Tego rodzaju mistyfikacje propagandowo-artystyczne nikogo nie oburzają. W sztuce filmowej wykrystalizowały się schematy i konwencje tzw. filmu obozowego (in. holocaust movie). Są one wyabstrahowane z pierwotnego historycznego kontekstu i są już tylko przedmiotem artystycznego eksperymentatorstwa. Podobnie jest z zachodnimi filmami o homoseksualistach męsko-męskich i upadłych moralnie księżach czy japońskich filmach o gwałtach, prostytutkach, trudach życia i starości. Od filmu nie oczekuje się realizmu, tylko atrakcyjnej produkcji. Umiejętność stworzenia wokół dzieła aury skandalu i kontrowersji jest nieodłącznym elementem tego segmentu przemysłu rozrywkowego. Przypomnijmy w tym miejscu, że polska kinematografia ma w swoim dorobku wiele holokaust movies, które powstawały już w drugiej połowie lat czterdziestych dwudziestego wieku. Większości z tych dzieł daleko od realizmu, o co nikt nie miał pretensji, bo przecież to były tylko filmy, a ludzie mieli inne rzeczy na głowie.  Od zakończenia drugiej wojny światowej mija w tym roku 75 lat. Być może niedługo te wszystkie deficytowe muzea obozowe trzeba będzie na dobre pozamykać jako nieaktualne i nadmiernie stratne. Likwidacja wielu takich miejsc odblokowałaby atrakcyjne inwestycyjnie tereny doskonałe pod budownictwo mieszkaniowe i dla innych celów. ****** *******
"Bierze się życie - oddaje życie. Bierze się od użycia - oddaje zużyte, rachunek czysty, sumy równiuteńkie - komu by się tam chciało o nadmiar targować". - Narcyza Żmichowska
|