 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 07-12-2016 23:05 | romaro (25211 punktów) | Konwencja antyprzemocowa
1 na 1 | Rząd zamierza się wycofać z konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Rozumiem dlaczego - Kościół naciska. Nie rozumiem jednak dlaczego kk ta ustawa przeszkadza. Przemoc to nie tylko fizyczne znęcanie się. Dość często dochodzi do ekonomicznej przemocy. Warto na ten aspekt zwrócić uwagę zwłaszcza teraz, gdy w wyniku ustawy 500+ wiele kobiet rezygnuje z pracy.
Konwencja Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Artykuł 3 - Definicje b. "przemoc domowa" oznacza wszelkie akty przemocy fizycznej, seksualnej, psychicznej lub ekonomicznej w rodzinie lub w domu albo między byłymi lub obecnymi małżonkami bądź partnerami, bez względu na to, czy sprawca dzieli lub dzielił to samo miejsce zamieszkania z ofiarą;
Przypomnę - to dzięki podpisaniu tej konwencji doprowadzono do stanu, że to oprawca musi opuścić mieszkanie.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 Grumman Avenger (227 punktów) (zablokowany) | Chodzi o ten ohydny "gender", o którym mowa w konwencji. A wiadomo czym on jest: wybór przez chłopców homoseksualizmu pod wpływem hasła "róbta co chceta", adopcja dzieci przez homoseksualne pary i następnie "przerabianie" tych dzieci na lesby i pedałów, "małżeństwa" lesb i pedałów, podważanie świętości małżeństwa Kobiety i Mężczyzny, propagowanie feminizmu itd. itp. Faceci przekonani, że jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije oraz kobity w okresie głębokiej menopauzy, protestujące przeciw dopuszczalności aborcji (czyli członkowie PiS) nie mogą pozwolić, aby gender zapanował w państwie będącym Mesjaszem Narodów.
|
|
3 na 3 | jetson (46 punktów) | >Rozumiem dlaczego - Kościół naciska. Nie rozumiem jednak dlaczego kk ta ustawa przeszkadza. Przemoc
W 2012 roku podjęto decyzję o podpisaniu konwencji. Wtedy też, będący jeszcze w PO: "Gowin lider konserwatywnego skrzydła Platformy, blokował przez wiele miesięcy decyzję rządu w tej sprawie. Argumentował, że konwencja zniszczy tradycyjny model małżeństwa i upowszechni homoseksualizm."
Dalej przeczytałem: "W ostatnich tygodniach konwencję skrytykowało Prezydium Episkopatu. Według biskupów katolickich dokument w definicji płci pomija naturalne różnice biologiczne pomiędzy kobietą i mężczyzną, niepokój hierarchów wzbudził też "obowiązek edukacji i promowania m.in. +niestereotypowych ról płci+, a więc homoseksualizmu i transseksualizmu""
Cytat pochodzi z 2012 roku, ale podejrzewam, że powody się nie zmieniły.
Lepiej iść po sladach, niż po trupach.
|
|
2 na 2 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > Rozumiem dlaczego - Kościół naciska.Wątpliwe. O ile w przypadku aborcji PiS faktycznie działa pod presją środowisk antyaborcyjnych, bez entuzjazmu, o tyle w sprawie tej konwencji niechęć środowisk prawicowych jest szczera i duża. Ale nie dotyczy to przemocy wobec kobiet, bo bez konwencji Polska ma najniższy jej poziom w Europie, ale o to, że uważa się, iż konwencja ta otwiera pole do aplikacji inżynierii społecznej opartej na ideologii gender. Kaczyński przed laty osobiście angażował się występując w klipach antyprzemocowych Centrum Praw Kobiet, ale kiedy to Centrum zaangażowało się na rzecz genderowej konwencji, to w efekcie rząd PiSu wycofał się ze wspierania jej działalności. Polska nie tylko ma najniższą skalę przemocy (i wysoki poziom jej zgłaszania), co pokazała sama Unia, ale i kraje gdzie aplikuje się gender mają ten poziom wysoki. Może to być paradoks analogiczny do tego, że w USA to najbardziej fundamentalistyczne religijnie stany mają zdaje się najwyższy poziom aborcji (albo rozwodów). Kościół nie musi tutaj naciskać, bo akurat ta kwestia łączy całą prawicę.
|
|
 | 4 na 4 | romaro (25211 punktów) | To, że w statystykach tak wypadamy nic nie znaczy. Dobrze by było dla porównania podać jaką pomoc - choćby w Danii - ofiary przemocy otrzymują. Być może to pozwoliłoby ocenić dlaczego tam jest "gorzej". Kobiety w Polsce są religijne i nie jest to bez znaczenia jeżeli chodzi o zgłaszanie wypadków przemocy. Nie mówiąc już o tym, że wiele z nich się wstydzi ale głównie boi, bo znikąd pomocy nie miały. Już sam fakt, że wyrzucane są z dziećmi z domu powoduje, że się godzą z przemocą. Za krótko Pan żyje i nie wie Pan jaką gehenne kobiety za komuny przechodziły gdy chłop z wypłatą przyszedł po pijaku do domu. Dzisiaj pijanych gówniarzy na ulicy nie spotka Pan tylu, ilu za komuny ojców rodzin. Kiedyś na kufelek szli do pijalni po pracy. Zlikwidowano - pije się w domach. A tam gdzie się pije, tam do przemocy często dochodzi. Nie wiem czy wie Pan, na próbnej maturze z jednego z zadań wynika, że wracamy do trędu modnego za komuny i wcześniej - ojciec ma przynosić pieniądze, a matka ma być kurą domową. To jest ta tradycja rodzinna za którą optuje głównie Kościół, a za nim prawica.
|
|
|  | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > To, że w statystykach tak wypadamy nic nie znaczy.Odkąd to politycznie poprawna Unia Europejska, jej wyspecjalizowana agenda od praw podstawowych, twierdzi, że z badań opartych na analizie faktycznego (a nie tylko raportowanego) zjawiska przemocy wobec kobiet - wynika, że w Polsce jest najmniejsza skala tej przemocy, uznaję, że dyskusja na ten temat jest jałowa, jeśli nie jest oparta na równie szerokim materiale badawczym. Polska ma najniższą skalę przemocy i jeszcze kilka innych feministycznych parametrów. www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,40075Rozumiem, że to jest wbrew interesom tych, którzy chcą bić kapitał na tym problemie, ale jest to podejście nienaukowe. > To jest ta tradycja rodzinna za którą optuje głównie Kościół, a za nim prawica.Ale przecież każdy ma prawo głosić taką politykę społeczną, jaką chce, każdy ma też prawo ją realizować jeśli przekona ludzi i zdobędzie władzę. Wcześniej realizowano liberalną politykę społeczną a teraz konserwatywną. W obu przypadkach taki był wybór społeczny. Kobiety mają prawo realizować siebie tak jak pragną. Jeśli chcą się poświęcić karierze mogą robić karierę i zostawać premierami. Mogą też poświecić się wychowaniu dzieci i zarządzaniu gospodarstwem domowym. Kiedyś nie było wyboru: chcąć żyć trzeba było pracy szukać na zewnątrz i bardzo często trzeba było pracować tyle, że mało już czasu pozostaje dla dzieci. Dziś wprowadzono niewielką płatność za pracę wychowawczo-domową, więc 100 tys. najpodlej wynagradzanych kobiet wybrało taką prace. Nie jest to wprawdzie jeszcze realna wolność wyboru, ale pewna jej namiastka. Pomyśl co by było, gdyby państwo płaciło za pracę wychowawczo-domową tyle ile jest ona warta. Jak myślisz, ile kobiet wybrałoby tę opcję zamiast durnego stania przy kasie czy pierdzenia w biurowy stołek? To byłaby pełna wolność wyboru dla kobiet. Czy wolność wyboru jest czymś złym?
|
|
| |  | | Frank Holman (5897 punktów) | > ... Pomyśl co by było, gdyby państwo płaciło za pracę wychowawczo-domową tyle ile jest ona warta. Jak myślisz, ile kobiet wybrałoby tę opcję zamiast durnego stania przy kasie czy pierdzenia w biurowy stołek? To byłaby pełna wolność wyboru dla kobiet. Czy wolność wyboru jest czymś złym? >
Dokładnie, ale to nie chodzi o to, aby mityczne "państwo" płaciło, tylko żebyśmy My - Społeczeństwo, Naród, etc. - zrozumieli, że rodzenie dzieci przez obywatelki i zastępowalność pokoleń Polaków jest ważna i konieczna, nie dawali się odurniać propagandzie złodziei i oszustów, że rozwiązaniem jest imigracja. I wszyscy razem poparli prawo, które sprawi, że rodzenie i wychowywanie nowych pokoleń Polaków będzie w 100% opłacane i opłacalne ekonomicznie. PS. I żebyśmy pilnowali i nie dopuścili, aby w tym jedynym w końcu Narodowym Programie Rozwoju nie było wypaczeń, jak np. w 500+, że wsparcie (rzekome dla polskiej narodowej polityki prorodzinnej) dotyczy także cudzoziemców.
|
|
| |  | 2 na 2 | romaro (25211 punktów) | >>To, że w statystykach tak wypadamy nic nie znaczy. >Odkąd to politycznie poprawna Unia Europejska, jej wyspecjalizowana agenda od praw podstawowych, twierdzi, że z badań opartych na analizie faktycznego (a nie tylko raportowanego) zjawiska przemocy wobec kobiet - wynika, że w Polsce jest najmniejsza skala tej przemocy, uznaję, że dyskusja na ten temat jest jałowa, jeśli nie jest oparta na równie szerokim materiale badawczym. Wie Pan, że statystyki swoje, a życie swoje. Równie dobrze można się powołać na statystki aborcyjne. Ile to według tych oficjalnych wykonuje się w Polsce rocznie aborcji - 1000? A we Francji Danii? Wczoraj zostało zabite kolejne dziecko. W większości tych przypadków sąsiedzi zszokowani - "taka spokojna rodzina". Dopiero przeprowadzane śledztwa wykazują, że dochodziło w tych rodzinach do przemocy.
>Kobiety mają prawo realizować siebie tak jak pragną. I dobrze, jednak przykład z próbnej matury jest niepokojący. A przy okazji - może by tak Racjonalista.pl oświecił nas, czy rewolucja w edukacji jest konieczna? Tu również wielu powołuje się na statystki. Oczywiście ten temat - jeżeli już - mógłby się znaleźć w innym miejscu, nie w tej dyskusji. Przyznam uczciwie, że nie mam wyrobionego zdania.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Wie Pan, że statystyki swoje, a życie swoje.
To nie są żadne statystyki, to jest badanie wiktymizacyjne, czyli takie, które bada realną skalę przemocy a nie tę skale ze statystyk policyjnych czy sądowych. To tak jakby nie patrzeć ile się oficjalnie wykonuje aborcji, ale sprawdzić podziemie i aborcje dokonywane w przygranicznych klinikach. To przecież nie oznacza, że zjawisko przemocy wobec kobiet w ogóle nie istnieje, to oznacza, że jest ono małe na tle Europy. Ale gdy będzie się uparcie w Polsce głosić hejtowanie rodziny i złych mężczyzn, to będzie ono zapewne rosło. I będzie też rosła przemoc wobec mężczyzn (sam słyszałem jak w tv w programie Michalikowej twierdzili, że jak kobieta bije mężczyznę to znaczy, że mu się należało - co by to było, gdyby jakiś prawak tak powiedział o biciu kobiet!) Polsce nie są potrzebne nadzwyczajne instrumenty międzynarodowe, by radzić sobie ze zjawiskiem przemocy domowej, bo całkiem nieźle potrafimy sobie z tym radzić instrumentami krajowymi. W Polsce nie ma kulturowej tolerancji przemocy wobec kobiet a mężczyzna bijący kobietę uznawany jest za niemęskiego dupka, więcej złego robią media rozpalając u nas klimat wojny kulturowej damsko-męskiej.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
>To przecież nie oznacza, że zjawisko przemocy wobec kobiet w ogóle nie istnieje, to oznacza, że jest ono małe na tle Europy. Ale gdy będzie się uparcie w Polsce głosić hejtowanie rodziny i złych mężczyzn, to będzie ono zapewne rosło. Kto w Polsce "hejtuje rodzinę i złych mężczyzn"? Kto mający wpływ większy niż internetowe trolle, które z natury rzeczy hejtują wszystko? Może jakiś przykład?
> I będzie też rosła przemoc wobec mężczyzn (sam słyszałem jak w tv w programie Michalikowej twierdzili, że jak kobieta bije mężczyznę to znaczy, że mu się należało - co by to było, gdyby jakiś prawak tak powiedział o biciu kobiet!) Z taką nierównością tez niewątpliwie trzeba walczyć.
>Polsce nie są potrzebne nadzwyczajne instrumenty międzynarodowe, by radzić sobie ze zjawiskiem przemocy domowej, bo całkiem nieźle potrafimy sobie z tym radzić instrumentami krajowymi. Może i nie są potrzebne, ale to tak jakby powiedzieć, że u nas w Pcimiu nie potrzeba kodeksu cywilnego, bo tu uczciwe ludzie mieszkają. Instrumenty międzynarodowe potrzebne są Europie. Polska może i bez nich by sobie poradziła, ale w czym SZKODZĄ?
>W Polsce nie ma kulturowej tolerancji przemocy wobec kobiet a mężczyzna bijący kobietę uznawany jest za niemęskiego dupka, więcej złego robią media rozpalając u nas klimat wojny kulturowej damsko-męskiej. O ile znowu "media" to nie synonim Gazety Wyborczej, to takich tendencji w mediach żadnego nurtu nie zauważyłem.
|
|
| | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >w czym SZKODZĄ?
W tym, że do problemu podchodzą ideologicznie, w efekcie zamiast rozwiązywać problemy mogą je pogłębiać. Faktyczne zjawisko przemocy domowej - bez dyskryminacyjnej tezy, że dotyczy ona tylko kobiet - ścigane jest w oparciu o aktualne polskie prawa oraz politykę społeczną - i nie ma powodów, byśmy brali instrumenty rozwiązywania tego problemu od tych, którzy radzą sobie z tym problemem o wiele gorzej niż Polska.
|
|
| | | | | |  | | ZaKotem (8733 punktów) | >>w czym SZKODZĄ? >W tym, że do problemu podchodzą ideologicznie, w efekcie zamiast rozwiązywać problemy mogą je pogłębiać. W którym miejscu? Które sformułowanie użyte w konwencji jest ideologiczne?
>Faktyczne zjawisko przemocy domowej - bez dyskryminacyjnej tezy, że dotyczy ona tylko kobiet - ścigane jest w oparciu o aktualne polskie prawa oraz politykę społeczną - i nie ma powodów, byśmy brali instrumenty rozwiązywania tego problemu od tych, którzy radzą sobie z tym problemem o wiele gorzej niż Polska. KTÓRY z tych instrumentów JAKĄ szkodę może przynieść?
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Górska (42 punktów) | >W Polsce nie ma kulturowej tolerancji przemocy wobec kobiet a mężczyzna bijący kobietę uznawany jest za niemęskiego dupka, więcej złego robią media rozpalając u nas klimat wojny kulturowej damsko-męskiej. Absolutnie się z tym nie zgodzę. W Polsce jak najbardziej jest silne przyzwolenie na przemoc wobec kobiet. Latami ludzie udają, że nie widzą i nie słyszą tego co się dzieje za ścianą ich mieszkań. To co się dzieje w innej rodzinie uważają za kompletnie nie ich sprawę, życie rodzinne otaczają jakąś mistyczną świętością (nie wolno się wtrącać) podczas gdy za ścianą rozgrywa się czyjaś tragedia. Na widok posiniaczonej kobiety odwracają głowy i zachowują się tak jakby była niewidzialna. To jest jak najbardziej społeczne przyzwolenie na przemoc wobec kobiet. Nie jest ważne, że jeden czy drugi uważają, że sąsiad lejący do nieprzytomności swoją kobietę jest niemęskim dupkiem, ważne jest to, że nikt nie reaguje w sytuacji gdy jest mimowolnym świadkiem przemocy. I proszę nie przedstawiaj mi tutaj za przykład happeningów gdzie ktoś na ulicy udaje, że bije kobietę, a ktoś inny biegnie ją ratować. Statystycznie w każdej społeczności znajdą się osoby gotowe nieść pomoc dlatego zdarzają się przypadki, że ktoś słysząc co dzieje się za ścianą dzwoni na policję. Jednak w zatrważającej większości przypadków gdy zdarzy się jakaś nieodwracalna tragedia wszyscy się zastanawiają gdzie byli sąsiedzi, gdzie była rodzina, gdzie byli znajomi, jak mogli nic nie słyszeć i nic nie widzieć? To jest cała rzesza ludzi, która otacza taką rodzinę i udaje, że nic się nie dzieje, że to nie ich sprawa. Moralnym obowiązkiem powinno być zgłaszanie takich przypadków odpowiednim służbom, prawo natomiast powinno stać murem za ofiarami przemocy zwłaszcza, że nierzadko w parze z przemocą wobec kobiet idzie przemoc wobec dzieci. Dlatego olbrzymią wartość ma uczenie społeczeństwa, że rodzina rodziną ale przemoc, jakakolwiek jest zła z zasady i nie jest istotne kogo dotyczy. Do tego między innymi zobowiązywać miała konwencja, do wtłaczania społeczeństwu, że kobieta jako pełnoprawny członek każdego społeczeństwa powinna być chroniona szczególnie w obliczu - i tutaj uwaga uwaga - kulturowego postrzegania płci przez dane społeczeństwo (gender). Nasze społeczeństwo ma kobietę za gorszą w każdej dziedzinie zatem nie dziwi udawanie, że nic się nie dzieje kiedy jest się świadkiem długotrwałej przemocy. A o tym, że kobiety są traktowane jako gorsze świadczą niestety takie fakty jak zawsze niższe zarobki nawet na takim samym stanowisku, możliwość przejścia na emeryturę wcześniej niż mężczyzna (i później życie za głodową emeryturę), rażące dyskryminowanie kobiet w pracy ze względu na biologiczną funkcję wydawania na świat potomstwa, kulturowe przyzwyczajenie do tego, że to kobieta bierze zwolnienie w przypadku choroby dziecka, tolerowanie i rzeczywista pomoc mężczyznom w unikaniu płacenia alimentów, społeczny i silnie związany z religią sprzeciw wobec możliwości podejmowania przez kobiety decyzji o świadomym rodzicielstwie ze wszystkimi tego konsekwencjami (antykoncepcja, aborcja), mam wymieniać dalej? Statystyki są tylko statystykami głównie dlatego, że różne są metody zbierania danych i ich analizy oraz różni są wyciągający wnioski. W Polsce przemoc wobec kobiet jest dokładanie takim samym problemem jak przemoc wobec dzieci z tym, że na przemoc wobec dzieci się uczula, przemoc wobec kobiet jest wciąż i wciąż bagatelizowana. Dowód? Choćby wycofanie konwencji antyprzemocowej.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Latami ludzie udają, że nie widzą i nie słyszą tego co się dzieje za ścianą ich mieszkań. To co się dzieje w innej rodzinie uważają za kompletnie nie ich sprawę
Z tym sie całkowicie zgadzam, tyle że to kompletnie nic nie ma wspólnego z żadnymi konwencjami feministycznymi, lecz z rozpanoszeniem się libertariańskiej kultury moje życie - moja sprawa, róbta co chceta itp. To związane jest z coraz gruntowniejszym odizolowaniem ludzi i rodzin od społecznego kolektywu, od wspólnoty. To gangrena liberalizmu kulturowego, która atomizuje społeczeństwo sprawia to, co kiedyś byłoby zupełnie nie do pomyślenia: ludzie słabo się znają już nie tylko we wspólnych klatkach, ale i nawet na wioskach. Kiedyś było zupełnie inaczej i nie uważano, że inni nie mają prawa wtrącać się w moje życie, bo łączy nas wspólny kod kulturowy. Np. nie do pomyślenia było, by ktoś w niedzielę wykonywał jakieś niezawodowe prace koło domu - jeden drugiemu zwróciłby na to uwagę. Dziś to już zanikło. Sąsiad odpowiedziałby: moje życie moja sprawa. Kiedyś gdy twoje dziecko zrobiło coś złego i przyłapał je sąsiad, to on udzielał twojemu dziecku lekcji wychowawczej. Dziś fundamentaliści wychowani na nowym kodzie w najlepszym razie zrobiliby sąsiadowi burdę, że narusza ich prawa. Ten klimat się rozpanoszył i sięga po wszystkie niemal zdarzenia u sąsiadów. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, aby ktoś umarł i przez tydzień leżał nieodkryty. Nie chcemy być dziś oceniani przez sąsiadów, i nie dostajemy od nich także pomocy. Dotyczy to absolutnie wszystkiego i twierdzenie, że to jest związane z kulturowym przyzwoleniem na przemoc wobec kobiet jest zupełnym niezrozumieniem problemu. To "nowoczesny" zanik wspólnoty a nie staroświecki patriarchat za to odpowiada. Chcemy z tym walczyć, to trzeba walczyć o reaktywację wspólnoty wśród Polaków. Od pewnego czasu robimy to publicystycznie. Jeśli będzie wspólnota, nikt nie będzie się obawiał "wtryniać" w życie sąsiada, nikt nie będzie akceptował maltretowania kobiet, bo na to przyzwolenia kulturowego w Polsce nie ma.
> przemoc, jakakolwiek jest zła z zasady i nie jest istotne kogo dotyczy
Warto jednak zauważyć, że istnieją różne formy przemocy. Aktualnie panuje absurdalna demonizacja tej fizycznej, kiedy ktoś kogoś pchnie czy trzepnie, i jednocześnie absurdalna relatywizacja przemocy słownej czy psychicznej. A przecież chyba zgodzimy się, że niejedna kobieta i niejeden mężczyzna znacznie bardziej cierpi od przemocy psychicznej, słownej, aniżeli niejeden, który w ferworze narwanego charakteru oberwał.
> Nasze społeczeństwo ma kobietę za gorszą w każdej dziedzinie
Takie sądy można ferować tylko w dwóch przypadkach: kiedy ktoś żyje w jakimś zupełnym marginesie społecznym lub gdy czerpię wiedzę o społeczeństwie z mainstreamowych mediów, które mają skłonność, by społeczny margines kreować na zjawiska typowe. Nasze społeczeństwo ma kobiety za lepsze, np. mocniej zaangażowane w różne formy aktywizacji 50+ w zajęciach kulturowych czy uniwersytetach trzeciego wieku.
> fakty jak zawsze niższe zarobki
Polska ma niższą różnicę tych zarobków niż prawie wszystkie genderujące się społeczeństwa zachodu.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Górska (42 punktów) | > Z tym sie całkowicie zgadzam, tyle że to kompletnie nic nie ma wspólnego z żadnymi konwencjami feministycznymi, lecz z rozpanoszeniem się libertariańskiej kultury moje życie - moja sprawa, róbta co chceta itp...Zgodzę się jednak uważam, że ma to związek głównie z postrzeganiem płci przez pryzmat kultury w jakiej żyjemy. To co opisujesz oczywiście ma miejsce jednak ambiwalentne podejście do życia można zaobserwować w każdym aspekcie życia społecznego. Wycofanie się jednostek i całych rodzin z życia społecznego ma korzeń znacznie głębiej niż tylko w liberalnym podejściu do życia. W Polsce przynajmniej ma to ścisły związek z przemianami ustrojowymi gdzie ludzie rzucili się w wir konsumpcjonizmu, który wygenerował twardy kapitalizm nie szczędząc przy tym więzi społecznych. W świecie gdzie trudno jest przetrwać zamykamy się w hermetycznych środowiskach gdyż tylko wśród swoich jesteśmy w stanie czuć się swobodnie. Liberalne podejście mamy w niemal każdej dziedzinie chociaż nie wszyscy to dostrzegają. Jeszcze jakiś czas temu wśród katolików było nie do pomyślenia żeby nie pościć w piątek, dziś Kościół zezwala na niepraktykowanie tego zwyczaju. Zatem nawet w świecie dokładnie opisanym przez zasady wiele się zmienia. I to wszystko nie jest wynikiem feminizmu, ale feminizm jest pochodną wszystkich głębszych przemian. > Warto jednak zauważyć, że istnieją różne formy przemocy. Aktualnie panuje absurdalna demonizacja tej fizycznej, kiedy ktoś kogoś pchnie czy trzepnie, i jednocześnie absurdalna relatywizacja przemocy słownej czy psychicznej. A przecież chyba zgodzimy się, że niejedna kobieta i niejeden mężczyzna znacznie bardziej cierpi od przemocy psychicznej, słownej, aniżeli niejeden, który w ferworze narwanego charakteru oberwał.Demonizacja przemocy fizycznej nie jest absurdalna gdyż w jej wyniku można stracić życie. Nie ma już chyba dalej idących konsekwencji jakiejkolwiek innej przemocy niż w tym wypadku. Zgadzam się natomiast, że wciąż niedoceniana jest rola przemocy psychicznej czy ekonomicznej. Stosowanie każdego rodzaju przemocy ma daleko idące konsekwencje zarówno personalne jak i społeczne. > Takie sądy można ferować tylko w dwóch przypadkach: kiedy ktoś żyje w jakimś zupełnym marginesie społecznym lub gdy czerpię wiedzę o społeczeństwie z mainstreamowych mediów, które mają skłonność, by społeczny margines kreować na zjawiska typowe.Nie jestem z marginesu społecznego ani nie przeglądam mainstreamowych mediów (być może dlatego, że nie mam telewizora  ). To wszystko wynika z osobistych obserwacji tego co widzę dookoła. Ułatwia mi to fakt, że całe dorosłe życie spędzam niemal wyłącznie w męskim świecie, w "męskim" zawodzie (to też ustalenie kulturowe, że IT to domena mężczyzn). Dodając do tego doświadczenia kobiet z mojego otoczenia w tym bliskich mi kobiet wysnuwam wnioski, że kobieta ma w Polsce zdecydowanie dużo ciężej niż mężczyzna i w dodatku niewiele osób, w tym jak sądzę również Ty, nie dostrzegają zupełnie tego problemu czyniąc z niego feministyczną czy lewacką histerię. > Nasze społeczeństwo ma kobiety za lepsze, np. mocniej zaangażowane w różne formy aktywizacji 50+ w zajęciach kulturowych czy uniwersytetach trzeciego wieku.To prawda, ale to chyba świadczy o samych kobietach, że mają chęć na takie aktywności, a nie o społeczeństwie jako takim. > > fakty jak zawsze niższe zarobki> Polska ma niższą różnicę tych zarobków niż prawie wszystkie genderujące się społeczeństwa zachodu.Jest ona niższa co nie oznacza jednak, że ona nie istnieje. Już sam fakt, że otrzymywana pensja zależy tylko i wyłącznie od biologicznych uwarunkowań jest czynnikiem silnie dyskryminującym i w dodatku nielogicznym, czemu nauka niejednokrotnie już dowiodła. Nie ma naukowych dowodów na tezę, że kobieta jest gorszym pracownikiem. W dodatku piętnowanie kobiet, które zachodzą w ciąże będąc jednocześnie aktywnymi zawodowo jest jawną niewdzięcznością wobec trudu jaki wkładają w utrzymanie ciąży i urodzenie dziecka niejednokrotnie narażając własne życie. Kolejnym dowodem potwierdzającym ten fakt jest skandaliczne i poniżające traktowanie kobiet w trakcie ciąży i w czasie porodu. I tutaj w zasadzie nic już nie zależy od stopnia zaawansowania medycyny ani od ilości pieniędzy przeznaczanych na służbę zdrowia ale tylko i wyłącznie od ludzi. To ludzie traktują kobiety na porodówkach w sposób urągający człowieczeństwu.To wszystko jako całość składa się na gorszą pozycję społeczną kobiet w Polsce. Nie twierdzę również, że nie istnieje i nie marginalizuję dyskryminacji wobec mężczyzn. Jest wiele pól, na których fakt bycia mężczyzną stwarza chore sytuacje (chociażby sprawa opieki nad dziećmi po rozwodzie), jednak postrzegam to wszystko nie w kontekście płci ale w kontekście dyskryminacji jako takiej, która jak dla mnie jest zaprzeczeniem naszego człowieczeństwa.
|
|
| | | | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > Ułatwia mi to fakt, że całe dorosłe życie spędzam niemal wyłącznie w męskim świecie, w "męskim" zawodzie (to też ustalenie kulturowe, że IT to domena mężczyzn).
No i sie wyjaśniła twoja negatywna percepcja: wybrałaś sobie zawód, gdzie dominują mężczyźni. Jest też dużo takich, gdzie dominują kobiety, np. sądy rodzinne, mężczyźni stykający się z tymi instytucjami często z kolei mają wypaczoną percepcję w drugą stronę, bo instytucje te dyskryminują mężczyzn.
Generalnie jednak jestem przeciwko rozpętywaniu międzypłciowej wojny kulturowej. Polska pod względem niedyskryminacji kobiet na tle postępowej Europy wypada lepiej niż dobrze, a te patologie społeczne, które dotykają kobiety są częścią szerszych problemów społecznych i gospodarczych, kwestia alienacji, degradacji gospodarczej kraju. By było lepiej trzeba sie skupić na tych ogólnych problemach.
|
|
| | | | |  | | Celecrin (6386 punktów) | >Absolutnie się z tym nie zgodzę. W Polsce jak najbardziej jest silne przyzwolenie na przemoc wobec kobiet. Ty oczywicie znow o czyms innym >To co się dzieje w innej rodzinie uważają za kompletnie nie ich sprawę, życie rodzinne otaczają jakąś mistyczną świętością Tak samo bedzie w przypadku bicia i maltretowania dzieci, a chyba nie sadzisz ze w Polsce jest silne przyzwolenie na bicie i maltretowanie dzieci? >Nasze społeczeństwo ma kobietę za gorszą w każdej dziedzinie zatem nie dziwi udawanie, że nic się nie dzieje kiedy jest się świadkiem długotrwałej przemocy. Wnioski wyssane z palca na podstawie zlej tezy. Ludzie staraja sie nie mieszac w sprawy innych, nie dzowonia tez tak czesto do sluzb, bo to ciagle sie zle kojarzy, a sasiad ingerujacy zdecydowanie w sprawy rodziny bywa atakowany przez sama kobiete. >A o tym, że kobiety są traktowane jako gorsze świadczą niestety takie fakty jak zawsze niższe zarobki nawet na takim samym stanowisku, możliwość przejścia na emeryturę wcześniej niż mężczyzna (i później życie za głodową emeryturę), rażące dyskryminowanie kobiet w pracy ze względu na biologiczną funkcję wydawania na świat potomstwa, kulturowe przyzwyczajenie do tego, że to kobieta bierze zwolnienie w przypadku choroby dziecka, tolerowanie i rzeczywista pomoc mężczyznom w unikaniu płacenia alimentów, społeczny i silnie związany z religią sprzeciw wobec możliwości podejmowania przez kobiety decyzji o świadomym rodzicielstwie ze wszystkimi tego konsekwencjami (antykoncepcja, aborcja), mam wymieniać dalej? Kobiety zawsze beda zarabiac mniej na tym samym stanowisku (statystycznie) bo mniej pracuja. Urodzenie 2,10 dzieci co zapewnia biologiczne potrzymywanie spoleczenstwa to jakies 30 miesiecy zwolnienia z pracy (14 miesiecy przed urodzeniem oraz polog), a co gorsza Polki MASOWO biora nielegalne zwolnienia na cala ciaze, prawda? Daje to prawie 3 lata poza praca. Niestety ale to jest wliczone w pensje. Przykro mi. Niestety kobiety zarabiaja czesto te same pieniadze ale statystyka podaje rzeczywiste zarobki. Dodatkowo kobiety pracuja w gorzej platnych zawodach a faceci w lepiej. Na topie sa inzynierowie specjalisci, gdzie kobiety stanowia moze 15% gora, a i tak zawyza zapewne budowlanka, gdzie sie pchaja do biur w nieruchomosciach i deweloperce a takze w jakosci. W technicznych dyscyplinach jest ich 5%.
|
|
 | 3 na 3 | ZaKotem (8733 punktów) |
>Wątpliwe. O ile w przypadku aborcji PiS faktycznie działa pod presją środowisk antyaborcyjnych, bez entuzjazmu, o tyle w sprawie tej konwencji niechęć środowisk prawicowych jest szczera i duża. Ale nie dotyczy to przemocy wobec kobiet, bo bez konwencji Polska ma najniższy jej poziom w Europie, ale o to, że uważa się, iż konwencja ta otwiera pole do aplikacji inżynierii społecznej opartej na ideologii gender.
Proszę napisać, czemu Się tak uważa ("Się" to zapewne jakiś kryptonim Kaczyńskiego) i jaki dokładnie fragment ww. konwencji o tym mówi.
>Polska nie tylko ma najniższą skalę przemocy (i wysoki poziom jej zgłaszania), co pokazała sama Unia, ale i kraje gdzie aplikuje się gender mają ten poziom wysoki.
Jeśli już wprowadzamy przyczynowosc z korelacji, to czemu nie tak: tam gdzie uczy się religii szkole, przemoc jest najniższa. Albo tak: wojsko zwiększa zagrożenie obcą napaścią, bo kraje, które wojska nie mają, np. Islandia, są najmniej zagrozone. Policja zaś zwiększa przestępczość itd.
A może by tak dla odmiany pomyśleć, na przykład tak: kraje, w których istniał szczególnie silny patriarchat - a więc głównie protestanckie, ale także Francja (dziedzictwo kodeksu Napoleona) wywołały szczególnie silną reakcję feministyczną, nierzadko przesadzoną, ale jednak uzasadniona - także wciąż istniejącą przemocą wobec kobiet. Te zaś, które były stosunkowo sfeminizowane sto lat temu, jak Polska, takich reakcji nie doświadczyły. W rzeczywistości moglibyśmy uczyć feminizmu Szwedów czy Francuzów. Ale nie, polska prawica woli krzyczeć "nie, wcale was nie wyprzedzamy, jesteśmy jako naród tak prymitywni jak najprymitywniejsi z was". To już nawet nie jest polityka na kolanach, to jest czołganie się.
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > Proszę napisać, czemu Się tak uważaCzasami warto poczytać, co do powiedzenia ma druga strona sporu społecznego, co jest generalnie bolączką lewicy jak i prawicy. Zob. np. www.ordoiu(*)i-rady-europy-o-zapobieganiu-i - to tylko rekapitulacja uwag. > ("Się" to zapewne jakiś kryptonim Kaczyńskiego)Rozumiem, że lewica wierzy, że prawica walczy z konwencją, bo jest za biciem kobiet, ale jak pisałem, kiedy Centrum zajmowało się przemocą to Kaczyński był jej, można rzec wolontariuszem - zob. klip Dom to nie ring: www.facebo(*)Kobiet/videos/646689962067669/Prawica walczy z konwencją ze względu na genderową inżynierię społeczną, którą potępiają także co bardziej zdroworozsądkowi działacze antyklerykalni, jak choćby Zbigniew Szczęsny, który jest obecnym frontmanem Koalicji Ateistycznej. Inżynieria ta za główne zło z którego biorą się patologie domowe uznaje nie np. alkohol czy narkotyki, ale tradycyjny model rodziny. > W rzeczywistości moglibyśmy uczyć feminizmu Szwedów czy Francuzów. Ale nie, polska prawica woli krzyczeć "nie, wcale was nie wyprzedzamy, jesteśmy jako naród tak prymitywni jak najprymitywniejsi z was".Ale o so chodzi, bo się trochę zgubiłem. Krytycy konwencji nie krytykują jej poprzez wskazywanie, że przemoc jest fajna. Przeciwnie skorzystali z okazji, by promować badanie agencji praw podstawowych unii, które pokazały, że wyśmiewana jako zacofana Polska ma najniższą skalę przemocy.
|
|
| |  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | > >Proszę napisać, czemu Się tak uważa> Czasami warto poczytać, co do powiedzenia ma druga strona sporu społecznego, co jest generalnie bolączką lewicy jak i prawicy.> Zob. np. www.ordoiu(*)i-rady-europy-o-zapobieganiu-i - to tylko rekapitulacja uwag.Nie cierpię na taką bolączkę. Czytuję prawicowa publicystykę, a powyższy tekst jest idealnym przykładem. Ordo Iuris w ogóle nie odwołuje się do treści konwencji, a wszystkie krytyczne uwagi dotyczą DOMNIEMANYCH INTENCJI jej twórców i propagatorów. > >("Się" to zapewne jakiś kryptonim Kaczyńskiego)> Rozumiem, że lewica wierzy, że prawica walczy z konwencją, bo jest za biciem kobiet, ale jak pisałem, kiedy Centrum zajmowało się przemocą to Kaczyński był jej, można rzec wolontariuszem - zob. klip Dom to nie ring: www.facebo(*)Kobiet/videos/646689962067669/Prawica walczy z konwencją nie dlatego, że jest za biciem, tylko dlatego, że konwencja jest tworem Unii, a Unia to Szatan. A skoro tak, to autorom konwencji przypisuje szatanskie intencje, zamiast optymistycznie zauważyć, że wreszcie chcą brać z bas przykład. W efekcie walcząc z konwencją polscy prawicowcy ustawiają się w jednej grupie z piewcami patriarchatu. My wiemy, że w większości wcale nimi nie są, ale i tak robią Polsce czarny pijar. > Prawica walczy z konwencją ze względu na genderową inżynierię społeczną, którą potępiają także co bardziej zdroworozsądkowi działacze antyklerykalni, jak choćby Zbigniew Szczęsny, który jest obecnym frontmanem Koalicji Ateistycznej. Inżynieria ta za główne zło z którego biorą się patologie domowe uznaje nie np. alkohol czy narkotyki, ale tradycyjny model rodziny.Jest to doprawdy okropna inżynieria, ale gdzie jest to napisane w owej konwencji? > >W rzeczywistości moglibyśmy uczyć feminizmu Szwedów czy Francuzów. Ale nie, polska prawica woli krzyczeć "nie, wcale was nie wyprzedzamy, jesteśmy jako naród tak prymitywni jak najprymitywniejsi z was".> Ale o so chodzi, bo się trochę zgubiłem. Krytycy konwencji nie krytykują jej poprzez wskazywanie, że przemoc jest fajna. Przeciwnie skorzystali z okazji, by promować badanie agencji praw podstawowych unii, które pokazały, że wyśmiewana jako zacofana Polska ma najniższą skalę przemocy.Dobra. Powoli. W polsce przemoc wobec kobiet jest poniżej średniej dlatego, że Polska wyprzedza wiele krajów Zachodu pod względem feminizmu (czyli "gendera") zakorzenionego w kulturze. Zachodnie feministki walczą o rzeczy, które u nas stały się dawno naturalne. We Francji np. aktualna jest dyskusja o tym, czy należy do panien zwracać się tak, jak do mężatek. Jaki urzędnik w Polsce użyłby zwrotu "proszę panny"? Takich przykładów wyższości Polski jest wiele. Gender to jedna z takich nielicznych dziedzin, w której Polska nie tylko nie jest sto lat za Murzynami, ale jest sto lat przed Francuzami. Wobec tego: Wychodzi na to, że celem tego całego "gendera" jest upodobnienie kultur zachodnich do polskiej. Należałoby powiedzieć: dobra, skoroscie dojrzeli, to my, specjaliści od gendera, pomożemy wam, pokażemy, jak to się u nas stało i wdrozymy gendera także w waszych troszkę zacofanych społeczeństwach. A nie "ratunku, gwałco nas genderem!" W ten sposób sami przedstawiamy się jako zacofani, mimo że fakty mówią co innego.
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | >Prawica walczy z konwencją nie dlatego, że jest za biciem, tylko dlatego, że konwencja jest tworem Unii, a Unia to Szatan.
Aha, rozumiem. Dziękuję za pouczającą rozmowę, nie mam więcej pytań.
ps. Konwencja nie jest tworem Unii.
|
|
| | | |  | | ZaKotem (8733 punktów) |
>ps. Konwencja nie jest tworem Unii. Przepraszam. Jest tworem Rady Europy, więc nie tylko Unii, w każdym razie - zgniłego Zachodu. To wystarczy aby wzbudzać ppdejrzenia Prawdziwych Polaków. A jak już unijny komitet wzywa (bo zmusić nie może - taki to kołchoz straszliwy) do ratyfikowania tej konwencji, no to przecież wiadomo, że to kolejny niemiecki plan zniszczenia Polski.
ps. W którym miejscu Konwencji jest napisane, że winę za przemoc wobec kobiet ponosi tradycyjny model rodziny?
|
|
-1 na 1 | Frank Holman (5897 punktów) | >Rząd zamierza się wycofać z konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.
Wycofać to się trzeba nie tylko z tej konwencji, ale z większości konwencji o tzw. ochronie praw człowieka. Następnie zweryfikować polskie prawo, przyznać większość z tych słusznych praw obywatelom RP, a nieobywatelom tylko minimum praw podstawowych /poza tym cudzoziemcy winni mieć tylko takie przywileje, jakie uznamy za wyjątkowo korzystne do przyznania im w ramach prorozwojowej polityki imigracyjnej/.
|
|
3 na 3 | Arminius (25555 punktów) | zobiektyzować konwencję!!!! | "Rząd zamierza się wycofać z konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Rozumiem dlaczego - Kościół naciska. Nie rozumiem jednak dlaczego kk ta ustawa przeszkadza."
Może przeszkadzać wielu osobom ze względu na jej swoistą tendencyjność i jednowymiarowość, odzwierciedloną już w tytule. Przecież w zastraszającym tempie rośnie przemoc kobiet wobec mężczyzn, tak fizyczna jak i psychiczna ( to też przemoc i znęcanie się) i biorac pod uwagę tytuł konwencji, problem ten nie jest wogóle przez nią podejmowany. Tytuł konwencji winien brzmieć: "Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec członków rodziny", a sama konwencja powinna być neutralna jeżeli chodzi o traktowanie płci, tytuł obecnej konwencji razi....seksizmem.
|
|
 | | Arminius (25555 punktów) | Kobiety nie są z Wenus, a szczególnie Polki - rozwinięcie wątku | "Przemoc, której mężczyzna doświadcza ze strony kobiety, jest najczęściej emocjonalna lub ekonomiczna. Z przemocą fizyczną zwykle jest mu łatwo sobie poradzić, zatrzymując wyciągniętą rękę czy przytrzymując osobę, nie reagując na ciosy. Znosić przemoc psychiczną, składową każdego rodzaju przemocy - a więc na przykład poniżanie, upokarzanie w miejscach publicznych, złośliwe żarty dotyczące sfery seksualnej czy męskości - jest mu znacznie trudniej. Przemoc uderza w poczucie męskości, własnej wartości, w poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności zdarzeń, w stereotypową męską wiarę w "potęgę rozumu", w dotychczas znany porządek świata. Mężczyzna ofiara uruchamia przy tym różne mechanizmy radzenia sobie, niekiedy konstruktywne, a niekiedy destrukcyjne, pogrążające go jeszcze bardziej. Pierwsze obserwacje. Uderzający w kontakcie z moim klientem - nazwijmy go Daniel - jest sposób przedstawiania przez niego trudności, który przypomina zdawanie relacji z faktów: precyzyjnie, jasno i logicznie umiejscawia w czasie i przestrzeni różne sytuacje związane z przemocą. Sprawia wrażenie dobrze przygotowanego do rozmowy, co może świadczyć o zadaniowym podejściu. Daniel analizuje fakty i wyciąga z nich wnioski. On wie i jasno komunikuje, jakie ma trudności, oczekuje konkretnej pomocy, często tylko prawnej. Swój problem postrzega jako przykre, nielogiczne wydarzenia, które chce powstrzymać. Prawie nie mówi o swoich uczuciach i przeżyciach. Kolejną szczególną cechą przeżywania przemocy przez mężczyznę może być uporczywe unikanie słów "ofiara przemocy" oraz mówienie o trudnych, bolesnych sytuacjach w sposób bezosobowy, z użyciem strony biernej, na przykład: "Jak człowiek jest wyzywany...", "Jeśli słyszy się ciągle, że jesteś nikim...", co jest wyrazem dystansowania się od bólu i cierpienia. Taki sposób wysławiania Daniela może się również wiązać z obroną przed bardzo zagrażającą myślą: "Tak, jestem ofiarą przemocy, a ofiara jest słaba i sobie nie radzi, jest do niczego". Konstruktywne sposoby radzenia sobie z przemocą. Przed przyjściem po pomoc Daniel próbował różnych środków, żeby zatrzymać przemoc. Przede wszystkim w momencie ataku nie odpowiadał na agresję: nie odzywał się, wychodził z pomieszczenia, przytrzymywał uderzającą pięść - nie chciał swoim zachowaniem przyczyniać się do silniejszych ataków. Próbował również rozmawiać. Starał się wybierać dobry moment, kiedy emocje już opadły, pytał: "Dlaczego?" i "O co chodzi?", ale z reguły sprawczyni odmawiała udziału w takich rozmowach. Nie rozumiał, dlaczego tak się dzieje, nie potrafił też zrozumieć dziwnych, "nieracjonalnych" zdarzeń i przeżyć. Mówił o nich tak: Jestem ciągle wyzywany. Moja żona szydzi z mojego wyglądu, mówi, że się mnie brzydzi. Wyśmiewa mój sposób ubierania się, również w towarzystwie. Wiele razy miała pretensje, że za mało zarabiam (a zarabiam dobrze). Okazywała to wyzwiskami i upokarzaniem, na przykład: "Ty golcu", "Beze mnie i moich rodziców byłbyś nikim". Mówi, że nie będzie się ze mną kochać, "bo się mnie brzydzi i śmierdzę" albo "w łóżku jesteś do niczego". Kilka razy z domu "zginęły" większe sumy moich - naszych oszczędności, żona nie potrafiła powiedzieć, co się z nimi stało. Pytana, zaczęła krzyczeć i mnie poniżać: "Ty kłamco, znowu coś wymyśliłeś, gdybyś zarabiał tyle, ile powinien zarabiać prawdziwy facet, to by pieniądze nie znikały...". Kilka razy w czasie awantury rzucała się na mnie z pięściami. Ja nie oddawałem, nie chciałem eskalować agresji. Potem raz wezwała policję i powiedziała, że próbowałem ją bić. Na razie żona nie ma pracy, kończy naukę - szkołę finansuję ja, podobnie jak utrzymanie mieszkania. Żona całe dnie ma teoretycznie wolne. Sądziłem, że będzie w takim razie uczestniczyć w obowiązkach, gotując i zajmując się domem. Rozmawialiśmy o tym wiele razy - bez efektów, chociaż żona początkowo się zgadzała. Teraz nie chce nawet rozmawiać. Z drugiej strony - unikanie nazywania jasno i adekwatnie swojej sytuacji i swojej roli oddala rozpoczęcie procesu efektywnego radzenia sobie ze skutkami przemocy. Zestawienie słów "ja to ofiara przemocy" okazuje się bardziej zagrażające niż potencjalne zyski z takiego widzenia sytuacji." Wychodzi wieczorami, czasami zdarza się, że wraca rano. Gdy pytam, dokąd idzie i kiedy wróci, odpowiada, że nie powinno mnie to interesować i ma prawo spędzać czas nie tylko ze mną. Nigdy nie dawałem jej do zrozumienia, że przeszkadza mi, kiedy spotyka się ze swoimi znajomymi. Ja nigdy ich nie poznałem. Pytałem, dlaczego się tak zachowuje, nie chce rozmawiać. Zaczynam zastanawiać się: może ma kochanka? Ponieważ Daniel nie mógł liczyć na współpracę żony, zaczął sam szukać wiadomości na temat związków i agresji, głównie w dostępnej literaturze i Internecie. Wiele razy trafiał na informacje o przemocy w związkach, które w przedziwny sposób pasowały do jego sytuacji. Jednak z całej siły odsuwał od siebie tę myśl i znajdował wiele "racjonalnych argumentów", dlaczego niemożliwe jest, żeby on - mężczyzna - był ofiarą. On, który zawsze tak dobrze sobie radził, konsekwentnie osiągał swoje zamierzenia, w swoim środowisku był szanowany i podziwiany za to, że tak mu się wszystko układa. Zebrał wiele informacji, ale dalej nie rozumiał zachowania żony ani swoich przeżyć. Usilnie i bezskutecznie próbował umieścić nielogiczną, chaotyczną i zagrażającą przemoc w swoim logicznym, uporządkowanym i przewidywalnym świecie. Nadal i w coraz większym stopniu kłopotliwe były uczucia, które zaczynały mu przeszkadzać w pracy, powodowały trudności ze skupieniem uwagi, uporczywe rozmyślanie "dlaczego?", spanie po 12-14 godzin na dobę." www.psycho(*)ocy-obserwacje-z-kontaktu.html
|
|
|  | | Arminius (25555 punktów) | Kobiety nie są z Wenus, a szczególnie Polki - rozwinięcie wątku - II | "Trudności w radzeniu sobie z przemocą. Im dłużej trwały takie sytuacje, im było ich więcej, tym gorzej Daniel się czuł. Nie radził sobie, czuł się skrzywdzony i oszukany, chociaż jeszcze nie potrafił tego nazwać. Jednym z najtrudniejszych przeżyć było coraz bardziej dojmujące przeświadczenie o bezskuteczności jego intensywnych starań. Zostawała mu bezradność i poczucie braku wpływu. Tymczasem świat uczuć - w przypadku przeżywania przemocy bardzo trudnych i silnych - był poza centrum uwagi Daniela. Był niewystarczająco przygotowany do radzenia sobie ze swoimi emocjami, z ich rozpoznawaniem, nazywaniem, kontrolą ekspresji. Pytany o nie odpowiadał: "Przykro mi..." albo "Może pani sobie wyobrazić..." lub "No przecież, jak człowiek ciągle słyszy...., to jak może się czuć?...". Żeby dobrze się rozeznawać w świecie emocji, trzeba sięgnąć do zachowań i postaw stereotypowo kobiecych, przyznać, że sam sobie nie radzę, dać sobie prawo do tego, poprosić o pomoc innych. W widzeniu mężczyzny jest to jednak równoznaczne z przyznaniem się przed sobą - i co gorsza przed innymi - że jestem słaby i mało wart. Podstawową sprawą w radzeniu sobie z przemocą jest poszukiwanie i korzystanie ze wsparcia innych. Niestety, Daniel długo nie mówił o swoich trudnościach znajomym ani rodzinie. Znajdował rozmaite, racjonalne argumenty, żeby uzasadnić swoje zachowanie; wstydził się - chociaż nigdy nie używał tego słowa - że "on, mężczyzna, sobie nie radzi". Co koledzy by powiedzieli? Oni mają normalne żony i rodziny... Najprawdopodobniej by mnie wyśmiali... Raz kiedy przyjechała policja, policjant powiedział do mnie: "No jak to? Z kobietą pan sobie nie umie poradzić?". Również z rodzicami nie podzielił się swoimi trudnościami, ponieważ byli starzy, schorowani i nie chciał ich martwić. Uważał, że go nie zrozumieją, bo nigdy nie mieli podobnych problemów. Próbował raz rozmawiać o tym z ojcem, ale on tylko słuchał w milczeniu, a kiedy raz był świadkiem awantury, podczas której żona poniżała jego syna, wyszedł bez słowa do innego pokoju. Daniel nie zdecydował się na rozmowę z matką, ponieważ była ciężko chora na serce, a wiedział, że zawsze mocno przeżywała kłopoty swoich dzieci. Dawno nie czuł się tak bezradny i opuszczony. Mężczyzna - ofiara przemocy, jeśli jest osobą religijną, może szukać pomocy u księdza. Jest to sytuacja bezpieczna, duchowny ma obowiązek zachować tajemnicę. Nie bez znaczenia jest też fakt, że też jest mężczyzną. Daniel zwrócił się o pomoc do księdza, który dał mu do zrozumienia, że problem leży zawsze po obu stronach i najważniejsze jest, żeby małżonkowie się porozumieli, w czym on może być pomocny, i zaproponował spotkanie we trójkę. Żona się nie zgodziła, przyszedł tylko Daniel i usłyszał od księdza, że w takim razie musi poradzić sobie sam. Inni mężczyźni, u których szukał wsparcia i pomocy, również go zawiedli. Został sam. Kilkakrotne nieudane próby zwracania się o wsparcie utwierdziły go w przekonaniu, że tak jak zawsze może liczyć tylko na siebie. Dalej szukał już sam, nadal przeglądając strony internetowe i sięgając do książek. Dostrzegał coraz większą bezskuteczność swoich starań.
O poczuciu własnej wartości mężczyzny - ofiary przemocy. Daniel wiele razy mówił, jak trudno było mu zwrócić się o pomoc do ośrodka dla ofiar przemocy w rodzinie: "Musiałem stoczyć walkę sam ze sobą...". To nie dziwi, skoro w odbiorze społecznym za najbardziej cenione w rozmaitych sferach życia - nie tylko wśród mężczyzn - są cechy należące do męskiego stereotypu: chłodna racjonalność, opanowanie, postawa zadaniowa (na przykład w rozwiązywaniu problemów), zdecydowanie, konsekwencja, niezależność, bezkompromisowość, nastawienie na zdobywanie wyższej pozycji w hierarchii, sprawczość, ustanawianie reguł i zasad, posiadanie autorytetu. Te cechy są bardzo pomocne w życiu zawodowym, w organizowaniu różnych przedsięwzięć, w planowaniu. Są one zwykle skojarzone ze stereotypem "silnego człowieka", natomiast sytuacja psychologiczna osoby, która doświadcza przemocy, jest absolutnym zaprzeczeniem zachowań związanych z tym stereotypem. W realistycznym i skutecznym radzeniu sobie z przemocą i jej skutkami trzeba sięgnąć do cech, uważanych za stereotypowo kobiece: umiejętności współpracy i czerpania ze wsparcia, nastawienia na relację bardziej niż na problem czy zadanie, przyznawania się do ograniczeń we własnej wiedzy, umiejętnościach i wpływie, do zależności. Te cechy kłóciły się z pożądanym obrazem siebie - mężczyzny, skutecznie kontrolującego wszystkie dziedziny swojego życia. Mój klient zaryzykował swoje poczucie własnej wartości, zwracając się po pomoc do ośrodka."
Jedna uwaga do tego wielce wymownego tekstu. Otóż na samym wstępie jest mowa o tym, iż "przemoc, której mężczyzna doświadcza ze strony kobiety, jest najczęściej emocjonalna lub ekonomiczna. Z przemocą fizyczną zwykle jest mu łatwo sobie poradzić, zatrzymując wyciągniętą rękę czy przytrzymując osobę, nie reagując na ciosy". Po czem mamy sporo przykładów przemocy - także - fizycznej wobec mężczyzn. A co jeżeli bity i poniewierany mężczyzna odda, nie zapanuje na dsobą tak jak Daniel z przykładu??????? Jaki procent mężczyzn oskarżonych o znęcanie się nad żoną de facto działało w samoobronie? Apeluję zwłaszcza do Pań o zastanowienie się nad problem poruszonym wyżej.
www.psycho(*)ocy-obserwacje-z-kontaktu.html
Na podkreślenie zasługuje okoliczność, iż tekst jak wyżej napisała kobieta.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|