Lecac samolotem ze Stanow do Polski ucialem sobie pogawedke z ksiedzem.
Zauwazylem pewna prawidlowosc: Za kazdym razem gdy podejmuje temat religijny a moim rozmowca jest ktos z kleru czuje sie o wiele bardziej rozumiany niz podczas rozmowy z zajadlymi, praktykujacymi obywatelami.
Staralem sie dowiedziec jak najwiecej na temat poczatkow chrzescijanstwa.
Twierdze ze chrzescijanstwo pierwotnie bylo sekta.Za to stwierdzenie jestem wyklinany przez wszystkich chrzescijan.
Jezus był Zydem i jego ruch był dysydencki w stosunku do hierarchi kapłanow . Były to poczatki sekty zwlaszcza ze dzialaly tylko w obrebie zydowstwa. Religie z tego utworzyl Pawel apostol od pogan: czlek światowy i wyksztalcony.
Nie do kazdego przemawiaja suche fakty wiec dyskusja zawsze jest ciekawa.
Najczesciej moje argumenty kwituje sie nastepujaco:
-Bog jest wszystkim,Bog moze wszystko.Bog jest i juz.Bog byl,jest i bedzie.
Z iej strony gdy wytykam niescislosci biblijne dostaje zawzyczaj odpowiedz -" To przenosnia,nie mozna tlumaczyc jej doslownie".
Ciekawi mnie tylko jak cos co jest zbiorem przenosni i nie mozna tego tlumaczyc doslownie moze byc nazwanie mianem "Swetej ksiegi"?
Z iej strony czlowiek karmiony jest slowami "Bog jest milosierny ale badz bogobojny". Sama nazwa 'Bogobojnosc" oznajmia iz bac sie trzeba Boga. Wiara w ktorej jest choc troche strachu wydaje mi sie niedorzeczna.
Sprawa smierci i tego co po niej tez jest ciekawa.
Moim zdaniem cale pieklo i niebo,cale odkupienie,czysciec zycie wieczne jest instrumentem stricte wychowawczym. Za dobre uczynki tutaj ,tam otrzymamy nagrode ( Tam czyli nigdzie bo kto to sprawdzi?).
Trzymanie w ryzach wierzacych i prowadzenie ich za reke.
Niestety chrzescijanstwo ma to do siebie ze ta reka nie tyle Nas trzyma,ile jestesmy do niej przypieci kajdanami.
Czlowiekowi trudno jest myslec w nastepujacy sposob :
"Umre i mnie nie bedzie.Nie bedzie mnei tutaj,nie bedzie mnie tam,nie bedzie mnie nigdzie.
Czy czlowiek potrafi wyobrazic sobie nicosc? Z nicoscia jest tak jak z calkowita cisza- Wiemy o niej ale nigdy jej nie slyszelismy/widzielismy.
Pomyslmy czy taki wieczny niebyt jest lepszy od wiecznego raju obiecywanego przez kosciol ?
Uwazam ze tak. Nie wiem czy cokolwiek co trwa wiecznie moze byc dobre dla kogokolwiek.
Wiecznosc to nie rok,dwa,milion lat,ale nieskonczonosc. Nieskonczony bol jest podobny do wiecznego szczescia.Do bolu mozna sie po czasie przyzwyczaic,a wieczne szczescie po czasie znudzi i zniecheci.
Osobiscie jestem tolerancyjny wzgledem katolikow oraz innych wyznan,pomimo ze czesto i glosno wyglaszam swoje poglady na temat danych wierzen.
Chcialbym na koniec poprosic niektore osoby by zastanowily sie nad swoim postepowaniem wzgledem uzycia slowa "Ateista". Zbyt wielu jak widze,myli pojecie ateizmu i nihilizmu.
Przepraszam ze zasmiecam to forum ale chcialem gdzies napisac to co kotluje sie w mej glowie.
Pozdrawiam i prosze o wyrozumialosc
