 |
prawa kobiet i głos biskupa, czyli o usługach medycznych Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Świat
| Napisano | Autor | Tytuł | | 12-03-2013 14:33 | mayolina (2278 punktów) | prawa kobiet i głos biskupa, czyli o usługach medycznych
4 na 4 | Od lat Stany Zjednoczone mają problem: szpitale świadczące usługi dla najbiedniejszych to szpitale i centra medyczne związane z instytucjami religijnymi. Ot, taka pozostałość po dawnych czasach. Ostatnio jednak, a mówię tu o ostatnich 10-20 latach, sprawa się skomplikowała, gdyż małe ośrodki przejmowane są przez większe, a te większe na ogół związane są z KrK, i wtedy okazuje się, że Prawo może i zezwala na edukację seksualną, środki antykoncepcyjne i aborcję, ale w przypadku najbiedniejszych pacjentów (czyli tych na Medicaid) Prawo mówi jedno, a nauczanie KrK drugie, zaś w dysputach rozstrzygającym głosem jest głos biskupa. Potwierdziła to sprawa aborcji w szpitalu St. Joseph. Szpitalowi biskup zabrał prawo do nazywania się szpitalem katolickim, a siostrę, przewodniczącą szpitalnej Komisji Etyki, ekskomunikowano za zgodę na aborcję, mimo że sprawa była dobrze udokumentowana medycznie, i bez przeprowadzenia aborcji pacjentka nie miała szans na przeżycie (lekarze mówią tu o prawie 100%). Fakty faktami, ale biskup swoje wiedział, a samą aborcję nazwał morderstwem 11. tygodniowego dziecka
.Sprawa była głośna i co raz wraca do dyskusji, gdyż coraz częściej pojawią się głosy (w tym także lekarzy), że wiele szpitali katolickich pewnych usług nie wykonuje i jak wynika z artykułu Where is the Hartbeat: Miscarriage Management in Catholic-Owned Hospitals (American Journal of Public Health, aut. L. Freedman, U.Landi, J.Steinauer)wszystko zależy od dobrego serca lekarza i czy zdecyduje się ryzykować utratę pracy, czy też nie. W kilku przypadkach gubernator nie zezwolił na przejęcie szpitali przez centra związane z KrK (np. w Kentucky), ale problem jest istotny, zwłaszcza że pojawiły się głosy KrK, że od lekarzy będzie wymagane większe przywiązanie do doktryny. I pewnie moglibyśmy sobie pogadać o dziwnych rzeczach dziejących się jedynie za Oceanem, gdyby nie sprawa śmierci pacjentki w Irlandii i odmówienie pomocy zgwałconej kobiecie przez dwa szpitale katolickie w Kolonii. Oczywiście można zapewne twierdzić, że są to odosobnione przypadki. Ja z kolei obawiam się, że to dopiero wstęp. inne głosy w tej samej sprawie: Sorry, hon, the nearest non-Catholic hospital is 500 miles away HuffPost, NYT Catholic Hospitals Expand, Religious Strings Attached | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Michal Jafron (95 punktów) |
>że to dopiero wstęp.
wstęp do czego ?
|
|
1 na 1 | mayolina (2278 punktów) | dopowiadam: wstęp do ograniczania praw kobiet właśnie przez zasłanianie się doktryną.
|
|
1 na 1 | Olek Mularski (3178 punktów) | > Od lat Stany Zjednoczone mają problem: szpitale świadczące usługi dla najbiedniejszych to szpitale i centra medyczne związane z instytucjami religijnymi. Ot, taka pozostałość po dawnych czasach.To bezprawie, jakim prawem klasyfikuje się pacjentów według stanu ich posiadania i przymusowo przydziela się do określonych jednostek służby zdrowia, tym bardziej, że te jednostki są sklerykalizowane (czyli nie dla wszystkich). > Ostatnio jednak, a mówię tu o ostatnich 10-20 latach, sprawa się skomplikowała, gdyż małe ośrodki przejmowane są przez większe, a te większe na ogół związane są z KrK, i wtedy okazuje się, że Prawo może i zezwala na edukację seksualną, środki antykoncepcyjne i aborcję, ale w przypadku najbiedniejszych pacjentów (czyli tych na Medicaid) Prawo mówi jedno, a nauczanie KrK drugie, zaś w dysputach rozstrzygającym głosem jest głos biskupa.To bezprawie, nierówność i brak wolności, żeby biskup był naczelna władzą w kwestii świeckiej, jaką jest leczenie ludzi. > Potwierdziła to sprawa aborcji w szpitalu St. Joseph. Szpitalowi biskup zabrał prawo do nazywania się szpitalem katolickim, a siostrę, przewodniczącą szpitalnej Komisji Etyki, ekskomunikowano za zgodę na aborcję, mimo że sprawa była dobrze udokumentowana medycznie, i bez przeprowadzenia aborcji pacjentka nie miała szans na przeżycie (lekarze mówią tu o prawie 100%). Fakty faktami, ale biskup swoje wiedział, a samą aborcję nazwał> morderstwem 11. tygodniowego dziecka> .> Sprawa była głośna i co raz wraca do dyskusji, gdyż coraz częściej pojawią się głosy (w tym także lekarzy), że wiele szpitali katolickich pewnych usług nie wykonuje i jak wynika z artykułu> Where is the Hartbeat: Miscarriage Management in Catholic-Owned Hospitals (American Journal of Public Health, aut. L. Freedman, U.Landi, J.Steinauer)wszystko zależy od dobrego serca lekarza i czy zdecyduje się ryzykować utratę pracy, czy też nie. W kilku przypadkach gubernator nie zezwolił na przejęcie szpitali przez centra związane z KrK (np. w Kentucky), ale problem jest istotny, zwłaszcza, że pojawiły się głosy KrK, że od lekarzy będzie wymagane większe przywiązanie do doktryny.Zmuszanie lekarzy do postępowania wbrew etyce jest niedopuszczalne, a szczególnie, gdy wiąże się to z koniecznością dostosowania się do określonego światopoglądu. Lekarz nie musi być chrześcijaninem. Dlaczego więc zmuszać pracowników do chrześcijaństwa, lub wręcz uzależniać przyjęcie do pracy/zwolnienie z niej od religii. Z resztą bez względu na wyznanie lekarz powinien kierować się dobrem pacjenta i jego niewymuszoną wolą. W dodatku, że pacjent, który trafi do takiego szpitala może być innej wiary, lub ateistą, a szpitala często się nie wybiera, a trafia do niego np. karetką. O zmuszaniu pacjentów do wiary niedawno już było, dodam więc tylko, że to również karygodne i prawie przestępcze, bo godzące częstokroć w wolność wyznania. > I pewnie moglibyśmy sobie pogadać o dziwnych rzeczach dziejących się jedynie za Oceanem, gdyby nie sprawa śmierci pacjentki w Irlandii i odmówienie pomocy zgwałconej kobiecie przez dwa szpitale katolickie w Kolonii. Oczywiście można zapewne twierdzić, że są to odosobnione przypadki. Ja z kolei obawiam się, że to dopiero wstęp.Takich przypadków jest prawdopodobnie znacznie więcej, z tym że pewnie część jest zamiatana pod dywan i nie wychodzi na światło dzienne. Co gorsza u nas w kraju też są szpitale prowadzone przez KrK (głównie zakon bonifratrów). Nie wiadomo co się tam dzieje, prawdopodobnie do tej pory żadnej wielkiej afery nie było, co nie znaczy, że ich funkcjonowanie jest wzorem, a wręcz przeciwnie.
|
|
 | 1 na 1 | mayolina (2278 punktów) | > To bezprawie, jakim prawem klasyfikuje się pacjentów według stanu ich posiadania i przymusowo przydziela się do określonych jednostek służby zdrowia, tym bardziej, że te jednostki są sklerykalizowane (czyli nie dla wszystkich).ktoś pewnie by ci powiedział, że biedny ma prawo wyboru: może pojechać do prywatnego szpitala, bo odmówić pomocy mu nie mogą, ale zdaje sobie sprawę, że po stalibizacji jego stanu (w przypadkach nagłych), prześlą go dalej. > To bezprawie, nierówność i brak wolności, żeby biskup był naczelna władzą w kwestii świeckiej, jaką jest leczenie ludzi.Czytałam (choć bez wgłębiania się w temat), że jest propozycja by usankcjonować ten stan rzeczy (mianowicie prawo ostatecznego głosu autorytetu religijnego), ale podobno opornie idzie i kongres raczej ją odrzuci. Przyznaję jednak, że sam pomysł jest przerażający. > Takich przypadków jest prawdopodobnie znacznie więcej, z tym że pewnie część jest zamiatana pod dywan i nie wychodzi na światło dzienne. Co gorsza u nas w kraju też są szpitale prowadzone przez KrK (głównie zakon bonifratrów). Nie wiadomo co się tam dzieje, prawdopodobnie do tej pory żadnej wielkiej afery nie było, co nie znaczy, że ich funkcjonowanie jest wzorem, a wręcz przeciwnie.otóż to, niby powinno mi zwisać, kto prowadzi szpital, gdy jest to szpital na własnym rozrachunku, a więc nie biorący pieniędzy z kasy państwowej, ale z drugiej strony nie ma możliwości, by egzystował w próżni: to znaczy w którymś momencie szpital będzie udzielał pomocy osobie i wtedy pojawią kwestie etyczne: czy ratujemy kobietę czy płód, reanimujemy czy nie...itd..itd. Na szczęście Świadkowie Jehowy nie mają swoich szpitali i nie muszę się obawiać, że w razie wypadku nie będę mogła liczyć na transfuzję
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >...pojawiły się głosy KrK, że od lekarzy będzie wymagane większe przywiązanie do doktryny.
To zdumiewające, do jakiego stopnia można zinstrumentalizować naukę (tu - medycynę). Kiedyś kościół z nauką walczył. Ta strategia okazuje się należeć do przeszłości. To, co opisujesz, jest przejawem zawłaszczania nauki jako czegoś światopogladowo obojętnego, a co może być wykorzystane wedle dowolnych, np. katolickich czy islamskich norm. Teraz dyskutujemy o szpitalach (czyli o naukach medycznych); jeszcze trochę, a księża wtrącać się będą do nauki (i techniki) w ogóle i określać jej praktyczne cele.
>...obawiam się, że to dopiero wstęp.
Ja też. Przywiązanie do doktryny byłoby wymagane od naukowców w ogóle. Z tego, co jest, a co bada nauka, nie wynika to, co powinno być, a więc sfera normatywna, praktyczna, którą mogą zawłaszczyć kapłani dowolnej religii. Naukę i technikę można uprawiać ku chwale różnych bogów. Wielu kłóci się o krzyż wiszący w Sejmie. On nie tylko wisi. On przede wszystkim - czeka.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|