Racjonalista - Strona głównaDo treści
Poczęcie Jezusa

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
18-02-2006 16:13tajemniczyPoczęcie Jezusa
Kiedyś usłyszałem pewną teorię na temat poczęcia Jezusa. Otóż ta teoria zakłada że Maria została zgwałcona przez Rzymianina(podawali jego imie ale nie pamiętam). Co o tym sądzicie?

Doktorek (13 punktów)
>Kiedyś usłyszałem pewną teorię na temat poczęcia Jezusa.
>Otóż ta teoria zakłada że Maria została zgwałcona przez
>Rzymianina(podawali jego imie ale nie pamiętam). Co o tym
>sądzicie?

A skąd wiesz, że to była "ta" Maria?? Wiesz ilu facetów w tamtych czasach miało na imię Jeszua? Z pewnościę wielu miało też rodziców o imieniach Maria i Józef!

Nie zaprzątałbym sobie głowy takimi teoriami, bo to strata czasu. Nie ma możliwości by to rzetelnie i naukowo udowodnić, więc po co snuć domysły i spekulaje. Albo wierzysz w to co pisze w Ewangeliach, albo nie -Twój wybór.

Pozdrawiam!!
zima (560 punktów)
Oglądałeś żywot Briana według Monty Pythona?
Tam i bez gwałtu było.
placownik (17853 punktów)

>(podawali jego imie ale nie pamiętam).

   Abdes Pantera

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)

>>(podawali jego imie ale nie pamiętam).
>   Abdes Pantera

Współczuję wiary w takie brednie. Jak tylko będę miał okazję to sprawdzę ten cytat z Orygenesa. Jednak raczej bez sprawdzania zakładam, że tego nie ma. Taki kawałek z całą pewnością byłby omawiany przez patrologów razem z innymi paszkwilami z tamtych czasów. Jednak przy okazji dowiedziałem się coś o braciach starszych. Chciałbym mieć dostęp do tych dokumentów.
Szukanie ojca ziemskiego dla Jezusa Chrystusa jest najbardziej perfidnym atakiem na filary
chrześcijaństwa i jeżeli podstawą argumentu są pisma rabinackie, to już wiecej nie potrzebuję.
Oczywiście i grób się znalazł i nawet wiadomo było jak się nazywał Rzymianin. Proponuję pooglądać kilka filmów detektywistycznych i poczytać kryminały aby nie dać się nabierać na podłożone dowody.

placownik :

   Sprawdź koniecznie! Tylko nie szukaj w rozdziale 28, lecz 32 Księgi I. Jeśli znasz angielski to nawet nie musisz wstawać.

   www.newadvent.org/fathers/04161.htm

   Pozdrawiam
Kontrast (1042 punktów)
Zobacz co zrobiłeś w moim poście wyżej.
Próbowałem sobie przetłumaczyć ten fragment, ale angielski jaki znam wiesza się na tym tekście. Jakiś strasznie dokładny anglik to tłumaczył z łaciny, bo wyjątkowo ciężko zrozumieć. Można się uczyć angielskiego na tych tekstach, bo jak ktoś przetłumaczy to dzieło, to już chyba wszystko zrozumie. To tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że trzeba się wziąć porządnie za naukę języka 20 lat próbuję się nauczyć i cały czas znam na tym samym poziomie. Szukam dobrej techniki zapamiętywania słówek.
Z tego, co pobieżnie przejrzałem bez słownika, to tekst odrzuca wspomnianą interpretację jakoby ojcem Jezusa miał być Panthera, ale wolałbym mieć dobre tłumaczenie z łaciny z oryginalnym tekstem dla porównania.

Bóg jest miłością
placownik (17853 punktów)

>Zobacz co zrobiłeś w moim poście wyżej.

   Rzeczywiście zmasakrowałem go okrutnie. Zacząłem go edytować i w trakcie edycji "przerzuciłem się" na odpowiedź. Doprowadziłem go teraz do stanu pierwotnego, a swoją odpowiedź dopisałem. Bardzo Cię przepraszam. To wina zmęczenia i braku uwagi.

>Z tego, co pobieżnie przejrzałem bez słownika, to tekst odrzuca wspomnianą interpretację jakoby ojcem Jezusa miał być Panthera, ale wolałbym mieć dobre tłumaczenie z łaciny z oryginalnym tekstem dla porównania.

   Cytat z Orygenesa zawarty w tekście, do którego odsyłałem, jest w istocie cytatem z Celsusa przytaczanym przez Orygenesa, a nie poglądem tego autora.

>Współczuję wiary w takie brednie.

   Nie rozumiem dlaczego naturalne poczęcie miałoby być brednią. Polemika Orygenesa z tym poglądem wydaje mi się mało przekonywująca.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>   Rzeczywiście zmasakrowałem go okrutnie. Zacząłem go edytować i w trakcie edycji "przerzuciłem się" na odpowiedź. Doprowadziłem go teraz do stanu pierwotnego, a swoją odpowiedź dopisałem. Bardzo Cię przepraszam. To wina zmęczenia i braku uwagi.
Tak sądziłem i nie osądzałem pochopnie.
Po co tracisz tyle czasu na poprawki? Mnie się zwykle zdarza błąd w wyrazach "więc" i "się", chyba alt nie zawsze łapie. Pewnie trzeba kupić nową klawiaturkę, bo ta ma już 7 lat. Takie błędy trudno zauważyć przy sprawdzaniu. Czasem jak zdążę, to jeszcze poprawiam stylistykę, bo to też trudno od razu zauważyć.

>   Cytat z Orygenesa zawarty w tekście, do którego odsyłałem, jest w istocie cytatem z Celsusa przytaczanym przez Orygenesa, a nie poglądem tego autora.
Trudno, żeby Orygenes popierał coś takiego...
>>Współczuję wiary w takie brednie.
>   Nie rozumiem dlaczego naturalne poczęcie miałoby być brednią.
Wiara w naturalne poczęcie dla kogoś, kto nie zna całego kontekstu, jest naturalna i specjalnie mnie to nie dziwi. Pisałem raczej o wierze w "dowody" jakie zostały podłożone. To bez uprzedzeń jest wyraźnie szyte grubymi nićmi.
I dzisiaj wielu postępuje podobnie, gdy nie można czegoś wyjaśnić, a nie pasuje do założeń. Choćby kwestia cudów, jak nie można zaprzeczyć, to niewierzący szukają naukowych wyjaśnień, a bywa, że nawet fałszują wyniki.

>Polemika Orygenesa z tym poglądem wydaje mi się mało przekonywująca.
Musiałbyś wierzyć, żeby była przekonywująca. Poczęcie bez mężczyzny jest teoretycznie możliwe i już chyba nawet dzisiaj osiągalne, tylko kłopot w tym, że urodził się mężczyzna (może to dowcip Pana Boga dla genetyków). Nie znam się na genach, ale może będzie kiedyś możliwe (mam nadzieję, że nikt tego nie zrobi) ustawienie allelów tak, aby uzyskać męskie cechy. Jeśli ludzie niedługo będą zdolni do tego, to o ileż bardziej Bóg, który jest Wszechmocny i mógł stworzyć lub przetworzyć określone allele. Genetyka wbrew poglądom niektórych niewierzących naukowców tylko pomniejsza przepaść jaka istniała w tej kwestii dawniej. Skoro już wkrótce naukowcy będą zdolni, aby uczynić coś takiego, to o ileż więcej mógł uczynić Bóg, który to wszystko stworzył i nieustannie stwarza każde nowe życie.
Ja się nie boję nauki, bo nauka nie może zaprzeczyć, że Bóg istnieje, a wręcz przeciwnie, może pokazać jak wielkie rzeczy On uczynił i wyjaśnia zagadki.
Nie zastanawiało Cię nigdy dlaczego pierwiastki mają takie właściwości, że powstają ich związki, które posiadają inne właściwości i możemy to wykorzystywać?

Pozdrawiam!


Bóg jest miłością
placownik (17853 punktów)

>>Polemika Orygenesa z tym poglądem wydaje mi się mało przekonywująca.
>Musiałbyś wierzyć, żeby była przekonywująca

   Po pierwsze, to najpierw się z nią zapoznaj, a po drugie to polemika ta miała na celu raczej utwierdzenie w wierze już przekonanych, niż przekonanie nieprzekonanych.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
>>>Polemika Orygenesa z tym poglądem wydaje mi się mało przekonywująca.
>>Musiałbyś wierzyć, żeby była przekonywująca
>   Po pierwsze, to najpierw się z nią zapoznaj, a po drugie to polemika ta miała na celu raczej utwierdzenie w wierze już przekonanych, niż przekonanie nieprzekonanych.
Przecież tak napisałem.

W międzyczasie przyszła mi refleksja teologiczno-naukowa odnośnie Bożej interwencji w momencie poczęcia Jezusa. Biorąc pod uwagę teologię i jej implikacje, interwencja Boga musiała być dogłębna. Jeśli brać pod uwagę takie przesłanki jak to, ze był bez grzechu, czyli nie mógł posiadać skutków grzechu w postaci chorób i innych ułomności. Określenie, że jest nowym Człowiekiem, odnowionym itd. Łącząc te przesłanki z wiedzą należałoby się spodziewać, że interwencja w strukturę genetyczną przez Ducha Świętego była ogromna, choć może w innym świetle należałoby spojrzeć na "Niepokalane poczęcie N. M. P.", które rozważane w tym kontekście, daje nowe światło. To oczywiście są spekulacje i nie chcę za dużo mówić, zresztą zainspirowało mnie to do czegoś i wolę to zostawić póki co dla siebie. Może napiszę książkę

Pozdrawiam!

Bóg jest miłością
zima (560 punktów)
Co ma grzech do genomu człowieka? Interweniujący DUch Święty w tym względzie...robi się coraz ciekawiej.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Co ma grzech do genomu człowieka?
Nie wiem czy jest sens to tłumaczyć. Według Objawienia, konsekwencją grzechu (zerwania więzi z Bogiem, czyli przekładając na zrozumiały tu język - niezdrowy styl życia) jest śmierć, choroby i cierpienie. Dzisiaj wiemy, że w sferze cielesnej to błędy i taka, a nie inna struktura genomu odpowiada za takie właściwości naszej natury. Niektórzy marzyciele np.: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4003 fantazjują o stworzeniu superczłowieka. Być może biblijny Adam i Ewa to właśnie tacy doskonali ludzie, którzy reprezentując symbolicznie tamtych pierwszych doskonałych ludzi posiadali podtrzymywaną przez jedność z Bogiem nieśmiertelność i wszystkie przypisywane im przez teologów cechy. Wspomniani wyżej marzyciele tak naprawdę, za pomocą technologii chcą wrócić do tamtego stanu.
W pewnym sensie biotechnologia w transhumanistycznych marzeniach, czyni możliwym to, co było obiektem wiary dla jednych, a dla innych powodem do drwin.
Wniosek jaki się spontanicznie nasuwa, jest taki, że skoro ludzie w nie tak bardzo odległej przyszłości, będą zdolni tworzyć takie rzeczy, to o ileż bardziej Bóg, który jest Wszechmocny.

>Interweniujący Duch Święty w tym względzie...robi się coraz ciekawiej.
Bóg sobie nie poszedł, ale działa, tylko przyzwyczailiśmy się do cudów i żądamy fajerwerków

PS. Teologia, która całkowicie odrzuca działanie Boga w świecie jest niepełną, a może nawet fałszywą teologią. Bóg nieustannie podtrzymuje świat w istnieniu, tak wierzę. U niego możliwe jest więc również zmartwychwstanie, skoro pewnie i to będzie kiedyś możliwe dla biotechnologów (czy będą to jednak ci sami ludzie, którzy umarli, to już inna kwestia).

Pozdrawiam!

Bóg jest miłością
Cieślański (994 punktów)

Kontrast, ty musisz być głęboko religijnym człowiekiem.
Na wszystkie naukowe argumenty, odpowiadasz formułką dającą się streścić następująco:

-> "nie znam się na tym, nie byłem w stanie przeczytać, kiedyś może się zapoznam, ale swoją niewiedzę zastępuję wiarą w wyimaginowanego wszechmogącego"

Odnoszę wrażenie, że fanatyczna miłość do boga odebrała ci zdolność trzeźwego myślenia.

Żyjesz w nierealnym świecie magicznego myślenia.
Zachowujesz się jak automat zaprogramowany na ślepe przywiązanie i posłuszeństwo swemu niewidzialnemu ukochanemu.
Zdajesz się być podniecony wpisując o poranku wszystkie te urojone dyrdymały o twoim boskim kochanku, na internetowe strony.
Tak bywa w stanie chorobliwego zakochania.
Czy nie widzisz, że ten twój wirtualny kochanek, wmówiony ci w dzieciństwie z kościelnej ambony, wykorzystuje cię na wszystkie możliwe sposoby i strony?
A tak naprawdę to tylko hormony i emocjonalna blokada racjonalnego postrzegania świata.
Żadne racjonalne argumenty nie trafiają do ciebie.
Wszystko ci się kojarzy z ukochanym wybranym, i od tego zakochania wydaje ci się, że wszędzie widzisz jego domniemane, tęsknie wyczekiwane, nadprzyrodzone oddziaływania.
No i ta twoja chorobliwa namiętność w roztrząsaniu cudownych sposobów rozmnażania ukochanych urojonych bogów.

Przyznaj się, kochasiu, że wszechwładna moc admina forum, ucieleśniona w placowniku też jest dla ciebie boskim uosobieniem ukochanego wszechmogącego.
Albowiem zaprawdę ci powiem:
z kontekstu twych postów dość jasno wynika, że kochając wyimaginowanego kochanka niebieskiego, jednocześnie uwodzisz placownika.

Czy próbowałeś szukać pomocy u psychoterapeuty nieKULewnego, na religijne brednie odpornego ?
Na początek radziłbym poczytać co nieco na temat specyfiki uzależnień.

No i znaleźć sobie prawdziwą kobietę, może ona zdoła ci wytłumaczyć i pokazać skąd się biorą dzieci.


Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Dzięki serdeczne! Dostarczyłeś mi świetnej rozrywki, w ten pochmurny zimowy dzień ) ...

>Kontrast, ty musisz być głęboko religijnym człowiekiem.
Religijny, a wierzący to zupełnie inne pojęcia, ale nie chce mi się tego tłumaczyć...

>Na wszystkie naukowe argumenty, odpowiadasz formułką dającą się streścić następująco:
>-> "nie znam się na tym, nie byłem w stanie przeczytać, kiedyś może się zapoznam, ale swoją niewiedzę zastępuję wiarą w wyimaginowanego wszechmogącego"
Jeśli piszę, że nie wiem, to z czystej uczciwości. Na niektóre poruszane tu tematy swego czasu miałem całkiem niemałą wiedzę jak na amatora, ale już sporo zapomniałem. Jednak zapewniam Cię, że szukałem o wiele bardziej intensywnie niż myślisz i gdybym się bardziej przykładał do zapamiętania szczegółów, nazwisk, definicji itd., pewnie zjadłbym tu na śniadanie niejednego dyskutanta. Wolę jednak, aby ktoś sam doszedł do wniosków, bo tylko wtedy to ma sens. Bezrefleksyjne i bezdecyzyjne przyjęcie wiary, czy jakiegoś światopoglądu przynosi zwykle fanatyzm. Dlatego tutaj raczej dzielę się refleksjami, a nie udowadniam niczego na siłę.

>Odnoszę wrażenie, że fanatyczna miłość do boga odebrała ci zdolność trzeźwego myślenia.
Ciekawe jak definiujesz fanatyzm?
Nie ma trudniejszej rzeczy niż wiara i miłość do Boga jeśli ma się świadomość, że On jest, a Jego działanie jest realne.

>Żyjesz w nierealnym świecie magicznego myślenia.
Nie jestem wyznawcą NA, tylko katolikiem, a wiara w Boga Osobowego to totalny ateizm wobec jakiegokolwiek innego bożka, więc moim Bogiem jest tylko Najwyższy, a wszystko inne to stworzenia i rzeczy, które traktuję jak stworzenia i rzeczy, a nie absolutyzuję np. rozumu, czy nauki jak to czynią ateiści z tego serwisu. Kto więc żyje bardziej w magicznym świecie?

>Zachowujesz się jak automat zaprogramowany na ślepe przywiązanie i posłuszeństwo swemu niewidzialnemu ukochanemu.
Nie wiem, kto tu jest bardziej zaprogramowany, czasami mam wrażenie rozmawiając z niektórymi, że jak napiszę niewłaściwą instrukcję wyświetli się komunikat: "Bad command, please corect!" albo "Fatal error, system must be rebut!"
Kiedyś ucząc się programowania w Pascalu napisałem programik, w którym komputer odpowiadał na typowe zapytania. Tylko moja matka, ma wrodzony talent do psucia moich projektów i właśnie dla jej zapytań musiałem zrobić furtkę: "Nie wiem, co powiedzieć, zadaj inne pytanie!".

>Zdajesz się być podniecony wpisując o poranku wszystkie te urojone dyrdymały o twoim boskim kochanku, na internetowe strony.
>Tak bywa w stanie chorobliwego zakochania.
Zakochanie wobec pięknej kobiety, gdy się ma 20 lat to zupełnie inny poziom, ale tego nie zrozumiesz, skoro wszystko przekładasz na etotykę.

>Czy nie widzisz, że ten twój wirtualny kochanek, wmówiony ci w dzieciństwie z kościelnej ambony, wykorzystuje cię na wszystkie możliwe sposoby i strony?
W dzieciństwie, to ja nie miałem pojęcia co jakiś tam ksiądz wygaduje. Zresztą już, gdzieś o tym pisałem, że na poważnie uwierzyłem dopiero jako dorosły i to po latach poszukiwań i przemyśleń. Takie hasełka to nie do mnie...
Jeśli według Ciebie Bóg wykorzystuje człowieka, to piszesz brednie i nie jest to prawdziwy Bóg, to błąd logiczny (pobaw się w analizy, to może sam do tego dojdziesz). Racje możesz mieć co do ludzi wykorzystujących okazję, ale na takich to ja też narzekam i jakoś nie burzy to mojej wiary. Wkurza mnie tylko, że są tacy ludzie, ale kiedy spojrzę czasami na swoje postępowanie, to i mnie zdarzają się wpadki. Doskonałość trzeba zdobywać, nikt nie ma jej bez pracy nad sobą i łaski Bożej.

>A tak na prawdę to tylko hormony i emocjonalna blokada racjonalnego postrzegania świata.
Napisz coś więcej o tym racjonalnym postrzeganiu śwata, bo od kilku miesięcy próbuję dowiedzieć na czym polega różnica. Jakieś ćwiczenia stosujesz, czy może jakieś specjalne specyfiki trzeba zażywać?

>Żadne racjonalne argumenty nie trafiają do ciebie.
Jakie argumenty są dla Ciebie racjonalne, potrafisz coś udowodnić, poza stwierdzeniami, czy opiniami jakichś naukowców (a w tym gronie, rzadko zdarza się jednomyślność), którzy każą sobie wierzyć jakby ich sąd był zawsze nieomylny? Codziennie niemalże słychać jakieś rewelacje, a potem kto inny stwierdza, co innego.

>Wszystko ci się kojarzy z ukochanym wybranym, wydaje ci się, że wszędzie widzisz jego oddziaływania nadprzydzonego.
To jest wiara...

>No i ta twoja chorobliwa namiętność w roztrząsaniu cudownych sposobów rozmnażania ukochanych urojonych bogów.
Tu już się zapędziłeś chłopie...

>Przyznaj się, kochasiu, że wszechwładna moc admina forum, ucieleśniona w placowniku też jest dla ciebie boskim uosobieniem ukochanego wszechmogącego.
Panie, coś pan!...

>Z kontekstu twych postów wynika, że kochając wyimaginowanego kochanka niebieskiego, jednocześnie uwodzisz placownika.
Jestem "hetero" i nie zamierzam tego zmieniać. Nawet kobietę wolę zdobywać, ale żeby faceta?

>Czy próbowałeś szukać pomocy u psychoterapeuty nieKULewnego, na religijne brednie odpornego ?
Zanim zaczniesz proponować mnie, wypróbuj na sobie tylko nie pomyl z "holowaniem psów".

>Na początek radziłbym poczytać conieco na temat specyfiki uzależnień.
Czytałem całkiem sporo o uzależnieniach od alkoholu, narkotyków i erotyki. To ostatnie jakoś mi się dziwnie narzuca w Twojej interpretacji moich zachowań. Jest takie prawo w psychologii, że mamy skłonność przypisywać innym to czego sami w sobie nie akceptujemy. No i jeszcze ta rada poniżej...

>No i znaleźć sobie prawdziwą kobietę, może ona zdoła ci wytłumaczyć i pokazać skąd się biorą dzieci.
>
Może zgłoś się do AE...

Byłem złośliwy, ale sam się prosiłeś...

Pozdrawiam!


Bóg jest miłością
Cieślański

>Jestem "hetero" i nie zamierzam tego zmieniać. Nawet kobietę wolę zdobywać, ale żeby faceta?

Jak na mój gust zbyt obszernie się tłumaczysz.
Oby się tylko nie okazało, że piszesz dużo, o czymś co według naukowców w ogóle nie zaistniało.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Jestem "hetero" i nie zamierzam tego zmieniać. Nawet kobietę wolę zdobywać, ale żeby faceta?
>Jak na mój gust zbyt obszernie się tłumaczysz.
No bez przesady...

>Oby się tylko nie okazało, że piszesz dużo, o czymś co według naukowców w ogóle nie zaistniało.
Jeśli Ci chodzi o jakieś koncepcje naukowców twierdzących, że wszyscy są biseksualni, a tylko uwarunkowanie społeczne powoduje, iż stajemy się hetero- lub homoseksualni, gdy jest to prawdziwe udowadnia tylko, że nie ma usprawiedliwienia dla homoseksualistów (no, bo postawa ta raczej nie służy społeczeństwu) powołujących się na wybryk natury. Jeśli zaś nie mają racji, wtedy ta nieliczna grupka nieszczęśliwych, którzy bez własnej winy, czy skutku błędów wychowawczych, obdarzeni nieszczęściem posiadania jakiejś genetycznej pomyłki, mogłaby mieć podstawę do respektowania ich praw do odmienności. To coś na kształt protestu karłów przeciw próbie leczenia ich dzieci hormonem wzrostu.
Rzucam takie hasełko na żer, ale raczej należałoby stworzyć nowy wątek, żeby nie rozpraszać aktualnego, który jest na inny temat.
Według mnie naukowcy mają jedynie częściowo rację. O naszych preferencjach decydujemy sami, wszystkie czynniki jedynie wspomagają naszą decyzję.
Jak chcesz ciągnąć ten temat, otwórz nowy wątek a tu podaj link, żeby moderator nie narzekał.

Pozdrawiam!

Bóg jest miłością
Kontrast (1042 punktów)
Nie spojrzałem wyżej, że wszedłeś bez zalogowania i wziąłem za kogoś innego. Podjąłem niepotrzebnie zupełnie inny temat.

Właściwie, czy ja muszę się tłumaczyć wobec absurdalnych interpretacji mojego zachowania i intencji?
Przez tych kilka miesięcy, trochę się zorientowałem w sposobie myślenia dyskutantów (chociaż nadal sądzę, że jest to kolejna wieża Babel) i chyba mógłbym całkiem skutecznie zakamuflować się udając jednego z nich. Jednak wolę być sobą, choć to przeszkadza, bo zamiast dyskusji muszę tracić energię na potyczki z różnymi "gladiatorami".


Bóg jest miłością
Cieślański (994 punktów)

>Podjąłem niepotrzebnie zupełnie inny temat.
>Właściwie, czy ja muszę się tłumaczyć wobec absurdalnych interpretacji mojego zachowania i intencji?

Zaiste, niesłychanie podejrzanymi i po Freud'owsku banalne wydają się być twoje obsesyjne i kamuflująco-asekuranckie tłumaczenia seksualne.
Można powiedzieć, Mon A'mi, że silnie kontrastują z twoimi deklaracjami.
Wszelkie odniesienia do zagadnień płci i ludzkiego przyrodzenia, za prawdę uwierz mi, zdają się mącić w głowie ci.

W świetle powyższego, niezwykle podejrzanym wydawać się musi twoja skłonność do uzewnętrzniania się na forum, w niejasnej kwestii Paskal -języka programowania i jego tajemnych związków z twym krytycznym podejściem do własnej mamusi.
Czy ty aby Kontraście kochany, nie czujesz się przez mamusię do religijnego myślenia, wbrew własnej woli, w dzieciństwie zaprogramowany???

Właściwie, można powiedzieć, że od samego początku, zabronione w katolicyźmie tematy erotyczne, w magiczny niemal sposób, powodują twoje kompletne odejście od właściwego tematu wątku.
Wszak temat tego wątku forum dotyczy hipotetycznych okoliczności narodzin, (domniemanego potrzebami religijnej socjotechniki twórców katolickiego kościoła) Jezusa, a nie twoich.
Czyżbyś, zbyt silnie identyfikował się z wyimaginowanym założycielem religii, która cię opętała i zawładnęła twymi snami, że niemal obsesyjnie, permanentnie i per namiętnie, myli ci się bajka o nim, z własnymi okołoporodowymi przeżyciami???

I tej kwestii, czyli racjonalnych wątpliwości, co do naukowych dowodów jakiegokolwiek zaistnienia, było nie było, trans-genicznego zapłodnienia, nieletniej Maryji, przez gołębia, dotyczyło moje zdanko brzmiące:

>"Oby się tylko nie okazało, że piszesz dużo, o czymś co według naukowców w ogóle nie zaistniało."

No, ale ciebie, tak poniosło w osobistych wyznaniach, i od tematu wątku zniosło, żem po prostu zdębiał i dostałem poznawczego zeza.
Za iste prawdziwa, wydaje się teza, że pod pozorem obrony wiary, szanowny Kontraście, choć sam tego nie czujesz, zwodzisz, uwodzisz, duszę swą wypatroszasz i autoreklamiarsko ekschibicjonujesz.
:D
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Po raz kolejny dostarczyłeś mi rozrywki, tym razem w zimowy wieczór.
Wsiadłeś na mnie jak napalony, bez dokładnego czytania. Przecież powiedziałem, że wziąłem Cię za kogoś innego. W pośpiechu zapuściłem się w inny temat, który akurat napatoczył się w tym czasie.
>>Podjąłem niepotrzebnie zupełnie inny temat.
>>Właściwie, czy ja muszę się tłumaczyć wobec absurdalnych interpretacji mojego zachowania i intencji?
>Zaiste, niesłychanie podejrzanymi i po Freud'owsku banalne wydają się być twoje obsesyjne i kamuflująco-asekuranckie tłumaczenia seksualne.
To Ty masz jakieś fantazje.
>Można powiedzieć, Mon A'mi, że silnie kontrastują z twoimi deklaracjami.
Kolejny wierszyk:

>Wszelkie odniesienia do zagadnień płci
>i ludzkiego przyrodzenia,
>za prawdę uwierz mi,
>zdają się mącić w głowie ci.

>W świetle powyższego, niezwykle podejrzanym wydawać się musi twoja skłonność do uzewnętrzniania się na forum, w niejasnej kwestii Paskal -języka programowania i jego tajemnych związków z twym krytycznym podejściem do własnej mamusi.
Ubzdurałeś sobie coś kolego w jakiejś pseudopsychologicznej interpretacji. Psychologia nie kończy się na Zygmuncie Freudzie. Co ciekawe według książek o nim, był gość homoseksualistą.

>Czy ty aby Kontraście kochany,
>nie czujesz się przez mamusię
>do religijnego myślenia, wbrew własnej woli,
>w dzieciństwie zaprogramowany???

Moja matka to pod moim wpływem zaczęła chodzić regularnie do kościoła i to ode mnie się większości rzeczy nauczyła, więc kto tu kogo programował?
>Właściwie, można powiedzieć, że od samego początku, zabronione w katolicyźmie tematy erotyczne, w magiczny niemal sposób, powodują twoje kompletne odejście od właściwego tematu wątku.
Znowu jakieś bzdurne wywody. Co do pornografii i podobnych rzeczy, bardzo dobrze, że zabronione. Trzeba wiedzieć dlaczego czegoś nie powinniśmy robić i wtedy nie jest to przymus, ale głos rozsądku.

> Wszak temat tego wątku forum dotyczy hipotetycznych okoliczności narodzin, (domniemanego potrzebami religijnej socjotechniki twórców katolickiego kościoła) Jezusa, a nie twoich.
>Czyżbyś, zbyt silnie identyfikował się z wyimaginowanym założycielem religii, która cię opętała i zawładnęła twymi snami, że niemal obsesyjnie, permanentnie i per namiętnie, myli ci się bajka o nim, z własnymi okołoporodowymi przeżyciami???
Wyrażaj opinię jako swoją prywatną, a nie wciskaj mi w nawiasach stwierdzeń. Mnie to nie rusza ani o milimetr. Porównania i wnioski są prześmieszne

>I tej kwestii, czyli racjonalnych wątpliwości, co do naukowych dowodów jakiegokolwiek zaistnienia, było nie było, trans-genicznego zapłodnienia, nieletniej Maryji, przez gołębia,
Dobrze się czujesz?
>dotyczyło moje zdanko brzmiące:
>>"Oby się tylko nie okazało, że piszesz dużo, o czymś co według naukowców w ogóle nie zaistniało."
Już napisałem, że wziąłem Cię za kogoś innego. Wszedłem na post przez link w zawiadomieniu i nie zauważyłem, że to ten temat.

>No, ale ciebie, tak poniosło
>w osobistych wyznaniach,
>i od tematu wątku zniosło,
>żem po prostu zdębiał
>i dostałem poznawczego zeza.

>Za iste prawdziwa, wydaje się teza,
>że pod pozorem obrony wiary, szanowny Kontraście,
>choć sam tego nie czujesz,
>zwodzisz, uwodzisz,
>duszę swą wypatroszasz
>i autoreklamiarsko ekschibicjonujesz.
>:D

Dziwi mnie Twoja troska o moją duszę, to doprawdy zagadkowa rzecz
Twój wyszukany język i zgrabne naszpikowanie jednego zdania takim ładunkiem poezji powinieneś wykorzystać i pisać sztuki teatralne .

Pozdrawiam!

Bóg jest miłością
placownik (17853 punktów)

>Według Objawienia, konsekwencją grzechu (zerwania więzi z Bogiem, czyli przekładając na zrozumiały tu język - niezdrowy styl życia) jest śmierć, choroby i cierpienie.

   Cierpienie? Konsekwencją zerwania więzi z Bogiem?

   Cierpieliśmy, cierpimy i będziemy cierpieć wszyscy. Zarówno ci, którzy pozostają w więzi z Bogiem, jak i ci którzy ją zerwali, a także ci, którzy nigdy jej nie utrzymywali. Pod tym względem nie ma między nami żadnej różnicy. Więź z Bogiem nie chroni nikogo przed cierpieniem. Nawet samego Boga. Pomyśl o tym, zanim następnym razem napiszesz o konsekwencjach grzechu.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nie będę Cię uwodził jak to ktoś mi wytknął...

>>Według Objawienia, konsekwencją grzechu (zerwania więzi z Bogiem, czyli przekładając na zrozumiały tu język - niezdrowy styl życia) jest śmierć, choroby i cierpienie.

>   Cierpienie? Konsekwencją zerwania więzi z Bogiem?
Pytasz o kwestie teologiczną i akurat podważasz coś, co dla ludzi wierzących jest jedną z ważniejszych rzeczy. Późno już i trudno mi się skupić więc nie wiem czy odpowiem.
Problem jest w tym, że Objawienie podało tylko sens ogólny cierpienia i zostało ono włączone w całą ekonomię zbawienia. Cierpienie jest skutkiem grzechu. Pierwsi ludzie nie cierpieli (ból i cierpienie to nie to samo) przed grzechem, więź z Bogiem dawała im według refleksji teologów niecierpiętliwość. Wierzymy, że Bóg nie jest tylko ideą, ale działa również realnie i namacalnie w sferze materialnej. Ta więź uszczęśliwiała ludzi i podtrzymywała w sposób nadprzyrodzony życie ludzkie. Grzech odciął ludzi od źródła nieśmiertelności i szczęścia. Cierpienie fizyczne, wyzwoliło cierpienie psychiczne i duchowe.
Chrystus wziąć na siebie nasze cierpienie i jeśli uwierzymy w Nim jest nasze uzdrowienie, a to cierpienie, które w nas jeszcze pozostało łączymy z Jego odkupieńczym cierpieniem. Już nie cierpimy bez sensu, ale z miłości znosząc cierpienia i prześladowania dla miłości oraz te skutki grzechów, które jeszcze w nas są.
>   Cierpieliśmy, cierpimy i będziemy cierpieć wszyscy. Zarówno ci, którzy pozostają w więzi z Bogiem,
Dla nich cierpienie ma zupełnie inne znaczenie i nie jest już rozpaczą, ale raczej bólem rodzącej kobiety, która zapomina o nim, gdy urodzi się dziecko. Oczywiście mówię tu o świętych, bo chyba tylko ci na poważnie traktują swoją wiarę i doświadczają jej owoców. Nominalni chrześcijanie czasami nie różnią się w swoim cierpieniu od ateistów, bo zachowują jedynie pozór pobożności. To z nich są ci, przez których Kościół ma kiepski wizerunek, ale czasem i spośród nich rodzą się święci bohaterowie i to często ludzie, których nikt o to nie podejrzewał.
>jak i ci którzy ją zerwali, a także ci, którzy nigdy jej nie utrzymywali. Pod tym względem nie ma między nami żadnej różnicy.
I spośród takich Bóg nierzadko powoływał do świętości.

>Więź z Bogiem nie chroni nikogo przed cierpieniem.
Kontemplatycy Boga jak św. Jan od Krzyża i św. Teresa Wielka (z Avila) oraz całe rzesze innych choćby św. Faustyna z miłości do bliźnich sami chcieli łączyć się z cierpieniem Chrystusa na Kalwarii i nie był to akt masochizmu, ale ofiarowanie siebie z miłości.

>Nawet samego Boga.
To był Krzyż.

>Pomyśl o tym, zanim następnym razem napiszesz o konsekwencjach grzechu.
Myślałem wcześniej i to parę lat temu, jak dotąd zdania nie zmieniłem...

Pewnie mimo moich wyjaśnień nadal nie rozumiesz. To dla mnie tylko dowód, że nie jest to sprawa przekonywania, ale łaski od Boga. To nie my wybieramy Boga, ale On nas. Jeśli ktoś zamyka drzwi, to Bóg nie wtrynia się na siłę. Tylko bracia czasami próbują nadgorliwie przekonywać.

W jednej chwili wszyscy niewierzący z tego serwisu i czytający go mogliby się nawrócić, gdyby Bóg chciał i nie potrzebowałby ani mojej, ani czyjejkolwiek pomocy, ale jak sądzę szanuje właśnie waszą wolność, bo tak bardzo tego chcecie.

Ja nie potrafię udowodnić, że wierzę w Boga, ale wierzę i czuję widzę też, że odpowiada i to bardzo wyraźnie i namacalnie, ale cóż niektórzy uznają to za iluzję broniąc niczego niczym.

Pozdrawiam!

Bóg jest miłością
jedynytrzeźwynasali
>Kiedyś usłyszałem pewną teorię na temat poczęcia Jezusa.
>Otóż ta teoria zakłada że Maria została zgwałcona przez
>Rzymianina(podawali jego imie ale nie pamiętam). Co o tym
>sądzicie?


Wiesz-ja słyszałem podobną teorię.Otóż ta teoria mówi że Twoja matka została zgwałcona przez rzymskiego żołnierza i tak się poczęłeś.Nawet chyba znałem jego imię ale nie pamiętam.
Co o tym sądzisz?

Twoją wypowiedź skomentuję następująco-trzeba być człowiekiem bardzo głupim żeby wymyślić tak głupią historię ale tylko człowiek ograniczony może w takie coś uwierzyć.Jak widzę Ty chyba w to wierzysz co znaczy że ...
Cieślański (994 punktów)

   Wobec zdecydowanej przewagi fragmentów "mało smacznych" nad fragmentami dowcipnymi i rzeczowymi uwagami, usunąłem post w całości.

placownik - moderator
Kontrast (1042 punktów)
Cieślański, przekroczyłeś już wszelkie granice przyzwoitości. Może tu ktoś ci przyklaszcze, ale w tym tekście, który mógłbym zaliczyć do wc-towych, nie tylko obrażasz swoimi wulgarnymi porównaniami katolików i innych chrześcijan, ale jak sądzę dobry smak kulturalnych ludzi niewierzących. Mam wielki niesmak po tej lekturze i raczej będę unikał na przyszłość czytania twoich wypocin. Jeść mi się odechciało.
Ciekawe co na to Placownik, tak bardzo dbający o strój słów?
Z tym gołębiem to już chyba efekt grypy...

Nie pozdrawiam!
Tu już tylko cud może pomóc...

Deus caritas est
Cieślański (994 punktów)
>   Wobec zdecydowanej przewagi fragmentów "mało smacznych" nad fragmentami dowcipnymi i rzeczowymi uwagami, usunąłem post w całości.
>placownik - moderator
Na władzę, nie poradzę
W poczuciu winy, motywowany obawą, coby proroctwo kaczora w sprawie wolności mediów nie spełniło się zbyt szybko, przez wprowadzenie cenzury internetowej przez sprawiedliwe prawo, po prostu wklejam link do kopi aborcjonowanego mojego postu.

www.faktyi(*)41&pl_view=&start=320&logoff=1
B. Samarski (32 punktów)
>   Wobec zdecydowanej przewagi fragmentów "mało smacznych" nad fragmentami dowcipnymi i rzeczowymi uwagami, usunąłem post w całości.
>placownik - moderator
Decyzja pochopna. Potwierdzajaca przypuszczenia Cieślańskiego o uleganiu aktualnie "słusznym" postawom.
Tekst przeczytałem w innym miejscu (Racjonalista nie pozwolił mi zapoznac się z nim i nie wiem czy to ta sama treść, z którą się zapoznałem). Jeżeli to ta sama, to nie jest to treść zasługująca na aż takie poraktowanie. Jestem zdziwiony.

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365