Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nie rozumiem

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
04-03-2009 08:33CikyFonsz (73 punktów)Nie rozumiem
Ocena 13 na 15
Od niedawna przeglądam to forum (póki co tylko dział ABC Racjonalisty) i czegoś nie jestem w stanie zrozumieć. Do tej pory w większości moich wypowiedzi (chociaż nie było ich wiele) czułem się w obowiązku bronić teistów. Dlaczego? Bo ogrom przeczytanych przeze mnie wypowiedzi skupiało się na bezsensownym i bezcelowym atakowaniu ich. Podobno jest to forum racjonalistów, czyli ludzi kierujących się rozumem i logicznym myśleniem. Jestem w stanie zrozumieć, że argumenty wierzących (które często od rozumowania przyczynowo-skutkowego często odbiega) nie są w stanie dotrzeć do tego typu ludzi, ale po co w takim razie rozwodzić się nad tym? Oczywistym jest, że jedna strona drugiej nie przekona, przez co toczy się beznadziejna walka, w której i tak nikt nie wygra.

Oczywistym jest dla mnie, że oburzenie może budzić instytucja Kościoła i ogólnie pojęty kler, bo w końcu to oni zdobywają pieniądze z kasy państwa. Z tym zjawiskiem jak najbardziej powinno się walczyć w kraju, który podobno nie jest państwem kościelnym. Jestem też w stanie pojąć walkę z zakłamaniem "katolików", którzy tak na prawdę z wiarą mają niewiele wspólnego - to doprawdy jest przykre i żałosne. Uważam jednak, że nie powinno się walczyć z osobami, które na prawdę są wierzące (czy to z powodu wychowania, czy z jakiegokolwiek innego powodu), bo po prostu taką wybrały w życiu i należy to uszanować (bo dużo użytkowników forum pisze o sobie, że są tolerancyjni).

Ponadto wydaje mi się, że wielu z ateistów - jak na ironię - charakteryzuje się kompleksem boga, tzn. "tylko ja mam rację", "ateiści to ludzie inteligentni", "teiści to idioci". Są to stwierdzenia absolutne, których moim zdaniem nie powinno się używać, bo są zbyt relatywne.

Tak więc uważam, że nagonka na katolików (w tym np. tematy 'zagadka dla ateistów' czy 'kawały') jest zupełnie bezsensowna (a po co marnować energię skoro nic nie da się zyskać? Przecież to nieracjonalne) i bardziej przypomina wylewanie żalów, niż rozumową dyskusję, o której tutaj się tyle pisze.

Takie moje poglądy są spowodowane tym, że staram się kierować jakimś wyważeniem, nie popadam w skrajności i szanuję ludzi, którzy potrafią wysłuchać każdego człowieka, nawet jeśli zupełnie nie zgadzają się z ich poglądami, którzy potrafią zdobyć jakąś wiedzę w każdej sytuacji. Takich ludzi na tym forum niewielu uświadczyłem.

Naturalnie biorę pod uwagę, że się mogę mylić, bo jest przecież młodym człowiekiem, ani nie mam odpowiedniego doświadczenia, by zagłębiać się w teologiczne i światopoglądowe dysputy, chodzi mi jednak o czysto ludzkie spojrzenie na przedstawioną sytuację.

Jestem też głęboko przekonany, że zostanę ostro skrytykowany za tę wypowiedź i że nie trafi ona (jeśli w ogóle trafi) do wielu ludzi. Ciekawy jestem też ile dostanę minusów.

Podsumowując: nie rozumiem.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Marszalik (733 punktów)
Na szacunek trzeba zasłużyć. A to, w moich oczach, nie za bardzo wychodzi jakiejkolwiek wierze czy religii. 99% przypadków jest tylko przejawem ignorancji i banalnym sposobem na wytłumaczenie świata wokół nas. Czy powinienem to tolerować? Uważam, że racja obroni się sama, obojętne po czyjej stronie jest.
04-03-2009 11:21 
 Ocena 1 na 1
CikyFonsz (73 punktów)
>Na szacunek trzeba zasłużyć.
Na szacunek z racji poglądów owszem, jednak powinno się prezentować szacunek dla drugiego człowieka (z racji tego, że każdy ma prawdo do bycia szanowanym), a tego niejednokrotnie brakuje. Wiadomo, że ten szacunek może zelżeć lub całkowicie zniknąć w wyniku obserwacji zachowań danej osoby, nie zaś od razu negować wartościowość tegoż człowieka.
04-03-2009 20:28 
 Ocena 2 na 2
marcus (876 punktów)
>Czy powinienem to tolerować?

Kiedyś tu na forum widziałem stwierdzenie, które bardzo mi się spodobało :"Pozwól mi błądzić jako i ja tobie pozwalam" ...
08-03-2009 08:30 
 Ocena 3 na 3
a.szubert (411 punktów)
>>Czy powinienem to tolerować?
>Kiedyś tu na forum widziałem stwierdzenie, które bardzo mi się spodobało :"Pozwól mi błądzić jako i ja tobie pozwalam" ...

Nie ma sprawy. Masz prawo błądzić. Tylko nie przekonuj innych, że Twoje błądzenie jest "prawdą objawioną", jedyną i ostateczną.
Głąbiński (3538 punktów)
>Nie ma sprawy. Masz prawo błądzić. Tylko nie przekonuj innych, że Twoje błądzenie jest "prawdą objawioną", jedyną i ostateczną.
Mam nadzieję, że to zalecenie stosujesz również jako wskazówkę dla siebie.


Stach M. G.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Na szacunek trzeba zasłużyć. A to, w moich oczach, nie za bardzo wychodzi jakiejkolwiek wierze czy religii. 99% przypadków jest tylko przejawem ignorancji i banalnym sposobem na wytłumaczenie świata wokół nas. Czy powinienem to tolerować? Uważam, że racja obroni się sama, obojętne po czyjej stronie jest.
>
Racjonaliści popierający ewolucję nie zasługują na szacunek, jedynie na tolerancję bez akceptacji.
Ewolucji uczepili sie, bo uznali ją za satysfakcjonującą intelektualnie teorię motywującą istnienie ateistów.
Dlaczego jednak owi racjonaliści nie umieją patrzeć na świat i ludzi szukając prawdziwej przyczyny stanu ziemi i jej mieszkańców. Chyli sie ku samounicestwieniu.
To efekt odrzucenia prawdy.
" Bojaźń przed Jehową początkiem mądrości "
Prawdy mówiącej jednoznacznie, że istnieje Bóg.
Dlaczego tak twierdzi?
Bo racjonalnie rzecz biorąc nie istnieje nic, co samo zaistniało.
Każda rzecz ma swego autora. Tym który stworzył wszystko jest Bóg.
Czy jest rzeczą racjonalną nazywać autorem pięknych i wspaniałych rzeczy, w tym człowieka - przypadek, naturę?
Takie postępowanie nie ma nic wspólnego z racjonalizmem.
20-03-2009 22:38 
 Ocena 1 na 1
CikyFonsz (73 punktów)
>Racjonaliści popierający ewolucję nie zasługują na szacunek, jedynie na tolerancję bez akceptacji.
>Ewolucji uczepili sie, bo uznali ją za satysfakcjonującą intelektualnie teorię motywującą istnienie ateistów.
Hmmmm, równie dobrze można uznać, że to Pan "uczepił się" Biblii.

>Dlaczego jednak owi racjonaliści nie umieją patrzeć na świat i ludzi szukając prawdziwej przyczyny stanu ziemi i jej mieszkańców. Chyli sie ku samounicestwieniu.
>Takie postępowanie nie ma nic wspólnego z racjonalizmem.
Osobiście uważam, że nie jest to prawdą, ponieważ cały czas prowadzone są różnorakie badania na temat powstania świata - badanie skamielin, potwierdzanie źródeł historycznych etc. Na podstawie tego każdy tworzy/przyjmuje własny światopogląd.
A że świat dąży do samozagłady to temat na inną rozmowę.
31-03-2009 10:07 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Racjonaliści popierający ewolucję nie zasługują na szacunek, jedynie na tolerancję bez akceptacji.
>>Ewolucji uczepili sie, bo uznali ją za satysfakcjonującą intelektualnie teorię motywującą istnienie ateistów.
>Hmmmm, równie dobrze można uznać, że to Pan "uczepił się" Biblii.
>
Problem raczej z uzyskaniem pewności co do źródła prawdy.
Jednak ateista odrzuca bardzo istotne źródło prawdy.
Będzie stale stal w miejscu.
>>Dlaczego jednak owi racjonaliści nie umieją patrzeć na świat i ludzi szukając prawdziwej przyczyny stanu ziemi i jej mieszkańców. Chyli sie ku samounicestwieniu.
>>Takie postępowanie nie ma nic wspólnego z racjonalizmem.
>Osobiście uważam, że nie jest to prawdą, ponieważ cały czas prowadzone są różnorakie badania na temat powstania świata - badanie skamielin, potwierdzanie źródeł historycznych etc. Na podstawie tego każdy tworzy/przyjmuje własny światopogląd.
>A że świat dąży do samozagłady to temat na inną rozmowę.
>
Owa masa różnych zdań na każdy temat, to źródło utraty jedności w każdym działaniu, widzeniu i ocenie konsekwencji.
W tym towarzystwie nigdy nie będzie jedności i zgody w ocenie każdej sprawy, a więc czeka chaos i zagłada.
To przecież jest racjonalny powód bałaganu na ziemi tak w sferze religijnej, jak i poznawczej - tzw.: naukowej.
Biedni Ci ludzie, są bezrozumni. O takich ludziach pisze Paweł:
" To zatem mówię i poświadczam w Panu, że już nie postępujecie tak, jak i narody postępują w nieużyteczności swych umysłów,
będąc pod względem umysłowym pogrążone w ciemności, obce dla życia po Bożemu, z powodu tkwiącej w nich niewiedzy, z powodu niewrażliwości ich serc.
Zatraciwszy wszelkie poczucie moralności, oddały się rozpasaniu, by z chciwością dopuszczać się wszelkiej nieczystości.

Ale wy nie tak nauczyliście się Chrystusa -
jeśli tylko słyszeliście go i za jego sprawą byliście uczeni, jako że prawda jest w Jezusie -
"(Efezjan 4:17-21).
23-03-2009 14:46 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>To efekt odrzucenia prawdy.
>" Bojaźń przed Jehową początkiem mądrości "
>Prawdy mówiącej jednoznacznie, że istnieje Bóg.
>Dlaczego tak twierdzi?
>Bo racjonalnie rzecz biorąc nie istnieje nic, co samo zaistniało.
>Każda rzecz ma swego autora. Tym który stworzył wszystko jest Bóg.
>Czy jest rzeczą racjonalną nazywać autorem pięknych i wspaniałych rzeczy, w tym człowieka - przypadek, naturę?
>Takie postępowanie nie ma nic wspólnego z racjonalizmem.

KAŻDA rzecz ma swego autora -- tak twierdzisz.
Jak każda, to każda. Gadaj, co, czy kto jest autorem Boga.
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>KAŻDA rzecz ma swego autora -- tak twierdzisz.
>Jak każda, to każda. Gadaj, co, czy kto jest autorem Boga.
>
Czytaj:
" Każdą rzecz pięknie uczynił w jej czasie. Nawet, czas niezmierzony włożył w ich serce, żeby człowiek nigdy nie zgłębił dzieła, które prawdziwy Bóg uczynił od początku do końca "(Kaznodziei 3:11).
O swoim ludzie powiedział:
" Wy jesteście moimi świadkami - brzmi wypowiedź Jehowy - moim sługą, którego wybrałem, abyście mnie poznali i wierzyli we mnie, i rozumieli, że ja jestem ten sam. Przede mną nie został utworzony żaden Bóg ani po mnie nie ma żadnego.
Ja, właśnie ja jestem Jehowa, a oprócz mnie nie ma wybawcy".
"Ja oznajmiłem i wybawiłem, i sprawiłem, że to usłyszano, gdy nie było wśród was obcego boga. Wy zatem jesteście moimi świadkami - brzmi wypowiedź Jehowy - a ja jestem Bogiem. I przez cały czas jestem ten sam; i nie ma nikogo, kto by wyzwolił z mojej ręki. Przystąpię do działania - i któż może ją zawrócić?
"(Izajasza 43:10-13).
24-03-2009 08:30 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>>KAŻDA rzecz ma swego autora -- tak twierdzisz.
>>Jak każda, to każda. Gadaj, co, czy kto jest autorem Boga.
>>
>Czytaj:
>" Każdą rzecz pięknie uczynił w jej czasie. Nawet, czas niezmierzony włożył w ich serce, żeby człowiek nigdy nie zgłębił dzieła, które prawdziwy Bóg uczynił od początku do końca "(Kaznodziei 3:11).
>O swoim ludzie powiedział:
>" Wy jesteście moimi świadkami - brzmi wypowiedź Jehowy - moim sługą, którego wybrałem, abyście mnie poznali i wierzyli we mnie, i rozumieli, że ja jestem ten sam. Przede mną nie został utworzony żaden Bóg ani po mnie nie ma żadnego.
>Ja, właśnie ja jestem Jehowa, a oprócz mnie nie ma wybawcy".
>"Ja oznajmiłem i wybawiłem, i sprawiłem, że to usłyszano, gdy nie było wśród was obcego boga. Wy zatem jesteście moimi świadkami - brzmi wypowiedź Jehowy - a ja jestem Bogiem. I przez cały czas jestem ten sam; i nie ma nikogo, kto by wyzwolił z mojej ręki. Przystąpię do działania - i któż może ją zawrócić?
"(Izajasza 43:10-13).
>
To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Pytałem, o to kto jest autorem Boga, a Ty mi tu cytujesz teksty o wyzwalaniu, wybawianiu nie precyzując, o jakie wyzwalanie, czy wybawianie chodzi.
Ciągle to samo, starasz się mówić pięknie i z pasją licząc na to, że się tym zachwycę, a nie dbasz o to, aby to, co mówisz było sensowne, czy chociażby tylko zrozumiałe.

A co, czy kto jest autorem Boga?
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Pytałem, o to kto jest autorem Boga, a Ty mi tu cytujesz teksty o wyzwalaniu, wybawianiu nie precyzując, o jakie wyzwalanie, czy wybawianie chodzi.
>
Na to pytanie odpowiedziałem Tobie. Takich pytań stawiać będziesz bez końca, a więc zadowalającej i oczekiwanej przez Ciebie odpowiedzi nie ma.
To jednak nie znaczy, że nie istnieje prawda o tym.
Odpowiedź to, ta, że Bóg istniał zawsze.
Sądzę, że nie jesteśmy jako ludzie przygotowani do zrozumienia tej kwestii.
Bardzo możliwe, że Bóg pozwoli poznać i zrozumieć te całą kwestię.
Faktem niezaprzeczalnym jest fakt, że istniejesz, a więc skąd się wziąłeś?
Otwierasz łańcuszek i ......
23-03-2009 20:33 
 Ocena 1 na 1
R. Grochala (970 punktów)
>Racjonaliści popierający ewolucję nie zasługują na szacunek, jedynie na tolerancję bez akceptacji.
>Ewolucji uczepili sie, bo uznali ją za satysfakcjonującą intelektualnie teorię motywującą istnienie ateistów.

Proszę więc o wyjaśnienie, dlaczego teoria ewolucji nie zasługuje na szacunek.

>Czy jest rzeczą racjonalną nazywać autorem pięknych i wspaniałych rzeczy, w tym człowieka - przypadek, naturę?

Czy jest rzeczą racjonalną nazywać autorem pięknych i wspaniałych rzeczy, na przykład kurzowych kotków - przypadek, naturę?

"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"
23-03-2009 21:14 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Racjonaliści popierający ewolucję nie zasługują na szacunek, jedynie na tolerancję bez akceptacji.
>>Ewolucji uczepili sie, bo uznali ją za satysfakcjonującą intelektualnie teorię motywującą istnienie ateistów.
>Proszę więc o wyjaśnienie, dlaczego teoria ewolucji nie zasługuje na szacunek.
>
Ewolucja odciąga ludzi od Boga.
Ludzie przestają się bać Boga, bo czego mają się bać, skoro Boga nie ma.
Z drugiej strony: Czy to sprawiedliwe, by uznawać ludzi za bardziej wartościowych od psów i kotów tylko dlatego, że przypadły nam w udziale wszystkie szczęśliwe trafy ewolucji?
Historycy przyznają, że myślenie ewolucjonistyczne zmieniło postawy ludzi i zachęciło ich do typowo zwierzęcych zachowań
Ustalenie prawdy nie jest wcale tylko kwestią czysto akademicką, czyli "sztuką dla sztuki". Ma natomiast olbrzymi wydźwięk i znaczenie praktyczne.
Dlaczego?
Ponieważ od tego, co sądzimy o swym pochodzeniu, może zależeć nasz styl życia.
Historyk H.G. Wells zwrócił uwagę, jaki wpływ wywarło na wielu dzieło Karola Darwina "O powstawaniu gatunków" opublikowane w 1859 roku.
Napisał on:
" Obniżył się poziom moralny społeczeństwa. (...) W 1859 roku niedowiarstwo ogarnęło całą ludzkość. (...) Panujący w XIX stuleciu uważali, że panują dzięki temu, że w tak zwanej walce o byt pokonali siłą, lub nawet podstępem, swych bardziej słabych współzawodników. (...) Doszli do przekonania, że człowiek jest zwierzęciem socjalnym, czymś w rodzaju indyjskiego psa gończego. (...) Uważali, że jest zupełnie słusznie, aby ludzie silniejsi gnębili tych, którzy nie mogą stawić oporu ".

Widać bardzo wyraźnie, że nastąpiła degradacja zamiast doskonalenia, a najbardziej to widać po morzu krwi, który został przelany w dziejach ludzkości. A przecież ludzkość w XX i XXI stuleciu wcale nie jest coraz bardziej zjednoczona. Przeciwnie, podziały na tle rasowym i narodowościowym przybierają niespotykane rozmiary.
W miarę upływu czasu tam gdzie ewolucjonizm zyskuje na popularności, rodzina ludzka aż nazbyt często dopuszczała i dopuszcza się barbarzyństwa.
Nie ma w tej ewolucyjnej idei nic prawdziwego, raczej wyczuwa sie ucieczkę ludzi od prawdy o nich samych.
Ucieczka w kłamstwo.
24-03-2009 18:21 
 Ocena 2 na 2
R. Grochala (970 punktów)
>Ewolucja odciąga ludzi od Boga.
>Ludzie przestają się bać Boga, bo czego mają się bać, skoro Boga nie ma.

To żaden argument.

>Historycy przyznają, że myślenie ewolucjonistyczne zmieniło postawy ludzi i zachęciło ich do typowo zwierzęcych zachowań

Niestety, Pan pomylił pojęcia. Teoria ewolucji jest czymś zupełnie innym od filozofii ewolucjonistycznej. Ta pierwsza jest faktem, ta druga jest poglądem wyznawanym przez względnie niewielką liczbę osób.

> Historyk H.G. Wells zwrócił uwagę, jaki wpływ wywarło na wielu dzieło Karola Darwina "O powstawaniu gatunków" opublikowane w 1859 roku.

Jakkolwiek Wells był świetnym powieściopisarzem, tak po latach 10 XX wieku marnował swój talent w podrzędnych filozoficzno-historycznych książkach - i nie tylko ja tak uważam.

"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Niestety, Pan pomylił pojęcia. Teoria ewolucji jest czymś zupełnie innym od filozofii ewolucjonistycznej. Ta pierwsza jest faktem, ta druga jest poglądem wyznawanym przez względnie niewielką liczbę osób.
>
Teoria nie może być faktem, bo z zakresu teorii nie wyszła - jest teorią.
Nic i żaden choćby jeden gatunek nie został dowiedziony i wskazany drogą ewolucji jak się wyzwolił od innego gatunku i przeobraził w nowy.
Teoria.
Jednak posłużyła do innego spojrzenia ludzi na siebie i swe miejsce na ziemi.
"Darwin sprawił, że ateizm jest w pełni satysfakcjonujący intelektualnie".
Natomiast grono 12 uczonych, stanowiących najwyższe gremium naukowe w kościele katolickim, oświadczyło niedawno podczas spotkania w Watykanie:
" Jesteśmy przekonani, że wobec mnóstwa dowodów zastosowanie pojęcia ewolucji do człowieka i innych naczelnych nie może być już przedmiotem poważnej dyskusji ".
Zwróćmy uwagę: nawet dyskusję na ten temat odrzucają.
A w dziele New Catholic Encyklopedia czytamy: " Powszechna ewolucja, obejmująca także organizm ludzki, to chyba najbardziej prawdopodobne naukowe wyjaśnienie naszego pochodzenia ".
Wyniki pewnych badań wskazują, że liczba samic, z którymi parzy się samiec, jest uzależniona od różnicy w rozmiarach ciała między osobnikami przeciwnych płci.
Wysnuto stąd wniosek, iż ludzkie zachowania seksualne powinny przypominać zachowanie szympansów, u których podobnie jak u ludzi męskie osobniki są tylko trochę większe od żeńskich. Niektórzy uważają więc, że na wzór owych zwierząt ludziom powinno być dozwolone utrzymywanie stosunków płciowych z więcej niż jednym partnerem.
I wiele osób rzeczywiście tak postępuje.
Teoria teorią, a życie życiem.
To co jest dobre dla szympansów, w wypadku ludzi okazuje się katastrofalne w skutkach.
Fakty dowodzą, że częste zmiany partnerów stanowią prostą drogę do nieszczęścia, o czym świadczą rozbite rodziny, aborcje, choroby, wstrząsy psychiczne i emocjonalne, zazdrość, przemoc w rodzinach oraz porzucone dzieci, które wyrastają na nieprzystosowanych do życia ludzi, przedłużających tylko ten tragiczny cykl.
To też jest faktem.
27-03-2009 07:10 
 Ocena 2 na 2
Vytautas (4394 punktów)
>Teoria nie może być faktem, bo z zakresu teorii nie wyszła - jest teorią.

   Mylisz teorię z hipotezą. Nauka to zbiór teorii. Twoja pogarda dla teorii, to pogarda dla nauki.
   Aha, nie myl nauki z nauczaniami kościołów.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Teoria nie może być faktem, bo z zakresu teorii nie wyszła - jest teorią.
>   Mylisz teorię z hipotezą. Nauka to zbiór teorii. Twoja pogarda dla teorii, to pogarda dla nauki.
>
teoria w nauce, to zbiór praw, definicji i hipotez rzeczowo i logicznie powiązanych w całość; wiedza tłumacząca jakąś dziedzinę zjawisk, w odróżnieniu od praktyki, z którą jednak pozostaje w związku.
teoretyzowanie - rozważanie czegoś, rozprawianie, dowodzenie w sposób czysto teoretyczny, abstrakcyjny, ogólny, oderwany od praktyki, konkretu, realiów i rzeczywistości.
Teoria więc może posłużyć do pewnego stopnia gdy zaczynamy mówić o praktyce i rzeczywistości - o czym decydują wyniki badań o doświadczenia.
W przypadku ewolucji takiego stanu nie ma i nie będzie.
Dlaczego?
To tylko teoretyzowanie - bujanie w obłokach według widzi mi się tych pseudonaukowców.
Wymyślają coś, co i odpowiada i narzucają tym mniej rozgarniętym, jak traktują pozostałych ludzi.
>   Aha, nie myl nauki z nauczaniami kościołów.
>
Kościół ma swoje nauki i według nich naucza.
Nie popełniam błędu.
Meretseger (61860 punktów)

>Teoria nie może być faktem, bo z zakresu teorii nie wyszła - jest teorią.
Drobna uwaga. Warto się zastanowić, czy mówi się "teoria" w znaczeniu naukowym, czy potocznym. Termin "teoria ewolucji" jest terminem naukowym, Miłujący prawdę używa słowa "teoria" w znaczeniu potocznym. Ot, takie znaczeniowe nieporozumienie... Proszę Pana Miłującego prawdę o prawidłowe zrozumienie naukowego terminu "teoria", wtedy wiele rzeczy się Panu wyjaśni.
>Nic i żaden choćby jeden gatunek nie został dowiedziony i wskazany drogą ewolucji jak się wyzwolił od innego gatunku i przeobraził w nowy.
No proszę Cię... Poczytaj coś oprócz Biblii...
>Kościół ma swoje nauki i według nich naucza.
>Nie popełniam błędu.
Ależ owszem. Taki sam, jak ze słowem "teoria".
Myflowers (2721 punktów)
>>Ewolucja odciąga ludzi od Boga.
>>Ludzie przestają się bać Boga, bo czego mają się bać, skoro Boga nie ma.
>To żaden argument.
>>Historycy przyznają, że myślenie ewolucjonistyczne zmieniło postawy ludzi i zachęciło ich do typowo zwierzęcych zachowań
>Niestety, Pan pomylił pojęcia. Teoria ewolucji jest czymś zupełnie innym od filozofii ewolucjonistycznej. Ta pierwsza jest faktem, ta druga jest poglądem wyznawanym przez względnie niewielką liczbę osób.
>> Historyk H.G. Wells zwrócił uwagę, jaki wpływ wywarło na wielu dzieło Karola Darwina "O powstawaniu gatunków" opublikowane w 1859 roku.
>Jakkolwiek Wells był świetnym powieściopisarzem, tak po latach 10 XX wieku marnował swój talent w podrzędnych filozoficzno-historycznych książkach - i nie tylko ja tak uważam.
>
"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"


Nie wiem skąd się to wzięło.

(...) Nie wszyscy mogą być mądrzy, panie oberlejtnant Głupi muszą stanowić wyjątek, bo gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego.../Wojak Szwejk/
04-03-2009 10:05
 Ocena 19 na 21
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
   
    Jestem wierząca, tu w mniejszości. Nie biorę udziału w dyskusjach na tematy religijne, bo jestem bezwyznaniowcem i nie mam zaplecza w postaci pism. Dyskusje te są prowadzone na różnym poziomie. Podoba mi się poziom prowadzenia dyskusji przez Andrzeja.51 oraz wojtka. Są merytorycznie przygotowani, grzeczni, drążą szczegóły bez ironizowania. Inny poziom prezentuje pewna grupa ateistów, w tym racjonalistów, których wymieniać z nazwiska lub nicka nie będę. Czasem mam wrażenie, że biorą udział w jakimś wyścigu: "Kto więcej pomyj wyleje na wierzących?", jeden przez drugiego dopisują posty, w których mnóstwo ironii, pogardy, szyderstwa. Jak już dopadną delikwenta, niewiele z niego zostawią. Twierdzą, że brakuje mu argumentów (być może tak jest) i dlatego traci on panowanie nad sobą, a tak naprawdę on się broni, jak zaszczute zwierzę. Czytając posty niektórych ateistów myślę czasem: "To fundamentalista" albo "Czyżbym była świadkiem narodzin racjonalistycznego moheru?"

   Podoba mi się styl Zbyszka Bryłowskiego, racjonalisty, członka PSR. Podchodzi ze zrozumieniem do faktu, że ktoś ma inny światopogląd niż jego. Szanuje każdego dyskutanta.
Są też tacy, którzy traktują wierzących z pogardliwą wyższością.

   Te różne podejścia do wierzących są według mnie zupełnie naturalne. Wierzący też różnie traktują i oceniają ateistów. Od zrozumienia, po zachowania skrajne: wyzwiska, agresję, przypisywanie cech najgorszych. To wszystko bierze się z uprzedzeń opartych na niewiedzy.

   Może to na tym forum rodzi się dialog między ateistami i wierzącymi? Na razie może kuleć, ale jest prowadzony. Ja na tym forum zrozumiałam, że nie powinno się wrzucać do jednego worka wszystkich ateistów, wszystkich wierzących, wszystkich katolików. Ich postawy wobec innego światopoglądu są dlatego różne, bo za nimi stoi człowiek, ze swoim charakterem, ze swoimi mniej lub bardziej uzasadnionymi sympatiami i antypatiami.

   Bywało i bywa mi przykro czytając kpiny na temat wierzących, ale póki co, nie byłam jeszcze zaszokowana.
Nie uważam, żeby to forum prezentowało gorszy od innych poziom traktowania ludzi o światopoglądzie innym niż wiodący tutaj.
   
24-03-2009 08:43 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>   Jestem wierząca, tu w mniejszości. Nie biorę udziału w dyskusjach na tematy religijne, bo jestem bezwyznaniowcem i nie mam zaplecza w postaci pism. Dyskusje te są prowadzone na różnym poziomie.

   Po takim wstępie następują cenzurki poziomu dyskusji rozmaitych forumowiczów.

   Ciekawi mnie, dlaczego tak skrzętnie omijasz ocenianie 'miłującego prawdę', czyżby podobał Ci się dla kultury dyskusji, jaką wykazuje?
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Oczywistym jest, że jedna strona drugiej nie przekona
Skoro to jest oczywistym, odpowiedz sobie po co założyłeś ten wątek.
.
CikyFonsz (73 punktów)
>>Oczywistym jest, że jedna strona drugiej nie przekona
>Skoro to jest oczywistym, odpowiedz sobie po co założyłeś ten wątek.
>.
Nie jest meritum sprawy. Wątek traktuje o braku szacunku dla ludzi o odmiennych poglądach niż ateiści.
04-03-2009 15:02 
 Ocena 6 na 6
Terebint (795 punktów)

>Nie jest meritum sprawy. Wątek traktuje o braku szacunku dla ludzi o odmiennych poglądach niż ateiści.

Jestem tutaj krótko, ale zauważyłem, że różni wierzący się tutaj trafiają, tak samo, jak i ateiści. Niektórzy teiści zamiast ewangelii miłości, najwyraźniej przynieśli na forum miecz służący do nawracania tępych niewiernych.

Z kolei niektórzy ateiści deklarują, że są racjonalistami, gdy w rzeczywistości są jedynie antyklerykałami, mentalnością przypominającą "amerykańskich talibów".

Ale na forum nie jest źle. Nie ma tutaj wielu brutalnych kłótni. Fora religijne, ot, tam to dopiero się dzieje. Na niektórych protestanckich forach żywotność ateisty zazwyczaj nie trwa dłużej niż powiedzmy napisanie kilku postów. Wtedy dostaje albo bana, albo sam rezygnuje gdy zapoznaje się z merytorycznym poziomem dyskutantów. Zresztą... ile to ja już razy byłem skazywany na piekło.

(Ciekawe dlaczego ktoś Belvedere przyznał minusa. Ten post jest przecież bardzo neutralny).
04-03-2009 20:10 
 Ocena 4 na 4
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

> Wątek traktuje o braku szacunku dla ludzi o odmiennych poglądach niż ateiści.
Odmienność poglądów sama w sobie szacunku nie wzbudza, zresztą czemu miałaby.
.
CikyFonsz (73 punktów)
>> Wątek traktuje o braku szacunku dla ludzi o odmiennych poglądach niż ateiści.
>Odmienność poglądów sama w sobie szacunku nie wzbudza, zresztą czemu miałaby.
Nie wzbudza, bo nie powinna. Napisałem, że wzajemny szacunek powinien powstawać w relacjach międzyludzkich niezależne od poglądów (oczywiście w pewnych granicach).
04-03-2009 23:37 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>wzajemny szacunek powinien powstawać w relacjach międzyludzkich niezależne od poglądów
A dlaczego? Czyjaś głupia gadka nie wzbudzi mojego szacunku (cokolwiek będę okazywać).
.
05-03-2009 09:09 
 Ocena 3 na 3
CikyFonsz (73 punktów)
>>wzajemny szacunek powinien powstawać w relacjach międzyludzkich niezależne od poglądów
>A dlaczego? Czyjaś głupia gadka nie wzbudzi mojego szacunku (cokolwiek będę okazywać).
>.
W tym właśnie tkwi problem. Ty zakładasz, że na szacunek się nie zasługuje póki się czegoś nie udowodni, ja mówię, że na szacunek zasługuje każdy, dopóki swoją postawą go nie straci. Owy brak szacunku spowodowany jest stratą wartości człowieczeństwa.
Zaś zakładając, że 'czyjaś gadka' jest głupia (z powodu braku szacunku) odbierasz komuś możliwość udowodnienia, że ma wartościowe poglądy.
05-03-2009 12:47 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Ty zakładasz, że na szacunek się nie zasługuje póki się czegoś nie udowodni
Również na pogardę nie. Po prostu nie zakładam, że nieznani mi ludzie wzbudzą we mnie jakiekolwiek uczucia. Każdy ma u mnie czyste konto, tabula rasa.

>ja mówię, że na szacunek zasługuje każdy, dopóki swoją postawą go nie straci. Owy brak szacunku spowodowany jest stratą wartości człowieczeństwa.
Chyba masz na myśli godność. Bo szanowanie kogoś to obdarzanie go pozytywnym uczuciem, a na to ma wpływ głównie sama ta osoba, choć trochę też okoliczności.

>Zaś zakładając, że 'czyjaś gadka' jest głupia (z powodu braku szacunku) odbierasz komuś możliwość udowodnienia, że ma wartościowe poglądy.
Nie robię takich założeń. Ale gdybym nawet je robił, to w jaki sposób blokuje to komukolwiek możliwość wykazania się (gdyby chciał)?
.
CikyFonsz (73 punktów)
>Również na pogardę nie. Po prostu nie zakładam, że nieznani mi ludzie wzbudzą we mnie jakiekolwiek uczucia. Każdy ma u mnie czyste konto, tabula rasa.
Z Twoich wypowiedzi wnoszę, że tak nie jest. Co to za tabula rasa, skoro zakładasz, że katolik uświadczy Ciebie 'głupią gadką'? Dołączasz do ludzi etykietki.

>Chyba masz na myśli godność. Bo szanowanie kogoś to obdarzanie go pozytywnym uczuciem, a na to ma wpływ głównie sama ta osoba, choć trochę też okoliczności.
Rozgraniczyłbym tutaj szacunek, a uznanie. Godność to ktoś może mieć, można z kimś się obchodzić z godnością, jeśli ma się do niego szacunek. Pozytywne uczucie jakim się kogoś daruje ze względu na jego poglądy nazywam uznaniem.

>Nie robię takich założeń. Ale gdybym nawet je robił, to w jaki sposób blokuje to komukolwiek możliwość wykazania się (gdyby chciał)?
>.
Z tego co mówisz wynika zupełnie inaczej. Jeśli zakładasz na początku, że ktoś będzie uskuteczniał "głupią gadkę" to skazujesz go za niepowodzenie, bez względu na to, co chce powiedzieć. W taki sposób mu to blokujesz. Gdybyś wykazał do niego szacunek (na zasadzie: "posłucham, może ma coś ciekawego do powiedzienia") mógłbyś sprawdzić czy jest to kolejny antyateista, czy wierzący z 'olejem w głowie'.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>zakładasz, że katolik uświadczy Ciebie 'głupią gadką'?
Gdzie piszę coś takiego o katoliku?

>Pozytywne uczucie jakim się kogoś daruje ze względu na jego poglądy nazywam uznaniem.
Dobra, nazywaj.

>Jeśli zakładasz na początku, że ktoś będzie uskuteczniał "głupią gadkę"
Wg Ciebie na początku czego ja zakładam czyjąś głupią gadkę?

>Gdybyś wykazał do niego szacunek
Wykazuję uwagę i rozwagę. Skupiam się nie na rozmówcy, lecz na temacie. Stąd wiem, że w dyskusjach trafiają się głupie gadki. Gdy się takowa trafi, nie jestem w stanie obdarzyć autora szacunkiem.

>mógłbyś sprawdzić czy jest to kolejny antyateista, czy wierzący z 'olejem w głowie'.
Aha. Tylko że ja nie kolekcjonuję ludzi, więc po co miałbym sprawdzać jaki kto jest.
.
CikyFonsz (73 punktów)
>>zakładasz, że katolik uświadczy Ciebie 'głupią gadką'?
>Gdzie piszę coś takiego o katoliku?
Nie piszesz tego nigdzie, niemniej wnoszę to z przebiegu rozmowy oraz początkowego tematu.

>>Pozytywne uczucie jakim się kogoś daruje ze względu na jego poglądy nazywam uznaniem.
>Dobra, nazywaj.
Napisałem to dlatego, że szacunek nie jest według mnie uczuciem pozytywnym, tylko neutralnym.

>>Jeśli zakładasz na początku, że ktoś będzie uskuteczniał "głupią gadkę"
>Wg Ciebie na początku czego ja zakładam czyjąś głupią gadkę?
Wg mnie na początku potencjalnej rozmowy z kimś, o kim wiesz, że ma inne poglądy od Ciebie.

>>Gdybyś wykazał do niego szacunek
>Wykazuję uwagę i rozwagę.
Z tego co piszesz nie wynika to tak jasno.

>>mógłbyś sprawdzić czy jest to kolejny antyateista, czy wierzący z 'olejem w głowie'.
>Aha. Tylko że ja nie kolekcjonuję ludzi, więc po co miałbym sprawdzać jaki kto jest.
To trochę tak jakbyś zamykał się na innych ludzi i Twoi obecni znajomi mieliby Ci "wystarczyć" do końca życia. Moim zdaniem spośród motłochu idiotów, którzy bardzo często nas otaczają, warto jest szukać kogoś, kto jest na odpowiednim poziomie intelektualnym i ma interesujące poglądy.
06-03-2009 19:15 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Nie piszesz tego nigdzie, niemniej wnoszę
Z wnoszeniem poczekaj aż napiszę.

>szacunek nie jest według mnie uczuciem pozytywnym, tylko neutralnym.
Uczucia z definicji nie są neutralne, szacunek z definicji jest pozytywny.

>>Wg Ciebie na początku czego ja zakładam czyjąś głupią gadkę?
>Wg mnie na początku potencjalnej rozmowy z kimś, o kim wiesz, że ma inne poglądy od Ciebie.
Skoro wiem, to znaczy że się z nimi już produkował. A da się niesłuszny pogląd mądrze przedstawić? No nie, bo trzeba gdzieś popełnić błąd. A twierdzenie błędne, to głupia gadka właśnie, bo wygadywanie absurdów mądrym być nie może.

>spośród motłochu idiotów, którzy bardzo często nas otaczają
"Twój" motłoch idiotów specjalizuje się w "moich" głupich gadkach.

>warto jest szukać kogoś, kto jest na odpowiednim poziomie intelektualnym i ma interesujące poglądy.
A co, własne poglądy Ci się znudziły?
.
CikyFonsz (73 punktów)
>Z wnoszeniem poczekaj aż napiszę.
Znaczy, że mam rozumieć tylko to co jest napisane dosłownie? Nie wykrywać kontekstów? Nie szukać metafor? Toż to bzdura.

>Uczucia z definicji nie są neutralne, szacunek z definicji jest pozytywny.
>>>Wg Ciebie na początku czego ja zakładam czyjąś głupią gadkę?

Z PWNu:

szacunek
1. «stosunek do osób lub rzeczy uważanych za wartościowe i godne uznania»

uczucie
1. «synteza wszystkich stanów emocjonalnych, stanowiąca główną motywację ludzkiego postępowania, zwykle przeciwstawiana logice i rozsądkowi»
2. «stan psychiczny odzwierciedlający stosunek do zdarzeń, do innych ludzi, otaczającego świata i siebie samego»

Co do szacunku muszę przyznać rację, niemniej uczucie może być neutralne.

>Skoro wiem, to znaczy że się z nimi już produkował. A da się niesłuszny pogląd mądrze przedstawić? No nie, bo trzeba gdzieś popełnić błąd. A twierdzenie błędne, to głupia gadka właśnie, bo wygadywanie absurdów mądrym być nie może
>"Twój" motłoch idiotów specjalizuje się w "moich" głupich gadkach.
Nie mówię tu o skrajnie odmiennych poglądach, a o niezgadzaniu się w niektórych kwestiach - taka osoba może mieć chyba coś ciekawego do powiedzenia? A skoro wiesz o czyiś poglądach (mniej więcej) to mogłeś je usłyszeć od kogoś, a przekaz ten może być niedokładny.

>A co, własne poglądy Ci się znudziły?
Nie, ale słuchając innych ludzi możesz rozbudowywać własny światopogląd, zaś zamykając się na opinię innych skazujesz się na brak rozwoju. Nie musisz przecież przyjmować wszystko bezkrytycznie, ale zastanawiać się nad niektórymi kwestiami.
07-03-2009 22:16 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Znaczy, że mam rozumieć tylko to co jest napisane dosłownie? [...] Toż to bzdura.
Może bzdurą są Twoje interpretacje...

>uczucie może być neutralne.
Które uczucie jest neutralne?

>mogłeś je usłyszeć od kogoś, a przekaz ten może być niedokładny
To ja tu myślę "głupia gadka", a to niedokładny przekaz był.

>Nie, ale słuchając innych ludzi możesz rozbudowywać własny światopogląd, zaś zamykając się na opinię innych skazujesz się na brak rozwoju.
Ani się nie zamykam, ani nie poszukuję, robię swoje, a ewentualny rozwój przebiega sobie jako proces uboczny.

>Nie musisz przecież przyjmować wszystko bezkrytycznie
No i nie przyjmuję.
.
CikyFonsz (73 punktów)
>Może bzdurą są Twoje interpretacje...
Hmmm, rozumiem, że mogę się mylić, ale żeby tak od razu mówić, że moje obserwacje są bzdurne?

>Które uczucie jest neutralne?
Jeśli uczucie to "stan psychiczny odzwierciedlający stosunek do zdarzeń, do innych ludzi, otaczającego świata i siebie samego" to może być neutralne. Możemy czuć przecież obojętność do czegoś/kogoś.

>To ja tu myślę "głupia gadka", a to niedokładny przekaz był.
Osobiście uważam tę uwagę za wypaczanie czyichś słów i dostosowywanie do swoich racji. Dwie rzeczy, które zauważyłeś to dwie różne sprawy, gdzie jedną próbowałem wyjaśnić drugą.

W tym momencie uważam konfrontację z Tobą za bezcelową, gdyż jest to kolejna z sytuacji, w której każda strona ma "swoją rację". Niemniej dziękuję za dotychczasowe posty.
08-03-2009 00:50 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>żeby tak od razu mówić, że moje obserwacje są bzdurne?
Proponuję tylko. Epitet "bzdura" sam podsunąłeś.

> Możemy czuć przecież obojętność do czegoś/kogoś.
A obojętność się jakoś czuje? Jak?

>W tym momencie uważam konfrontację z Tobą za bezcelową
Czuję obojętność... Chyba czuję.
.
trakos (52 punktów)
>Ponadto wydaje mi się, że wielu z ateistów - jak na ironię - charakteryzuje się kompleksem boga,
>tzn. "tylko ja mam rację", "ateiści to ludzie inteligentni", "teiści to idioci". Są to stwierdzenia
>absolutne, których moim zdaniem nie powinno się używać, bo są zbyt relatywne.
>Tak więc uważam, że nagonka na katolików (w tym np. tematy 'zagadka dla ateistów' czy 'kawały')
>jest zupełnie bezsensowna (a po co marnować energię skoro nic nie da się zyskać? Przecież to
>nieracjonalne) i bardziej przypomina wylewanie żalów, niż rozumową dyskusję, o której tutaj się tyle pisze.

Zgadzam się z praktycznie całym postem. Też jestem nowy, i czasem nabieram wrażenia, że o ile wierzący w jakiejkolwiek formie (czy może w jakąkolwiek formę), którzy nie potrafią przedstawić argumentów innych niż pisma, są minusowani/blokowani/wyśmiewani, o tyle ateiści, którzy nie przytaczają argumentów, ale krytykują wierzących "bo wierzą w banialuki" (i są mało inteligentni, bo dali się obłudzić itd itp) są plusowani.

Chociaż akurat do wątków typu "kawały" nic nie mam, niektóre były śmieszne

Ale tak to już bywa na forach tematycznych.
07-03-2009 22:12 
 Ocena 2 na 2
Madman (7811 punktów)
>którzy nie potrafią przedstawić argumentów innych niż pisma,
Pisma to nie jest argument, który należy traktować poważnie.
R. Grochala (970 punktów)
>Jestem w stanie zrozumieć, że argumenty wierzących (które często od rozumowania przyczynowo-skutkowego często odbiega) nie są w stanie dotrzeć do tego typu ludzi, ale po co w takim razie rozwodzić się nad tym? Oczywistym jest, że jedna strona drugiej nie przekona, przez co toczy się beznadziejna walka, w której i tak nikt nie wygra.

Owo nieprzekonanie nie jest tak oczywiste. Gdyby było oczywiste to ja nigdy bym nie został ateistą. A przecież zostałem, i to dzięki sporemu udziałowi dzieł na przykład Nietzschego. Pośrednio (bo sto lat po swojej śmierci) mnie przekonał. Także efekty dyskusji mogą mieć taki zakres, choćby dlatego nie warto ich raz na zawsze skończyć.

>Tak więc uważam, że nagonka na katolików (w tym np. tematy 'zagadka dla ateistów' czy 'kawały') jest zupełnie bezsensowna

Temat "Kawały" uważam akurat nie za nagonkę na katolików, lecz zwykłą i śmieszną odskocznię. To jest jak z czarnym humorem: wielu ludzi śmieszy, wielu ludzi zniesmacza. Jedni więc dalej się śmieją i sami wynajdują takie dowcipy, a drudzy zwyczajnie omijają czarny humor - i obie grupy są szczęśliwe. Myślę, że podobnie jest na tym forum.

>(a po co marnować energię skoro nic nie da się zyskać? Przecież to nieracjonalne)

Idźmy dalej tą logiką: "Po co marnować energię, żeby wejść na Mount Everest? Po co marnować energię, żeby pobić rekord głębokości w nurkowaniu "na płuca"? Po co marnować energię, żeby nauczyć się stać na rękach? W końcu w zasadzie nic nie zyskujemy. To nieracjonalne."

Jak chcesz, możesz tak żyć, ale nie mów, że to racjonalne. Według tej zasady racjonalności człowiek miałby tylko ubierać się, jeść i rozmnażać się.

>Ciekawy jestem też ile dostanę minusów.

Ten tekst zawsze mnie denerwuje. Nie zdziw się, że tylko przez to jedno zdanie dostałeś minusa.

"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"
04-03-2009 23:02 
 Ocena 1 na 1
CikyFonsz (73 punktów)
>>(a po co marnować energię skoro nic nie da się zyskać? Przecież to nieracjonalne)
>Idźmy dalej tą logiką: "Po co marnować energię, żeby wejść na Mount Everest? Po co marnować energię, żeby pobić rekord głębokości w nurkowaniu "na płuca"? Po co marnować energię, żeby nauczyć się stać na rękach? W końcu w zasadzie nic nie zyskujemy. To nieracjonalne."
>Jak chcesz, możesz tak żyć, ale nie mów, że to racjonalne. Według tej zasady racjonalności człowiek miałby tylko ubierać się, jeść i rozmnażać się.
Niedokładnie o to mi chodziło. Wiadomo, że człowiek robi wiele rzeczy, z których nie ma bezpośrednich korzyści (albo nawet żadnych) - może coś robić żeby poczuć się spełnionym, żeby poprawić sobie humor etc. Jednak marnotrawienie czasu i energii podczas debaty, której i tak zna się zakończenie ("jego argumenty mnie nie przekonają, a on jest za głupi żeby mnie zrozumieć") jest, hmm, głupie.

>>Ciekawy jestem też ile dostanę minusów.
>Ten tekst zawsze mnie denerwuje. Nie zdziw się, że tylko przez to jedno zdanie dostałeś minusa.
Właściwie muszę przyznać rację. To było głupie z mojej strony.

A co do działu 'kawały' - być może i faktycznie do mnie po prostu nie dotarł, albo mam inne poczucie humoru. Przepraszam za oskarżenia związane z tym wątkiem.
e.coli (338 punktów)
>Do tej pory w większości moich wypowiedzi (chociaż nie było ich wiele) czułem się w
>obowiązku bronić teistów.

Też czasem to robię, aczkolwiek tylko, gdy dyskutuje ze mną ateista-fanatyk, który ubzdurał sobie obrzucanie wierzących mięchem za cel swego życia.

>Jestem w stanie zrozumieć, że argumenty wierzących
>(które często od rozumowania przyczynowo-skutkowego często odbiega) nie są w stanie dotrzeć do tego
>typu ludzi, ale po co w takim razie rozwodzić się nad tym?

Na to forum wchodzi wielu "poszukujących". Gdyby nikt nie mówił o irracjonalności niektórych przekonań (czy wręcz o ich głupocie- vide kreacjoniści), to takowe rozprzestrzeniałyby się bez ograniczeń. A tak masz wybór, masz dostęp do informacji.
A dyskusja zawsze jednak jakoś rozwija.

>Uważam jednak, że nie powinno się walczyć z osobami, które na prawdę są wierzące
>(czy to z powodu wychowania, czy z jakiegokolwiek innego powodu), bo po prostu taką wybrały w życiu
>i należy to uszanować (bo dużo użytkowników forum pisze o sobie, że są tolerancyjni).

Racja. Powiedziałbym "święta". Gorzej, jeśli są to fanatycy...

>Ponadto wydaje mi się, że wielu z ateistów - jak na ironię - charakteryzuje się kompleksem boga,
>tzn. "tylko ja mam rację", "ateiści to ludzie inteligentni", "teiści to idioci". Są to stwierdzenia
>absolutne, których moim zdaniem nie powinno się używać, bo są zbyt relatywne.

Taki sam kompleks przejawia wielu katolików. Z tym, ze jeśli ktoś mianuje się "racjonalistą", to po wytknięciu takiego błędu powinien mocno się zastanowić i zmienić swój stosunek. Errare humanum est.

>Tak więc uważam, że nagonka na katolików (w tym np. tematy 'zagadka dla ateistów' czy 'kawały')
>jest zupełnie bezsensowna (a po co marnować energię skoro nic nie da się zyskać? Przecież to
>nieracjonalne) i bardziej przypomina wylewanie żalów, niż rozumową dyskusję, o której tutaj się tyle
>pisze.

Wejdź na katolickie fora (przoduje katolik.pl, wiara.pl ma wyższy poziom) i zobacz, jaka tam nagonka na ateistów. Tematy typu "ateizm- urojona wizja człowieka", "dowody na istnienie Boga- koniec ateizmu" czy coś w stylu "czy ateiści zmuszeni są wierzyć w zabobon abiogenezy" są na porządku dziennym. Można się z argumentów tam zawartych śmiać, można podjąć próbę polemiki (chociaż do zakładających te tematy i tak zwykle nic nie dociera), a można wzruszyć ramionami i nawet na to nie patrzeć.

>Takie moje poglądy są spowodowane tym, że staram się kierować jakimś wyważeniem, nie popadam w
>skrajności i szanuję ludzi, którzy potrafią wysłuchać każdego człowieka, nawet jeśli zupełnie nie
>zgadzają się z ich poglądami, którzy potrafią zdobyć jakąś wiedzę w każdej sytuacji.

Fanatyczny ateista równy jest fanatycznemu "nawracaczowi" z krzyżem i batem w ręku. Obu typów nie popieram.

>Naturalnie biorę pod uwagę, że się mogę mylić, bo jest przecież młodym człowiekiem, ani nie mam
>odpowiedniego doświadczenia, by zagłębiać się w teologiczne i światopoglądowe dysputy, chodzi mi
>jednak o czysto ludzkie spojrzenie na przedstawioną sytuację.

Nie musisz być starcem, aby być mądrym.

>Jestem też głęboko przekonany, że zostanę ostro skrytykowany za tę wypowiedź i że nie trafi ona
>(jeśli w ogóle trafi) do wielu ludzi. Ciekawy jestem też ile dostanę minusów.
Póki co masz ich mało. Do mnie trafiła. Zawsze to dobrze, gdy ktoś przypomni, że nie należy zbytnio forsować swojego światopoglądu.
CikyFonsz (73 punktów)
>Nie musisz być starcem, aby być mądrym.
Teoretycznie nie muszę, ale starzec ma większą szansę być mądrym niż młodzian - chociażby z racji wieku
lotrek (14275 punktów)
>tematy 'zagadka dla ateistów' czy 'kawały' )
>jest zupełnie bezsensowna
Być może jest bezsensowny, ale założyłem go w "sezonie ogórkowym" i nie przypuszczałem, że taki długi będzie jego żywot a jakie wojny się na nim toczyły....moderatorzy musieli interweniować. Wątek ten jest chyba najdłuższym wątkiem i żyje jakby własnym życiem.

>(a po co marnować energię skoro nic nie da się zyskać? Przecież to
>nieracjonalne)
Ludzie sobie opowiadają "kawały" i nawet jeśli to jest nieracjonalne, to sprawia im to trochę radości. Należysz do ponuraków? No cóż...bozia ma różnych lokatorów.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
jad11 (18783 punktów)
>>tematy 'zagadka dla ateistów' czy 'kawały' )
>>jest zupełnie bezsensowna Być może jest bezsensowny, ale założyłem go w "sezonie ogórkowym" i nie przypuszczałem, że taki długi będzie jego żywot a jakie wojny się na nim toczyły....moderatorzy musieli interweniować. Wątek ten jest chyba najdłuższym wątkiem i żyje jakby własnym życiem.

Na marginesie. To bardzo sympatyczny wątek i dołożę starań aby trwał przynajmniej tak długo jak ja na tym forum. Przy okazji zapraszam wszystkich zainteresowanych do założonego przeze mnie w dziale bazgroły wątku z zabawnymi fotkami i filmami www.racjonalista.pl/forum.php/s,190820. Póki co, ledwo zipi


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
18-03-2009 18:28 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)
>>tematy 'zagadka dla ateistów' czy 'kawały' )
>>jest zupełnie bezsensowna Być może jest bezsensowny, ale założyłem go w "sezonie ogórkowym" i nie przypuszczałem, że taki długi będzie jego żywot a jakie wojny się na nim toczyły....moderatorzy musieli interweniować. Wątek ten jest chyba najdłuższym wątkiem i żyje jakby własnym życiem.

Na marginesie. To bardzo sympatyczny wątek i dołożę starań aby trwał przynajmniej tak długo jak ja na tym forum. Przy okazji zapraszam wszystkich zainteresowanych do założonego przeze mnie w dziale bazgroły wątku z zabawnymi fotkami i filmami www.racjonalista.pl/forum.php/s,190820. Póki co, ledwo zipi


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
18-03-2009 18:45 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
>Póki co, ledwo zipi
Spoko....rozkręcimy

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
MichaQ (1056 punktów)
Popieram! Również czasami odnosze wrażenie, że większość piszących tutaj osób w imię neutralności światopoglądowej państwa zamknęłoby wierzących w domach, zabroniłoby im udziału w życiu publicznym, a swoją religie mieliby oni zostawić za progiem swoich mieszkań.
04-03-2009 23:22 
 Ocena 2 na 2
zulus_ (752 punktów)
>Popieram! Również czasami odnosze wrażenie, że większość piszących tutaj osób w imię neutralności światopoglądowej państwa zamknęłoby wierzących w domach, zabroniłoby im udziału w życiu publicznym, a swoją religie mieliby oni zostawić za progiem swoich mieszkań.
Z zamykaniem w domach to przesadziłeś,ale religie jak najbardziej powinni zostawiać w domu.
MichaQ (1056 punktów)
> Z zamykaniem w domach to przesadziłeś,ale religie jak najbardziej powinni zostawiać w domu.

Tak, ta hiperbola była celowa.
Zostawić religie w domu? To tak, jakby ktoś kazał Panu zostawić swoje poglądy w domu. Religia, poglądy itp. tworzą tak zwaną tożsamość osobową. Są on tym, co nadaje sens naszemu życiu, daje nadzieje i mniej więcej doradza, jak mamy w tym bagnie sie poruszać, aby nie utonąć. Kazałby Pan zostawić coś takiego np. katolikowi w domu tylko dlatego, że jest katolikiem? Jedyne czego można wymagać od wierzących to tego, aby nie uzasadniali swoich tez Bogiem.
07-03-2009 18:33 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
> Jedyne czego można wymagać od wierzących to tego, aby nie uzasadniali swoich tez Bogiem.
>
To byłby już duży postęp, gdyby katolicy przestali stosować uniwersalne wyjaśnienie na każdą okazję: "Bóg tak chciał".
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>> Jedyne czego można wymagać od wierzących to tego, aby nie uzasadniali swoich tez Bogiem.
>>
>To byłby już duży postęp, gdyby katolicy przestali stosować uniwersalne wyjaśnienie na każdą okazję: "Bóg tak chciał".
>
Tak to niewłaściwa odpowiedź. Wskazuje, że mówiący słowa "Bóg tak chciał" o Bogu nie wie nic. Tym bardziej nie wie nic o Jego zamierzeniach, co do ziemi i ludzi.
To wskazuje na osobę, która z wiara w Boga nie ma nic wspólnego, to zwyczajowy zestaw słów.
04-03-2009 23:48 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
>Popieram! Również czasami odnosze wrażenie, że większość piszących tutaj osób w imię neutralności światopoglądowej państwa zamknęłoby wierzących w domach, zabroniłoby im udziału w życiu publicznym, a swoją religie mieliby oni zostawić za progiem swoich mieszkań.

Niech wychodzą z domów i uczestniczą w życiu publicznym, ale lepiej byłoby wszystkim, gdyby rzeczywiście religie zostawiali za progami swoich mieszkań.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Popieram! Również czasami odnosze wrażenie, że większość piszących tutaj osób w imię neutralności światopoglądowej państwa zamknęłoby wierzących w domach, zabroniłoby im udziału w życiu publicznym, a swoją religie mieliby oni zostawić za progiem swoich mieszkań.
>Niech wychodzą z domów i uczestniczą w życiu publicznym, ale lepiej byłoby wszystkim, gdyby rzeczywiście religie zostawiali za progami swoich mieszkań.
>
To wykluczone. Dlaczego?
Bo człowiek wierzący swoja wiarę musi popierać uczynkami, tym jak żyje, jaki jest jego stosunek do ludzi.
Prawdziwa religia tym się charakteryzuje, że jej członkowie miłują Boga, miłują Syna Bożego - Jezusa, miłują się wzajemnie, miłują swych bliźnich.
Nie można poświadczać swej wiary zostawiając swe przekonania - wymagania Boże w domu.
To jakby zmieniać ubranie jedno w domu a drugie na wyjście.
Prawdziwa religia takie zachowanie wyklucza.
zulus_ (752 punktów)
Odnoszę wrażenie że mylisz brak szacunku dla człowieka/osoby z brakiem szacunku dla jego poglądów.
05-03-2009 00:29
 Ocena 12 na 12
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)

> Uważam jednak, że nie powinno się walczyć z osobami, które na prawdę są wierzące
>(czy to z powodu wychowania, czy z jakiegokolwiek innego powodu), bo po prostu taką wybrały w życiu i należy to uszanować (bo dużo użytkowników forum pisze o sobie, że są tolerancyjni).
>
Ateiści nie walczą z osobami, jak piszesz naprawdę wierzącymi. Żyjemy w wolnym kraju i niech każdy wierzy w co chce. Ateiści walczą natomiast o faktyczną wolność sumienia i wyznania. O nauczanie religii w świątyniach, nie w publicznych szkołach. O dostęp do zapłodnienia in vitro. O usunięcie symboli religijnych z biur i urzędów. Nie chcą, żeby poświęcano każdy kolejny kawałek autostrady, nowy most, biurowiec. Nie godzą się na opłacanie z państwowej kasy kapelanów w wojsku, policji. I tak dalej i tak dalej. Czy mają prawo do życia w świeckim państwie? Czy mają prawo, żeby faktycznie stosowano zapis w polskiej konstytucji o rozdziale kościoła i państwa? Czy mają prawo do bezproblemowego "wypisania się" z Kościoła (apostazja), do którego "zapisano" ich w wieku kilku tygodni ich życia poprzez chrzest? To nie ateiści walczą z wierzącymi. I to nawet nie wierzący (w swej masie) walczą z ateistami. To Kościół jako instytucja wskazuje wiernym nas, ateistów, jako wrogów Kościoła, narodu, wiary, ojczyzny.
I jeszcze jedno. To jest forum RACJONALISTA. Termin racjonalista nie jest tożsamy z ateista ale chyba większość z nas jest niewierząca. Nie oczekuj zatem, że będziemy podzielać Twoje poglądy co do Boga, wiary, Kościoła etc.
05-03-2009 09:05 
 Ocena 1 na 1
CikyFonsz (73 punktów)
>I jeszcze jedno. To jest forum RACJONALISTA. Termin racjonalista nie jest tożsamy z ateista ale chyba większość z nas jest niewierząca. Nie oczekuj zatem, że będziemy podzielać Twoje poglądy co do Boga, wiary, Kościoła etc.
Nigdzie nie napisałem, że jestem wierzący Temat założyłem z powodu bezpodstawnego obrażania ludzi, ze względu na przypisywane im 'etykietek'.
Zresztą od nikogo nie oczekuję, że będzie podzielał moje poglądy, raczej szukam takowych ludzi.
>Ateiści nie walczą z osobami, jak piszesz naprawdę wierzącymi. Żyjemy w wolnym kraju i niech każdy wierzy w co chce. Ateiści walczą natomiast o faktyczną wolność sumienia i wyznania.
Absolutnie się z tym zgadzam i o to mi chodziło kiedy zakładałem ten wątek (chociaż być może ująłem to za mało wyraziście).
07-03-2009 10:15 
 Ocena 5 na 5
a.szubert (411 punktów)
>Uważam jednak, że nie powinno się walczyć z osobami, które na prawdę są wierzące (czy to z powodu wychowania, czy z jakiegokolwiek innego powodu), bo po prostu taką wybrały w życiu i należy to uszanować (bo dużo użytkowników forum pisze o sobie, że są tolerancyjni).

Czy naprawdę osoby głęboko wierzące zasługują na szacunek? Czy też raczej na współczucie.
Jaka jest różnica między "wierzyć" a "wiedzieć"?
Kościół naucza, że Bóg dał człowiekowi ROZUM (i wolną wolę).
Człowiek nie jest w stanie wiedzieć WSZYSTKO. Ale jest w stanie, kierując się rozumem, szukać odpowiedzi i zbliżać się do prawdy. Niestety, im bardziej ktoś w coś "wierzy", tym mniej kieruje się rozumem, a tym bardziej ową wiarą.
Ludzie im głębiej wierzą, tym mniej samodzielnie szukają.
Ludziom głęboko wierzącym można wmówić praktycznie wszystko.
Poza tym to nie głęboko wierzący taką drogę w życiu wybrali. Ich po prostu tak "zaprogramowano" (wychowano). Ku korzyści kapłanów sprawujących władzę nad umysłami ludzi.

Jak mogę więc "szanować" zniewalanie umysłów moich bliźnich?

Tolerancja jest pozytywną cechą. Ale do pewnej granicy. Powyżej której jest po prostu złem.
Czy można tolerować omamianie ludzi, zniewalanie ich umysłów, aby nie byli zdolni do samodzielnego myślenia?

Aż tak tolerancyjny nie jestem.

Nie zwalczam wiary. Tłumaczenie i dialog jest lepsze niż "walka". Problem w tym, że "głęboko wierzący" dialogu nie szukają. Oni chcą jedynie misjonować i nawracać.
17-03-2009 12:08 
 Ocena 1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Czy naprawdę osoby głęboko wierzące zasługują na szacunek? Czy też raczej na współczucie.
>Jaka jest różnica między "wierzyć" a "wiedzieć"?
>
Trafne pytanie. Jednak ze względu na zadającego pytanie. Dlaczego?
Bo w konstrukcji tego pytania widać, iż twoje wiedza na temat wiary jest błędna.
Ty niejako wskazujesz, iż wiara nie ma nic wspólnego z wiedzą.
A przecież jest odwrotnie.
Znasz definicje biblijną wiary?
Czytasz:
" Wiara to nacechowane pewnością oczekiwanie rzeczy spodziewanych, oczywisty przejaw rzeczy realnych, choć nie widzianych. Przez nią bowiem otrzymali świadectwo ludzie w dawnych czasach "(Hebrajczyków 11:1,2).
Co zaś mówią na temat wiary katolicy i inni niby wierzący, ateiści i inni?
Słownik podaje wiarę jako:
"mocne przeświadczenie o czymś, na co brak dowodu".
Jednakże Biblia nie formułuje takiego poglądu, uwydatnia natomiast coś zgoła przeciwnego, że wiara opiera się na faktach, na realiach, na prawdzie.
Definicja z Pisma Świętego to podaje.
Prawdziwa wiara wywołuje u człowieka niezłomne przekonanie, że wszystko, co obiecał Bóg, jest tak pewne, jak gdyby już się spełniło stąd to oczekiwanie.
Fakty przemawiające za istnieniem czegoś nieoglądanego w rzeczywistości, są tak wymowne, iż wiara została tu uznana za równoważną z tego rodzaju dowodami .
Rolnik, który sieje widzi plon.
Występujący w Chrześcijańskich Pismach Greckich odpowiednik polskiego słowa
"wiara" - oznacza przekonanie oparte na niezbitych faktach, na prawdzie.
Bibliści Moulton i Milligan proponują więc tłumaczenie:
"Wiara jest aktem własności rzeczy spodziewanych". Jak to rozumieć?
Jeżeli ktoś ma akt własności, to niewątpliwie ma też prawo do "niezawodnego oczekiwania", że pewnego dnia otrzyma daną posiadłość.
Wyraz przetłumaczony w omawianym wersecie na "oczywisty przejaw" (e'leg-chos) kojarzy się z przedstawianiem dowodów, zwłaszcza ukazujących sprawę w innym świetle, niżby to wynikało z pozorów.
Niepodważalne, przekonywające dowody ujawniają to, czego poprzednio nie wzięto pod uwagę, i w rezultacie obalają poglądy, które tylko wydawały się prawdziwe.

A zatem ani w Pismach Hebrajskich - ST, ani w Pismach Greckich - NT wiara bynajmniej nie jest "mocnym przeświadczeniem o czymś, na co brak dowodu".
Ale wprost przeciwnie, jest ugruntowana na prawdzie.
Przykłady:
Widzialny wszechświat i panujący w nim porządek świadczą o niewidzialnym Stwórcy oraz o Jego metodach działania (Iz 40:25, 26; Rz 1:20)
Niezawodność Słowa Bożego i dokładne spełnienie się zawartych w nim proroctw daje dodatkową podstawę do wiary we wszystkie obietnice Jehowy
Itd.
>Kościół naucza, że Bóg dał człowiekowi ROZUM (i wolną wolę).
>
Tak podaje Biblia
>Człowiek nie jest w stanie wiedzieć WSZYSTKO. Ale jest w stanie, kierując się rozumem, szukać odpowiedzi i zbliżać się do prawdy. Niestety, im bardziej ktoś w coś "wierzy", tym mniej kieruje się rozumem, a tym bardziej ową wiarą.
>
Strasznie zagmatwałeś. Prawda, że człowiek nie wszystko jest wstanie odkryć i poznać. Muszą pewne rzeczy być mu objawione, przekazane. Jakie?
Chociażby informacje skąd sie wziął i jaki jest cel jego istnienia. Ale też informacje o Bogu. Kim jest, jakie jest Jego imię, jakie są Jego przymioty, jak postępuje z ludźmi, czego wymaga od ludzi itp.
>Ludzie im głębiej wierzą, tym mniej samodzielnie szukają.
>
Głównie dlatego, że wiele pytań jakie stawiają ateiści odpada. Wiedząc, że jest Bóg, że jest Autorem Biblii, odpowiedzi wiedzą gdzie szukać.
>Ludziom głęboko wierzącym można wmówić praktycznie wszystko.
>
No tu przesadziłeś. To raczej ateiści rzucili sie na teorię ewolucji i wszystko z niej przyjęli za prawdę, nawet Kościół Katolicki uważa ją za najwłaściwsze wytłumaczenie ludzkiego początku.
Tym którzy nie wierzą w Boga, albo wierzą po swojemu, tym wmówisz wszystko.
Prawdziwa wiara i prawdziwa religia nie boi sie racjonalnego myślenia.
>Poza tym to nie głęboko wierzący taką drogę w życiu wybrali. Ich po prostu tak "zaprogramowano" (wychowano). Ku korzyści kapłanów sprawujących władzę nad umysłami ludzi.
>
Dla Ciebie, jak widzę, przykładem do którego sięgasz dla formowania opinii o ludziach wierzących jest Kościół Katolicki. To błąd. Tam nie ma prawdziwej wiary, tam nie ma znajomości Boga, to zbiór pogańskich wierzeń, że coś istnieje chociaż tego nie ma.
Ludzi tam będących chwycono zaraz po urodzeniu i robi galimatias z mózgu i widzenia świata, Boga i ludzi.
>Jak mogę więc "szanować" zniewalanie umysłów moich bliźnich?
>Tolerancja jest pozytywną cechą. Ale do pewnej granicy. Powyżej której jest po prostu złem.
>
Patrz na uczynki. Ludzi prawdziwej religii charakteryzuje miłość.
Członek religii prawdziwej nie weźmie broni do ręki i nie zabije człowieka.
Ale tez nie dokona aborcji i nie będzie popierał in vitro, bo przy jednym i drugim czynie zabija sie ludzi. Na to zgody nigdzie Jehowa nie dal.
>Czy można tolerować omamianie ludzi, zniewalanie ich umysłów, aby nie byli zdolni do samodzielnego myślenia?
>
Myśleć samodzielnie, to zawsze konieczne. Trzeba sprawdzać jak sie sprawy mają według Pism.
>Aż tak tolerancyjny nie jestem.
>Nie zwalczam wiary. Tłumaczenie i dialog jest lepsze niż "walka". Problem w tym, że "głęboko wierzący" dialogu nie szukają. Oni chcą jedynie misjonować i nawracać.
>
Prawdziwie wierzący, przedstawiciele prawdziwej religii, wiedzą, że zamierzeniem Boga jest życie wieczne lojalnych i wiernych sług Boga tu na ziemi w raju.
Jednak to ściśle określeni ludzie mogą życ w nowym porządku.
Jacy?
Ci którzy uwierzą i uczynkami potwierdza swą wiarę.
Powtórki nie będzie, to jest test na dziś i na zawsze.
W tym więc wierzący chcą niewierzącym pomóc.
Taka jest prawda o tych dwóch grupach ludzi, a innych grup nie ma.
Pozdrawiam
17-03-2009 14:27 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Wendrychowicz (6624 punktów)
>
>Dla Ciebie, jak widzę, przykładem do którego sięgasz dla formowania opinii o ludziach wierzących jest Kościół Katolicki. To błąd. Tam nie ma prawdziwej wiary, tam nie ma znajomości Boga, to zbiór pogańskich wierzeń, że coś istnieje chociaż tego nie ma.
>Ludzi tam będących chwycono zaraz po urodzeniu i robi galimatias z mózgu i widzenia świata, Boga i ludzi.
>
Nie wiem w co wierzysz, skąd przychodzisz i do czego usiłujesz nas przekonać, ale akurat z tą jedną wypowiedzią się zgadzam.
17-03-2009 18:45 
 Ocena 1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>>Dla Ciebie, jak widzę, przykładem do którego sięgasz dla formowania opinii o ludziach wierzących jest Kościół Katolicki. To błąd. Tam nie ma prawdziwej wiary, tam nie ma znajomości Boga, to zbiór pogańskich wierzeń, że coś istnieje chociaż tego nie ma.
>>Ludzi tam będących chwycono zaraz po urodzeniu i robi galimatias z mózgu i widzenia świata, Boga i ludzi.
>>
>Nie wiem w co wierzysz, skąd przychodzisz i do czego usiłujesz nas przekonać, ale akurat z tą jedną wypowiedzią się zgadzam.
>
To pięknie śledź następne.
Pozdrawiam
18-03-2009 09:24 
 Ocena 1 na 1
CikyFonsz (73 punktów)
>Znasz definicje biblijną wiary?
>Występujący w Chrześcijańskich Pismach Greckich odpowiednik polskiego słowa
>Bibliści Moulton i Milligan proponują więc tłumaczenie:
W tym właśnie tkwi problem - różne definicje tego samego pojęcia. Pańskie (celowo nie użyłem "Twoje" ze względu na to, że post nosi silne znamiona dużej wiedzy) wywody na temat wiary są jak najbardziej logiczne, w założeniu jednak, że mówimy tu o "definicji biblijnej". Osoba, uważająca się za ateistę nie traktuje Biblii jako odpowiedniego źródła wiedzy. Robi to z tego samego powodu, dla którego katolicy powołują się na Biblię, muzułmanie na Koran i tak dalej.

>Strasznie zagmatwałeś. Prawda, że człowiek nie wszystko jest wstanie odkryć i poznać. Muszą pewne rzeczy być mu objawione, przekazane. Jakie?
Osobiście nie nazwałbym takich "pojęć" jako objawionych, a - jak to Pan zauważył - przekazane przez kogoś. Pozostaje tylko kwestia kto je przekazuje - dla Pana jest to Biblia i stojący za nią prorocy, dla ateistów są to dzieła naukowe.

>Głównie dlatego, że wiele pytań jakie stawiają ateiści odpada. Wiedząc, że jest Bóg, że jest Autorem Biblii, odpowiedzi wiedzą gdzie szukać.

>Tym którzy nie wierzą w Boga, albo wierzą po swojemu, tym wmówisz wszystko.
>Prawdziwa wiara i prawdziwa religia nie boi sie racjonalnego myślenia.
Nie do końca się z tym zgodzę. Ludzie wyznający na jakikolwiek światopogląd są bardziej podatni na subiektywną interpretację jakichkolwiek faktów czy słów. To tyczy się w równym stopniu ateistów, jak i teistów.

>Dla Ciebie, jak widzę, przykładem do którego sięgasz dla formowania opinii o ludziach wierzących jest Kościół Katolicki. To błąd.
No właśnie chodzi o to, że nie do końca. Ogromne rzesze ludzi tworzy swoje opinie na podstawie tego czego usłyszeli w kościele lub w innym miejscu od wierzących. Tak więc, nie zawsze Biblia ma funkcję opiniotwórczą, zaś interpretacja jej przez KK.

>Patrz na uczynki. Ludzi prawdziwej religii charakteryzuje miłość.
Zgodzę się z tym. Niemniej nie określiłbym tych ludzi jako "ludzi prawdziwej religii". Nie trzeba być wyznawcą religii, aby być dobrym człowiekiem.

>Członek religii prawdziwej nie weźmie broni do ręki i nie zabije człowieka.
Dlatego tak próżno szukać ludzi prawdziwej religii. Spójrzmy chociaż na "katolickie" średniowiecze i jej krucjaty oraz proces inkwizycji.

Niemniej Pańska wypowiedź była bardzo interesująca i treściwa. Pomimo różnicy poglądów wierzę, że mógłbym się od Pana czegoś nauczyć.
Pozdrawiam
18-03-2009 11:42 
 Ocena 1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Osobiście nie nazwałbym takich "pojęć" jako objawionych, a - jak to Pan zauważył - przekazane przez kogoś. Pozostaje tylko kwestia kto je przekazuje - dla Pana jest to Biblia i stojący za nią prorocy, dla ateistów są to dzieła naukowe.
>
Witam serdecznie. W zdaniu powyżej użyłem określenia "Objawionych" nawiązując do ostatniej Księgi Biblii "Objawienie", w której opisano wizje apostoła Jana, a wnich zawarte informacje "o tym, co ma się stać wkrótce".
Przeczytać to można w 1 rozdziale i wersetach 1-3:
" Objawienie od Jezusa Chrystusa, które dał mu Bóg, aby pokazać swym niewolnikom, co ma się stać wkrótce. A on posłał swojego anioła i przez niego przedstawił je w znakach swemu niewolnikowi Janowi, który złożył świadectwo o słowie danym przez Boga i o świadectwie danym przez Jezusa Chrystusa - o wszystkim, co ujrzał. Szczęśliwy ten, kto czyta na głos, oraz ci, którzy słuchają słów tego proroctwa i zachowują, co w nim napisano; bo wyznaczony czas jest bliski ".
Wskazano tu na drogę owych informacji od Boga, poprzez Jezusa i jego anioła do apostoła - niewolnika Jana.
Tak naprawdę Jan w dalszej części staje się prorokiem spisującym swe proroctwa jako prawdziwy prorok.
Takie zaś prorctwa nie przynoszą ludzie od siebie, ale od Boga.
Pisze o tym Piotr:
" Mamy więc słowo prorocze tym bardziej potwierdzone, a wy czynicie dobrze, gdy zwracacie na nie uwagę jak na lampę świecącą w ciemnym miejscu - aż dzień zaświta i wzejdzie jutrzenka - w waszych sercach.
Gdyż przede wszystkim to wiecie, że żadne proroctwo Pisma nie wypływa z jakiejś osobistej wykładni.
Albowiem proroctwo nigdy nie zostało przyniesione z woli człowieka, lecz ludzie mówili od Boga, uniesieni duchem świętym
"(2Piotra 1:19-21).

Gdy naukowcy[odrzucający Boga] - futurolodzy wypowiadają sie na temat przyszłości ludzi i ziemi są jak prorocy, którzy jednak nie uwzględniają stanowiska Boga. Nikt taki nie może być uznanym za prawdziwego proroka, ani tez nie maja cennej wartości ich przewidywania.
To właśnie chciałem podkreślić. Człowiek bez objawionej przez Boga prawdy nie jest wstanie skutecznie przewidywać, a tym samym nie umie właściwie widzieć konsekwencji swego postępowania.
Ten stan tez potwierdza Biblia w słowach:
" Dobrze wiem, Jehowo, że do ziemskiego człowieka jego droga nie należy. Do męża, który idzie, nie należy nawet kierowanie swym krokiem "(Jeremiasza 10:23)..
Człowiek bez prawdziwego Boga ginie. Nie ma prawa rządzić się sam, a co szczególnie ważne, nie umie sie prowadzić. Musi znaleźć Boga i z Nim chodzić.
Pozdrawiam
18-03-2009 18:00 
 Ocena 2 na 2
CikyFonsz (73 punktów)
>Gdy naukowcy[odrzucający Boga] - futurolodzy wypowiadają sie na temat przyszłości ludzi i ziemi są jak prorocy, którzy jednak nie uwzględniają stanowiska Boga. Nikt taki nie może być uznanym za prawdziwego proroka, ani tez nie maja cennej wartości ich przewidywania.
Gdy naukowcy wypowiadają się na temat przyszłości nie są jak prorocy - nie zakładają oni, że to co mówią wydarzy się na pewno. Na podstawie zebranej wiedzy, czy to w postaci liczb, faktów, dokumentacji, szukają podobnych zależności w przeszłości i na podstawie tego formułują jakieś konkretne wnioski. Nie są to też pewniki, po prostu przedstawiana jest najbardziej prawdopodobna wersja zdarzeń. Dlatego też jestem w stanie uwierzyć w rokowania naukowców, a nie w wizje proroków.

>Człowiek bez prawdziwego Boga ginie.
Każdy kiedyś ginie. Jeśli niewiara w Boga oznacza rychły zgon to nie będziemy mogli zbyt długo wymieniać swych poglądów.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Gdy naukowcy[odrzucający Boga] - futurolodzy wypowiadają sie na temat przyszłości ludzi i ziemi są jak prorocy, którzy jednak nie uwzględniają stanowiska Boga. Nikt taki nie może być uznanym za prawdziwego proroka, ani tez nie maja cennej wartości ich przewidywania.
>Gdy naukowcy wypowiadają się na temat przyszłości nie są jak prorocy - nie zakładają oni, że to co mówią wydarzy się na pewno. Na podstawie zebranej wiedzy, czy to w postaci liczb, faktów, dokumentacji, szukają podobnych zależności w przeszłości i na podstawie tego formułują jakieś konkretne wnioski. Nie są to też pewniki, po prostu przedstawiana jest najbardziej prawdopodobna wersja zdarzeń. Dlatego też jestem w stanie uwierzyć w rokowania naukowców, a nie w wizje proroków.
>
Wszystko to podchodzi pod rachunek prawdopodobieństwa.
Dlatego zapraszam do analizy takiego pytania:
Ale czy spełnienie się proroctw mesjańskich na Jezusie nie było jedynie zbiegiem okoliczności?
Pewien żydowski uczony powiedział w wywiadzie:
" Nie może tu być mowy o przypadku. Szanse na to są tak znikome, że wykluczają taką możliwość. Ktoś obliczył, że prawdopodobieństwo urzeczywistnienia zaledwie ośmiu proroctw wynosi jak jeden do stu biliardów " (jedynka z 17 zerami).
Uczony ten zilustrował to przykładem: " Gdyby mieć taką właśnie liczbę srebrnych dolarówek, można by nimi przykryć Teksas [którego powierzchnia wynosi około 690 000 kilometrów kwadratowych] warstwą o grubości 0,6 metra. Gdyby oznaczyć jedną monetę, a potem polecić osobie z zawiązanymi oczami przejść cały stan i podnieść dowolną monetę, to jakie byłoby prawdopodobieństwo, że natrafi akurat na tę oznaczoną?" Następnie oświadczył, iż "takie samo jest prawdopodobieństwo, że ktoś przypadkowy w dziejach mógł spełnić choćby osiem proroctw [mesjańskich] ".
Tymczasem Jezus w trakcie swej trzyipółletniej służby urzeczywistnił nie tylko osiem, ale znacznie więcej proroctw biblijnych.
Ze względu na te dowody ów uczony wyciągnął wniosek, że " w całej historii mógł tego dokonać wyłącznie Jezus ".

>>Człowiek bez prawdziwego Boga ginie.
>Każdy kiedyś ginie. Jeśli niewiara w Boga oznacza rychły zgon to nie będziemy mogli zbyt długo wymieniać swych poglądów.
>
Ale my przecież nie rozmawiamy w tych kategoriach.
Karą za grzech jest śmierć i każdy potomek Adama musi umrzeć. Jednak może byc wzbudzony z martwych, chyba, że popełni jakiś grzech niewybaczalny, albo w oczach i ocenie Boga nie zasługuje na zmartwychwstanie.
Jego ocena zawsze jest sprawiedliwa.
W tym kontekście, życie człowieka bez Boga nie trwa wiecznie.
Dał przecież każdemu wolną wolę. Więc każdy decyduje sam jaki los wybiera.
19-03-2009 22:23 
 Ocena 1 na 1
CikyFonsz (73 punktów)
>Uczony ten zilustrował to przykładem: " Gdyby mieć taką właśnie liczbę srebrnych dolarówek, można by nimi przykryć Teksas [którego powierzchnia wynosi około 690 000 kilometrów kwadratowych] warstwą o grubości 0,6 metra. Gdyby oznaczyć jedną monetę, a potem polecić osobie z zawiązanymi oczami przejść cały stan i podnieść dowolną monetę, to jakie byłoby prawdopodobieństwo, że natrafi akurat na tę oznaczoną?" Następnie oświadczył, iż "takie samo jest prawdopodobieństwo, że ktoś przypadkowy w dziejach mógł spełnić choćby osiem proroctw [mesjańskich] ".
>Tymczasem Jezus w trakcie swej trzyipółletniej służby urzeczywistnił nie tylko osiem, ale znacznie więcej proroctw biblijnych.
>Ze względu na te dowody ów uczony wyciągnął wniosek, że " w całej historii mógł tego dokonać wyłącznie Jezus ".
Nie będę się sprzeczał w kwestii obliczeń, ani wiedzy biblijnej, jednak mam pytanie: na jakiej podstawie zostało stwierdzone urzeczywistnienie tychże proroctw? Domyślam się, że to Biblia, czyli jedno źródło?

>Ale my przecież nie rozmawiamy w tych kategoriach.
Nie, nie, nie. To Pan nie rozmawia w tych kategoriach Dla mnie - ateisty - nie istnieje życie po biologicznej śmierci (a na pewno nie tak jak Pan to widzi - biorę pod uwagę pewną możliwość istnienia po zgonie, niemniej nie mam na to żadnego poświęcenia, więc traktuje to jako hipotezę).
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>Nie będę się sprzeczał w kwestii obliczeń, ani wiedzy biblijnej, jednak mam pytanie: na jakiej podstawie zostało stwierdzone urzeczywistnienie tychże proroctw? Domyślam się, że to Biblia, czyli jedno źródło?
>
Wiele jest źródeł potwierdzających prawdziwość proroctw zapisanych w Biblii.
Przykład:
Niewielu jest w całych dziejach takich ludzi, o których przepowiedziano, iż spełnią szczególną rolę w zamierzeniu Bożym.
Takim człowiekiem był jednak Cyrus, syn Kambyzesa, założyciel mocarstwa perskiego.
Na długo przed jego narodzinami przepowiedziane zostało zdobycie przez niego Babilonu w roku 539 p.n.e. i zezwolenie wkrótce potem Żydom na powrót z wygnania.
W ósmym wieku p.n.e. Jehowa oznajmił za pośrednictwem swego proroka Izajasza :"‛ Jam jest Jahwe, uczyniłem wszystko (...). Jam jest ten, który (...) potwierdza mowę swojego sługi i spełnia radę swoich wysłanników. To Ja mówię Jeruzalem: Będziesz zaludnione, i miastom judzkim: Będziecie odbudowane. Ja podniosę je z ruin. To Ja mówię otchłani wód: Wyschnij! i wysuszam twoje rzeki. Ja mówię o Cyrusie: Mój pasterz, i spełni on wszystkie moje pragnienia, mówiąc do Jeruzalem: Niech cię odbudują, i do świątyni: Wznieś się z fundamentów! '
" Tak mówi Jahwe o swym pomazańcu Cyrusie : ‛Ja mocno ująłem go za prawicę, aby ujarzmić przed nim narody i królom odpiąć broń od pasa, aby otworzyć przed nim podwoje, żeby się bramy nie zatrzasnęły' ". - Izaj. 44:24 do 45:1.
Doniesienia starożytnych historyków potwierdzają spełnienie się tego zdumiewającego proroctwa.
Historycy greccy Herodot i Ksenofont zgodnie relacjonują podstawowe fakty, chociaż różnią się nieco w opisywanych szczegółach.
Cyrus zmienił bieg rzeki Eufrat, przepływającej przez Babilon i wchodzącej w skład systemu obronnego tego miasta. Wojska zdobywcy przeszły następnie korytem rzeki, zyskując w ten sposób dostęp do miasta przez bramy w murze ciągnącym się wzdłuż nadbrzeża. Babilończycy, oddający się akurat biesiadowaniu i zabawom, zostali całkowicie zaskoczeni i jeszcze tej samej nocy miasto upadło .
To jeden z wielu, bo każde proroctwo spełnia sie ze zwielokrotniona dokładnością.
>>Ale my przecież nie rozmawiamy w tych kategoriach.
>Nie, nie, nie. To Pan nie rozmawia w tych kategoriach Dla mnie - ateisty - nie istnieje życie po biologicznej śmierci (a na pewno nie tak jak Pan to widzi - biorę pod uwagę pewną możliwość istnienia po zgonie, niemniej nie mam na to żadnego poświęcenia, więc traktuje to jako hipotezę).
>
Wyjaśnia Pan przyczynę takiego zdania = ateista.
To dzisiaj jest pogląd nie na czasie. Przestaje być modnym i racjonalnym.
Czytasz:
" Lecz wyznaję przed tobą, że zgodnie z drogą, którą oni nazywają 'sektą', ja tak właśnie pełnię świętą służbę dla Boga moich praojców, wierząc we wszystko, co ujęto w Prawie i napisano u Proroków;
i mam w Bogu nadzieję, którą również oni sami żywią, że nastąpi zmartwychwstanie zarówno prawych, jak i nieprawych.
Pod tym względem doprawdy wciąż się ćwiczę, aby mieć świadomość tego, że nie popełniam przewinienia wobec Boga i ludzi
"(Dzieje 24:14-16)..
Pozdrawiam.
CikyFonsz (73 punktów)
>Wiele jest [...tu całość...] zwielokrotniona dokładnością.
Nie jestem w stanie tego zanegować, jednak coś mówi mi, żeby podchodzić z dystansem do takich rewelacji, zwłaszcza zasłyszanych przez kogoś kogo uważam za fanatyka swojego światopoglądu.

>Wyjaśnia Pan przyczynę takiego zdania = ateista.
>To dzisiaj jest pogląd nie na czasie. Przestaje być modnym i racjonalnym.
No tak, bo jestem ateistą. I nie jestem ateistą, bo to modne, żeby być "fajnym", żeby nie musieć chodzić do kościoła itd. Mam takie poglądy, bo dla mnie wydaje się to najbardziej prawdopodobny stan rzeczy.
Swoją drogą uważam, że obecnie jest moda na ateizm jak nigdy przedtem (przynajmniej w naszych warunkach).
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Prawdziwa wiara i prawdziwa religia nie boi sie racjonalnego myślenia.
>Nie do końca się z tym zgodzę. Ludzie wyznający na jakikolwiek światopogląd są bardziej podatni na subiektywną interpretację jakichkolwiek faktów czy słów. To tyczy się w równym stopniu ateistów, jak i teistów.
>
Warto podkreślić, iż mówimy o prawdzie, o poznaniu prawdy, o prawdziwej religii, czy o prawdziwym Bogu. Z poznania tych prawd wynika także podstawa wszystkich interpretacji - jest nią prawda. Nie jakaś prawda, subiektywna, która może ulegać zmianie, ale ta jedna jedyna, której źródłem jest Bóg, a którą objawił swym wiernym w Biblii - swoim Słowie.
Dlatego ludzie wierzący - jednocześnie znający prawdę, nie ulegają swoim subiektywnym odczuciom. Dlaczego?
Ogranicza ich Pismo Swięte, którego treść Autor dał im poznać.
Często powtarzamy, że Biblia interpretuje sie sama.
Cóż to znaczy?
Otóż podkreśla fakt koniecznej zgodności jakiegoś stwierdzenia w jednym miejscu ze stwierdzeniem na ten sam temat w innym.
A z drugiej strony wskazuje na konieczność mocnego trzymania się kontekstu zapisu.
Oczywiście ateiści jak i teiści odrzucający Jehowę jako Boga nie znają Biblii i nie będą jej znali, chyba, że zmienią swoje nastawienie.
A więc uwierzą w prawdziwego Boga i Jego autorstwo Biblii.
>>Dla Ciebie, jak widzę, przykładem do którego sięgasz dla formowania opinii o ludziach wierzących jest Kościół Katolicki. To błąd.
>No właśnie chodzi o to, że nie do końca. Ogromne rzesze ludzi tworzy swoje opinie na podstawie tego czego usłyszeli w kościele lub w innym miejscu od wierzących. Tak więc, nie zawsze Biblia ma funkcję opiniotwórczą, zaś interpretacja jej przez KK.
>
Tak to prawda. Jednak w naszym kraju podstawą jest interpretacja Biblii przez przedstawicieli KK. Ludziom bardzo trudno jest oderwać sie od tradycji swych przodków, chociaż znają prawdę o tym jak KK wprowadzał swą religię na tereny Polski. Praktycznie każdy Polak ma wśród swych przodków zamordowanych przez ludzi z krzyżami czy to na płaszczach, czy to w ręku, czy na szyi.
Religia, która szczególnie mocno ma ręce zbrukane krwią.
>>Patrz na uczynki. Ludzi prawdziwej religii charakteryzuje miłość.
>Zgodzę się z tym. Niemniej nie określiłbym tych ludzi jako "ludzi prawdziwej religii". Nie trzeba być wyznawcą religii, aby być dobrym człowiekiem.
>
Tu się nie zgodzę. Można powiedzieć tak: wszystko zależy od kryteriów oceny "bycia dobrym człowiekiem". Ludzie bez wiary w Boga maja swoje kryteria, a jednak dalecy są od dobrych uczynków. Nie poznając Boga pozbawiają siebie obiektywizmu w ocenie, kto jakim jest człowiekiem.
Jezus odrzekł: " Dlaczego nazywasz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry oprócz jednego, Boga " (Marka 10:17, 18).
Bo na przykład nie robią rzeczy, które robić powinni.
Jezus powiedział: " Kto nie jest po mojej stronie, ten jest przeciwko mnie, a kto nie zbiera ze mną, ten rozprasza "(Mateusza 12:30).
Bycie dobrym człowiekiem to postępowanie i życie według przykładów danych przez Boga i naśladowanie Jego Syna Jezusa.
Nie może tego czynić ktoś, kto nie wierzy i nie poznał Boga.
>>Członek religii prawdziwej nie weźmie broni do ręki i nie zabije człowieka.
>Dlatego tak próżno szukać ludzi prawdziwej religii. Spójrzmy chociaż na "katolickie" średniowiecze i jej krucjaty oraz proces inkwizycji.
>
Kościół Katolicki to przykład religii fałszywej o skąpanych we krwi rekach.
Wystarczy przypomnieć I i II wojnę, funkcję kapelana wojskowego itp.
Katolik zabija katolika, nie w obronie wiary, dobrego imienia Boga, ale w obronie ojczyzny, honoru i materialnych interesów rządów państw.
Katolicy nie rozumieją słów z modlitwy Jezusa:
" A teraz przychodzę do ciebie i mówię to na świecie, żeby w pełni mieli w sobie moją radość. Ja dałem im twoje słowo, ale świat ich znienawidził, ponieważ nie są częścią świata, tak jak ja nie jestem częścią świata "(Jana 17:13,14)..
Najważniejszą rzeczą we Wszechświecie jest uświęcenie Bożego imienia.
Jak?
Przez posłuszeństwo Bogu, On to najbardziej ceni, to rozwesela Jego serce.
To jednak jest nie do osiągnięcia dla ateistów, dopóki są ateistami.
Pozdrawiam
CikyFonsz (73 punktów)
>Warto podkreślić, iż mówimy o prawdzie, o poznaniu prawdy, o prawdziwej religii, czy o prawdziwym Bogu. Z poznania tych prawd wynika także podstawa wszystkich interpretacji - jest nią prawda.
Tej argumentacji ni w ząb nie rozumiem.

>Nie jakaś prawda, subiektywna, która może ulegać zmianie, ale ta jedna jedyna, której źródłem jest Bóg, a którą objawił swym wiernym w Biblii - swoim Słowie.
Gdybym wierzył w Boga, zapewne miałbym podobne spojrzenie na obiektywną prawdę. Jednak nie wierzę i dlatego w moim mniemaniu nie istnieje coś takiego jak obiektywizm, uniwersalność.

>Dlatego ludzie wierzący - jednocześnie znający prawdę, nie ulegają swoim subiektywnym odczuciom. Dlaczego?
Nie ulegają? Ktoś kto nie jest subiektywny potrafi spojrzeć na każdą sytuację z wielu punktów widzenia, Pan bierze pod uwagę jedynie Biblię.

>A z drugiej strony wskazuje na konieczność mocnego trzymania się kontekstu zapisu.


>Tak to prawda. Jednak w naszym kraju podstawą jest interpretacja Biblii przez przedstawicieli KK.
Jeśli jest interpretacja to chyba nie ma obiektywizmu, czyż nie?

>Tu się nie zgodzę. Można powiedzieć tak: wszystko zależy od kryteriów oceny "bycia dobrym człowiekiem".
Fakt, zostałem złapany na nieścisłości. Niemniej nie uważam, że fakt uważania się za wierzącego jest jednoznaczny z byciem dobrym człowiekiem.

>Bycie dobrym człowiekiem to postępowanie i życie według przykładów danych przez Boga i naśladowanie Jego Syna Jezusa.
>Nie może tego czynić ktoś, kto nie wierzy i nie poznał Boga.
A jeśli nieświadomie postępowałbym (nie zakładam tego) zgodnie z zasadami Biblii to byłbym dobrym człowiekiem, skoro nie wierzę w Boga?

>Członek religii prawdziwej nie weźmie broni do ręki i nie zabije człowieka.
Tak samo niewierzący, który szanuje drugiego człowieka.

Z początku zastanawiałem skąd taka mała liczba punktów zdobytych na forum, zwłaszcza ze znaczną liczbą wypowiedzi na forum. Brałem pod uwagę to, że przedstawia Pan niewygodne fakty z punktu widzenia "samozwańczego ateisty" oraz bezpodstawnej niechęci do wierzących - teraz wiem, że nie jest to spowodowane tylko tym.
Niemniej pozdrawiam.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Warto podkreślić, iż mówimy o prawdzie, o poznaniu prawdy, o prawdziwej religii, czy o prawdziwym Bogu. Z poznania tych prawd wynika także podstawa wszystkich interpretacji - jest nią prawda.
>Tej argumentacji ni w ząb nie rozumiem.
>
Czego tu można nie rozumieć. Ludzi przywiązali się do "prawdy" jakoby każdy zna "prawdę", jakąś swoją "prawdę". To jest "prawa".
Bo według tego jak uważa trzyma się tego, a więc według swego rozeznania. Tu zaś okazuje się iż żadnego rozeznania nie ma. To zaś czego się trzyma stanowi to przysłowiowe "widzi mi się".
>>Nie jakaś prawda, subiektywna, która może ulegać zmianie, ale ta jedna jedyna, której źródłem jest Bóg, a którą objawił swym wiernym w Biblii - swoim Słowie.
>Gdybym wierzył w Boga, zapewne miałbym podobne spojrzenie na obiektywną prawdę. Jednak nie wierzę i dlatego w moim mniemaniu nie istnieje coś takiego jak obiektywizm, uniwersalność.
>
Nie chodzi tu o obiektywną neutralność - to tak naprawdę nic nie znaczy i czegoś takiego po prostu nie ma. Jest prawda, jedyna prawda, a a jej źródłem = Bóg.
>>Dlatego ludzie wierzący - jednocześnie znający prawdę, nie ulegają swoim subiektywnym odczuciom. Dlaczego?
>Nie ulegają? Ktoś kto nie jest subiektywny potrafi spojrzeć na każdą sytuację z wielu punktów widzenia, Pan bierze pod uwagę jedynie Biblię.
>
Brałem inne rzeczy, ale do czasu gdy poznałem jedyne i najpewniejsze źródło prawdy.
>>A z drugiej strony wskazuje na konieczność mocnego trzymania się kontekstu zapisu.
>
>>Tak to prawda. Jednak w naszym kraju podstawą jest interpretacja Biblii przez przedstawicieli KK.
>Jeśli jest interpretacja to chyba nie ma obiektywizmu, czyż nie?
>
Tak. Szczególnie gdy dana społeczność nastawiona jest na walkę o swoje przywilej i dopuści każdego kłamstwa by je zdobyć, utrzymać itp.
>>Tu się nie zgodzę. Można powiedzieć tak: wszystko zależy od kryteriów oceny "bycia dobrym człowiekiem".
>Fakt, zostałem złapany na nieścisłości. Niemniej nie uważam, że fakt uważania się za wierzącego jest jednoznaczny z byciem dobrym człowiekiem.
>
Absolutnie nie. Nie ma takiej jednoznaczności. Ta ocena do końca zostaje gestii Boga. Kościół czyni wielu ludzi świętymi, ale jak ludzie mogą wyręczać Boga. Zachowanie więc takich instytucji jest występowaniem przed Boga, i przeciw Bogu i domaga sie kary.
>>Bycie dobrym człowiekiem to postępowanie i życie według przykładów danych przez Boga i naśladowanie Jego Syna Jezusa.
>>Nie może tego czynić ktoś, kto nie wierzy i nie poznał Boga.
>A jeśli nieświadomie postępowałbym (nie zakładam tego) zgodnie z zasadami Biblii to byłbym dobrym człowiekiem, skoro nie wierzę w Boga?
>
Bez poznania Boga postępowanie według Jego wymagań jest niemożliwe.
>>Członek religii prawdziwej nie weźmie broni do ręki i nie zabije człowieka.
>Tak samo niewierzący, który szanuje drugiego człowieka.
>
Jest wiele, wiele innych. Musiałbym zadać kilka pytań i powiedziałbym co czyni Pan źle.
>Z początku zastanawiałem skąd taka mała liczba punktów zdobytych na forum, zwłaszcza ze znaczną liczbą wypowiedzi na forum. Brałem pod uwagę to, że przedstawia Pan niewygodne fakty z punktu widzenia "samozwańczego ateisty" oraz bezpodstawnej niechęci do wierzących - teraz wiem, że nie jest to spowodowane tylko tym.
>Niemniej pozdrawiam.
> Czym?
Pozdrawiam
CikyFonsz (73 punktów)
>Bo według tego jak uważa trzyma się tego, a więc według swego rozeznania. Tu zaś okazuje się iż żadnego rozeznania nie ma. To zaś czego się trzyma stanowi to przysłowiowe "widzi mi się".
Pewne rozeznanie się jest. Jednak nie ma żadnej pewności co do tego, iż to rozeznanie jest prawdziwe.

> Kościół czyni wielu ludzi świętymi, ale jak ludzie mogą wyręczać Boga.
Z tym zgodzę się w całości.

>Bez poznania Boga postępowanie według Jego wymagań jest niemożliwe.
A Pan poznał Boga? Poprzez czytanie jego słów? A jeśli je Pan źle zinterpretował?

>Nie chodzi tu o obiektywną neutralność - to tak naprawdę nic nie znaczy i czegoś takiego po prostu nie ma. Jest prawda, jedyna prawda, a a jej źródłem = Bóg.

>Brałem inne rzeczy, ale do czasu gdy poznałem jedyne i najpewniejsze źródło prawdy.

>Tak. Szczególnie gdy dana społeczność nastawiona jest na walkę o swoje przywilej i dopuści każdego kłamstwa by je zdobyć, utrzymać itp.

>Absolutnie nie. Nie ma takiej jednoznaczności. Ta ocena do końca zostaje gestii Boga.

A teraz zadam pytanie z serii abstrakcyjnych: a co jeśli okazałoby się, że Pański Bóg nie istnieje? Że zapiski biblijne są zbiorem zapisków fanatyków, które podążały za wybitną jednostką ludzką, która być może posiadała pewne nieprawdopodobne zdolności albo takie, które wówczas nie mogły zostać wytłumaczone? Co wtedy?
20-03-2009 14:01 
 Ocena-1 na 1
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>>Absolutnie nie. Nie ma takiej jednoznaczności. Ta ocena do końca zostaje gestii Boga.
>A teraz zadam pytanie z serii abstrakcyjnych: a co jeśli okazałoby się, że Pański Bóg nie istnieje? Że zapiski biblijne są zbiorem zapisków fanatyków, które podążały za wybitną jednostką ludzką, która być może posiadała pewne nieprawdopodobne zdolności albo takie, które wówczas nie mogły zostać wytłumaczone? Co wtedy?
>
Takiej opcji nie ma!
Biblia spisywana była pod natchnieniem, przez okres 16 stuleci. Pisarz pierwszej księgi nie zał ostatniego pisarza, a wszystkie proroctwa z tej pierwszej księgi wypełniają sie z dokładnością, jakiej tylko od Boga można oczekiwać, w ostatniej.
Jest Pan pewien, że jutro tez jest dzień?
A teraz żyje Pan?
Skąd ta pewność?
Stąd pewność, że Bóg Jehowa istnieje i działa, i nagradza tych, co Go szukają.
Czytasz:
" Toteż podporządkujcie się Bogu, natomiast przeciwstawcie się Diabłu, a ucieknie od was.
Zbliżcie się do Boga, a on zbliży się do was. Obmyjcie ręce, grzesznicy, i oczyśćcie serca, niezdecydowani.
Dajcie wyraz swej niedoli i okazujcie żałość, i płaczcie. Niech wasz śmiech zamieni się w żałość, a wasza radość w strapienie.
Ukorzcie się w oczach Jehowy, a on was wywyższy
"(Jakuba 4:7-10).
Pozdrawiam
Głąbiński (3538 punktów)
>Tolerancja jest pozytywną cechą. Ale do pewnej granicy. Powyżej której jest po prostu złem.
>Czy można tolerować omamianie ludzi, zniewalanie ich umysłów, aby nie byli zdolni do samodzielnego myślenia?
Dokładnie to samo twierdzili np. Stalin, Mao i podobni.

Stach M. G.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>Tolerancja jest pozytywną cechą. Ale do pewnej granicy. Powyżej której jest po prostu złem.
>>Czy można tolerować omamianie ludzi, zniewalanie ich umysłów, aby nie byli zdolni do samodzielnego myślenia?
>Dokładnie to samo twierdzili np. Stalin, Mao i podobni.
>
Stach M. G.

A jakie cele sobie stawiali? Ty to wiesz!
Więc jeśli zobaczysz religie idącą w tym samym kierunku uciekaj od niej.
To ludzie a nie Bóg.
Królestwo Boże nie należy do tego świata .
liliac (147340 punktów)
Mnie naprawdę nie przeszkadza czyjaś religijność- póki ten ktoś nie próbuje narzucać mnie czy jakiejś grupie społecznej/towarzyskiej, z którą się identyfikuję swoich praw boskich lub odnosić do mojej skromnej osoby swoich prawd objawionych i praw naturalnych. Jeśli ktoś przy mnie używa argumentów religijnych- po prostu proszę o jakieś logiczne/racjonalne przesłanki, co czasami wywołuje konflikty. Pracuję obecnie w gronie ludzi bardzo religijnych i pomimo to utrzymuję z większością współpracowników dobre kontakty, jakkolwiek budziłam szczere zdumienie jako osoba niewierząca.
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Mnie naprawdę nie przeszkadza czyjaś religijność- póki ten ktoś nie próbuje narzucać mnie czy jakiejś grupie społecznej/towarzyskiej, z którą się identyfikuję swoich praw boskich lub odnosić do mojej skromnej osoby swoich prawd objawionych i praw naturalnych. Jeśli ktoś przy mnie używa argumentów religijnych- po prostu proszę o jakieś logiczne/racjonalne przesłanki, co czasami wywołuje konflikty. Pracuję obecnie w gronie ludzi bardzo religijnych i pomimo to utrzymuję z większością współpracowników dobre kontakty, jakkolwiek budziłam szczere zdumienie jako osoba niewierząca.
>
To nic nowego. Tak bywa.
Jednak kogo oceniasz jako osoby wierzące?
liliac (147340 punktów)
>>
>To nic nowego. Tak bywa.
>Jednak kogo oceniasz jako osoby wierzące?
>
Ale co "nic nowego"?
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>>>>To nic nowego. Tak bywa.
>>Jednak kogo oceniasz jako osoby wierzące?
>>
>Ale co "nic nowego"?
>
To, że ludzie w większości nie lubią mówić o swojej religii, a już na pewno nie tolerują jakiejś krytyki, albo gdy ktoś coś ich religii zarzuca.
Nie mają też logicznych argumentów. Jednym słowem nie znają prawdy o swojej religii i tak naprawdę nie chcą jej poznać.
rysiek (4593 punktów)
>(...) nie powinno się walczyć z osobami, które na prawdę są wierzące
To zdaje się kluczowe zdanie Twojej wypowiedzi, niestety nie bardzo je rozumiem. O jaką konkretnie walkę chodzi? Kto, gdzie, i jak z takimi osobami walczy? Jak rozpoznać kto jest "naprawdę wierzący"?
Sugerujesz że wierzący to w naszym kraju grupa zahukana i prześladowana? Czyżby piszący na tym forum atakowali wiernych pod kościołami?
Osobiście "walczę" z głoszonymi przez kogoś poglądami, jeśli się z nimi nie zgadzam, także gdy ktoś usiłuje narzucić mi je za pomocą ustaw i przepisów prawa.
Ktoś napisał: Szanujmy ludzi, ale niekoniecznie ich poglądy.
CikyFonsz (73 punktów)
>>(...) nie powinno się walczyć z osobami, które na prawdę są wierzące
>To zdaje się kluczowe zdanie Twojej wypowiedzi, niestety nie bardzo je rozumiem. O jaką konkretnie walkę chodzi? Kto, gdzie, i jak z takimi osobami walczy? Jak rozpoznać kto jest "naprawdę wierzący"?
>Sugerujesz że wierzący to w naszym kraju grupa zahukana i prześladowana? Czyżby piszący na tym forum atakowali wiernych pod kościołami?
>Osobiście "walczę" z głoszonymi przez kogoś poglądami, jeśli się z nimi nie zgadzam, także gdy ktoś usiłuje narzucić mi je za pomocą ustaw i przepisów prawa.
Pisząc słowa osoby "naprawdę wierzące" miałem na myśli takie, które (na podstawie sytuacji w Polsce) nie są tylko statystycznymi katolikami, których postępowanie ma się nijak do (podobno) wyznawanych wartości. Chodzi mi o ludzi, którzy zbudowali/przyjęli jakiś światopogląd i go w pełni wyznają oraz przestrzegają, to nawołuję o szczególny szacunek dla tych ludzi. Ma to oczywiście swoje granice, np. nie popierałbym światopoglądu nazistowskiego etc.
Mówiąc o "walce" wykonał Pan pewną nadinterpretację. Naturalnie nie mówię o fizycznej walce, zaś o dyskryminowanie i braku szacunku dla ludzi o odmiennych poglądach oraz manifestacji tegoż.
Dlatego też osobiście apeluje (bo takie są moje przekonania), by nie narzucać komuś własnego światopoglądu, gdy ten tego nie chce. Naturalnie działa to w obydwie strony.
Nie neguję jednak narzucania sposobu myślenia przez Kościół, gdyż faktycznie nie uważam tego za słuszne.

>Ktoś napisał: Szanujmy ludzi, ale niekoniecznie ich poglądy.
Otóż to. Jednak tego ciągle brakuje.
liliac (147340 punktów)
>>Ktoś napisał: Szanujmy ludzi, ale niekoniecznie ich poglądy.
>Otóż to. Jednak tego ciągle brakuje.
>
Przy całym szacunku dla powyższej maksymy- szanujmy innych, póki nie próbują wymuszać na nas postępowania wedle swoich poglądów.
Vytautas (4394 punktów)
>Uważam jednak, że nie powinno się walczyć z osobami, które na prawdę są wierzące
>(czy to z powodu wychowania, czy z jakiegokolwiek innego powodu), bo po prostu taką wybrały w życiu
>i należy to uszanować

   Dwa razy zdarzyło mi się rozmawiać z ludźmi prezentującymi poglądy naprawdę prymitywne. Jednemu z nich nie podobał się pogląd, że Ziemia jest kulista, drugi był oburzony, kiedy mu powiedziałem, że Ziemia istnieje od 4,5 mld. lat (uważał, że wieku Ziemi nie da się określić).
Charakterystyczne było to, że ci ludzie podchodzili do sprawy w sposób bardzo emocjonalny. Uważali, że ich okłamuję i byli gotowi bronić swoich poglądów pięścią.

>tzn. "tylko ja mam rację", "ateiści to ludzie inteligentni", "teiści to idioci".

   To nie tak! Ludzie, o których wspomniałem, nie są idiotami, są tylko niedouczeni. Podobnie nie uważam, że teiści to idioci, uważam, że nie posiadają pewnej wiedzy logicznej, np. nie wiedzą, co to brzytwa Ockhama, ani co to jest pytanie źle postawione.

   Każdy człowiek rodząc się posiada pewną wiedzę naturalną, przeważnie fałszywą, a to że ziemia jest płaska, bo tak widać, że jest nakryta kloszem z niebieskiej substancji, bo tak widać; że jeżeli na ciało nie działa siła, to ono musi spoczywać, że kamienie większe spadają szybciej, niż mniejsze itp.. Przez wieki wydawało się to oczywiste wszystkim ludziom, nawet genialnym. Potem zaczęto tworzyć naukę, która od początku nie podobała się większości i która musiała sobie długo i cierpliwie torować drogę do ludzkich umysłów. Głównie poprzez szkołę, gdzie się uczy ludzi młodych, którzy nie obrażają się dlatego, że są pouczani.

   Kiedy mam przed sobą teistę, czuję się tak, jak rozmawiając z owym zwolennikiem płaskiej ziemi. Rozumiem, że on nie ma racji, ale rozumiem, że go obrażę mówiąc mu to wprost. Najwyraźniej wiara w magię i siły wyższe należy do owej "wiedzy naturalnej', jest właściwa wszystkim ludziom, którzy nie posiadają elementarnej wiedzy ontologicznej, nawet wtedy, gdy są np. profesorami matematyki. Powiadasz, że ludzie wierzący mają prawo nimi być. Ano, to zależy od tego, co rozumieć pod słowem 'prawo' -- a jak Tuwim (żartując) myśleć, że na drugiej półkuli ludzie muszą chodzić do góry nogami mają prawo?

   Tak więc walczyć z ludźmi, którzy inaczej myślą nie mam zamiaru, no bo niby jak?, ale zachęcać ich do tego, żeby zrozumieli postulat zwany brzytwą Ockhama -- chcę i będę.

   A Ty to umiesz, czy też uważasz, że sąd o istnieniu i nieistnieniu bogów są równouprawnione?
Meretseger (61860 punktów)
>Ciekawy jestem też ile dostanę minusów.
Piszesz po to, żeby punkty zbierać? Myślałam, że z potrzeby serca... Wtedy nie oczekuje się punktów, po prostu się pisze...

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365