F. F. Szopen uchodził długo za twórcę dzieł chorobliwych, nieprzyzwoicie wręcz salonowych i nieznośnie sentymentalnych, a jego wstąpienie w olimpijskie szeregi największych twórców tzw. sztuki wysokiej długo uważane było za akt dość podejrzany. W związku z kompulsyjnym męczeniem Szopena i Szopenem, jakie bezwstydnie uprawiam pod różnymi pseudonimami na forum (czego nie omieszkano mi wypomnieć) chciałbym mniej lub bardziej wyrobionej publiczności przypomnieć o dziele, które nie pasuje do tego negatywnego Szopenowskiego stereotypu, a jeśli już - to nie do końca.
Po pierwsze, nie jest to dzieło do końca chorobliwe. Co więcej, dość szybko zdobyło uznanie krytyków, i to tych najbardziej wymagających, jako utwór wspinający się na wyżyny artyzmu, choć nie wolny od tak typowych Szopenowi przypadłości (nadmiar motywów, ozdobników itp.). W każdym razie, jest to dzieło względnie zdrowe, nie tylko jak na standardy Szopenowskie, ale jak na standardy estetyczne w muzyce w ogóle.
Po drugie, nie jest to dzieło do końca salonowe. Doskonale brzmi ono w największych nawet salach koncertowych, a z uwagi na spiętrzenie wirtuozerii, intensywność ukrytych w nim przeżyć emocjonalnych i głębię ideową godne jest obecności w repertuarze największych pianistów.
Po trzecie, nie jest to dzieło do końca sentymentalne. Nie brakuje w nim gwałtownych porywów i wzlotów ducha, szarż kawaleryjskich (a może mocy piekielnych?), tętentu końskich kopyt i klimatów bohatersko-militarnych, ale znajdzie się i miejsce na żałobne marsze, wzdychania, psalmy i modlitwy.
Chodzi oczywiście o Fantazję f-moll op. 49.
Zdaniem prof. Mieczysława Tomaszewskiego cały ten program utworu zawdzięczamy "Litwince" do słów Cywińskiego i muzyki Kurpińskiego:
pl.wikiped(*)_hymn_Legionów_LitewskichJeśli to prawda, uważny słuchacz powinien być zdolny w Fantazji wysłyszeć ducha wolności, co wionie na Lechitów, by przemienić oblicze ich ziemi (tej ziemi?), podzwanianie tęgo kutych podkówek, a może nawet melodię starego hymnu "Święta miłości kochanej Ojczyzny" do słów Krasickiego i muzyki Sowińskiego? (Niektórzy twierdzą, że to jednak "Ty pójdziesz górą, a ja doliną").
W ramach ćwiczenia słuchu proponuję trzy przykłady muzyczne. Pierwszy, bardziej salonowy to Fantazja f-moll w wykonaniu Henryka Neuhausa (ze względów technicznych podzielona na dwie części):
youtu.be/4YMWr0ikzwwyoutu.be/PBRLyW2CycUDrugi przykład, bardziej koncertowy i niezwykle patetyczny, to omawiany utwór w interpretacji niezrównanej Myry Hess:
youtu.be/VRUdeKiVn1cCyprien Katsaris, ze względu na niespożyte pokłady romantycznej ironii (i autoironii!), z pewnością również znajdzie tu swoich miłośników:
youtu.be/pokQknzOWx4Życzę przyjemnego słuchania!