Racjonalista - Strona głównaDo treści
Wyrok na miasto?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
02-08-2016 12:10Arminius (25555 punktów)Wyrok na miasto?
Ocena 6 na 6
W wypowiedziach Andrzeja Leona Sowy - profesora UJ i AP w Krakowie - autora książki "Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ-AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji" - znależć można mnóstwo mało znanych - a przecież bardzo istotnych jak się okazuje - info, rzetelnych info - bo Sowa to historyk profesjonalny - dot. Powstania Warszawskiego.

Mnie najbardziej poruszyły primo: zapisy w dziennikach szykujących się do walki powstanców oraz secundo: stopień skonfliktowania władz naczelnych, dla których los miasta i jego mieszkańców - zdawał się niewiele znaczyć.

Z zapisów, o których wyżej, wynika, iż wcale - jak się powszechnie głosi - żołnierze AK nie rwali się do walki, zdając sobie sprawę, iż dysproporcje są ogromne, a rzucanie się z gołymi rękami na wroga może się skończyć masakrą. W zapiskach czynionych na gorąco, w gorących chwilach przed wybuchem i po wybuchu powstania znajduje się mnóstwo wpisów typu "niestety, stało się", "boję się tego, co będzie" albo "mam złe przeczucia". Sowa podkreśla, iż w pamiętnikach pisanych lata później - tego typu wpisy zanikają - w ramach procesu mitologizacji historii.
Z kolei jeżeli chodzi o postępowanie władz naczelnych - za absolutnie karygodne uznać należy postępowanie gen. Kopańskiego, szefa sztabu naczelnego wodza gen Sosnkowskiego, który - będąc zwolennikiem wybuchu powstania - sabotując politykę swojego szefa - przeciwnika wybuchu powstania, przekazywał do kraju rozkazy niezgodne z intencją naczelnego wodza, bądź ten nie informował KG AK o bardzo istotnych faktach, które miały kluczowe znaczenie dla podjęcia decyzji o wybuchu powstania. Nie pinformował on - na przykład - KGAK o decyzji Aliantów nie- wysyłania Brygady Spadochronowej do Warszawy objętej powstaniem oraz nieprzeprowadzania bombardowań wojsk niemieckich przez lotnictwo alianckie w okolicach Warszawy.

"Ale czy gen. Tadeusz Komorowski "Bór" i inni oficerowie z Komendy Głównej AK mogli przewidzieć skutki?

- Ich plan teoretycznie był precyzyjny i logiczny: wzniecić powstanie w momencie zajmowania miasta przez Armię Czerwoną i bezładnej ucieczki rozbitych Niemców, by Sowietów w stolicy powitała polska administracja. Żeby taki plan zrealizować, KG musiałaby mieć precyzyjną wiedzę o tym, co się dzieje na froncie. Przede wszystkim jakie działania podejmuje Armia Czerwona, a także jakimi siłami dysponują Niemcy na przedpolu Warszawy i w niej samej.

A nie wiedziała?

- Nie miała o tym pojęcia, na co dowody umieściłem w książce. KG czerpała wiedzę i podejmowała decyzję niemal wyłącznie na podstawie komunikatów radiowych z oficjalnych szczekaczek Oberkommando der Wehrmacht oraz tzw. stawki, czyli dowództwa Armii Czerwonej. Zbyt wieloma innymi informacjami nie dysponowała, bo wywiad AK nie był w stanie ich dostarczyć.

Diagnoza sytuacji frontowej to było przysłowiowe wróżenie z fusów, nic więcej. Gen. "Bór", szef sztabu gen. Tadeusz Pełczyński "Grzegorz" czy szef wywiadu płk Kazimierz Iranek-Osmecki "Heller" wiedzieli, że coś się dzieje na przedpolu Warszawy, bo informowało o tym Radio Moskwa i niemieckie komunikaty, a przez stolicę w stronę frontu zmierzały różne oddziały nieprzyjaciela. Ale skoordynowanie działań z sowieckimi na takiej podstawie nie było możliwe.

Poza tym nawet gdyby Sowieci przełamali niemiecką obronę i zajęli Pragę, to w ich rękach wcale nie znalazłaby się cała Warszawa. Miasto dzieliła rzeka. W krytycznym momencie Niemcy wysadziliby mosty na Wiśle, bo uchwycenie ich przez AK, jak pokazały pierwsze dni powstania, było iluzją, i ofensywa na drugi brzeg tak łatwo by nie przeszła.

Dowództwo AK jednak z pewnością w ten sposób sytuacji nie analizowało, bo decydując się na ogłoszenie Godziny W, nie kierowało się racjonalnymi przesłankami wojskowymi, tylko politycznymi. Powstanie miało wybuchnąć na tyle wcześnie, żeby poinformować o nim Zachód, który miał naciskać na Stalina, by pomógł".


wyborcza.p(*)jem.html?disableRedirects=true
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Jan Rylew (3965 punktów)
Wygląda na to, że książka ta może przekonać tych, którzy jeszcze wierzyli, albo już wierzą, że taka była dziejowa konieczność, że "musieliśmy uderzyć", jak to przedstawiają niektórzy zwolennicy tej tezy.
Nie musieli. Ci bardziej zmotywowani owszem chcieli dać łupnia Niemcom, ale dowództwo powinno wiedzieć jaka jest sytuacja, utrzymać spokój i nie liczyć na drugi cud nad Wisłą.

Trudno to całkiem negatywnie oceniać gdy się mówi o 200 tys. ofiar, ale warto zachować także umiar w glancowaniu historii.
A w ogóle, może tak ciszej nad tymi prochami.
02-08-2016 13:40 
 Ocena 2 na 2
Arminius (25555 punktów)Cisza i zaduma?
"A w ogóle, może tak ciszej nad tymi prochami".

Czy uwagę ową kieruje Pan do tych, którzy odpalaniem rac chcą upamiętniać Powstanie?

Smutny w tym wszystkim jest stosunek do Powstanców, ktorzy często mają zdecydowanie odmienne poglądy na wiele spraw od tych, którzy na gwałt chcą ich czcić i których (Powstańców) nikt nie słucha. Bo tak naprawdę nie o Powstanie tu chyba chodzi tylko o narrację historii - której - gdy trzeba - Powstanie jest bezpardonowo podporządkowywane.
02-08-2016 17:36 
 Ocena 2 na 2
Jan Rylew (3965 punktów)Odp: Cisza i zaduma?
>"A w ogóle, może tak ciszej nad tymi prochami".
>Czy uwagę ową kieruje Pan do tych, którzy odpalaniem rac chcą upamiętniać Powstanie?
Nie mam tu racjonalnej odpowiedzi. Nie lubię pompy nad grobami, obchodów "ku czci" z udziałem polityków. Pachnie mi to załatwianiem politycznych interesów. Intuicyjnie wyczuwam fałsz tak w polityce nad grobami jak i w symbiozie wojska i kościoła.
"Może już tak ciszej nad tymi prochami" - to była pierwsza moja myśl gdy rano 10 kwietnia 2010 roku usłyszałem komunikat radiowy o katastrofie w Smoleńsku.
03-08-2016 10:58 
 Ocena 2 na 2
Fiedia (1636 punktów)Odp: Wyrok na miasto?
>Trudno to całkiem negatywnie oceniać gdy się mówi o 200 tys. ofiar, ale warto zachować także umiar w glancowaniu historii.

Właśnie z powodu liczby ofiar negatywnie należy to - czyli jak mniemam powstanie - oceniać. Zniszczona zostałaby infrastruktura, pal licho nic więcej niż błąd. Tymczasem przy takiej liczbie zabitych nie o błędzie a o zbrodni można mówić, zbrodni, której według mnie nie sposób inaczej niż negatywnie ocenić.

Pierwsza rewolta winna być rewoltą przeciwko tyranii teologii, przeciw widmu boga. Dopóki mamy pana w niebiosach, dopóty będziemy niewolnikami.
Michaił Bakunin.
jarekland (142470 punktów)
>
>Z zapisów, o których wyżej, wynika, iż wcale - jak się powszechnie głosi - żołnierze AK nie rwali
>się do walki, zdając sobie sprawę, iż dysproporcje są ogromne, a rzucanie się z gołymi rękami na
>wroga może się skończyć masakrą. W zapiskach czynionych na gorąco, w gorących chwilach przed
>wybuchem i po wybuchu powstania znajduje się mnóstwo wpisów typu "niestety, stało się", "boję się
>tego, co będzie" albo "mam złe przeczucia".

Ale AK była armią ochotniczą tz. że nikt ich do konspiracji nie mógł zmusić. A że się bali, to chyba naturalne.
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>> KG czerpała wiedzę i podejmowała decyzję niemal wyłącznie na podstawie komunikatów radiowych z oficjalnych szczekaczek Oberkommando der Wehrmacht oraz tzw. stawki, czyli dowództwa Armii Czerwonej. <<

Czyli to były głupie ch...
Mieli aż nadto czasu, żeby posłuchać Goebbelsa i pomniejszych szczekaczy. O Katyniu i wywózkach na Syberię też powinni wiedzieć. Zresztą jednych i drugich uważali - słusznie zresztą - za swoich wrogów. Gdyby mieli jakiś własny wywiad, a powinni mieć, jeśli marzyła im się jakaś akcja zbrojna, to wiedzieli by, co sowieci wyprawiali na zajmowanych terenach.
A na dodatek wiedzieli, że praktycznie nie dysponowali żadnym uzbrojeniem.
W takiej sytuacji nie byli by nawet w stanie pomagać wojskom sowieckim, gdyby te już przekroczyły Wisłę. A z perspektywy to można sądzić, że wówczas sowieci potraktowali by ich jako przeszkadzających.
W efekcie dali nam kolejną okazję świętowania klęsk narodowych.
02-08-2016 19:56 
 Ocena 3 na 3
Arminius (25555 punktów)Wiedza była
"Gdyby mieli jakiś własny wywiad, a powinni mieć, jeśli marzyła im się jakaś akcja zbrojna, to wiedzieli by, co sowieci wyprawiali na zajmowanych terenach".

Ale w tym zakresie przecież akowscy liderzy mieli wiedzę. Wiedzieli jak Sowieci postępowali w latach 39-41 na terenach okopowanej przez nich Polski, był przecież casus Katynia, były gorące jszcze doniesienia o tym jak potraktowano AK-owców, uczestników "Burzy" na Kresach. W tym jest własnie problem. Iż naturę Sowietów oni mieli - w jakimś sensie - wygarbowaną na własnej skórze. I żadnych wniosków z tego nie wyciągnęli.
03-08-2016 00:50 
 Ocena 4 na 4
Rafał Poniecki (7132 punktów)Odp: Wiedza była
>>Ale w tym zakresie przecież akowscy liderzy mieli wiedzę. <<
To co, przewidywać nie potrafili? Bo jeśli potrafili, czego należało by oczekiwać od dowódców wojskowych, to z całą premedytacją skazali miasto na zagładę. I co? Został któryś z nich powieszony, albo rozstrzelany? Gó...! Jeszcze ich awansowano. www.um.war(*)wstania-warszawskiego?page=0,0
Poszli "honorowo" do niemieckich łagrów, a potem szpanowali na Zachodzie.
A nam w kraju wciskano przez lata kit o bohaterach i kazano świętować tę totalną klęskę.
03-08-2016 11:18 
 Ocena 2 na 2
Wenancjusz (16441 punktów)Odp: Wyrok na miasto?
>>> KG czerpała wiedzę i podejmowała decyzję niemal wyłącznie na podstawie komunikatów radiowych z oficjalnych szczekaczek Oberkommando der Wehrmacht oraz tzw. stawki, czyli dowództwa Armii Czerwonej.

Czyli jak się to dziś mówi "biały" wywiad. To była pierwsza dobrze płatna fucha jaką Wałęsa-senior załatwił Wałęsie J.-juniorowi a polegała tylko na czytaniu gazet i piciu kawki, słuchaniu wiadomości z radia (tak jakby Jarosław był geniuszem-lingwistą) z całkowitą swobodą interpretowania informacji wyczytanych i wysłuchanych, bez odpowiedzialności personalnej.

>Czyli to były głupie ch...

Myślę, że raczej delikatnie to określiłeś. To byli szaleńcy. Dlaczego? Wyjaśniam poniżej moje widzenie tematu.

>Mieli aż nadto czasu, żeby posłuchać Goebbelsa i pomniejszych szczekaczy. O Katyniu i wywózkach na Syberię też powinni wiedzieć. Zresztą jednych i drugich uważali - słusznie zresztą - za swoich wrogów.

To nie dziwi specjalnie. Sanacyjna polityka polska w praktyce doprowadziła nie tylko do osamotnienia i braku faktycznej pomocy, ale również do tego, że wykazując militarną i polityczną słabość na arenie przynajmniej europejskiej, obnażyła się jako łatwy kąsek do zajęcia zbrojnego państwa.

>Gdyby mieli jakiś własny wywiad, a powinni mieć, jeśli marzyła im się jakaś akcja zbrojna, to wiedzieli by, co sowieci wyprawiali na zajmowanych terenach.

AK miało komórkę wywiadu wojskowego. Tyle tylko, że w samym dowództwie nie było zgodności co do wywołania powstania, zresztą nie tylko tego.

>A na dodatek wiedzieli, że praktycznie nie dysponowali żadnym uzbrojeniem.

Otóż to. Broń lekka w postaci karabinów i pistoletów oraz granatów i granatników p.panc. zdobytych na wrogu, nie stanowiła żadnej realnej siły przeciw frontowym, uzbrojonym po zęby, bardziej licznym oddziałom zaprawionym już w bojach na froncie. Poza tym logika nawet kaprala krzyczała wręcz, że są podstawy, by osąd o faktycznym położeniu nie trafił do głów w KG AK. No bo jakich sukcesów można by się spodziewać po wywołaniu powstania gdy prawa strona Wisły opanowana przez frontowe wojska Armii Czerwonej, lewa przez frontowe wojska niemieckie, a w środeczku armia powstańcza składająca się z kilku chudziutkich batalionów w dodatku nieuzbrojonych tak, by stanowić realną groźbę dla obu stron. Tak, obu. Bo Rosjanie na pewno, gdyby się włączyli do pomocy powstańcom, zaraz by ich eksterminowali pokazując kto tu rządzi. Tu nie można zarzucić Stalinowi, że uprawiał własną politykę, przyklepaną w Jałcie przez "sojuszników" z zachodu o strefach powojennych wpływów, tym bardziej, że powstanie wybuchło bez ustaleń ze Stalinem, a paradoksalnie z Londynem. Stalin, faktyczny zwycięzca (nie mówię jakim kosztem), dyktował jak przyszłość będzie wyglądała i jakie przyszłe rządy widzi po zakończeniu wojny. Powstanie od początku przypominało o micie (faktycznie to nie była prawda) kawalerii polskiej idącej do walki z szablą w ręku z czołgami, co Niemcy pokazywali z lubością w filmach propagandowych, by wyśmiać polskich dowódców. Powstanie nie przyniosło żadnych korzyści politycznych i militarnych, nawet propagandowych (do dziś w książkach do nauki historii wydawanych na zachodzie o powstaniu warszawskim ani słowa), a okazało się dramatem narodowym i grobem ok. 200 tys. ludzi/cywilów, systematycznym równaniem z ziemią największego miasta polskiego. To był pokaz zdesperowanych szaleńców nie mających żadnej pomocy ani ze strony zachodu (w tym i rządu na uchodźctwie w Londynie bo nie wiadomo już było kogo reprezentuje i nikt nie traktował tego "rządu" poważnie), ani ze wschodu (amunicja, broń, lekarstwa, nawet żywność).
Więc pozostaje stale pytanie czy zryw powstańczy był samobójczym aktem desperacji, czy tylko wyrazem ambicyjek kilku skłóconych generałów? Bo heroizm powstańców, czego im się nie odbiera, to za mało, by nazwać ten akt rozpaczliwy, potrzebny strategicznie, jak i jako część taktyczna dla większych operacji militarnych.

>W takiej sytuacji nie byli by nawet w stanie pomagać wojskom sowieckim, gdyby te już przekroczyły Wisłę.

Sowieci nawet tego w ogóle nie brali pod uwagę i nie chcieliby, gdyby co. Toż to był dla Stalina policzek, bo efekt propagandowy byłby spalony. Co? Polscy powstańczy musieli pomagać niezwyciężonej Armii Czerwonej????

>A z perspektywy to można sądzić, że wówczas sowieci potraktowali by ich jako przeszkadzających.

Z całą stanowczością to potwierdzam, co napisałem powyżej.

>W efekcie dali nam kolejną okazję świętowania klęsk narodowych.
>

No cóż. Nie pierwsze to i nie ostatnie zważywszy polską mentalność żyjącą martyrologią. Zacznij może od powstań "narodowych" listopadowe, styczniowe, trzy śląskie, słabiutko za to jedyne zakończone powodzeniem wielkopolskie, czy innych jak Samosierra.

Pozdrawia plut. podchorąży już w stanie spoczynku, gdzie sprawę powstania wałkowano na podchorążówce na tzw. szkoleniach politycznych.

Jednak jestem lepszy niż moja reputacja. Cholera! A może gorszy?

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365