tych niesprzecznych logicznie) rozwiązania i udawanie, że jest na pewno poprawne.
|
|
| |  | | Przemek K. | >Zgadzam się. Ale to nie jest wtedy uzasadnienie - to jest tautologia (w uproszczeniu bycie chrześcijaninem jest równoważne traktowaniu Biblię jako Słowo Boże). Gdyby wierzyli w Dhammapadę to byliby buddystami.
Jak to było? -- Rabin z naszej wsi, co noc rozmawia z samym Bogiem? -- A skąd to wiesz? -- Powiedział mi! -- Wierzysz mu? -- Tak! -- Dlaczego? -- Bo musi być godny zaufania, skoro co noc rozmawia z samym Bogiem!
Wiara jest sama dla siebie uzasadnieniem -- to brzmi jak tautologia i z logicznego punktu widzenia nią jest; ale chodzi mi o to, że wiara nie wymaga dowodów dla wierzącego. Tym się różni wiara od wiedzy.
Natomiast Biblia funkcjonuje jako argument w wielu dyskusjach. Tutaj jednak zaufanie pokładane w Biblii jest pochodną wiary. Oczywiście, są tacy ludzie, którzy wierzą we wszystko co jest napisane... Albo zapewne i tacy, których w młodości nauczono cenić Biblię i do dziś na niej opierają swoją wiarę. Ale prawdziwsza odpowiedź w tym ostatnim przypadku byłaby prawdopodobnie taka, że "wierzą" z przyzwyczajenia.
|
|
| | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >Wiara jest sama dla siebie uzasadnieniem -- to brzmi jak tautologia i z logicznego punktu widzenia nią jest; ale chodzi mi o to, że wiara nie wymaga dowodów dla wierzącego. Tym się różni wiara od wiedzy.
Tak, wiem.
W tym jednak rzecz, że czasem w dyskusjach istnienie Boga uzasadnia się świadectwem Biblii, a świadectwo Biblii uzasadnia się natchnieniem przez Boga (podobne koło, jak w żarcie z rabinem - i to czasem w jednym wątku rozumowania). Interesuje mnie czym jest uzasadnione takie "argumentowanie" (poza wiarą - bo skoro to ma być argument w dyskusji z kimś, kto nie wierzy i ma przekonać kogoś nie przyjmującego takiego "koła" na wiarę, to powinno być inne uzasadnienie, niż takie "zapętlenie").
|
|
| Totus (1201 punktów) | >Mnie interesuje czemu akurat Biblia - co wyróżnia Biblię Odpowiadam polemizując (tylko tu) z: imam Tomasz Miśkiewicz, Przewodniczący Rady Imamów MZR w RP : >W imię Allaha Miłosiernego Litościwego ? >Św. Koran mówi: >"Bóg mógł was wszystkich połączyć pod jedną wiarą, lecz chciał doświadczyć, czy >będziecie posłuszni różnym jego przykazaniom. Starajcie się wszyscy czynić dobro, gdyż >wszyscy powrócicie do Niego, a On ukaże błędy wasze." --Interesujący eksperyment, a może realny konflikt wewnętrzny jednostki ludzkiej typu: racjonalizm vs empiryzm?// >W imię sprawiedliwości, tolerancji i wzajemnej miłości spójrzmy na wszelkie zło na >świecie oczami ludzi pokoju. Doprowadźmy, aby wszystkie waśnie, które pozostały nam >jeszcze - wygasły. Niech zapanuje sprawiedliwość na ziemi, a w jego wyniku braterstwo, >miłość i pokój. --Znacie kogoś sprawiedliwego, tolerancyjnego i odwzajemniającego miłość? Czy są to ludzie pokoju? Czy życzenie imama nie jest racjonalne? Do kogo zwraca się imam?// >Allah rzekł w Koranie: >"Niechaj jeden lud nie wyśmiewa się z innego, albowiem tamten może być od niego >lepszy. O ludzie! Oto stworzyliśmy was z mężczyzny i kobiety. Uczyniliśmy was ludami i >plemionami abyście się wzajemnie poznawali. --Znowu eksperyment.// >Zaprawdę najbardziej szlachetny spośród was, w obliczu Boga jest ten, który jest bardziej >bogobojny i sprawiedliwszy." --Czyli który mułła?// >Muzułmanie polscy modlą się, aby sprawiedliwość, pokój i miłość panowały w naszej >ojczyźnie i na całym świecie. --A jak świadczą czynem tej gorliwej modlitwie? Skąd wiedzą jak się modlić?// >Módlmy się za słabe narody, wycieńczone i niszczejące w głodzie i chorobach, nękane >przez zło świata, aby mogły budować własne kraje w działaniu o pokój i sprawiedliwość. --Najlepiej na ich terytorium, odbierając resztki jedzenia głodującym. Ucinajnąc ręce sięgające po chleb?// >W surze An - nachl, werset 90 czytamy: >"Zaprawdę Allah nakazuje: sprawiedliwość i dobroczynność." --Ten sam pokarm, tak sama adoracja.// >A w surze Al - maida, werset 8 - słowo Boże głosi: >"O wy którzy uwierzyliście! Trzymajcie się prosto przed Bogiem, dając świadectwo >sprawiedliwości. I niech nienawiść do jakiegokolwiek ludu nie skłania was do grzechu, >abyście nie popełnili niesprawiedliwości. Bądźcie sprawiedliwi! --Przyjmuję te rady do siebie bardzo głęboko!// >To jest najbliższe bogobojności. --Wiem.// >Bójcie się Boga! Zaprawdę Bóg jest w pełni świadomy tego, co czynicie." --Wstepna przymiarka do bata?// >Módlmy się aby sprawiedliwość, która jest Boskim orędziem do ludzi, zamieszkała w >naszych sercach i pozwoliła nam żyć w pokoju, przezwyciężyć egoizm i niezgodę. --Tego nauczał Chrystus. Tyle że IDEA MORALNOŚCI implikuje sprawiedliwość.// >I niech nas przygotuje do podjęcia ofiar, jakich wymaga zdobywanie pokoju i niech sprawi >abyśmy żyli w pokoju z samym sobą, oraz innymi ludźmi, tak abyśmy mogli stać się tymi, >którzy zgodnie z wolą Boga zaprowadzają sprawiedliwość a wraz z nią pokój na ziemi. --Znowu prośba do racjonalistów.// >Módlmy się aby wszyscy ludzie stanowczo odrzucili przemoc jako sposób do >rozwiązywania problemów osobistych, społecznych i światowych. Niech zapanuje >sprawiedliwość i pokój na ziemi. --Czyż nie słyszę tych modlitw? Może jestem w stanie pomóc, jeśli nie to po co modlicie się bym słyszał? Czemu przebieracie się bym widział was jak się modlicie?
>W Koranie czytamy (sura 4/werset 135): >"O wy którzy wierzycie! Bądźcie dokładni w przestrzeganiu sprawiedliwości i bądźcie >świadkami dla Allaha, nawet gdyby było to wbrew wam samym lub przeciwko waszym >rodzicom lub krewnym." --Biedny Jezus do dziś jest opluwany za wyrażenie zdania o rodzicach, którzy jakąś prywatą chcieli zmącić mu pierwsze nauczanie. Być może przyszli do Niego z prośbą: Chrystek co Ty wyprawiasz? Nie wygłupiaj się, bo nam też się dostanie za Ciebie. Zlinczują Cię jak będziesz mówił takie rzeczy...// >Prorok Muhammed powiedział: >"Godzina sprawiedliwości jest lepsza niż 70 lat wykonywania modlitw." -- NO PO PROSTU GENIUSZ ! // >Módlmy się za ludzi, którzy zginęli z rąk terroru, dyktatury i niesprawiedliwości >międzynarodowej człowieka. --O tak rozdrapywanie ran wstecz od pługa - zaraz, macie pług, o którym wspomniał Jezus? gdzie ? pokażcie? >Módlmy się za kraje stojące w obliczu ideału dążeń do jedności, aby pamiętały, że ich >fundamentem, ma być pokój i sprawiedliwość, poszanowanie praw człowieka i tolerancji >religijnej. --Kobieta też człowiek? Dziś prawie, jak gdyby... A WCZORAJ? >Módlmy się o pełne zaangażowanie każdej wspólnoty religijnej w sprawy pokoju na >świecie, o walkę o sprawiedliwość i uczciwość, o prawa dla najsłabszych, abyśmy się >zjednoczyli przeciwko przemocy, terroru i nadużywania władzy. --i znowu bezradność... płatna?// >Módlmy się za wszystkie narody świata walczące o sprawiedliwość, pokój i zakończenie >wojen, w warunkach rozpaczliwej nędzy, a mimo to z żywą nadzieją na utworzenie >nowego społeczeństwa, w którym będzie się starannie przestrzegać praw człowieka. --i znowu bezradność,// >Módlmy się o Palestynę, aby stała się miejscem, w którym pokój spotka się z braterstwem. --To już kult bezradności.// >Niech zapanuje sprawiedliwość i pokój na ziemi. Sprawiedliwość, która ma wymiar >religijny, moralny i polityczny rozpowszechni dobry uczynek i sukces w życiu na ziemi i w >życiu ostatecznym. --Życzenie do?// >Jeden jest Bóg - różne ścieżki prowadzą do Niego. Zaiste. >Assalamu Alejkum, Pokój z wami --I z duchem Twoim.// Obłudnie postawiony po współczesno-europejsku znak pokoju nie wystarczy. Spójrzmy prawdzie w oczy.//
|
|
 | | Przemek K. | Tydzień temu w Polityce był wywiad z pewnym polskim mahometaninem, który na islam przeszedł pod wpływem zachwycenia się lektura Koranu. Jak widać można i tak. Ale też nie próbował dowodzić, że Koran jest słuszny, tylko uważał, że mu się dobrze tak żyje, że Koran go pozytywnie zmienił. Swój wybór przesuwa więc w obszar subiektywizmu.
|
|
|  | | Totus (1201 punktów) | > Swój wybór przesuwa więc w obszar subiektywizmu.Jeżeli przełoży się na działania widoczne poza domem, z którego nie zrobi siedliska bakterii i chorób rażącego ludzi w klatce na blokowisku. Jeżeli wyjdzie na miasto i odezwie się słowem lub zdradzi czynem Wpadnie w sidła naszej obiektywnej oceny, która jak na razie jest w fazie proroctwa. Oczywiście może również ulec innej surowszej ocenie obiektywnej wpadając pod autobus jeżeli w porę nie wróci z umysłowego odurzenia religią do świata rzeczywistych wartości. W obu przypadkach za prawdę odbierze swoją nagrodę. Pozdrawiam.
|
|
| Teresa | > Wierzący Katolicy bardzo często powołują się na autorytet Biblii jako słowa Bożego, objawionego.Autorytetem jest zawsze jednostka, człowiek (a więc ewangelista a przede wszystkim JCH). Czy dla Ciebie podręcznik fizyki jest autorytetem?  > Mnie interesuje czemu akurat Biblia - co wyróżnia Biblię (poza tym, że wychowywani jesteśmy/byliśmy [ja też byłem] w tej akurat religii) spośród innych świętych ksiąg, czemu Katolicy uważają właśnie ją za świętą, a nie na przykład Wedy, Dhammapadę, Tao Te Ching, Adi Granth, Zend-Awestę, Koran, Torę, Akilattirattu Ammanai, Kitáb-i-Aqdas czy Zhuan Falun? W czym one są gorsze i dlaczego nie one?Ważniejszy jest Nowy Testament. Ewangelie nie spadły z nieba  , ale powstały we wspólnotach chrz. (czyli w Kościele). Współcześnie uważa się, że żadna z trzech pierwszych ewangelii nie została napisana przez jednego autora (ale raczej pod redakcją np. św. Marka). Następnie Kościół uznał je za natchnione słowo Boga. Wierzymy, że ich autorzy byli narzędziami w rękach Boga, i jeśli narzędzie było wielkie to powstała taka np. Ew. św. Jana, jeżeli słabe - to coś słabszego. > Ja jak na razie widzę zamknięte koło - Boga uzasadnia się Biblią (że z niej dowiadujemy się o Bogu), a Biblię Bogiem (że opowiada o jedynym, najwyższym, itd. Bogu).A więc wpierw była wiara pierwszych chrz. (uczniów apostołów), a potem w tej wierze (w Kościele) i dzięki tej wierze Pismo św uzyskało status natchnionego. Początkowo gdy nie było jeszcze Pisma św. wiara była przekazywana ustnie ( z ust do ust  ), uczono się wypowiedzi JCh na pamięć, a później utrwalono ją na piśmie. Dlatego katolicy uznają też drugie (poza Pismem św.) źródło wiary, jakim jest Tradycja, która mówi jaka jest treść i jak ją należy tłumaczyć. Tradycja dzieli się na potwierdzającą, wyjaśniającą i uzupełniającą. W szczególności są to pisma najstarszych świętych, z których niektórzy byli uczniami apostołów.
|
|
 | | V0lrath (3440 punktów) | Ja to rozumiem.
Ale to nie uzasadnia czemu akurat Biblia (a raczej uzasadnia w ten sposób, że to taka przekazywana tradycja, a nie jakieś rzeczowe argumenty).
|
|
|  | | kontrast | Witaj! > Ja to rozumiem.> Ale to nie uzasadnia czemu akurat Biblia (a raczej uzasadnia w ten sposób, że to taka przekazywana tradycja, a nie jakieś rzeczowe argumenty).Nawróć się, to zrozumiesz inaczej nie ma szansy  To trochę podobne do tłumaczenia niewidomemu kolorów. Nie ma punktu odniesienia, a porównania jak widać nie przemawiają, takie wątpliwości tylko potwierdzają, że jednak wiara, to nie psychologia, fizjologia mózgu i takie tam..., ale właśnie łaska. To jak powietrze którego się nie widzi, a bez niego nie da się żyć. Więc może wyobraź sobie, że wiara jest jak życie, które potrzebuje powietrza. Łaska Boża niech będzie jak powietrze, a wiara jak płuca oddychające powietrzem. Bez łaski wiara umrze, może być tylko jakieś takie wierzenie w coś tam, ale to już tylko na poziomie psychicznym. Jeżeli nagle poczujesz w sobie ogień, moc i przebudzenie duchowości, to będzie to taka różnica jak pomiędzy snem a jawą. To tylko sam jeden Bóg może sprawić. On odpowiada na szczere pragnienie serca i jeśli chcesz uwierzyć, to uwierzysz, ale będzie to nowa jakość życia, jakby wejście w trzeci wymiar z dwumiarowego świata. Ale wtedy twoi przyjaciele z serwisu uznają, że już nie należysz do ich świata. Mówię to na podstawie własnego doświadczenia, a byłem niemalże identyczny jeszcze 15 lat temu, jak wielu tu obecnych. Gdy widzę niektóre odpowiedzi jakbym siebie samego widział z tamtego czasu. Teraz jednak jestem obcym, bo uwierzyłem. Dlatego nie ruszają mnie nawet o milimetr zarzuty jakie tu mówicie, bo ja to wszystko przerabiałem i wiele lat zżymałem sie z tym. Pozdrawiam! Koh 1, 13
|
|
| |  | | placownik |
>bo ja to wszystko przerabiałem i wiele lat zrzymałem sie z tym.
Zżymam się, trafiając na takie błędy.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | kontrast | Znowu! > Zżymam się, trafiając na takie błędy.Ups...  Za szybko piszę, a jak się po nocach to robi uwaga kiepska i nie zauważyłem, poszło w eter...  Dzięki za poprawkę...
|
|
| |  | | V0lrath (3440 punktów) | > Nawróć się, to zrozumiesz inaczej nie ma szansy  > To trochę podobne do tłumaczenia niewidomemu kolorów. Nie ma punktu odniesienia, a porównania jak widać nie przemawiają, takie wątpliwości tylko potwierdzają, że jednak wiara, to nie psychologia, fizjologia mózgu i takie tam..., ale właśnie łaska.Nie niewidomemu, który nigdy nie wiedział, ale takiemu co "widział", ale zamknął oczy (jeśli już ma być analogia do niewidzenia, bo ja raczej widzę analogię odwrotną, do widzenia - miał zamknięte oczy, a otworzył). > To tylko sam jeden Bóg może sprawić. On odpowiada na szczere pragnienie serca i jeśli chcesz uwierzyć, to uwierzysz, ale będzie to nowa jakość życia, jakby wejście w trzeci wymiar z dwumiarowego świata. Ale wtedy twoi przyjaciele z serwisu uznają, że już nie należysz do ich świata.Niektórzy twierzą, że inni Bogowie/byty transcendentne mogą coś takiego wywołać. I twierdzą, że wywołują. Ale mi chodzi o całkiem inny aspekt tego, o co pytam. Nie tyle jak chodzi o zrozumienie samego powodu wiary i wyboru takiej a nie innej wiary (tradycja, autorytety, wychowanie, chęć wiary, itp. itd.) [choć o to może też, gdyż to temat ciekawy], lecz bardziej o pytanie dlaczego w dyskusji przy pytaniu o obiektywne (a nie subiektywne) powody wiary w Boga podaje się często Biblię, a przy pytaniu o obiektywne powody wiary w Biblię podaje się Boga - jeśli to nie są obiektywne powody (pochodzą od tradycji, autorytetów etc.). Chodzi mi o taką argumentację używaną w dyskusji z np. ateistami - dla mnie nie jest ona ani trochę przekonująca, bo nie są to obiektywne argumenty lecz logicznie zamknięte koło (nie zawieszona w powietrzu, podparte tradycją i autorytetami - ale zawsze to koło, a podparcie jest całkowicie subiektywne, niemożliwe na gruncie poglądów drugiego dyskutanta, który chce obiektywnych przesłanek i taki ateista-racjonalista raczej chyba powinien zaprotestować).
|
|
| | |  | | kontrast | Witam!
Zadajesz ciekawe pytania, niebanalne. Muszę się zastanowić, bo jakoś mi się to wydawało zawsze oczywiste i nie sądziłem, że będę musiał coś definiować i nazywać. >Nie niewidomemu, który nigdy nie wiedział, ale takiemu co "widział", ale zamknął oczy (jeśli już ma być analogia do niewidzenia, bo ja raczej widzę analogię odwrotną, do widzenia - miał zamknięte oczy, a otworzył). Przyszła mi kiedyś taka refleksja i chyba jest to odpowiedź, że aby naprawdę uwierzyć, trzeba być wcześniej niewierzącym. To tak jak dziecko, które prosiło o ziarnko gorczycy w I cz. "Dziadów" A. Mickiewicza. Sam Pan Jezus opisuje to w kilku alegoriach, mówiąc o nowych bukłakach, czy przyszywaniu łaty. To chyba naprawdę musi być puste naczynie. Chrzest w swej definicji to przejście, obmycie z tego bagażu i otwarcie na zupełnie nową rzeczywistość. Jeśli wlewano chrześcijaństwo w stare bukłaki pogańskie, tworzyła się hybryda, która tylko przynosiła problemy i psuła image Kościoła. To jednak trudna kwestia, bo dzisiaj znowu ktoś posklejał stare bukłaki i samozwańczo wlewa do nich nowe wino. Niech się więc nie dziwi, że rozsypią się jak dawniej.
>>To tylko sam jeden Bóg może sprawić. >Niektórzy twierdzą, że inni Bogowie/byty transcendentne mogą coś takiego wywołać. I twierdzą, że wywołują. Już o tym gdzieś pisałem, ale nie pamiętam gdzie przypomnę tylko moje stanowisko w skrócie. Można wyróżnić cztery podstawowe drogi: 1. Ja jestem OK i ty jesteś OK, 2. Ja nie jestem OK i ty nie jesteś OK, 3. Ja jestem OK, a ty nie jesteś OK, 4. Ja nie jestem OK, ale ty jesteś OK, Ten prosty kwadrat znany z psychologii i logiki, okazuje się, że jest też w obrazie Krzyża Chrystusa na Kalwarii. Znajdziemy tam Chrystusa akceptującego siebie i wołającego z ufnością do Ojca. Żołnierzy rzymskich, którzy mieli za nic innych i siebie samych, Łotra szydzącego w zarozumiałości z Chrystusa oraz Dobrego Łotra, który zaufał Panu, a siebie miał za nędznika. Gdyby zatem zamiast "ty" wstawić to wszystko, wobec czego zajmujemy jakieś stanowisko, natychmiast dałoby się rozpoznać, teistów, ateistów, gnostyków i niektórych agnostyków. Co ciekawe spośród wszystkich bohaterów Kalwarii nie nawrócił się tylko zarozumiały Łotr. Czym, więc są tak naprawdę inni bogowie, marnością, iluzją, oszukiwaniem siebie. Wierzący mówią też o interwencji demonów. Tylko postawa "OK i OK" jest czysta i owocna, ale najprostsza droga jest dla żołnierzy, trudniejsza dla Dobrego Łotra, a raczej niemożliwa dla tego zarozumiałego.
>Ale mi chodzi o całkiem inny aspekt tego, o co pytam. >Nie tyle jak chodzi o zrozumienie samego powodu wiary i wyboru takiej a nie innej wiary (tradycja, autorytety, wychowanie, chęć wiary, itp. itd.) [choć o to może też, gdyż to temat ciekawy], lecz bardziej o pytanie dlaczego w dyskusji przy pytaniu o obiektywne (a nie subiektywne) powody wiary w Boga podaje się często Biblię, a przy pytaniu o obiektywne powody wiary w Biblię podaje się Boga - jeśli to nie są obiektywne powody (pochodzą od tradycji, autorytetów etc.). Jak najbardziej słuszna uwaga. Dobrze rozumiem o co Ci chodzi. Czasami rzeczywiście wierzący tłumaczą pętlą. Chociaż niezupłnie jest to pętla. Często jest tak że wiedza na jakiś temat to pętla. Powiedzmy coś jak kula, trzeba ją obejść naokoło, żeby stwierdzić, że nie ma wyraźnego początku ani końca. Podobnie jest i tu poznajemy Tradycję i Pismo św., a w toku tego poznawania rozumiemy, że w tych świadectwach są dowody na samo świadectwo. Biblia i Tradycja jest takim samoświadectwem na własną wartość i Boskie natchnienie, bo badając powiedzmy jakiś fragment dzisiaj naukowiec nagle natrafia na zdanie, którego sens zrozumiały jest dzisiaj, a wątpliwe jest aby jakiś pasterz izraelski, czy prorok wiedział, co pisze. Jednak samoświadectwo jest mało przekonywujące dla nieufnego badacza, który chciałby zobaczyć jakieś inne dowody.
>Chodzi mi o taką argumentację używaną w dyskusji z np. ateistami - dla mnie nie jest ona ani trochę przekonująca, bo nie są to obiektywne argumenty lecz logicznie zamknięte koło (nie zawieszona w powietrzu, podparte tradycją i autorytetami - ale zawsze to koło, a podparcie jest całkowicie subiektywne, nie możliwe na gruncie poglądów drugiego dyskutanta, który chce obiektywnych przesłanek i taki ateista-racjonalista raczej chyba powinien zaprotestować). Chyba trzeba najpierw nauczyć się tego języka, bo rzeczy oczywiste dla jednej strony stają się niezrozumiałe dla drugiej. Kontynuując powyższe, takie dowody, albo raczej przesłanki są, tylko trzeba to skojarzyć. Myśliciele greccy niezależnie od tego, co było w Bibli doszli do podobnych wniosków, nawet i inne wspomniane tu księgi, też ich autorzy nie znając się odkrywali podobnie. Czasami nawet wydaje się, że ktoś zapożyczał dane treści, a jednak tak nie było. Izrael, był bardzo hermetyczny, nie przyjmował nowinek i nie dzielił się zbytnio z obcymi, którzy również nie byli specjalnie zainteresowani Żydami. Grecy byli przez pewien czas pogardzanymi wrogami. Jeśli zatem grupy ludzi niezależnie od siebie dochodzą do podobnych wniosków, to chyba należałoby się zastanowić nad prawdziwością owych wywodów. Jeśli taki św. Tomasz, czytając Arystotelesa, który nie znał Judaizmu, a wyciągnął wnioski, tak bardzo bliskie, że po niewielkich akomodacjach przyjmowane są jako wyrażające w dużej części filozofię chrześcijańską. Mówi się żartobliwie, że tenże święty ochrzcił Arystotelesa. Próbowano też częściowo wykorzystać Platona i innych i nie zniekształciło to Tradycji. Czyż potrzeba więcej? Poczytaj, porównaj, oceń sam, a wtedy ciekaw będę Twoich wniosków.
Pozdrawiam!
Mdr 13, 1-9
|
|
| | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >Poczytaj, porównaj, oceń sam, a wtedy ciekaw będę Twoich wniosków.
Zamierzam - z ciekawości - dowiedzieć się czegoś więcej także o innych religiach niż ta panująca u nas. Nawet w ramach studiów chodzę sobie na dodatkowy przedmiot - filozofię religii.
|
|
| |  | | JATO (2644 punktów) | Odnośnie wiary. Kilkakrotnie słyszałem od księży (taka ich interpretacja), że wiara jest darem otrzymanym od Boga. Ergo pozbawiony daru (obdarzanie kodos czymś jest czynnoscia stricte sybiektywną) ateista jest przez Boga z góry skazany na potępienie (taki skrót - do tego prowadzi wiara w dogmaty i interpretacje Biblii) przez samego miłosiernego JHWH. fajny skądinąd paradoks wymyslony przez tych co interpretują Boskie słowa. JATO
Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
|
|
| | |  | | Patuszkin (2279 punktów) | > Kilkakrotnie słyszałem od księży (taka ich interpretacja), że wiara jest darem otrzymanym od Boga. Ergo pozbawiony daru (obdarzanie kodos czymś jest czynnoscia stricte sybiektywną) ateista jest przez Boga z góry skazany na potępienie.Straszysz?  Nie bój się, człowiek zbierający doświadczenia w tworzeniu ładunków wybuchowych sposobem domowym, bez specjalistycznych materiałów, które można ukraść z jednostki wojskowej, musi nabrać nieco wprawy. Oczywiście zarzut, że przecież mógłby w bardziej pożyteczny sposób dla społeczeństwa wykorzystać swoją energię, jest niestety prawdziwy. Nie potrzebujemy pirotechników, którzy pomagają ekstremalnym grupom religijnym. A Bóg? Bóg powinien sobie odpocząć, bo go oczy bolą. I za dużo moralizuje. 
Piotrek Patucha
|
|
 | | kontrast | Witaj Tereso! Cieszę się, że nie jestem tu sam z tej samej drużyny.  Gratuluję wiedzy i cierpliwości. Potrzebna tu jak nigdzie, ale przynajmniej jest z niej owocny pożytek... > >Wierzący Katolicy bardzo często powołują się na autorytet Biblii jako słowa Bożego, objawionego.Może dodam tylko dwa najważniejsze fragmenty: 2 Tm 3,16 i 2 P 1, 21 Ten ostatni potwierdza pośrednio też znaczenie św. Piotra i jego autorytet. Jest jeszcze dużo innych, ale to nie miejsce. > Autorytetem jest zawsze jednostka, człowiek (a więc ewangelista a przede wszystkim JCH). Czy dla Ciebie podręcznik fizyki jest autorytetem? Dla mnie po prostu autorytet to Ten, kto ma nie tylko wiedzę, ale jest godzien zaufania, a najwyższym zaufaniem można obdarzyć tylko Boga, bo tylko on posiada pełnię tych cech, które rodzą zaufanie. Tu trzeba takiej intuicji poznawczej i wyobraźni. Do tego nie jest jeszcze potrzebna wiara, aby zrozumieć. Myślę, że wchodzi w grę hierarchia autorytetów, bo inny jest autorytet naukowca, inny nauczyciela, rodziców itd. Bóg dla wierzących jest najwyższym autorytetem, potem byłaby Biblia z Tradycją, Kościół itd. Trzeba mieć świadomość tej gradacji, to pomaga właściwie ustawić pojęcia. Gdy tego brak, to niektórzy zrównują Boski autorytet Jezusa z jakimś tam ludzkim autorytetem, bo takie samo słowo. Należałoby więc dodawać przedrostki i określniki: Boski, biblijny, eklezjalny, naukowy, ludzki itd. Wtedy unikinie się nieporozumień. > >Mnie interesuje czemu akurat Biblia - co wyróżnia Biblię (...) W czym one są gorsze i dlaczego nie one?> Ważniejszy jest Nowy Testament. (...) Następnie Kościół uznał je za natchnione słowo Boga.> Wierzymy, że ich autorzy byli narzędziami w rękach Boga(...).Może też spójrzmy na tamte księgi. Dlaczego nie one? Choćby z prostego powodu wierzymy w Jednego Boga (Judaizm, Chrześcijaństwo, Islam), a pozostałe wierzenia są oparte o różne formy panteizmu i politeizmu oraz inne mniejsze, trudne do jednoznacznego określenia kulty. Mając więc jednego Boga spójrzmy na Judaizm, czyż nie mają tej samej księgi ST? Pozostał nam Islam i co sie okazuje. Pobieżna lektura kilku rozdziałów ukazuje zależność Koranu od ST żydowskiego i powiązania z Ewangeliami. Jest to więc denominacja, tylko raczej tak pomiędzy Judaizmem a Chrześcijaństwem, bo zawiera elementy obojga. Zrozumieć jednak Islam to jest chyba nawet trudno samym islamistom, ja dużo czytałem i jakoś cały czas nie wiem dokładnie o co tam chodzi. Wniosek jest więc choćby z tej drogi dowodzenia, że nie ma innej księgi równie godnej autorytetu. Inne owszem mogą zawierać jakieś mądre i ciekawe rzeczy, ale nie są natchnione. Właśnie owe natchnienieprzez samego Boga nobilituje tak Biblię. > >Ja jak na razie widzę zamknięte koło - Boga uzasadnia się Biblią (że z niej dowiadujemy się o Bogu), a Biblię Bogiem (że opowiada o jedynym, najwyższym, itd. Bogu).> A więc wpierw była wiara pierwszych chrz. (uczniów apostołów), a potem w tej wierze (w Kościele) i dzięki tej wierze Pismo św uzyskało status natchnionego.Niezupełnie jest błędne koło jak pisze przedrozmówca, ale tym pytaniem, potwierdził tylko wartość jaką ma Tradycja, bo jest właśnie przerwaniem błędnego koła, potwierdza z zewnątrz. Zgrabnie to wyczułaś, gratuluję. Pismo to spisane dokumenty, które zawierają w sobie Tradycję, ale jest jeszcze trochę rzeczy niespisanych, o których powiedziałaś i to bardzo konkretnie. > Tradycja, która mówi jaka jest treść i jak ją należy tłumaczyć. Tradycja dzieli się na potwierdzającą, wyjaśniającą i uzupełniającą. W szczególności są to pisma najstarszych świętych, z których niektórzy byli uczniami apostołów.Pozdrawiam!
Dobrze, ze jesteś
|
|
| Chrześcijanin | >Wierzący Katolicy bardzo często powołują się na >autorytet Biblii jako słowa Bożego, objawionego. >Mnie interesuje czemu akurat Biblia - co wyróżnia Biblię >(poza tym, że wychowywani jesteśmy/byliśmy [ja też byłem] w >tej akurat religii) spośród innych świętych ksiąg, czemu >Katolicy uważają właśnie ją za świętą, a nie na przykład >Wedy, Dhammapadę, Tao Te Ching, Adi Granth, Zend-Awestę, >Koran, Torę, Akilattirattu Ammanai, Kitáb-i-Aqdas czy Zhuan >Falun? W czym one są gorsze i dlaczego nie one? >Ja jak na razie widzę zamknięte koło - Boga uzasadnia się >Biblią (że z niej dowiadujemy się o Bogu), a Biblię Bogiem >(że opowiada o jedynym, najwyższym, itd. Bogu). Chyba oczywistym faktem jest to, że wyznawcy Jezusa Chrystysa , powołują się na Biblię(a więc księga, w której jedna cześć ,,Nowy Testament", to nauczanie Jezusa i komentarze do owego nauczania, sporządzone przez św.Pawła, Jana , Piotra, JAkuba i Jude), a nie na Bhagavad-Gitę, Wedy, czy Tao-Te-Ching , czy jakąkolwiek inną księgę, nie związaną z Jezusem.
>W czym one są gorsze i dlaczego nie one? > W niczym nie są gorsze, tyle , że dotyczą czegoś zupełnie innego i są kompletnie nie związane z Jezusem. Chrześcijaństwo stawia w centrum Jezusa (może z wyjątkiem odmainy rzymskiej katolicyzmu) , tak więc wszysto czego nauczał Jezus, wszystko co o nim pisali wyczekujący Go, starotestamentowi prorocy, jest dla nas, chrześcijan, najważniejsze.
To tak jakby ktoś studiował historię, uczył się z książek historycznych, czytał owe książki, a ktoś inny by mu rzekł,,Po co czytasz te książki historyczne? Czemu akurat książki historyczne, a nie książki o biologii? Poczytaj książki o biologii, są bardzo ciekawe." Może i ksiązki do biologii sa bardzo ciekawe, ale jeżeli ktoś studiuje historię, to dla niego najważniejsze są ksiązki do historii. Tak samo jeżeli kto jest chrześcijaninem, to dla niego najważniejsza jest Biblia-Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu i do niego odnosi i stara się z nim weryfikować i rozwiązywać swoje dylematy dotyczące wiary, jak również codziennego życia.
|
|
 | | V0lrath (3440 punktów) | Przyznałbym Ci rację gdyby nie pewna prosta rzecz - otóż religie (w przeciwieństwie do biologii i historii) wykluczają się wzajemnie. Jak wierzysz w Zeusa lub Wisznu, to nie wierzysz w biblijnego Boga (a przynajmniej nie stosujesz się do jego przykazań - w szczególności pierwszego).
|
|
 | | kontrast | Witaj Bracie! > >W czym one są gorsze i dlaczego nie one? >>W niczym nie są gorsze, tyle , że dotyczą czegoś zupełnie innego i są kompletnie nie związane z Jezusem. >Chrześcijaństwo stawia w centrum Jezusa (może z wyjątkiem odmainy rzymskiej katolicyzmu) Nie wiem, czy jesteś Ewangelikiem, czy tylko sprawiasz takie wrażenie, ale jak zauważyłeś tu w oczach niewierzących jesteśmy w tej samej drużynie, dlatego apeluję o solidarność. Sugestie jakoby Jezus nie był w centrum są nieporozumieniem. Nieporozumienie wynika ze słowa cześć. Zbyt rzadko (my katolicy) używamy określników wobec świętych i Maryi, a podobnie z obrazami. Cześć Boską oddajemy tylko i wyłącznie Trójedynemu Bogu, a Maryja i święci, to osoby o wielkiej czci, ale nie Boskiej tylko ze względu na Chrystusa. Wierzymy w obcowanie świętych i dlatego się do nich modlimy, ale raczej na zasadzie prośby o pomoc i interwencję u Boga, a nie ze względu na nich samych, traktowani są jak ambasadorzy Boga ze względu na świadectwo świętości jakie dali. Jednak tu naprawdę powinniśmy być razem w jedności, bo dajemy świadectwo o naszym Bogu, dyskutujmy sobie za kulisami, ale nie tu. Mam nadzieję, ze rozumiesz...
Pozdrawiam!
|
|
|  | | Zbyszek??? | >Jednak tu naprawdę powinniśmy być razem w jedności, bo dajemy świadectwo o naszym Bogu, dyskutujmy sobie za kulisami, ale nie tu. Mam nadzieję, ze rozumiesz.
Kontraście! Co to jest WASZ BÓG i czym różni się od Boga???
|
|
| |  | | kontrast | Witaj Zbyszek! >>Jednak tu naprawdę powinniśmy być razem w jedności, bo dajemy świadectwo o naszym Bogu, dyskutujmy sobie za kulisami, ale nie tu. Mam nadzieję, ze rozumiesz.
>Co to jest WASZ BÓG i czym różni się od Boga??? Bóg, w którego wierzymy, Żydzi i Chrześcijanie. Ewangelicy są chrześcijanami jak katolicy, tylko kilku rzeczy nie przyjmują, ale najważniejsze sprawy są wspólne, dlatego powiedziałem nasz Bóg, czyli ten sam. A chodzi o Boga Osobowego Trójjedynego, Żydzi nie mają tylko tego objawienia Trójcy Osób, ale wierzą w tego samego Boga.
Pozdrawiam!
|
|
| | |  | | Zbyszek??? | A Bóg Muzułmanów??? To nie ten sam co Żydów??? Czym oprócz nazwy różni się???
|
|
| | | |  | | kontrast | >A Bóg Muzułmanów??? >To nie ten sam co Żydów??? Czym oprócz nazwy różni się??? To zagadka, bo jest niby ten sam, gdy sie porówna te religie ale sami islamiści mówią niejasno, co sugeruje, ze nie utożsamiają swojego Boga z bogiem Izraela, z drugiej strony na stronach sympatyków islamu znalazłem określenie Żydów i Chrześcijan jako ludzie księg, czy ksiąg, więc niby różnica jest tylko w nazwie Boga. Islam naprawdę jest tak zawiły, że konia z rzędem temu, kto zrozumie o co tam chodzi.
|
|
| | | | |  | | kontrast | "swojego Boga z Bogiem Izraela" - pomyłka
|
|
| |  | | placownik |
>>dyskutujmy sobie za kulisami, ale nie tu
Zauważyłeś Zbyszku te kulisy? Są stawiane zapewne z troski o to, aby nas - nienawykłych do bezpośredniego obcowania z PRAWDĄ, nie oślepił jej niczym nie osłonięty blask.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | kontrast | > >>dyskutujmy sobie za kulisami, ale nie tu> Zauważyłeś Zbyszku te kulisy? Są stawiane zapewne z troski o to, aby nas - nienawykłych do bezpośredniego obcowania z PRAWDĄ, nie oślepił jej niczym nie osłonięty blask.Niektórzy mają bujną wyobraźnię, nie powiem...  Panie, coś pan?...  To są kwestie, które chyba nie na tym poziomie, zresztą takie są ustalenia na różnych spotkaniach ekumenicznych. Chcecie słyszeć o rozmowach na temat szczegółów w kwestiach dogmatycznych wewnątrz chrześcijaństwa, jeśli macie problem z przyjęciem istnienia Boga? Kwestie dyskutowane od wieków: sola scriptura, sola fides i sola gratia itd., to chyba temat na jakieś ekumeniczne forum eksperckie a nie tu. Nikt tu nie ukrywa prawdy, to raczej podpada pod (par. 14, 1). Zrozumie ktoś dowodzenia na temat laski Bożej? Najpierw trzeba być wierzącym, a dopiero potem ma jakiś sens mowa o szczegółach i interpretacjach tych kwestii. Myślę, że Chrześcijanin się że mną zgodzi, że "nie daje się mięsa niemowlętom".
|
|
| | | |  | |
| bogo141 (113 punktów) | >Wierzący Katolicy bardzo często powołują się na >autorytet Biblii jako słowa Bożego, objawionego. >Mnie interesuje czemu akurat Biblia - co wyróżnia Biblię >(poza tym, że wychowywani jesteśmy/byliśmy [ja też byłem] w >tej akurat religii) spośród innych świętych ksiąg, czemu >Katolicy uważają właśnie ją za świętą, a nie na przykład >Wedy, Dhammapadę, Tao Te Ching, Adi Granth, Zend-Awestę, >Koran, Torę, Akilattirattu Ammanai, Kitáb-i-Aqdas czy Zhuan >Falun? W czym one są gorsze i dlaczego nie one?
Czemu Biblia ? Bradzo ładnie wyjaśniła to Teresa. Właściwie nic dodać nic ująć.Można się spierać dlaczego jedne księgi są a innych nie ma w Biblii , ale trudno sobie wybrazić by katolicy uważali za świętą ( dla swojej religii) księgę Dhammapadę itp.Nie ma na to wpływu wychowanie w danej religii. Gdyby tak spytać katolików o znajomość Biblii to prawdopodobnie zamknęła by się ona w kilku procentach.Każda religia ma swoją świętą księgę i każda korzysta tylko ze swojej. Nie spotkałęm się jeszcze by różne religie wymieniały się księgami.Gdyby tak było mielibyśmy jedną panującą religię na świecie.
>Ja jak na razie widzę zamknięte koło - Boga uzasadnia się >Biblią (że z niej dowiadujemy się o Bogu), a Biblię Bogiem >(że opowiada o jedynym, najwyższym, itd. Bogu).
Czy to jest zamknięte koło ? Nie sądzę .By się czegoś dowiedzieć o kimś lub o czymś to trzeba przeczytać lub usłyczeć historię która opisuje badany temat.Boga uzasadnia się Biblią(z niej dowiadujemy się o Bogu) a Biblię Bogiem( że opowiada o jedynym , najwyższym Bogu) A o kim miałaby opowiadać? Właśnie o Bogu. To jest żródło w którym katolicy go szukają ( przynajmniej powinni ). Pozdrawiam
|
|
 | | V0lrath (3440 punktów) | >Czemu Biblia ? >Bradzo ładnie wyjaśniła to Teresa. Właściwie nic dodać nic ująć.Można się spierać dlaczego jedne księgi są a innych nie ma w Biblii , ale trudno sobie wybrazić by katolicy uważali za świętą ( dla swojej religii) księgę Dhammapadę itp. ...
Tak, ale to nie jest uzasadnienie. To polega tylko na tym, że taką mamy tradycję, tak zostaliśmy wychowani (by nie powiedzieć zindoktrynowani). Czyli jak urodziliśmy się w Indiach to najprawdopodobniej Wedy, jak w Polsce to Biblia, jak w Iraku to Koran, jak w Czechach to nic itp. Ale to nie uzasadnienie dla kogoś, kto na przykład chciałby dokonać świadomie wyboru na podstawie bardziej obiektywnej niż tradycja lub gusta, ani dla kogoś, kto chciałby poznać bardziej obiektywne uzasadnienie.
>>Ja jak na razie widzę zamknięte koło - Boga uzasadnia się >>Biblią (że z niej dowiadujemy się o Bogu), a Biblię Bogiem >>(że opowiada o jedynym, najwyższym, itd. Bogu). >Czy to jest zamknięte koło ? Nie sądzę .By się czegoś dowiedzieć o kimś lub o czymś to trzeba przeczytać lub usłyczeć historię która opisuje badany temat.Boga uzasadnia się Biblią(z niej dowiadujemy się o Bogu) a Biblię Bogiem( że opowiada o jedynym , najwyższym Bogu) A o kim miałaby opowiadać? Właśnie o Bogu. To jest żródło w którym katolicy go szukają ( przynajmniej powinni ).
Ale ja się pytam o co innego - czemu szukają akurat tam, czemu akurat ten Bóg (z tymi cechami), czemu akurat ta księga, a nie inna? I dlaczego taka argumentacja (to "koło") jest przemycane w dyskusjach jako argument obiektywny, skoro nie jest on najwyraźniej ani trochę obiektywny i wynika z wychowania, tradycji lub gustu, a nie z jakichś przesłanek.
|
|
 | | Eli Rosenkranz (52 punktów) | >>Wierzący Katolicy bardzo często powołują się na >>autorytet Biblii jako słowa Bożego, objawionego. >>Mnie interesuje czemu akurat Biblia - co wyróżnia Biblię >>(poza tym, że wychowywani jesteśmy/byliśmy [ja też byłem] w >>tej akurat religii) spośród innych świętych ksiąg, czemu >>Katolicy uważają właśnie ją za świętą, a nie na przykład >>Wedy, Dhammapadę, Tao Te Ching, Adi Granth, Zend-Awestę, >>Koran, Torę, Akilattirattu Ammanai, Kitáb-i-Aqdas czy Zhuan >>Falun? W czym one są gorsze i dlaczego nie one?
Zaglądam tu tylko na chwilę i odnoszę wrażenie, że ten wątek krąży gdzieś wokół sedna - że odpowiedzi, jakie tu padają ze strony wierzących, są wymijające, a może po prostu nietrafne. Osobiście znajduję się na rozdrożu światopoglądowym i nie utożsamiam się z żadnym z wyznań, ale próbując wejść w skórę chrześcijan, zastanawiam się, czy na pytanie, dlaczego daję wiarę Biblii, a nie np. Koranowi, nie należałoby odpowiedzieć mniej więcej tak: Absolut udziela się ludziom w różny sposób i daje im jakieś doświadczenie swojej natury, które oni ujmują potem w kategoriach myślowych właściwych własnej kulturze, językiem jej symboli, podczas gdy samo doświadczenie sacrum jest niedoktrynalne i niepojęciowe.
Co do zarzutu, jakoby religie nawzajem sobie zaprzeczały, chciałbym przytoczyć wypowiedź Carla Junga:
Na zarzut podnoszony szczególnie przez chrześcijan, że jest niemożliwością, żeby prawdziwe były wszystkie sprzeczne ze sobą wypowiedzi religijne, trzeba odpowiedzieć, zadając im z kolei pytanie: czy jeden równa się trzy? Jakże trzy osoby mogą być jednym Bogiem? Czy matka może być dziewicą? itd. Czyżby nie zauważyli oni dotąd, że wszystkie wypowiedzi religijne zawierają logiczne sprzeczności i zasadniczo niemożliwe stwierdzenia, a nawet - że ta logiczna sprzeczność i niemożliwość stanowią istotę wypowiedzi religijnych? Świadczy o tym wyznanie Tertuliana: et mortuus est Dei filius, prorsus credibile est, quia ineptum est. Et sepultus resurrexit; certum est, quia impossibile est. Jeśli chrześcijaństwo wzywa do wiary w takie sprzeczności, to - jak mi się zdaje - nie powinno czynić zarzutów temu, kto uznaje ważność jeszcze kilku innych paradoksów. Paradoksy w przedziwny sposób należą do największych dóbr duchowych, jednoznaczność natomiast jest oznaką słabości. Dlatego też religia ubożeje wewnętrznie, jeśli traci swe paradoksy lub pomniejsza ich znaczenie. Natomiast mnożąc je, bogaci się, albowiem tylko paradoks potrafi pojąć pełnię życia, podczas gdy jednoznaczność i brak sprzeczności mają charakter jednostronny i dlatego nie są w stanie wyrazić tego, co niepojęte.
Nie każdy posiada siłę ducha takiego np. Tertuliana, który nie tylko potrafił tolerować paradoksalność rzeczy, ale dostrzegł w niej nawet największą pewność religijną. Zbyt wielka liczba ludzi słabych duchowo uważa paradoksalność za niebezpieczną. Dopóki paradoksalność uważa się bez zastanowienia za coś oczywistego i za normalny aspekt życia, dopóty nie stanowi ona niebezpieczeństwa. Jeśli jednak jakiś człowiek o niedostatecznie rozwiniętej umysłowości (a tacy ludzie, jak wiadomo, mają zawsze największe mniemanie o sobie) wpadnie na pomysł, żeby paradoksalność jakiejś wypowiedzi religijnej uczynić przedmiotem równie poważnych, co bezsilnych rozważań, to w krótkim czasie parsknie on obrazoburczym i szyderczym śmiechem, i zacznie wytykać palcami ujawnione wobec wszystkich niedorzeczności tajemnicy. Od czasów francuskiego Oświecenia proces ten gwałtownie przybiera na sile; albowiem kiedy tylko obudzi się tuzinkowy umysł takich ludzi, którzy nie są w stanie znieść paradoksów, nie uciszą go już żadne kazania. Pojawia się nowe zadanie: tę nie rozwiniętą jeszcze umysłowość trzeba stopniowo podnieść na wyższy poziom i zwiększyć liczbę takich ludzi, którzy potrafią przynajmniej przeczuwać zasięg prawdy paradoksalnej. Jeśli nie da się tego zrobić, to duchowy dostęp do chrześcijaństwa trzeba będzie uznać za całkowicie utracony. Po prostu przestanie się wówczas rozumieć, jakie znaczenie miała paradoksalność dogmatów, a im bardziej zewnętrzne stanie się ich rozumienie, tym bardziej odstręczająca będzie ich irracjonalna forma, w końcu zaś staną się one przestarzałymi kuriozalnymi reliktami przeszłości.
Carl Gustav Jung, Psychologia a religia, Warszawa 1970, s. 227-228
Pozdrawiam, Eli R.
|
|
|  | | V0lrath (3440 punktów) | >Absolut udziela się ludziom w różny sposób i daje im jakieś doświadczenie swojej natury, które oni ujmują potem w kategoriach myślowych właściwych własnej kulturze, językiem jej symboli, podczas gdy samo doświadczenie sacrum jest niedoktrynalne i niepojęciowe.
Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "doświadczenie niepojęciowe". Tylko pojęcia mogą być mniej lub bardziej rozmyte i niedokładne (czyli metaforyczne). To jednak nie usprawiedliwia sprzeczności w opisie.
> ... >Carl Gustav Jung, Psychologia a religia, Warszawa 1970, s. 227-228
Tak, dla religii jest ważna paradoksalność, a także akceptacja paradoksów i sprzeczności. Jednak nie zgodziłbym się, że jest to słabością. Słabością moim zdaniem jest właśnie akceptacja wyjaśnień zawierających ostre sprzeczności, bo jest to akceptacja jako wyjaśnienie czegoś, co nie może istnieć z zasady (logika to uniemożliwia, ogranicza zbiór możliwych rozwiązań do niesprzecznych, sprzeczne rzeczy nie są możliwe).
|
|
| |  | | Eli Rosenkranz (52 punktów) | >Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "doświadczenie niepojęciowe". Tylko pojęcia mogą być mniej lub bardziej rozmyte i niedokładne (czyli metaforyczne). To jednak nie usprawiedliwia sprzeczności w opisie.
Ależ tak. Uczucia i emocje, na przykład, nie są pojęciowe. Odbiór dzieła muzycznego też w sposób pojęciowy nie daje się opisać. Część psychologów religii uznaje również doświadczenie sacrum, mysterium tremendum et fascinans, za przeżycie swoiste, niesprowadzalne do innych rodzajów doznań.
>Jednak nie zgodziłbym się, że jest to słabością. Słabością moim zdaniem jest właśnie akceptacja wyjaśnień zawierających ostre sprzeczności, bo jest to akceptacja jako wyjaśnienie czegoś, co nie może istnieć z zasady
Nie jestem przekonany, czy można mówić, że coś nie może istnieć z zasady. Być może te zasady są tylko właściwością naszego umysłu albo prawami arbitralnie przezeń ustanowionymi? Oprócz naszej, greckiej tradycji filozoficznej, istnieją przecież inne systemy (w obrębie filozofii indyjskiej), gdzie zasadę niesprzeczności można uchylić. Jeśli rację ma Kuzańczyk, że Absolut stanowi coincidentia oppositorum, wówczas właśnie język paradoksu wydawałby się najbardziej adekwatny do jego opisu.
Pozdrawiam, Eli R.
|
|
| | |  | | outsider (2469 punktów) | Religia jednak jest językowo komunikowalna, stara się owe doświadczenia niepojęciowe indukować u odbiorcy poprzez przekaz językowy: sztuczna technika, Eli?
Osobiście nie jestem miłośnikiem sztucznych metod pobudzania emocjonalnego - za łatwo w nich o eskalację.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | |  | | Eli Rosenkranz (52 punktów) | >Religia jednak jest językowo komunikowalna,
Nie w całości. Religia jest zjawiskiem złożonym. Pewne jego aspekty można opisać słowami, inne zawsze stwarzały pewien kłopot.
>stara się owe doświadczenia niepojęciowe indukować u odbiorcy poprzez przekaz językowy: sztuczna technika, Eli? >Osobiście nie jestem miłośnikiem sztucznych metod pobudzania emocjonalnego - za łatwo w nich o eskalację.
O nadużycia w tej dziedzienie z pewnością łatwo i zgodzę się, że są nader częste. O psychomanipulacji w grupach wyznaniowych można by mówić wiele. Nie znaczy to jednak, że religijność sprowadza się wyłącznie do stanów emocjonalnych i manipulowania nimi. Sferą przeżyć sakralnych interesują się od pewnego czasu psycholodzy; pozwólmy im się wypowiedzieć na temat natury tego zjawiska. Ja nie widzę powodu by a priori odrzucać realność czy swoistość pewnej dziedziny ludzkich doznań tylko dlatego, że jeszcze nie w pełni została zbadana. Jeśli wolisz z góry założyć, że doświadczenie religijne da się zredukować do tego, co już dobrze znamy, twoja wola. Dla mnie jednak to klasyczny nothing-but-ism.
Eli R.
|
|
| | | | |  | | outsider (2469 punktów) | >>Religia jednak jest językowo komunikowalna, >Nie w całości. Religia jest zjawiskiem złożonym. Pewne jego aspekty można opisać słowami, inne zawsze stwarzały pewien kłopot.
Religie trwaja z pokolenia na pokolenie: jaki byłby pozajęzykowy sposób ich przekazywania (rzecz jasna, mam na myśli również język niewerbalny, ale ludzki - i wspaniałość katedry jest przekazem w pewnym języku). Pewne predyspozycje do wiary wydają się być wrodzone - piszę jednak o religii, zawsze mającej kształt skonkretyzowany a zarazem odrębny od innych religii, tu musimy sie skoncentrować na przekazie, bo to co nieprzekazywalne ginęłoby; jeśli zaś założyć przekaz nie człowiek-człowiek - ogromną trudność sprawi róznorodność religii i ich nieuzgadnialność.
>>stara się owe doświadczenia niepojęciowe indukować u odbiorcy poprzez przekaz językowy: sztuczna technika, Eli? >>Osobiście nie jestem miłośnikiem sztucznych metod pobudzania emocjonalnego - za łatwo w nich o eskalację. >O nadużycia w tej dziedzienie z pewnością łatwo i zgodzę się, że są nader częste. O psychomanipulacji w grupach wyznaniowych można by mówić wiele. Nie znaczy to jednak, że religijność sprowadza się wyłącznie do stanów emocjonalnych i manipulowania nimi. Sferą przeżyć sakralnych interesują się od pewnego czasu psycholodzy; pozwólmy im się wypowiedzieć na temat natury tego zjawiska. Ja nie widzę powodu by a priori odrzucać realność czy swoistość pewnej dziedziny ludzkich doznań tylko dlatego, że jeszcze nie w pełni została zbadana. Jeśli wolisz z góry założyć, że doświadczenie religijne da się zredukować do tego, co już dobrze znamy, twoja wola. Dla mnie jednak to klasyczny nothing-but-ism.
Może inaczej, Eli: redukcja jest konieczna w dyskusji, bo musi istnieć układ odniesienia. Można natomiast zachować świadomość, że dyskusja - czy w ogóle wiedza - redukuje; samej dyskusji nie powinno to przeszkadzać. Tytuł portalu coś implikuje: są różne ograniczenia tego czym jest dyskusja, rózne miejsca ich prowadzenia i rózne techniki - w tym kontekście lokalna redukcja jest raczej podziałem aspektów niz niedwracalną stratą czegokolwiek.
Pozdrawiam.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | |  | | Eli Rosenkranz (52 punktów) | > Religie trwaja z pokolenia na pokolenie: jaki byłby pozajęzykowy sposób ich przekazywania (rzecz jasna, mam na myśli również język niewerbalny, ale ludzki - i wspaniałość katedry jest przekazem w pewnym języku).Religia mówi też językiem obrzędów (różniących się istotnie od magii), symboli, postaw emocjonalnych, nie jest tylko doktryną czy kodeksem etycznym. Religia oznacza też pewne stanowisko wobec pytań o sens świata, życia itd. Gdyby była wyłącznie światopoglądem, wyłącznie domeną uczuć czy tylko sferą lęków i fascynacji, mogłaby się wyrazić codziennym językiem. Tymczasem rozmaite, nieraz bardzo od siebie odległe systemy religijne potrzebują czegoś więcej. Potrzebują swojej sztuki, architektury, muzyki. Treść przekazu religijnego rozsadza zwykłą konwencję językową. Religia często wyraża swoje przesłanie formami poetyckimi, nie do końca przekładalnymi na język normalnej komunikacji. Nawet samo tworzywo językowe ulega nieraz poszerzeniu: aramejszczyzna Zoharu różni się znacznie od wszelkich znanych odmian naturalnego języka aramejskiego. Koraniczna odmiana arabskiego, choć powstała na bazie północnoarabskich dialektów plemiennych, rządzi się po części sztucznymi prawami gramatyki, jakie nie były spotykane w jego mówionych odmianach. Podobnie rzecz się miała, o ile mi wiadomo, z literacką odmianą sanskrytu, w której spisano Wedy. > jeśli zaś założyć przekaz nie człowiek-człowiek - ogromna trudnośc sprawi róznorodnośc religii.Sądzę jednak, że to trudność do pokonania. Bo jeśli rzeczywiście istnieją doświadczenia niepojęciowe (a upieram się, że istnieją - inaczej nie byłoby np. kompozytorów), i jeśli kontakt z Absolutem do nich należy (jestem umiarkowanym zwolennikiem tej hipotezy), wówczas fakt, że różne kultury dają mu wyraz, tworząc odmienne systemy religijne, nie wydaje mi się kwadraturą koła. > Może inaczej, Eli: redukcja jest konieczna w dyskusji, bo musi istnieć układ odniesienia.Jasne, ale sprowadzanie religii "do sztucznej techniki indukowania doświadczeń niepojęciowych" jest dla mnie przekroczeniem granic "redukcji koniecznej"  > Można natomiast zachować świadomość, że dyskusja - czy w ogóle wiedza - redukuje; samej dyskusji nie powinno to przeszkadzać. Tytuł portalu coś implikuje: są różne ograniczenia tego czym jest dyskusja, rózne miejsca ich prowadzenia i rózne techniki - w tym kontekście lokalna redukcja jest raczej podziałem aspektów niz niedwracalną stratą czegokolwiek.Skoro istnieją ludzie (prorocy, mistycy itp.), którzy próbując opisać swoje szczególne doświadczenie, napotykają barierę, poza którą język przestaje im wystarczać, to w moim przekonaniu lepiej jest ich wysłuchać i podjąć próbę ich zrozumienia, niż arbitralnie zaszeregować ich przeżycia do kategorii znanych nam z autopsji czy z doświadczenia zbiorowego. Niech brzytwa Ockhama, choć jej wartość nie sposób przecenić, nie odcina nam zupełnie dostępu do nieznanego. Pozdrawiam, Eli R.
|
|
| | | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | > >Religie trwaja z pokolenia na pokolenie: jaki byłby pozajęzykowy sposób ich przekazywania (rzecz jasna, mam na myśli również język niewerbalny, ale ludzki - i wspaniałość katedry jest przekazem w pewnym języku).> Religia mówi też językiem obrzędów (różniących się istotnie od magii), symboli, postaw emocjonalnych, nie jest tylko doktryną czy kodeksem etycznym. Religia oznacza też pewne stanowisko wobec pytań o sens świata, życia itd. Gdyby była wyłącznie światopoglądem, wyłącznie domeną uczuć czy tylko sferą lęków i fascynacji, mogłaby się wyrazić codziennym językiem. Tymczasem rozmaite, nieraz bardzo od siebie odległe systemy religijne potrzebują czegoś więcej. Potrzebuje swojej sztuki, architektury, muzyki. Treść przekazu religijnego rozsadza zwykłą konwencję językową. Religia często wyraża swoje przesłanie formami poetyckimi, nie do końca przekładalnymi na język normalnej komunikacji. Nawet samo tworzywo językowe ulega nieraz poszerzeniu: aramejszczyzna Zoharu różni się znacznie od wszelkich znanych odmian naturalnego języka aramejskiego. Koraniczna odmiana arabskiego, choć powstała na bazie północnoarabskich dialektów plemiennych, rządzi się po części sztucznymi prawami gramatyki, jakie nie były spotykane w jego mówionych odmianach. Podobnie rzecz się miała, o ile mi wiadomo, z literacką odmianą sanskrytu, w której spisano Wedy.Ależ tu się w pełni zgadzamy, Eli  . Przekaz jest wielomodalny - jednak w każdym modzie oparty o jakiś jezyk. Może to być język naturalny (łatwiej docenic potegę konstrukcji katedry niż jej finezję) - ale język wspólny ludziom: z czego nie wynika, aby się nim ktoś prócz ludzi posługiwał. Tak na marginesie - i poezja rządzi sie gramatyką sztuczną, co ma swoje uzasadnienie nie tylko w większej swobodzie dopasowania myśli do sztywnej formy. ale i tworzeniu atmosfery sacrum, niekoniecznie religijnego w swej naturze. > > jeśli zaś założyć przekaz nie człowiek-człowiek - ogromna trudnośc sprawi róznorodnośc religii.> Sądzę jednak, że to trudność do pokonania. Bo jeśli rzeczywiście istnieją doświadczenia niepojęciowe (a upieram się, że istnieją - inaczej nie byłoby np. kompozytorów), i jeśli kontakt z Absolutem do nich należy (jestem umiarkowanym zwolennikiem tej hipotezy), wówczas fakt, że w różne kultury dają mu wyraz, tworząc odmienne systemy religijne, nie wydaje mi się kwadraturą koła.> bez doświadczen niepojęciowych nie byłoby tworzenia pojęć...Jednak własnie hipoteza kórej jesteś umiarkowanym zwolennikiem jest kluczowa - jeśli uznamy ją za niekluczową, de facto odrzucimy ją; immanentnym atrybutem tej hipotezy jest jej kluczowość. > >Może inaczej, Eli: redukcja jest konieczna w dyskusji, bo musi istnieć układ odniesienia.> Jasne, ale sprowadzanie religii "do sztucznej techniki indukowania doświadczeń niepojęciowych" jest dla mnie przekroczeniem granic "redukcji koniecznej"  Ale tak ściśle - to nie była redukcja, było to wskazanie aspektu  . > > Można natomiast zachować świadomość, że dyskusja - czy w ogóle wiedza - redukuje; samej dyskusji nie powinno to przeszkadzać. Tytuł portalu coś implikuje: są różne ograniczenia tego czym jest dyskusja, rózne miejsca ich prowadzenia i rózne techniki - w tym kontekście lokalna redukcja jest raczej podziałem aspektów niz niedwracalną stratą czegokolwiek.> Skoro istnieją ludzie (prorocy, mistycy itp.), którzy próbując opisać swoje szczególne doświadczenie, napotykają barierę, poza którą język przestaje im wystarczać, to w moim przekonaniu lepiej jest ich wysłuchać i podjąć próbę ich zrozumienia, niż arbitralnie zaszeregować ich przeżycia do kategorii znanych nam z autopsji czy z doświadczenia zbiorowego. Niech brzytwa Ockhama, choć jej wartość nie sposób przecenić, nie odcina nam zupełnie dostępu do nieznanego.Po prostu nie oddzielajmy i nie odróżniajmy apriorycznie mistyka od poety: to nieracjonalne, gdyż nastawienie decyduje o odbiorze. Postuluję zatem zasadę ograniczonego zaufania do tego, że przekaz jest istotny - i pozdrawiam. Andrzej PS. A że w Biblii (ani hebrajskiej ani greckiej) poezji nie odnajduję - i, prawdę mówiąc, nie szukam - to już insza inszość; zbyt może pożądam w sprawach nieprostych ironii zamiast paradoksu, a o nią w tekstach z tezą trudno - czasem tylko w omówieniach.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | | | | |  | | Eli Rosenkranz (52 punktów) | > Może to być język naturalny (łatwiej docenic potegę konstrukcji katedry niż jej finezję) - ale język wspólny ludziom: z czego nie wynika, aby się nim ktoś prócz ludzi posługiwał.Tego nie sugerowałem. > >bez doświadczen niepojęciowych nie byłoby tworzenia pojęć...> Jednak własnie hipoteza kórej jesteś umiarkowanym zwolennikiem jest kluczowa - jeśli uznamy ją za niekluczową, de facto odrzucimy ją; immanentnym atrybutem tej hipotezy jest jej kluczowość.Pozostaje ona kluczowa niezależnie od tego, czy się jej dowiedzie, czy nie. Pozostaje też wciąż tylko hipotezą. Mój umiar w poparciu dla niej wynika z zawieszenia sądu na temat istnienia Absolutu (a więc i możliwości kontaktu z nim) oraz nie do końca wyjaśnionej na gruncie psychologii natury doświadczenia religijnego. > >Jasne, ale sprowadzanie religii "do sztucznej techniki indukowania doświadczeń niepojęciowych" jest dla mnie przekroczeniem granic "redukcji koniecznej"  > Ale tak ściśle - to nie była redukcja, było to wskazanie aspektu .W takim razie opacznie cię zrozumiałem. > Po prostu nie oddzielajmy i nie odróżniajmy apriorycznie mistyka od poety:Cóż, do wyboru mamy kilka możliwości: albo apriorycznie wrzucić ich do jednego worka, albo - tak samo apriorycznie - uznać, że mistyka i poezja stanowią różnie klasy zjawisk, albo też oprzeć swój osąd na uprzednim zbadaniu problemu, z uwzględnieniem przesłanek przemawiających za odróżnieniem artysty od "widzącego". Pozdrawiam i wychodzę, żeby oddać się doświadczeniom niepojęciowym na koncercie  Eli R.
|
|
| | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > Ależ tak. Uczucia i emocje, na przykład, nie są pojęciowe.Wpierw powinniśmy się zastanowić głębiej co to znaczy, że coś jest "pojęciowe" (czyli opisywalne przy pomocy pojęć). I co to jest "pojęcie". Czekam na propozycje (zanim napiszę, zamierzam się nad tym dokładniej zastanowić). > Nie jestem przekonany, czy można mówić, że coś nie może istnieć z zasady. Być może te zasady są tylko właściwością naszego umysłu albo prawami arbitralnie przezeń ustanowionymi?Chodziło mi o zasady logiki. Coś, co jest wewnętrznie sprzeczne , po prostu nie istnieje. To znaczy jeśli mamy sprzeczne informacje, to jest to sytuacja symetryczna z brakiem informacji. Jeśli zachodzi jednocześnie A i nie A i oba są równie pewne, to w takim układzie nie ma zawartej informacji o stanie A. A więc opis z sprzecznościami ma się nijak do ewentualnego stanu rzeczywistego - trzeba z niego wyeliminować tyle źródeł sprzeczności, by był niesprzeczny, a każdy opis, który da się w ten sposób wyprowadzić, jest opisem możliwym (a czy jest rzeczywistym i który jest rzeczywistym - to już trzeba sprawdzić na podstawie rzeczywistości). Jeśli powiem, że "kamień jest w całości zielony i w całości czerwony", to znaczy to tyle, że nie wiem jakiego koloru jest kamień - to zdanie nie niesie informacji o kamieniu. Może być wtedy zielony, może być czerwony, a może być inny, a także sama cecha może go nie dotyczyć. Oczywiście zakładam w powyższym rozumowaniu, że rzeczywistość jest jednoznaczna. Jak nie jest, to i tak nie ma informacji - dochodzi jednak możliwość jednoczesnego zachodzenia A i nie A lub sprzecznych cech/sytuacji, przy czym przy jakiejkolwiek obserwacji ze strony obserwatora taka niejednoznaczność powinna zanikać - powinno się pojawiać coś w stylu "redukcji funkcji falowej" - obserwator stawałby się niejednoznacznie określony, a więc w zasadzie istniejący w 2 równoległych i nie wiedzących nic o sobie na wzajem kopiach. Może tak rzeczywiście być - np. jedna z interpretacji mechaniki kwantowej sugeruje, że wszechświat nie jest jednoznaczny, a alternatywy istnieją realnie. Jednak nie jest to ani sprawdzone ani pewne, to nie jedyna możliwość wytłumaczenia zachodzenia zjawiska superpozycji w mechanice kwantowej. A więc wtedy ewentualny Bóg o sprzecznych ze sobą cechach A i B mógłby istnieć jeszcze jako superpozycja dwu lub więcej równoległych stanów i raczej uniemożliwiałby dowiedzenie się niczego pewnego na temat A i B (by mu funkcji falowej nie zredukowało i nie podzieliło obserwatora na kilka równoległych wersji, z których każda wie co innego o A i B) [joke]  > Oprócz naszej, greckiej tradycji filozoficznej, istnieją przecież inne systemy (w obrębie filozofii indyjskiej), gdzie zasadę niesprzeczności można uchylić.Zgadzam się. Ale to po prostu akceptacja sprzeczności (występująca dosyć mocno na przykład w Buddyzmie - przy czym Buddyzm to raczej filozofia bez filozofii i religia bez religii, przynajmniej w wydaniu oryginalnym i starym [Hinajana]), a nie system logiki i rozumowania czy tworzenia twierdzeń o rzeczywistości. > Jeśli rację ma Kuzańczyk, że Absolut stanowi coincidentia oppositorum, wówczas właśnie język paradoksu wydawałby się najbardziej adekwatny do jego opisu.Tyle, że wtedy to już nie jest opis - nie jest on informatywny, nie niesie żadnej informacji (w zakresie tym, który jest sprzeczny). A więc dużo lepszym (bardziej informatywnym) opisem byłby jakikolwiek inny bez sprzeczności i paradoksów. Opis z sprzecznościami nie jest jednoznaczny - bo trzeba znać metodę eliminacji sprzeczności (czyli jeśli cechy A i B są sprzeczne, to może zachodzić A albo B [jeśli któreś nie zachodzi, to zachodzi wobec niego jakaś alterntywa lub cecha ta nie dotyczy] albo żadne z nich [inne/nie dotyczy] albo część wspólna/niesprzeczne szczególne połączenie elementów A i B [wtedy trzeba A i B rozłożyć na bardziej elementarne składowe - nie zawsze chyba można]).
|
|
| | | |  | | Eli Rosenkranz (52 punktów) | >Ależ tak. Uczucia i emocje, na przykład, nie są pojęciowe.
> Wpierw powinniśmy się zastanowić głębiej co to znaczy, że coś jest > "pojęciowe" (czyli opisywalne przy pomocy pojęć). I co to jest "pojęcie". >Czekam na propozycje (zanim napiszę, zamierzam się nad tym
dokładniej > zastanowić).
Z definicją jest naturalnie problem, chociaż w kontekście naszej dyskusji możemy chyba przyjąć, że jest to "abstrakcyjne, myślowe przedstawienie przedmiotu, dające się wyrazić w formie językowej"?
>Nie jestem przekonany, czy można mówić, że coś nie może istnieć z zasady. Być może te zasady są tylko właściwością naszego umysłu albo prawami arbitralnie przezeń ustanowionymi?
> Chodziło mi o zasady logiki. Coś, co jest wewnętrznie sprzeczne, > po prostu nie istnieje. To znaczy jeśli mamy sprzeczne informacje, > to jest to sytuacja symetryczna z brakiem informacji. Jeśli > zachodzi jednocześnie A i nie A i oba są równie pewne, to > w takim układzie nie ma zawartej informacji o stanie A. A > więc opis z sprzecznościami ma się nijak do ewentualnego > stanu rzeczywistego - trzeba z niego wyeliminować tyle źródeł > sprzeczności, by był niesprzeczny, a każdy opis, który da się > w ten sposób wyprowadzić, jest opisem możliwym (a czy > jest rzeczywistym i który jest rzeczywistym - to już trzeba > sprawdzić na podstawie rzeczywistości). > Jeśli powiem, że "kamień jest w całości zielony i w całości > czerwony", to znaczy to tyle, że nie wiem jakiego koloru > jest kamień - to zdanie nie niesie informacji o kamieniu. > Może być wtedy zielony, może być czerwony, a może być > inny, a także sama cecha może go nie dotyczyć.
W przypadku kamienia i w ogóle większości obiektów naszego poznania, naturalnie tak jest. Mnie jednak chodzi o paradoksalność w opisie (albo próbie nazwania) rzeczywistości bardziej złożonej, np. kiedy mówimy o człowieku i jego postępowaniu, o Absolucie, czy snujemy rozważania o porządku wszechświata. Odwołam się do języka Heraklita z Efezu, z którego wszak czerpali i nowożytni myśliciele - takiej próby jak Heidegger czy Hegel. Otóż dla Heraklita zasadą istnienia świata była nieustanna zmiana, ujmowana nieraz jako jedność przeciwieństw, które nazwajem w siebie przechodzą. Przeciwieństwa, które w potocznym doświadczeniu przeczą sobie, współtworzą mimo wszystko jedność wyższego rzędu (harmonię). Zdaniem Heraklita, dla Logosu nie istnieje podział wynikający z tych przeciwieństw, dla Niego wszystko jest piękne, dobre i sprawiedliwe, ludzie natomiast jedne rzeczy wzięli za niesprawiedliwe, inne za słuszne. Zupełny rozdział przeciwieństw nie zdarza się zdaniem Heraklita nigdy, bo albo są różnymi aspektami tego samego zjawiska ("Droga w dół i w górę jest jedna i ta sama"), albo stanowią stadia tego samego procesu ("Jednym i tym samym jest w nas żywe i umarłe, to, co czuwa, i to, co śpi, młode i stare, ponieważ te rzeczy stają się po swej zmianie tamtymi, a tamte znów po swej zmianie stają się tymi").
Zatem jeśli chodzi o próby mówienia o tym poziomie rzeczywistości, na którym rozróżnienie pomiędzy sprzecznościami okazuje się tylko pozorne (przeświadczenie o takiej właściwości Absolutu wydaje się wspólne wielu mistykom), język paradoksu i metafory, jak u Heraklita, można uznać za najbardziej adekwatny: "Bóg jest dniem i nocą, zimą i latem, walką i pokojem, sytością i głodem". Z podobnymi właściwościami języka spotkamy się w pismach mistyków wszelkich religii. Świadczyć to może o tym, że doświadczenie sacrum posiada w różnych kontekstach kulturowychj pewne cechy wspólne - choćby taką (ale nie jedyną), że dla mistyków, proroków, "przebudzonych", "widzących" itp. istota ich doświadczenia jest w gruncie rzeczy niewyrażalna.
> >Oprócz naszej, greckiej tradycji filozoficznej, istnieją przecież inne systemy (w obrębie filozofii indyjskiej), gdzie zasadę niesprzeczności można uchylić.
> Zgadzam się. Ale to po prostu akceptacja sprzeczności (występująca > dosyć mocno na przykład w Buddyzmie - przy czym Buddyzm to raczej >filozofia bez filozofii i religia bez religii,
"Religia bez religii" to w moim przekonaniu niesłuszny, a wręcz krzywdzący zarzut wysuwany głównie przez katolików pod adresem buddyzmu. Wyznacznikiem religii jest raczej pewna postawa wobec sacrum czy numinosum, niekoniecznie związana z wyobrażeniem sobie osobowego bóstwa (o tym u Durkheima i Söderbluma).
> przynajmniej w wydaniu > oryginalnym i starym [Hinajana]), a nie system logiki i rozumowania czy > tworzenia twierdzeń o rzeczywistości.
Ano właśnie, bo przeciez tamtejsza tradycja wykształciła też kilka szkół systematycznej filozofii, zarówno przyjmujących autorytet Wed (choćby współczesna szkoła neowedantyjska K.C. Bhattacharya, nawiązująca do Kanta i Hegla), jak i zasadzających się na jego odrzuceniu.
|
|
| | | | |  | | Eli Rosenkranz (52 punktów) | > >Jeśli rację ma Kuzańczyk, że Absolut stanowi coincidentia oppositorum, wówczas właśnie język paradoksu wydawałby się najbardziej adekwatny do jego opisu.
> Tyle, że wtedy to już nie jest opis - nie jest on informatywny, > nie niesie żadnej informacji (w zakresie tym, który jest sprzeczny). > A więc dużo lepszym (bardziej informatywnym) opisem byłby > jakikolwiek inny bez sprzeczności i paradoksów.
Byłby lepszy, gdyby w tym przypadku w ogóle był możliwy. Zgoda, że nie jest to opis samego Absolutu, ale z pewnością jest to próba wyrażenia pewnego stanu umysłu, który nazywam tu (być może nie całkiem precyzyjnie) "doświadczeniem religijnym". Stanu wywołanego, w przeświadczeniu autorów takich wypowiedzi, przez kontakt z numenem. W tym sensie wypowiedzi mistyków niosą pewną informację, chociaż, być może, nie wprost zamierzoną. Paradoksalność pewnych wypowiedzi mistycznych może wynikać, moim zdaniem, z niewyrażalności tego rodzaju doświadczeń (nie wnikam tutaj, czy doświadczenia takie wiążą się z rzeczywistym kontaktem z inną rzeczywistością, czy nie). Wrócę jeszcze do ich "niepojęciowego" charakteru.
Analogia między doświadczeniem religijnym a przeżyciami artystycznymi nie jest dokładna, ale mimo wszystko stanowi chyba nie najgorszą ilustrację tego, o co mi chodzi. Procesy dokonujące się w umyśle kompozytora nie są pojęciowe (w każdym razie nie tylko i nie przede wszystkim pojęciowe). Czym różni się to, co Chopin chciał wyrazić w Mazurku As dur, od tego, co wyraził w Balladzie f moll? Tego nie da się sprowadzić ani do samych pojęć, ani wyłącznie do przeżyć natury estetycznej, ani do sfery emocji. To, co kazało Chpinowi postawić tutaj nutę b, a tam as, tutaj umieścić pasaż, a tam serię spokojnych akordów (i to właśnie takich, a nie innych), stanowi doświadczenie swoiste, niesprowadzalne do innych i niedające się wyrazić w jakiejkolwiek innej formie niż ta, w jakiej zostało wyrażone.
Wyrażone zaś zostało w języku w znacznym stopniu sformalizowanym. Wszystkie utwory Chpina zapisane są za pomocą konwencjonalnej notacji nutowej, mieszczą się w obrębie systemu tonalnego itd. Jednak mimo że wiele da się powiedzieć o sposobie zorganizowania materiału dźwiękowego, jakim się posłużył, np. że nuty są pogrupowane w takie czy inne motywy, frazy, zdania i okresy, że można dokładnie określić funkcje harmoniczne poszczególnych akordów - nie wyłuskamy z takiego opisu tego, co najważniejsze, ale zarazem najbardziej ulotne.
Jestem przekonany, że z doświadczeniem sacrum jest podobnie - z tym że nie znajduje ono wyrazu ani wyłącznie w muzyce, ani wyłącznie w poezji, ale o tym już była mowa. Paradoks być może istotnie nie posiada wartości informacyjnej w sensie naukowym, ale na gruncie religii chyba nie o tego typu informację tu chodzi, a bardziej o przesłanie.
Trochę jednak odbiegliśmy od tematu. Przytaczając wypowiedź Junga o prawdzie paradoksalnej, chciałem tylko poprzeć swoją tezę, że różne kultury wyrażają ten sam rodzaj przeżycia, a mianowicie doświadczenie sacrum, różnymi językami: tworząc systemy religijne właściwe własnej mentalności, historii itd. Chrześcijanie zatem będą uczestnikami swojej religii (a zatem uznawać będą właśnie Biblię, a nie Wedy), ponieważ ta religia i ta Księga przemawia językiem najbliższym ich kulturze i najlepiej odpowiada uwarunkowanemu tą kulturą sposobowi przeżywania sacrum.
Pozdrawiam! Eli R.
|
|
| | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >W przypadku kamienia i w ogóle większości obiektów naszego poznania, naturalnie tak jest. Mnie jednak chodzi o paradoksalność w opisie (albo próbie nazwania) rzeczywistości bardziej złożonej, np. kiedy mówimy o człowieku i jego postępowaniu, o Absolucie, czy snujemy rozważania o porządku wszechświata.
Kamień jest ściśle zdefiniowany, a jego definicja-wzorzec, jak i zespół cech daje się wyróżnić i podzielić na części (kolor, faktura, gęstość, skład, kształt itd. itp.). Czyli poza odwzorowaniem wzorzec-obiekt i wzorzec-słowo mamy jeszcze podział tego obiektu na składowe, a słowa na opis bardziej szczegółowy i posiadający wiele elementów. Elementy te są prostymi i podstawowymi (np. kolor czy cechy kształtu), a więc nie budzą przy kontakcie z nimi żadnej konfuzji.
Gorzej się dzieje gdy coś nie jest rozbijalne na prostsze kawałki i cechy, nie ma ścisłej słownie wyrażalnej definicji, której częściami są się proste składowe. Wtedy taki wzorzec, choć rozpoznawany, budzi coś w rodzaju "niepokoju językowego" (gdy uświadomimy sobie ograniczenia umysłu i języka). To utrudnia nieintuicyjne, lecz świadome i racjonalne rozważania, a także przekazywanie informacji między jednostkami. Przy zetknięciu z wzorcami, które są bardzo złożone, ale językowo są wyrażalne głównie (jeśli nie tylko) poprzez metafory, symbole i słowa-klucze, najczęstszym sposobem podejścia do nich jest zaniechanie głębszego studiowania zależności między nimi, a także paradoksów z nimi związanych, lecz po prostu ich przyjęcie (świadome lub nie). Wynika to stąd, że analiza i tak jest b. trudna, a komunikacja przekazująca odwołania do takich wzorców (nawet sprzecznych na pewnym poziomie) pozwala zbdować jakieś wyobrażenie (w złożonym przypadku umysł raczej nie alarmuje od razu i automatycznie o wykryciu jawnej sprzeczności, umysł to nie komputer - nie jest koniecznie ściśle niesprzeczny wewnętrznie [w sensie może zawierać równolegle sprzeczne ze sobą informację i przejść z tym do porządku dziennego wcale nie eliminując sprzeczności - a co najwyżej je separując]).
A więc jak ktoś powie, że Bóg jest miłością, ale jest także sprawiedliwy, wieczny, wszystkowiedzący, wszechmocny itd. to nie od razu (od razu = bez wysiłku intelektualnego i głębszej analizy) zauważymy paradoksy, a być może nawet jak nam ktoś je pokaże, to nie uwierzymy. Mózg chyba najwyraźniej nie analizuje złożonych informacji i wzorców w sposób zapewniający niesprzeczność, potrafi budować wyobrażenie mimo podstaw zawierających sprzeczności (bo i wyobrażenie nie jest zwykle na tyle szczegółowe i rozległe, by sprzeczności się ujawniły, a cechy są czesto rozważane niezależnie od siebie).
> Odwołam się do języka Heraklita z Efezu, z którego wszak czerpali i nowożytni myśliciele - takiej próby jak Heidegger czy Hegel. Otóż dla Heraklita zasadą istnienia świata była nieustanna zmiana, ujmowana nieraz jako jedność przeciwieństw, które nazwajem w siebie przechodzą. Przeciwieństwa, które w potocznym doświadczeniu przeczą sobie, współtworzą mimo wszystko jedność wyższego rzędu (harmonię).
Przeciwieństwa może i następują po sobie, ale nie istnieją jednocześnie. Kamień nie jest jednocześnie cały czarny i cały biały, choć jego barwa może się zmienić z jednej na drugą i vice versa.
> ("Jednym i tym samym jest w nas żywe i umarłe, to, co czuwa, i to, co śpi, młode i stare, ponieważ te rzeczy stają się po swej zmianie tamtymi, a tamte znów po swej zmianie stają się tymi").
Ja mam jednak inne postrzeganie czasoprzestrzeni niż Heraklit - a więc to, co było, nie jest moim zdaniem tym samym, co to, co jest (to znaczy w pewnym sensie jest tym samym, ale położenie w czasie się zmienia, a więc to jest inna część tego samego, jego kontynuacja w czasie).
|
|
| | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | > Świadczyć to może o tym, że doświadczenie sacrum posiada w różnych kontekstach kulturowychj pewne cechy wspólne - choćby taką (ale nie jedyną), że dla mistyków, proroków, "przebudzonych", "widzących" itp. istota ich doświadczenia jest w gruncie rzeczy niewyrażalna.
Moim zdaniem mimo wszystko gdy opis zawiera paradoks, to znaczy zazwyczaj, że nie wiemy, o czym mówimy (albo my wiemy, ale nie chcemy by odbiorca wiedział). A więc nic tym nie wyrażamy (nic dla odbiorcy, bo odbiorca nie wie, jak paradoks wyeliminować i która część opisu/przybliżenia/metafory jest słuszna) poza "tajemnicą" i serią skojarzeń/wyobrażeń. Byłoby inaczej gdyby poza paradoksem dodawać dokładniej w jakim sensie i zakresie to, co sprzeczne, jest niesprzeczne (tak jak np. w fizyce to się precyzuje w stosunku do sprzecznych ze sobą teorii względności i mechaniki kwantowej) i co trzeba zmodyfikować lub odrzucić by w zadanym zakresie było niesprzeczne (najczęściej w różnych częściach obszaru różne rzeczy - w końcu nie po to prowadza się opis paradoksalny + opis eliminacji sprzeczności w zależności od zakresu, by potem go usuwać w sposób trywialny).
Przy czym w sytuacji złożonych, a zarazem nie podzielnych/trudno podzielnych i rozmytych wzorców przekładanych na słowa akceptacja paradoksów przychodzi ludzkiemu umysłowi łatwo (czasem tworzy przy tym atmosferę zagadki, tajemnicy, sacrum).
Co do wyrażania niewyrażalnej istoty czegoś (np. doznań, których nikt inny zazwyczaj nie doznaje lub czegoś, co z definicji ma być święte i nieopisywalne za razem) poprzez paradoksy - to jest to sposób równie dobry jak każdy inny, a nawet z punktu widzenia religii lepszy, bo wywołuje pewne wyobrażenia i generuje atmosferę tajemnicy sacrum. Czemu równie dobry jak każdy inny? Bo do póki nie ma możliwości wyrażenia czegoś poprzez odwołanie do wspólnych doświadczeń i informacji, dopóty nie ma możliwości informatywnej słownej komunikacji. A więc nie mówienie nic lub powiedzenie "doznałem czegoś, ale nie potrafię słowami tego opisać poza nazwaniem tego np. 'WIZJĄ'" niesie tyle samo informacji obiektywnej, co przedstawienie tego w formie paradoksu i dodanie do tego skojarzeń (które przy niewyrażalnym będą mijały się z prawdą). Czyli nic - to tak jak tłumaczenie ślepemu kolorów.
Oczywiście można się też pokusić o opis informatywny - poprzez analizę tego, co doznałem/poznałem (abstrahując od tego jak można poznać coś, co nie jest poznawalne zmysłowo ani - fizycznie - doświadczalne) można wyprodukować zestaw cech, jakie to coś miało - cech analogicznych lub składających się z tego, co znane i wspólne. Tak też można ślepemu wytłumaczyć czym jest kolor czerwony (odwołując się do tego co zna - czyli przestrzeni, w której się porusza, zdefiniowania fal elektromagnetycznych, ich długości itp. w formie opisu bardziej matematycznego oraz określenie, że kolor czerwony mają przedmioty, które pochłaniają fale w zakresie X, a odbijają w zakresie Y - w miejsce X i Y wstawić liczby). Tylko pytanie kogo zainteresuje informatywny opis Boga czy doznawanej przez proroka wizji? Otóż nikogo - poza naukowcem/kimś żądnym szczegółowej wiedzy. Za to opis paradoksalny z odwołaniami do metafor, symboli itp. oddziaływuje na człowieka, buduje w nim wyobrażenia (nie koniecznie niesprzeczne), które to wyobrażenia akceptuje i w których się utwierdza (poprzez autorytet głównie).
|
|
| | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >"Religia bez religii" to w moim przekonaniu niesłuszny, a wręcz krzywdzący zarzut wysuwany głównie przez katolików pod adresem buddyzmu. Wyznacznikiem religii jest raczej pewna postawa wobec sacrum czy numinosum, niekoniecznie związana z wyobrażeniem sobie osobowego bóstwa (o tym u Durkheima i Söderbluma).
W Buddyzmie [przynajmniej starym - Hinajana], z tego co wiem, to nie tyle występuje sacrum, co dążenie do nirwany, czyli nicości, zerwania związków ze swoją osobą i ze światem (a w niektórych wersjach dążenie do zaprzestania wszelkich dążeń - także do nirwany). Przy czym mam na myśli Buddyzm, który głosił Budda, a nie Buddyzm ludowy lub czczenie Buddy.
>Ano właśnie, bo przeciez tamtejsza tradycja wykształciła też kilka szkół systematycznej filozofii, zarówno przyjmujących autorytet Wed (choćby współczesna szkoła neowedantyjska K.C. Bhattacharya, nawiązująca do Kanta i Hegla), jak i zasadzających się na jego odrzuceniu.
Tak, zgadzam się - systemów i w Buddyzmie i w hinduizmie jest b. dużo (a w hinduizmie to różnice między nimi bywają bardzo duże).
|
|
| | | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >Analogia między doświadczeniem religijnym a przeżyciami artystycznymi nie jest dokładna, ale mimo wszystko stanowi chyba nie najgorszą ilustrację tego, o co mi chodzi. Procesy dokonujące się w umyśle kompozytora nie są pojęciowe (w każdym razie nie tylko i nie przede wszystkim pojęciowe).
Zgadzam się - w sensie, że nie operuje na wtedy na pojęciach.
Procesy są niepojęciowe (choć teoretycznie pojęciowo wyrażalne - tak jak kolor jest doświadczeniem nie rozbijalnym na pojęcia, ale daje się przedstawić fizycznie to, czym jest, a także sposób i drogę rozpoznawania przez oko i mózg).
> Czym różni się to, co Chopin chciał wyrazić w Mazurku As dur, od tego, co wyraził w Balladzie f moll? Tego nie da się sprowadzić ani do samych pojęć, ani wyłącznie do przeżyć natury estetycznej, ani do sfery emocji. To, co kazało Chpinowi postawić tutaj nutę b, a tam as, tutaj umieścić pasaż, a tam serię spokojnych akordów (i to właśnie takich, a nie innych), stanowi doświadczenie swoiste, niesprowadzalne do innych i niedające się wyrazić w jakiejkolwiek innej formie niż ta, w jakiej zostało wyrażone.
Tak - połączenie w całość to nie zawsze to samo co suma części analizowanych oddzielnie (co nie znaczy, że nie można by było tego przeanalizować - tylko, że to bardzo trudne i wymagałoby być może jednoczesnej analizy całości, co nie jest możliwe poprzez świadome rozumowanie).
>Wyrażone zaś zostało w języku w znacznym stopniu sformalizowanym. Wszystkie utwory Chpina zapisane są za pomocą konwencjonalnej notacji nutowej, mieszczą się w obrębie systemu tonalnego itd. Jednak mimo że wiele da się powiedzieć o sposobie zorganizowania materiału dźwiękowego, jakim się posłużył, np. że nuty są pogrupowane w takie czy inne motywy, frazy, zdania i okresy, że można dokładnie określić funkcje harmoniczne poszczególnych akordów - nie wyłuskamy z takiego opisu tego, co najważniejsze, ale zarazem najbardziej ulotne.
Zgadzam się.
>Jestem przekonany, że z doświadczeniem sacrum jest podobnie - z tym że nie znajduje ono wyrazu ani wyłącznie w muzyce, ani wyłącznie w poezji, ale o tym już była mowa. Paradoks być może istotnie nie posiada wartości informacyjnej w sensie naukowym, ale na gruncie religii chyba nie o tego typu informację tu chodzi, a bardziej o przesłanie.
Zgadzam się - przy czym paradoks powoduje, że w ten sposób zostają przekazane pewne wyobrażenia, których sprzeczność wewnętrzna albo jest trudna do zauważenia albo buduje poczucie tajemnicy (nie niosąc informacji). Ale z technicznego punktu widzenia, to opis z paradoksem powoduje, że nie jest to opis informatywny, a więc mamy cechy, mamy wywołane wyobrażenia, ale wiedząc o paradoksie wiemy, że nasze wyobrażenia gdzieś są błędne, są po prostu złe.
>Trochę jednak odbiegliśmy od tematu. Przytaczając wypowiedź Junga o prawdzie paradoksalnej, chciałem tylko poprzeć swoją tezę, że różne kultury wyrażają ten sam rodzaj przeżycia, a mianowicie doświadczenie sacrum, różnymi językami: tworząc systemy religijne właściwe własnej mentalności, historii itd. Chrześcijanie zatem będą uczestnikami swojej religii (a zatem uznawać będą właśnie Biblię, a nie Wedy), ponieważ ta religia i ta Księga przemawia językiem najbliższym ich kulturze i najlepiej odpowiada uwarunkowanemu tą kulturą sposobowi przeżywania sacrum.
To interesujące i prawdopodobne wyjaśnienie - abstrahując od tego na ile sfera sacrum jest realna, a na ile wyobrażona.
|
|
| | | | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >Z definicją jest naturalnie problem, chociaż w kontekście naszej dyskusji możemy chyba przyjąć, że jest to "abstrakcyjne, myślowe przedstawienie przedmiotu, dające się wyrazić w formie językowej"?
No tak - ale to jest tylko definicja nie zagłębiająca się w szczegóły tego czym jest wyrażenie czegoś w formie językowej.
Na pewno wyrażenie czegoś w formie językowej pozwala na komunikację, przekazanie informacji od jednej osoby do drugiej. A więc jeśli powiemy "kamień leżący na moim podwórku koło domu jest zielony", to przekazujemy jakąś informację. Jej zrozumienie jednak zależy od osoby, do której to mówimy. Jeśli to będzie np. Chińczyk nie znający języka polskiego, to nic nie zrozumie. Jeśli to będzie zaś przeciętny Polak, to będzie wiedział o jaki przedmiot chodzi, gdzie się znajduje i dowie się o cesze tego przedmiotu (o kolorze). Gdzieś pomiędzy jest np. osoba ślepa od urodzenia, która pewnie wie, co to kamień, dom, podwórko itp., będzie potrafiła umiejscowić to w przestrzeni i zidentyfikować obiekt, ale nie będzie rozumiała cechy (dowie się o cesze, ale nie będzie ona dla niej nic znaczyła - no, chyba, że to fizyk, to będzie to znaczyło dla niego, że kamień ma zdolność do pochłaniania pewnego rodzaju fal elektromagnetycznych i nic więcej).
A więc informacja w postaci językowej do zrozumienia potrzebuje odbiorcy, który: - zna reguły języka, jego gramatykę i słownictwo - rozumie relację pomiędzy słowami, a rzeczywistością (np. zna wzorzec pozwalający odróżnić kamień od nie-kamienia, wie czym jest kamień i co to znaczy, że obiekt jest kamieniem lub jest zielony). Więc ta informacja jest niepełna i wymaga u odbiorcy posiadania zestawu reguł językowych oraz zestawu wzorców i relacji, a także zmysłów pozwalających na powiązanie doznanie-wzorzec-informacja językowa. Stąd wynika, że odwzorowanie czegokolwiek na postać językową jest możliwe tylko wtedy, gdy istnieje możliwość znalezienia wzorca (lub ich kombinacji) rozpoznawalnego zmysłowo (przy czym zmysły rozumiem bardzo szeroko - jako ogół wszystkiego, co doświadczane) dla danej cechy/obiektu i powiązania go ze słowem/pewną ich kombinacją. Twór językowy tak powstały nie może istnieć samodzielnie bez odwołania do zewnętrza, język bez kontekstu rzeczywistości nie niesie informacji.
Jaki to ma wpływ na naszą rozważaną sytuację? Otóż chyba nie da rady nic (poza wyidealizowanymi koncepcjami matematycznymi) do końca opisać językowo tak, by bez odwoływania się do rzeczywistości (a więc do tego, co obserwujemy) móc to zrozumieć, by rozumienie było niezależne od postrzegania. A więc nie ma rzeczy do końca wyrażalnych językowo, a każde językowe wyrażenie czegokolwiek jest nieścisłym przybliżeniem odwołującym się do pewnego wzorca wynikłego z obserwacji rzeczywistości. Przy czym są rzeczy bardziej nieścisłe i mniej nieścisłe - wszystko zależy od tego jak dobrze i skutecznie potrafimy analizować rzeczywistość oraz tworzyć i rozpoznawać w zadanym zakresie wzorce.
Gdy wzorce tyczą się spraw psychiki i odczuć wewnętrznych, to możliwość samoanalizy, tworzenia wzorców itp. jest mocno ograniczona. Potrafimy definiować emocje i uczucia na zasadzie pokazania palcem (w zasadzie język, jak już wspomniałem, sprowadza się do pokazywania palcem, lub raczej budowania wzorców na czymś, co można tak pokazać - przy czym to nie koniecznie muszą być przedmioty, mogą być bardziej abstrakcyjne relacje i interakcje), poprzez to, co czujemy i czego doświadczamy (każdy wie co mniej więcej oznacza "miłość" "strach" czy "złość") ale nie do końca potrafimy zagłębić się w tą definicję, rozwinąć ją od strony analizy doznań (od strony fizyki i biologii już bardziej). Podobnie jest z kolorem. Każdy wie, co to kolor czerwony, ale gdyby nie analiza fizyczna (czyli to o świetle, falach elektromagnetycznych), to nie byłoby innej definicji niż bezpośrednio przez "pokazanie palcem". Na pewnym poziomie - gdy się dostatecznie zagłębimy - każda definicja składa się z części powstałych na zasadzie pokazania palcem i nazwania. Co to więc znaczy, że coś jest "językowo niewyrażalne"? Znaczy to tyle, że z jednej strony "pokazanie palcem" zachodzi od razu na poziomie danej definicji, nie daje się ona rozbić na części ani głębiej zanalizować (lub jest to bardzo trudne), a z drugiej strony wzorzec jest mocno rozmyty i nie potrafimy go słownie przedstawić (a więc rozbić wzorca na proste kawałki, jest on całościowy, intuicyjny, złożony ale wprawia w zakłopotanie kogoś, kto próbuje go racjonalnie określić i opisać - tak jest często z uczuciami). Przy czym czy oby na pewno wzorzec taki jest absolutnie nie wyrażalny, czy tylko wyrazić go nie potrafimy? Patrząc na to od strony fizyki i biologii składniam się ku twierdzeniu, że po prostu mózg potrafi ten wzorzec automatycznie rozpoznawać, ale nie potrafimy go zapisać świadomie słownie w postaci prostych części (np. zdefiniować tak kamień da radę, miłość już dużo trudniej), bo analiza jest zbyt trudna i zbyt rozmyta - więc możemy tylko "pokazywać palcem", ale obktywny opis takiego wzorca jest teoretycznie wyrażalny (bo zasady działania sieci neuronowej, która potrafi taki wzorzec rozpoznać, są wyrażalne, a to wraz z zapisem budowy układu stanowi właśnie fizyczne i informacyjne wyrażenie wzorca).
Podsumowując - moim zdaniem twór "niewyrażalne językowo" to twór sztuczny, wyrażający nasze zakłopotanie tym, że złożony i ważny wzorzec automatycznie rozpoznawany przez mózg jest rozmyty i jednocześnie nie poddaje się naszej zdolności do rozłożenia go na proste składowe, a więc zmusza językowo do definiowania go na zasadzie "pokazywania palcem" i odwoływania się do wspólnych doświadczeń. Takich wątpliwości nie mamy odnośnie kamienia i innych elementów poznania wzrokowego, ale często mamy co do odczuć, intuicji i uczuć, a także czasem co do np. nieobserwowalnych na codzień cząstek elementarnych czy atomów (bo definicję kamienia można podzielić na zespół cech lub składowych, które są często prostsze - to uspokaja).
|
|
|  | | outsider (2469 punktów) | Na czym polega przydatnośc praktyczna paradoksów? Czy nie na tym, że lepiej przybliżają nam istotę egzystencji: ot, widząc że nasz czas jest skończony a zagrożenia wielkie - musimy żyć tak, jakbyśmy o jednym ani drugim nie wiedzieli. Pola bitew to pola najwększego może paradoksu: żołnierze idą na nie (niekoniecznie dobrowolnie, ale brak buntu jest formą zgody) walczyć o coś mniej wartego niż ich własne życie; w jakims sensie świat jest polem bitwy, na którym każdy z nas musi przegrać - i wie. Zatem paradoksy pojęciowe lepiej niż co innego opisują najbardziej elementarne aspekty bytu osobowego: jest w nich jednak (jak w każdej rzeczy dobrej) ukryte istotne niebezpieczeństwo - postrzegam je w zachwycie, jaki paradoks może w nas wzbudzić. Ma być lekarstwem - staje się narkotykiem. Uwierzywszy w istotnośc paradoksów (abstrakcyjnych przecież, gdy to paradoksy opisane w języku - paradoksy prawdziwe opisać trudno albo wręcz się nie da) - możemy sie poczuć zwolnieni od myślenia. Skoro coś może być parodoksem - wszystko już może, świat pozornie wyzbył sie warunków brzegowych, wszystko można; stan dość bliski temu, co Brzezicki nazwał paragnomen. Schizofrenia wiary bywa wewnętrznie pełna: prorocza, choć tak naprawdę nie jest w stanie niczego prorokować, raczej tworzy atmosferę specjalnego oddziału szpitalnego. Większość jednak popada w pustą jej odmianę, odmierzając czas mechaniczną mantrą modlitwy, bardziej jeszcze paradoksalnej samej w sobie - to świat zmierzający ku katatonii. Jest kolejnym paradoksem, że chwalenie Boga w dowolnej postaci to przekształcony w swe przeciwieństwo protest - bo protest a nie zachwyt prawdziwy leży u podłoża: zachwyt słowem to eskapizm wobec świata. Postrzegać paradoks - ale nie ulegac mu ani trochę: tak to widzę, Eli. Nieobca jest bowiem ludzkiej psychice skłonność samozagłady, nauduleganie złu zauważonemu a potężnemu, gorzka służalczość aniołowi zagłady, gdy się poczuło już muśnięcie jego skrzydeł: paradoks? Tak paradoks - jakiż za to powszechny: nie ma w religiach dobra, jest przejście na stronę silniejszego zła - i rojenie sobie, że to także forma protestu.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| |  | | Eli Rosenkranz (52 punktów) | >Na czym polega przydatnośc praktyczna paradoksów?
Polegać może na tym, że spośród dostępnych nam sposobów komunikowania właśnie one najbliższe są wyrażeniu tego, co niewyrażalne i opisowi tego, czego opisać się nie da. Trzeba tylko pamiętać, że paradoks nie opisuje adekwatnie tajemnicy, a tylko jej dotyka.
Jeśli zatem Absolut istnieje, nie da się go zamknąć w naszych systemach pojęciowych. Mówiąc językiem przypowieści (z góry mówię: wiem, że nie ma paraboli doskonałych): "Podobny jest Absolut do natury światła: raz zdaje się ona korpuskularna, innym razem falowa. Podobny jest też do zasady nieoznaczoności: albo znasz położenie cząsteczki, albo jej pęd". Paradoks godzi przeciwieństwa, stara się ująć i jedno, i drugie ("Droga w górę i w dół jest jedna i ta sama", jak mówił Heraklit). Oczywiście, nie przeczę, że że paradoks bywa "narkotykiem" - taką postacią bełkotu, w której ma się on jawić jako wyraz niezgłębionej mądrości, niemniej jednak ujęcia paradoksalne często przemawiają mi bardziej do przekonania niż próby sprowadzenia rzeczywistości tylko do jednego z wielu jej wymiarów. Zależy, kto mówi i co ma do powiedzenia.
Pozdrawiam!
Eli R.
|
|
| | |  | | outsider (2469 punktów) | Mam nieco inne podejście, Eli - od paradoksu wolę ironię. Paradoks występuje wewnątrz pola semantycznego, wewnątrz spójnego kontekstu - ironia wykorzystuje wielowarstwowość przekazu. Przychodzi mi ma myśl - może znasz - Dichterliebe Schumanna, owo wspaniałe napięcie między melodią pieśni i zimnym, szyderczym nieraz kontrapunktem fortepianu: w porównaniu z tym paradoks jest topornym środkiem wyrazu. Przekaz słowny jest również wielowarstwowy z natury - można na tym budować kontrapunkt, na przykład pomiędzy sądem wyrażanym a odcieniem znaczeniowym słów, jakimi sie go wyraża - lub pospolitymi ich związkami frazeologicznymi (Urban sprzed lat: " Rząd toczy dialog z Episkopatem"  ; mozliwe że była to ironia niezamierzona). Ironię można dostrzec lub nie - kwestia wrazliwości i niekiedy wyrobienia; to swiadome pisanie "z kluczem". Z paradoksem jest gorzej - może po prostu zostać przyjęty za dosłowny wyraz prawdy: dziwaczny? Ależ skąd, to inni nie wiedzą, myśmy elitą. A zarazem daje się zwykle wyjaśnić na poziomie stricte językowym, czemu paradoks jest paradoksem - jakiś przekaz pozostaje może mimo to, ale okaleczony bo wykazano jego wadliwość, która w założeniu nadawcy wykazana być nie miała.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| Fiolek | Może ja spróbuję odpowiedzieć Ci na to pytanie. Z góry mówie, ze jestem wierzącym katolikiem, ale niektóre elementy wiary próbuję sam poznac. Dlatego tez moja wypowiedź może być trochę kontrowersyjna.
Osobiście uważam, ze Biblia jest środkiem. Słuzy Ona jako sposób poznania Boga, jako coś co przybliża mi samą Jego postać. Pytasz czemu naprzykład nie Koran? Moze ku Twojemu zaskoczeniu ale tez uważam, ze jest to Święta Księga. Traktuje ona o Bogu - równiez moim Bogu. Dlaczego tak twierdzę? Mówi, że istnieje jeden Pan, nasz stworzyciel. Czy nazwę sie katolikiem, muzułmaninem czy żydem, będę wierzył w jednego Stwórcę, który jest nade mną i sie mną opiekuje. Więc czy jest az tak istotne co konkretnie czytam? Może być to zadziwiające ale wiecej w tych wszystkich Księgach jest wspólnych cech niż różnic. Dlatego nie twierdze, ze inne Święte Księgi są gorsze ale i dlaczego Biblia ma być od nich gorsza i mówić nieprawdę?
|
|
 | |
|  | | Fiolek | Fakt, faktem nie moge powiedzieć, że wszystkie te Księgi mają tak samo wiele wspólnego. Oczywistościa jest, ze wiara nie jest jednolita. Ale nie zmienia to faktu, ze (przynajmniej w moim odczuciu) błędnym jest pogląd, że katolicy są grupą ograniczającą sie wyłącznie do czytania jednej Księgi Wiary. Tej kwestii nie można rozstrzygnąć bez rozmowy ogólnej o wierze.
|
|
 | | kontrast | Witam! >Pytasz czemu naprzykład nie Koran? Moze ku Twojemu zaskoczeniu ale tez uważam, ze jest to Święta Księga. Traktuje ona o Bogu - równiez moim Bogu. Dlaczego tak twierdzę? Mówi, że istnieje jeden Pan, nasz stworzyciel. Lepiej się nie przyznawaj do katolicyzmu, bo to nie jest nasza tradycja, albo jesteś katolikiem i przyjmujesz regulamin albo jesteś outsiderem, który sam nie wie czego chce. Mówie twardo, nie ma kompromisów. Jeśli Koran ma coś z natchnienia, to tylko przez podobieństwo, bo w wielu fragmentach jest prawie żywcem przepisany z ST, a w innych są parafrazy i ich własna tradycja, ale to nie nasza drużyna, w wedach też można znaleźć podobieństwa, nawet w dziełach Marksa znalazłbyś kilka podobnych zdań, ale tej księgi chyba nie będziesz szanował tak jak należy się Bibli. Żydzi byli bardzo radykalni i nawet tłumaczeń nie chcieli traktować jako natchnione, tylko oryginał i to hebrajski.
>Czy nazwę sie katolikiem, muzułmaninem czy żydem, będę wierzył w jednego Stwórcę, który jest nade mną i sie mną opiekuje. Gdybyś się urodził w tej wierze to tak.
>Więc czy jest az tak istotne co konkretnie czytam? Może być to zadziwiające ale wiecej w tych wszystkich Księgach jest wspólnych cech niż różnic. Biblia jest żródłem a Koran raczej interpretacją, ale wolałbym za dużo nie mówić, bo islamiści w nią wierzą, więc niech wierzą jak się w tym urodzili. To nie temat na dyskusję tutaj, ja się nie piszę.
>Dlatego nie twierdze, ze inne Święte Księgi są gorsze ale i dlaczego Biblia ma być od nich gorsza i mówić nieprawdę? To nie na płaszczyźnie gorszy lepszy, ale natchniony, nienatchniony. Może znalazłby sie jakiś wybitny człowiek, który napisałby równie dobrą księgę, a może nawet lepszą, ale co z tego, nie byłaby to biblia i nie byłaby natchniona, co najwyżej podobna. Zresztą to pole do popisu dla filozofii, bo jeśli uwierzymy w natchnienie, to co tak naprawdę podlega mu. Od kilku lat nad tym rozmyślam i nie mogę wyjść poza definicje. Czy natchnienie dotyczy tylko oryginału tekstu, czy też raczej samego sensu, jaki niosą słowa, to nie jest takie proste. Nie chcę sie teraz w to zagłębiać, bo nie jestem pewien i nie chcę wprowadzać w błąd.
Pozdrawiam!
|
|
|  | | V0lrath (3440 punktów) | >Biblia jest żródłem a Koran raczej interpretacją, ale wolałbym za dużo nie mówić, bo islamiści w nią wierzą, więc niech wierzą jak się w tym urodzili. To nie temat na dyskusję tutaj, ja się nie piszę.
Islamiści pewnie by się nie zgodzili i twierdzili odwrotnie. Lub że pochodzą częściowo z wspólnego źródła, ale akurat Koran jest natchniony, a Biblia nie.
>To nie na płaszczyźnie gorszy lepszy, ale natchniony, nienatchniony.
Dla różnych ludzi różne rzeczy są natchnione. Zależnie od wyboru/tradycji/wychowania.
> Może znalazłby sie jakiś wybitny człowiek, który napisałby równie dobrą księgę, a może nawet lepszą, ale co z tego, nie byłaby to biblia i nie byłaby natchniona, co najwyżej podobna.
Skąd założenie, że ta akurat księga jest natchniona, a inna nie? Po czym to poznajesz?
|
|
| |  | | Fiołek | >>Lepiej się nie przyznawaj do katolicyzmu, bo to nie jest nasza tradycja, albo jesteś katolikiem i przyjmujesz regulamin albo jesteś outsiderem, który sam nie wie czego chce. Mówie twardo, nie ma kompromisów.
Nie zgodze sie z Tobą. Tak jak sama w sobie płaszczyzna wiary faktycznie może byc bezkompromisowa tak rozumienie jej poprzez jednostke już trochę mniej. A ja jako istota poniekąd myśląca uważam, ze pomimo takiej a nie innej wiary mam prawo do rozumienia jej w swój subiektywny sposób.
>> Może znalazłby sie jakiś wybitny człowiek, który napisałby równie dobrą księgę, a może nawet lepszą, ale co z tego, nie byłaby to biblia i nie byłaby natchniona, co najwyżej podobna. >Skąd założenie, że ta akurat księga jest natchniona, a inna nie? >Po czym to poznajesz?
I tu zgodze sie z z założeniem, ze może byc więcej tekstów natchnionych. W rzeczywistości sprawa wygląda tak, że teksem natchnionym nazywamy coś co wcześniej zostało uznane przez innych ludzi jako taki tekst. Więc skąd wiemy, że ten tekst taki jest a inny nie? Dlatego własnie pomimo tego, że moja wiara wskazuje tylko na Biblię dopuszczam myśl, że wcale nie musi to być jedyny natchniony tekst.
|
|
| | |  | | V0lrath (3440 punktów) | >I tu zgodze sie z z założeniem, ze może byc więcej tekstów natchnionych. W rzeczywistości sprawa wygląda tak, że teksem natchnionym nazywamy coś co wcześniej zostało uznane przez innych ludzi jako taki tekst. Więc skąd wiemy, że ten tekst taki jest a inny nie? Dlatego własnie pomimo tego, że moja wiara wskazuje tylko na Biblię dopuszczam myśl, że wcale nie musi to być jedyny natchniony tekst.
Interesujący pogląd. A co jeśli teksty są po prostu ze sobą sprzeczne (pomijając same różnice i skupiając się na fundamentalnych niezgodnościach) w wielu częściach?
|
|
| | | |  | | kontrast | Witam! >>I tu zgodze sie z założeniem, że może byc więcej tekstów natchnionych. W rzeczywistości sprawa wygląda tak, że teksem natchnionym nazywamy coś co wcześniej zostało uznane przez innych ludzi jako taki tekst. Więc skąd wiemy, że ten tekst taki jest a inny nie? Dlatego własnie pomimo tego, że moja wiara wskazuje tylko na Biblię dopuszczam myśl, że wcale nie musi to być jedyny natchniony tekst. >Interesujący pogląd. >A co jeśli teksty są po prostu ze sobą sprzeczne (pomijając same różnice i skupiając się na fundamentalnych niezgodnościach) w wielu częściach? Chyba właśnie o to chodzi. W uzupełnieniu do wątku Teresy powiedziałem o gradacji autorytetu. Chrześcijaninowi powiedziałem o gradacji czci wg tego samego schematu. Tu należałoby postąpić podobnie, czyli wprowadzić gradację natchnienia.
Co to jest natchnienie? Zwykle chodzi o jakąś ideę myśl czy wręcz cały gotowy przekaz, który rodzi się w umyśle natchnionego artysty, pisarza itd. Spisane dzieło nazywamy potocznie natchnionym, ale to natchnienie może mieć kilka źródeł i odcieni. Nie wchodząc w szczegóły, można zatem powiedzieć o natchnieniu zwykłym, i innich coraz wyższych gradacjach natchnienia. W natchnieniu biblijnym Autorem bezpośrednim jest sam Bóg, a autorem pośrednim skryba. Bóg dając natchnienie nie wlał do umysłu twórcy gotowego przekazu, ale raczej idee, które zostały zapisane przez skrybę i noszą też cechy samego skryby. Stąd język może być językiem epoki w jakiej żył piszący. To bardzo trudna nauka i nie wyłożę tego tu w kilku zdaniach, piszę tylko tak dla orientacji.
Jeśli ktoś nie ma pojęcia o tych zależnościach czyta potem Biblię jak leci bez żadnej orientacji w gatunkach literackich, kontekstu itd. po takiej lekturze to rzeczywiście wychodzą brednie takie jak czasem można spotkać. Biblia jest natchniona przez Boga i przekonać się o tym można dopiero wtedy jak uda się przebić przez ten pancerz zależności od formy i kontekstów historycznych. Wtedy okazuje się, że istnieje druga warstwa logiczna i spójna, bez żadnych niejasności. Jak ktoś znajdzie drugą taką księgę, pisaną przez prawie 2000 lat to gratuluję odkrycia. Trzeba w to wejść i zobaczyć, tak jak trzeba wejść do świątyni, gdzie jest wywieszony las kul jakie zostawili uzdrowieni ludzie, aby uwierzyć, że to nie placebo, czy przypadek.
Więcej mogę powiedzieć prywatnie, bo nie chcę już tutaj zapychać. Zbieram sobie te pytania jakie tu zadajecie i chyba napiszę kilka grubszych rzeczy. Ale to już nie w tym serwisie. Na temat natchnienia biblijnego są grube książki, onawiające szczegółowo o wiele więcej kwestii niż te, o których tu dyskutujecie. W większych księgarniach katolickich powinny być krótkie opracowania i grubsze książki (introdukcje biblijne, natchnienie, hermeneutyka biblijna itd.). Życzę owocnej lektury i zaspokojenia ciekawości poznawczej!
|
|
| | | | |  | | racjonalista | >>To tylko sam jeden Bóg może sprawić. >Niektórzy twierdzą, że inni Bogowie/byty transcendentne mogą coś takiego wywołać. I twierdzą, że wywołują. Już o tym gdzieś pisałem, ale nie pamiętam gdzie przypomnę tylko moje stanowisko w skrócie. Można wyróżnić cztery podstawowe drogi: 1. Ja jestem OK i ty jesteś OK, 2. Ja nie jestem OK i ty nie jesteś OK, 3. Ja jestem OK, a ty nie jesteś OK, 4. Ja nie jestem OK, ale ty jesteś OK, Ten prosty kwadrat znany z psychologii i logiki, okazuje się, że jest też w obrazie Krzyża Chrystusa na Kalwarii. Znajdziemy tam Chrystusa akceptującego siebie i wołającego z ufnością do Ojca. Żołnierzy rzymskich, którzy mieli za nic innych i siebie samych, Łotra szydzącego w zarozumiałości z Chrystusa oraz Dobrego Łotra, który zaufał Panu, a siebie miał za nędznika. Gdyby zatem zamiast "ty" wstawić to wszystko, wobec czego zajmujemy jakieś stanowisko, natychmiast dałoby się rozpoznać, teistów, ateistów, gnostyków i niektórych agnostyków. Co ciekawe spośród wszystkich bohaterów Kalwarii nie nawrócił się tylko zarozumiały Łotr. Czym, więc są tak naprawdę inni bogowie, marnością, iluzją, oszukiwaniem siebie. Wierzący mówią też o interwencji demonów. Tylko postawa "OK i OK" jest czysta i owocna, ale najprostsza droga jest dla żołnierzy, trudniejsza dla Dobrego Łotra, a raczej niemożliwa dla tego zarozumiałego.>
CZY TEN TEKST GDZIES WYJASNIA DLACZEGO "INNI BOGOWIE SA MARNOSCIA, ILUZJA I OSZUKIWANIEM SIEBIE"?? bo moja zdolnosc racjonalego, logicznego myslenia zostala tu nieco nadszarpnieta...
> Czasami rzeczywiście wierzący tłumaczą pętlą. Chociaż niezupłnie jest to pętla. Często >jest tak że wiedza na jakiś temat to pętla. Powiedzmy coś jak kula, trzeba ją obejść >naokoło, żeby stwierdzić, że nie ma wyraźnego początku ani końca.
czyli pętla, ktora niezupelnie jest pętlą, gdyz jest raczej kulą... Czy Ty wiesz, ze to jest forum RACJONALISTY i (pomijajac brak logiki i spojnosci Twojej wypowiedzi) tutaj ludzie posluguja sie RACJONALYM MYSLENIEM a nie pętlami ??
> Biblia i Tradycja jest takim samoświadectwem na własną wartość i Boskie natchnienie, >bo badając powiedzmy jakiś fragment dzisiaj naukowiec nagle natrafia na zdanie, którego >sens zrozumiały jest dzisiaj, a wątpliwe jest aby jakiś pasterz izraelski, czy prorok >wiedział, co pisze.
watpliwy jest to argument i watpliwe jest tez to czy Ty wiesz o czym piszesz...
>Może też spójrzmy na tamte księgi. Dlaczego nie one? Choćby z prostego powodu >wierzymy w Jednego Boga (Judaizm, Chrześcijaństwo, Islam), a pozostałe wierzenia są >oparte o różne formy panteizmu i politeizmu oraz inne mniejsze, trudne do >jednoznacznego określenia kulty.
czyli szybko pozbywamy sie tematow, o ktorych nie mamy pojecia, by stwierdzic, ze...
>Pozostał nam Islam i co sie okazuje. Pobieżna lektura kilku rozdziałów ukazuje zależność >Koranu od ST żydowskiego i powiązania z Ewangeliami. Jest to więc denominacja, tylko >raczej tak pomiędzy Judaizmem a Chrześcijaństwem, bo zawiera elementy obojga. >Zrozumieć jednak Islam to jest chyba nawet trudno samym islamistom, ja dużo czytałem i >jakoś cały czas nie wiem dokładnie o co tam chodzi.
...o Islamie tez nie mamy pojecia i o dziwo, sami islamisci go tez nie maja... LITOSCI !!
>Zbieram sobie te pytania jakie tu zadajecie i chyba napiszę kilka grubszych rzeczy. Ale to >już nie w tym serwisie.
o tyle dobrze, ze nie tutaj... ale szczerze odradzam pisanie grubszych rzeczy...
A dlaczego Biblia ? Bo sa tam cuda cuda cuda... A poza tym bajki, mnostwo obiecanek i jeszcze wiecej cudow... Wystarczy, ze uwierzysz, a bedziesz chodzil jak nacpany i opowiadal o petlach, ktore sa kolami...
|
|
|  | | Patuszkin (2279 punktów) | >Witam! >>Pytasz czemu naprzykład nie Koran? Moze ku Twojemu zaskoczeniu ale tez uważam, ze jest to Święta Księga. Traktuje ona o Bogu - równiez moim Bogu. Dlaczego tak twierdzę? Mówi, że istnieje jeden Pan, nasz stworzyciel.
cześć.
Bóg mając w umyśle ideę czworonoga sprawił, że on rzeczywiście istnieje? Jeśli pomyśli, że jego wierny pije w barze, to czy wtedy pijesz realnie? Oczywiście to żart, kolego sympatyczny.
Jak zwykle chodzi o słówka. Autor ma problem czy jezyk biblijny jest najlepszym z możliwych, a przecież zwykła mowa potrafi czasem więcej wyjaśnić niż problematy teologiczne. Postawmy sprawę jasno. Język B jest fantastyczny, poetycki jak muzyka, która sączy się z antenowej trójki. Oracje katechetów mających odwrócić człowieka w stronę światełka przypomina zaklinanie czarodziejską różdżką. Ze wzajemnością mógłbyś stwierdzić, że krępowanie się dogmatami, że niby masoneria to już podejrzana sprawa, a inne wyznania, sumarycznie, zakładają ci kajdany na umysł i sprowadzają ze ścieżki cnoty, to już bajerowanie. Podobają się twoje wnioski, masz dobrze naoliwione pólkule, to czysta przyjemność eksplorować z tobą drogi kolego, religijna tematykę.
Pozdr.
Piotrek Patucha
|
|
| JATO (2644 punktów) | Istnieją tacy' dla których świeta jest: 1. Koran; 2. Bhavad Gita; 3. manisfest komunistyczny; 4. słowo ojca Rydzyka... Co w tym dziwnego? JATO
Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|