Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bunt Mas - Gasset. Masa - wymysł czy rzeczywistość ??

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
12-06-2006 00:54Koniu (222 punktów)Bunt Mas - Gasset. Masa - wymysł czy rzeczywistość ??
Witam,
Jak oceniacie książkę Jose Ortega Y Gasseta: Bunt Mas ?
Czy uważacie, że rzeczywiście masa kształtuje obecnie rzeczywistość, czy też jest zupełnie inaczej: masa ma przekonanie, że autonomicznie podejmuje decyzje dotyczące siebie samej i świata, w którym żyje, lecz tak naprawdę, jest sterowana przez elity.
Pragnę wyjaśnić również, co rozumiem poprzez pojęcie: ,,masa"

i. Ludzie egoistyczni, którzy kierują się w kwestii wyborów moralnych walorami praktycznymi, użytecznymi i wygodnymi dla nich
ii. Stawiają dobro swoje nad dobro ogółu.
iii. Ludzie którzy starają się porządkować sztucznie świat, nadawać mu na siłę cel, dzielić w sposób wygodny, jasny i czytelny, my - oni,
iv. Ludzie, którzy uogólniają zachowania, idee i poglądy tak, aby dały się one przypisać konkretnemu schematowi myślowemu, jako że potrafią tylko wykorzystywać gotowe schematy, zamiast tworzyć nowe.
v. Ludzie, którzy myślą alegorycznie i przypisują danym przedmiotom, wydarzeniom, osobom stałe cechy, związane z wyglądem, przebiegiem, z jakąś cechą.
vi. Ludzie, którzy chcąc być postrzegani jako wybitne indywidualności, próbują zbudować swoją oryginalność poprzez związanie ze sobą czegoś stałego, nie charakterystycznego dla innych (np. odmienne od powszechnych preferencje w kwestii smaku, stała marka ubrań), nieświadomi, że indywidualność i oryginalność jest niemożliwa do kupienia tudzież samoistnego zaplanowania, stworzenia i wdrożenia w życie. Taka oryginalność to zwyczajne, pyszne zwracanie na siebie uwagi przy użyciu najbanalniejszych, prymitywnych środków, które są dostępne dla wszystkich.
vii. Ludzie, którzy wykorzystują i deformują, wykrzywiają do własnych potrzeb wartości, doktryny i idee, aby wykorzystać je jako oręż ideologiczny, który ma posłużyć do świadomego lub nieświadomego zaspokajania nawet najbardziej prymitywnych żądz i potrzeb.
viii. Utożsamiają walory duchowe, psychiczne i emocjonalne z walorami cielesnymi np. kobiecość - duże piersi, proste nogi, szczupła sylwetka.
ix. Ludzie zamknięci w kokonach swoich poglądów, ślepo konsekwentni (uparci), niezdolni do wprowadzenia jakichkolwiek zmian do swojego życia nawet w obliczu jawnych sprzeczności, które wytyka się chłodnymi, logicznymi argumentami.
x. Ludzie, którzy tłumaczą uczuciami, lub wiarą jawne sprzeczności logiczne i racjonalne, z którymi nie potrafią dać sobie rady, których nie obejmują, nie potrafią pojąć, których nie rozumieją,
xi. Ludzie, którzy żądają akceptacji prawa do błędów,
xii. Ludzie, którzy wybierają życie marzeniami o idealnym życiu, niż działanie, mające na celu zbliżenie ich do marzeń; poprzestają na myśleniu, wystarcza im obraz wspaniałego życia, które mogliby wieść
xiii. Jednocześnie narcyzi i zakompleksieni, którzy są pewni swoich racji i nie są w stanie z nich zrezygnować z przekonania o własnej doskonałości, a jednocześnie bezradni wobec silniejszych od nich sił, które, jako, że są niedostępne, wymagają potępienia, i zrzucenia nań winy.
xiv. Ludzie uparci, którzy nie zrezygnują z celu który sobie postawili, nie ważne jak wielkimi kosztami musieliby je okupić, jak bardzo zaszkodzi to innym a również, jak bardzo nie opłacalne jest to dla nich samych.
xv. Ludzie, którzy nie potrafią zrezygnować ze swojego celu, przyjemności, tak, aby ktoś inny był w stanie zrealizować swoje.
xvi. Ludzie, którzy boją się nieoczekiwanych zmian i lubią kontrolować sytuację, wyznaczając ją według tego, co jest dla nich normalne i codzienne.
xvii. Ludzie, którzy ślepo wierzą w pewny postęp naszej cywilizacji, techniki i upatrują się w nim szansy na wygodniejsze życie, które może im ująć problemów a nawet zlikwidować je.
xviii. Ludzie, którzy łatwo podlegają manipulacji
xix. Ludzie, którzy budują swoją opinię wyłącznie na podstawie opinii innych, ich myśli, przekonań i poglądów, przez co im na tej opinii zależy, bo są od niej zależni.
xx. Ludzie, którzy nie mają odwagi podejmować drastycznych, konkretnych decyzji, przez co wpadają w sprzeczność (np. człowiek który krytykuje Kościół i odrzuca Dekalog chodzi do Kościoła, choć wychodzi z założenia, że Kościół go i tak już nie zmieni. Boi się jednak zerwać całkowicie z Kościołem i przyznać się do tego otwarcie, bez pół godzinnych tłumaczeń, gdyż wpłynie to negatywnie na jego opinię [patrz. Pkt xix]
xxi. Ludzie którzy posiadają pewien zasób idei, co jest według nich wyznacznikiem ich inteligencji, wiedzy i ambicji, a nie potrafią myśleć, wyciągać wniosków i dostrzegać sprzeczności, których nie ustrzegli się ci, którzy te idee tworzyli.
xxii. Ludzie, którzy sami stwarzają sytuację, w których przegrywają, aby móc ukryć się w kokonie kompleksów i uciekać przed pracą i wysiłkiem niezbędnym do odbicia się od dna. Osoby, które zawiązują sobie kamień do szyi i rzucają się w morze, a kiedy są na dnie, krzyczą i narzekają, że bardzo cierpią i sobie nie potrafią poradzić.
xxiii. Ludzie, którzy najpierw odrzucają jakąś doktrynę, osobę, pogląd, a później, aby poprzeć swoją tezę, szukają argumentów za, a kiedy znajdą argumenty przeciw, szukają kontrargumentów do argumentów przeciw.
Zapraszam do dyskusji. Jestem otwarty na krytykę. Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
Dwadzieścia trzy składniki określenia jakiegoś pojęcia?!!! Nawet czytać się nie chce, a co dopiero kusić się o zrozumienie, a potem dyskusję.
Przemek K.
>Jak oceniacie książkę Jose Ortega Y Gasseta: Bunt Mas ?
>Czy uważacie, że rzeczywiście masa kształtuje obecnie
>rzeczywistość, czy też jest zupełnie inaczej: masa ma
>przekonanie, że autonomicznie podejmuje decyzje dotyczące
>siebie samej i świata, w którym żyje, lecz tak naprawdę,
>jest sterowana przez elity.

Czy elity cenią Dodę, albo Ich Troje? Czy elity cenią Fakt? Czy elity cenią intelekt panów Kaczyńskich?

Jeśli tak to dlaczego w Polsce rządzą Kaczyńscy, w radiu słychać Dodę i Ich Troje, a rekordy sprzedaży bije Fakt?

Oczywiście ważne jest pytanie, czym są elity. Dla Ortegi y Gasseta (takie zostało mi wrażenie), elity definiuje pewna kultura. Chodzi zarówno o gusty artystyczne, jak i o styl uprawiania polityki. "Masa", którą rządzą elity, to "masa", która uznaje, że są od niej ludzie bardziej fachowi, autorytety, których się słucha. Nie oznacza to zupełnej niemożności wypowiadania się "masy", a jedynie dominację głosu elit w społeczeństwie. Swoiste przyjmowanie przez społeczeństwo, że pewna grupa społeczna pełni funkcję jego nauczycieli i wychowawców.

"Bunt mas" oznacza zaś (moje wrażnie po dość dawnej lekturze) sytuację, gdy masy nie dbają o głos elit. I taka sytuacja o wiele lepiej wydaje mi się oddawać dzisiejszą rzeczywistość. Zresztą wystarczy sobie przypomnieć jak ocenia się 'snobów' (snob to, w wielkim uproszczeniu, przedstawiciel masy zapatrzony w elity) i na ile ta postawa jest obecnie popularna.

Owszem, czasem można odnieść wrażenie, że nami steruje grupka ludzi poprzez przekazy medialne, nad którymi ma kontrolę. Często zresztą krytykujemy uległość wobec Kościoła, RM, polityków, tej czy owej opcji. Ale to oznacza, że nie dostrzegamy najważniejszego, a tym najważniejszym jest to, że ci ludzie, aby nami sterować muszą przyjąć nasze 'masowe' gusta. Na forum Racjonalisty często krytykuje się polski Kościół za jego poziom -- tymczasem stanowi on jedynie odpowiedź na oczekiwania mas. Podobnie politycy -- aby być skuteczni muszą wczuć się w oczekiwania i sprowadzać do postaci łatwych do przyswojenia banałów swoje polityczne credo. Sprawa zaś mas w kulturze jest chyba najwyraźniejsza, gdyż z kulturą wysoką praktycznie nie mamy kontaktu. Prosty przykład -- wczoraj zmarł jeden z najwybitniejszych kompozytorów XX wieku -- György Ligeti. Jakie media podały tę informację, na której stronie, z jakim komentarzem? Gdyby Michał Wiśniewski miał pryszcza na nosie, wzbudziło by to więcej komentarzy i uwag. Czy można sobie wyobrazić, że ktoś dzwoni, powiedzmy do Prezydenta i prosi go, jako przedstawiciela elity, o komentarz do śmierci Ligetiego, o pytanie co dla niego znaczy ta muzyka?

Gdy tylko zestawi się to czym jest elita, i to czym są ludzie, którzy nami rządzą i nas kształtują, łatwo można zobaczyć, że rządzą nami 'masy', a nie elity. A że bunt mas nie musi wcale przynieść więcej wolności indywidualnej masowym jednostkom, to już inny problem.
Koniu (222 punktów)

>Oczywiście ważne jest pytanie, czym są elity. Dla Ortegi y Gasseta (takie zostało mi wrażenie), elity definiuje pewna kultura. Chodzi zarówno o gusty artystyczne, jak i o styl uprawiania polityki. "Masa", którą rządzą elity, to "masa", która uznaje, że są od niej ludzie bardziej fachowi, autorytety, których się słucha. Nie oznacza to zupełnej niemożności wypowiadania się "masy", a jedynie dominację głosu elit w społeczeństwie. Swoiste przyjmowanie przez społeczeństwo, że pewna grupa społeczna pełni funkcję jego nauczycieli i wychowawców.

Zgadzam się. W takim spoleczeństwie masy choć świadome swojej siły nacisku, z rozsądku słucha się rad mądrzejszych od siebie, masa zna swoje miejsce. Gasset określa to mianem społeczeństwa arystokratycznego, zaznaczając jednocześnie, że społeczeństwo zawsze jest zbudowane według schematu piramidy, jednak ,,Bunt Mas" przewraca do góry nogami arystokartyczny porządek. Do czego to wszystko dąży ? Moim zdaniem, ludzie mimo wielu zapewnień, w głębi podświadomości pragną komunizmu, pragną zrównania wszystkich, ścięcia najwyższych i wyrównania poziomu, w którym giną najlepsi, którym się zazdrości, i gdyby społeczeństwo było zdrowe, do których powinno się dążyć. Doskonale widać to zjawisko w Europie, która nigdy nie była jeszcze skierowana tak ,,prosocjalnie". Klęska referendum we Francji jest przykładem tego, jak bardzo ludzie pragną ,,świętego spokoju", jak bardzo nie lubią zmian, które wymagają od nich pracy, pracy przystosowania się do nowych warunków.

>"Bunt mas" oznacza zaś (moje wrażnie po dość dawnej lekturze) sytuację, gdy masy nie dbają o głos elit. I taka sytuacja o wiele lepiej wydaje mi się oddawać dzisiejszą rzeczywistość. Zresztą wystarczy sobie przypomnieć jak ocenia się 'snobów' (snob to, w wielkim uproszczeniu, przedstawiciel masy zapatrzony w elity) i na ile ta postawa jest obecnie popularna.

Zgadzam się po raz drugi.

>Owszem, czasem można odnieść wrażenie, że nami steruje grupka ludzi poprzez przekazy medialne, nad którymi ma kontrolę. Często zresztą krytykujemy uległość wobec Kościoła, RM, polityków, tej czy owej opcji. Ale to oznacza, że nie dostrzegamy najważniejszego, a tym najważniejszym jest to, że ci ludzie, aby nami sterować muszą przyjąć nasze 'masowe' gusta. Na forum Racjonalisty często krytykuje się polski Kościół za jego poziom -- tymczasem stanowi on jedynie odpowiedź na oczekiwania mas. Podobnie politycy -- aby być skuteczni muszą wczuć się w oczekiwania i sprowadzać do postaci łatwych do przyswojenia banałów swoje polityczne credo.

Tutaj mam już wątpliwości. Rzeczywiście muszę się zgodzić, że sukces np. Leppera jest wynikiem idealnego trafienia w oczekiwania pewnej grupy społecznej. Podobnie ma się sprawa z Rydzykiem. Gdyby społeczeństwo nie potrzebowało kogoś takiego jak on, jego medialna kariera nie potoczyłaby się tak jak to miało miejsce. Ale też z drugiej strony, czy to nie jest tak, że media sterują częścią potrzeb ? Tzn. zadają pytania, na które bezpardonowo wpychają odpowiedzi ? Np. Czy to jest tak, że duża grupa osób pije Coca Colę dlatego, że jest orzeźwiająca, czy dlatego, że wmówiono im, że po wypiciu będą czuć się orzeźwieni, szczęśliwi? czy nie powstaje w głowie jakiś schemat coca cola -> dobry dzień ? Na mój gust, wiele razy wmawia się nam, że ,,bez tego nie będziemy szczęśliwi; z produktem blablabla twój dzień będzie dobry itd".

Sprawa zaś mas w kulturze jest chyba najwyraźniejsza, gdyż z kulturą wysoką praktycznie nie mamy kontaktu. Prosty przykład -- wczoraj zmarł jeden z najwybitniejszych kompozytorów XX wieku -- György Ligeti. Jakie media podały tę informację, na której stronie, z jakim komentarzem? Gdyby Michał Wiśniewski miał pryszcza na nosie, wzbudziło by to więcej komentarzy i uwag. Czy można sobie wyobrazić, że ktoś dzwoni, powiedzmy do Prezydenta i prosi go, jako przedstawiciela elity, o komentarz do śmierci Ligetiego, o pytanie co dla niego znaczy ta muzyka?

Tak, ten przykład jest dobry. Aczkolwiek mam wątpliwości, czy nie mamy kontaktu z kulturą wysoką. Świat jest duży. Starczy w nim miejsca dla Britney Spears i dla totalnie alternatywnego zespołu z Ameryki, który nie zdobędzie nigdy takiej popularności, ale będzie mieć swoją publikę, która umożliwi mu granie. Anna Maria Jopek nie jest tak popularna jak Mandaryna czy Doda, ale skoro gra, występuje, to znaczy, że ma grono słuchaczy, którzy są gotowi zapłacić za bilet. Czyli wbrew pozorom nie jest tak źle. Gorzej jeżeli chodzi o popularyzacje rzeczy niekomercyjnych, trudniejszych w odbiorze. Aczkolwiek tutaj też sprawa nie jest tak oczywista. Zwrócmy uwagę, jak np. komercyjna telewizja Polsat przeciąga do siebie Tomasa Lisa, aby ten prowadził program publicystyczny, który stu procentowo ma mniejszą oglądalność od jakiegoś durnego Reality Show. Podobnie MTV, kiedy zobaczyła, że może nieźle zarobić na kanale z muzyką alternatywną - rockową, nie ograniczała się tylko do puszczania hip hopu i popu, lecz utworzyła kanał alternatywny, aby przyciągnąć tych, którzy nie chcą słuchać mainstreamu. Tym sposobem poszerza swój rynek zbytu. A na elicie też można zarobić, nie tak dużo jak na Big Brotherze, wycelowanym w masy, ale na pewno nie mało.

Pozdrawiam, dziękuje za głos w dyskusji !!!
Przemek K.
> Do czego to wszystko dąży ? Moim zdaniem, ludzie mimo wielu zapewnień, w głębi podświadomości pragną komunizmu, pragną zrównania wszystkich, ścięcia najwyższych i wyrównania poziomu, w którym giną najlepsi, którym się zazdrości, i gdyby społeczeństwo było zdrowe, do których powinno się dążyć.

Aż tak daleko bym się nie posuwał, że społeczeństwo musi najlepszych niszczyć. Owszem, resentyment jest wielkim problemem, ale raczej jest to obrona własnego ja, próba obrony własnej wartości, niż niszczenie innych. Słowem -- możesz być wielkością, byle nie rzucać się innym w oczy.

> Klęska referendum we Francji jest przykładem tego, jak bardzo ludzie pragną ,,świętego spokoju", jak bardzo nie lubią zmian, które wymagają od nich pracy, pracy przystosowania się do nowych warunków.

Rozmawiałem z kilku Francuzami po referendum. Byli przeciw z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że uważali iż konstytucja nie zapewnia im koniecznych praw (jest zbyt neoliberalna). Po drugie, i to była przyczyna ważniejsza, bo czuli się niedowartościowani i pozbawieni wpływu na kształt stanowionego prawa. To był głos przeciwko elitom politycznym -- owszem, ale już nie ekonomicznym, czy kulturalnym. Może w świetle "Buntu mas" nie powinienem tego rozróżniać, ale że z wieloma decyzjami rządu polskiego się nie utożsamiam, że czuję się obywatelem pozbawionym wpływu na politykę mojego własnego państwa, to mam dla postawy tych Francuzów trochę zrozumienia.

> Tutaj mam już wątpliwości. Rzeczywiście muszę się zgodzić, że sukces np. Leppera jest wynikiem idealnego trafienia w oczekiwania pewnej grupy społecznej. [...] Ale też z drugiej strony, czy to nie jest tak, że media sterują częścią potrzeb ? Tzn. zadają pytania, na które bezpardonowo wpychają odpowiedzi ? Np. Czy to jest tak, że duża grupa osób pije Coca Colę dlatego, że jest orzeźwiająca, czy dlatego, że wmówiono im, że po wypiciu będą czuć się orzeźwieni, szczęśliwi? czy nie powstaje w głowie jakiś schemat coca cola -> dobry dzień ?

Myślę, że zbyt dosłownie potraktowałeś te 'gusta'. Jeśli chodzi o etykietkę partii politycznej, czy napoju chłodzącego, nasze 'gusta' są łatwo zmienne. To można łatwo zmanipulować. Ale wydaje mi się, że są też pewne trwalsze, masowe wzorce -- coś w sposobie argumentowania, wartości do których się odwołujemy argumentując.

Szczerze mówiąc, nie sądzę tak źle o Polakach, by wierzyć, że Lepper, Giertych i Kaczyńscy to ideał, o którym każdy śni od dzieciństwa. Natomiast potrafili zagrać 'masowymi gustami' -- płasko pojmowanej sprawiedliwości, fasadowego patriotyzmu, kombatanckiej przeszłości, itd. (Zresztą PO też się odwoływało do masowych gustów, tyle że wybrało trochę inne wartości.)

>Tak, ten przykład jest dobry. Aczkolwiek mam wątpliwości, czy nie mamy kontaktu z kulturą wysoką. Świat jest duży.

Piszesz jak 'masa' (Uśmieszek, jako prośba by się nie obrażać.)

Dla tej arystokratycznej wizji ambicje są moralnym obowiązkiem. Nie tylko (a nawet nie przede wszystkim) ambicje dotyczące pieniężnego zysku, ale choćby ambicje artystyczne. Posiadanie 'klasy' jest ważniejsze od posiadania pieniędzy. Stąd znaczenie honoru dla arystokracji, stąd 'poważne' traktowanie sztuki, itp..

Ty, pisząc o niszach, w których można znaleźć ambitną kulturę, jakby zakładasz, że jej wybór nie ma nic wspólnego z 'moralnym obowiązkiem' (wobec samego siebie, wobec otaczającej nas kultury, czy wobec tradycji). To właśnie podejście masowe -- kultura i ambicje stały się kwestią prywatnych wyborów i nie powinno się ich oceniać.

> Zwrócmy uwagę, jak np. komercyjna telewizja Polsat przeciąga do siebie Tomasa Lisa,

Prywatnie dodam, że uważam to za wielki, niewykorzystany potencjał rynkowy. (Także na rynku politycznym.) Wielu ludzi oczekuje znacznie więcej, niż serwują im media masowe. Jeśli ktoś to wykorzysta, to może odnieść duży skuces komercyjny.

Pozdrawiam!!

PS.
Nie wiem na ile prawdziwa jest plotkarska wersja powodów napisania "Buntu mas", wedle której Jose Ortega y Gasset się zakochał, ale ona wolała torreadora...
Przemek K.
>>Tak, ten przykład jest dobry. Aczkolwiek mam wątpliwości, czy nie mamy kontaktu z kulturą wysoką. Świat jest duży.
>Piszesz jak 'masa' (Uśmieszek, jako prośba by się nie obrażać.)
> [...]
>Ty, pisząc o niszach, w których można znaleźć ambitną kulturę, jakby zakładasz, że jej wybór nie ma nic wspólnego z 'moralnym obowiązkiem' (wobec samego siebie, wobec otaczającej nas kultury, czy wobec tradycji). To właśnie podejście masowe -- kultura i ambicje stały się kwestią prywatnych wyborów i nie powinno się ich oceniać.

Zerkając na inny punkt dyskusji przyuważyłem, że to sam kapitalnie ująłeś pisząc o honorze, że mianowicie zaciera się różnica między słusznym, a karykaturalnym pojmowaniem honoru. Otóż o to samo chodzi w sztuce -- zaciera się różnica między autentycznymi wartościami w sztuce, a ich karykaturalną formą. Nie sądzę byś się cieszył z tego, że niektórzy jeszcze wiedzą czym jest honor, choć większość zna jego formę karykaturalną, jakże więc można się cieszyć, że w niektórych niszach wciąż kultywowana jest kultura wartościowa?
Żukowski (5 punktów)
Jestem mile zaskoczony ilością cech i właściwości opisujacych, tak naprawdę prawie wszystkich Polaków. Odniosę się do kilku ważnych, wg mnie pozycji.

>iv. Ludzie, którzy uogólniają zachowania, idee i poglądy
>tak, aby dały się one przypisać konkretnemu schematowi
>myślowemu, jako że potrafią tylko wykorzystywać gotowe
>schematy, zamiast tworzyć nowe.

Zgadza się. Można powiedzieć, że jest to tendencja naszych czasów - jesteśmy konserwatystami pod względem poszukiwania rozwiązania współczesnych problemów w powszechnej historii. Kolejnym dowodem na pkt. iv jest metoda nauczania, jaką można zaobserwować w Polsce. Podążając za myślą dr-a Bratkowskiego uważam obecna maturę za karykaturę. W rzeczywistości ma ona za zadanie: ułatwić pracę nauczycielom sprawdzającym egzaminy, sprawić, aby przyjęcie na uczelnie odbywało się w miarę sprawiedliwie oraz co gorsza utrudnić naukę uczącym siebie. Nad powyższym wisi klątwa schematyzmu. Już ok 100 lat temu Boy-Żeleński zwrócił na tę plagę uwagę. Lecz on należał do tzw. antybrązowników (elity), burzących niezachwiane stereotypy.

>vi. Ludzie, którzy chcąc być postrzegani jako wybitne
>indywidualności, próbują zbudować swoją oryginalność
>poprzez związanie ze sobą czegoś stałego, nie
>charakterystycznego dla innych (np. odmienne od
>powszechnych preferencje w kwestii smaku, stała marka
>ubrań), nieświadomi, że indywidualność i oryginalność jest
>niemożliwa do kupienia tudzież samoistnego zaplanowania,
>stworzenia i wdrożenia w życie. Taka oryginalność to
>zwyczajne, pyszne zwracanie na siebie uwagi przy użyciu
>najbanalniejszych, prymitywnych środków, które są dostępne
>dla wszystkich.
Dowodem powyższego są przedstawiciele kultury masowej, która z kolei poszerza swoje horyzonty, jest ekspansywna i z niewyczerpanym apetytem pożera nowe rządy dusz.

>vii. Ludzie, którzy wykorzystują i deformują, wykrzywiają
>do własnych potrzeb wartości, doktryny i idee, aby
>wykorzystać je jako oręż ideologiczny, który ma posłużyć do
>świadomego lub nieświadomego zaspokajania nawet najbardziej
>prymitywnych żądz i potrzeb.
Tutaj mamy do czynienia ze zobrazowaniem myśli naszych reprezentantów w parlamencie.

>xiii. Jednocześnie narcyzi i zakompleksieni, którzy są
>pewni swoich racji i nie są w stanie z nich zrezygnować z
>przekonania o własnej doskonałości, a jednocześnie bezradni
>wobec silniejszych od nich sił, które, jako, że są
>niedostępne, wymagają potępienia, i zrzucenia nań winy.
Owszem pycha, zarozumiałość są widoczne i przeszły do porządku dziennego. Moim zdaniem pycha, buta jest wynikiem pewnej pustki , ignorancji. Mam tu na myśli brak wiedzy o autorytetach. Zadufanie w sobie jest pewnego rodzaju surogatem wzorców, jakie dzisiaj możemy znależć tylko w literaturze.

>xix. Ludzie, którzy budują swoją opinię wyłącznie na
>podstawie opinii innych, ich myśli, przekonań i poglądów,
>przez co im na tej opinii zależy, bo są od niej zależni.
Jestem tego samego zdania. Autarkia- niezależność, jest to coś nieznanego, niebezpiecznego, coś, comoże zachwiać naszą strukturą myślową, przez co tracimy jakąś cząstkę szeroko pojętej 'normalności'.

>xxi. Ludzie którzy posiadają pewien zasób idei, co jest
>według nich wyznacznikiem ich inteligencji, wiedzy i
>ambicji, a nie potrafią myśleć, wyciągać wniosków i
>dostrzegać sprzeczności, których nie ustrzegli się ci,
>którzy te idee tworzyli.
Doskonale pasuje to do moich spostrzeżeń. Ludzie zapominają, że nie należy tylko i wyłącznie wiedzieć, ale trzeba również wykorzystać pokłady umysłowe, chociażby dla określenia naszego własnego stanowiska.

>xxii. Ludzie, którzy sami stwarzają sytuację, w których
>przegrywają, aby móc ukryć się w kokonie kompleksów i
>uciekać przed pracą i wysiłkiem niezbędnym do odbicia się
>od dna. Osoby, które zawiązują sobie kamień do szyi i
>rzucają się w morze, a kiedy są na dnie, krzyczą i
>narzekają, że bardzo cierpią i sobie nie potrafią poradzić.
Bezradność, brak fortitudo - odwagi sprowadza plagi egipskie, jakie by nie były.

>Zapraszam do dyskusji. Jestem otwarty na krytykę.
Ten wers zostawiłem, aby być dobrze rozumianym.
Według mnie z Twojej wypowiedzi tętni pesymizm, dekadencja, poczucie bezsilności, straty, przygnębienia z powodu społecznego stanu rzeczy. Ja się z tym praktycznie w całości zgadzam. Zanik rozpoznawania prawdziwych wartości, będących konsekwencją szalejącego postmodernizmu będzie pogrążał teraźniejszą sytuację i w dalszym ciągu sprowadzał ją na zły tor.
Koniu (222 punktów)
>Jestem mile zaskoczony ilością cech i właściwości opisujacych, tak naprawdę prawie wszystkich Polaków.

dziękuje

>[...] jesteśmy konserwatystami pod względem poszukiwania rozwiązania współczesnych problemów w powszechnej historii. [...] dowodem na pkt. iv jest metoda nauczania, jaką można zaobserwować w Polsce. [...] uważam obecna maturę za karykaturę. W rzeczywistości ma ona za zadanie: ułatwić pracę nauczycielom sprawdzającym egzaminy, sprawić, aby przyjęcie na uczelnie odbywało się w miarę sprawiedliwie oraz co gorsza utrudnić naukę uczącym siebie. Nad powyższym wisi klątwa schematyzmu. Już ok 100 lat temu Boy-Żeleński zwrócił na tę plagę uwagę. Lecz on należał do tzw. antybrązowników (elity), burzących niezachwiane stereotypy.

Muszę się zgodzić, matura minęła się z celem już dawno. Egzamin miał sprawdzać wiedzę nabytą podczas nauki w liceum, podczas gdy teraz okazuje się celem samym w sobie, uczymy się nie po to, aby posiąśc pewien zasób wiedzy, który pozwoli nam maturę zdać, lecz uczymy się tak, aby zdać maturę !!!

>>vii. Ludzie, którzy wykorzystują i deformują, wykrzywiają
>>do własnych potrzeb wartości, doktryny i idee, aby
>>wykorzystać je jako oręż ideologiczny, który ma posłużyć do
>>świadomego lub nieświadomego zaspokajania nawet najbardziej
>Tutaj mamy do czynienia ze zobrazowaniem myśli naszych reprezentantów w parlamencie.

Na mój gust najlepszym przykładem, który obrazuję tę (tą - nie wiem jaka forma jest poprawna?) myśl jest kwestia np. honoru, który utożsamiany jest chociażby z bójkami kibiców za ukochany klub, czy miłość, która w mediach często = seksowi. Wydaje mi się, że największą patologią naszych czasów nie jest to, że brakuje ludzi, którzy reprezentują wartości wysokie, np. godność, niezależność czy honor, lecz nieustanne zacieranie się różnicy między wersją ,,wykrzywioną" a wysoką w świadomości ludzi.

>>xix. Ludzie, którzy budują swoją opinię wyłącznie na
>>podstawie opinii innych, ich myśli, przekonań i poglądów,
>>przez co im na tej opinii zależy, bo są od niej zależni.
>Jestem tego samego zdania. Autarkia- niezależność, jest to coś nieznanego, niebezpiecznego, coś, comoże zachwiać naszą strukturą myślową, przez co tracimy jakąś cząstkę szeroko pojętej 'normalności'.

Tu nasunęła mi się myśl: ,,możesz być oryginalny, ale tak jak nam to pasuje, jak my tego chcemy". Możesz być oryginalny ale w obrębie wypracowanych schematów.

>>xxi. Ludzie którzy posiadają pewien zasób idei, co jest
>>według nich wyznacznikiem ich inteligencji, wiedzy i
>>ambicji, a nie potrafią myśleć, wyciągać wniosków i
>>dostrzegać sprzeczności, których nie ustrzegli się ci,
>>którzy te idee tworzyli.
>Doskonale pasuje to do moich spostrzeżeń. Ludzie zapominają, że nie należy tylko i wyłącznie wiedzieć, ale trzeba również wykorzystać pokłady umysłowe, chociażby dla określenia naszego własnego stanowiska.

To żałosne, że niektórzy robią kalkę z poglądów jakiegoś filozofa, np. kopiując myśli Nietzschego, często bez odpowiedniej wiedzy, dosłownie, płytko, tak, żeby znaleźć oparcie dla swoich potrzeb; potraktowanie Nietzschego bez głębszej analizy jego poglądów może doprowadzić do wysnucia wyjątkowo uproszczonego wniosku, który stawiałby Nietzschego w pozycji proroka i twórcy rasizmu. Czasem nie chce się nam dłubać w czymś, łatwiej wziąć pierwszą lepszą myśl: Bóg umarł i wkleic ją do życia, bez zastanawiania się nad konsekwencjami.

>>Zapraszam do dyskusji. Jestem otwarty na krytykę.
>Ten wers zostawiłem, aby być dobrze rozumianym.
>Według mnie z Twojej wypowiedzi tętni pesymizm, dekadencja, poczucie bezsilności, straty, przygnębienia z powodu społecznego stanu rzeczy. Ja się z tym praktycznie w całości zgadzam. Zanik rozpoznawania prawdziwych wartości, będących konsekwencją szalejącego postmodernizmu będzie pogrążał teraźniejszą sytuację i w dalszym ciągu sprowadzał ją na zły tor.
>
Bardzo ciężko mi obiektywnie oceniać, czy moje słowa zawierają dużą dawkę pesymizmu czy poczucia bezsilności, jednego natomiast nie mogę zanegować, towarzyszy mi niepokój, niepewność jak potoczą się dalsze losy społeczeństwa. Obawiam się, że większość kwestii się jeszcze zaostrzy. Chciałem przedstawić swoje obserwacje w sposób jak najbardziej obiektywny, nie epatując masą nacechowanego emocjonalnie słownictwa, które sięga rynsztoka za każdym razem, gdy autorowi brak dystansu.

Co jest przerażające ? To, że masa pretenduje do bycia elitą, co samo w sobie nie jest niczym złym, o ile nie oznacza wpychania się i rozpychania łokciami z próżnością i pychą. NIe wiem czy mogę zaryzykować stwierdzenie, że większość forumowiczów z ,,Racjonalisty" należy do kontrkultury (mogę się mylić i to bardzo, proszę o sprostowanie gdyby coś zbudziło w Was zdecydowany sprzeciw), prezentując poglądy często dość alternatywne, przeciwne ,,szablonowi" poglądów przeciętnego Polaka. Mimo wszystko, można zaobserwować, że co niektórzy są tak zaślepieni w swoich przekonaniach (najczęściej antyklerykalnych, antyteistycznych, tam najwyraźniej rzuca się to w oczy), że atakują KK masą argumentów wyjątkowo błahych np. KK zakazuje używania prezerwatyw, bo zależy mu na dzieciach, za które dostanie pieniądze podczas chrztu. Oczywiście może być w tym jakaś prawda, ale nie sądze, by była to rzecz pierwszej wagi. Akcenotwanie bogacenia się KK nie jest niczym oryginalnym i odkrywczym, ważniejsze jest pytanie, skąd bierze się taka potrzeba, co warunkuje takie zachowanie, co szwankuje. Są inne kwestie, które wymagają krytyki. Podstawy KK, korzenie (np. kwestia ,,pokory", która często równa się biczowaniu się) a nie gałęzie z samego czubka.

Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedzi
Koniu (222 punktów)
> Podążając za myślą dr-a Bratkowskiego uważam obecna maturę za karykaturę. W rzeczywistości ma ona za zadanie: ułatwić pracę nauczycielom sprawdzającym egzaminy, sprawić, aby przyjęcie na uczelnie odbywało się w miarę sprawiedliwie oraz co gorsza utrudnić naukę uczącym siebie. Nad powyższym wisi klątwa schematyzmu.

Chciałem nawiązać jeszcze do jednej kwestii, która pojawiła się w Twojej wypowiedzi, a która warta jest rozwinięcia. Mówisz o sprawiedliwości, o tym, że zadaniem nowej matury było w miarę sprawiedliwe przyjęcie uczniów na uczelnie.

Obnażmy to pojęcie sprawiedliwości ! Okazuje się, że taki system, w którym geniusza i idiotę wrzuca się do jednego worka jest najbardziej niesprawiedliwym z systemów. Pod pretekstem ,,powszechności" nauki i wykształcenia, które powinno być dostępne dla każdego, w tym i dla idioty dochodzi do chorego zrównania poziomów, na korzyść tych słabszych, którzy ,,muszą też mieć szansę". Dziękuje bardzo. Wyobraźmy sobie sytuację: w jednej klasie znalazł się matematyczny geniusz i dwudziestu uczniów słabych, lub powiedzmy lepiej, przeciętnych. Jak traktowanie wszystkich na równi wpłynie na geniusza ? Jak dużo uczeń skorzysta, przerabiając tematy, które są dla niego banalne i oczywiste ? (tu chcialbym nawiązac do chorego systemu nauki, w ktorym material jest rozbity na caly okres liceum, tak wiec mamy przykladowo funkcje trygonometryczne na początku 1 klasy, gdzie musimy wkuwać na pamięć wartości sinusów, cosinusów, tangensów i cotangensów dla 30,60,45 i 90 stopni, by dopiero w drugiej klasie poznać dlaczego tak jest, zrozumieć zasadę wynikającą z zaleznosci pomiedzy bokami trojkatow!) Czy ten genialny uczeń będzie rozwijać się efektywnie ? Nie, pojawi się w nim uczucie frustracji i nastąpi regres.

Poziom wymagany powinno się zawyżyć tak, by mogli osiągnąć go tylko najlepsi, a nie WSZYSCY. Powinno się tworzyć klasy elitarne i przeciętne i w zależności od możliwości każdego ucznia oraz klasy, rozwijać talenty indywidualnie. To jest przyszłość, o czym masa ludzi zapomina.

Obecny system jest niesprawiedliwy i degradujący najlepszych. Nietzsche wywróżył takie czasy, przewidział kontrolę słabych nad silnymi. A sprawiedliwość to nie wyrównanie praw i obowiązków wszystkich do jednej linii (bo to oczywiste, że od geniusza trzeba wymagac więcej niż od przeciętniaka, bo on też potrafi więcej osiągnąć) lecz traktowanie ludzi według ich zdolności, wyników i pracy.

Pozdrawiam forumowiczów
jarcio (1198 punktów)
>Obecny system jest niesprawiedliwy i degradujący najlepszych. Nietzsche wywróżył takie czasy, przewidział kontrolę słabych nad silnymi. A sprawiedliwość to nie wyrównanie praw i obowiązków wszystkich do jednej linii (bo to oczywiste, że od geniusza trzeba wymagac więcej niż od przeciętniaka, bo on też potrafi więcej osiągnąć) lecz traktowanie ludzi według ich zdolności, wyników i pracy.

Nie znam Nietzsche'go, ale jeśli wypowiedział taką teze to wcale oryginalny nie był. Przecież już Tocqueville w swoich sceptycznych i często bardzo niechętnych opisach nowego społeczeństwa, powstałego z obalenia dawnej klasy arystokratycznej, zwracał uwagę, że indywidualizm i jednostka zanikną, a zyska na znaczeniu kolektyw na skale społeczną i przeciętność. Przewrót i odejście od dawnego ustroju oznaczało przedewszystkim zarazem niespotykane dotąd zcentralizowanie władzy i oddanie głosu masom społecznym, tworząc tym samym droge dla wszelkiego łajdactwa. Po wybuchu rewolucji francuskiej ostoją tego co pozostało po dawnym porządku był jeszcze liberalizm, który przezywał w XIX wieku swój złoty okres. Wówczas to własnie ukłon w strone wolności i powierzenie swobody działania społeczeństwu funkcjonującym na wolnym rynku, siłą rzeczy wymuszało oddanie sprawiedliwości ludziom zdolnym, przedsiebiorczym i nie bojącym się dzwigać własnej wolności. Dzisiaj rewolucja nadal trwa, a przeciętność widać coraz wyrazniej. Tylko kontrrewolucja może ten stan zmienić. Przywrócenie dawnych elit. A przywrócić je można w sposób naturalny - niszcząc wszechobecność instytucji państwa. Póki co, demokracja polityczna to bodaj najzgrabniejsze oszustwo w historii ludzkości. Ten lepszy świat juz kiedyś istniał i nadal mozna do niego wrócić.
Myflowers (2721 punktów)

>Zgadza się. Można powiedzieć, że jest to tendencja naszych czasów - jesteśmy konserwatystami pod względem poszukiwania rozwiązania współczesnych problemów w powszechnej historii. Kolejnym dowodem na pkt. iv jest metoda nauczania, jaką można zaobserwować w Polsce. Podążając za myślą dr-a Bratkowskiego uważam obecna maturę za karykaturę. W rzeczywistości ma ona za zadanie: ułatwić pracę nauczycielom sprawdzającym egzaminy, sprawić, aby przyjęcie na uczelnie odbywało się w miarę sprawiedliwie oraz co gorsza utrudnić naukę uczącym siebie.<

Prosiłabym najpierw zapoznać się z regulaminem matur, a dopiero potem pisać bzdury na temat, ze nauczycielom ułatwiła pracę przy sprawdzaniu.To jest ta, jakby pan napisal chirurgowi, ze zamiast laseru ma uzyc noza kuchennego bo mu to ułatwi pracę. co do traktowania matury jako karykatury , ma pan całkowita racje. to jest karykatura, tak jak cała ta reforma wpychajaca ustawę z 22 roku w realia XXI wieku.(Proszę zajrzeć do "Systemów szkolnych").
.
.
>Owszem pycha, zarozumiałość są widoczne i przeszły do porządku dziennego. Moim zdaniem pycha, buta jest wynikiem pewnej pustki , ignorancji. Mam tu na myśli brak wiedzy o autorytetach. Zadufanie w sobie jest pewnego rodzaju surogatem wzorców, jakie dzisiaj możemy znależć tylko w literaturze.<

"Tango " Sławomira Mrożka - intelektualiści zapatrzeni w idee nie zauwazyli, że glupota i chamstwo przejmuje stery.

<Ludzie którzy posiadają pewien zasób idei, co jest
>>według nich wyznacznikiem ich inteligencji, wiedzy i
>>ambicji, a nie potrafią myśleć, wyciągać wniosków i
>>dostrzegać sprzeczności, których nie ustrzegli się ci,
>>którzy te idee tworzyli.

Jak wyżej. dodałabym jeszcze do tego lekturę "Ubu króla" Alfreda Yarry aby już bylo "całkiem' intelektualnie.
.

.
>
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Według mnie z Twojej wypowiedzi tętni pesymizm, dekadencja, poczucie bezsilności, straty, przygnębienia z powodu społecznego stanu rzeczy. Ja się z tym praktycznie w całości zgadzam. Zanik rozpoznawania prawdziwych wartości, będących konsekwencją szalejącego postmodernizmu będzie pogrążał teraźniejszą sytuację i w dalszym ciągu sprowadzał ją na zły tor.

Czyli jak u Y Gasseta. Pełna zgodność stanowisk.


fides ex necessitate esse non debet

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365