Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ujednolicona wiara w szkole

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
18-01-2007 18:20bleble (5585 punktów)Ujednolicona wiara w szkole
Dlaczego w szkole nie przymują do wiadomości, że ktoś może nie wierzyć. Niewierzących zwalniają tylko z religii, ale reszta przedmiotów (gł. polski i historia) uczą nas o chrześcijaństwie i karzą patrzeć, nawet niewierzącym, na to oczami katolika. Jeśli chodzi o język polski to w jaki sposób osoba niewierząca ma wczuć się w wiersz mówiący o miłości do Boga, a na historii bedzie uważała każdą rewolucję za lepszą od katolicyzmu, co nie będzie mieściło się w głowie nauczycielowi. Czy to jest sprawiedliwość, że ludzie niewierzący muszą zachowywać się tak jakby wierzyli, a jeśli się sprzeciwią, to każdy przecież wie jak nauczyciel zareaguje w takiej sytuacji (uwaga, albo przerąbane do końca życia). Jak się temu przeciwstawiać???
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Spytkowski Patryk (7 punktów)
Hmm, no cóż, mieszkamy w takim a nie innym zaścianku i możemy się z tym pogodzić, możemy też z tym walczyć, albo możemy się z tego po prostu śmiać.
Nigdy nie bałem się prezentować własnych poglądów na lekcjach. Sprawy mają się tak, że tak czy inaczej, jeżeli napiszesz taką np. klasówkę, to nauczyciel nie może Cię po prostu oblać... Jeżeli napisałeś co trzeba powinien dać Ci jakąś przyzwoitą ocenę, no chyba, że ma się pecha i trafi się na jakiegoś wyjątkowo miłosiernego i zapatrzonego na krzyż katolika...
Zgadzam się, że jest to irytujące, kiedy Mickiewiczowsko-Dziadowski Konrad dostaje ataku schizofrenii w celi, a wszyscy dookoła mówią jaki to on biedny, że aż boga wyzywa, ale cóż, per aspera ad astra!
Ogólnie życzę wytrwałości i odpowiedniego podejścia, wtedy takie lekcje robią się nawet zabawne
Kajka (129 punktów)
>Sprawy mają się tak, że tak czy inaczej, jeżeli napiszesz taką np. klasówkę, to nauczyciel nie może Cię po prostu oblać... Jeżeli napisałeś co trzeba powinien dać Ci jakąś przyzwoitą ocenę, no chyba, że ma się pecha i trafi się na jakiegoś wyjątkowo miłosiernego i zapatrzonego na krzyż katolika...

Kiedyś polonistka zadała pracę domową: Jak sobie wyobrażasz raj? I byłam w kropce, bo uczciwie rzecz biorąc powinnam napisać jedno zdanie: Raj nie istnieje. A wypracowanie powinno mieć 2 strony. Gdybym napisała dlaczego uważam, że nie istnieje to by mi powiedziała, że nie na temat :/
Spytkowski Patryk (7 punktów)
Wiem, ale tak naprawdę, można taki temat zrozumieć dwojako, bo dla kogoś rajem mogą być Hawaje. Coś zawsze można wymyśleć, a resztę, lać wodę. Ja osobiście z tego czerpałem satysfakcję, jak polonistka chwaliła moje wypracowanie, a tak naprawdę wiedziałem, że to co napisałem było na maksa wyssane z palca.
Zaraz pod Twoim postem martines napisał ważną rzecz. Trzeba mieć dystans i się nie przejmować. Pytają o raj, pisz o swoim raju. Jak dla mnie można by napisać wypracowanie o dwutygodniowych wakacjach w Nepalu.
Pozdrawiam.
martines
NIE OBCHODZI MNIE CO LUDZIE PRZYJMUJĄ DO WIADOMOŚCI A CO NIE. JEŚLI JESTEM NEUTRALNY RELIGIJNIE (CZYLI JETEM NIEWIERZĄCY) TO G...O TO KOGOŚ OBCHODZI. A JAK SIĘ KOMUŚ NIE PODOBA MOJA NIEWIARA TO....MA PROBLEM I JUŻ.

Trzeba się po prostu nauczyć podchodzić z dystansem do wiersycków o bozi i jezusku. Żaden katolicki motłoch nie może tłamsić naszego poczucia godności, bo mamy takie samo prawo normalnie funkcjonować w społeczeństwie jak reszta obywateli.
Crown (78 punktów)

Przypomniała mi się sytuacja, kiedy moja klasa miała napisać esej nt.: "Sens życia wg Fausta w odniesieniu do własnych przemyśleń". Jako jedyna osoba dostałem 6, z prostego powodu: podczas gdy inne prace przepełnione były Bogiem katolików, religią, mszami i nadzieją na życie wieczne, ja skrytykowałem to wszystko i stwierdziłem, że nie jest zupełnie potrzebne do szczęśliwego życia z poczuciem 'sensu'.

Innym razem wdałem się w dysputę z moją nauczycielką od geografii krytykującą pewnego maturzystę, który nie wyjechał z innymi osobami na pielgrzymkę na Jasną Górę - "aby pomodlić się o maturę". Stwierdził on, że wierzy w siebie [własne możliwości], a poza tym jest ateistą. Oczywiście nauczycielka zredukowała to do nowej religii w której bogiem jest ten maturzysta. Miło się dyskutowało, niestety bez żadnych wniosków, bo na koniec oboje obstawaliśmy przy swoim. Konsekwencji nie było.

Zupełnie tak jak wtedy, kiedy na religii odmówiłem pisania klasówki - ksiądz ładnie się uśmiechnął, poprosił, żebym coś napisał. Odparłem, a co mi tam - i na sam koniec dopisałem, że w żaden sposób nie identyfikuję się z tym co napisałem. Konsekwencji nie było. Odpowiedzi znałem. Pomimo ich absurdalności, 15 lat indoktrynacji (a także wnikliwa analiza tego, w co kazano mi wierzyć) dały swoje - i pewne rzeczy się pamięta.

Na klasową wigilię zostałem wysłany zdecydowanie wbrew swojej woli, ale w końcu stwierdziłem, szukając pozytywnych aspektów, że klasa jest pewnym rodzajem społeczności, gdzie warto dbać o dobre kontakty (nieuzasadniona racjonalizacja - ale z drugiej strony nie chciałem, by stwierdzono, że się wywyższam lub potocznie 'olewam' ich). Dowiedziałem się, że wychowawczyni wie o moim światopoglądzie. Dość kiepsko próbowała mnie przekonać do swoich racji na co mogłem się tylko uśmiechnąć i powiedzieć, że ja mam inne poglądy. Odmówiłem śpiewania kolęd. Konsekwencji nie było.

Najśmieszniejsze jest to, że żyję w małym miasteczku, gdzie króluje kompletna stagnacja. Według utartych stereotypów powinienem być zmieszany z błotem, zabrany do egzorcysty i wydziedziczony przez moją moherową babcię. A jednak tak nie jest. Może dlatego, że miałem swego rodzaju szczęście uczyć się w takiej szkole i wychować w takiej rodzinie, która jednak pozwala na odbieganie od normy.

Już kiedyś o tym mówiliśmy - nie bój się własnych poglądów. Mów o nich. Masz do nich takie samo prawo jak katolicy.
Kajka (129 punktów)
Generalnie, poza drobnymi incydentami, też nie miałam żadnych problemów. W liceum na religie nie chodziłam, nie potrzebne były żadne deklaracje rodziców. Uznano moją decyzję. Trochę się obawiam jak wyjdzie z trzymaniem z dala od religii moich dzieci (religia w przedszkolu/szkole, komunia innych dzieci itp.) ale jestem dobrej myśli.
sawa (26 punktów)
>Dlaczego w szkole nie przymują do wiadomości, że ktoś
>może nie wierzyć. Niewierzących zwalniają tylko z religii,
>ale reszta przedmiotów (gł. polski i historia) uczą nas o
>chrześcijaństwie i karzą patrzeć, nawet niewierzącym, na to
>oczami katolika. Jeśli chodzi o język polski to w jaki
>sposób osoba niewierząca ma wczuć się w wiersz mówiący o
>miłości do Boga, a na historii bedzie uważała każdą
>rewolucję za lepszą od katolicyzmu, co nie będzie mieściło
>się w głowie nauczycielowi. Czy to jest sprawiedliwość, że
>ludzie niewierzący muszą zachowywać się tak jakby wierzyli,
>a jeśli się sprzeciwią, to każdy przecież wie jak nauczyciel
>zareaguje w takiej sytuacji (uwaga, albo przerąbane do końca
>życia). Jak się temu przeciwstawiać???
>
Nie zgodzę się z Tobą. Przykładowo na historii czyta się nie tylko dokumenty soborowe, katolickie, zwykle b. rzadko. Są teksty(źródła historyczne) muzułman, pogan, ewangelików, itd. I co mam ich nie czytac, bo nie wierzę w to, co czytam? I tylko z tego powodu, że jest to przykładowo tekst ewangelicki, a ja jestem katolem, więc go nie przeczytam. Tak? O to chodzi?
Jeszcze może powiesz mi, że islam bądź buddyzm Ci jest bliższy, co? W Europie z tego, co mi wiadomo to dokonywała się chrystianizacja, a więc panował do połowy XI wieku w przeważającej ilości kościół obrządku rzymsko-katolickiego... Radzę bardziej uważac na lekcjach, szczególnie historii.
Zresztą jak jest problem, to zawsze można go rozwiązac - nie chodzic do szkoły. Dzieci z Turcji czy Afryki chętnie by się pouczyły za Ciebie, one w przeciwieństwie do Ciebie i do mnie, nie mają szkoły - przynajmniej takiej z prawdziwego zdarzenia.
bleble (5585 punktów)
Mi nie chodzi o suche fakty, których uczymy się na historii i mają związek z każdą wiarą. Jezeli chodzi o polski sytuacja jest gorsza, ponieważ jeżeli ja mam napisać wypracowanie na temat wiary to niestety nie potrafie wczuć się w sytuajcję wierzącego. Jednak polski to jeszcze nie problem. Religia jak pewnie zauważyłeś jest ujednolicona i są nieliczne szkoły dla innych wyznań niż katolicyzm, a nie wiem czy są szkoły dla ateistów. Oczywiście nie upieram się, żeby takie tworzyć, bo potworzyłyby się grupy ludzi, ale jeżeli ktoś nie chodzi na religię jest wytykany palcami (gł. wśród dzieci w podstawówkach). Jednak jeżeli chodzi na tą religię z przymusu to i tak nic ciekawego z niej nie wyniesie, a poza tym to nie jest jego decyzja tylko jego rodziców, którzy wymagają od niego wiary w coś co dla niego nie istnieje.
Wiem, że troche pogmatfałam, ale ja tak to widze.
sawa (26 punktów)
>Mi nie chodzi o suche fakty, których uczymy się na historii i mają związek z każdą wiarą. Jezeli chodzi o polski sytuacja jest gorsza, ponieważ jeżeli ja mam napisać wypracowanie na temat wiary to niestety nie potrafie wczuć się w sytuajcję wierzącego.

Jak dla mnie, jeśli nie wierzysz, to powinieneś pisac prace tak, jak je czujesz. Oczwiście podstawowym kryterium powinny byc to, by pisac je w zgodzie z panującymi powszechnie zasadami, utrartymi praktykami postępowania - raczej dobrego, no i normami moralno-etycznymi. Pisanie takich twierdzeń typu: "Kanibalizm jest czymś ok." sam z góry nagrodziłbym pałą na dzień dobry... Wiesz, co mam na myśli.

>Jednak polski to jeszcze nie problem. Religia jak pewnie zauważyłeś jest ujednolicona i są nieliczne szkoły dla innych wyznań niż katolicyzm, a nie wiem czy są szkoły dla ateistów.

To prawda. I wątpię, by szkoły dla ateistów miały powstawac.

>Oczywiście nie upieram się, żeby takie tworzyć, bo potworzyłyby się grupy ludzi, ale jeżeli ktoś nie chodzi na religię jest wytykany palcami (gł. wśród dzieci w podstawówkach). Jednak jeżeli chodzi na tą religię z przymusu to i tak nic ciekawego z niej nie wyniesie, a poza tym to nie jest jego decyzja tylko jego rodziców, którzy wymagają od niego wiary w coś co dla niego nie istnieje.

Fakt, sam jako katolik przyznaję, że spora częśc kleru i innych prowadząych lekcje religii nie ma pomysłu na zaciekawienie młodych. Ale to nie powód, by na nie nie chodzic. Wiesz, równie dobrze znalazłbym podobne haki o przynudzanie na innych przedmiotach i mógłbym nie chodzic. Ja jednak wolę byc i jak mnie nie interesuje lekcja, przedmiot przynajmniej nie przeszkadzac innym. Te wytykanie palców zdarza się, też się z Tobą zgadzam. Przykre to, ale prawdziwe. Ja twierdzę, że społeczeństwo polskie do pewnych rzeczy nie dorosło. I nie mam tu na myśli przyjmowania gejów z otwartymi rękami na każdym kroku czy poklasku dla takich czynów jak aborcja czy eutanazja, lecz podstwawowe rzeczy: szanowanie swojego, ale także i nie swojego, uczestnictwo w wyborach, walka z łapówkarstwem, tolerancja wobec ludzi o odmiennych poglądach, kolorze skóry, wyzbywanie się uprzedzeń, stereotypów, itd. Wszystko zależy od tego na jakich ludzi trafisz w życiu. Życzę byś zawsze trafiał na życzliwych sobie. Rzadziej na zwolenników o. Rydzyka. Na nich się nie patrz jak na katolików, bo wiesz, to taka katolicka odmiana muzułmańskich fundamentalistów(oczywiście nie wszyscy z nich).

>Wiem, że troche pogmatfałam, ale ja tak to widze.
pozdrawiam
Fantazjusz (159 punktów)
>Dlaczego w szkole nie przymują do wiadomości, że ktoś
>może nie wierzyć. Niewierzących zwalniają tylko z religii,
>ale reszta przedmiotów (gł. polski i historia) uczą nas o
>chrześcijaństwie i karzą patrzeć, nawet niewierzącym, na to
>oczami katolika. Jeśli chodzi o język polski to w jaki
>sposób osoba niewierząca ma wczuć się w wiersz mówiący o
>miłości do Boga, a na historii bedzie uważała każdą
>rewolucję za lepszą od katolicyzmu, co nie będzie mieściło
>się w głowie nauczycielowi. Czy to jest sprawiedliwość, że
>ludzie niewierzący muszą zachowywać się tak jakby wierzyli,
>a jeśli się sprzeciwią, to każdy przecież wie jak nauczyciel
>zareaguje w takiej sytuacji (uwaga, albo przerąbane do końca
>życia). Jak się temu przeciwstawiać???
>
Ja również chodzę do szkoły i jestem ateistą, ale nie odnoszę takiego wrażenia. Nie wyobrażam sobie, bym nie czytał i nie analizował wspaniałych utworów, które dotyczą Boga, w którego wprawdzie nie wierzę, ale korzystam z tej zalety ateizmu, że mogę doskonale i bez wyrzutów sumienia wczuć się w rolę katolika i czytać je z katolickiej perspektywy. Cieszę się z tej wolności, która pozwala mi patrzeć na każdy "tekst kultury" ze wszystkich stron, zarówno ze strony ateistycznej, jak i katolickiej, bo przecież kiedyś byłem katolikiem i "wiem, jak to jest".

Natomiast nie przeczę, że są nauczyciele, którzy nieprawidłowo formułują tematy wypracowań, dla których nie istnieje nawet potencjalna różnorodność światopoglądowa uczniów, którzy czasami wręcz zbijają wszelkie przejawy odstępstw od katolickiej interpretacji owych dzieł literackich. Taka postawa nauczyciela wymaga jednak doświadczenia, a przede wszystkim - wpojonej otwartości.

Temat wypracowania "Jak wyobrażasz sobie raj" jest niespotykany. Takie tematy można dawać dzieciom w podstawówce, nawet na religii byłby niewskazany, i banalny. Z reguły porządni nauczyciele ustalają takie tematy, w których pole do popisu dla zaangażowanych światopoglądowo uczniów jest zminimalizowane, a w których chodzi jedynie o wykazanie się wiedzą i umiejętnością rzetelnej analizy i intepretacji tekstu, lecz nie w duchu określonego, wyrazistego, światopoglądu.
Fantazjusz (159 punktów)
Ja również chodzę do szkoły i jestem ateistą, ale nie odnoszę takiego wrażenia. Nie wyobrażam sobie, bym nie czytał i nie analizował wspaniałych utworów, które dotyczą Boga, w którego wprawdzie nie wierzę, ale korzystam z tej zalety ateizmu, że mogę doskonale i bez wyrzutów sumienia wczuć się w rolę katolika i czytać je z katolickiej perspektywy. Cieszę się z tej wolności, która pozwala mi patrzeć na każdy "tekst kultury" ze wszystkich stron, zarówno ze strony ateistycznej, jak i katolickiej, bo przecież kiedyś byłem katolikiem i "wiem, jak to jest".

Natomiast nie przeczę, że są nauczyciele, którzy nieprawidłowo formułują tematy wypracowań, dla których nie istnieje nawet potencjalna różnorodność światopoglądowa uczniów, którzy czasami wręcz zbijają wszelkie przejawy odstępstw od katolickiej interpretacji owych dzieł literackich. Taka postawa nauczyciela wymaga jednak doświadczenia, a przede wszystkim - wpojonej otwartości.

Temat wypracowania "Jak wyobrażasz sobie raj" jest niespotykany. Takie tematy można dawać dzieciom w podstawówce, nawet na religii byłby niewskazany, i banalny. Z reguły porządni nauczyciele ustalają takie tematy, w których pole do popisu dla zaangażowanych światopoglądowo uczniów jest zminimalizowane, a w których chodzi jedynie o wykazanie się wiedzą i umiejętnością rzetelnej analizy i intepretacji tekstu, lecz nie w duchu określonego, wyrazistego, światopoglądu.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365