Racjonalista - Strona głównaDo treści
Religia i bezsens śmierci

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
05-12-2005 21:43Kuba Cichy (98 punktów)Religia i bezsens śmierci
Oglądam regularnie "Nie do Wiary" na TVNie, bo to jeden z nielicznych ciekawych programów w TV i wydaje mi się obiektywny. Zastanowiły mnie słowa wypowiedziane przez Macieja Trojanowskiego na samym końcu ostatniego odcinka, nie wiem czy przytaczam dokładnie, ale brzmiało to mniej więcej tak: "Jeżeli ktoś nie ma wiary lub jego wiara jest słaba to śmierć staje się bezsensowna i jeszcze bardziej przerażająca".
Jestem niewierzący i przyznam, że nigdy nie zastanawiałem się nad swoją śmiercią (może z powodu młodego wieku, zabiegania), ale po głębszym przemyśleniu stanąłem w punkcie w którym nie wiem co jest lepsze, męczyć się całe życie z brzemieniem jaki nakłada na mnie wiara, która kazuje mi robić różne, dziwne rzeczy, straszy piekłem i nie pozwala być spokojnym o swój wieczny byt aż do śmierci. A może lepiej jest tak, ze śmierć to po prostu koniec, koniec życia, koniec radosnych chwil, ale także koniec cierpienia, wreszcie upragniony spokój.....
Osobiście skłaniam sie ku drugiej wersji, ale chciałbym poznać wasze (zarówno wierzących jak i nie) zdanie na ten temat.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

aries (252 punktów)
Kuba, po prostu nie ogladaj telewizji. Czytaj ksiazki. A ze "kopniemy w kalendarz" to masz jak w banku ty i my wszyscy.Szukaj wiec wlasnej drogi idac sladem Wielkich i Swiatlych umyslow. Byc moze wtedy uwierzysz w Niebo,ale to juz bedzie twoja wlasna przygoda....
Volrath (3440 punktów)
>Oglądam regularnie "Nie do Wiary" na TVNie, bo to jeden
>z nielicznych ciekawych programów w TV i wydaje mi się
>obiektywny.

Mi wydaje się wręcz przeciwnie.
Bardzo nieracjonalny i nieobiektywny.
Np. różne dziwne rzeczy mówią i twierdzą, ale jednoznacznych dowodów nie podają. Jedynie opowieści z drugiej ręki i efekty wizualne zrobione komputerowo lub poprzez machanie kamerą (te rozmazane, poprzyciemniane lub z pozmienianymi kolorami zdjęcia). Kiedyś oglądałem odcinek o tym jak się wybrali do jakiegoś nawiedzonego domu. Dużo było gadania, opowiadania, materiał filmowy był, ale - jak to łatwo przewidzieć - nic ciekawego się nie stało.

Chyba jedyny interesujący i w miarę obiektywny (a przynajmniej konstruktywny i ciekawy) program, jaki widziałem, to było o bodźcach podprogowych.

>Jestem niewierzący i przyznam, że nigdy nie zastanawiałem
>się nad swoją śmiercią (może z powodu młodego wieku,
>zabiegania), ale po głębszym przemyśleniu stanąłem w
>punkcie w którym nie wiem co jest lepsze, męczyć się całe
>życie z brzemieniem jaki nakłada na mnie wiara, która
>kazuje mi robić różne, dziwne rzeczy, straszy piekłem i nie
>pozwala być spokojnym o swój wieczny byt aż do śmierci. A
>może lepiej jest tak, ze śmierć to poprostu koniec, koniec
>życia, koniec radosnych chwil, ale także koniec cierpienia,
>wreszcie upragniony spokój.....
>Osobiście skłaniam sie ku drugiej wersji, ale chciałbym
>poznać wasze (zarówno wierzących jak i nie) zdanie na ten
>temat.

Wybierać religie, bo daje wierzenie w "dobre zakończenie"?
Ale po co wierzyć w te wszystkie dodatki, jeśli można sobie samemu wymyśleć pozytywne zakończenie i w nie wierzyć bez nakazów, zakazów itp.?
W końcu to, że więcej osób w coś wymyślonego wierzy, nie powoduje, że staje się to bardziej prawdopodobne (o ile wierzenie nie jest realizowalnym i realizowanym wspólnie rzeczywistym, empirycznie sprawdzonym i dostępnym celem - ale to już nie wiara, ale wiedza i wspólny plan działania).
Więc jeśli masz w coś uwierzyć, by mieć spokój, to chyba lepiej sobie coś samemu wymyśleć, niż godzić się na coś, co ktoś inny wymyślił i dołożył zbiór zasad, których jeszcze trzeba przestrzegać (a między innymi takie, które pozwalają na władzę nad Tobą...).

Jak masz możliwość napisania sobie samemu programu komputerowego w sposób szybki i łatwy oraz masz możliwość dostania podobnego, ale z pewnymi wadami (np. ograniczającego możliwości), a także zawierającego ad-ware i trojana, to lepiej chyba taki napisać sobie samemu, nie?
Tutaj podobnie.

Przy czym ja jestem za nie wymyślaniem sobie jakiegoś wesołego zakońćzenia ani nie braniem go od innych - bo i po co, jeśli niezależnie od tego, w co się wierzy, to i tak po śmierci stanie się to, co ma się stać, a nikt nie wie, co to ma być na 100%, przy czym wymysły własne, jak i wszelkich religii są strasznie nieprawdopodobne.

Czyli w analogii z programem - po co Ci ten program do obliczania horoskopu, skoro nie wiesz, czy to działa, a prawdopodobieństwo, że tak, jest minimalne?

Oczywiście dobrze się poczujesz, jak taki programik powie Ci "będzie dobrze". Ale to nie sprawi w żaden sposób, że dobrze będzie. Ani że "dobrze będzie" będzie możliwością bardziej prawdopodobną.
Nimrodelka (26 punktów)
Popieram.
Poza tym jest jeszcze jedna sprawa. Takie wymyślanie swojej wersji tego co bedzie po smierci lub też przyjmowanie tego, co mówi dana religia jest robieniem czegoś na siłę. Takie to wymuszone i sztuczne. No bo jeśli ktoś stoi na stanowisku racjonalistycznym i twierdzi, że religie są jedynie wymysłem ludzi, ale postanawia przyjąć pogląd jakiejś religii na temat śmierci, tylko dlatego, że jest on optymistyczny, to po prostu zaprzecza samemu sobie.
Tak więc albo wyznajesz jakąś religię z wszystkimi jej elementami składowymi, albo nie, ale wtedy nie przyjmujesz koncepcji śmierci tej religii dla spokoju własnego. Tym bardziej, że jeśli ktoś się deklaruje jako racjonalista/ateista/agnostyk nie ma wielkich szans na tą optymistyczną wersję śmierci (wg Kościoła Katolickiego).
Takie gdybanie "co jest po śmierci" w zasadzie niewiele daje, bo tak czy siak nie dowiesz się tego zanim nie umrzesz. A kiedy jesteś martwy to już raczej za późno na zmianę zachowania, wiary itp...
Nic na siłę...
Pozdrawiam


Bóg jest kobietą... :>
aries (252 punktów)
Kuba, dopoowiedzmy sobie jeszcze jedna kwestie. Religie /wymienione lub nie/ obiecuja Ci szczescie dopiero PO smierci. Czyli co, kurcze, jested TU za kare?? Myslac Racjonalnie, cos tu nie gra. Mas\ prawo do rozterki jak kazdy. Wez do rwki Kierkeegarsa "Bojazn i drzenie" to ci sie zachce zyc.
A najlepiej jakas brunetke/blondynke zapros do dyskusji. Badz czujny na timing...
Konowal (6291 punktów)
>Kuba, dopoowiedzmy sobie jeszcze jedna kwestie. Religie /wymienione lub nie/ obiecuja Ci szczescie dopiero PO smierci. Czyli co, kurcze, jested TU za kare?? Myslac Racjonalnie, cos tu nie gra. Mas\ prawo do rozterki jak kazdy. Wez do rwki Kierkeegarsa "Bojazn i drzenie" to ci sie zachce zyc.
>A najlepiej jakas brunetke/blondynke zapros do dyskusji. Badz czujny na timing...
>

no właśnie jesteśmy za karę więsz jabłko , Ewa, wygnanie z raju - takie tam sprawy
outsider (2469 punktów)
Jest takie niemieckie słowo Reisefieber oznaczające lęk przed podróżą. Z innej beczki; badano swojego czasu poziom lęku u skoczków spadochronowych. Początkujący odczuwają najsilniejszy lęk tuż przed skokiem i w jego trakcie - u skoczków doświadczonych pojawia się pewne (niższe) maksimum lękowe sporo wcześniej i mija: zawodowcy skaczą spokojni i skoncentrowani.

Skok w wieczność wykonujemy tylko raz. Wydaje sie jednak, że jego ateistyczna wersja jest bardziej przewidywalna od wersji chrzescijańskiej, więc co nieco można przećwiczyć wcześniej. Rozmyślanie o śmierci nie jako o nagrodzie a o zagładzie własnego świata jakos wykonalne jest - owszem jest trwoga i smutek, z czasem jednak maleją jak lęk niedoświadczonego skoczka.

A to daje na przyszłość jakąś nadzieje na bycie w istotnym momencie poważnym i skoncentrowanym: niepewną jak to nadzieja - no ale zawsze.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Konowal (6291 punktów)
wiara daje pewność, zaś niewiara nic nie daje obojętne czy się jest skoczkiem czy nie
Stosur (12 punktów)
>wiara daje pewność, zaś niewiara nic nie daje obojętne czy się jest skoczkiem czy nie

Co mi z pewności fałszu? A może jeszcze zakład Pascala, co?

Prawda jest taka, że nemożliwe jest dowiedzieć się co jest po śmierci, a szansa że któraś religia jest prawdziwa, i że jednocześnie to TĄ religię wybierzesz jest minimalna. Czyli co by nie było o śmierci i tak na ziemi lepiej żyć tak, jakby Boga nie było, bo się i tak nie dowiesz, co robić, by zyskać wieczność. Ja(agnostyk) żyję tak, jakby albo Boga nie było, albo był taki, który nie jest na tyle "zły", żeby kazać mi robić coś, o czym nie wiem(o czym sam zadecydował, że nie będzie CZŁOWIEKOWI(nie tylko mi) dane się dowiedzieć).

"Religia stworzona została po to, by ujarzmiać ludy i oddawać je w niepodzielne władanie możnych tego świata. Religia to opium dla ludu." P.Holbach
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
No a ja, to na skutek pewnych dziwnych procesów neurofizjologicznych, które przyczyniły się do dziwnych acz przyjemnych stanów umysłu, wizji i doświadczeń o których już tu kiedyś pisywałem, i jako praktykujący buddyzm, w reinkarnację sobie wierzę [i nie piszę tu o prochach ]... a jak będzie wyglądała śmierć to mnie ... hmmm ... no kurcze pika mnie

[nawet do lektury Bar-do Thos-grol mi się jakoś nie spieszy ]

Pozdrawiam

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365