 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 02-11-2005 19:40 | Viator Solus (217 punktów) | Pytania do wierzących | Mam kilka pytań, głównie do wierzących w Boga. Dlaczego twój Bóg nie kontaktuje się z tobą bezpośrednio? Dlaczego musi to być takie enigmatyczne, subiektywne, przy pomocy pośredników? Przy założeniu, że życie ziemskie jest tylko etapem na drodze do nieba lub piekła - do czego było Bogu potrzebne, aby człowiek taki etap przechodził? Na razie te trzy pytania...
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Kontrast (1042 punktów) | Witam! >Mam kilka pytań, głównie do wierzących w Boga. >Dlaczego twój Bóg nie kontaktuje się z tobą bezpośrednio? Ja tego nie powiedziałem, Bóg mówi jasno i wyraźnie, tylko trzeba to rozpoznać. >Dlaczego musi to być takie enigmatyczne, subiektywne, przy pomocy pośredników? To nie ta religia jeśli pytasz katolików. Księża sprawują tylko sakramenty i kilka innych funkcji. Wszyscy chrześcijanie są ludem kapłańskim i do Boga mamy tylko jednego Pośrednika Jezusa Chrystusa. "nie ma w nikim innym zbawienia dla ludzi". >Przy założeniu, że życie ziemskie jest tylko etapem na drodze do nieba lub piekła - do czego było Bogu potrzebne, aby człowiek taki etap przechodził? Zapytaj Boga. Jedna z wersji mówi, że poddał nas próbie. Najpierw takiej próbie byli poddani Aniołowie. Większość wybrała Boga, a część, chciała niezależności i stali się przeciwnikami. Ludzie zostali postawieni przed podobną próbą. Muszą w Boga uwierzyć, żeby Boga wybrać, kto nie wierzy i gardzi Bogiem nie dostanie się do nieba. Zresztą na własne życzenie, więc pretensje tylko do siebie, Bóg nikogo nie odrzuca, ale trzeba być godnym. Piekło, to będzie takie miejsce albo stan rozczarowania, a może właśnie tęsknoty za złymi rzeczami, których już nie będzie można robić. >Na razie te trzy pytania... Odpowiedziałem ogólnikami a pełne odpowiedzi na takie pytania to całe traktaty. Pozdrawiam!
Bóg jest miłością
|
|
 | | Drobner | I ja witam. Mam dużo więcej pytań, ale zadam tylko dwa:
>>Dlaczego twój Bóg nie kontaktuje się z tobą bezpośrednio? >Ja tego nie powiedziałem, Bóg mówi jasno i wyraźnie, tylko trzeba to rozpoznać.
1. Jak i do kogo "Bóg mówi jasno i wyraźnie" (bo ja to jakiś pominięty?) 2. I "jak to rozpoznać"?
Proszę, podaj mi realne, sprawdzalne fakty, które o tym świadczą. Wtedy stanę się (przynajmniej) Deistą.
Drobner, ateista
|
|
|  | | Kontrast (1042 punktów) | >I ja witam. >Mam dużo więcej pytań, ale zadam tylko dwa: >>>Dlaczego twój Bóg nie kontaktuje się z tobą bezpośrednio? >>Ja tego nie powiedziałem, Bóg mówi jasno i wyraźnie, tylko trzeba to rozpoznać. >1. Jak i do kogo "Bóg mówi jasno i wyraźnie" (bo ja to jakiś pominięty?) >2. I "jak to rozpoznać"? >Proszę, podaj mi realne, sprawdzalne fakty, które o tym świadczą. >Wtedy stanę się (przynajmniej) Deistą. >Drobner, ateista Wyszukuję zagubione posty i właśnie znalazłem ten. Ciężko odpowiedzieć na takie pytanie. To zależy od intencji pytającego. Jeśli naprawdę szukasz odpowiedzi i chcesz wiedzieć dlaczego nie doświadczasz tej bezwarunkowej, Bożej miłości, o której się czasem mówi, a jeśli słyszysz częściej to może być wołanie Boga do syna marnotrawnego Łk 15, 11 nn. Wiara jest łaską daną od Boga i ten kto ją otrzymuje, wie o co chodzi i nie trzeba niczego tłumaczyć. Nie ma ateizmu, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić wiary. Czasem ateistom jest bliżej do Boga niż dogmatykom, którzy myślą, że już Go znają i nawet chcą to narzucać innym. Na to pytanie może umiałby odpowiedzieć Andre Frosard, który był ateistą żydowskiego pochodzenia i właśnie całkiem przypadkowo wchodząc z nudów do pierwszego lepszego kościoła jaki mu się nawinął, doznał łaski tzw. widzenia uszczęśliwiającego, ani tego nie szukał, ani nie pragnął. Inną postacią, która w podobny sposób doświadczyła łaski nawrócenia była Żydówka Edit Stein. Warto się z nimi zapoznać. Św. Edyta była bardzo ciekawym przypadkiem, bo nie tylko, że była ateistką, ale pochodziła z żydowskiej rodziny i jej matka nie wpoiła miłości do Chrystusa, a nawet miała o to pretensje.
Bóg jest miłością
|
|
| |  | | Volrath (3440 punktów) | Czy owe "widzenie uszczęśliwiające" nie może być łatwiej i prościej wyjaśnione - np. zwykłym działaniem mózgu? Przecież wiadomo, że to, co widzimy wytwarza mózg (nie widzimy dokładnie świata jakim jest, ale po znacznym przetworzeniu). Wiadomo też, że czasem pojawiają się w naturalny sposób wizje, halucynacje, silne emocjonalnie przeżycia. Można też "widzenie uszczęśliwiające" wywołać impulsami elektrycznymi pobudzając pewne grupy neuronów, a hamując inne.
Poza tym takie wizje i widzenia występują w wielu miejscach i religiach - i dotyczą zawsze akurat takiego obrazu sacrum/bytów transcendentnych, do jakich dany człowiek zostanie przyzwyczajony i które go otaczają w jego kulturze. I to często w religiach bardzo od siebie różnych i sprzecznych ze sobą - często sprzecznych w podstawach (np. w tym, kim jest Bóg - ktoś, kto wierzy w złego boga X lub wychował się w kulturze, w której tenże jest obecny, może dotknąć wizja boga X, a nie Boga Chrześcijan). A wszystkie niestety nie mogą być prawdziwe.
|
|
 | | inhet (1073 punktów) | > > Odpowiedziałem ogólnikami a pełne odpowiedzi na takie pytania to całe traktaty.> Pozdrawiam!> Bóg jest miłością> Vide mój podpis. 
Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa sa w robocie
|
|
| Gaia | Rzadko wpisuje sie na wasze forum ale nie moglam sie oprzec, zeby nie zacytowac typowych odpowiedzi ktore ludzie wierzacy podaja na takie lub pokrewne pytania, w ogole na wszelkie pytania o Boga. Znalazlam je czesciowo w tekstach przeczytanych w Racjonaliscie, a sprowadzaja sie mniej wiecej do tego (przytaczam z pamieci i bez przykladow, mysle ze nietrudno je znalezc) : 1) Ty sobie gadaj a ja i tak wierze 2) Bog specjalnie tak wszystko zagmatwal, niczego nie powiedzial wyraznie i udaje ze go nie ma, a to w celu tym lepszego rozpoznania i wynagrodzenia tych ktorzy mimo to w niego wierza 3) Bog istnieje bo wszechswiat musi miec swoja przyczyne 4) zadawanie pytan na temat istnienia Boga, dobra i zla, jest dziecinne i wszyscy dojrzali wierzacy dawno juz z tego wyrosli 5) tylu inteligentnych ludzi wierzy, wiec cos w tym jest 6) sam, osobiscie i bezposrednio, doswiadczylem milosci Boga (to zreszta ciekawy argument, czesto cytowany, ludzie subiektywnie na pewno cos odczuwaja albo nawet czasem slysza i widza)
i wreszcie, argumenty maczugi : 7) Bog jest miloscia 8) bede sie za ciebie modlic
Moze troche ten post nie na temat, bo zadales konkretne pytania, ale nie mam na nie odowiedzi, a nawet smiem twierdzic ze odpowiedz nie istnieje.
|
|
 | | Kajka (129 punktów) | > i wreszcie, argumenty maczugi :> 7) Bog jest miloscia> 8) bede sie za ciebie modlicpodobał mi się argument mojej babci: "Bog to jest Bóg i nie ma że nie istnieje"
|
|
|  | | Brzeczyszczykiewicz (16 punktów) | Moje pytania do "wierzacych":
1) Czy obawiasz sie, ze jesli odrzucisz wiare zostaniesz ukarany po smierci?
2) Czy wierzysz w Boga dlatego, ze chcesz w niego wierzyc, czy dlatego, ze odczuwasz "bojazn boza", ale tlumaczysz sobie uparcie, ze robisz to z wlasnej woli a nie ze strachu?
3) Czy kiedykolwiek w swoim zyciu osiagnales cos przy pomocy "Boga"? czy tez moze wszystko osiagasz dzieki samemu Sobie?
4) Czy po glebszym zastanowieniu przeszlo Ci kiedys przez mysl, ze Ty sam(a) jestes kowalem wlasnego losu, a nie "Bog"?
5) Czy nie uwazasz, ze lepiej wierzyc w Swoje wlasne(niepowtarzalne - zapewniam) "JA" a nizeli w "Boga", ktorego na dobra sprawe nie mozesz nawet ujrzec?
6) Czy bywaja w twoim zyciu momenty w ktorych zaczynasz sie wahac, i zdawac sobie sprawe z tego, ze jestes zdany(a) sam(a) na Siebie?
7) zalozmy(hipotetycznie), ze po smierci mial(a)bys piec sekund na refleksje nad swoim wlasnie zakonczonym "zywotem". Jak myslisz, czy czul(a)bys sie w porzadku wobec siebie samego(ej) i swojego "JA", gdyby po twojej smierci okazalo sie, ze wierzyles na daremno? ze to byla tylko iluzja? i ze "Pana Boga" nie ma? gdyby okazalo sie, ze przez cale swoje zycie traciles(as) tylko czas? Notabene - nie uwazasz ze frustracja spowodowana takim rozczarowaniem bylaby dla Ciebie najwiekszym pieklem? (zaznaczam ze po tych 5 sekundach nastalaby wielka "nicosc" i nie byloby juz nic...)
edengato
|
|
| |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Moje pytania do "wierzacych": >1) Czy obawiasz sie, ze jesli odrzucisz wiare zostaniesz ukarany po smierci? nie >4) Czy po glebszym zastanowieniu przeszlo Ci kiedys przez mysl, ze Ty sam(a) jestes kowalem wlasnego losu, a nie "Bog"? tak >5) Czy nie uwazasz, ze lepiej wierzyc w Swoje wlasne(niepowtarzalne - zapewniam) "JA" a nizeli w "Boga", ktorego na dobra sprawe nie mozesz nawet ujrzec? a co to znaczy wierzyć w swoje JA? >6) Czy bywaja w twoim zyciu momenty w ktorych zaczynasz sie wachac, i zdawac sobie sprawe z tego, ze jestes zdany(a) sam(a) na Siebie? tak >7) zalozmy(hipotetycznie), ze po smierci mial(a)bys piec sekund na refleksje nad swoim wlasnie zakonczonym "zywotem". Jak myslisz, czy czul(a)bys sie w porzadku wobec siebie samego(ej) i swojego "JA", gdyby po twojej smierci okazalo sie, ze wierzyles na daremno? ze to byla tylko iluzja? i ze "Pana Boga" nie ma? a co to znaczy czuć się w porządku wobec samego siebie?
dajmonion
|
|
| | |  | | Brzeczyszczykiewicz (16 punktów) | > >Moje pytania do "wierzacych":> >1) Czy obawiasz sie, ze jesli odrzucisz wiare zostaniesz ukarany po smierci?> nie> >4) Czy po glebszym zastanowieniu przeszlo Ci kiedys przez mysl, ze Ty sam(a) jestes kowalem wlasnego losu, a nie "Bog"? tak> >5) Czy nie uwazasz, ze lepiej wierzyc w Swoje wlasne(niepowtarzalne - zapewniam) "JA" a nizeli w "Boga", ktorego na dobra sprawe nie mozesz nawet ujrzec?> a co to znaczy wierzyć w swoje JA?> >6) Czy bywaja w twoim zyciu momenty w ktorych zaczynasz sie wachac, i zdawac sobie sprawe z tego, ze jestes zdany(a) sam(a) na Siebie?> tak> >7) zalozmy(hipotetycznie), ze po smierci mial(a)bys piec sekund na refleksje nad swoim wlasnie zakonczonym "zywotem". Jak myslisz, czy czul(a)bys sie w porzadku wobec siebie samego(ej) i swojego "JA", gdyby po twojej smierci okazalo sie, ze wierzyles na daremno? ze to byla tylko iluzja? i ze "Pana Boga" nie ma?> a co to znaczy czuć się w porządku wobec samego siebie?> dajmonionco z pytaniami nr 2 i nr 3, czyzby byly "trudne"?  ad. odpowiedzi nr 7: Co to znaczy? to znaczy, ze ma sie pewnosc, ze niczego nie zrobilo sie na marne... strata czasu jest najgorsza. Poza tym oznacza to, ze jest sie wlasnie z tego dumnym, i ma sie swiadomosc, ze przez cale zycie nie oszukiwalo sie samego siebie (w dodatku swiadomie...)
edengato
|
|
| | |  | | Brzeczyszczykiewicz (16 punktów) | > >5) Czy nie uwazasz, ze lepiej wierzyc w Swoje wlasne(niepowtarzalne - zapewniam) "JA" a nizeli w "Boga", ktorego na dobra sprawe nie mozesz nawet ujrzec?> a co to znaczy wierzyć w swoje JA?Wierzyc w Siebie i w swoja osobe z krwi i kosci, i w jej mozliwosci, a nie w "Boga" - nic prostszego 
edengato
|
|
| | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | > >>5) Czy nie uwazasz, ze lepiej wierzyc w Swoje wlasne(niepowtarzalne - zapewniam) "JA" a nizeli w "Boga", ktorego na dobra sprawe nie mozesz nawet ujrzec?> > a co to znaczy wierzyć w swoje JA?> Wierzyc w Siebie i w swoja osobe z krwi i kosci, i w jej mozliwosci, a nie w "Boga" - nic prostszego  Wystarczy chwila nieuwagi i można zmienić się w kalekę, który nic nie może sam zrobić. Co wtedy zaproponujesz patrzącemu w sufit przez cały dzień?
Bóg jest miłością
|
|
| | | | |  | | Volrath (3440 punktów) | > >>>5) Czy nie uwazasz, ze lepiej wierzyc w Swoje wlasne(niepowtarzalne - zapewniam) "JA" a nizeli w "Boga", ktorego na dobra sprawe nie mozesz nawet ujrzec?> >> a co to znaczy wierzyć w swoje JA?> >Wierzyc w Siebie i w swoja osobe z krwi i kosci, i w jej mozliwosci, a nie w "Boga" - nic prostszego  > Wystarczy chwila nieuwagi i można zmienić się w kalekę, który nic nie może sam zrobić. Co wtedy zaproponujesz patrzącemu w sufit przez cały dzień?To jego wybór. Może wierzyć w zbawczą moc krasnoludków, jeśli czyni go to szczęśliwszym. Ale ja wolę prawdę lub przynajmniej uniknięcie nieprawdy. A coś, co jest nieprawdopodobne i nie potwierdzone uznaję - to logiczne - za prawdopodobnie nieprawdziwe i temu nie wierzę. Myślę, że wolałbym patrzeć sobie w sufit i rozmyślać (a najlepiej robić coś ciekawszego - może słuchać tego, co ktoś mówi, może dostać książkę do czytania lub mieć kogoś, kto mi ją przeczyta) niż uwierzyć w coś nieprawdopodobnego - jak zbawcza moc Boga lub krasnoludków albo w drogę do nirwany Buddy. Może byłbym mniej szczęśliwy od buddysty, który zmierza ku nirwanie lub chrześcijanina, który zmierza ku Bogu, lecz przynajmniej miałbym satysfakcję, że jestem konsekwentny oraz że wolałem wybrać drogę jak najbardziej bliską prawdzie / daleką od nieprawdy, a nie zadowoleniu.
|
|
| |  | | mito | >1) Czy obawiasz sie, ze jesli odrzucisz wiare zostaniesz ukarany po smierci? Nie ma czegoś takiego jak "kara po śmierci" - karą jest sama śmierć bez możliwości "wskrzeszenia", nagrodą życie w nowym, lepszym świecie (zmartwychwstanie). Umierając, przestajemy istnieć - po prostu nas nie ma. ----------------------------------------------------------------------- >----------------------------------- >2) Czy wierzysz w Boga dlatego, ze chcesz w niego wierzyc, czy dlatego, ze odczuwasz "bojazn boza", ale tlumaczysz sobie uparcie, ze robisz to z wlasnej woli a nie ze strachu? W Boga nie wierzy się, a) że "chce się w niego wierzyć" czy też b) "odczuwa się bojaźń bożą". Wiara nie wynika ze strachu tylko z przeświadczenia o istnieniu Boga. Ogromną rolę odgrywa też nadzieja na obiecane przez Boga "lepsze czasy". ----------------------------------------------------------------------- >----------------------------------- >3) Czy kiedykolwiek w swoim zyciu osiagnales cos przy pomocy "Boga"? czy tez moze wszystko osiagasz dzieki samemu Sobie? Człowiek religijny może odczuwać przeświadczenie o trudnej do opisania "pomocy bożej". Nie są to oczywiście cuda, ale raczej myśli i przemyślenia, które mogą pomóc przezwyciężyć codzienne, "zwyczajne" problemy. ----------------------------------------------------------------------- >----------------------------------- >4) Czy po glebszym zastanowieniu przeszlo Ci kiedys przez mysl, ze Ty sam(a) jestes kowalem wlasnego losu, a nie "Bog"? Sami ludzie są kowalami własnego losu, czyli to my decydujemy o swoim działaniu - Bóg przedstawił tylko wytyczne, co do których możemy się dostosować lub nie. Wiara poszczególnej jednostki może mieć wpływ na decyzje podejmowane w życiu. ----------------------------------------------------------------------- >----------------------------------- >5) Czy nie uwazasz, ze lepiej wierzyc w Swoje wlasne(niepowtarzalne - zapewniam) "JA" a nizeli w "Boga", ktorego na dobra sprawe nie mozesz nawet ujrzec? Każdy ma swoje własne, niepowtarzalne JA, bo jest obdarzony wolną wolą (patrz odp. 4). Nie uważam, żeby postrzeganie stricte zmysłowe (wzrok, słuch, dotyk) było jedyne i niepodważalne - ludzki umysł, choć obecnie niedoskonały, jest (może zabrzmi to dziwnie) "narzędziem" wiary. ----------------------------------------------------------------------- >----------------------------------- >6) Czy bywaja w twoim zyciu momenty w ktorych zaczynasz sie wahac, i zdawac sobie sprawe z tego, ze jestes zdany(a) sam(a) na Siebie? Nie, ponieważ a) jeśli założymy, że po śmierci nic nie ma - to nie ma się czym martwić "jedzmy i pijmy - i tak pomrzemy" - nie pojawia się myśl zawarta w pytaniu b) jeśli istnieje wiara, to śmierć nie jest końcem istnienia i również nie pojawia się myśl "jestem zdany na samego siebie" - oparciem mogą być wtedy zarówno współwyznawcy jak i - w większym stopniu - własna samoświadomość. ----------------------------------------------------------------------- >----------------------------------- >7) zalozmy(hipotetycznie), ze po smierci mial(a)bys piec sekund na refleksje nad swoim wlasnie zakonczonym "zywotem". Jak myslisz, czy czul(a)bys sie w porzadku wobec siebie samego(ej) i swojego "JA", gdyby po twojej smierci okazalo sie, ze wierzyles na daremno? ze to byla tylko iluzja? i ze "Pana Boga" nie ma? >gdyby okazalo sie, ze przez cale swoje zycie traciles(as) tylko czas? Notabene - nie uwazasz ze frustracja spowodowana takim rozczarowaniem bylaby dla Ciebie najwiekszym pieklem? (zaznaczam ze po tych 5 sekundach nastalaby wielka "nicosc" i nie byloby juz nic...) Mimo najszczerszych chęci nie mogę się odnieść do tak postawionego pytania, gdyż zgodnie z moją wiarą po śmierci "człowiek nic nie czuje" - przestaje istnieć. A jeśli Bóg uzna, że moja wiara była szczera (powtarzam - wiara, a nie uczynki gdyż człowiek obecnie nie jest doskonały i w zależności od sytuacji społecznej, osobistej itd. nie może w 100% odpowiadać za swoje ułomności) i wskrzesi mnie do życia, to będę mógł żyć w nowym, nieporównywalnym do obecnego, świecie.
pozdrawiam >
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Zachowam sobie na pamiątkę ten post, bo jest tu kwintesencja refleksji ateisty. Odwrotność zakładu Pascala. >>7) zalozmy(hipotetycznie), ze po smierci mial(a)bys piec sekund na refleksje nad swoim wlasnie zakonczonym "zywotem". Jak myslisz, czy czul(a)bys sie w porzadku wobec siebie samego(ej) i swojego "JA", gdyby po twojej smierci okazalo sie, ze wierzyles na daremno? ze to byla tylko iluzja? i ze "Pana Boga" nie ma? >gdyby okazalo sie, ze przez cale swoje zycie traciles(as) tylko czas? Notabene - nie uwazasz ze frustracja spowodowana takim rozczarowaniem bylaby dla Ciebie najwiekszym pieklem? (zaznaczam ze po tych 5 sekundach nastalaby wielka "nicosc" i nie byloby juz nic...) Hmm... ryzykować 5 sekund, a kłaść na szalę wieczne potępienie. Wolę stracić 5 sekund. A jeśli nie ma tych 5 sekund na decyzję ostateczną i człowiek po śmierci nie może już zmienić swojej natury, bo wykracza poza możność takich zmian i jaki umierał taki zostanie na wieczność. Jeśli odrzucał Boga do ostatniej chwili to potem nie będzie mógł Go nigdy doświadczyć, choć wszyscy będą naokoło szczęśliwi. Będzie żył wiecznie jak ślepiec z własnego wyboru, czyż to nie będzie udręka i wieczny żal?
>Mimo najszczerszych chęci nie mogę się odnieść do tak postawionego pytania, gdyż zgodnie z moją wiarą po śmierci "człowiek nic nie czuje" - przestaje istnieć. A jeśli Bóg uzna, że moja wiara była szczera (powtarzam - wiara, a nie uczynki gdyż człowiek obecnie nie jest doskonały i w zależności od sytuacji społecznej, osobistej itd. nie może w 100% odpowiadać za swoje ułomności) i wskrzesi mnie do życia, to będę mógł żyć w nowym, nieporównywalnym do obecnego, świecie. W wiecznej samotności wewnętrznej z własnego wyboru...
Bóg jest miłością
|
|
| | | |  | | Volrath (3440 punktów) | >Hmm... ryzykować 5 sekund, a kłaść na szalę wieczne potępienie. Wolę stracić 5 sekund. A jeśli nie ma tych 5 sekund na decyzję ostateczną i człowiek po śmierci nie może już zmienić swojej natury, bo wykracza poza możność takich zmian i jaki umierał taki zostanie na wieczność.
O wiele bardziej prawdopodobnym jest, że jesli jakiś bóg (z małej litery, bo mam na myśli nie koniecznie tego Chrześcijan) istnieje, to ma cechy inne niż zakładane i że i tak Cię potępi (bo być może jest zły, a być może zbawi tylko najgorszych, a być może do piekła wyśle wszystkich poza 100 najlepszymi, a może nie ma piekła i nieba - wszyscy znikną, bo Bóg się tylko bawi/eksperymentuje, a może trafisz do piekła bo nie stosujesz zasad Koranu/Tory/innej gdzieś uznawanej za świętą księgi, a może dlatego, że wszyscy Chrześcijanie łamią jakieś zasady, o których nawet nie wiedzą itd... można by wymieniać długo możliwości, a każda co najmnij równie prawdopodobna jak zbawienie z powodu stosowania szczególnych zasad pewnej wybranej religii lub wybrania sobie tych zasad samemu i wymyślenie odłamu/nowej religi. Do tego jeszcze dochodzi brak ewentualnego boga oraz alternatywy wobec boga/braku boga, których ilość jest nieskończona).
Czyli bez dowodów szanse są bliskie 0.
To tak, jakby ktoś Ci obiecał milion dolarów pod warunkiem, że będziesz skakał na jednej nodze i modlił się do Zeusa. I powiedział, że później - np. za rok - spyta Zeusa czy to robiłeś, a jeśli odpowie i powie, że tak, to dostaniesz milion dolarów. Poszedłbyś na taką umowę? Ta z księżami jest podobna (choć nie każą robić rzeczy tak głupich jak skakanie na nodze, a są na tyle sprytni, że obiecują więcej lecz po śmierci - czyli nikt nie może sprawdzić, czy ktoś nagrodę otrzymał).
> Jeśli odrzucał Boga do ostatniej chwili to potem nie będzie mógł Go nigdy doświadczyć, choć wszyscy będą naokoło szczęśliwi. Będzie żył wiecznie jak ślepiec z własnego wyboru, czyż to nie będzie udręka i wieczny żal?
Będzie. Szanse na to oceniam jednak na dużo bliższe 0 niż np. to, że nie wyślę tego posta, bo zginę. Do tego widzę ogrom alternatyw wobec takiej wizji Boga i tego, co chce, a że to, czego chce ani to czy istnieje nie jest potwierdzone, to nie ufam na słowo komuś, kto próbuje na mnie wymusić pewien wzorzec zachowań obiecując karę za nie dostoswanie i nagrodę za dostosowanie po śmierci. Za dobrze znany mechanizm - na tym opiera się większość religii oraz sekt. Wiele z nich miało prawdziwych i szczerych wierzących, a wiadomo np. że sekty wypływają z tego, co guru sobie wymyśli.
>W wiecznej samotności wewnętrznej z własnego wyboru...
Powiedz mi: czemu nie inny Bóg? Może tak jak w Świecie Dysku u Terrego Pratcheta (ateista, pisarz sf i fantasy) każdy dostaje po śmierci to, w co wierzył? A jeśli nie, to czy logicznym jest wierzenie, jeśli każdy wyznawca - nie zależnie od religii - wierzy, że to jego jest prawdziwa, a inne fałszywe? Moim zdaniem nie bardzo - to znaczy tyle, że mechanizm wiary jest powszechny, ma wszędzie podobne podstawy, ale wykreowane wierzenia wynikają z jakichś "lokalnych" (w sensie dotyczących danej kultury/wiary) wyobrażeń i nie reprezentują nic ponad to. Cuda zdażają się w każdej z wiar, podobnie wizje religijne. I nie są podobne tak do końca - dotyczą lokalnej wiary. To by znaczyło tyle, że każda wiara jest nieprawdziwa lub co najmniej tyle, że nie wiadomo która jest prawdziwa, a najprawdopdobniej żadna nie jest, skoro żadna nie ma potwierdzenie. Przesądów też jest wiele w różnych kulturach, a bardzo nie wiele z tych nie opartych o rzeczywistość, lecz o jedynie "myślenie magiczne" ma jakikolwiek związek z rzeczywistością (mam na myśli tutaj takie, jak np. dotykanie guzika na widok kominiarza, wysyłanie łańcuszków e-mailowych w strachu przed "klątwą" w nich zawartą, czy czarny kot przebiegający drogę "wróżący nieszczęście").
|
|
| |  | | Konrad (10 punktów) | Kolejnych kilka pytań. Kolejnych kilka odpowiedzi  > 1) Czy obawiasz sie, ze jesli odrzucisz wiare zostaniesz ukarany po smierci?Ja to, w co wierzyłem kiedyś, wielokrotnie odrzucałem, bo było po prostu nielogiczne i sprzeczne. To, w co wierzę teraz, mówi mi, że Bóg nikogo nie karze, Bóg kocha. Jeśli ktoś odrzuci wiarę w Niego, nie zachowa się On jak roztrzepana nastolatka, która będzie chciała się jakoś mścić. Bóg czeka na każdego i każdemu daje kolejną szansę. > 2) Czy wierzysz w Boga dlatego, ze chcesz w niego wierzyc, czy dlatego, ze odczuwasz "bojazn boza", ale tlumaczysz sobie uparcie, ze robisz to z wlasnej woli a nie ze strachu?Wierzę w Boga, bo tylko Jego istnienie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć mi, o co chodzi w moim życiu, kim jestem, dokąd zmierzam. Ba, dzięki temu, że wierzę w Boga nieskończenie dobrego i sprawiedliwego, wiem, że nie spotka mnie z jego strony nic, czego mógłbym się bać. Mogę bać się jedynie samego siebie. Wiem, co czeka mnie po śmierci i wiem, że w co prawda odległej perspektywie czeka na mnie wielkie szczęście, co daje mi o wiele większą pociechę, niż to, w co wierzą ateiści: że po śmierci następuje pustka. > 3) Czy kiedykolwiek w swoim zyciu osiagnales cos przy pomocy "Boga"? czy tez moze wszystko osiagasz dzieki samemu Sobie?> 4) Czy po glebszym zastanowieniu przeszlo Ci kiedys przez mysl, ze Ty sam(a) jestes kowalem wlasnego losu, a nie "Bog"?Bóg nie daje owoców. Bóg daje nasiona. To, co z nimi zrobimy, to tylko nasza sprawa. Wszystko, co osiągnąłem w życiu, zawdzięczam więc sobie - bo to ja włożyłem pracę, i Bogu - bo to on dał mi możliwości osiągnięcia tego, co osiągnąłem. Ja sam jestem kowalem mojego losu, co do tego nie mam wątpliwości. > 5) Czy nie uwazasz, ze lepiej wierzyc w Swoje wlasne(niepowtarzalne - zapewniam) "JA" a nizeli w "Boga", ktorego na dobra sprawe nie mozesz nawet ujrzec?Wolę wierzyć w miłość do Boga i wszystkich ludzi, niż w miłość do samego siebie. > 6) Czy bywaja w twoim zyciu momenty w ktorych zaczynasz sie wahac, i zdawac sobie sprawe z tego, ze jestes zdany(a) sam(a) na Siebie?Owszem. Takie momenty zdarzają się każdemu, gdy próby, którym jesteśmy poddawani są trudne. Ale po prostu trzeba robić swoje i nie przejmować się chwilami zwątpienia. > 7) zalozmy(hipotetycznie), ze po smierci mial(a)bys piec sekund na refleksje nad swoim wlasnie zakonczonym "zywotem". Jak myslisz, czy czul(a)bys sie w porzadku wobec siebie samego(ej) i swojego "JA", gdyby po twojej smierci okazalo sie, ze wierzyles na daremno? ze to byla tylko iluzja? i ze "Pana Boga" nie ma?> gdyby okazalo sie, ze przez cale swoje zycie traciles(as) tylko czas? Notabene - nie uwazasz ze frustracja spowodowana takim rozczarowaniem bylaby dla Ciebie najwiekszym pieklem? (zaznaczam ze po tych 5 sekundach nastalaby wielka "nicosc" i nie byloby juz nic...)Nie muszę zakładać, że po śmierci nie ma nic, bo wiem, że tak nie jest. (proszę zwrócić uwagę na różnicę między "wierzę" i "wiem"). Ale gdyby tak miało być, o wiele bardziej byłoby mi przykro, gdybym spojrzał na moje życie i stwierdził: "Byłem złym człowiekiem". Wiara w Boga w niczym mi nie przeszkadza, a tylko dodaje mi sił. Pozdrawiam Konrad
|
|
| |  | | Pyznarski (1 punktów) | >Moje pytania do "wierzacych":
>3) Czy kiedykolwiek w swoim zyciu osiagnales cos przy pomocy "Boga"? czy tez moze wszystko osiagasz dzieki samemu Sobie? A może należałoby postawić pytanie czy człowiek potrafi cokolwiek osiągnąć bez Boga? Może się tylko człowiekowi wydaje, że coś sam osiągnął. Tymczasem wszystko co posiada jest mu dane od Boga. >4) Czy po glebszym zastanowieniu przeszlo Ci kiedys przez mysl, ze Ty sam(a) jestes kowalem wlasnego losu, a nie "Bog"? Nie, ponieważ wierzę w Bożą Opatrzność kierującą historią. Wierzę także że Bóg doprowadzi sobie znanymi drogami do zbawienia także ateistów, ponieważ On nie chce "niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia".(2 P 3,9)
|
|
|  | | Viator Solus (217 punktów) | Wygląda na to, że religia nie ma jednak nic wspólnego z rozumem. Argumenty wierzących są irracjonalne, więc próżnym będzie trud wyciągnięcia czegoś logicznego, rozumowego z ich doświadczenia religijnego. Ma to, niestety, swoje konsekwencje, polegające na tym, że nie ma możliwości komunikacji między wierzącym a niewierzącym, ponieważ ten drugi wymaga rozumowych, logicznych argumentów i jasno widzi wszystkie niespójności i brak realnych podstaw do wierzenia w Boga. Z kolei dla wierzącego wiara jest wynikiem uczuć, a te są ślepe na logikę, na rzeczywistość.
Wierzący twierdzi: Bóg do mnie przemawia, daje mi znaki, kieruje moim życiem. Co to znaczy? Czy nie mógłbym powiedzieć: Słyszę jak przemawiają do mnie obłoki, dają mi znaki, a przez to kierują moim życiem? Czy nie jest to równoznaczne?
Albo: Węgiel jest miłością. Kochaj węgiel, bo z niego powstałeś. Węgiel cię stworzył, bez węgla nie możesz istnieć, składasz się z węgla. Bez węgla życie nie może istnieć. Węgiel jest duchem przenikającym wszystko i dającym życie. Na początku był węgiel, a węgiel był od węgla i z węgla powstał węgiel.
Węgiel jest miłością. Kochaj węgiel i rób co chcesz.
szanuj wszystko, co reprezentuje to, czego pragniesz
|
|
| |  | | Fiołek | > Wygląda na to, że religia nie ma jednak nic wspólnego z rozumem. Argumenty wierzących są irracjonalne, więc próżnym będzie trud wyciągnięcia czegoś logicznego, rozumowego z ich doświadczenia religijnego.Zgadzam sie z Tobą choć nie w pełni. Argumenty są niezrozumiałe a nie irracjonalne. Tak podajemy naprzykłady "Bóg jest miłością" i na tym, forum pare postów wyżej ktoś to wyśmiewał mówiąc najprościej. Ale czy nie ma w tym pewnej logiki? Boga nie da sie zdefiniowac tak samo jak nie da sie zdefiniowac miłości. Oczywiście zaraz podniosą sie okrzyki, ze naukowcy juz odkrywają procesy w mózgu odpowiadające za miłość ale osobiście uważam, ze i tak nie znajdą 100% składu chemicznego miłosci. Co wiecej z miłości rodzi sie przywiązanie. Dziwnym trafem też jak dotąd nie znalazałem składu chemicznego przywiązania moge wymieniać dalej: przyjaźń, nienawiść. Paradoksalnie z Bogiem jest jak z miłością od czy do drugiej osoby - nie widzisz jej, nie mozesz jej policzyć, nawet mikroskop nie daje żadnych rezulatatów a jednak... czujesz, że Ona jest(oczywiście również może sie odezwac wiele głosów, ze Oni nie czują i mają do tego pełne prawo - ja mówie jak jest ze mną). > Ma to, niestety, swoje konsekwencje, polegające na tym, że nie ma możliwości komunikacji między wierzącym a niewierzącym, ponieważ ten drugi wymaga rozumowych, logicznych argumentów i jasno widzi wszystkie niespójności i brak realnych podstaw do wierzenia w Boga. Z kolei dla wierzącego wiara jest wynikiem uczuć, a te są ślepe na logikę, na rzeczywistość.j.w. A teraz jeszcze spróbuję podwazyć logikę świata  . Wiem, że znów odezwą sie salwy, ze co ja za brednie wygaduje ale to jest efekt moich przemyśleń. Prosze osoby czytające to o rozejrzenie sie dookoła. Nie wiem czy słyszeliście coś takiego, ze Bóg jest wszędzie - otacza nas. Teraz weźcie do ręki byle przedmiot - nie wiem - ołówek, kartkę papieru. Pomyślcie co widzicie... tak - widzisz przedmiot który podniosłeś... a ja Ci chciałbym powiedzieć, ze widzisz Boga  . Zdziwiony? No tak... gdzie tu logika... trzymam w ręce ołówek a ten mi wmawia, ze trzymam Boga  . No tak... ale teraz zastanów sie dlaczego twierdzisz, ze to jest ołówek? Bo go widzisz... no nie do końca, bo ja tez go widze a pomimo tego moge powiedziec, ze to jest Bóg. Hmmmm... Bo ma taki a nie inny skład? Nie, ja też moge powiedziec, ze Bóg ma własnie taki skład. Wiec dlaczego? Odpowiedź brzmi - dlatego, ze kiedys pewien człowiek nazwał to ołówkiem. I tak zostało to przyjete. Skład tego ołówka pod mikroskopem kiedyś jakiś człowiek nazwał atomami, itd. Więc na czym sie opiera to co widzimy i co rozumiemy? Otórz na tym, ze kiedyś jakiś człowiek tak to nazwał. Teraz pomyślmy... mówi sie katolikom, ze swojego Boga przyjmuja na wiarę... ale zaraz, zaraz... my tez przyjmujemy na wiarę wszytsko inne! Gdy sie nauczysz na matematyce, ze 2+2=4 to przyjmiesz to na wiarę, że tak jest, ale gdybyś był od małego uczony, ze 2+2=5 i, ze 5 występuje po 9 to gwarantuję Ci, ze byłbyś w stanie sprzeeczać sie odzinami, ze to jest równe 5 a nie 4. Słowem cały świat opiera sie na słowie... dlaczego więc słowo wiernego miałoby mieć mniejsze znaczenie niz naukowca?
|
|
| | |  | | Brzeczyszczykiewicz (16 punktów) | "j.w. A teraz jeszcze spróbuję podwazyć logikę świata  . Wiem, że znów odezwą sie salwy, ze co ja za brednie wygaduje ale to jest efekt moich przemyśleń. Prosze osoby czytające to o rozejrzenie sie dookoła. Nie wiem czy słyszeliście coś takiego, ze Bóg jest wszędzie - otacza nas. Teraz weźcie do ręki byle przedmiot - nie wiem - ołówek, kartkę papieru. Pomyślcie co widzicie... tak - widzisz przedmiot który podniosłeś... a ja Ci chciałbym powiedzieć, ze widzisz Boga  . Zdziwiony? No tak... gdzie tu logika... trzymam w ręce ołówek a ten mi wmawia, ze trzymam Boga  . No tak... ale teraz zastanów sie dlaczego twierdzisz, ze to jest ołówek? Bo go widzisz... no nie do końca, bo ja tez go widze a pomimo tego moge powiedziec, ze to jest Bóg. Hmmmm... Bo ma taki a nie inny skład? Nie, ja też moge powiedziec, ze Bóg ma własnie taki skład. Wiec dlaczego? Odpowiedź brzmi - dlatego, ze kiedys pewien człowiek nazwał to ołówkiem. I tak zostało to przyjete. Skład tego ołówka pod mikroskopem kiedyś jakiś człowiek nazwał atomami, itd. Więc na czym sie opiera to co widzimy i co rozumiemy? Otórz na tym, ze kiedyś jakiś człowiek tak to nazwał. Teraz pomyślmy... mówi sie katolikom, ze swojego Boga przyjmuja na wiarę... ale zaraz, zaraz... my tez przyjmujemy na wiarę wszytsko inne! Gdy sie nauczysz na matematyce, ze 2+2=4 to przyjmiesz to na wiarę, że tak jest, ale gdybyś był od małego uczony, ze 2+2=5 i, ze 5 występuje po 9 to gwarantuję Ci, ze byłbyś w stanie sprzeeczać sie odzinami, ze to jest równe 5 a nie 4. Słowem cały świat opiera sie na słowie... dlaczego więc słowo wiernego miałoby mieć mniejsze znaczenie niz naukowca?" Bo widzisz, pominales jeden drobny szczegol...Zanim ktos nazwal olowek "olowkiem", wczesniej musial go najpierw wymyslic, zaprojektowac, i stworzyc - i dokladnie tak samo jest z Bogiem - zostal najpierw wymyslony. Zauwaz, ze to co napisalem opiera sie w tym momencie na Twojej logice.
edengato
|
|
| | | |  | | outsider (2469 punktów) | >Bo widzisz, pominales jeden drobny szczegol...Zanim ktos nazwal olowek "olowkiem", wczesniej musial go najpierw wymyslic, zaprojektowac, i stworzyc - i dokladnie tak samo jest z Bogiem - zostal najpierw wymyslony. Zauwaz, ze to co napisalem opiera sie w tym momencie na Twojej logice.
No, nie tak prosto - powiedzmy, że trzymasz w ręku kość lub kwiat...
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| | | | |  | | Brzeczyszczykiewicz (16 punktów) |
> No, nie tak prosto - powiedzmy, że trzymasz w ręku kość lub kwiat...>
trzymam reku kwiat... czuje poprzez zmysl dotyku ze mam go w dloni...zmysl wzroku pomaga mi okreslic jego wyglad...a zmysl wechu pozwala mi wyodrebnic jego zapach... w takiej sytuacji nie musze nawet przyjmowac za pewnik, ze to cos nazywa sie "kwiatem". Bo on po prostu jest, nazwe moge nadac mu sam, ale nie zrobie z niego boga, niewazne jakbym sie staral - boga w nim nie dostrzege - dostrzege w nim polaczenie bodzcow wywolanych przez zmysly(dlatego nie porownuje go do boga, bo to nie to samo co w przypadku olowka, kwiaty nie zostaly wymyslone - powstaly droga ewolucjii (czyzby Mr.God rowniez?  Czy istnieje 6 zmysl ktory pomaga w jakikolwiek sposob dostrzec boska obecnosc?
edengato
|
|
| | | | | |  | | outsider (2469 punktów) | Niewiele ma to jednak wspólnego z chrześcijanami, którzy wierzą w Boga niewidzialnego. Widzisz kwiat - kwiat składa się z atomów - atomów nie widzisz; podobnie - teoretycznie rzecz biorąc - mógłbyś nie widzieć Boga. Zresztą - nie widzisz również powietrza.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| Wilhelm |
Odpowiem jako ateista probojacy zrozumiec sytuacje wierzacych: > Dlaczego twój Bóg nie kontaktuje się z tobą bezpośrednio?To dobre pytanie. Skoro jest on wszedzie, to dlaczego nie moglby sie ze mna? Czy tylko wybrani maja do niego dostep? A moze ktos miec monopol na dostep do boga? Sam oberwowalem jak jeszcze JPII przyjezdzal do Polski, ze byly takie momenty, iz pragnal on pozostac na chwile sam. Niektorzy to komentowali, ze "rozmawial z bogiem na osobnosci" czy to w gorach czy tez nad jeziorem. Doskonale zatem rozumiem moja mame (wierzaca), ktora mowi, ze jak chce porozmawiac z bogiem, to moze zrobic to rownie dobrze w gorach, w lesie czy tez na polu, ale nie koniecznie w kosciele, bo uwaza, ze tam ja tez wyslucha. > Przy założeniu, że życie ziemskie jest tylko etapem na> drodze do nieba lub piekła - do czego było Bogu potrzebne,> aby człowiek taki etap przechodził?Byloby to nielogiczne. Skoro bog jest wszechwiedzacy, nie musialby wystawiac biednego czlowieka, bo znalby wynik z gory. No chyba, ze bog jest sadysta  Jesli musialbym przyjac istnienie boga oraz uznac teze o wystawianie ludzi na probe, to musialbym odrzucic teze o wszechwiedzacym bogu: bog jest obserwatorem jak w BIG BROTHER, nie znajacym przyszlych losow. Wyzej poruszona rzecz przypomina mi mity greckie, gdzie Zeus musial wybrac miedzy dwiema skorzanymi workami: mniejszy byl wypelniony miesem a wiekszy koscmi, tluszczem itp. Chodzilo o to, ktora znich mialaby byc skladana bogom w ofierze. Zeus wybral wiekszy worek liczac na mieso. Poniewaz byl bogiem, raz podjetej decyzji nie wolno mu bylo cofnac. Od tamtem pory ludzie skladali nieuzyteczne ofiary Zeusowi 
Die Hauptsätze der Thermodynamik: Die Energie der Welt ist konstant Die Entropie der Welt strebt nach einem Maximum zu Bei Nullpunkt S=0 Beim stationären Zustand die lokale Entropie strebt nach einem Minimum zu
|
|
 | | Fiołek | > Skoro bog jest wszechwiedzacy, nie musialby wystawiac biednego czlowieka, bo znalby wynik z gory. No chyba, ze bog jest sadysta Jesli musialbym przyjac istnienie boga oraz uznac teze o wystawianie ludzi na probe, to musialbym odrzucic teze o wszechwiedzacym bogu: bog jest obserwatorem jak w BIG BROTHER, nie znajacym przyszlych losow.Powiem jak mi sie wydaje, ze jest ale to jest po raz kolejny wynik moich przemyśleń wiec wcale nie jest powiedziane, ze wszystkim sie spodoba  . Otórz nie widze powodu dla którego Bóg nie mógłby być wszechwiedzący i wystawić człowieka na próbę. (Pomijam już fakt, ze według wielu ludzi nie powinniśmy Boga przyjmować na ludzką logikę bo to co nam sie wydaje absurdalne wcale może takie w boskiej logice nie być). Może porównam to do gry. Załużmy, ze przeszedłem jakąś gre 1 raz i znam już jej zakończenie. Ale gram w nią ponownie w jakiś inny sposób. Znam los jaki spotka mojego bohatera a mimo oglądam jak biedak sie męczy robiąc to i owo. Hehehe... tylko aby mnie ktoś źle nie odebrał - nie mówie, ze Bóg ma wielkie Play Station i sobie pyka non toper w grę o nazwie 'Świat', po prostu jest to próba ukazania, w jaki sposób nawet człowiek jest wszechwidzący a zarazem wystawia kogoś/coś na próbę. A jeżeli chodzi o samo wystawianie na próbę. Ogólnie jest zapisane, ze człowiek posiada wolną wolę, i pomimo tego, ze Bóg zna wynik naszych zmagań, daje On człowiekowi "pole do popisu" w kwestii zycia.
|
|
|  | | Strażnik Porannego Jointa | >Może porównam to do gry. Załużmy, ze przeszedłem jakąś gre 1 raz i znam już jej >zakończenie. Ale gram w nią ponownie w jakiś inny sposób. przechodze jakas gre, bo mi to sprawia przyjemnosc.. pomijam fakt, ze wiekszosc nudzi mi sie zanim przejde pierwszy raz, ale nadal robie to dla czystej przyjemnosci... to lekko egoistyczne ze strony doskonalego boga... >Znam los jaki spotka mojego bohatera a mimo oglądam jak biedak sie męczy robiąc to i >owo. myslisz, ze bóg ma frajde ogladajac jak biedacy sie meczą robiac to i owo?
|
|
| Kielkowicz | >Mam kilka pytań, głównie do wierzących w Boga. >Dlaczego twój Bóg nie kontaktuje się z tobą bezpośrednio? Besposredniej to sie juz chyba nie da w koncu On nam sie Daje caly podczas przyjmowania Komuni Swietej nawet Aniolowie nie maja takiego kontaktu sprobuj a zrozumiesz >Dlaczego musi to być takie enigmatyczne, subiektywne, przy >pomocy pośredników? >Przy założeniu, że życie ziemskie jest tylko etapem na >drodze do nieba lub piekła - do czego było Bogu potrzebne, >aby człowiek taki etap przechodził? Do tego aby pokazac Mu ze naprawde Go kochamy i czy Go kochamy >Na razie te trzy pytania... >
|
|
 | | Strażnik Porannego Jointa | >Do tego aby pokazac Mu ze naprawde Go kochamy i czy Go kochamy czyli moje cale zycie jest tylko spelnieniem kaprysu jakiegos boga? osobiscie widze w swoim zyciu nieco glebszy sens... PS sa gdzies jakies testy dla boga? zeby sprawdzic, czy on mnie naprawde kocha?
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | >Do tego aby pokazac Mu ze naprawde Go kochamy i czy Go kochamy
A nie jest aby Wszechwiedzący, nie wie i bez tego? Tak mi sie jakoś przypomniało...
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
| sofer |
>Dlaczego twój Bóg nie kontaktuje się z tobą bezpośrednio? >Dlaczego musi to być takie enigmatyczne, subiektywne, przy >pomocy pośredników? Kto Ci to powiedział, gdzie to przeczytałeś,słowem, wiadomości dostałeś od ? I bez podtekstów, bardzo mnie pochodzenie bałwochwalstwa interesuje.
|
|
| JATO (2644 punktów) | Wszstko sprowadza sie do kwesti podstawowej. Co mianowicie było pierwsze, byt czy świadomość. Tym różni się filozofia materialistyczna od idealistycznej. A Bóg - no cóż - odpowiedź leży w kwestii sposbu Jego pojmowania. Kiedykolwiek przejazdem bawiłem w Częstochowie zawsze zadawałem sobie pytanie. Ile to różnych rzeczy potrzebne jest ludziom do romowy z Bogiem. A to krzyżyk, a to różaniec (wynalazek zgoła nie chrześciański), a to święty obrazek a to zbiór różnych naboznych tekstów, a to ... Skoro takowe są potrzebne to cóż w tym dziwnego, że potrzebni sa i różni pośrednicy. Maluczkim nie wystarczy słowo boże - potrzebna jest jeszcze odpowiednia "kadzidlana" oprawa. Tym co naprawdę wierzą to nie jest potrzebne. Tuwim pięknie to podsumował I tem gędziarze i bajdury ciągnące z nieba grubą rentę, o łapiduchy z Jasnej Góry, z Góry Kalwarii parchy święte, i ty księżulu co kutasa zawiazanego masz na supeł, aby ci czasem nie pohasał, całujcie mnie wszyscy w dupę! I tyle. Za wulgaryzmy przepraszam - cytowałem jedynie mistrza.
Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
|
|
| Konrad (10 punktów) | Witam,
Od razu zaznaczam, że nie jestem Katolikiem, mam zupełnie inny wizerunek Boga i z przyjemnością odpowiem na Twoje pytania:
>Dlaczego twój Bóg nie kontaktuje się z tobą bezpośrednio? >Dlaczego musi to być takie enigmatyczne, subiektywne, przy >pomocy pośredników?
Bóg, do tego, by kontaktować się z ludźmi, nie potrzebuje pośredników. Pośredników wymyślili sobie sami ludzie, by uzyskać kontrolę nad innymi ludźmi. Jednakże nie oznacza to, że codziennie siedzę sobie w ogródku i rozmawiam z Bogiem. Wciąż brakuje mi zmysłu, by dostrzec go bezpośrednio, zobaczyć, usłyszeć. Wiem, że On jest, czuję Jego obecność, ale po prostu jak na razie jestem niczym niewidomy w towarzystwie przyjaciół. Chociaż ich nie widzi, to czuje, że oni są. Można by się przecież zapytać niewidomego, czy ma jakieś dowody na istnienie innych ludzi, gdy na przykład oni się do niego nie odzywają... Dlaczego jednak nie mam zmysłu, który pozwalałby mi dostrzec Boga. Bóg chce byśmy Go kochali, ale nie dlatego, że tak jest i koniec. On chce, by ta miłość wyszła od nas samych. Gdyby nagle się pojawił i powiedział: "Od dziś możecie mnie zobaczyć, usłyszeć. Jestem tutaj", bylibyśmy w pewien sposób zmuszeni do tego, by oddawać mu hołd i go kochać. A wiadomo, że gdy kogoś zmuszamy do miłości, to nie jest to nigdy prawdziwa miłość.
>Przy założeniu, że życie ziemskie jest tylko etapem na >drodze do nieba lub piekła - do czego było Bogu potrzebne, >aby człowiek taki etap przechodził?
Życie ziemskie według mojego przekonania jest tylko jednym z etapów i nie do nieba, ani nie do piekła. Każdy z nas pracuje nad tym, by stać się doskonałym. Jedno życie to zbyt mało czasu, by taką doskonałość osiągnąć. Każde życie jest jakby zadaniem, po którego wykonaniu przechodzimy do zadania następnego, trudniejszego. Gdy jednak nam się nie powiedzie, Bóg będący miłością, da nam kolejną szansę na wykonanie powierzonej nam pracy. W ten sposób stracimy jednak cenny czas. Żyejmy więc nie jeden raz, ale setki, tysiące razy, za każdym razem czyniąc krok do przodu. Nie wcielamy się więc w zwierzęta, jak sądzą niektórzy próbując ośmieszyć całą ideę reinkarnacji. To byłoby zupełnie bez sensu. Po co mielibyśmy uczyć się czegoś, czego nauczyliśmy się już dawno temu. Tylko głupiec wysłałby studenta na lekcję do pierwszej klasy podstawówki.
Każdy więc osiągnie kiedyś doskonałość, a czas, jaki jest mu do tego potrzebny, zależy tylko dla niego.
Po co jednak to wszystko? Dlaczego nie możemy być od razu doskonali. Gdy osiągamy coś własnym wysiłkiem, jest to dla nas rzecz o wiele cenniejsza, niż to, co otrzymaliśmy za darmo. Po to, by zrozumieć jak ważna jest miłość do innych ludzi, potrzebujemy przeżyć na własnej skórze, cóż oznacza śmierć bliskiej osoby, wojna, zło czynione przez innych.
Życie tutaj na Ziemi jest dla nas w pewnym sensie narzędziem. Owszem moglibyśmy stać się doskonali bez jego pomocy, ale zajęłoby to o wiele więcej czasu. Czy gdyby Ci ktoś kazał rozpalić ogień, wolałbyś go rozpalać gołymi rękoma, czy też za pomocą zapałek? Odpowiedź jest prosta.
Pozdrawiam serdecznie
Konrad
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|