Racjonalista - Strona głównaDo treści
" cytat tygodnia"

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
26-06-2006 23:40mefta (480 punktów)" cytat tygodnia"
Witam wszystkich, dziś po raz pierwszy zdecydowałam się napisać od momentu rejestracji. Przekonał mnie do tego meil. Parę dni temu otrzymałam na skrzynkę MYŚLnick nr 95.Odebrałam go jako zaproszenie do dyskusji. Dotyczy on (cytat) roli wychowawcy i nauczyciela.
Z wykształcenia jestem pracownikiem socjalnym i pedagogiem. Pracuje jako wychowawca w palcówce opiekuńczo-wychowawczej jako wychowawca. Interesuje mnie problematyka społeczna,a w szczególności dotycząca dzieci i młodzieży.
Pierwszymi nauczycielami- wychowawcami są nasi rodzice, potem kolejne etapy kształcenia oferują nam "pomocników", którzy w tych działaniach nas wspierają a także kształtują nas samych. Człowiek uczy sie całe życie napotykając na drodze bardziej lub mniej kompetentnych nauczycieli czy wychowawców. I to jest dla nas oczywiste.
Nauczyciel- wychowawca jest bez wąpienia potrzebny, by kształtować młodego człowieka. Jednak przede wszystkim powinien wspierać podopiecznego i traktować z całą odpowiedzialnością swoją działalność.
Zazwyczaj wychowywanie jest definiowane jako wywieranie wpływu na jednostkę lub grupę w celu osiągania pożądanych przez wychowacę- nauczyciela zachowań lub działań. Jednak ja bym skłaniała sie ku stwierzdeniu, że nauczyciel- wychowawca raczej powinien wspierać w rozwoju, aktywizować, wyzwalać,pobudzać do zachowań zgodnych z oczekiwaniami społecznymi, przygotowywać do przyszłego życia.
Niestety nie zawsze tak się dzieje. Nauczyciele lub wychowawcy często traktują swoich podopiecznych jako swoją własność, czując przewagę wykorzystują ją. Moim zdaniem brakuje ludzi z ideą i otwartych na ludzi i świat.Ograniczenia te wpływają na upośledzenie procesu wychowawczo- kształcącego.Nie zdając sobie sprawy zaburzają ten proces co ma negatywny wpływ na rozwój dziecka lub młodego człowieka. Czasem nawet świadomie wykorzystują pewne działania by zaspokoić chore ambicje.
Dziecko i młody czlowiek zdolny do samokształcenia i samorozwoju nie wie jak wykorzystać swój potencjał wiedzy, zdolności, umiejętności.
To moim zdaniem jest straszne jednak nie do sprawdzenia. Kiedy przyjrzałam się procesom kształcenia (miałam praktyki na wszystkich szczeblach szkolnictwa od przedszkola po studia wyższe) załamałam się.
Nauczyciel nadal jest tym, którego trzeba słuchać i traktować jak autorytet nawet gdy na to nie zasługuje. Zauważyłam, że jest wielu nauczycieli trafiających przez przypadek do szkół a realizowanie głośnego hasła "nauczyciel (wychowawca) dla ucznia (podopiecznego" niestety ma się nijak do rzeczywistości. Często przepracowany pedagog, zmęczony psycholog, zajęty dyrektor nie istnieją w życiu szkoły. Potem dziwić się, że młodzież jest zła, niedobra itp.
Dlatego też ważne jest by przy naborach nauczycieli czy wychowaców brano pod uwagę nie tylko uprawnienia do wykonywania zawodu ale i predyspozycje oraz chęć do pracy.
Oczyiście temat potraktowałam skrótowo nie opisując wielu aspektów wychowania czy nauczania. nie wspomniałam również, że są także wspaniali i oddani nauczyciele i wychowawcy. Chciałam się podzielić własnymi refleksjami i mam nadzieje, że jeszcze ten temat pojawi się nieraz i będziemy mogli podyskutować o nim szerzej.
życzę dobrej nocy.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

outsider (2469 punktów)
No to wyobraźmy sobie samych wspaniałych nauczycieli i znakomitych wychowawców - owszem, sa tacy, tyle że dalece nie wszyscy.

Szkoła staje się więc miejscem wzorcowym i cokolwiek przez to utopijnym - a potem? Należałoby sobie życzyć społeczeństwa równie wspaniałego jak owo grono pedagogów doskonałych - inaczej będzie szok, zagubienie i potrzeba wielu lat na odnalezienie sie w rzeczywistości takiej, jaka ona jest: bo szkoła była tak wspaniała...

Niech zatem nauczyciele bedą jacy sa - niech uczą przez przykład dobry i zły, bo sam dobry to jeszcze nie wszystko. Marzy się rzecz jasna eliminacja z zawodu tych najgorszych - ale sami najlepsi też dobrej szkoły nie stworzą. A co gorsza - o wiele łatwiej stworza atmosferę zachwytu nad nią - bo tam gdzie panuje doskonałość najmniejsza ktyryczna uwaga jakoś drażni i kaleczy uszy.

Świat jest skomplikowany i już się prostszy nie stanie - chyba że poprzez brutalizację. I proces wychowawczy - takoż.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
mefta (480 punktów)
Owszem przyznaję rację. Gdyby wszystko byłopiękne i doskonałe byłoby zapewne nudne i dalekie do doskonałości. Ale nie chodzi mi o to ,by wszystko było cudowne i różowe. Poznając lepszych i gorszych nauczycieli młody człowiek przygotowuje się do życia w społeczeństwie co jest niezbędne.
Jednak miałam na myśli fakt, że ludzie nie biorą odpowiedzialności za to co mówią, nie zastanawiając sie nad tym co robią i mówią dają sobie dziwne prawo rządzenia drugim człowiekiem.
Dorosła osoba jest w stanie przefiltrować rzeczywistość czego niestety dziecko nie potrafi.
Ostatnio będąc w szkole zawodowej na praktykach usłyszałam od nauczyciela, że nie warto tak bardzo się angażować bo Ci uczniowie i tak nic z tego nie wyniosą bo są głupi. No przepraszam jeśli takiego się słyszy człowieka szlag trafia na miejscu.
Kolezanka ostatnio po zakończeniu roku szkolnego wpadła do mnie strasznie oburzaona bo usłyszała od pani wychowawczyni, że w końcu powinna ochrzcić dziecko bo Ola skarży się, że dzieci się z niej śmieją a ona ma już tego dość. Pani zaoferowała nawet, że pomożę załtwić chrzest pomijając fakt, że nie ona decyduje o wychowaniu tego dziecka.
Więc pytam po co taki nauczyciel pracuje w szkole? chodzi mi o fakt, że nauczyciel trochę powinien się zastanowić zanim coś powie czy zrobi. Ponadto uważam, że rodzice także powinni kontrolować pracę nauczycieli czy wychowawców.
Takie zachwanie jest karygodne.
rozumek
>Takie zachwanie jest karygodne.
A co gorsza, społecznie akceptowane, a nawet wymuszane przez kościół katolicki i podległe mu państwo.
Normalny, odpowiedzialny nauczyciel, przede wszystkim wychowuje, a dopiero potem uczy. Normalny, odpowiedzialny nauczyciel, nie tylko uczy uczniów, ale także sam od nich się uczy.
Niestety, zarówno obowiązki wychowawcze, jak prawo do samokształcenia, zostały nauczycielom odebrane przez kościół, który jednocześnie bardzo, bardzo, współczuje anglistom, nad którymi znęcają się ich nieletni uczniowie. A gdyby tacy angliści poszukali zatrudnienia w szkołach dla dorosłych? A gdyby katechetki i katecheci zabrali się za wychowywanie własnych dzieci, a nie cudzych, których wychować nie potrafią, a rozpuścić (robiąc "wodę z mózgów") potrafią znakomicie?
Dlaczego nasze podatki idą na uczenie angielskiego i dekalogu tych, których rodzice go nie znają (a nie stać ich na prywatnego nauczyciela), a nie wychowywanie tych, których rodzice wychować nie zamierzają (choć stać ich na wszystko), bo bardziej od wychowania dzieci, cenią własne pieniądze, własny czas, znajomość dekalogu, mocne łokcie, szerokie plecy i modlitwę o mannę z nieba (czyli pieniądze wyrywane innym)?
outsider (2469 punktów)
Za moich młodych lat, Mefto, miał miejsce wspaniały bunt młodych ludzi Zachodu: indoktrynowanych, uczonych posłuszeństwa wobec rzekomo pewnych i niezmiennych prawd w taki sposób, jaki właśnie opisałaś: mam na myśli okolice festiwalu w Woodstock, czyli rok 1968 i później.My w Polsce chłonęliśmy to, co do nas docierało - a docierało niewiele: dla młodych Amerykanów była to jednak ponura rzeczywistość wojny wietnamskiej, ich samych jak najbardziej dotyczącej. A USArmy nie była przecież siłą słabszą niz Kościół Katolicki w dzisiejszej Polsce - wychowanie patriotyczne w prowadzacym kolejną wojnę i broniącym cywilizacji zachodniej przed grozą ZSRR nie było niczym, co by mogło zgorszyć Romana Giertycha...

Pozostało z tego sporo w kulturze - polityczne następstwa zatarły sie jakoś, gdy zmieniła się sytuacja międzynarodowa. Tamta fala Polskę jedynie liznęła - ani my, wtedy młodzi, ani późniejsze pokolenia wchodzace w życie tak naprawdę buntu nie zasmakowały. Poza Marcem 1968 (niezbyt w gruncie rzeczy masowym) i krótkim epizodem "Solidarności" - ta jednak ku nowym ideom zbytnio sie nie posuwała. Czeka zatem młodych Polaków bunt: nie kolejny, bo nie ma czego kontynuować - ale będący odkrywaniem świata na własny rachunek, niełatwy jak niegdyś bunt hippies. Jeśli ma byc skuteczny - musi sięgnąć głęboko, bo zakłamanie zbudowało w naszej ojczyźnie system sprawnie funkcjonujący i niełatwy do naruszenia.

Tak to postrzegam jako człowiek dość już stary, Mefto. Jako konieczność, jako lekcje wciąż nieodrobioną a niezbedną, jako egzamin dojrzałości. Czemu miałbym złorzeczyć tym, którzy dziś młodych ludzi niewolą? To próba sił - wykaże w końcu, czy my Polacy jako społeczeństwo (nie tylko jako jednostki) zdolniśmy pojąć lekcję zachodniego romantyzmu (w Polsce ten grunt ledwie zaistniał, i to w postaci dosyć dziwacznej - nie było ani warunków ani stosownej dojrzałości), zachodniego buntu przeciw skostnieniu i zachodniego zrozumienia choćby tego co niegdyś jasno sformułował stary Prusak Hegel: nie ma wsród spraw ludzkich w pełni poznawalnego dobra i zła - jest teza i antyteza, a w końcu - synteza.

Bez zrozumienia tych nie tak już dziś trudnych pojęć będziemy jacy będziemy: i nie marnych nauczycieli to będzie zasługa, podobnie jak nie sposób winić tylko i wyłącznie innych za wszystkie upadki Rzeczpospolitej.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
rozumek
>i nie marnych nauczycieli to będzie zasługa, podobnie jak niesposób winić tylko i wyłącznie innych za wszystkie upadki Rzeczpospolitej.
Wina to w dużej mierze NASZA (nie innych), bo bardzo marnymi okazujemy się nauczycielami (co z tego, że nie wszyscy?), ucząc młodych pokory wobec naszego, a nie ich własnego romantyzmu.
michiko
Szkoła w obecnych czasach przedstawia marny widok. Wiele zarzutów można kierować zarówno do nauczycieli jak i do uczniów. Obydwie strony żyją przecież w tym samym społeczeństwie, którego niewesoły obraz zauważa każdy. O przyczynach mówi się wiele, stąd też są one dobrze znane.
Smutne jest to, że obietnice naprawy w szkolnictwie nie mogą się doczekać sensownego spełnienia, zaś teraźniejsza sytuacja w resorcie budzi niepokój wielu. Niestety, lęk o najbliższe lata jest uzasadniony.
Nieprawidłowościom we wzajemnych kontaktach uczeń-nauczyciel sprzyja często ambiwalentna postawa rodziców. Z jednej strony nadmierne wymagania, aby na przykład poprzez dzieci zrealizować niespełnione ambicje lub wymusić rywalizację w pędzie do tak zwanej kariery, a z drugiej kompletny brak zainteresowania dzieckiem, postępami w nauce, totalna nieznajomość środowiska koleżanek i kolegów, w którym syn czy córka odnajdują akceptację. Do tego dochodzą patologie w domu. Wystarczy wymienić znęcanie się psychiczne i fizyczne nad dzieckiem i/lub alkoholizm rodziców czy opiekunów.
Niezbędne są reformy a wśród nich te, które wymuszą konkretną współpracę szkoły z domem i vice versa. To wreszcie zobliguje obie strony do zmiany nastawienia do procesu dydaktyczno-wychowawczego z korzyścią dla uczniów.
joice

>Zazwyczaj wychowywanie jest definiowane jako wywieranie
>wpływu na jednostkę lub grupę w celu osiągania pożądanych
>przez wychowacę- nauczyciela zachowań lub działań. Jednak
>ja bym skłaniała sie ku stwierzdeniu, że nauczyciel-
>wychowawca raczej powinien wspierać w rozwoju, aktywizować,
>wyzwalać,pobudzać do zachowań zgodnych z oczekiwaniami
>społecznymi, przygotowywać do przyszłego życia.-na moich studiach (pedagogika specjalna istniala TYLKO taka interpretacja
>Niestety nie zawsze tak się dzieje. Nauczyciele lub
>wychowawcy często traktują swoich podopiecznych jako swoją
>własność, czując przewagę wykorzystują ją. Moim zdaniem
>brakuje ludzi z ideą i otwartych na ludzi i
>świat.Ograniczenia te wpływają na upośledzenie procesu
>wychowawczo- kształcącego.Nie zdając sobie sprawy zaburzają
>ten proces co ma negatywny wpływ na rozwój dziecka lub
>młodego człowieka. Czasem nawet świadomie wykorzystują
>pewne działania by zaspokoić chore ambicje.

dlatego przede wszystkim(w Polsce) legalna 'wczesna aborcja' ze wzgledow spolecznych( najwazniejszymi przeciez nauczycielami sa rodzice)
i TOTALNA 'RENOWACJA'( zawodowa) nauczycieli oraz systemu szkolnictwa ( w niedoszlej IVRP raczej sie nie doczekamy pozytywnych zmian w pojeciach WYCHOWANIE i NAUCZANIE)

>Dziecko i młody czlowiek zdolny do samokształcenia i
>samorozwoju nie wie jak wykorzystać swój potencjał wiedzy,
>zdolności, umiejętności.

zyje w kraju w ktorym mlodym ludziom zapewnia sie miejsca spedzania czasu ,zajecia itp... a aborcja jest stosowana niczym antykoncepcja wrecz.. jednak problem przestepczosci,mlodocianych matek jest prawie najwyzszy w Europie( wniosek-mentalnosc rodziny i spol.,media,brak granic przyzwoitosci,dobrego smaku,w zachowaniu-wszystko zdaje sie wspolgrac z jakims chyba zlym podejsciem...a moze to tylko dla tych mlodych ludzi mydlenie oczu? a prawdziwym argumentem za idea f**k THEM ALL jest obecna polityka swiata? konflikty zbrojne,ciagle wybuchajace lokalne wojny i trwajace tyle lat nie dajace sie ZADNYM sposobem zazegnac krwawe konflikty ( Afryka,Czeczenia) daja wzorzec odpowiedzialnej doroslosci obywateli tego swiata.
materializm,dehumanizacja jednych ludzi,wywyzszanie ponad miare innych
w dzisiejszym swiecie pelnym chaosu,chciwosci i zaklamania nawet najlepszy nauczyciel moze nie wydac sie do konca wiarygodny...a wine przeciez zawsze kazdy zwala na innych...

chcialam przytoczyc fragment powiesci,ktory pieknie ubral w slowa pesymistyczna wersje osiagniec doroslych:

'Przewrotność była produktem całego obłąkańczego systemu, którego wojsko było tylko częścią .
Systemu, który toczył wojny, by bronić pokoju, i zniewalał narody wyzwalając je; który podawał nienawiść i chęć odwetu za wolę wszechmiłującego Boga, a w umysły dzieci wbijał litanie do tegoż Boga, który palił i torturował heretyków, głosząc wszechwybaczenie; uczynił grzech z miłości, a cnotę z morderstwa i wynosił do władzy szaleńców, wymagając od rządzących takich cech, jakich nie mógł mieć zdrowy umysł..."

moze czesc wchodzacych w doroslosc ludzi widzi to podobnie,a druga czesc kozystajac z ogolnego zamieszania rowniez 'nie wie co z soba poczac' a jesli wie,to wzrok utkwil albo w ziemi pod wlasnymi nogami albo w rajskich zaswiatach.
rozumek
>moze czesc wchodzacych w doroslosc ludzi widzi to podobnie,a druga czesc kozystajac z ogolnego zamieszania rowniez 'nie wie co z soba poczac' a jesli wie,to wzrok utkwil albo w ziemi pod wlasnymi nogami albo w rajskich zaswiatach.
A najczęsciej, Ci najlepsi, i wzrok i całe swe ciało, umieszczają tam, gdzie starzy dają im normalnie żyć i normalnie pracować dla siebie i innych, a nie Boga, Ojczyzny i urzędników obydwu. Czyli poza granicami kolejnej RP.
mefta (480 punktów)
kazdy z nas wypowiadajcy sie ma racje i kazdy z nas widzi problem po swojemu i to jest ciekawe.
owszem zgadzam sie z pogladem ze nalezy zreformowac szkolnictwo i wlaczyc do niego takze rodzicow a nie tylko nauczyciela i ucznia. na dobra sprawe i uczen i nauczyciel moga byc ofiarami jak i tymi, ktorzy maja wplywa na dzialanie 2 str. hm co do rodzicow to faktycznie jest prawda ze stoja calkiem z boku myslac ze jak dziecko jest w szkole to onie wtedy jakby nie musza uczestniczyc wich zyci u. myslenie oczywiscie bledne.
ktos napisal (przepraszam bez mozliwosci podgladu nie spamietam nickow) ze winien jest kosciol katolicki a ja odpowiadam nie. bo czemu ma on byc winien? to ze pani jest nawiedzona to nie wina wszystkich ksiezy czy siostr tylko tej baby. generalizowanie jest krzywdzace bo zapewne sa wierzacy katolicy ktorzy sa zupelnie normalni nawet takich ludzi znam.
co do aborcji i antykoncepcji jestem jak najbardziej za. jesli w szkolach odpowiednio bylby prowadzany przedmiot "wychowanie do zycia w rodzinie" (czy jakos tak)to zapewniam ze wiele dziewczat stosujac antykoncepcje nie korzystaloby potajemnie z gabinetow. podejrzewam tez ze bylyby gainety mnie uczeszczane.
btw michiko w pelni zgadzam sie z tym co napisales/as.
czy jest mozliwosc podgladu i jednoczesnego pisania? byloby latwiej odpowiadac
rozumek
> ktos napisal (przepraszam bez mozliwosci podgladu nie spamietam nickow) ze winien jest kosciol katolicki a ja odpowiadam nie. bo czemu ma on byc winien? to ze pani jest nawiedzona to nie wina wszystkich ksiezy czy siostr tylko tej baby. generalizowanie jest krzywdzace
Nie krzywdźmy tej "baby". To nie ona jest winna, że zamiast uczyć dzieci jak się uczyć, uczymy je wierzyć byle komu w byle co. To nie ona jest winna, że zamiast wierzyć w siebie i kolegów, uczymy je wierzyć tylko w siebie i nauczyciela. To nie "baba" jest winna, ale nasza bezsilność wobec siły oddziaływania KRK. "Baba" może być zupełnie przyzwoitym i mądrym człowiekiem, ale przecież też jest bezsilna.
Co bogatsi rodzice, wyłączyli dziś z procesów wychowawczych nie tylko samych siebie, ale także publiczne szkoły, do których ich dzieci i tak nie uczęszczają (przecież wychowają się same do wychowywania innych, a tylko o to chodzi)
Smakuś (100 punktów)
hej dobrze godosz!słowo wychowywać rozumiane jest na dwa sposoby=1-indoktrynować, wymuszać pewne postawy 2-kształtować, dając wiedzę i wyjaśniając dlaczego pewne zachowania są dobre. Ja osobiście czuję się skrzywdzony przez rodziców zbyt rygorystycznym systemem zakazów i nakazów, tylko czy słuszny byłby organ kontrolujący wychowywanie przez rodzinę, czy człowiek średnio dojrzały czyli nastolatek nie powinien mieć przynajmniej średniej autonomii, a nie tak jak teraz do 18 roku możesz prawie tyle co uczeń podstawówki a potem już wszystko?

CoToStopka?
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Witaj.

>Nauczyciel- wychowawca jest bez wąpienia potrzebny, by
>kształtować młodego człowieka. Jednak przede wszystkim
>powinien wspierać podopiecznego i traktować z całą
>odpowiedzialnością swoją działalność.

Pozornie wygląda to na truizm. Ale tak nie jest. Zbyt wielu nauczycieli/wychowawców nie jest w stanie pojąć tej oczywistej prawdy. Posłużę się przykładem szkolnictwa artystycznego, gdyż - moim zdaniem - najlepiej oddaje istotę problemu.
Nauczyciel-artysta (spełniony lub nie - to osobna kwestia) uczy przyszłych artystów. Ma do wyboru dwie drogi: a) nauczyć "rzemiosła" i własnej artystycznej wizji; b) nauczyć "rzemiosła" i rozwinąć indywidualność ucznia (rezygnując z własnych artystycznych wizji). Uczeń którego z tych typów nauczycieli ma szanse na artystyczną karierę (celowo pomijam kwestię talentu)?

>Zazwyczaj wychowywanie jest definiowane jako wywieranie
>wpływu na jednostkę lub grupę w celu osiągania pożądanych
>przez wychowacę- nauczyciela zachowań lub działań. Jednak
>ja bym skłaniała sie ku stwierzdeniu, że nauczyciel-
>wychowawca raczej powinien wspierać w rozwoju, aktywizować,
>wyzwalać,pobudzać do zachowań zgodnych z oczekiwaniami
>społecznymi, przygotowywać do przyszłego życia.

Tak. Tylko mamy tu do czynienia z dwoistością procesu wychowania. 1) Człowiek jest zwierzęciem stadnym (istotą społeczną - dla bardziej wrażliwych) i pierwszym elementem jego wychowania jest tresura (cokolwiek pod to podstawimy); 2. Proces wychowawczy (rozumiany w sposób bardziej cywilizowany, aczkolwiek nie przez wszystkich) zaczyna się dopiero w momencie internalizacji przez dziecko podstawowych wartości obowiązujących w grupie.
Problemem - znowu moim zdaniem - jest uchwycenie tego najbardziej adekwatnego momentu w życiu dziecka umożliwiającego przejście od tresury do wychowania.

>Moim zdaniem
>brakuje ludzi z ideą i otwartych na ludzi i
>świat.Ograniczenia te wpływają na upośledzenie procesu
>wychowawczo- kształcącego.

Zgoda. Ale jeśli przez ostatnich ok. 60. lat do zawodu nauczycielskiego trafiało się w wyniku selekcji negatywnej, to czego oczekiwać? Jeśli wyjątkami od reguły byli i są nauczyciele/wychowawcy z powołania (i chwała im za to, że są - mimo wszystko...),
to nie oczekujmy cudów.

>Nauczyciel nadal jest tym, którego trzeba słuchać i
>traktować jak autorytet nawet gdy na to nie zasługuje.

Ale uczniowie już sobie z tym radzą (np. przez brak dyscypliny na lekcjach takiego "nauczyciela", protesty przeciw Giertychowi).

>Dlatego też ważne jest by przy naborach nauczycieli czy
>wychowaców brano pod uwagę nie tylko uprawnienia do
>wykonywania zawodu ale i predyspozycje oraz chęć do pracy.

Z całym szacunkiem, a jak to sobie wyobrażasz?

>Oczyiście temat potraktowałam skrótowo [...] i mam nadzieje,
>że jeszcze ten temat pojawi się nieraz i będziemy mogli
>podyskutować o nim szerzej.

On już się pojawił (przynajmniej w jednym wątku, w którym uczestniczyłem).
Twoje spojrzenie na problem, ale i innych uczestników tej dyskusji również, jest rzeczywiście godne rozwinięcia.

Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Konowal (6291 punktów)

>Nauczyciel-artysta (spełniony lub nie - to osobna kwestia) uczy przyszłych artystów. Ma do wyboru dwie drogi: a) nauczyć "rzemiosła" i własnej artystycznej wizji; b) nauczyć "rzemiosła" i rozwinąć indywidualność ucznia (rezygnując z własnych artystycznych wizji). Uczeń którego z tych typów nauczycieli ma szanse na artystyczną karierę (celowo pomijam kwestię talentu)?

moim zdaniem obydwu, bo niby czemu nie? zresztą znane jest przysłowie uczeń przerusł mistrza i jest to obojetne czy od razu pójdzie swoją drogą czy kawałek drogi podąży razem z mistrzem żeby się później usamodzielnić.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
mefta (480 punktów)
>Witaj.
>
>Nauczyciel-artysta (spełniony lub nie - to osobna kwestia) uczy przyszłych artystów. Ma do wyboru dwie drogi: a) nauczyć "rzemiosła" i własnej artystycznej wizji; b) nauczyć "rzemiosła" i rozwinąć indywidualność ucznia (rezygnując z własnych artystycznych wizji). Uczeń którego z tych typów nauczycieli ma szanse na artystyczną karierę (celowo pomijam kwestię talentu)?

moim zdaniem dobry nauczyciel bedzie uczyl przedewszystkim rzemiosla. a zeby ksztalcic "praktycznie" powinien pokazywac wiele sposobow osiagania celu. natomiast kwestia wazna jest to czy nauczyciel dopuszcza fakt istnienia innych sposobow osiagania celu poza wlasnym a takze to czy bylby w stanie zaakceptowac ze uczen moze byc lepszy.
>>
>Tak. Tylko mamy tu do czynienia z dwoistością procesu wychowania. 1) Człowiek jest zwierzęciem stadnym i pierwszym elementem jego wychowania jest tresura.
2. Proces wychowawczy zaczyna się dopiero w momencie internalizacji przez dziecko podstawowych wartości obowiązujących w grupie.
>Problemem - znowu moim zdaniem - jest uchwycenie tego najbardziej adekwatnego momentu w życiu dziecka umożliwiającego przejście od tresury do wychowania.

od dnia narodzin dziecko ulega wplywom. pierwszymi wychowawcami sa rodzice majacy znaczacy wplyw na jego rozwoj potem kolejno zmieniaja sie sie srodowiska wychowawcze a takze nasilenie wplywow poprzez poszczegolne srodowiska. dziecko jest elementem spoleczenstwa. jako czlowiek (bo tak nalezy je traktowac) z czasem nabywa roznych umiejetnosci: zycia w spoleczenstwie,przejmuje systemy wartosci,normy i wzory zachowan wykorzystujac je w swoim zyciu (socjalizacja) i to element wychowania. co do tresury nie bardzo wiem o co chodzi.

co do tresury. ja slowo to kojarze z tresowaniem zwierzat co znacznie inne jest niz wychowywanie. nie laczylabym tego poniewaz te 2 zagadnienia maja inne cele.

pozdrawiam










Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365