Racjonalista - Strona głównaDo treści
Przegrałem z uśmiechem

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
26-12-2005 22:37TrukszynPrzegrałem z uśmiechem
Podobno każdy homoseksualista początkowo walczy ze swoją naturą ale kiedy już przyzna się sam przed sobą, że jest homoseksualistą jest odczuwa ulgę i radośc.
Podobnie jest ze mną.
Wychowałem się w domu wielbiącego ateizm,a następnie racjonalizm.Wychowałem się w kulcie Lema,Asimova,dobrej literatury fantastyczno-naukowej.Kiedy byłem mały ustanowiłem swoim idolem Kapitana Nemo
Niestety... gdzieś głęboko w mojej duszy (a może w histerycznym dośc umyśle) tkwiło przeczucie, że jest coś więcej.Coś do mnie mówiło językiem wrażeń,dziwnym językiem zbudowanym trochę jakby z muzyki,trochę jakby z obrazów,trochę podobnym do tego, co czujemy,kiedy czytamy,mówimy,widzimy lub słyszymy coś pięknego.
Zatem zagłębiłem się w filozofii rodzimej,następnie w filozofii wedyjskiej,następnie w literaturze chcąc zrozumiec, co do mnie mówi i dlaczego to czyni.I czemu to mówienie ma słuzyc.W trakcie mych studiów napotkałem różne definicje Boga.Zatem postanowiłem rozprawic się z tym przesądem, rozprawic wewnętrznie,osobiście ufny w swój rozum, w żelazną logikę prawa obserwowalnego.
Walka z filozofią religijną nie miała jednak sensu.Nie było do czego się odnieśc.Czy można melomanowi udowodnic, że nie podoba mu się msza h J.S.Bacha,największego metafizyka ludzkości, no może po Rumim (twórca tańca derwiszów)?
Mogłem sobie gadac w kólko, że jest tak albo inaczej...słyszałem jednak tą dziwną słodką melodię.Moja dusza śpiewała,chociaż bez muzyki.
To co się ze mną dzieje począwszy od czerwca nie da się uzasadnic niczym.To już nie tylko głos,to także białe,olśniewajace światło i otaczanie mnie uczuciem wszechogarniającej,kosmicznej akceptacji i miłości.Wszystko staje się jasne,wszystko staje się zrozumiałe...zwłaszcza ja sam dla siebie.Jeżeli to robi mój umysł to potrafi robic rzeczy niezwykłe.Szczerze jednak wątpię, że ten zalew Miłości absolutnej to wytwór mojego umysłu - ja,bez tego światła, nie jestem do niej zdolny,chociaż bym chciał.
Najbardziej niesamowite jest to, że osoba Jezusa była mi dośc obca - jeszcze do niedawna.
Jeszcze w maju powiedziałem sobie czując co się święci - Bóg tak,ale ten opisany w Wedach.
A jednak światłem okazał się byc Jezus.Jest i w tej chwili i błyszczy mi w czaszce tą swoją bielą.
Przegrałem z kretesem.Traciłem czas na filozoficzne pogawędki.Mogłem zrobic coś pożytecznego,coś dla swojej rodziny,coś dla drugiego człowieka...wymądrzałem się jednak na tym forum uzyskując rodzaj intelektualnego zadowolenia.
Przyszedł czy objawił czy cokolwiek tam zrobił Jezus i to jest tak, jakby człowiek spadł z krzesła i mocno uderzył się w głowę.Nic już nie jest takie jak było, a widzi się więcej,dużo więcej.Zwłaszcza na swój temat.
No cóż, przegrałem.Żaden ze mnie racjonalista.Pewnie teraz stracę w waszych oczach.Jezusa ani tego co robi z człowiekiem nie da się wytłumaczyc.To jest spotkanie z inną technologią,z inną cywilizacją Po prostu nie da się jej opisac.
Właściwie, chciałem się pożegnac.Nic tu po mnie.Lubiłem to forum,nawet bardzo.To dobre forum,wypowiadają się tutaj bardzo interesujacy ludzie.
W Indiach niektórzy filozofowie religii wierzą, że ateiści to bardzo stare dusze, które są związane z Bogiem bliżej niż ludzie religijni ale cwiczą się w przekorze
Jest mi dobrze.
Jakie to uczucie? Jakbym wrócił do domu z długiej podróży.
Pozdrawiam... aha... kocham was (to uczucie jest nowe)

DarkSide
Romantyk z Ciebie w dodatku amor theos .Postawa mi obca ,a przechodziłem i takowe uniesienia i zachwyty lecz Prawda istnieje dzięki samemu człowiekowi tak samo takowa miłość.


= nowa linia
Janusz
...wymądrzałem się jednak
>>na tym forum uzyskując rodzaj intelektualnego zadowolenia.
>>Przyszedł czy objawił czy cokolwiek tam zrobił Jezus i to
>>jest tak, jakby człowiek spadł z krzesła i mocno uderzył
>>się w głowę.Nic już nie jest takie jak było, a widzi się
>>więcej,dużo więcej.Zwłaszcza na swój temat.
>>No cóż, przegrałem.

Gratuluje ci Trukszyn. I zazdroszcze poniekad. Wiara i pewnosc jaka uzyskales jest najwspanialszym osiagnieciem do jakiego czlowiek moze aspirowac.

Sugerowalbym jednak abys pozostal na tym forum chociazby biernie. Nauczyc sie mozna wiele nawet i od diabla a nowo pozyskana perspektywa ukaze ci niewatpliwie wiele nowych aspektow jak chociazby zalosne frustracje zatwardzialych fanatykow ateizmu probujacych uzasadnic nieraz w zadziwiajaco krotochwilny sposob wykastrowana wizje swiata.
Trukszyn
>Romantyk z Ciebie w dodatku amor theos .Postawa mi obca ,a przechodziłem i takowe uniesienia i zachwyty lecz Prawda istnieje dzięki samemu człowiekowi tak samo takowa miłość.
>

> = nowa linia
>
Dziękuję - to miłe.Głębokie słowa.Wydaje mi się, że do tego dążymy - do bycia człowiekiem.Sądzę, że właśnie tego oczekuje od nas Bóg.Byc człowiekiem - to trudne.Dlatego mamy wzór."Oto człowiek" - zdaje się powiedział Piłat. Mam wrażenie, że Bóg lubi symbole. Przekaz wielopiętrowy. Mamy zatem postac Człowieka doskonałego, Syna idealnego.Mamy dosyc prosty do zapamiętania przekaz moralny,który nam zostawił.
Mamy informację - dośc prostą - kim jest Bóg.
"Bóg jest Miłością" - ot wszystko.Tyle musimy wiedziec - reszty i tak nie zrozumiemy.
Nadto chyba komplikujemy sprawę.Żyj skromnie,bierz tyle ile Ci potrzeba resztę oddaj innym,akceptuj rzeczywistośc,postępuj społecznie (nie kradnij,nie zabijaj,nie cudzołóż),nie oczekuj zbyt wiele,a wiele dostaniesz...trochę przekorne
Ja to rozumiem tak; "biegasz po świecie robiąc różne rzeczy bo oczekujesz akceptacji.Nieustannie walczysz o uznanie.No to zrozum, że stworzyłem Ciebie nie z jakiegoś wielkiego postanowienia ale z Miłości - ponieważ byłoby wielkim egoizmem bytowac sobie w szczęściu,Móc wszystko i nie dzielic się szczęściem Bytu z innymi.
A ponieważ nie ma we mnie ani trochę egoizmu - stąd świat i Ty w tym świecie.
Możesz byc szczęśliwy Moim szczęściem - rób tylko tych kilka prostych rzeczy.
Aha - jak to wszystko ładnie zrobisz (de facto:pozwolisz sobie byc szczęśliwym) to jeszcze dostaniesz nagrodę w postaci stałej,niezmiennej pełnej kontemplacji Bytu w innym świecie.A po co tu żyjesz?To proste - żeby uzyskac świadomośc.Jak inaczej byś mógł potem kontemplowac wspaniałośc Boga?To kontemplacji potrzebna jest świadomośc.
Jak uzyskac świadomośc?Dokonując wyboru.Z Bogiem czy obok Niego.Wybór jest Twój".
Ziemia to szkoła.Wcale nie ciężka.Leciutka i słoneczna.Optymistyczna.
A teraz wyobraźmy sobie świat w którym ludzie nie kłamią,nie kradną,nie plotkują,pomagają sobie wzajemnie,odnajdują swoje drugie połowy z którymi żyją po kres życia itd.itd... niemożliwe,prawda?Ale wszyscy tego chcemy...
Prostota tego kodeksu mnie powaliła.Wiedziałem, że Bóg lubi rzeczy proste.
Ale czemu to takie trudne?
He,he... światło-Jezus, który zamieszkał w mojej czaszce sprawił, że dostrzegłem swój przeżarty egoizmem trukszynizm.
Np; tracę czas na tym forum,piszę odpowiedzi.
Ale moja żona smaży kotlety, bo myśli, że ja pracuję i chce mi pomóc.Wykorzystuję ją.
Inny przykład, moja młodsza córka mnie potrzebuje.Ale ja się nie lubię z nią bawic, bo mnie jej zabawy nudzą.Więc jej unikam.Ale potem mi jest głupio, że jej unikam więc się oszukuję, że robię coś ważnego, piszę na forum dla filozofów,piszę o ważnych sprawach.
Ale ponieważ objawił mi się Chrystus i zabrzmiały mi w głowie trąby archanielskie zaraz zjem obiad, a potem będę się bawił z córką cały wieczór.
Bo ją kocham - po prostu.
Itd,itd...
Świat jest prosty - my go komplikujemy.
Istotą mojej przemiany jest świadomośc siebie.Tak jakby Jezus odwrócił moją uwagę od Kosmosu i kazał spojrzec w lustro.Zobaczyłem tam wyrafinowanego egoistę - intelektualnego snoba.Jednocześnie zobaczyłem tam Człowieka - kogoś doskonałego za kogo Bóg postanowił cierpiec, za którego Bóg postanowił wziąc odpowiedzialnośc.
To zobowiązuje.
Odpowiadam, bo wzbudziłem ciekawośc.Ale nie gniewajcie się, że juz nie będę odpowiadał.
Mam bardzo dużo pracy.
Pracy nad sobą.
Hej.

placownik (17853 punktów)

>Mogłem zrobic coś pożytecznego,coś dla swojej rodziny,coś dla drugiego człowieka...wymądrzałem się jednak na tym forum uzyskując rodzaj intelektualnego zadowolenia.

   Co prawda, to prawda. Wymądrzałeś się, oj wymądrzałeś. A teraz... Teraz Twoje posty urzekają prostotą i szczerością. Prostotą i szczerością dziecka. Poczułeś nagle głębię swego człowieczeństwa.

>A jednak światłem okazał się byc Jezus
>Prostota tego kodeksu mnie powaliła.Wiedziałem, że Bóg lubi rzeczy proste

   Ruszyłeś więc za światłem, kierując się prostymi wskazaniami Dekalogu. Pozostaje dla mnie zagadką dlaczego potrzebowałeś Boga, aby poczuć się człowiekiem, ale wcale nie oczekuję od Ciebie wyjaśnienia tej zagadki. Piszę w innym celu. W drodze, czy tego chcesz, czy nie chcesz, będziesz miał liczne grono współtowarzyszy. I choć droga wydaje się prosta, a wskazówki jednoznaczne trafisz na wielu, którzy będą Cię przekonywać, że sam na pewno pobłądzisz, że lepiej będzie dla Ciebie, jeśli dodatkowo kierować się będziesz ich wskazówkami.

   Posłużę się konkretem. Nie zabijaj. Czyż wymaga to dodatkowych wyjaśnień? Może potrzebny jest szerszy kontekst? Nadstawianie drugiego policzka i nakaz miłowania nieprzyjaciół swoich nie wszystkim wystarcza. Niezbędna może się okazać prawidłowa interpretacja. Z taką śpieszy na przykład Włodzimierz Operacz z portalu Fidelitas.

   Rozpoczyna od analizy filologicznej.

   Dekalog w hebrajskim oryginale używa słowa "rasah" znaczącego: mordować, pozbawiać życia poza prawem (uśmiercenie wroga na wojnie po hebrajsku określa się słowem "harap", dla kary śmierci zaś język hebrajski ma natomiast słowo "hemit"), a nie jakiekolwiek odebranie komuś życia.
   Już to krótkie etymologiczne wyjaśnienie jasno wskazuje na "zakres stosowania" V przykazania - chroni ono niewinne życie ludzkie, życie człowieka, który na śmierć w żaden sposób nie zasłużył
.

   Następnie przechodzi do interpretacji papieskiej.

   Dlatego mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym

   Jednak ta interpretacja wydaje mu się najwyraźniej niewystarczająca, gdyż postanawia ją dodatkowo zinterpretować.

   Treścią tej autorytatywnej wypowiedzi jest po prostu interpretacja V przykazania: że bezpośrednie i umyślne zabójstwo NIEWINNEJ istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym. A więc w myśl papieskiego orzeczenia aborcja i eutanazja jest aktem głęboko niemoralnym, natomiast kara śmierci już takim aktem nie jest (zbrodniarz nie jest niewinny)!

   Swoją dogłębną analizę kończy nieco zaskakującym wnioskiem.

   V przykazanie stoi na straży każdego niewinnego życia, jak autorytatywnie orzekł Jan Paweł II. Dlatego uważam, że i aborcja, i eutanazja powinny być karane śmiercią jako odbieranie życia najbardziej bezbronnym ludzkim istotom! Może kiedyś znowu się tego doczekamy.

   Czy spodziewałeś się na swej nowej drodze takiego towarzystwa? Czy jest Ci ono obojętne? Czy też pochłonięty pracą nad sobą, swoje nowe credo życiowe masz zamiar uzupełnić stwierdzeniem, że moja chata z kraja?

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Trukszyn
Ok.Wyzywają mnie już od fanatycznych pastorów Mam nadzieję,że nie chcesz mnie wmanewrowac w rolę imama chrześcijaństwa Są tutaj fachowcy od teologii - niech się wypowiedzą.
Reakcje na mój stan są generalnie pozytywne - co cieszy i dodaje otuchy.Niemniej jednak odpowiadając czuję sie niezręcznie.Chciałbym zakończyc ten wątek prostym "dziękuję" tym wszystkim, którzy mnie zrozumieli.Ale nie chciałbym jednocześnie pozostawic wrażenia, że zignorowałem problem czy pytanie, który naturalnie się pojawia pod wpływem zaciekawienia.
Ja odpowiem Ci prywatnie.
Wydaje mi się,że wszystko, więc także podejście do religii, zależy od nastawienia, a nastawienie zależy od samopoczucia.
Kiedyś widziałem to tak.
Wstaję rano,żeby przedrzec się przez śnieg do nieogrzanego kościoła.Kościół jest tandetny i biedny.Towarzyszki modlitwy (moherowe berety) śpiewają tak jakby ktoś kotu na jelitach grał żyletką.Mamy trzech księży.Jeden jest zbyt moralizatorski,drugi zbyt pewny siebie, a trzeci (o 7 rano) bredzi jak nieprzytomny i bez przerwy się myli.Nie ma nawet kadzidła ani dzwonków.Marne przedstawienie.Ksiądz wykonuje magiczne mudry (pozy przyjmowane przy obrzędach), które są ściągnięte z tradycji egpiskich.Potem wmawiają mi,że kawałek macy staje się Ciałem Jezusa, które mam zjeśc.Przy tym księdzu dostaje się dodatkowo wino. Wychodzisz z kościoła utwierdzony w niewierze i dumasz godzinami, jak to się dzieje, że ten nonsens jest traktowany przez kogoś poważnie.
Teraz jest tak:
Od rana czuję podekscytowanie mistycznym przeżyciem,które ma nastąpic.Ma nastąpic odnowienie mojej przyjaźni z Bogiem.Jako człowiek - wołałem i szukałem.Bóg odpowiedział propozycją przymierza.Mam niewarygodne szczęście.Jestem zaprzyjaźniony z Stwórcą.Jakims magicznym sposobem wszystko staje się symbolem, teatrem, dziełem sztuki, symbolem.Idę przez zimny śnieg - symbol.Z mojego życia wiało zimną,egoistyczną pustką i mrokiem.Idę - a więc wysilam się.Obecnośc Boga w moim życiu wiąże się z wysiłkiem - do Boga trzeba iśc.Znak krzyża i woda.Czy tam go wyznawali pierwsi chrześciajnie czy nie,nie jest istotne.To symbol jest istotny, jego ukryte znaczenie.Woda jest symbolem życia.Woda jest symbolem czystości.W Indiach woda jest też często symbolem przemiany.Mój dialog z Bogiem trwa.Pokonuję trudy mrocznego ego w drodze do Domu Boga.Na progu Domu otrzymuję w darze nowe,przemienione,czyste życie.Jak to możliwe?
Poprzez cierpienie Jezusa na krzyżu.Dlaczego przez cierpienie Jezus nas odkupił?
Bóg stworzył świat poddany prawom.Prawa te mówią, że zło rodzi zło,dobro rodzi dobro.
Człowiek działał przeważnie źle, ulegał uczuciom, pomysłom, ideom, które w rezultacie doprowadzały go do upadku.Cierpiał, więc prosił o pomoc.Zatem Bóg wziął konsekwencje złego postępowania na Siebie.Nie mógł,nie chciał zrobic inaczej.Nie mógł,nie chciał nagle powiedziec;"e tam, te prawa nieobowiązują".Byc może wywołałoby to nieprzyjemne skutki uboczne.Może grawitacja przestałaby obowiązywac? Wspaniały przykład konsekwencji i wierności swoim zasadom.
Jezus czynił Dobro zatem cierpiąc mógł tylko odpokutowac za zło innych.Za zło ludzi.
Tyle już wiem zanim docieram do ławki.A to dopiero początek przedstawienia.
Wychodzi ksiądz...przez swoje życie,które poświęcił Bogu i rozmyślaniom przygotowany jest do poprowadzenia przedstawienia,podobnie jak dyrygent przygotował się do tego aby poprowadzic koncert.
Powoli zbliżamy się do punktu kulminacyjnego,najpierw jednak zaczynamy od ciszy,od piano do forte.To nam pozwala skoncentrowac się na tym co ma nastąpic.Kontemplujemy prawdę o życiu zawartą w Biblii.Historię upadków i wzlotów człowieka oraz przesłania ze strony Boga,które ja odczytuję jako; "Jestem waszym wsparciem i pocieszeniem, cierpliwie przez wieki Uczę was jak uzyskac świadomośc siebie.Ufajcie mi, bo za każdego z Was biorę odpowiedzialnośc i jestem gotowy ponieśc konsekwencje waszego złego postępowania".
Rozmowa z Bogiem staje się coraz bardziej subtelna i osobista,dociera do wnętrza duszy,umysłu i ciała.Przy tym jednak nie prywatna ani nastawiona na siebie wszak prosimy o wsparcie też w imieniu innych ludzi.
I w końcu następuje punkt kulminacyjny - żywy dowód Obecności Boga w przedstawieniu.
Dlaczego uważam, że następuje Przemienienie?
Bo czuję Jego Obecnośc.Jak Ją czuję?Słowa bez słów,muzyka bez dźwięku,informacja bez widocznego nośnika informacji.Jak to się dzieje?Nie ma zielonego pojęcia.
Potem mam chwilę dla Siebie z Jezusem.
Wychodzę z Kościoła odnowiony i wzmocniony,przygotowany do zadań życia.
-----------------------------------------------------------------------
>---------------------------------
Co tutaj chciałem opisac?
Różnicę zysku duchowego pojawiającego się pod wpływem różnych postaw.Postawę dzięki której odbieramy rzeczywistośc.Otaczającą rzeczywistośc możemy interpretowac dowolnie.
Możemy zakończyc życie stwierdzeniem"moje życie było sensu,wszystko miało byc inaczej,to co mnie spotkało jest sprzeczne z tym czego oczekiwałem" i umrzec z nieprzyjemnym wrażeniem, że "nie zaprosili nas na bal".
Wydaje mi się, że można tez umrzec z prostym przekonaniem "wszystko co mnie spotkało miało sens i wyniosłem z życia mnóstwo wspaniałych doświadczeń".
-----------------------------------------------------------------------
>---------------------------------
Jak to się ma do problemu "niechcianego" towarzystwa różnych interpretatorów?
Ma się dobrze dzięki pozytywnemu podejściu.
załóżmy przez chwilę, że każdy chce dobrze.Każdego jakiś problem boli i usiłuje go rozwiązac.
Zwolennicy aborcji widzą zgwałcone matki, którym ktoś może zamienic życie w koszmar.
Przeciwnicy aborcji widzą morderstwo niewinnego dziecka.
Usiądźmy i pogadajmy kierowani przekoaniem, że chcemy dobrze.
Morderstwo to -moim zdaniem - złe rozwiązanie, bo nie rozwiązuje niczego.
cdn...

-----------------------------------------------------------------------
>---------------------------------
Trukszyn
Pozostawienie matki samej sobie z komentarzem "sama jest sobie winna" jest tak samo złe, bo morduje matkę.
Ludzie nazywający siebie chrześcijanami powinni chyba przemyślec sobie to, czy takiej matce "z problemem" nie należy się z ich strony szczególna troska, opieka i nawet wsparcie...materialne?
Razem łatwiej jest znieśc takie wyzwania...takie jest chyba znaczenie Kościoła?
A kara śmierci?
Myślę, że każdemu można wybaczyc.Nawet jeśli to trudne, to społecznośc chrześcijan chyba w szczególności powinna zwracac uwagę na kwestię wybaczania i mobilizację do poprawy.
W końcu "kto jest bez winy,niech pierwszy rzuci kamieniem", czy tak?
-----------------------------------------------------------------------
>----------------------------------
Zająłem stanowisko, Placowniku,mam nadzieję, że to zaspokoi Twoją ciekawośc.
Myślę, że będzie lepiej jak wszystkich zainteresowanych moimi doświadczeniami poproszę o mail.Naprawdę - nie chce mi się juz odpowiadac na forum.

lp.pw@nyzskurt

Pozdrawiam wszystkim życzliwym dziękuję za słowa otuchy i pozdrawiam serdecznie.
bockxer (1165 punktów)
Hmmm ... u mojego wspólnika pojawiły się bardzo podobne 'stany świadomości' . Po jakimś czasie okazało się ze to choroba afektywna dwubiegunowa czyli psychoza maniakalno-depresyjna.
Trukszyn
>Hmmm ... u mojego wspólnika pojawiły się bardzo podobne 'stany świadomości' . Po jakimś czasie okazało się ze to choroba afektywna dwubiegunowa czyli psychoza maniakalno-depresyjna.
>


no widzisz, wiesz wszystko szczęściarz z Ciebie.
Totus (1201 punktów)
Wstałeś już z kolan, jak prosi na końcu?
>Jezusa ani tego co robi z człowiekiem nie da się wytłumaczyc.To jest spotkanie z inną
>technologią,z inną cywilizacją Po prostu nie da się jej opisac.
Spróbujemy jak ochłoniesz... , bracie? Może cytatcik do Twojego "Po prostu nie da" - be, nie ładnie tak mówić:
"Nie ma bowiem nic zakrytego co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć." (Mt 10,26)
>Właściwie, chciałem się pożegnac.
Bardzo pochopna decyzja, ale rozumiem - efekt kolizji z zafałszowaną rzeczywistością.
>Nic tu po mnie.
To niby gdzie chcesz ze mną porozmawiać?
>Lubiłem to forum,nawet bardzo.
Jak można tego forum nie lubieć? Sam przecież zauważasz, że:
>To dobre forum,wypowiadają się tutaj bardzo interesujacy ludzie.
Ja np. zostałem życzliwie przyjęty jako uczeń Jezusa, Ty też nim jesteś?
>Jest mi dobrze.
Czyli masz się czym podzielić.
>Jakie to uczucie? Jakbym wrócił do domu z długiej podróży.
Bogaty czy biedny duchowo?
>Pozdrawiam... aha... kocham was (to uczucie jest nowe)
Być może tracąc coś co nazywasz "przegraną" zyskałeś COŚ co przekujesz na "wygraną"
Pozdrawiam i czekam z zaciekawieniem.
motyl
Czyn nie wiatr, jak śpiewa Turnau.
Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
Jeśli na serio traktować słowo przegrałem...

Przegrać z uśmiechem można tylko grę - a i to niezbyt ważącą. Gdy walka jest na serio i zostanie się pokonanym? Cóż, jeśli nie o sama grę czy walke chodziło - przegrywa się o wiele więcej, zatem trudno o uśmiech. Uśmiech pokonanego gladiatora, uśmiech żołnierza pokonanej armii? To drugie może tak - przegrana kampania tak czy owak kończy wojne; jeśli to jednak wojna, w której stawką jest własny dom?

Czasy mamy na szczęście pokojowe Trukszynie - zbytnia zaciętość nie jest comme il faut, bohaterowie zacięci choć przegrani budzą śmiech nie podziw. Ale to może stąd, że ci naprawdę zawzięci dziś nie przegrywają - przegrywają ci, którzy potrafią przegrać z uśmiechem i lekceważącym machnięciem ręką: a co mi tam...

To były, że tak powiem, dygresje natury ogólnej. Rzecz chyba jednak w czym innym: akurat rozmawiam o tym w innym miejscu sieci. Padło pytanie:

Orwell w swej "Córce proboszcza" mówi o wierze i niewierze bardziej jako o stanach świadomości, niźli implikacjach racjonalnego wyrozumowania. Mimo, że ateista, przez uczciwość intelektualną muszę zapytać: może to pewien argument dla agnostyka?

Ano tak. Sadzę, że to wybór emocjonalny raczej niż intelektualny, bardziej zależny od całokształtu osobowosci niż od argumentacji logicznej. Możliwe że zdarzają się w tej sprawie nierozstrzygalne konflikty między emocjami a rozumem, ale to nie mój przypadek a o innych wiem niewiele i sprawa chyba specjalnie badana nie jest.

Czysta logika podpowiada agnostycyzm. Podpowiada również odrzucenie każdej z istniejacych religii wobec niemożnosci uczynienia ich wewnętrznie niesprzecznymi: co do samej idei teizmu bezpostaciowego jednak? To hipoteza spoza granic poznania - dopóki jej nie uszczegółowić, nie da się ani potwierdzić ani obalić. Zatem - wolny wybór.

Przyjmuję wariant ateistyczny, co jest rzecz jasna deklaracją woli i niczym więcej, posłuszeństwem brzytwie Ockhama. Bo co do istotnego dylematu dla którego prawdopodobieństwo rozstrzygnięcia za mojego życia jest praktycznie zerowe wolę jednak przyjąć jakieś stanowisko niż zasłaniać się niewiedzą. Ostatecznie jakąś matematykę stworzono bez przesłanek obiektywnych, tylko na zasadzie woli - i okazało to się owocne.


Trafnie chyba określiłeś rzecz w pierwszym zdaniu, gdzie piszesz o przyznaniu się przed samym sobą. Z jedną tylko uwagą: piszesz o przejściu do mniejszości i to mniejszości zwyczajowo pogardzanej. Zdarza sie wśród ateistów pogarda dla wierzących, niesposób jednak uznać jej w Polsce za społecznie znaczącą - a czy przejdziesz do mniejszości?

To bedzie zależało od kształtu, jaki przybierze Twoja osobista wiara. Właściwe wybory wciąż przed Tobą - nie zawsze wygrasz, nie zawsze przegrasz z uśmiechem. Cóż - życzę Ci, aby Twoja nowa droga była tak prostą jak sie da; dróg doskonale prostych nie ma po żadnej ze stron światopoglądowej bariery.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Janusz
>Jeśli na serio traktować słowo przegrałem...
>Przegrać z uśmiechem można tylko grę - a i to niezbyt ważącą. Gdy walka jest na serio i zostanie się pokonanym? Cóż, jeśli nie o sama grę czy walke chodziło - przegrywa się o wiele więcej, zatem trudno o uśmiech. Uśmiech pokonanego gladiatora, uśmiech żołnierza pokonanej armii? To drugie może tak - przegrana kampania tak czy owak kończy wojne; jeśli to jednak wojna, w której stawką jest własny dom?

Autor slowo "przegralem" traktuje z ironia a nie na sero, przeciez to jasne dla kazdego z odrobina dobrej woli. Budujesz swa wypowiedz na falszywych fundamentach.
A jego usmiech nie jest usmiechem pokonanego ale zwyciezcy.

W zgielku subiektywnych mysli i spekulacji ginie prostota...
outsider (2469 punktów)
Ironia zwycięzców, Januszu? Niekoniecznie - jeśli już, nazywa się to-to inaczej.

Interpretujesz po swojemu wypowiedź Trukszyna: masz plenipotencje? Kazdy język niejednoznaczny (w tym ironia) stanowi propozycje dialogu, nie oznajmienie woli. Ci którzy naprawdę przerywają a do ironii nie są zdolni walą prosto z mostu, ot tak na przykład:

Nauczyc sie mozna wiele nawet i od diabla a nowo pozyskana perspektywa ukaze ci niewatpliwie wiele nowych aspektow jak chociazby zalosne frustracje zatwardzialych fanatykow ateizmu probujacych uzasadnic nieraz w zadziwiajaco krotochwilny sposob wykastrowana wizje swiata.

Zwróć uwagę na zagęszczenie przymiotników: tak nie pisze człowiek pewny swej racji, ten nie musi zagłuszać wypowiedzi epitetami pod adresem osoby opisywanej zaledwie, a ani troche nie zapraszanej do rozmowy. Trukszyn przedstawia się jako neofita w gruncie rzeczy - otóż nastawienie neofitów bywa pozytywne nad podziw, ale i naiwne zarazem: Ty jak widzę próg naiwności pokonałeś dawno.

Tu jednak rozmawiamy o postawach osobistych, nie godzi się mówić o innych. Budzi to bowiem podejrzenie braku szacunku dla tego, czyje słowa się aż tak upraszcza - w intencji zapewne skierowania ich na jedynie słuszną drogę. Zwykle po ludzku wolę odczytać tekst Trukszyna - niz Twoją jego egzegezę; ale to może dlatego, żem w ogóle nieufny wobec egzegetów: eunuchów w haremie słów coś wspólnie znaczacych.

Pozdrawiam.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
motyl
Jesli już się bawić w gierki słowne:
przegrana oznacza utratę czegoś, przegrywa się zawsze coś, traci się.
Outsider złapał Cię za słówka i miał rację w tym sensie, że wykorzystał nieścisłość Twojej wypowiedzi.
Podejrzewam jednak, że użyłeś tego wyrażenia, by określić swoją przegraną w tym punkcie, jako krok do zwycięstwa gdzieś indziej. Jest to interpretacja (tego wyrażenia) alternatywna do tej Outsidera.
Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
Traktuje się dziś termin "ironia" jako synonim drwiny - to etymologicznie uzasadnione, zapominamy jednak i rozumieniu tego terminu przez romantyków chociażby, w tym Norwida. O ironii nie jako formie słownej agresji a dystansu nieagresywnego; tak w gruncie rseczy rozumiem sformułowanie Trukszyna, polemizuję z nim - ale nieagresywnie, bo i u Trukszyna agresji nie wyczuwam.

Często bowiem w tekstach na jakim takim poziomie językowym skrywają się celowe napięcia między dosłownym znaczeniem słowa a jego kontekstem - jak bowiem inaczej opisać niejednoznaczność? Ja rozumiem po prostu, że w ten sposób Trukszyn unika zadęcia i tryumfalizmu i z pewnością nie mam mu tego za złe - ciągnę jednak za język



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kulturalny
>To już nie tylko głos,to także
>białe,olśniewajace światło i otaczanie mnie uczuciem
>wszechogarniającej,kosmicznej akceptacji i miłości.

A mi sie wydaje, ze ty zwariowales. Przeczytaj to co napisales i zastanow sie czy Tworki bylyby odpowiednim miejscem na wakacje.
jazz
Wybacz, ale to co napisałaś jest nieszczere, pokazuje raczej kogoś, kto nie szukał prawdy, ale samozadowolenia, satysfakcji, błogiego stanu, w którym nie będzie się niczym nie niepokojonym. Równie dobrze można zacząć od narkotyków, działanie zbliżone, tyle że prawda nie jest kwestią błogostanu jakiego doświadczymy - narkotyzować można się na wiele sposobów, twój to jeden z wielu.
Trukszyn
Bracia filozofowie,burzycie mój spokój!
"Shanti,shanti,shanti" - wołają hindusi po zakończeniu pieśni wykonywanej dla uczczenia Boga.
"Shanti" - oznacza pokój,wybaczenie,pogodzenie ale też harmonię w przyrodzie,boski porządek,zdrowie duchowe.
"Idźcie w pokoju Chrystusa" - powiedział nam ksiądz po mszy.
Rozumiem to bardzo podobnie.
Moja wiara to irracjonalny stan ducha objawiającego się w pełni słowem "pokój".
"Pokój" staje się cielesny,namacalny.To realne,dotykalne ukojenie,pogodzenie się ze sobą,ze światem,z Wszechświatem."Pokój" wyraża się w duchowym ale i cielesnym odczuwaniu rozkoszy,która wywołana jest zachwytem nad światem, nad ludźmi,którzy mnie otaczają,nad Doskonałością Stwórcy.
"Pokój" oznacza, że godzę się z tym iż wiele rzeczy jest niezrozumiałych.
Ale ta najwyższa rozkosz pokazuje drugie dno.Wcale nie daje usprawiedliwienia dla ucieczki przed własnymi frustracjami - jak chce ten,który wyzywa mnie od narkomanów - nie daje ukojenia przez umożliwienie ucieczki.Pojawiają się nowe wyzwania,dotąd ukryte,wyzwania proste.Widzisz i czujesz, że On chce mojej aktywności, domaga się pracy nad sobą. Padają stare ideały - pojawiaja się nowe.
Czy potrafię zaprosic dziada grzebiącego przy śmietniku do domu na obiad?
Czy potrafię adoptowac niechciane dzieci?
Czy sprzedałbym samochód a pieniądze rozdał głodnym?
Nie, nie potrafię.
No to może prościej
Czy jestem zadowolony z tego jakim jestem ojcem,mężem,bratem,synem?
Nie,nie jestem.
No to prościej.
Czy jestem zadowolony z tego jaki jestem sam dla siebie?
Nie.
Czy potrafię to zmienic?
To trudne.Nowe.
"Zacznij od prostych rzeczy" - zdaje się mówic mi Chrystus.
"Zacznij od naprawy siebie.Doprowadź do stanu,kiedy będziesz odczuwał pokój jako naturalny stan ciała i ducha.Potem ten pokój przejdzie na twoja rodzinę.Potem na sąsiadów.Potem na blok.Na osiedle.Na miasto,kraj i świat."
Szanuję Outsidera więc odpowiadam.Nie chciałem nad nikim triumfowac,nie czuję się przynależnym do obozu większości czy mniejszości.
Moje pomysły na życie i teorie świata stały się nieistotne.Nie były ani złe ani dobre.Były nieistotne.Tak to czuję.Ateizm nie jest dla mnie ani zły ani dobry.Jest nieistotny.Czy Outsider jest moim wrogiem?Śmiem powiedziec, że teraz jest mi bliższy bardziej niż wtedy, kiedy "stałem po drugiej stronie barykady".
Czy chcę go nawrócic? Nie, chcę nawrócic siebie.Ale chciałbym umiec za Outsidera oddac życie gdyby tego potrzebował.Nieistotne kim jest,jakie ma poglądy.Tak rozumiem swoje nowe człowieczeństwo.Outsider jest kimś ważnym.Jest dzieckiem Boga - czy tego chce czy nie.
Zatem trudno tu mówic o ucieczce.Człowiekowi sceptycznemu jest łatwiej.
Ktoś tu wysyła mnie do Tworek.Byc może uda mi się na tyle pokonac siebie, żeby tam pojechac jako wolontariusz.Czy jestem wariatem bo widzę i słyszę więcej niz przedtem?Wariatem (odmieńcem) jest ten, kto tego nie widzi i nie słyszy."Pokój" jest naszym naturalnym stanem Bytu.
Mówisz Outsiderze, że mamy pokojowe czasy i dlatego mam szczęście.Doskonale Ciebie rozumiem.Widzisz, moja nowa świadomośc ukazuje mi, że w innych częściach globu ludzie cierpią. Przedtem nie było to dla mnie ważne w sposób osobisty.Teraz jest.Ale znam wreszcie rozwiązanie tych bolączek.Podał mi je Jezus.Mogę naprawic całe zło świata.Zacznę od siebie.Kiedy wszyscy zaczną od siebie - zło zniknie.
Czy to naiwne?Może.Ale skórka jest warta wyprawki Może warto zaryzykowac.
Czemu napisałem, że przegrałem z uśmiechem?
Jest taki dowcip "jak osiągnąc dobrobyt?Wypowiedziec wojnę USA i poddac się".
Parafrazując "jak osiągnąc Boga w swoim życiu?..." itd.
Jest taka bajka hinduska.Pewna dziewczynka stała przed szybą sklepu z cukierkami.Marzyła o słodyczach godzinami.Pewnego dnia zauwazył ją cukiernik i zlitował się nad nią.Zapytał,który cukierek wybiera.Wybieram Ciebie - odpowiedziała rezolutna dziewczynka.
Bajka tłumaczy hinduskim dzieciom, że najmądrzej człowiek zrobi wybierając Boga - dawcę smakołyków, niż pojedyńczy smakołyk, który symbolizuje doczesna rozkosz.To mądra bajka.
Ja przegrałem.Oddałem swoje poglądy, co za tym idzie utraciłem częsc osobowości.W zamian zyskałem słodką okupację .Teraz mam wszystko.
W tradycji Sufi jest taka przypowieśc o Jezusie.
"Jem to co zwierzęta" - miał powiedziec Jezus - "śpię pod drzewami,posiadam tylko to co mam na sobie.Ale nikt na tym świecie nie jest bogatszy ode mnie".
Daleko mi do moralizatorstwa i nauczania kogokolwiek.
Jestem pusty i pełny jednocześnie.
Powtarzam, żebynie było nieporozumień: odpowiadam z szacunku dla komentatorów.
Outsider ciągnie mnie za język więc opowiadam co widzę.
Ale misyjności we mnie nie ma żadnej.
Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
Tak, stary PRL-owski dowcip o wypowiedzeniu wojny USA i poddaniu się. Wtedy śmieszył a nawet podtrzymywał na duchu: dziś? Irakijczycy nie zrozumieliby - odpowiedzieliby jak sądzę instynktownie, emocjonalnie i manualnie.

Słowa się zużywają, Trukszynie - wszelkie słowa. Racjonalizm zaś polega nie na poszukiwań rozwiązań zaledwie słusznych z jakiegoś punktu widzenia - ale i dających choć nadzieję skuteczności. Piszesz "Kiedy wszyscy zaczną od siebie - zło zniknie". Otóż jest w tym pułapka, której wydajesz się nie dostrzegać - milczące założenie, że wszyscy mogliby; a że tego nie robią? Ich wina.

Chrześcijaństwo odrzuciło konstantację tragizmu ludzkiego bytowania, dobrze znaną choćby Grekom - kultura grecka przecież znaczny udział w powstaniu chrześcijaństwa miała, tyle że była to kultura już upadła. Chrześcijanin przed tragizmem życia nie ujdzie jednak (wiele jest religii a los ich wyznawców - jednaki w gruncie rzeczy, pomnij Koheleta) - nie wyrazi go natomiast w kulturze, nie będzie świadkiem prawdomównym. To największe złudzenie chrześcijaństwa - reszta jest tylko komentarzem do niego.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Trukszyn
Drogi Outsiderze!

Słów mam dosyc.Słowami wypełnione było moje życie.Teraz będę działac.
Odłożę książki.Zajmę się dziecmi rzetelnie.Kupię farbę,a potem odmaluję ławki na swoim osiedlu.Będę lepiej pracowac żeby więcej zarabiac.Nadwyżki oddam innym ludziom.
Pozamiatam podwórko bo nasz dozorca robi to kiepsko.Będę lepszy dla swojej żony.Będę szanował czas,ciało i życie.Będę o wszystkich mówic łagodnie, a nawet z miłością.Będę otoczony ciszą wewnętrznego skupienia.
Będę łagodny i cierpliwy.Będę mówił prawdę.Niniejszym ustanawiam w swoim życiu absolutne jedyno-partnerstwo.Zaprzestanę oceniania.Będę wybaczac.Będę współczuc.Będę osobiście zainteresowany każdym problemem, który zauważę, chocby ów mnie nie dotyczył.

A kiedy większośc z ludzi znieważy mnie, opluje,wykorzysta i okradnie - oddam swój ból Bogu w darze.

Pozdrawiam
motyl
Pozostała Ci tylko próba czasu.
Pozdrawiam
Janusz
>Pozostała Ci tylko próba czasu.
>Pozdrawiam

To prawda.
Trzymam kciuki za ciebie Trukszyn! Prawdziwie ci zazdroszcze.

Twoj post inspiruje wiecej niz wszyscy racjonalisci swiata razem wzieci.
bogo141 (113 punktów)
>Słów mam dosyc.Słowami wypełnione było moje życie.Teraz będę działac.
Po czynach ich poznacie.Działać na rzecz innych z dobroci serca , chwalebna to sprawa.
>Odłożę książki.Zajmę się dziecmi rzetelnie.Kupię farbę,a potem odmaluję ławki na swoim osiedlu.Będę lepiej pracowac żeby więcej zarabiac.Nadwyżki oddam innym ludziom.
Książek radziłbym nie odkładać - tam przecież znajduje się skarb narodów.Co do reszty popieram.
>Pozamiatam podwórko bo nasz dozorca robi to kiepsko.Będę lepszy dla swojej żony.Będę szanował czas,ciało i życie.Będę o wszystkich mówic łagodnie, a nawet z miłością.Będę otoczony ciszą wewnętrznego skupienia.
Innymi słowy będziesz starał się stworzyć idealną harmonię otaczającej Ciebie rzeczywistosći.Czy to aby jest możliwe?Czy rzeczywistosć na to pozwoli? Czy ludzie na to pozwolą?
>Będę łagodny i cierpliwy.Będę mówił prawdę.Niniejszym ustanawiam w swoim życiu absolutne jedyno-partnerstwo.Zaprzestanę oceniania.Będę wybaczac.Będę współczuc.Będę osobiście zainteresowany każdym problemem, który zauważę, chocby ów mnie nie dotyczył.
Jejku jak ja bym chciał być takim.Spokojny , cierpliwy, łagodny. Jak to zrobić gdy na każdym kroku dostaje się pstryczka w nos?Zauważać problemy innych. Piękna sprawa. Następstwem tego mego zaangażowania było zaś stwierdzenie : Po co się wp........ am w cudze sprawy?
>A kiedy większośc z ludzi znieważy mnie, opluje,wykorzysta i okradnie - oddam swój ból Bogu w darze.
Tutaj to już Cię podziwiam.Baaaaaaaardzo !!!!
Jeżeli to co piszesz jest szczere , to dokonałeś wyboru .Wyboru który jest najlepszy dla Ciebie( według Ciebie). Jeżeli uważasz to za słuszne - to tak trzymaj.Ty i tylko Ty dokonujesz wyborów .Nikt inny nie ma prawa tego czynić za Ciebie.A więc powodzenia.

>Pozdrawiam
Ja również
kulikowski (95 punktów)
Brawo!!!nie czytałem na tym forum czegoś bardziej dojrzałego i mądrego.Życze wszelkiej pomyślności.











ż
Tobin
A ja nadal powaznie mysle, ze ten facet albo czegos zazyl, albo przechodzi mid-life crisis. Nie odbieram wrazenia, ze jest zlym czlowiekiem, choc troche niezrownowazonym. Mieszkajac przez 15 lat na poludniu Stanow wsrod najwiekszych skupisk fanatycznych Baptystow, Trukszyn robi na mnie prawie identyczne wrazenie. Jego rzeczywistosc i moja to jak dwie odlegle planety. Chwala mu za to, ze jako obywatel wolnego kraju ma wybor z ktorego skorzystal. Mam nadzieje, ze bedzie sie troszczyl o to, azeby wszyscy obywatele, tego coraz mniej wolnego kraju jakim jest Polska, mogli skorzystac z prawa wolnego wyboru jak maja zyc, z kim, gdzie itd.
kulikowski (95 punktów)
Z całym szacunkiem dla wszystkich racjonalistów i osób korzystających z forum,szanuje wasze poglądy i ciesze sie,że moge z nich korzystać,ale powiem jedno:to co do tej pory napisał pan Trukszyn sprawia,że wasze argumenty,poglądy i idee bledną,stają sie nieistotne,a każdy kto próbuje w jakiś sposób wyjaśnić bądz "doczepić" sie do czegoś przez Niego wypowiedzianego,w moim odczuciu chwyta się brzytwy.Jeśli nawet to nie Bóg ingeruje w jego życie,to jednak to jest istota człowieczeństwa:miłość i pokora.
Totus (1201 punktów)
Po pierwsze:
Myślałem, patrząc na osadzenie Twojego postu powyżej, że dojrzałość co byłoby słuszne przyznałeś drobnym, delikatnym i słusznym uwagom Pana bogo - ale okazuje się, że nie, dziwne...
Po drugie:
Nie szanujesz racjonalnych poglądów pisząc "w moim odczuciu" - to nie jest żaden argument za poparciem Twojej nieprawdziwej tezy.
Po trzecie:
To co do tej pory napisał Pan Trukszyn jawnie potwierdza tezę, że doznał olśnienia czymś 'dla siebie nowym' i nie potrafi tego jeszcze nazwać. Wchodzi jak uważa na drogę zmiany postrzegania swojego człowieczeństwa i świata zewnętrznego i nie wiemy czy przez spojrzenie bliskie Bogu-Ojcu czy przez kolejny fałszujący nuty pryzmat zwidów i majaczeń. Piszesz coś frywolnie o istocie człowieczeństwa jakbyś wiedział co nią jest albo znał definicje pojęć, którymi operujesz. Piszesz 'miłość' - gdyby rzeczywiście Pan T. wiedział co to jest nie pisałby "Słów mam dosyć".
Nie kpił by z nas takim oto stwierdzeniem:
"Mamy dosyc prosty do zapamiętania przekaz moralny,który nam zostawił.
Mamy informację - dośc prostą - kim jest Bóg.
"Bóg jest Miłością" - ot wszystko.Tyle musimy wiedziec - reszty i tak nie zrozumiemy."
A co jest MIŁOŚCIĄ ? - Panowie Trukszyn, Kulikowski i wszyscy, którzy zazdroszczą.
Sprzątanie za dozorcę?
Upominanie dozorcy w formie łagodnej?
Ignorowanie dozorcy?
Nakazywanie dozorcy?
Karanie dozorcy?
A może pełna pokory wiara w dozorcę?
- czy to są objawy miłości do tego człowieka?
A może ostatecznie parafrazując Trukszyna:
"A kiedy dozorca znieważy mnie, opluje,wykorzysta i okradnie - oddam swój ból Bogu w darze"
Smutne traktować Boga jako konesera bólu tudzież istotę, której ludzki ból i cierpienie sprawia przyjemność...
Smutne, kiedy i tu adresatem darów znowu jest Szatan.
Czego, jak czego ale sprytu to mu nie brakuje by nas zwieść i by skutecznie oszukiwać umysł, rozum i zdrowy rozsądek.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>Słów mam dosyc.Słowami wypełnione było moje życie.Teraz będę działac.
>Odłożę książki.Zajmę się dziecmi rzetelnie.Kupię farbę,a potem odmaluję ławki na swoim >osiedlu.Będę lepiej pracowac żeby więcej zarabiac.Nadwyżki oddam innym ludziom.
>Pozamiatam podwórko bo nasz dozorca robi to kiepsko.Będę lepszy dla swojej żony.Będę >szanował czas,ciało i życie.Będę o wszystkich mówic łagodnie, a nawet z miłością.Będę >otoczony ciszą wewnętrznego skupienia.
>Będę łagodny i cierpliwy.Będę mówił prawdę.Niniejszym ustanawiam w swoim życiu >absolutne jedyno-partnerstwo.Zaprzestanę oceniania.Będę wybaczac.Będę >współczuc.Będę osobiście zainteresowany każdym problemem, który zauważę, chocby ów >mnie nie dotyczył.
Do tego wszystkiego trzeba wierzyć w Jezusa? Większość to normalne powinności, zdrowego na umyśle, ciele i kieszeni faceta. Widzę trochę sprzeczności (ławki chcesz na osiedlu malować, podwórko sprzątać, a czas chcesz oszczędzać), ale w sumie nie jest źle.
Przyjmij radę. Nie "odkładaj" książek, to co dzieci mogą wynieśc z domu, a czego nie można się nauczyć to miłość do czytania książek (również). Zwolnij dozorcę, albo porozmawiaj z nim z miłością.

>A kiedy większośc z ludzi znieważy mnie, opluje,wykorzysta i okradnie - oddam swój ból Bogu w darze.
W katolickim kraju?
Pozdrawiam przyjaźnie

Lacho calad, drego morn
Nieznajomy przyjaciel
Nieznajomy przyjaciel

To wspaniałe uczucie kiedy choć raz zdamy sobie sprawę że życie może mieć sens



Przez ocean filozofii przebrnąłem szukając dla siebie brzegu przyjaznego
Szalał wzburzony chcąc zgubić mnie w swych otchłaniach
Jedyny Człowiek choć nieżyjący już drogę mi wskazał
Był królem a nie panował nie był władczą a przecież władał
Rzekł mi że nic nie ma cenniejszego nad przyjaźń i miłość bliźniego
I tak się składa
że sensu nabiera życie gdy sam nad sobą panujesz i sam sobą władasz
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
Ło matko z córką Na co ja tu dziś trafiłem Jakiż ciekawy przypadek konwersji Zaraz się to weźmie do domu na religioznawczy warsztat z dziedziny psychologii religii
... i napisze może później coś więcej

Na chwilę obecną ...
Pozdrawiam Trukszynie
Tat twam asi


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Beatus
>Ło matko z córką Na co ja tu dziś trafiłem Jakiż ciekawy przypadek konwersji Zaraz się to weźmie do domu na religioznawczy warsztat z dziedziny psychologii religii
>... i napisze może później coś więcej
>Na chwilę obecną ...
>Pozdrawiam Trukszynie
>Tat twam asi
>
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)

Psychologii religii? No co ty, studend religiownawstwa? Weź raczej na warsztat mistykę. Różnica jest znaczna
Stan świętości, czy poczucia świętości psychologia widzi jako zaburzenie percepcji. Wrzuca do jednego worka z LSD. A różnica jest znaczna.
Pzdr
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
>Psychologii religii?
Tak Beato

>No co ty, studend religiownawstwa?
Tak, ja sam we własnej osobie

>Weź raczej na warsztat mistykę. Różnica jest znaczna
Owszem

>Stan świętości, czy poczucia świętości psychologia widzi jako zaburzenie percepcji.Wrzuca do jednego worka z LSD.
Nie każda psychologia Beato

>A różnica jest znaczna.
Tak Psychologia religii, czy religioznawstwo w ogóle, zajmuję się również mistyką, jako zagadnieniem silnie z religią związane

>Pzdr
Miło Cię znów po dłuższej przerwie "spotkać"


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
Pomundrzyli się inni to i ja się teraz Trukszynie pomundrzę, pisząc to raz do Ciebie, raz do innych.

>Niestety... gdzieś głęboko w mojej duszy (a może w histerycznym dość umyśle) ...

Stawiam na to drugie

>W trakcie mych studiów napotkałem różne definicje Boga. Zatem postanowiłem rozprawić się z tym przesądem, rozprawić wewnętrznie, osobiście ufny w swój ...
histeryczny
>... rozum, w żelazną logikę prawa obserwowalnego.

>Walka z filozofią religijną nie miała jednak sensu. Nie było do czego się odnieść ...
...i w co bić

>To co się ze mną dzieje począwszy od czerwca nie da się uzasadnić niczym. To już nie tylko głos, to także białe, olśniewające światło i otaczanie mnie uczuciem wszechogarniającej, kosmicznej akceptacji i miłości. Wszystko staje się jasne, wszystko staje się zrozumiałe... zwłaszcza ja sam dla siebie.

U Abrahama Maslowa [psycholog humanistyczny]: klasyczne doświadczenie mistyczne [dalej DM]

>Jeżeli to robi mój umysł to potrafi robić rzeczy niezwykłe.


>Szczerze jednak wątpię, że ten zalew Miłości absolutnej to wytwór mojego umysłu - ja, bez tego światła, nie jestem do niej zdolny, chociaż bym chciał.
Czas w siebie uwierzyć

>Najbardziej niesamowite jest to, że osoba Jezusa była mi dość obca - jeszcze do niedawna. Jeszcze w maju powiedziałem sobie czując co się święci - Bóg tak, ale ten opisany w Wedach.

A który? Wedy to teksty politeistyczne, intuicja każe mi przypuszczać, iż próbujesz tu pisać o Brahmanie [braminizm i teksty od Wed późniejsze] i Ty Trukszyn, mógłbyś to przecież tutaj akurat sprecyzować.

>A jednak światłem okazał się być Jezus. Jest i w tej chwili i błyszczy mi w czaszce tą swoją bielą.
>Przyszedł czy objawił czy cokolwiek tam zrobił Jezus i to jest tak, jakby człowiek spadł z krzesła i mocno uderzył się w głowę. Nic już nie jest takie jak było, a widzi się więcej, dużo więcej. Zwłaszcza na swój temat.
Klasyczne objawy DMu

>No cóż, przegrałem. Żaden ze mnie racjonalista. Pewnie teraz stracę w waszych oczach.
Tylko trochę

>Jezusa ani tego co robi z człowiekiem nie da się wytłumaczyć. To jest spotkanie z inną technologią, z inną cywilizacją Po prostu nie da się jej opisać.
Dalsze klasyczne przejawy DM-u

>To dobre forum, wypowiadają się tutaj bardzo interesujący ludzie.

A bardzo Ci dziękuję

> Jest mi dobrze.
>Jakie to uczucie? Jakbym wrócił do domu z długiej podróży.
>Pozdrawiam... aha... kocham was (to uczucie jest nowe)
Klasyczne objawy DMu

Posługiwałem się powyżej terminologią Maslowa świadomie, Trukszyn w jej ujęciu ma po prostu doświadzenienie szczytowe i winno mu oczywiście przejść w sensie takim, iż winno się wszystko uładzić i uspokoić, przejść do fazy plateau, być może w niej pozostać, być może wystrzelić z niej w górę do następnego doświadczenia szczytowego, być może opaść ... tak czy inaczej, to czego doświadcza i co się z nim dzieje powinno zostać z czasem poddane przez niego refleksji i nieco bardziej racjonalnej ocenie, ale możliwe że tylko trochę racjonalnej ...

Zmieniając paradygmat Maslowa na bardziej religioznawczy, spróbowałem się pobawić w akademickie rozstrzygnięcie, czy jego doświadczenie jest bardziej doświadczeniem religijnym [DRem] czy mistycznym [DMem]. No i rozstrzygnąć się nie da, bo Trukszyn to przypadek dosyć specyficzny. Z jednej strony jego doświadczenie bogate jest w treści chrześcijańskie i nie mnie, przy słabej znajomości tej tradycji religijnej rozstrzygać na ile ortodoksyjne. Ze strony zaś drugiej, opowiada o nim językiem, który stał mu się znajomy w czasie religioznawczych studiów i jego opowieść, nosi znamiona hinduistycznej wizji absolutu. Tym samym jego doświadczenie jawi mi się jako swoista synteza dotychczasowego "dorobku umysłowego", jest to cecha znamienna DMów, liczne treści chrześcijańskie każą jednak klasyfikować jego doświadczenie jako religijne.

Jeśli odwołać się do myśli Junga i procesu indywiduacji, postać Chrystusa, była by tutaj odpowiednikiem zintegrowanego archetypu Jaźni, jej symbolem, któryż to jak powiedział Trukszyn, Bóg miałby lubić Jeśli odwołać się do myśli Witwickiego, którą już tutaj kiedyś przedstawiałem www.racjonalista.pl/forum.php/s,26541#w27446 , no to trudno nie zwrócić uwagi, na kolosalną liczbę supozycji w tym co pisze Trukszyn, i to w myśl teorii Witwickiego, supozycji silnie związanych z treściami emocjonalnymi.

c.d.n.

Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
Łukasz "Szaman" Majewski (563 punktów)
c.d.

Beata wspomniała o LSD. Jakiś czas temu, na innym forum, wampirycznym, gdzie wymaganie merytoryczno-językowe są niższe od tutejszych, przedstawiałem w telegraficznym skrócie badania S. Groff'a i dla oszczędności czasu, pozwolę sobie ten opis przytoczyć tutaj bez zmian stylistycznych:

Można by się tu jeszcze od biedy poprzeć wynikami badań S. Groffa badającego wpływ LSD na ludzkie doświadczenia (których jak podejrzewam większość czytających nie zna i nawet nie wiem, czy można to gdziekolwiek na necie znaleźć) z których wynika mówiąc tak po krótce, że droga do najgłębszych stanów mistycznych wiedzie przez, jakby to nazwać, "mózgową regresję", uaktywnienie szlaków neuronalnych do głębszych, nieaktywnych zazwyczaj obszarów mózgu spowinowaconych z pamięcią pobytu w łonie matki, regresję bolesną (skojarzenia z Inicjacją/Przebudzeniem mam nadzieję już uruchomione) bo wymagającą "przepracowania" na tej "drodze wstecz" nie tylko stresujących/neurotyzujących osobowość doświadczeń z życia (tak zwanych COEX-ów ... to skrót tam od czegoś mądrzej brzmiącego ale już nie pamiętam czego) ale również samego doświadczenia przejścia przez kanał rodny, ów najbardziej jak się mawia stresującego i bolesnego wstrząsu dla naszego ustroju. No ale jak się już to przeszło to był lighcik, powrót do błogości łona i jeszcze dalej wstecz, doświadczenia transpersonalne, wspomnienia z przeszłych wcieleń i inne tam takie najwyższych duchowych lotów bajery jak najwyższa wszechwiedza, wszechmądrość, wszechświadomość, bla bla bla.

[badania te z czasem zostały Groff'owi zabronione i musiał dla ich kontynuacji z Czechosłowacji emigrować. Ochotnicy na których je przeprowadzał mieli serio niezłe jazdy przechodząc najtrudniejszą fazę "porodową". Jak ktoś chce się bliżej tym tematem zapoznać to jestem w stanie odesłać tylko do Szyjewski A., "Etnologia religii" do rozdziału traktującego o szamanizmie, są jeszcze te badania przedstawione w "Psychologia religii-wybór tekstów" H. Grzymały -Moszczyńskiej, ale to skrypt dostępny chyba tylko w Bibliotece Instytutu Religioznawstwa]


oraz

ludzie urodzeni przez cięcie cesarskie [też do takich należę] przechodzili cały ten eksperyment w odmienny sposób.

Badania te nie wrzucają moim zdaniem doświadczeń religijnych do jednego worka z LSD, tak jak chciałaby może Beata, ale uzmysławiają pewien model drogi, którą biegnie nasze "dojrzewanie" do DRów i DMów. Z powodzeniem bowiem można by porównać uczucia powrotu do domu i miłości Trukszyna, z jego mniej lub bardziej symbolicznym powrotem do łona matki.

Co do tytułu wątku ... cóż, tak refleksyjnie trochę zakończę, jeśli i z uśmiechem uda się Trukszynowi przeżyć tzw. porażkę zjazdu, to droga żywej religijności stoi przed nim otworem i życzę mu jej jak najszerszej, równocześnie gratulując.

Pozdrawiam


Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365