 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 22-10-2005 18:52 | Turek (6 punktów) | Czy Bóg istnieje | Jestem wierzący praktykujący ale teraz zadaję sobie pytanie czy moja religia to nie jest jedno wielkie oszustwo. Moja matka wierząca katoliczka (47 lat), sprawiedliwa i dobra osoba ma raka wątroby w stadium nie operacyjnym. Szlag mnie trafia że po tym świecie chodzą zdrowe i cieszące się szczęściem s!@#$%^&*y. Nie mam już po co wierzyć. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Michał (1 punktów) | >Jestem wierzący praktykujący ale teraz zadaję sobie >pytanie czy moja religia to nie jest jedno wielkie >oszustwo. Moja matka wierząca katoliczka (47 lat), >sprawiedliwa i dobra osoba ma raka wątroby w stadium nie >operacyjnym. Szlag mnie trafia że po tym świecie chodzą >zdrowe i cieszące się szczęściem s!@#$%^&*y. Nie mam już po >co wierzyć. Na początku chciałem przekazać Ci wyrazy szczerego współczucia. Ja jestem ateistą. Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy którakolwiek z religii jest prawdziwa, bo to po prostu kwestia wiary. Dla mnie na przykład wszystko zalezy od człowieka, bo to człowiek jest panem tego świata i tylko on ma wpływ na to co się stanie.
|
|
| krest | Przykro mi. Można tylko ubolewać, że tak jest. I wspierać tych, którym zdarzyło się nieszczęście. Szacunek
|
|
| Phobos | >Jestem wierzący praktykujący ale teraz zadaję sobie >pytanie czy moja religia to nie jest jedno wielkie >oszustwo. Twoja religia to wielkie oszustwo, nie ma religii prawdziwej, wszystkie są fałszywe, bo niby jak dowieść, która jest prawdziwa? Nikomu to się jeszcze nie udało. Nie chcę Cię dołować w obliczu tragedii jaka spotkała twoją rodzinę, ale wierz mi Boga nie ma .
mariusz.
|
|
| bogo141 (113 punktów) | >Jestem wierzący praktykujący ale teraz zadaję sobie >pytanie czy moja religia to nie jest jedno wielkie >oszustwo. Moja matka wierząca katoliczka (47 lat), >sprawiedliwa i dobra osoba ma raka wątroby w stadium nie >operacyjnym. Szlag mnie trafia że po tym świecie chodzą >zdrowe i cieszące się szczęściem s!@#$%^&*y. Nie mam już po >co wierzyć.
Witaj !!
Pytanie " Czy Bóg istnieje ? " postawione przez katolika , w trudnych momentach życia ,prowadzi do utraty wiary bądż jej pogłębienia.Niestety Ty sam musisz dokonać wyboru.Różni podpowiadacze ukażą Ci tylko swój punkt widzenia( ja również). Jednak Ty pozostaniesz ze swoim bólem i rozterkami sam.Znam to bardzo dobrze.Miałem podobną sytuację ( guz mózgu mojego taty) .Ból i żal do świata pozostał ogromny. Tysiące pytań dręczących umysł i wybór drogi którą podążyć. Trzymaj się chłopie i dokonaj wyboru dla Ciebie najlepszego . Ogromny Szacunek
|
|
| outsider (2469 punktów) | Powiem brutalnie: nie jest to najgorsza forma rozczarowania do wiary, jaka może człowieka wierzącego spotkać. Pomysl o życiu całym przeżytym w przeświadczeniu, że ono samo w sobie nieważne - że jest jedynie wstepem do czegoś co bedzie trwać wiecznie: niech człowieka owego najdą podobne Twoim refleksje wtedy - gdy jego samego dotknie choroba ciężka, śmiertelna i równie przecież niesprawiedliwa...
Co wtedy? Zachowac wiarę czy porzucić ją? Jeśli porzucić - tak czy owak pozostanie poczucie, że nie temu co istotne życie się poświęciło: nie życiu samemu a złudzie. Tyle że czasu już mało - a i człowiek ów nieprzygotowany kompletnie do mysli o śmierci jako takiej: jeśli się wiarę utraciło wczesniej, był przeciez czas zrozumieć nieuchronność przemijania i jakoś sie jest na swój własny kres przygotowanym.
A przecież niełatwe jest pogodzić się z owa skończonością siebie samego - niełatwo nawet wtedy gdy czasu na to wiele. Niełatwe ale możliwe - i potem już jakis spokój jest: co jednak z tym, któremu i czasu zabraknie, i przykro musi mysleć o życiu mylnie przeżytym, bo wierzył?
Cóz, jeśli niesprawiedliwość choroby Twojej matki tak Twoja wiara wstrząsnełą (a choroby sprawiedliwe nie bywają) - i Ciebie spotka przecież kiedyś ta ostatnia choroba...
Pozdrawiam i życzę przetrwania - nie utraty wiary, to chyba przetrwac nietrudno, lecz owego strasznego okresu, gdy ktoś bliski umiera w cierpieniu.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
 | | Fiołek | Najłatwiej byłoby powiedzieć "wyroki Boskie sa niezbadane" ale pewnie wiele osób sie ze mną zgodzi, ze taka odpowiedź niewiele daje. Dlatego sprobuję ja rozwinąc tak jak ja ją rozumiem. Pewnie zadajesz sobie pytanie: dlaczego akurat ktoś mi bliski? Niestety to samo pytanie może zadać wiele osób, brat kogos kto zostal zamordowany, rodzic dziecka które zginęło w wypadku itd. Z pewnością takie pytania nie umacniają wiary w sprawiedliwość Bożą. Ale czy wskazują na niesprawiedliwość? Twoja matka przezyła jak dotąd 47 lat, urodziła Cię, z pewnością w jej życiu znalazło sie wiele chwil pełnych bólu ale i takie w których na jej twarzy malował sie uśmiech. Więc czy faktycznie Bóg jst az tak nie fair? To pytanie pozostawiam Tobie do rozpatrzenia.
|
|
|  | | inhet (1073 punktów) | Czy Bóg istnieje? A czy to nie wszystko jedno?
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
|
|
| |  | | Fiołek | Nie tak do końca. Widzisz... osoba wierząca czuje, ze nawet w najgorszych chwilach ma oparcie. Jedni uznają to za jakis obłed i problemy z głową inni za prawdziwa wiarę. Jednak niezależnie od tych opinii osoba która wierzy w Boga czuje Jego obecność i pomoc. Dlatego nigdy nie zgodzę sie z opinią, ze jest to niewazne.
Pozdrawiam
|
|
| | |  | | outsider (2469 punktów) | Nie wynika stąd jednak, że uważasz za ważne istnienie Boga - ale wiarę jako taką.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | |  | | Fiołek | Heh... z jednej strony masz rację ponieważ faktycznie pisałem o wierze, ale z drugiej strony wiara przynajmniej dla mnie jest nierozerwalnie połączona z Bogiem.
|
|
| kontrast | Witam!
>Jestem wierzący praktykujący ale teraz zadaję sobie >pytanie czy moja religia to nie jest jedno wielkie >oszustwo. Moja matka wierząca katoliczka (47 lat), >sprawiedliwa i dobra osoba ma raka wątroby w stadium nie >operacyjnym. Szlag mnie trafia że po tym świecie chodzą >zdrowe i cieszące się szczęściem s!@#$%^&*y. To trudna kwestia, nie wiem, czy zrozumiesz to, co powiem, ale Bóg nie trzyma nas w tym życiu za rączkę, podlegamy prawu śmierci i przemijania, choroby i wypadki chodzą po ludziach i gdyby zrobić dokładną statystykę, to może wyszłoby raczej równo, choć rzeczywiście zauważam, że ludzie żyjący niepoprawnie mają jakby mniejszego pecha. Może raczej jest tak, że Bóg wiedząc, że ktoś zachoruje, wcześniej przygotowuje tę osobę na tak trudną sytuację i pomaga przejść na drugą stronę. Skoro matka jest wierząca i sprawiedliwa, to możesz być spokojny o jej przyszłość w lepszym świecie i wspieraj ją w tych ostatnich chwilach zapamiętaj jej ostatnie słowa, bo one mogą być depozytem na dalsze Twoje życie. Tamci @#$%^&* o których mowa, mogą nie mieć takiego szczęścia i ich losem zagłada i wieczne potępienie. Ja mając 19 lat straciłem ojca w ciągu trzech dni i działo się to tak szybko, że nawet nie zdążyłem się pożegnać i zapytać o wiele rzeczy miał 48 lat. "Śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą", nie obwiniam za to Boga. To mnie paradoksalnie zbliżyło do Niego jako Ojca. Módl sie jednak razem z mamą, do końca i wspieraj. Bóg czasem czyni znaki i nawet najcięższe choroby znikają. Polecę tę intencję Bogu i niech się dzieje, Jego wola. >Nie mam już po co wierzyć. Masz po co wierzyć. Bóg jest miłością i współcierpi z waszym cierpieniem. Choroby cierpienie i śmierć, to nie jest Boża inicjatywa, Bóg jest razem z tymi, którzy cierpią i cierpi w nich. Zmartwychwstanie jakiego oczekujemy, to zmartwychwstanie do nowego życia, bez tych nieszczęść chorób i ograniczeń jakie mamy w tej formie bytowania. Śmierć jest tylko przejściem z tego świata do innej rzeczywistości. Nasze życie nie kończy się na tym świecie.
Pozdrawiam i życzę Bożej pomocy i opieki nad całą Twoją rodziną!
On leczy wszystkie twe niemoce Ps 103, 3
|
|
| Kolo | niestety z racjonaknego podejscia do swiata wynika ze "Boga" nie ma, slyszymy wiele bzdur nt "wolnej woli", lub jak tu ktos napisal "Bog nie prowadza nas za reke" ,a moze czasem powinien, bo wkoncu po cos by nas stworzyl, i jesli bylby tak "milosierny" jak to sie mawia, to swiat wygladalby zupelnie inaczej. niestety ja w zyciu za duzo widzialem, a mam dopiero 23 lata, bylem w rosji, usa, teraz mieszkam w uk. z roku na rok moja "wiara" stawala sie coraz slabsza,dlatego,ze nie widzialem zadnych dowodow na istnienie boga,i nie widze ich do dzisiaj,i chyba nie zobacze,dlatego im szybciej sobie uswiadomisz,ze nikogo takiego nie ma,i swiat jest takim jakim go tworzymy sami ,tym lepiej. a z chorobami niestety juz tak jest,ze niektorych dotykaja, podobnie jak wygrane na loterii, jedni maja szczescie inni nie. wielu ludzi poprzez doswiadczenia zyciowe traci wiare,ale zawsze nie do konca,zawsze maja w sobie nadzieje,ze to wszystko w co wierzyli "od malego" jednak istnieje i ma sens. po stracie wiary odczuwasz pustke,jak po stracie bliskiej Ci osoby. ja sam chcialbym wierzyc,ale nie potrafie bez dowodow......... zycie nie jest fair, jedni musza placic b wysoka cene za cos,co inni maja "gratis".... nic na to nie poradzimy,ale denerwowanie sie i rozczulanie nic nie pomoze, trzeba robic swoje, nadac zyciu sens, znalezc swoja droge i jej sie trzymac....
|
|
| fudalewski (3 punktów) | >Jestem wierzący praktykujący ale teraz zadaję sobie >pytanie czy moja religia to nie jest jedno wielkie >oszustwo. Moja matka wierząca katoliczka (47 lat), >sprawiedliwa i dobra osoba ma raka wątroby w stadium nie >operacyjnym. Szlag mnie trafia że po tym świecie chodzą >zdrowe i cieszące się szczęściem s!@#$%^&*y. Nie mam już po >co wierzyć. I słusznie, bo "wierzyć to znaczy nie chcieć wiedzieć gdzie leży prawda". Postaraj sie zdobyć wiedzę o Nim. W Twoim przypadku zapoznanie z fragmetami ksiegi "Dewarim" rozdział 7,15, rozdział 28,58-61 powinno pozwolić Ci odpowiedzieć (choć wcale nie musi, mnie pozwoliło) sobie samemu na dręczące Cię pytanie. Że dotyczy to także nas, jest pewne bo wynika z tej samej księgi, rozdział 29,13-14. sofer
|
|
 | | placownik |
>W Twoim przypadku zapoznanie z fragmetami ksiegi "Dewarim" rozdział 7,15, rozdział 28,58-61 powinno pozwolić Ci odpowiedzieć (choć wcale nie musi, mnie pozwoliło) sobie samemu na dręczące Cię pytanie
Udało Ci się jakoś pogodzić treść wskazanych fragmentów z bożym miłosierdziem i sprawiedliwością. Turkowi ta sztuka się nie udała i na tym właśnie polega jego problem. Fakt, iż tego problemu nie dostrzegasz, lub nie rozumiesz, skłania mnie do przypuszczenia, że nadmierna koncentracja na egzegezie tekstów biblijnych utrudnia (w Twoim przypadku, a chyba nie tylko w Twoim) zrozumienie bliźniego Twego.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | fudalewski (3 punktów) | Turkowi ta sztuka się nie udała i na tym właśnie polega jego problem. Fakt, iż tego problemu nie dostrzegasz, lub nie rozumiesz, skłania mnie do przypuszczenia, że nadmierna koncentracja na egzegezie tekstów biblijnych utrudnia (w Twoim przypadku, a chyba nie tylko w Twoim) zrozumienie bliźniego Twego.
Dzięki Ci O Wielki Placowniku (bez podtekstów) za koło ratunkowe. Jednakże unicestwiłwś możliwość spełnienia się przytoczonego przez outsidera cytatu - Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej. Dzięki. A chciałem tylko by zrobiono tak jak ja, wstać z klęczek, bo "Paciorki tak naprawdę nic nie znaczą (...) paciorki to najlepsza droga do faryzeizmu (...), kto bezgranicznie zawierzy Bogu, bezbronny jest wobec życia." Ojciec Obirek. I nie jest to herezja, bo ja chrześcijanin mówiąc Bóg, widziałem kapłana i nawet mi do głowy nie przyszło by z jego pośrednictwa zrezygnować. Od dzieciństwa prano mi mózg i nie byłem w stanie uruchomić myślenia. Konieczna była ściana aby z bezgranicznego zawierzenia takiemu "bogu" się wycofać, że należy wykonać zwrot - woltę - by nie stać się bezbronnym wobec życia. By nie pytać gdzie wtedy był Bóg, a pytać gdzie był i co robił człowiek. I oto mi tylko chodziło. Nie żeby Go zrozumieć, a o to by zrozumiał. Pozdrawiam sofer, meszuge kopf
|
|
| |  | | placownik |
Prawdziwy kibicer z Ciebie.
Skoro moje pierwotne przypuszczenie okazało się (w Twoim przypadku) błędne, wysunę kolejne.
Przypuszczam, że Twój przykład dowodzi, iż rację mają uczeni w Piśmie, którzy odradzają maluczkim samodzielne zgłębianie jego znaczeń.
A Turkowi przekazuję wyrazy głębokiego współczucia. Życzę mu, aby w spokoju, nie poddając się emocjom, rozważył swój problem. Nikt, niestety, nie może go w tym wyręczyć. W takich chwilach zawsze jesteśmy sami.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | |  | | Matematyk | Wg. mnie Bóg nie istnieje... Czemu tworzył świat przez 7 dni? Jakby nie mógł tego zrobić w sekunde. Niektórzy mówią, że musiał myśleć nad tym co tworzy, ale jak był doskonały to nie powinien popełnić błędu, a jak stworzył człowieka na swoje podobieństwo to człowiek był niedoskonały - Bóg się pomylił. Spójrzcie jaki wszechświat jest wielki, a prawdopodobnie istoty na ziemi to tylko nieliczne istoty żyjące we wszechświatach. Gdybyśmy mieli naukowo wyrażać prawdopodobieństwo, że jesteśmy jedynymi myślącymi istotami we wrzechświecie prawdopodobieństwo jest mniejsze niż 0,0000001 %. Jeśli nadal wierzycie to wierzcie, ale dla 0,0000001 % prawdopodobieństwa to nie ma sensu... My ludzie pochodzimy od małp - człowiekowatych, wcześniej od owadożernych, które prawdopodobnie wytworzyły się z bakterii przywiezionych na ziemię przy uderzeniu komety. Trzeba to zrozumieć, lecz sądze, że zanim wiara zaniknie i ludzie zobaczą prawdę minie jeszcze storo lat, ale to widocznie się zbliża (coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że Boga nie ma)... Więc w ten sposób dochodzimy do wniosku, że: "Boga nie ma..."
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|