Zawsze uderzało mnie gdy rozmawiałem z przeciwnikami klonowania, aborcji lub eutanazji, że jednym z ich głównych argumentów jest utrata bądź zagrożenie człowieczeństwa. O co im chodzi? - myślałem sobie. Podobnie jest z wszelkiego rodzaju słuchami o ewentualnym ingerowaniu w nasze geny. Czy naprawdę tak cenne jest tych kilkadziesiąt tysięcy naszych genów? No bo o to wszystkim chyba chodzi? Nikt poważny nie widzi przecież jakichkolwiek innych śladów człowieka w powiedzmy kulce galaretki? Czy może boimy się nadużyć, powtórzenia takich koszmarów jakim była eugenika w III Rzeszy? Ale czy z takimi dylematami możemy sobie poradzić po prostu zastanawiając się nad nimi? Śmiem twierdzić że musimy spróbować i się przekonać. Największym błędem jest jednak uznanie naszej obecnej, "naturalnej" postaci za świętą, zakazanie jej modyfikowania. Czy inni podzielają mój entuzjazm - Ruszajmy na podbój obszarów genetycznej inżynierii!!!, czy też nie ? |