Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kosmita?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
01-01-2011 13:34i.czaplicka (5782 punktów)Kosmita?
Ocena 20 na 20
I tak już parę osób uważa, ze mam nierówno pod sufitem, a teraz się w tym sądzie utwierdzą. Co inteligentniejsi moze się połapali, ze to taka poza. Koleżanka po fachu , zapytana, na jakiej podstawie wystawia świadectwo weterynaryjne dla robaków (eksportowanych jako przynęta na ryby) powiedziała, ze bierze robaczka, patrzy mu się głęboko w oczy, i pyta, jak się czuje.
Ale do rzeczy. Jak już kiedyś pisałam, mam w domu jerzyka. Przyniosły go do lecznicy, w której pracuje moja siostra, dzieci. Pisklę. Początkowo była szansa, ze uda się go wypuścić. Ale kiedy opadły dutki z piór, okazało się, ze wszystkie lotki są w jednym miejscu niewykształcone. Efekt choroby lub niedożywienia, prawdopodobnie jedno i drugie. To było powodem, ze pisklę zostało wyrzucone z gniazda.
Można w narkozie wyrwać lotki, i podobno odrosną. Ale ani ja, ani siostra nie mamy doświadczenia w usypianiu ptaków, szczególnie tego (naprawdę dziwnego) gatunku. Wiec sama narkoza była by dużym ryzykiem, a nie znalazłam nigdzie informacji, żeby jakiś ptak przeżył wyrwanie wszystkich lotek.
Młode jerzyki wyskakują po prostu z gniazda, muszą skoczyć z pewnej wysokości. Zanim spadną, muszą nauczyć się latać, od razu są całkowicie samodzielne. Z ziemi same nie wystartują.( Podobno dorosły ptak to potrafi, choć z trudem) Pierwsze 2-4 lata spędzają w powietrzu, pierwszy kontakt z gruntem maja w czasie gniazdowania. W locie jedzą (owady) pija, łapiąc krople deszczu, lub uderzają o wodę i łapią krople. Tez kopulują. Śpią na dużych wysokościach, odcinając dopływ krwi do jednej półkuli,i dryfują w powietrzu.
Latają z dużą szybkością, zaciągają owady jak odkurzacz. Gdy pada deszcz, dorosle ptaki lecą np, do Anglii. Mlode w tym czasie hibernują- do tygodnia.
Lapki maja krótkie, wszystkie palce skierowane do przodu.Nie potrafią chodzić, ani siedzieć na gałęzi, mogą się wspinać po pionowych powierzchniach.
Wiec jeżeli nie mogą latać, są w zasadzie unieruchomione-mogą tylko pełzać.
A pióra zaczęły się ptaszkowi łamać, zanim doszedł do wieku opuszczenia gniazda.
Wszystkie osoby, do których się zwracałyśmy z pytaniem, co robić, dawały jedna rade- uśpić. Ale z siostra stwierdziłyśmy, ze jego jakość życia jest lepsza niż niosek czy papug trzymanych w małych klatkach.
Póki były szanse na wypuszczenie, kontakty z ptakiem były ograniczone do niezbędnego minimum. Nie wolno zresztą jerzyków dotykać goła ręka, żeby nie zniszczyć upierzenia. Potem, pod moja nieobecność ptaszek stal się ulubionym zwierzątkiem mojej Mamy. Sam pije wodę z spodeczka (podobno ewenement) nawet podpełza sam do niego. Próbuje jeść z talerzyka, ale bardzo śmieci- rozmoczone kocie chrupki trzeba mu podawać palcami. Rozpoznaje osoby, do znajomych sam się stara dostać, od obcych ucieka. Wspina się po meblach, i skacze z nich, niezdarnie szybując.
Ciągle chce być trzymany na rekach i głaskany, sam podskubuje nas dziobkiem (palce, uszy, policzek)
Jak teraz przyjechałam, zaczęłam go trzymać nad muszlą klozetową- do 30 sekund jest kupa. Siostra ciągle się pyta, czy już się nauczył spłukiwać.
Najlepiej czuje się uczepiony czyjegoś ubrania, a trzyma się naprawdę mocno, i za nic nie da się od człowieka oderwać.
W czwartek kręciłam się po domu, z ptakiem uczepionym ubrania, prawie o nim nie pamiętając. W pewnym momencie wyszłam na balkon, zeby wziąć mięso dla psów (kurze udka, hipokrytka ze mnie). A ptaszek skoczył, i radośnie krzycząc poleciał. Jasne było, ze jak spadnie, to już sam nie wystartuje. Ale nie udało mi się zobaczyć, gdzie spadł- zniknął za rogiem budynku, w końcu startował z piątego piętra.
Zbiegłam tak jak stałam, w samych papuciach. Było kilka stopni mrozu. Po paru minutach brodzenia po kostki w śniegu poczułam ból w stopach, musiałam wrócić do mieszkania i ubrać buty. Jasne było, ze muszę się spieszyć, bo ptaszek niedługo zamarznie. Gdy go wreszcie znalazłam, minęło 25-30 min. Leżał w śniegu, sztywny, jak drewniana figurka. Nie mogłam wyczuć pracy serca ani oddechu. Pióra były szare i sztywne.
Wsadziłam go pod sweter, w domu położyłam na kaloryferze, na kilkakrotnie złożonym swetrze, żeby podnosić temperaturę powoli. Nie zdecydowałam się na zanurzenie w wodzie, mogło to zniszczyć całkowicie pióra.
Nie liczyłam na wiele. Ale jakoś ciągle myślałam o tych legendach o jerzykach, zimujących pod lodem jezior. No i jaskółka z "Calineczki".
Po ok, 10 min zauważyłam ruch klatki piersiowej, kilkanaście sekund przerwy, następny. Pomału, ale zaczął oddychać. Był jeszcze ze dwie godziny w szoku, ale potem wrócił do normy. Nawet pióra przybrały normalny wygląd, jak się "uczesał".
Wczoraj jeszcze jego dalszy los był niepewny- bałam się, ze odmroził łapki, i będę musiała go uśpić. Ale nie, łapki są całkiem normalne.
Co o tym myślicie? Co prawda jerzyki hibernują, ale w lecie, gdy temperatury nie spadają niżej zera. Jako ptaki owadożerne muszą latać tam, gdzie są owady, wiec z Polski odlatują już w sierpniu. Ale latając wysoko, muszą być odporne na zmiany temperatur i na niedotlenienie. Ja nawet liczyłam się z uszkodzeniem mózgu, ale nic na to nie wskazuje.
To było nie tyle wychłodzenie, co po prostu zamarzniecie. Mozna przywracać do życia zamarznięte płazy, ale ptaki?
Czy nie było by sensowne badanie tych ptaków- zwłaszcza ich krwi?
I jeszcze o tym, skąd ten tytuł. Pamiętacie "The Thing" Carpentera? Jak Obcy zamarznięty w bryle lodu wraca do życia?
Potraktujcie to jako optymistyczną (mam nadzieje) i nie całkiem serio opowieść noworoczną.
Do Siego!!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

01-01-2011 13:40
 Ocena 10 na 10
i.czaplicka (5782 punktów)


Tu jeszcze przed połamaniem się lotek. Wtedy starałam się o ładne zdjęcie, a nie pokazanie piór. Ale widać miejsce uszkodzone.
01-01-2011 15:04 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Oglądałem kiedyś program o hipotermii.
W necie znalazłem tyle: pl.wikipedia.org/wiki/Hipotermia
Najważniejsze dla tematu na samym dole.

PS. ja mam chomika, to znaczy, że mógłby być w ostrej hipotermii siedem godzin, zdaje się.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
01-01-2011 15:21 
 Ocena 3 na 3
i.czaplicka (5782 punktów)
Dziękuje. Ale tam nie ma nic, czego bym już nie wiedziała. Co innego wprowadzić zwierze doświadczalnie w stan hipotermii, a co innego to, z czym miałam do czynienia. Ten ptak był po prostu zamarznięty, bałam się np, wyprostować mu łapy, bo by się złamały. On ma brzuch wytarty od tego pełzania, łapki są gole.Przynajmniej skora na brzuchu i łapy powinny ulec martwicy.
Z pewnością temperatura obwodowych części ciała była kilka stopni poniżej zera. Natomiast wnętrze ciała mogło mieć temperaturę wyższa, powyżej zera.
01-01-2011 15:32 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
nie mam pojęcia, co na to napisać.
Rozumiem, że zmiana wody w lód w komórkach, niszczy komórki. Wiem, że roztwory (np. solny) wody, obniżają jej temperaturę zamarzania. Nie znam się jednak na tyle, by powiedzieć, co tam się działo.

Pozdrawiam

Kto ogląda niebo w wodzie, widzi ryby na drzewach.
LadyTilly (613 punktów)
Piękny ptak. Uwielbiam zwierzątka zwłaszcza takie jak to. Ma w oczkach coś niesamowitego. Sama mam w domu chomiczka Franciszka. W domu rodzinnym zostawiłam trzy kotki - dwie kocice: Pasiasta i Koziołek - oraz kocur Lalu
devares (605 punktów)
Opowieść w rzeczy samej, świetna. Właściwie, w pierwszej chwili pomyślałem, że skubany ptaszek specjalnie wyczekiwał dogodnej okazji by się 'odczepić' i pofrunąć w przestworza. ^^ Szczęśliwe zakończenie jest jednak bardzo pocieszne.

"The Thing" pamiętam. Film, a nawet i całkiem niezłą grę. Ale jakoś nie widzę podobieństwa! I to raczej pozytyw.


"A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji."
mentalrapist.blogspot.com/
de Vill (1165 punktów)
Twardy z niego zawodnik! A przy okazji przypomniała mi się Anna Bagenholm.
en.wikipedia.org/wiki/Anna_BĂĽgenholm
Koraszewski (82900 punktów)
Ptaszyna była raczej skrajnie wychłodzona niż zamarznięta, jak widać nawet nie odmroziła sobie łapek, a gdyby była w sopelek lodu zamieniona, to jednak powrót do życia byłby niemożliwy, serce musiało bić, krew musiała krążyć, nawet jeśli już bardzo na zwolnionych obrotach. Sympatyczny uparciuch z Pani, ale sam wiem jak człowiek nie lubi puszczać stwora, który już właściwie odszedł. Bardzo ciepłe do siego.
02-01-2011 10:39 
 Ocena 1 na 1
i.czaplicka (5782 punktów)
Dziękuje, ale będę się dalej upierać przy zamarznięciu, przynajmniej dolnych partii ciała- większość ciepła musiała być oddana poprzez brzuch i łapy- nieopierzone, i śnieg lepiej ciepło przewodzi niż powietrze. Jakieś włókienkowe drżenie serca mogło być- nie pisałam, ze nie było pracy serca, tylko ze przez ok. 10 min nie mogłam jej stwierdzić.
sinapis (1725 punktów)
bocian.org.pl/o-nas
Może tutaj znajdziesz coś dla siebie? Jeżeli nie gotowe informacje, to chociaż złapiesz kontakty?
i.czaplicka (5782 punktów)
Dziękuje, ale tam już zwracała się siostrzenica, latem. Chyba radzili uśpienie.
Meretseger (61860 punktów)
Piękna opowieść Życzę Twojemu ptaszkowi długich lat życia (a podobno jerzyki mogą żyć 20 lat).

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365