Racjonalista - Strona głównaDo treści
Człowiek w aspekcie skończoności.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
28-02-2006 15:08ZuzannaCzłowiek w aspekcie skończoności.
Mimo tego,że jestem zagorzałą zwolenniczką oświcenia,to nie potrafię w pełni zaakceptować idei progresu. Obawiam się,że skończoność ludzkiej percepcji,może tyczyć się także skończoności rozwoju człwieka,tj. człowiek w którymś momencie swojego życia osiąga apogeum, po czym w najlepszym przypadku następuje stagnacja,albo bardziej pesymistyczna wizja-regres.
I teraz, aprobując taką koncepcję losu i życia ludzkiego,proszę o podanie kanwy ludzkiej egzystencji.
P.S. Mnie osobiście ta myśl przeraża,bowiem jeżeli stwierdzę,że w wieku 32 lat osiągnęłam szczyt,cóż mam począć z resztą życia???

Grzegorzewski
>Mimo tego,że jestem zagorzałą zwolenniczką oświcenia,to
>nie potrafię w pełni zaakceptować idei progresu.

A ja tam jest sceptyczny w stosunku do oświecenia. Okres który może dał zastrzyk nauce ale w zakresie filozofii to jakby średnio. Opieranie Konstytucji Europejskiej na wyłącznie wartościach oświecenia przy pominięciu pozostałych epoko to moim zdaniem duży błąd. Przepraszam - za ten nie trzymający się tematu post
Fidel (4130 punktów)
Możne rzeczywiście rozwój człowieka po osiągnięciu pewnego wieku zwalnia, ale na pewno nie ulega on uwstecznieniu, no chyba, że z powodu ciężkich chorób mózgu. Rozwój człowieka i jego człowieczeństwa to nie tylko zdobywanie wiedzy stricte naukowej, to przede wszystkim zdobywanie doświadczeń związanych z samym życiem, a tych zapewne nie zabraknie Ci aż do śmierci, która jak się zdaje będzie najciekawszym doświadczeniem w życiu, lecz z tego raczej wniosków już nie uda się wyciągnąć. Więc Carpe diem !

"Kropla przebija kamień, upadając nie dwa razy, lecz często;
tak człowiek staje się rozumny, czytając nie dwa razy, lecz często."

Giordano Bruno
Jakubowski (103 punktów)

>P.S. Mnie osobiście ta myśl przeraża,bowiem jeżeli
>stwierdzę,że w wieku 32 lat osiągnęłam szczyt,cóż mam
>począć z resztą życia???

Człowiek nie ma czegoś takiego jak szczyt, a raczej poznaje go dopiero w chwili śmierci- jest wtedy podobny . Życie to branie piasku w ręce, z których ów wycieka- im jest go w dłoni więcej tym bardziej go ubywa. I nigdy nie wiesz, czy tego pisaku- wiedzy będziesz miała więcej... Zresztą nawet gdybym zatrzymał czas i informacje to byś nie poznala przez ekwiwalent 60 lat całej wiedzy tego obecnego świata... Więc człowiek to wiecznie zapisywana tabula rasa.
Pozdrawiam
Balkowski (5685 punktów)
>P.S. Mnie osobiście ta myśl przeraża,bowiem jeżeli
>stwierdzę,że w wieku 32 lat osiągnęłam szczyt,cóż mam
>począć z resztą życia???

Może mieć nadzieję że w wieku 50 lat wczesna skleroza wymaże Ci z pamięci świadomość o tym że gdzieś tam kiedyś był szczyt i zostawi jeszcze 20-30 latek niezmąconych takimi troskami A poważniej to nie rozumiem o co Ci chodziło z tym szczytem który miałby nastąpić w magicznym wieku 32 lat. Szczyt czego?
zima (560 punktów)
Twoja akceptacja dla progresu czy regresu jednostki (!!!) nie ma znaczenia. Dopóki nie możemy go kontrolować (np. przez genetykę) idzie on własnym torem. A my nie mamy innego wyboru jak się dostosować.
Pozdrawiam
Anka1
>
>P.S. Mnie osobiście ta myśl przeraża,bowiem jeżeli
>stwierdzę,że w wieku 32 lat osiągnęłam szczyt,cóż mam
>począć z resztą życia???
>

Jak to co? Kochać swojego męża i wychowywać z nim Wasze dzieci
Zuzanna
Mówiać o skończoności poznania,miałam na myśli uniwerslane:wiem,że nic nie wiem,które zazwyczaj nas,racjonalistów motywuje do kraetywnego działania,poswoduje żądze wiedzy,doświadczeń,empirycznego zbadania świata obok nas.
Mnie nurtuję jedno:co będzie,jeśli kiedyś (np. w wieku 32 lat) stwierdzę:O świecie!Poznałam twoje schematy,wiem na czym się opierasz,jakie prawa i komotywy Tobą rządzą?
Albo bardziej pesymistyczna wizja tejże myśli: O świecie! Moja percepcja jest tak niedoskonała,a umysł tak ograniczony,że nie potrafię Cię już bardziej pojąć,nie rozumiem siebie,otaczającej mnie rzeczywistości,ale wiem,że przez moje człowieczeństwo ogranicza mnie tak bardzo,że większej wiedzy,doświadczenia już nie zdobędę.Stoje oto tu,na najwyższej iglicy mojego żywota,w punkcie kulminacyjnym i widze przepaść,dno,czarną otchłań,a dalej nic............
Czy to jest możliwe,aby móc osiągnąć własne apogeum????
Popowicz (7 punktów)
W mojej opinii ludzka cywilizacja dopiero zaczyna się rozwijać. Przyjmując nawet, że ilość wiedzy, informacji zawarta we wszechświecie jest skończona zadaj sobie pytanie ile człowiek już odkrył... podpowiedź: bardzo ale to bardzo mało Raczkujemy...
Uważam, że wielu myślało na pewnym etapie swojego żywota, że dalej już pójść się nie da. I jakże byli zaskoczeni, gdy w trakcie rozmowy z kloszardem usłyszeli coś, co kompletnie zmieniło ich punkt widzenia.
serdecznie pozdrawiam
Truite (108 punktów)
>Mnie osobiście ta myśl przeraża,bowiem jeżeli stwierdzę,że w wieku 32 lat osiągnęłam szczyt,cóż mam począć z resztą życia???

Moim zdaniem życie człowieka to nie wspinaczka na jeden szczyt, ale droga przez całe pasmo górskie, na którym znajduje się wiele szczytów. I chyba nie wędrujemy przez nie, aby wspiąć się tylko na jedną, najwyższą górę. Celem powinno okazać się poznanie jak największej ilości z tego, co oferuje nam ta droga- nasze życie. I nawet jeśli komuś uda się wspiąć na swój najważszniejszy szczyt, to nie powinno go to przerażać, gdyż do zdobycia pozostały jeszcze inne, może i nie aż tak wysokie, ale zawsze jedyne i niepowtarzalne szczyty!
Piotrek Patucha (2279 punktów)
Już kiedyś rodziły się takie wątki na tym forum, ale dobrze do nich wracać.
Przykro mi, że ma pani na imię Zuzanna, bo ja znam inną Zuzę i może mi się pani z nią mylić. Niestety do tej drugiej mam anse, ponieważ myli jej się estetyka z ontologią, a moim zdaniem, nie wolno oceniać tej drugiej w kategoriach pierwszej. Blagi częściej bywają urodziwe, niż prawdy (niestety), a wartość estetyczna nie może być dowodem prawdziwości zdania, ponieważ jego sprawdzianem jest empiryczne doświadczenie.

Tak czy owak rozmawiamy o skończoności ludzkiego poznania i rozwoju.
Słowa "skończoność", "ograniczenie" brzydko nam się kojarzą. Jest wiele takich słów w języku polskim. Np. słowo "wolność" oznacza coś czego bardzo pragniemy, a kojarzy się z chodem żółwia, lub małymi zdolnościami rozumienia. Gdyby wyraz "wolność" zastąpić słowem "szybkość" byłoby znacznie przyjemniej prowadzić dyskusje o prawach człowieka do swobodnego wyrażania myśli i podejmowania wyborów życiowych. Podejrzewam, że gdybyśmy rozmawiali o wolności w języku angielskim, dyskusja dostarczałaby nam więcej radości. Słówka płatają figle użytkownikom mowy, dlatego bądźmy ostrożni kiedy mówimy o skończoności, bo jest to cecha uniwersalna i należy ją odnieść do każdego podmiotu poznającego.

Jeśli chodzi skończoność rozwoju, należy podejść do tego zagadnienia na zimno(ja tak uwielbiam). Mam znajomego, który zna starszego mężczyznę pracującego w dawnym rządzie. Ten mężczyzna miał wiele doświadczeń i opowiadał ciekawe historie. Jedna z nich dotarła do mnie całkiem niedawno i byłaby dobrym dla naszej dyskusji. Postaram się ją z pamięci przywołać najwierniej jak potrafię.

"Był kiedyś taki Rosjanin o imieniu Jurij, wepchnięty do polityki siłą przez swoich "przyjaciół" otrzymał wysokie stanowisko(nazywali go nawet papieżem) i szeroki zakres władzy, której nie potrzebował, ponieważ cechy charakteru predysponowały go do innych zajęć. Facet lubił babki, chciał mieć normalna pracę w wolnym czasie rzeźbić jakieś postacie. Brał udział w kształtowaniu rzeczywistości państwowej najpierw z przymusu, a potem z konieczności. Uwikłany w politykę nie mógł od niej odejść. Był człowiekiem dyskretnym, a to cecha, która wymaga milczenia. Jego koledzy z partii nie rozumiejący jego zachowania, zarzucali mu, że albo nic nie rozumie, albo coś knuje.
Jurij chodził między nimi i zbierał informacje. Jego mózg nigdy nie przestawał pracować. Chłodził atmosferę, żeby lepiej rozumieć, a jego uszy pracowały jak sonar nietoperza.

Po jakimś czasie posiadał więcej wrogów niż przyjaciół, jak każdy człowiek zaangażowany w politykę. Pewnego razu dostał ostrzeżenie: "wyjedź z kraju coś na ciebie szykują." Myślał, że to nic poważnego i postanowił zostać. Bomba wybuchła pewnego wieczoru kiedy do mieszkania wszedł tabun tajniaków i lekarzy, którzy założyli mu kaftan bezpieczeństwa. Gdy zorientował się w prowokacji było już za późno.

Podczas przesłuchania milczał. Nie chciał ujawniać tajemnic rządowych. Dla lekarzy był to kolejny dowód na to, że jest wariatem. Na mieście chodziły słuchy, że Jurij jest szalony. Jego kariera polityka skończyła się dramatycznie. Lobotomia i w konsekwencji brak emocjonalnego kontaktu ze światem. Kolejno przestały dla niego istnieć: dom, rodzina, przyjaciele. Po zabiegu obojętnie spoglądał na świat. Wypuścili go kiedy był warzywem.

Komornicy zażądali spłaty długów, które podobno zaciągnął. Oczywiście było to kłamstwo, chcieli go wykończyć. Zabrali mu wszystko. Teraz pisze pamiętnik, w którym zaczyna sobie przypominać co się stało. Pamięta dawnych "przyjaciół". Ma na nich haki, ale milczy, żeby się od niego odpierdolili. Dostał propozycję, żeby wyjechać za granicę, będzie bezpieczniej."

Ja nie wiem czy ten ta historia jest prawdziwa, ale można ją potraktować jako przykład skończoności rozwoju. Otóż póki pani jest młoda, pani Zuzanno i ma pani w sobie trochę animuszu, może pani rozwijać się aż do późnej starości, chyba, że ktoś pani podłoży świnię.
Jeśli erotyczny typ świadomości, którą prezentuje większość gatunku ludzkiego, wzbudza w pani "mdłości", może pani szukać osób, które spoglądają na świat chłodno(zazwyczaj profesjonaliści w jakiejś dziedzinie). Jeśli pani nie może bez erotyki żyć, to jest jej pod dostatkiem na ulicach, w barze, a nawet w racjonaliście. Podobnie jeśli pani uzna, że coś ważnego w pani życiu się skończyło, może pani je zmienić. Póki są możliwości. A że możliwości są skończone w sensie ich liczby i jakości, tak i pani rozwój jest skończony, natomiast pod względem rozwoju świadomości i nowych, nie nabytych przez panią umiejętności jest nieskończony ilościowo(ma pani czas do śmierci) oraz jakościowo(może się pani doskonalić). Człowiek jest jak guma, można go naciągać, dopóki wytrzymuje napięcie. Życie to jazda, podróż, może być fascynująca, ale czasem bardzo niebezpieczna. Zresztą, kogo to obchodzi? Skoro można zmieniać rodzaje staników i maseczki na twarz, to czemu nie można zmienić kraju, pracy i koleżanek badź kolegów?

Powodzenia.
JATO (2644 punktów)
Zuzanno. Przerażasz mnie. Mam lat 50 i daleko mi jeszcze do apogeum. Póki funkcjonuje mózg - apogeum nie da się osiagnąć. Po 27 latach pracy w mundurze przeszedłem wrezcie na emeryturę, uprawiam wolny zawód i tak na prawdę dopiero zacząłem sie realizować. W codziennym kieracie umknęło mi tyle cudów świata, że jestem przerażony. Np. "Racjonalistę" odkryłem dopiero parę miesięcy temu.
Dla Ciebie jestem pewnie stary jak "Troja" ale to pozory. Duch młody we mnie choc czasami cuało już mdłe (stawy i te rzeczy).
Pytanie o sens życia jest bez rzeczonego sensu. Odpowiedzi nie ma! Ani na gruncie religii (chyba, ze jest sie zapiekłym fideistą - nie mylić z dewocją), nie ma tym bardziej na gruncie racjonalizmu. Po prostu istniejemy i musimy z tym żyć. Od nas samych zależy czym to życie będzie (TYLKO OD NAS SAMYCH!).
Pozdrawiam JATO.


Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
outsider (2469 punktów)
Przekroczyłem pięćdziesiątkę - więc co nieco już o tym wiem.

I wiek "nieoptymalny" ma swoje zalety. Starzenie się przeraża (tak, pamietam), dopóki odległe; gdy nadejdzie - co najwyżej ogranicza. A racjonalizm to sztuka godzenia się z rzeczywistością - lepiej go okreslic nie potrafię. Nie tęsknota za nieziszczalnym Edenem, lecz akceptacja tego co istnieje ponad wszelką wątpliwość: siebie, świata. Akceptacja krytyczna ale konstruktywna, bo nie dążąca ku niemożliwej alternatywie.

Ciekawość świata, wiele do poznania i zdolność poznania pozostaje w nas na długo - co najwyżej widzimy rzeczy bardziej syntetycznie. U mnie na przykład zanikła chęć czytania - wolę rzeczywistość od jej już sformułowanych wizji: czy jestem przez to mniej ciekaw świata niż w młodosći? Chyba nie.

Zresztą - poznajemy świat nie tylko chłodnym okiem obserwatora, ale i wrażliwą skórą uczestnika. Im bliżej końca - tym lepiej znamy odpowiedzi na tzw. pytania egzystencjalne; a to nie jest wiedza jałowa, to zaledwie materiał, który jakoś trzeba sobie intelektualnie opracować.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365