 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-12-2005 12:08 | kulikowski (95 punktów) | Granice umysłu | Każdy chyba,a jeśli nie to przynajmniej ja,ma od czasu do czasu,a może i cały czas natłok niekontrolowanych,często absurdalnych myśli.Zastanawia sie nad ich zródłem,stara sie wyselekcjonować te konstruktywne dochadząc czasem niemalże do obłędu.Czy wobec tego,że nasz umysł pozwala sobie na takie figle zasługuje on na miano wiarygodnego?Czy posiada on bariery?Czy nie może być tak,że nawet najwymyślniejsze i z pozoru(jeśli uznać to za fakt) prawdziwe oddające trafnie wygląd rzeczywistości wnioski,mogą w gruncie rzeczy być nieprawdą?Czy trafne jest uznanie umysłu za najważniejsze narzędzie poznania rzeczywistości?Podobno przy odpowiedniej praktyce i podejściu,można nauczyć się "przyglądać swym myślom z boku",więc czy umysł to ja?Wszystko to co do tej pory napisałem jest dla mnie kwestią otwartą,choć mam pewne przekonania w tym temacie to jestem na etapie rozważań.Z chęcią zapoznam się ze zdaniem innych.szacunek,pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Maciek (50 punktów) | Czasem idąc gdzieś, spacerując, słuchając muzyki myśle o różnych, dziwnych rzeczach,mój umyśł płata takie właśnie nieoczekiwane figle. Nauczyłem się jednak, że za chwile mogę prześledzić mój tok rozumowania jeszcze raz, z boku, powtórzyć to, przemysleć to o czym myślałem skomentować, i jeśli jest to coś wartościowego dla mnie, wyciągnąć ciekawe wnioski  Moim zdaniem umysł jest jak najbardziej racjonalnym źródłem, narzędziem poznania swiata, ale mamy jeszcze coś takiego jak wyobraźnia, i nie można wyobraźnią pozwolić sobie poznawać świat, bo ona kreuje swój, często dla nas bardzo ważny i bardzo przez nas lubiany. To tak w skrócie  pozdr Maciek
|
|
| Luk F | > Każdy chyba,a jeśli nie to przynajmniej ja,ma od czasu> do czasu,a może i cały czas natłok niekontrolowanych,często> absurdalnych myśli.Zastanawia sie nad ich zródłem,stara sie> wyselekcjonować te konstruktywne dochadząc czasem niemalże> do obłędu.Czy wobec tego,że nasz umysł pozwala sobie na> takie figle zasługuje on na miano wiarygodnego?Każda funkcja umysłu ma swoje zastosowanie. Ważne jest by umieć je rozróżnić. Nie używa się generatora liczb losowych do sumowania w komputerze  > Czy posiada> on bariery?Czy nie może być tak,że nawet najwymyślniejsze i> z pozoru(jeśli uznać to za fakt) prawdziwe oddające trafnie> wygląd rzeczywistości wnioski,mogą w gruncie rzeczy być> nieprawdą?Nawet najtrafniejsze z dostępnym nam wniosków mogą nie być w 100% trafne. > Czy trafne jest uznanie umysłu za najważniejsze> narzędzie poznania rzeczywistości?Jest trafne, pod warunkiem że używamy umysłu w określony sposób. Określony np. przez metodę naukową. > Podobno przy odpowiedniej> praktyce i podejściu,można nauczyć się "przyglądać swym myślom z boku",więc czy umysł to ja?Wszystko to co do tej> pory napisałem jest dla mnie kwestią otwartą,choć mam pewne> przekonania w tym temacie to jestem na etapie rozważań.Z> chęcią zapoznam się ze zdaniem innych.szacunek,pozdrawiamPewnie że można nauczyć się przyglądać się swoim myślom z boku. Wydaje mi się że każdy z nas robi to w mniejszym lub większym stopniu przez cały czas. To że umysł człowieka nie jest jednorodny i daje się dzielić na dowolnie wiele kawałków wcale nie znaczy że twój umysł to nie ty  Bardzo podoba mi się analogia umysłu ludzkiego do hologramu. I jeden i drugi można podzielić na wiele kawałków zawierających obraz całości każdy. Obraz ten jest w każdym kawałku troszeczke inny. W przypadku hologramu różnica polega na tym że każdy kawałek zawiera widok pod troszeczkę innym kątem. W przypadku umysłu możemy spoglądać na swoje myśli z różnych punktów widzenia. Mam nadzieję że to co napisałem jest choć troszkę zrozumiałe  Luk
|
|
 | | kulikowski (95 punktów) | > Mam nadzieję że to co napisałem jest choć troszkę zrozumiałe  w stu procentach
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Myślę, że ten zgiełk jest wynikiem myśli, które nie znajdują swojego rozwiązania. Nie mamy wielkiej kontroli nad procesem kojarzenia informacji, które zgromadziliśmy. Intelekt pracuje nie tylko w sytuacjach, gdy chcemy tego świadomie, np. gdy podczas gry w brydża staramy się przypomnieć prawdopodobieństwa rozkładów, według mnie robi to cały czas, także nieświadomie (niektórzy nazywają to podświadomością), szczególnie podczas snu, szukając rozwiązania dla już zdobytych informacji. Czasem wystarczy tylko zadać jakieś zadanie, np. matematyczne, poświęcić temu nieco czasu, po czym wyjść zapominając o wszystkim - odpowiedź na zadanie może się pojawić znienacka w dowolnej chwili, na imprezie, po przebudzeniu, podczas rozmowy z kimś na zupełnie inny temat.
A teraz podejście od innej strony, np. kochamy muzykę, chcemy zostać w przyszłości zawodowymi muzykami, to nasze zadanie. Jednak np. z powodów materialnych zostawiamy ją. Ten wątek prawdopodobnie będzie pojawiał się w naszych myślach do końca życia, "a co by było gdyby", lub będą to opowieści o swoich minionych zdolnościach. Gdyby jednak udało się zostać tym muzykiem, to oczywiście tego rodzaju myśli już się nie pojawią - zadanie zostało wykonane.
Wydaje mi się, że im więcej pozostawiamy za sobą nierozwiązanych do końca rzeczy - a utrudnia nam to jeszcze bardziej fakt nieświadomego życia - tym więcej pracy będzie miał intelekt i myśli stawać się będą coraz bardziej natarczywe. Problem z przyjacielem, problem z rodziną, problem ze szkołą, problem z pracą - każdej okoliczności trzeba stawić czoła, dla każdej znaleźć właściwe rozwiązanie, jeżeli np. posprzeczamy się i odejdziemy pozostając z wrażeniem, że coś zostało źle załatwione, to myśl będzie szukać rozwiązania nadal, będzie powracać nawet jeśli uznamy, że nie ma do czego wracać.
Według mnie intelekt nie znajdzie rozwiązania nigdy, jeżeli nie postawi się go wobec wszystkich okoliczności "sprawy", jeżeli nie dostanie wszystkich potrzebnych informacji dla jej rozwiązania. Pojawią się wnioski, wiele wniosków, ale będą niewłaściwe i nawet jeśli uspokoją dotychczasowe dylematy, to same z siebie stworzą nowe. Poza tym nie musi się on zajmować wszystkim, możliwe jest uświadomienie, że w ogóle nie ma sensu zajmować się czymś, co było do tej pory problemem, np. odkrywając nieracjonalność doktryn religijnych, nie analizujemy już ich treści pod kątem odnalezienia rozwiązań dla pytań o życie - świadomość ich bezsensu (oczywiście ta urzeczywistniona, w rodzaju "kurcze, to była trucizna - dlatego tak źle się czyłem") zamyka sprawę, intelekt nigdy już do tego nie wróci.
Wiele naszych działań nie wynika z prawdziwego przekonania o ich słuszności, często wynika po prostu z podporządkowania się naciskom. Nieco dalej tworzy się usprawiedliwienia dla tej postawy, zaniechanie jakiegoś działania może wynikać z banalnego "świata i tak nie zmienisz". Jednak nie ważne czy zmienisz, czy nie zmienisz, ważne jak funckjonuje intelekt - czegoś zaniechałeś lub postąpiłem według instrukcji, której sam nie tworzyłem, przypuśćmy, że jest to praca, a pracodawca wymaga pewnej nieuczciowości względem klienta - usprawiedliwienie, że przecież stracę pracę kiedy będę uczciwy nie wystarczy, aby rozwiązać problem jaki powstanie w komunikowaniu się z innym człowiekiem i oszukiwaniem go, oczywiście jeżeli jeszcze jest w nas ziarno uczciwości.
Te rzeczy z czasem się nawarstwiają, im bardziej jesteśmy bezkrytyczni w swoim posłuszeństwie, tym więcej pozostanie za nami źle załatwionych spraw, a intelekt stanie przed niemożliwymi do rozwiązania zadaniami.
Pomijałem dotąd umysł używając słowa "intelekt", gdyż uważam, że myślenie jest domeną intelektu, który nie stanowi według mnie o całości tego, czym miałby być umysł. Według mnie trzeba zrozumieć te specyficzne narzędzie jakim jest intelekt właśnie od strony zadań, które będzie wykonywał świadomie czy nieświadomie, lub jak wolą to nazywać inni podświadomie. Warto wiedzieć, że myśl, która znalazła swoje rozwiązanie nie powraca już nigdy, a w związku z tym nie istnieje potrzeba jej kontrolowania - według mnie tu leży rozwiązanie.
Przyglądanie się myślom jest o tyle cenne, że wskazuje nam zawsze coś, co jest nierozwiązane, źle załatwione, w toku rozwiązywania itp. Jeżeli dręczy nas spór z jakimś człowiekiem to idźmy, rozwiążmy go, rozmawiajmy z nim, a jeśli sprawa zostanie załatwiona dobrze, przekonamy się, że myśli z tym związane nie pojawią się już nigdy nieoczekiwanie. Nawet dalsze złe stosunki, ale po naszych wysiłkach ich zmiany nie będę już tak dręczyć.
Rzecz jasna są inne problemy, których tak łatwo się nie rozwiązuje, np. świadomość śmierci głodowej lub zabijania dzieci może domagać się zrobienia czegoś z czymś, co wydaje się zależeć od "potężnych" ludzi, "trzęsących" tym światem. Wobec wielu rzeczy czujemy się bezradni, chcemy reagować, ale ogarnia nas rozpacz, że na nic nie mamy wpływu. Jednak według mnie intelekt nie zważa na takie nasze dylematy - jest problem i ma zostać rozwiązany i będzie drążony aż coś zostanie zrobione w tym kierunku. Niestety nie musi to być nic dobrego, rozwiązanie może się odnajdywać w tłumieniu, usprawiedliwieniu, ucieczce, jakiejś radykalnej postawie, doktrynie, idei, w ogóle odnoszę wrażenie, że czasem będzie to po prostu załamanie, choroba nerwowa, psychiczna.
|
|
 | | kulikowski (95 punktów) | >Według mnie intelekt nie znajdzie rozwiązania nigdy, jeżeli nie postawi się go wobec wszystkich okoliczności "sprawy", jeżeli nie dostanie wszystkich potrzebnych informacji dla jej rozwiązania. Pojawią się wnioski, wiele wniosków, ale będą niewłaściwe i nawet jeśli uspokoją dotychczasowe dylematy, to same z siebie stworzą nowe. Nasunęło mi się pytanie,które mogłoby być w sumie innym wątkiem,co byłobyby gdyby udało sie rozwiązać intelekt.Pustka,szczęście,spełnienie...?Co zrobić z króliczkiem który być może dawał więcej przyjemności dopóki sie go goniło.
|
|
| Mirosław (58 punktów) | Witam. Ja osobiście jestem pod wrażeniem buddyjskich dokonań jeśli chodzi o poznanie umysłu i świadomości ogólnie. Mówił to też jeden z najbardziej znanych polskich kognitywistów prof. Duch.: że w zasadzie od czasów buddyjskich mędrców nikt świadomości, umysłu bardziej nie zbadał"...zachęcam tutaj do zapoznania się z ich koncepcją z której czerpie teraz zachód- Abidharma to jest owa psychologia buddyjska. Co do wspomnianej przez Pana umiejętnośći obserwowania myśli, ( introspekcja) to rzeczywiście zrodzić ona może następujące np. MNIE nurtujące pytania: Kim jest ten, czy to kto obserwuje te myśli? Czy można mieć na nie wpływ- jeśli tak to będzie to jak sądzę dualizm bo będzie ktoś i myśl. Jednak właśnie buddyjscy filozofowie zauważyli jedną prawdę: że nie ma owego dualizmu. że nie ma nikogo kto obserwuje myśl kogoś kto jest od niej różny. Chodzi tu o koncepcję kontinuum świadomości którą, introspekcja pozwala zrozumieć, owe następujące po sobie świadomości "czegoś". Bo nie możemy by świadomi czegoś czego nie ma, np. rogów na głowie  . Dualizm owy piętnuje również Nietzsche, ("twierdzą wciąż, ze istnieje ktoś kto myśli, pragnie, chce, Jakiś byt prawdziwy, podścielisko obojętne. ") (Dusza?). Zachęcam pana.( ale pan mnie też zachęcił) do głębszego przestudiowania, prac nielicznych wprawdzie ale dostępnych dotyczących nauk kognitywnych, jest to sądzę dobre źródło inspiracji do przemyśleń, późniejszych wniosków. Czy istnieje zatem granica umysłu, nie odpowiem...Czym ona by miała być: Fizyczna( materialna) zatem konstytuowana przez ciało. a może chodzi o granicę po prostu możliwości, potencji, określenia, stopień rozwoju umysłu ( za Arystotelesem)? ale czy pożemy dojść do ekstremum możliwości umysłu?( teria ewolucji twierdzić może: że my cały czas określamy nowe ekstremum i poza nie wychodzimy).... Pozdrawiam Mirosław
|
|
 | | kulikowski (95 punktów) | Mówiąc o granicy umysłu,miałem w tym momencie na myśli jak nasz umysł zareagowałby na tzw.absolut.Czy postawienie przed nim prawdy ostatecznej nie wywołałoby czegoś w rodzaju szoku.Dziś usilnie dążymy do poznania prawdy za pomocą faktów,zjawisk,przeżyć i jak do tej pory stoimy na etapie "znamy coraz więcej pytań".Owszem to jest jakiś postęp ale być może to właśnie jest ta granica,to jest to przez co nasze umysły nie potrafią przebrnąć.(a może to nasz absolut...)Z natury mamy potrzebe szukania,poznania ale być może nie mamy w naturze zapisanego powodzenia ów dążeń.(przynajmniej za życia).Jeśli chodzi o porady i zródła dzięki z góry poszperam na pewno.Nie spodziewałem się tak rozległych odpowiedzi,  .
|
|
|  | | Jacek Krysztofik | > Czy postawienie przed nim prawdy ostatecznej nie wywołałoby czegoś w rodzaju szoku.Forty-two  *) Nie. Rozwiązanie na tacy nie dałoby takiego wrażenia jak własna EUREKA. A eureka to dostrzeżenie zależności między pozornie ze sobą niezwiązanymi problemami (patrz: "Piękny umysł," prawo Archimedesa). Tak naprawdę nie wymyślamy niczego nowego; umysł nie jest w stanie stworzyć czegoś, do czego nie ma odniesienia, jest w stanie jedynie poznać rzeczywistość. Ale uczucie odkrycia jest przyjemne.  Nagroda fizjologiczna za myślenie: TO JEST COŚ! To jakby dowód na to, że inteligencja jest owocem ewolucji. 
*) vide Douglas Adams "The Hitchhiker's Guide to the Galaxy"
|
|
| |  | | abiatar | > Nagroda fizjologiczna za myślenie: TO JEST COŚ! To jakby dowód na to, że inteligencja jest owocem ewolucji. Czy to znaczy, że Archimedes jako nie-ewolucjonista właściwie cieszył sie bez sensu?
|
|
| Paweł B (199 punktów) | > ?Czy posiada on bariery?Oczywiscie. Jak chocby ta ze nigdy nie "bada" obiektow a jedynie ich interpretacje. Tu warto zadac pytanie czy ogranicza to nasze poznanie.(Chyba wlasnie odpowiedzialem na to pytanie  ) > Czy nie może być tak,że nawet najwymyślniejsze i> z pozoru(jeśli uznać to za fakt) prawdziwe oddające trafnie> wygląd rzeczywistości wnioski,mogą w gruncie rzeczy być> nieprawdą?Oczywiscie. To jeszcze zalezy od tego jak zdefiniujemy prawde ... Innymi slowy kiedy uznamy dane twierdzenie za prawdziwe (nie jestesm pewny ale metafizyczna definicja prawdy chyba nie istnieje (albo my nie umiemy takiej stworzyc ... ))(kolejny przyklad na ograniczonosc ludzkiego umyslu ) > Czy trafne jest uznanie umysłu za najważniejsze> narzędzie poznania rzeczywistości?a jak zdefinujesz trafnosc ?  czym ona dla Ciebie jest ? > Podobno przy odpowiedniej> praktyce i podejściu,można nauczyć się "przyglądać swym> myślom z boku",więc czy umysł to ja?Do pewnego stopnia mozna ... bo nawet ten ktory przyglada sie "swoim myslom z boku" to nie przyglada sie z boku sobie przygladajacego sie swoim myslom z boku  zawile X(S) - X przyglada sie swoim myslom S, ale przeciez istnieje X(X(S)), tego X juz nie zauwaza  > pozdrawiamJa takze
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|