Racjonalista - Strona głównaDo treści
Samoświadomość i powstanie życia.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
09-07-2009 13:37Kasza (396 punktów)Samoświadomość i powstanie życia.
Ocena -2 na 4
Szukałem, ale nic nie znalazłem co choć po części dawałoby mi odpowiedź, więc założyłem temata.
Tak zacząłem filozofować: "czy to możliwe, żeby życie powstało z materii nieożywionej ?" No pewnie, że możliwe, skąd byśmy się wzięli ? No, ale zastanawiając się dalej - jak do cholery? Coś jest, jakaś papka i tak ni z tego, ni z owego ożywa. No jak ? Podobno naukowcy są blisko - lub daleko, nie wiem - ożywienia czegoś martwego. W konsekwencji to prowadzi ( no chyba ;p) do tego, że będzie i można ożywiać zmarłych. I co dalej ? Zresztą nie o to chodzi. Bo i tak co mnie to obchodzi. Tylko jak coś może od tak se ożyć ?

I druga sprawa - świadomość istnienia. Wszyscy byli kiedyś "dwoma częściami" - plemnik i komórka jajowa, czymś osobnym. I parę lat od tego zdarzenia, pewnego pięknego dnia dostaliśmy świadomość swojego "ja". Przecież mózg mamy jeszcze przed urodzeniem, ale czy wtedy wiedzieliśmy, że istniejemy ?

Nie daje mi to spokoju, więc chyba jeszcze trochę i zacznę wierzyć, ale na pewno nie w Jezusa, także nie załamujcie się. Pozostał mi jeszcze deizm.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Sylwek (15472 punktów)
No tak, wiadomo. W końcu jeśli jest Bóg, to kwestia świadomości nagle staje się trywialna i zrozumiała sama przez się.
09-07-2009 14:03 
 Ocena 3 na 3
Michał Worgacz (2557 punktów)
>No tak, wiadomo. W końcu jeśli jest Bóg, to kwestia świadomości nagle staje się trywialna i zrozumiała sama przez się.>

Nie bez kozery istnieje przecież choćby
Towarzystwo Świadomości Kryszny ...


NON SERVIAM
Głąbiński (3538 punktów)
>... jak coś może od tak se ożyć ?
>... Przecież mózg mamy jeszcze przed urodzeniem, ale czy wtedy wiedzieliśmy, że istniejemy?
Pytania te dręczą nie tylko ciebie. Odpowiedź przekonywująca możliwa będzie, gdy potrafimy należycie opisać, co oznaczją słowa "życie" i "świadomość"? Nasza wyobraźnia, gdy posługujemy się tzw. powszechnikami, domaga się ścisłego rozgraniczenia między zakresem zjawisk opisywanym przez dany powszechnik (dane słowo) i jego zaprzeczeniem. W większości przypadków okazuje się to niemożliwe.
Gdy przechodzimy stopniowo od świata minerałów (np. powstawanie skomplikowanych struktur krystalicznych w postaci ruchomych drzew demonstrowane na pokazowych lekcjach fizyki), do związków organicznych i ich coraz bardziej skomplikowanych ich reakcji (w "Świat Nauki" czytałem ciekawy artykuł o reakcjach zachodzących w drobnych szczelinach skalnych na dnie oceanu), nie potrafimy powiedzieć, w którym momencie przekraczamy granicę, za którą przemiany cząsteczek można już nazwać życiem. Wiem tylko, że między najprostszym znanym DNA, a najbardziej złożonym spontanicznie powstałym białkiem istnieje przepastna różnica. Form przejściowych chyba nie znamy. Doświadczenie uczy jednak, że nasza niewiedza w tym zakresie nie jest dowodem. Nie wiemy bowiem, jakie odkrycia zostaną dokonane w przyszłości.
Podobnie jest ze świadomością, której pierwociny można zauważyć już u zwierząt i u embriona. Jak więc odpowiedzieć na pytanie, czy spontaniczne powstanie świadomości jest możliwe, jeśli nie potrafimy wskazać granicy odzielającej życie nieświadome od świadomego?
Rozstrzygnięcie tych pytań nastąpiłoby po zbudowaniu komputera żyjącego (sam się rozmnaża, żywi itd.), lub świadomego, co przewidują niektórzy z autorów SF, ale na razie takie lub inne, o podobnym dla postawionego pytania znaczeniu, osiągnięcie jest mało prawdopodobne.

Stach M. G.
09-07-2009 15:24 
 Ocena 2 na 2
Kasza (396 punktów)

Cytat:
Wiem tylko, że między najprostszym znanym DNA, a najbardziej złożonym spontanicznie powstałym białkiem istnieje przepastna różnica.


No tak, ale jeśli udałoby się "zrobić" wszystko co odpowiedzialne za funkcje życiowe i jakoś to poruszyć (bicie serca np.) to tak po prostu ożyłoby ? Tak myślę nad tym i czegoś tu brakuje.
09-07-2009 15:49 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
> No tak, ale jeśli udałoby się "zrobić" wszystko co odpowiedzialne za funkcje życiowe i jakoś to poruszyć (bicie serca np.) to tak po prostu ożyłoby?

Sztuczny wirus został zsyntetyzowany z prostych związków chemicznych ponad 5 lat temu. www.centru(*)le.php?story=20031114233707335 Nic nie trzeba było poruszać - sam zaczął zjadać bakterie.
stachmg
>Sztuczny wirus został zsyntetyzowany z prostych związków chemicznych ...
Przesadziłeś: fragmenty DNA to nie są "proste z.c.". Ale fakt, że, jeśli to nie jest kaczka dziennikarska, skonstruowanie istoty żywej w oparciu o aktualnie znane prawa przyrody można uważać za dowiedzione w więcej niż 99%.
09-07-2009 19:29 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Sztuczny wirus został zsyntetyzowany z prostych związków chemicznych ...

> Przesadziłeś: fragmenty DNA to nie są "proste z.c.".

Biochemia to nie moja specjalność ale jak zrozumiałem notatkę, to ten wirus został całkowicie zsyntetyzowany z pojedynczych nukleotydów, które są związkami na tyle prostymi, że mogą być z kolei zsyntetyzowane metodami chemii organicznej ze związków nieorganicznych. Chociaż wątpię, czy ta ostatnia synteza została w tym wypadku wykonana, to jednak w zasadzie nic nie stoi jej na przeszkodzie.

> Ale fakt, że, jeśli to nie jest kaczka dziennikarska [...]

Nie, to nie kaczka. Tutaj autor mówi o planach syntezy całej komórki.
09-07-2009 17:48 
 Ocena 1 na 1
pirks (4 punktów)

>Rozstrzygnięcie tych pytań nastąpiłoby po zbudowaniu komputera żyjącego (sam się rozmnaża, żywi itd.), lub świadomego, co przewidują niektórzy z autorów SF, ale na razie takie lub inne, o podobnym dla postawionego pytania znaczeniu, osiągnięcie jest mało prawdopodobne.
>
Stach M. G.

To nie jest takie proste . Życie to nie tylko odżywianie i rozmnażanie się . Jak na mój gust maszyna nie mogłaby być głodna , nudzić się , tęsknić . I wydaje mi się , że byłaby , w przeciwieństwie do nas , wieczna . Wydaje mi się , że " świadomość " maszyny nie byłaby zależna od nośnika danych . Wystarczy skopiować program i maszyna jak nowa , a ciągle ten sam " charakterek " . Z człowiekiem tego zrobić się nie da . Życie ma tą wadę , że jest śmiertelne . Ja nie twierdzę , że maszyna nie może być świadoma i inteligentna . Ona nigdy ( chyba ) nie będzie żywa , jak znane nam organizmy . Co nie wydaje mi się wadą .
stachmg
>>Rozstrzygnięcie tych pytań nastąpiłoby po zbudowaniu komputera żyjącego (sam się rozmnaża, żywi itd.), lub świadomego, co przewidują niektórzy z autorów SF, ale na razie takie lub inne, o podobnym dla postawionego pytania znaczeniu, osiągnięcie jest mało prawdopodobne.
>>
Stach M. G.

>... Życie to nie tylko odżywianie i rozmnażanie się.
Oczywiście! Zwróć uwagę na literki itd. w mojej wyliczance. Natomiast nudzenie się i tęsknienie nie są wymaganymi atrybutami życia. Przecież nikt nie zaprzeczy, że drzewa żyją, a nie posiadając systemu nerwowego, żadnych odczuć nie generują. Również nieśmiertelność - zreszstą nieosiągalna nawet dla najdoskonalszej samonaprawiającej się (w powieściach SF takie istnieją) - też nie przeczy życiu. Rozmnażające się przez podział bakterie są praktycznie nieśmiertelne.
A ogólnie rzecz biorąc, to wszystko to jedynie domysły i fantazje, pomocne jednak przy próbie odpowiedzi postawionej na wstępie wątku.
09-07-2009 19:46 
 Ocena 1 na 1
pirks (4 punktów)

Ale ja się z tobą nie spieram. Tylko dorzucam swoje trzy grosze . Kiedyś myślałem o tym . Taki Terminator nie miałby wielu naszych ułomności , jak zmęczenie , nie byłby głodny ,nie czułby bólu , przynajmniej w takim rozumieniu jak my , nie znałby strachu itp. I wydaje mi się , że chociaż z naszego punktu widzenia , maszyna mogłaby być prawie nieśmiertelna . osobowość jej można przecież przechowywać w wielu kopiach . Jej " ciało " zawsze można wymienić na inne . Ale to takie moje fantazje .

Kiedyś mądrzy ludzie , chyba w radiu , mówili o nieśmiertelności bakterii . Rzecz nie jest wcale taka oczywista . Te nowe bakterie to raczej jednak nie macierzysta . Więc ich długowieczność , nie jest pewna .
Ktoś napisał , że "życie " , to kwestia złożoności technologii . Też chyba nie do końca tak jest .
Sylwek (15472 punktów)

>To nie jest takie proste . Życie to nie tylko odżywianie i rozmnażanie się . Jak na mój gust maszyna nie mogłaby być głodna , nudzić się , tęsknić . I wydaje mi się , że byłaby , w przeciwieństwie do nas , wieczna . Wydaje mi się , że " świadomość " maszyny nie byłaby zależna od nośnika danych . Wystarczy skopiować program i maszyna jak nowa , a ciągle ten sam " charakterek " . Z człowiekiem tego zrobić się nie da . Życie ma tą wadę , że jest śmiertelne . Ja nie twierdzę , że maszyna nie może być świadoma i inteligentna . Ona nigdy ( chyba ) nie będzie żywa , jak znane nam organizmy . Co nie wydaje mi się wadą .

Rozróżnienie między maszyną a organizmem jest kwestią złożoności technologii. Gdy będziemy mieli takie możliwości technologiczne jak ewolucja, nasze maszyny, jeśli zechcemy będą się rozmnażać i ewoluować a wtedy straci racje bytu rozróżnienie na maszynę i organizm. A jeśli byśmy w sposób sztuczny zbudowali mózg jak ludzki, nie mielibyśmy podstaw by odmawiać mu podmiotowego istnienia.
09-07-2009 16:32
 Ocena 10 na 10
TyDraniu (6569 punktów)
>Podobno naukowcy są blisko

Jeden z naukowców na MIT był już bardzo blisko stworzenia życia w laboratorium.

Pech chciał, że żona go przyłapała...
Michał Kostaś (2046 punktów)
> Coś jest, jakaś papka i tak ni z tego, ni z owego ożywa. No jak ?

Kiedyś ludzie wierzyli, że muchy powstają z gnijącego mięsa, a bakterie z brudu. To bardzo ciekawe, bo ludzie nie mieli wątpliwości co do samorództwa. Naukowcy w XIX wieku musieli się porządnie napracować, żeby obalić samorództwo. Dzisiaj wśród ludzi dalej istnieje przekonanie o samorództwie, np. mama mi mówiła jak byłem dzieckiem, że pająki powstają z kurzu i włosów. Także część ludzi wcale by się nie dziwiła jak Ty.

Nie można uformować sobie człowieka (tzn. zebrać nieożywione składniki) i ożywić go. Jest to ze względów technicznych nie możliwe i nigdy nie będzie. Podobnie z innymi skomplikowanymi organizmami, które znamy. Organizm jest układem dynamicznym, więc musielibyśmy złamać zasady chemii i fizyki.

Można otrzymać np. wirusa, wtedy wystarczy odpowiednio skomponować składniki chemiczne i gotowe. Bez jakiegoś zabiegu "ożywienia" - właściwie nie wiadomo co miałoby oznaczać "ożywienie".

> Podobno naukowcy są blisko - lub daleko, nie
>wiem - ożywienia czegoś martwego. W konsekwencji to prowadzi ( no chyba ;p) do tego, że będzie i
>można ożywiać zmarłych. I co dalej ?

Jeśli masz na myśli ożywienie człowieka po śmierci biologicznej, to nie będzie to możliwe. Nigdy.

> Tylko jak coś może od tak se ożyć ?

Nie możemy powiedzieć, że coś nagle ożyje. Jakiś układ może być żywy lub nie (a i to zależy od definicji życia, jaką przyjmiemy).

>I druga sprawa - świadomość istnienia. Wszyscy byli kiedyś "dwoma częściami" - plemnik i komórka
>jajowa, czymś osobnym. I parę lat od tego zdarzenia, pewnego pięknego dnia dostaliśmy świadomość
>swojego "ja". Przecież mózg mamy jeszcze przed urodzeniem, ale czy wtedy wiedzieliśmy, że istniejemy
>?

Jak dla mnie nie ma w tym nic dziwnego. Mózg rozwija się stopniowo i dopiero z czasem umożliwia swojemu posiadaczowi zorientować się, że istnieje. Byłoby dziwne, jakbyś posiadał świadomość już na poziomie zygoty.


simple a beginning
09-07-2009 18:46 
 Ocena 3 na 3
Głąbiński (3538 punktów)
>Jeśli masz na myśli ożywienie człowieka po śmierci biologicznej, to nie będzie to możliwe. Nigdy.
Nigdy nie należy mówić nigdy. Szczególnie gdy chodzi o prognozowanie postępu wiedzy i technologii.

Stach M. G.
10-07-2009 22:23 
 Ocena 3 na 3
Michał Kostaś (2046 punktów)
>>Jeśli masz na myśli ożywienie człowieka po śmierci biologicznej, to nie będzie to możliwe. Nigdy.
>Nigdy nie należy mówić nigdy. Szczególnie gdy chodzi o prognozowanie postępu wiedzy i technologii.

Co do zasady się zgadzam.

Śmierć biologiczna jest jednak nieodwracalna. Np. jeżeli padną neurony, to już ich nie ma możliwości ich ożywienia. Można mówić o wszczepianiu nowych komórek i regeneracji, ale nie ma możliwości przywracania umarłym komórkom życia, przede wszystkim ze względu ustanie procesów komórkowych, których nie po prostu nie sposób uruchomić ponownie. Uruchomienie wszystkich procesów całego organizmu jest technicznie niewykonalne. Są na tyle skomplikowane, że mogą powstać tylko w wyniku stopniowego rozwoju od poziomu jednokomórkowego. Dlatego też uważam za uzasadnione użycie słowa nigdy w tym przypadku.


simple a beginning
11-07-2009 15:10 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>Śmierć biologiczna jest jednak nieodwracalna. Np. jeżeli padną neurony, to już ich nie ma możliwości ich ożywienia.
Nie ma reakcji chemicznych nieodwracalnych. Jest również możliwość aktywnego odtworzenia zniszczonych tkanek np. z użyciem komórek macierzystych. Przyszłe odkrycia naukowe mogą obecną niemożność usunąć, choć jest to mało prawdopodobne. Ciekawe też jest pytanie o to, w jakiej mierze ożywiony osobnik byłby - jeśli chodzi o jego psychikę - tym samym, co zmarły. No ale to wszystko na razie tylko SF.


Stach M. G.
11-07-2009 18:02 
 Ocena 2 na 2
Michał Kostaś (2046 punktów)
>Nie ma reakcji chemicznych nieodwracalnych.

   Są reakcje nieodwracalne. To czy dany proces chemiczny jest odwracalny, czy nie, zależy od warunków reakcji i typu układu. Większość procesów denaturacji białek w warunkach organizmu przebiega w sposób nieodwracalny, ponieważ forma rozwinięta białka nie jest stabilna w roztworze i ulega wytrącaniu (lub działaniu proteaz). Procesu denaturacji nie da się odwrócić z zachowaniem warunków fizjologicznych. Renaturacja białek jest możliwa, ale trzeba mocnej zmiany warunków, zastosowania denaturantów, detergentów itp. A jest wiele białek, których nie da się renaturować. Niektóre białka zaraz po syntezie istnieją w postaci wewnętrznie nieuporządkowanej i tylko w takiej formie są aktywne. W przeciągu godzin białka te ulegają nieodwracalnej zmianie konformacji.
   Podobnie jest z procesami proteolizy - są nieodwracalne w większości warunków.

   Śmierć komórki zarówno nekrotyczna, jak i apoptotyczna, jest nieodwracalna. Komórki nie można przywrócić do życia, ze względu na nieodwracalne zmiany (np. fragmentacja DNA, odpączkowanie części komórki).

>Jest również możliwość aktywnego odtworzenia zniszczonych tkanek np. z użyciem komórek macierzystych.

   Tak, ale to jest regeneracja, a nie ożywienie. Jeśli komórka umrze, nie da się już jej przywrócić do życia. To właśnie miałem na myśli. A i regeneracja jest możliwa tylko dla fragmentu organizmu, ponieważ wymaga oddziaływania z żywymi komórkami organizmu. Przy śmierci całego organizmu nie jest możliwa regeneracja, dlatego nie będzie możliwe ożywienie kogoś w pełni umarłego. Myślę, że o takie ożywienie pytał autor wątku.


simple a beginning
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Mózg rozwija się stopniowo i dopiero z czasem umożliwia swojemu posiadaczowi zorientować się, że istnieje.
Przykład dzikich dzieci pokazuje, że wcale nie jest pewne, że sam mózg "wytwarza" świadomość.
.
10-07-2009 21:15 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>...nie jest pewne, że sam mózg "wytwarza" świadomość.

A co w tej materii jest pewne?
Porównajmy np. fototaksję kiełka ziemniaka ze świadomością wzrokową człowieka. Czy chodzi tu tylko o stopień intensywności świadomości, jej skupienia dzięki soczewce oka?
A tak nawiasem mówiąc: nie jest pewna również teza przeciwna, że sama świadomość "wytwarza" mózg. "Sam" mózg (poza bodźcami) i "sama" ("czysta") świadomość to raczej urojenia. Należałoby mówić o różnej intensywności świadomości mózgowej (w zależności od aspektu: subiektywnych przeżyć i obiektywnych badań)
10-07-2009 22:05 
 Ocena 1 na 1
Michał Kostaś (2046 punktów)
>Przykład dzikich dzieci pokazuje, że wcale nie jest pewne, że sam mózg "wytwarza" świadomość.

Sugerujesz, że dzikie dzieci nie mają świadomości? Jeśli tak, to co o tym miałoby świadczyć?



simple a beginning
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Sugerujesz, że dzikie dzieci nie mają świadomości? Jeśli tak, to co o tym miałoby świadczyć?
Niewiele wskazuje, by dzikie dzieci miały świadomość, są nie jak kosmici, lecz jak zwierzęta.
.
11-07-2009 07:30 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
> Niewiele wskazuje, by dzikie dzieci miały świadomość, są nie jak kosmici, lecz jak zwierzęta.

Skąd wiesz, że zwierzęta nie mają świadomości?
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Skąd wiesz, że zwierzęta nie mają świadomości?
Z niemożności porozumienia się z nimi.
.
11-07-2009 10:16 
 Ocena 4 na 4
Michał Kostaś (2046 punktów)
>>Skąd wiesz, że zwierzęta nie mają świadomości?
>Z niemożności porozumienia się z nimi.

Może się zdarzyć przypadek, że jakaś osoba stanie się niema i sparaliżowana, a w konsekwencji utracimy z nią możliwość porozumienia. Czy będzie to będzie oznaczać, że utraciła świadomość? Czy ma świadomość, tylko nie potrafi nam nic przekazać?

Z drugiej strony z psami można dobrze się porozumiewać (choć w sposób ograniczony).

Brak mowy u dzikich dzieci wynika stąd, że one się po prostu nie nauczyły mówić (innych ludzkich zachowań też się nie nauczyły). Nie można na podstawie tego kryterium stwierdzić, że one nie mają świadomości. Zresztą, określenie czy coś ma świadomość, czy nie, jest bardzo trudne.


simple a beginning
11-07-2009 11:35 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>określenie czy coś ma świadomość, czy nie, jest bardzo trudne.
Ale dosyć często trafnie określamy kiedy ktoś traci świadomość.
.
11-07-2009 13:35 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
>> określenie czy coś ma świadomość, czy nie, jest bardzo trudne.

> Ale dosyć często trafnie określamy kiedy ktoś traci świadomość.

Równie trafnie można to określić u zwierząt. Środki usypiające działają na ssaki podobnie jak na nas. Nieraz widziałem jak mój kot we śnie coś łapie - prawdopodobnie myszy, które wciąż przynosił do domu.

Nie mam wątpliwości, że koty postrzegają świat podobnie do nas. Nawet mają bardziej wyczulony wzrok, słuch i węch. Natomiast ich zdolności planowania i przewidywania są oczywiście dużo bardziej ograniczone, co się wiąże ze słabo rozwiniętymi płatami czołowymi mózgu.

A co do mowy, to kot sporo potrafi powiedzieć ogonem - nawet więcej niż ludzie.
11-07-2009 14:21 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>> określenie czy coś ma świadomość, czy nie, jest bardzo trudne.
>>Ale dosyć często trafnie określamy kiedy ktoś traci świadomość.
>Równie trafnie można to określić u zwierząt.
Więc jak określasz, że zwierzę traci świadomość, skoro - jak twierdzisz powyżej - "określenie czy coś ma świadomość, czy nie, jest bardzo trudne"?
.
11-07-2009 17:41 
 Ocena 1 na 1
Fizyk (17637 punktów)
>>> określenie czy coś ma świadomość, czy nie, jest bardzo trudne.

>> Ale dosyć często trafnie określamy kiedy ktoś traci świadomość.

>> Równie trafnie można to określić u zwierząt.

> Więc jak określasz, że zwierzę traci świadomość, skoro - jak twierdzisz powyżej - "określenie czy coś ma świadomość, czy nie, jest bardzo trudne"?

To nie ja tak twierdzę.

Anestezjologom nie sprawia kłopotów wyłączanie świadomości. Weterynarzom też myślę, że nie.
11-07-2009 20:09 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Anestezjologom nie sprawia kłopotów wyłączanie świadomości. Weterynarzom też myślę, że nie.
Żeby wyłączyć kotu świadomość, musi on ją mieć. Skąd przekonanie, że kot ją ma?
.
12-07-2009 06:27 
 Ocena 2 na 2
Fizyk (17637 punktów)
>> Anestezjologom nie sprawia kłopotów wyłączanie świadomości. Weterynarzom też myślę, że nie.

> Żeby wyłączyć kotu świadomość, musi on ją mieć. Skąd przekonanie, że kot ją ma?

A skąd przekonanie, że inni ludzie mają świadomość? Można się uprzeć, że jej nie mają (solipsyzm), albo że kobiety są bezdusznymi automatami (Alawici). Katolicy uparli się, że zwierzęta są nieświadome.
12-07-2009 10:07 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>Żeby wyłączyć kotu świadomość, musi on ją mieć. Skąd przekonanie, że kot ją ma?
>A skąd przekonanie, że inni ludzie mają świadomość? Można się uprzeć, że jej nie mają
To może zapytajmy skąd nasze własne przekonanie, że sami mamy świadomość? Bo może jesteśmy tylko czyimiś wspomnieniem? (Stanisław Jerzy Lec)

>Katolicy uparli się, że zwierzęta są nieświadome.
Zgadzam się z tymi katolikami.

A jakie zdanie ma Twój kot?
.
12-07-2009 23:34 
 Ocena 3 na 3
Fizyk (17637 punktów)
>> Katolicy uparli się, że zwierzęta są nieświadome.

> Zgadzam się z tymi katolikami.
> A jakie zdanie ma Twój kot?

Mój kot nie zgadza się z nimi.
12-07-2009 09:59 
 Ocena 2 na 2
Celtyk (3337 punktów)
>>Anestezjologom nie sprawia kłopotów wyłączanie świadomości. Weterynarzom też myślę, że nie.
>Żeby wyłączyć kotu świadomość, musi on ją mieć. Skąd przekonanie, że kot ją ma?
Tak samo można zapytać skąd przekonanie, że jej nie ma?

Władza doprowadza do obłędu w stopniu większym, niż demoralizuje, uciszając głos sumienia i wyostrzając chęć działania.- WILL I ARIEL DURANT -
12-07-2009 10:54 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>świadomość [...] Skąd przekonanie, że kot ją ma?
>Tak samo można zapytać skąd przekonanie, że jej nie ma?
To jak z Bogiem - z powodu braku przesłanek.
.
13-07-2009 01:32 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
>>>świadomość [...] Skąd przekonanie, że kot ją ma?
>>Tak samo można zapytać skąd przekonanie, że jej nie ma?
>To jak z Bogiem - z powodu braku przesłanek.
>.

Mam wrażenie, że jeżeli uznamy , ze człowiek ma świadomość to więcej można znaleźć przesłanek na istnienie świadomości kota niz na istnienie jakiegoś boga.
13-07-2009 02:03 
 Ocena 3 na 3
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Mam wrażenie, że jeżeli uznamy , ze człowiek ma świadomość to więcej można znaleźć przesłanek na istnienie świadomości kota niz na istnienie jakiegoś boga.
A bogać tam więcej, tyle, co kot napłakał.
.
13-07-2009 07:32 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>>Mam wrażenie, że jeżeli uznamy , ze człowiek ma świadomość to więcej można znaleźć przesłanek na istnienie świadomości kota niz na istnienie jakiegoś boga.
>A bogać tam więcej, tyle, co kot napłakał.
Plusik za grę słów
13-07-2009 07:37 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Mam wrażenie, że jeżeli uznamy , ze człowiek ma świadomość to więcej można znaleźć przesłanek na istnienie świadomości kota niz na istnienie jakiegoś boga.
Potwierdzam - koty mają świadomość. Nie sądzę, by dotykanie łapą lustra, a następnie intensywne przyglądanie się tejże łapie było przypadkowe, zwłaszcza, że się powtarzało.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>koty mają świadomość. Nie sądzę, by dotykanie łapą lustra, a następnie intensywne przyglądanie się tejże łapie było przypadkowe, zwłaszcza, że się powtarzało.
Ptaki instynktownie powtarzają wielce często złożone wicie gniazda. Co do lusterek, to zwierzęta często się na nie nabierają, ostatnio przez jakieś 20 minut obserwowałem pliszkę uparcie umizgającą się do lusterka samochodowego. Było jej naprawdę trudno, bo na drzwiach auta biedny ptak nie miał na czym przysiąść.
.
25-08-2009 14:14 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
Ocena istnienia świadomości u zwierząt, z którymi nie możemy się komunikować, jest trudna. Tak naprawdę mamy przesłanki za tym, że niektóre gatunki są świadome, mowa o niektórych naczelnych, delfinach. Ale istnieją zaskakujące obserwacje i w przypadku innych gatunków, nie rozumiemy zachowania szczurów, nietoperzy i pewnie licznych innych, jeśli przyjrzymy się in wystarczająco dobrze.

Zachowanie kota to typowy przykład. Rozpoznanie siebie samego w lustrze to przejaw świadomości własnego istnienia. Skoro zwierze rozpoznaje siebie w lustrze, to wie i rozumie, że samo istnieje.

Pytanie co rozumiemy przez samą świadomość. Czy świadomość istnienia siebie samego, czy też analizę abstrakcyjnych pojęć, zadawanie pytań, badanie. Tutaj najpierw należałoby to sprecyzować, a potem zastanawiać się jak to jest u innych gatunków.

Ja osobiście uważam, że świadomość rozwijała się stopniowo i u różnych gatunków istnieje w różnym stopniu. Tak jak inteligencja rozwijała się stopniowo, tak samo pewnie świadomość. Nie widzę powodu, dla którego świadomość miałaby być jakąś wyjątkową, unikatową cechą człowieka.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Ocena istnienia świadomości u zwierząt, z którymi nie możemy się komunikować, jest trudna.
Więc na jakiej podstawie mielibyśmy zakładać, że w ogóle mają świadomość?

Z obcojęzycznymi ludźmi zrazu nie możemy się komunikować, ale obustronnie obserwowane wysiłki drugiej strony umożliwiają w końcu jakąś komunikację mimo językowej bariery.

>mamy przesłanki za tym, że niektóre gatunki są świadome
Jakież to przesłanki? "Rada małpa, że się śmieli, kiedy mogła udać człeka"?

>Zachowanie kota to typowy przykład. Rozpoznanie siebie samego w lustrze to przejaw świadomości własnego istnienia. Skoro zwierze rozpoznaje siebie w lustrze, to wie i rozumie, że samo istnieje.
A skąd interpretacja, że kot w lustrze rozpoznaje siebie, a nie jakiegoś kota?

>Pytanie co rozumiemy przez samą świadomość.
Skoro jednak tyle zostało już powiedziane...

>Nie widzę powodu, dla którego świadomość miałaby być jakąś wyjątkową, unikatową cechą człowieka.
Więc czy wg Ciebie istnieje jakakolwiek unikatowa cecha człowieka? Bo jeśli uważasz, że jesteśmy tylko jednym z wielu gatunków zwierząt, to jak wyjaśnisz naszą ludzką cywilizację?
.
25-08-2009 15:50 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Ocena istnienia świadomości u zwierząt, z którymi nie możemy się komunikować, jest trudna.
>Więc na jakiej podstawie mielibyśmy zakładać, że w ogóle mają świadomość?
Na podstawie obserwacji, analizy i porównań.
>Z obcojęzycznymi ludźmi zrazu nie możemy się komunikować, ale obustronnie obserwowane wysiłki drugiej strony umożliwiają w końcu jakąś komunikację mimo językowej bariery.
Tak, ale bariera obcego języka jest stosunkowo niewielka. Z niektórymi naczelnymi również ją pokonujemy, np. szympansy uczą się języka migowego i można z nimi sensownie porozmawiać. Wyrażają rozmaite emocje, bardziej skomplikowane niż strach i odczucia związane z jedzeniem. W ich przypadku jest to prostsze. Ale niestety, różnice pomiędzy nami a innymi gatunkami często są ogromne, znacznie większe, niż między różnymi ludźmi. To może tworzyć barierę nie do pokonania w zakresie komunikacji. A może nie, może kiedyś ją pokonamy? Byłoby to ciekawe.
>>mamy przesłanki za tym, że niektóre gatunki są świadome
>Jakież to przesłanki? "Rada małpa, że się śmieli, kiedy mogła udać człeka"
Szkoda że trywializujesz, ale rozmowa migowa z szympansami jest bardzo intrygująca. Obserwacje zachowań społecznych naczelnych w stanie dzikim również. Nieporównanie prym tutaj wiodą szympansy bonobo - warto się dokształcić, zamiast wyśmiewać temat.
>>Zachowanie kota to typowy przykład. Rozpoznanie siebie samego w lustrze to przejaw świadomości własnego istnienia. Skoro zwierze rozpoznaje siebie w lustrze, to wie i rozumie, że samo istnieje.
>A skąd interpretacja, że kot w lustrze rozpoznaje siebie, a nie jakiegoś kota?
Kot to był przykład, nie wiem, czy kot siebie rozpoznaje. Ale małpki już tak - wiem to Stąd, że zachowanie ich na to wskazuje. Jeśli namalujesz takiej małpie plamkę na nosie, ona zobaczy to w lustrze, to będzie próbować ją z siebie zetrzeć - z siebie, a nie z lustra, czyli z innej małpy w lustrze, a więc rozumie, że widzi siebie. To przykład. Z kotem to nie wiem, jakie mieli wyniki.
>>Pytanie co rozumiemy przez samą świadomość.
>Skoro jednak tyle zostało już powiedziane...
Czyli co to oznacza dla ciebie?
>>Nie widzę powodu, dla którego świadomość miałaby być jakąś wyjątkową, unikatową cechą człowieka.
>Więc czy wg Ciebie istnieje jakakolwiek unikatowa cecha człowieka? Bo jeśli uważasz, że jesteśmy tylko jednym z wielu gatunków zwierząt, to jak wyjaśnisz naszą ludzką cywilizację?
Wyjaśnię to różnicami ilościowymi a nie jakościowymi naszych cech.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Na podstawie obserwacji, analizy i porównań.
Z obserwacji, analizy i porównań wychodzi, rzecz przeciwna, mianowicie, że zwierzęta nie mają świadomości. Bo choć miałyby interes, by nawiązać z nami porozumienie nie próbują tego.

>bariera obcego języka jest stosunkowo niewielka
Bariera języka to jest na tyle duża przeszkoda, że rozmówcy zmuszeni są użyć innych środków, najczęściej improwizowanego języka migowego.

>Z niektórymi naczelnymi również ją pokonujemy, np. szympansy uczą się języka migowego i można z nimi sensownie porozmawiać.
Języka migowego szympansy się nie uczą, lecz są go uczone, czyli tresowane. "Sensowne" w naszym pojęciu rozmowy niekoniecznie mają jakikolwiek sens z punktu widzenia szympansów.

>różnice pomiędzy nami a innymi gatunkami często są ogromne [...] To może tworzyć barierę nie do pokonania w zakresie komunikacji.
Co mianowicie jest tą "ogromną różnicą tworząca barierę nie do pokonania"? Że borsuk ma futro w paski i chadza na czworakach?

>rozmowa migowa z szympansami jest bardzo intrygująca.
Mnie nie pociąga, a nade wszystko niczego rozważaniom o świadomości zwierząt nie dodaje.

>warto się dokształcić, zamiast wyśmiewać temat.
To hrabia Fredro był, warto się dokształcić zamiast wybrzydzać.

>Jeśli namalujesz takiej małpie plamkę na nosie, ona zobaczy to w lustrze, to będzie próbować ją z siebie zetrzeć - z siebie, a nie z lustra, czyli z innej małpy w lustrze, a więc rozumie, że widzi siebie.
A może naturalne jest takie zachowanie, bo lustro występuje w przyrodzie? Zresztą gdzieś tam czytam, że nie każda małpa zdradza objawy rozpoznawania siebie, podobnie nie każde półtoraroczne dziecko ludzkie.

>Czyli co to oznacza dla ciebie?
Świadomość to zdolność do myślenia. A czym jest dla Ciebie?

>>jeśli uważasz, że jesteśmy tylko jednym z wielu gatunków zwierząt, to jak wyjaśnisz naszą ludzką cywilizację?
>Wyjaśnię to różnicami ilościowymi a nie jakościowymi naszych cech.
To wyjaśnij.
.
Ania... (14138 punktów)
>>Na podstawie obserwacji, analizy i porównań.
>Z obserwacji, analizy i porównań wychodzi, rzecz przeciwna, mianowicie, że zwierzęta nie mają świadomości. Bo choć miałyby interes, by nawiązać z nami porozumienie nie próbują tego.
Mówisz serio czy próbujesz mnie rozśmieszyć? Udało ci się.
Świadomość nie oznacza z marszu zdolności do trafnej oceny nietypowych sytuacji. Gdybyś nagle znalazł się w obcym tobie środowisku - całkowicie, np. na innej planecie lub tutaj, ale za tysiąc lat, też miałbyś problem ze zrozumieniem spraw, które dla tubylców są oczywiste. Założenie, że skoro jakiś gatunek ma świadomość, to od razu zrozumie zasady naszego współżycia społecznego i co więcej, będzie w stanie świadomie je wykorzystywać.
>>bariera obcego języka jest stosunkowo niewielka
>Bariera języka to jest na tyle duża przeszkoda, że rozmówcy zmuszeni są użyć innych środków, najczęściej improwizowanego języka migowego.
To nadal niewielka. Bez problemu porozumiesz się z Chińczykiem, bowiem łączy was podobny tok myślenia, podobna mimika, świadomość pewnych celów. Spróbuj porozumieć się z kimś, kto mówi językiem suahili, nie ma rąk i nóg i ma paraliż mięśni twarzy - to chyba większa bariera. A w przypadku innych gatunków bariera może być jeszcze większa.
>>Z niektórymi naczelnymi również ją pokonujemy, np. szympansy uczą się języka migowego i można z nimi sensownie porozmawiać.
>Języka migowego szympansy się nie uczą, lecz są go uczone, czyli tresowane. "Sensowne" w naszym pojęciu rozmowy niekoniecznie mają jakikolwiek sens z punktu widzenia szympansów.
W takim samym sensie my również jesteśmy uczeni - tresowani - znajomości języków. Co do sensowności, to najpierw naprawdę poszukaj czegoś o ich możliwościach. Założyłeś sobie, że człowiek jest unikatowy i koniec, dlatego nie dopuszczasz innych możliwości. Niby fajnie, ale zaprzeczasz jednocześnie faktom, które są i istnieją, a to już niefajnie.
>>różnice pomiędzy nami a innymi gatunkami często są ogromne [...] To może tworzyć barierę nie do pokonania w zakresie komunikacji.
>Co mianowicie jest tą "ogromną różnicą tworząca barierę nie do pokonania"? Że borsuk ma futro w paski i chadza na czworakach?
No comments.
>>rozmowa migowa z szympansami jest bardzo intrygująca.
>Mnie nie pociąga, a nade wszystko niczego rozważaniom o świadomości zwierząt nie dodaje.
Nie dodaje, jeśli ma się założenie, że cokolwiek się zobaczy i usłyszy, to jest to "nieistotne".
>>warto się dokształcić, zamiast wyśmiewać temat.
>To hrabia Fredro był, warto się dokształcić zamiast wybrzydzać.
Aleś mnie zaskoczył. Wiem, znam ten wierszyk, i co z tego? Dalej twierdzę, że nie znasz tematu, nie chcesz nawet poznać, a wyśmiewasz.
>>Jeśli namalujesz takiej małpie plamkę na nosie, ona zobaczy to w lustrze, to będzie próbować ją z siebie zetrzeć - z siebie, a nie z lustra, czyli z innej małpy w lustrze, a więc rozumie, że widzi siebie.
>A może naturalne jest takie zachowanie, bo lustro występuje w przyrodzie? Zresztą gdzieś tam czytam, że nie każda małpa zdradza objawy rozpoznawania siebie, podobnie nie każde półtoraroczne dziecko ludzkie.
Nie, wiele zwierząt o niższym stopniu inteligencji nie rozpoznaje siebie w lustrze. To wymaga już skomplikowanych analiz.
>>Czyli co to oznacza dla ciebie?
>Świadomość to zdolność do myślenia. A czym jest dla Ciebie?
Dla mnie to świadomość własnego istnienia i analizy swojego położenia w środowisku. Myślenie samo w sobie to dla mnie inteligencja. Przejawiają ją już głowonogi, w małym stopniu gady, w większym ptaki i w niezłym gradiencie ssaki.
>>>jeśli uważasz, że jesteśmy tylko jednym z wielu gatunków zwierząt, to jak wyjaśnisz naszą ludzką cywilizację?
>>Wyjaśnię to różnicami ilościowymi a nie jakościowymi naszych cech.
>To wyjaśnij.
Myślałam że to jasne - nie ma określonej cechy charakterystycznej wyłącznie dla nas. Wyróżnia nas stopień rozwoju określonych cech, dla przykładu inteligencja jest typowa dla innych ssaków, ale jednak człowiek póki co ma ją rozwiniętą w największym stopniu, na ile możemy to badać. A badamy i to prężnie.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Założenie, że skoro jakiś gatunek ma świadomość, to od razu zrozumie zasady naszego współżycia społecznego i co więcej, będzie w stanie świadomie je wykorzystywać
"...jest chybione." - dodam, bo chyba chciałaś powiedzieć, że moje założenie jest chybione.

Tylko zauważ, że sama właśnie tu (podkreśliłem gdzie) obstawiasz użycie przez zwierzę świadomości jako oczekiwaną reakcję. Więc i Ty nie doczekałaś od zwierząt manifestacji ich świadomości, a mimo to upierasz się, że ją mają. To niekonsekwentne.

>Bez problemu porozumiesz się z Chińczykiem, bowiem łączy was podobny tok myślenia, podobna mimika, świadomość pewnych celów.
Tutaj także oczekujesz świadomości jako niezbędnej "bazy porozumienia". Zwierzęta jej nie mają i to jest ta bariera uniemożliwiająca porozumienie z nimi.

>Spróbuj porozumieć się z kimś, kto mówi językiem suahili, nie ma rąk i nóg i ma paraliż mięśni twarzy - to chyba większa bariera. A w przypadku innych gatunków bariera może być jeszcze większa.
W przypadku zwierząt bariera jest akurat mniejsza, bo jako fizycznie sprawne mogą dawać sygnały rozumienia nas przez działanie. Poza tym nie porozumiewają się ze sobą.

>my również jesteśmy uczeni - tresowani - znajomości języków.
Nie, my języków uczymy się świadomie, sami szukamy środków do wyrażenia naszych myśli w nowym języku. Bo w odróżnieniu od szympansów uczonych języka migowego my mamy myśli i jesteśmy ich świadomi.

>najpierw naprawdę poszukaj czegoś o ich możliwościach.
Nigdzie nie istnieją argumenty potwierdzające nonsens, więc gdzie i po co miałbym ich szukać?

>Założyłeś sobie, że człowiek jest unikatowy
Chyba już pisałem, że człowiek jako jedyny tworzy cywilizację.

>zaprzeczasz jednocześnie faktom, które są i istnieją
Którym faktom zaprzeczam?

>>Co mianowicie jest tą "ogromną różnicą tworząca barierę nie do pokonania"? Że borsuk ma futro w paski i chadza na czworakach?
>No comments.
Nie oczekiwałem komentarzy, lecz odpowiedzi. Ale nie dziwi mnie, że się wykręcasz skoro cała Twoja gadka wyssana jest z palca.

>Nie dodaje, jeśli ma się założenie, że cokolwiek się zobaczy i usłyszy, to jest to "nieistotne".
Więc wskaż, co tam widzisz istotnego. Ten eksperyment jest znany i ma opinię nienaukowego.

>twierdzę, że nie znasz tematu, nie chcesz nawet poznać
Gołosłownie twierdzisz.

>Nie, wiele zwierząt o niższym stopniu inteligencji nie rozpoznaje siebie w lustrze. To wymaga już skomplikowanych analiz.
Skąd wiemy o tych skomplikowanych analizach? Może nie są one aż tak skomplikowane, a po prostu dla niektórych gatunków naturalne. Tak jak różne zwierzęta mają różny sposób widzenia świata. Albo różne złożone procedury godowe, też wymagające skomplikowanych analiz? Może i pająki rozpoznają siebie w lustrze, a to my nie potrafimy rozpoznać, że one się rozpoznają?

>Dla mnie to świadomość własnego istnienia i analizy swojego położenia w środowisku.
Twierdzisz, że świadomość to świadomość? Hm... A rozpoznajesz siebie w lustrze?

>nie ma określonej cechy charakterystycznej wyłącznie dla nas.
Jest ludzka świadomość i cywilizacja.


Na posty ignorujące zalecenie §.14.3 Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Ania... (14138 punktów)
>>Założenie, że skoro jakiś gatunek ma świadomość, to od razu zrozumie zasady naszego współżycia społecznego i co więcej, będzie w stanie świadomie je wykorzystywać
>"...jest chybione." - dodam, bo chyba chciałaś powiedzieć, że moje założenie jest chybione.
Tak, nie dopisałam. Jest chybione.
>Tylko zauważ, że sama właśnie tu (podkreśliłem gdzie) obstawiasz użycie przez zwierzę świadomości jako oczekiwaną reakcję. Więc i Ty nie doczekałaś od zwierząt manifestacji ich świadomości, a mimo to upierasz się, że ją mają. To niekonsekwentne.
Dlaczego zakładasz że nie doczekałam się? Podałam ci przykłady takiej komunikacji wobec gatunków, które są badane i uzyskano ciekawe wyniki. A zakładam, że w przypadku innych jest możliwość ogromnej lub nieprzekraczalnej bariery - czytaj ze zrozumieniem, a nie podciągaj moich słów pod własne oczekiwania.
>>Bez problemu porozumiesz się z Chińczykiem, bowiem łączy was podobny tok myślenia, podobna mimika, świadomość pewnych celów.
>Tutaj także oczekujesz świadomości jako niezbędnej "bazy porozumienia". Zwierzęta jej nie mają i to jest ta bariera uniemożliwiająca porozumienie z nimi.
Zakładasz że jej nie mają. Nie wiesz tego. Ja w oparciu o "DOWODY" uzyskane w doświadczeniach zakładam, że niektóre gatunki mają świadomość.
>W przypadku zwierząt bariera jest akurat mniejsza, bo jako fizycznie sprawne mogą dawać sygnały rozumienia nas przez działanie. Poza tym nie porozumiewają się ze sobą.
Skąd wiesz, że nie porozumiewają się ze sobą? A feromony mrówcze? A taniec pszczół? A sygnały dźwiękowe ptaków i ssaków? Znakowanie terenu zapachami - to komunikacja, tyle że uboższa lub całkiem inna od naszej. Ba, nawet rośliny się komunikują.
>>my również jesteśmy uczeni - tresowani - znajomości języków.
>Nie, my języków uczymy się świadomie, sami szukamy środków do wyrażenia naszych myśli w nowym języku. Bo w odróżnieniu od szympansów uczonych języka migowego my mamy myśli i jesteśmy ich świadomi.
Jasne - niemowlę uczy się mówić mama świadomie.
>>najpierw naprawdę poszukaj czegoś o ich możliwościach.
>Nigdzie nie istnieją argumenty potwierdzające nonsens, więc gdzie i po co miałbym ich szukać?
Musisz dowartościowywać się przekonaniem, że jesteś taki wyjątkowy i dlatgo odrzucasz DOWODY?
>>Założyłeś sobie, że człowiek jest unikatowy
>Chyba już pisałem, że człowiek jako jedyny tworzy cywilizację.
Cywilizację w sensie? A osady termitów? Żywe miasta mrówcze? Reszta mrówek, budujących osiedla? Pszczoły, które tworzą kasty i społeczeństwa?
>>zaprzeczasz jednocześnie faktom, które są i istnieją
>Którym faktom zaprzeczam?
Takim, że szympans jest w stanie powiedzieć ci co chce robić po obiedzie. Czy to nie dowód na jego świadomość?
>>>Co mianowicie jest tą "ogromną różnicą tworząca barierę nie do pokonania"? Że borsuk ma futro w paski i chadza na czworakach?
>Nie oczekiwałem komentarzy, lecz odpowiedzi. Ale nie dziwi mnie, że się wykręcasz skoro cała Twoja gadka wyssana jest z palca.
Inna mimika, brak zdolności do artykulacji, brak chwytnych dłoni. Inne różnice.
>>Nie dodaje, jeśli ma się założenie, że cokolwiek się zobaczy i usłyszy, to jest to "nieistotne".
>Więc wskaż, co tam widzisz istotnego. [url...]Ten eksperyment[/url] jest znany i ma opinię nienaukowego.
Podaję cytat z podanego przez ciebie źródła:
"W wielu innych projektach udało się nauczyć ASL lub innej formy języka inne szympansy, goryle i bonobo, a także zwierzęta niebędące naczelnymi, takie jak delfiny, dzięcioły i papugi.
Potencjał i ograniczenia w nauce zwierząt ludzkiego języka zostaną prawdopodobnie określone w wyniku integracji wyników tych różnych eksperymentów, a nie jedynie na podstawie Projektu Washoe. Ten projekt pozostanie jednak kamieniem milowym w badaniach procesów poznawczych u zwierząt, ponieważ został uznany za pierwszy sukces w nauczaniu ludzkiego języka zwierząt z innych gatunków." Owszem, pozostają pewne wątpliwości co do samego eksperymentu, ale była to pierwsza, średnio udana próba z wielu, które już nie są kwestionowane.
Są i inne doświadczenia i obserwacje:
www.polity(*)_id=225945&layout=18&page=text Prof. Frans de Waal
www.wprost.pl/ar/94696/Ludzkie-zwierzeta/ prof.Gordon Gallup
www.wprost.pl/ar/10659/Szympans-to-brzmi-dumnie/ Donald Griffin
archiwum.wiz.pl/1997/97062400.asp Sue Savage-Rumbaugh
kopalniawi(*)iteri-Andrew-Whitena-2737.html Andrew Whiten
kopalniawi(*)-spoleczne-narzedzie-7892.html Elizabeth Price
I coś co polecam jako miłą lekturę: czajniczek(*)zwierz-religia-szympansia.html
>>twierdzę, że nie znasz tematu, nie chcesz nawet poznać
>Gołosłownie twierdzisz.
Tak? Podałeś mi jeden eksperyment i w dodatku stwierdziłeś, że jest to jedyny jaki znasz. W podanym źródle napisano o innych i to licznych. Śmiem twierdzić, że nie przeczytałeś tej strony nawet w całości.
>>Nie, wiele zwierząt o niższym stopniu inteligencji nie rozpoznaje siebie w lustrze. To wymaga już skomplikowanych analiz.
>Skąd wiemy o tych skomplikowanych analizach? Może nie są one aż tak skomplikowane, a po prostu dla niektórych gatunków naturalne. Tak jak różne zwierzęta mają różny sposób widzenia świata. Albo różne złożone procedury godowe, też wymagające skomplikowanych analiz? Może i pająki rozpoznają siebie w lustrze, a to my nie potrafimy rozpoznać, że one się rozpoznają?
Jeśli siebie rozpoznają, to są świadome swojego istnienia. Nie wiem czy są. Ale nie to jest ważne, ważne jest stawianie pytania a nie głupie zaprzeczanie przed sprawdzeniem.
>>nie ma określonej cechy charakterystycznej wyłącznie dla nas.
>Jest ludzka świadomość i cywilizacja.
Świadomość to nieuprawnione założenie w dodatku twoje, inne osoby mają inne.
Odpowiedziałam ci ostatni raz. Nie zejdę niżej.
11-07-2009 18:44 
 Ocena 2 na 2
Michał Kostaś (2046 punktów)
>>określenie czy coś ma świadomość, czy nie, jest bardzo trudne.
>Ale dosyć często trafnie określamy kiedy ktoś traci świadomość.

Jeśli ktoś jest nieprzytomny, to nie ma problemu. Ale gorzej jak mamy np. dzikie dziecko, które jest przytomne.


simple a beginning
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Jeśli ktoś jest nieprzytomny, to nie ma problemu. Ale gorzej jak mamy np. dzikie dziecko, które jest przytomne.
Owszem, nie wiadomo czy ono ma świadomość. Ale jeśli dzikie dziecko świadomości nie ma, to jest to dowód, że nie wystarczy odpowiedni mózg by wytworzyć świadomość.
.
11-07-2009 22:05 
 Ocena 2 na 2
Michał Kostaś (2046 punktów)
>Owszem, nie wiadomo czy ono ma świadomość. Ale jeśli dzikie dziecko świadomości nie ma, to jest to dowód, że nie wystarczy odpowiedni mózg by wytworzyć świadomość.

   Warto wspomnieć o określeniu "odpowiedni mózg". Otóż jest to bardzo śliskie określenie. Rozwój mózgu zachodzi przez całe życie. Kiedy ktoś się uczy czegoś, kiedy zdobywa nowe umiejętności, to mózg się rozwija inaczej niż jakby się leżało i nic nie robiło. Można spokojnie powiedzieć, że mózg dzikiego dziecka jest rozwinięty inaczej niż dziecka chodzącego do szkoły i rozwijającego się intelektualnie. Jeśli założyć, że dzikie dzieci nie mają świadomości, to przyczyną mógłby być nieodpowiednio rozwinięty mózg u tych dzieci.
   Moim zdaniem kwestia dzikich dzieci (przyjmując, że rzeczywiście nie mają one świadomości) nie powie nam o tym, czy coś więcej niż odpowiednio rozwinięty mózg jest potrzebny do osiągnięcia świadomości. Różnice między dzikim dzieckiem a "normalnym" leży bowiem m.in. w rozwoju mózgu.


simple a beginning
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>   Kiedy ktoś się uczy czegoś, kiedy zdobywa nowe umiejętności, to mózg się rozwija inaczej niż jakby się leżało i nic nie robiło. Można spokojnie powiedzieć, że mózg dzikiego dziecka jest rozwinięty inaczej niż dziecka chodzącego do szkoły i rozwijającego się intelektualnie. Jeśli założyć, że dzikie dzieci nie mają świadomości, to przyczyną mógłby być nieodpowiednio rozwinięty mózg u tych dzieci.
Wyżej uszu nie podskoczysz. Niżej - owszem.

Udana jakoby próba nauczenia szympansa języka migowego ostatecznie została zarzucona, widać mózg mu się nie rozwinął "odpowiednio". Człowiek może psychicznie stać się wilkiem, ale wilk nie może w ten sposób stać się człowiekiem. Zwierzęcego mózgu nie można rozwinąć, by osiągnął ludzką świadomość, ale rozwój mózgu ludzkiego można zatrzymać na poziomie niższym. A co to miałoby oznaczać, jeśli nie zaistnienie bądź nie świadomości?

Bo czym w istocie są rozmaite intelektualne upośledzenia?

>   Moim zdaniem kwestia dzikich dzieci (przyjmując, że rzeczywiście nie mają one świadomości) nie powie nam o tym, czy coś więcej niż odpowiednio rozwinięty mózg jest potrzebny do osiągnięcia świadomości. Różnice między dzikim dzieckiem a "normalnym" leży bowiem m.in. w rozwoju mózgu.
Każdy z nas ma mózg rozwinięty inaczej. Zatem nie sama odmienność tego rozwoju jest przyczyną ograniczeń jakie dostrzegamy u dzikiego dziecka.
.
12-07-2009 09:52 
 Ocena 2 na 2
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Udana jakoby próba nauczenia szympansa języka migowego ostatecznie została zarzucona, widać mózg mu się nie rozwinął "odpowiednio".

Nie wywołuj dokowskiegi na forum i jego małp bonobo
13-07-2009 08:56 
 Ocena 1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Skąd wiesz, że zwierzęta nie mają świadomości?
>Z niemożności porozumienia się z nimi.

Niektórych ludzi ( i to bynajmniej nie dzikich ) też mogłoby to dotyczyć... .
A bardziej serio: czy możliwość porozumienia się z kimś/czymś jest decydująca dla uznania kogoś/czegoś za istotę świadomą? Hmmmmmm... . Sam nie wiem. Rozważmy np. że;
1. nie jest tak, że ze zwierzętami nie można się porozumieć. Z tasiemcem, meduzą, biedronką czy nawet śledziem na pewno nie, ale już z psem czy koniem w pewnym zakresie chyba tak. O szympansach używających języka migowego już nie wspomnę.
2. kilka moich osobistych oderwanych wspomnień z niemowlęctwa, z okresu, gdy me umiejętności językowe ograniczały się do radosnego gaworzenia, więc porozumieć się ze mną przy pomocy języka nie było sposobu, świadczy ( jak dla mnie ) o tym , że świadomość już wtedy posiadałem.
3. porozumiewamy się z komputerami, świadomości im jednak nie przypisujemy ( może niesłusznie? - vide test Turinga )
4. wierzący będą się upierać, że porozumiewają się z np. Bogiem, ale nie uznajemy tego za argument nawet na rzecz jego istnienia, cóż dopiero mówić o jego świadomości
5. "Solaris" Lema (prawda, że przykład czysto teoretyczny, ale niezły jako ćwiczenie myślowe). Wiele zdawało się świadczyć, że Ocean jest świadomy, a o porozumieniu mowy nie było ( za mądry był? nie chciał? )
To tylko parę spośród przykładów, które sprawiają, że sam nie wiem, co tym myśleć... A wy?
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>1. można się porozumieć [...]z psem czy koniem w pewnym zakresie
Wątpliwe to porozumienie, którego zakres zawsze określa jedna strona i które zupełnie się nie rozwija, jak np. porozumienie z niemowlęciem.

>2. wspomnień z niemowlęctwa [...] porozumieć się ze mną przy pomocy języka nie było sposobu, [...] świadomość już wtedy posiadałem.
Było tyle porozumienia ile świadomości. Gdyby nie próbowano się z Tobą porozumieć, nie wykształciłbyś świadomości. Dzieci z marginesu są opóźnione, bo nie zwraca się na nie uwagi. A skrajny przypadek to dzikie dzieci.

>3. porozumiewamy się z komputerami, świadomości im jednak nie przypisujemy
"Porozumienie" z komputerem jest jak z kamykiem, który trącony turla się.

>4. wierzący
A w ogóle wierzymy wierzącym?

>5. "Solaris" Lema [...] Wiele zdawało się świadczyć, że Ocean jest świadomy
Lub nieświadomy, choć inteligentny. Może to był ten pomysł Lema.
.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>1. można się porozumieć [...]z psem czy koniem w pewnym zakresie
>Wątpliwe to porozumienie, którego zakres zawsze określa jedna strona i które zupełnie się nie rozwija, jak np. porozumienie z niemowlęciem.

Oj, nie! Nie zawsze określa jedna strona. Pies też potrafi wiele rzeczy wymusić, gdy domaga się pieszczot, spaceru czy pokarmu. I potrafi się to porozumienie rozwijać, gdy np. psa wychowujemy od szczeniaczka.

>>2. wspomnień z niemowlęctwa [...] porozumieć się ze mną przy pomocy języka nie było sposobu, [...] świadomość już wtedy posiadałem.
>Było tyle porozumienia ile świadomości. Gdyby nie próbowano się z Tobą porozumieć, nie wykształciłbyś świadomości. Dzieci z marginesu są opóźnione, bo nie zwraca się na nie uwagi. A skrajny przypadek to dzikie dzieci.

Trudno argumentować "z niemowlęcych wspomnień", bo nic bardziej subiektywnego. Przyjmij - lub nie, na wiarę , że ja już wtedy "myślałem" choć nie-językowo. Nie utożsamiajmy rozwoju intelektualnego i kompetencji komunikacyjnej ze świadomością jako taką ( czymkolwiek by ona nie była sama w sobie ) - ta myśl cały czas mi tu przyświeca.

>>3. porozumiewamy się z komputerami, świadomości im jednak nie przypisujemy
>"Porozumienie" z komputerem jest jak z kamykiem, który trącony turla się.

Nie śledzę postępów badań nad sztuczną inteligencją i sieciami neuronalnymi, ale, o ile wiem, sa już komputery, które test Turinga oblewają "o włos" tylko. Jeszcze parę lat i kto wie? A nuż "Unabomber" Kaczynski miał rację?

>A w ogóle wierzymy wierzącym?

Nie. Ale w świecie, który składałby się wyłącznie z wierzących ( jak choćby wieś polska sto lat temu ), gdzie stanowisko sceptyczne nie dawałoby się wręcz wyartykułować, inne byłyby standardy uznawania czegoś za "świadome". I nikt nie wiedziałby, że są to standardy absurdalne.

>>5. "Solaris" Lema [...] Wiele zdawało się świadczyć, że Ocean jest świadomy
>Lub nieświadomy, choć inteligentny. Może to był ten pomysł Lema.

Może . Cóż, kocham tę powieść m.in. za to, że niczego nie rozstrzyga .
15-07-2009 02:26 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Pies też potrafi wiele rzeczy wymusić, gdy domaga się pieszczot, spaceru czy pokarmu.
Tylko skąd pewność, że dla psa jest to porozumiewanie się? Pies nęka nas, póki nie zaspokoi swoich potrzeb, podobnie postępowałby w przyrodzie. My psa próbujemy uczyć różnych zachowań, ale pies człowieka nigdy niczego celowo nie uczy.

> I potrafi się to porozumienie rozwijać, gdy np. psa wychowujemy od szczeniaczka.
To porozumienie rozwija się do pewnego, mniej więcej stałego, poziomu. Czemu istnieje ta granica i co oddziela?

>Przyjmij - lub nie, na wiarę , że ja już wtedy "myślałem" choć nie-językowo.
Możliwe, że Twoje niemowlęce myśli są odpowiedzią na rozumne porozumiewanie się otoczenia z Tobą. Ciekawe czy myślałbyś jako niemowlę, gdyby wychowywała Cię wilczyca. Możliwe, że nie.

> Nie utożsamiajmy rozwoju intelektualnego i kompetencji komunikacyjnej ze świadomością jako taką ( czymkolwiek by ona nie była sama w sobie ) - ta myśl cały czas mi tu przyświeca.
Mnie przyświeca myśl przeciwna, że świadomość i inteligencja są nierozłączne, jeśli nie tożsame. I że konsekwencją ich istnienia jest porozumienie istot inteligentnych.

Dzikie dzieci, osoby z amnezją, Helen Keller, autyzm, niemowlęca świadomość właśnie - gdzieś pośród takich przypadków
tkwić może wyjaśnienie jak się nabawiamy świadomości.
.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Tylko skąd pewność, że dla psa jest to porozumiewanie się?

Danie do zrozumienia komuś/czemuś swoich intencji, ja osobiście uznaję za istotę porozumiewania się.

> Pies nęka nas, póki nie zaspokoi swoich potrzeb, podobnie postępowałby w przyrodzie.

W przyrodzie w ogóle nie ma psów. Psy wyhodowali ludzie wychodząc od wilków.


>My psa próbujemy uczyć różnych zachowań, ale pies człowieka nigdy niczego celowo nie uczy.

A regularnego wyprowadzania na spacer? Humorystycznie mawiał bodaj S.J. Lec, że kot to jedyne zwierzę, któremu udało się oswoić człowieka. Wielu "właścicieli" kotów pewnie się z tym zgodzi...

>To porozumienie rozwija się do pewnego, mniej więcej stałego, poziomu. Czemu istnieje ta granica i co oddziela?

Bezdyskusyjne, że kazdy gatunek ma pewien ostateczny możliwy próg intelektualnego rozwoju. Upieram się jednak, że inteligencja ze świadomością nie jest tożsama. Mimochodem się zresztą z tym zgodziłeś, odnosząc się do "Solaris".

>Możliwe, że Twoje niemowlęce myśli są odpowiedzią na rozumne porozumiewanie się otoczenia z Tobą. Ciekawe czy myślałbyś jako niemowlę, gdyby wychowywała Cię wilczyca. Możliwe, że nie.

Ha! Nierozstrzygalne! Więc może i niewarte drążenia... Ale i tak mnie osobiście będzie to męczyć...

>Mnie przyświeca myśl przeciwna, że świadomość i inteligencja są nierozłączne, jeśli nie tożsame. I że konsekwencją ich istnienia jest porozumienie istot inteligentnych.

Patrz wyżej o Solaris.

>Dzikie dzieci, osoby z amnezją, Helen Keller, autyzm, niemowlęca świadomość właśnie - gdzieś pośród takich przypadków
>tkwić może wyjaśnienie jak się nabawiamy świadomości.

Też tak sądzę. Jest pewną "złośliwością" ze strony świata, że do tak ważnej sprawy tak trudno się dogrzebać.
>.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Danie do zrozumienia komuś/czemuś swoich intencji, ja osobiście uznaję za istotę porozumiewania się.
Więc kopnięciami porozumiewam się z kamieniami. A one w odpowiedzi turlają się.

>A regularnego wyprowadzania na spacer?
Tego nie pies, lecz jego biologia nas uczy.

>inteligencja ze świadomością nie jest tożsama.
Pytanie czy mogą istnieć oddzielnie i na ile nie mogą.

>>Ciekawe czy myślałbyś jako niemowlę, gdyby wychowywała Cię wilczyca.
>Ha! Nierozstrzygalne! Więc może i niewarte drążenia...
Jako pamiętający własne niemowlęctwo znasz okoliczności powstania swojej pierwszej myśli i jej treść, więc może coś Ci się nasuwa. Nie zmarnuj spostrzeżenia.

>Patrz wyżej o Solaris.
"Solaris" nie odpowiada, a pyta.

>Jest pewną "złośliwością" ze strony świata, że do tak ważnej sprawy tak trudno się dogrzebać.
Nie ma złośliwości, a tylko przedwczesna rezygnacja zawarta w wytłuszczonym powyżej Twoim stwierdzeniu.
.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Więc kopnięciami porozumiewam się z kamieniami. A one w odpowiedzi turlają się.

To czysta fizyka, nie zaś odwołanie do "umysłu" kamienia. Tymczasem pies tak długo z człowiekiem "koewoluował" ( jeśli dobór sztuczny nazwać "koewolucją" ), że dostroił się doń umysłowo i ludzkie intencje potrafi odczytywać ze spojrzeń chociażby ( pies kieruje wzrok tam, gdzie człowiek, domyślając się, że jest tam coś istotnego - szympans nie potrafi reagować w ten sposób ).

>>A regularnego wyprowadzania na spacer?
>Tego nie pies, lecz jego biologia nas uczy.

Jak rozdzielić "psa" od jego biologii? To znów pytanie o jego "świadomość" ( z cudzysłowem lub bez )

>>inteligencja ze świadomością nie jest tożsama.
>Pytanie czy mogą istnieć oddzielnie i na ile nie mogą.

Właśnie. Wydaje mi się, że najbardziej płodne perspektywy rozstrzygnięcia tej kwestii stwarzają badania nad sztuczną inteligencją - ale niestety w tej dziedzinie jestem ignorantem.

> Jako pamiętający własne niemowlęctwo znasz okoliczności powstania swojej pierwszej myśli i jej treść, więc może coś Ci się nasuwa. Nie zmarnuj spostrzeżenia.

Rzecz w tym, że nie bardzo wiem, jak konkretnie możnaby to wykorzystać naukowo.

>Nie ma złośliwości, a tylko przedwczesna rezygnacja zawarta w wytłuszczonym powyżej Twoim stwierdzeniu.

Jestem ostatnią osobą, która wzywałaby do rezygnacji. Stwierdzam tylko, że rzecz jest niełatwa.

Pozdrawiam.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>To czysta fizyka, nie zaś odwołanie do "umysłu" kamienia.
Czyli umysł jest metafizyczny?

>Jak rozdzielić "psa" od jego biologii? To znów pytanie o jego świadomość
Odwrotnie. Zaproponowałem, by ustalać istnienie świadomości po porozumiewaniu się, a w przypadku psa dowodzę, że nie ma on świadomości, i że nie ma z nim porozumienia.

>> Jako pamiętający własne niemowlęctwo znasz okoliczności powstania swojej pierwszej myśli i jej treść, więc może coś Ci się nasuwa. Nie zmarnuj spostrzeżenia.
>Rzecz w tym, że nie bardzo wiem, jak konkretnie można by to wykorzystać naukowo.
Wg mnie statystycznie. Gdyby każdy opisał swoje pierwsze wspomnienie, może udałoby się wychwycić ich wspólną cechę. Ale może Twoje doświadczenie samo pokaże coś ciekawego, np. że decydujące było - - porozumienie?
.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>To czysta fizyka, nie zaś odwołanie do "umysłu" kamienia.
>Czyli umysł jest metafizyczny?

Jest oczywiście fizyczny, lecz nie "mechaniczny" jak kamień. Kwestia, jaką kto woli terminologię.

>Odwrotnie. Zaproponowałem, by ustalać istnienie świadomości po porozumiewaniu się, a w przypadku psa dowodzę, że nie ma on świadomości, i że nie ma z nim porozumienia.

Upieram się, że jest.

>>Rzecz w tym, że nie bardzo wiem, jak konkretnie można by to wykorzystać naukowo.
>Wg mnie statystycznie. Gdyby każdy opisał swoje pierwsze wspomnienie, może udałoby się wychwycić ich wspólną cechę. Ale może Twoje doświadczenie samo pokaże coś ciekawego, np. że decydujące było - - porozumienie?

Pamiętam, owszem, rodzaj porozumiewania się z otoczeniem, acz niewerbalnego - czyli coś w rodzaju porozumiewania się z psem np.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>w przypadku psa...
Wiec może dzięki świadomości tworzymy. A pies nie.

>Pamiętam, owszem, rodzaj porozumiewania się z otoczeniem, acz niewerbalnego - czyli coś w rodzaju porozumiewania się z psem np.
Ja znam osobę pamiętającą marznięcie w dziecięcym wózku i związaną z tym swoją świadomą decyzję zamknięcia oczu, żeby zrobiło się cieplej. Tu może dolegliwość była pobudzająca?
.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)

>Wiec może dzięki świadomości tworzymy. A pies nie.

Pies pewnie nie. Ale wieloryby, a nawet ptaki wykazują inwencję twórczą śpiewając pieśni.

>Ja znam osobę pamiętającą marznięcie w dziecięcym wózku i związaną z tym swoją świadomą decyzję zamknięcia oczu, żeby zrobiło się cieplej. Tu może dolegliwość była pobudzająca?

Rzecz w tym, że dolegliwość jest pobudzająca także i dla psa. Ba! nawet dla pierwotniaka.
30-07-2009 23:53 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>Pies pewnie nie. Ale wieloryby, a nawet ptaki wykazują inwencję twórczą śpiewając pieśni.
Psy też nieźle śpiewają.

>dolegliwość jest pobudzająca także i dla psa. Ba! nawet dla pierwotniaka.
Szukamy rozrusznika świadomości, nie dowolnej aktywności.
.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Pies pewnie nie. Ale wieloryby, a nawet ptaki wykazują inwencję twórczą śpiewając pieśni.
>Psy też nieźle śpiewają.

Jest o tym nawet cały watek - "noc świra"...

>>dolegliwość jest pobudzająca także i dla psa. Ba! nawet dla pierwotniaka.
>Szukamy rozrusznika świadomości, nie dowolnej aktywności.

Ale już robi nam się błędne koło, bo: skoro za probierz świadomości uznamy zdolność do komunikacji, a jednocześnie ta zdolność do komunikacji ma być świadomości rozrusznikem, to czy ten, kto pierwszy zaczął się komunikować, był świadomy, czy nie? Tak, bo się komunikował... . Nie, bo nie miał jak świadomości nabyć, skoro nikt z nim się wcześniej nie komunikował... .
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>zdolność do komunikacji ma być świadomości rozrusznikem
Nie ma.
.
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>zdolność do komunikacji ma być świadomości rozrusznikem
>Nie ma.

Kilka razy, np. w wypowiedziach z 13 i 15. 07., sugerujesz, że właśnie jak najbardziej.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>>zdolność do komunikacji ma być świadomości rozrusznikem
>>Nie ma.
>Kilka razy, np. w wypowiedziach z 13 i 15. 07., sugerujesz, że właśnie jak najbardziej.
Tam sugeruję, że być może próby skomunikowania się z niemowlęciem stwarzają jego świadomość. I że dzięki świadomości możemy się porozumiewać.

A jeżeli teraz się nie rozumiemy, to któremuś z nas szwankuje uświadomienie sobie części informacji.
.
01-08-2009 03:02 
 Ocena-1 na 1
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>>>zdolność do komunikacji ma być świadomości rozrusznikem
>>>Nie ma.
>>Kilka razy, np. w wypowiedziach z 13 i 15. 07., sugerujesz, że właśnie jak najbardziej.
>Tam sugeruję, że być może próby skomunikowania się z niemowlęciem stwarzają jego świadomość. I że dzięki świadomości możemy się porozumiewać.

Czyli sugerujesz, że komunikacja jest rozrusznikiem świadomości. Wracamy do błędnego koła.

>A jeżeli teraz się nie rozumiemy, to któremuś z nas szwankuje uświadomienie sobie części informacji.

Najwyraźniej.
karlos
>Jeśli masz na myśli ożywienie człowieka po śmierci biologicznej, to nie będzie to możliwe. Nigdy.

Dlaczego nie ? Przecież nie jest sprzeczne z żadnym ze znanych nam praw, ani nie prowadzi do żadnych paradoksów (tak jak np. podróże w czasie), to czy organizm jest żywy czy martwy to tylko kwestia odpowiedniego ułożenia jego atomów (w końcu ułożenie atomów decyduje o wszystkim w przyrodzie).

Pozostaje jeszcze pytanie:
Co się stanie z duszą danej osoby jeśli uda się ją ożywić ? Czy w ożywione ciało wejdzie inna dusza ?
karlos
Moim zdaniem świadomość=pamięć żeby to udowodnić przedstawię ciekawy eksperyment myślowy.
Załóżmy że "wyłączyliśmy" komuś na pewien czas świadomość jednak pamięć nadal wszystko rejestruje, po przywróceniu świadomości osoba będzie przekonana że przez cały czas trwania eksperymentu była świadoma, a teraz w drugą stronę: "urwany film" jeśli ktoś nie pamięta co robił ostatnio może odnieść wrażenie iż nie posiadał wówczas świadomości.
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>świadomość=pamięć
Nie całkiem zachodzi ta równość, bo zawsze można sobie uświadomić własną niepamięć, ale nijak nie da się zapamiętać swojej nieświadomości.

PS. Tutaj odpowiedziałeś na mój post, ale nie na moje twierdzenie, zaś autor zacytowanego przez Ciebie zdania nie dostał maila o Twojej wypowiedzi.
.
karlos
>Nie całkiem zachodzi ta równość, bo zawsze można sobie uświadomić własną niepamięć

Niekiedy w przypadku całkowitej amnezji może się okazać to niemożliwe, ktoś może nam opowiedzieć naszą przeszłość, ale nam może się wydać obca.

>ale nijak nie da się zapamiętać swojej nieświadomości.

A co z tzw. fabrykacją wspomnień ? Mało tego że pamiętamy sytuacje której nie byliśmy świadomi, to jeszcze pamiętana przez nas sytuacja nigdy nie miała miejsca

>PS. Tutaj odpowiedziałeś na mój post, ale nie na moje twierdzenie, zaś autor zacytowanego przez Ciebie zdania nie dostał maila o Twojej wypowiedzi.

Przepraszam za to niedopatrzenie najwyraźniej posta musiałem pomylić.

PS. Przyszło mi teraz na myśl pewne pytanie:
Czy jeśli ktoś traci pamięć na skutek np.wypadku to czy dla tej osoby (dla jej świadomości) oznacza to "śmierć", a jej życie kontynuuje jakaś nowa osoba, czy jest to ta sama osoba, która zaczyna wszystko od "zera" ?
Czy istnieje jakiś sposób by to sprawdzić ?
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>>zawsze można sobie uświadomić własną niepamięć
>ktoś może nam opowiedzieć naszą przeszłość, ale nam może się wydać obca
I właśnie to, że nie dowierzamy uwiarygadnia naszą niepamięć.

>>ale nijak nie da się zapamiętać swojej nieświadomości.
>A co z tzw. fabrykacją wspomnień ? Mało tego że pamiętamy sytuacje której nie byliśmy świadomi, to jeszcze pamiętana przez nas sytuacja nigdy nie miała miejsca
Pamięć dotyczy faktów.

>Czy jeśli ktoś traci pamięć na skutek np.wypadku to czy dla tej osoby (dla jej świadomości) oznacza to "śmierć", a jej życie kontynuuje jakaś nowa osoba, czy jest to ta sama osoba, która zaczyna wszystko od "zera" ?
A czy "Ty za sekundę" to jeszcze będziesz "Ty", czy ktoś nowy, kto przejął Twoje ciało i pamięć?
.
22-08-2009 22:30 
 Ocena 1 na 1
belvedere (5304 punktów)
(zablokowany)
>świadomość=pamięć żeby to udowodnić przedstawię ciekawy eksperyment myślowy.

Można również na potwierdzenie tego równania pokusić się o eksperyment empiryczny. Jeżeli świadomie będziemy przez cztery doby bez przerwy tłukli kijem w kaloryfer, to nasze świadome działanie utrwali się na zawsze w pamięć naszych sąsiadów. A z kolei ich świadoma reakcja wobec eksperymentatora, będzie też tkwiła w jego pamięci trwale.

Aneta Dziwińska
26-07-2009 21:26 
 Ocena 2 na 2
salek (4701 punktów)
>>Skąd wiesz, że zwierzęta nie mają świadomości?
>Z niemożności porozumienia się z nimi.
To oznacza tylko brak komunikacji, a nie brak świadomości.
sztejkat (4743 punktów)
Kwestię możliwe-nie możliwe, szczególnie na granicy naszej wiedzy eksperymentalnej, wspiera w sposób osobliwy dziedzina matematyki zwana popularnie "teorią chaosu". I wspólnie z popularnie zwaną "teorią wielkich liczb" sugeruje, że jeśli coś może, w sensie fizycznym istnieć, to na pewno w swoim czasie się pojawi. Być może na bardzo krótko i być może bardzo, ale to bardzo rzadko, ale kiedyś na pewno. I choć szansa, że spotka Cię przyjemność spontanicznego całospalenia jest minimalna, to jednak nie jest ona zerowa. Globalnie więc, przyjąwszy, że ludzkość trwać będzie lat miliardy i rozmnażać się w postępie geometrycznym to to, że ktoś kiedyś spali się ot tak, sam z siebie przechodzi z "nieprawdopodobne" w "prawie pewne".

To tyle, jeśli idzie o filozoficzną stronę zagadnienia, co jest możliwym, a co nie jest.

>(...)I druga sprawa - świadomość istnienia(...)
Jeśli zaś w tej sprawie poza czysto naukowym podejściem chciałbyś zapłodnić czymś swoją wyobraźnię polecam Jacka Dukaja i jego powieści. Przyjemne połączenie rozrywki z pomyślunkiem.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
10-07-2009 16:32 
 Ocena 1 na 1
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
Globalnie więc, przyjąwszy, że ludzkość trwać będzie lat miliardy i rozmnażać się w postępie geometrycznym to to, że ktoś kiedyś spali się ot tak, sam z siebie przechodzi z "nieprawdopodobne" w "prawie pewne".

Jednak przyjmując ograniczony czas trwania, zdarzyć się może, lecz nie musi. Dla każdego rozważania przyjmowanie wartości nieskończonych jest bardzo niebezpieczne. Dopuszcza możliwość zaistnienia wszystkiego, w nieskończonej owego "wszystkiego" ilości.
11-07-2009 13:07 
 Ocena 1 na 1
Jela (13 punktów)
> Globalnie więc, przyjąwszy, że ludzkość trwać będzie lat miliardy i rozmnażać się w postępie geometrycznym to to, że ktoś kiedyś spali się ot tak, sam z siebie przechodzi z "nieprawdopodobne" w "prawie pewne".
>Jednak przyjmując ograniczony czas trwania, zdarzyć się może, lecz nie musi. Dla każdego rozważania przyjmowanie wartości nieskończonych jest bardzo niebezpieczne. Dopuszcza możliwość zaistnienia wszystkiego, w nieskończonej owego "wszystkiego" ilości.

Bajki oparte na matematyce są dość iluzorczne. Mówię o bajkach, tak naprawdę pojęcia typu nieskończoność są li tylko umowne.
Co to jest samoświadomość, powstanie życia ??? Też pojęcia umowne.
12-07-2009 13:08 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>Jednak przyjmując ograniczony czas trwania, zdarzyć się może, lecz nie musi. Dla każdego rozważania przyjmowanie wartości nieskończonych jest bardzo niebezpieczne. Dopuszcza możliwość zaistnienia wszystkiego, w nieskończonej owego "wszystkiego" ilości.

Oczywiście. Dlatego ważyłem się napisać jedynie: "prawie pewne" oraz "nieprawdopodobne" zamiast "pewne" i "niemożliwe". Zresztą tak tylko, gwoli zasygnalizowania pewnego kontekstu w spojrzeniu na sprawę.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Oczywiście. Dlatego ważyłem się napisać jedynie: "prawie pewne" oraz "nieprawdopodobne" zamiast "pewne" i "niemożliwe". Zresztą tak tylko, gwoli zasygnalizowania pewnego kontekstu w spojrzeniu na sprawę.

Oczywiście. Tak to przeczytałem. Wtręt na wszelki wypadek, żeby wyeliminować z rozmów pojęcie nieskończoności.

Pozdrawiam.
diogenes (42753 punktów)
>czy to możliwe, żeby życie powstało z materii nieożywionej?

Niektórzy ludzie preferują genetyczne wyjaśnianie wszelkich zjawisk. Uważam, że nalezy niezwykle ostrożnie podchodzić do uogólnienia pytania o początek w czasie procesów typu byt, kosmos, życie, świadomość. Horacy w swej Sztuce poetyckiej chwali Homera, że Iliady nie rozpoczął ab ovo, czyli od jaja, czytaj - od początku, ale że wprowadza czytelnika od razu in medias res, czyli do rzeczy: na płaszczyźnie metodologicznej odpowiadałoby to raczej wyjaśnianiu funkcjonalnemu, badaniu zjawisk i procesów tu i teraz. Pytanie o początek wspomnianych bytów i zdarzeń nosi moim zdaniem zawsze piętno religijnego nastawienia: na początku bóg stworzył niebo i ziemię, na początku było słowo, a jak nie słowo, to jakaś inkarnacja uniwersalnej prawdy, która działa jako drogowskaz z głębi przeszłości. Sprawę dodatkowo komplikują różne ujęcie czasu, który od Kanta jest tylko kategorią poznania w sensie porządkowania wrażeń zmysłowych, a nie czymś, co miałoby początek gdzieś w przeszłości, za nami. Powracając do pytania o powstanie życia z materii nieożywionej: nawet gdyby się to powiodło w warunkach laboratoryjnych, to pokażemy jedynie, że jesteśmy w stanie przeprowadzić taką syntezę, co jeszcze wcale nie znaczy, że podobna synteza miała miejsce w przeszłości. Spór o początek jest zagadnieniem nierozstrzygalnym. To dlatego wciąż stanowi okazję do ideologicznej paplaniny, którą chce się zastąpić rzeczywiste problemy.
10-07-2009 22:30 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)

> Pytanie o początek wspomnianych bytów i zdarzeń nosi moim zdaniem zawsze piętno religijnego nastawienia: na początku bóg stworzył niebo i ziemię, na początku było słowo, a jak nie słowo, to jakaś inkarnacja uniwersalnej prawdy, która działa jako drogowskaz z głębi przeszłości.

Z całym szacunkiem dla Twojego zdania, w takim uogólnieniu 'zawsze' i bez innych warunków, wydaje mi się ono nieuzasadnione. Ja na przykład zadaję takie pytania bez żadnego 'piętna religijnego nastawienia', przynajmniej nic o takim piętnie nie wiem. I nie wydaje mi się raczej, żebyś Ty o takim piętnie wiedział, a ja nie. Stawiam takie pytania z dala od religijnych opowieści, a jeżeli z jakimś 'piętnem', to tylko zdrowego rozsądku.

>Sprawę dodatkowo komplikują różne ujęcie czasu, który od Kanta jest tylko kategorią poznania w sensie porządkowania wrażeń zmysłowych, a nie czymś, co miałoby początek gdzieś w przeszłości, za nami.

W przypadki pytań 'biologicznych' (życie, świadomość), problem definicji czasu nie gra roli. Można przyjąć liniowy czas ewolucyjny, no chyba że ktoś szuka początków tych zjawisk w transcendencji. Ale takich dyskutantów nie ma wśród nas, prawda?

>Powracając do pytania o powstanie życia z materii nieożywionej: nawet gdyby się to powiodło w warunkach laboratoryjnych, to pokażemy jedynie, że jesteśmy w stanie przeprowadzić taką syntezę, co jeszcze wcale nie znaczy, że podobna synteza miała miejsce w przeszłości.

Jasne. To, że wyszedłem na ulicę pokazuje tylko, że udało mi się wyjść, a nie że wyszedłem wczoraj i wychodziłem tysiąc razy. Oszałamiające rozumowanie.

>Spór o początek jest zagadnieniem nierozstrzygalnym.

Oczywiście, rozumowanie indukcyjne, nawet całkiem oczywiste, nie jest rozstrzygające. W ogóle wszelka oczywistość może być odrzucona. Stojąc naprzeciwko Ciebie mogę powiedzieć: udowodnij mi Diogenesie, że ja Ciebie widzę. I jak mi udowodnisz?

Czasami ponosi Cię pegaz filozofii.

>To dlatego wciąż stanowi okazję do ideologicznej paplaniny, którą chce się zastąpić rzeczywiste problemy.

Moment powstania życia jest problemem naukowym takim jak inne, a okazja do paplaniny znajduje się dlatego, że oczywista dla wielu abiogeneza nie jest jeszcze powszechnie akceptowana tak jak kulistość ziemi. Nie jest to jednak ten problem, że niby nie można udowodnić czegoś, co było kiedyś.
-
11-07-2009 15:44 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>... Pytanie o początek wspomnianych bytów i zdarzeń nosi moim zdaniem zawsze piętno religijnego nastawienia:
Moim zdaniem przesadziłeś. Sądzę, że w tym konkretnym przypadku ma słuszność twierdzenie, że nie ma głupich pytań; są jedynie głupie odpowiedzi. Gdy rozważania nt. nin. wątku uzupełnić uwagą "być mogło" i mówić nie o pewności, a jedynie o prawdopodobieństwie, można uzyskać sensowne stwierdzenia.
>Powracając do pytania o powstanie życia z materii nieożywionej: nawet gdyby się to powiodło w warunkach laboratoryjnych, to pokażemy jedynie, że jesteśmy w stanie przeprowadzić taką syntezę, co jeszcze wcale nie znaczy, że podobna synteza miała miejsce w przeszłości. Spór o początek jest zagadnieniem nierozstrzygalnym.
Pomijasz możliwość tego, że przyszłym badaczom uda się proces powstawania życia zaobserwować na jakiejś odległej planecie. Wydaje się to niemożliwe, ale ile niemożliwości zdezaktualizowało się! Postępy nauki jeszcze zgotują ludzkości wiele niespodzianek.
Zarazem, choć jest faktem, że w badaniu przesłości możemy mówić jedynie o prawdopodobieństwie, to jednak możliwe jest osiągnięcie puntu bardzo bliskiego pewności (prawdopodobieństwo = 1). Pouczający przykład daje nam geologia. O ile bowiem powstawania złóż węgla czy ropy nie daje się "zobaczyć", to np. torfowiska, moreny i tp. możemy obserwować in statu nascendi, co dowodzi, że metody odtwarzania przeszłości geologicznej są poprawne, a stąd oszacowanie prawdopodobnieństwa zyskuje na wartości.

Stach M. G.
gość
>Szukałem, ale nic nie znalazłem co choć po części dawałoby mi odpowiedź, więc założyłem temata.
Kiedyś tu bywałem, już nie pamiętam, jak się nazywałem.
Pozdrawiam tutejszą cenzurę i obowiązek rejestracji.

Co do kwestii subiektywnej oceny możliwości lub niemożliwości.
Czy to możliwe, żeby "kość pamięci komputerowej" w cenie 30 zł zawierała 50 miliardów elementów i działała z szybkością miliarda operacji na sekundę? Chyba niemożliwe , a jednak ...
czy to możliwe, aby żyjący w naszym dywanie roztocz, niewidoczy gołym okiem miał wszystkie niezbędne narządy? ???

Badania nad świadomością są jeszcze słabo zaawansowane, ale jeżeli posłużysz się umiejęnie wyszukiwarką, to trafisz na najnowszą literaturę dotyczącą funkcji mózgu, która Ci przybliży to zgadnienie.
gośćOdp: świadomość i powstanie życia.
Ciąg dalszy:

Przy okazji,skoro udało mi się dostać na to reglamentowane Forum, chciałbym zapoczątkować tworzenie nowego słownika języka polskiego.

1. Etyka chrześcijańska- siedzenie na korytarzu, podczas gdy inne dzieci uczą się religii.
2. Wolność słowa- rodzaj wolności przysługujący uprzednio zarejestrowanym.-Pozdrawiam Moderatorów.
Vytautas (4394 punktów)Odp: Samoświadomość i powstanie życia.
>Szukałem, ale nic nie znalazłem co choć po części dawałoby mi odpowiedź, więc założyłem temata.
>Tak zacząłem filozofować: "czy to możliwe, żeby życie powstało z materii nieożywionej ?" No pewnie,
>że możliwe, skąd byśmy się wzięli ? No, ale zastanawiając się dalej - jak do cholery? Coś jest,
>jakaś papka i tak ni z tego, ni z owego ożywa. No jak ? Podobno naukowcy są blisko - lub daleko, nie
>wiem - ożywienia czegoś martwego. W konsekwencji to prowadzi ( no chyba ;p) do tego, że będzie i
>można ożywiać zmarłych. I co dalej ? Z resztą nie o to chodzi. Bo i tak co mnie to obchodzi. Tylko
>jak coś może od tak se ożyć ?

   Jak można tak sobie rach-ciach i ożyć. To się podobno zdarzyło Jezusowi synowi Józefa z Nazaretu i jeszcze kilku innym bogom. Zycie na Ziemi nie powstało ani ot tak, ani se, ani rach-ciach.
   Zaczęło powstawać tak coś ze sto milionów lat od powstania Ziemi i powstawało długo, bardzo długo, tak coś ze trzy miliardy lat. Powstawały nieudatne formy życia, które nie istniały długo. Było wiele zagład, które przeżywały tylko te najbardziej przydatne formy. Nie wiadomo jakie, bo jakiś materiał kopalny mamy dopiero począwszy od ery paleozoicznej, czyli sprzed około 1,5 mld. lat.
   Twoje gadanie przypomina 'dowcip' pewnego biskupa anglikańskiego, który pytał Darwina, czy on pochodzi od małpy ze strony matki, czy ze strony ojca. Ten biskup też nie odróżniał miliarda od stu lat.

>I druga sprawa - świadomość istnienia. Wszyscy byli kiedyś "dwoma częściami" - plemnik i komórka
>jajowa, czymś osobnym. I parę lat od tego zdarzenia, pewnego pięknego dnia dostaliśmy świadomość
>swojego "ja". Przecież mózg mamy jeszcze przed urodzeniem, ale czy wtedy wiedzieliśmy, że istniejemy
>?
   A czy osesek potrafi biegać? A czy Ty potrafisz mówić? Człowiek nie rodzi się ze wszystkimi umiejętnościami, potrzebuje czasu, żeby się czegoś nauczyć, a także chęci, a że tę mają wcale nie wszyscy, więc nie wszyscy umieją używać mózgu.

>także nie załamujcie się.
>
   Przyrzekam w imieniu wszystkich forumowiczów. Nie załamiemy się z Twego powodu.
11-07-2009 15:56 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>... Twoje gadanie przypomina ... Ten biskup też nie odróżniał miliarda od stu lat.
Z tego zdania wynika, że wg Vytautasa Kasza "nie odróżnia m. od stu lat". Ciekawi mnie, jakim sposobem, wg jakiej logiki powstało to przekonanie? Bowiem w treści postu inicjującego wątek nie widzę żadnego śladu przekonania, iż powstanie życia odbywało się w jakiejś konkretnej skali czasu, a tym bardziej nie ma tam wzmianki o 100 latach.

Stach M. G.
11-07-2009 18:38 
 Ocena 1 na 1
Jela (13 punktów)
>Z tego zdania wynika, że wg Vytautasa Kasza "nie odróżnia m. od stu lat". Ciekawi mnie, jakim sposobem, wg jakiej logiki powstało to przekonanie? Bowiem w treści postu inicjującego wątek nie widzę żadnego śladu przekonania, iż powstanie życia odbywało się w jakiejś konkretnej skali czasu, a tym bardziej nie ma tam wzmianki o 100 latach.

Co ciekawsze, tutaj również mamy do czynienia z pojęciami "powszechnymi". A kto potrafi dowieść, że materia nieożywiona jest nieożywiona ? Co znaczy organiczna i nieorganiczna ? Daleki jestem od rozważań rodzaju SF, tam wszystko wszak możliwe, jednak trudno nie dostrzec, to znaczy nie dostrzec z naszego punktu widzenia, " zorganizowania" materi. Drobny fakt, iż to my definiujemy co jest czym jest na ogół pomijany we wszelkich dyskusjach.
A to takie proste. "Życie" jakie znamy zaczyna się od materi, grupka atomów ułożonych w jakiejś kolejności (definicja atomu też nieco ewoluje ).
Przykro mi, nie można otrzymać odpowiedzi na pytanie tak postawione jak na początku wątku.
Gość
Do Gospodarzy Racjonalisty

Szanowni Panowie,
podobno w Polsce obowiązuje wolność słowa .
To w żaden sposób nie koresponduje z obowiązkiem rejestracji. Wolność polega także na możliwości całkowitej anonimowości. Polecam wyniki badań psychologów społecznych na temat wolności. Daliście "plamę" Panowie Racjonaliści.
15-07-2009 08:29 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>Do Gospodarzy Racjonalisty
>Szanowni Panowie,
>podobno w Polsce obowiązuje wolność słowa .
>To w żaden sposób nie koresponduje z obowiązkiem rejestracji. Wolność polega także na możliwości całkowitej anonimowości. Polecam wyniki badań psychologów społecznych na temat wolności. Daliście "plamę" Panowie Racjonaliści.
Jak widać na powyższym przykładzie, nie ma obowiązku rejestracji, żeby móc się wypowiedzieć.
Racjonalistami są nie tylko panowie.
pavvel (8272 punktów)
>Szukałem, ale nic nie znalazłem co choć po części dawałoby mi odpowiedź, więc założyłem temata.
>Tak zacząłem filozofować: "czy to możliwe, żeby życie powstało z materii nieożywionej ?" No pewnie,
>że możliwe, skąd byśmy się wzięli ? No, ale zastanawiając się dalej - jak do cholery? Coś jest,
>jakaś papka i tak ni z tego, ni z owego ożywa. No jak ?

Podawałem już kiedyś ten adres. Poczytaj sobie.

To coś o "żywych" minerałach.
Itarilde (149 punktów)
>Wszyscy byli kiedyś "dwoma częściami" - plemnik i komórka
>jajowa, czymś osobnym.
DWIEMA częściami, litości!

>Z resztą
Zresztą piszemy razem.

Wybacz, że czepiam się formy wypowiedzi, ale naprawdę mnie to drażni.

>Bo i tak co mnie to obchodzi.
Większość ludzi nie zakłada wątków na temat, który ich nie obchodzi.

>Tak zacząłem filozofować: "czy to możliwe, żeby życie powstało z materii nieożywionej ?" No pewnie, że możliwe, skąd byśmy się wzięli ?
W organizmie cały czas dokonuje się synteza DNA, który powstaje z substancji nieożywionych.
sa sa (30 punktów)
kierujesz swoje myśli w bardzo dobrym kierunku, to o czym mówisz w pewnym sensie stanowi także materię moich zainteresowań.

mnie interesuje moment obudzenia się w martwej molekularnej materii świadomości bycia sobą. sądzę że proces powstawania świadomości jest tak jak poniżej się sugeruje procesem złożonym, długotrwałym i determinowanym przez kształtowanie się mózgu. szczerze mówiąc nie interesuje mnie sam proces kształtowania świadomości, dalej to czy występuje ona już w przypadku przedporodowego płodu, w jakim stopniu jest ona wówczas rozwinięta - gdyż tą kwestię zostawiam nauce, która to z całą pewnością do prawdy zdoła kiedyś dotrzeć.

Skupiam się na innej istotnej kwestii do której nauka zapewne nigdy (przez wzgląd na to iż konstuowana jest w oparciu o logiczny (założeniowy) schemat myślenia człowieka) nie dotrze.

Skoro nie urodziłem się 500, 400, 200 lat temu, nie musiałem urodzić się wcale. Z tym każdy chyba się zgadza. Jednak urodziłem się tego, dnia o tej godzinie. DLACZEGO? Czy życie dali mi moi rodzice? Naukowo TAK. Filozoficznie NIE. Bo przecież dali życie również moim braciom a nimi jakoś nie jestem. Po mnie rodzili się inni bracia których także nie odczuwam. Równie dobrze w moim ciele mogła zabłyszczeć obca świadomość. Zgadzacie sie? Zgadzam sie z tym iż świadomość generuje mózg. Ale odpowiedzcie na pytanie dlaczego akurat moją świadomość? Kto decyduje o tym że mam się urodzić skoro oczywistością jest to iż w moim ciele mógł funkcjonować ktoś zupełnie inny. To jest filozoficzna prościzna. Jeszcze pytanie dotyczące reinkarnacji. Jak w kontekscie tego co napisałem ją postrzegać. Przecież kiedyś w jakimś płodzie może znowu zabłyszczeć moja świadomość. Zastanawia mnie to czy głębsze rozumowanie w tym kirunku nie doprowadza do spekulacji na temat iluzji świadomości człowieka.
26-07-2009 21:21 
 Ocena 1 na 1
salek (4701 punktów)
>Jednak urodziłem się tego, dnia o tej godzinie. DLACZEGO?
Anglicy mawiają: s**t happens.
Wolne tłumaczenie: nie wszystko musi mieć przyczynę, niektóre rzeczy po prostu się zdarzają.
01-08-2009 11:59 
 Ocena 1 na 1
anty_k (954 punktów)
>>Jednak urodziłem się tego, dnia o tej godzinie. DLACZEGO?
>Anglicy mawiają: s**t happens.
>Wolne tłumaczenie: nie wszystko musi mieć przyczynę, niektóre rzeczy po prostu się zdarzają.

Otóż to. Dodajmy do tego coś w rodzaju słabej zasady antropicznej: gdybyś się nie urodził to po prostu nie zadawałbyś tego pytania. Wszyscy ci którzy zadają to pytanie to ci którym "przydarzyło się" urodzić.
21-08-2009 13:33 
 Ocena 1 na 1
El Commediante (26 punktów)
>kierujesz swoje myśli w bardzo dobrym kierunku, to o czym mówisz w pewnym sensie stanowi także materię moich zainteresowań.
>mnie interesuje moment obudzenia się w martwej molekularnej materii świadomości bycia sobą. sądzę że proces powstawania świadomości jest tak jak poniżej się sugeruje procesem złożonym, długotrwałym i determinowanym przez kształtowanie się mózgu. szczerze mówiąc nie interesuje mnie sam proces kształtowania świadomości, dalej to czy występuje ona już w przypadku przedporodowego płodu, w jakim stopniu jest ona wówczas rozwinięta - gdyż tą kwestię zostawiam nauce, która to z całą pewnością do prawdy zdoła kiedyś dotrzeć.

Jak sam twierdzisz, proces kształtowania się świadomości jest złożony i długotrwały. Można go przyrównać do paska, który z jednego końca jest czarny i delikatnie przechodzi wzdłuż całej długości, poprzez wszystkie odcienie szarości do koloru białego. Mimo, iż jeden koniec jest całkowicie biały, a drugi całkowicie czarny, to nie można stwierdzić MOMENTU, w którym nastąpiła przemiana. Tak samo jest ze świadomością, specjacją i wieloma innymi, długotrwałymi procesami.

Jeśli więc interesujesz się momentem, chodzi Ci tak naprawdę o cały proces Poza tym, to środowisko determinowało kształtowanie się świadomości, a nie kształtowanie mózgu.

>Skupiam się na innej istotnej kwestii do której nauka zapewne nigdy (przez wzgląd na to iż konstuowana jest w oparciu o logiczny (założeniowy) schemat myślenia człowieka) nie dotrze.

Trudno żeby nauka znalazła logiczną odpowiedź na nielogiczne pytanie

>Czy życie dali mi moi rodzice? Naukowo TAK. Filozoficznie NIE. Bo przecież dali życie również moim braciom a nimi jakoś nie jestem. Po mnie rodzili się inni bracia których także nie odczuwam. Równie dobrze w moim ciele mogła zabłyszczeć obca świadomość. Zgadzacie sie?

Nie zgadzam się, ponieważ świadomość jest kształtowana od momentu jej utworzenia przez czynniki środowiskowe. Obca świadomość mogłaby w Tobie zabłyszczeć tylko wówczas, gdy inna byłaby historia Twojego życia.

>Zgadzam sie z tym iż świadomość generuje mózg. Ale odpowiedzcie na pytanie dlaczego akurat moją świadomość?

Jakakolwiek by ona nie była, zawsze będzie "Twoja".

>Kto decyduje o tym że mam się urodzić skoro oczywistością jest to iż w moim ciele mógł funkcjonować ktoś zupełnie inny. To jest filozoficzna prościzna. Jeszcze pytanie dotyczące reinkarnacji. Jak w kontekscie tego co napisałem ją postrzegać. Przecież kiedyś w jakimś płodzie może znowu zabłyszczeć moja świadomość. Zastanawia mnie to czy głębsze rozumowanie w tym kirunku nie doprowadza do spekulacji na temat iluzji świadomości człowieka.

Głębsze rozumowanie w tym kierunku doprowadza do powstawania religii...
El Commediante (26 punktów)
>Szukałem, ale nic nie znalazłem co choć po części dawałoby mi odpowiedź, więc założyłem temata.
>Tak zacząłem filozofować: "czy to możliwe, żeby życie powstało z materii nieożywionej ?" No pewnie,
>że możliwe, skąd byśmy się wzięli ? No, ale zastanawiając się dalej - jak do cholery? Coś jest,
>jakaś papka i tak ni z tego, ni z owego ożywa. No jak ?

Nie wydaje Ci się, że odpowiedzi na te pytania należy szukać w encyklopediach, literaturze naukowej?

>Podobno naukowcy są blisko - lub daleko, nie
>wiem - ożywienia czegoś martwego. W konsekwencji to prowadzi ( no chyba ;p) do tego, że będzie i
>można ożywiać zmarłych. I co dalej ? Zresztą nie o to chodzi. Bo i tak co mnie to obchodzi. Tylko
>jak coś może od tak se ożyć ?

Wybacz ale to już jest jakiś bełkot. Blisko czy daleko? Chyba czy na pewno? Jeśli nie masz pewności to sprawdź w internecie, wystarczy wpisać w google. Już nie wymagamy od Ciebie znajomości literatury... Na jakiej podstawie twierdzisz, że będzie można ożywiać zmarłych? Może byś rozwinął, bo na razie jedyną rzeczą jaką mogę odpowiedzieć jest "a może NIE będzie można ożywiać zmarłych?"... A "I co dalej?"? To zdanie ma być zaproszeniem do dyskusji o etyce ożywiania zmarłych, czy po prostu skończyły Ci się pomysły i pytasz nas co masz dalej pisać? W końcu piszesz, że Cię to nie obchodzi... To po co w ogóle zaczynasz pisanie? Oczekujesz, że ktoś zada za Ciebie pytanie, a potem sam sobie na nie odpowie?

Więcej racjonalizmu następnym razem
23-08-2009 13:27 
 Ocena 2 na 2
maciejo (3492 punktów)
>>Szukałem, ale nic nie znalazłem co choć po części dawałoby mi odpowiedź, więc założyłem temata.
>>Tak zacząłem filozofować: "czy to możliwe, żeby życie powstało z materii nieożywionej ?" No pewnie,
>>że możliwe, skąd byśmy się wzięli ? No, ale zastanawiając się dalej - jak do cholery? Coś jest,
>>jakaś papka i tak ni z tego, ni z owego ożywa. No jak ?

Życie to tylko ciąg odpowiednich procesów chemicznych. Więc nie widze powodu by nie mogło powstać samoistnie z materii nieożywionej. Fakt, że wydaje się to mało prawdopodobne, ale pamiętajmy, że nie powstało z dnia na dzień. Wygrana w lotka też jest mało prawdopodobna, ale gdyby grać przez 500mln lat...
setarkos (10757 punktów)

> "czy to możliwe, żeby życie powstało z materii nieożywionej ?" No pewnie,
>że możliwe, skąd byśmy się wzięli ? No, ale zastanawiając się dalej - jak do cholery? Coś jest, jakaś papka i tak ni z tego, ni z owego ożywa. No jak?

Trafne spostrzeżenie - życie to nie "papka". Zbyt dokładne zmielenie, choćby przecinkowców wspomnianej cholery, zabiłoby je (sprowadziło do chemii). Żywe musi mieć grubszą strukturę, umożliwiającą m.in. wytworzenie brzegu ciała czyli bariery między wnętrzem a zewnętrzem (rzeczy martwe nie mają wybiórczej granicy) oraz wzrost i powielenie własnego przepisu na powielanie. W efekcie życie działa "pod prąd entropii" - magazynuje zamiast rozpraszać, inne rzeczy "je" niż wydala, płynie w górę rzeki zamiast w dół, itd..

Zauważmy, że w takim ujęciu, organizmy biologiczne "muszą znać" trochę fizykę, by "umieć" działać przeciw niej. W tym przekornym działaniu życie staje się na tyle zapamiętałe, że wpada (nieświadomie) we własne mechanizmy - zawsze wybiera lepsze, słodsze, korzystniejsze, itd..

Co innego człowiek, w którym budzi się świadomość - ten nie dość, że przeciw entropii (żeby żyć), to jeszcze i niekoniecznie w zgodzie z biologią (żeby nie być wyłącznie mechanizmem). Człowiek nie musi być coraz sprawniejszym, silniejszym, sprytniejszym szczurem, bo przez świadomość może nabrać dystansu (i nieufności) do własnych biologicznych dążeń

.

P.S.
Zasadniczą różnicę między świadomym człowiekiem a nieświadomym dzieckiem lub zwierzęciem dokładnie pokazał (w moim odczuciu udowodnił), łącznie ze spostrzeżeniem niewystarczającości samego mózgu, osnowa
.

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365