 |
Kryzys w branży budowlanej Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 30-11-2016 20:36 | Matix (5786 punktów) | Kryzys w branży budowlanej
2 na 2 | Jeśli masz dziecko lub jesteś młodą osobą w szkole lub na początku studiów to możliwe, że temat Ci się przyda. Zakładam jako zwykła przestroga. Dlaczego nie? Dlaczego mielibyśmy się nie ostrzegać, informować wzajemnie jako społeczeństwo? Często się mawia, żeby na dany temat wypowiadały się osoby, które są do tego uprawnione, bo się na tym znają. No więc wypowiem się na temat inżynierii budowlanej w Polsce. Sytuacja jest żenująca. Idąc na politechnikę z każdej możliwej strony słyszałem, że inżynierów brakuje. Dziennikarze, nauczyciele, rodzina, w ogóle: ludzie, tak właśnie mawiali. Jest to zdecydowane niedopowiedzenie i wprowadzanie w błąd młodych ludzi. Po co to robicie ludzie? Nie znacie się, to zamilczcie. Budowlanka w Polsce jest w ruinie. Wszyscy moi znajomi po innych kierunkach inżynierskich niż budowlane (budownictwo, sanitarka, architektura, geodezja) zarabiają lepiej, a mają pracę mniej lub tak samo odpowiedzialną oraz na pewno mniej stresującą. Do napisania tego tematu skłoniła mnie właśnie rozmowa z młodszym kumplem. Elektronika i telekomunikacja, 3 rok, właśnie dostał jak to określił "jakiś z dupy staż" na pół etatu za 4k (co prawda brutto, ale jednak). Jego brat geodeta z doświadczeniem pracujący w firmie o ugruntowanej pozycji: 2500zł na rękę. Śmiać się, czy płakać? Osobiście pracuję jako konstruktor w jednym z lepszych biur projektowych w Polsce, 2900zł na rękę. Za taką odpowiedzialność? Błąd w tej branży oznacza ogromne starty finansowe, a w najgorszym razie życie ludzi, czy to na budowie, czy po zakończeniu. Pomyłka w rysunkach, czy obliczeniach i klient zwiezie ci człowieku na parking serię spieprzonych słupów prefabrykowanych za 500k zł. Opóźnienia = kary finansowe w setkach tysięcy. Ciągłe kłótnie, maile z przepychankami z klientem i branżystami. Ciągła wojna o idiotyczne terminy, kretyńskie pomysły inwestora, czy architekta. Musisz praktycznie spełnić każde życzenie klienta, bo jak nie to tego samego dnia znajdzie sobie 20 innych firm, które to dla niego zrobią i jeszcze gratis laskę postawią. Konkurencja na rynku jest gigantyczna. Przesycenie absolwentami zakrawa o kabaret jakiś. 50% czasu pracy to właściwa inżynieria. Reszta to wojna, kłótnie, przepychanki, polityka, kto pierwszy co wysłał, czyja jest wina, kto kogo ma w dupie i kto dupy dał. Groźby procesami za jakieś idiotyzmy wymyślone przez klienta, który nie rozumie, że on powinien koordynować proces inwestycyjny, a nie konstruktor. W praktyce budynek jest wykonywany w oparciu o dokumentację wykonawczą, czyli potocznie projekt. Społeczeństwo ma złudne wyobrażenie, że projekt oznacza projekt architektoniczny i wykonuje go architekt.  Tutaj śmiechem można wręcz zabić. Tak? No to wyślijcie ten "projekt" od architekta na budowę i niech wykonają budynek na jego postawie  Prześlijcie potem reakcję kierownika budowy na to. Na dodatek społeczeństwo widzi jedynie architekta jako projektanta obiektu. A co z konstruktorem, który wykonał projekt wykonawczy? Przecież to na naszej głowie jest wszystko. Technologia, statyka, rysunki warsztatowe, no i w końcu: odpowiedzialność. Dlaczego to architekt nie idzie do paki jak zginą ludzie? No? No przecież to on "zrobił projekt". No to pytam? A teraz to nagle się okazuje, że jest ktoś taki jak konstruktor  Moje pytanie brzmi dlaczego nikt nie ostrzega młodzieży w szkołach przed słuchaniem niewłaściwych ludzi? Czemu nie mielibyśmy ich ostrzegać? Czemu nie zapraszać do szkół przedstawicieli poszczególnych zawodów na prelekcje? Jeśli po mojej prelekcji i przedstawionych historiach z pracy nadal znalazła by się choć jedna młoda osoba planująca iść na budownictwo to bym jej w twarz powiedział, że jest idiotą lub oszalała na umyśle. Mogę podać całe mnóstwo życiowych przykładów potwierdzających moje tezy. Jedynie nielicznym z moich znajomych z rocznika ze studiów udaje się w miarę sensownie zarabiać - tak są wyjątki, jednak to było uwarunkowane ich ponadprzeciętnym talentem i ciężką pracą, stanowi to nikły % absolwentów, no i nadal nie zmienia faktu o odpowiedzialności i tragicznej sytuacji w branży. Każdy inżynier, czy to mechaniczny, elektryk, informatyk będzie miał lepiej niż budowlaniec obecnie. Znacznie lepiej. I to chciałem przekazać. Po co młodzi ludzie mają dokonywać wyborów nieświadomie, skoro mogą choć trochę rozeznać się od osób, które faktycznie wiedzą jak jest? Obecnie programista może autentycznie nieźle żyć w Polsce, uczcie się młodzi! To jest dla Was przyszłość. Wg mnie nawet nie tylko ta najbliższa. Polecam: www.youtube.com/watch?v=SnBMXtebTJM | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | meuszjkl (95 punktów) | >>Moje pytanie brzmi dlaczego nikt nie ostrzega młodzieży w szkołach przed słuchaniem niewłaściwych ludzi? Czemu nie mielibyśmy ich ostrzegać? Czemu nie zapraszać do szkół przedstawicieli poszczególnych zawodów na prelekcje? Jeśli po mojej prelekcji i przedstawionych historiach z pracy nadal znalazła by się choć jedna młoda osoba planująca iść na budownictwo to bym jej w twarz powiedział, że jest idiotą lub oszalała na umyśle.
Jako student mechatroniki ciągle zadaje sobie to samo pytanie. Dlaczego nikt przez szkołę podstawową, gimnazjalną, średnią, nie potrafił młodym ludziom przybliżyć pracy zawodowej, tego jakie są w Polsce możliwości, tego co jest wymagane, co trzeba potrafić? Moim zdaniem doradztwo zawodowe powinno być przez cały okres nauki, na tak samym ważnym szczeblu jak inne przedmioty, do szkół powinny przyjeżdżać firmy i po prostu o tym mówić. Człowiek wyposażony w odpowiednie informacje potrafi dokonać racjonalnego wyboru.
Po szkole średniej nie miałem bladego pojęcia co ze sobą zrobić, poza tym że na tym poziomie rozumiałem bardzo dobrze matematykę - więc padło na politechnikę. Szybko zrozumiałem że wybór liceum nawet o profilu mat-fiz był zmarnowanym czasem(poza matematyką). Zero wiedzy praktycznej(poza matematyką). Mógłbym popełnić tak samo wielki błąd bo przecież budownictwo/architekturę też analizowałem jako dobry kierunek. Co najmniej 1/4 osób z mojej klasy wybrała taki kierunek(w tym 3/4 dziewczyn). Czuję że przegrali, miałem okazję czytać ciekawy wątek na forum, bodajże CAD'a. Sytuacja nie jest zachwycająca.
Czy polecam mechatronikę? Mieszane uczucia. Jeżeli na wydziałach elektrycznych to polecam, jeśli na mechanicznych to już miałbym wątpliwości - głównie zależy od preferencji(każdy wydział ciągnie w swoją stronę - przedmioty bardziej mechaniczne/elektryczne). Zjawisko o tyle nieprzyjemne że po mechatronice chciałoby się mieć wiedzę wiedzę z obu dziedzin, niestety tak nie jest - trzeba poświęcić wiele własnego czasu by nadganiać braki z drugiej dziedziny. Dlatego raczej polecałbym elektronikę/informatykę/teleinfomatykę lub pokrewne na wydziałach elektrycznych i MiBM/Inż.Materiałowe pokrewne na mechanicznych.
|
|
 | Grumman Avenger (227 punktów) (zablokowany) | >liceum [...] Zero wiedzy praktycznej Nie słyszałeś o zawodówkach i technikach?
|
|
|  | 2 na 2 | meuszjkl (95 punktów) | >>liceum [...] Zero wiedzy praktycznej >Nie słyszałeś o zawodówkach i technikach? >
Na Twoje pytanie padała już odpowiedź na samym początku. Drogą dedukcji powinien sobie to wywnioskować. O tym że nikt nie informuje młodych ludzi w szkołach o jakiejkolwiek pracy zawodowej - człowiek popełnia błędne decyzje ponieważ nie ma odpowiedniej wiedzy ani doświadczenia. To nie tylko mój przypadek, przypadek większości NIEŚWIADOMYCH. Po szkole podstawowej/gimnazjalnej nikt nie wie co chciałby robić bo nawet nie zdaje sobie sprawę w czym może wybierać, poza jakimiś bzdetami, więc wybiera "na czuja".
|
|
| | |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | >Gdy byłem uczniem liceum jeszcze za PRL-u też nikt oficjalnie nie informował młodzieży o możliwości podjęcia pracy takiej czy innej.
Racz więc sobie przypomnieć, że w PLR rynek pracy był rynkiem pracobiorcy tzn. przekładając na język zrozumiały jeśli tylko chciałeś pracować, to praca była. Dlatego problemów ze znalezieniem pracy nie było, więc i nie mówiono o tym. Takie zjawisko generowało tzw. ukryte bezrobocie lub mówiąc inaczej przerosty etatowe. A zjawisko powstawało natychmiast gdy system polityczno-gospodarczy w imię idei musiał dać pracę każdemu.
>Dziś są targi pracy, jest Internet, a więc ze znalezieniem informacji dzisiejsza młodzież ma milion razy mniej problemów niż "za moich czasów".
No więc skąd to zjawisko? Ano stąd, że rynek pracy jest rynkiem pracodawcy. Pracodawcy kuszą zatrudnieniem, jednak mało kto do tego szczęścia dorasta. Pracodawcy stosują metody selekcji na granicy absurdu. Szukałem wycinka z gazet gdzie poszukiwano sprzątaczek w Warszawie ze znajomością dwóch języków. Ogłoszenie wkrótce zniknęło, bo potencjalny pracodawca dostawał propozycje zatrudnienia, gdzie chętny obwieszczał z dumą, że zna dwa języki, przy lewym i prawym bucie. Niestety nie mogę się tym wycinkiem pochwalić bo mi po prostu gdzieś zaginął. To ogłoszenie poszło w Polskę jako swoiste kuriozum. Ty nie masz problemów widzę z zatrudnieniem bo nie wytłumaczysz mi skąd się wzięła emigracja zarobkowa, skąd umowy śmieciowe, skąd umowy na czarno czyli szara strefa, skąd tak duże bezrobocie stanowiące zmartwienie każdego rządu. Pracy wg Ciebie jest przecież tyle!
>Poza tym sytuacja na rynku pracy zmienia się dziś bardzo dynamicznie, więc trudno szacować co będzie na topie za rok czy tym bardziej za kilka lat. Zatem nie ma sensu przekazywać informacji typu "za rok, gdy zrobisz maturę, najbardziej poszukiwanym zawodem będzie x", bo maturzystę czeka jeszcze kilka lat studiów, a w tym czasie wszystko może się zmienić.
Dlatego jak widzisz system gospodarki planowej w socjalizmie nigdy nie był zachwycający i nie miał szans konkurować z kapitalistyczną gospodarką. Wytwórca dóbr pracował dla wykonania planu (a te plany tworzone były na okres pięciu lat) a nie dla zysku, wykorzystując nawet chwilowe potrzeby rynku. Dlatego gospodarka socjalizmu była nieruchawa, nie była zdolna szybko reagować na zmiany potrzeb rynku, niezbyt szybko umiała zmieniać profile produkcji, a przede wszystkim była zbyt upolityczniona, co tworzyło naturalne hamulce innowacjom.
>
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | | |  | Grumman Avenger (227 punktów) (zablokowany) | >w PLR [...] jeśli tylko chciałeś pracować, to praca była. Tak, nawet był przymus zatrudnienia, ale ja nie o tym pisałem lecz o braku informacji dla młodych ludzi gdzie warto się zatrudnić, podobnie jak to ma miejsce dzisiaj.
>poszukiwano sprzątaczek w Warszawie ze znajomością dwóch języków. Albo poszukiwano pracowników w wieku do 25 lat z przynajmniej 5-letnim doświadczeniem na stanowisku kierowniczym. Dziś też są absurdalne oferty pracy, które wynikają z obowiązku ogłoszenia publicznej oferty (rekrutacji zewnętrznej). Firmy muszą to zrobić, choć mają już z góry wybraną osobę np. szwagra prezesa lub córkę dyrektora finansowego. Pracowałem w firmie, która pozornie szukała na zewnątrz kandydatów na asystenta/asystentkę zarządu (po tym, gdy ja opuściłem to stanowisko). Wybrano kogo trzeba było wybrać - córcię prezesa firmy, która miała być przejęta. I powstał problem, bo dziewczę było kompletnie niekumate, do przejęcia nie doszło, a córcia prezesa zaszła w ciążę i nie można jej było zwolnić. Wyjściem było zatrudnienie dziewczyny na zastępstwo.
>Ty nie masz problemów widzę z zatrudnieniem Nie mam, bo mieszkam w Warszawie, gdzie pracę można znaleźć bez większego trudu, tyle że marnie płatną, ale w moim wieku trzeba łapać co się da. Dlatego od kilku lat pracuję w call center firm ubezpieczeniowych, banków itd.
>skąd się wzięła emigracja zarobkowa, skąd umowy śmieciowe, skąd umowy na czarno czyli szara strefa, skąd tak duże bezrobocie stanowiące zmartwienie każdego rządu. To jest temat na inną dyskusję.
>Pracy wg Ciebie jest przecież tyle! Nic takiego nie pisałem.
>Dlatego gospodarka socjalizmu była nieruchawa, nie była zdolna szybko reagować na zmiany potrzeb rynku, niezbyt szybko umiała zmieniać profile produkcji, a przede wszystkim była zbyt upolityczniona, co tworzyło naturalne hamulce innowacjom. To prawda, ale to nie jest tematem tego wątku.
|
|
| | |  | 1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | > więc tylko zawód grabarza i urzędnika w Urzędzie Skarbowym wydają się być pewne.  Też tak do niedawna myślałem a tu dowiaduję się od znajomej pracującej w Skarbówce, że będą u nich cięcia etatów. No jak to? Państwo nie zamierza pobierać podatków? Nie, o to się nie bój, po prostu więcej spraw można załatwić przez internet i ludzie chętnie i coraz chętniej z tej możliwości korzystają. Nie jest już tyle osób potrzebnych fizycznie w Urzędzie :/ A więc pudło z tą pewnością. Co wykończy grabarzy? lp.2o@1daj
|
|
| | | |  | 1 na 1 Grumman Avenger (227 punktów) (zablokowany) | >Nie jest już tyle osób potrzebnych fizycznie w Urzędzie :/ Z drugiej strony każdy rząd i parlament ciągle majstrują przy prawie podatkowym, więc roboty w US nie zabraknie.
>Co wykończy grabarzy? Robotyzacja?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
>A więc pudło z tą pewnością. Co wykończy grabarzy?
Grabarzy wykończy (no, nie wszystkich, ale wielu) liberalizacja przepisów pogrzebowych, np. zezwolenie na chowanie prochów albo i ciał na własnej ziemi. No, ale to raczej nie za rządów Radia Maryja, wiadomo, że interesy grabarzy - nawet tych całkiem świeckich - i proboszczów są zbieżne.
|
|
|  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>liceum [...] Zero wiedzy praktycznej >Nie słyszałeś o zawodówkach i technikach? > Grumman, pieprzysz bez sensu. Nie czytasz, iż przedsiębiorcy zaczęli już narzekać iż brakuje już fachowców po technikach z jako takim przygotowanie zawodowym i pojęciem. Po zawodówkach pouciekali kto mógł, "słynny polski hydraulik". Po tzw. liceum zawodowym, bez praktycznego przygotowania, to dla mnie żaden fachowiec. Zero i to zielone.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| |  | Grumman Avenger (227 punktów) (zablokowany) | Jak zwykle pitolisz dyrdymały, bo nie rozumiesz co czytasz. Przecież napisałem, że lepsze szanse są być może po zawodówce czy technikum niż po liceum, a ty mi wyjeżdżasz z tekstem, że brakuje ludzi z "fachem w ręku". Czasem pomyśl zanim coś napiszesz, Wenan.
|
|
| | |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | >Jak zwykle pitolisz dyrdymały, bo nie rozumiesz co czytasz. Przecież napisałem, że lepsze szanse są być może po zawodówce czy technikum niż po liceum, a ty mi wyjeżdżasz z tekstem, że brakuje ludzi z "fachem w ręku". Czasem pomyśl zanim coś napiszesz, Wenan.
>"Nie słyszałeś o zawodówkach i technikach?"
Tak i tylko tyle napisałeś na ten temat. O zawodówkach i technikach słyszy cała Polska tyle że nie ma jakoś na rynku pracy takich wykształconych absolwentów, a przynajmniej ich ilość gwałtownie spada. A więc gdzie Twoja uwaga że:
>...lepsze szanse są być może po zawodówce czy technikum niż po liceum, a ty mi wyjeżdżasz z tekstem, że brakuje ludzi z "fachem w ręku".
To nie jest mój tekst ale wynik publicznych skarg stowarzyszenia pracodawców "Lewiatan" Te Twoje dwa teksty mają się kompatybilnie do siebie? Nie widzisz, że ilość dawnych techników i zawodówek spadła? Że starzy idą na emerytury a młodych następców nie ma? Ze rzeczywistość edukacyjna zaczyna doskwierać już pracodawcom? Poza tym zabito etos pracy organicznej. Wszyscy absolwenci chcą być prezesami, kierownikami, dyrektorami i cholera wiem jeszcze kim. To jest wynik demoralizacji, której w dużej mierze pomaga państwo. Komu by się chciało dziś być usmarowanym codziennie smarami, czy nurkować w smrodzie ścieków? Raczej Tobie należałoby przypomnieć o myśleniu przed pisaniem purnonsensów.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
 | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
>Jako student mechatroniki ciągle zadaje sobie to samo pytanie. Dlaczego nikt przez szkołę podstawową, gimnazjalną, średnią, nie potrafił młodym ludziom przybliżyć pracy zawodowej, tego jakie są w Polsce możliwości, tego co jest wymagane, co trzeba potrafić? Moim zdaniem doradztwo zawodowe powinno być przez cały okres nauki, na tak samym ważnym szczeblu jak inne przedmioty, do szkół powinny przyjeżdżać firmy i po prostu o tym mówić. Człowiek wyposażony w odpowiednie informacje potrafi dokonać racjonalnego wyboru.
Po pierwsze, nie ma takiego proroka, co potrafi przewidzieć wymagania rynku za dziesięć lat. Po drugie, nawet gdyby to się jakoś udało, efekt takiej propagandy byłby wręcz przeciwny do spodziewanego. Jeśli będziemy mówić po szkołach, że np. potrzebnych będzie mnóstwo informatyków, to efekt będzie taki, że każdy niebędący matematycznym analfabetą rzuci się na informatykę i za dziesięć lat będzie ich nadmiar, a ich sytuacja będzie gorsza niż teraz w budowlance.
|
|
|  | | Matix (5786 punktów) | >Po pierwsze, nie ma takiego proroka, co potrafi przewidzieć wymagania rynku za dziesięć lat.
Kolega rok starszy ode mnie, programista, już stawia własny dom. Bez kredytów. Parę lat ostrej harówki przy takiej durnocie jak gry na Androida i chłopak jest ustawiony na całe życie. Ma dom i nie ma kredytu - czego chcieć więcej, teraz tylko praca na luzie byle starczyło na życie. Więc z tymi 10 latami nie przesadzałbym. Jeśli ktoś właśnie idzie na programowanie to można tylko pogratulować wyboru.
"Głupi jak Niemiec"
|
|
| |  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Kolega rok starszy ode mnie, programista,... Ma dom i nie ma kredytu - czego chcieć więcej, Może zamiłowania do takiej pracy? Też mam kolegę programistę, po politechnice. Ciągle jęczy, że praca jest nudna jak flaki z olejem. >Jeśli ktoś właśnie idzie na programowanie to można tylko pogratulować wyboru. Albo współczuć nerwicy, jeśli wskutek nadmiaru obowiązków czy braku pewnych doświadczeń nie miał okazji by lepiej poznać siebie i dowiedzieć się, co tak naprawdę sprawia mu frajdę. Jestem ponadto sceptyczny w kwestii tak zwanego 'doradztwa'. Doradztwo to przekazywanie czasami suchych informacji. Pasja tymczasem powstaje wskutek kontaktu z rzeczywistością. Lub kontaktu z pasjonatem. Trzeba pójść do lasu i się nim zachwycić, by chcieć zostać leśniczym. Dlatego lepszy od doradztwa wydaje mi się dobrze zorganizowany ruch harcerski czy skautowski. Poza tym zamiast podawać ludziom jak na tacy charakterystyki poszczególnych zawodów lepiej pokazać w terenie jak różni ludzie sobie radzą. Można przecież w ogóle nie mieć zawodu i sobie radzić. Beata Pawlikowska formalnie rzecz biorąc jest po ogólniaku. Inny przykład. Oglądałem niedawno dokument o pustelnikach zamieszkujących Bieszczady. To czasami Hipisi z lat siedemdziesiątych. Oni też sobie jakoś radzą.
dajmonion
|
|
| | |  | | Matix (5786 punktów) | >>Jeśli ktoś właśnie idzie na programowanie to można tylko pogratulować wyboru. >Albo współczuć nerwicy, jeśli wskutek nadmiaru obowiązków
To chyba nie czytałeś mojej pierwszej wypowiedzi w całości. Chyba jednak lepiej być programistą i mieć nudną i dobrze płatną pracę niż ten koszmar dzisiejszego inżyniera.
>Jestem ponadto sceptyczny w kwestii tak zwanego 'doradztwa'.
Nie tyle chodziło mi o doradztwo, co odradzanie. Drogą eliminacji młody człowiek wtedy łatwiej może wybrać mniejsze zło. Tak więc tak jak wyżej pisałem. Jeśli ktoś obecnie idzie na budownictwo to mogę tylko współczuć nieświadomości lub głupoty i zapewniam, wiem co mówię...
|
|
| | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | >Nie tyle chodziło mi o doradztwo, co odradzanie. Drogą eliminacji młody człowiek wtedy łatwiej >może wybrać mniejsze zło. Tak więc tak jak wyżej pisałem. Jeśli ktoś obecnie idzie na >budownictwo to mogę tylko współczuć nieświadomości lub głupoty i zapewniam, wiem co mówię... Możesz co najwyżej powiedzieć jak się z czymś czujesz i jak praca wygląda od kuchni. Po co miałbyś odradzać? Jak już wspomniałem, oglądałem film o ludziach, którzy w latach siedemdziesiątych na fali hippisowskiej kontrkultury postanowili zamieszkać w lasach. I są tam do dziś. Zadowoleni. Ja bym nikomu nawet tego nie odradzał, choć pewnie nie zdecydowałbym się na taki styl życia. Każdy i tak powinien osobiście sprawdzić o ile to możliwe jak mu się podoba dane zajęcie. Jakoś w kwestii bzykania się to do ludzi dotarło i testują się przed zaobrączkowaniem. Teraz wystarczy zastosować podobną zasadę w odniesieniu do pracy i nie sugerować się relacjami z drugiej ręki. Bez względu na to czy jest to doradzanie czy odradzanie. Bogaci Niemcy posyłają swoje pociechy na drogie kempingi, w których poprzez konkretne prace badają swoje zamiłowania do różnych zajęć. Coraz więcej tamtejszej młodzieży na wzór amerykański robi sobie roczną przerwę po maturze. Jak obserwuję nasze pociechy to widzę, że wiele z nich szuka pokemonów w parkach.
A dodam jeszcze, że ktoś, kto gotów jest wykonywać wprawdzie dobrze płatną ale nudną pracę nie jest przynajmniej dla mnie kimś, kto mógłby w jakimkolwiek zawodzie coś doradzać czy odradzać.
dajmonion
|
|
| | | | |  | | Matix (5786 punktów) | >Możesz co najwyżej powiedzieć jak się z czymś czujesz i jak praca wygląda od kuchni. Po co miałbyś odradzać?
Z czystej empatii.
"Głupi jak Niemiec"
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >>Możesz co najwyżej powiedzieć jak się z czymś czujesz i jak praca wygląda od kuchni. Po co miałbyś odradzać? >Z czystej empatii. Tak. Do siebie. Przy czym nie twierdzę, ze to coś złego. Złe jest wtedy gdy o tym nie wiesz. > "Głupi jak Niemiec"
dajmonion
|
|
| | | | | | |  | | dajmonion (3663 punktów) | O super. Dostałem minusa w odpowiedzi od Matixa. Jak widać przyznanie, że tu tak naprawdę o niego chodzi (bo o kogo innego?), to straszna ujma. Zdecydowanie lepiej praktykować pseudo-pomagactwo. Tylko, że złość wyrażona wirtualnym splunięciem to najlepsze potwierdzenie mojej diagnozy. Jak to jest, że jak ktoś coś schrzanił, to pierwsze do czego się zabiera, to przekierowywanie innych? Może po prostu on nie pasuje do danego zajęcia? A inny przyjdzie i powie, że on w to wchodzi. I że wcale go tak nie stresuje ani stan budowlanki, ani odpowiedzialność, ani średnie zarobki. I w tym momencie szanowny autor wątku gotów jest powiedzieć temu komuś, że to idiota. Sobą tak naprawdę gardzi. I tą pogardą chce namieszać innym w życiu, a dokładniej młodzieży.
dajmonion
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>>Jeśli ktoś właśnie idzie na programowanie to można tylko pogratulować wyboru. >>Albo współczuć nerwicy, jeśli wskutek nadmiaru obowiązków >To chyba nie czytałeś mojej pierwszej wypowiedzi w całości. Chyba jednak lepiej być programistą i mieć nudną i dobrze płatną pracę niż ten koszmar dzisiejszego inżyniera. >>Jestem ponadto sceptyczny w kwestii tak zwanego 'doradztwa'. >Nie tyle chodziło mi o doradztwo, co odradzanie. Drogą eliminacji młody człowiek wtedy łatwiej może wybrać mniejsze zło. Tak więc tak jak wyżej pisałem. Jeśli ktoś obecnie idzie na budownictwo to mogę tylko współczuć nieświadomości lub głupoty i zapewniam, wiem co mówię... > A ja Tobie wierzę w to co mówisz i gratuluję asertywnej odwagi by nie płynąć z prądem oficjalnej propagandy. Powtarzam z uporem maniaka. Budownictwo polskie, dzięki staraniom "fachowców" od reform w sferach decyzyjnych, leży i to na obu łopatkach, służba zdrowia zdrowia nam nie doda bo już ledwie dyszy po jej z ekonomizowaniu, edukacja i oświata, dziedzina wieczne reformowana z efektami jakie widać, puka o dno, przemysłu polskiego nie ma, bankowość nie polska (inwestycje!), armii i odpowiedniego uzbrojenia kraj niema, bezpieczeństwa wewnętrznego i porządku też, panowania i wyróżniania/uprzywilejowania wszechwładnego jednej tylko religii państwie bezstronnie religijnym. Bo wszystko zaczęło się od nie szanowania zapisów Konstytucji i tworzenia "praw" łamiących zasady zapisów konstytucyjnych. Rodzi nam się na naszych oczach państwo bezprawia i niesprawiedliwości wbrew oficjalnym określeniom zupełnie przeciwnym. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | | | |  | | Matix (5786 punktów) | Tak jak mówię, ja tu jestem nieważny. Chciałem przekazać Wam jak wygląda wbrew powszechnej opinii sytuacja absolwenta kierunku budownictwo jednej z lepszych politechnik w kraju pracującego w jednym z lepszych biur projektowych. Co z tym zrobicie - Wasza sprawa, ja odradzam. Każdy z moich kolegów z innych kierunków inżynierskich zarabia lepiej i ma mniej odpowiedzialną pracę. Dodatkowo mniej stresującą i co jeszcze ważniejsze mniej frustrującą (zajmują się faktycznie inżynierią, a nie polityką, negocjacjami, kłótniami i idiotyzmami).
"Głupi jak Niemiec"
|
|
| | | | | |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | >Tak jak mówię, ja tu jestem nieważny. Chciałem przekazać Wam jak wygląda wbrew powszechnej opinii sytuacja absolwenta kierunku budownictwo jednej z lepszych politechnik w kraju pracującego w jednym z lepszych biur projektowych.
Co jest oczywistą prawdą. Niestety na tym forum są tacy "racjonaliści", którym to co piszesz nie wystarcza i zawsze widzą lepiej jak Ty. Znamienne, że im mniej wie tym więcej pyszczy. Powtarzam. Siedziałem w tej branży dość długo, by widzieć/zauważyć iż nie tworzysz konfabulacji wbrew powszechnej opinii i polityki informacyjnej. Do upodlenia statusu inżyniera, czy nauczyciela przyczyniła się i nadal to robi polityka państwa. Nawet w wojskowości, gdzie zakończyłem czynną pracę (bo pracowałem w nadzorze budowlanym), inżynier był tylko po to, by powagą tytułu stanowić tylko parawan powagi wszelakich komisji (oczywiście w branży elektrycznej jak dla mnie) i dupochronem dla idiotyzmów wojskowych. Z jego umiejętności wyuczonych na uczelni i później praktyki nikt nie korzystał. Wykonywał czynności, które mógł robić dobry technik. Tu ktoś napisał, że żalisz się bo widocznie nie dajesz sobie rady. W moich oczach ten ktoś (zobaczysz kto jak przejrzysz ciąg wypowiedzi) nie wie o co nawet chodzi.
>Co z tym zrobicie - Wasza sprawa, ja odradzam. Każdy z moich kolegów z innych kierunków inżynierskich zarabia lepiej i ma mniej odpowiedzialną pracę. Dodatkowo mniej stresującą i co jeszcze ważniejsze mniej frustrującą (zajmują się faktycznie inżynierią, a nie polityką, negocjacjami, kłótniami i idiotyzmami).
Tu już rozbieżność widzę jak gdyby. Powyżej starałem się wyjaśnić. Każdy twór inżyniera ciągnie za sobą personalną odpowiedzialność. Zdajesz sobie sprawę z ilości przepisów jakie obowiązują w elektryce? Dlaczego tak? No bo pod krzywym murem nikt nie będzie chodził z obawy, że runie, cieknącą rurę widać z daleka tym bardziej z gorącą parą czy wodą ale prądu nie widać a skutki kontaktu bywają często tragiczne. Dlatego w tym zawodzie trzeba mieć cholerną wyobraźnię i myśleć co może przyszły eksploatator wykombinować by sobie życie ułatwić (np. miałem przypadek ze źle wykonaną instalacją odgromową obory gdzie padły zarodowe trzy byki holenderskie, którego wartość każdego równała się cenie fiata 126p. Tylko dlatego, że pomiarowiec "nie widział" iż otok uziemiający wykonawca instalacji nie zamknął tworząc w ten sposób możliwość powstania różnicy potencjałów i powstania prądu powierzchniowego na mokrej od moczu posadzce w czasie wyładowania atmosferycznego (porównanie do napięcia krokowego). A konia czy byka zabija prąd o napięciu nawet 12V. Szybko się "wykpiłem" przed sądem po wykryciu tego faktu i firma ubezpieczeniowa miała tylko kłopot z dochodzeniem u wykonującego pomiary). Jest to jedyny zawód w budownictwie, w którym musisz zdawać okresowe egzaminy (co pięć lat). Bez ich pozytywnego zdania elektryk może tylko się bawić bateryjką. No ale w sumie to przychylam się do Twoich spostrzeżeń i stwierdzam to samo. Kończysz studia i rzadko kiedy dostajesz się do pracy, która będzie Ciebie satysfakcjonować (płacą też). Przeważnie zostajesz urzędasem administrującym coś tam. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | |  | | -jad- (18783 punktów) | > Pasja tymczasem powstaje wskutek kontaktu z rzeczywistością. Lub kontaktu z pasjonatem. Trzeba pójść do lasu i się nim zachwycić, by chcieć zostać leśniczym.Święte słowa. Dlatego już na samym początku edukacji powinno być jak najwięcej zajęć praktycznych. Prawdziwie praktycznych a nie dłubanie w jakiejś oderwanej od rzeczywistości przyszkolnej pracowni czy warsztacie. Normalnie powinien człowiek móc przez dłuższy czas poczuć na własnej skórze na czym jego "wymarzona praca" polega i wtedy się zdecydować albo zdążyć się rozmyślić. Bo po kilku latach edukacji, to już nie ma dobrej drogi odwrotu. Albo brniesz dalej albo musisz się pogodzić z tym, że kilka lat zmarnowałeś. lp.2o@1daj
|
|
|  | 1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | >Po pierwsze, nie ma takiego proroka, co potrafi przewidzieć wymagania rynku za dziesięć lat. Oczywiście że tak! Mechanicy, konstruktorzy maszyn, robotów Mechatronicy, automatyka przemysłowa, Programiści, każdy rodzaj i w każdej ilości tzw. IT Technolodzy produkcji W skrócie INŻYNIEROWIE. >Po drugie, nawet gdyby to się jakoś udało, efekt takiej propagandy byłby wręcz przeciwny do spodziewanego. A gówno prawda! Rząd nawet program stworzył dopłacania do studiów technicznych. Pracowników brak! >Jeśli będziemy mówić po szkołach, że np. potrzebnych będzie mnóstwo informatyków, to efekt będzie taki, że każdy niebędący matematycznym analfabetą rzuci się na informatykę i za dziesięć lat będzie ich nadmiar, a ich sytuacja będzie gorsza niż teraz w budowlance. Nigdy nie będzie nadmiaru, będzie niedomiar. Studia IT naprawdę trudno skończyć jeśli szkoła jest poważna.
|
|
|  | | Matix (5786 punktów) | Polecam link, który podałem na samym końcu tekstu w temacie.
"Głupi jak Niemiec"
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) | >Jeśli będziemy mówić po szkołach, że np. potrzebnych będzie mnóstwo informatyków, to efekt >będzie taki, że każdy niebędący matematycznym analfabetą rzuci się na informatykę i za dziesięć >lat będzie ich nadmiar, a ich sytuacja będzie gorsza niż teraz w budowlance. Może być to w pewnym sensie korzystne. Czytałem niedawno artykuł w der Spiegel o San Francisco. Sprowadziło się tam mnóstwo specjalistów z branży IT, co spowodowało gwałtowny wzrost cen wynajmu mieszkań i ogólnie kosztów życia. Efekt? 26% owych specjalistów rozważa obecnie opuszczenie miasta, bo co im po tym, że dużo zarabiają skoro muszą dużo wydać. Większa powszechność zawodu może się przyczynić do większej stabilności.
dajmonion
|
|
Grumman Avenger (227 punktów) (zablokowany) | >Społeczeństwo ma złudne wyobrażenie, że projekt oznacza projekt architektoniczny i wykonuje go architekt. >Każdy inżynier, czy to mechaniczny, elektryk, informatyk będzie miał lepiej niż budowlaniec obecnie. 10% czy 20% budynków jest projektowanych przez architektów, większość jest dziełem inżynierów, więc o co chodzi? Jeśli nie odpowiada ci praca za 2900 zł netto (chciałbym mieć tyle brutto!), to poszukaj innej albo zrób studia podyplomowe i wtedy szukaj pracy. Siedzisz na tyłku i narzekasz, że inni mają lepiej, to przestań innym zazdrościć i postaraj się zmienić swoją sytuację zawodową.
|
|
 | 2 na 2 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Społeczeństwo ma złudne wyobrażenie, że projekt oznacza projekt architektoniczny i wykonuje go architekt. >>Każdy inżynier, czy to mechaniczny, elektryk, informatyk będzie miał lepiej niż budowlaniec obecnie. >10% czy 20% budynków jest projektowanych przez architektów, większość jest dziełem inżynierów, więc o co chodzi? >Jeśli nie odpowiada ci praca za 2900 zł netto (chciałbym mieć tyle brutto!), to poszukaj innej albo zrób studia podyplomowe i wtedy szukaj pracy. Siedzisz na tyłku i narzekasz, że inni mają lepiej, to przestań innym zazdrościć i postaraj się zmienić swoją sytuację zawodową. > Grumman, widzę że nie masz pojęcia. Rady dajesz jak były prezydent Komorowski "Zmień pracę i weź kredyt". Ja byłem w ulu i ten miód spijałem. Naprawdę nie zabieraj głosu, bo pieprzysz.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | Grumman Avenger (227 punktów) (zablokowany) | >Grumman, widzę że nie masz pojęcia. Rady dajesz jak były prezydent Komorowski "Zmień pracę i weź kredyt". Ja byłem w ulu i ten miód spijałem. Naprawdę nie zabieraj głosu, bo pieprzysz. Tak, tak, kto tu bywa regularnie ten wie, że wiesz wszystko najlepiej, wszędzie byłeś, wszystko widziałeś i wszystkiego doświadczyłeś. Wszyscy inni przy tobie to głupcy, z jednym wyjątkiem - gdy chcesz się komuś podlizać, to mu w d00pę włazisz.
|
|
| |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Grumman, widzę że nie masz pojęcia. Rady dajesz jak były prezydent Komorowski "Zmień pracę i weź kredyt". Ja byłem w ulu i ten miód spijałem. Naprawdę nie zabieraj głosu, bo pieprzysz. >Tak, tak, kto tu bywa regularnie ten wie, że wiesz wszystko najlepiej, wszędzie byłeś, wszystko widziałeś i wszystkiego doświadczyłeś. Wszyscy inni przy tobie to głupcy, z jednym wyjątkiem - gdy chcesz się komuś podlizać, to mu w d00pę włazisz. > Przede wszystkim głupcem nikogo nie nazwałem na tym forum. A że wiem więcej i mam jako takie wyważenie w swoich wypowiedziach, to już jest kwestią doświadczenia życiowego, którego Tobie jak widać brak. Podaj więc komu się podlizuję. Jeśli można to cytaty. Czekam. Kolego nie zmienisz nic z tego co myślę i przeżyłem, więc nie gardłuj i spowolnij. Naprawdę to Ty się tu wygłupiasz, a skoro nie widzisz, że tak jest, to nie dorosłeś do rozmów, a raczej jeszcze stosujesz retorykę agresywnej i napastliwej reakcji. Nie rób, jeśli nie chcesz, być do końca patafianem. Proszę.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | |  | 2 na 2 Grumman Avenger (227 punktów) (zablokowany) | >stosujesz retorykę agresywnej i napastliwej reakcji "Grumman, pieprzysz bez sensu." "Grumman, widzę że nie masz pojęcia." "Naprawdę to Ty się tu wygłupiasz" "nie dorosłeś do rozmów" "Nie rób, jeśli nie chcesz, być do końca patafianem."
Bez komentarza.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>stosujesz retorykę agresywnej i napastliwej reakcji >"Grumman, pieprzysz bez sensu." >"Grumman, widzę że nie masz pojęcia." >"Naprawdę to Ty się tu wygłupiasz" >"nie dorosłeś do rozmów" >"Nie rób, jeśli nie chcesz, być do końca patafianem." >Bez komentarza.
Podaj więc komu się podlizuję. Jeśli można to cytaty. Czekam. Bo odpowiedź nie na temat.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
 | 1 na 1 | Matix (5786 punktów) | Po pierwsze w dupie mam to co o mnie myślisz, więc wyprowadzę cię z błędu: nie, nie dowartościujesz się tym.
Po drugie ten temat nie jest o mnie, ja jestem nieważny. Mi jest żal młodych ludzi i to dla nich to piszę.
"Głupi jak Niemiec"
|
|
|  | Grumman Avenger (227 punktów) (zablokowany) | >Po pierwsze w dupie mam to co o mnie myślisz, więc wyprowadzę cię z błędu: nie, nie dowartościujesz się tym. Miałbym dowartościować się czytając żale gościa skarżącego się, że inni mają lepiej? To musiałbym być równie żałosny jak on.
>Mi jest żal młodych ludzi i to dla nich to piszę. To pomyśl o celniejszym strzelaniu w target. Ilu tu może być młodych ludzi myślących o studiowaniu budowlanki?
>"Głupi jak Niemiec" Co ci Niemcy zrobili, biedaku?
|
|
|  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | >Po pierwsze w dupie mam to co o mnie myślisz, więc wyprowadzę cię z błędu: nie, nie dowartościujesz się tym. >Po drugie ten temat nie jest o mnie, ja jestem nieważny. Mi jest żal młodych ludzi i to dla nich to piszę. Siebie Ci jest żal. Kogoś innego może nie wzruszać ani stres, ani odpowiedzialność ani nawet stan budowlanki. Dla kogoś innego wszystko to, co tobie przeszkadza może być wyzwaniem.
dajmonion
|
|
5 na 5 | Wenancjusz (16441 punktów) | Ogólnie się z Tobą zgadzam. Co prawda jestem już na emeryturze i nie jestem czynny zawodowo, ale przeszedłem podobną gehennę (rozczarowania). Z zawodu zasadniczego jestem inż. elektroenergetykiem. Piszę zawodu zasadniczego, bo w poszukiwaniu lepszych rozwiązań w urządzeniu sobie życia, skończyłem równolegle ze studiami wieczorowo technikum elektroniczne w specjalności elektroakustyk. Jako elektroakustyk miałem tylko możliwość pracy w teatrze za jałmużnę (Wiadomo ile kultura i sztuka płaci zapleczu technicznemu. Tam zarabiali znoście aktorzy, czy muzycy pod warunkiem, że już są znani i poznawani. Reszta traktowana była jak chłam. Najgorzej było mi spełniać dziwactwa muzyków i dyrygentów. Do jakich scen dochodziło, to przerastało granice zdrowego rozsądku. Jeden z dyrygentów, przyjeżdżający aż z Koszalina, rzucił kiedyś batutą jak dzidą, bo w czasie prób ujrzał na widowni kota stwierdzając, że w tym hałasie pracować nie może. Histeria! Co za awantura była o tego kota! Mam od tego czasu głęboki uraz do palniętych artystów.) Nie zagrzałem miejsca tam długo. Pracowałem z zespołem muzycznym, ale wyjazdy na turnee mogłem robić tylko w weekendy, bo już dzięki koledze załapałem zdałoby się dobrą pracę jako energetyk w przemyśle chemicznym. Oba zajęcia się kłóciły, więc ostatecznie więc wybrałem przemysł, tym bardziej, że znalazłem pracę na pół etatu w ZURT-ce (Zakład Usług Radiowo-Telewizyjnych) też dzięki koledze z Wydziału Telekomutacji. Popołudnia miałem zajęte, a nawet dni wolne od pracy. Piszesz kolego, że było lepiej jak budowlańcowi? Moja praca zawodowa zaczęła się już w byłym systemie, w którym nic nie było. Żadnych części zamiennych, dyrektywy, co skrzętnie pilnował gł. księgowy, o likwidacji nadmiernych zapasów magazynowych, zakupy części do maszyn zachodnich przez różne centrale pod warunkiem, że zakład miał przydziały dewizowe o czym decydowało Zjednoczenie, a tu czas leci, maszyna stoi i nie produkuje a gł. mechanik nie miał uzbrojonego warsztatu na tyle by dorobić jakoś część istotną do uruchomienia zepsutego grata, "operatywki" zamykające się tylko awanturami i wzajemnymi oskarżeniami o brak operatywności. A w Polsce wtedy robiło się coraz gorzej. Znamienne, że im robiło się gorzej tym "operatywki" odbywały się coraz częściej, jakby sytuację rynkową miały uzdrowić. Dzięki koledze załatwiłem sobie pracę w Urzędzie Wojewódzkim (bo posiadałem uprawnienia budowlane) jak inspektor nadzoru w Wojewódzkim Zarządzie Inwestycji Rolniczych, licząc na spokojniejszą atmosferę pracy. I tu cudów nie płacili. Zarabiałem mniej jak energetyk niestety. Podobno dlatego, że każdy inspektor nadzoru żył z "fuch" a pensja ze stałej pracy była tylko dodatkiem. Kto to wymyślił, to nie wiem ale było krzywdzące. Niemniej wszedłem w ten sposób na teren budownictwa. Najlepiej płacono wtedy w wojsku. Siostra już tam pracująca podpowiedziała mi że poszukuje się majstra elektryka do grupy konserwatorów. I wpadłem jak śliwka w kompot. Kierowali działem apodyktyczni wojskowi bez zielonego nawet pojęcia o technice i przepisach. Doszło do potwornej awantury między kierownikiem wojskowym a mną bo zmuszał do wykonania robót kablowych w zimie, bez odpowiedniego przygotowania. Trzeba jednak przyznać, że zarabiałem nieźle. Zwróć tu uwagę, że istniał dodatek pieniężny za dyspozycyjność (wiadomo wojsko a ja cywil) wynoszący 1/3 pensji. Po awanturze (dzięki dobrej opinii) przeszedłem do wojskowej jednostki nadrzędnej, by później przyjeżdżać jako inspektor techniczny do tego samego kierownika z którym się pokłóciłem. Ot chichot losu. Przy wojsku już dojechałem do emerytury. Budownictwo, jak zauważyłem, zdziczało i zdziwaczało za naszych "nowych" czasów. Zaczęli grzebać przy nim ludzie nieprzygotowani. Zaczął rozpierduchę min. budownictwa Adam Glapiński, obecny prezes NBP. Od niego budownictwo powszechne zaczęło kuleć i praktycznie zdycha. Dział tak ważny dla gospodarki kraju, motor napędowy dla hut i stalowni, hut szkła, fabryk chemicznych, materiałów budowlanych, zakładów stolarskich, drogowców itd.. Nie uprawiam czarnowidztwa, ale widzę że jest coraz gorzej tak, że już nie ma mądrego jak ruszyć tak ważną dziedzinę gospodarki. Za dużo, dzięki "inwencjom" urzędników, potworzono barier i potworzono przeszkód (Zobacz choćby jakie masz problemy, gdy chcesz na swojej ziemi, bez dotacji państwa czyli za własne pieniądze, zbudować dom jednorodzinny. Życzę stalowych nerwów, cierpliwości oraz powodzenia. Nie ma, że podoba się Tobie taki a nie inny projekt. Musi być taki jak życzy sobie urzędnik, a to dopiero początek.). A już zapowiada się jeszcze gorzej. Nie dziwię się młodym inżynierom emigrującym za granicę. W Polsce bez koneksji nikt Ciebie nie zauważy i nie licz na jakieś awanse, a zawsze tylko licz się, że możesz być na liście do zwolnień. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
 | 2 na 2 | Arminius (25555 punktów) | broń miotana | "Jeden z dyrygentów, przyjeżdżający aż z Koszalina, rzucił kiedyś batutą jak dzidą, bo w czasie prób ujrzał na widowni kota stwierdzając, że w tym hałasie pracować nie może. "
Rozumiem, iz mierzył w kota, żywię nadzieję, iż go nie upolował?
|
|
|  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | Odp: broń miotana | >"Jeden z dyrygentów, przyjeżdżający aż z Koszalina, rzucił kiedyś batutą jak dzidą, bo w czasie prób ujrzał na widowni kota stwierdzając, że w tym hałasie pracować nie może. " >Rozumiem, iz mierzył w kota, żywię nadzieję, iż go nie upolował?
Wywołany do tablicy odpowiem, że właśnie do tego kota celował. A kot tak tupał i hałasował, że zagłuszał próbę oktetu (złośliwie!). Kabaret nie poważna instytucja kulturalna! Dodam, że jak miał próby ten zdziwaczały pozer, to sekretarki nie mogły pisać na maszynach, bo klekot klawiszy go rozpraszał. Z odległości gdzieś ok. 50 m. Miejsce zdarzenia? Filharmonia Pomorska w Bydgoszczy.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) | Odp: Kryzys w branży budowlanej | Odpowiedź na ten wątek jest całkiem prosta: nie wybiera się zawodu, bo w telewizji jakiś pan chwalił zawód budowlańca. Wybór zawodu to decyzja dość krytyczna w życiu. Kiedyś wybierało się zawód "po ojcach". Były rodziny, które z pokolenia na pokolenie zajmowały się daną branżą i już dziecko doskonałe wiedziało, jakie są wady i zalety danego zawodu. A dziś sytuacja jest właściwie idiotyczna, bo szczytem marzeń prawie każdego młodziana jest, żeby robić w życiu dokładnie co innego, niż rodzice. I stąd takie reakcje, jak w niniejszym wątku. Proszę słuchać "panów z telewizji", to do końca życia wszyscy będą nieszczęśliwi. Zawód powinno wybierać się wg własnych upodobań i zdolności. A nie na zasadzie, że nic mnie nie interesowało, to wybrałem sobie politechnikę. Właśnie powinno decydować to, co nas interesuje, a nie odwrotność tego twierdzenia  Inna sprawa, że zdecydowaną część społeczeństwa nic nie interesuje i najchętniej to by wybrali zawód bezrobotnego. Aż dziw bierze, że do tej pory nie otwarto wyższych studiów z tego kierunku. Jeśli jest tu ktoś z branży uczelnianej, to proszę przemyśleć pomysł: pewnie kandydaci pchaliby się drzwiami i oknami, a i szereg dofinansowań tak przyszłościowego kierunku płynąłby wartkim strumieniem... PS. Ale jak już się dany zawód wybrało i odkryło poniewczasie, że to jednak nie to (bo albo się tego nie lubi, albo się tam nie zarabia), to warto szukać, co się lubi i gdzie mogłoby się zarabiać. I zmieniać, a nie narzekać  PS2. Choć moim zdaniem w każdym zawodzie można zarabiać uczciwe pieniądze, tylko należy tenże zawód wykonywać z pasją, a nie "za karę"...
|
|
 | 2 na 2 | Burnham (1149 punktów) | > Inna sprawa, że zdecydowaną część społeczeństwa nic nie interesuje i najchętniej to by wybrali zawód bezrobotnego. Aż dziw bierze, że do tej pory nie otwarto wyższych studiów z tego kierunku.
To jest i działa pod postacią tzw. szkół podyplomowych czy wieczorowych, gdzie ludzie chodzą się "uczyć" by zdobyć jakiś tam papierek. A tak naprawdę uciekają w bezrobocie - to jest właśnie ta wyższa szkoła bezrobocia (niektórzy w ten sposób sobie alimenty przedłużają czy rentę, zapewniają darmowe ubezpieczenie zdrowotne czy jeszcze inne wymysły socjalne, a cała kadra nauczycielska ma zatrudnienie przy obsłudze tych śmierdzących leni). Już teraz jest grono ludzi niezatrudnialnych, po prostu. Przychodzi taki jegomość po kierunku typu pedagogika, resocjalizacja, stosunki międzynarodowe, kulturoznawstwo, politologia i innego takie, do pracy ... i nic nie robi. Kawka, śniadanko, przerwa na papierosika, obiadek, filmik na youtube, ale żeby wziął się do roboty to mu/jej się nie chce bo najczęściej w wieku 20-25 lat mieszka z rodzicami i jest na ich garnuszku. To nawet nie rzecz w tym, że ktoś czegoś nie umie, ale im się zwyczajnie nie chce. Bez zobowiązań bo najczęściej rodziny nie ma to i minimka krajowa go zadowoli byle tylko mu można było siedzieć i pierdzieć w fotel całymi dniami. Nowy młody niezatrudnialny myśli, że jak przyjdzie do pierwszej pracy to nawalą mu 2 tysie na rękę za to że w ogóle niezatrudnialny się urodził i przyszedł na świat. To jest dramat szczególnie w mniejszych miejscowościach skąd ludzie pouciekali i najczęściej zostali właśnie tacy niezatrudnialni. Przepraszam, ale to jest skandal żeby mnie po 8 latach w jednym zawodzie chciało się więcej robić w zawodzie aniżeli młodszemu, który dopiero zaczyna. I ja to widzę coraz częściej.
Uczyłem w gimnazjum, uczyłem w tych podyplomowych szkołach, a teraz poszukuję ludzi do pracy i zauważyłem jedno - masa śmierdzących leni jest wręcz porażająca. W szkole siedzieli i sobie jaja robili cały czas, a dzisiaj po latach włóczenia się po korytarzach szkolnych zostało im siano w głowie i socjalna mentalność - bo tatuś z mamusią zawsze żywili to i niech nadal karmią. Jakieś lewe zwolnienia lekarskie, tłumaczenie swojego nieróbstwa i obraza majestatu, że ktoś wymaga od nich pracy. Po prostu ja to widzę, że na rynku mamy pokolenie ludzi którym się zwyczajnie nie chce - zawodowi bezrobotni. W Polsce mamy zjawisko drenażu najlepszych ludzi, którzy albo wyjeżdżają za granicę albo do większych miast. Małe miasta w Polsce będą pogrążać się dalej w swoim prowincjonalnym statusie i nikt nie ma pomysłu co z tym zrobić.
|
|
|  | 3 na 3 | ZaKotem (8733 punktów) | > poszukuję ludzi do pracy i zauważyłem jedno - masa śmierdzących leni jest wręcz porażająca.
Poszukuję samochodu za 1500 zł i zauważyłem, że masa zardzewiałych gratów jest porażająca.
|
|
|  | | szarley (54911 punktów) | Wczoraj w sklepie widziałem kiełbasę 4zł/kg Dobra będzie?
|
|
|  | 3 na 3 | Wenancjusz (16441 punktów) | >> Inna sprawa, że zdecydowaną część społeczeństwa nic nie interesuje i najchętniej to by wybrali zawód bezrobotnego. Aż dziw bierze, że do tej pory nie otwarto wyższych studiów z tego kierunku. >To jest i działa pod postacią tzw. szkół podyplomowych czy wieczorowych, gdzie ludzie chodzą się "uczyć" by zdobyć jakiś tam papierek. A tak naprawdę uciekają w bezrobocie - to jest właśnie ta wyższa szkoła bezrobocia (niektórzy w ten sposób sobie alimenty przedłużają czy rentę, zapewniają darmowe ubezpieczenie zdrowotne czy jeszcze inne wymysły socjalne, a cała kadra nauczycielska ma zatrudnienie przy obsłudze tych śmierdzących leni). Już teraz jest grono ludzi niezatrudnialnych, po prostu. Przychodzi taki jegomość po kierunku typu pedagogika, resocjalizacja, stosunki międzynarodowe, kulturoznawstwo, politologia i innego takie, do pracy ... i nic nie robi. Kawka, śniadanko, przerwa na papierosika, obiadek, filmik na youtube, ale żeby wziął się do roboty to mu/jej się nie chce bo najczęściej w wieku 20-25 lat mieszka z rodzicami i jest na ich garnuszku. To nawet nie rzecz w tym, że ktoś czegoś nie umie, ale im się zwyczajnie nie chce. Bez zobowiązań bo najczęściej rodziny nie ma to i minimka krajowa go zadowoli byle tylko mu można było siedzieć i pierdzieć w fotel całymi dniami. Nowy młody niezatrudnialny myśli, że jak przyjdzie do pierwszej pracy to nawalą mu 2 tysie na rękę za to że w ogóle niezatrudnialny się urodził i przyszedł na świat. To jest dramat szczególnie w mniejszych miejscowościach skąd ludzie pouciekali i najczęściej zostali właśnie tacy niezatrudnialni. Przepraszam, ale to jest skandal żeby mnie po 8 latach w jednym zawodzie chciało się więcej robić w zawodzie aniżeli młodszemu, który dopiero zaczyna. I ja to widzę coraz częściej. >Uczyłem w gimnazjum, uczyłem w tych podyplomowych szkołach, a teraz poszukuję ludzi do pracy i zauważyłem jedno - masa śmierdzących leni jest wręcz porażająca. W szkole siedzieli i sobie jaja robili cały czas, a dzisiaj po latach włóczenia się po korytarzach szkolnych zostało im siano w głowie i socjalna mentalność - bo tatuś z mamusią zawsze żywili to i niech nadal karmią. Jakieś lewe zwolnienia lekarskie, tłumaczenie swojego nieróbstwa i obraza majestatu, że ktoś wymaga od nich pracy. Po prostu ja to widzę, że na rynku mamy pokolenie ludzi którym się zwyczajnie nie chce - zawodowi bezrobotni. W Polsce mamy zjawisko drenażu najlepszych ludzi, którzy albo wyjeżdżają za granicę albo do większych miast. Małe miasta w Polsce będą pogrążać się dalej w swoim prowincjonalnym statusie i nikt nie ma pomysłu co z tym zrobić. > Wybacz, ale modelu konsumpcjonizmu za "byłej" Polski, choć wiele do zarzucenia było w modelu kształcenia, nie było. Wręcz przeciwnie, uczono radzenia sobie. Ja tak byłem wychowywany w technikum. A rozpierduchę w edukacji zauważyłem, gdy stworzono Kodeks ucznia. Od tego czasu status nauczyciela marnieć zaczął sromotnie. Autentycznego lenia i lesera odsyłać się zaczęło do psychologów uświadamiając mu w ten sposób, że jego leserstwo jest chronione prawem, a nie zgodnie z twardymi zasadami wyrzucić takiego w jasną cholerę bo tylko przeszkadza.. Nauczyciel miał wtedy obowiązek traktować drania specjalnie łagodnie i z wyrozumieniem. Jakim? Jak to miałoby wyglądać bez szkody dla programu nauczania? Czy ten młody gówniarz miał jakieś inne ciężkie obowiązki oprócz skupienia się na nauce gdy jest młodym i bez obowiązków? W ten sposób zawsze nauczyciel ponosił winę za "złe" nauczanie, a nie autentyczny leń? Wybacz powtórnie, ale byłem wykładowcą elektrotechniki w szkole zawodowej (już szkoły nie ma), a czasem zastępowałem chorego fizyka. Wcale mu się nie dziwię, że był chorowity. Nie mógł przeskoczyć autentycznej niechęci do nauki, a wyrzucić takiego gnojka nie można było, bo to nie uzasadniony powód. Bo stosujesz metody niepedagogiczne. Zawsze szukano winy u nauczyciela. A jak takiego gnojka przyuczyć do brania na siebie odpowiedzialności? Jak nauczyć takiego przygotowywania do dorosłego życia? Tylko, że twórcy takowego kodeksu zapomnieli o powiedzeniu "Włóż łyżeczkę dziekciu do beczki z miodem". Cała beczka miodu do wyrzucenia. Dlatego wyniosłem się z takiej szkoły, gdzie i ksiądz miał więcej do powiedzenia nawet jak dyrektor szkoły (a wiedziano żem ateista). Współczuję nauczycielom. W zakładzie pracy takich leserów się wyrzuca ze skutkiem natychmiastowym i bez konsekwencji dla dyrektora/prezesa. A jak był wychowywany/ustawiany przez psychologów i ubezwłasnowolnionych nauczycieli? Szkoły opuszcza wielu nieprzygotowanych do życia i zawodu. Edukacja dołuje dziś jak budownictwo powszechne. Ale to nie "robota" nauczycieli. To "robota" systemu, którego nie wiem nawet jak go nazwać. Pozdrawiam i zaręczam, że Ciebie rozumiem.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
 | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) | >Inna sprawa, że zdecydowaną część społeczeństwa nic nie interesuje i najchętniej to by wybrali zawód bezrobotnego. Mógłbyś przytoczyć jakieś obiektywne dane potwierdzające taką tezę?
-Gdzie pracujesz? -Nigdzie. -To co robisz? -Nic! -Ty, to fajne zajęcie. -Zajęcie fajne, tylko konkurencja silna!
|
|
|  | | DyktaFon (9281 punktów) | > >Inna sprawa, że zdecydowaną część społeczeństwa nic nie interesuje i najchętniej to by wybrali zawód bezrobotnego.> Mógłbyś przytoczyć jakieś obiektywne dane potwierdzające taką tezę?Obiektywnych nie mógłbym  Nie są to dane z jakichś badań, a z moich obserwacji. Większość osób o moim zawodzie nie ma pojęcia o swoim zawodzie i zasadniczo on ich nie interesuje. Mogę na palcach jednej ręki wymienić osoby, dla których ten zawód to hobby, pasja i w końcu zawód. Dla pozostałych to tylko przykry obowiązek wypełniany przez kilka godzin w dni robocze, byle do soboty dotrwać... I na tej podstawie śmiem sądzić, że podobnie jest w innych zawodach (czego tak dokładnie nie mogę jednak stwierdzić, bo sam nie znam tych dziedzin na tyle, żeby oceniać innych). Ale np. z dużym zainteresowaniem obserwuję lekarzy. I widzę identyczne zjawisko.
|
|
| |  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | > >>Inna sprawa, że zdecydowaną część społeczeństwa nic nie interesuje i najchętniej to by wybrali zawód bezrobotnego.> >Mógłbyś przytoczyć jakieś obiektywne dane potwierdzające taką tezę?> Obiektywnych nie mógłbym Nie są to dane z jakichś badań, a z moich obserwacji.A ja mam: cbos.pl/SPISKOM.POL/2011/K_038_11.PDF> Większość osób o moim zawodzie nie ma pojęcia o swoim zawodzie i zasadniczo on ich nie interesuje. Mogę na palcach jednej ręki wymienić osoby, dla których ten zawód to hobby, pasja i w końcu zawód. Dla pozostałych to tylko przykry obowiązek wypełniany przez kilka godzin w dni robocze, byle do soboty dotrwać...> I na tej podstawie śmiem sądzić, że podobnie jest w innych zawodachI z pewnością masz rację, ale wyciągasz błędne wnioski. Istnieje szerokie spektrum między postawą "moja praca to moja pasja" a "mam w dupie moją robotę i każdą inną też". Może są ludzie, których podnieca malowanie pasów na jezdni albo opróżnianie szamba, nie wiem. Ale większość ludzi jednak pracuje po prostu po to, żeby zarobić i jeśli płace uznają za zadowalającą, to jest to wystarczającą motywacją, żeby byli kompetentni - nawet jeśli miłości w tym nie ma. Z tego nie wynika wcale to, że gdyby mogli, to w ogóle by nic nie robili. Człowiek przepracowany zazwyczaj ma takie marzenie - ach, gdybym tak miał kupę forsy za nic, to tylko bym leżał i pachniał. Ale to jest jak marzenie wiecznie niedożywionego Normana o wiecznej wyżerce w Valhalli, a tymczasem wystarczy zjeść pełną miskę, a marzenie staje się nieaktualne. Jasne, istnieją lenie patentowane, ale na pewno nie jest to większość populacji. Nawet ci szczęśliwcy, którzy mogliby być rentierami, nic nie robić i żyć wygodnie, coś jednak robią, bo być nierobem, choćby bogatym, to obciach. Znam gościa bez ukończonych studiów, który odziedziczył kamienicę wartą miliony i mógłby żyć tylko z kapitału, ale pracuje jako barman, bo mu głupio.
|
|
| | |  | 1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) | > >>>Inna sprawa, że zdecydowaną część społeczeństwa nic nie interesuje i najchętniej to by wybrali zawód bezrobotnego.> >>Mógłbyś przytoczyć jakieś obiektywne dane potwierdzające taką tezę?> >Obiektywnych nie mógłbym Nie są to dane z jakichś badań, a z moich obserwacji.> A ja mam:> cbos.pl/SPISKOM.POL/2011/K_038_11.PDFDziękuję za wyszukanie badań, które próbują być obiektywniejsze, niż moja wypowiedź  Co prawda badania ankietowe są co najwyżej tak samo obiektywne, jak moje spostrzeżenia, ale zawsze to wypowiedź większej grupy osób. Można się więc łudzić, że obiektywne  Ja jednak obstawałbym za tym, że każdy pytany chciałby wyglądać w oczach badającego pozytywnie i dlatego odpowiada tak, jak mu się wydaje, że powinien  > >Większość osób o moim zawodzie nie ma pojęcia o swoim zawodzie i zasadniczo on ich nie interesuje. Mogę na palcach jednej ręki wymienić osoby, dla których ten zawód to hobby, pasja i w końcu zawód. Dla pozostałych to tylko przykry obowiązek wypełniany przez kilka godzin w dni robocze, byle do soboty dotrwać...> >I na tej podstawie śmiem sądzić, że podobnie jest w innych zawodach> I z pewnością masz rację, ale wyciągasz błędne wnioski. Istnieje szerokie spektrum między postawą "moja praca to moja pasja" a "mam w dupie moją robotę i każdą inną też". Może są ludzie, których podnieca malowanie pasów na jezdni albo opróżnianie szamba, nie wiem. Ale większość ludzi jednak pracuje po prostu po to, żeby zarobić i jeśli płace uznają za zadowalającą, to jest to wystarczającą motywacją, żeby byli kompetentni - nawet jeśli miłości w tym nie ma.Co do szamba i pasów - teoretycznie zgoda  Ale już leczonym przez podobnie zmotywowanego lekarza nie chciałbym być... A niestety bywam. > Z tego nie wynika wcale to, że gdyby mogli, to w ogóle by nic nie robili. Człowiek przepracowany zazwyczaj ma takie marzenie - ach, gdybym tak miał kupę forsy za nic, to tylko bym leżał i pachniał. Ale to jest jak marzenie wiecznie niedożywionego Normana o wiecznej wyżerce w Valhalli, a tymczasem wystarczy zjeść pełną miskę, a marzenie staje się nieaktualne. Jasne, istnieją lenie patentowane, ale na pewno nie jest to większość populacji. Nawet ci szczęśliwcy, którzy mogliby być rentierami, nic nie robić i żyć wygodnie, coś jednak robią, bo być nierobem, choćby bogatym, to obciach. Znam gościa bez ukończonych studiów, który odziedziczył kamienicę wartą miliony i mógłby żyć tylko z kapitału, ale pracuje jako barman, bo mu głupio.Nie znam osoby, która pracuje, bo jej głupio nic nie robić  A znam osoby, które mogłyby nic nie robić, bo je na to stać. I one najczęściej twierdzą, że to co robią, to z powodu tego, że mają taką pasję i lubią robić to, co robią (już nie piszę, że zawodowo, bo to nie jest praca dla pieniędzy). Ale zgadzam się, że ludzie są różni. I może być różnie. Podałem tylko przykład z moich osobistych (subiektywnych!) obserwacji.
|
|
 | | Matix (5786 punktów) | >Odpowiedź na ten wątek jest całkiem prosta: nie wybiera się zawodu, bo w telewizji jakiś pan chwalił zawód budowlańca.
To jest oczywiste, ale nie dla młodych ludzi w szkołach. I to właśnie o tym jest ten wątek.
"Głupi jak Niemiec"
|
|
2 na 2 | Jan Rylew (3965 punktów) | Ciekawy wątek, który mi przypomina moje pięciolatki. Wybór kierunku działalności zawodowej zawsze jest trochę loteryjny. Podobnie z wyborem pierwszego miejsca pracy. Potrzebny jest ten łut szczęścia. Ja miałem to szczęście, na Politechnice w Poznaniu stypendium fundowane przez wybranego z listy pracodawcę, potem pierwsza praca za niezłe pieniądze. Byłem zadowolony chociaż zakład w którym przyszło mi pracować był dość zaniedbany pod względem technicznym. Po kilku latach pracy w terenie jako inż. mechanik trafiłem do biura projektów. Przeszło 5 lat pracy w WBPBW było najlepszym okresem zawodowym w moim życiu. Ale znam ten ból, sam naużerałem się z oporem materii żywej i martwej na granicy możliwości intelektualnych i odporności nerwowej. Wytrzymałem i podnosiłem swoje kwalifikacje. Zarobki były tam bardzo dobre, głównie premie za wyniki, najlepsze osiągały wartość 3-4 średniej płacy w gospodarce krajowej. Wyższe zarobki były obcinane zgodnie z dyrektywami jako "kominy płacowe", trzeba było się dzielić z tymi którzy mieli mniej wyniku, a wiecej problemów. Architekci i budowlańcy zarabiali nieco więcej, ale różnice nie były duże. Ten szczęśliwy dla mnie okres zakończył koniec dekady Gierka, pożegnanie inwestycji w rolnictwo, manewr gospodarczy, zmiana władzy i wielki zjazd gospodarczy. Trzeba było zmienić pracę. Paradoksalne u mnie było, że po okresie wdrożenia się do pracy i osiągnięciu sporej biegłości w wykonywanej pracy warunki zmuszały mnie do zmiany. Z projektowania przeszedłem do wykonawstwa w przedsiębiorstwie państwowym, na szczęście w tej samej branży. Na zarobkach niewiele straciłem. Kolejne 5 lat to już praca na własny rachunek w swoim zakładzie, skończyłem wraz z upadkiem PRL. Był to najtrudniejszy okres w moim życiu. Dzisiaj gdy o tym myślę to się dziwię jak można było tyle dokonać w tak trudnym okresie czasu. Z moich rozważań na ten temat po zakończeniu działalności zawodowej wynika, że po skurczeniu się gospodarki w latach 90 i słabym rozwoju w kolejnych latach, bezrobociu i próbach ukrycia tegoż w systemie emerytalnym i szkolnictwa wyższego, nastąpiła nadprodukcja absolwentów szkół wyższych (bezrobocie odłożone) co powoduje niski poziom płac i emigrację. Zniszczenie szkolnictwa zawodowego (zawodówki i technika) powoduje, że dzisiaj trudno znaleźć dobrze wykwalifikowanego pracownika w warsztacie. W PRL też było trudno, ale dlatego, że robotnik wolał pewną dobrą pracę na państwowym, a u prywaciarza najwyżej po godzinach. Jestem sceptyczny co do wyników ew. doradztwa przed studiami lub przed wyborem zawodu. Trendy zmieniają się dość szybko. Najlepiej podobno zostać lekarzem. Roboty nigdy nie zabraknie, praca i sukcesy są dobrze wynagradzane, a błędy pokryje ziemia.
|
|
 | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | > Najlepiej podobno zostać lekarzem. Roboty nigdy nie zabraknie, praca i sukcesy są dobrze wynagradzane, a błędy pokryje ziemia.  > No lekarz to pewna loteria. Uda się trafić z diagnozą czy nie. Operacja się uda lub nie. Przepisane leki zdziałają lub nie, a nawet pogorszą. Najlepiej ma kopidołek/grabarz. Klienci są zawsze, wykształcenia w pięciu językach nie potrzeba, szkół pięciu na szczeblu wyższym też, no bo po co z trupami gadać, im gorzej/gorsza bieda i służba zdrowia, tym dla niego lepiej bo większa zachorowalność i umieralność, proste i tanie narzędzia (łopata, kilof), załoga też nie ma wymagań i nie zwolni pijanego, zasypującego grób jak wpadnie do grobu no bo gdzie drugiego takiego głupiego z niepełnym podstawowym znajdzie. To jest życie! Lekarze strzygą żywych a ostrzyżonych już, powtórnie golą grabarze. To jest fucha.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | 4 na 4 | Jan Rylew (3965 punktów) | > No lekarz to pewna loteria. Uda się trafić z diagnozą czy nie. Operacja się uda lub nie. Przepisane leki >zdziałają lub nie, a nawet pogorszą.Chyba nie jest tak źle z tym zawodem czego ja sam jestem żywym dowodem. W każdym razie obszar działalności poszerza się. Można powtórzyć słowa kogoś niegłupiego: Ostatnimi czasy medycyna poczyniła tak ogromne postępy, że dzisiaj nie sposób znaleźć jednego zdrowego człowieka. Z moich obserwacji i kontaktów z medycyną mogę powiedzieć, że: Nie ma ludzi zdrowych, są tylko nie zdiagnozowani. > Najlepiej ma kopidołek/grabarz.No nie wiem, placu na cmentarzu coraz mniej, konkurencja duża, a pośrednicy (łowcy skór) zgarniają większość kasy  . Ale tutaj dotykasz aspektu, który mi często do głowy przychodzi. Sprowadza się to do konstatacji, że szczęście człowieka nie zależy od wykształcenia i od poważanego przez ogół zawodu, pozycji. Człowiek może znaleźć zawodowe szczęście w bardzo prostych zawodach. Znam wiele przykładów, krawcowa, kucharz, fryzjerka, renowator mieszkań, hydraulik, taksówkarz, masażystka, frezer, spawacz i wiele, wiele innych. Trzeba tylko mieć talent, zainteresowanie w tym kierunku i wkładać w to co się robi kawał serca, ale to się odpłaci. No i ten łut szczęścia też chyba trzeba mieć, ale samemu warto temu szczęściu dać szansę.
|
|
| |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | > >No lekarz to pewna loteria. Uda się trafić z diagnozą czy nie. Operacja się uda lub nie. Przepisane leki >zdziałają lub nie, a nawet pogorszą.> Chyba nie jest tak źle z tym zawodem czego ja sam jestem żywym dowodem. W każdym razie obszar działalności poszerza się. Można powtórzyć słowa kogoś niegłupiego:> Ostatnimi czasy medycyna poczyniła tak ogromne postępy, że dzisiaj nie sposób znaleźć jednego zdrowego człowieka.Niestety, ale w powszechnej służbie zdrowia prezentowanych przez lekarzy takie namysły trują zaufanie do lekarzy. I nie gniewaj się. > Z moich obserwacji i kontaktów z medycyną mogę powiedzieć, że: Nie ma ludzi zdrowych, są tylko nie zdiagnozowani.Gadasz teraz. Jak przesławny Polak Dzierżyński. "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko niewłaściwie przesłuchani" > >Najlepiej ma kopidołek/grabarz.> No nie wiem, placu na cmentarzu coraz mniej, konkurencja duża, a pośrednicy (łowcy skór) zgarniają większość kasy .Bo tak jest. Bryluje instytucja skomercjalizowana jaką jest KK. > Ale tutaj dotykasz aspektu, który mi często do głowy przychodzi. Sprowadza się to do konstatacji, że szczęście człowieka nie zależy od wykształcenia i od poważanego przez ogół zawodu, pozycji.Oczywiście. Żadna odkrywcza myśl. Przecież jesteśmy tylko marnym puchem w obliczu Wszechświata. Niczym, nawet nie pyłkiem. > Człowiek może znaleźć zawodowe szczęście w bardzo prostych zawodach.Tak i zgadzam się. Tak się rodzą mistrzowie niepowtarzalni i niezastąpieni.. Mam jeszcze możliwość wypowiedzi, to Tobie opiszę sytuację. Kopaliśmy fundamenty pod sześciokondygnacyjny budynek. Trafiliśmy na głaz narzutowy ogromniasty (Okolica jeziora Gopła). W naszych możliwościach nie do usunięcia techniką nam dostępnej. Był ogromny. Co robić? (Pytanie zaiste z Leninowskiej rozprawy "Co robić"). Wezwaliśmy wojsko do wysadzenia, ale ponieważ teren był już zasiedlony i zamieszkały wokół , wojsko odmówiło. Znalazł się stróż, co powiedział, że zna takigo co kaminie rozbijo. Dyrektor zrezygnowany tylko powiedział weźta go, bo jo ni mom siły. Zatrzymało mi budowę na amen. Z odległości 40 km sprowadzono takiego człowieka. Niczym się nie prezentował i niczym nie emanował. Pierwszy dzień chodził wokół tego kamienia i go oglądał. Coś gadał do siebie jak nawiedzony. Drugi dzień rysował jakieś linie na kamieniu. Wziął przecinak i zaczął młotkiem pukać łupiąc małe skorupki. Potem wyznaczył punkt w który należy uderzyć. Poprosił najsilniejszego na budowie, dał mu największy młot jaki był na budowie, największy przecinak i pokazał ułożenie przecinaka. Miał walić z największą siłą jaką posiada. Dwa uderzenia i kamień rozpadł się na trzy części. Finał jakże oczywisty. Dyrektor chciał go zatrudnić a i tak dał masę pieniędzy jako premię niezatrudnionemu (jak to zrobił, jego sprawa). Odmówił. Ale wolą dyrektora pojechała po cichutku do jego żony delegacja zakładu i ta odebrała za niego kupę pieniędzy na owe czasy.. Wiadomo, kobita. On tylko tłumaczył, że walczy z kaminiami. Dziwak? Ale skuteczny! Niestety umarł już i zabrał ze sobą tajemnicę rozpoznawania miejsc słabych w strukturach kamienia. A był prostym człowiekiem. Poza tym jest coś w tej umiejętności. Uczą tego oprawiaczy kamieni szlachetnych i złotników. Mój przyszywany kuzyn z Gdańska posiadał taką umiejętność prowadząc zakład jubilerski (nawiasem mówiąc był cholernie bogaty i nie obnosił się tym za jasną cholerę. Był biegłym sądowym i jednym z sześciu specjalistów w Polsce z tej branży. Stać go było by jeździł najnowszym mercedesem ale kupował z trzeciej ręki fiaty 125p i mieszkał w mieszkaniu komunalnym, bo się nie rzucały w oczy śledczym milicji i kontrolom skarbowym. Ujawnił się dopiero gdy nastała "nowa" Polska gdy kupił pełnomorski jacht i wynajmował załogę na okres wakacji). > Znam wiele przykładów, krawcowa, kucharz, fryzjerka, renowator mieszkań, hydraulik, taksówkarz, masażystka, frezer, spawacz i wiele, wiele innych. Trzeba tylko mieć talent, zainteresowanie w tym kierunku> i wkładać w to co się robi kawał serca, ale to się odpłaci.Oczywista oczywistość. > No i ten łut szczęścia też chyba trzeba mieć, ale samemu warto temu szczęściu dać szansę.Tu masz zarąbistą rację. >
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | >>Ostatnimi czasy medycyna poczyniła tak ogromne postępy, że dzisiaj nie sposób znaleźć jednego zdrowego człowieka. >Niestety, ale w powszechnej służbie zdrowia prezentowanych przez lekarzy takie namysły trują zaufanie do lekarzy. To raczej powiedzonko żartobliwe, wskazujące na pewien paradoks, ale rzeczywiście ktoś mógłby to źle zinterpretować. Brak zaufania do lekarzy ma jednak jeszcze inne podłoże. Ja sam nie mogę narzekać, wręcz przeciwnie, lekarze wszystko zrobili cudownie, pewnie jeszcze parę lat pożyję. Pomagam im przy tym jak mogę od czasu gdy zainteresowałem się medycyną, kto wie może minąłem się z właściwym dla mnie zawodem.
>>Z moich obserwacji i kontaktów z medycyną mogę powiedzieć, że: Nie ma ludzi zdrowych, są tylko nie zdiagnozowani. >Gadasz teraz. Jak przesławny Polak Dzierżyński. "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko niewłaściwie przesłuchani" Może mamy coś wspólnego, ale nie znam tego pana bliżej i nie wiem czy będę miał okazję poznać choć lubię czytać biografie. Mówiąc poważnie, moje powiedzonko ma jednak silne podstawy w rzeczywistości. Organizm ludzki, jak wszystko realne na tym świecie, nie jest doskonały, podobnie jak i cała diagnostyka (wiedza, ludzie, narzędzia). W tym roku w maju na zjeździe przyjaciół z technikum spotkałem jak co roku kolegę z mojej klasy, nie miał żadnych dolegliwości. W lipcu miał niesymptomatyczne bóle w okolicy kręgosłupa. Leczony środkami przeciwzapalnymi i przeciwbólowymi. W sierpniu znalazł się w szpitalu, we wrześniu zmarł z innej przyczyny niż pierwsza diagnoza. Diagnozowanie to najsłabsza strona medycyny.
>>Człowiek może znaleźć zawodowe szczęście w bardzo prostych zawodach. >Tak i zgadzam się. (...) Chciałbym tylko dodać, że gdy myślę o takich ludziach to zaczynam się zastanawiać czy dobrze wybrałem swój zawód. Życie ubiegło na ciągłej gonitwie i walce, najpierw nauka, nauka, nauka, potem praca, praca, praca. Uciekło w niesamowitym tempie razem z możliwościami zgłębiania ciekawych jego stron (literatura, teatr, muzyka, turystyka) pozostawiając niedosyt. Cieszę się, że mamy zgodność i udało się spokojnie porozmawiać. Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>>Ostatnimi czasy medycyna poczyniła tak ogromne postępy, że dzisiaj nie sposób znaleźć jednego zdrowego człowieka. >>Niestety, ale w powszechnej służbie zdrowia prezentowanych przez lekarzy takie namysły trują zaufanie do lekarzy. >To raczej powiedzonko żartobliwe, wskazujące na pewien paradoks, ale rzeczywiście ktoś mógłby to źle zinterpretować. Brak zaufania do lekarzy ma jednak jeszcze inne podłoże. >Ja sam nie mogę narzekać, wręcz przeciwnie, lekarze wszystko zrobili cudownie, pewnie jeszcze parę lat pożyję. Pomagam im przy tym jak mogę od czasu gdy zainteresowałem się medycyną, kto wie może minąłem się z właściwym dla mnie zawodem. >>>Z moich obserwacji i kontaktów z medycyną mogę powiedzieć, że: Nie ma ludzi zdrowych, są tylko nie zdiagnozowani. >>Gadasz teraz. Jak przesławny Polak Dzierżyński. "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko niewłaściwie przesłuchani" >Może mamy coś wspólnego, ale nie znam tego pana bliżej i nie wiem czy będę miał okazję poznać choć lubię czytać biografie. >Mówiąc poważnie, moje powiedzonko ma jednak silne podstawy w rzeczywistości. Organizm ludzki, jak wszystko realne na tym świecie, nie jest doskonały, podobnie jak i cała diagnostyka (wiedza, ludzie, narzędzia). >W tym roku w maju na zjeździe przyjaciół z technikum spotkałem jak co roku kolegę z mojej klasy, nie miał żadnych dolegliwości. W lipcu miał niesymptomatyczne bóle w okolicy kręgosłupa. Leczony środkami przeciwzapalnymi i przeciwbólowymi. W sierpniu znalazł się w szpitalu, we wrześniu zmarł z innej przyczyny niż pierwsza diagnoza. Diagnozowanie to najsłabsza strona medycyny. >>>Człowiek może znaleźć zawodowe szczęście w bardzo prostych zawodach. >>Tak i zgadzam się. (...) >Chciałbym tylko dodać, że gdy myślę o takich ludziach to zaczynam się zastanawiać czy dobrze wybrałem swój zawód. Życie ubiegło na ciągłej gonitwie i walce, najpierw nauka, nauka, nauka, potem praca, praca, praca. Uciekło w niesamowitym tempie razem z możliwościami zgłębiania ciekawych jego stron (literatura, teatr, muzyka, turystyka) pozostawiając niedosyt. >Cieszę się, że mamy zgodność i udało się spokojnie porozmawiać. >Pozdrawiam. > Przyznaję, że rzadko spotyka się tak spokojnego forumowicza, co tylko podkreśla wiedzę i doświadczenie życiowe. Wyważone i spokojne, nie agresywne i atakujące, cechujące tych z nadmiarem adrenaliny wypowiedzi, ujmują serce jak balsam. Miło mi było na tym forum poznać (to chyba przesada bo jednak się nie znamy) osobę wyróżniającą się sztuką oracji przykrywającą autentyczną erudycję. Pozdrowienia.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | |  | | DyktaFon (9281 punktów) |
> >Człowiek może znaleźć zawodowe szczęście w bardzo prostych zawodach.> Tak i zgadzam się. Tak się rodzą mistrzowie niepowtarzalni i niezastąpieni.. Mam jeszcze możliwość wypowiedzi, to Tobie opiszę sytuację. Kopaliśmy fundamenty pod sześciokondygnacyjny budynek. Trafiliśmy na głaz narzutowy ogromniasty (Okolica jeziora Gopła). W naszych możliwościach nie do usunięcia techniką nam dostępnej. Był ogromny. Co robić? (Pytanie zaiste z Leninowskiej rozprawy "Co robić"). Wezwaliśmy wojsko do wysadzenia, ale ponieważ teren był już zasiedlony i zamieszkały wokół , wojsko odmówiło. Znalazł się stróż, co powiedział, że zna takigo co kaminie rozbijo. Dyrektor zrezygnowany tylko powiedział weźta go, bo jo ni mom siły. Zatrzymało mi budowę na amen. Z odległości 40 km sprowadzono takiego człowieka. Niczym się nie prezentował i niczym nie emanował. Pierwszy dzień chodził wokół tego kamienia i go oglądał. Coś gadał do siebie jak nawiedzony. Drugi dzień rysował jakieś linie na kamieniu. Wziął przecinak i zaczął młotkiem pukać łupiąc małe skorupki. Potem wyznaczył punkt w który należy uderzyć. Poprosił najsilniejszego na budowie, dał mu największy młot jaki był na budowie, największy przecinak i pokazał ułożenie przecinaka. Miał walić z największą siłą jaką posiada. Dwa uderzenia i kamień rozpadł się na trzy części. Finał jakże oczywisty.A trzeba było zatrudnić chemika  )) Jest metoda bezwybuchowa kruszenia skał  I do niej nie potrzeba żadnych nadprzyrodzonych umiejętności. Polecam na przyszłość.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | > A trzeba było zatrudnić chemika )) Jest metoda bezwybuchowa kruszenia skał I do niej nie potrzeba żadnych nadprzyrodzonych umiejętności. Polecam na przyszłość.Nikt tu nie wspomina o nadprzyrodzonych umiejętnościach. Po prostu gościu miał jakiś zmysł i musiał gdzieś tego się nauczyć. Wydarzenie miało miejsce ok. 40 lat temu. Nie zdarzało się np. raz na tydzień, gdzie firma byłaby się przygotowana na takie wypadki na pewno. Jak myślisz. Czy wtedy na budowie ktoś tak myślał i chciał szukać chemika? Po prostu próbowano ten głaz narzutowy usunąć metodą mechaniczną w jakiejkolwiek postaci. O dźwigu nie było mowy, bo nawet nie można było ocenić jego wielkości (do połowy a może i nieco mniej był tylko odkopany), a tym samym ciężaru. Z wojskiem nie było jak procedować, bo trotyl mieli tylko do celów szkoleniowych i był przeznaczony do użycia (na poligonie a nie w miejscu już zabudowanym i zamieszkanym) a nie na eksperymenty w istniejącym już osiedlu. Podejrzewam, że dowódca jednostki tego pomysłu nie akceptował i nie było siły by to zmienić. Kto miałby ewakuować mieszkańców i płacić odszkodowania za ewentualnie przypadkowe zniszczenia. Mogła powstać wtedy awantura na sto fajerek. Jakiekolwiek inne działania by uporać się z problemem wymagały czasu. A stróż "nawinął się" sam. Poszedł do dyrektora wizytującego budowę. Dyro był w tej chwili zrezygnowany, wkurzony i bez pomysłu. Machnął więc ręką i zgodził się, określając tylko, że nie ma czasu na to by robota trwała w nieskończoność. Wydarzenie było sensacją w firmie i przedmiotem stałych komentarzy. Nie tylko komentarzy, ale gość zobowiązujący się do rozwalenia tego głazu był pod stałą obserwacją choćby z ciekawości. Dosłownie patrzano mu na ręce. Żadnych nadprzyrodzonych zdolności u niego nikt nie zauważył. Mnie tylko zdumiało, że "głupim" młotem i solidnym przecinakiem rozwalić można było taką wielką bryłę kamienną. Skąd u niego była taka pewność, że tu a nie w innym miejscu uderzać. Frapujące. Stróż opowiadał, że zawsze był wzywany gdy podobne problemy wychodziły w innych rejonach okolicy. Zawsze sobie dawał radę. Mieszkał, jeśli chcesz wiedzieć, na wsi pod Mogilnem (bodajże w Dąbrówce) a zdarzenie miało miejsce w Kruszwicy przy budowie osiedla na Zagoplu. I żeby nie było, miał tylko "skończoną" czteroklasową przedwojenną szkołę podstawową. To na tyle wyjaśnień. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
5 na 5 | woma (381 punktów) | Sądzę, że problemem jest edukacja. Przygotowywanie młodzieży do konkretnego zawodu straciło sens. Dziedzinami wiedzy, których dziś powinno sie uczyć już dzieci, są: filozofia, matematyka, fizyka, chemia i biologia. Wiedza z pozostałych dziedzin (języki, historia, geografia, muzyka, plastyka itd.) powinna być przekazywana bezstresowo, na zajęciach uzupełniających, ale obowiązkowych. Szkoła artystów nie "wyprodukuje", może jedynie ujawnić predyspozycje lub talent i nauczyć techniki.
Dziś wykładowcami (Internet, telewizja) powinni być ci, którzy mają osiągnięcia na światowym poziomie. Nauczyciele powinni pełnić rolę pośredników i "objaśniaczy". Egzaminy powinny polegać na wykonaniu określonego zadania (projekt maszyny lub urządzenia, projekt badawczy, ocena cudzego projektu, polemika z teorią itp.), a nie rozwiązywanie zadań, z czego nic nie wynika. Powinno się uczyć stosowania zdobytej wiedzy, a nie oceniać stopień jej zapamiętania. Ktoś, kto, rozwiazując problem, musi posłużyć się wzorami matematycznymi, zapamięta je nie dlatego, że wykuł je na blachę, ale dlatego, że wielokrotne ich stosowanie utrwaliło je w jego pamięci. Uczenie się na pamięć nie ma sensu. Muzyk musi grać, malarz musi malować, aktor musi grać, pisarz musi pisać, żeby osiągnąć doskonałość lub chociaż odpowiednio wysoki poziom, by mieć coś do zaoferowania innym i żeby ci inni zechcieli się zainteresować jego twórczością. Ludzkość przetrwa dzięki filozofom, matematykom, fizykom, chemikom i biologom, którzy będą działać wspólnie. Artyści są potrzebni, by życie nie sprowadzało się do walki o przetrwanie. Zarabianie pieniędzy, jako cel w życiu, jest stratą czasu. I tak każdy musi umrzeć, a umieranie z pełnym kontem w banku nie ma żadnego sensu.
Jeżeli nie ma się talentu, to trzeba się z tym pogodzić. Jeżeli miało się pecha w wyborze dziedziny wiedzy, to można to odwrócic. Jeżeli odwrócić się już nie da, to trzeba się z tym pogodzić i wykorzystać resztę życia możliwie najlepiej. Bogactwo nie świadczy o wartości człowieka. Bogatym być łatwo. Trudniej być bogatym człowiekiem, o ile jest to w ogóle możliwe.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|