Racjonalista - Strona głównaDo treści
Teza: Ateizm jest postawą nieracjonalną.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
28-03-2009 01:41Skymen (621 punktów)Teza: Ateizm jest postawą nieracjonalną.
Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie da się zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną". A skoro całość -nazwijmy to "Rzeczywistości" jest bardziej złożona niż jej część [czyli człowiek] to ową "resztę" nie będącą człowiekiem ale go przekraczającą swą złożonością można nazwać szumnie "transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy nie znają tego pojęcia]. A jeśli Transcendencję utożsamimy z Bogiem [skoro część rzeczywistości jaką jest czowiek może nosić -sobie samej nadane- miano "osobowej" to tym bardziej owa "transcendentna reszta" takie miano nosić winna] a więc -jak wykazano- uznawanie nieistnienia boga [a nawet Boga] jest postawą nieracjonalną.
Ot tak samo jak to wyszło z paleniem -parę wątków niżej.
Więc:
1. Racjonalista nie pali.
2. Racjonalista nie przeczy istnieniu Boga [więc nie jest ateistą=ateistami są jedynie jednostki nieracjonalne lub nie-do-końca-racjonalne...

...c.n.d. [patrz tytuł wątku]

Serdeczności -zwłaszcza wszystkim "opornym emocjonalnie" na takie dictum...jak na rzucenie palenia... ;P

Wasz
Sky
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

checkmate (1197 punktów)
>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie >da się zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą >najbardziej "złożoną".
"To bedzie trudne, ale...da sie zrobic" (Killer)

>A skoro całość -nazwijmy to "Rzeczywistości" jest bardziej złożona niż jej część >[czyli człowiek] to ową "resztę" nie będącą człowiekiem ale go przekraczającą swą >złożonością można nazwać szumnie "transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy >nie znają tego pojęcia].
Mozna tak nazwac, mozna nazwac inaczej, mozna nawet w ogole nie nazywac

>A jeśli Transcendencję utożsamimy z Bogiem [skoro część rzeczywistości jaką jest >czowiek może nosić -sobie samej nadane-miano "osobowej" to tym bardziej owa >"transcendentna reszta" takie miano nosić winna], a więc -jak
>wykazano- uznawanie nieistnienia boga [a nawet Boga] jest postawą nieracjonalną.
A przez kogo nadane?
No...jesli utozsamimy... wyglada na to, ze trzeba modlic sie do wszystkiego, co czlowiekiem nie jest. Spory wybor, wiec po co kreowac Boga?

>Ot tak samo jak to wyszło z paleniem -parę wątków niżej.
>Więc:
>1. Racjonalista nie pali.
>2. Racjonalista nie przeczy istnieniu Boga [więc nie jest ateistą=ateistami są >jedynie jednostki nieracjonalne lub nie-do-końca-racjonalne... c.n.d. [patrz tytuł >wątku]

Jednak po namysle stwierdzilem, ze to mial byc dowcip. Namysl byl konieczny, bo rozne pomysly ludzie potrafia miec, np legendarny Milujacy Prawde.
Pozdrawiam
28-03-2009 02:33 
 Ocena 1 na 1
Skymen (621 punktów)
>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie >da się zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą >najbardziej "złożoną".
>"To bedzie trudne, ale...da sie zrobic" (Killer)
Zabijanie osobników własnego gatunku również jest postawą nieracjonalną

>>A skoro całość -nazwijmy to "Rzeczywistości" jest bardziej złożona niż jej część >[czyli człowiek] to ową "resztę" nie będącą człowiekiem ale go przekraczającą swą >złożonością można nazwać szumnie "transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy >nie znają tego pojęcia].
>Mozna tak nazwac, mozna nazwac inaczej, mozna nawet w ogole nie nazywac
Jeśli uważasz że nie-ma-po-co-nazywać po-co-piszesz = nazywasz? ;P
Nazywajmy rzeczy po Imieniu np Transcendencję Bogiem [staropolskie Boh od Bohaty=obfity,pełny,cały -> w znaczeniu "Całość" czyli "Rzeczywistość" jako taka w swej pełni, Transcendencja jako wszystko co nas "przerasta" co jest poza nami, co jest Całą "resztą" Bytu jako takiego, tym co tajemnicą-w-nas-i-poza-nami n.p...

>>A jeśli Transcendencję utożsamimy z Bogiem [skoro część rzeczywistości jaką jest >czowiek może nosić -sobie samej nadane-miano "osobowej" to tym bardziej owa >"transcendentna reszta" takie miano nosić winna], a więc -jak
>>wykazano- uznawanie nieistnienia boga [a nawet Boga] jest postawą nieracjonalną.
>A przez kogo nadane?
Dobre pytanie. O ile pytasz o to kto nadał [sobie] miano "osobowości"
Oby było nadane przez każdego na jego własny użytek...w ramach niejako samo-afirmacji, akceptacji własnego istnienia jako takiego, jak i akceptacji istnienia Reszty Bytu, bo czemużby dobremu miała służyć nieakceptacja?

>No...jesli utozsamimy... wyglada na to, ze trzeba modlic sie do wszystkiego, co czlowiekiem nie jest. Spory wybor, wiec po co kreowac Boga?

Jeśliby za "modlitwę" uznać zachwyt nad tym co Jest...to jak najbardziej dobrze to każdemu zrobi...umiejętność zachwycania się oczywiście...zwał jak zwał ale wszak nie o kreację [w tym Boga idzie] ale o uświadomienie sobie własnego Bytu w kontekście Reszty -która [oby] nas Zachwycała a stąd i niedaleko do samozachwytu [autoafirmacja jako autokreacja?] ;P

>>Ot tak samo jak to wyszło z paleniem -parę wątków niżej.
>>Więc:
>>1. Racjonalista nie pali.
>>2. Racjonalista nie przeczy istnieniu Boga [więc nie jest ateistą=ateistami są >jedynie jednostki nieracjonalne lub nie-do-końca-racjonalne... c.n.d. [patrz tytuł >wątku]
>Jednak po namysle stwierdzilem, ze to mial byc dowcip. Namysl byl konieczny, bo rozne pomysly ludzie potrafia miec, np legendarny Milujacy Prawde.

Dowcip dowcipem a fakt że prawdę najlepiej ubrać w humor faktem... ))

>Pozdrawiam

Ja również zdrówka życzę choć ono nie bardziej od choróbsk do nauczenia się radości Życia [uwaga! jak wyżej: "zachwycajmy się czym się nam tylko u-da"] zdatne
08-04-2009 02:28 
 Ocena 1 na 1
strefa9 (67 punktów)
>Nazywajmy rzeczy po Imieniu np Transcendencję Bogiem [staropolskie Boh od Bohaty=obfity,pełny,cały -> w znaczeniu "Całość" czyli "Rzeczywistość" jako taka w swej pełni, Transcendencja jako wszystko co nas "przerasta" co jest poza nami, co jest Całą "resztą" Bytu jako takiego, tym co tajemnicą-w-nas-i-poza-nami n.p...

>Dowcip dowcipem a fakt że prawdę najlepiej ubrać w humor faktem... ))

rzeczowo i z gracją
Skymen (621 punktów)
>>Nazywajmy rzeczy po Imieniu np Transcendencję Bogiem [staropolskie Boh od Bohaty=obfity,pełny,cały -> w znaczeniu "Całość" czyli "Rzeczywistość" jako taka w swej pełni, Transcendencja jako wszystko co nas "przerasta" co jest poza nami, co jest Całą "resztą" Bytu jako takiego, tym co tajemnicą-w-nas-i-poza-nami n.p...
>>Dowcip dowcipem a fakt że prawdę najlepiej ubrać w humor faktem... ))
>rzeczowo i z gracją
Dzięks.
Czasem tak jakoś "samo się napisze" że sam jestem potem zdziwiony
28-03-2009 06:35
 Ocena 10 na 10
R. Grochala (970 punktów)
W tym jednak tkwi cała zagwozdka, że to samo można powiedzieć o istnieniu krasnoludków i jednorożców.

Tak samo nieracjonalne jest powiedzenie "nie ma krasnoludków", "nie ma jednorożców" lub co gorsza "nie ma Wielkiego Latającego Potwora Spaghetti".

Można więc ludzi nie przeczących istnieniu krasnoludków nazywać racjonalistami, a całą resztę, opowiadającą się po jakiejkolwiek innej stronie - nieracjonalistami. Można też być też sobą (a nie ultraracjonalistą) i podjąć decyzję.

Bo teraz dochodzimy do tego, że niektórym racjonalizm jawi się jako jałowość, jako nie podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Oczywiście można tak, ale w moim mniemaniu podjęcie decyzji, posiadanie własnego poglądu (na sprawy, których nie da się rozstrzygnąć nawet w dalekiej przyszłości) jest bardziej racjonalne niż stanie pomiędzy obiema barykadami.

Prostymi słowy podsumowując: czasem warto mieć własne poglądy.

"Nie robi różnicy, czy O'Brien jest przyjacielem czy wrogiem. Z O'Brienem można rozmawiać. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym." G. Orwell, "Rok 1984"
Vytautas (4394 punktów)
>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać,
   Nie można także udowodnić nieistnienia krasnoludków, glusia i kałampućla. Cóż to, chcesz mnożyć byty ponad konieczność?

>zwłaszcza gdy nie da się
>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną". A
>skoro całość -nazwijmy to "Rzeczywistości" jest bardziej złożona niż jej część [czyli człowiek] to
>ową "resztę" nie będącą człowiekiem ale go przekraczającą swą złożonością można nazwać szumnie
>"transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy nie znają tego pojęcia]. A jeśli Transcendencję
>utożsamimy z Bogiem [skoro część rzeczywistości jaką jest czowiek może nosić -sobie samej nadane-
>miano "osobowej" to tym bardziej owa "transcendentna reszta" takie miano nosić winna] a więc -jak
>wykazano- uznawanie nieistnienia boga [a nawet Boga] jest postawą nieracjonalną.
   Definicja Boga jaką tu podałeś (nie rozumiem tylko dlaczego z 'transcendencji' wykluczasz człowieka), to czystej wody pogląd Spinozy, człowieka zarówno przez żydów, jak i chrześcijan uznawanego za heretyka. Filozofowie dość zgodnym chórem nazywają go ukrytym ateistą. Pogląd ten daje się streścić jako 'Bóg i przyroda to tylko różne nazwy tej samej rzeczy'.
skymen
>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać,
>   Nie można także udowodnić nieistnienia krasnoludków, glusia i kałampućla. Cóż to, chcesz mnożyć byty ponad konieczność?
>>zwłaszcza gdy nie da się
>>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną". A
>>skoro całość -nazwijmy to "Rzeczywistości" jest bardziej złożona niż jej część [czyli człowiek] to
>>ową "resztę" nie będącą człowiekiem ale go przekraczającą swą złożonością można nazwać szumnie
>>"transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy nie znają tego pojęcia]. A jeśli Transcendencję
>>utożsamimy z Bogiem [skoro część rzeczywistości jaką jest czowiek może nosić -sobie samej nadane-
>>miano "osobowej" to tym bardziej owa "transcendentna reszta" takie miano nosić winna] a więc -jak
>>wykazano- uznawanie nieistnienia boga [a nawet Boga] jest postawą nieracjonalną.
>   Definicja Boga jaką tu podałeś (nie rozumiem tylko dlaczego z 'transcendencji' wykluczasz człowieka), to czystej wody pogląd Spinozy, człowieka zarówno przez żydów, jak i chrześcijan uznawanego za heretyka. Filozofowie dość zgodnym chórem nazywają go ukrytym ateistą. Pogląd ten daje się streścić jako 'Bóg i przyroda to tylko różne nazwy tej samej rzeczy'.
>
Eeee. Daleko mi do Spinozy. Może nawet dalej niż jemu do chrześcijan i żydów ;P
Co innego być Prawem Przyrody [zasadą jej funkcjonowania], co innego samą Przyrodą [tym co przyrodzone, od "przyrodzenie"]. Ja pojęcie "Boga" utożsamiałbym nie tyle z materią-energią co raczej z prawami rządzącymi organizacją materii-energii -więc z Logosem -czyli Informacją zawartą we wszechświecie, a raczej będącą u podstaw jego nieustannego istnienia.
W tym kontekście można nawet rozważać koncepcję Boga jako Bytu "osobowego" - skoro nasza ludzka osobowość to nic innego jak zbiór informacji i sprzężeń zwrotnych między nimi samymi jak i somą to dlaczego o wiele większy [pojemniejszy] zbiór informacji nie miałby być "w-jakiś-sposób" "nad-świadomy", tak samo jak jest "nad-informacją" względem informacji stanowiącej o osobowym bycie [osobowości] człowieka?
29-03-2009 00:30 
 Ocena 3 na 3
Fidel (4130 punktów)
>Co innego być Prawem Przyrody [zasadą jej funkcjonowania], co innego samą Przyrodą [tym co przyrodzone, od "przyrodzenie"]. Ja pojęcie "Boga" utożsamiałbym nie tyle z materią-energią co raczej z prawami rządzącymi organizacją materii-energii -więc z Logosem -czyli Informacją zawartą we wszechświecie, a raczej będącą u podstaw jego nieustannego istnienia.

Bóg jako algorytm to mi pachnie Kabałą. Stosując redukcjonizm współczesnej fizyki energia to informacja więc informacja nie jest transcendencją, lecz rzeczywistością, namacalną i mierzalną.

>W tym kontekście można nawet rozważać koncepcję Boga jako Bytu "osobowego" - skoro nasza ludzka osobowość to nic innego jak zbiór informacji i sprzężeń zwrotnych między nimi samymi jak i somą to dlaczego o wiele większy [pojemniejszy] zbiór informacji nie miałby być "w-jakiś-sposób" "nad-świadomy", tak samo jak jest "nad-informacją" względem informacji stanowiącej o osobowym bycie [osobowości] człowieka?

Nasza ludzka osobowość to w rzeczy samej zbiór informacji, ale osadzony w specyficznym hardware. I to ten sprzęt określa ją taką jaką jest. Te same informacje przepuszczone przez system nerwowy dajmy na to dżdżownicy, osobowości z pewnością by nie wygenerowały. Tak jak wszech informacja tego wszechświata, osadzona w innych warunkach początkowych mogłaby dać wielkie nic. Jeśli twój nad-byt miałby w czymś maczać palce to w warunkach początkowych. Tyle, że jak wskazują wyliczenia wielkiego wyboru nie miał. Natomiast argument jakoby ogromna ilość informacji dawała mu przewagę i stanowiła go nad-świadomy, to wyobraź sobie ogromny dysk twardy bez komputera, ba wyobraź sobie komputer bez człowieka. To bezużyteczne informacje, jeśli nie przetworzysz ich w swojej świadomości. Tak samo i twój wyimaginowany nad-byt jest bezużytecznym zbiorem informacji. Idąc jednak za Twoim tokiem rozumowania rzeczony zbór informacji mógłby być równie dobrze "pod-świadomy" lub równolegle (niezależnie bez wzajemnych interakcji) świadomy, tedy to równie nie istotny. Powyższe dywagacje oczywista do niczego nie prowadzą, ale wykazać mają, że wiele w tej materii da się przenicować na swoją modłę

Pozdrawiam


A jednak się kręci Słońce dookoła Ziemi
Zaświadczą o tym księża palcami swemi
K. Staszewski
skymen
>>Co innego być Prawem Przyrody [zasadą jej funkcjonowania], co innego samą Przyrodą [tym co przyrodzone, od "przyrodzenie"]. Ja pojęcie "Boga" utożsamiałbym nie tyle z materią-energią co raczej z prawami rządzącymi organizacją materii-energii -więc z Logosem -czyli Informacją zawartą we wszechświecie, a raczej będącą u podstaw jego nieustannego istnienia.
>Bóg jako algorytm to mi pachnie Kabałą.
Kabała do algorytmu ma akurat tyle co matematyka do astrologii

> Stosując redukcjonizm współczesnej fizyki energia to informacja więc informacja nie jest transcendencją, lecz rzeczywistością, namacalną i mierzalną.
Z tą jej pełną mierzalnością bym się nieco spierał. Może kiedy grawitacja zostanie zunifikowana z resztą oddziaływań?
Więc jeśli jeszcze nie w pełni rozszyfrowaliśmy informację zawartą w materii-energii jest ona dla nas nadal transcendencją [!transcendentalnością?]

>>W tym kontekście można nawet rozważać koncepcję Boga jako Bytu "osobowego" - skoro nasza ludzka osobowość to nic innego jak zbiór informacji i sprzężeń zwrotnych między nimi samymi jak i somą to dlaczego o wiele większy [pojemniejszy] zbiór informacji nie miałby być "w-jakiś-sposób" "nad-świadomy", tak samo jak jest "nad-informacją" względem informacji stanowiącej o osobowym bycie [osobowości] człowieka?
>Nasza ludzka osobowość to w rzeczy samej zbiór informacji, ale osadzony w specyficznym hardware. I to ten sprzęt określa ją taką jaką jest. Te same informacje przepuszczone przez system nerwowy dajmy na to dżdżownicy, osobowości z pewnością by nie wygenerowały. Tak jak wszech informacja tego wszechświata, osadzona w innych warunkach początkowych mogłaby dać wielkie nic. Jeśli twój nad-byt miałby w czymś maczać palce to w warunkach początkowych. Tyle, że jak wskazują wyliczenia wielkiego wyboru nie miał. Natomiast argument jakoby ogromna ilość informacji dawała mu przewagę i stanowiła go nad-świadomy, to wyobraź sobie ogromny dysk twardy bez komputera, ba wyobraź sobie komputer bez człowieka. To bezużyteczne informacje, jeśli nie przetworzysz ich w swojej świadomości. Tak samo i twój wyimaginowany nad-byt jest bezużytecznym zbiorem informacji. Idąc jednak za Twoim tokiem rozumowania rzeczony zbór informacji mógłby być równie dobrze "pod-świadomy" lub równolegle (niezależnie bez wzajemnych interakcji) świadomy, tedy to równie nie istotny. Powyższe dywagacje oczywista do niczego nie prowadzą, ale wykazać mają, że wiele w tej materii da się przenicować na swoją modłę

Nie o przenicowywanie "na swoje" mi bynajmniej chodzi ale o wskazanie potencjału rozumowań zmierzających w tę stronę [Rzeczywistość jako Bóg]. Nie dziwią mnie wobec powyższego twojego wywodu -skądinąd podobne- twierdzenia znane mi z kręgów teologicznych, że bóg poznaje sam siebie przez to co stworzył [poprzez własną emanację] a szczególnie przez człowieka...[jako emanację obdarzoną świadomością]. Coś w tej idei komputera jest -jakby dotyka to pomysłu zawartego w cyklu s.f. Douglasa Adamsa "Autostopem przez Galaktykę"
30-03-2009 22:23 
 Ocena 2 na 2
Fidel (4130 punktów)
Abstrahując od dotychczasowej dysputy. Zastanawia minie jedno, że w większości wywodów dotyczących demiurga, zakłada się a priori iż on jest najwyższą formą inteligencji, bytu, jestestwa. Tym czasem niewielu zakłada, że owy początek wszechrzeczy mógłby być, kwintesencją prostoty, która w swej formie nie dorównuje swojemu dziełu, lub ustępuje mu pola w wielu dziedzinach. Nawiązując do dotychczasowych porównań coś na wzór odkrywcy hybrydy ewolucyjnych algorytmów sieci neuronowych, użycia których efektem jest coś co przekracza formą i złożonością możliwości poznawcze swojego twórcy. To tak jakby współczesnym nam fizykom udało się jednorazowo i czystym przypadkiem wygenerować inny wszechświat ( s-f w czystej formie)... No cóż stało się i go stworzyli, ale co o nim wiedzą, skoro nawet swojego nie zdążyli poznać. Tworzenie nie zawsze musi być świadome, może być dziełem przypadku i niekoniecznie musi stać za tym jakaś wyższa forma inteligencji.

A jednak się kręci Słońce dookoła Ziemi
Zaświadczą o tym księża palcami swemi
K. Staszewski
Skymen (621 punktów)
>Abstrahując od dotychczasowej dysputy. Zastanawia minie jedno, że w większości wywodów dotyczących demiurga, zakłada się a priori iż on jest najwyższą formą inteligencji, bytu, jestestwa. Tym czasem niewielu zakłada, że owy początek wszechrzeczy mógłby być, kwintesencją prostoty, która w swej formie nie dorównuje swojemu dziełu, lub ustępuje mu pola w wielu dziedzinach. Nawiązując do dotychczasowych porównań coś na wzór odkrywcy hybrydy ewolucyjnych algorytmów sieci neuronowych, użycia których efektem jest coś co przekracza formą i złożonością możliwości poznawcze swojego twórcy. To tak jakby współczesnym nam fizykom udało się jednorazowo i czystym przypadkiem wygenerować inny wszechświat ( s-f w czystej formie)... No cóż stało się i go stworzyli, ale co o nim wiedzą, skoro nawet swojego nie zdążyli poznać. Tworzenie nie zawsze musi być świadome, może być dziełem przypadku i niekoniecznie musi stać za tym jakaś wyższa forma inteligencji.

A może chodzi o przewartościowanie znaczenia samej "inteligencji"?
Może inteligentne to nie to co najbardziej skomplikowane-zagmatwane[pojemne-wielkie] ale to co najprostsze - i dzięki temu najgenialniejsze? Że tak odwrócę na nice twoją koncepcję demiurga?
Swoją drogą dziwi mnie zawsze przemożna chęć -obserwowalna w pewnych kręgach- odcięcia się od ojcowskiej esencji istnienia i próby czynienia z niej jedynie opcji początkowej.
Jakby narzucające się wręcz jakoweś osobiste boleści z relacjami psychologicznymi warunkowały potencjalną możliwość że ojcostwo-macierzyństwo Rzeczywistości jest nieustanną kreacją witalności, tak w czasie jak i poza czasem...
Kowalski_niezalogowany
>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać,

Mogę się zgodzić. Tyle, że pytaniem tu jest punkt wyjścia. Dla osób religijnych naturalne może być pytanie pod adresem ateisty o udowodnienie, że Boga nie ma, bo obecność Boga dla takiej osoby jest oczywista. Dla ateisty będzie raczej odwrotnie -- to obecności Boga należy dowieść. Poniekąd jest to zastosowanie brzytwy Ockhama.

>zwłaszcza gdy nie da się
>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną".

Ale co masz na myśli? Że człowiek nie jest całym światem? No, nie jest. Ale dlaczego w świecie poza nim miałby się ukrywać Bóg?

>A
>skoro całość -nazwijmy to "Rzeczywistości" jest bardziej złożona niż jej część [czyli człowiek] to
>ową "resztę" nie będącą człowiekiem ale go przekraczającą swą złożonością można nazwać szumnie
>"transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy nie znają tego pojęcia]. A jeśli Transcendencję
>utożsamimy z Bogiem

Nieuzasadnione przejście. Najpierw stosujesz filozoficzną definicję transcendencji (ale nie religijną), a i to tylko jedną z kilku (inne wymagają by był to "byt absolutny"), potem zaś dokonujesz podstawienia "transcendencja = Bóg".

Odpowiednio można by powiedzieć, że nie jestem swoim sąsiadem, ergo: sąsiad, jako przedmiot mojego poznania, pozostaje poza moim umysłem, ergo -- jest 'transcendencją'. A co stoi na przeszkodzie by 'transcendencję' utożsamić z "Bogiem"? Jeśli nic, to mój sąsiad jest Bogiem. Już biegnę postawić mu jakiś ołtarz

OK. Sąsiada lubię Ale chcę zwrócić uwagę, że bawisz się słowami, a nie przekonujesz. Zresztą Twój Bóg jest bardziej Bogiem panteistycznym niż teistycznym. Dowodzisz więc raczej, że nie dałoby się stworzyć 'apanteizmu' negując istnienie takiego Boga -- choć wszyscy wiemy, że panteizm nie jest ogólnie przyjętym poglądem i sprzeciwiają mu się nie tylko ateiści, ale i osoby religijne.

>2. Racjonalista nie przeczy istnieniu Boga

Wyważasz otwarte drzwi. Nie wiem, czy są ludzie na 100% pewni, że Boga nie ma. Może. Deklaracje ateistów, które znam brzmią jednak trochę inaczej -- "Boga raczej nie ma". Raczej, czyli ta hipoteza jest tak mało prawdopodobna, że nie ma się sensu nią zajmować. Ale nie jest racjonalnie wykluczona.
28-03-2009 13:49 
 Ocena 1 na 3
nabuko (673 punktów)
(zablokowany)
>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać,
>Mogę się zgodzić. ...
>[...}
>Ale co masz na myśli? ......

Do czego to dochodzi na tym forum.
Ludzie dyskutują sami ze sobą, raz jako zalogowany, raz jako nie zalogowany.
Czy to tylko z nudów, czy może co gorszego?



pozdr. dla kawalarza
skymen
>>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać,
>>Mogę się zgodzić. ...
>>[...}
>>Ale co masz na myśli? ......
>Do czego to dochodzi na tym forum.
>Ludzie dyskutują sami ze sobą, raz jako zalogowany, raz jako nie zalogowany.
>Czy to tylko z nudów, czy może co gorszego?
>
>pozdr. dla kawalarza
>
Dzięks
Ale wszak i z kawału da się zrobić "kawał dobrej roboty" [racjonalnej] ;P
skymen
>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać,
>Mogę się zgodzić. Tyle, że pytaniem tu jest punkt wyjścia. Dla osób religijnych naturalne może być pytanie pod adresem ateisty o udowodnienie, że Boga nie ma, bo obecność Boga dla takiej osoby jest oczywista. Dla ateisty będzie raczej odwrotnie -- to obecności Boga należy dowieść. Poniekąd jest to zastosowanie brzytwy Ockhama.
>>zwłaszcza gdy nie da się
>>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną".
>Ale co masz na myśli? Że człowiek nie jest całym światem? No, nie jest. Ale dlaczego w świecie poza nim miałby się ukrywać Bóg?
>>A
>>skoro całość -nazwijmy to "Rzeczywistości" jest bardziej złożona niż jej część [czyli człowiek] to
>>ową "resztę" nie będącą człowiekiem ale go przekraczającą swą złożonością można nazwać szumnie
>>"transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy nie znają tego pojęcia]. A jeśli Transcendencję
>>utożsamimy z Bogiem
>Nieuzasadnione przejście. Najpierw stosujesz filozoficzną definicję transcendencji (ale nie religijną), a i to tylko jedną z kilku (inne wymagają by był to "byt absolutny"), potem zaś dokonujesz podstawienia "transcendencja = Bóg".
>Odpowiednio można by powiedzieć, że nie jestem swoim sąsiadem, ergo: sąsiad, jako przedmiot mojego poznania, pozostaje poza moim umysłem, ergo -- jest 'transcendencją'. A co stoi na przeszkodzie by 'transcendencję' utożsamić z "Bogiem"? Jeśli nic, to mój sąsiad jest Bogiem. Już biegnę postawić mu jakiś ołtarz

I tu dotykasz ciekawego przekonania chrześcijan że tak Bóg jak i Chrystus jest obecny tak w całym stworzeniu jak i w drugim człowieku [twoim Bliźnim=sąsiedzie] Ot słowa Jezusa: "Coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych - mnieście samemu uczynili."? Chcesz postawić ołtarz bliźniemu? OK -twoja wola, ale może piękniejszym -w racjonalnym tego słowa znaczeniu- ołtarzem na rzecz Humanistycznego Postępu i Mądrości byłoby nakarmić głodnych -a po ich nakarmieniu- wyposażyć ową zbiorowość w środki i wiedzę do samodzielnego zdobywania pożywienia?
29-03-2009 09:51 
 Ocena 4 na 4
Vytautas (4394 punktów)
>Wyważasz otwarte drzwi. Nie wiem, czy są ludzie na 100% pewni, że Boga nie ma. Może. Deklaracje ateistów, które znam brzmią jednak trochę inaczej -- "Boga raczej nie ma". Raczej, czyli ta hipoteza jest tak mało prawdopodobna, że nie ma się sensu nią zajmować. Ale nie jest racjonalnie wykluczona.
>
Co to znaczy 'raczej nie ma'? Jak obliczyć prawdopodobieństwo istnienia, albo prawdopodobieństwo pewności? Czemu ja z tego co piszesz nic nie rozumiem?
Dlaczego nie chcesz mnie zaliczyć do ateistów? Ja na pytanie o istnienie Boga nie odpowiadam ani 'jest', ani 'nie ma', ani 'jest na 50%', tylko pytaniem na pytanie -- 'a co to takiego, ten Bóg?'.
skymen
>>Wyważasz otwarte drzwi. Nie wiem, czy są ludzie na 100% pewni, że Boga nie ma. Może. Deklaracje ateistów, które znam brzmią jednak trochę inaczej -- "Boga raczej nie ma". Raczej, czyli ta hipoteza jest tak mało prawdopodobna, że nie ma się sensu nią zajmować. Ale nie jest racjonalnie wykluczona.
>>
>Co to znaczy 'raczej nie ma'? Jak obliczyć prawdopodobieństwo istnienia, albo prawdopodobieństwo pewności? Czemu ja z tego co piszesz nic nie rozumiem?
>Dlaczego nie chcesz mnie zaliczyć do ateistów? Ja na pytanie o istnienie Boga nie odpowiadam ani 'jest', ani 'nie ma', ani 'jest na 50%', tylko pytaniem na pytanie -- 'a co to takiego, ten Bóg?'.
>
A gdyby z Nim można było utożsamić całą Rzeczywistość?
W znaczeniu:
"Bóg jest Rzeczywistością" lub "Rzeczywistość jest Bogiem"?
06-04-2009 13:53 
 Ocena 1 na 1
Bartek Górecki (1514 punktów)
>A gdyby z Nim można było utożsamić całą Rzeczywistość?
>W znaczeniu:
>"Bóg jest Rzeczywistością" lub "Rzeczywistość jest Bogiem"?

To byśmy mieli kolejną część Matrix'a

A poważnie - te pojęcia jednak różnią się znacząco, bo "rzeczywistości" nie wystawia się ołtarzy. Ale brnąc dalej - bóg musiałby być co najmniej tak samo złożony jak szeroko rozumiana rzeczywistość czyli Wszechświat, rodzi się pytanie jak powstała taka złożoność? I czy jest ona niezbędna do wyjaśnienia istnienia Wszechświata? - kłania się brzytwa Ockhama.


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
skymen
>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać,
>Mogę się zgodzić. Tyle, że pytaniem tu jest punkt wyjścia. Dla osób religijnych naturalne może być pytanie pod adresem ateisty o udowodnienie, że Boga nie ma, bo obecność Boga dla takiej osoby jest oczywista. Dla ateisty będzie raczej odwrotnie -- to obecności Boga należy dowieść. Poniekąd jest to zastosowanie brzytwy Ockhama.
>>zwłaszcza gdy nie da się
>>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną".
>Ale co masz na myśli? Że człowiek nie jest całym światem? No, nie jest. Ale dlaczego w świecie poza nim miałby się ukrywać Bóg?

Nie "poza nim" [człowiekiem] ale we wszystkim [nie będąc-albo bedąc całym sobą zawartym w czymkolwiek]. I dlaczego Bóg? A nazwij Go sobie jak chcesz: Prawdą, Wiedzą, Światłem, Zasadą Bytu, Teorią Wszystkiego, Ideą Ożywczą, Informacją Pierwotną
Samospełnieniem, Logosem...ot poprostu: słowo "Bóg" -jako ugruntowane semantycznie i kulturowo mi najlepiej tu pasuje...zwłaszcza wobec pomysłu a-Teistów że "coś takiego" w ogóle nie istnieje

>>2. Racjonalista nie przeczy istnieniu Boga
>Wyważasz otwarte drzwi. Nie wiem, czy są ludzie na 100% pewni, że Boga nie ma. Może. Deklaracje ateistów, które znam brzmią jednak trochę inaczej -- "Boga raczej nie ma". Raczej, czyli ta hipoteza jest tak mało prawdopodobna, że nie ma się sensu nią zajmować. Ale nie jest racjonalnie wykluczona.

No cóż -uważam właśnie odwrotnie [niż chyba za ostrożnie słowem "raczej" przez ciebie dookreśleni ateiści] że teoria o istnieniu Bytu Boskiego jest na tyle prawdopodobna [znaczny stopień prawdopodobieństwa] że niezajmowanie się nią [marginalizowanie jej] świadczy bardziej o patologii poznawczej niż o zdrowiu i racjonaliźmie takie wnioski wyciagających.
jad11 (18783 punktów)

>ową "resztę" nie będącą człowiekiem ale go przekraczającą swą złożonością można nazwać szumnie
>"transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy nie znają tego pojęcia].

Cóż za nowatorskie rozwiązanie Nigdy nie przyszło mi do głowy, że definicję nieznanego mi słowa mogę odnaleźć w słowniku
Masz nas za idiotów?


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>ową "resztę" nie będącą człowiekiem ale go przekraczającą swą złożonością można nazwać szumnie
>>"transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy nie znają tego pojęcia].
>Cóż za nowatorskie rozwiązanie Nigdy nie przyszło mi do głowy, że definicję nieznanego mi słowa mogę odnaleźć w słowniku
>Masz nas za idiotów?

Was czyli kogo? Tych co na Twój wzór czują się "brani za idiotów"?
Nie pozostaje mi chyba nic innego tylko zgodnie z Twoim życzeniem brać "was" za tych, za których czujecie się być brani... ;P
29-03-2009 01:34 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)

>Was czyli kogo?
Adresatów Twojego posta oczywiście. A kogo sobie wyobrażałeś?

>Nie pozostaje mi chyba nic innego tylko zgodnie z Twoim życzeniem brać "was" za tych, za których czujecie się być brani... ;P
Pozostaje Ci pajacowanie albo rzeczowa odpowiedź na konkretne pytanie.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>Was czyli kogo?
>Adresatów Twojego posta oczywiście. A kogo sobie wyobrażałeś?
Że sobie wyobrażeniowo zaszaleję: siedmiu karzełków reakcji w masońskich fartuszkach ci spasuje? ;P

>>Nie pozostaje mi chyba nic innego tylko zgodnie z Twoim życzeniem brać "was" za tych, za których czujecie się być brani... ;P
>Pozostaje Ci pajacowanie albo rzeczowa odpowiedź na konkretne pytanie.
Chcesz konkretnie? Proszę bardzo:
Jeśli dzięki swemu przewrażliwieniu czujesz się brany[na] za idiotę [jakoś inni się nie poczuli więc wychodzi że to tylko twoja indywidualna osobista projekcja] nic dziwnego że w odwecie uczyniłeś[aś] sobie w wyobraźni ze swego urojonego adwersarza-agresora pajaca. Wiesz -powoli zaczynasz wyglądać odrobinę patologicznie. Może weź ciut samokrytycznie na wstrzymanie...co? Chyba ze wolisz się nakręcać...to sobie nie żałuj! A tak na marginesie: uważasz się może za racjonalnego wojującego ateistę? To wszystko byłoby [w kontekście tego wątku] jasne... tak samo jak w wypadku gdybyś był[a] jednym z poszukiwaczy racji do banowania bliźnich, których styl i treści ci nie w smak -ale wątpię, zbyt płasko cię tu widzę z tym odwartościowującym pytaniem o to czy ktoś cię ma za idiotę
Było jad[owita]11nastko wystarczająco i satysfakcjonująco konkretnie?
Akurat trafiłeś[łaś] na osobnika wdwójnasób eleweniastego
Czekam niniejszym na ripostę...
30-03-2009 09:11 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)

>Że sobie wyobrażeniowo zaszaleję: siedmiu karzełków reakcji w masońskich fartuszkach ci spasuje? ;P
Wszystko mi pasuje, to Ty wiesz do kogo piszesz.

>>Pozostaje Ci pajacowanie albo rzeczowa odpowiedź na konkretne pytanie.
>Chcesz konkretnie?
Tak. To to samo, co rzeczowo.

>Jeśli dzięki swemu przewrażliwieniu czujesz się brany[na] za idiotę
To nie przewrażliwienie. Mam do pytania solidną podstawę a urażony się nie czuję.

>[jakoś inni się nie poczuli więc wychodzi że to tylko twoja indywidualna osobista projekcja]
Dostałem za pytanie 3 plusy więc najmniej czterech ma moją indywidualną projekcję.

>nic dziwnego że w odwecie uczyniłeś[aś] sobie w wyobraźni ze swego urojonego adwersarza-agresora pajaca.
Zadałem konkretne pytanie a Ty na tej podstawie uznałeś mnie za agresora. Mogłeś szczerze odpowiedzieć czym zasłużyliśmy sobie (ja i reszta karzełków reakcji) na taką protekcjonalną uwagę a ja bym Ci wybaczył, zrozumiał albo przeprosił Cię za głupie pytanie.

>A tak na marginesie: uważasz się może za racjonalnego wojującego ateistę? To wszystko byłoby [w kontekście tego wątku] jasne... tak samo jak w wypadku gdybyś był[a] jednym z poszukiwaczy racji do banowania bliźnich, których styl i treści ci nie w smak -ale wątpię, zbyt płasko cię tu widzę z tym odwartościowującym pytaniem o to czy ktoś cię ma za idiotę
Nie jestem wojującym ateistą i nikogo nie banuję- nie mam takiego prawa ani takich ciągotek.

>Było jad[owita]11nastko wystarczająco i satysfakcjonująco konkretnie?
>Akurat trafiłeś[łaś] na osobnika wdwójnasób eleweniastego
Była wystarczająca. Akurat trafiłem na osobnika, który nie wpadł na to, że może sprawdzić moją płeć w profilu. Kliknij na tym chłopku to Ci się pokaże czy na Ciebie trafiłem czy trafiłam.

W związku z powyższym już się nie czepiam. Twoje intencje by podzielić się z innymi swoim odkryciem- jak łatwo sprawdzić, co znaczy słowo, były szlachetne.
Pozdrawiam.
Skymen (621 punktów)
>>Że sobie wyobrażeniowo zaszaleję: siedmiu karzełków reakcji w masońskich fartuszkach ci spasuje? ;P
>Wszystko mi pasuje, to Ty wiesz do kogo piszesz.
Przynajmniej teraz masz sprawę jasną

>>>Pozostaje Ci pajacowanie albo rzeczowa odpowiedź na konkretne pytanie.
>>Chcesz konkretnie?
>Tak. To to samo, co rzeczowo.

I w języku bliskoznaczność nie oznacza tożsamości...

>>Jeśli dzięki swemu przewrażliwieniu czujesz się brany[na] za idiotę
>To nie przewrażliwienie. Mam do pytania solidną podstawę a urażony się nie czuję.
>>[jakoś inni się nie poczuli więc wychodzi że to tylko twoja indywidualna osobista projekcja]
>Dostałem za pytanie 3 plusy więc najmniej czterech ma moją indywidualną projekcję.
Zawsze tych trzech może być jedną i tą samą osobą nie pomijając ciebie

>>nic dziwnego że w odwecie uczyniłeś[aś] sobie w wyobraźni ze swego urojonego adwersarza-agresora pajaca.
>Zadałem konkretne pytanie a Ty na tej podstawie uznałeś mnie za agresora. Mogłeś szczerze odpowiedzieć czym zasłużyliśmy sobie (ja i reszta karzełków reakcji) na taką protekcjonalną uwagę a ja bym Ci wybaczył, zrozumiał albo przeprosił Cię za głupie pytanie.

Odwracasz kota ogonem. Gdybyś nie poczuł się zagrożony nie zadałbyś takiego pytania.

>>Było jad[owita]11nastko wystarczająco i satysfakcjonująco konkretnie?
>>Akurat trafiłeś[łaś] na osobnika wdwójnasób eleweniastego
>Była wystarczająca. Akurat trafiłem na osobnika, który nie wpadł na to, że może sprawdzić moją płeć w profilu. Kliknij na tym chłopku to Ci się pokaże czy na Ciebie trafiłem czy trafiłam.

A ja widzę akurat że trafi-łem[łam] na ta-kiego[ką] który wie lepiej na co drugi[a] wpadł[a] a na co nie. Zwłaszcza w necie deklaracje płci są g. warte, w połowie okazują się fałszywe. Nawet w realcu gość z fujarą może czuć się kobitką lub nie mieć jaj więc żadne sprawdzanie "chłopka" psu na budę -a tobie wodą na młyn ;P

>W związku z powyższym już się nie czepiam. Twoje intencje by podzielić się z innymi swoim odkryciem- jak łatwo sprawdzić, co znaczy słowo, były szlachetne.
>Pozdrawiam.

No widzisz..od razu tak trzeba było! Zawsze lepiej z góry zakładać dobre intencje innych niż złe
Oddzdrawiam i do kolejnej miłej "spinki"
30-03-2009 17:07 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)

>Oddzdrawiam i do kolejnej miłej "spinki"
Ja już skończyłem. Mam świetne odpowiedzi na Twoje odpowiedzi ale po co nam to.
Pozdrawiam.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Skymen (621 punktów)
>>Oddzdrawiam i do kolejnej miłej "spinki"
>Ja już skończyłem. Mam świetne odpowiedzi na Twoje odpowiedzi ale po co nam to.

Skoro nie wiesz po co masz kontynuować, nawet dysponując świetnymi odpowiedziami -to faktycznie lepiej skończ[yć]...ale przynajmniej nie sugeruj że wiesz iż ja nie wiem po co możnaby "to" kontynuować. Ot kolejny raz wychodzi iż uważasz że lepiej od autora wiesz co tenże miał na myśli lub w zamiarze [tak jak z tym moim uważaniem innych za idiotów]
Wg mnie zbytnio dufasz w swoją nieomylność -skoro nawet pytania zadajesz tylko retorycznie...
30-03-2009 17:50 
 Ocena 3 na 3
jad11 (18783 punktów)

>>Ja już skończyłem. Mam świetne odpowiedzi na Twoje odpowiedzi ale po co nam to.

>Skoro nie wiesz po co masz kontynuować, nawet dysponując świetnymi odpowiedziami -to faktycznie lepiej skończ[yć]...ale przynajmniej nie sugeruj że wiesz iż ja nie wiem po co możnaby "to" kontynuować. Ot kolejny raz wychodzi iż uważasz że lepiej od autora wiesz co tenże miał na myśli lub w zamiarze [tak jak z tym moim uważaniem innych za idiotów]
Nie wiem o co Ci teraz chodzi. Nic nie sugerowałem, chciałem zakończyć bezsensowną pyskówkę.
>Wg mnie zbytnio dufasz w swoją nieomylność -skoro nawet pytania zadajesz tylko retorycznie...
ale jeśli upierasz.. to niech Bóg ma Cię w opiece

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Skymen (621 punktów)
>>>Ja już skończyłem. Mam świetne odpowiedzi na Twoje odpowiedzi ale po co nam to.
>>Skoro nie wiesz po co masz kontynuować, nawet dysponując świetnymi odpowiedziami -to faktycznie lepiej skończ[yć]...ale przynajmniej nie sugeruj że wiesz iż ja nie wiem po co możnaby "to" kontynuować. Ot kolejny raz wychodzi iż uważasz że lepiej od autora wiesz co tenże miał na myśli lub w zamiarze [tak jak z tym moim uważaniem innych za idiotów]
>Nie wiem o co Ci teraz chodzi. Nic nie sugerowałem, chciałem zakończyć bezsensowną pyskówkę.
A widzisz! Wg mnie to była ciekawa inspirująca wzajemna wymiana poglądów wiele wnosząca do zrozumienia motywacji drugiego z adwersarzy. Jakżeż się więc różnimy...
ty masz -jak widzę- raczej negatywny ogląd rzeczywistości [skoro to dla ciebie jedynie pyskówka pajaca skierowana do was-idiotów] a ja kreatywny...skoro nawet w "twojej" "pyskówce" traktuję cię jako interesującego partnera-interlokutora

>>Wg mnie zbytnio dufasz w swoją nieomylność -skoro nawet pytania zadajesz tylko retorycznie...
>ale jeśli upierasz.. to niech Bóg ma Cię w opiece
Przecież i tak ma...nawet gdybyś mi tego nie życzył...

>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

Gorzej jeśli tymi "faktami" jest tylko czyjeś widzimisię [a zazwyczaj tak jest]
30-03-2009 18:48 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>>Nie wiem o co Ci teraz chodzi. Nic nie sugerowałem, chciałem zakończyć bezsensowną pyskówkę.
>A widzisz! Wg mnie to była ciekawa inspirująca wzajemna wymiana poglądów wiele wnosząca do zrozumienia motywacji drugiego z adwersarzy. Jakżeż się więc różnimy...
>ty masz -jak widzę- raczej negatywny ogląd rzeczywistości [skoro to dla ciebie jedynie pyskówka pajaca skierowana do was-idiotów] a ja kreatywny...skoro nawet w "twojej" "pyskówce" traktuję cię jako interesującego partnera-interlokutora
Faktycznie. Rozumiem Twoje intencje, żeby równać w górę a nie w dół. Też staram się tego trzymać więc nie dziw się, że tym razem niezbyt chce mi się dyskutować, proszę.

>>ale jeśli upierasz.. to niech Bóg ma Cię w opiece
>Przecież i tak ma...nawet gdybyś mi tego nie życzył...
Jasne. A który z nich.

>>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>Gorzej jeśli tymi "faktami" jest tylko czyjeś widzimisię [a zazwyczaj tak jest]

Nigdy tak nie jest. Jeśli ktoś nie zna tego słowa to może sprawdzić w słowniku


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>>Nie wiem o co Ci teraz chodzi. Nic nie sugerowałem, chciałem zakończyć bezsensowną pyskówkę.
>>A widzisz! Wg mnie to była ciekawa inspirująca wzajemna wymiana poglądów wiele wnosząca do zrozumienia motywacji drugiego z adwersarzy. Jakżeż się więc różnimy...
>>ty masz -jak widzę- raczej negatywny ogląd rzeczywistości [skoro to dla ciebie jedynie pyskówka pajaca skierowana do was-idiotów] a ja kreatywny...skoro nawet w "twojej" "pyskówce" traktuję cię jako interesującego partnera-interlokutora
>Faktycznie. Rozumiem Twoje intencje, żeby równać w górę a nie w dół. Też staram się tego trzymać więc nie dziw się, że tym razem niezbyt chce mi się dyskutować, proszę.
Ależ ci się nie dziwię...w końcu rozumiem coraz lepiej twoje pobódki

>>>ale jeśli upierasz.. to niech Bóg ma Cię w opiece
>>Przecież i tak ma...nawet gdybyś mi tego nie życzył...
>Jasne. A który z nich.
Ten o którego istnieniu-lub nie- właśnie dyskutujemy, na przykład Ten który bez względu na to czy życzysz mi Jego Opieki lub nie, jednak do tej pory podtrzymywał mnie [i wszystko] w swoim istnieniu...skoro nadal Coś jednak istnieje bardziej niż nieistnieje...nieważne jak go sobie tam kto nazwie...

>>>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>>Gorzej jeśli tymi "faktami" jest tylko czyjeś widzimisię [a zazwyczaj tak jest]
>Nigdy tak nie jest.

Zawsze tak jest. W rzeczywistości w której występują istoty dyskutujące o istnieniu faktów nie istnieje coś takiego jak fakt nieprzefiltrowany przez umysł jego [potencjalnego faktu] interpretatora i w efekcie "promotora" [kogoś interpretującego coś jako fakt], a definicje oderwane od rzeczywistości pozostawmy w słownikach ich interpretatorom Ktoś kto sobie zdał z powyższego sprawę wreszcie dotarł do świetlistego jądra istoty Sokratejskiego stwierdzenia "Wiem że nic nie wiem"
30-03-2009 21:15 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>Ależ ci się nie dziwię...w końcu rozumiem coraz lepiej twoje pobódki
Wątpię ale może tak.

>>Jasne. A który z nich.
>Ten o którego istnieniu-lub nie- właśnie dyskutujemy, na przykład Ten który bez względu na to czy życzysz mi Jego Opieki lub nie, jednak do tej pory podtrzymywał mnie [i wszystko] w swoim istnieniu...skoro nadal Coś jednak istnieje bardziej niż nieistnieje...nieważne jak go sobie tam kto nazwie...
Krótko mówiąc- nic o nim nie wiesz. Skąd pomysł, że ma Cię w opiece?

>>>>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>>>Gorzej jeśli tymi "faktami" jest tylko czyjeś widzimisię [a zazwyczaj tak jest]
>>Nigdy tak nie jest.
>Zawsze tak jest. W rzeczywistości w której występują istoty dyskutujące o istnieniu faktów nie istnieje coś takiego jak fakt nieprzefiltrowany przez umysł jego [potencjalnego faktu] interpretatora i w efekcie "promotora" [kogoś interpretującego coś jako fakt], a definicje oderwane od rzeczywistości pozostawmy w słownikach ich interpretatorom Ktoś kto sobie zdał z powyższego sprawę wreszcie dotarł do świetlistego jądra istoty Sokratejskiego stwierdzenia "Wiem że nic nie wiem"
Ja też to wiem. Albo raczej tego nie wiem. Jest to jednak wniosek, o którym staram się nie pamiętać dlatego, że wyklucza wszelkie konstruktywne myślenie, absurd po prostu.
I tak dla przykładu powiem Ci, że mam teraz włączony komputer i to jest fakt właśnie. I wszystkie istnienia świata mogą to filtrować przez swoje umysły, nazywać zjawiska po swojemu, interpretować je w ten czy inny sposób a fakt pozostaje faktem.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>Ależ ci się nie dziwię...w końcu rozumiem coraz lepiej twoje pobódki
>Wątpię ale może tak.
>>>Jasne. A który z nich.
>>Ten o którego istnieniu-lub nie- właśnie dyskutujemy, na przykład Ten który bez względu na to czy życzysz mi Jego Opieki lub nie, jednak do tej pory podtrzymywał mnie [i wszystko] w swoim istnieniu...skoro nadal Coś jednak istnieje bardziej niż nieistnieje...nieważne jak go sobie tam kto nazwie...
>Krótko mówiąc- nic o nim nie wiesz.
Powiedzmy że niewiele -tak jak o Ostatecznej Wyczerpującej Zasadzie Istnienia Wszystkiego
> Skąd pomysł, że ma Cię w opiece?
Bo nadal istnieję...a przynajmniej mam taki o własnym istnieniu pomysł

>>>>>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>>>>Gorzej jeśli tymi "faktami" jest tylko czyjeś widzimisię [a zazwyczaj tak jest]
>>>Nigdy tak nie jest.
>>Zawsze tak jest. W rzeczywistości w której występują istoty dyskutujące o istnieniu faktów, nie istnieje coś takiego jak fakt nieprzefiltrowany przez umysł jego [potencjalnego faktu] interpretatora i w efekcie "promotora" [kogoś interpretującego coś jako fakt], a definicje oderwane od rzeczywistości pozostawmy w słownikach ich interpretatorom Ktoś kto sobie zdał z powyższego sprawę wreszcie dotarł do świetlistego jądra istoty Sokratejskiego stwierdzenia "Wiem że nic nie wiem"
>Ja też to wiem. Albo raczej tego nie wiem. Jest to jednak wniosek, o którym staram się nie pamiętać dlatego, że wyklucza wszelkie konstruktywne myślenie, absurd po prostu.
A ja jakoś postrzegam to diametralnie inaczej: dzięki temu założeniu -jestem w stanie na tyle "pokornie" podchodzić do badania [rozumem czy innymi władzami osobowymi] czegokolwiek że ta wyciszona postawa niezakładania niczego innego [poza własną niewiedzą] z góry otwiera dopiero na poznanie rzeczywistości a-priori, takiej jaka jest realnie...bez włączania się zakłócającego mechanizmu jej racjonalizowania [interpretowania w świetle z góry postawionych sobie założeń]. To tak jak z założeniem że boga nie ma -lub wnioskowaniami mającymi do tego założenia prowadzić. A co jeśli taki BYT jest? Jeśli istnieje? Przecież to mogłaby być największa pomyłka ominąć fakt istnienia Zasady Wszechrzeczy! To tak jakby fizycy z góry założyli że nie może istnieć coś takiego jak Teoria Wszystkiego...

>I tak dla przykładu powiem Ci, że mam teraz włączony komputer i to jest fakt właśnie. I wszystkie istnienia świata mogą to filtrować przez swoje umysły, nazywać zjawiska po swojemu, interpretować je w ten czy inny sposób a fakt pozostaje faktem.

A może tylko śni ci się że masz włączony komputer i że do ciebie piszę?
Jest taki piękny wg mnie i wymowny wiersz Tadeusza Micińskiego zawierający frazę: "śni mnie ktoś jakby ciężki sen..."
Może jesteś[my] tylko podprogramem jakiegoś matriksa? Możesz to negować...ale to moim zdaniem [nie branie takiej alternatywy pod uwagę] jest czysta...głupota...
Choć zawsze może być tak, że do brania jakichś alternatyw pod uwagę można być po prostu mentalnie niezdolnym...ot to coś co zahacza o temat "łaski wiary". Zresztą mnie już akurat do jakiegoś "wierzenia" jest równie daleko co do "niewiary", ale to ["drogie dzieci"] zupełnie inna bajka...
30-03-2009 22:39 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>To tak jak z założeniem że boga nie ma -lub wnioskowaniami mającymi do tego założenia prowadzić. A co jeśli taki BYT jest? Jeśli istnieje? Przecież to mogłaby być największa pomyłka ominąć fakt istnienia Zasady Wszechrzeczy! To tak jakby fizycy z góry założyli że nie może istnieć coś takiego jak Teoria Wszystkiego...
Niby tak. Ale idź dalej tym tokiem rozumowania. Co jeszcze jesteś w stanie wymyślić? To ważne, bo każda z tych rzeczy może być prawdziwa, może istnieć faktycznie i ominąć fakt jej istnienia może być ogromną pomyłką.

>Może jesteś[my] tylko podprogramem jakiegoś matriksa? Możesz to negować...ale to moim zdaniem [nie branie takiej alternatywy pod uwagę] jest czysta...głupota...
>Choć zawsze może być tak, że do brania jakichś alternatyw pod uwagę można być po prostu mentalnie niezdolnym
Jak wyżej. Każdy bierze różne alternatywy pod uwagę. Wyobraźnia, intuicja są niezbędnym narzędziem rozwoju i poznania. Nie znaczy to, że wszystko, co sobie wyobrazimy albo co nam się wydaje jest prawdziwe. Choćby dlatego, że wiele ludzkich wyobrażeń czy przeczuć wyklucza się wzajemnie.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Skymen (621 punktów)
>>To tak jak z założeniem że boga nie ma -lub wnioskowaniami mającymi do tego założenia prowadzić. A co jeśli taki BYT jest? Jeśli istnieje? Przecież to mogłaby być największa pomyłka ominąć fakt istnienia Zasady Wszechrzeczy! To tak jakby fizycy z góry założyli że nie może istnieć coś takiego jak Teoria Wszystkiego...
>Niby tak. Ale idź dalej tym tokiem rozumowania. Co jeszcze jesteś w stanie wymyślić? To ważne, bo każda z tych rzeczy może być prawdziwa, może istnieć faktycznie i ominąć fakt jej istnienia może być ogromną pomyłką.

Tylko znów wracamy do pytania czy naprawdę jesteśmy w stanie samodzielnie generować nasze myśli...a jeśli to "jedynie" specyficzny "film o rzeczywistości" jaki wyświetla się naszym odbiornikom-mózgom? Polecam w temacie lekturę pozycji czołowego współczesnego badacza styku dziedzin takich jak mikrofizyka i osobowość - Rogera Penrosego. Ot choćby jego polskojęzyczne wydania: "Makroświat, mikroświat i ludzki umysł", "Nowy umysł cesarza" i "Cienie umysłu"...czy "Droga do rzeczywistośći.
pl.wikipedia.org/wiki/Roger_Penrose
Bo jeśli świat twoich myśli jest jednak z góry "zawarty" w pewnych ramach -tego co możliwe-bo istniejące [nawet potencjalnie] to i tak krecilibyśmy się jedynie w dość bezpiecznym zakresie...taaak wiem przeczę własnej wyartykuowanej wcześniej obawie o ateistów że może ominąć ich coś "szczególnego"...a może i utrata "Wszystkiego" jest wpisana w zakres możliwości?

>>Może jesteś[my] tylko podprogramem jakiegoś matriksa? Możesz to negować...ale to moim zdaniem [nie branie takiej alternatywy pod uwagę] jest czysta...głupota...
>>Choć zawsze może być tak, że do brania jakichś alternatyw pod uwagę można być po prostu mentalnie niezdolnym
>Jak wyżej. Każdy bierze różne alternatywy pod uwagę. Wyobraźnia, intuicja są niezbędnym narzędziem rozwoju i poznania. Nie znaczy to, że wszystko, co sobie wyobrazimy albo co nam się wydaje jest prawdziwe. Choćby dlatego, że wiele ludzkich wyobrażeń czy przeczuć wyklucza się wzajemnie.

Mogą wykluczać się jedynie pozornie...jeśli Rzeczywistosć jest w swojej całości sama ze sobą kompatybilna-spójna oraz wynikowa [niekoniecznie w możliwy dla nas poznawczo do końca sposób, lub przynajmniej na teraz] to wszystkie alternatywy, jakie pojawiają się nam w głowach, mogą okazać się prawdziwe-realistyczne [vide światy równoległe bądź wielo-wymiary w których być może permanentnie uczestniczymy mogąc np przeskakiwać z jednego w drugi -w końcu mogą one istnieć "jedynie" na płaszczyźnie mentalnej, jak i cała nasza "dotykalna" rzeczywistość -ot takie dywagacje s.f.]
Często osobiście doświadczam ciekawego uczucia-przeżycia poznawczego: że różne opcje które wcześniej uznawałem-postrzegałem jako logicznie wykluczające się i sprzeczne okazują się na innej płaszczyźnie poznawczej zupełnie logicznie ze sobą spójne i "korespondentywne". Ot tak jak mam np. z religią i nauką.

>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

"Fakty i racje nie muszą być najważniejsze.
Najważniejsze może być to co poza nimi..."
31-03-2009 00:22 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>Tylko znów wracamy do pytania czy naprawdę jesteśmy w stanie samodzielnie generować nasze myśli...a jeśli to "jedynie" specyficzny "film o rzeczywistości" jaki wyświetla się naszym odbiornikom-mózgom?
A jeśli nie?

>Bo jeśli świat twoich myśli jest jednak z góry "zawarty" w pewnych ramach -tego co możliwe-bo istniejące [nawet potencjalnie] to i tak krecilibyśmy się jedynie w dość bezpiecznym zakresie...taaak wiem przeczę własnej wyartykuowanej wcześniej obawie o ateistów że może ominąć ich coś "szczególnego"...a może i utrata "Wszystkiego" jest wpisana w zakres możliwości?
A może w ten zakres jest wpisane dla niektórych widzenie więcej niż wszystkiego i niezdolność odróżnienia "a jeśli" o tego co faktyczne.

>>Jak wyżej. Każdy bierze różne alternatywy pod uwagę. Wyobraźnia, intuicja są niezbędnym narzędziem rozwoju i poznania. Nie znaczy to, że wszystko, co sobie wyobrazimy albo co nam się wydaje jest prawdziwe. Choćby dlatego, że wiele ludzkich wyobrażeń czy przeczuć wyklucza się wzajemnie.
>Mogą wykluczać się jedynie pozornie...jeśli Rzeczywistosć jest w swojej całości sama ze sobą kompatybilna-spójna oraz wynikowa [niekoniecznie w możliwy dla nas poznawczo do końca sposób, lub przynajmniej na teraz] to wszystkie alternatywy, jakie pojawiają się nam w głowach, mogą okazać się prawdziwe-realistyczne [vide światy równoległe bądź wielo-wymiary w których być może permanentnie uczestniczymy mogąc np przeskakiwać z jednego w drugi -w końcu mogą one istnieć "jedynie" na płaszczyźnie mentalnej, jak i cała nasza "dotykalna" rzeczywistość -ot takie dywagacje s.f.]
Nieobce również mi. W mojej wersji równie bezużyteczne.

>Często osobiście doświadczam ciekawego uczucia-przeżycia poznawczego: że różne opcje które wcześniej uznawałem-postrzegałem jako logicznie wykluczające się i sprzeczne okazują się na innej płaszczyźnie poznawczej zupełnie logicznie ze sobą spójne i "korespondentywne". Ot tak jak mam np. z religią i nauką.
Co to jest inna płaszczyzna poznawcza?


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>Tylko znów wracamy do pytania czy naprawdę jesteśmy w stanie samodzielnie generować nasze myśli...a jeśli to "jedynie" specyficzny "film o rzeczywistości" jaki wyświetla się naszym odbiornikom-mózgom?
>A jeśli nie?
Mózg kompiluje tylko z dostępnych [podsunietych mu przez rzeczywistość] składników.
Nie tworzy czegoś z niczego...a w stanie deprywacji sensorycznej wpierw panicznie chwyta się czego tylko może a potem kołowacieje

>>Bo jeśli świat twoich myśli jest jednak z góry "zawarty" w pewnych ramach -tego co możliwe-bo istniejące [nawet potencjalnie] to i tak krecilibyśmy się jedynie w dość bezpiecznym zakresie...taaak wiem przeczę własnej wyartykuowanej wcześniej obawie o ateistów że może ominąć ich coś "szczególnego"...a może i utrata "Wszystkiego" jest wpisana w zakres możliwości?
>A może w ten zakres jest wpisane dla niektórych widzenie więcej niż wszystkiego i niezdolność odróżnienia "a jeśli" o tego co faktyczne.
Z pustego i Salomon nie nasika
To raczej wciąż kompilowanie z tych samych elementów, nihil novi sub sol...a to co jest owym zasobem to całość bagażu kulturowego jaki nam przekazano. Tak myślę.
Nowatorstwo to margines, raczej polegający na lekko odmiennym zestawieniu starych puzzli i to najczęściej osiąganym przez przypadek [losowo...]

>>>Jak wyżej. Każdy bierze różne alternatywy pod uwagę. Wyobraźnia, intuicja są niezbędnym narzędziem rozwoju i poznania. Nie znaczy to, że wszystko, co sobie wyobrazimy albo co nam się wydaje jest prawdziwe. Choćby dlatego, że wiele ludzkich wyobrażeń czy przeczuć wyklucza się wzajemnie.
>>Mogą wykluczać się jedynie pozornie...jeśli Rzeczywistosć jest w swojej całości sama ze sobą kompatybilna-spójna oraz wynikowa [niekoniecznie w możliwy dla nas poznawczo do końca sposób, lub przynajmniej na teraz] to wszystkie alternatywy, jakie pojawiają się nam w głowach, mogą okazać się prawdziwe-realistyczne [vide światy równoległe bądź wielo-wymiary w których być może permanentnie uczestniczymy mogąc np przeskakiwać z jednego w drugi -w końcu mogą one istnieć "jedynie" na płaszczyźnie mentalnej, jak i cała nasza "dotykalna" rzeczywistość -ot takie dywagacje s.f.]
>Nieobce również mi. W mojej wersji równie bezużyteczne.
Każdy wybiera sobie taki światopogląd [płaszczyznę mentalną, interpretację rzeczywistości] na jaki go stać = jaki wydaje mu się najbardziej użyteczny,
Tak interpretując powyższe wychodzi mi że nie ma czegoś takiego jak bezużyteczność czyjegoś wyboru wersji rzeczywistości...i w tym znaczeniu owe "wersje osobiste" również mają wymiar kompatybilności/komunikatywności z wersjami innych...bo dochodzi do ciągłego komunikowania/ścierania się tych zobrazowań i ich modyfikaci-optymalizacji. Kolejnym wnioskiem jest więc że te mechanizmy są dobre oraz że prowadzą do coraz lepszych efektów...

>>Często osobiście doświadczam ciekawego uczucia-przeżycia poznawczego: że różne opcje które wcześniej uznawałem-postrzegałem jako logicznie wykluczające się i sprzeczne okazują się na innej płaszczyźnie poznawczej zupełnie logicznie ze sobą spójne i "korespondentywne". Ot tak jak mam np. z religią i nauką.
>Co to jest inna płaszczyzna poznawcza?
Raczej powinno być "inny poziom" -wyższy[oby], kolejne piętro poznawcze, coś jak następny stopień "wtajemniczenia", "wgryzienia się" w Rzeczywistość
01-04-2009 00:19 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)
>Mózg kompiluje tylko z dostępnych [podsunietych mu przez rzeczywistość] składników.
To oczywiste o niczym jednak nie świadczy. Wyobraź sobie książkę skleconą z przypadkowych słów- dostępnych autorowi składników. Nie będzie miała sensu.

>Nie tworzy czegoś z niczego...a w stanie deprywacji sensorycznej wpierw panicznie chwyta się czego tylko może a potem kołowacieje
I czy coś dobrego z tego kołowacenia wynika?

>Nowatorstwo to margines, raczej polegający na lekko odmiennym zestawieniu starych puzzli i to najczęściej osiąganym przez przypadek [losowo...]
Temu nie przeczę. Jednak osiągnięte tą metodą wnioski trzeba jakoś zweryfikować. Sprawdzić czy puzzle układają się w jakiś obrazek czy układają się w nic.

>Tak interpretując powyższe wychodzi mi że nie ma czegoś takiego jak bezużyteczność czyjegoś wyboru wersji rzeczywistości...i w tym znaczeniu owe "wersje osobiste" również mają wymiar kompatybilności/komunikatywności z wersjami innych...bo dochodzi do ciągłego komunikowania/ścierania się tych zobrazowań i ich modyfikaci-optymalizacji. Kolejnym wnioskiem jest więc że te mechanizmy są dobre oraz że prowadzą do coraz lepszych efektów...
No właśnie. Nie wszystkie są godne uwagi tylko dlatego, że zaistniały.

>Raczej powinno być "inny poziom" -wyższy[oby], kolejne piętro poznawcze, coś jak następny stopień "wtajemniczenia", "wgryzienia się" w Rzeczywistość
Aha. Ciekawe co jest wyżej.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Skymen (621 punktów)
>>Mózg kompiluje tylko z dostępnych [podsunietych mu przez rzeczywistość] składników.
>To oczywiste o niczym jednak nie świadczy. Wyobraź sobie książkę skleconą z przypadkowych słów- dostępnych autorowi składników. Nie będzie miała sensu.
Nie bierzesz pod uwagę że celem [sensem istnienia] mózgu jest jego wysiłek analityczno-syntetyzujący, podejmowany w celu wpasowania się-zgrania się z rzeczywistością, jest uwarunkowany zaistnieniem skutku samo-zachowawczego. Działanie jakiegoś mózgu w stylu stada małp piszących na maszynie "poemat przypadkowości" eliminuje taki mózg w toku doboru naturalnego poprzez brak realnego styku z rzeczywistością [odrealnienie]. Tylko "dopasowany do rzeczywistości", "odpowiadający jej wyzwaniom" umysł przekazuje swoją metodę działania dalej...

>>Nie tworzy czegoś z niczego...a w stanie deprywacji sensorycznej wpierw panicznie chwyta się czego tylko może a potem kołowacieje
>I czy coś dobrego z tego kołowacenia wynika?
Wynika to że bez bodźców mózg nie ma co generować -więc wniosek stąd że jego działanie jest tylko "reakcją" na konkretny wpływ-bodziec płynący od rzeczywistości, na ciąg bodźców...na "film" zwany percepcją rzeczywistości.

>>Nowatorstwo to margines, raczej polegający na lekko odmiennym zestawieniu starych puzzli i to najczęściej osiąganym przez przypadek [losowo...]
>Temu nie przeczę. Jednak osiągnięte tą metodą wnioski trzeba jakoś zweryfikować. Sprawdzić czy puzzle układają się w jakiś obrazek czy układają się w nic.
Weryfikuje to -jak wyżej wspomniałem- ostatecznie dobór naturalny, więc nie trzeba [w znaczeniu : iż nie jest to "konieczne"] racjonalizować-weryfikować żeby przetrwać. W końcu skąd tylu wtórnych naśladowców czyichś osiągnięć? Świadomość to raczej wynik ewolucji ukierunkowanej na percepcję rzeczywistości a nie nagroda w postaci "ekscytującej sztuki samej dla siebie" za dobre sprawowanie jakiegoś stada małp

>>Tak interpretując powyższe wychodzi mi że nie ma czegoś takiego jak bezużyteczność czyjegoś wyboru wersji rzeczywistości...i w tym znaczeniu owe "wersje osobiste" również mają wymiar kompatybilności/komunikatywności z wersjami innych...bo dochodzi do ciągłego komunikowania/ścierania się tych zobrazowań i ich modyfikaci-optymalizacji. Kolejnym wnioskiem jest więc że te mechanizmy są dobre oraz że prowadzą do coraz lepszych efektów...
>No właśnie. Nie wszystkie są godne uwagi tylko dlatego, że zaistniały.
Raczej odwrotnie- wszystkie które zaistniały są godne uwagi [grunt żeby mieć jej podzielność ], bo każde istnienie jest "znaczące" -czyli wiele "mówi" o naturze Rzeczywistości, która jedne rzeczy dopuszcza do zaistnienia a inne nie...

>>Raczej powinno być "inny poziom" -wyższy[oby], kolejne piętro poznawcze, coś jak następny stopień "wtajemniczenia", "wgryzienia się" w Rzeczywistość
>Aha. Ciekawe co jest wyżej.
Niektórzy mówią na to "Przebóstwienie" co inaczej można by nazwać "Urzeczywistnieniem-Się", coś na kształt osiągnięcia "Jedności-z-Rzeczywistością"...
01-04-2009 08:13 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)

>Nie bierzesz pod uwagę że celem [sensem istnienia] mózgu jest jego wysiłek analityczno-syntetyzujący, podejmowany w celu wpasowania się-zgrania się z rzeczywistością, jest uwarunkowany zaistnieniem skutku samo-zachowawczego. Działanie jakiegoś mózgu w stylu stada małp piszących na maszynie "poemat przypadkowości" eliminuje taki mózg w toku doboru naturalnego poprzez brak realnego styku z rzeczywistością [odrealnienie]. Tylko "dopasowany do rzeczywistości", "odpowiadający jej wyzwaniom" umysł przekazuje swoją metodę działania dalej...

Niekoniecznie mózg musi być najważniejszym czynnikiem decydującym o przetrwaniu jakiegoś gatunku. Załóżmy, że w przypadku człowieka jest, bo chyba mamy podstawy tak sądzić. Zauważ jednak, że żadne stworzenie nie jest przystosowane idealnie i pewnie podobnie jest z naszym mózgiem- sprawdza się ale nie jest wolny od błędów, pewnie wciąż ewoluuje próbując nadążyć za zmieniającą się rzeczywistością. Nie jest również powiedziane, że to co odczytujemy za błąd nie może być cechą korzystną, której funkcji nie znamy bądź nie rozumiemy. Tak czy inaczej nie można sobie bezgranicznie ufać

>>I czy coś dobrego z tego kołowacenia wynika?
>Wynika to że bez bodźców mózg nie ma co generować -więc wniosek stąd że jego działanie jest tylko "reakcją" na konkretny wpływ-bodziec płynący od rzeczywistości, na ciąg bodźców...na "film" zwany percepcją rzeczywistości.

No dobrze. Więc autor nie znający słów nic nie napisze a znający tylko słowa napisze bzdury. Trzeba te bodźce przetworzyć w coś mającego sens, pewnie dlatego, że to potrafimy to jakoś się rozwijamy i możemy funkcjonować w ogóle. Nie dowodzi to, że wszystko co przyjdzie do głowy jest sensowne. Przykładowo- zauważasz, że pokrzywy parzą i ich unikasz ale nie ma sensu przed nimi uciekać. To jest zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości.

>Weryfikuje to -jak wyżej wspomniałem- ostatecznie dobór naturalny, więc nie trzeba [w znaczeniu : iż nie jest to "konieczne"] racjonalizować-weryfikować żeby przetrwać.

No właśnie. Taki mózg może świetnie pomaga w przetrwaniu ale nie jest najlepszym narzędziem do poznania rzeczywistości. Ten, kto naśladuje, musi mieć wzór do naśladowania. Co z mózgiem wzoru? Pewnie jakoś się różni od mózgu naśladowcy.

>Raczej odwrotnie- wszystkie które zaistniały są godne uwagi [grunt żeby mieć jej podzielność ], bo każde istnienie jest "znaczące" -czyli wiele "mówi" o naturze Rzeczywistości, która jedne rzeczy dopuszcza do zaistnienia a inne nie...

No może. Ale to nie znaczy, że rzeczy te są doskonałe.

>Niektórzy mówią na to "Przebóstwienie" co inaczej można by nazwać "Urzeczywistnieniem-Się", coś na kształt osiągnięcia "Jedności-z-Rzeczywistością"...

Ciekawe. Czyli ktoś, coś może nie być jednością z rzeczywistością? Jak więc istnieje jeśli nie rzeczywiście?


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen

>Niekoniecznie mózg musi być najważniejszym czynnikiem decydującym o przetrwaniu jakiegoś gatunku. Załóżmy, że w przypadku człowieka jest, bo chyba mamy podstawy tak sądzić. Zauważ jednak, że żadne stworzenie nie jest przystosowane idealnie i pewnie podobnie jest z naszym mózgiem- sprawdza się ale nie jest wolny od błędów, pewnie wciąż ewoluuje próbując nadążyć za zmieniającą się rzeczywistością. Nie jest również powiedziane, że to co odczytujemy za błąd nie może być cechą korzystną, której funkcji nie znamy bądź nie rozumiemy.
OK na powyższe.
>Tak czy inaczej nie można sobie bezgranicznie ufać
Powiedziałbym raczej że zaufanie okazywane samemu sobie [na płaszczyżnie psychicznej, to własciwie afirmacja siebie] nie wyklucza zdrowej -i to wcale niemałej- dawki krytycyzmu, a nawet wręcz ją zakłada...

>No dobrze. Więc autor nie znający słów nic nie napisze a znający tylko słowa napisze bzdury. Trzeba te bodźce przetworzyć w coś mającego sens, pewnie dlatego, że to potrafimy to jakoś się rozwijamy i możemy funkcjonować w ogóle. Nie dowodzi to, że wszystko co przyjdzie do głowy jest sensowne. Przykładowo- zauważasz, że pokrzywy parzą i ich unikasz ale nie ma sensu przed nimi uciekać. To jest zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości.
Optowałbym jednak za tezą że wszystko co przychodzi nam do głowy ma jednak swoje uzasadnienie - w znaczeniu: skądś się wzięło [z czegoś rzeczywistego] i w tym znaczeniu jest sensowne, bo jest czegoś wynikiem, ma swoje uzasadnienie w ciągu zdarzeń, jakiś powód, przyczynę. Nawet uciekanie przed pokrzywami ma jakiś powód -więc jest wynikiem pewnego procesu, ciągu zdarzeń, które taką reakcję w kimś ukształtowały, i w tym znaczeniu wszystko jest logiczne, sensowne i uzasadnione -nawet choroby psychiczne i zboczenia...np taka poezja

>>Weryfikuje to -jak wyżej wspomniałem- ostatecznie dobór naturalny, więc nie trzeba [w znaczeniu : iż nie jest to "konieczne"] racjonalizować-weryfikować żeby przetrwać.
>No właśnie. Taki mózg może świetnie pomaga w przetrwaniu ale nie jest najlepszym narzędziem do poznania rzeczywistości. Ten, kto naśladuje, musi mieć wzór do naśladowania. Co z mózgiem wzoru? Pewnie jakoś się różni od mózgu naśladowcy.
Mózg-perceptuująco-racjonalizujący różni się tym od mózgu wtórnie-naśladowczego w tym, co jest źródłem ich obserwacji: pierwszy obserwuje wszystko co zdoła objąć swą percepcją [mózg otwarty] a drugi skupia się raczej [mózg zamknięty-samoograniczony, uwarunkowany]na percepcji wzorów postępowania innych osobników, których ocenia na podstawie dość mocno uproszczonych i wtórnie zaimplementowanych reguł przydatności ich działań do ich przejęcia i wdrożenia. To tak próbując opisać to jak temat postrzegam i w skrócie...

>>Raczej odwrotnie- wszystkie które zaistniały są godne uwagi [grunt żeby mieć jej podzielność ], bo każde istnienie jest "znaczące" -czyli wiele "mówi" o naturze Rzeczywistości, która jedne rzeczy dopuszcza do zaistnienia a inne nie...
>No może. Ale to nie znaczy, że rzeczy te są doskonałe.
Na tym etapie ich istnienia są w stanie najlepszym z możliwych -optymalnym, gdyby mogły byc w lepszym, byłyby. Co innego że mogą się dalej zmienić na lepsze...

>>Niektórzy mówią na to "Przebóstwienie" co inaczej można by nazwać "Urzeczywistnieniem-Się", coś na kształt osiągnięcia "Jedności-z-Rzeczywistością"...
>Ciekawe. Czyli ktoś, coś może nie być jednością z rzeczywistością? Jak więc istnieje jeśli nie rzeczywiście?

BRAWO! I tu dotykasz sedna.
Gdy odkrywasz na swój użytek że wszystko co Istnieje i Jak istnieje to Jeden Wielki Fakt, Real, Rzeczywistość, Harmonia, Jednia [której jedynie część jesteś w stanie poznać-perceptuować, być może coraz większą część, być moze i całość-bo i taką alternatywę trzeba brać pod uwagę], to dotarłeś [docierasz coraz bardziej] do sedna Rzeczywistości, choć wcześniej mogłeś tego nie rozumieć, nie chwytać albo uważać coś niewłaściwego, za "be" lub kłamstwo czy błąd...więc byłeś o tyleż bardziej od-realnionym o ile bardziej widziałeś to Wszystko jako niespójne i ze sobą rozbieżne. Ale tak naprawdę nawet będąc w ten sposób "odrealnionym" wciąż byłeś [w Pełni] zanurzony w Realu, który ze swojej natury dopuszcza taką sytuację [nieświadomości tak siebie samego jak i JEGO lub nie-pełnej-świadomości]. Ot paradoks! Jako Dzieci Jednego "Boga" Rzeczywistości możemy być z Nią skłóceni, przeciwko niej czy sobie wzajemnie zbuntowani, na nią i siebie nawzajem obrażeni...jakie to dziecinne...
02-04-2009 11:23 
 Ocena 3 na 3
jad11 (18783 punktów)

> Nie dowodzi to, że wszystko co przyjdzie do głowy jest sensowne. Przykładowo- zauważasz, że pokrzywy parzą i ich unikasz ale nie ma sensu przed nimi uciekać. To jest zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości.
>Optowałbym jednak za tezą że wszystko co przychodzi nam do głowy ma jednak swoje uzasadnienie - w znaczeniu: skądś się wzięło [z czegoś rzeczywistego] i w tym znaczeniu jest sensowne, bo jest czegoś wynikiem, ma swoje uzasadnienie w ciągu zdarzeń, jakiś powód, przyczynę. Nawet uciekanie przed pokrzywami ma jakiś powód -więc jest wynikiem pewnego procesu, ciągu zdarzeń, które taką reakcję w kimś ukształtowały, i w tym znaczeniu wszystko jest logiczne, sensowne i uzasadnione -nawet choroby psychiczne i zboczenia...np taka poezja
No jasne. Facet spotkał się z tym, że inne przykre stworki potrafią się poruszać i gonić- stąd się to wzięło. Jeśli jednak szybko nie zauważy, że pokrzywy takiej możliwości nie mają to jest idiotą po prostu. Jeśli pogodzimy się z tym faktem to możemy powiedzieć, że sensowne jest uciekanie idioty przed pokrzywami jednak samo w sobie uciekanie przed nimi sensowne nie jest.

>Mózg-perceptuująco-racjonalizujący różni się tym od mózgu wtórnie-naśladowczego w tym, co jest źródłem ich obserwacji: pierwszy obserwuje wszystko co zdoła objąć swą percepcją [mózg otwarty] a drugi skupia się raczej [mózg zamknięty-samoograniczony, uwarunkowany]na percepcji wzorów postępowania innych osobników, których ocenia na podstawie dość mocno uproszczonych i wtórnie zaimplementowanych reguł przydatności ich działań do ich przejęcia i wdrożenia. To tak próbując opisać to jak temat postrzegam i w skrócie...
Mózg naśladowcy może wcale nie jest gorszy. Samodzielne poznawanie jest czasochłonne i czasem wyczerpujące. Każdy stosuje naśladownictwo w mniejszym lub większym zakresie.Jak inaczej ludzkość mogłaby się rozwijać? Korzystając z gotowych wzorców, naśladując innych można oszczędzić sporo czasu, który można wykorzystać w innym celu. Na seksik np

>Gdy odkrywasz na swój użytek że wszystko co Istnieje i Jak istnieje to Jeden Wielki Fakt, Real, Rzeczywistość, Harmonia, Jednia [której jedynie część jesteś w stanie poznać-perceptuować, być może coraz większą część, być moze i całość-bo i taką alternatywę trzeba brać pod uwagę], to dotarłeś [docierasz coraz bardziej] do sedna Rzeczywistości
Aha. Więc dotarłem tam bardzo dawno temu, ino że prostszymi słowami

>choć wcześniej mogłeś tego nie rozumieć, nie chwytać albo uważać coś niewłaściwego, za "be" lub kłamstwo czy błąd...więc byłeś o tyleż bardziej od-realnionym o ile bardziej widziałeś to Wszystko jako niespójne i ze sobą rozbieżne.
Zdaje mi sie, że nie mówimy o tym samym. Ja wiem, że jeśli coś zaistniało to jest rzeczywiste, ma swój sens i przyczynę. Ale nie o to chodzi, jak mawiał mój wiecznie pijany ojciec. Być inaczej nie może i nikt tego, chyba, nie neguje. Rzecz w tym, że nie z każdej obserwacji czy zaistniałej myśli można wyciągać prawidłowe wnioski. Jak ten facet, co zwiewa przed pokrzywami. Ma podstawy sądzić, że zielsko go pogoni; jest to efektem obserwacji rzeczywistości. Przyznasz jednak, że mógł staranniej wyciągać wnioski.

> Jako Dzieci Jednego "Boga" Rzeczywistości możemy być z Nią skłóceni, przeciwko niej czy sobie wzajemnie zbuntowani, na nią i siebie nawzajem obrażeni...jakie to dziecinne...
Mówiłem Ci to wcześniej innymi słowami, pamiętasz? Rzeczywistość to fakty a fakty...

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>> Nie dowodzi to, że wszystko co przyjdzie do głowy jest sensowne. Przykładowo- zauważasz, że pokrzywy parzą i ich unikasz ale nie ma sensu przed nimi uciekać. To jest zrozumienie otaczającej nas rzeczywistości.
>>Optowałbym jednak za tezą że wszystko co przychodzi nam do głowy ma jednak swoje uzasadnienie - w znaczeniu: skądś się wzięło [z czegoś rzeczywistego] i w tym znaczeniu jest sensowne, bo jest czegoś wynikiem, ma swoje uzasadnienie w ciągu zdarzeń, jakiś powód, przyczynę. Nawet uciekanie przed pokrzywami ma jakiś powód -więc jest wynikiem pewnego procesu, ciągu zdarzeń, które taką reakcję w kimś ukształtowały, i w tym znaczeniu wszystko jest logiczne, sensowne i uzasadnione -nawet choroby psychiczne i zboczenia...np taka poezja
>No jasne. Facet spotkał się z tym, że inne przykre stworki potrafią się poruszać i gonić- stąd się to wzięło. Jeśli jednak szybko nie zauważy, że pokrzywy takiej możliwości nie mają to jest idiotą po prostu. Jeśli pogodzimy się z tym faktem to możemy powiedzieć, że sensowne jest uciekanie idioty przed pokrzywami jednak samo w sobie uciekanie przed nimi sensowne nie jest.
Może się okazać że jesteś w błędzie -gdyby np ten "szaleciec" był botanikiem który wychodował żywe transgeniczne pokrzywy i teraz te by go na serio goniły, a ty stojąc jak ten idiota i patrząc a jednocześnie myśląc "co za idiota" zamiast też uciekać jesteś właśnie tym za co uważasz nieświadomie drugiego

>>Mózg-perceptuująco-racjonalizujący różni się tym od mózgu wtórnie-naśladowczego w tym, co jest źródłem ich obserwacji: pierwszy obserwuje wszystko co zdoła objąć swą percepcją [mózg otwarty] a drugi skupia się raczej [mózg zamknięty-samoograniczony, uwarunkowany]na percepcji wzorów postępowania innych osobników, których ocenia na podstawie dość mocno uproszczonych i wtórnie zaimplementowanych reguł przydatności ich działań do ich przejęcia i wdrożenia. To tak próbując opisać to jak temat postrzegam i w skrócie...
>Mózg naśladowcy może wcale nie jest gorszy. Samodzielne poznawanie jest czasochłonne i czasem wyczerpujące. Każdy stosuje naśladownictwo w mniejszym lub większym zakresie.Jak inaczej ludzkość mogłaby się rozwijać? Korzystając z gotowych wzorców, naśladując innych można oszczędzić sporo czasu, który można wykorzystać w innym celu. Na seksik np
Ja nie napisałem że jest gorszy, a tylko że jest inny...bo inaczej działa.

>>Gdy odkrywasz na swój użytek że wszystko co Istnieje i Jak istnieje to Jeden Wielki Fakt, Real, Rzeczywistość, Harmonia, Jednia [której jedynie część jesteś w stanie poznać-perceptuować, być może coraz większą część, być moze i całość-bo i taką alternatywę trzeba brać pod uwagę], to dotarłeś [docierasz coraz bardziej] do sedna Rzeczywistości
>Aha. Więc dotarłem tam bardzo dawno temu, ino że prostszymi słowami
Wiedzieć coś i nazwać [rozumieć] nie znaczy jeszcze tym żyć [wdrożyć w praktykę własnego funkcjonowania] a to właśnie jest najważniejsze...

>>choć wcześniej mogłeś tego nie rozumieć, nie chwytać albo uważać coś niewłaściwego, za "be" lub kłamstwo czy błąd...więc byłeś o tyleż bardziej od-realnionym o ile bardziej widziałeś to Wszystko jako niespójne i ze sobą rozbieżne.
>Zdaje mi sie, że nie mówimy o tym samym. Ja wiem, że jeśli coś zaistniało to jest rzeczywiste, ma swój sens i przyczynę. Ale nie o to chodzi, jak mawiał mój wiecznie pijany ojciec. Być inaczej nie może i nikt tego, chyba, nie neguje. Rzecz w tym, że nie z każdej obserwacji czy zaistniałej myśli można wyciągać prawidłowe wnioski. Jak ten facet, co zwiewa przed pokrzywami. Ma podstawy sądzić, że zielsko go pogoni; jest to efektem obserwacji rzeczywistości. Przyznasz jednak, że mógł staranniej wyciągać wnioski.
Jakby mógł to by wyciągnął!
To co zrobił zrobił najstaranniej jak tylko mógł! Przecież gdyby umiał to by jeszcze szybciej uciekał przed tymi pokrzywami co je wychodował!

>> Jako Dzieci Jednego "Boga" Rzeczywistości możemy być z Nią skłóceni, przeciwko niej czy sobie wzajemnie zbuntowani, na nią i siebie nawzajem obrażeni...jakie to dziecinne...
>Mówiłem Ci to wcześniej innymi słowami, pamiętasz? Rzeczywistość to fakty a fakty...
>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.


Ale z wnioskami faceta od pokrzyw masz dalej problem...więc tylko "wiesz" o tych swoich faktach ale tym nie żyjesz...
03-04-2009 11:35 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>Może się okazać że jesteś w błędzie -gdyby np ten "szaleciec" był botanikiem który wychodował żywe transgeniczne pokrzywy i teraz te by go na serio goniły, a ty stojąc jak ten idiota i patrząc a jednocześnie myśląc "co za idiota" zamiast też uciekać jesteś właśnie tym za co uważasz nieświadomie drugiego
No tak. To możliwe. Nawet prawdopodobne. A co jeśli już po Ciebie idą? Musisz założyć, że takie zagrożenie istnieje. Ciekawe czy jakieś towarzystwo ubezpiecza na taką okoliczność. Ubezpieczenie od ataku pokrzyw. Albo chociaż pokrzywki

>Ja nie napisałem że jest gorszy, a tylko że jest inny...bo inaczej działa.
To prawda, dodałem swoje trzy grosze do tego. Tylko.

>>Aha. Więc dotarłem tam bardzo dawno temu, ino że prostszymi słowami
>Wiedzieć coś i nazwać [rozumieć] nie znaczy jeszcze tym żyć [wdrożyć w praktykę własnego funkcjonowania] a to właśnie jest najważniejsze...
Czyli co na przykład? Teraz mam się liczyć z tym, że rzeczywistość jest prawdziwa i wszystkim, co mnie otacza itd. Sądzisz, że wcześniej o tym nie wiedziałem?

> Przyznasz jednak, że mógł staranniej wyciągać wnioski.
>Jakby mógł to by wyciągnął!
>To co zrobił zrobił najstaranniej jak tylko mógł! Przecież gdyby umiał to by jeszcze szybciej uciekał przed tymi pokrzywami co je wychodował!
Sprowadzasz sprawę do absurdu. Nie wiadomo czy się starał najbardziej jak mógł, bo sytuacja jest wymyślona a tego jeszcze nie wymyśliłem.

>Ale z wnioskami faceta od pokrzyw masz dalej problem...więc tylko "wiesz" o tych swoich faktach ale tym nie żyjesz...
Ty masz z tym problem. Pogódź się w końcu z rzeczywistością.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>Może się okazać że jesteś w błędzie -gdyby np ten "szaleciec" był botanikiem który wychodował żywe transgeniczne pokrzywy i teraz te by go na serio goniły, a ty stojąc jak ten idiota i patrząc a jednocześnie myśląc "co za idiota" zamiast też uciekać jesteś właśnie tym za co uważasz nieświadomie drugiego
>No tak. To możliwe. Nawet prawdopodobne. A co jeśli już po Ciebie idą? Musisz założyć, że takie zagrożenie istnieje. Ciekawe czy jakieś towarzystwo ubezpiecza na taką okoliczność. Ubezpieczenie od ataku pokrzyw. Albo chociaż pokrzywki
Bajeczka jak bajeczka -tą Lema przełknąłeś [bo to Lem?] a tej morału nie widzisz?

>>>Aha. Więc dotarłem tam bardzo dawno temu, ino że prostszymi słowami
>>Wiedzieć coś i nazwać [rozumieć] nie znaczy jeszcze tym żyć [wdrożyć w praktykę własnego funkcjonowania] a to właśnie jest najważniejsze...
>Czyli co na przykład? Teraz mam się liczyć z tym, że rzeczywistość jest prawdziwa i wszystkim, co mnie otacza itd. Sądzisz, że wcześniej o tym nie wiedziałem?
Jeszcze raz powtórzę: "Wiedzieć coś i nazwać [rozumieć] nie znaczy jeszcze tym żyć [wdrożyć w praktykę własnego funkcjonowania] a to właśnie jest najważniejsze..."

>> Przyznasz jednak, że mógł staranniej wyciągać wnioski.
>>Jakby mógł to by wyciągnął!
>>To co zrobił zrobił najstaranniej jak tylko mógł! Przecież gdyby umiał to by jeszcze szybciej uciekał przed tymi pokrzywami co je wychodował!
>Sprowadzasz sprawę do absurdu. Nie wiadomo czy się starał najbardziej jak mógł, bo sytuacja jest wymyślona a tego jeszcze nie wymyśliłem.
Lem też wymyślił sytuację. Ja też wymyśliłem. Tak jak Lem -w konkretnym celu. Nie widzisz go "jak widzę"...

BAJKA
Świat ten jest czysta bajka!" - Zgoda, przyjacielu;
Lecz każda bajka ma sens moralny na celu.
A.Mick.

>>Ale z wnioskami faceta od pokrzyw masz dalej problem...więc tylko "wiesz" o tych swoich faktach ale tym nie żyjesz...
>Ty masz z tym problem. Pogódź się w końcu z rzeczywistością.
Bądź tak dobry[lepszy] i nie radź innym czegoś, póki sam tego nie z-realizujesz...

"Wiedzieć coś i nazwać [rozumieć] nie znaczy jeszcze tym żyć [wdrożyć w praktykę własnego funkcjonowania] a to właśnie jest najważniejsze..."
04-04-2009 12:17 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>Bajeczka jak bajeczka -tą Lema przełknąłeś [bo to Lem?] a tej morału nie widzisz?
Nie bardzo. U Lema jest bajeczka z morałem a u Ciebie założenie, że możliwe są gonitwy z pokrzywami. Taka jest różnica.

>>>Wiedzieć coś i nazwać [rozumieć] nie znaczy jeszcze tym żyć [wdrożyć w praktykę własnego funkcjonowania] a to właśnie jest najważniejsze...
Żyję tym. Rzeczywistością. Mam coś o tym w stopce a Ty się ze mną o to spierałeś.

>Lem też wymyślił sytuację. Ja też wymyśliłem. Tak jak Lem -w konkretnym celu. Nie widzisz go "jak widzę"...
Widzę. Wywodzę, że nie masz racji. Biegające pokrzywy są nierzeczywiste. Rzeczywista jest Twoja myśl o nich i to trzeba rozróżnić. Nie można iść na spacer zakładając, że ktoś wyhodował biegające pokrzywy albo coś równie niedorzecznego. Co innego gdybyś kiedyś takie widział, czytał czy słyszał o nich. Cokolwiek, co pozwoliłoby Ci sądzić, że istnieją. Wtedy powinno się założyć możliwość ucieczki przed zielskiem.

>BAJKA
>Świat ten jest czysta bajka!" - Zgoda, przyjacielu;
>Lecz każda bajka ma sens moralny na celu.
>A.Mick.
Właśnie. Moralny.

>>> Ale z wnioskami faceta od pokrzyw masz dalej problem...więc tylko "wiesz" o tych swoich faktach ale tym nie żyjesz...
>>Ty masz z tym problem. Pogódź się w końcu z rzeczywistością.
>Bądź tak dobry[lepszy] i nie radź innym czegoś, póki sam tego nie z-realizujesz...
Jeśli Ty będziesz tak dobry to i ja się postaram.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>Bajeczka jak bajeczka -tą Lema przełknąłeś [bo to Lem?] a tej morału nie widzisz?
>Nie bardzo. U Lema jest bajeczka z morałem a u Ciebie założenie, że możliwe są gonitwy z pokrzywami. Taka jest różnica.
Rążnicą jest że chcesz widzieć morał u Lema [zresztą sam ci go wskazałem] a nie chcesz widzieć morału gdzie indziej. A morał można wyciągnąć zewsząd, nawet z bajki o gonitwach z pokrzywami -które ci nie w smak bo zburzyłyby twój pogląd na świat -i to cię boli... ;P

>>>>Wiedzieć coś i nazwać [rozumieć] nie znaczy jeszcze tym żyć [wdrożyć w praktykę własnego funkcjonowania] a to właśnie jest najważniejsze...
>Żyję tym. Rzeczywistością. Mam coś o tym w stopce a Ty się ze mną o to spierałeś.
>>Lem też wymyślił sytuację. Ja też wymyśliłem. Tak jak Lem -w konkretnym celu. Nie widzisz go "jak widzę"...
>Widzę. Wywodzę, że nie masz racji. Biegające pokrzywy są nierzeczywiste.
Zaiste bardziej rzeczywisty od transgenicznych pokrzyw jest niezniszczalny-wieczny superkomputer rozmiaru ziarnka piasku wyciągający wnioski o sytuacji na zewnątrz ucha swojego właściciela właściwie znikąd

>Rzeczywista jest Twoja myśl o nich i to trzeba rozróżnić. Nie można iść na spacer zakładając, że ktoś wyhodował biegające pokrzywy albo coś równie niedorzecznego. Co innego gdybyś kiedyś takie widział, czytał czy słyszał o nich. Cokolwiek, co pozwoliłoby Ci sądzić, że istnieją. Wtedy powinno się założyć możliwość ucieczki przed zielskiem.

Ale bajka Lema już daje ci możliwość założenia istnienia takiego superkomputera bardziej niż transgenicznych pokrzyw? Po prostu kierujesz się uprzedzeniami i tyle.
To był morał który nalezało wyciagnąć z mojej bajki o pokrzywach a który uznac ci jest ponad twoje siły -więc uciekasz w ten dyskurs jak nieprzymierzając przed pokrzywami

>>BAJKA
>>Świat ten jest czysta bajka!" - Zgoda, przyjacielu;
>>Lecz każda bajka ma sens moralny na celu.
>>A.Mick.
>Właśnie. Moralny.
Tak jak moralne jest przyznanie się do posiadania pseudologicznych uprzedzeń...

>>>> Ale z wnioskami faceta od pokrzyw masz dalej problem...więc tylko "wiesz" o tych swoich faktach ale tym nie żyjesz...
>>>Ty masz z tym problem. Pogódź się w końcu z rzeczywistością.
>>Bądź tak dobry[lepszy] i nie radź innym czegoś, póki sam tego nie z-realizujesz...
>Jeśli Ty będziesz tak dobry to i ja się postaram.
Podstawowy błąd: czekać z poprawą własnego życia na poprawę innych lub uzależniać własny wysiłek poprawy od dostrzeżenia wyprzedzających własne działań u innych.
A poza tym to szantaż. Swoją drogą mnie na twoim rozwoju zbytnio nie zależy ;P
Ja rozwijam się już przez sam fakt konwersowania a ile ty zyskasz to twoja sprawa, jak widze masz z tym spore kłopoty...zwłaszcza przed przyznawaniem się do posiadania uprzedzeń w [a]racjonalnym procesie oceny bajek
04-04-2009 22:41 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>Rążnicą jest że chcesz widzieć morał u Lema [zresztą sam ci go wskazałem] a nie chcesz widzieć morału gdzie indziej. A morał można wyciągnąć zewsząd, nawet z bajki o gonitwach z pokrzywami -które ci nie w smak bo zburzyłyby twój pogląd na świat -i to cię boli... ;P
Oczywiście. Czytam tylko Lema i to jego bajki są źródłem wszelkich moich myśli. Tak to widzisz?
Tłumaczyłem poprzednio- gdybym miał powód wierzyć w biegające pokrzywy to bym wierzył. Nie jestem więc radykałem, który nigdy nie zmienia zdania. A boli mnie tylko stopa na razie.

>Ale bajka Lema już daje ci możliwość założenia istnienia takiego superkomputera bardziej niż transgenicznych pokrzyw? Po prostu kierujesz się uprzedzeniami i tyle.
Nie. Nie daje. To jest bajka, co jasno zostało powiedziane. Nie wiem na pewno ale bardzo, bardzo wątpię, że Lem zakładał istnienie elektroprzyjaciół, że uważał ich za równie rzeczywistych jak swój komputer na przykład.

>>>Bądź tak dobry[lepszy] i nie radź innym czegoś, póki sam tego nie z-realizujesz...
>>Jeśli Ty będziesz tak dobry to i ja się postaram.
>Podstawowy błąd: czekać z poprawą własnego życia na poprawę innych lub uzależniać własny wysiłek poprawy od dostrzeżenia wyprzedzających własne działań u innych.
Podstawowy błąd: założyć, że nie jestem tak dobry. Otóż jestem. Jeśli rozmówca też potrafi lub chociaż próbuje być. Nie jest to moja cecha bezwzględna, która może być poprawiona, wyleczona a działanie kontrolowane, uzależnione od tego z kim mam do czynienia.

>A poza tym to szantaż. Swoją drogą mnie na twoim rozwoju zbytnio nie zależy ;P
Oczywiście. Im więcej się rozwinę, tym więcej musisz nadgonić

>Ja rozwijam się już przez sam fakt konwersowania a ile ty zyskasz to twoja sprawa, jak widze masz z tym spore kłopoty
Właśnie temu zawdzięczasz moje małe złośliwości.

>...zwłaszcza przed przyznawaniem się do posiadania uprzedzeń w [a]racjonalnym procesie oceny bajek
Jak więc jest w końcu? Biegające pokrzywy to bajka czy zakładasz ich istnienie?

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Skymen (621 punktów)
>>Rążnicą jest że chcesz widzieć morał u Lema [zresztą sam ci go wskazałem] a nie chcesz widzieć morału gdzie indziej. A morał można wyciągnąć zewsząd, nawet z bajki o gonitwach z pokrzywami -które ci nie w smak bo zburzyłyby twój pogląd na świat -i to cię boli... ;P
>Oczywiście. Czytam tylko Lema i to jego bajki są źródłem wszelkich moich myśli. Tak to widzisz?
Nie. Raczej że jego bajeczkę o nierealnym kompie stawiasz wyżej niż moją o transgenicznych pokrzywach tylko dlatego że ci odpowiada jego wizja rozumu a wizja błędów rozumowania zawarta w pokrzywach jest ci na tyle niemiła że wolisz ją -li tylko z tego powodu stawiac niżej, jeśłi nie próbować w ogóle zdeprecjować.

>Tłumaczyłem poprzednio- gdybym miał powód wierzyć w biegające pokrzywy to bym wierzył. Nie jestem więc radykałem, który nigdy nie zmienia zdania. A boli mnie tylko stopa na razie.
Tylko potwierdzasz moje spostrzeżenie iż jako osoba opowiadająca się za racjonalizmem nie masz zbyt rozwiniętej wrazliwości na własny świat emocjonalny ;P

>>Ale bajka Lema już daje ci możliwość założenia istnienia takiego superkomputera bardziej niż transgenicznych pokrzyw? Po prostu kierujesz się uprzedzeniami i tyle.
>Nie. Nie daje. To jest bajka, co jasno zostało powiedziane. Nie wiem na pewno ale bardzo, bardzo wątpię, że Lem zakładał istnienie elektroprzyjaciół, że uważał ich za równie rzeczywistych jak swój komputer na przykład.
A gdzie ja sugerowałem że moje pokrzywy istnieją? Sugerowałem ci ze mogą istniec wbrew twojej wiedzy o poziomie rozwoju nauk botanicznych i transgeniki -co obnażałoby nieracjonalnośc twojej postawy wobec gościa uciekającego przed pokrzywami

>>>>Bądź tak dobry[lepszy] i nie radź innym czegoś, póki sam tego nie z-realizujesz...
>>>Jeśli Ty będziesz tak dobry to i ja się postaram.
>>Podstawowy błąd: czekać z poprawą własnego życia na poprawę innych lub uzależniać własny wysiłek poprawy od dostrzeżenia wyprzedzających własne działań u innych.
>Podstawowy błąd: założyć, że nie jestem tak dobry. Otóż jestem. Jeśli rozmówca też potrafi lub chociaż próbuje być. Nie jest to moja cecha bezwzględna, która może być poprawiona, wyleczona a działanie kontrolowane, uzależnione od tego z kim mam do czynienia.
>>A poza tym to szantaż. Swoją drogą mnie na twoim rozwoju zbytnio nie zależy ;P
>Oczywiście. Im więcej się rozwinę, tym więcej musisz nadgonić
Jakoś twojego rozwoju...o którym tak trąbisz...nie widać...więc nie mam się czego obawiać [w temacie nadganiania] Więc nie próbuj się odkuwać w tak niski sposób tylko weź się za siebie, najlepiej w pierwszej kolejności za własną inteligencję emocjonalną

>>Ja rozwijam się już przez sam fakt konwersowania a ile ty zyskasz to twoja sprawa, jak widze masz z tym spore kłopoty
>Właśnie temu zawdzięczasz moje małe złośliwości.
Sam je sobie zawdzięczasz...jeśli jest to w ogóle powód do wdzięczności samemu sobie

>>...zwłaszcza przed przyznawaniem się do posiadania uprzedzeń w [a]racjonalnym procesie oceny bajek
>Jak więc jest w końcu? Biegające pokrzywy to bajka czy zakładasz ich istnienie?
Bajka jak bajka, założyć można że i w-uszny-komputer Lema kiedyś powstanie, a w świetle mojej wiedzy o dzisiejszych możliwościach genetyki pomysł na umięśnione pokrzywy jest duuużo bardziej realny niż Lemową syntetyczną Rybkę Babel [to o ile czytałeś "Autostopem przez Galaktykę" D.Adamsa] Swoją drogą kto chce e-booka? To proszę o adres email.
Więc niniejszym uważam że mógłbyś nawet dziś -widząc gościa uciekającego z krzykiem o goniących go pokrzywach- realnie pomylić wariata z przerażonym świadkiem eksperymentu genetycznego, a tym samym okazać się osobą niezamierzenie [jak wariaci] odrealnioną...
05-04-2009 01:00 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)
Postanowiłem upchać nasze trzy rozmowy w jednej.

>>Oczywiście. Czytam tylko Lema i to jego bajki są źródłem wszelkich moich myśli. Tak to widzisz?
>Nie. Raczej że jego bajeczkę o nierealnym kompie stawiasz wyżej niż moją o transgenicznych pokrzywach tylko dlatego że ci odpowiada jego wizja rozumu a wizja błędów rozumowania zawarta w pokrzywach jest ci na tyle niemiła że wolisz ją -li tylko z tego powodu stawiac niżej, jeśłi nie próbować w ogóle zdeprecjować.
Nie dlatego. Dlatego, że Lem nie upierał się, że Automateusz i Wuch są realni. A Ciebie zrozumiałem tak jakbyś radził traktować biegające pokrzywy na równi z realnymi. Pewnie źle? Gdybyś wymyślił fajną bajkę o tych pokrzywach to by mi się podobała. W ogóle lubię fantastykę i różne niesamowite historie. Nie mylę ich jednak z tym, co prawdziwe.

>Tylko potwierdzasz moje spostrzeżenie iż jako osoba opowiadająca się za racjonalizmem nie masz zbyt rozwiniętej wrazliwości na własny świat emocjonalny ;P
Akurat mój własny świat emocjonalny znam najlepiej a moja wrażliwość na niego jest dokładnie taka, jakiej potrzebuję.

>A gdzie ja sugerowałem że moje pokrzywy istnieją? Sugerowałem ci ze mogą istniec wbrew twojej wiedzy o poziomie rozwoju nauk botanicznych i transgeniki -co obnażałoby nieracjonalnośc twojej postawy wobec gościa uciekającego przed pokrzywami
Błędność, nie nieracjonalność. To nie to samo.

>Jakoś twojego rozwoju...o którym tak trąbisz...nie widać...więc nie mam się czego obawiać [w temacie nadganiania]
Ty mówisz, że Ci na moim rozwoju nie zależy. Ja odpisuję, że nic dziwnego. To znaczy, że trąbię?

>Bajka jak bajka, założyć można że i w-uszny-komputer Lema kiedyś powstanie, a w świetle mojej wiedzy o dzisiejszych możliwościach genetyki pomysł na umięśnione pokrzywy jest duuużo bardziej realny niż Lemową syntetyczną Rybkę Babel [to o ile czytałeś "Autostopem przez Galaktykę" D.Adamsa]
Umięśnione znaczy goniące? Jeśli bajka to nie ma sensu zgadywać, co jest bardziej prawdopodobne.

>Swoją drogą kto chce e-booka? To proszę o adres email.
Albo skorzystać z google

>Więc niniejszym uważam że mógłbyś nawet dziś -widząc gościa uciekającego z krzykiem o goniących go pokrzywach- realnie pomylić wariata z przerażonym świadkiem eksperymentu genetycznego, a tym samym okazać się osobą niezamierzenie [jak wariaci] odrealnioną...
Temu nie przeczę.

>>A Ty? Spierasz się ze mną więc chyba też jeszcze daleko Ci do życia Rzeczywistością. Czy Ciebie to nie obowiązuje?
>Nie obowiązuje o tyle o ile dyskurs z tobą to dla mnie nie spór co miła rozrywka z czyjejś manii racjonalizowania
Ciekawym skąd wiesz, czym jest dla mnie. Może sądzisz, że siedzę w nocy z pianą na pysku przed komputerem i tłukę w klawisze z bezsilności?

>>Przecież będę żył i bez Twojego pozwolenia.
>A tego to nie jesteś pewien...tak samo jak faktu że żyjesz nadal tylko dlatego iż żadnemu z mijających cię dotad na ulicy przechodniów nie wpadł do głowy pomysł skręcenia ci karku czy wsadzenia kozika pod ziobro. Ot nasze istnienie jest na absolutnej łasce wszystkich których w życiu spotykamy! Pomysl o tym trochę...tylko nie wpadnij w depresję...
Znów nie odkrywasz Ameryki, znów nie będzie Nobla
Ale masz rację. Kto Cię tam wie...

>Echhh...ty mój drogi nawet nie wiesz co znaczy oddawać boską cześć czemukolwiek [np Bogu] pomimo tego że na codzień to nieświadomie robisz po wielokroć! ;P
Np pisząc bóg czy rzeczywistość z dużymi literami na początku

>>Nagrody Nobla raczej za to nie dostaniesz.
>Ale pisząc to jakoś mimowolnie przyznajesz że jestem jej bliższy od ciebie...
Nie dostaniesz ani Ty ani ja więc nikt nie jest bliżej.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>Postanowiłem upchać nasze trzy rozmowy w jednej.
Ale dlaczego bez mojej na to zgody -w dodatku w moim wątku!?
Szarogęsisz się jak nie przymierzając...szara jakaś gęś! Ot co! Popraw no się!
Żeby mi to było ostatni raz!

>>>Oczywiście. Czytam tylko Lema i to jego bajki są źródłem wszelkich moich myśli. Tak

to widzisz?
>>Nie. Raczej że jego bajeczkę o nierealnym kompie stawiasz wyżej niż moją o

transgenicznych pokrzywach tylko dlatego że ci odpowiada jego wizja rozumu a wizja

błędów rozumowania zawarta w pokrzywach jest ci na tyle niemiła że wolisz ją -li tylko

z tego powodu stawiac niżej, jeśli nie próbować w ogóle zdeprecjować.
>Nie dlatego. Dlatego, że Lem nie upierał się, że Automateusz i Wuch są realni. A

Ciebie zrozumiałem tak jakbyś radził traktować biegające pokrzywy na równi z realnymi.

Pewnie źle?
Zrozumiałeś? Hie hie -ty a zrozumienie...
Jak już napisałem -to w świetle dzisiejszej wiedzy o genetyce nie jest pomysł zupełnie

od czapy. Więc zrozumiałeś jakby dobrze tylko że źle...bo zinterpretowałeś jako

wezwanie do odrealnienia się...a ja tylko wzywałem do wyzucia się uprzedzeń i

schematów myślowych, które zamykają cię na zobaczenie zdarzeń w których uczestniczysz

w nowym świetle. Czyli po prostu próbowałem cię zachęcić byś dał samemu sobie szansę

na rozwój. A ty dalej o tych swoich faktach [co to Wucha wszak okazałybyły się

skuchą] których interpretacji nijak nie możesz być pewien...etc...etc...

> Gdybyś wymyślił fajną bajkę o tych pokrzywach to by mi się podobała. W ogóle lubię

fantastykę i różne niesamowite historie. Nie mylę ich jednak z tym, co prawdziwe.
Jak już ci wykazałem na przykładzie tych pokrzyw [temat wiedzy o rozwoju genetyki] nie

masz tak naprawdę [żaden z tego przytyk -bo kto z nas może pochwalić się szczegółową

wiedzą w zbyt dużej liczbie dziedzin] zbyt wielkiego zaplecza intelektualnego by

rozpoznać co realne a co nie więc mylisz i tak, tym gorzej dla ciebie że nieświadomie.

Gdybyś choć nauczył się zakładać z góry że najprawdopodobniej się pomylisz za każdym

razem...nie myliłbyś się tak często

>>Tylko potwierdzasz moje spostrzeżenie iż jako osoba opowiadająca się za

racjonalizmem nie masz zbyt rozwiniętej wrażliwości na własny świat emocjonalny ;P
>Akurat mój własny świat emocjonalny znam najlepiej a moja wrażliwość na niego jest

dokładnie taka, jakiej potrzebuję.
he he -dokładnie takiej odpowiedzi się spodziewałem! Typowy z ciebie racjonalizator!

:D Niestety i tu muszę cię rozczarować -są ludzie którzy po paru zdaniach są w stanie

ocenić twój świat emocjonalny oraz twój z nim kontakt 100x lepiej od ciebie.
Może się do nich nie zaliczam ale jak widzę - widzę dość ostro problemy które w sobie

nososz...mimo że nawet nie chciałbymakurat tego widzieć bo to wcale niezbyt przyjemne

takie mieć widoki na innych

>>A gdzie ja sugerowałem że moje pokrzywy istnieją? Sugerowałem ci ze mogą istniec

wbrew twojej wiedzy o poziomie rozwoju nauk botanicznych i transgeniki -co obnażałoby

nieracjonalnośc twojej postawy wobec gościa uciekającego przed pokrzywami
>Błędność, nie nieracjonalność. To nie to samo.
Uważając samego siebie za racjonalnego i oceniając kogoś bez wystarczająco

racjonalnego zaplecza popełnia się nieracjonalny błąd...więc jednak i błędność i

nieracjonalność.

>>Jakoś twojego rozwoju...o którym tak trąbisz...nie widać...więc nie mam się czego

obawiać [w temacie nadganiania]
>Ty mówisz, że Ci na moim rozwoju nie zależy. Ja odpisuję, że nic dziwnego. To znaczy,

że trąbię?
O swojej rzekomej wyższosci...jak najbardziej

>>Bajka jak bajka, założyć można że i w-uszny-komputer Lema kiedyś powstanie, a w

świetle mojej wiedzy o dzisiejszych możliwościach genetyki pomysł na umięśnione

pokrzywy jest duuużo bardziej realny niż Lemową syntetyczną Rybkę Babel [to o ile

czytałeś "Autostopem przez Galaktykę" D.Adamsa]
>Umięśnione znaczy goniące? Jeśli bajka to nie ma sensu zgadywać, co jest bardziej

prawdopodobne.

Zgadywać faktycznie sensu nie ma, chyba że dla zabawy.
Ale dociekać -jak najbardziej- sens jest, nawet w kontekście bajki.
Bo bajki tak już mają że prawdę nieraz w opowieść przyoblekają
05-04-2009 11:17 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)
>Czyli po prostu próbowałem cię zachęcić byś dał samemu sobie szansę
>na rozwój. A ty dalej o tych swoich faktach [co to Wucha wszak okazałybyły się
>skuchą] których interpretacji nijak nie możesz być pewien...etc...etc...
Rozwój to między innymi oddzielanie rzeczy realnych od nierealnych. Tego, co istnieje od tego co nie istnieje. Jeśli myślisz, że wspiąłeś się na jakiś wyższy poziom takim otwarciem się na wszystko to powiem Ci, że byłem na tym poziomie w szkole podstawowej.

>Gdybyś choć nauczył się zakładać z góry że najprawdopodobniej się pomylisz za każdym
>razem...nie myliłbyś się tak często
Niby jakim sposobem? Nie myśląc w ogóle? Oczywiście, że zakładam swoje pomyłki, te są nieuniknione. Ale na błędach człowiek się uczy.

>:D Niestety i tu muszę cię rozczarować -są ludzie którzy po paru zdaniach są w stanie
>ocenić twój świat emocjonalny oraz twój z nim kontakt 100x lepiej od ciebie.
Daj spokój z tymi bzdurami.

>Może się do nich nie zaliczam ale jak widzę - widzę dość ostro problemy które w sobie
>nososz...mimo że nawet nie chciałbymakurat tego widzieć bo to wcale niezbyt przyjemne
>takie mieć widoki na innych
Z tymi tym bardziej.

>>Błędność, nie nieracjonalność. To nie to samo.
>Uważając samego siebie za racjonalnego i oceniając kogoś bez wystarczająco
>racjonalnego zaplecza popełnia się nieracjonalny błąd...więc jednak i błędność i
>nieracjonalność.
Nigdy nie masz "wystarczającego racjonalnego zaplecza". Znów to samo. Widzę, że według Ciebie jedynym sposobem by nie popełniać "nieracjonalnego błędu" jest nie oceniać sytuacji wcale.

>O swojej rzekomej wyższosci...jak najbardziej
Wyższość i rozwój. Jest różnica.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
06-04-2009 02:02 
 Ocena-1 na 1
Skymen (621 punktów)
>>Czyli po prostu próbowałem cię zachęcić byś dał samemu sobie szansę
>>na rozwój. A ty dalej o tych swoich faktach [co to Wucha wszak okazałybyły się
>>skuchą] których interpretacji nijak nie możesz być pewien...etc...etc...
>Rozwój to między innymi oddzielanie rzeczy realnych od nierealnych. Tego, co istnieje od tego co nie istnieje. Jeśli myślisz, że wspiąłeś się na jakiś wyższy poziom takim otwarciem się na wszystko to powiem Ci, że byłem na tym poziomie w szkole podstawowej.
Masz prawo do takiej opinii...
W każdym razie trąci ona sporą dozą buty [zwłaszcza w kontekście braku za tezą idących argumentów] a ta racjonaliście nie przystoi... ;P

>>Gdybyś choć nauczył się zakładać z góry że najprawdopodobniej się pomylisz za każdym
>>razem...nie myliłbyś się tak często
>Niby jakim sposobem? Nie myśląc w ogóle? Oczywiście, że zakładam swoje pomyłki, te są nieuniknione. Ale na błędach człowiek się uczy.
Niestety nie na wszystkich. Tylko na uświadomionych.

>>:D Niestety i tu muszę cię rozczarować -są ludzie którzy po paru zdaniach są w stanie
>>ocenić twój świat emocjonalny oraz twój z nim kontakt 100x lepiej od ciebie.
>Daj spokój z tymi bzdurami.
Niestety dla ciebie- to nie bzdury. To fakty [mimo iż tobie widać nieznane], a fakty tak przecież kochasz...

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>>Może się do nich nie zaliczam ale jak widzę - widzę dość ostro problemy które w sobie
>>nososz...mimo że nawet nie chciałbym akurat tego widzieć bo to wcale niezbyt przyjemne
>>takie mieć widoki na innych
>Z tymi tym bardziej.
J.w. Rozmawiałeś kiedyś z dobrym -naprawdę dobrym- psychologiem? Nie? To nie dziwi mnie twój dystans wobec takich faktów. Tyle że one nadal pozostają faktami.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>>>Błędność, nie nieracjonalność. To nie to samo.
>>Uważając samego siebie za racjonalnego i oceniając kogoś bez wystarczająco
>>racjonalnego zaplecza popełnia się nieracjonalny błąd...więc jednak i błędność i
>>nieracjonalność.
>Nigdy nie masz "wystarczającego racjonalnego zaplecza". Znów to samo. Widzę, że według Ciebie jedynym sposobem by nie popełniać "nieracjonalnego błędu" jest nie oceniać sytuacji wcale.
Odpowiem tak:
Racjonalność, taka jaką ją postrzegasz -jako forma ekspresji ludzkiej osoby- nie jest szczytem jej rozwoju. Osąd opierający się wyłącznie na racjonalności -jak już to dookreślałem, jest obarczony zbyt wielkim ryzykiem możliwości błędu w ocenie realności jakiejś sytuacji [vide pokrzywy].

>>O swojej rzekomej wyższosci...jak najbardziej
>Wyższość i rozwój. Jest różnica.
Wyciąłeś za dużo poprzedniej wypowiedzi i nie wiem do czego się odnosisz a w oknie edycji nie mam podglądu poprzedniego posta...a jak zamknę to okno edycji odpowiedzi skasują się wszystkie zapisane bierząco wpisane treści -więc bądź łaskaw jeszcze raz przytoczyć kontekst, oraz na drugi raz nie wycinać zbyt wiele...OK?
06-04-2009 12:27 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>>Rozwój to między innymi oddzielanie rzeczy realnych od nierealnych. Tego, co istnieje od tego co nie istnieje. Jeśli myślisz, że wspiąłeś się na jakiś wyższy poziom takim otwarciem się na wszystko to powiem Ci, że byłem na tym poziomie w szkole podstawowej.
>Masz prawo do takiej opinii...
>W każdym razie trąci ona sporą dozą buty [zwłaszcza w kontekście braku za tezą idących argumentów] a ta racjonaliście nie przystoi... ;P
Argument jest jeden i wystarczający- pamiętam trochę, co sobie kiedyś myślałem, brak jednak możliwości udowodnienia tego w jakikolwiek sposób.

>>>Gdybyś choć nauczył się zakładać z góry że najprawdopodobniej się pomylisz za każdym
>>>razem...nie myliłbyś się tak często
>>Niby jakim sposobem? Nie myśląc w ogóle? Oczywiście, że zakładam swoje pomyłki, te są nieuniknione. Ale na błędach człowiek się uczy.
>Niestety nie na wszystkich. Tylko na uświadomionych.
To prawda.

>>>:D Niestety i tu muszę cię rozczarować -są ludzie którzy po paru zdaniach są w stanie
>>>ocenić twój świat emocjonalny oraz twój z nim kontakt 100x lepiej od ciebie.
>>Daj spokój z tymi bzdurami.
>Niestety dla ciebie- to nie bzdury. To fakty [mimo iż tobie widać nieznane], a fakty tak przecież kochasz...
To nie fakty tylko znane mi bzdury.

>J.w. Rozmawiałeś kiedyś z dobrym -naprawdę dobrym- psychologiem? Nie? To nie dziwi mnie twój dystans wobec takich faktów. Tyle że one nadal pozostają faktami.
Rozmawiałem z taką, która się za dobrego psychologa uważała.
Tu mam pytania: Po czym poznać dobrego psychologa? Po czym poznać, że się nie myli w swojej ocenie?

>Racjonalność, taka jaką ją postrzegasz -jako forma ekspresji ludzkiej osoby-
Nie wiem skąd to wziąłeś.

>nie jest szczytem jej rozwoju.
To jest jakiś szczyt rozwoju?

>Osąd opierający się wyłącznie na racjonalności -jak już to dookreślałem, jest obarczony zbyt wielkim ryzykiem możliwości błędu w ocenie realności jakiejś sytuacji [vide pokrzywy].
Więc na czym proponujesz oprzeć swój osąd? Zbyt wielkie ryzyko możliwości błędu? "Umysł otwarty" nie popełnia takiego błędu, bo dopuszcza wszystko do realności. Tak? I nie szkodzi, że w tym zbiorze realności znajdą się elementy, które realne nie są, bo nigdy nie staną się faktem.
Racjonalizm to ocena rzeczy takich jakimi są a nie jakimi mogłyby być (bo istnieje taka jakaś nieokreślona możliwość).

>Jakoś twojego rozwoju...o którym tak trąbisz...nie widać...więc nie mam się czego obawiać [w temacie nadganiania]
Ty mówisz, że Ci na moim rozwoju nie zależy. Ja odpisuję, że nic dziwnego. To znaczy, że trąbię?
>>>O swojej rzekomej wyższości...jak najbardziej
>>Wyższość i rozwój. Jest różnica.
Raz mówisz, że trąbię o swojej wyższości a raz, że o rozwoju. Widzę, że nie rozróżniłeś tych pojęć więc zwróciłem Ci na to uwagę. Jest różnica między wyższością a rozwojem.

>Wyciąłeś za dużo poprzedniej wypowiedzi i nie wiem do czego się odnosisz a w oknie edycji nie mam podglądu poprzedniego posta...a jak zamknę to okno edycji odpowiedzi skasują się wszystkie zapisane bierząco wpisane treści -więc bądź łaskaw jeszcze raz przytoczyć kontekst, oraz na drugi raz nie wycinać zbyt wiele...OK?
Możesz otworzyć nowe okno i podglądać sobie cały wątek nie zamykając okna odpowiedzi. Dlatego wiele wycinam, żeby nie zaśmiecać odpowiedzi czymś, co było już poprzednio albo nawet jeszcze wcześniej. Źle się to później czyta i jeszcze gorzej na to odpisuje.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen

>>J.w. Rozmawiałeś kiedyś z dobrym -naprawdę dobrym- psychologiem? Nie? To nie dziwi mnie twój dystans wobec takich faktów. Tyle że one nadal pozostają faktami.
>Rozmawiałem z taką, która się za dobrego psychologa uważała.
To tak jak ty za dobrego racjonalistę

>Tu mam pytania: Po czym poznać dobrego psychologa? Po czym poznać, że się nie myli w swojej ocenie?
Ja poznaję dobrego psychologa tak samo jak dobrego człowieka -po oczach.

>>Racjonalność, taka jaką ją postrzegasz -jako forma ekspresji ludzkiej osoby-
>Nie wiem skąd to wziąłeś.
Rozum [rozumowanie=racjonalizm] to nic innego jak forma ekspresji[wyrażenia siebie].
Co ci w tym nie pasuje że pytasz o źródło?

>>nie jest szczytem jej rozwoju.
>To jest jakiś szczyt rozwoju?
Dla masonów podobno nie ma
Dla kilku innych nacji światopoglądowych są. Podać przykłady czy sam je zauważysz?

>>Osąd opierający się wyłącznie na racjonalności -jak już to dookreślałem, jest obarczony zbyt wielkim ryzykiem możliwości błędu w ocenie realności jakiejś sytuacji [vide pokrzywy].
>Więc na czym proponujesz oprzeć swój osąd? Zbyt wielkie ryzyko możliwości błędu? "Umysł otwarty" nie popełnia takiego błędu, bo dopuszcza wszystko do realności. Tak? I nie szkodzi, że w tym zbiorze realności znajdą się elementy, które realne nie są, bo nigdy nie staną się faktem.
Proponuję swój osąd oprzeć na wszystkich na raz "władzach wewnętrznych" człowieka, z których rozum jest tylko jedną z kilku. Innymi są np. rozpoznawane własciwie własne emocje czy intuicje. Czy to wszystkie "władze"? Nie wiem. Może są i inne. Wszystkie "władze osobowe" razem [włącznie z rozumem] nazywane są czasem "ludzkim sercem". Już ci proponowałem pogłębić własną inteligencję emocjonalną -to droga w tę właśnie stronę... Poznawanie siebie. Wielorakie uwrażliwianie osoby ludzkiej na to co w sobie nosi i skąd się to w niej wzięło. Odnajdywanie większej liczby danych do podejmowania decyzji zwiększa prawdopodobieństwo ich poprawności. To tak ogólnie rzecz biorąc bez wdawania się w szczegóły.

>Racjonalizm to ocena rzeczy takich jakimi są a nie jakimi mogłyby być (bo istnieje taka jakaś nieokreślona możliwość).
Zawężasz zakres racjonalizmu. Np i nauka racjonalnie postrzegana również zajmuje się prognozami stanów przyszłych -więc tym jakimi rzeczy mogą dopiero być...
07-04-2009 08:51 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>>>Racjonalność, taka jaką ją postrzegasz -jako forma ekspresji ludzkiej osoby-
>>Nie wiem skąd to wziąłeś.
>Rozum [rozumowanie=racjonalizm] to nic innego jak forma ekspresji[wyrażenia siebie].
>Co ci w tym nie pasuje że pytasz o źródło?
Ekspresja mi nie pasuje ale zostawmy to. Nie bardzo umiem zrozumieć, co to znaczy "wyrażać siebie" jednak inni, zdaje się, rozumieją więc przyjmuję, że to co powiedziałeś ma sens.

>>To jest jakiś szczyt rozwoju?
>Dla masonów podobno nie ma
>Dla kilku innych nacji światopoglądowych są. Podać przykłady czy sam je zauważysz?
Nie podać. Pytałem o Twoje zdanie.

>>>Osąd opierający się wyłącznie na racjonalności -jak już to dookreślałem, jest obarczony zbyt wielkim ryzykiem możliwości błędu w ocenie realności jakiejś sytuacji [vide pokrzywy].
>>Więc na czym proponujesz oprzeć swój osąd? Zbyt wielkie ryzyko możliwości błędu? "Umysł otwarty" nie popełnia takiego błędu, bo dopuszcza wszystko do realności. Tak? I nie szkodzi, że w tym zbiorze realności znajdą się elementy, które realne nie są, bo nigdy nie staną się faktem.
>Proponuję swój osąd oprzeć na wszystkich na raz "władzach wewnętrznych" człowieka, z których rozum jest tylko jedną z kilku. Innymi są np. rozpoznawane własciwie własne emocje czy intuicje. Czy to wszystkie "władze"? Nie wiem. Może są i inne. Wszystkie "władze osobowe" razem [włącznie z rozumem] nazywane są czasem "ludzkim sercem". Już ci proponowałem pogłębić własną inteligencję emocjonalną -to droga w tę właśnie stronę... Poznawanie siebie. Wielorakie uwrażliwianie osoby ludzkiej na to co w sobie nosi i skąd się to w niej wzięło. Odnajdywanie większej liczby danych do podejmowania decyzji zwiększa prawdopodobieństwo ich poprawności. To tak ogólnie rzecz biorąc bez wdawania się w szczegóły.
Tak, zgadzam się. Mówiłem już o tym w naszej rozmowie:

Każdy bierze różne alternatywy pod uwagę. Wyobraźnia, intuicja są niezbędnym narzędziem rozwoju i poznania. Nie znaczy to, że wszystko, co sobie wyobrazimy albo co nam się wydaje jest prawdziwe. Choćby dlatego, że wiele ludzkich wyobrażeń czy przeczuć wyklucza się wzajemnie.

To było tu

>>Racjonalizm to ocena rzeczy takich jakimi są a nie jakimi mogłyby być (bo istnieje taka jakaś nieokreślona możliwość).
>Zawężasz zakres racjonalizmu. Np i nauka racjonalnie postrzegana również zajmuje się prognozami stanów przyszłych -więc tym jakimi rzeczy mogą dopiero być...
Ale nauka nie myli pogody z prognozą pogody.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>>>Racjonalność, taka jaką ją postrzegasz -jako forma ekspresji ludzkiej osoby-
>>>Nie wiem skąd to wziąłeś.
>>Rozum [rozumowanie=racjonalizm] to nic innego jak forma ekspresji[wyrażenia siebie].
>>Co ci w tym nie pasuje że pytasz o źródło?
>Ekspresja mi nie pasuje ale zostawmy to. Nie bardzo umiem zrozumieć, co to znaczy "wyrażać siebie" jednak inni, zdaje się, rozumieją więc przyjmuję, że to co powiedziałeś ma sens.
Każdy człowiek [osoba ludzka] ma tak niepowtarzalny styl funkcjonowania własnego intelektu=rozumu, że wszelkie próby syntezowania jakiejś "jednej" poprawnej metody intelektualnego !spekulowania! -w rodzaju logiki czy konkretnych nurtów w filozofii okazują się zawsze tylko czczymi próbami zgrubnego gładzenia nieuczesanych myśli ich "producentów"
Mówi się nawet że każdy z nas jest indywidualnym "wszechświatem" wręcz "kosmosem", innym od wszystkich pozostałych, więc każda myśl to wpierw przejaw indywidualnej ekspresji-wyrażania siebie przez wyjątkowy-pojedynczy umysł, a dopiero później jest dana myśl [więc konkretny wyraz owej racjonalnej ekspresji siebie] obiektem badań pod kątem jej treści, lub "zgodności" czy też "rozbieżności" z treściami zawartymi w ekspresjach innych "rozumujących umysłów" -stanowiących owe umysły porównawcze=badające ową "fazę zgodności-rozbieżności" z ich własnym "widzimisię".

>>>To jest jakiś szczyt rozwoju?
>>Dla masonów podobno nie ma
>>Dla kilku innych nacji światopoglądowych są. Podać przykłady czy sam je zauważysz?
>Nie podać. Pytałem o Twoje zdanie.
Osobiście uważam za oczywiste iż każdy ma własny szczyt możliwości rozwojowych [acz nie każdemu jest "dane" go za swego życia osiągnąć] ale u niektórych ten ich osobisty "szczyt" sięga takiego poziomu poznania rzeczywistości [bądź Rzeczywistości] że po jego osiągnięciu wszelkie nowe napływające fakty już tylko potwierdzają wcześniej dostrzeżone "zależności" [poznanie Wszechrzeczy jako polegające na poznaniu "proporcji" Wszystkiego do Reszty] oraz stanowią w pełni kompatybilny system oglądu rzeczywistości z systemami postrzeganymi przez Innych-Będących-Na-Tym-Poziomie-Poznania. Po prostu - dostrzegając tak wiele nie da się nie dostrzegać Wszystkiego jako Wielkiej Jedni tożsamej z Tą dostrzeganą przez Innych.
Na tym etapie panuje Wielka Zgoda, rzec by można Niebiańska Harmonia, po prostu nie ma się o co kłócić...wystarczy Wspólnie [ramię w ramię=bratersko] Milczeć Kontemplując Rzeczywistość

>>>Racjonalizm to ocena rzeczy takich jakimi są a nie jakimi mogłyby być (bo istnieje taka jakaś nieokreślona możliwość).
>>Zawężasz zakres racjonalizmu. Np i nauka racjonalnie postrzegana również zajmuje się prognozami stanów przyszłych -więc tym jakimi rzeczy mogą dopiero być...
>Ale nauka nie myli pogody z prognozą pogody.
Nauka jedynie próbuje nie mylić...tylko próbuje. A czy jednak gdzieś ich [stanu faktycznego z prognozowanym] nie pomyliła to czasem okazuje się po dość dłuuugim czasie. Vide sir Izaak Newton.
Zresztą czymże innym są dzisiejsze główne metody badawcze nauki -czyli "teorie", jeśli nie jedynie "prognozami"?!
skymen
CD odpowiedzi z tej twojej "scalonej" z trzech w jedno:

>>Swoją drogą kto chce e-booka? To proszę o adres email.
>Albo skorzystać z google
Ale zapewniam cię że tam nie ma ebooka z ilustracjami mojej roboty
Swoją drogą -czytałeś?

>>Więc niniejszym uważam że mógłbyś nawet dziś -widząc gościa uciekającego z krzykiem o goniących go pokrzywach- realnie pomylić wariata z przerażonym świadkiem
eksperymentu genetycznego, a tym samym okazać się osobą niezamierzenie [jak wariaci]
odrealnioną...
>Temu nie przeczę.
Jakoś wyżej próbowałeś...

>>>A Ty? Spierasz się ze mną więc chyba też jeszcze daleko Ci do życia
Rzeczywistością. Czy Ciebie to nie obowiązuje?
>>Nie obowiązuje o tyle o ile dyskurs z tobą to dla mnie nie spór co miła rozrywka z
czyjejś manii racjonalizowania
>Ciekawym skąd wiesz, czym jest dla mnie. Może sądzisz, że siedzę w nocy z pianą na
pysku przed komputerem i tłukę w klawisze z bezsilności?
Hmmm...sądząc po dotychczasowej argumentacji...chyba że to jakieś stado małp

>>>Przecież będę żył i bez Twojego pozwolenia.
>>A tego to nie jesteś pewien...tak samo jak faktu że żyjesz nadal tylko dlatego iż
żadnemu z mijających cię dotad na ulicy przechodniów nie wpadł do głowy pomysł
skręcenia ci karku czy wsadzenia kozika pod ziobro. Ot nasze istnienie jest na
absolutnej łasce wszystkich których w życiu spotykamy! Pomysl o tym trochę...tylko nie wpadnij w depresję...
>Znów nie odkrywasz Ameryki, znów nie będzie Nobla
Gdybyś to odkrył wcześniej nie pisałbyś ryzykancko że masz czelność żyć bez mojego
łaskawego pozwolenia A czemuż to pominąłeś milczeniem [wycinając] odwołanie do Bocheńskiego? Ha?

>Ale masz rację. Kto Cię tam wie...
Mnie jak mnie [wiadomo że ty mnie "nie wiesz"] ale Ja cię za to tam wiem! Oj wiem!
Żeś do wszystkiego zdolny...mimo że o sobie bynajmniej tak nie myślisz... broń
boże...tak źle jak powinieneś, gdybyś zaryzykował ciut MORALNEJ samokrytyki

>>Echhh...ty mój drogi nawet nie wiesz co znaczy oddawać boską cześć czemukolwiek [np Bogu] pomimo tego że na codzień to nieświadomie robisz po wielokroć! ;P
>Np pisząc bóg czy rzeczywistość z dużymi literami na początku
Tu akurat mylisz sposób rozrózniania odmiennych znaczeń pojęć -więc skoro to dla
ciebie nie jest jasne -to co ja ci będę kładł do głów o twoich aktach mimowolnej czci boskości czynionych co chwila?

>>>Nagrody Nobla raczej za to nie dostaniesz.
>>Ale pisząc to jakoś mimowolnie przyznajesz że jestem jej bliższy od ciebie...
> Nie dostaniesz ani Ty ani ja więc nikt nie jest bliżej.
Co co siebie to - możesz być tego jak mało czego- pewny ale wobec mnie tak
wyrównawczych tez nie stosuj...bo i persony nie znasz...i w ogóle...a gdybyś tak
rozmawiał z już "nominowanym"? Co za obciach! Ot jak z tym facetem od pokrzyw!
Choć wiesz...nawet gdyby mi da[wa]li...nie przyjąłbym!
Najpaskudniej koninkturalna nagroda pod słońcem.
To byłaby wręcz z ich strony potwarz!
05-04-2009 12:54 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)

>Ale zapewniam cię że tam nie ma ebooka z ilustracjami mojej roboty
Więc chciałeś się pochwalić ilustracjami a nie polecić książkę.

>Swoją drogą -czytałeś?
Nie ale może się skuszę.

>>>Więc niniejszym uważam że mógłbyś nawet dziś -widząc gościa uciekającego z krzykiem o goniących go pokrzywach- realnie pomylić wariata z przerażonym świadkiem
>eksperymentu genetycznego, a tym samym okazać się osobą niezamierzenie [jak wariaci]
>odrealnioną...
>>Temu nie przeczę.
>Jakoś wyżej próbowałeś...
Nie próbowałem. Nie twierdzę, że nie mogę się mylić. Taka jest jednak moja ocena sytuacji. Zresztą pokrzywy, które biegają to już nie pokrzywy.

>>Ciekawym skąd wiesz, czym jest dla mnie. Może sądzisz, że siedzę w nocy z pianą na
>pysku przed komputerem i tłukę w klawisze z bezsilności?
>Hmmm...sądząc po dotychczasowej argumentacji...chyba że to jakieś stado małp
Jeśli ja jestem stadem małp to Ty chyba pokrzywą. Umięśnioną.

>>Znów nie odkrywasz Ameryki, znów nie będzie Nobla
>Gdybyś to odkrył wcześniej nie pisałbyś ryzykancko że masz czelność żyć bez mojego
>łaskawego pozwolenia
Nawet nie odkryłem, wiem to chyba od zawsze. Ty pisałeś ryzykancko, że jakiś bóg ma Cię w opiece niezależnie od moich życzeń. Tego też nie możesz wiedzieć, bo może ja jestem właśnie bogiem i w opiece Cię mam albo nie.

>A czemuż to pominąłeś milczeniem [wycinając] odwołanie do Bocheńskiego? Ha?
Bo nic dla mnie nie znaczy.

>>Ale masz rację. Kto Cię tam wie...
>Mnie jak mnie [wiadomo że ty mnie "nie wiesz"] ale Ja cię za to tam wiem! Oj wiem!
>Żeś do wszystkiego zdolny...mimo że o sobie bynajmniej tak nie myślisz... broń
>boże...tak źle jak powinieneś, gdybyś zaryzykował ciut MORALNEJ samokrytyki
Samokrytyka nie jest mi obca. Tobie wszelka krytyka jest obca. Oj, wiem to.

>>>>Nagrody Nobla raczej za to nie dostaniesz.
>>>Ale pisząc to jakoś mimowolnie przyznajesz że jestem jej bliższy od ciebie...
>> Nie dostaniesz ani Ty ani ja więc nikt nie jest bliżej.
>Co co siebie to - możesz być tego jak mało czego- pewny ale wobec mnie tak
>wyrównawczych tez nie stosuj...bo i persony nie znasz...i w ogóle...
> Tylko Ty możesz znać inną personę na podstawie stu wypowiedzianych zdań. Pamiętam to Twoje urojenie.

>a gdybyś tak
>rozmawiał z już "nominowanym"?
Gdybym. Ale nie rozmawiam.

>Choć wiesz...nawet gdyby mi da[wa]li...nie przyjąłbym!
Gdyby Ci dawali to też bym jej nie przyjął
06-04-2009 01:13 
 Ocena-1 na 1
Skymen (621 punktów)
>>Ale zapewniam cię że tam nie ma ebooka z ilustracjami mojej roboty
>Więc chciałeś się pochwalić ilustracjami a nie polecić książkę.
Chciałem się "podzielić" wspaniałą lekturką -ot tyle...ilustracje to tylko jako dodatkowy bonus na zachętę

>>Swoją drogą -czytałeś?
>Nie ale może się skuszę.
Gorąco polecam. Koniecznie mi napisz później o wrażeniach. Ja do dziś pozostaję pod głębokom urokiem tej lektury -pierwszy tom uważam za najlepszy, reszta też jest dość wysokich lotów...więc czytaj. Lepsze od Lema...znacznie lepsze!

>>>Temu nie przeczę.
>>Jakoś wyżej próbowałeś...
>Nie próbowałem. Nie twierdzę, że nie mogę się mylić. Taka jest jednak moja ocena sytuacji. Zresztą pokrzywy, które biegają to już nie pokrzywy.
To już nie pokrzywy ale Transgeniczne-Zmutowane-Pokrzywiska-Co-Gonią-Odruchowo-Każde-Źródło-Okrzyków-Przerażenia!

>>>Ciekawym skąd wiesz, czym jest dla mnie. Może sądzisz, że siedzę w nocy z pianą na
>>pysku przed komputerem i tłukę w klawisze z bezsilności?
>>Hmmm...sądząc po dotychczasowej argumentacji...chyba że to jakieś stado małp
>Jeśli ja jestem stadem małp to Ty chyba pokrzywą. Umięśnioną.
Metaforycznie może być...odpowiada mi takie porównanie, właśnie cię gonię i zapędzam w kozi róg...co niestety widać-słychać-i-czuć...ciut poniżej

> bo może ja jestem właśnie bogiem i w opiece Cię mam albo nie.
Dla mnie jesteś Osobą w której -jak w każdej innej- obecna jest Emanacja Pełni Bytu -może być?

>>A czemuż to pominąłeś milczeniem [wycinając] odwołanie do Bocheńskiego? Ha?
>Bo nic dla mnie nie znaczy.
Więc nie czytałeś nic tego autora. Wielka dla cię strata jako dla racjonalisty -doktórego to miana pretendujesz
Serdecznie polecam choćby ów "Podęcznik Mądrości tego świata". Po lekturze zapewne zapragniesz sięgnąć po inne pozycje...mam 100% pewności -na ile cię corazlepiej poznaję poprzez dyskurs. Chyba ze nie zrobisz tego z przekory -ale wtedy jak wyżej -z wielką dla się stratą.

>>>Ale masz rację. Kto Cię tam wie...
>>Mnie jak mnie [wiadomo że ty mnie "nie wiesz"] ale Ja cię za to tam wiem! Oj wiem!
>>Żeś do wszystkiego zdolny...mimo że o sobie bynajmniej tak nie myślisz... broń
>>boże...tak źle jak powinieneś, gdybyś zaryzykował ciut MORALNEJ samokrytyki
>Samokrytyka nie jest mi obca.
Brak poczucia obcości to jeszcze nie bycie z tematem za pan brat. W kwestii samokrytycyzmu trzeba mieć upodobanie, inaczej pozostaje tylko deklaranctwo pro-forma.
>Tobie wszelka krytyka jest obca. Oj, wiem to.
Małpujesz odbijając tylko słowa więc nie masz pomysłu na argumentację.

>>a gdybyś tak
>>rozmawiał z już "nominowanym"?
>Gdybym. Ale nie rozmawiam.
I tu się mylisz...

>>Choć wiesz...nawet gdyby mi da[wa]li...nie przyjąłbym!
>Gdyby Ci dawali to też bym jej nie przyjął
Może przynajmniej choć ty zachowasz ciut logiki i sensu w wypowiedziach?
06-04-2009 11:28 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)
>>Jeśli ja jestem stadem małp to Ty chyba pokrzywą. Umięśnioną.
>Metaforycznie może być...odpowiada mi takie porównanie, właśnie cię gonię i zapędzam w kozi róg...co niestety widać-słychać-i-czuć...ciut poniżej
Sam siebie tam zapędzasz tylko jeszcze tego nie widzisz.

>> bo może ja jestem właśnie bogiem i w opiece Cię mam albo nie.
>Dla mnie jesteś Osobą w której -jak w każdej innej- obecna jest Emanacja Pełni Bytu -może być?
Jak chcesz.

>>>A czemuż to pominąłeś milczeniem [wycinając] odwołanie do Bocheńskiego? Ha?
>>Bo nic dla mnie nie znaczy.
>Więc nie czytałeś nic tego autora. Wielka dla cię strata jako dla racjonalisty -doktórego to miana pretendujesz
Chyba nie czytałem. Pretenduję do miana racjonalisty? Nic o tym nie wiem ale Ty jak zwykle wiesz lepiej. Rozgryzłeś mnie. Zgadza się?

>>Samokrytyka nie jest mi obca.
>Brak poczucia obcości to jeszcze nie bycie z tematem za pan brat. W kwestii samokrytycyzmu trzeba mieć upodobanie, inaczej pozostaje tylko deklaranctwo pro-forma.
Upodobanie w samokrytyce nazywa się kompleksem niższości. Masz taki kompleks?

>>Tobie wszelka krytyka jest obca. Oj, wiem to.
>Małpujesz odbijając tylko słowa więc nie masz pomysłu na argumentację.
Bo tu nie ma miejsca na żadną argumentację. To jest dziecinada, bo tylko przekrzykiwanie się według szablonu:
-ja wiem, że ty jesteś taki a taki a problem masz z tym czy tamtym
Tak, odbijam tylko piłeczkę, żeby pokazać Ci bezcelowość stosowania tego, co uznajesz za argument. Jednocześnie przekonujesz się, że jest to topór obosieczny i siła uderzenia może obrócić sie przeciw Tobie.

>>>a gdybyś tak
>>>rozmawiał z już "nominowanym"?
>>Gdybym. Ale nie rozmawiam.
>I tu się mylisz...
Oh, rety, tego się nie spodziewałem. Kłamczuchu.

>>>Choć wiesz...nawet gdyby mi da[wa]li...nie przyjąłbym!
>>Gdyby Ci dawali to też bym jej nie przyjął
>Może przynajmniej choć ty zachowasz ciut logiki i sensu w wypowiedziach?
Zachowuję tylko nie nadążasz. Będzie więc wyjaśnienie dla Prawie Noblisty:
Gdyby proponowali Ci przyjęcie tej nagrody, to zdyskredytowałoby ją to na tyle, że ja bym jej nie przyjął gdyby mi proponowano innym razem.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>>Samokrytyka nie jest mi obca.
>>Brak poczucia obcości to jeszcze nie bycie z tematem za pan brat. W kwestii samokrytycyzmu trzeba mieć upodobanie, inaczej pozostaje tylko deklaranctwo pro-forma.
>Upodobanie w samokrytyce nazywa się kompleksem niższości. Masz taki kompleks?
Mylisz zdrowy krytycyzm prowadzący do poznania siebie i wyciągnięcia wniosków [a każdą rzecz zdrową się lubi, więc ma się w niej upodobanie] od patologicznego poniżania samego siebie we własnych oczach [zazwyczaj by wyprzedzająco zabezpieczyć się przed ewentualną bolesną krytyką-poniżaniem jakiego się doświadcza ze strony innych, najczęściej bliskich, na których opinii nam zależy najbardziej.]
Ma to schorzenie jakąś nazwę własną ale nie pamiętam jaką. Deprecjacja jakaś tam...
Nie, nie mam takiego "kompleksu uwarunkowań emocjonalnych".

>>>Tobie wszelka krytyka jest obca. Oj, wiem to.
>>Małpujesz odbijając tylko słowa więc nie masz pomysłu na argumentację.
>Bo tu nie ma miejsca na żadną argumentację. To jest dziecinada, bo tylko przekrzykiwanie się według szablonu:
>-ja wiem, że ty jesteś taki a taki a problem masz z tym czy tamtym
>Tak, odbijam tylko piłeczkę, żeby pokazać Ci bezcelowość stosowania tego, co uznajesz za argument. Jednocześnie przekonujesz się, że jest to topór obosieczny i siła uderzenia może obrócić sie przeciw Tobie.
A g prawda...bo przeciw Tobie...

>>>>a gdybyś tak
>>>>rozmawiał z już "nominowanym"?
>>>Gdybym. Ale nie rozmawiam.
>>I tu się mylisz...
>Oh, rety, tego się nie spodziewałem. Kłamczuchu.
Własnie -zagrałem na zaskoczenie! I udało się.
Ale żebyś mi zarzucał kłamstwo! Wstydź się...

>>>>Choć wiesz...nawet gdyby mi da[wa]li...nie przyjąłbym!
>>>Gdyby Ci dawali to też bym jej nie przyjął
>>Może przynajmniej choć ty zachowasz ciut logiki i sensu w wypowiedziach?
>Zachowuję tylko nie nadążasz. Będzie więc wyjaśnienie dla Prawie Noblisty:
>Gdyby proponowali Ci przyjęcie tej nagrody, to zdyskredytowałoby ją to na tyle, że ja bym jej nie przyjął gdyby mi proponowano innym razem.
Gdyby mi ją dawali to raczej byś jej nie dostał przede wszystkim z innego powodu, więc nie musiałbyś i tak się silić na odmawianie
07-04-2009 09:07 
 Ocena 3 na 3
jad11 (18783 punktów)

>>Upodobanie w samokrytyce nazywa się kompleksem niższości. Masz taki kompleks?
>Mylisz zdrowy krytycyzm prowadzący do poznania siebie i wyciągnięcia wniosków [a każdą rzecz zdrową się lubi, więc ma się w niej upodobanie] od patologicznego poniżania samego siebie we własnych oczach [zazwyczaj by wyprzedzająco zabezpieczyć się przed ewentualną bolesną krytyką-poniżaniem jakiego się doświadcza ze strony innych, najczęściej bliskich, na których opinii nam zależy najbardziej.]
Może mylę, może nie. Wydaje mi się, że granica między upodobaniem w samokrytyce a kompleksem niższości jest trudna do określenia dlatego twierdzę, że samokrytyka- owszem ale w rozsądnych dawkach. Jednocześnie zwracam uwagę, że założenie "zawsze mogę się mylić" a samokrytyka to dwie osobne sprawy.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
11-04-2009 16:14 
 0 na 2
Skymen (621 punktów)
>>>Upodobanie w samokrytyce nazywa się kompleksem niższości. Masz taki kompleks?
>>Mylisz zdrowy krytycyzm prowadzący do poznania siebie i wyciągnięcia wniosków [a każdą rzecz zdrową się lubi, więc ma się w niej upodobanie] od patologicznego poniżania samego siebie we własnych oczach [zazwyczaj by wyprzedzająco zabezpieczyć się przed ewentualną bolesną krytyką-poniżaniem jakiego się doświadcza ze strony innych, najczęściej bliskich, na których opinii nam zależy najbardziej.]
>Może mylę, może nie. Wydaje mi się, że granica między upodobaniem w samokrytyce a kompleksem niższości jest trudna do określenia

odróżnienie jest proste -jedno buduje poczucie realizmu drugie działa destrukcyjnie

>dlatego twierdzę, że samokrytyka- owszem ale w rozsądnych dawkach. Jednocześnie zwracam uwagę, że założenie "zawsze mogę się mylić" a samokrytyka to dwie osobne sprawy.

owo założenie jest niepomijalną postawą wyjściową do zdrowego nieustannego samokrytycznego spojrzenia na [ciągłego konfrontowania-urealniania] siebie.
Kogo to zadanie samokontroli intelektualnej przerasta [odsttrasza] niech lepiej
nie bawi się w nazywanie własnej osoby "racjonalistą"
skymen

>>>>Wiedzieć coś i nazwać [rozumieć] nie znaczy jeszcze tym żyć [wdrożyć w praktykę własnego funkcjonowania] a to właśnie jest najważniejsze...
>Żyję tym. Rzeczywistością. Mam coś o tym w stopce a Ty się ze mną o to spierałeś.
To że podoba ci się jakaś obca myśl i wpisałeś ją sobie w stopkę to żaden argument za tym że żyjesz treścią jaka tam jest zawarta, więc jak sam to po sobie wiidzisz jest się jak najbardziej o co spierać -skoro się spierasz.
Swoją drogą gdybyś żył Rzeczywistością nie czułbyś potrzeby udowadniania że żyjesz rzeczywistością czy spierania się o cokolwiek...więc żyj sobie złudzeniami że żyjesz Rzeczywistością...żyj! Na zdrowie!
04-04-2009 22:47 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)

>Swoją drogą gdybyś żył Rzeczywistością nie czułbyś potrzeby udowadniania że żyjesz rzeczywistością czy spierania się o cokolwiek..
A Ty? Spierasz się ze mną więc chyba też jeszcze daleko Ci do życia Rzeczywistością. Czy Ciebie to nie obowiązuje?

>.więc żyj sobie złudzeniami że żyjesz Rzeczywistością...żyj! Na zdrowie!
Przecież będę żył i bez Twojego pozwolenia.
A Ty będziesz żył złudzeniem, że wiesz, co to rzeczywistość oddając jej boską cześć

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Skymen (621 punktów)
>>Swoją drogą gdybyś żył Rzeczywistością nie czułbyś potrzeby udowadniania że żyjesz rzeczywistością czy spierania się o cokolwiek..
>A Ty? Spierasz się ze mną więc chyba też jeszcze daleko Ci do życia Rzeczywistością. Czy Ciebie to nie obowiązuje?
Nie obowiązuje o tyle o ile dyskurs z tobą to dla mnie nie spór co miła rozrywka z czyjejś manii racjonalizowania

>>.więc żyj sobie złudzeniami że żyjesz Rzeczywistością...żyj! Na zdrowie!
>Przecież będę żył i bez Twojego pozwolenia.
A tego to nie jesteś pewien...tak samo jak faktu że żyjesz nadal tylko dlatego iż żadnemu z mijających cię dotad na ulicy przechodniów nie wpadł do głowy pomysł skręcenia ci karku czy wsadzenia kozika pod ziobro. Ot nasze istnienie jest na absolutnej łasce wszystkich których w życiu spotykamy! Pomysl o tym trochę...tylko nie wpadnij w depresję... Ot moim zdaniem dlaczego Bocheński w "Podręczniku mądrości tego świata" radził żeby każdego napotkanego człowieka traktować jako złośliwego wariata

>A Ty będziesz żył złudzeniem, że wiesz, co to rzeczywistość oddając jej boską cześć
Echhh...ty mój drogi nawet nie wiesz co znaczy oddawać boską cześć czemukolwiek [np Bogu] pomimo tego że na codzień to nieświadomie robisz po wielokroć! ;P
jad11 (18783 punktów)
www.racjonalista.pl/forum.php/s,194097#w196494

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>Swoją drogą gdybyś żył Rzeczywistością nie czułbyś potrzeby udowadniania że żyjesz rzeczywistością czy spierania się o cokolwiek..
>A Ty? Spierasz się ze mną więc chyba też jeszcze daleko Ci do życia Rzeczywistością. Czy Ciebie to nie obowiązuje?
Nie obowiązuje o tyle o ile dyskurs z tobą to dla mnie nie spór co miła rozrywka z czyjejś manii racjonalizowania

>>.więc żyj sobie złudzeniami że żyjesz Rzeczywistością...żyj! Na zdrowie!
>Przecież będę żył i bez Twojego pozwolenia.
A tego to nie jesteś pewien...tak samo jak faktu że żyjesz nadal tylko dlatego iż żadnemu z mijających cię dotad na ulicy przechodniów nie wpadł do głowy pomysł skręcenia ci karku czy wsadzenia kozika pod ziobro. Ot nasze istnienie jest na absolutnej łasce wszystkich których w życiu spotykamy! Pomysl o tym trochę...tylko nie wpadnij w depresję... Ot moim zdaniem dlaczego Bocheński w "Podręczniku mądrości tego świata" radził żeby każdego napotkanego człowieka traktować jako złośliwego wariata

>A Ty będziesz żył złudzeniem, że wiesz, co to rzeczywistość oddając jej boską cześć
Echhh...ty mój drogi nawet nie wiesz co znaczy oddawać boską cześć czemukolwiek [np Bogu] pomimo tego że na codzień to nieświadomie robisz po wielokroć! ;P
jad11 (18783 punktów)
www.racjonalista.pl/forum.php/s,194097#w196494

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
I d...blada...ale mieszasz! Wsadziłeś z wygodnictwa wszystko do jednego postu a tam się moje odpowiedzi nie mieszczą bez wycinania znaczących twoich przedwypowiedzi. Więcej tego nie rób! Zachowuj łaskawie ciąg wypowiedzi i odpowaidaj jak bozia przykazała...tutaj!
30-03-2009 18:35 
 Ocena 2 na 2
jad11 (18783 punktów)

>>>>Pozostaje Ci pajacowanie albo rzeczowa odpowiedź na konkretne pytanie.
>>>Chcesz konkretnie?
>>Tak. To to samo, co rzeczowo.
>I w języku bliskoznaczność nie oznacza tożsamości...
Czemu więc odpowiadasz konkretnie a nie rzeczowo? Rzeczowa odpowiedź na konkretne pytanie . Zlało Ci się w jedno i to samo? Zrozumiem. Pod warunkiem, że nie będziesz mi wytykał własnych błędów.

>>Dostałem za pytanie 3 plusy więc najmniej czterech ma moją indywidualną projekcję.
>Zawsze tych trzech może być jedną i tą samą osobą nie pomijając ciebie
Ale nie jest.

>>Zadałem konkretne pytanie a Ty na tej podstawie uznałeś mnie za agresora. Mogłeś szczerze odpowiedzieć czym zasłużyliśmy sobie (ja i reszta karzełków reakcji) na taką protekcjonalną uwagę a ja bym Ci wybaczył, zrozumiał albo przeprosił Cię za głupie pytanie.
>Odwracasz kota ogonem. Gdybyś nie poczuł się zagrożony nie zadałbyś takiego pytania.
A mi zarzucasz, że wiem lepiej, co Tobą kiedy powodowało. W jaki sposób mogłem się poczuć zagrożony Twoją nieprzemyślaną uwagą, nie wiem.

>A ja widzę akurat że trafi-łem[łam] na ta-kiego[ką] który wie lepiej na co drugi[a] wpadł[a] a na co nie.
Przecież widzę. Gdybym się nazwał Jan Nowak to też mnożyłbyś te "eś", "aś"? Mam w profilu mężczyzna więc zwracasz się jak do mężczyzny a ja nie mogę mieć o to do Ciebie żalu.
Może to być problem jeśli pragniesz umówić się na randkę w rzeczywistości ale nas to nie dotyczy. Nie umówię się z Tobą nawet jeśli obiecasz, że będziesz kobietą.

>No widzisz..od razu tak trzeba było! Zawsze lepiej z góry zakładać dobre intencje innych niż złe
Założyłem przed chwilą i okazuje się, że jednak dobre nie są.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>>>>Pozostaje Ci pajacowanie albo rzeczowa odpowiedź na konkretne pytanie.
>>>>Chcesz konkretnie?
>>>Tak. To to samo, co rzeczowo.
>>I w języku bliskoznaczność nie oznacza tożsamości...
>Czemu więc odpowiadasz konkretnie a nie rzeczowo? Rzeczowa odpowiedź na konkretne pytanie . Zlało Ci się w jedno i to samo? Zrozumiem. Pod warunkiem, że nie będziesz mi wytykał własnych błędów.
Jak na razie to ty wciskasz mi własne

>>>Dostałem za pytanie 3 plusy więc najmniej czterech ma moją indywidualną projekcję.
>>Zawsze tych trzech może być jedną i tą samą osobą nie pomijając ciebie
>Ale nie jest.
I tego nie możesz być pewnym-
osoby cierpiące na rozdwojenie osobowości nie są tego świadome

>>>Zadałem konkretne pytanie a Ty na tej podstawie uznałeś mnie za agresora. Mogłeś szczerze odpowiedzieć czym zasłużyliśmy sobie (ja i reszta karzełków reakcji) na taką protekcjonalną uwagę a ja bym Ci wybaczył, zrozumiał albo przeprosił Cię za głupie pytanie.
>>Odwracasz kota ogonem. Gdybyś nie poczuł się zagrożony nie zadałbyś takiego pytania.
>A mi zarzucasz, że wiem lepiej, co Tobą kiedy powodowało. W jaki sposób mogłem się poczuć zagrożony Twoją nieprzemyślaną uwagą, nie wiem.
W ten że uznałeś ją za nieprzemyślanie skierowaną do potencjalnie-domyslnie ciebie zawierającego grona idiotów?

>>A ja widzę akurat że trafi-łem[łam] na ta-kiego[ką] który wie lepiej na co drugi[a] wpadł[a] a na co nie.
>Przecież widzę. Gdybym się nazwał Jan Nowak to też mnożyłbyś te "eś", "aś"? Mam w profilu mężczyzna więc zwracasz się jak do mężczyzny a ja nie mogę mieć o to do Ciebie żalu.
Ależ możesz! Jak najbardziej możesz! Nie odbieram ci prawa do tego [żalu]

>Może to być problem jeśli pragniesz umówić się na randkę w rzeczywistości ale nas to nie dotyczy. Nie umówię się z Tobą nawet jeśli obiecasz, że będziesz kobietą.
Właściwie to przeczysz sam sobie -gdyż niejako już się umówiłeś ze mną na randkę [że do źródłosłowu tegoż określenia się odwołam, opierając się przy tym na założeniu że rzeczywistość jest jedna a wirtual w realu pływa jak kluska w zupie]

>>No widzisz..od razu tak trzeba było! Zawsze lepiej z góry zakładać dobre intencje innych niż złe
>Założyłem przed chwilą i okazuje się, że jednak dobre nie są.
Wszystko co istnieje jest dobre -nawet twoje permanentne pomyłki co do moich intencji

>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

"Racje to mają do siebie, że zawsze fakty stawiają po swojej stronie" Sky
30-03-2009 21:42 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)
> Pod warunkiem, że nie będziesz mi wytykał własnych błędów.
>Jak na razie to ty wciskasz mi własne
Jakie?

>>>Zawsze tych trzech może być jedną i tą samą osobą nie pomijając ciebie
>>Ale nie jest.
>I tego nie możesz być pewnym-
>osoby cierpiące na rozdwojenie osobowości nie są tego świadome
Może więc Ty dałeś mi choć jednego plusa za to pytanie i jako inna osoba zgadzasz się ze mną.

> W jaki sposób mogłem się poczuć zagrożony Twoją nieprzemyślaną uwagą, nie wiem.
>W ten że uznałeś ją za nieprzemyślanie skierowaną do potencjalnie-domyslnie ciebie zawierającego grona idiotów?
Nic z tego nie wynika. Wiem za co ją uznałem, nie wiem czemu miałbym czuć się zagrożony.

>>>A ja widzę akurat że trafi-łem[łam] na ta-kiego[ką] który wie lepiej na co drugi[a] wpadł[a] a na co nie.
>>Przecież widzę. Gdybym się nazwał Jan Nowak to też mnożyłbyś te "eś", "aś"? Mam w profilu mężczyzna więc zwracasz się jak do mężczyzny a ja nie mogę mieć o to do Ciebie żalu.
>Ależ możesz! Jak najbardziej możesz! Nie odbieram ci prawa do tego [żalu]
Wymigujesz się od odpowiedzi, nawet niezbyt sprytnie. Do sedna proszę. Wpadłeś na to, żeby sprawdzić płeć w profilu czy nie? Pamiętaj, że kłamstwo jest grzechem w niektórych religiach.

>Właściwie to przeczysz sam sobie -gdyż niejako już się umówiłeś ze mną na randkę [że do źródłosłowu tegoż określenia się odwołam, opierając się przy tym na założeniu że rzeczywistość jest jedna a wirtual w realu pływa jak kluska w zupie]
Właściwie to przeczysz sam sobie. Nigdy się z Tobą nie umawiałem na nic więc nie mogłem umawiać się na randkę. W języku polskim słowo "real" od niedawna znaczy rzeczywistość właśnie. Jak lepiej przetłumaczysz zwrot: "spotkajmy się w realu"? Chyba nie w markecie, co? Spotkajmy się naprawdę albo w rzeczywistości. Abyśmy mogli rozmawiać czy się parzyć bez pomocy komputera.

>Wszystko co istnieje jest dobre
Myśl godna kolejnego wątku.

>>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>"Racje to mają do siebie, że zawsze fakty stawiają po swojej stronie" Sky
Dlaczego każdy chce być mądrzejszy od Wucha?

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>> Pod warunkiem, że nie będziesz mi wytykał własnych błędów.
>>Jak na razie to ty wciskasz mi własne
>Jakie?
Po co ci je mam wyliczać -znów uznałbyś że ci je wytykam [negatywizm odbioru jaki przecież sam zauważyłeś -za co cię cenię]...

>>>>Zawsze tych trzech może być jedną i tą samą osobą nie pomijając ciebie
>>>Ale nie jest.
>>I tego nie możesz być pewnym-
>>osoby cierpiące na rozdwojenie osobowości nie są tego świadome
>Może więc Ty dałeś mi choć jednego plusa za to pytanie i jako inna osoba zgadzasz się ze mną.
Może...

>> W jaki sposób mogłem się poczuć zagrożony Twoją nieprzemyślaną uwagą, nie wiem.
>>W ten że uznałeś ją za nieprzemyślanie skierowaną do potencjalnie-domyslnie ciebie zawierającego grona idiotów?
>Nic z tego nie wynika. Wiem za co ją uznałem, nie wiem czemu miałbym czuć się zagrożony.
I o to chodzi -nie znalazłeś jeszcze przełożenia z własnego racjonalnie wydedukowanego i wyartykułowanego-nazwanego widzenia się -w moich potencjalnie oczach- idiotą [żeby było ci łatwiej uogólniłeś to miano do wszystkich tu na grupie -bo łatwiej uznać że ktoś wszystkich "nas tu kupą silnych" ma widać za idiotów niż zobaczyć że sam przed sobą się musiałbyś za idiotę ujść wobec jakiegoś tam intelektualnego dictum], na emocjonalne podłoże tej projekcji. Ot typowe u osób przeakcentowujących rolę rozumu a niedoceniających, niedowartościowujących, więc i niezgłębiających roli własnego świata emocjonalnego [tyko nie poczuj się znowu "tłamszony" takim widzeniem twojej osoby, przecież to tylko "moje projekcje" ciebie ]

>>>>A ja widzę akurat że trafi-łem[łam] na ta-kiego[ką] który wie lepiej na co drugi[a] wpadł[a] a na co nie.
>>>Przecież widzę. Gdybym się nazwał Jan Nowak to też mnożyłbyś te "eś", "aś"? Mam w profilu mężczyzna więc zwracasz się jak do mężczyzny a ja nie mogę mieć o to do Ciebie żalu.
>>Ależ możesz! Jak najbardziej możesz! Nie odbieram ci prawa do tego [żalu]
>Wymigujesz się od odpowiedzi, nawet niezbyt sprytnie. Do sedna proszę. Wpadłeś na to, żeby sprawdzić płeć w profilu czy nie? Pamiętaj, że kłamstwo jest grzechem w niektórych religiach.
He he -nawet do szantażu moralnego gotowy jesteś się uciec żeby przycisnąć do muru i wykazać komuś ewentualne niedbalstwo lub lenistwo? Wiedzę ze masz jakieś projekcje i na temat mojego ewentualnego zaczepienia religijnego. Heh...
Już ci przecież wspomniałem że nie przywiązuję absolutnie żadnej wagi do tego co ludzie o sobie deklarują w jakichś tam profilach. Więcej o człowieku mówi to co i jak mówi niż to co deklaruje w profilu... ;P

>>Właściwie to przeczysz sam sobie -gdyż niejako już się umówiłeś ze mną na randkę [że do źródłosłowu tegoż określenia się odwołam, opierając się przy tym na założeniu że rzeczywistość jest jedna a wirtual w realu pływa jak kluska w zupie]
>Właściwie to przeczysz sam sobie. Nigdy się z Tobą nie umawiałem na nic więc nie mogłem umawiać się na randkę. W języku polskim słowo "real" od niedawna znaczy rzeczywistość właśnie. Jak lepiej przetłumaczysz zwrot: "spotkajmy się w realu"? Chyba nie w markecie, co? Spotkajmy się naprawdę albo w rzeczywistości. Abyśmy mogli rozmawiać czy się parzyć bez pomocy komputera.
Widzę że jesteś dość zamknięty na pewien poziom przekazu treści...trzeba ci aż tak kawę na ławę?
Umawiasz się tu ze mną non stop...z jednego posta na drugi...każda twoja odpowiedź to randka ze mną [od fr."rendez vous" czyt."randewu"=spotkanie] a wirtual to real pełną gebą, bo i bity są realne i treści i ludzie po dwóch stronach komputerowych łącz i publika czytelników ich gadaninki jak najbardziej realna...jak i możliwość docieczenia kto zacz z tej czy z tamtej strony "lustra" kineskopu bądź LCD ;P

>>Wszystko co istnieje jest dobre
>Myśl godna kolejnego wątku.
Na jego początek dodam że samo za-istnienie czegokolwiek
jest przyczynkiem do uznania tego czegoś za dobre...

>>>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>>"Racje to mają do siebie, że zawsze fakty stawiają po swojej stronie" Sky
>Dlaczego każdy chce być mądrzejszy od Wucha?
"Po co silisz się na ocenianie ambicje innych?
Analizuj treści jakich ci dostarczają!" ;P

>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

"Fakt to mit który nadal podtrzymują racjonaliści...
...żeby czuć sens własnego istnienia..."
30-03-2009 23:29 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>Po co ci je mam wyliczać -znów uznałbyś że ci je wytykam [negatywizm odbioru jaki przecież sam zauważyłeś -za co cię cenię]...
Nie uznałbym. Raczej podważał zasadność Twoich zarzutów.

>I o to chodzi -nie znalazłeś jeszcze przełożenia z własnego racjonalnie wydedukowanego i wyartykułowanego-nazwanego widzenia się -w moich potencjalnie oczach- idiotą [żeby było ci łatwiej uogólniłeś to miano do wszystkich tu na grupie -bo łatwiej uznać że ktoś wszystkich "nas tu kupą silnych" ma widać za idiotów niż zobaczyć że sam przed sobą się musiałbyś za idiotę ujść wobec jakiegoś tam intelektualnego dictum], na emocjonalne podłoże tej projekcji. Ot typowe u osób przeakcentowujących rolę rozumu a niedoceniających, niedowartościowujących, więc i niezgłębiających roli własnego świata emocjonalnego [tyko nie poczuj się znowu "tłamszony" takim widzeniem twojej osoby, przecież to tylko "moje projekcje" ciebie ]
Zdecydowanie komplikujesz sprawę. Pisałeś do wszystkich dlatego napisałem "nas". Gdyby było bezpośrednio do mnie napisałbym "mnie". Nawet tak napisałem w pierwszej chwili ale zaraz poprawiłem, żebyś nie mógł mi powiedzieć, że pisałeś do wszystkich tylko nie do mnie

>Już ci przecież wspomniałem że nie przywiązuję absolutnie żadnej wagi do tego co ludzie o sobie deklarują w jakichś tam profilach. Więcej o człowieku mówi to co i jak mówi niż to co deklaruje w profilu... ;P
Szkoda, że wcześniej o mnie nie mówiło czy "em" czy "am"

>Widzę że jesteś dość zamknięty na pewien poziom przekazu treści...trzeba ci aż tak kawę na ławę?
Czasem tak.
>Umawiasz się tu ze mną non stop...z jednego posta na drugi...każda twoja odpowiedź to randka ze mną [od fr."rendez vous" czyt."randewu"=spotkanie]
Każde słowo skądś się wzięło. Wiele z nich ma źródło w innych słowach, czasem w obcych językach. Często znaczą co innego niż ich słowa-źródła lub co znaczyły pierwotnie. Dziś randka to umówione spotkanie dwóch osób czujących do siebie sympatię lub zakochanych w sobie. Wydaje mi się, że przypadkowego spotkania z sąsiadem czy umówionego z mechanikiem randką nazwać nie można. Przynajmniej ja nie nazywam.

>a wirtual to real pełną gebą, bo i bity są realne i treści i ludzie po dwóch stronach komputerowych łącz i publika czytelników ich gadaninki jak najbardziej realna...jak i możliwość docieczenia kto zacz z tej czy z tamtej strony "lustra" kineskopu bądź LCD ;P
Laptopa. Czy notebooka jak kto woli. Zgadza się ale rozdzielenie tych dwóch rzeczywistości za pomocą sztuczki językowej jest bardzo wygodne.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
30-03-2009 23:51 
 Ocena-1 na 1
Skymen (621 punktów)
>>Po co ci je mam wyliczać -znów uznałbyś że ci je wytykam [negatywizm odbioru jaki przecież sam zauważyłeś -za co cię cenię]...
>Nie uznałbym. Raczej podważał zasadność Twoich zarzutów.
>>I o to chodzi -nie znalazłeś jeszcze przełożenia z własnego racjonalnie wydedukowanego i wyartykułowanego-nazwanego widzenia się -w moich potencjalnie oczach- idiotą [żeby było ci łatwiej uogólniłeś to miano do wszystkich tu na grupie -bo łatwiej uznać że ktoś wszystkich "nas tu kupą silnych" ma widać za idiotów niż zobaczyć że sam przed sobą się musiałbyś za idiotę ujść wobec jakiegoś tam intelektualnego dictum], na emocjonalne podłoże tej projekcji. Ot typowe u osób przeakcentowujących rolę rozumu a niedoceniających, niedowartościowujących, więc i niezgłębiających roli własnego świata emocjonalnego [tyko nie poczuj się znowu "tłamszony" takim widzeniem twojej osoby, przecież to tylko "moje projekcje" ciebie ]
>Zdecydowanie komplikujesz sprawę. Pisałeś do wszystkich dlatego napisałem "nas". Gdyby było bezpośrednio do mnie napisałbym "mnie". Nawet tak napisałem w pierwszej chwili ale zaraz poprawiłem, żebyś nie mógł mi powiedzieć, że pisałeś do wszystkich tylko nie do mnie
>>Już ci przecież wspomniałem że nie przywiązuję absolutnie żadnej wagi do tego co ludzie o sobie deklarują w jakichś tam profilach. Więcej o człowieku mówi to co i jak mówi niż to co deklaruje w profilu... ;P
>Szkoda, że wcześniej o mnie nie mówiło czy "em" czy "am"
>>Widzę że jesteś dość zamknięty na pewien poziom przekazu treści...trzeba ci aż tak kawę na ławę?
>Czasem tak.
>>Umawiasz się tu ze mną non stop...z jednego posta na drugi...każda twoja odpowiedź to randka ze mną [od fr."rendez vous" czyt."randewu"=spotkanie]
>Każde słowo skądś się wzięło. Wiele z nich ma źródło w innych słowach, czasem w obcych językach. Często znaczą co innego niż ich słowa-źródła lub co znaczyły pierwotnie. Dziś randka to umówione spotkanie dwóch osób czujących do siebie sympatię lub zakochanych w sobie. Wydaje mi się, że przypadkowego spotkania z sąsiadem czy umówionego z mechanikiem randką nazwać nie można. Przynajmniej ja nie nazywam.
Kochaaanyyyy!!! Ty to może jeszcze nie wiesz że jesteś we mnie zakochany...ale się dowiesz!
Zresztą cóż to jest Miłość? Kochanie? Za-kochanie? Przeciez to podtrzymywane pragnienie do przebywania z drugą osobą, nawet w obliczu konfliktów jakie się rodzą w międzyczasie ;P Jak na razie to wyrażasz chęć ciągnięcia tej dysputy, więc pośrednio deklarujesz chęć przebywania w moim towarzystwie...więc własciwie to już mnie Kochasz choć na poziomie być może na płaszczyźnie zamiłowania do ulubionego sąsiada lub mechanika... Jeszcze chwila a się okaże ze nie wiedziałeś w co się pakujesz!

>>a wirtual to real pełną gebą, bo i bity są realne i treści i ludzie po dwóch stronach komputerowych łącz i publika czytelników ich gadaninki jak najbardziej realna...jak i możliwość docieczenia kto zacz z tej czy z tamtej strony "lustra" kineskopu bądź LCD ;P
>Laptopa. Czy notebooka jak kto woli. Zgadza się ale rozdzielenie tych dwóch rzeczywistości za pomocą sztuczki językowej jest bardzo wygodne.

Wygoda nie ma nic do rzeczy gdy chodzi o realia -a właściwie w tym wypadku ma- język ma za zadanie "dać nam poczucie bezpieczeństwa" -jeden powie złudnego...a ja określę że póki nie nabierze ktoś krzepy do zobaczenia rzeczy jakimi są naprawdę, to mu jego własna psyche takie sposobiki podsuwa by nie uciekł w zupełne odrealnienie

>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

"Dobrą stroną faktów jest to, że raz wykoncypowane dają się siebie trzymać
póki inne fakty nie będą wygodniejsze w uchwycie..."
jad11 (18783 punktów)

>Kochaaanyyyy!!! Ty to może jeszcze nie wiesz że jesteś we mnie zakochany...ale się dowiesz!
>Zresztą cóż to jest Miłość? Kochanie? Za-kochanie? Przeciez to podtrzymywane pragnienie do przebywania z drugą osobą, nawet w obliczu konfliktów jakie się rodzą w międzyczasie ;P Jak na razie to wyrażasz chęć ciągnięcia tej dysputy, więc pośrednio deklarujesz chęć przebywania w moim towarzystwie...więc własciwie to już mnie Kochasz choć na poziomie być może na płaszczyźnie zamiłowania do ulubionego sąsiada lub mechanika... Jeszcze chwila a się okaże ze nie wiedziałeś w co się pakujesz!
Uff. Chcesz wywołać u mnie koszmary?

>Wygoda nie ma nic do rzeczy gdy chodzi o realia -a właściwie w tym wypadku ma- język ma za zadanie "dać nam poczucie bezpieczeństwa" -jeden powie złudnego...a ja określę że póki nie nabierze ktoś krzepy do zobaczenia rzeczy jakimi są naprawdę, to mu jego własna psyche takie sposobiki podsuwa by nie uciekł w zupełne odrealnienie
Jednak umiesz twardo stąpać po ziemi.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>Kochaaanyyyy!!! Ty to może jeszcze nie wiesz że jesteś we mnie zakochany...ale się dowiesz!
>>Zresztą cóż to jest Miłość? Kochanie? Za-kochanie? Przeciez to podtrzymywane pragnienie do przebywania z drugą osobą, nawet w obliczu konfliktów jakie się rodzą w międzyczasie ;P Jak na razie to wyrażasz chęć ciągnięcia tej dysputy, więc pośrednio deklarujesz chęć przebywania w moim towarzystwie...więc własciwie to już mnie Kochasz choć na poziomie być może na płaszczyźnie zamiłowania do ulubionego sąsiada lub mechanika... Jeszcze chwila a się okaże ze nie wiedziałeś w co się pakujesz!
>Uff. Chcesz wywołać u mnie koszmary?
I znowu to czarnowidztwo!?
Jak je będziesz mieć to tylko i wyłącznie z winy
własnej interpretacji tego lub owego...

>>Wygoda nie ma nic do rzeczy gdy chodzi o realia -a właściwie w tym wypadku ma- język ma za zadanie "dać nam poczucie bezpieczeństwa" -jeden powie złudnego...a ja określę że póki nie nabierze ktoś krzepy do zobaczenia rzeczy jakimi są naprawdę, to mu jego własna psyche takie sposobiki podsuwa by nie uciekł w zupełne odrealnienie
>Jednak umiesz twardo stąpać po ziemi.
Byle z gową w chmurach..byle wciąż z głową w chmurach...!

>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

"Fakty to mity -tylko te z nich które są bardziej porządane."
30-03-2009 23:58 
 Ocena-1 na 1
Skymen (621 punktów)
>>Po co ci je mam wyliczać -znów uznałbyś że ci je wytykam [negatywizm odbioru jaki przecież sam zauważyłeś -za co cię cenię]...
>Nie uznałbym. Raczej podważał zasadność Twoich zarzutów.
No właśnie! Tak już masz...że czujesz potrzebę się bronić...przed tym co nawet potencjalnie może okazać się zarzutami...a właściwie co tobie za zarzuty się jawi... Hmmmm...serio to wygląda na jakąś fobiomanię...tak z troską ci to piszę...nie żeby "znów dokopać"... :/

>>I o to chodzi -nie znalazłeś jeszcze przełożenia z własnego racjonalnie wydedukowanego i wyartykułowanego-nazwanego widzenia się -w moich potencjalnie oczach- idiotą [żeby było ci łatwiej uogólniłeś to miano do wszystkich tu na grupie -bo łatwiej uznać że ktoś wszystkich "nas tu kupą silnych" ma widać za idiotów niż zobaczyć że sam przed sobą się musiałbyś za idiotę ujść wobec jakiegoś tam intelektualnego dictum], na emocjonalne podłoże tej projekcji. Ot typowe u osób przeakcentowujących rolę rozumu a niedoceniających, niedowartościowujących, więc i niezgłębiających roli własnego świata emocjonalnego [tyko nie poczuj się znowu "tłamszony" takim widzeniem twojej osoby, przecież to tylko "moje projekcje" ciebie ]
>Zdecydowanie komplikujesz sprawę. Pisałeś do wszystkich dlatego napisałem "nas". Gdyby było bezpośrednio do mnie napisałbym "mnie". Nawet tak napisałem w pierwszej chwili ale zaraz poprawiłem, żebyś nie mógł mi powiedzieć, że pisałeś do wszystkich tylko nie do mnie
I znowu to obronne asekuranctwo: "żebyś nie mógł mi powiedzieć"...

>>Już ci przecież wspomniałem że nie przywiązuję absolutnie żadnej wagi do tego co ludzie o sobie deklarują w jakichś tam profilach. Więcej o człowieku mówi to co i jak mówi niż to co deklaruje w profilu... ;P
>Szkoda, że wcześniej o mnie nie mówiło czy "em" czy "am"
Kto co nie mówiło?
>>Widzę że jesteś dość zamknięty na pewien poziom przekazu treści...trzeba ci aż tak kawę na ławę?
>Czasem tak.
Hem? Czasem? Napisz wprost: kiedy jest mi to wygodne!
31-03-2009 00:40 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)
>>>Po co ci je mam wyliczać -znów uznałbyś że ci je wytykam [negatywizm odbioru jaki przecież sam zauważyłeś -za co cię cenię]...
>>Nie uznałbym. Raczej podważał zasadność Twoich zarzutów.
>No właśnie! Tak już masz...że czujesz potrzebę się bronić...przed tym co nawet potencjalnie może okazać się zarzutami...a właściwie co tobie za zarzuty się jawi... Hmmmm...serio to wygląda na jakąś fobiomanię...tak z troską ci to piszę...nie żeby "znów dokopać"... :/
U mnie fobiomania, u ciebie skleroza. Chodziło o to, żebyś nie obarczał mnie winą za swoje błędy, Ty na to, że ja Ciebie obarczam za swoje ale ich nie podasz przykładu, żeby mi nie wytykać. Zasadność Twoich potencjalnych zarzutów bym podważał. Gdyby jakieś były.

>I znowu to obronne asekuranctwo: "żebyś nie mógł mi powiedzieć"...
W rozmowie z Tobą jak najbardziej uzasadnione.

>>>Już ci przecież wspomniałem że nie przywiązuję absolutnie żadnej wagi do tego co ludzie o sobie deklarują w jakichś tam profilach. Więcej o człowieku mówi to co i jak mówi niż to co deklaruje w profilu ... ;P
>>Szkoda, że wcześniej o mnie nie mówiło czy "em" czy "am"
>Kto co nie mówiło?
To, co tłustym drukiem. To jak mówiłem nie zdradziło Ci mojej płci. Mogłeś więc zajrzeć do profilu zamiast mnożyć końcówki typu "eś" "aś".

>>>Widzę że jesteś dość zamknięty na pewien poziom przekazu treści...trzeba ci aż tak kawę na ławę?
>>Czasem tak.
>Hem? Czasem? Napisz wprost: kiedy jest mi to wygodne!
Można tak to nazwać. Gdy nie rozumiem wyższego poziomu przekazu to wygodniej mi kawę na ławę.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>>>Po co ci je mam wyliczać -znów uznałbyś że ci je wytykam [negatywizm odbioru jaki przecież sam zauważyłeś -za co cię cenię]...
>>>Nie uznałbym. Raczej podważał zasadność Twoich zarzutów.
>>No właśnie! Tak już masz...że czujesz potrzebę się bronić...przed tym co nawet potencjalnie może okazać się zarzutami...a właściwie co tobie za zarzuty się jawi... Hmmmm...serio to wygląda na jakąś fobiomanię...tak z troską ci to piszę...nie żeby "znów dokopać"... :/
>U mnie fobiomania, u ciebie skleroza. Chodziło o to, żebyś nie obarczał mnie winą za swoje błędy, Ty na to, że ja Ciebie obarczam za swoje ale ich nie podasz przykładu, żeby mi nie wytykać. Zasadność Twoich potencjalnych zarzutów bym podważał. Gdyby jakieś były.
I dlatego ci ich nie podaję...żebyś nie musiał znów podważać...
ale jeślibyś bardzo chciał zachęcam do podważania własnych wobec mnie,
one o tyle są dla ciebie ciekawe że więcej mówią o tobie niż o mnie

>>I znowu to obronne asekuranctwo: "żebyś nie mógł mi powiedzieć"...
>W rozmowie z Tobą jak najbardziej uzasadnione.
Eeeee tam....tylko u tych bez dystansu do cudzych opinii o sobie ;P

>>>>Już ci przecież wspomniałem że nie przywiązuję absolutnie żadnej wagi do tego co ludzie o sobie deklarują w jakichś tam profilach. Więcej o człowieku mówi to co i jak mówi niż to co deklaruje w profilu ... ;P
>>>Szkoda, że wcześniej o mnie nie mówiło czy "em" czy "am"
>>Kto co nie mówiło?
>To, co tłustym drukiem.
Acha.

> To jak mówiłem nie zdradziło Ci mojej płci. Mogłeś więc zajrzeć do profilu zamiast mnożyć końcówki typu "eś" "aś".
Wolałem pozwolić sobie na chwilę zabawy w alternatywne dwojakie cię postrzeganie

>>>>Widzę że jesteś dość zamknięty na pewien poziom przekazu treści...trzeba ci aż tak kawę na ławę?
>>>Czasem tak.
>>Hem? Czasem? Napisz wprost: kiedy jest mi to wygodne!
>Można tak to nazwać. Gdy nie rozumiem wyższego poziomu przekazu to wygodniej mi kawę na ławę.
A mnie się zdaje ze czasem nie chcemy rozumieć zbyt wiele...bo to obciąża.

>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

"Tzw "fakty" to nic innego jak racje jednostronnej interpretacji rzeczywistości"
31-03-2009 10:06 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>A mnie się zdaje ze czasem nie chcemy rozumieć zbyt wiele...bo to obciąża.
Może coś w tym jest. Może faktycznie nie chcecie

>>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>"Tzw "fakty" to nic innego jak racje jednostronnej interpretacji rzeczywistości"
Widzę, że nie daje Ci spokoju moja sentencja wyjaśnię więc dlaczego wybrałem akurat to. Zgaduję (może nietrafnie), że nie wiesz kto zacz ten Wuch. Otóż jest to postać wymyślona przez S. Lema a zdanie, które wypowiedział trochę skróciłem. W całości to:
Jeśli tak, to z faktem tym należy się pogodzić, fakty bowiem to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie.
Polecam przeczytać całe opowiadanie, które jest tu:
sowa.website.pl/cmentarium/Varia/Lem01.html

Przekonasz się, że powodowała mną przekora a nie przekonanie o własnej nieomylności.
Pozdrawiam i życzę miłego czytania.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>A mnie się zdaje ze czasem nie chcemy rozumieć zbyt wiele...bo to obciąża.
>Może coś w tym jest. Może faktycznie nie chcecie
Mówił dziad do obrazu a obraz doń ani razu...

>>>
"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.

>>"Tzw "fakty" to nic innego jak racje jednostronnej interpretacji rzeczywistości"
>Widzę, że nie daje Ci spokoju moja sentencja

A tam nie daje zaraz spokoju...po prostu ćwiczę sobie przy okazji inwencję
-ot coś jak wariacje na temat...

>wyjaśnię więc dlaczego wybrałem akurat to. Zgaduję (może nietrafnie), że nie wiesz kto zacz ten Wuch. Otóż jest to postać wymyślona przez S. Lema a zdanie, które wypowiedział trochę skróciłem. W całości to:
> Jeśli tak, to z faktem tym należy się pogodzić, fakty bowiem to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie.Polecam przeczytać całe opowiadanie, które jest tu:
>sowa.website.pl/cmentarium/Varia/Lem01.html
>Przekonasz się, że powodowała mną przekora a nie przekonanie o własnej nieomylności.
Przekora jest niczym innym jak odmianą buntu przeciwko faktom więc nie masz się czym chwalić ;P

>Pozdrawiam i życzę miłego czytania.
Jak nie zasnę...
jad11 (18783 punktów)

>Mówił dziad do obrazu a obraz doń ani razu...
Nawet nie spytam, kto jest dziadem a kto obrazem.

>A tam nie daje zaraz spokoju...po prostu ćwiczę sobie przy okazji inwencję
>-ot coś jak wariacje na temat...
Okay.

>Przekora jest niczym innym jak odmianą buntu przeciwko faktom więc nie masz się czym chwalić ;P
Nie chwalę się. Pokazuję Ci w czym rzecz.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Skymen (621 punktów)
>>Mówił dziad do obrazu a obraz doń ani razu...
>Nawet nie spytam, kto jest dziadem a kto obrazem.
Ależ dlaczego?! Bo mógłbyś mieć rację?
Czy dlatego że najprawdopodobniej się mylisz? ;P

>>Przekora jest niczym innym jak odmianą buntu przeciwko faktom więc nie masz się czym chwalić ;P
>Nie chwalę się. Pokazuję Ci w czym rzecz.
Czyli rzecz w tym że się buntujesz...!? ;P
jad11 (18783 punktów)
>>>Mówił dziad do obrazu a obraz doń ani razu...
>>Nawet nie spytam, kto jest dziadem a kto obrazem.
>Ależ dlaczego?! Bo mógłbyś mieć rację?
>Czy dlatego że najprawdopodobniej się mylisz? ;P
Dlatego, że wiem.
>>>Przekora jest niczym innym jak odmianą buntu przeciwko faktom więc nie masz się czym chwalić ;P
>>Nie chwalę się. Pokazuję Ci w czym rzecz.
>Czyli rzecz w tym że się buntujesz...!? ;P
Otóż nie. Może najpierw przeczytaj opowiadanie albo proś pokornie o wyjaśnienia

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>>>Mówił dziad do obrazu a obraz doń ani razu...
>>>Nawet nie spytam, kto jest dziadem a kto obrazem.
>>Ależ dlaczego?! Bo mógłbyś mieć rację?
>>Czy dlatego że najprawdopodobniej się mylisz? ;P
>Dlatego, że wiem.
He he...wiesz to co chcesz "wiedzieć" ;P

>>>>Przekora jest niczym innym jak odmianą buntu przeciwko faktom więc nie masz się czym chwalić ;P
>>>Nie chwalę się. Pokazuję Ci w czym rzecz.
>>Czyli rzecz w tym że się buntujesz...!? ;P
>Otóż nie. Może najpierw przeczytaj opowiadanie albo proś pokornie o wyjaśnienia
Przeczytałem [wczoraj przed snem]. Ot bajeczka jak to rozum-niby-nasz-przyjaciel potrafi człowiekowi życie zmarnować, ;P gdy nie harmonizuje się [w jedno ludzkie "serce"]z resztą naszych "władz duchowych" [emocje, intuicja, i inne jeśli jakieś są].
jad11 (18783 punktów)

>He he...wiesz to co chcesz "wiedzieć" ;P
A gdzie: "witaj w klubie!"?

>Przeczytałem [wczoraj przed snem]. Ot bajeczka jak to rozum-niby-nasz-przyjaciel potrafi człowiekowi życie zmarnować, ;P gdy nie harmonizuje się [w jedno ludzkie "serce"]z resztą naszych "władz duchowych" [emocje, intuicja, i inne jeśli jakieś są].
Widzę rzecz trochę inaczej. Wuch się nie mylił- fakty mają to do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. A jednak źle ocenił sytuację. Czemu?


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>He he...wiesz to co chcesz "wiedzieć" ;P
>A gdzie: "witaj w klubie!"?
Nigdzie! Bo ja nieraz wiem takie rzeczy których wcale nie chciałbym wiedzieć... Takie ot "prawdy gorzkie" w posmaku, lub słone...

>>Przeczytałem [wczoraj przed snem]. Ot bajeczka jak to rozum-niby-nasz-przyjaciel potrafi człowiekowi życie zmarnować, ;P gdy nie harmonizuje się [w jedno ludzkie "serce"]z resztą naszych "władz duchowych" [emocje, intuicja, i inne jeśli jakieś są].
>Widzę rzecz trochę inaczej. Wuch się nie mylił- fakty mają to do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. A jednak źle ocenił sytuację. Czemu?
Bo inaczej nie umiał. Zaprogramowanie na reakcję. Zaklęty krąg, błędne koło...zakręcony był ten rozumek-przyjaciel i tyle. Na rozum trzeba uważać. Nie na darmo się mówi o "herezji rozumu".

Mickiewicz [i Angelus Silesius] będzie tu pasował:

OGNIK
"Mądrość świecka jest na kształt błędnego ognika:
Błyszcząc, zwodzi cię z drogi; gdy z niej zejdziesz, znika."

Cytat za: Adam Mickiewicz - ZDANIA I UWAGI
univ.gda.pl/~literat/amwiersz/0100.htm
jad11 (18783 punktów)
>>A gdzie: "witaj w klubie!"?
>Nigdzie! Bo ja nieraz wiem takie rzeczy których wcale nie chciałbym wiedzieć... Takie ot "prawdy gorzkie" w posmaku, lub słone...
Jasne.

>>>Przeczytałem [wczoraj przed snem]. Ot bajeczka jak to rozum-niby-nasz-przyjaciel potrafi człowiekowi życie zmarnować, ;P gdy nie harmonizuje się [w jedno ludzkie "serce"]z resztą naszych "władz duchowych" [emocje, intuicja, i inne jeśli jakieś są].
>>Widzę rzecz trochę inaczej. Wuch się nie mylił- fakty mają to do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. A jednak źle ocenił sytuację. Czemu?
>Bo inaczej nie umiał. Zaprogramowanie na reakcję. Zaklęty krąg, błędne koło...zakręcony był ten rozumek-przyjaciel i tyle. Na rozum trzeba uważać. Nie na darmo się mówi o "herezji rozumu".
Odp: Żle ocenił, bo nie znał wszystkich faktów. Tylko tyle.


"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>>A gdzie: "witaj w klubie!"?
>>Nigdzie! Bo ja nieraz wiem takie rzeczy których wcale nie chciałbym wiedzieć... Takie ot "prawdy gorzkie" w posmaku, lub słone...
>Jasne.
Ano...

>>>>Przeczytałem [wczoraj przed snem]. Ot bajeczka jak to rozum-niby-nasz-przyjaciel potrafi człowiekowi życie zmarnować, ;P gdy nie harmonizuje się [w jedno ludzkie "serce"]z resztą naszych "władz duchowych" [emocje, intuicja, i inne jeśli jakieś są].
>>>Widzę rzecz trochę inaczej. Wuch się nie mylił- fakty mają to do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. A jednak źle ocenił sytuację. Czemu?
>>Bo inaczej nie umiał. Zaprogramowanie na reakcję. Zaklęty krąg, błędne koło...zakręcony był ten rozumek-przyjaciel i tyle. Na rozum trzeba uważać. Nie na darmo się mówi o "herezji rozumu".
>Odp: Żle ocenił, bo nie znał wszystkich faktów. Tylko tyle.
Nigdy nie będziesz znał WSZYSTKICH faktów -mających wpływ na daną sytuację...
04-04-2009 12:21 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>>>>Widzę rzecz trochę inaczej. Wuch się nie mylił- fakty mają to do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. A jednak źle ocenił sytuację. Czemu?
>>>Bo inaczej nie umiał. Zaprogramowanie na reakcję. Zaklęty krąg, błędne koło...zakręcony był ten rozumek-przyjaciel i tyle. Na rozum trzeba uważać. Nie na darmo się mówi o "herezji rozumu".
>>Odp: Żle ocenił, bo nie znał wszystkich faktów. Tylko tyle.
>Nigdy nie będziesz znał WSZYSTKICH faktów -mających wpływ na daną sytuację...

Zgadza się. Nawet jeśli będziesz znał to nie możesz być absolutnie pewny, że znasz. Jednak właśnie to było powodem złej oceny sytuacji a nie zakręcony rozumek.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>>>>>Widzę rzecz trochę inaczej. Wuch się nie mylił- fakty mają to do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. A jednak źle ocenił sytuację. Czemu?
>>>>Bo inaczej nie umiał. Zaprogramowanie na reakcję. Zaklęty krąg, błędne koło...zakręcony był ten rozumek-przyjaciel i tyle. Na rozum trzeba uważać. Nie na darmo się mówi o "herezji rozumu".
>>>Odp: Żle ocenił, bo nie znał wszystkich faktów. Tylko tyle.
>>Nigdy nie będziesz znał WSZYSTKICH faktów -mających wpływ na daną sytuację...
>Zgadza się. Nawet jeśli będziesz znał to nie możesz być absolutnie pewny, że znasz. Jednak właśnie to było powodem złej oceny sytuacji a nie zakręcony rozumek.
Możesz [jak każdy rozumek] być zawsze absolutnie pewny że nie znasz wszystkich faktów, więc wcale nie jest potrzebna jakaś niepewność "że być może się czegoś nie zna".
Zakręcenie rozumku polega właśnie na tym że nosi taki w sobie przekonanie iż może znać jakieś zagadnienie na tyle dobrze, by rościć sobie prawo do wydawania jedynie słusznych opinii czy apodyktyzowania...to właśnie jest owa "herezja rozumu"...
04-04-2009 22:52 
 Ocena 1 na 1
jad11 (18783 punktów)

>Możesz [jak każdy rozumek] być zawsze absolutnie pewny że nie znasz wszystkich faktów, więc wcale nie jest potrzebna jakaś niepewność "że być może się czegoś nie zna".
Nagrody Nobla raczej za to nie dostaniesz.

>Zakręcenie rozumku polega właśnie na tym że nosi taki w sobie przekonanie iż może znać jakieś zagadnienie na tyle dobrze, by rościć sobie prawo do wydawania jedynie słusznych opinii czy apodyktyzowania...to właśnie jest owa "herezja rozumu"...
Ty również nosisz w sobie takie przekonanie. Rzeczywiste przekonanie.

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
Skymen (621 punktów)
>>Możesz [jak każdy rozumek] być zawsze absolutnie pewny że nie znasz wszystkich faktów, więc wcale nie jest potrzebna jakaś niepewność "że być może się czegoś nie zna".
>Nagrody Nobla raczej za to nie dostaniesz.
Ale pisząc to jakoś mimowolnie przyznajesz że jestem jej bliższy od ciebie...

>>Zakręcenie rozumku polega właśnie na tym że nosi taki w sobie przekonanie iż może znać jakieś zagadnienie na tyle dobrze, by rościć sobie prawo do wydawania jedynie słusznych opinii czy apodyktyzowania...to właśnie jest owa "herezja rozumu"...
>Ty również nosisz w sobie takie przekonanie. Rzeczywiste przekonanie.
Nie. Noszę w sobie przekonanie wręcz odwrotne -a co nie widać jaki jestem pokorny?
Zbyt często moja podobno ponadprzeciętna racjonalność [przez skromność tylko nie pochwalę się IQ] nabiła sobie guza na [zdawałoby się] irracjonalności życia jako takiego, a już to zorganizowanego w społeczność państwową czy jej "racjonalne" prawa. Dopiero takie realne doświadczenie [poparte jako tako usystematyzowaną wiedzą] pokazuje jak mało wiemy o świecie w jego przeogromnym nie tyle skomplikowaniu czy złożoności co skomunikowaniu współzależnościami -nawet w prostych wydawałoby się aspektach bytu. Ot jak mówią niektórzy: wszechświat to jedne wielkie naczynia połączone...a my to takie korki w jego probówkach, co raz to cisnięte oddolnie by wystrzelić jakimiś "postrzelonymi" pomysłami
jad11 (18783 punktów)
www.racjonalista.pl/forum.php/s,194097#w196494

"Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie." Wuch.
skymen
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,194097#w196494

No i namieszałeś -próbując scalić 3 wątki nie dałeś mi tam dość miejsca -nie mieszczę się w 6000znaków z odpowiedziami i muszę je dzielić na 2 -ot i teksty się kaszanią. Będzie zabawa z odpowiedziami... echhhh ty...wygodnisiu
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Za wikipedią:
Złożoność - składanie się z połączonych z sobą elementów. Jest podstawową własnością systemów fizycznych, jak i abstrakcyjnych i myślowych.

Szczególnie w odniesieniu do obiektów abstrakcyjnych, złożoność jest pojęciem subiektywnym i zależy od własności percepcyjnych i interpretacyjnych. To co dla jednej osoby jest proste, to dla drugiej może być złożone.

Termin złożony jest głównie używany dla podkreślenia faktu, iż dany system, proces, myśl lub wypowiedź składa się z bardzo wielu części i zwykle jest (lub może być) trudny do zrozumienia czy interpretacji. Jest tu synonimem terminu skomplikowany.

W nauce

Złożoność jest analizowana w matematyce, biologii, psychologi, inżynierii i innych naukach, w tym sensie analiza i definicja formalna złożoności jest jednym z istotnych problemów dzisiejszej nauki i współczesnej filozofii. Zwykle za systemy/procesy/problemy złożone uważamy te które są trudne do modelowania lub do rozwiązania.

Z definicji złożoności nie wynika ani pojęcie życia ani świadomości. Udowodnij, że bóg, jak go zdefiniowałeś nie jest martwy i nieświadomy.
Pozdrawiam
skymen
>Za wikipedią:
>Złożoność - składanie się z połączonych z sobą elementów. Jest podstawową własnością systemów fizycznych, jak i abstrakcyjnych i myślowych.
>Szczególnie w odniesieniu do obiektów abstrakcyjnych, złożoność jest pojęciem subiektywnym i zależy od własności percepcyjnych i interpretacyjnych. To co dla jednej osoby jest proste, to dla drugiej może być złożone.
>Termin złożony jest głównie używany dla podkreślenia faktu, iż dany system, proces, myśl lub wypowiedź składa się z bardzo wielu części i zwykle jest (lub może być) trudny do zrozumienia czy interpretacji. Jest tu synonimem terminu skomplikowany.
>W nauce
>Złożoność jest analizowana w matematyce, biologii, psychologi, inżynierii i innych naukach, w tym sensie analiza i definicja formalna złożoności jest jednym z istotnych problemów dzisiejszej nauki i współczesnej filozofii. Zwykle za systemy/procesy/problemy złożone uważamy te które są trudne do modelowania lub do rozwiązania.
>Z definicji złożoności nie wynika ani pojęcie życia ani świadomości. Udowodnij, że bóg, jak go zdefiniowałeś nie jest martwy i nieświadomy.
>Pozdrawiam

Udowodnij może wpierw że sam nie jesteś martwy i nieświadomy, a skoro jednak okazałbyś się [potencjalnie] żywy i świadomy, nie odmawiaj znacznego stopnia prawdopodobieństwa że Rzeczywistość przerastająca cię [żywego i świadomego] o głowę swoją złożonością może być "żywa i świadoma" w stopniu o tyle większym od twojej własnej "żywości i świadomości" o jaki cię przerasta złożonością...
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
Skoro całość fauny jeziora Loch Ness jest bardziej złożona niż jej część [czyli rybka] to ową "resztę" nie będącą rybką ale ją przekraczającą swą złożonością można nazwać szumnie "Potworem z Loch Ness".
skymen
>Skoro całość fauny jeziora Loch Ness jest bardziej złożona niż jej część [czyli rybka] to ową "resztę" nie będącą rybką ale ją przekraczającą swą złożonością można nazwać szumnie "Potworem z Loch Ness".
>
Można..jak sam przyznajesz...
Niniejszym więc -choć żartem- potwierdzasz iż można na szeroko pojętej płaszczyźnie racjonalności rozpatrywać istnienie Boga, a szkopuł jedynie w tym co za Niego uznamy. Więc skoro tak to -jak już wywiodłem -ateizm jest postawą nieracjonalną...c.n.d. ;P
michiko (596 punktów)
Używasz metody wyjaśniania z wnioskowaniem, jako argumentu w kwestii natury rzeczywistości, opartego na wyobrażeniach, skoro nie popartego żadnym dowodem , działania niewidocznego mechanizmu, Boga, zarzucając innym z kolei nieracjonalność poglądów. To kuriozum.
Pomijając metodę oraz przekonanie, że rzeczywistość ma jakąś naturę, na którą można się powoływać - w tym przypadku należałoby najpierw wykazać jakieś relacje człowieka do jej natury -
twój błąd wynika z fałszywego rozumienia racjonalności, która miałaby być rzekomo jakąś kategorią naturalną, istniejącą sobie w świecie na równi z rzeczami, wycinkami rzeczywistości. Pokaż taki wycinek, którym jest racjonalność, poszukaj go. A kiedy już go znajdziesz podaj jego namiary, może jakieś właściwości fizyko-chemiczne... Naprawdę, nie silę się na jakąkolwiek złośliwość.
Twoje przekonania to tylko jeden z elementów pewnego, jednego z wielu, światopoglądów, umiejscowionego w kulturze, jednej z wielu zresztą, niby co miałoby potwierdzić ich obiektywizm? Znaleźć obiektywne kryteria wyboru, ale wg jakich kryteriów? Itd.
To co można powiedzieć, to że znaczenia, które dobrze funkcjonują w pewnym kontekście zawsze są racjonalne, ze względu na kontekst, w którym funkcjonują, są spójne. Czy potrzeba czegoś więcej, żeby mówić o racjonalności?
28-03-2009 17:32 
 Ocena 2 na 2
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Używasz metody wyjaśniania z wnioskowaniem...
To błąd określany jako "dowód na podstawie braku dowodów". Taka choroba wieku dziecięcego. Skoro nikt nie dowiódł nieistnienia Boga, to znaczy że istnieje.
Wspaniały przykład anegdotyczny podaje Wikipedia. Podobno pochodzi on od G.B.Shaw'a (a może od Marka Twaina):
Cytat:
W grobowcach faraonów znaleziono druty. Stąd pewien egiptolog wywnioskował, że w starożytnym Egipcie znany był telegraf. Usłyszawszy o tym pewien asyriolog wysunął następującą tezę: w grobowcach królów asyryjskich nie znaleziono żadnych drutów, więc w starożytnej Asyrii znany był już telegraf bez drutu.

Serdeczne pozdrowienia.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
28-03-2009 17:44 
 Ocena 1 na 1
michiko (596 punktów)

Albo też abdukcja.
Pozdrawiam.
28-03-2009 18:15 
 Ocena 1 na 1
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>
>Albo też abdukcja.
>Pozdrawiam.
Nie ubliżaj zdrowo myślącym. Abdukcja (forma uogólnienia - niekoniecznie słusznego) jest dopuszczalna, natomiast nasz kolega zastosował najgorsze z możliwych chciejstwo. Brr...
Serdeczności.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
skymen
>>
>>Albo też abdukcja.
>>Pozdrawiam.
>Nie ubliżaj zdrowo myślącym.
"Najgorszą chorobą umysłu jest uważanie samego siebie za poprawnie rozumujacego..."
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>"Najgorszą chorobą umysłu jest uważanie samego siebie za poprawnie rozumującego..."
A kto tę genialna myśl wyrozumował?
.
skymen
>>"Najgorszą chorobą umysłu jest uważanie samego siebie za poprawnie rozumującego..."
>A kto tę genialna myśl wyrozumował?
>.
Zapewne jakiś duchowy spadkobierca Sokratesa...
Może też człowiek posiłkujący się ewangeliczną propozycją w stylu
"Nie uważajcie sami siebie za mądrych"?
Lub też ktoś zdolny do samokrytyki w stopniu heroicznym?
Albo zwykły współczesny naukowiec-psycholog [po kontekście tematyki zdrowia umysłowego to był raczej psychiatra] rozumiejący zasadę brzytwy Ockhama?
Sobie -w każdym razie- bym tego zdania za żadne skarby świata nie śmiał przypisać!
skymen
>>>"Najgorszą chorobą umysłu jest uważanie samego siebie za poprawnie rozumującego..."
>>A kto tę genialna myśl wyrozumował?
>>.
>Zapewne jakiś duchowy spadkobierca Sokratesa...
>Może też człowiek posiłkujący się ewangeliczną propozycją w stylu
>"Nie uważajcie sami siebie za mądrych"?
>Lub też ktoś zdolny do samokrytyki w stopniu heroicznym?
>Albo zwykły współczesny naukowiec-psycholog [po kontekście tematyki zdrowia umysłowego to był raczej psychiatra] rozumiejący zasadę brzytwy Ockhama?
>Sobie -w każdym razie- bym tego zdania za żadne skarby świata nie śmiał przypisać!

W ramach dopowiedzenia dodam jeszcze ciekawy przyczynek do widzenia świata przez psychiatrów: twierdzą oni podobno iż "tak naprawdę nie istnieją w populacji jednostki zdrowe psychicznie a tylko niezdiagnozowani". Ciekawe czy mieli i siebie na myśli...
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>dodam jeszcze ciekawy przyczynek do widzenia świata przez psychiatrów: twierdzą oni podobno iż "tak naprawdę nie istnieją w populacji jednostki zdrowe psychicznie a tylko niezdiagnozowani". Ciekawe czy mieli i siebie na myśli...
To jest chyba myśl lekarzy w ogóle. I faktycznie analogiczny przypadek.

Zaś Sokratesa "Wiem, że nic nie wiem" ma tę przewagę, że nie ocenia, a tylko odnosi się do faktów.
.
skymen
>>dodam jeszcze ciekawy przyczynek do widzenia świata przez psychiatrów: twierdzą oni podobno iż "tak naprawdę nie istnieją w populacji jednostki zdrowe psychicznie a tylko niezdiagnozowani". Ciekawe czy mieli i siebie na myśli...
>To jest chyba myśl lekarzy w ogóle. I faktycznie analogiczny przypadek.
>Zaś Sokratesa "Wiem, że nic nie wiem" ma tę przewagę, że nie ocenia, a tylko odnosi się do faktów.
Jak to nie ocenia?!
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Jak to nie ocenia?!
Innych.
.
01-04-2009 01:01 
 Ocena 1 na 1
Skymen (621 punktów)
>>Jak to nie ocenia?!
>Innych.
A co to ma do rzeczy? Ocena to ocena!
Bez oceniania innych [porównywania się] nie ma rozwoju.
A że ostatecznym osiągnięciem jest brak konieczności oceniania
tak innych jak siebie, to inna sprawa...więc nawet ocenianie siebie
świadczy wciąż o niedokończeniu procesu rozwojowego...
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie da się
>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną".
Łatwo powiedzieć "bóg jest". Trudniej to racjonalnie wykazać, zwłaszcza gdy nie da się zaprzeczyć, iż człowiek jest - w kontekście całości rzeczywistości - formą najbardziej "złożoną" (wykluczam jak na razie ufoludki czyli obcych, z angielska alliens).

>Ot tak samo jak to wyszło z paleniem -parę wątków niżej.
>Więc:
>1. Racjonalista nie pali.
Ja palę i doskonale zdaje sobie sprawę z irracjonalności tego zachowania. Czy oznacza to, że nie myślę? Mało tego. Są tacy, którzy zalewają się piwem lub wódą, stołują się w McDonalds etc... Czy świadczy to o upośledzeniu umysłowym lub wiarą w "Latającego Potwora Spaghetti".

>2. Racjonalista nie przeczy istnieniu Boga [więc nie jest ateistą=ateistami są jedynie jednostki nieracjonalne lub nie-do-końca-racjonalne...
>...c.n.d. [patrz tytuł wątku]
A niby dlaczego nie? Zależy jak komu z racjonalizmu (rozumu) wychodzi.

>Serdeczności -zwłaszcza wszystkim "opornym emocjonalnie" na takie dictum...jak na rzucenie
>palenia... ;P
Do póki tytoń w tym Kraju nie jest zakazany, nie rzucę. Chyba, że mi się znudzi. Palenie jest nad wyraz szkodliwe, ale jakie przyjemne!!!
Serdeczności.

>Wasz
>Sky
>

Twój
JATO




Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
28-03-2009 15:13 
 Ocena 3 na 3
Vytautas (4394 punktów)
>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie da się
>>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną".
>Łatwo powiedzieć "bóg jest". Trudniej to racjonalnie wykazać, zwłaszcza gdy nie da się zaprzeczyć, iż człowiek jest - w kontekście całości rzeczywistości - formą najbardziej "złożoną" (wykluczam jak na razie ufoludki czyli obcych, z angielska alliens).

   Galaktyk jest we Wszechświecie około 50 miliardów (tyle ich widać w teleskopie Hubble'a), w każdej ok. 50 miliardów gwiazd (średnia dla bliskich galaktyk), planety wokół gwiazd to nie jest rzadki przypadek, a Ty wykluczasz ufoludki, czyli cywilizacje pozaziemskie. Nie wydaje mi się to rozsądne.
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Ty wykluczasz ufoludki, czyli cywilizacje pozaziemskie. Nie wydaje mi się to rozsądne.
Ależ skąd. Nie znam Ufoludków, tym samym nie mogę powiedzieć, że są formą bardziej złożoną niż człowiek, stad wykluczenie. Jak tylko poznam którego, tedy spróbuję się odnieść do przedmiotowego zagadnienia. Tak na marginesie bardzo podobały mi się te z "Misji na Marsa" oraz z "Bliskich spotkań trzeciego stopnia". Urocze. Niestety nic o nich bliższego nie wiem.
Pozdrowienia.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
skymen
>>Ty wykluczasz ufoludki, czyli cywilizacje pozaziemskie. Nie wydaje mi się to rozsądne.
>Ależ skąd. Nie znam Ufoludków, tym samym nie mogę powiedzieć, że są formą bardziej złożoną niż człowiek, stad wykluczenie. Jak tylko poznam którego, tedy spróbuję się odnieść do przedmiotowego zagadnienia. Tak na marginesie bardzo podobały mi się te z "Misji na Marsa" oraz z "Bliskich spotkań trzeciego stopnia". Urocze. Niestety nic o nich bliższego nie wiem.

A zapoznałeś te z "A.I. Artifical Inteligence"["AI Sztuczna Inteligencja"]? Jakoś dziwnie mocno pokrewne onym z "Misji na Marsa"
Albo to schemat ufoli utarty już w mediach...albo...coś WIĘCEJ!?
Ale o tym cicho sza...kto lubi być poczytywany za wyznawcę teorii spiskowych... ;P
29-03-2009 10:20 
 Ocena 1 na 1
Sylwek (15472 punktów)
>Albo to schemat ufoli utarty już w mediach...albo...coś WIĘCEJ!?
Taaa... To coś więcej jest szczególnie widoczne jeśli prześledzić wygląd "obserwowanych" UFO, który jeszcze 100 lat temu dziwnie wydłużono - cygarowaty był zupełnie jak zeppeliny.
skymen
>>Albo to schemat ufoli utarty już w mediach...albo...coś WIĘCEJ!?
>Taaa... To coś więcej jest szczególnie widoczne jeśli prześledzić wygląd "obserwowanych" UFO, który jeszcze 100 lat temu dziwnie wydłużono - cygarowaty był zupełnie jak zeppeliny.
Chodziło mi raczej o sam anatomiczno-funkcjonalny wygląd obcych niż o styl w jakim budują w danym momencie dziejowym swoje pojazdy...zresztą nie dziwiłoby gdyby w erze sterowców latali cygarami..jeśli w czasach dzisiejszych latają ponoć czarnymi śmigłowcami czy...o ironio [coś im się poputało?]...TIR-ami
28-03-2009 18:46 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)
> Są tacy, którzy zalewają się piwem lub wódą, stołują się w McDonalds etc... Czy świadczy to o upośledzeniu umysłowym lub wiarą w "Latającego Potwora Spaghetti".

Wierzący w "Latającego Potwora Spaghetti" stołują się we włoskich knajpkach.I piją wino a nie piwo czy wódę.
JATO (Jarosław Tomczyk) (2644 punktów)
>Wierzący w "Latającego Potwora Spaghetti" stołują się we włoskich knajpkach.I piją wino a nie piwo czy wódę.
To był skrót myślowy. Przepraszam. Oczywista pijacy wódę zakąszają ogórkami, golonką etc... Ich wiara to spiritus (niekoniecznie movens lub sanctus) z kolei piwo też odchodzi pod golonkę, grilla (jak kto woli barbecue) ewentualnie ser żółty długo dojrzewający (polecam szczególnie pleśniowe - podchodzą doskonale, osobliwie z borówką, lub żurawiną). Nie wiem w co wierzą, ale cholesterolu sobie nie żałują. Ja postępuję ekumeniczne. W zależności od nastroju.
Pozdrawiam i życzę smacznego.
JATO


Zasada wyjaśniania Conrada: Wszystko co powiesz, zostanie ocenione przez innych , zupełnie sprzecznie z twoimi intencjami.
skymen
>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie da się
>>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną".
>Łatwo powiedzieć "bóg jest". Trudniej to racjonalnie wykazać, zwłaszcza gdy nie da się zaprzeczyć, iż człowiek jest - w kontekście całości rzeczywistości - formą najbardziej "złożoną" (wykluczam jak na razie ufoludki czyli obcych, z angielska alliens).

Ależ twierdzić że składowa [nawet najbardziej skomplikowana] jest czymś więcej niż suma tej składowej +1 element [nawet najprostszy, a gdzie tu jemu do wszechświata] to absurd -jeśli nie hipokryzja...

>>Ot tak samo jak to wyszło z paleniem -parę wątków niżej.
>>Więc:
>>1. Racjonalista nie pali.
>Ja palę i doskonale zdaje sobie sprawę z irracjonalności tego zachowania. Czy oznacza to, że nie myślę?
Być może to znaczy że nie zachowujesz się "w zgodzie z racjami rozumu" czyli racjonalnie, tylko postępujesz wbrew tym racjom = ir-racjonalnie...więc nie jesteś sensu stricte "racjonalistą"

>>2. Racjonalista nie przeczy istnieniu Boga [więc nie jest ateistą=ateistami są jedynie jednostki nieracjonalne lub nie-do-końca-racjonalne...
>>...c.n.d. [patrz tytuł wątku]
>A niby dlaczego nie? Zależy jak komu z racjonalizmu (rozumu) wychodzi.
>>Serdeczności -zwłaszcza wszystkim "opornym emocjonalnie" na takie dictum...jak na rzucenie
>>palenia... ;P

>Do póki tytoń w tym Kraju nie jest zakazany, nie rzucę.
I znów będzie jeden "świecki" pogrzeb więcej [vide pewien znany i szanowany kardiolog] ;P

> Palenie jest nad wyraz szkodliwe, ale jakie przyjemne!!!

1. Ot zależy jak dla kogo -przyjemne, egotyczny subiektywizm doprawdy niegodny jest miana racjonalisty.
2. Czy więc do miana racjonalisty zaliczymy wszystkich "myślących" [bez względu na to jak irracjonalne byłyby ich czyny, czy tylko tych spośród myślących którzy u podstaw swych czynów, osądów i decyzji stawiają racje jakie poddaje im ich własny rozum lub przedstawiona im logika rozumowania innych umysłów, wobec której nie znajdują "lepszych" argumentów własnych? ;P
Sylwek (15472 punktów)
Sporo zielonych roślin za oknem to trawa (polecam słownik jeśli ktoś nie zna słowa trawa). Jeśli utożsamić trawę z Bogiem ateizm okaże się postawa nieracjonalną.
skymen
>Sporo zielonych roślin za oknem to trawa (polecam słownik jeśli ktoś nie zna słowa trawa). Jeśli utożsamić trawę z Bogiem ateizm okaże się postawa nieracjonalną.
Zieleń? Jakże TrójBoska -Nadziei- barwa! Zresztą: trawa jak trawa [choć Desiderata ma o jej symbolicznej roli bardzo wysokie mniemanie] ale !TRAWKA! zapewne całkiem sporo realnej "boskości" w sobie nosi. Niejeden już po niej ponoć mówił "jest mi BOSKO!" ;P
Patryk Patucha (745 punktów)
>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie da się
>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną".

Podaj przykład bardziej złożonej jednolitej formy niż człowiek.

Człowiek to marionetka, za której sznurki pociągają inne marionetki
skymen
>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie da się
>>zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną".
>Podaj przykład bardziej złożonej jednolitej formy niż człowiek.

Może być na poziomie genetycznym?
Świeżo zapłodniona komórka jajowa rozwijająca się w ciążę wieloraczą ;P
Ot dlaczego zdaniem wielu człowiekiem się jest od momentu poczęcia...
Sylwek (15472 punktów)
>Może być na poziomie genetycznym?
>Świeżo zapłodniona komórka jajowa rozwijająca się w ciążę wieloraczą ;P
>Ot dlaczego zdaniem wielu człowiekiem się jest od momentu poczęcia...
Na poziomie genetycznym komórka jajowa jest równie złożona jak dowolna komórka somatyczna nie licząc komórek bezjądrowych takich jak erytrocyty.
skymen
>>Może być na poziomie genetycznym?
>>Świeżo zapłodniona komórka jajowa rozwijająca się w ciążę wieloraczą ;P
>>Ot dlaczego zdaniem wielu człowiekiem się jest od momentu poczęcia...
>Na poziomie genetycznym komórka jajowa jest równie złożona jak dowolna komórka somatyczna nie licząc komórek bezjądrowych takich jak erytrocyty.
>
Chodziło mi o sytuację multiplikacji zawartości genomicznej. Komórka jajowa dopiero po zapłodnieniu -wraz z zawartością plemnika posiada 100% zawartości "danych potrzebnych do powstania jednostki ludzkiej. Jej podziały w ciążę wieloraczą powodują że ze 100% kompletnego genomu robi się nagle jego wielokrotność...więc z "jednego człowieka" robi się ich więcej pozostając przy tym przez okres jakiś "w jednym kawałku" -bo o to zdaje się pytałeś formułując: "Podaj przykład bardziej złożonej jednolitej formy niż człowiek". Ot masz: bardziej złożona jednolita forma niż "pojedynczy człowiek" w jednym kawałku? Dwoje ludzi w jednym kawałku: np bliźniaki...syjamskie ;P
Sylwek (15472 punktów)
Prawdę mówiąc wciąż nie rozumiem czym mają się różnic podziały w ciąży pojedynczej od ciąży mnogiej i czemu mają bardziej zwiększać złożoność, no ale to poboczny temat całej dyskusji.
skymen
>Prawdę mówiąc wciąż nie rozumiem czym mają się różnic podziały w ciąży pojedynczej od ciąży mnogiej i czemu mają bardziej zwiększać złożoność, no ale to poboczny temat całej dyskusji.
Wezwałeś: "Podaj przykład bardziej złożonej jednolitej formy niż człowiek."
Podałem: "bliźnięta syjamskie"
To niby też "przykład jednolitej formy" tyle że nadal "ludzkiej" ale do rzeczy: człowiek+człowiek to bardziej złożona forma niż pojedynczy człowiek, tak samo jak człowiek+cokolwiek innego ze świata materii bądź to ożywionej lub nie. A jeśli tym co dodaje się do pojedynczego człowieka jest "reszta wszechświata" z całym swoim stopniem złożoności wzajemnych relacji "o niebo" przerastającym relacje składowych w obrębie złożoności występujących w obrębie pojedynczej osoby ludzkiej, to chyba gołym okiem widać co jest bardziej złożone czy skomplikowane. Widać to zwłaszcza w zestawieniu "pojedynczy człowiek"+"reszta ludzkości".
diogenes (42753 punktów)
>skoro całość -nazwijmy to "Rzeczywistości" jest bardziej złożona niż jej część...

Ze złożonością jest podobnie jak z równolicznością: liczb parzystych jest tyle samo co naturalnych. Złożoność pantofelka jest taka sama jak złożoność wszechświata.
skymen
>>skoro całość -nazwijmy to "Rzeczywistości" jest bardziej złożona niż jej część...
>Ze złożonością jest podobnie jak z równolicznością: liczb parzystych jest tyle samo co naturalnych. Złożoność pantofelka jest taka sama jak złożoność wszechświata.
Układ pantofelek-reszta wszechświata jest układem bardziej złożonym niż sam pantofelek i wszechświat rozpatrywane osobno, zwłaszcza jeśli "pantofelek" miałby zarówno samo- jak i wszechświato- świadomość
MichaQ (1056 punktów)
Zdaje Pan sobie sprawę z tego, że to, co Pan napisał, to czystej wody panteizm, który z koncepcją osobowego Boga nie ma nic wspólnego?
Ten post to jedno wielkie non sequitur, bo stwierdza, że istniejemy my i istnieje świat dookoła nas; ale to, że ów świat przekracza granice naszej podmiotowości nie oznacza, że istnieje Bóg (taki, jak zwykliśmy go pojmować). Przede wszystkim pomylił Pan pojęcia. W filozofii transcendencje definiuje się jako coś, co jest poza granicami naszych zmysłów i doświadczenia, jako rzeczywistość nadzmysłową. Natomiast rzeczywistość jest wobec nas transcendentalna, a nie transcendetna. Źródłosłów jest ten sam, ale znaczenia są odmienne. Transcendentny jest Bóg chrześcijan, idee platońskie, Umysł w filozofii Plotyna, ale nie jest transcendentny komputer, na którym pisze ten tekst.
skymen
>Zdaje Pan sobie sprawę z tego, że to, co Pan napisał, to czystej wody panteizm, który z koncepcją osobowego Boga nie ma nic wspólnego?

To zależy od definicji "osobowości"... ;P
Jaka jest Twoja?

>Ten post to jedno wielkie non sequitur, bo stwierdza, że istniejemy my i istnieje świat dookoła nas; ale to, że ów świat przekracza granice naszej podmiotowości nie oznacza, że istnieje Bóg (taki, jak zwykliśmy go pojmować).

Samoograniczanie się nawykami mentalnymi to nie jest dobra droga do rozwoju percepcji rzeczywistości...

> Przede wszystkim pomylił Pan pojęcia. W filozofii transcendencje definiuje się jako coś, co jest poza granicami naszych zmysłów i doświadczenia, jako rzeczywistość nadzmysłową. Natomiast rzeczywistość jest wobec nas transcendentalna, a nie transcendetna. Źródłosłów jest ten sam, ale znaczenia są odmienne. Transcendentny jest Bóg chrześcijan, idee platońskie, Umysł w filozofii Plotyna, ale nie jest transcendentny komputer, na którym pisze ten tekst.

Nareszcie ktoś to wychwycił! ;P
A tylu się tu już "racjonalnie" [racjonalistycznie?] produkowało...
No cóz widac można uważać się za racjonalistę bez pojęcia o pojęciach
zaczynających się na "trans..."

Zwłaszcza jeśli rozumie się [racjonalizm] różnicę między transcendencją a transcendentalnością to możliwe jest rozumowe założenie istnienia Bytu
który swoją racjonalnością przerasta naszą...a zatem -jak w tytule...
29-03-2009 10:35 
 Ocena 3 na 3
Sylwek (15472 punktów)
>A tylu się tu już "racjonalnie" [racjonalistycznie?] produkowało...
>No cóz widac można uważać się za racjonalistę bez pojęcia o pojęciach
>zaczynających się na "trans..."

Mylisz się, niektórzy mogli wychwycić ale wiedzieć, że jest to bez znaczenia dla (nie)poprawności rozumowania. Czy transcendencja czy transcendentalność utożsamianie jej z bogiem ma taką siłę dowodową na rzecz tego ostatniego, jak utożsamianie z nim trawy.

Pzdr.
skymen
>>A tylu się tu już "racjonalnie" [racjonalistycznie?] produkowało...
>>No cóz widac można uważać się za racjonalistę bez pojęcia o pojęciach
>>zaczynających się na "trans..."
>Mylisz się, niektórzy mogli wychwycić ale wiedzieć, że jest to bez znaczenia dla (nie)poprawności rozumowania. Czy transcendencja czy transcendentalność utożsamianie jej z bogiem ma taką siłę dowodową na rzecz tego ostatniego, jak utożsamianie z nim trawy.
>Pzdr.

Jak już gdzieś tu w wątku przed chwilą -w temacie trawy- komuś odpisałem...trawa -zarówno ta postrzegana jako "ubrana w kolor nadzieli a szczególnie TRAWkA jak najbardziej !Boskie! są i basta! Kto może niech pojmuje...
Sylwek (15472 punktów)
od zwykłej trawki wole żubrówkę
skymen
>od zwykłej trawki wole żubrówkę
Nie dziel jednego włos-i-a na czworo
skymen
>>A tylu się tu już "racjonalnie" [racjonalistycznie?] produkowało...
>>No cóz widac można uważać się za racjonalistę bez pojęcia o pojęciach
>>zaczynających się na "trans..."
>Mylisz się, niektórzy mogli wychwycić ale wiedzieć, że jest to bez znaczenia dla (nie)poprawności rozumowania. Czy transcendencja czy transcendentalność utożsamianie jej z bogiem ma taką siłę dowodową na rzecz tego ostatniego, jak utożsamianie z nim trawy.
>Pzdr.
Jednak może inaczej [niż o trawkach i żubrówkach]:
Co innego utożsamiać Całość z jednym elementem składowym, co innego widzieć w tym elemencie zobrazowanie prawdy głębszego rodzaju o Całości i poznanie tej prawdy pogłębiać...
zolv (1640 punktów)
>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie da się zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną". [...]

Osłabiają mnie takie posty

Logika już udowodniła to, że nie da się wykazać nie-istnienia czegoś. Dlatego dla dobra ludzkości należałoby chyba przyjąć, że obowiązek udowodnienia istnienia czegoś należy do "twórcy" tego czegoś. Tak samo jak mówiąc: "Zimna fuzja jest możliwa" należy jej istnienie udowodnić, tak mówią: "Krasnoludki istnieją" również należy udowodnić ich istnienie a nie ich nieistnienie.

Tak więc mówiąc "Bóg istnieje" to JA wymagam od Ciebie udowodnienia jego istnienia a nie TY wymagaj ode mnie, żebym udowodnił jego nie-istnienie. Wielu ludzi tego nie rozumie - wybacz, ale Ty najwyraźniej również.


"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"
Skymen (621 punktów)
>>Łatwo powiedzieć "boga nie ma". Trudniej racjonalnie to wykazać, zwłaszcza gdy nie da się zaprzeczyć iż człowiek nie jest -w kontekście całości rzeczywistości- formą najbardziej "złożoną". [...]
>Osłabiają mnie takie posty
...i dlatego nie czytasz ich do końca

>
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"

a ojcem jest przypadek?
zolv (1640 punktów)
>...i dlatego nie czytasz ich do końca

Zaskoczę Cię - przeczytałem całość!

Idąc twoim rozumowaniem to: pająk dla bakterii jest bogiem, bo jest bardziej złożony i dla niej pająk jest twoją "transcendencją". Z kolei pies musiałby być przez pająka utożsamiony z bogiem, bo jest bardziej od niego złożony. A dla psa np człowiek jest bogiem...no a dla człowieka Bóg jest bogiem . Jakie to wszystko logiczne.

"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"
Skymen (621 punktów)
>>...i dlatego nie czytasz ich do końca
>Zaskoczę Cię - przeczytałem całość!
Teraz dopiero?! To się nie liczy...
>Idąc twoim rozumowaniem to: pająk dla bakterii jest bogiem, bo jest bardziej złożony i dla niej pająk jest twoją "transcendencją". Z kolei pies musiałby być przez pająka utożsamiony z bogiem, bo jest bardziej od niego złożony. A dla psa np człowiek jest bogiem...no a dla człowieka Bóg jest bogiem . Jakie to wszystko logiczne.
Jakby ci to powiedzieć...ciut zubożyłeś "głebię" mojego wywodu...ale wszak trudno Ci to mieć za złe...każdy widzi tyle ile dostrzec potrafi

>
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"

A ojcem jest przypadek!
zolv (1640 punktów)
>Jakby ci to powiedzieć...ciut zubożyłeś "głebię" mojego wywodu...ale wszak trudno Ci to mieć za złe...każdy widzi tyle ile dostrzec potrafi

Zgadza się. W lewym oku mam lekki astygmatyzm. Ale jeśli mógłbyś rozwinąć swój wywód to byłoby fajnie.

Dla potrzeb argumentu a propos twojego dowodu na nieistnienie: Od teraz twierdzę, że w twojej głowie siedzi Nanolurek, który tobą kieruje. Jeśli uważasz, że jesteś wolnym człowiekiem (posiadasz wolę itp) - ja to poddaję w wątpliwość, gdyż wszystkimi twoimi funkcjami steruje owy Nanolurek. Jesteś jego więźniem i wszystko co mówisz jest jego dziełem a nie twoim. Ty zaś siedzisz zamknięty głęboko w swoim umyśle próbując się wydostać i odzyskać władzę nad samym sobą, jednak Nanolurek jest tak potężny, że nie da się tego opisać słowami.

A teraz TY udowodnij mi, że Nanolurek nie istnieje. Myślisz o rezonansie mózgu czy też innych badaniach, które w prosty sposób podważą jego istnienie? Żadne współczesne urządzenie nie potrafi go wykryć.


"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"
skymen
>>Jakby ci to powiedzieć...ciut zubożyłeś "głebię" mojego wywodu...ale wszak trudno Ci to mieć za złe...każdy widzi tyle ile dostrzec potrafi
>Zgadza się. W lewym oku mam lekki astygmatyzm.
No popatrz [uważniej] -to tak jak ja!

>Dla potrzeb argumentu a propos twojego dowodu na nieistnienie: Od teraz twierdzę, że w twojej głowie siedzi Nanolurek, który tobą kieruje. Jeśli uważasz, że jesteś wolnym człowiekiem (posiadasz wolę itp) - ja to poddaję w wątpliwość, gdyż wszystkimi twoimi funkcjami steruje owy Nanolurek. Jesteś jego więźniem i wszystko co mówisz jest jego dziełem a nie twoim. Ty zaś siedzisz zamknięty głęboko w swoim umyśle próbując się wydostać i odzyskać władzę nad samym sobą, jednak Nanolurek jest tak potężny, że nie da się tego opisać słowami.
>A teraz TY udowodnij mi, że Nanolurek nie istnieje. Myślisz o rezonansie mózgu czy też innych badaniach, które w prosty sposób podważą jego istnienie? Żadne współczesne urządzenie nie potrafi go wykryć.

W jakiś radośnie przedziwny sposób uważam że ze swoim pomysłem na "nanolurka" masz w 100% rację: coś nam "każe" myśleć tak a nie inaczej i możesz to nazwać "nanolurkiem" lub obciążeniem mentalnym lub genetycznym [czy jakimś-tam-jeszcze zaprogramowaniem] ale tak jest i już...więc nie widzę potrzeby dowodzenia własnej [czy kogokolwiek] niezależności od tegoż mechanizmu, czy dowodzić mojej czy twojej "wolnej" woli...bo jej nie ma, przynajmniej w powszechnym tego pojęcia rozumieniu. Mamy tylko "wolny" wybór: albo zgodzić się z ograniczeniami naszego rozumu [i owszem starając się go w miarę możliwości eksploatować i pogłębiać] lub szaleńczo się szamocąc buntować przeciwko temu pomysłowi [braku wolnej woli] i konstruować impertynencko śmieszne "wizje alternatywnej rzeczywistości", w której bylibysmy bezwzględnymi i wyłacznymi panami samych siebie -ot jak a-Teiści w swoim rozumowaniu "wolni" od tematu istnienia boga, którego się mianem, poprzez zaprzeczenie się wszak przecież dookreslają. [a-teizm]

>
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"

A ich i naszym ojcem jest przypadek!
31-03-2009 09:08 
 Ocena 1 na 1
zolv (1640 punktów)
Nie ma to jak do głupiego tekstu dorobić sobie całą doktrynę . Racjonalisty z Ciebie nie będzie.

Pozdrawiam.
EOT.


"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"
skymen
>Nie ma to jak do głupiego tekstu dorobić sobie całą doktrynę .
Problem z tym że wpierw była "doktryna" a dopiero później przypasował do niej jak ulał twój "głupi tekst" [jakże nisko się cenisz] ale i tak nie uwierzysz w taką kolejność...

> Racjonalisty z Ciebie nie będzie.
He he -nie ma to jak trzymać się ciasnej wersji szerokiego pojęcia...
Bo jeśli wg ciebie racjonalista to ktoś kto uprawia myślenie krytyczne jedynie zgodnie z twoim widzimisię to doprawdy mocno zawężasz temat racjonalizmu w ogóle.

>Pozdrawiam.
>EOT.
Eeee....odpuszczasz tak łatwo?!
Ot i rejterada przed pierwszą krwią...

>
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"

A ojcem jest przypadek! Ot pociupciał pociupciał i
nawet nie poczekał co z tego ciupciania wynikło...?
01-04-2009 22:08 
 Ocena 1 na 1
zolv (1640 punktów)
Nie wiem, czemu odpowiadam...

>Problem z tym że wpierw była "doktryna" a dopiero później przypasował do niej jak ulał twój "głupi tekst" [...]

Nie zauważyłeś analogii mojej "tezy" o Nanolurku do tezy o Bogu? Stwierdzić to jedno, ale udowodnić nieistnienie to drugie.

>> Racjonalisty z Ciebie nie będzie.
>He he -nie ma to jak trzymać się ciasnej wersji szerokiego pojęcia... [...]

Zwróć uwagę - ani jeden raz nie odniosłeś się do moich argumentów zapodając jedynie tekstami, które ciągnęłyby taką dyskusję w nieskończoność. Wnioski, argumenty, krytyka - nie znalazłem tego w twoich wypowiedziach, stąd też... :

>>EOT.
>Eeee....odpuszczasz tak łatwo?!

Wręcz przeciwnie. Odpuszczam z bólem serca, bo myślałem, że będzie to wymiana argumentów, a nie po prostu tekstów. Żałuję, że dałem się w to wciągnąć.

>>
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"

>A ojcem jest przypadek! Ot pociupciał pociupciał i
>nawet nie poczekał co z tego ciupciania wynikło...?

Jedyne co zrobiłeś to 4 krotnie odpowiedziałeś na moją stopkę. To chyba trochę mało, nie uważasz?


"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"
skymen
>Nie wiem, czemu odpowiadam...
Oj! To masz POWAŻNY problem z nieznajomością siebie!
Bo NAWET ja wiem czemu odpowiadasz

>>Problem z tym że wpierw była "doktryna" a dopiero później przypasował do niej jak ulał twój "głupi tekst" [...]
>Nie zauważyłeś analogii mojej "tezy" o Nanolurku do tezy o Bogu? Stwierdzić to jedno, ale udowodnić nieistnienie to drugie.
Skoro postawiłeś tezę zgodną z moją [co jasno stwierdziłem] to się dziwię że się dziwisz że nie udowadniałem przeciwnej
Skoro chcesz dowodu na czyjeś nieistnienie to sobie go przeprowadź, ja chętnie zweryfikuję

>>> Racjonalisty z Ciebie nie będzie.
>>He he -nie ma to jak trzymać się ciasnej wersji szerokiego pojęcia... [...]
>Zwróć uwagę - ani jeden raz nie odniosłeś się do moich argumentów zapodając jedynie tekstami, które ciągnęłyby taką dyskusję w nieskończoność. Wnioski, argumenty, krytyka - nie znalazłem tego w twoich wypowiedziach, stąd też... :
To twoje odczucie że się nie odniosłem, bardzo dla mnie jest prawdopodobne ze nie chciałeś emocjonalnie tych "odniesień" uznać za "odniesienia do argumentów" a uznałeś je jedynie za jakieś "teksty". Co to jest tekst jeśli nie ciąg znaków o jakimś znaczeniu? Być może moje "teksty" nie mają dla ciebie żadnego ZNACZENIA [że tych znaczeń nie dostrzegasz, nie chcesz lub nie umiesz, co też musi mieć swoje powody. Najprawdopodobniejszym z nich jest że te znaczenia które ci zapodaję są dla ciebie innymi niż te które CHCIAŁBYŚ ujrzeć...alr to wiń swoje chciejstwo za niewidzenie znaczeń w "tekstach" innych a nie te teksty...

>>>EOT.
>>Eeee....odpuszczasz tak łatwo?!
>Wręcz przeciwnie. Odpuszczam z bólem serca, bo myślałem, że będzie to wymiana argumentów, a nie po prostu tekstów. Żałuję, że dałem się w to wciągnąć.
Znamienny żal. Żal kogoś kto chciał coś innego niż dostał. Chciałeś cukierka a dostałeś opierdol i się jeszcze skarżysz...że przecież należał ci się cukierek bo tobie NALEŻĄ się od wszystkich cukierki! ;P

>>>
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"

>>A ojcem jest przypadek! Ot pociupciał pociupciał i
>>nawet nie poczekał co z tego ciupciania wynikło...?
>Jedyne co zrobiłeś to 4 krotnie odpowiedziałeś na moją stopkę. To chyba trochę mało, nie uważasz?
I znów twoje chciejstwo: "chciałbym więcej cukierków" więc mówisz do mnie:
"Daj mi je...BO MI SIĘ NALEŻY TO CZEGO OD CIEBIE OCZEKUJĘ". ;P

>
"Wszyscy mamy dwie matki: matematykę i nadzieję"

A ty masz jeszcze trzecią: pokusę na otrzymywanie darmowych słodyczy
A ojcem pokusy jest przekonanie że coś ci się NALEŻY od innych...
skymen
Widzę że nieco wam się chęć na pisanie wyczerpała w tym wątku...może ciut z mojej winy...za mało wam przytakiwałem
Na podsumowanie zacytuję "sobie" Mickiewicza...ot tak dla morału i na waszą-naszą racjonalistów cześć:

FILOZOF I BÓG EMIGRANT

"Wygnaliśmy z serc Boga, weźmiem dobra po nim,
Gadać o nim i pisać do niego zabronim;
Mamy nań sto gąb grzmiących i piór ostrych krocie,
A ten zbrodniarz emigrant myśli o powrocie?"



Cytat za: A. Mickiewicz "Zdania i uwagi"
univ.gda.pl/~literat/amwiersz/0100.htm
jkl; (5859 punktów)
"Ledwie oczy przetrzeć zdołam
Wnet do mego Pana wołam,
Do mego Pana na niebie,
I szukam go wkoło siebie"

Z pozdrowieniami od nieszukającej
skymen
>"Ledwie oczy przetrzeć zdołam
>Wnet do mego Pana wołam,
>Do mego Pana na niebie,
>I szukam go wkoło siebie"
>Z pozdrowieniami od nieszukającej
>
A po co szukać, skoro [bez względu na ilość wysiłków z własnej strony] i tak się zostanie "znalezionym"? Wystarczy poczekać...
Humanożerca (481 punktów)
Pełna zgoda, ateizm jest irracjonalny ponieważ milczenie jest czym innym niż negacja, na przykład pobłażliwe milczenie o krasnoludkach na konferencji naukowej nie oznacza, że się je neguje. Z milczenia wynika, może wynikać wszystko, nawet to, że wszyscy uczeni na wszystkich konferencjach podświadomie się nimi fascynują ale nie wyrażają tego werbalnie. Podstawienie pod określenie bóg/Bóg, słowa krasnoludek tylko pokazuje, że ateizm nie jest milczeniem, jest dążnością do obniżenia rangi danego dyskursu, zmierzającym do milczenia/przemilczenia jego treści.


minds.pl/content/view/222/70/
skymen
> Pełna zgoda, ateizm jest irracjonalny ponieważ milczenie jest czym innym niż negacja, na przykład pobłażliwe milczenie o krasnoludkach na konferencji naukowej nie oznacza, że się je neguje. Z milczenia wynika, może wynikać wszystko, nawet to, że wszyscy uczeni na wszystkich konferencjach podświadomie się nimi fascynują ale nie wyrażają tego werbalnie. Podstawienie pod określenie bóg/Bóg, słowa krasnoludek tylko pokazuje, że ateizm nie jest milczeniem, jest dążnością do obniżenia rangi danego dyskursu, zmierzającym do milczenia/przemilczenia jego treści.

Ateizm musi być "gadatliwy" a nawet "wołający"="wojujący" żeby mieć przekonanie iż zdoła wyplenić odwołania do boga w mózgach istot myślących, milczeniem [ignorowaniem tematu] nie zgasi się nadziei, którą prości ludzie będą zawsze pokładać -w sposób płynący z ich natury, intuicji- w "sile wyższej". Dlatego ateizm będzie się starał zawsze ludzi hasłami o brakobóstwie wręcz "zakrzyczeć"...
checkmate (1197 punktów)
> Pełna zgoda, ateizm jest irracjonalny ponieważ milczenie jest czym innym niż negacja, na przykład pobłażliwe milczenie o krasnoludkach na konferencji naukowej nie oznacza, że się je neguje. Z milczenia wynika, może wynikać wszystko, nawet to, że wszyscy uczeni na wszystkich konferencjach podświadomie się nimi fascynują ale nie wyrażają tego werbalnie. Podstawienie pod określenie bóg/Bóg, słowa krasnoludek tylko pokazuje, że ateizm nie jest milczeniem, jest dążnością do obniżenia rangi danego dyskursu, zmierzającym do milczenia/przemilczenia jego treści.
>
minds.pl/content/view/222/70/


"Więc co k... wolno jak nic nie wolno?" (Killerów 2)

Na wszelki wypadek przetłumaczę "z polskiego na nasze":
Więc co jest racjonalne?
Skymen (621 punktów)
>> Pełna zgoda, ateizm jest irracjonalny ponieważ milczenie jest czym innym niż negacja, na przykład pobłażliwe milczenie o krasnoludkach na konferencji naukowej nie oznacza, że się je neguje. Z milczenia wynika, może wynikać wszystko, nawet to, że wszyscy uczeni na wszystkich konferencjach podświadomie się nimi fascynują ale nie wyrażają tego werbalnie. Podstawienie pod określenie bóg/Bóg, słowa krasnoludek tylko pokazuje, że ateizm nie jest milczeniem, jest dążnością do obniżenia rangi danego dyskursu, zmierzającym do milczenia/przemilczenia jego treści.
>>
minds.pl/content/view/222/70/

>"Więc co k... wolno jak nic nie wolno?" (Killerów 2)
>Na wszelki wypadek przetłumaczę "z polskiego na nasze":
>Więc co jest racjonalne?

...czyżby wszystko co produkuje nasze "ratio" = "rozum"?
strefa9 (67 punktów)
("transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy nie znają tego pojęcia].)
W nawiasie raczej bym wstawił wyjaśnienie słowa, niż polecenie użycia słownika...
Pozdrawiam
Skymen (621 punktów)
>("transcendencją" [tu polecam słownik tym którzy nie znają tego pojęcia].)
>W nawiasie raczej bym wstawił wyjaśnienie słowa, niż polecenie użycia słownika...
Wtedy ktoś inny by mi napisał że "co to on googla nie ma?"

>Pozdrawiam
Oddzdrawiam
Skymen (621 punktów)
No i wątek się wyczerpał...a własciwie wasza chęć w nim uczestnictwa.
Serdecznie dziękuję wszystkim za wzięcie w nim udziału oraz czytelnikom za kibicowanie
- sami wiecie komu i dlaczego
Mnie osobiście wątek przekonał że nie ma argumentów obalających tezę że ateizm jest nieracjonalny. Skoro nie odpowiadacie widać was też.

Serdeczności wszystkim co te... i a-te....oraz tete-a-tete...

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365