Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy racjonaliści rozumieją ewolucję?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
09-01-2006 21:51MarianCzy racjonaliści rozumieją ewolucję?
Zadziwiające jest jak ciężko tzw. "racjonalistom" przychodzi zrozumieć zasady działania ewolucji czy wynikających z niej algorytmów ewolucyjnych.
Otóż warunkiem rozwoju jest osadzenie go w osiągnięciach przeszłych.
Algorytmy ewolucyjne działają tak:
1. Rzuca się populację "na żywioł"
2. Ci, którzy przeżyli i najlepiej na tym wyszli przechodzą do "następnej tury".
To początek. A co jest potem?
2. Na podstawie poprzedniej populacji wykonuje się maluczki krok na przód, aby nie tracić dotychczasowego zysku.
3. Oprócz tego pozwala się znikomej (promile) części populacji znów rzucić się losowo "na żywioł". (tzw mutacje)
4. Ta część populacji która najlepiej wykonała swój maluczki krok wygrywa.
5. Część losowa, ta od "mutacji" może przeciągnąć całą populację na swoją stronę ale musi się jej dosłownie trafić jak ślepej kurze ziarno coś genialnego.

Widać wyraźnie:
- maluczkie kroki osadzone w tradycji DOMINUJĄ TOTALNIE
- mutacje, tzn. radykalne zmiany są promilowe (jak nie mniejsze)

A co chcą zrobić tzw. racjonaliści? No z całej populacji zrobić mutacje chcą. Tak, żebyśmy w ogóle nie trzymali się osiągnięć przeszłości - żebyśmy od jutra zmieniali wszystko, wedle naszego widzimi się (czyli wedle pseudowiedzy, ideologii).

Nikt nie jest w stanie objąć umysłem rozwoju społeczeństwa. Takie próby kończyły się katastrofą. Nikt nie wie jaki skutek będzie miało za 100 lat zalegalizowanie związków homoseksualnych. Gdyby ktoś przeprowadził symulację komputerową i wyszłoby mu, że będzie to dawało zysk - wtedy możnaby mówić, że jego argument jest racjonalny. Ale jeżeli zamiast tego jedyne co ma do powiedzenia to to, że "homofobia jest irracjonalna" - to sam plecie dogmaty, bo tak naprawdę NIE WIE jaki skutek bedzie miało to, co propaguje.
Skoro nie da się przeprowadzić symulacji, to nie da się uracjonalnić przemian społecznych i trzeba polegać na:
- rozwoju w tradycji
- porządku społecznym opartym na przesądach
Słowem: trzeba się trzymać ewolucji.

bockxer (1165 punktów)
Słowem : Z choinki Jasia Pospieszalskiego się urwałeś ...
Marian
>Słowem : Z choinki Jasia Pospieszalskiego się urwałeś ...
>

Oto zapis algorytmu ewolucyjnego genetycznego z wikipedii:

>Najczęściej działanie algorytmu przebiega następująco:
> 1. Losowana jest pewna populacja początkowa.
> 2. Populacja poddawana jest ocenie (selekcja). Najlepiej przystosowane osobniki biorą udział w procesie reprodukcji.
> 3. Genotypy wybranych osobników poddawane są operatorom ewolucyjnym:
> a. są sobą kojarzone poprzez złączanie genotypów rodziców (krzyżowanie),
> b. przeprowadzana jest mutacja, czyli wprowadzenie drobnych losowych zmian.
> 4. Rodzi się drugie (kolejne) pokolenie i algorytm powraca do kroku drugiego, jeżeli nie znaleziono dostatecznie dobrego rozwiązania. W przeciwnym wypadku uzyskujemy wynik.

pl.wikipedia.org/wiki/Algorytm_genetyczny

3a. - to rozwój w tradycji, bez żadnych radykalnych zmian - połączenie tego co już jest w celu uzyskania lepszych wyników

3b. - to rozwój przez rewolucję - skok w nieznane

I wy panowie twierdzicie, że trzeba olać wszystko to co do tej pory wypracowaliśmy i wszystko sprowadzić do 3b. - do przejścia na "racjonalne przesłanki" które są tak naprawdę tylko przesądami. Bo jak nazwać argumenty Magdaleny Środy, że to jest dobre, co "nie czyni krzywdy drugiemu człowiekowi"? Czy ona wykonała symulację komputerową wybiegającą 100 lat w przyszłość i SPRAWDZIŁA czy to da korzyści? Czy tylko WIERZY, że ta jej "racjonalna przesłanka" da te korzyści?

Ona WIERZY, ona tego NIE WIE. Jej się tylko WYDAJE, że społeczeństwo indywidualistyczne będzie lepsze od powiązanego.

Nie wiem czy ten algorytm genetyczny jest zrozumiały, ja pisałem takie programy i na nich widać doskonale jak ważna jest stabilność, zachowanie tego co już się uzyskało. Tak, żeby do tego coś DOŁOŻYĆ, żeby mieć na to GWARANCJĘ. Ta gwarancja to KONSERWATYZM - zakonserwujmy to co już osiągneliśmy, nie niszczmy tego! Nie trzeba niszczyć żeby dokładać (a przynajmniej nie RADYKALNIE).

Bo nie da się objąć umysłem co spowodują drobne nawet zmiany w społeczeństwie. Nie da się też ocenić czy to co dopiero co wprowadziliśmy jest dobre, czy złe. Trzeba poczekać na efekty empiryczne. Dlatego w Konstytucji 3 Maja bodajże był zapis, że można ją zmieniać najprędzej co 25 lat. Żeby mieć EMPIRYCZNE, a nie racjonalne przesłanki.

Bo te racjonalne, to tak naprawdę tylko przesądy zakorzenione w mózgu poprzez narkotyzowanie się wysiłkiem intelektualnym i pychą bycia "intelektualistą".
Jacek Krysztofik
>I wy panowie twierdzicie, że trzeba olać wszystko to co do tej pory wypracowaliśmy i wszystko sprowadzić do 3b. - do przejścia na "racjonalne przesłanki" które są tak naprawdę tylko przesądami.
Ay vey!

>Ta gwarancja to KONSERWATYZM - zakonserwujmy to co już osiągneliśmy, nie niszczmy tego! Nie trzeba niszczyć żeby dokładać.
Kto tu co niszczy? Nie histeryzuj, spokojnie, oddychaj głęboko, powoli, uspokój się.

>Bo nie da się objąć umysłem co spowodują drobne nawet zmiany w społeczeństwie. Nie da się też ocenić czy to co dopiero co wprowadziliśmy jest dobre, czy złe.
TEORETYCZNIE się nie da.

>Trzeba poczekać na efekty empiryczne.
No właśnie, efekty czego? Skoro nie dopuszczasz zmian, na co czekasz?

>Dlatego w Konstytucji 3 Maja bodajże był zapis, że można ją zmieniać najprędzej co 25 lat.
Och, ale IBM czy Intel przyjął zasadę, że dalej niż na 2 lata do przodu nie ma co planować. Decyzja z 1791 roku miała inne podłoże, inny cel.

>Żeby mieć EMPIRYCZNE, a nie racjonalne przesłanki.
że co? Można po polsku?

>Bo te racjonalne, to tak naprawdę tylko przesądy zakorzenione w mózgu poprzez narkotyzowanie się wysiłkiem intelektualnym i pychą bycia "intelektualistą".
Patrz stopka.

Czy wobec tego twierdzisz, że nie ma sensu wdrażać kapitalizmu i demokracji w krajach "III-go Świata" (o ile tego chcą)? Dla nich to przecież rewolucja! Oni żyją niekiedy tak jak my 500 lub nawet 1000 lat temu! Czy uważasz, że powinni czekać te kilkadziesiąt czy nawet sto pokoleń na swoje pięć minut?

Wreszcie, skoro chodzi o homoseksualność, to powiedz mi, do ciężkiej [...] co w niej takiego strasznego? Nie powinna ona dotyczyć nikogo prócz zainteresowanych i nikt nie powinien stawać na drodze ich szczęściu (utrudniać osiągnięcia go).
Jeżeli uważasz, że homoseksualność jest nienaturalna, to powiem Ci, że w naturze ma taką samą wagę jak leworęczność czy albinizm.
Homofobi (według mnie) pozostali w średniowieczu, gdzie epileptyków uważano za 'opętanych' a masochistów i schizofreników za świętych.

Common sense is the collection of prejudices acquired by age eighteen.
-- Albert Einstein
Marian
>>Ta gwarancja to KONSERWATYZM - zakonserwujmy to co już osiągneliśmy, nie niszczmy tego! Nie trzeba niszczyć żeby dokładać.
>Kto tu co niszczy? Nie histeryzuj, spokojnie, oddychaj głęboko, powoli, uspokój się.
Chodzi mi o np. bardzo rozbujałą krytykę katolicyzmu. Można np. spytać jakie jest Pana zdanie nt. Św. Inkwizycji? Albo na katolicyzm w ogóle.

Religia ma cechy nośnika wartości. Takiego trwałego, konserwującego, który zmienia się pod wpływem naprawdę silnych bodźców dopiero. Tu znów widzę nawiązanie do ewolucji - gdzie nie da się zmienić cech populacji szybko, to musi trwać miliony lat.

Natomiast intelektualność przeciwnie. Łatwo zmieniać poglądy, łatwo miotać się pomiędzy skrajnościami. Intelektualista może pod wpływem argumentów zmienić zdanie na przeciwne i chodzić dalej z podniesioną głową. To prowadzi do czegoś przeciwnego niż religia i rozwój w tradycji, moim zdaniem odpowiada to mutacjom. Intelektualista jest w stanie skoczyć swoimi myślami najdalej od dzisiejszości i w miejsce najdziwniejsze, aby tylko ktoś mu czy on sam sobie to odpowiednio wyłożył.

I co może zastąpić religię? Co może dzisiaj pełnić rolę kręgosłupa? Nie widzę zastępnika.

>Wreszcie, skoro chodzi o homoseksualność, to powiedz mi, do ciężkiej [...] co w niej takiego strasznego? Nie powinna ona dotyczyć nikogo prócz zainteresowanych i nikt nie powinien stawać na drodze ich szczęściu (utrudniać osiągnięcia go).

Społeczeństwo to system powiązany, jeden wpływa na drugiego czy tego chce, czy nie.. Gdy pozwolimy homoseksualistom na robienie co im się podoba to nie unikniemy trafienia rykoszetem w nas. W telewizji będą puszczać programy dla gejów (jakieś poradniki "małżeńskie", audycje kulinarne gdzie będzie uczyć gotować "małżeństwo", itd), w serialach typu Klan będzie obowiązkowo parka małżeńska, w telewizji będą reklamować specjalne samochody dla gejów itd. Czytałem np., że w miastach na zachodzie jest teraz modne, żeby na każdej imprezie był jakiś gej.

Innymi słowy: cały ten powiązany system społeczny ulegnie poważnym zmianom. I kto potrafi udowodnić, że na lepsze?

I równie ważne pytanie: kto powiedział, że skoro to trafi rykoszetem w nas, tj. w większość, to my nie możemy tego zakazać? Dlaczego większość nie może czegoś zabronić mniejszości? Przecież nikt nie udowodnił, że demokracja liberalna jest doskonała i jedyna obowiązująca. Przemyca się do świadomości Polaków, że aby być demokratą, to trzeba być demokratą liberalnym, czyli że nie można czegoś komuś zabronić "bez powodu". A to "bez powodu" to fałsz, bo wszystko trafia rykoszetem w większość więc ma ona prawo zabraniać co jej się podoba mniejszości.

Np. większość Polaków ma prawo zabronić homoseksualistom wychodzić na ulicę. Dlaczego nie? Bo demokracja liberalna to dogmat?
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>Religia ma cechy nośnika wartości. Takiego trwałego, konserwującego, który zmienia się >pod wpływem naprawdę silnych bodźców dopiero. Tu znów widzę nawiązanie do >ewolucji - gdzie nie da się zmienić cech populacji szybko, to musi trwać miliony lat.
Nasi przodkowie Słowianie, żyli we własnej, DOBREJ tradycji. Mieli system wierzeń, który zapewniał im dość dobry rozwój (sądząc po ekspansji). Jednak katolicy nie mieli cierpliwości na czekanie. Wycięli inaczej przystosowanych mieczem. Z Twojego punktu widzenia, rycerze Najświętszej Marii panny, byli barbarzyńcami.

I jeszcze jedno, nie ma czegoś takiego jak "rozwój w tradycji". Słowa są sprzeczne

Lacho calad, drego morn
ariadna (352 punktów)
>Gdy pozwolimy homoseksualistom na robienie co im się podoba to nie unikniemy trafienia rykoszetem w nas. W telewizji będą puszczać programy dla gejów (jakieś poradniki "małżeńskie", audycje kulinarne gdzie będzie uczyć gotować "małżeństwo", itd), w serialach typu Klan będzie obowiązkowo parka małżeńska, w telewizji będą reklamować specjalne samochody dla gejów itd. Czytałem np., że w miastach na zachodzie jest teraz modne, żeby na każdej imprezie był jakiś gej.

Widzę Marian, że rajcuje cię taka perspektywa
Specjalne samochody dla gejów? A cóż to takiego? Może będą miały kwadratowe koła? Zastanów się człowieku, zanim palniesz kolejną bzdurę...

P.S. "Rewelacje" Mariana przypominają mi teksty innego Mariana, produkującego się kiedyś na tym forum, bodajże na temat budowy piramid czy datowania metodą C14... Ale pewnie tylko mi się tak wydaje
Marian
>Specjalne samochody dla gejów? A cóż to takiego? Może będą miały kwadratowe koła? Zastanów się człowieku, zanim palniesz kolejną bzdurę...

wiadomosci.onet.pl/1304247,720,kioskart.html

I jak, cofniesz to co napisałeś?
evolver
O ile z Teorią Darwina jakoś sobie radzę, to z Teorią Mariana już nie daję rady. I wam też odradzam. Marianowi zaś radzę udać się do stosownej poradni. ..
Jacek Krysztofik
>O ile z Teorią Darwina jakoś sobie radzę, to z Teorią Mariana już nie daję rady. I wam też odradzam. Marianowi zaś radzę udać się do stosownej poradni. ..
Może za długo siedział nad programem. Wyśpi się, dojdzie do siebie, zda kolokwium, zacznie gadać jak człowiek.

Common sense is the collection of prejudices acquired by age eighteen.
-- Albert Einstein
Marian
Heh nie wiem czy to coś da, bo żeby poczuć o co chodzi w takim algorytmie trzeba posłuchać z 30 minut wykładu i potem popatrzeć na kolejne kroki działania takiego algorytmu opatrzone komentarzem.

Więc tak:
- mamy płaszczyznę XY - dwie osie, pionowa i pozioma - normalka, z podstawówki
- chcemy ewolucyjnie odnaleźć punkt (0,0) - załóżmy, że nie wiemy jak do niego dojść racjonalnie i musimy iść po omacku

Ewolucyjnie robi się to tak:
1. Losuje się np. 1000 punktów rozsypanych po całej płaszczyźnie
2. Ocenia się jakość każdego z nich - im bliżej jest punktu (0,0), tym lepszą ma jakość
3. Losuje się 100 z nich, przy czym tym większe szanse na wylosowanie ma punkt, im lepszą ma jakość

No i otrzymujemy 100 punktów o niezłej jakość (czyli: względnie blisko leżących punktu 0,0)

Następnie w kółko:
1. Łączymy losowo punkty w pary
2. Dla każdej pary: losujemy 2 punkty leżące pomiędzy nimi
To takie "małżeństwo" - z każdych 2 punktów losujemy 2 punkty do nich zbliżone - ich dzieci.

To jest właśnie rozwój w tradycji.

3. Oprócz tego "mutujemy" np. 5 punktów. Robimy to np. w ten sposób, że zmieniamy dla 5 punktów losowo wybraną współrzędną o losową wartość. Wychodzi taki "mutant", wykolejeniec, odszczepieniec.

To rozwój przez rewolucję. A nuż trafi taki bezpośrednio w rozwiązanie? Ale marne na to szanse - taki "odszczepieniec" przeważnie "umiera". Tak jak w życiu ludzie umierają na choroby genetyczne bo mają jakieś losowe zmiany w genotypie.

(w rzeczywistości te mutacje są potrzebne do wychodzenia z minimów lokalnych - ale to zaciemniłoby przykład)

4. Ponownie oceniamy jakość
5. Losujemy 100 osobników preferując te z lepszą jakością

I tak w kółko. I w końcu doprowadzimy tą populację do punktu 0,0. O co mi chodzi? O to, że mutacje mają znikomy zasięg, że liczy się rozwój w tradycji a całość opiera się na "chodzeniu po omacku" - na przesądach.

Polecam też program (aplet javy) o ewolucji kukiełek:
www.alife.pl/portal/dummies/p/program.html

Tam bodajże mutują 3 kukiełki na kilkanaście. Łatwo je poznać bo wciąż przyjmują dziwaczne formy. Są potrzebne, owszem, ale najważniejsze jest zachowanie dotychczasowych rezultatów - rozwój w tradycji.
Fidel (4130 punktów)
Widzisz zdaje mi się, że za bardzo się przejąłeś prostą symulacją komputerową, która oddaje tylko kierunek nurtu rzeki zwanej ewolucją, pomijając jej zawirowania, meandry i kaskady.
Sam ekspertem w tej dziedzinie nie jestem. Czytając jednak ostatnio jakieś popularno-naukowe opracowania, natknąłem się na przykład, w którym twój odszczepieniec, wykolejeniec, i marginalny osobnik, odnosi sukces i supremację.

>Wychodzi taki "mutant", wykolejeniec, odszczepieniec.

Otóż Ty w swoich rozważaniach zapomniałeś o bardzo istotnym czynniku jakim są zmiany środowiska. To te zmiany selekcjonują to czy odszczepieniec stanie się dominantem, czy też populacja pozostanie "konserwatywna". Podobnie ma się to do ewolucji społecznej, której nie można analizować w oderwaniu od takich czynników jak rozwój cywilizacyjny, postęp techniczny, wzrost samoświadomości.

Wracając do przykładu który pochodzi, chyba z książki Homara von Ditfurth "Na początku był wodór".

Na łąkach Anglii, przed rewolucją przemysłową istniał dobrze zbadany gatunek motyla o ubarwieniu podobnym do kory brzozy. Dzięki takiemu maskującemu ubarwieniu unikał przykrych spotkań z ptaszkami. Udawało mu się to dość skutecznie, do czasu gdy w wyniku zanieczyszczenia środowiska, i dużej emisji spalin (sadzy), kora brzozy w niektórych rejonach stała się prawie czarna. Odnotowano tam nagły spadek "konserwatywnej" populacji motyla, czyli tej z maskującym ubarwieniem. Przetrzebiony przez ptaki, dla których stał się teraz łatwym łupem, prawie zupełnie wyginął. Po jakimś czasie pojawił się jednak ten sam gatunek motyla tyle, że o czarnym ubarwieniu. W następnych latach populacja czarnych wzrosła na tyle, że stała się dominującą, spychając do niszy "konserwatywną". Stało się tak, gdyż zawsze w populacji tego motyla istniał pewien odsetek mutantów o czarnych skrzydłach. Ich ekspansja była zahamowana w wyniku ich kompletnego nie przystosowania do warunków środowiska. Do czasu kiedy te warunki zrządzeniem losu (chaosu), zmieniły sie na tyle aby umożliwić im ekspansję.

Nie czuję się ekspertem od ewolucji, ale coś mi się zdaje, że i ty nim nie jesteś. Poznałeś jakiś tam program, który przedstawia ogólny mechanizm ewolucji bez uwzględniania sprzężeń zwrotnych, zakłóceń i wzbudzeń które towarzyszą ewolucji w rzeczywistości. Wykazałeś się arogancją intelektualną, kreując się na eksperta w dziedzinie w której dopiero raczkujesz. Równie dobrze mógłbyś być wróżbitą po użyciu programu do stawiania pasjansa.

Jacek Krysztofik
>Tak, żebyśmy w ogóle nie trzymali się osiągnięć przeszłości
NIE! Mamy wyciągać wnioski.

>żebyśmy od jutra zmieniali wszystko, wedle naszego widzimisię
>skutek będzie miało za 100 lat [...]
Tak się składa, że jeśli od jutra się wszystko nie zmieni, to za 100 lat nie będzie czego zmieniać.

Common sense is the collection of prejudices acquired by age eighteen.
-- Albert Einstein
lipschitz (1674 punktów)
Szkoda, że pominięto sytuację, w której człowiek zaczął posługiwać się własnym rozumem. Na razie jest on tutaj skazany wyłącznie na informacje kształtowane przez ewolucję lub tradycję. Gdyby jednak rzeczywiście istniała tylko taka alternatywa, to zaletą ewolucji - która także posiada swoją historię - jest to, że zrywa z tym, co się wcześniej sprawdzało. Poza tym, patrząc ewolucyjnie, osiągnięcie pewnego poziomu rozwoju nie tworzy wadliwej konstrukcji, wadliwie funkcjonującego organizmu. Przekładając na nasz język: stara lokomotywa jest w pełni funkcjonalną maszyną, nie jest to maszyna bez kół czy z dziurawym kotłem, a ewolucja nie polega na łataniu dziur - z każdym krokiem musi powstawać w pełni funkcjonalny organizm.

Tradycja nie cechują się tego rodzaju starannością, istniejące społeczności lub osobowości, to często takie właśnie lokomotywy, którym nie zbudowano kół lub palenisko znalazło się nie w tym miejscu co trzeba Patrząc w przeszłość obserwujemy defekty, deformacje, czy wręcz zjawiska patologiczne. Tradycja nie jest wyposażona w cenzora, który dokona odsiewu, niewiele potrzeba, aby przemycić nonsens sprzed kilku tysięcy lat tylko dlatego, że istnieje jeszcze jego ślad w pamięci. Nie wspomnę o tym, a raczej nie rozwinę wątku, że tzw. tradycyjne wartości po prostu pozwalają nam być bezmyślnymi.

Wracając jednak do tego, co istotne, czyli rozumowania, zdolności, która wykracza dużo dalej po za przyswajanie wiedzy - racjonalnie będzie posłużyć sie rozumem, co oznacza, że bez względu na tradycję, jej osiądnięcia, odrzuca się każdy zlokalizowany przejaw fałszu, złudzeń, zabobonów. Rozum nie trwa z czymś tylko dlatego, że ma to kilka tysięcy lub kilkaset lat, nie stoi np. przed dylematem: ewolucja czy tradycja, nauka czy religia itp. Nie musi także znać przyszłości (kultywując tradycję staje się ona dobrze znana), ważne, by teraz wszystko funkcjonowało, stanowiło zdrowy organizm, a to według mnie wymaga nieustannej dbałości, żywego umysłu zdolnego reagować na nowe okoliczności, zjawiska, zdolnego stworzyć nowe reguły poruszania się oraz zdolnego odrzucać stare, nieadekwatne już do rzeczywistości.

Dla mnie każde zawołanie do trzymania się tradycji pachnie próbą tworzenia ludzi bezmyślnych. To rozum indywidualnego człowieka powinien w swoim samodzielnych próbach zrozumienia życia decydować, które tradycyjne przekazy mają jeszcze sens, a które już go nie mają, a kiedy istnieje zdolność odrzucania złych reguł, to z pewnością naprawione zostaną ewentualne pomyłki wynikające ze złej oceny.

Dobrą tradycją byłoby tworzyć środowisko sprzyjające ludziom myślącym samodzielnie, czyli także musi być zgoda na ich "zwariowane" pomysły.
Tomek
>Zadziwiające jest jak ciężko tzw. "racjonalistom"
>przychodzi zrozumieć zasady działania ewolucji czy
>wynikających z niej algorytmów ewolucyjnych.

>Otóż warunkiem rozwoju jest osadzenie go w osiągnięciach
>przeszłych.
Nie da się ukryć

>Widać wyraźnie:
>- maluczkie kroki osadzone w tradycji DOMINUJĄ TOTALNIE
>- mutacje, tzn. radykalne zmiany są promilowe (jak nie
>mniejsze)
>A co chcą zrobić tzw. racjonaliści? No z całej populacji
>zrobić mutacje chcą. Tak, żebyśmy w ogóle nie trzymali się
>osiągnięć przeszłości - żebyśmy od jutra zmieniali
>wszystko, wedle naszego widzimi się (czyli wedle
>pseudowiedzy, ideologii).

>Nikt nie jest w stanie objąć umysłem rozwoju społeczeństwa.
>Takie próby kończyły się katastrofą.
Jakoś zniesienia niewolnictwa nie przyniosło katastrofy dla USA, a zmiana była dość poważna...


>Nikt nie wie jaki skutek będzie miało za 100 lat zalegalizowanie związków
>homoseksualnych.
Pewnie zwykły... Tzn. zgodny z założeniami strategii ewolucyjnie stabilnej... Ale tego mało kto z nas się dowie )

>Słowem: trzeba się trzymać ewolucji.

Czy racjonalne jest sprowadzanie przez Ciebie tempa ewolucji kulturowej do tempa ewolucji biologicznej?
Pozdrawiam,
Tomek
Przemek K.
>Otóż warunkiem rozwoju jest osadzenie go w osiągnięciach
>przeszłych.

I tak wszystko, co proponują "racjonaliści", jest osadzone na osiągnięciach przeszłości. Weźmy, skoro to padło, legalizację związków homoseksualnych -- jest to postulat wynikający z obecnie istniejących zasad etycznych, będących wynikiem ewolucji (kulturowej!, nawet jeśli przyjąć argumenty o pewnych pierwotnych i genetycznych uwarunkowaniach zasad etycznych), które stawiają na równość wobec prawa, na wolność jednostki, szanują jej intymność, itp. To wynik ewolucji, a nie rewolucji. I to ewolucji, w której istotną rolę odegrało chrześcijaństwo.

Jeśli chodzi o modelowanie przyszłości -- wszystko zależy od założeń, a praktycznie wynik i tak będzie nieprzewidywalny.

Celem zmian w prawie jest zawsze dobro społeczeństwa i zawsze jest ono oparte na rozważaniach zarówno na rozważaniach z przeszłości, jak i na ocenie teraźniejszości, wykorzystując aktualny stan wiedzy (która zawsze może okazać się z czasem błędną). Zauważę tu, że zmiany w prawie są praktycznie zawsze spóźnione w porównaniu do zmian w pojmowaniu etyki i sytuacji społecznej.

Przyjmuję do wiadomości, że legalizacja związków homoseksualnych MOŻE okazać się, z punktu widzenia pożytków społecznych, za 100 lat błędem. Nie wiem, jak by to miano wykazać, skoro do dzisiaj nie ma zgodności niemal nigdzie, co do tego, jakie przyczyny, dały takie a nie inne skutki społeczne. Ale dajmy na to, że kiedyś to się da ocenić, i że ocena będzie negatywna. Sama możliwość nie oznacza jednak, że mam odbierać komuś coś, co uważam za naturalne i niezbywalne prawo jednostki ludzkiej -- prawo do samostanowienia o sobie, w ramach, które nie są szkodliwe dla otoczenia. Żeby odebrać takie prawo, potrzebuje nie logicznej możliwości, czy nawet poczucia własnej niepełnej wiedzy, ale mocnych argumentów. To tak jak w sądzie -- by odebrać komuś wolność, należy udowodnić mu winę (tu: udowodnić szkodliwość), a nie domagać się dowodu niewinności.
Marian
Tylko że wątek homoseksualny to tylko jeden z elementów całości. Np. w Szwecji powstała partia postulująca delegalizację małżeństwa i zastąpienie go dobrowolnym związkiem dowolnej liczby ludzi bez względu na płeć i wiek. Czy to już rewolucja czy jeszcze ewolucja? Czy to wyrasta z chrześcijaństwa?

www.neww.o(*)news/news/1.html?&nw=1598&re=2

Co do homoseksualizmu, to wg. mnie jest tak:
- człowiek poświęca dużo energii na zdobycie odpowiedniego dla siebie partnera
- wszystkie te umizgi, strojenie się, chodzenie na dyskoteki, szukanie towarzystwa, wybieranie odpowiedniej szkoły czy studiów, itd. itd. - te wszystkie rzeczy są całkowicie bezsensowne same w sobie i nawet szkodliwe
- a są ogromnym wydatkiem energii i w dużej części podporządkowaniem całego życia im

Ale jest coś, co je uzasadnia: odnalezienie jak najlepszej partii genów aby proces ewolucji mógł zachodzić. Tak, to jest obiektywnie wielkie i dobre.

To samo robią homoseksualiści. Tyle, że im brakuje uzasadnienia. Wszystko co robią w celach towarzyskich jest pozbawione sensu.

Tak więc z racjonalnego punktu widzenia homoseksualizm jest bez sensu i podnoszenie go do rangi takiej jaką ma rodzina jest zbrodnią wobec niej i wobec ludzkości.
yavorr (193 punktów)
>Tylko że wątek homoseksualny to tylko jeden z elementów całości. Np. w Szwecji powstała partia postulująca delegalizację małżeństwa i zastąpienie go dobrowolnym związkiem dowolnej liczby ludzi bez względu na płeć i wiek. Czy to już rewolucja czy jeszcze ewolucja? Czy to wyrasta z chrześcijaństwa?

Ale Marian, powiedz nam dlaczego wszystko powinno wyrastać z tego co było? Co powinno nas motywować do tego, by tak rozpaczliwie trzymać się status quo? Twierdzisz, że to co było do tej pory ma jakąś magiczną wartość samą w sobie? Dlaczego? Czy chodzi ci o to, że stabilność jest wartością jako taką? A jeżeli powiem, że tradycyjny model rodziny i tzw. tradycyjne wartości są tylko echem modelu społeczeństwa zbieracko-łowieckiego, który zapewniał równowagę całości relacji międzyludzkich jeszcze w feudaliźmie, ale już w epoce rewolucji przemysłowej okazał się nieadekwatny i powodował ludzkie cierpienie, to co powiesz? Nadal będziesz twierdził, że to co trwa od tysięcy lat jest pożądane właśnie dlatego, że trwa od tysięcy lat? Poza tym, jeżeli widać jak na dłoni, że w pewnych społeczeństwach owe tradycyjne wartości są już nie do przyjęcia, są powszechnie ignorowane, to czy nie jest to objaw tego, że stary system więzi społecznych ulega erozji, bo okazuje się niestabilny w stale zmieniających się warunkach?

>Co do homoseksualizmu, to wg. mnie jest tak:
>- człowiek poświęca dużo energii na zdobycie odpowiedniego dla siebie partnera
>- wszystkie te umizgi, strojenie się, chodzenie na dyskoteki, szukanie towarzystwa, wybieranie odpowiedniej szkoły czy studiów, itd. itd. - te wszystkie rzeczy są całkowicie bezsensowne same w sobie i nawet szkodliwe
>- a są ogromnym wydatkiem energii i w dużej części podporządkowaniem całego życia im
>Ale jest coś, co je uzasadnia: odnalezienie jak najlepszej partii genów aby proces ewolucji mógł zachodzić. Tak, to jest obiektywnie wielkie i dobre.
>To samo robią homoseksualiści. Tyle, że im brakuje uzasadnienia. Wszystko co robią w celach towarzyskich jest pozbawione sensu.

Tak więc homoseksualizm jest moralnie godny potępienia, bo nie jest strategią ewolucyjnie stabilną!!! Buhahahaha
Człowieku, czy naprawdę uważasz, że ludzie angażując się w związki przejmują się na pierwszym miejscu o przyszłość własnej puli genów? Czy aby czuć się szczęśliwi i mieć udane życie muszą przechodzić kurs biologii ewolucyjnej albo programowania algorytmów genetycznych?

"- Och, Carlosie, muszę ci coś wyznać. Było mi z tobą wspaniale, ale Juanita przekonała mnie, że prokreacja z Enrique otworzy przed moimi genami ważną niszę. Czuję, że mogę być z nim taka szczęśliwa!
- Ależ Margerito, nie rób mi tego! Z przeprowadzonych przeze mnie symulacji wynika, że nasze połączone genotypy pozwolą naszemu potomstwu zalać ich wszystkich kaskadą zaledwie w ciągu trzech pokoleń!
- Zdrajco! Juanita mi powiedziała, że kiedyś mówiłeś jej to samo!!! "
Marian
Jest faktem, że homoseksualiści trwonią swoją energię bezcelowo. Ich życie towarzyskie nie ma sensu.

Natomiast heteroseksualiści, przy całej nieświadomości i pozornej śmieszności swoich tańców godowych uczestniczą w czymś wielkim, co ich pozorną śmieszność zamienia w piękno życia, stworzenia i nadaje temu wartość.
Marian
> Ale Marian, powiedz nam dlaczego wszystko powinno wyrastać z tego co było?

Ponieważ bez tego możliwe jest:
Utracenie, po prostu ZAPOMNIENIE skutecznych mechanizmów wytworzonych przez 1000 lat ewolucji

Np. prokreacja. Ludzie już zapomnieli jak tworzyć silne i duże rodziny. Oni po prostu tego nie czują, nie mają tego w sobie, TEGO NIE MA.

Zrozum jak łatwo jest stracić jakiś zysk z przeszłości!!!

Jak łatwo jest zapomnieć że coś z przeszłości dawało nam korzyści. Wam się wydaje, że dzisiaj próbujemy nowego, jak się nie uda, to jutro wracamy do starego. NIE!.

Po pierwsze ludzie zapomną to stare!

Po drugie przywykną do nowego i gorszego!

Powiedz jak chcesz dzisiaj nakłonić ludzi do dzietności na poziomie 3? Jak chcesz zrobić, aby na jedną matkę przypadało troje dzieci? To jest prawie że AWYKONALNE !!!!

Bo stracone. Raz, na zawsze. Bo komuś zachciało się propagandy antyrodzinnej w latach 60-tych. Bo myślał, że łatwo będzie wrócić. Bzdura!!!

Ludzie przywyneli do łatwiejszej postawy oznaczającej beztroskę. Bardzo trudno będzie ich przekonać do powrotu do postawy konserwatywnej, prawicowej, bo prawicowe zawsze oznacza zakazy, wyrzeczenia, nakazy.

Tak samo jak łatwiej dziecku pozostawionemu bez kontroli zacząć pić niż uczyć się na szóstkach.

Cywilizacja która nie ma zakazów wykoleja człowieka i to nieodwracalnie. Ale wiem, że wy, racjonaliści nie czujecie tego, że coś można stracić nieodwracalnie. Dla was wszystko wydaje się proste i łatwe.
Marian
Podam taki przykład jak historia Polski:

Liberum veto, osłabianie władzy króla, artykuły henrykowskie itp. były niewątpliwie postępowe ale przegrały w starciu z prymitywną brutalną siłą państw ościennych.

Niesiono Polsce reformy hasłami typu wolność, "złota wolność", itp. puste frazesy. Ustanowiono demokrację szlachecką która bez wątpienia była ośiągnięciem postępu.

W tym czasie w Rosji panowała niepostępowa, brutalna siła. Nie była postępem, była uwstecznieniem się, ideą sprzed kilku wieków względem Polski.

I co wygrało? Racjonalne dyrdymały o złotej wolności, o prawach szlacheckich?

Byłoby inaczej gdyby Polska zamiast poddawać się gniciu postępowych hasełek zakonserwowała swoją starą siłę, tą, która okazała się skuteczna w przeszłości i na niej oparła nowe państwo. Zamiast tego uległa jednak propagandzie postępowych racjonalistów bredzących kretynizmy o wolności i prawach. I dostała zapłate. Od brutalnej, niepostępowej i prymitywnej siły!

Nie ma wzrostu bez konserwowania tego co zadziałało w przeszłości.
- Zadziałała myśl polityczna, gry dyplomatyczne Kazimierza Wielkiego? Zakonserwować!
- Stworzył uniwersytet Kazimierz Wielki i okazało to się dobre? Zakonserwować ten sposób i go powtarzać!

Choćby tych dwóch rzeczy nie zakonserwowali. Oni po prostu o nich zapomnieli! Nie ma prostszej rzeczy niż zapomnieć lub nie zauważyć, że coś nam dało korzyść. Łatwo natomiast wymyślać nowe recepty na poczekaniu!
AstralStorm (558 punktów)
>Podam taki przykład jak historia Polski:
>Liberum veto, osłabianie władzy króla, artykuły henrykowskie itp. były niewątpliwie postępowe ale przegrały w starciu z prymitywną brutalną siłą państw ościennych.

Brutalna siła państw ościennych = rewolucja w drugą stronę - w stronę władzy absolutnej.
To nie była ewolucja właśnie, gdyż metody ewolucyjne są znacznie wolniejsze. (zobacz tempo zmian)
Zauważmy jednak, że w Wielkiej Brytanii w tym samym czasie panowały metody znacznie bardziej demokratyczne, niż porównywalnie we Francji...

Wszystko zależy od warunków wyjściowych. U nas i w Hiszpanii byli m.in. jezuici. Niemcy, Francja, Anglia natomiast były protestanckie, Rosja prawosławna...

>Niesiono Polsce reformy hasłami typu wolność, "złota wolność", itp. puste frazesy. Ustanowiono demokrację szlachecką która bez wątpienia była ośiągnięciem postępu.

Właśnie reform NIE BYŁO. Wszystkie przywileje nadawali władcy.

>W tym czasie w Rosji panowała niepostępowa, brutalna siła. Nie była postępem, była uwstecznieniem się, ideą sprzed kilku wieków względem Polski.
>I co wygrało? Racjonalne dyrdymały o złotej wolności, o prawach szlacheckich?

Nic. Patrząc w przód, Rosjanie wyhodowali u siebie wielkie problemy gospodarczo-społeczne. (co spowodowało m.in. czerwoną rewolucję)

>Byłoby inaczej gdyby Polska zamiast poddawać się gniciu postępowych hasełek zakonserwowała swoją starą siłę, tą, która okazała się skuteczna w przeszłości i na niej oparła nowe państwo.

Tak zrobili Rosjanie.

>Zamiast tego uległa jednak propagandzie postępowych racjonalistów bredzących kretynizmy o wolności i prawach. I dostała zapłate. Od brutalnej, niepostępowej i prymitywnej siły!

Tak, a największych racjonalistów, tzn. arian, wywalono oj dawno. To samo dotyczy traktatów warszawskich.

>Nie ma wzrostu bez konserwowania tego co zadziałało w przeszłości.

Tak. A w Stanach Zjednoczonych mamy nadal prawdziwych Indian.

>- Zadziałała myśl polityczna, gry dyplomatyczne Kazimierza Wielkiego? Zakonserwować!

To było jeszcze przed głupstwem obcego władcy na rok - Henryka Walezego.

>Nie ma prostszej rzeczy niż zapomnieć lub nie zauważyć, że coś nam dało korzyść.

No więc tak - jak sprawdzasz w swoim algorytmie, czy dany organizm jest mocniejszy?
A jeśli algorytm testujący jest błędny, jeśli dostosowanie do niego daje nieoptymalny wynik? (bo nie może dać optymalnego)


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Przemek K.
Ja tylko w sprawie historyczno-formalnej:

>Liberum veto, osłabianie władzy króla, artykuły henrykowskie itp. były niewątpliwie postępowe ale przegrały w starciu z prymitywną brutalną siłą państw ościennych.

Postępowość w XVI wieku? Nie wiem, czy wtedy ktokolwiek myślał o wówczas "postępie". Jeśli było w tym zapatrzenie w jakieś ideały, to w Rzym republikański, bo były to czasy popularności kultury antycznej.

Osłabienie władzy króla, sięgające już czasów Jagiellońskich, było wywołane nie tyle planowaną wizją przyszłości politycznej Polski, co po prostu siłą możnowładztwa połączoną z obieralnością (a więc słabością) króla.
Przemek K.
>Tylko że wątek homoseksualny to tylko jeden z elementów całości. Np. w Szwecji powstała partia postulująca delegalizację małżeństwa i zastąpienie go dobrowolnym związkiem dowolnej liczby ludzi bez względu na płeć i wiek. Czy to już rewolucja czy jeszcze ewolucja? Czy to wyrasta z chrześcijaństwa?

Ja nie wiem, czy to jest "element całości", chyba że połączyć razem wszystkich, którzy mają inne zdanie. W każdej sytuacji pojawiają się głosy skrajne. To tak, jak z drugiej strony bronić homoseskualizmu, opierając się wyłącznie na podejściu do niego w świetle prawa koranicznego, albo działań Hitlera.

>[...] Ale jest coś, co je uzasadnia: odnalezienie jak najlepszej partii genów aby proces ewolucji mógł zachodzić.

Robimy wiele rzeczy, które wymagają wydatku energii, a nie przynoszą z punktu widzenia ewolucji (?) nic dobrego, czego nie próbuje się zakazywać, czy ograniczać. Właściewie wszystko co jest kulturą i cywilizacją, stanowi pochłaniającą energię narośl na biologicznych uwarunkowaniach naszego życia.

Chciałbym przypomnieć, że natura, czy bilanse energetyczne, nie są argumentami etycznymi, czy prawnymi. Nawet lansowane przez Kościół "prawo naturalne", polega na czymś innym, bo to głównie argumentowanie typu nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe; a nie analiza biologicznego uzasadnienia naszych czynów.

>Tak więc z racjonalnego punktu widzenia homoseksualizm jest bez sensu i podnoszenie go do rangi takiej jaką ma rodzina jest zbrodnią wobec niej i wobec ludzkości.

Dlaczego od razu zbrodnią? (Pozostawiam na boku fakt, że w wielu projektach nie chodzi o podnoszenie do rangi, ale o udostępnienie pewnych praw, które wiążą się ze wspólnym prowadzeniem ogniska domowego. Na przykład by ten partern, figurował jako członek rodziny, w sprawach spadkowych, czy jeśli chodzi o odwiedziny w szpitalu.) Nawet gdyby przyjąć, że związki osób tej samej płci podnosi się do "rangi rodziny", to co na tym rodzina traci? Powiedzmy, że ranga jest jak posiadanie miliona dolarów. Jeśli ja go mam (niestety nie ma, ale rozważamy hipotetycznie), to czy zarobienie drugiego miliona przez sąsiada, będzie "zbrodnią" przeciwko mnie? Czy przyniesie mi jakąkolwiek stratę? (Nawiasem mówiąc, dla mnie tym, co powinno dawać rangę rodzinie, to dobre wspomnienia z dzieciństwa, a nie definicja prawna. Jeśli będziemy mieli złe rodziny, pełne agresji i przemocy, to ranga rodziny upadnie, cokolwiek byśmy w prawie nie zadeklarowali.)
Andrzej Bonifacy
> rozwój w tradycji
Czyli "Towarzystwo umiarkowanego postępu w granicach prawa". Patrz K. Czapek.
> I co może zastąpić religię? Co może dzisiaj pełnić rolę kręgosłupa? Nie widzę zastępnika.
To, że Ty go nie widzisz wcale nie oznacza, że go nie ma. Nauka, kochany, Nauka. Tyle tylko, że ona nie przyjmuje "prawd objawionych" i stawia pytania tam gdzie "Bogowie" zabraniają. Daje odpowiedzi, zdarza się, że nieoczekiwane i zaskakujące, bywa też, że ostateczne i to tam, gdzie się takich nie spodziewamy. Żeby dotrzeć do nich i je rozumieć trzeba poświęcać swój czas na dociekania i poznawanie nauki.
> Gdy pozwolimy homoseksualistom na robienie co im się podoba to nie unikniemy trafienia rykoszetem w nas.
A to, za przeproszeniem niby jak? A czy przypadkiem nie jest tak, że społeczeństwa rozmaite trafiane są w ten sposób od czasów naszych jeszcze przedmałpich przodków? Bo tak się dziwnie składa, że homoseksualizm jest wpisany w geny wszystkich dwupłciowych zwierząt. Od zarania ich powstania. Wskutek działania mechanizmów EWOLUCJI właśnie !!! Prawdziwe lesby i prawdziwi geje wszystkich dwupłciowców po prostu nie mają wyboru. Są nimi "od urodzenia" i czują najprawdziwszy wstręt do obcowania z osobnikami płci odmiennej tak samo jak Ty Marianie do płci tożsamej. Owa genetycznie warunkowana cecha jest taką samą biologiczną rozmaitością jak koślawy paluch, garbaty nos, odstające uszy i żółty kolor oczu lub długie zgrabne nogi, gładka aksamitna skóra, kształtne usta i niebieskie oczy.
> To samo robią homoseksualiści. Tyle, że im brakuje uzasadnienia. Wszystko co robią w celach towarzyskich jest pozbawione sensu.
A to niby dlaczego? Przecież oni kochają się nawzajem. Tak samo jak Ty kochasz swoją Panią a ona Ciebie. Przyznam, że ostatnie zdanie to tylko domniemanie.
> Tak więc z racjonalnego punktu widzenia homoseksualizm jest bez sensu i podnoszenie go do rangi takiej jaką ma rodzina jest zbrodnią wobec niej i wobec ludzkości.
A co ma piernik do wiatraka? Z definicji homoseksualizmu wynika, że jest to rodzaj predyspozycji seksualnych i do żadnej rangi podnosić go nie trzeba. Rodzina natomiast to "podstawowa komórka społeczeństwa". A "zbrodnią wobec ludzkości" jest publikowanie takich dyrdymał. Mniej więcej 70 lat temu żył niejaki A.H. który plótł podobne niebezpieczne bzdury podniesione do równie wysokiej rangi.
> Jest faktem, że homoseksualiści trwonią swoją energię bezcelowo. Ich życie towarzyskie nie ma sensu. Natomiast heteroseksualiści, przy całej nieświadomości i pozornej śmieszności swoich tańców godowych uczestniczą w czymś wielkim, co ich pozorną śmieszność zamienia w piękno życia, stworzenia i nadaje temu wartość.
Czyli jest faktem, że Ty jesteś CACY, WIELKI, RACJONALNY i CELOWY a wszyscy, którzy czują lub myślą inaczej są BE, MALI, NIERACJONALNI i BEZCELOWI. Amen.

Ad rem.
Chwalisz się znajomością algorytmów ewolucyjnych, ale z tego co piszesz wynika, że twoja wiedza dotyczy informatyki i ma się do ewolucji naturalnej jak pięść do nosa. Dlaczego? Już tłumaczę.
W algorytmie "komputerowym", tworzonym CELOWO dla znalezienia rozwiązania jakiegoś RACJONALNEGO zadania, warunki środowiska oraz parametry celu określone są stacjonarnie. Zostaje on uruchomiony CELOWO oraz zatrzymany też CELOWO z chwilą osiągnięcia sukcesu. Najczęściej po kilkudziesięciu lub kilkuset krokach. Tylko czasami po kilku tysiącach. Po prostu dlatego, że dalsze działanie nie ma RACJONALNEGO uzasadnienia.
Ewolucja naturalna, jako absolutnie BEZCELOWA, bezczelnie i NIERACJONALNIE nie stosuje owych zasad. Nie dość, że niegrzecznie uruchomiła się sama z siebie to jeszcze w dodatku działa przez miliardy i biliardy pokoleń i w ogóle nie chce przestać. Na dokładkę ciągle zmienia warunki środowiska i żongluje parametrami celu. Koszmarny NIEKONSERWATYWNY nieporządek!
Tak się składa, że ewolucja postępuje w sposób niekontrolowany i nieprzewidywalny. Najczęściej gradualnie, czyli małymi krokami. Czasami katastroficznie, czyli skokowo z punktu widzenia ogromnej skali czasu. Bardzo korzystne mutacje pojawiają się niesłychanie rzadko. Za to dzięki dużej przewadze osobników je posiadających rozprzestrzeniają się w populacji w postępie niemal geometrycznym. Czyli katastroficznie właśnie. Podobne zjawiska można zaobserwować w trakcie długotrwałego (co najmniej miliony pokoleń) działania algorytmów ewolucyjnych o zmieniających się stochastycznie warunkach środowiska i parametrach celu.

Krótko mówiąc Marianie, Twoje prawie wszystkie dywagacje są zwyczajnie "ad rectum".

im więcej poznaję tym więcej widzę niepoznanego
Alfa F1
W wielu kwestiach się zgadzam. Nie jest racjonalne niszczenie, bowiem to, co już jest, można wykorzystać. Homoseksualizm jest bez sensu i nie niesie ze sobą nic dobrego. A skutek zalegalizowania byłby z pewnością zły...
To, co nowe, jest nieznane, i nie można przewidzieć z całą pewnością, że jest słuszne. Stare metody być może i są 'nudne', ale pewne, wystarczy z nich tylko wykorzenić złe, a będą dobre.
Czy możecie podać argumenty za tym, że zalegalizowanie tego, co Biblia nazywa obrzydliwością, jest słuszne? Wiecie, o co mi chodzi.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365