 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-01-2006 12:07 | bgdn@neostrada.pl | Nowa religia | Fenomenu religii nie chcą uznać materialiści , co być może wynika z ich radykalizmu i (lub) osobistych negatywnych doświadczeń religijnych . A przecież jest dostrzegalnym od paru tysięcy lat faktem , zapotrzebowanie człowieka na uprawianie jakiejś religii , choćby pokręconej i sprzecznej z udokumentowaną Nauką (często dlatego , że nie wykształciły się dotąd religie spójne z Nauką , albo przynajmniej z nią nie sprzeczne ). Uproszczeniem , które ogranicza dyskusję jest pojmowanie religii jedynie jako wiary w boga ( zwykle osobowego) i życie pozagrobowe . Tymczasem SACRUM to świętość , która w innych religiach rozumiana jest szerzej . Religia to suma wierzeń i praktyk zawierających pierwiastek mistyczny będący odwołaniem do IDEAŁU ,WZORCA i pozwalająca wesprzeć nasze poczucie słabości i potrzebę oparcia życia wewnętrznego na jakimś FUNDAMENCIE ODNIESIENIA . Każdy z nas uprawia jakieś życie wewnętrzne (duchowe) , które inspiruje nasze czyny i jest matecznikiem EGO , które wyróżnia nas osobniczo w środowisku ludzi myślących . Paradoksalnie pojęcie mistycznego Ducha , mimo , że towarzyszy naszej cywilizacji od zarania , ma ciągle żenujące skojarzenia głównie za sprawą Religii (właśnie!), które na tej podstawie zbudowały swe doktryny , utrzymując jakby w następnym szeregu rzeczywisty motor napędzający wiernych . Z moich doświadczeń wynika , że wielu uprawia religię której nie zna , a jeśli próbowali wbić się w zawiłości i historię swej religii , szybko odkrywali niedorzeczności , matactwa i manipulacje jej ojców przy formułowaniu doktryny . Nie mając innej spójnej propozycji , uprawiają dotychczasową , ale po swojemu , często niezgodnie z jej kanonem formalnym . I dobrze , bo religijność jest czymś na wskroś osobistym , właściwie intymnym . Tylko tak rozumiana może opierać się praniu mózgów i wykorzystywaniu przez zawsze brudną politykę jako narzędzie władzy . Czy jednak możliwa jest racjonalna wiara w SACRUM ? Religia , która będzie wewnętrznie spójna i uczciwa , wolna od hierarchii , wolna Wolnością i bogactwem mistycznych przeżyć osobistych w zgodzie z nauką , wiedzą i osobistymi doświadczeniami . Wiem , że tak . Można sobie wyobrazić jej zręby na w/w przesłankach . Taka religia musi powstać , bo istniejące, uwikłane w swe dogmaty, nie są zdolne do transformacji na miarę obecnej wiedzy i zapotrzebowania . Zachęcam do dyskusji n/t NOWEJ RELIGII . P.S. W/w treść zawarłem w innym wątku ("przyszłość religii"), jednak tam nie zyskała zainteresowania.Tutaj testuję ja ponownie. |
| lipschitz (1674 punktów) | Jeżeli religia jest czymś osobistym, to każda forma zinstytucjonalizowania będzie jej wypaczeniem - podobnie jak ze snem; potrzebę snu załatwia się indywidualnie a nie zbiorowo, choć wszyscy śpią. Według mnie już sama świadomość istnienia i refleksji nad niepojętością życia ma charakter religijny, bez względu na to, czy Bóg miałby istnieć, nie istnieć, czy być jakąś inną formą życia. Ba, wydaje mi się nawet, że te wszystkie dogmatyczne (i nie tylko takie) odpowiedzi wyjaśniające ową niezwykłość, zabijają ludzką religijność, ten stan ducha, który stara się ją ogarniać, rozumieć, który często wraca do tej refleksji i od nowa stara się "wejść" w to.
Jeżeli żyjemy w świecie, w którym praktycznie wszystko jest zawłaszczane, to podobnie musi stać się z religią - najsmakowitszym kąskiem będzie zawsze Bóg, przyczyna życia, z nim każda nasza racja jest słuszna.
Mały chłopiec popada w zadumę nad niezwykłością życia - zna świat, w którym skutek ma swoją przyczynę, ale idąc śladem tej logiki zostaje zaskoczony brakiem przyczyny dla tej pierwszej. Nie umie tego rozgryźć, nie wie, z której strony ma do tego podejść i wtedy przychodzi ktoś i udziela mu wyjaśnień... które zniszczą jego duchowość, sprowadzą wszystko do znaków, symboli i receptur, powiedzą jak napisać wspaniałą symfonię (spróbuj ją napisać mając nawet ogromną i rzetelną wiedzę).
Wspomniana nowa religia nie musi tworzyć nowych reguł, wystarczy, że wyrazi się w wolności do samodzielnego pojmowania życia i gdy ta wolność będzie chroniona nawet przed tymi, którzy rzeczywiście mieliby jakiś wgląd w jego naturę. Według mnie trzeba umieć się powstrzymać nie tylko wtedy, gdy przekazuje się dogmaty, ale także wtedy, gdy zdobyło się solidną wiedzę, bo do pewnych rzeczy człowiek musi po prostu dojść, dojrzeć samemu, do napisania symfonii, namalowania obrazu, napisaniu wiersza, zrozumienia piękna i ogarnięcia sensu dla tego życia.
Znaczenie słowa "religia" - podobnie jak wielu innych słów; dobro, pokój, miłość, prawda, sprawiedliwość, odpowiedzialność - zostało wypaczone, przypisano mu sensy, które zbijają nas z tropu, nawet nie umiemy się porozumiewywać, i stajemy się przez to, co najwyżej wykonawcami jakiejś instrukcji. Instrukcje stały się dla nas sposobem na zaprowadzanie porządku w życiu, tak sobie wyobrażamy porozumienie - kiedy wszyscy zainteresowani będą wypełniać ten sam rodzaj powinności. Nie ma w tym jednak wolności, a tą uważam za konieczną w przypadku prawdziwie religijnej postawy, religijnej w sensie opisanym w temacie i w tej wypowiedzi. Sami dla siebie musimy odebrać religię, która stała się własnością innego człowieka, i który decyduje, jaki kawałek tortu się nam należy.
|
|
 | | bgdn@neostrada.pl | >Jeżeli religia jest czymś osobistym, to każda forma zinstytucjonalizowania będzie jej wypaczeniem - podobnie jak ze snem; potrzebę snu załatwia się indywidualnie a nie zbiorowo, choć wszyscy śpią. -por.mój post do TOTUSA
> Ba, wydaje mi się nawet, że te wszystkie dogmatyczne (i nie tylko takie) odpowiedzi wyjaśniające ową niezwykłość, zabijają ludzką religijność, ten stan ducha, który stara się ją ogarniać, rozumieć, który często wraca do tej refleksji i od nowa stara się "wejść" w to. - wymiana myśli nie musi prowadzić do " prania mózgów", zwłaszcza na poziomie świadomości celowo kształtowanej przez każdą z osób .Moje refleksje mają swój wieloletni rodowód i ciągle "żywią " się nowym poznaniem ze świata nauki i osobistymi doświadczeniami z życia materialnego i duchowego .Ta dyskusja jest również takim doświadczeniem .
>Mały chłopiec popada w zadumę nad niezwykłością życia - zna świat, w którym skutek ma swoją przyczynę, ale idąc śladem tej logiki zostaje zaskoczony brakiem przyczyny dla tej pierwszej. Nie umie tego rozgryźć, nie wie, z której strony ma do tego podejść i wtedy przychodzi ktoś i udziela mu wyjaśnień... które zniszczą jego duchowość, sprowadzą wszystko do znaków, symboli i receptur, powiedzą jak napisać wspaniałą symfonię (spróbuj ją napisać mając nawet ogromną i rzetelną wiedzę). - tajemniczość o której piszesz dotyka mistyki naszych doznań , lecz mimo że jest urocza i stanowi wartość , to przecież jej odkrycie wcale jej nie zuboża , a być może pozwoli zajrzeć głębiej .Nowa religia nie powinna niczego wymuszać a jedynie proponować możliwości uczestniczenia w dostępie do Sacrum i związanych z tym okolicznościach. Taka propozycja może mieć sens także dla tych którzy zawiedzeni poszukują pewniejszej bazy dla swego już doświadczonego życia duchowego.Religia nie powinna być wtłaczana dzieciom i ludziom o niskiej samoświadomości !!! Wręcz, jeśli mówić o jakiejś inicjacji to może dotyczyć tylko ludzi dorosłych , zdolnych do rozróżnienia istoty tej religii.
>Wspomniana nowa religia nie musi tworzyć nowych reguł, wystarczy, że wyrazi się w wolności do samodzielnego pojmowania życia i gdy ta wolność będzie chroniona nawet przed tymi, którzy rzeczywiście mieliby jakiś wgląd w jego naturę. Według mnie trzeba umieć się powstrzymać nie tylko wtedy, gdy przekazuje się dogmaty, ale także wtedy, gdy zdobyło się solidną wiedzę, bo do pewnych rzeczy człowiek musi po prostu dojść, dojrzeć samemu, do napisania symfonii, namalowania obrazu, napisaniu wiersza, zrozumienia piękna i ogarnięcia sensu dla tego życia. - jestem zdania , że istniejące religie , jakby na to nie patrzeć , spowodowały rozwój cywilizacyjny zwłaszcza w warstwie etyczno moralnej i tylko utknęły w swoich doktrynach coraz to bardziej ośmieszając je. Kreatywność i dojrzewanie intelektualne zawsze istniały i nie przeszkadzają temu nawet "krzywe"religie ,tym bardziej więc jeśli Nowa religia nie będąc sprzeczną z Nauką, da płaszczyznę, będącą środowiskiem doznań duchowych podstawowych, jak: wrażliwość , bezpieczeństwo emocjonalne ,obrzędowość itp., i wyższych jak np. twórczość, mistyka itd.
|
|
| Totus (1201 punktów) | Chcesz tworzyć religię, hmm, ja przyszedłem je wszystkie wypełnić i znieść. (zamiar) Wiesz co było oparciem dla Jezusa? "Przekonanie o nieuchronności własnej śmierci" (teza w oparciu o: ) Oto interpretacja "Potrzeby wyrzeczenia" (Mt 8,18) "Nauczycielu pójdę za Tobą dokądkolwiek się udasz. Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda [a dzieci oparcie w domach, rodzicach i autorytetach, religiach, mrzonkach, kochankach itp], lecz Syn Człowieczy [Ty, który przestajesz być uczniem i bierzesz mnie na prawicę] nie ma miejsca gdzie głowę mógł by oprzeć [Jest samotny i wartościuje siebie i świat takim jaki jest]." UWAGA. Ukształtowanemu człowiekowi Jezus (nauczyciel) przestaje być potrzebny osobiście ale pozostaje do usłużnej dyspozycji (Ewangelia) by ten posługiwał się jej mądrością i "morałem" przy kształtowaniu swoich decyzji jak też przy kształtowaniu osobowości kolejnych pokoleń istot ludzkich, w których kształtowaniu uczestniczymy MIMOWOLNIE będąc z natury obiektami na drodze poznawczej ich i każdej innej "Świadomości". Korzystając z tego faktu, że uczymy się od siebie nawzajem i "zarażamy informacjami" pora zrobić ich gruntowny przegląd, by uzasadnić zadanie pytania: Czy stoimy (Ty, Ja, oni, one) na progu rewolucji moralnej? Uważam, że tak, że siekiery już poszły w ruch. (oby) Co o tym sądzisz?
|
|
 | | bgdn@neostrada.pl |
> Ukształtowanemu człowiekowi Jezus (nauczyciel) przestaje być potrzebny osobiście ale pozostaje do usłużnej dyspozycji (Ewangelia) by ten posługiwał się jej mądrością i "morałem" przy kształtowaniu swoich decyzji jak też przy kształtowaniu osobowości kolejnych pokoleń istot ludzkich, w których kształtowaniu uczestniczymy MIMOWOLNIE będąc z natury obiektami na drodze poznawczej ich i każdej innej "Świadomości".> Korzystając z tego faktu, że uczymy się od siebie nawzajem i "zarażamy informacjami" pora zrobić ich gruntowny przegląd, by uzasadnić zadanie pytania:> Czy stoimy (Ty, Ja, oni, one) na progu rewolucji moralnej?> Uważam, że tak, że siekiery już poszły w ruch. (oby)> Co o tym sądzisz? Wciągasz mnie w wątki związane z interpretacją rzekomych wypowiedzi Jezusa wg rzekomo świętego Pisma. Wybacz, choć nadaję się do takiej dyskusji, mam to raczej za sobą . Zaproponowałem wątek Nowej Religii, bynajmniej nie z zamiarem uczynienia się przywódcą takiego ruchu . Mam rzeczywiście przemyślenia, które skusiły mnie do poddania ich obróbce forumowiczów, ale raczej spodziewam się reakcji w "temacie" i jego ubogacenie ,choć każdy głos, także krytyczny przyjmę z szacunkiem. W założeniu ta Nowa Religia nie powinna być sprzeczna z Racjonalną Nauką i Wiedzą , wolna od hierarchii , być głęboko osobista w relacji z Sacrum, lecz stać na uwspólnionej płaszczyźnie jawnych zasad moralnych zdeterminowanych intelektualnymi Wzorcami Dobra i Bezpieczeństwa nie tylko nas - ludzi, ale całej Natury Wszechświata, mimo naszych ograniczeń w jego postrzeganiu. Zgadzam się z Tobą , że nasza świadomość wymaga ciągłego porządkowania i rozwoju ,co powinno zbiegać się z rozwojem cywilizacji . Jednak choć powstającym niegdyś religiom towarzyszyły " siekiery", wyobrażam sobie ewolucyjne zmiany, mimo, że dotychczasowi władcy umysłów z pewnością będą atakować . Zatem odchodzenie od mitów i bajek będzie tym bardziej naturalne, im wyższa będzie świadomość ludzi (to oczywiste), ale jednocześnie gdy pojawią się inne , pozbawione tych słabości , lokaty naszego życia duchowego.
|
|
|  | | Totus (1201 punktów) | >  > Wciągasz mnie w wątki związane z interpretacją rzekomych wypowiedzi Jezusa wg rzekomo świętego Pisma.Czy jednymi z podwalin Nowej Religii będą założenia, że: 1. Jezus nie istniał czyli NR nie zajmuje stanowiska względem jego osoby? 2. Ewangelia nie istnieje więc NR nie zajmuje stanowiska w jej sprawie? Ponadto: > Wybacz, choć nadaję się do takiej dyskusji, mam to raczej za sobą .Z jakim skutkiem? Jezus przychodzi walczyć z religią żydowską jako tworem wyrosłym na przymierzu z Szatanem -jego własną bronią, wstępuje do piekieł i babra się "śmierdzącymi" do bólu symbolami by nimi wygrać i obronić boskość i wolność człowieka w sposób spiskowy jako racjonalny ze względu na jedyny dopuszczalny z puli dopuszczalności, by osiągnąć cel - WYGRAĆ....ale, ale stop! mógłbyś kontynuować? Może podasz jakiś adres gdzie już to omówiono i po sprawie. Będziemy mogli wspólnie spojrzeć (oczywiście jeśli mnie zaprosisz  ) na Twoje: > Mam rzeczywiście przemyślenia, które skusiły mnie do poddania ich obróbce forumowiczów,Jesteś przed czy po ich wyrażeniu? bo: > W założeniu ta Nowa Religia nie powinna być sprzeczna z Racjonalną Nauką i Wiedzą ,RNiW potrzebuje ambasadora w rejonach ciemnoty? Sama się nie potrafi bronić? Moim zdaniem Ewangelia miała być takim ambasadorem i co z nią zrobiono? Zinterpretowano dosłownie czyli innymi słowy wyśmiano na złość głównemu prześmiewcy jakim jest kościół Rzymskokatolicki. Bo przecież Jezus prosi by była: > wolna od hierarchii , być głęboko osobista w relacji z Sacrum, lecz stać na uwspólnionej płaszczyźnie jawnych zasad moralnych zdeterminowanych intelektualnymi Wzorcami Dobra i Bezpieczeństwa nie tylko nas - ludzi, ale całej Natury Wszechświata, mimo naszych ograniczeń w jego postrzeganiu.I woła z jej kart do czytelnika: > Zgadzam się z Tobą , że nasza świadomość wymaga ciągłego porządkowania i rozwoju ,co powinno zbiegać się z rozwojem cywilizacji . Jednak choć powstającym niegdyś religiom towarzyszyły " siekiery", wyobrażam sobie ewolucyjne zmiany, mimo, że dotychczasowi władcy umysłów z pewnością będą atakować .i uwaga, nie dostosowuje się do wytycznej: > Zatem odchodzenie od mitów i bajek będzie tym bardziej naturalne, im wyższa będzie świadomość ludzi (to oczywiste), ale jednocześnie gdy pojawią się inne , pozbawione tych słabości , lokaty naszego życia duchowego.Bo może sądził, że do ludzi uzależnienych od bajek można dotrzeć od strony ich uzależnienia. Chcą Żydzi cudów - dam im cuda. Służą Żydzi Bogu - dam im go. A kiedy ockną i zobaczą krzyż tak jak na niego spoglądać trzeba, ujrzą rozmiar spustoszenia jaki niesie ze sobą żydostwo jako stan umysłu większości ludzi na ziemii. Antysemityzm stanie się więc wartością uniwersalną dla każdego, kto dziś podlega następstwom zdarzeń starotestamentowych będących źródłem nacjonalizmu fundamentalnego zwanego "naród wybrany przez boga". >  Może jednak warto spróbować "zakazanego owocu" zanim zgaśnie światło? Jeżeli już tak bardzo chcemy zabrać coś ze sobą "na drugą stronę" to ten smak, smak miłości i jej tryumfalnego powrotu, będzie smakiem wartym uwiecznienia, a przy okazji smak sprawiedliwości i zmartwychwstania IDEI to będzie czysta rozkosz o mistycznym natężeniu, nad którym już dziś ŻENIEC naucza by umieć zapanować. Co Pan na to?  P.S. I tak mało napisali przez te 4 dni.  a czytając ten post 5 razy przed wysłaniem uważam, że jest na temat.
|
|
| |  | | Bogdan (24 punktów) |
> Co Pan na to? Nie jest moim celem walka z chrześcijaństwem nie imputuj . Pisząc , że "mam to za sobą" chciałem jedynie wyrazić , że będąc kiedyś chrześcijaninem , kilkanaście ostatnich lat poświęciłem na szukanie prawdy (w innych religiach również) . Żułem Święte Księgi , jeździłem do miejsc świętych-śladem Jezusa, dyskutowałem już na różnych forach z ludźmi bardzo wierzącymi (także z innych religii), kapłanami ,zakonnikami i pewnym biskupem. W moim przekonaniu zrobiłem wszystko co możliwe , by ciągle wierzyć - tak jak zostałem wychowany . Uczciwie mogę to wyznać- choć wiem , że możesz temu nieufać . I mam po prostu już dość jałowego mielenia powietrza . Znalazłem też rozwiązanie dla siebie i być może innych którzy podobnie jak ja, tego potrzebują . I tyle . Pozdrawiam. W końcu się przecież spotkamy, bo jeśli jest Bóg to jest on jeden i nie potrzebuje osobowości, zwłaszcza mnożących się , a jeśli Go nie ma, to jest pewien STAN , który jako wspólny wszystkim świadomym ludziom, pozwala obcować z mistycznym SACRUM, bez łamania ich wiedzy i doświadczeń . Na TEJ przesłance opiera się Nowa Religia. PS. Końcówka Twego postu jest niepotrzebnie złośliwa . Ubolewam.
|
|
| | |  | | Ce... | > >Co Pan na to?> Nie jest moim celem walka z chrześcijaństwem nie imputuj . Pisząc , że "mam to za sobą" chciałem jedynie wyrazić , że będąc kiedyś chrześcijaninem , kilkanaście ostatnich lat poświęciłem na szukanie prawdy (w innych religiach również) .> Żułem Święte Księgi , jeździłem do miejsc świętych-śladem Jezusa, dyskutowałem już na różnych forach z ludźmi bardzo wierzącymi (także z innych religii), kapłanami ,zakonnikami i pewnym biskupem. W moim przekonaniu zrobiłem wszystko co możliwe , by ciągle wierzyć - tak jak zostałem wychowany . Uczciwie mogę to wyznać- choć wiem , że możesz temu nieufać . I mam po prostu już dość jałowego mielenia powietrza .>  Pozwolesobie dołączyc,do dyskusji chciałabym ładnie ,ale nie bardzo wiem jak się obchodzi z tymi znakami na górze?  totus powiedział > ukształtowanemu człowiekowi JEZUS przestaje być potrzebny OSOBIŚCIE!!! COŚ takiego ? a to DLACZEGO??? x> MNIE JEST POTRZEBNY i to OSOBIŚCIE ,a jak inaczej , jako jakaś namiastka!
dorkas
|
|
| | | |  | | Bogdan (24 punktów) |
> totus powiedział> > ukształtowanemu człowiekowi JEZUS przestaje być potrzebny OSOBIŚCIE!!!> COŚ takiego ? a to DLACZEGO???> x> MNIE JEST POTRZEBNY i to OSOBIŚCIE ,a jak inaczej , jako jakaś namiastka!>  do ce Przepraszam,ale pewnie chciałeś odpowiedzieć TOTUSOWI ,ale przez pomyłkę zacytowałeś także moje słowa -Bogdan.Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Totus (1201 punktów) | Na to wygląda Bogdanie  > totus powiedział> > ukształtowanemu człowiekowi JEZUS przestaje być potrzebny OSOBIŚCIE!!!> COŚ takiego ? a to DLACZEGO???> x> MNIE JEST POTRZEBNY i to OSOBIŚCIE ,a jak inaczej , jako jakaś namiastka!Służę uprzejmie: W poważniejszych niż wybory kulinarne życiowych decyzjach ludzie potrzebują wsparcia. Człowiek ukształtowany na 'ludzkim uniwersalnym kodeksie moralnym' popartym osiągnięciami doświadczalnymi współczesnej nauki lub ogólniej wiedzą, która na szczęście staje się coraz lepiej dostępna każdemu, potrafi odróżniać dobro od zła w podstawowych sprawach egzystencjalnych. Co się jednak dzieje, gdy wątpi w wiarę w to, że potrafi? Rośnie u niego zapotrzebowanie na autorytet moralny by podeprzeć się nim przy podejmowaniu decyzji opartej na woli wyboru, czyli zdeterminowanej (w x% wolną) wolą. Kto jest takim autorytetem? Dla naszych potrzeb niech będzie nim Ewangelia (dzieło bardzo wypromowane na skalę megaglobalną co stanowi niebagatelny argument 'za') czyli Jezus. Wydaje mi się uzasadnionym więc twierdzenie, że: Stopień ukształtowania samoświadomości rozpoznającej dobro i zło jest odwrotnie proporcjonalny na zapotrzebowanie powoływania się na Jezusa. Czyli zdanie: "Poczekaj bo nie wiem, co Ci odpowiedzieć muszę zapytać Ojca co on na to ..." - jest świadectwem istnienia niedojrzałości moralnej czyli wroga Jezusowego (=człowieczego). W takim przypadku jest nam potrzebny Jezus - "OSOBIŚCIE". Jako, że jest On dostępny dziś w formie ograniczonej dyskusja nad Nim i z Nim (i przez Niego) staje się koniecznością w celu osiągniecia zbawiennego kompromisu (wpierw z samym sobą a potem z kimś). Jezus przed skazaniem na śmierć prosił "żmije" o udowodnienie mu, że nie ma racji. Oczywiście trudno było oczekiwać od "żmijowego" kapelana, że podejmie tak ogromny wysiłek intelektualny. Wizja tegoż wysiłku - sama w sobie - być może wywołała u niego ślinotok zanim splunął Jezusowi w twarz, być może, ale dziś ludzie to już "wysoka kultura" więc nadzieje wydają się być przeogromne, że podejmą się wyzwania użycia rozumu w celu udowodnienia, że Jezus ma rację i jeżeli tak jest to skończy się religijny marazm, szczególnie rzymskokatolicki twierdzący, że tego "na rozum" się nie da, NIE DA! - czyli scena tuż przed ślinotokiem poprzedzającym splunięcie Jezusowi w twarz. I nie ważne, że sutannę chroni dziś prawo, już niedługo, humaniści dostali sierp, wystarczy się schylić. Dodam jeszcze Ce.. bo pytasz o namiastkę, że można opierać się na Jezusie służąc Mamonie, otóż wystarczy nakazać ludziom by mieli go w sercu. ( i słusznie kojarzysz w czym jeszcze wszak grawitacja jest nieubłagana). Smutne, brutalne ale może prawdziwe? Może tak właśnie jest? Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | Totus (1201 punktów) | > Nie jest moim celem walka z chrześcijaństwem nie imputuj.Ja walczę o ideały i oczyszczam wizerunki sprawiedliwych. To że ktoś przy okazji poczuje się dotknięty czy urażony to naturalna konsekwencja stanu rzeczy poprzedzająca ODWYK. > Pisząc , że "mam to za sobą" chciałem jedynie wyrazić (...)_(...) W moim przekonaniu zrobiłem wszystko co możliwe (...).Geneza Pana uprzedzeń do mnie i podległość stereotypom nie jest dla mnie czymś odkrywczym. Ja to rozumiem mimo młodego wieku i skromnych ilościowo doświadczeń duchowych i emocjonalnych związanych z teopatologią, które prowadzą ostatecznie do przegranej. Jeżeli wymienione przez Pana osoby są Pana zdaniem autorytetami w dziedzinie "rozumienia" Ewangeli to serdecznie współczuję, albowiem wyciągał Pan wnioski z mów faryzejskich i uczonych w piśmie. Takie wnioski z natury rzeczy doprowadziły Pana do wygłoszenia zdania: > I mam po prostu już dość jałowego mielenia powietrza.Jak większość uważających się za dojrzałych intelektualnie ludzi. Proszę zaufać swojemu jeszcze żywemu zdrowemu rozsądkowi i odpowiedzieć na pytanie: Kto odpowiada za ten stan Umysłów? I czy cele Antychrystusowe (Satanistyczne) są osiągane? Skala rozważań?- dowolna - od amatorów spisku małżeńskiego do KL Auschwitz, pełna paleta grzechów ludzkości, które rzekomo mają czegoś uczyć, rzekomo. > Znalazłem też rozwiązanie dla siebie i być może innych którzy podobnie jak ja, tego potrzebują . I tyle.Zakładam, że zdaje Pan sobie sprawę z faktu iż mistyka (i sztuka i artyzm itp) nie ma wiele wspólnego z moralnością i wiązanie ze sobą tych dwóch pojęć realizowane we współczesnych praktykach religijnych jest głęboko nieetyczne. > W końcu się przecież spotkamy, bo jeśli jest Bóg to jest on jeden i nie potrzebuje osobowości, zwłaszcza mnożących się , a jeśli Go nie ma, to jest pewien STAN , który jako wspólny wszystkim świadomym ludziom, pozwala obcować z mistycznym SACRUM, bez łamania ich wiedzy i doświadczeń.Bóg istnieje i jest to najwyższy autorytet wartościujący ludzkie życie i jego sens. Kto go opisuje? Jeżeli dla kogoś jest to Jezus, to za przeproszeniem chyba nie w tym kraju? Nie w Polsce, mimo, że słowo to pada tu co chwila w szerokim kontekście. Mnie interesuje to co jest mniej oczywistym dla przeciętnego odbiorcy - zagadnienie zła ukrytego, które pozwolę sobie nazwać specjalnie dla Pana (może się przyjmie  ) : Chrystotechniką. Jest to paradoks, że Szatan może wykorzystywać wizerunek zbawiciela do swoich potrzeb, ale przyzwolenie dla tego typu praktyk dajemy MY. Zabijanie jednostki już poruszałem w postach natomiast ten sam mechanizm obowiązuje dla całych społeczeństw. Opiniowanie o nich przez jakikolwiek podmiot, że są to "Bezbożnicy" (Mt 5,21), zasługujący na religijne traktowanie, jest poniżaniem i kroplą w morzu przekreślenia ich szans na dojrzałość człowieczą. Nie sądzę by duchowni polscy byli świadomi rodzaju przestępstwa jakiego się dopuszczają, że są tymi, którzy zamykają Królestwo Niebieskie przed ludźmi, sami nie wchodząc i nie pozwalając wejść tym, którzy do niego idą. (Mt 23,13) Domyślam się, że to trudne zaakceptować po latach idoktrynacji, że Bóg Jezusowy jest Bogiem Żywych, a królestwo niebieskie to wizja Ziemii widzianej oczami idealisty jako Królestwo Miłości i Pojednania w duchu Ewangelii i najwyższej ofiary będącej prośbą, żeby uwierzyć i doczekać czasów zrozumienia - czasów Apokalipsy. Czy przeżuwając święte księgi miały kiedyś one taki smak? Miały? Nie, bo świecznik już by zapłonął dla ludzkości, a pana radość ze spotkania mnie byłaby wielka, operując językiem biblijnym - błogosławił byś mnie realnie, jak każdego przychodzącego w imię Pańskie. > Na TEJ przesłance opiera się Nowa Religia.I jak każda niebawem będzie musiała stanąć przed sądem nad tym czy nie narusza ona zasad moralnych i nie łamie praw obywatelskich w swojej strukturze. Czyli wracamy do punktu wyjścia czyli pytania o siebie, kim jestem dla siebie, jak i czym wartościuję swoją rzeczywistość. Czy z faktu, iż mogę być ptakiem i latać gdy tylko zamknę oczy zachwycając się widokiem tatrzańskich dolin albo smakować wbijanie się w ocean katedry w St. Michel i jej ducha chroniącego nas przed tsunami i (n do silnia miliardów bożków) mam być ich panem i władcą? Czy karłem składającym ofiary i wierzącym, że są adresatami maili z prośbą o pomoc i wstawiennictwo? Głowa do góry i z Apokalipsą 19,10 życzę miłych rozważań. Witaj na uczcie Baranka.
|
|
| dawid (191 punktów) |
>A przecież jest dostrzegalnym od paru tysięcy lat faktem , >zapotrzebowanie człowieka na uprawianie jakiejś religii , >choćby pokręconej i sprzecznej z udokumentowaną Nauką >(często dlatego , że nie wykształciły się dotąd religie >spójne z Nauką , albo przynajmniej z nią nie sprzeczne ).
>Czy jednak możliwa jest racjonalna wiara w SACRUM ? Religia >, która będzie wewnętrznie spójna i uczciwa , wolna od >hierarchii , wolna Wolnością i bogactwem mistycznych >przeżyć osobistych w zgodzie z nauką , wiedzą i osobistymi >doświadczeniami .
>Taka religia musi powstać , bo istniejące, uwikłane w swe >dogmaty, nie są zdolne do transformacji na miarę obecnej >wiedzy i zapotrzebowania .
Czy chodzi Ci o PRAWDZIWEGO BOGA, czy o odpowiedź na czyjeś zapotrzebowanie? Religia nie musi być racjonalna i zgodna z nauką, żeby była PRAWDZIWA. Chciejmy poznawać Boga takiego, jakim jest, a nie takiego, jakim byśmy chcieli, żeby był(np. równie mądrego jak nasza nauka). Myślę, że nie powinniśmy się koncentrować na tym, jaka powinna być nasza religia, ale na tym, by poznawać bożą wolę. Bóg nam pokaże jak mamy go uczcić.Niech religia będzie społecznością z Bogiem. Nie stwarzajmy religii dlatego, żeby NAM było fajnie. Bóg jest żywy!
>Religia to suma wierzeń i praktyk zawierających >pierwiastek mistyczny będący odwołaniem do IDEAŁU ,WZORCA i >pozwalająca wesprzeć nasze poczucie słabości i potrzebę >oparcia życia wewnętrznego na jakimś FUNDAMENCIE >ODNIESIENIA .
Definiujesz tak, jakbyśmy byli psychologicznie zdeterminowani i MUSIMY (z powodu naszego poczucia słabości) oprzeć się "na jakimś FUNDAMENCIE ODNIESIENIA". Jeżeli religia ma się opierać na takich podstawach, zamiast wiary w PRAWDĘ, to będziemy pielęgnować tylko iluzję.
Jestem uczniem Jezusa Chrystusa. Doświadczyłem jego mocy w moim życiu. Głęboko wierzę w to, że poznanie Go jest jedyną prawdziwą drogą do Boga. Moja wiara jest nieracjonalna, ale wynka z osobistej, intymnej relacji z Nim.
|
|
 | | bulak_r | >Jestem uczniem Jezusa Chrystusa. Doświadczyłem jego mocy w moim życiu. Głęboko wierzę w to, że poznanie Go jest jedyną prawdziwą drogą do Boga. Moja wiara jest nieracjonalna, ale wynka z osobistej, intymnej relacji z Nim. Daj nam proszę świadectwo Twego doświadczenia Jego bliskości. Pozdrawiam i czekam na odpowiedź...
|
|
|  | | dawid (191 punktów) | >>Jestem uczniem Jezusa Chrystusa. Doświadczyłem jego mocy w moim życiu. Głęboko wierzę w to, że poznanie Go jest jedyną prawdziwą drogą do Boga. Moja wiara jest nieracjonalna, ale wynka z osobistej, intymnej relacji z Nim. >Daj nam proszę świadectwo Twego doświadczenia Jego bliskości. >Pozdrawiam i czekam na odpowiedź... > Czy oczekujesz, że udowodnię Ci moją bliską relację z Bogiem??
|
|
| |  | | zima (560 punktów) | >>>Jestem uczniem Jezusa Chrystusa. Doświadczyłem jego mocy w moim życiu. Głęboko wierzę w to, że poznanie Go jest jedyną prawdziwą drogą do Boga. Moja wiara jest nieracjonalna, ale wynka z osobistej, intymnej relacji z Nim. >>Daj nam proszę świadectwo Twego doświadczenia Jego bliskości. >>Pozdrawiam i czekam na odpowiedź... >Czy oczekujesz, że udowodnię Ci moją bliską relację z Bogiem?? Pewnie wolałby, żeby Bóg mu udowodnił Twoją bliską relację z Bogiem. Albo może masz to na kasecie, czy płytce nagrane? A tak poważnie, uważasz, że Twoje doświadczenie da się przekazać komukolwiek poza Tobą? Jeśli tak, to na jakiej zasadzie?
|
|
| | |  | | dawid (191 punktów) |
>A tak poważnie, uważasz, że Twoje doświadczenie da się przekazać komukolwiek poza Tobą? >Jeśli tak, to na jakiej zasadzie? >
Pan Jezus posłał nas, byśmy wzywali ludzi do upamiętania i zwiastowali nowinę, że przybliżyło się Królestwo Niebieskie. Samo zwiastowanie wystarczy. Jeśli ktoś nie zechce nas słuchać, to mamy strząsnąć proch ze swojego obuwia i iść dalej. Bóg sam się z takimi rozprawi. Tacy racjonaliści jak Ty, uważają to za naiwniactwo. No cóż, zobaczymy. Nasz Pan niebawem powróci.
Acha, to nie ja Cię straszę...
|
|
 | | Bogdan (24 punktów) | Nie stwarzajmy religii dlatego, żeby NAM było fajnie. Bóg jest żywy! ... >Jestem uczniem Jezusa Chrystusa. Doświadczyłem jego mocy w moim życiu. Głęboko wierzę w to, że poznanie Go jest jedyną prawdziwą drogą do Boga. Moja wiara jest nieracjonalna, ale wynka z osobistej, intymnej relacji z Nim.
Rozumiem Twoje stanowisko - Tobie nie jest potrzebna Nowa Religia . Mnie tez kiedyś wystarczała Twoja , ale dziś wiem, że odwołując się do pierwiastka duchowego , religie biblijne(judaizm,chrześcijaństwo i islam),zostały nabudowane nieprawdą ,niedorzecznościami i manipulacją, więc je uznałem za bałamutne . I tyle.
|
|
|  | | dawid (191 punktów) | > Nie stwarzajmy religii dlatego, żeby NAM było fajnie. Bóg jest żywy! >... >>Jestem uczniem Jezusa Chrystusa. Doświadczyłem jego mocy w moim życiu. Głęboko wierzę w to, że poznanie Go jest jedyną prawdziwą drogą do Boga. Moja wiara jest nieracjonalna, ale wynka z osobistej, intymnej relacji z Nim. >Rozumiem Twoje stanowisko - Tobie nie jest potrzebna Nowa Religia . Mnie tez kiedyś wystarczała Twoja , ale dziś wiem, że odwołując się do pierwiastka duchowego , religie biblijne(judaizm,chrześcijaństwo i islam),zostały nabudowane nieprawdą ,niedorzecznościami i manipulacją, więc je uznałem za bałamutne . I tyle. > W tym sęk, że racjonalizm zabił zdrową religię. Przez wieki, rozmaici teologowie skutecznie wypaczyli Słowo Boże, właśnie dlatego, że próbowali racjonalnie pojąć Boga. Manipulacja nie wzięła się z tego, że ludzie mieli żywy kontakt z Bogiem. Manipulacja wzięła się z wypaczeń. Religie same się nie nabudowały.Jeżeli ktoś, lub jakaś grupa ktosiów coś nabudowała, to nie znaczy jeszcze, że Pana Boga można wyrzucić do śmietnika. Esencja, zawarta w Słowie Bożym jest prawdziwa i zawsze aktualna.
Nie patrz na instytucje kościelne. Patrz na Ojca, który spogląda na Ciebie z Nieba. Możesz sam czytać Biblię i mieć z Nim bliską społeczność. Nie potrzebujesz kapłanów, pastorów,rabinów, ani żadnych pośredników.
|
|
| |  | | Bogdan (24 punktów) |
> Manipulacja nie wzięła się z tego, że ludzie mieli żywy kontakt z Bogiem. Manipulacja wzięła się z wypaczeń.> Religie same się nie nabudowały.Jeżeli ktoś, lub jakaś grupa ktosiów coś nabudowała, to nie znaczy jeszcze, że Pana Boga można wyrzucić do śmietnika. Esencja, zawarta w Słowie Bożym jest prawdziwa i zawsze aktualna.>  Niestety, nie podzielam twoich racji w podstawowych kwestiach.Wybacz, że nie podejmę dyskusji n/t Twojej religii . P.S.Znowu doszło w twym poście do cytowania mnie pośród nie moich wypowiedzi .Mam nadzieję , że to pomyłka.  Pozdrawiam.
|
|
| Bogdan (24 punktów) | > Faktu istnienia religii nie nazwałbym fenomenem. Nie jest to zjawisko unikatowe, ale powszechne. Zgodnie ze światopoglądem materialistycznym rzeczywistość (materialna) istnieje niezależnie od świadomości. Ludzka świadomość jest ewolucyjnym "produktem" tejże materii. Światopogląd materialistyczny odrzuca idealizm.... > Materialiści (w rozumieniu zwolenników filozofii materialistycznej) nie tyle "nie chcą uznać religii", której istnienie jest niezaprzeczalnym faktem, ile w swojej metodologii poznawania dziejów nie korzystają z metod właściwych religiom, tj. quasi "filozofiom" opartych na idealistycznych (fantastycznych) założeniach.... > Racjonalizm jest bliski światopoglądowi materialistycznemu, ale, rzekłbym, nie ograniczający źródeł, z których może płynąć rozumowe poznanie. Racjonalista, w przeciwieństwie do "materialisty", przyzna rację każdemu rozumowo wyjaśnionemu zjawisku, o ile zjawisko to nie było uprzednio sfabrykowanym oszustwem. Tak przynajmniej ja rozumiem racjonalizm.... > Personifikacja zjawisk naturalnych dała początek przeróżnym panteonom bóstw, którym składano ofiarę przebłagalną lub dziękczynną, by pozyskać ich przychylność - po to, by przetrwać. Z potrzebą przetrwania ściśle wiąże się poczucie bezpieczeństwa. Geneza religii zawiera się w instynktownej i naturalnej potrzebie przetrwania i uzależnienia tej potrzeby od sił nadprzyrodzonych.... > Religie są głęboko osadzone w naturze człowieka, w jego doświadczeniach zmysłowych. Mistycyzm, fanatyzm, okultyzm itd. to tylko wysublimowane oblicza naturalnych wrażeń zmysłowych.... > Jeśli jest Bóg (Ojciec Niebieski) to nie może ukazać swego Oblicza. Niechaj ukazałby się tylko przez chwilę i- nie daj Boże - zapewnił wszystkim zbawienie, człowiek nie dokonałby już żadnego postępu. Oddawałby Mu tylko cześć i prosił o mannę. Fenomenem jest wg mnie fakt trwania i praktykowania przez miliony ludzi religii sprzecznych z dorobkiem nauki i powszechnej wiedzy n/t biologii, kosmologii, archeologii itp. Zwłaszcza , gdy uczestniczą w tym ludzie wykształceni , nie związani z władzą umysłów (znam takich - unikają szczerej rozmowy). Średniowiecze mamy dawno za sobą , a stare doktryny religijne ,mimo ich ewidentnej nieprzystawalności do cywilizacji współczesnej trwają , sprzeczne między sobą nawet w łonie tej samej religii, np. w chrześcijaństwie. TO JEST FENOMEN , który dowodzi jednak nie tylko zapotrzebowania człowieka na uczestnictwo w środowisku praktyk duchowych, ale też dowodzi istnienia głównej przesłanki tego zapotrzebowania , jaką jest druga część naszej ludzkiej istoty - ISTOTA DUCHOWA . Jeśli uznać twierdzenie , że jako ludzie mamy konstrukcję dualną : CZŁOWIEK ROZUMNY= BEHAWIORALNA ISTOTA MATERIALNA + NIEMATERIALNA ISTOTA DUCHOWA, jest miejsce na NOWĄ RELIGIĘ , której środowiskiem jest ta druga część naszego jestestwa i koresponduje z SACRUM , będącym zewnętrznym wzorcem ideałów i siłą Mocy , o nieznanej strukturze lecz o charakterze też duchowym . NASZA ISTOTA DUCHOWA jest emanacją SACRUM i pozostaje w stałej z NIM łączności , a praktyki religijne , dodatkowo umożliwiają wzmacniający dostęp do tej MOCY SACRALNEJ . Takie zakotwienie Nowej Religii pozwala na jej wewnętrzną rozbudowę i zmieszczenie niezbędnych obrzędów odpowiadających zapotrzebowaniu człowieka w zakresie uprawiania własnego życia duchowego . Zatem Nowa Religia , jeśliby powstała , nie burzy istoty BOSKIEGO BYTU , choć zmienia dotychczasowe o NIM wyobrażenia . Niech ta techniczna wizja nie przesłania głównych IDEI NOWEJ RELIGII , które uznają zwierzchnictwo ZEWNĘTRZNEJ MOCY DUCHOWEJ, jej MISTYKĘ i SACRUM . Nie byłoby właściwe snucie rozważań na temat konstrukcji bytu niematerialnego - uznajmy po prostu pokornie swą niewiedzę w tym zakresie , przy jednoczesnym uznawaniu (bo dowodzi tego doświadczenie), faktu istnienia naszej duchowości . Proszę również zwrócić uwagę na istotny fakt , że o duchowości , duszy , Duchu mówią wszystkie istniejące dotąd religie, traktując to pojęcie posiłkowo w swych doktrynach, nie nadają mu jednak decydującego znaczenia ! Przywołując to pojęcie , też uznają przecież fakt istnienia takiego bytu !!! (Z konieczności używam tu słownictwa znanego, choć dla uniknięcia skojarzeń typu zjawa , mara ,gołąb itp. należałoby zaproponować coś innego . Nb. każde słowo jest złe , bo w środowisku duchowym słowa (wyrazy) nie istnieją .) > Nowa religia powstaje pod nazwą New Age... I zadziwiać może fakt, iż oczywiste osiągnięcia na polu nauki, znajomość historii, odkrycia archeologiczne, itd. itp. wydają się być mniej realistyczne od magii, okultyzmu i różnych trans.. Pańskie spostrzeżenie jest trafne - istotnie TAKA religia ma wiele wspólnego z ideami NEW AGE , który jest ruchem cywilizacyjnym Nowej Ery , ale nie jest stricte religią . NEW AGE jest zbiorem praktyk w różnych dziedzinach życia i nauki . Jest rozmaity w różnych krajach i o ile wiem , nie ma jakiejś wiodącej struktury. Nie jest moją intencją naginanie do filozofii tego ruchu , którego znajomość mam tylko encyklopedyczną .
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
Wszystkim konstruktorom nowych religii gorąco polecam książkę I człowiek stworzył bogów... Jak powstała religia Użytkownicy już istniejących religii również mogą się z niej wielu ciekawych i zaskakujących rzeczy dowiedzieć. Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
|  | | Pałasz (93 punktów) | Pisz Totus:
>Bóg istnieje i jest to najwyższy autorytet wartościujący ludzkie życie i jego sens.
Oj, coś chyba zbyt kategoryczne stwierdzenie. Tak mi się wydaje. Udowodnienie istnienia boga nie jest raczej możliwe tu, na Ziemi. Ludzkość próbuje tego dokonać od wielu tysięcy lat i coś nie wychodzi.
|
|
| |  | | Totus (1201 punktów) | > Pisz Totus:Witam,  > >Bóg istnieje i jest to najwyższy autorytet wartościujący ludzkie życie i jego sens.Przydatne w twórczej polemice może okazać się rozbicie tego zdania na zestaw pytań: Czy istnieją autorytety wartościujące ludzkie życie i jego sens? Który z nich jest mi najbliższy i dlaczego? Co na to inni bogowie? ...stajenka czeka > Oj, coś chyba zbyt kategoryczne stwierdzenie. Tak mi się wydaje.Służę uprzejmie. > Udowodnienie istnienia boga nie jest raczej możliwe tu, na Ziemi.Podejrzewam, że ta myśl nie dotyczy mojej definicji.  > Ludzkość próbuje tego dokonać od wielu tysięcy lat i coś nie wychodzi.A kto szuka? Kto próbuje? Jakimi metodami? Albo niewielu albo metody nie te.  Pozdrawiam. Świadomość nie uchodzi przez gardło ani żaden inny otwór. Nikt nie wie, dokąd odchodzi ani jak wychodzi.(Budda)
|
|
|  | | Bogdan (24 punktów) | Dzięki, oczywiście przeczytam . Jednocześnie zapewniam wszystkich czytających ten watek,że jedynym imperatywem do prezentacji mych przemyśleń , jest ich doskonalenie i być może zarażenie nimi innych. Pozdrawiam.
|
|
 | | gnothi (46 punktów) | Fenomenem jest wg mnie fakt trwania i praktykowania przez miliony ludzi religii sprzecznych z dorobkiem nauki i powszechnej wiedzy n/t biologii, kosmologii, archeologii itp. Zwłaszcza, gdy uczestniczą w tym ludzie wykształceni, niezwiązani z władzą umysłów (znam takich - unikają szczerej rozmowy).
Miałeś kiedy sen, z którego nie chciałeś się obudzić? Przebudzenie wszakże nastąpiło. I prawdopodobnie nastąpiło w momencie, w którym uświadomiłeś, że śnisz. Przebudzenie nie było miłe, ale nieuchronne. Świadomość człowieka, jego "dzienne Ja", wyłoniło się w procesie ewolucji z mroków nieświadomości. Być może mówi o tym mit "drzewa wiadomości dobrego i złego". Religia, a więc mity, wierzenia, obrzędy, rytuały, misteria są zakorzenione w najgłębszych warstwach ludzkiej świadomości (podświadomości). Żyją w nas jako "archetypy i symbole" (C.G. Jung). Żyją w każdym człowieku, a więc "wykształconym" i "niewykształconym", i przejawiają się w postaci pierwotnego lęku przed nieznanym.
Pokusiłbym się nawet na twierdzenie, że religia jest "lękiem racjonalisty", jakimś jego cieniem. Racjonalista, wykorzystując najrozsądniejsze narzędzie badawcze, jakim jest umysł oraz rozum, jako metodę poznawczą, musi założyć, że operuje jedynie dostępnymi dla jego czasu przesłankami. Lęk i demony rodzą się z niewiedzy. Racjonalista odrzuca więc wszelkie konstrukcje myślowe, które nie znajdują uzasadnienia w nauce, oraz te, które dzięki nauce uległy demistyfikacji. Racjonalista chce budować "zamki na skale", na solidnych fundamentach, wychodząc z założenia, że budowanie systemów wierzeń w beztroskiej i bezrozumnej ignorancji wobec nauki, jest już u podstaw, z racji na fałsz, skazane na przegraną. Można byłoby powiedzieć, ze racjonalista jest swoistym archeologiem i detektywem, gdyż najczęściej przedmiotem jego dociekań jest gromadzenie dowodów w kontekście przestępstw dokonanych w czasie przeszłym. Dostrzegając niebezpieczne skutki światopoglądów zbudowanych na fałszywych przesłankach i hipokryzji, wybiega w przyszłość i próbuje przestrzec wszystkich "nieprzebudzonych" przed totalitaryzmem różnej maści.
Pozornie mogłoby się wydawać, ze przedmiotem szczególnej "nienawiści" i ataków racjonalistów są głównie religie. Tak nie jest. Przedmiotem "ataku" jest fałsz, despotyzm, manipulacja ludzkimi przekonaniami, ingerencja w etyczne Ja człowieka poprzez religijne, religijno-polityczne nakazy i zakazy, stojące w sprzeczności z obiektywną wiedzą i prawami natury. Racjonalista nie chce wierzyć. Racjonalista chce wiedzieć.
Jako racjonalista nie chcę wierzyć w Jezusa, o którym się mówi, że był Chrystusem. Z szacunku dla Prawdy (w tym prawdy o Nim, kimkolwiek był) odrzucam mity, by poznać fakty. Jeśli tych drugich jest zbyt mało, to "będzie lepiej" dla Chrystusa, jeśli kiedykolwiek był, żeby mówić o Nim zarówno przez pryzmat faktów, jak i mitów. Jedne i drugie mówią natomiast o człowieku. Pierwsze wskazują na jego rozum, drugie na podporządkowanie rozumu czemuś, co nie służy człowiekowi, co w efekcie wyda gorzki owoc.
Religii nie można odrzucić, tak jak nie można odrzucić żadnego racjonalnie postrzeganego zjawiska. Religia, mając atrybut realności, staje się faktem naukowym. Poprzez religię rozumiem w tym przypadku pewien quasi badawczy paradygmat nie ograniczający się do konkretnego wyznania religijnego.
Moje rozważania mają charakter bardzo ogólny, bardzo osobisty i bardzo nieokrzesany, ale to dlatego, że na tyle, na ile pozwala mi mój rozum, próbuje zrozumieć swój lęk.
Przepraszam Cię Bogdanie, że ucieka mi Twój wątek i jednocześnie dziękuję Ci, że inspirujesz mnie do refleksji nad samym sobą.
Pozdrawiam serdecznie.
|
|
|  | | dawid (191 punktów) |
>Pokusiłbym się nawet na twierdzenie, że religia jest "lękiem racjonalisty", jakimś jego cieniem. Racjonalista, wykorzystując najrozsądniejsze narzędzie badawcze, jakim jest umysł oraz rozum, jako metodę poznawczą, musi założyć, że operuje jedynie dostępnymi dla jego czasu przesłankami. Lęk i demony rodzą się z niewiedzy. Racjonalista odrzuca więc wszelkie konstrukcje myślowe, które nie znajdują uzasadnienia w nauce, oraz te, które dzięki nauce uległy demistyfikacji. Racjonalista chce budować "zamki na skale", na solidnych fundamentach, wychodząc z założenia, że budowanie systemów wierzeń w beztroskiej i bezrozumnej ignorancji wobec nauki, jest już u podstaw, z racji na fałsz, skazane na przegraną. Można byłoby powiedzieć, ze racjonalista jest swoistym archeologiem i detektywem, gdyż najczęściej przedmiotem jego dociekań jest gromadzenie dowodów w kontekście przestępstw dokonanych w czasie przeszłym. Dostrzegając niebezpieczne skutki światopoglądów zbudowanych na fałszywych przesłankach i hipokryzji, wybiega w przyszłość i próbuje przestrzec wszystkich "nieprzebudzonych" przed totalitaryzmem różnej maści. >Pozornie mogłoby się wydawać, ze przedmiotem szczególnej "nienawiści" i ataków racjonalistów są głównie religie. Tak nie jest. Przedmiotem "ataku" jest fałsz, despotyzm, manipulacja ludzkimi przekonaniami, ingerencja w etyczne Ja człowieka poprzez religijne, religijno-polityczne nakazy i zakazy, stojące w sprzeczności z obiektywną wiedzą i prawami natury. Racjonalista nie chce wierzyć. Racjonalista chce wiedzieć.
Nieracjonalista też chce wiedzieć, ale obaj są skazani na to, żeby wierzyć. Weźmy nauki humanistyczne, np. historię. Fakty poznajemy dzięki pracy historyków. Historyk, żeby uznać, że dany fakt miał miejsce, sięga do źródła historycznego - tekstu. Źródło historyczne powinno ulec weryfikacji pod względem wiarygodności (choć nie każdy historyk to czyni). Mozna uznać, że źródło jest pewne, średnio pewne, pewne w pewnych sprawach, niepewne, prawdopodobne itd. Historyk ocenia źródło na podstawie wiedzy, jaką zgromadzono na temat tego źródła, która to wiedza może być: znikoma,mała, średnia, duża, obfita, uporządkowana, chaotyczna, dostępna bardziej lub mniej, itd.Historyk posługuje się umiejętnościami, które zdobył, większymi lub mniejszymi i narzędziami, bardziej lub mniej ułomnymi. Ocena wiarygodności źródła jest zależna od wiedzy historyka, jego umiejętności analizy, zdolności intelektualnych, przenikliwości, rzetelności, dociekliwości, drobiazgowości, znajomości tematu, osobistych przekonań, wyznawanej religii, szkoły, w której się uczył, stopnia przekonania o własnej nieomylności itd. Żeby nie wiem jak się starał, to obiektywny nie będzie, błędów nie uniknie. Jeśli nawet błędów będzie niewiele, ogromnym wysiłkiem wzniesie się na wyżyny obiektywizmu, to z czasem okaże się, iż źródło, z którego korzystał jest i tak fałszywe, bo odkrycie nowych źródeł to udowodni. Tak już bywało.
Większość historyków stara się o obiektywizm, ale duża grupa uważa to za naiwność i nawet nie próbuje. Po prostu wyrażają swoje poglądy i jest to uczciwe. Nie istnieje coś takiego jak obiektywna wiedza.
Jeśli historyk uzna dane wydarzenie za fakt historyczny, to interpretacja znów będzie zależała od wszystkich wcześniej wymienionych uwarunkowań, jakimi jest ograniczony historyk. Można też sobie łatwo wyobrazić, że wszystkie źródła, którymi dysponujemy, na temat danego faktu, przedstawiają fałszywie rzeczywistość, bo np. cenzura była skuteczna. Możemy nie być w stanie ocenić zjawiska posiadając dane tylko "prawomyślne". Z zachowanych źródeł możemy się nawet nie domyślić, że cenzura istniała.
Powiedzmy, że podane fakty i argumenty podlegają weryfikacji ze strony innych historyków, którzy znowu mają swoje ograniczenia. Ale niech tam... Wyrażą opinię przeciwną - to komu wierzyć? Obie strony są przekonywujące. Jak pobrać pewną wiedzę o wydarzeniu, prawdziwą? Z którym uczonym jeszcze ją skonfrontować? Samemu się zagłębić? Trzeba by np. nauczyć się hebrajskiego, czy pisma klinowego. Komu wierzyć? A jeśli istnieje siedem odmiennych zdań, to które uznać za prawdziwe? Jeśli nawet wszyscy historycy są zgodni, co do jakiegoś faktu, to zawsze musimy mieć świadomość, że opierali się na czyichś relacjach, a wiadomo, że nawt najbardziej udowodnione, wydawałoby się, fakty, musieli historycy weryfikować.
Kiedy pobieramy wiedzę od uczonych, to powinniśmy mieć świadomość tego ,że bierzemy to co nam podają, na wiarę. Prawda może być całkiem inna i wcale nie jest tak pewna jak nam się przedstawia. Doświadczenie każe mi nie ufać historykom, ze względu na to, że nie raz, sięgając do źródeł natknąłem się, że na bardzo kruchych podstawach wyrażane są bardzo śmiałe sądy, które przyjmują sie w nauce ze względu na autorytet autorów lub jakąś tendencję.
Uczonym wierzymy jak kapłanom, bo sami nie mamy możliwości, żeby ich sprawdzić. Teoretycznie każdy może ich sprawdzić, ale praktycznie poza kastą kapłanów, nikt nie ma czasu na to, by ślęczeć nad źródłami.
Zgadzam się z tym, że popełniając błędy uczymy się i poszerzamy wiedzę, zbliżamy się do prawdy. Czy jednak nie zastanawia Cię ułomność nauki, kruchość jej podstaw, konieczność przyjmowania faktów na wiarę, niemożność obięcia całości wiedzy naukowej. Wierzysz w naukę, którą znasz tylko z pewnego odcinka. Nauka jest jak religia, tylko, że opiera się na wierze w człowieka. Człowiek z natury jest istotą ograniczoną. Gdyby był nieograniczony, to możliwe byłoby wszystko.
O ileż pewniejszym fundamentem wiedzy jest Bóg, który jest nieograniczony. W księdze Salomona czytamy, że "początkiem mądrości jest bojaźń Pana". Posługiwanie się rozumem nie musi nas kierować w stronę ateizmu.
Pozdrawiam.
|
|
| |  | | Bogdan (24 punktów) | Bogdan do Dawida  > Kiedy pobieramy wiedzę od uczonych, to powinniśmy mieć świadomość tego ,że bierzemy to co nam podają, na wiarę. Prawda może być całkiem inna i wcale nie jest tak pewna jak nam się przedstawia. Doświadczenie każe mi nie ufać historykom, ze względu na to, że nie raz, sięgając do źródeł natknąłem się, że na bardzo kruchych podstawach wyrażane są bardzo śmiałe sądy, które przyjmują sie w nauce ze względu na autorytet autorów lub jakąś tendencję.> Uczonym wierzymy jak kapłanom, bo sami nie mamy możliwości, żeby ich sprawdzić. Dawidzie - twój post wskazuje na pozorna analizę i wykazanie nie obiektywizmu nauki na przykładzie przedmiotu historii . Nie zabierałbym głosu , bo Twój post nie jest (chyba!!) skierowany do racjonalistów , dla których Twoje dywagacje są nie tylko miałkie . Ponieważ jest on pomyślany (chyba ) jako wsparcie dla ludzi mniej świadomych , zdecydowałem się na te słowa . Otóż rozwój nauki i jej osiągnięcia są niezależne od ich pojmowania przez ludzi , zwłaszcza nie zdolnych do podejmowania dyskusji z racji swego braku wykształcenia i tego konsekwencji . Animatorzy religii (różnych) , zamiast twórczo dostosowywać religie do zdobyczy naukowych , poprzestają tylko czasem na chwytaniu za poły jakiejś naukowej treści doszukując się potwierdzenia wątku religijnego ( vide curiozalna praca prof.Jacyny-Onyszkiewicza "Metakosmologia" ISBN 83-87448-75-3 ) Brałem udział w wielu dyskusjach z wiernymi i hierarchami różnych kościołów i zawsze spotykałem się z tym samym : fanatyzm w wyższej cenie niż logika i wiedza , nawet dotycząca "swojej" religii . Dawidzie idę o zakład , że nie znasz historii swojej religii ! Nie gniewaj się jest Was większość . Znam te odpowiedzi :" nie musimy tego wiedzieć , wystarczy nam nasza wiara" . Wybacz , ale takie zamykanie sprawy jest szkodliwe dla samej religii i nie daje Wam prawa do oceny nauki . Prawda nie boi się konfrontacji więc proponuję wszystkim , którzy chcą mieć szacunek dla siebie NIECH SZCZERZE I UCZCIWIE STARAJĄ SIĘ POZNAWAĆ OBLICZA SWYCH RELIGII , bezkompromisowo i na miarę swej ufności BOGU - nie kapłanom i różnym tłumaczom . Warto zacząć od Historii właśnie . - Warto wiedzieć , że Biblię pisały setki ludzi na przestrzeni setek lat co i rusz wstawiając nowe treści między już istniejące, a prorok Izajasz ( przywoływany często) to nie jedna osoba . Manipulacje treścią tego Pisma zw. świętym doprowadziły w końcu do tego , że Żydzi zdecydowali się zamknąć ten proces przez ustanowienie ostatecznej jego treści i policzenie głosek ,kropek i przecinków . I była to mądra decyzja , bo przecinek w tekście ma takie samo znaczenie jak słowo(por. manipulacje w Ewangeliach NT) . Może zdziwisz się wtedy , że twórca DEKALOGU - Mojżesz w chrześcijaństwie nie jest nawet Świętym? -Warto przeczytać choćby przedmowy do ewangelii w Biblii Tysiąclecia , by poznać kim byli autorzy ewangelii i kiedy zostały napisane . Myślący człowiek oceni możliwość objawienia tych tekstów i np. dosłowność brzmienia mów Jezusa. -Warto samemu i dokładnie przeczytać Nowy Testament . Refleksje przyjdą same , chyba że ktoś nie chce robić użytku z głowy . -Warto znać historię faktycznego powstania religii chrześcijańskiej i rolę małżonków Heleny i Konstantyna Wielkiego , znaczenie wypraw krzyżowych , historię papiestwa i rozmaitych dogmatów. Dla mnie np. było odkryciem , że przez ponad tysiąc lat !, (1000lat!!!!!!!!!!!) w chrześcijaństwie nie było tematu niepokalanego poczęcia , a dogmat o tym pojawił się dopiero w 1854 roku i to w podejrzanych okolicznościach . -Warto przyjrzeć się jak historycznie i na jakich przesłankach powstaje KULT MARII- matki JEZUSA. Dzieje się to na naszych oczach (dogmat o wniebowstąpieniu Marii został uchwalony w r.1950.) , więc jesteśmy tego świadkami . Czy nikt nie zada sobie pytania czemu inne kościoły , też chrześcijańskie przecież , nie uznają cudownego poczęcia i kultu Marii? Więc jaka jest PRAWDA ? Gdzie jej granice ? W co wierzyć ? -Warto choćby pobieżnie poznać także inne religie i także w ujęciu historycznym . Każda z nich jest równoprawna . Mimo, że nie rozumiemy fanatyzmu islamskiego - oni wierzą w TEGO SAMEGO BOGA ! ALLACH - to dokładnie to samo co JAHWE i BÓG OJCIEC . Uprawianie Religii przez człowieka jest odpowiedzią na jego zapotrzebowanie w zakresie lokacji swego życia duchowego , posiadanie zewnętrznego odniesienia - IKONY IDEAŁÓW, i dostępu do MOCY dającej nadzieję bezpieczeństwa . Zdrowa religijność jest intymna , lecz nie może opierać się na fałszu , manipulacji , w niezgodzie z faktami i sobą samym w sensie szczerej uczciwości . Ponadto: WIARA może ZACZYNAĆ SIĘ TAM , GDZIE KOŃCZY SIĘ OBIEKTYWNA WIEDZA NAUKOWA . Podważanie osiągnięć nauki z pozycji religii doprawdy jest śmieszne . Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | dawid (191 punktów) |
> WIARA może ZACZYNAĆ SIĘ TAM , GDZIE KOŃCZY SIĘ OBIEKTYWNA WIEDZA NAUKOWA . Podważanie osiągnięć nauki z pozycji religii doprawdy jest śmieszne .Widzisz Bogdanie, nie jestem jedynym, który uważa, że w naukach humanistycznych nie istnieje coś takiego jak obiektywizm. Ameryki nie odkryłem. Bardzo poważni uczeni otwarcie mówili o tym już wiele lat temu. Na początek polecam np. książkę Poppera, Nędza historycyzmu. > -Warto choćby pobieżnie poznać także inne religie i także w ujęciu historycznym . Każda z nich jest równoprawna . Mimo, że nie rozumiemy fanatyzmu islamskiego - oni wierzą w TEGO SAMEGO BOGA !> ALLACH - to dokładnie to samo co JAHWE i BÓG OJCIEC .Pierwszym synem Abrahama był Ismael, który urodził się z niewolnicy Hagar. Arabowie uważają się za jego potomków. Drugim synem Abrahama był Izaak, który urodził się z prawowitej żony Sary. Jego potomkowie to Izraelici. Religie obu ludów faktycznie wywodzą się z jednego pnia. Istnieje jednak pewna zasadnicza różnica pomiędzy religiami. Świętą księgą dla Izraelitów jest Tora, a dla wyznawców Islamu, Koran. Koranu niestety, w całości, nie przeczytałem, ale wiem, że są w nim zawarte objawienia Mahometa. Torę czytałem kilkakrotnie i jest w niej zawarta historia Izraela od stworzenia świata do śmierci Mojżesza. Obie religie postrzegają Boga przez pryzmat swoich świętych ksiąg, więc dla nich Allach nie jest tym samym co Jahwe. Dla chrześcijan bardzo istotny jest Nowy Testament, w którym Jezus mówi wprost: "Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie."(Jan.14,6) Zatem dla chrześcijan Bóg jest kimś jeszcze innym, bo odrzucają możliwość "przyjścia" do Boga inaczej, niż przez uznanie Jezusa za Zbawiciela. Jeśli mówiąc o "równoprawności" religii, masz na myśli, że wobec Boga wszyscy jesteśmy równi, to w pełni się z Tobą zgadzam. Wierzę, że Bóg daje się poznać każdemu człowiekowi. Nie każdy chce jednak Go poznawać.Być może się mylę, ale jakoś nie widzę z Twojej strony chęci poznawania Boga. Z Twoich postów wnioskuję, że chciałbyś, żeby religia zajęła swoje właściwe miejsce w dzisiejszym świecie, czyli wypełniła lukę, której nie zajęła jeszcze Obiektywna Wiedza Naukowa. Nie mówisz za wiele o Bogu, który powinien być przecież w centrum Twojego zainteresowania, jeśli myślisz o stworzeniu nowej religii. Zgadzam się z CorniCzek, że Twoje usiłowania są trochę zabawne. Po pierwsze dlatego, że takie religie już istnieją, a po drugie, dlatego, że wydaje Ci się, że jesteś w stanie zdobyć jakąś Obiektywną Wiedzę Naukową. > -Warto przeczytać choćby przedmowy do ewangelii w Biblii TysiącleciaA ja nie polecam, bo są NIEOBIEKTYWNE... Katolicy je stworzyli i są pomocne do forsowania teologii katolickiej. > Dawidzie idę o zakład , że nie znasz historii swojej religii !O ile? Kto przecina? > Nie gniewaj się jest Was większość . Znam te odpowiedzi :" nie musimy tego wiedzieć , wystarczy nam nasza wiara" . Wybacz , ale takie zamykanie sprawy jest szkodliwe dla samej religii i nie daje Wam prawa do oceny nauki .Nauka za to ma prawo oceniać religię... Cha Cha Cha. > - Warto wiedzieć , że Biblię pisały setki ludzi na przestrzeni setek latA wszystko natchnione przez Ducha Swiętego. > a prorok Izajasz ( przywoływany często) to nie jedna osoba .Bogdan, coś Ty...! Ja też mam czasem wątpliwości co do Trójcy Świętej, ale Jzajasz to jakiś nowy wątek... > Może zdziwisz się wtedy , że twórca DEKALOGU - Mojżesz w chrześcijaństwie nie jest nawet Świętym?Przecież to Żyd !!!... > -Warto samemu i dokładnie przeczytać Nowy Testament . Refleksje przyjdą same , chyba że ktoś nie chce robić użytku z głowy .Znaczy zrobiłeś to, czy nie ? Bardzo serdecznie pozdrawiam. Nie chowaj urazy.
|
|
| | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | >>WIARA może ZACZYNAĆ SIĘ TAM , GDZIE KOŃCZY SIĘ OBIEKTYWNA WIEDZA >>NAUKOWA . Podważanie osiągnięć nauki z pozycji religii doprawdy jest śmieszne . >Widzisz Bogdanie, nie jestem jedynym, który uważa, że w naukach humanistycznych nie >istnieje coś takiego jak obiektywizm. Ameryki nie odkryłem. Bardzo poważni uczeni >otwarcie mówili o tym już wiele lat temu. Na początek polecam np. książkę Poppera, >Nędza historycyzmu. Najpierw trzeba ustalić co nazywamy obiektywną wiedzą naukową. Ernest Rutherford znany jest z powiedzenia: "Cała nauka to fizyka. Reszta to filatelistyka." Fizyka taką wiedzę daje. Angielskie znaczenie "science" nie obejmuje nauk humanistycznych. Mizerota polskiego języka nie jest przypadkowa, jesteśmy zaściankiem w "science". Najsławniejszym polskim fizykiem jest Infeld, bo "porozmawiał z Einsteinem".
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | |  | | Bogdan (24 punktów) |
> Najpierw trzeba ustalić co nazywamy obiektywną wiedzą naukową. Mogę jedynie wyjaśnić jak rozumiem to sformułowanie , którego użyłem. Otóż ten trójsłów pojmuję jako wiedzę doświadczoną ( zweryfikowaną doswiadczeniem) i uznaną powszechnie przez środowisko specjalistyczne za obowiązujacą . Zatem jest to wiedza niedywagacyjna . (DYGR. : W szkole wymyśliłem kiedyś taka regułę : umieć=wiedzieć+doświadczyć , a wiedzieć = pamiętać+rozumieć.) W myśl tej reguły powinienem użyć sformułowania wiedza naumiana.
|
|
| | | |  | | Bogdan (24 punktów) | Bogdan do Dawida, bez urazy oczywiscie. > Istnieje jednak pewna zasadnicza różnica pomiędzy religiami....więc dla nich Allach nie jest tym samym co Jahwe. ... Zatem dla chrześcijan Bóg jest kimś jeszcze innym, Moim zdaniem mylisz się bo zarówno w Koranie jak i w Nowym Testamencie są wyraźne przywołania treści Tory , jak również jednoznaczne określenia się w tej kwestii .Jesli sam tego nie znajdziesz to Ci je odszukam. > Nie mówisz za wiele o Bogu, który powinien być przecież w centrum Twojego zainteresowania, jeśli myślisz o stworzeniu nowej religii.Unikam celowo tego określenia dla SACRUM , by nie było ono kojarzone z dotychczasowymi o NIM wyobrażeniami , np.jako osoby nam podobnej (..."na obraz i podobieństwo swoje") > O ile? Kto przecina?Nie chciałem Cię urazić , raczej prowokowałem tych , którzy tego nie czynią, by uczciwie zanurzyli się także w historię swej religii poza zapisy własnych Ksiąg świętych. > Przecież to Żyd !!!...Fajna!!!!!!! musi być Twa religia !?.  Pozdrawiam, ale nie wciągaj mnie już w dyskusję o niej.
|
|
|  | | Bogdan (24 punktów) | Bogdan do "gnothi" > Pokusiłbym się nawet na twierdzenie, że religia jest "lękiem racjonalisty", jakimś jego cieniem. Racjonalista, wykorzystując najrozsądniejsze narzędzie badawcze, jakim jest umysł oraz rozum, jako metodę poznawczą, musi założyć, że operuje jedynie dostępnymi dla jego czasu przesłankami. Lęk i demony rodzą się z niewiedzy. Racjonalista odrzuca więc wszelkie konstrukcje myślowe, które nie znajdują uzasadnienia w nauce, oraz te, które dzięki nauce uległy demistyfikacji Racjonalista nie chce wierzyć. Racjonalista chce wiedzieć. Wg mnie racjonalista powinien być otwarty również na inny rodzaj poznania niż tylko doświadczenie materialne . Istniejące, doświadczane stany pozazmysłowe choć nie poddają się się zwykłym metodom badawczym, są także poznaniem w szerokim rozumieniu tego słowa . Oczywiście łatwo tu o nadużycia . Jeśli dobrze rozumiem Twój " lęk", to jest on wyrazem Twej niepewności, która czyni niespójny Twój racjonalizm. Otóż to. Chyba masz dowód na potrzebę wypełnienia luki między racjonalną wiedzą i instynktownym poznaniem doświadczanym w Twym życiu duchowym. Rozwiązaniem - tak sądzę, może być uczciwe i wyraźne uznanie istnienia Niewiedzy w tym drugim zakresie, zamiast unikania nękających pytań, lub co gorsza negacji istnienia "czegoś nieznanego". Dalej idącym rozwiązaniem może być , przy nadal tak uznawanej niewiedzy, WIARA że TO "coś" jest BYTEM NIEZNANYM. Później, pozostaje już tylko osobiste, lub jakoś uwspólnione nadanie przymiotów TEMU BYTOWI i praktykowanie komunikacji z NIM. Mam jak widzisz nieco inne spojrzenie na praktyki religijne, co może wynika z moich wcześniejszych doświadczeń (byłem chrześcijaninem). (na marginesie: uważam siebie za racjonalistę i dla mnie Wiara zaczyna się tam, gdzie kończy się moja wiedza i moje doświadczenie, po prostu. Nie używam tego pojęcia jako wytrycha- używanego powszechnie) Racjonalnym jest uznawanie lub nie, tego co zawiera się w obrębie wiary tak rozumianej. To jest oczywiście subiektywny wolny wybór . Zwróć proszę uwagę, że takie usytuowanie Nowej Religii , stawia ją poza dotychczasowym konfliktem: religii istniejących dotąd i osiągnięciami naukowymi. Moje duchowe doświadczenia mają charakter osobisty i skłaniają mnie do uznania SACRUM w TYM NIEZNANYM BYCIE , oraz wywołania praktyk z NIM związanych .  PS.Proszę-nie kryguj się. Jestem Ci wdzięczny za szczery przekaz Twych myśli .Pozdrawiam
|
|
| |  | | gnothi | Zwróć proszę uwagę, że takie usytuowanie Nowej Religii , stawia ją poza dotychczasowym konfliktem: religii istniejących dotąd i osiągnięciami naukowymi. Bogdan, niech diabli wezmą wszystkie religie - współczesne i "nowe".  Pozdrawiam i przepraszam za lapidarność.  )
|
|
| | |  | | gnothi | Korekta graficzna: > Zwróć proszę uwagę, że takie usytuowanie Nowej Religii , stawia ją poza dotychczasowym konfliktem: religii istniejących dotąd i osiągnięciami naukowymi.Bogdan, niech diabli wezmą wszystkie religie - współczesne i "nowe". Pozdrawiam i przepraszam za lapidarność.
|
|
| CorniiCzeK | Przyznam szczerze, szanując oczywiście Autora - trochę śmieszy mnie pomysł tworzenia nowej religii... Niby dlaczego miałaby istnieć taka potrzeba?? Ponieważ człowiek odczuwa potrzebę istnienia Sacrum? To byłby argument, ale jeśli przez te kilka tysięcy lat żadna religia nie zaspokoiła w pełni tej potrzeby, to nie należy się łudzić, iż stworzymy nową, która trafi w sedno ludzkich potrzeb... Moim skromnym zdaniem istnienie religii (tak wielu) jest dowodem na to, że istnieje owo Sacrum, bo jeśli nie, to cóż - homo sapiens jest po prostu obłąkany... a religię można potraktować jako morfinę na "ulotność ludzkiej egzystencji", znieczuleniem, "głupim jasiem" dzięki któremu własne przemijanie nabiera sensu..., ale wtedy nie może istnieć Bóg - bo Bóg byłby tylko projekcją naszych niespełnionych tęsknot, pragnień o nieśmiertelności, etc.
Naszym problemem jest to (to oczywiście moje prywatne zdanie), że człowiek jest tylko małym pyłkiem we wszechświecie, a ma aspiracje być bogiem całego świata, wszystko wiedzieć i rozumieć.
Cóż my możemy powiedzieć o całości, skoro nie udało nam się nawet dolecieć do innej galaktyki??? Poznaliśmy ułamek procenta tego, co jest do poznania, a wydajemy sądy, niczym wszechwiedzący intelektualiści-herosi! A czyż nasz ludzki umysł nie bywa zawodny??? Wystarczy choroba, mały defekt genetyczny, czy wypadek i wkraczamy w płynną i trudną do wyraźnego odróżnienia granicę między tym co normalne, a tym co jest już patologią.
Nie przeceniajmy samych siebie, ani też "cudownych" możliwości swego rozumu. Też jestem racjonalistką, ale zrozumiałam już pewną prawdę: moje racjonalne spojrzenie ZAWSZE jest subiektywne, a to oznacza, że mogę się mylić...
Nie ma racjonalnego dowodu na to, że Bóg istnieje, ale czy to jest dowód na to, że go nie ma??? Jeśli dowodu mielibyśmy szukać tylko we własnym umyśle, który dziś jest sprawny, a jutro już może być dotknięty starczą demencją, to sorry, ale kiepskie mamy w ręku argumenty...
Myślę, że nie jest potrzebna nowa religia, a nowe spojrzenie na religię. Kościół to ludzie, ludzie, którzy nie są doskonali, błądzą, mylą się, etc. Ale czy fakt, że Kościół jest niedoskonały jest dowodem na to, że wiara w Boga jest z gruntu fałszywa??? Fałszywe moim zdaniem jest przekonanie, jakoby Kościół Katolicki (podobnie zresztą inne wyznania) znał CAŁĄ PRAWDĘ, gdy tym czasem rozpoznał jedynie fragmencik układanki.
Jeśli prawdą jest, że Bóg istnieje, to prawdą jest też to, że każdy człowiek "rozpoznaje" Boga inaczej, i każdy ma tylko fragmentaryczne spojrzenie.
Istnieje jednak dla mnie pewien punkt odniesienia - w moim odczucie jest nim dobro. Jeśli człowiek, który w głębi serca jest egoistą, potrafi być dobry dla kogoś, często zupełnie bezinteresownie - to dla mnie jest to dowód na istnienie Boga. Boga, który stworzył człowieka do dobrego, a nie do złego. Boga, który nie pozwala zamknąć się w żadnej religii (nawet w chrześcijaństwie), bo tak na prawdę jest ponad nimi.
Przesłanką istnienia religii jest RELACJA. Człowiek zawsze jest w jakiejś relacji do kogoś - gdyby nie był otoczony ludźmi nie potrafiłby nawet mówić (zob. przykłady tzw. dzikich dzieci). Wszelkie religie powstały po to, aby pomóc pojedyńczemu człowieki w tej relacji z Sacrum - w tym wymiarze istnienie religii jest ludzką potrzebą. Ale osobista relacja człowieka do Sacrum nie może gubić się w kolektywności religii - społeczność innych wierzących może tylko pomóc, ale nie zastąpi osobistej relacji z Bogiem. Jeśli ta relacja istnieje, tzn. jeśli człowiek w centrum stawia Boga - wtedy nie przeszkadza mu ułomość religii czy Kościoła. Jeśli nie istnieje - wtedy religia jest farsą, a Kościół społecznością prostaków lub obłudników.
Dla mnie Bóg nie jest Ideą, a Osobą. Osobą, z którą można porozmawiać (bo nie tylko słucha, ale i odpowiada), Osobą, która mnie doskonale rozumie i nie wymaga więcej, niż jestem w stanie uczynić. Osobą, która mnie kocha, i poprzez to potrafii wydobyć ze mnie głęboko ukryte pokłady dobra. Bóg jest dla mnie PRZYJACIELEM i nie ma to nic wspólnego z mistycyzmem, ascezą, etc. Jestem normalną kobietą, mam rodzinę, pracuję, spotykam się z ludźmi, lubię się bawić, czasami wypiję kielicha - wszystko w graniach rozsądku. Wiara w Boga w niczym dobrym mnie nie ogranicza! Ogranicza mnie jedynie w złym. To boli, fakt, bo czasami miałabym ochotę komuś dokopać, zmieszać z błotem - szacunek do Boga nie pozwali mi na to. Czy to jest jednak takie straszne ograniczenie mojej wolności? Szybko byśmy się pozabijali, gdyby każdy folgował sobie w tym względzie...
Nie zrozumcie mnie źle - nikogoo nie chcę do niczego namawiać. Postanowiłam jedynie przedstawić trochę inny punkt widzenia. Pozdrawiam!
|
|
 | | gnothi (46 punktów) | Naszym problemem jest to (to oczywiście moje prywatne zdanie), że człowiek jest tylko małym pyłkiem we wszechświecie, a ma aspiracje być bogiem całego świata, wszystko wiedzieć i rozumieć.
Wiesz? Będąc dzieckiem łapałem się często na myśli, dlaczego to ja nie jestem Bogiem albo taki jak Bóg. Od księdza dowiedziałem się, że są to szatańskie myśli i wtedy zacząłem się ich bać. A przecież chciałbym wszystko wiedzieć i rozumieć - jak Bóg. Chciałbym móc, jak On, rozprzestrzenić się w całym bycie tak, by w jednej chwili widzieć i wiedzieć wszystko: od wewnątrz i od zewnątrz, sponad wszystkiego i od wewnątrz wszystkiego, kołysać się falą oceanów, być tą falą, oceanem i wszelkim życiem w nim, być piekłem wnętrza ziemi i ogniem wulkanu, zielenią łąk i rojem pszczół, galaktyką, czasem i krzywizną przestrzeni. Wszystko to widzieć, czuć, rozumieć. W jednej chwili.
Chcieć, to inaczej pragnąć, to realizować marzenia, ale nie poprzez techniki medytacyjne czy stopnie wtajemniczenia ezoterycznego, lecz poprzez naukę wykorzystaną w sposob humanitarny. Nie doczekam się podróży człowieka do innych galaktyk, ale na pewno rozpłynę się w kosmosie jako cząstka energii.
Istnienie Boga nie wymaga mojej wiary. Gdyby tak było, to oznaczałoby, że jego Byt jest zależny ode mnie. Jeśli jest On, to niezależnie od mojej wiary, czy jej braku.
Tęsknoty człowieka nie mają nic wspólnego z aspiracjami bycia Bogiem. Są ludzkie. Pojęcie "pychy" zostało wprowadzone przez kapłanów - na ich użytek, czyniąc wolnego z natury człowieka niewolnikiem religii i własnego irracjonalnego lęku przed potępieniem.
Cóż my możemy powiedzieć o całości, skoro nie udało nam się nawet dolecieć do innej galaktyki??? Poznaliśmy ułamek procenta tego, co jest do poznania, a wydajemy sądy, niczym wszechwiedzący intelektualiści-herosi!
Dlatego nie mówimy o całości, tylko o ułamku procenta tego, co jest do poznania.
Nie przeceniajmy samych siebie, ani też "cudownych" możliwości swego rozumu. Też jestem racjonalistką, ale zrozumiałam już pewną prawdę: moje racjonalne spojrzenie ZAWSZE jest subiektywne, a to oznacza, że mogę się mylić...
Racjonalista, z racji na swój sceptycyzm, nie przecenia (...) możliwości swego rozumu ani też dostępnych możliwości nie nazwie cudownymi. Racjonalne spojrzenie nie jest nigdy subiektywne, i to właśnie różni naukowy ogląd od irracjonalnego, który jest zawsze subiektywny. W relacji badawczej, jaka zachodzi pomiędzy badanym przedmiotem a badającym go podmiotem, de facto podmiotem staje się sam przedmiot badania, a więc taki, jaki jest. Badacz wykorzystuje jedynie dostępne metody, narzędzia i procedury, tak, by "odpowiednie dać rzeczy słowo" (C.K.Norwid).
Racjonalista nie kieruje się wiarą (instynktem), a jeśli już to, co najwyżej intuicją rozumianą jako umiejętność kojarzenia faktów naukowych na poziomie nieuświadomionym. Nie oznacza to, że racjonalista ma zawsze rację. Jego racja jest proporcjonalna do posiadanej wiedzy i zmienia się wraz z poszerzeniem wiedzy w kontekście badanego zjawiska. Racjonalna postawa nie jest ani skromna, ani pyszna. Jest jak natura.
Nie ma racjonalnego dowodu na to, że Bóg istnieje, ale czy to jest dowód na to, że go nie ma???
Jest racjonalny dowód na to, że w świecie, w którym żyjemy, są systemy i ich przywódcy, którzy nazywają siebie sługami bożymi, pośrednikami, bożym kościołem. I każdy taki boży kościół (religia) jest jedynym prawdziwym, prawowiernym, natomiast wszystkie inne odstępczymi, szatańskimi. Patrzę zatem na Boga przez pryzmat Jego reprezentantów. Jako racjonalista odrzucam takiego boga i takich jego apostołów. Pomaga mi w tym rozum, który widzi człowieka (ludzkość) beznadziejnie zastraszoną i ogłupiałą.
Racjonalnie rzecz ujmując, boga widzę we wszelkich systemach zniewalających umysł człowieka, w tym w systemach religijnych. Nie muszę wierzyć w boga. Ja go widzę na co dzień. Nie szukam tym samym dowodu na jego nieistnienie, gdyż mam dowód na jego taką obecność.
Jeśli dowodu mielibyśmy szukać tylko we własnym umyśle, który dziś jest sprawny, a jutro już może być dotknięty starczą demencją, to sorry, ale kiepskie mamy w ręku argumenty...
Gdzie indziej można szukać dowodu, jeśli nie w chłodnym, logicznym umyśle?
Myślę, że nie jest potrzebna nowa religia, a nowe spojrzenie na religię.
Racjonaliści lansują właśnie to nowe spojrzenie.
Kościół to ludzie, ludzie, którzy nie są doskonali, błądzą, mylą się, etc. Ale czy fakt, że Kościół jest niedoskonały jest dowodem na to, że wiara w Boga jest z gruntu fałszywa???
Jest "prawdziwa", gdy wyznawcy danej religii wierzą swojej religii i widzą swojego Boga zgodnie z nauką tej religii. Jest "fałszywa", gdy "wyznawcy" są sceptyczni wobec swojej religii i nie chcą widzieć Boga w religijnym opakowaniu.
Pierwsza postawa prowadzi do całej gamy konfliktów na tle religijnym, druga szuka rozwiązań dyplomatycznych lub ulega synkretyzmowi religijnemu. W pierwszym przypadku widzę człowieka zniewolonego, w drugim wyzwalającego się spod wpływu jednej konkretnej religii na rzecz światopoglądu mieszczącego się w szeroko rozumianym ruchu New Age. Racjonaliści to ci, którzy świadomie odrzucają, a raczej zrzucają z siebie religię i reprezentowanego przez nie boga.
Jeśli prawdą jest, że Bóg istnieje, to prawdą jest też to, że każdy człowiek "rozpoznaje" Boga inaczej, i każdy ma tylko fragmentaryczne spojrzenie.
I właśnie Ty reprezentujesz postawę człowieka wyzwalającego się spod wpływu jednej konkretnej religii na rzecz osobistego doświadczenia bez pośrednictwa kapłanów, itp.
Pozdrawiam.
|
|
 | | Bogdan (24 punktów) | > - trochę śmieszy mnie pomysł tworzenia nowej religii... Niby dlaczego miałaby istnieć taka potrzeba?? Ponieważ człowiek odczuwa potrzebę istnienia Sacrum? To byłby argument, ale jeśli przez te kilka tysięcy lat żadna religia nie zaspokoiła w pełni tej potrzeby, to nie należy się łudzić, iż stworzymy nową, która trafi w sedno ludzkich potrzeb... Chodzi o propozycję religii wolnej od niedorzeczności i niezgodności z osiągnięciami nauki, religii istniejących, które skostniałe w swej dogmatyczności nie mieszczą się w uczciwym pojmowaniu i praktykowaniu życia duchowego.(por. inne moje posty) .To kwestia świadomości każdego z nas. Uważam ,za właściwe,że ktoś wypracował własną relację z Bogiem . Jeśli jednak praktykuje w jakimś kościele i robi to nieuczciwie, bo niezgodnie z jego zasadami, to... Nowa Religia może być uczciwą relacją z SACRUM.W tym sensie jest to również nowe spojrzenie na istniejące religie, które wszystkie odrzucam jako bałamutne i czy chcesz mi uwierzyć , że nie czynię tego gołosłownie? > Moim skromnym zdaniem istnienie religii (tak wielu) jest dowodem na to, że istnieje owo Sacrum, bo jeśli nie, to cóż - homo sapiens jest po prostu obłąkany... a religię można potraktować jako morfinę na "ulotność ludzkiej egzystencji", znieczuleniem, "głupim jasiem" dzięki któremu własne przemijanie nabiera sensu..., ale wtedy nie może istnieć Bóg - bo Bóg byłby tylko projekcją naszych niespełnionych tęsknot, pragnień o nieśmiertelności, etc.> Nie ma racjonalnego dowodu na to, że Bóg istnieje, ale czy to jest dowód na to, że go nie ma???Rozważania o istnieniu Boga nie mogą być racjonalne, między innymi , bo: -metodyka badań jest z innego świata niż meritum, -słownictwo, którym chcemy opisywać NIEZNANE nie jest trafnym narzędziem(w świecie Ducha nie istnieją słowa) > Jeśli prawdą jest, że Bóg istnieje, to prawdą jest też to, że każdy człowiek "rozpoznaje" Boga inaczej, i każdy ma tylko fragmentaryczne spojrzenie.> Dla mnie Bóg nie jest Ideą, a Osobą.Cóż dla mnie Bóg nie jest osobą , ale nieznanym Bytem Doskonałym - Mocą zawierającą w sobie pierwiastki dobra .To BYT a nie IDEA. Mogę nie mieć racji ,ale w to wierzę i nie mam niespójności w swym rozumeniu Świata. Pozdrawiam.
|
|
| Storożak (23 punktów) | >Fenomenu religii nie chcą uznać materialiści , co być >może wynika z ich radykalizmu i (lub) osobistych >negatywnych doświadczeń religijnych . >A przecież jest dostrzegalnym od paru tysięcy lat faktem , >zapotrzebowanie człowieka na uprawianie jakiejś religii , >choćby pokręconej i sprzecznej z udokumentowaną Nauką >(często dlatego , że nie wykształciły się dotąd religie >spójne z Nauką , albo przynajmniej z nią nie sprzeczne ). >Uproszczeniem , które ogranicza dyskusję jest pojmowanie >religii jedynie jako wiary w boga ( zwykle osobowego) i >życie pozagrobowe . Tymczasem SACRUM to świętość , która w >innych religiach rozumiana jest szerzej . >Religia to suma wierzeń i praktyk zawierających >pierwiastek mistyczny będący odwołaniem do IDEAŁU ,WZORCA i >pozwalająca wesprzeć nasze poczucie słabości i potrzebę >oparcia życia wewnętrznego na jakimś FUNDAMENCIE >ODNIESIENIA . >Każdy z nas uprawia jakieś życie wewnętrzne (duchowe) , >które inspiruje nasze czyny i jest matecznikiem EGO , które >wyróżnia nas osobniczo w środowisku ludzi myślących . >Paradoksalnie pojęcie mistycznego Ducha , mimo , że >towarzyszy naszej cywilizacji od zarania , ma ciągle >żenujące skojarzenia głównie za sprawą Religii (właśnie!), >które na tej podstawie zbudowały swe doktryny , utrzymując >jakby w następnym szeregu rzeczywisty motor napędzający >wiernych . > Z moich doświadczeń wynika , że wielu uprawia religię >której nie zna , a jeśli próbowali wbić się w zawiłości i >historię swej religii , szybko odkrywali niedorzeczności , >matactwa i manipulacje jej ojców przy formułowaniu doktryny >. Nie mając innej spójnej propozycji , uprawiają >dotychczasową , ale po swojemu , często niezgodnie z jej >kanonem formalnym . >I dobrze , bo religijność jest czymś na wskroś osobistym , >właściwie intymnym . >Tylko tak rozumiana może opierać się praniu mózgów i >wykorzystywaniu przez zawsze brudną politykę jako narzędzie >władzy . >Czy jednak możliwa jest racjonalna wiara w SACRUM ? Religia >, która będzie wewnętrznie spójna i uczciwa , wolna od >hierarchii , wolna Wolnością i bogactwem mistycznych >przeżyć osobistych w zgodzie z nauką , wiedzą i osobistymi >doświadczeniami . >Wiem , że tak . Można sobie wyobrazić jej zręby na w/w >przesłankach . >Taka religia musi powstać , bo istniejące, uwikłane w swe >dogmaty, nie są zdolne do transformacji na miarę obecnej >wiedzy i zapotrzebowania . >Zachęcam do dyskusji n/t NOWEJ RELIGII . >P.S. >W/w treść zawarłem w innym wątku ("przyszłość religii"), >jednak tam nie zyskała zainteresowania.Tutaj testuję ja >ponownie. osobista intymna jest wiara natomiest religijność to okazywanie wiary innym w ceeeelu niesamotności w tłumie
|
|
 | | Storożak (23 punktów) | Taką religię mają mesjasze tj. św. Jechowy.Zmieniają polski katolicyzm na światowy Jechowicyzm.W niedziele chodze na ich zebrania,bo można tam coś powiedzieć do mikrofonu do 120 ludzi na sali.Ostatnio mówili o dniu Jechowy,ja powiedziałem że po dniu Jechowy będzie noc Jechowy.Dzień Jechowy ma 1000 lat tj.365 tys dni naszych.Doba ma 24godz x 3600 sek/godz.=86400sek po podzieleniu wychodzi ok. 4.2245..dnia/sek.Lub odwrotnie:0.236sek trwa jedna doba.I natym ma polegać racjonalność religi?Lubie też monologi chomilie w kościele katolickim,niekiedy bardzo wzruszające.Tam mówią Bóg Jachwe a nie Jechowa Bóg.Kolejność ma duże znaczenie.Matka Boska to nie to samo co Bóg Matka.Tak jak Prezydent Kaczyński lub Kaczyński prezydent mają rózne znaczenia.Pomieszanie w teologi np.K+M+B 2006 M+B+K 2006 tak tradycje nie zmienia się bo może jej zabraknąć i co wtedy?
|
|
|  | | Bogdan | > Taką religię mają mesjasze tj. św. Jechowy. GDYBYŚ PRZECZYTAŁ MOJE POSTY,z pewnością uznałbyś , że tak nie jest .Proponuję - przeczytaj także swoje w tym wątku.Są zupełnie niezrozumiałe .Pozdrawiam.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|