 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 09-03-2006 00:05 | Teresa (2693 punktów) | O Bogu | Bóg nie może być kimś takim jak krasnoludek, jest bardziej jak atom tylko, że nie można Go zobaczyć. Przede wszystkim trzeba pamietać, o tym, że Bóg jest stwórcą świata. Jeśli się dobrze nad tym zastanowić to wynikają z tego następujące Jego cechy: - moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu musi być nieskończona, ponieważ pomiędzy nicością a najmniejszym, bytem istnieje nieskończona przepaść, - skoro siła ta jest nieskończona to musi być On istotą niczym nieograniczoną, - ponieważ nieświadomość jest bardziej ograniczona od świadomości, a wola jest czymś wyższym od bezwoli, duch jest czymś wyższym (mniej ograniczonym) od materii (bo nad nią panuje): to musimy przypisać Bogu te cechy które świadczą o "pełni bytu", a więc musi mieć On wolę, świadomość i być duchem. - musi być też nieskończonym Dobrem. Jest tak, dlatego, że zło jest zawsze tylko pewnym brakiem albo odstępstwem od zasady etycznej. Jeśli Bóg jest Stwórca świata, to jest zasadą wszystkich zasad także zasad etycznych, a więc nie może być w nim braków. - skoro jest nieskończonym Dobrem to jest też nieskończoną miłością, - z tego też wynika, ze wola Boga nie może chcieć zła. To aż dziwne, że wykształconym ludziom tak proste rozważania są aż tak obce. Nie można go widzieć jak atomu, bo jest duchem, nie można tez obliczyć prawdopodobieństwa jego wystąpienia, ponieważ jego istnienie nie jest losowe.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| kafir (363 punktów) | >Bóg ... jest bardziej jak atom tylko, że nie można Go zobaczyć. A przecież twierdzisz na końcu, że >Nie można go widzieć jak atomu... Coś tu nie gra!
>Przede wszystkim trzeba pamietać, o tym, że Bóg jest >stwórcą świata. Tak? >Jeśli się dobrze nad tym zastanowić to wynikają z tego >następujące Jego cechy: Niestety wynikają wyłącznie z tego, że "...trzeba pamietać..."
>- moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu musi być nieskończona A który byt wyszedł z nicości?
>- musi być też nieskończonym Dobrem. Jest tak, >dlatego, że zło jest zawsze tylko pewnym brakiem albo >odstępstwem od zasady etycznej. Zasady te ludzie zmieniają w miarę potrzeb, więc brak odstępstwa od nich nie może być niczym nieskończonym.
>Jeśli Bóg jest Stwórca świata,... A zakładasz czasem coś innego?
>...to jest zasadą wszystkich zasad Proszę nie zapominać o kwasach!
>To aż dziwne, że wykształconym ludziom tak proste rozważania są aż tak obce. I takim oto jednym, okrągłym zdaniem Teresa postanowiła niedopuścić do dyskusji nad swoim własnym wątkiem! Tyleż zgrabne, co głębokie.
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) |
Witam!
Poza kilkoma zgryźliwymi uwagami niczego nie napisałeś. Nie podałeś nic ciekawego, poza czepianiem się słówek. Dobrze, że nie użyłeś łacińskich określeń dla błędów logicznych, bo mam szczery ubaw jak to widzę.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
|  | | kafir (363 punktów) | Poza zgryźliwym czepianiem się zadałem kilka pytań do założeń (choć wyglądają jak twierdzenia) Teresy i jeśli uważasz je za nieciekawe, to raczej nie moja wina. Dlaczego trzeba pamietać, o tym, że Bóg jest stwórcą świata? Dlaczego musi istnieć moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu? A może nicość nigdy nie istniała? Jeśli już moc taka istnieje, dlaczego musi być nieskończonym dobrem, a nie na przykład nieskończoną bezmyślnością?
|
|
| |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > Poza zgryźliwym czepianiem się zadałem kilka pytań do założeń (choć wyglądają jak twierdzenia) Teresy i jeśli uważasz je za nieciekawe, to raczej nie moja wina.Teraz napisałeś już trochę ciekawiej. > Dlaczego trzeba pamietać, o tym, że Bóg jest stwórcą świata?Prawa autorskie  > Dlaczego musi istnieć moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu?A jak to sobie wyobrażasz, bez mocy, chyba że wszystko to zapis praw w jakimś komputerze, a wielki wybuch to takie fajerwerki jakie sobie wymyślił jakiś naćpany grafik komputerowy programujący jakiś superkomputer, a my jesteśmy tylko programami. To takie głupoty jakie mi przyszły do głowy po objrzeniu Matriksa. Tylko to nie wyjaśnia skąd wziął się ten grafik  . > A może nicość nigdy nie istniała?Materia była zawsze? Witaj w "loży" razem z towarzyszem Marksem, Engelsem i Leninem. Jak to obronisz? A skąd się wzięły prawa proporcje, zależności i piękno, też były zawsze? > Jeśli już moc taka istnieje, dlaczego musi być nieskończonym dobrem, a nie na przykład nieskończoną bezmyślnością?Widziałeś, żeby ktoś bezmyślny stworzył coś mądrego? Bóg nie może być złem, a jeśli jest Stwórcą świata, to musi istnieć odwiecznie i nie mieć już nikogo nad sobą (już pisałem o tym wielokrotnie, chyba zbiorę to wszystko razem i wreszcie napiszę na swojej stronie jak zapowiadałem). Odwieczność jest pewną zasadą, która pozwala na określenie innych cech. Bóg zawsze był jest i będzie (z naszej perspektywy istnień żyjących w czasie), ale odwieczność posiada też cechy przestrzenne - nieskończoność (to również jest kategoria z naszej perspektywy). Wieczność i nieskończoność pozwala przypuszczać, że ten przymiotnik "nieskończony" i "odwieczny" określa również inne cechy. Pozostałe wnioski wyciągamy już jako implikację tego założenia. Można próbować inne konkluzje, ale one okażą się drogą błędną, bo nie pasują do całości. To przypomina rozwiązywanie równań w matematyce, czy badania naukowe, gdzie odrzuca się błedne założenia, które już w teorii można wykluczyć. Stworzenie innego modelu niż Bóg zawsze prowadzi do rozwiązań, które łatwo obalić, albo, tworzą zamkniętą pętlę typu "jaja i kury" (nie biorąc pod uwagę ewolucji kury). Można stąd wyciągnąć wniosek, że istnieją trzy opcje Odwieczny Bóg Stwórca, panteizm (wszystko jest bogiem, bóg jest wszystkim, wszystko jedno) i opcja ateistów - wszystko jest bo jest. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Materia była zawsze? Witaj w "loży" razem z towarzyszem Marksem, Engelsem i Leninem.
Tylko niech się tam za bardzo nie rozpycha bo może nie wystarczyć miejsca dla takiego na przykład Parmenidesa "Nie może nic powstać z tego, czego nie ma, jest niemożliwe i niesłychane, by to co jest zginęło" i wielu, wielu innych. Proponuję nie cisnąć się w loży tylko od razu zarezerwować przynajmniej połowę parteru.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Materia była zawsze? Witaj w "loży" razem z towarzyszem Marksem, Engelsem i Leninem.> Tylko niech się tam za bardzo nie rozpycha bo może nie wystarczyć miejsca dla takiego na przykład Parmenidesa "Nie może nic powstać z tego, czego nie ma, jest niemożliwe i niesłychane, by to co jest zginęło" i wielu, wielu innych. Proponuję nie cisnąć się w loży tylko od razu zarezerwować przynajmniej połowę parteru.No wiesz Palacowniku, w loży to zasiada elita, więc adwersarz powinien się czuć wyróżniony i doceniony  Pozdrawiam! >
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>No wiesz Palacowniku, w loży to zasiada elita, więc adwersarz powinien się czuć wyróżniony i doceniony
Najwyraźniej myśleliśmy o różnych audytoriach. Jeśli Lenina zaliczyłeś do elity, to miałeś chyba na myśli lożę w cyrku. Ja myślałem o czymś poważniejszym.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >No wiesz Palacowniku, w loży to zasiada elita, więc adwersarz powinien się czuć wyróżniony i doceniony> Najwyraźniej myśleliśmy o różnych audytoriach. Jeśli Lenina zaliczyłeś do elity, to miałeś chyba na myśli lożę w cyrku.To Ty powiedziałeś, to ciekawe, bardzo ciekawe... > Ja myślałem o czymś poważniejszym.Ale Parmenides to mało co powiedział, miał farta, że utrafił w gust kilku współczesnych  Demokryt też, choć już zapomniałem, co wyskrobał... Muszę sobie odświeżyć kilku filozofów, bo poza hasłami niewiele pamiętam, a Grecja to podstawy. Pozdrawiam! PS. Ciekaw jestem jak oceniasz poziom językowy Cieślańskiego.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Ja myślałem o czymś poważniejszym.Generalnie chodzi o to jak pogodzić jedność świata z wielością bytów. Nauczyciel Parmenidesa Ksenofanes mówił, ze wszystko jest jednym i wszystkim. Parmenides, jako przedstawiciel szkoły eleatyckiej rozumował, że: to, co jest, jest i nie staje się; natomiast to, czego nie ma, nie jest. Zatem żaden ruch, żadna zmiana nie jest możliwa ani żadna mnogość bytów. Zjawiska ruchu są zwidą, zmysły nas mylą. To myśl daje prawdę bo jest tym samym co byt!! Nie pytaj mnie o to, bo tego nie rozumiem. Ale tych tez bronił eleat Zenon (słynne paradoksy Zenona z Elei): - przeciw ruchowi: Achilles i żółw, strzała, stadion ( pl.wikipedia.org/wiki/Paradoksy_Zenona_z_Elei) - przeciw mnogości bytów: gdyby istniała mnogość bytów to byłyby one nieskończenie małe i zarazem nieskończenie wielkie bo pomiędzy każde dwie cząsteczki musiałby wejść inne w nieskończoność. Zaiste to są bardzo 'poważne' i tak kunsztowne logicznie "argumenty", że nawet w XXI wieku trzeba się nadal z nimi rozprawiać.
|
|
 | | Oless (982 punktów) | >A który byt wyszedł z nicości? Oczywiście nasz Wszechświat. Wg standardowego modelu najpierw powstały przestrzeń i czas a potem w ułamku sekundy następowały fluktuacje w próżni.
|
|
|  | | kafir (363 punktów) | >>A który byt wyszedł z nicości? >Oczywiście nasz Wszechświat. Ja nie widzę w tym niczego oczywistego, ale być może jestem niedouczony.
|
|
|  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >A który byt wyszedł z nicości?> Oczywiście nasz Wszechświat.> Wg standardowego modelu najpierw powstały przestrzeń i czas> a potem w ułamku sekundy następowały fluktuacje w próżni.Skąd ta wiedza? Opierasz się na czymś pewnym, czy na jakichś hipotezach? Podoba mi się taka wersja, bo potwierdzałaby fakt powstania z niczego. A zatem Stwórca mógł stworzyć świat z niczego  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | >>Jeśli Bóg jest Stwórca świata,... >A zakładasz czasem coś innego?
Owszem. Przyjmuję jako punkt wyjścia np. że materia jest Bogiem i zastanawiam się co z tego dalej wynika. Z materializmem wiążą się nierozwiązywalne problemy, np. czym jest myśl, czym wolna wola. Twierdzenie, że myśl jest ruchem atomow jest dla mnie idiotyczne, ale może dla kogoś innego nie ma w tym nic absurdalnego. Uważam, ze hipoteza duchowego świata wyjaśnia znacznie więcej faktów operując mniejszą liczbą założeń. A jakie jest Twoje zdanie?
|
|
|  | | placownik (17853 punktów) |
> Twierdzenie, że myśl jest ruchem atomow jest dla mnie idiotyczne Myśl, to według słownika języka polskiego: czynność, funkcja, praca umysłu, zdolność myślenia; proces poznawczy, myślenie; władza psychiczna poznawcza, rozum, umysł; świadomość, pamięć. Które z tych znaczeń masz na myśli?  Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| Kontrast (1042 punktów) | Witam! Napisałaś coś, co my rozumiemy intuicyjnie i nie potrzebujemy takich analiz, aby to wiedzieć, choć dedukowanie tylko potwierdza naszą intuicję. Niestety obawiam się, że ateiści i tak nie wezmą pod uwagę naszych analiz. Wzięliby zapewne każdą inną podobnie skonstruowaną, ale to jest nie po myśli. Nie przekona również fakt, że ludzie, którzy się nie umówili dochodzą do identycznych wniosków i do wielokrotnie częściej niż przy zwykłych przypadkach. Takie same dowody przyjmowane są w innych przypadkach. Piszesz tu językiem, który dla nas jest naturalny, ale należałoby to przetłumaczyć na język jaki będzie zrozumiały dla ludzi niewierzących. Niestety to jest chyba nie do przejścia, bo oni nie potrafią zaakceptować zmysłu wiary i posługiwanie się nim nawet w tej dedukcji uważają za iluzję. Dla nas to doświadczenie jest czymś oczywistym, ale jak widać tylko dla nas. Nawet gdyby 100 ludzi jednogłośnie powiedziało, że widzi, ateiści uznają ich za wariatów.  Nas zapewne też za takich mają... > Bóg nie może być kimś takim jak krasnoludek,(...) Bóg jest> stwórcą świata.> Jeśli się dobrze nad tym zastanowić to wynikają z tego> następujące Jego cechy:> - moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu musi> być nieskończona, ponieważ pomiędzy nicością a> najmniejszym, bytem istnieje nieskończona przepaść,Może lepiej byłoby tu użyć jakichś porównań naukowych, bo przepaść może się źle kojarzyć, tylko brakuje mi słów. Zresztą materialiści, chyba nie potrafią sobie wyobrazić, że może nie istnieć materia i czas. Sama materia, to tak naprawdę wielka tajemnica. My wierzymy, że została stworzona z nicości, ale nie wiemy jak. Brak tu kilku ogniw łańcucha i gdybyśmy go poznali, może prysnęłyby wątpliwości, bo już byłoby oczywistym, że świat został stworzony. > - skoro siła ta jest nieskończona to musi być On istotą> niczym nieograniczoną,Nawet wielki wybuch może być odbiciem tej nieskończonej siły. > - ponieważ nieświadomość jest bardziej ograniczona od> świadomości, a wola jest czymś wyższym od bezwoli, duch> jest czymś wyższym (mniej ograniczonym) od materii (bo nad> nią panuje): to musimy przypisać Bogu te cechy które> świadczą o "pełni bytu", a więc musi mieć On wolę,> świadomość i być duchem.> - musi być też nieskończonym Dobrem.Dla nas jak wspomniałem to prawdy oczywiste i intuicyjne, ale przełożyć to na język niewierzących jest niezwykle trudną rzeczą, bo oni wierzą tylko w realne istnienie rzeczy namacalnych i materialnych, choć to też nie do końca. Jakoś nie mogę się dowiedzieć jak to jest, bo niby głoszą pewne ideały, ale odrzucają absolutyzmy. No cóż może ktoś przeczyta, to co piszę i wyjaśni jak to jest. Podejrzewam, że problem leży w tym "musi", a takie słowo humanistom nie może przejść przez gardło  , albo może w naszej filozofii bytu, gdzie istnieje istota (substancjia) i przypadłości bytowe. Materializm najwyraźniej uznaje tylko przypadłości i z nimi utożsamia istotę bytu. Słabo znam marksizm, jeśli to tu jest podstawa filozoficzna takiego empiryzmu. > Jest tak, dlatego, że zło jest zawsze tylko pewnym brakiem albo odstępstwem od zasady etycznej. Jeśli Bóg jest> Stwórca świata, to jest zasadą wszystkich zasad> także zasad etycznych, a więc nie może być w nim braków.> - skoro jest nieskończonym Dobrem to jest też nieskończoną> miłością,> - z tego też wynika, ze wola Boga nie może chcieć zła.> Dla nas takie wnioski przychodzą jak rozwiązanie układu równań z dwiema niewiadomymi i nie potrzebujemy robić wielu eksperymentów, ale jak wytłumaczyć komuś kto nie rozumie, że można znaleźć rozwiązanie. Nasze wnioski to takie rozwiązanie, bo żadne inne nie pasuje. > To aż dziwne, że wykształconym ludziom tak proste> rozważania są aż tak obce.To jest zagadka. > Nie można go widzieć jak atomu, bo jest duchem,Niewierzący nie potrafią zrozumieć, co to znaczy duch i kojarzą to z takimi głupotami z horrorów i trillerów. Duch jest bytem nie posiadającym materialnego ciała, dlatego jest niewidzialny poprzez urządzenia. Czy niektórzy ludzie widzą duchy, to już inny problem. Może duchowa dusza nierozerwalnie sprzężona z materialnym ciałem u niektórych ludzi potrafi wykroczyć poza sferę materii i zobaczyć, a potem przełożyć to na doznania wzrokowe, czy myślowe. Natchnienia poetyckie, czy olśnienia, które w jednej chwili przekazują gotowe dzieła i inne podobne rzeczy, czyż nie są zagadką sugerującą taką ewentualność? > nie można też obliczyć prawdopodobieństwa jego wystąpienia, ponieważ> jego istnienie nie jest losowe.> Żałuję, że nie przykładałem się lepiej do matematyki w technikum może dałoby się zrobić jakieś wykresy  Pozdrawiam! PS. Mam książkę z teodycei i chyba wezmę się za nią.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
 | | Tomek | > Nie przekona również fakt, że ludzie, którzy się nie umówili dochodzą do identycznych wniosków i do wielokrotnie częściej niż przy zwykłych przypadkach. Takie same dowody przyjmowane są w innych przypadkach.Wasz przypadek jest rzeczywiście bardzo niezwykły... Ludzie się nie umówili i oto mamy judaizm, buddyzm, chrześcijaństwo, islam... Tylko ilu z tych "nie umówionych" pamięta, że nie musieli się umawiać, bo (w większości przypadków od niemowlęctwa) prano im mózgi przy pomocy monoteizmów przez całe pokolenia od czasów Zaratusztry? Przy okazji wyznawcy poszczególnych religii mają problemy ze zrozumieniem własnego "języka ludzi wierzących", na co wskazują mnożące się odłamy różnorakich "protestantyzmów". Oczywiście istnieje także olbrzymia liczba politeizmów. Ale tych zapewne nie byłbyś w stanie zrozumieć ze względu na specyficzny jętych, którym posługują się wyznawcy wielu bogów (jeśli się tu pomyliłem, to przepraszam, za nie docenianie). Po prostu bardziej prawdopodobne jest, że przyjmowanie ideologii jest cechą ludzkiego mózgu. Podobnie jak obserwacja i wnioskowanie, ocena (czasem sceptyczna) prawdopodobieństwa danego zjawiska. > Piszesz tu językiem, który dla nas jest naturalny, >PS. Mam książkę z teodycei i chyba wezmę się za nią.Oczywiście, że jest naturalny. Ale śmiem twierdzić, że z innych powodów niż przypuszczasz. Mózg jest przygotowany do tego by wypełnić się (zostać wypełnionym) różnymi treściami, wzorami zachowań itp. Na szczęście jest też zdolny do krytycznej analizy i sceptycyzmu. Problem w tym, która z tych zdolności przeważy. Jeśli przeważy zdolność do stosowania sceptycyzmu do uwiarygodnienia metafizycznych, intuicyjnych, czy innych wyssanych z palca bajek, to człowiek popada w "niełaskę wiary". I widzi Boga w drzewie, w śpiewie ptaków, Wielkim Wybuchu... Jeśli sceptycyzm odrzuci podszepty tego, co można by określić metafizycznymi wizjami to człowiek ma szansę cieszyć się "łaską niewiary".  > PS. Mam książkę z teodycei i chyba wezmę się za nią.Ja zrobiłem inaczej chcąc pogłębić i wzmocnić swoją wiarę i pozbyć się raz na zawsze wątpliwości. Postanowiłem wyzwać smoki na pojedynek. Wziąłem się za książki wyklęte. Osiągnąłem znacznie więcej niż się spodziewałem:  pogłębiłem wątpliwości do tego stopnia, że straciłem wiarę. W końcu straciłem także wątpliwości. Za to zyskałem coś, co Andrzej Koraszewski określa "łaską niewiary". I tak, sam zostałem smokiem...
|
|
|  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Nie przekona również fakt, że ludzie, którzy się nie umówili dochodzą do identycznych wniosków i do wielokrotnie częściej niż przy zwykłych przypadkach. Takie same dowody przyjmowane są w innych przypadkach.> Wasz przypadek jest rzeczywiście bardzo niezwykły... Ludzie się nie umówili i oto mamy judaizm, buddyzm, chrześcijaństwo, islam... Tylko ilu z tych "nie umówionych" pamięta, że nie musieli się umawiać, bo (w większości przypadków od niemowlęctwa) prano im mózgi przy pomocy monoteizmów przez całe pokolenia od czasów Zaratusztry?To ulubiony argument ateistów. Nazwałbym go "zasłoną dymną", jak nie można podważyć świadectwa z doświadczenia, to wrzucacie tu gotowca w postaci istnienia wielu religii i ich różnorodności. Niestety ten argument trafia do takich, co nie myślą tu głębiej. Argument z powszechnego doświadczenia jest jednym z podstawowych "dowodów teologicznych" na istnienie Boga. Różnorodność zawsze była i będzie. Rozmaite są przyczyny podziałów. Jednak pomimo różnorodności można wyselekcjonować 2 główne nurty. Pierwszy, powszechny to panteizm w niezliczonych odmianach, drugi monoteizm też nieco rozdrobniony. W zasadzie te rozdrobnienia dotyczą spraw drugorzędnych, a sama wiara w Boga jest bardzo zbliżona. Zasadniczo więc mamy do czynienia z dwiema koncepcjami świata - panteistyczną i monoteistyczną. Ateizm jak wielokrotnie tu pisałem jest jedną z odmian panteistycznej wizji rzeczywistości. Mieszanie obu wizji świata jest nieporozumieniem i wynika raczej z nieznajomości podstaw religioznawstwa i filozofii. Taki zarzut odrzucam wiec jako zbyt słaby argument. Sam ateizm powinien się jednoznacznie określić, którą wizję swiata lansuje, bo to nie jest takie oczywiste, dla wnikliwie badających te sprawy. > Przy okazji wyznawcy poszczególnych religii mają problemy ze zrozumieniem własnego "języka ludzi wierzących", na co wskazują mnożące się odłamy różnorakich "protestantyzmów".> Oczywiście istnieje także olbrzymia liczba politeizmów. Ale tych zapewne nie byłbyś w stanie zrozumieć ze względu na specyficzny jętych, którym posługują się wyznawcy wielu bogów (jeśli się tu pomyliłem, to przepraszam, za nie docenianie).Już wspomniałem o różnorodności. Zasadniczo wszystko sprowadza sie do dwu podstawowych wizji. Politeizmy osadzone są głównie w panteistycznej wizji świata, choć niektóre odmiany wprowadzają elementy monoteistyczne. Protestantyzm i inne odłamy chrześcijaństwa a nawet Judaizm i Islam, które wychodzą z tego samego pnia Objawienia nie podważają wiary w Boga, ale różnicują się w kwestii interpretacji i w szczegółowych implikacjach wspomnianych tu wniosków. > Po prostu bardziej prawdopodobne jest, że przyjmowanie ideologii jest cechą ludzkiego mózgu. Podobnie jak obserwacja i wnioskowanie, ocena (czasem sceptyczna) prawdopodobieństwa danego zjawiska.Wszystko jest ideologią. Jesteśmy zaprogramowani kulturowo. Na poziomie intelektualnym nie jesteśmy w zasadzie w stanie zweryfikować, która filozofia jest najbliższa obiektywnej prawdzie. Są dwie postawy, "tylko moja prawda jest obiektywna", albo odważne szukanie tego, co jest. Ta prawda odkryta też staje się ideologią i potem trzeba walczyć z obrońcami "twierdz". > >Piszesz tu językiem, który dla nas jest naturalny, >PS. Mam książkę z teodycei i chyba wezmę się za nią.> Oczywiście, że jest naturalny. Ale śmiem twierdzić, że z innych powodów niż przypuszczasz. Mózg jest przygotowany do tego by wypełnić się (zostać wypełnionym) różnymi treściami, wzorami zachowań itp. Na szczęście jest też zdolny do krytycznej analizy i sceptycyzmu.Jak wyżej. > Problem w tym, która z tych zdolności przeważy.> Jeśli przeważy zdolność do stosowania sceptycyzmu do uwiarygodnienia metafizycznych, intuicyjnych, czy innych wyssanych z palca bajek, to człowiek popada w "niełaskę wiary". I widzi Boga w drzewie, w śpiewie ptaków, Wielkim Wybuchu...Równie dobrze racjonalizacja może pójść w stronę uwiarygodnienia opcji przypadkowości złożoności, piękana i oryginalnego stylu świata. Krytaka jest słuszna jeśli chodzi o widzenie Boga "w czymś", akurat ten zarzut kierowany jest do zwolenników opcji panteistycznej, czyli niejako rykoszetem wraca do samych ateistów, którzy dopatrują się "racji wszystkich racji" w odwieczności świata (jakkolwiek się to rozumie). > Jeśli sceptycyzm odrzuci podszepty tego, co można by określić metafizycznymi wizjami to człowiek ma szansę cieszyć się "łaską niewiary".  Łaska czy nieszczęście bym zapytał? Cóż proponuje ateizm poza owsiakowym hasłem? A jak człowiek nie wie czego chce, to co ma robić? Z czego ma czerpać natchnienie dla swego życia, z papierowych idej głoszonych przez tuby oświeconych X-menów, czy innych proroków? > >PS. Mam książkę z teodycei i chyba wezmę się za nią.> Ja zrobiłem inaczej chcąc pogłębić i wzmocnić swoją wiarę i pozbyć się raz na zawsze wątpliwości. Postanowiłem wyzwać smoki na pojedynek. Wziąłem się za książki wyklęte. Osiągnąłem znacznie więcej niż się spodziewałem: pogłębiłem wątpliwości do tego stopnia, że straciłem wiarę.Czyli wyszło na to że zostałeś pokonany przez smoki  > W końcu straciłem także wątpliwości. Za to zyskałem coś, co Andrzej Koraszewski określa "łaską niewiary". I tak, sam zostałem smokiem...  Przesmoczyłeś się jak w grach komputerowych. Dratewka by się przydał  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| |  | | plodzien (7378 punktów) | >Argument z powszechnego doświadczenia jest jednym z podstawowych "dowodów teologicznych" na istnienie Boga. > Wiara w Boga jeśli jest Kontraście powszechna to świadczy to o tym, że slaby czlowiek lubi mieć iluzję, że ktoś potężny stoi za nim. Po drugie czlowiek boi się umrzeć nieodwracalnie i na zawsze. Stąd wiara w Boga występuje często. Powszechność występowania wiary nie jest rozsądnym (jak każdy inny) dowodem na istnienie Boga. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >>Argument z powszechnego doświadczenia jest jednym z podstawowych "dowodów teologicznych" na istnienie Boga. > >Wiara w Boga jeśli jest Kontraście powszechna to świadczy to o tym, że slaby czlowiek lubi mieć iluzję, że ktoś potężny stoi za nim. To tylko jedna z interpretacji. Dochodzenie do bogów plemiennych i podobnych personifikacji mogło mieć źródło w psychologii i zapewne miało, ale to tylko jeden z tropów, nie jedyny. Takie religie były prymitywne i miały swój wyraźnie antropomorficzny charakter. Bogowie nie byli wszechmocni i raczej rozumowanie takich ludzi zmierzało do panteistycznej wizji świata, gdzie wszystko jest podporządkowane wielkiej bogini Matce naturze, a pozostali mocarze, to tylko wyżej stojące od człowieka istoty mniej lub bardziej rozumne. Do Boga w jakiego wierzymy dochodzimy przez analizę i im mniej jest kompleksów u człowieka, tym lepiej dla poprawności rozumowania. Powszechność nie dotyczy wszystkich, ale raczej ma znaczenie świadectwa. Ci, którzy uwierzyli doświadczają Boga i świadczą o tym. Czasami objawia się to znakami nadprzyrodzonymi, charyzmatami itd., zdarzają się te znaki często w sposób wykluczający efekt placebo. Jednak tego ateiści nie przyjmą bo nie chcą przyjąć.
>Po drugie czlowiek boi się umrzeć nieodwracalnie i na zawsze. Stąd wiara w Boga występuje często. A agnostycy i deiści, którzy wierzą, że Bóg może istnieć, ale nic z tego nie mają?
>Powszechność występowania wiary nie jest rozsądnym (jak każdy inny) dowodem na istnienie Boga. Jest jedną z wielu przesłanek (śladów) na to, że nasza wiara nie jest tylko ideą fix, śladów jest o wiele więcej, ale trzeba być jak tropiciel, który je rozpoznaje. Gdy się założy, że wszystko jest, bo jest, żaden argument nie przekona.
Pozdrawiam
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | |  | | plodzien (7378 punktów) | >Do Boga w jakiego wierzymy dochodzimy przez analizę i im mniej jest kompleksów u człowieka, tym lepiej dla poprawności rozumowania. Powszechność nie dotyczy wszystkich, ale raczej ma znaczenie świadectwa. Ci, którzy uwierzyli doświadczają Boga i świadczą o tym.> No. Czyli doświadczanie Boga wymaga uprzedniego uwierzenia. Nie sądzisz Kontraście, że taka analiza może być nieco skażona przyjętym wstępnym założeniem? Czasami objawia się to znakami nadprzyrodzonymi, charyzmatami itd., zdarzają się te znaki często w sposób wykluczający efekt placebo. Jednak tego ateiści nie przyjmą bo nie chcą przyjąć.> Bo nie mogą. Te znaki nadprzyrodzone są niewytłumaczalne tylko dlatego, że znamy za mało okoliczności (tak sądzę) >>Po drugie czlowiek boi się umrzeć nieodwracalnie i na zawsze. Stąd wiara w Boga występuje często.> >A agnostycy i deiści, którzy wierzą, że Bóg może istnieć, ale nic z tego nie mają Przyznasz jednak, że agnostycy i deiści nie występują powszechnie. >>Powszechność występowania wiary nie jest rozsądnym (jak każdy inny) dowodem na istnienie Boga.> >Jest jedną z wielu przesłanek (śladów) na to, że nasza wiara nie jest tylko ideą fix, śladów jest o wiele więcej, ale trzeba być jak tropiciel, który je rozpoznaje. Gdy się założy, że wszystko jest, bo jest, żaden argument nie przekona.> Nie to, że żaden argument nie przekona, tylko wydaje mi się że argumenty są za słabe. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Konowal (6291 punktów) | >>Argument z powszechnego doświadczenia jest jednym z podstawowych "dowodów teologicznych" na istnienie Boga. > >Wiara w Boga jeśli jest Kontraście powszechna to świadczy to o tym, że slaby czlowiek lubi mieć iluzję, że ktoś potężny stoi za nim. Po drugie czlowiek boi się umrzeć nieodwracalnie i na zawsze. Stąd wiara w Boga występuje często. >Powszechność występowania wiary nie jest rozsądnym (jak każdy inny) dowodem na istnienie Boga.
czy nie jest racjonalnie stosować się do jakiś zasad żeby życie stało się bardziej "wygodne" - czym się różni chodzenie do psychologa, a chodzeniem do kościoła - z punktu widdzenia racjonalisty oczywiście?
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
| | | |  | | plodzien (7378 punktów) | >>>Argument z powszechnego doświadczenia jest jednym z podstawowych "dowodów teologicznych" na istnienie Boga. > >>Wiara w Boga jeśli jest Kontraście powszechna to świadczy to o tym, że slaby czlowiek lubi mieć iluzję, że ktoś potężny stoi za nim. Po drugie czlowiek boi się umrzeć nieodwracalnie i na zawsze. Stąd wiara w Boga występuje często. >>Powszechność występowania wiary nie jest rozsądnym (jak każdy inny) dowodem na istnienie Boga. >czy nie jest racjonalnie stosować się do jakiś zasad żeby życie stało się bardziej "wygodne" - czym się różni chodzenie do psychologa, a chodzeniem do kościoła - z punktu widdzenia racjonalisty oczywiście? >
Kwestionowałem powszechność jako podstawowy dowód na istnienie Boga. Wygoda, jakkolwiek atrakcyjna nie ma tu nic do rzeczy. Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Cieślański (994 punktów) |
> czym się różni chodzenie do psychologa, a chodzeniem do kościoła - z punktu widdzenia racjonalisty oczywiście?Wyjaśnię ci to Konowale, z punkt widzenia zdroworozsądkowego katolika, odwołując się do przypadku Kontrasta, który na forum reprezentuje mentalność chodzącego do kościoła nadzwyczaj wiernie i cudownie doskonale, co woła o łaskę otrzeźwienia do miłosiernego boga, albo wizytę u dobrego psychologa. Aby wystarczajaco wiernie trafić w język i mentalność poznawczą spragnionych Jerzuwsiowej prawdy religijnych osób, zrobię to na typowy dla Kontrasta, pokręcony, rozbiegany, zawile-samosprzeczny, nie doczytany z braku czasu, oderwany od rzeczywistości nawiedzony licznymi półprawdami tudzież urojeniami Kontrastowy sposób. > z doświadczenia wiem (a mam tu pewne), że jak ktoś zgłasza pretensje do Boga zwykle ma problemy w relacji z ziemskim ojcem, czy kimś kto go reprezentuje. Rzadko się nie sprawdzaCzyli twoja prawda, jeśli jest prawdą udowadnialną, działa w obie strony jak tautologia. Wychodzi NA TO, że Kontrast, (to zesłane nam przez niebiosa żywiołowej dyskusji na forum mentalne podglebie), który pisze, jakoby mało wiedział swoim ojcu, jeszcze mniej wie o tym urojonym w niebie. Szkoda, że sam Lepper jeszcze go nie pojął, nie uznał za boży-syna i miał za nic, kiedy wypowiadał słynne prorocze słowa: "o bandycie z Pabianic". > Jeśli w dniu bierzmowania grałem z kolegami w karty w kościeleto jest to najlepszy dowód, że katolickie świątynie są jaskiniami hazardu i deprawacji łatwowiernych wiernych we wszelkich postaciach. Przebywając w kościele ryzykujesz łatwe zarażenie się wirusem groźnej choroby tudzież narażasz się na liczne, upośledzające dziecięcą umysłowość manipulacje psychiczne zarażające wirusem łatwowiernej i urojeniowo-magicznej, moralnej schizofreni niezbędnej w każdym bożym dziele. www.racjonalista.pl/ks.php/k,847 -"Szaleństwo w religiach świata" W kościele ludzie: - moczą ręce w chrzcielnicach narażając się na złapanie choroby skórnej lub wenerycznej i reumatyzm stawów dłoni, - kaszlą w tłumie na głowy dzieci i niższych braci w wierze, mantrycząc w przyklęku wiernopoddańcze pacierze. - podają sobie dłonie nie zawsze domyte po porannej defekacji w W.C., - jedzą księdzu z ręki, która dotyka wielu języków, pochodzących niejednokrotnie z zabakterzonych otworów gębowych, których właściciele nie myją zębów, i nie czyszczą przestrzeni międzyzębowych, - wdychają alergogenny kurz zawierający zwierzęce odchody przyniesione z ulic i trawników na podeszwach łatwowiernych wiernych. www.racjonalista.pl/forum.php/s,11640 -"Czy religijni żyją krócej?" W kościele łatwowierni nieletni uczą się, że wampirystyczne picie krwi półludzkiej-półboskiej pod rozwodnioną postacią Spirytusa z mszalnego wina, jest uznawane przez homofobów w czarnych sukienkach, za uświęcający sakrament i wcześniejszego wstąpienia do urojonego królestwa boskiego niechybna przyczyna. Innymi słowy, nieletni odarzeni łaską widzenią swego tatki w monopolowym bogu, zaprawiają się mentalnie od dzieciństwa do przyjmowaniu Spirytusa pod postacią alkoholowego nałogu. www.racjonalista.pl/forum.php/s,15313#w15351 -"dowód za, czyli skutki picia wódki" Dzieci i łatwowierni wierni przystrojeni moherową szlafmycą, taka katolicką teorią głoszącą, że można zostać bożym synem, na pewno się zachwycą, dzięki cudzołożnemu i pedofilskiemu obcowaniu nieletniej narzeczonej cieśli, z ptaszkiem-gołąbkiem, czyli zapłodnieniu przez wysoko postawionego przywódcę religijnego, mówiąc po krótce, zwanego Spirytusem w pijanym widzie po mszalnej wódce. Zaprawdę, cóż za socjotechniczna obłuda, pod wpływem alkoholizmu, wdychania narkotyków z dymu kadzidła i ewangelizacyjnej indoktrynacji takich religijnych mitów, kształtuje się religijny relatywizm moralny katolików i ich naiwna wiara w cuda. Albowiem każde wsparte religijnymi zabobonami spirytusowe mózgów zaprawianie, wzmaga skłonności do widzenia białych myszek, magicznego myślenia, stolcowo-zatwardzeniowej niedrożności kiszek, przywidzeń i urojeń, ewangelizacyjnej mani prześladowczej i wszechogarniającego poczucia nawracającą remisją Jerzuwsiowego nawiedzenia, włącznie z wiarą w chrzcielno-wodorozcieńczalne cuda w Kanie. www.racjonalista.pl/forum.php/s,15313#w15411 -"Cud w Kanie" Ps. Czy Racjonalista zatrudnia na forum dyżurnego psychologa? Martwię się o Kontrasta, który teraz wydaje się być pobudzony, nie wyspany, pełen treści, (a jakoby nie wypróżniony), ale za tydzień góra dwa może przyjść depresyjny kryzys i dopadną go samobójcze próby sprawdzenia domniemanej wszechmocy mentalnej lub domniemanej bożysyństwem nieśmiertelności. Minie pełnia księżyca. Przydzie zachmurzenie z zachodu, spadnie ciśnienie powietrza. Przemęczenie i stres niezrozumienia na forum zmiejszy drastycznie stabilnośc psychiczną i poziom magnezu. Podwyższony poziom dopaminy przejdzie w deficyt innych amin biogennych, w tym, w dołujący niedobór (stabilizującej za zwyczaj emocje) serotoniny. Chandra i niskie poczucie wartości, podjudzane wspomnieniami minionych fajerwerków tekstowych na forum może skłonić go do usilnych i ryzykanckich prób sprawdzenia i udowodnienia opiekuńczej roli urojonego wszechmogącego. On i tak już widzi świat przez czarne okulary religijnej propagandy wstydu, strachu i poczucia winy. Przełom jest blisko. Jak by co, nie daj urojony panie boże, to nie widzę w chwili obecnej, takiego drugiego co by tak świetnie prowokował do emocjonalne aktywności na forum. Szkoda by było. A do mamusi nie zadzwoni, bo ona, jak sam wspomniał, wszystko potrafi mu zepsuć. Nawet eksperyment z nieśmiertelnością. Kontrast, na miłość boską, jak będziesz skakał z jedenastego piętra, (im wyżej tym lepiej, większe prawdopodobieństwo prawidłowego rozłożenia czaszy sutanny) to najpierw założ tę najdłuższą kieckę i starannie poukładaj linki, aby ci się ten czarny spadochrom prawidłowo otworzył. No i przełam się i zadzwoń do mamusi lub znajomych, takie telefony często ratują życie, desperatom z ambony.
bóg jest
|
|
| | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | myślę że się mylisz
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
| | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) | > myślę że się myliszAle możesz być w lekarskim O! , błędzie, albowiem wielce prawdopoddobnym jest szalenie, że głównym atrybutem konowalów, miast myślenia o pacjentach, jest chciwe, zarobkowe konowalenie. www.sppnn.org.pl/
bóg jest oszustwem
|
|
| | | | | | |  | | Konowal (6291 punktów) | tu też się mylisz
Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
|
|
 | | kafir (363 punktów) | >Nie przekona również fakt, że ludzie, którzy się nie umówili dochodzą do identycznych wniosków... Was też jakoś nie przekonuje fakt, ateiści się nie umówili!
>Nas zapewne też za takich mają... Oj, biedni prześladowani chrześcijanie.
>Zresztą materialiści, chyba nie potrafią sobie wyobrazić, że może nie istnieć materia i czas. No cóż, ja jestem jednak na tyle ograniczony, że faktycznie trudno mi sobie wyobrazić taki stan, a potem przejście do istnienia. Jakoś prościej mi sobie wyobrazić obustronną nieskończoność czasu.
>Niewierzący nie potrafią zrozumieć, co to znaczy duch i kojarzą to z takimi głupotami z horrorów i trillerów. Duch jest bytem nie posiadającym materialnego ciała, dlatego jest niewidzialny poprzez urządzenia. To jak duch niekojarzący się z głupotami kontaktuje się z materią?
>Może duchowa dusza nierozerwalnie sprzężona z materialnym ciałem u niektórych ludzi potrafi wykroczyć poza sferę materii i zobaczyć, a potem przełożyć to na doznania wzrokowe, czy myślowe. Natchnienia poetyckie, czy olśnienia, które w jednej chwili przekazują gotowe dzieła i inne podobne rzeczy, czyż nie są zagadką sugerującą taką ewentualność? Ciekawe choć brzmi to trochę jak próba wyjaśnienia deja vu w Matrixie, ale problem z nierozerwalnym sprzężeniem pozostaje.
|
|
|  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > >Nie przekona również fakt, że ludzie, którzy się nie umówili dochodzą do identycznych wniosków...> Was też jakoś nie przekonuje fakt, ateiści się nie umówili!Nie byłbym taki pewien. Jeśli już to zagadkowa sprawa, z socjologicznego punktu widzenia. Ktoś robił kiedyś badania i ateiści stanowią pewną stałą statystyczną, niektórzy sugerują, że ta anomalia jest wynikiem niedoborów jakichś substancji w mózgu, podobnie jak przy depresjii, ale nie znam się na tym, więc nie będę się tu wypowiadał. Przez całe tysiąclecia ateizm był zjawiskiem niezwykle rzadkim i właściwie rozpowszechnił się wraz z ideologiami komunistycznymi, przynajmniej w Polsce. Komunistyczne szkoły przekonywały dzieci na siłę do niewiary, program był ustawiony tak, aby wiara była deprecjonowana, kto nie miał wiary wyniesionej z domu odpłynął z Kościoła. Dzisiaj szydzi się z wiary na wszystkie możliwe sposoby, bo podobnie myślący ludzie przenieśli się ze wschodu na zachód. Jeśli wszędzie sie deprecjonuje chrześcijaństwo, to nie dziwi mnie, że tylu jest wstydzących się wiary i "oświeconych" ateistów, którzy idą z prądem. > >Zresztą materialiści, chyba nie potrafią sobie wyobrazić, że może nie istnieć materia i czas.> No cóż, ja jestem jednak na tyle ograniczony, że faktycznie trudno mi sobie wyobrazić taki stan, a potem przejście do istnienia. Jakoś prościej mi sobie wyobrazić obustronną nieskończoność czasu.Sprzedałeś wreszcie cenny kawałek wiedzy o ateistach. Ta odwieczność jest nieprawdopodobna i chyba już matematycy, czy fizycy potrafią to obalić. Nieskończoność niczego nie tłumaczy, jest ucieczką od wyjaśnienia. Można by wtedy snuć panteistyczną wizję świata, że Bóg jest światem i dlatego ten jest odwieczny i nieskończony w przestrzeni. Wyszłoby więc na panteizm. Dziwi mnie tylko, że skoro wierzysz w istnienie odwiecznego świata, nie możesz przyjąć odwieczności Boga. > >Niewierzący nie potrafią zrozumieć, co to znaczy duch i kojarzą to z takimi głupotami z horrorów i trillerów. Duch jest bytem nie posiadającym materialnego ciała, dlatego jest niewidzialny poprzez urządzenia.> To jak duch niekojarzący się z głupotami kontaktuje się z materią?Potwierdza, to doświadczenie, ale jak to w szczegółach wygląda, to nie mam pojęcia, może da się to zbadać. > >Może duchowa dusza nierozerwalnie sprzężona z materialnym ciałem u niektórych ludzi potrafi wykroczyć poza sferę materii i zobaczyć, a potem przełożyć to na doznania wzrokowe, czy myślowe. Natchnienia poetyckie, czy olśnienia, które w jednej chwili przekazują gotowe dzieła i inne podobne rzeczy, czyż nie są zagadką sugerującą taką ewentualność?> Ciekawe choć brzmi to trochę jak próba wyjaśnienia deja vu w Matrixie, ale problem z nierozerwalnym sprzężeniem pozostaje.Nierozerwalne sprzężenie powoduje, że dusza duchowa zlewa się z materialnym w jedno. Tomasz z Akwinu miał tu świetną intuicję. Niektórzy ludzie, którzy pogłębiają życie duchowe widocznie potrafią wyjrzeć na zewnątrz. Jednym z wielu był o. Pio, jak potwierdzają liczni świadkowie posiadał tak niesamowite zdolności, że nie tylko czytał w duszach, ale robił inne rzeczy jakie szokują nawet wierzących. Może jest coś pośredniego pomiędzy duchem i materią, a może materia to "struny", na których można sobie grać  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| |  | | Celecrin (11895 punktów) | Witam
>Przez całe tysiąclecia ateizm był zjawiskiem niezwykle rzadkim i >właściwie rozpowszechnił się wraz z ideologiami komunistycznymi, >przynajmniej w Polsce. Skąd te dane? Wstępnie zaklasyfikowałem to jako idiotyzm, ale mogę o tym pogadać.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | >Witam >>Przez całe tysiąclecia ateizm był zjawiskiem niezwykle rzadkim i >właściwie rozpowszechnił się wraz z ideologiami komunistycznymi, >przynajmniej w Polsce. >Skąd te dane? Wstępnie zaklasyfikowałem to jako idiotyzm, ale mogę o tym pogadać. To uogólnienie. Zapewne można powiedzieć, że wielu filozofów było ateistami. Ateizm w obecnej formie to raczej zjawisko niezbyt stare. Są tu raczej dwa główne źródła: masoneria i marksizm. Choć pewnie czerpano z dorobku innych filozofów. Antyczny ateizm, trudno jednoznacznie nazwać w ten sposób. Jednak ciekaw jestem jak to widzisz skoro tak ostro zareagowałeś na moje stwierdzenie, że ateizm był rzadkim zjawiskiem.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| plodzien (7378 punktów) | > Przede wszystkim trzeba pamietać, o tym, że Bóg jest> stwórcą świata.> > Jeśli się dobrze nad tym zastanowić to wynikają z tego> następujące Jego cechy:> - moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu musi> być nieskończona, ponieważ pomiędzy nicością a> najmniejszym, bytem istnieje nieskończona przepaść,> - skoro siła ta jest nieskończona to musi być On istotą> niczym nieograniczoną,> - ponieważ nieświadomość jest bardziej ograniczona od> świadomości, a wola jest czymś wyższym od bezwoli, duch> jest czymś wyższym (mniej ograniczonym) od materii (bo nad> nią panuje): to musimy przypisać Bogu te cechy które> świadczą o "pełni bytu", a więc musi mieć On wolę,> świadomość i być duchem.> - musi być też nieskończonym Dobrem. Jest tak,> dlatego, że zło jest zawsze tylko pewnym brakiem albo> odstępstwem od zasady etycznej. Jeśli Bóg jest> Stwórca świata, to jest zasadą wszystkich zasad> także zasad etycznych, a więc nie może być w nim braków.> - skoro jest nieskończonym Dobrem to jest też nieskończoną> miłością,> - z tego też wynika, ze wola Boga nie może chcieć zła.> > To aż dziwne, że wykształconym ludziom tak proste> rozważania są aż tak obce.>Tereso. Już przy pierwszym założeniu powstają trudności, bowiem nie wiadomo czy Bóg jest stwórcą świata. Co do cech, które wymieniasz następnie - to z nimi także są niewąskie kłopoty. Nie muszą one bowiem wynikać z założenia pierwszego. Zobacz czym jest Twój wywód. 1. Na początek przyjmujesz, że Bóg jest stwórcą świata. 2. Następnie, że jest mocą nieskończoną. 3. Dopiero to pozwala Ci pójść dalej i wnioskować, że w takim razie musi być to też moc nieograniczona itd. itd. Czyli zmuszona jesteś przyjmować cały ciąg niekończących się i na niczym opartych założeń, które i tak niewiele pomagają. Na przykład według mnie, z faktu stworzenia świata wcale nie wynika, że Bóg musi być też niczym nieograniczony. Dla mnie nie jest jasne czy taka moc nieograniczona może stworzyć np. kwadratowe koło albo czworokątny trójkąt. Nie przekonałaś mnie też zupełnie w części wywodu, dot. Boga jako nieskończonego Dobra (miłości). Nieskończona dobroć wcale nie wynika z Twoich poprzednich założeń. Mogę sobie wyobrazić wszechmocnego Boga, który jest zły. Więcej rzeknę: co się rozglądnę dookoła to widzę jak wiele zjawisk Tobie przeczy. Jak o tym myślę staje mi przed oczami wielka fala zalewająca plaże pełne dzieci, czy też twarz Heydricha. Dlatego aż dziwne, że za dziwne uważasz, że Twoje wnioski wydają się dziwne wykształconym ludziom.  Pozdrawiam
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) | Namęczyłem się, żeby odpowiedzieć i pisząc w okienku nie zapisałem, komputer się zawiesił i diabli wzięli tekst. Już nie pierwszy raz.
Rozpisałem tam dokładniej kilka rzeczy. Generalnie zarzut jaki wnosisz to zmuszanie Teresy, aby bardziej szczegółowo rozpisała dlaczego wyciągnęła takie wnioski. Jak zauważyłeś to skróty myślowe. Żeby szczegółowo uzasadnić dlaczego przyjmujemy takie a nie inne cechy Boga trzeba by tu napisać bardzo długi tekst i to zapewne również nie byłoby wyczerpujące. Używamy zatem skrótu. Są podręczniki do filozofii Boga (teodycei) i tam jest to opisane szerzej, dlaczego nie można przyjąć jako cechy Boga zła, bezmyślności, głupoty i innychch cech sprzecznych z tymi. Jak zapowiadam zbieram się, aby napisać trochę dłuższy tekst na ten temat i zamieścić na mojej stronie wraz z innymi podobnymi kwestiami. W zasadzie, możemy tylko na tym polu dyskutować, bo żeby przyjąć Objawienie i jego dalsze konsekwencje, trzeba uznać najpierw fakt istnienia Boga.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
|  | | plodzien (7378 punktów) |
>Rozpisałem tam dokładniej kilka rzeczy. Generalnie zarzut jaki wnosisz to zmuszanie Teresy, aby bardziej szczegółowo rozpisała dlaczego wyciągnęła takie wnioski. Jak zauważyłeś to skróty myślowe. Żeby szczegółowo uzasadnić dlaczego przyjmujemy takie a nie inne cechy Boga trzeba by tu napisać bardzo długi tekst i to zapewne również nie byłoby wyczerpujące. Używamy zatem skrótu.>
Lecz można przecież choćby za pomocą skrótów wytłumaczyć mi przedstawione przeze mnie wątpliwości. > Są podręczniki do filozofii Boga (teodycei) i tam jest to opisane szerzej, dlaczego nie można przyjąć jako cechy Boga zła, bezmyślności, głupoty i innychch cech sprzecznych z tymi.> Dlaczego nie można? Bo nie wypada? Czy też dlatego, że w konfrontacji z faktami poniesiemy fiasko? Podałem przecież konkretne wątpliwości. Pozdrawiam
|
|
| |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
>>Rozpisałem tam dokładniej kilka rzeczy. Generalnie zarzut jaki wnosisz to zmuszanie Teresy, aby bardziej szczegółowo rozpisała dlaczego wyciągnęła takie wnioski. Jak zauważyłeś to skróty myślowe. Żeby szczegółowo uzasadnić dlaczego przyjmujemy takie a nie inne cechy Boga trzeba by tu napisać bardzo długi tekst i to zapewne również nie byłoby wyczerpujące. Używamy zatem skrótu.> >Lecz można przecież choćby za pomocą skrótów wytłumaczyć mi przedstawione przeze mnie wątpliwości. Niby można, ale mam pewne doświadczenie w rozmowie na tym serwisie z niewierzącymi i jak zacznę używać skrótów to będzie więcej pytań i zarzutów niż wcześniej. Poza tym mówimy innym językiem i naprawdę trudno wyłożyć pewne rzeczy w sposób zrozumiały, gdy raczej z trudem przychodzi myślenie na tych samych częstotliwościach. Trzeba by stworzyć język, który jest jednoznaczny dla obu stron. Jeśli nie znam dobrze filozofii jaką reprezentujesz.
>> Są podręczniki do filozofii Boga (teodycei) i tam jest to opisane szerzej, dlaczego nie można przyjąć jako cechy Boga zła, bezmyślności, głupoty i innychch cech sprzecznych z tymi.> >Dlaczego nie można? Bo nie wypada? Czy też dlatego, że w konfrontacji z faktami poniesiemy fiasko? Podałem przecież konkretne wątpliwości.
Późno już, a jutro muszę być wcześnie na nogach dlatego mogę tylko powiedzieć coś na szybko. Pisałem już gdzieś niedawno na ten temat, chyba nawet w tym wątku (już nie pamiętam klawisze mi się przegrzały). Proponowałbym tu podejście naukowe. Można pojęcia zamienić na zbiory. Do zbioru cech Boga należą tylko takie, które spełniają tylko pewne kryteria (pełnia, odwieczność, nieskończoność, doskonałość itd.). Tylko te pozytywne mogą należeć do zbioru. Coś, co jest w opozycji nie może należeć do zbioru itd. W zależności od logiki jaką zastosujemy. Wobec Boga najbardziej pasuje logika dwuwartościowa (prawda, fałsz).
Czym jest zło? Nie-porządkiem , buntem (nie-ufnością, "nie-jednością"), zniszczeniem (de- strukcją), roz-kładem, nie-miłością itd. Z prostej analizy semantycznej wynika, że stoi w opozycji do takich cech jak porządek, jedność, budowanie, miłość itd. Te cechy przypisywaliśmy Bogu jako implikację wynikającą z odwieczności i cech jakie są konieczne, aby zakończyć łańcuch bytów pochodnych. Mają tu zastosowanie dowody tomaszowe, choć trochę przestarzałe, to jednak nie straciły swojej siły i tak "trop" etiologiczny (Bóg pierwszą przyczyną), kinetyczny (bóg jako pierwsze poruszenie), kontygencjalny (Bóg bytem koniecznym), klimakologiczny (ze stopniowania doskonałości bytów - Bóg maksymalną doskonałością), trop z celowości i porządku w świecie itd. Można tu jeszcze dodać piękno i styl świata. Istnieje też cała masa przesłanek psychologicznych, niedokończonych pragnień, sumienia, pragnienia sensu, szczęścia, miłości, doskonałości itd., które potwierdzają i precyzują najważniejsze przesłanki wynikające z dedukcji. Śladów jest tak dużo, że trudno wytłumaczyć inaczej. Zbyt wiele elementów tu pasuje na przypadkowość. Jednak bezpośredniego dowodu poza śladami i tropami nie mamy. Ktoś uparty może wszystkiemu zaprzeczyć, ale wnioski i implikacje wynikające z odrzucenia Boga są dowodem, który można by nazwać dowodem z absurdu. Wrócę do zła, skoro jest ono w opozycji do dobra, które jest cechą Boga jaka wyszła nam z tropu klimakologicznego (stopniowania doskonałości), a co potwierdzają tropy psychologiczne (np. pragnienie doskonałości, rozwoju, dobra itd.) jest nieprawdopodobne aby zaprzeczenie przypadłości było przypadlością Doskonałego Boga.
Można spróbować dokonać analiz w odwrotnym kierunku szukając absolutyzacji w negatywnym kierunku, gdy chcemy stworzyć antyabsolut. Co może wyjść? Przykładowo: pełnia niedoskonałości, pełnia zła, pełnia bezsensu, pełnia niemiłości, pustka itd. Właściwie biorąc pod uwagę najważniejszą cechę Boga, którą zakładamy, bo przecież jest świat, absolutyzacją pełni istnienia jest pełnia nieistnienia. Tak oto można zredukować absolutyzację negatywną do postaci niebytu. Wniosek nasuwa się prosty jeżeli Bóg jest Bogiem nie może być negatywnie absolutny, bo absolut negatywny nie istnieje jako byt. Dlatego Bóg może być tylko Doskonałością, Pełnią, Wszechmocą itd. Nie ma w Nim żadnej ciemności jak to odsłonił sw. Jan, a co potwierdza ta analiza. Tropy jakie nas naprowadziły na pojęcie Boga tylko potwierdzają (pośrednio) dedukcję, założenia i implikacje. Rzekłbym "kto ma oczy ten widzi".
Pozdrawiam
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | plodzien (7378 punktów) | Dzięki Kontraście za dogłębną analizę. Odpowiem ogólnie, aby nie powtarzać. Z pomocą Tomasza i teorii etiologiczno-kinetyczno-kontygencjalno-klimakologicznych dotarłeś do przystani. I nic nie robisz sobie z tego że: - przytłaczająca większość Twoich argumentów oparta jest na arbitralnych założeniach (Bóg jest pierwszą przyczyną, pierwszym poruszeniem, jest bytem koniecznym itd.) - z tak przyjętych założeń wyprowadzasz cechy boskie takie tylko, jakie są dla Ciebie wygodne. Tymczasem te wywody jawnie kłócą się z rzeczywistością. Do istnienia wszechświata niekoniecznie potrzebny był pierwszy poruszyciel , świat w swym istnieniu może doskonale obywać się bez celu a już wyciąganie wniosków o nieskończenie wielkiej dobroci Boga zakrawa doprawdy na kpinę, w świecie gdzie zło hasać sobie będzie do końca świata a może nawet dłużej. Zwłaszcza problem zła nastręcza wiele nieusuwalnych trudności i nawet analiza Św. Jana, którą bierzesz w sukurs niewiele pomoże. Na ten temat pozwolę sobie przedstawić własne przemyślenia.
Teodycea
Lista tytułów traktat otwiera: [Wszech]Mogący, Wiedzący Miłosierny, Dobro czyniący, Źródło stworzenia, Wiekuisty, Ojcowski sędzia jak tęcza czysty, ............. Et cetera, et cetera!
Pomimo tylu boskich przymiotów Twierdzić uparcie jestem gotów, że - tak obecnie, jak również dawniej Na tym padole miał człowiek fajnie. Dobrze miał tak - że mój ty Boże! Lepiej to mieć już chyba nie może!
Nie do ukrycia fakt ten wstydliwy, że zło dopuszcza nasz Sprawiedliwy Ratować trzeba było ideą Co ją zwał Leibniz teodyceą
Przy objaśnianiu, że życie boli Pierwsze ma miejsce koncepcja woli. Ale czyż bóstwo, co nas stwarzało Wiedząc o wszystkim - nie przewidziało, Że wolna wola nam darowana Będzie nagminnie nadużywana?
Inne mej troski ważkie powody, To zło co czynią siły przyrody! Bo jak działają epidemie? Jest tak, że wolna wola w nich drzemie? Czy rak dlatego jest tak straszliwy, Że drań się uparł, by być złośliwy? Albo, jak Ziemia potrząśnie skałą Znaczy, że coś ją zirytowało?
Myśli się kłębią jak żywa kobra Może zło drugą jest stroną dobra? Być może, żeby dobro rozpoznać, To trzeba pierwej cierpienia doznać?
Że inna droga nie jest możliwa Z dawna myśl znana, choć nieprawdziwa. Bo czemuż w Niebie lud wybranych W duchu praw boskich niezachwianych Bez zła się cieszy szczęśliwością Gdy ono u nas jest koniecznością?
Takich koncepcji jest dużo więcej, Lecz z każdej później albo i prędzej Ta główna cecha w końcu wylizie Że się rozpada przy analizie.
I już na koniec mając na względzie Że dobry On był, jest, no i będzie Tak by się Stwórcę zapytać chciało: "Zła ciut mniej stworzyć TU się nie dało?"
|
|
| | | |  | | kontrast | Witam! > Dzięki Kontraście za dogłębną analizę. Odpowiem ogólnie, aby nie powtarzać. Z pomocą Tomasza i teorii etiologiczno-kinetyczno-kontygencjalno-klimakologicznych dotarłeś do przystani.Jak się spodziewałem takie na szybko i z głowy robione analizy są trochę zbyt lakoniczne. Kłębowisko wątpliwości jakie masz Ty i inni na tym serwisie to istny węzeł gordyjski. To nie na ludzką głowę, aby rozpętać. Mógłbym nawet rzec, że nieszczęście spotkało tych ludzi, bo są niejako zaimpregnowani od wewnątrz, zabezpieczeni jak twierdza. Chodzę sobie wokół tych murów z małym młoteczkiem i gdziekolwiek nie puknę przylatują natychmiast strażnicy. To trochę dziwacznie wygląda.  > I nic nie robisz sobie z tego że:> - przytłaczająca większość Twoich argumentów oparta jest na arbitralnych założeniach (Bóg jest pierwszą przyczyną, pierwszym poruszeniem, jest bytem koniecznym itd.)To nie są tylko założenia. Ciekawe, że doszedł do nich, a tym samym potwierdził intuicję wielu ludzi św. Tomasz po 12 wiekach od narodzenia Chrystusa. To nie on wymyślił takie rzeczy, zakładał, że jest możliwe udowodnienie rozumowe Boga. Biorąc pod uwagę poziom wiedzy jaki miał wnioski jakie wyciągnął były na bardzo wysokim poziomie. Pojęcie Boga jest gotowe i wypracowane przez wieki, dlatego od razu nazwałem Stwórcę tak a nie inaczej, ale to z konieczności skróty myślowe. Może należałoby przeprowadzić dowód nie tyle na istnienie Boga, co raczej określić samo pojęcie i dlaczego przyjęliśmy, że wypadkowe wszystkich absolutyzacji pozytywnych (można nawet pominąć tu dowody kosmologiczne) kojarzymy z jednym Bytem, bo absolutyzacje te wynikają dedukcyjnie i indukcyjnie. > - z tak przyjętych założeń wyprowadzasz cechy boskie takie tylko, jakie są dla Ciebie wygodne.Nie takie jakie są wygodne, a takie jakie wynikają z analizy semantycznej. Słowa opisują rzeczywistości prawie jak liczby są przypisaniem pewnych wartości ciągowi znaków np: 2 =: dwa, two, zwei, duo, itd. Przymiotniki stopniujące mogą być wyrażone w postaci liczbowej: mikroskopijny=-5 maciupeńki=-4 maleńki=-3 malutki=-2 mały=-1 (zwykły)=0 duży=1 większy=2 przysadzisty=3 ogromny=4 największy=5 Każde słowo opisuje coś i ma wartość w pewnej skali. Można by to zapisać na wykresie. Wartości absolutne jednak nie mieszczą się w tych skalach, bo nie są kategoriami przestrzennymi. Stąd nieporozumienie we wnioskowaniu. Dla nas nauczonych myślenia matematycznego, że jest ujemna i dodatnia nieskończoność albo, że jakaś liczba na wykresie zawsze jest tylko przybliżeniem jej wartości nie ułatwia takiego wnioskowania. Rzeczywistości duchowe mierzone są inaczej i odwieczność nie jest tylko abstrakcją. Jednak jest to temat na dłuższe rozważanie i musiałbym nad tym posiedzieć, aby przełożyć to na papier. Nie zastanawiałem się nad tym aż tak głęboko i szczegółowo. To są rozważania na lata. > Tymczasem te wywody jawnie kłócą się z rzeczywistością.Wkraczasz tu już na teren teologii, a ja wolałbym pozostać na terenie filozofii Boga, która nie odwołuje się do Objawienia. Przy tym rozważaniu, świat jest tylko jednym ze śladów, że cokolwiek jest. Gdybyśmy za punkt wyjścia wzięli istnienie Marsa i nie odnosili naszego dowodzenia do spraw ziemskich, byłoby to myślenie wolne od uprzedzeń. > Do istnienia wszechświata niekoniecznie potrzebny był pierwszy poruszyciel,Akurat dzisiaj ten trop się nieco zdezaktualizował, bo trochę lepiej od św. Tomasza znamy naturę świata, ale czy ów myśliciel nie miał częściowo racji? Postrzegał świat jako ruchomy, o kwarkach nie miał pojęcia, my też widzimy, że cząstki poruszają się, a obecnie wchodzimy głębiej i może się okazać, że wszystko jest drganiem czegoś. > świat w swym istnieniu może doskonale obywać się bez celuWedług mojej oceny realizuje cele i to bardzo konsekwentnie, ale jak nie widzisz tego, to już inny problem. Czy człowiek nie jest zwieńczeniem wszystkich procesów jakie się dokonały w świecie? Sądzę, że to my jesteśmy celem. Oczywiście świat może obyć się bez ludzi. Czuję, że i tu masz odpowiedź. Nazbierała się już pokaźna liczba tych kontr i ciekawe wnioski można wyciągnąć  > a już wyciąganie wniosków o nieskończenie wielkiej dobroci Boga zakrawa doprawdy na kpinę, w świecie gdzie zło hasać sobie będzie do końca świata a może nawet dłużej. Zwłaszcza problem zła nastręcza wiele nieusuwalnych trudności i nawet analiza Św. Jana, którą bierzesz w sukurs niewiele pomoże.Prosisz się o Objawienie, które wyjaśnia ten problem, ale skoro je odrzucasz, to Święty Boże nie pomoże. Jeśli odrzucasz oczywistą przyczynę zła (mniejsza o to czy chodzi o zazdrosnego anioła, czy zbuntowanego człowieka) i nie rozumiesz, dlaczego Bóg do niego dopuścił choć wiedział jak będzie, to nie widzę sensu prowadzić dalej tego rozważania. Ty z góry odrzucasz cokolwiek bym nie napisał i krytykujesz zanim przedstawię cokolwiek. Strasznie to uciążliwe i niewdzięczne, bo muszę się nagłowić, żeby przelać na papier rzeczy dla mnie oczywiste, a tu muszę tłumaczyć. Korzystam na tym, bo nie zastanawiałem się nigdy aż tak bardzo nad rzeczami oczywistymi, które jak widzę nie są tak oczywiste dla wszystkich i może warto się im przyjrzeć głębiej. Wierszyk jest niezły i wskazuje na coś ciekawego, co tylko przeczuwałem, a teraz mam na papierze. Widzę, że wyraża on w zwięzły sposób pewne wyobrażenia na temat Boga, które domagają się jakiegoś katolickiego komentarza, ale to innym razem i nie wiem, czy tu. Pozdrawiam!
|
|
| | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Znowu zapomniałem zalogować... Witam! > Na ten temat pozwolę sobie przedstawić własne przemyślenia.> Teodycea> Lista tytułów traktat otwiera:> [Wszech]Mogący, Wiedzący> Miłosierny, Dobro czyniący,> Źródło stworzenia, Wiekuisty,> Ojcowski sędzia jak tęcza czysty,> .............> Et cetera, et cetera!Widać tu drwinę, tak z założenia, ale to raczej wniosek z dalszych rozważań niż początek. > Pomimo tylu boskich przymiotów> Twierdzić uparcie jestem gotów,> że - tak obecnie, jak również dawniej> Na tym padole miał człowiek fajnie.> Dobrze miał tak - że mój ty Boże!> Lepiej to mieć już chyba nie może!Tutaj wyrażasz pretensję do Boga, człowieka, który ma roszczeniową, egocentryczną i infantylną postawę wobec Stwórcy. Może problem tkwi w relacji z ziemskim ojcem, którą przekładasz tu na Boga. Nie pomyślałeś, że prawa w przyrodzie są w pewnej harmonii i wzajemnej zależności, a my jesteśmy tu zanurzeni i podlegamy tym prawom, gdy jesteśmy w ciele. Może ingerencja w ten świat i przestawianie wszystkiego, dla każdego egocentrycznego wiecznie narzekającego człowieczka wprowadziłoby niewyobrażalny chaos i katastrofę kosmiczną? > Nie do ukrycia fakt ten wstydliwy,> że zło dopuszcza nasz SprawiedliwyDopuszcza, ale czasowo. Może to, że żyjemy najwyżej 100 lat jest podpowiedzią? Za mało, żeby się nacieszyć życiem, wystarczająco, aby zdać rachunek. > Ratować trzeba było ideą> Co ją zwał Leibniz teodyceąCoś dziwny ten Leibniz, bo ktoś tu pisał, że był ateistą  Prosiła go o to Zofia Karolina, żona pruskiego króla Fryderyka I, po lekturze pisma Bayle'a. Ateista broniący filozofii Boga, ciekawy mezalians filozoficzny  > Przy objaśnianiu, że życie boli> Pierwsze ma miejsce koncepcja woli.Pisałem już, że zło ma swój początek w świadomym buncie i nieufności. > Ale czyż bóstwo, co nas stwarzało> Wiedząc o wszystkim - nie przewidziało,> Że wolna wola nam darowana> Będzie nagminnie nadużywana?Najwyraźniej Bóg doskonale wiedział (wie), że niektóre istoty obdarzone wolną wolą zbuntują się, ale stworzył świat. Stworzenie świata jak widać miało wartość przewyższającą te straty. Jednak tu już trzeba posługiwać się soteriologią, która oparta jest na objawieniu. Bez objawienia pozostaje Deizm i wtedy taki agnostyk nic nie ma z wiary w Boga i może jedynie narzekać jak Ty. Ateista narzekający na Boga w którego nie wierzy to schizofrenik. > Inne mej troski ważkie powody,> To zło co czynią siły przyrody!Siły przyrody nie mogą być nazwane złem tak samo jak byty świadome. Nie możesz postawić przed sądem oceanu, bo mu się zdarzyła fala tsunami zabijająca 300 tysięcy ludzi. Nie możesz winić ruchów ziemii, które spowodowały naprężenia i trzęsienie ziemi wywołujące falę. Podobnie z innymi rzeczami. Człowiek, który spadł z drabiny i złamał kręgosłup (stał się kaleką) nie może winić Boga, bo Ten stworzył grawitację. Miał pecha... Być może w Bożych planach jego wypadek będący nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności uruchomił odruchy serca u jego bliskich. Albo rozpadające się znudzone sobą małżeństwo staje się ogniskiem miłości, gdy rodzi się chore dziecko itd. Oczywiście to tylko hasła. > Bo jak działają epidemie?> Jest tak, że wolna wola w nich drzemie?Tu już możecie się naukowcy wykazać, badajcie i leczcie! Z epidemiami jest ta sama sprawa co z żywiołami. W przyrodzie choroby mają jakieś znaczenie, prawdopodobnie podobne do drapieżników, oczyszczających ze słabych osobników, może jakiś biolog potrafi to lepiej wytłumaczyć. Gdyby człowiek miał na nie odporność dotyczyłyby tylko zwierząt. Tutaj też nie możemy mówić o złu, bo wirusy nie są działaniami świadomymi, po prostu pojawiają sie tak jak ta fala tsunami. Być może epidemie są też naszą winą, a na pewno są, gdy ktoś zastosuje broń biologiczną. Należałoby raczej szukać sposobów, aby chronić ludzkość przed tymi zagrożeniami i w tym dążeniu wyraża się wola Boża. Walka ze złem świadomym i nieświadomym jest wyrazem woli Bożej. > Czy rak dlatego jest tak straszliwy,> Że drań się uparł, by być złośliwy?Tu podobnie jak poprzednio. Uczepiłeś się tej definicji zła jaką podałem a, która dotyczy zła świadomego, zawinionego. Zło nieświadome staje się nim często jako wynik naszej nieostrożności, albo nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. > Albo, jak Ziemia potrząśnie skałą> Znaczy, że coś ją zirytowało?To wszystko jest jak maszyneria, która kręci się, aby podtrzymywać życie na naszej planecie, jak ktoś ma pecha i przypadkiem wpadnie między jej tryby to nie można winić Boga. cdn.
|
|
| | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Ciąg dalszy.
>Myśli się kłębią jak żywa kobra >Może zło drugą jest stroną dobra? W tym momencie dosłownie przyjmując to założenie stajesz się dualistą, ale to bliskie towarzyszom Marksowi i Leninowi, więc mnie bardzo nie dziwi takie skojarzenie.
>Być może, żeby dobro rozpoznać, >To trzeba pierwej cierpienia doznać? Nie upierałbym się przy tym, choć jest w tym trochę prawdy. Trzeba być głodnym, żeby cieszyło jedzenie, itd. Gdzie pojawia się zło, tam dobro może zwyciężać.
>Że inna droga nie jest możliwa >Z dawna myśl znana, choć nieprawdziwa. Hmm...
>Bo czemuż w Niebie lud wybranych >W duchu praw boskich niezachwianych >Bez zła się cieszy szczęśliwością >Gdy ono u nas jest koniecznością? Może właśnie chodzi o wolność człowieka, że tu szarpiąc się ze złem i samowolą złych sprawiedliwi decydują o swojej wieczności, a źli i zatwardziali w swej amoralnej autonomii zostaną wiecznie ukarani swoim własnym wyborem?
>Takich koncepcji jest dużo więcej, >Lecz z każdej później albo i prędzej >Ta główna cecha w końcu wylizie >Że się rozpada przy analizie. Właśnie dotknąłeś sedna, życzę powodzenia, jak będziesz szukał prawdy, znajdziesz. Bylebyś kupionego pola, albo skrzyni nie wziął za skarb.
>I już na koniec mając na względzie >Że dobry On był, jest, no i będzie >Tak by się Stwórcę zapytać chciało: >"Zła ciut mniej stworzyć TU się nie dało?" Bóg stworzył tych złych jako dobrymi, a zło jest ich własną inicjatywą. Jeśli pozwala im żyć, to dlatego, żeby mieli szansę na zmianę i powrót, jak nie skorzystają z niej, mogą mieć pretensje jedynie do siebie. Zbiorą co posiali, a za krzywdy będą musieli zapłacić.
Napisałem tu na szybko coś, co teologia oparta na Objawieniu omawia w milionach tomów. To teologia krzyża. Jednak gdy odrzucasz Objawienie pozostaje życie bez celu ostatecznego jak żeglarza na oceanie, który zgubił busolę.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) |
Brawo, plodzien, lepiej nie da się tego wyrazić. Ale wróćmy do Kontrasta, bo mógłyby poczuć sie niedoceniony i na amen obrazić. Nareszcie zagonił (beczące na jedno kopytko owieczki do jednej zagrody), artysta, który zaszczytu Kontrastowych pouczeń i dogodzenia jego petycznej "d.uszy" godzien. > Chodzę sobie wokół tych murów z małym młoteczkiem i gdziekolwiek nie puknętam każdy wnet czuje się pukniętym przez młota. NIE dziwota. > To trochę dziwacznie wygląda.Skądże znowu, to typowa katolicka "zdroworozsądkowa" norma, odwzorowująca istotę katolickiej prostoty wielbłąda. > Biorąc pod uwagę poziom wiedzy jaki miał wnioski jakie wyciągnął były na bardzo wysokim poziomie.Wprost przeciwnie, ojcowie kościoła i inni pobożni mężowie oraz współczesna psychiatria -twierdzą, że nadmiar wiedzy wręcz przeszkadza w wyciąganiu opisanych przez ciebie "kontrastowych" wniosków na przytoczonym "poziomie". > ale to z konieczności skróty myśloweNie ograniczaj się zbytnio, kiedy piszesz o "nieograniczonym", to nie komisja skrutacyjna. No i to udowadnianie istnienia boga, rzeczywiście, jak sam stwierdziłeś jest bez sensu. Wystarczy po prostu: >określić samo pojęcie. Tylko po kiego licha dwa wiersze wcześniej piszesz: > Pojęcie Boga jest gotowe i wypracowane przez wiekiA z tymi wykresami to wprost za**bisty pomysł. > Dla nas nauczonych myślenia matematycznego..O świetnie, to widzę że jest was więcej w jednym Kontraście. Jak znam katolicyzm, to przynajmniej ze trzech. To pewnie dla tego tak dramatycznie frekwencja na forum podskoczyła. > To są rozważania na lata.Typowy wielkopostny pesymizm spowodowany dietetycznymi następstwami  zatwardzeniem i niedoborami tryptofanu, magnezu oraz witamin z grupy B-compleks) Jak Was znam Wasza Kontrastowa Wielokrotność Tytaniczna, to dojdziecie do najsłuszniejszych wniosków w ciągu tego tygodnia. > Gdybyśmy za punkt wyjścia wzięli istnienie MarsaTo musielibyśmy przyznać rację teorii, że Mars'ałek Jurek też pochodzi z tamtąd. > Postrzegał świat jako ruchomy, o kwarkach nie miał pojęcia, my też widzimy, że cząstki poruszają się, a obecnie wchodzimy głębiej i może się okazać, że wszystko jest drganiem czegoś.Moglibyście, Wasza Kontrastowość darować sobie te zawoalowane pornograficzne metafory religijne i nie objawiać ich światu, bo to tylko nie zkompensowana trauma celibatu. > Sądzę, że to my jesteśmy celem.Trafne spostrzeżenie Waszmości Kontrastowie, warto abyście pomyśleli o cieplejszych kamizelkach i budowie betonowego bunkra opatrzności w Wilanowie. > Prosisz się o Objawienie, które wyjaśnia ten problem, ale skoro je odrzucasz, to Święty Boże nie pomoże.Właśnie, właśnie, jeśli jakaś zagubiona owieczka "się prosi", to pewnie zapładniająco się pokryła z jakimś jurnym kn(J)urkiem, i nie zasługuje na łaskę oświecenia Waszej Matematycznej Kontrastencji. > Ty z góry odrzucasz cokolwiek bym nie napisał i krytykujesz zanim przedstawię cokolwiek.Błędne wnioski. Wasza Matematyczność Kontrastyczna, zapewne skutkiem jakowegoś zaindoktrynowanego w dzieciństwiwe, na lekcjach religii, uprzedzenia, niesprawiedliwie stygmatyzuje plodzienia. Tak tylko działa interface graficzny forum, że wcześniejsze posty są z góry ekranu, a późniejsze poniżej nich. No, chyba, że Wasza Wielokrotność wyraziła wolę, aby przyznać się do głoszenia znanych i dawno zdezaktualizowanych banałów indoktrynacyjnych. > muszę się nagłowić, żeby przelać na papier rzeczy dla mnie oczywiste,Nie główkuj, tylko kliknij: _plik_drukuj_OK_ A właściwie to po co przelewasz? Czyżbyś musiał prowadzić buchalterię ewangelizacji internetowej? Zapytam wprost, jak rasowy zdroworozsądkowy katolik: "Ile ci za to płacą? > Znowu zapomniałem zalogowaćNie dziwię się Wam Wasza Główkowatość, po całej dzisiejszej upojnej nocy przy komputerze, to i W.C. z konfesjonałem możecie pomylić. Albowiem, zaprawdę w dzisiejszych niemoralnych, ślepych na prawdę o bogu, ateistycznych społecznościach, przezorny ewangielizator, to oczy musi mieć wszędzie, nawet ..., za przeproszeniem wszystko psującej Kontrastowej mamy, od stony wąskiej bramy.
bóg jest oszustwem
Doskonała, głęboka miłość usuwa ciażę
|
|
| | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Zamiast łykać niebieskie pigułki i tworzyć erotyczne fantazje na temat moich postów weź się waść za pisanie fantastyki, zarobisz pieniądze i będziesz zadowolony, bo na głupotach się najlepiej zarabia...  Ile mi płacą pytasz? Płacą mi "niebieską" walutą, którą trzymam w superbanku na niewiarygodnie wysoki procent. Ale tej kasy nie zobaczysz 
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | |  | | plodzien (7378 punktów) | Nie odpiszę naturalnie na wszystko, bo post byłby monstrualnie wielki, ale kilka rzeczy tak mnie rozbawiło, że sobie nie odmówię. 1. >Pomimo tylu boskich przymiotów >Twierdzić uparcie jestem gotów, >że - tak obecnie, jak również dawniej >Na tym padole miał człowiek fajnie. >Dobrze miał tak - że mój ty Boże! >Lepiej to mieć już chyba nie może!>
>Tutaj wyrażasz pretensję do Boga, człowieka, który ma roszczeniową, egocentryczną i infantylną postawę wobec Stwórcy. Może problem tkwi w relacji z ziemskim ojcem, którą przekładasz tu na Boga.> To Kontraście zapewne ten Twój trop psychologiczny? Twoją tajemnicą pozostanie na jakich przesłankach oparty. Powiem tylko tyle, że w mojej rodzinie panowały takie relacje, że Ja w przeciwieństwie do Ciebie wiedziałem jakie poglądy ma mój ojciec. 2. >.....wiary w Boga i może jedynie narzekać jak Ty. Ateista narzekający na Boga w którego nie wierzy to schizofrenik.>
To ty myślisz, że ten wiersz jest wyrazem jakichś moich pretensji do Boga? Myślałem, że będzie dla Ciebie jasne, iż pisząc go zastanawiałem się raczej, dlaczego Ty nie masz do Niego pretensji. 3. Chciałbym Cię prosić, abyś sobie raz jeszcze i jeszcze raz aż do skutku przemyślał koncepcję zła. Pozwolisz, że zacytuję dwa zdania: >Siły przyrody nie mogą być nazwane złem tak samo jak byty świadome. Nie możesz postawić przed sądem oceanu, bo mu się zdarzyła fala tsunami zabijająca 300 tysięcy ludzi.>
>Walka ze złem świadomym i nieświadomym jest wyrazem woli Bożej.> Kilka linijek wyżej siły przyrody nie są złem. Tutaj epidemie to zło (jednak) chociaż nieświadome. 4 No i na zakończenie Kontrastowe rozumienie boskiej wszechmiłości i miłosierdzia: >Bo czemuż w Niebie lud wybranych >W duchu praw boskich niezachwianych >Bez zła się cieszy szczęśliwością >Gdy ono u nas jest koniecznością >Może właśnie chodzi o wolność człowieka, że tu szarpiąc się ze złem i samowolą złych sprawiedliwi decydują o swojej wieczności, a źli i zatwardziali w swej amoralnej autonomii zostaną wiecznie ukarani swoim własnym wyborem
Nigdy Cię Kontraście nie zastanawiałeś co oznacza kara wieczna? Nie miałeś wypieków na twarzy gdy uzmysłowiłeś sobie, że mogłoby ją stosować Wszechmiłosierdzie?
|
|
| | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Ty Płodzień jesteś hakerem? Zachowujesz się jak młodzian, który szuka dziury w systemie, bo wyczytał w Internecie jak można się włamać do kompa. Zaznaczyłem przecież, że mówię rzeczy ogólne, dziwi mnie, że nie rozumiesz o czym mówię, albo z rozmysłem szukasz w mojej wypowiedzi błędów. Może rzeczywiście nie rozumiesz, więc wtedy należałoby poświęcić sporo czasu, aby tłumaczyć rzeczy oczywiste dla katolików. Ty jednak bronisz sie przed samą wiedzą na podstawowe kwestie, a przecież najpierw trzeba poznać i zrozumieć. Katolicyzm opiera się na długiej historii i trzeba poświęcić trochę czasu aby zrozumieć ten sposób myślenia. Bez zrozumienia wygadują ludzie potem takie głupoty jak niektórzy na tym forum i nie idzie ich z tego wyprowadzić. > Nie odpiszę naturalnie na wszystko, bo post byłby monstrualnie wielki, ale kilka rzeczy tak mnie rozbawiło, że sobie nie odmówię.> 1.> >Pomimo tylu boskich przymiotów (...)> >Tutaj wyrażasz pretensję do Boga, człowieka, który ma roszczeniową, egocentryczną i infantylną postawę wobec Stwórcy. Może problem tkwi w relacji z ziemskim ojcem, którą przekładasz tu na Boga.> To Kontraście zapewne ten Twój trop psychologiczny? Twoją tajemnicą pozostanie na jakich przesłankach oparty.Wyrażnie napisałem w trybie przypuszczającym, więc czepianie się nie ma sensu. Rzuciłem hasło, a z doświadczenia wiem (a mam tu pewne), że jak ktoś zgłasza pretensje do Boga zwykle ma problemy w relacji z ziemskim ojcem, czy kimś kto go reprezentuje. Rzadko się nie sprawdza  > Powiem tylko tyle, że w mojej rodzinie panowały takie relacje, że Ja w przeciwieństwie do Ciebie wiedziałem jakie poglądy ma mój ojciec.Noo... widzę, że cała ekipa analizuje moje posty, że nawet taki szczegół ledwie gdzieś wspomniany wykorzystujesz, Cieślański też tak kombinuje. > 2.> >.....wiary w Boga i może jedynie narzekać jak Ty. Ateista narzekający na Boga w którego nie wierzy to schizofrenik.>> To ty myślisz, że ten wiersz jest wyrazem jakichś moich pretensji do Boga?Ja odniosłem się do treści wierszyka i bohatera ukrytego między wierszami... > Myślałem, że będzie dla Ciebie jasne, iż pisząc go zastanawiałem się raczej, dlaczego Ty nie masz do Niego pretensji.Nie mam pretensji, bo wierzę, że jest taki jak piszę i nie ma w Nim żadnej ciemności. W świetle Objawienia i nauki Krzyża wszystko ma głębszy sens, ale to trzeba poczuć i zrozumieć sercem. > 3.> Chciałbym Cię prosić, abyś sobie raz jeszcze i jeszcze raz aż do skutku przemyślał koncepcję zła. Pozwolisz, że zacytuję dwa zdania:> >Siły przyrody nie mogą być nazwane złem tak samo jak byty świadome. Nie możesz postawić przed sądem oceanu, bo mu się zdarzyła fala tsunami zabijająca 300 tysięcy ludzi.>> >Walka ze złem świadomym i nieświadomym jest wyrazem woli Bożej.>Używamy tego samego słowa ale inaczej się to rozumie. Złem właściwym, zawinionym jest zło świadome, a tzw. zo nieumyślne jest podobne w skutkach, ale nie możemy przypisać nikomu winy. Czym innym jest postrzelenie kogoś przez bandytę, a czym innym wypadek na polowaniu. Skutek ten sam, złem jest tu skutek. Dla lekarza jednak, czy ofiara bandyty, czy postrzelony naganiacz jest tak samo ważny i o to w zasadzie tu chodzi. > Kilka linijek wyżej siły przyrody nie są złem. Tutaj epidemie to zło (jednak) chociaż nieświadome. Tu się kłaniają podstawy etyki. Zło jest w skutkach. Czy producent kosiarki będzie winny, że ktoś stracił palca grzebiąc w niej?> 4> No i na zakończenie Kontrastowe rozumienie boskiej wszechmiłości i miłosierdzia:> >Bo czemuż w Niebie lud wybranych> >W duchu praw boskich niezachwianych> >Bez zła się cieszy szczęśliwością> >Gdy ono u nas jest koniecznością> >Może właśnie chodzi o wolność człowieka, że tu szarpiąc się ze złem i samowolą złych sprawiedliwi decydują o swojej wieczności, a źli i zatwardziali w swej amoralnej autonomii zostaną wiecznie ukarani swoim własnym wyborem> Nigdy Cię Kontraście nie zastanawiałeś co oznacza kara wieczna? Nie miałeś wypieków na twarzy gdy uzmysłowiłeś sobie, że mogłoby ją stosować Wszechmiłosierdzie?Nie rozumiesz, że karą jest decyzja? Kto odrzuca Boga nie może mieć pretensji, że Go odrzucił. Karą jest wybór takiej drogi. Ateista odrzucający na wieczność Boga może Go już nigdy nie zobaczyć nawet po zmartwychwstaniu i gdy wszyscy, będą w ekstazie wizji uszczęśliwiającej on na wieczność nie. Podobnie dla ludzi, którzy żyli według pożądliwości cielesnych, mogą cierpieć, z powodu odebrania im tego. Czy tak będzie nie ma danych, wiemy tylko, że piekło jest wieczne i Bóg nie chce nikogo w piekle. Tutaj jest nasz wybór, albo chcemy żyć w jedności z Bogiem, który jest Ideałem, albo żyć według pożądliwości świata, ale wtedy wybieramy piekło i jego skutki.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | |  | | plodzien (7378 punktów) | >>Powiem tylko tyle, że w mojej rodzinie panowały takie relacje, że Ja w przeciwieństwie do Ciebie wiedziałem jakie poglądy ma mój ojciec.> >Noo... widzę, że cała ekipa analizuje moje posty, że nawet taki szczegół ledwie gdzieś wspomniany wykorzystujesz, Cieślański też tak kombinuje.> Nie przeceniaj się. Po prostu natknąłem się na to w Twoim poście (patrz gdzieś na dole)
>>>Walka ze złem świadomym i nieświadomym jest wyrazem woli Bożej.> >Używamy tego samego słowa ale inaczej się to rozumie. Złem właściwym, zawinionym jest zło świadome, a tzw. zo nieumyślne jest podobne w skutkach, ale nie możemy przypisać nikomu winy. > Dwója z teorii winy. Złu nieumyślnemu przypisuje się winę jak najbardziej, tylko mniejszą. To co masz na myśli to siła wyższa (vis major) i rzeczywiście nikogo z wyjątkiem Boga nie można winić, że takie zło się wydarzyło. >>Nigdy Cię Kontraście nie zastanawiałeś co oznacza kara wieczna? Nie miałeś wypieków na twarzy gdy uzmysłowiłeś sobie, że mogłoby ją stosować Wszechmiłosierdzie? >Nie rozumiesz, że karą jest decyzja? Kto odrzuca Boga nie może mieć pretensji, że Go odrzucił. Karą jest wybór takiej drogi. > Co Ty opowiadasz? Karą jest wieczne przebywanie w piekle a nie wybór drogi. Mieszasz samo "popełnianie przestępstwa" z wymiarem kary. >Ateista odrzucający na wieczność Boga może Go już nigdy nie zobaczyć nawet po zmartwychwstaniu i gdy wszyscy, będą w ekstazie wizji uszczęśliwiającej on na wieczność nie.> Wybacz, ale dla ateisty to nie będzie kara. Wybrał drogę bez Boga i tak ma po śmierci. Karą byłoby gdyby go zmuszano do oglądania Boga. >Podobnie dla ludzi, którzy żyli według pożądliwości cielesnych, mogą cierpieć, z powodu odebrania im tego. > Chyba tak. Tu się zgodzę. Kiedyś myślałem jak wyglądałoby moje piekło: więc na pewno dostawałbym na obiad krupnik i kaszę a przez wieczność nie zaznałbym żurku, pomidorowej i ruskich pierogów. Następnie: z pewnością musiałbym kilka razy dziennie chodzić na mszę a po niej wracać natychmiast do jednostki Ludowego Wojska Polskiego by tam wiecznie oglądać swojego oficera politycznego. To dopiero byłoby piekło. Kotły ze smołą wysiadają. >Czy tak będzie nie ma danych, wiemy tylko, że piekło jest wieczne i Bóg nie chce nikogo w piekle. >
Danych nie ma czy tak będzie, ale to, że piekło jest wieczne i że Bóg nikogo tam nie chce - to dane są! Pozdrawiam w sobotni poranek
|
|
| | | | | | | | | |  | | plodzien (7378 punktów) | Pisałem na brudno i w temacie o piekle zapodziało mi się jedno jeszcze pytanie odnośnie odebrania "pożądliwości cielesnych" : > >Podobnie dla ludzi, którzy żyli według pożądliwości cielesnych, mogą cierpieć, z powodu odebrania im tego. > Kontraście na czym polega odebranie "im tego"? Słyszałem, że dusza jest bezcielesna. Na czym więc polega kara odebrania" im tego"?
|
|
| | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) | >Nie rozumiesz, że karą jest decyzja? Kto odrzuca Boga nie może mieć pretensji, że Go odrzucił. Karą jest wybór takiej drogi.
Z pozoru wielce zgrabna koncepcja. Niedowiarkowie, zatwardziali grzesznicy i reszta dobrego towarzystwa wybierając drogę, karze się sama. Na wieczność.
Widzę tu jednak dwie trudności. Pierwsza to ta, że z pojęciem kary zawsze wiąże się w sposób konieczny pewna dolegliwość, przykrość, dyskomfort. Nie potrafię jednak sobie wyobrazić dolegliwości związanej z karą, jaką ateista sam sobie wymierza (i wykonuje) odrzucając Boga.
Druga trudność jest nieco innej natury. Katolicy kierując się nakazem miłości bliźniego i ich powszechnie znanym miłosierdziem dokładają wszelkich możliwych starań aby ustrzec Aborygenów, Pigmejów, Eskimosów i innych nieszczęśników, którym przydarzyło się myśleć inaczej niż katolicy, przed zgubnymi skutkami takiego myślenia. Krótko mówiąc, wiedzą lepiej niż sami zainteresowani, co jest dla nich dolegliwe. Tego pojąć nie jestem w stanie, co więcej, to budzi mój zdecydowany sprzeciw. Czy to Cię dziwi, drogi Kontraście?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
>>Nie rozumiesz, że karą jest decyzja? Kto odrzuca Boga nie może mieć pretensji, że Go odrzucił. Karą jest wybór takiej drogi. Czy ja naprawdę wszystko muszę tłumaczyć kawę na ławę? Nie rozumiem tej podejrzliwości i demaskatorskiego tonu. To trochę irytujące, gdy trzeba uważać na każde słówko, bo wszelkie przejęzyczenie natychmiast jest brane za dowód na złe intencje. Takie wrażenie sprawiają niektóre wypowiedzi. Choć ja też jak analizuję swoje teksty zauważam zgryźliwość, w tonie jakiej nie widziałem wcześniej. Istotą grzechu jest odrzucenie Boga, stąd ateizm jest grzechem, a jeśli idzie za tym pełna apostazja obejmująca nie tylko zewnętrzne poglądy, ale całkowite zerwanie z wszystkim, co wiąże się z Bogiem, to sprawa jest oczywista. Jeśli ktoś wyrzeka się świadomie Boga, to bierze na siebie konsekwencje swojej decyzji. Musi mieć świadomość, że Bóg jest doskonale wolny, (sprawdza się przysłowie "przymuszona ofiara Panu Bogu niemiła") a tu człowiek gardzi Bogiem. Jednym słowem przepaść. To Bóg daje łaskę człowiekowi, a nie odwrotnie. Wszyscy zostali odkupieni na Krzyżu, ale zbawienie to jak odebranie aktu wolności, który zniewolony człowiek musi chcieć odebrać. Zbawienie jest propozycją i to wymagającą. Kto żyje tylko według ciała i jego pożądliwości nie zbawi swojej duszy. Tylko ci, którzy naprawdę chcą być wolni, wolni duchem dostąpią zbawienia. To nie oznacza, że trzeba być doskonałym, ale raczej, że trzeba chcieć być wolnym do Chrystusa, a nie od Niego.
> Z pozoru wielce zgrabna koncepcja. Niedowiarkowie, zatwardziali grzesznicy i reszta dobrego towarzystwa wybierając drogę, karze się sama. Na wieczność. Tu jesteśmy w czasie liniowym, w wieczności nie wiem jaki będzie czas. Może chodzi o decyzję na wieczność, czy ją podejmujemy tutaj, w każdej chwili, czy też w jakimś punkcie decyzyjnym w momencie śmierci, tego nie możemy wiedzieć, to jedynie domysły, ale jeśli Kościół głosi, że ten kto umiera w grzechu ciężkim idzie prosto do piekła, to tak trzeba wierzyć.
> Widzę tu jednak dwie trudności. Pierwsza to ta, że z pojęciem kary zawsze wiąże się w sposób konieczny pewna dolegliwość, przykrość, dyskomfort. Kara musi być sprawiedliwa i z całą pewnością nie może być taka sama dla wszystkich. Bóg jest Sprawiedliwy, więc z całą pewnością kara będzie sprawiedliwa, adekwatna do winy.
>Nie potrafię jednak sobie wyobrazić dolegliwości związanej z karą, jaką ateista sam sobie wymierza (i wykonuje) odrzucając Boga. To nie do końca tak. Niektórzy teologowie skłaniają się do apokatastazy, a to nie może tak być, bo to nie Bóg chce piekła, ale ludzie, którzy widząc świętość Boga nie byliby w stanie wytrzymać w Jego obecności. Jeśliby się mieli nawrócić, to z całą pewnością Bóg zrobiłby wszystko, aby nie znaleźli się w piekle i choćby byli czarni jak grafit, jeśli tylko zapragnęliby być z Bogiem na wieczność i zerwać ze złem, do piekła by nie weszli. Miłość nie krzywdzi. Jednak przebywając kilka miesięcy na tym forum widzę, że upór z jakim odrzucają tu niewierzący Boga jest niepokonalny z ludzkiego punktu widzenia i piekło jako decyzja na wieczność jest tu całkiem realna. Gdyby dzisiaj miał się ktoś opowiedzieć, czy chce się nawrócić pewnie nie jeden odpowiedziałby NIE na wieczność i jak topielec łapiący się brzytwy (np. Ockhama) trzymałby się swojej autonomi i wolności "od" Chrystusa świadomie idąc na wieczny pohybel z innymi podobnymi sobie. > Druga trudność jest nieco innej natury. Katolicy kierując się nakazem miłości bliźniego i ich powszechnie znanym miłosierdziem dokładają wszelkich możliwych starań aby ustrzec Aborygenów, Pigmejów, Eskimosów i innych nieszczęśników, którym przydarzyło się myśleć inaczej niż katolicy, przed zgubnymi skutkami takiego myślenia. Znowu jakieś wstawki? Kościół ewangelizuje ludzi, a te ich wierzenia to sam byś tępił jako niebezpieczne szamaństwa. Kościół stosował zawsze inkulturację zostawiając kulturę ludową, ale odrzucał złe i niebezpieczne rzeczy. Słowianie np. tacy niby łagodni, a składali ofiary z głów ludzkich (Perunowi, czy Swarogowi, już nie pamiętam szczegółów) i odstawiali orgie seksualne. Z takimi rzeczami Kościół walczył, ale jajka w święta i świece pozostały, tylko mają teraz inne znaczenie. Protestanci się na to krzywią, może i słusznie, ale z tradycjami ciężko wygrać i nawet kościelne zakazy nie wypleniły wróżb i przesądów ludowych. A takie myślenie magiczne i deterministyczne nie uznasz chyba za dobre?
>Krótko mówiąc, wiedzą lepiej niż sami zainteresowani, co jest dla nich dolegliwe. Tego pojąć nie jestem w stanie, co więcej, to budzi mój zdecydowany sprzeciw. Czy to Cię dziwi, drogi Kontraście? Trochę niejasne. Nie bardzo wiem do czego zmierzasz. Nie stosuj jednak takich podchodów, bo mój czujny nos coś wyczuwa i podejrzewam jakiś podstęp. Czyżbyś znów chciał złapać mnie na jakimś słówku, czy błedzie logicznym?
Pozdrawiam?
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Czy ja naprawdę wszystko muszę tłumaczyć kawę na ławę?
>ale jeśli Kościół głosi, że ten kto umiera w grzechu ciężkim idzie prosto do piekła, to tak trzeba wierzyć
Dziękuję za kawę, dziękuję za ławę. Na szczęście nie jesteś jedynym katolikiem, z którym zdarzyło mi się wymieniać poglądy na tematy wiary. Gdybyś był jedynym, moje pojęcie o katolicyzmie byłoby karykaturą. Mimo iż jestem ateistą ośmielę się, wbrew temu co napisałeś, powiedzieć: tak nie należy wierzyć.
>a tu człowiek gardzi Bogiem
To godne ubolewania. Tylko, co to ma wspólnego z ateizmem? W ramach rewanżu za kawę wytłumaczę Ci jak dziecku. Ateista nie wierzy w istnienie Boga. Nie może więc nim gardzić.
>Nie rozumiesz, że karą jest decyzja? Kto odrzuca Boga nie może mieć pretensji, że Go odrzucił. Karą jest wybór takiej drogi.
Dalej piszesz przecząc sobie :
>Kara musi być sprawiedliwa i z całą pewnością nie może być taka sama dla wszystkich. Bóg jest Sprawiedliwy, więc z całą pewnością kara będzie sprawiedliwa, adekwatna do winy.
I dlatego dalej nie rozumiem.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Nos mnie jednak nie mylił, gdy przeczuwałem jakieś podchody. Czy tego nie widzisz, że podpuszczasz mnie na jakieś tematy z najwyraźniej przygotowaną wcześniej kontrą. Jeśli tego nie zaplanowałeś, to musi być to coś dziwnego i niewytłumaczalnego, ale powtarza się regularnie... Dziwne to i strasznie utrudnia rozmowę. Nie zarzucaj mi jakichś podstępów i błedów, bo to nie błędy, tylko Twoje doszukiwanie się ich. Wynika to ze specyficznego języka jakim się posługują ludzie wierzący. Uświadomiłem to sobie właśnie na tym forum, bo cokolwiek napiszę jest przez niektórych interpretowane odwrotnie do zamierzeń. Czasami nie wiadomo jak napisać, żeby to było jednoznacznie odczytane. Kombinuję w tej materii jak potrafię, stąd czasami przydługie teksty, ale i to nie pomaga. Ręce opadają. Myślę, że to skutki propagandy w stylu Deschnera, który ma w tym temacie niezwykły talent. Ludzie uprzedzeni widzą w nas wrogów i chyba najgorszych na świecie drani...
>>Czy ja naprawdę wszystko muszę tłumaczyć kawę na ławę? >>ale jeśli Kościół głosi, że ten kto umiera w grzechu ciężkim idzie prosto do piekła, to tak trzeba wierzyć Przecież oczywistym jest, że dotyczy to katolików, a inni jak chcą.
> Dziękuję za kawę, dziękuję za ławę. Na szczęście nie jesteś jedynym katolikiem, z którym zdarzyło mi się wymieniać poglądy na tematy wiary. Gdybyś był jedynym, moje pojęcie o katolicyzmie byłoby karykaturą. Tutaj to już mnie obrażasz. Ja nie mam wpływu jak interpretujesz to, co napisałem, a staram się pilnować, aby nie pisać herezji.
>Mimo iż jestem ateistą ośmielę się, wbrew temu co napisałeś, powiedzieć: tak nie należy wierzyć. J.w.
>>a tu człowiek gardzi Bogiem > To godne ubolewania. Tylko, co to ma wspólnego z ateizmem? Ma i to bardzo dużo. Zresztą ateizm to szerokie pojęcie. Inaczej się ocenia kogoś, kto nie może poznać Boga, a inaczej apostatę. Jeśli jednak ktoś walczy z Bogiem, to jest raczej antyteistą, a taki co nie potrafi uwierzyć, ale nie ma nic przeciw jest niewierzącym. Niewierzący, który żyje w zgodzie z prawym sumieniem, jeżeli nie miał możliwości uwierzyć nie może być traktowany tak samo jak antyteista, to oczywiste. Dlatego napisałem, że musiałbym wszystko wykładać kawę na ławę. Ten temat nadaje się na traktat, a jak piszę tu, gdzie w wyobraźni widzę 30 gniewnych twarzy gotowych rozszarpać na kawałki to co napisałem, to zastanawiam się nad każdą literką, ale i tak nic to nie daje.
>W ramach rewanżu za kawę wytłumaczę Ci jak dziecku. Ateista nie wierzy w istnienie Boga. Nie może więc nim gardzić. Gardzi poprzez postawę, słowa, sposób życia. To może nie jest uświadomione, czy zawinione z jego strony, ale obiektywnie łamie Prawo. W świecie ludzkim nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności, ale Bóg jest sprawiedliwszy od prawodawstwa ludzkiego i patrzy w serce. Nam wierzącym jednak ciężko to znieść, bo straszliwie gorszycie nas i zarażacie letnich katolików swoimi pomysłami. Gdybyś widział jak obrzydliwe są w oczach świętych i kochających Boga wasze działania, słowa i myśli. Wasza drwina z najwyższych świętości, bardzo rani kochających je ludzi może byś zrozumiał gniew niektórych, co mniej cierpliwych apologetów. Ja jestem takim żołnierzem z Armii Pana zaprawionym w bojach i wiele okropieństw wojny widziałem, dlatego rozmawiam na tym forum, gasząc w sobie te negatywne uczucia, bo próbuję szukać tu ludzi, którzy nie wiedzą, co czynią. A ta wojna nie jest z wami, ale o was.
>>Nie rozumiesz, że karą jest decyzja? Kto odrzuca Boga nie może mieć pretensji, że Go odrzucił. Karą jest wybór takiej drogi. To dotyczy tych którzy grzeszą, czyli robią to świadomie. Jeżeli ktoś nie był nigdy wierzącym, to może nie wiedzieć, że grzeszył przeciw Bogu i nieświadomość zmniejsza jego osobistą winę, ale popełnione złe uczynki kogoś skrzywdziły, coś zniszczyły i ci ludzie czują się pokrzywdzeni.
> Dalej piszesz przecząc sobie : >>Kara musi być sprawiedliwa i z całą pewnością nie może być taka sama dla wszystkich. Bóg jest Sprawiedliwy, więc z całą pewnością kara będzie sprawiedliwa, adekwatna do winy. Do winy. Jeśli ktoś naprawdę nie wiedział co czyni i gdyby wiedział, nie uczyniłby tego, to nie może być sądzony niesprawiedliwie, ale gdyby po odkryciu zła swoich czynów nie żałował, to jak byś go ocenił. Zakład Pascala to trochę głupota jeśli człowiek miałby tylko robić to dla asekuracji, ale jeśli motywacją byłoby pragnienie wiary to można by się zastanowić, czy taki człowiek nie stał się wierzącym przez pragnienie.
> I dlatego dalej nie rozumiem. Wiara dająca zbawienie powinna być prawdziwa i nie jest to tylko intelektualne uznanie istnienia Boga, domaga sie decyzji i niezachwianego zaufania oraz zawierzenia Bogu (por. Jk 1, 6-8).
Jeżeli rzeczywiście jesteś niewierzącym, który nie może uwierzyć, pomimo szczerego pragnienia, to pozostaje tylko współczuć i modlić się za Ciebie. Jednak kto prosi otrzymuje, a kołaczącemu otworzą. Tego trzeba naprawdę chcieć.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Witam
>Jeżeli rzeczywiście jesteś niewierzącym, który nie może uwierzyć, pomimo szczerego >pragnienia, to pozostaje tylko współczuć i modlić się za Ciebie. Jednak kto prosi >otrzymuje, a kołaczącemu otworzą.
>Tego trzeba naprawdę chcieć.
Ha! I wiara jest racjonalna? Oddzieliem specjalnie ostatnie, NAJWAŻNIEJSZE zdanie Twojej wypowiedzi. Wiesz, przerabiałem to latami z mormonami. Wiem dziś, że to jest kwintesencja, ale nie jest to wszystko racjonalne. Nie może być! Natomiast scholastyka, czyli racjonalne próby podejścia do wiary nie ma dzisiaj racji bytu.
Lacho calad, drego morn
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>ale jeśli Kościół głosi, że ten kto umiera w grzechu ciężkim idzie prosto do piekła, to tak trzeba wierzyć >Przecież oczywistym jest, że dotyczy to katolików, a inni jak chcą.
Przecież oczywistym jest, że chodziło mi o zastosowany przez Ciebie okres warunkowy : "jeśli Kościół głosi (...) to trzeba wierzyć" Pozwól, że zatrzymam się w tym punkcie nieco dłużej. Po raz kolejny starasz się mnie do czegoś przekonać, podczas gdy ja chciałbym coś zrozumieć. W swoich staraniach przypominasz mi kiepskiego nauczyciela matematyki, który przedstawiając różne wersje dowodu słuszności twierdzenia Pitagorasa nie zauważa, że uczniowie nie rozumieją pojęć przyprostokątnej, przeciwprostokątnej czy kąta prostego. Po raz kolejny zamiast tłumaczyć, głosisz.
W swoich licznych postach deklarujesz, że chciałbyś poznać sposób myślenia i argumentację ateistów i agnostyków. Musisz się jednak liczyć z tym, że również oni poznają Twój sposób myślenia i Twoją argumentację. Oczywiście nie muszą one być reprezentatywne dla wszystkich katolików. Ale sądząc z Twojego wykształcenia, czy, jak wolisz, formacji duchowej, nie powinny one odbiegać zbyt daleko od poglądów większości katolików. Jeśli więc zgadzają się oni z tym, że "jeśli Kościół głosi (...) to trzeba wierzyć" to wybacz, ale wszelkie pretensje do racjonalności wiary są z gruntu nieuzasadnione.
>>W ramach rewanżu za kawę wytłumaczę Ci jak dziecku. Ateista nie wierzy w istnienie Boga. Nie może więc nim gardzić. >Gardzi poprzez postawę, słowa, sposób życia. To może nie jest uświadomione, czy zawinione z jego strony, ale obiektywnie łamie Prawo.
obiektywnie łamie Prawo. Prawo, którego być może nawet nie zna.
Jedną z bardziej przejmujących książek docierających do sedna sposobu myślenia jednostek będących świadomie (?) trybikami systemu totalitarnego jest książka Arthura Koestlera "Ciemność w południe". Jeśli jej nie czytałeś, to przeczytaj. W rozmowach toczonych przez śledczego Iwanowa z towarzyszem Rubaszowem argument o obiektywnych skutkach podjętych w dobrej wierze działań jest używany po wielokroć. Koniecznie przeczytaj i przemyśl. A potem 100 razy się zastanów zanim użyjesz podobnego argumentu ponownie.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | kontrast | Witam!
Późno już i jestem zmęczony. Placowniku, znów zaczynasz szukać haka. Czepiasz się słówek, bo założyłeś sobie, że Kościół stosuje metody manipulacyjne. To nie do końca jest tak jak myślisz. Jeżeli rzeczywiście takie metody da się wyłapać nie wynikają one z zamierzonej chęci ludzi Kościoła, ale raczej są wynikiem pewnego mocno utrwalonego w przeszłości systemu pedagogicznego. Dopiero od niedawna autorytety muszą ciężko zdobywać zaufanie. Atmosfera sceptycyzmu i nieufności do wszelkiej władzy jaka towarzyszy nam jako spadkobiercom czasów totalitarnych wylała się całkiem niesłusznie na Kościół, który nie zmienia tak szybko jak świat swojego języka i metod. Ja interesując się psychologią interprsonalną znam metody propagandy i błedy komunikacyjne, dlatego dostrzegam takie niedociągnięcia. Hierarchowie są otwarci na zmianę języka i rezygnację ze sztucznych autorytarnych postaw jakie stosowano w przeszłości. Młode pokolenie księży już nie grzmi z ambony i nie głosi patetycznych kazań, bo są mikrofony. Jednak ewolucja języka nie przebiega tak szybko jakby się chciało. Oczyszczenie ze sztuczności i metod kojarzących się z manipulacją jest potrzebne i Kościół oczyszcza się z takich skłonności. Jednak nie dokona się to z dnia na dzień, to mało realne. Bierzesz Placowniku Kościół za zwyką organizację i dlatego nie rozumiesz znaczenia Urzędu Nauczycielskiego i jego autorytetu. Problem jest trudny w prezentacji, bo są tu protestanci, którzy kontestują razem z ateistami i agnostykami katolicki model Kościoła. Mam swoją opinię w tej sprawie, ale dla dobra ekumenizmu wolę unikać tego tematu. Dla mnie pewne rzeczy są oczywiste i dziwię się, dlaczego inni tego nie widzą, ale nie będę na siłę przekonywał, to jest temat dla ludzi wierzących i katolików.
Mnie interesuje tu skąd bierze się ta wielka nieufność do wszystkiego u ateistów, a w trochę mniejszym stopniu u agnostyków. Nie chce mi sie wdawać w tłumaczenie trudnych rzeczy, gdy odrzucane są podstawy. To trochę jak budowanie od dachu. Nawet jeśli się chce poznać coś teoretycznie trzeba zachować porządek i uczymy się prawdy, a nie szukamy haka według własnych założeń. Mnie nie interesuje opinia katolików o agnostykach (mam opracowania i klasyfikację), ale agnostyków o sobie samych, ich oczami.
Pozdrawiam!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Wpisz się pod tym, bo inaczej nie zauważę.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | > Mogę sobie wyobrazić wszechmocnego Boga, który jest zły.Widzę, że już różne cechy przypisuje się Bogu nawet te miedzy soba sprzeczne  . Skoro Bóg jest stwórca wszechświata, to stworzył wszystkie prawa w tym prawo etyczne. Gdyby Bóg to prawo złamał, to prawo to byłoby w stanie Go osądzić, a więc byłoby "wyżej nad nim" (na wyższym poziomie niż On), czyli to nie On byłby Bogiem tylko to prawo. > Więcej rzeknę: co się rozglądnę dookoła to widzę jak wiele zjawisk Tobie przeczy. Jak o tym myślę staje mi przed oczami wielka fala zalewająca plaże pełne dzieci, czy też twarz Heydricha. Dlatego aż dziwne, że za dziwne uważasz, że Twoje wnioski wydają się dziwne wykształconym ludziom.  Zło niewątpliwie jest, ale to jest odrębny problem. W księdza Hioba nie ma żadnego wyjaśnienia dotyczącego niezawinionego cierpienia. "Jej główną myślą jest ta, że człowiek, który krytykuje Bozą sprawiedliwość, spotyka się Jego aprobatą, natomiast ortodoksyjni, pobożni ludzie, którzy manipulując tymi zasadami, starając się usprawiedliwic Boga, spotykają się z Jego Potepieniem"CS Lewis Dlatego ja nie będę usprawiedliwiać Boga. Chociaż nie widze powodu dlaczego człowiek niewinny ma nie cierpieć? Równie dobrze, w życiu doczesnym mógłby być przed nami i taki wybór: - możesz zachować niewinność, ale wtedy będziesz cierpieć, albo - możesz być zepsutym i wtedy bedzie Ci dobrze pytanie tylko co to zmienia?
|
|
|  | | plodzien (7378 punktów) | Witaj Tereso. > Widzę, że już różne cechy przypisuje się Bogu nawet te miedzy soba sprzeczne . Skoro Bóg jest stwórca wszechświata, to stworzył wszystkie prawa w tym prawo etyczne. Gdyby Bóg to prawo złamał, to prawo to byłoby w stanie Go osądzić, a więc byłoby "wyżej nad nim" (na wyższym poziomie niż On), czyli to nie On byłby Bogiem tylko to prawo.>Nie ma nic łatwiejszego niż łamanie praw etycznych. Wydaje mi się, że większe trudności miałby Bóg z łamaniem praw fizyki. > Zło niewątpliwie jest, ale to jest odrębny problem. W księdza Hioba nie ma żadnego wyjaśnienia dotyczącego niezawinionego cierpienia.>> "Jej główną myślą jest ta, że człowiek, który krytykuje Bozą sprawiedliwość, spotyka się Jego aprobatą, natomiast ortodoksyjni, pobożni ludzie, którzy manipulując tymi zasadami, starając się usprawiedliwic Boga, spotykają się z Jego Potepieniem"> CS LewisTo zastanówmy się 1. Ci pierwsi wiedzą, że gadki o Jego dobroci i sprawiedliwości to poza. Coś jak program partii politycznych w Polsce przed wyborami. Mając taką wiedzę nie liczą za bardzo na Jego dobroć i sprawiedliwość. Nie mając złudzeń - własnymi siłami kształtują własną przyszłość i z zewnątrz może wyglądać, że posiadają jego aprobatę. 2. Ci drudzy przyjmują na poważnie Jego oficjalny program i widząc, że życie go nie potwierdza, zadręczają się wymyślaniem powodów z serii "jak to możliwe???" Wpadają w rozterki, ręce zaczynają się im trząść. Po upływie dłuższego czasu osiągają, że tak powiem stan niestabilności psychicznej. Wtedy trudniej o sukces w tym życiu, za to łatwiej o rożnego rodzaju choroby. Słowem - wygląda, że spotykają się z Jego Potępieniem. 3. Doceniam celne spostrzeżenia Lewisa, ale ja wyróżniłbym jeszcze jedną - najgorszą postawę. Osobnicy skrajnie cyniczni znając okrutnego Boga - korzystają z tego z niewyobrażalną szkodą dla bliźniego. Choćby taki Noe. Pozdrawiam
|
|
| |  | | Teresa (2693 punktów) | >3. Doceniam celne spostrzeżenia Lewisa, ale ja wyróżniłbym jeszcze jedną - najgorszą postawę. Osobnicy skrajnie cyniczni znając okrutnego Boga - korzystają z tego z niewyobrażalną szkodą dla bliźniego. Choćby taki Noe.
Przyznaję, że nie rozumiem. To Bóg już nie może rozgniewać się na zło? Ile razy można usłyszeć, kiedy ludzie tak mówią: "Boże, jeśli jesteś, to, dlaczego nic nie zrobisz?". W micie o potopie przynajmniej Bóg coś zrobił, żałował, że stworzył człowieka. Ostatnio słyszy się o przypadkach dzieci zmaltretowanych przez własnego rodzica i od razu narzuca się pytanie, dlaczego Bóg, jeśli istnieje, na to pozwala a nie walnie, np. piorunem!??
Być może wszyscy zasługujemy na piekło. I być może tylko nieskończona miłość mogła dojść aż do takiego czynu miłości do nas jak wcielenie. To tak a propos tego, czy nieskończona miłość, czyli Bóg, którego daje nam filozofia jest Bogiem z ST i NT.
|
|
| | |  | | plodzien (7378 punktów) | Witaj Tereso. >>3. Doceniam celne spostrzeżenia Lewisa, ale ja wyróżniłbym jeszcze jedną - najgorszą postawę. Osobnicy skrajnie cyniczni znając okrutnego Boga - korzystają z tego z niewyobrażalną szkodą dla bliźniego. Choćby taki Noe.> >Przyznaję, że nie rozumiem. To Bóg już nie może rozgniewać się na zło >Ile razy można usłyszeć, kiedy ludzie tak mówią: "Boże, jeśli jesteś, to, dlaczego nic nie zrobisz?".> >W micie o potopie przynajmniej Bóg coś zrobił, żałował, że stworzył człowieka.>
Eee. To próba usprawiedliwienia masowego zabójcy. Bóg wszechmocny i wszechwiedzący mógł ukarać przecież tylko zdeprawowanych. W głowie mi się nie mieści, że wszyscy oprócz rodziny Noego byli źli. Czy nie byłoby sprawiedliwiej, gdyby np. jakieś anielskie einsatzgruppen likwidowały tylko winnych naruszania boskiego porządku zamiast zatapiać wszystkich z dziećmi włącznie? Jeśli zakładasz, że te wydarzenia miały miejsce, to był to pierwszy w historii hiperholokaust. Gdyby człowiek miał boską moc, Jahwe siedziałby w Norymberdze obok Goeringa.
>Ostatnio słyszy się o przypadkach dzieci zmaltretowanych przez własnego rodzica i od razu narzuca się pytanie, dlaczego Bóg, jeśli istnieje, na to pozwala a nie walnie, np. piorunem!? Konkretnie w tego rodzica? Jeszcze pół biedy. A jakby mu znowu przyszło do głowy wszystkich potopić?
>Być może wszyscy zasługujemy na piekło.>
Skoro jesteśmy tacy jak Noe to być może. Ten człowiek jest dla mnie symbolem tchórzliwego wykonawstwa woli brutalnej siły. To model ucieleśniony później w takich osobnikach jak Beria czy Himmler.
Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Teresa (2693 punktów) | > Eee. To próba usprawiedliwienia masowego zabójcy. Bóg wszechmocny i wszechwiedzący mógł ukarać przecież tylko zdeprawowanych. W głowie mi się nie mieści, że wszyscy oprócz rodziny Noego byli źli. Czy nie byłoby sprawiedliwiej, gdyby np. jakieś anielskie einsatzgruppen likwidowały tylko winnych naruszania boskiego porządku zamiast zatapiać wszystkich z dziećmi włącznie?Może Cię to zdziwi, ale wszyscy prócz Noego byli źli. Nie ma też wzmianki o żadnych dzieciach. Przypadek dzieci w ogóle nie jest wzięty pod uwagę w tej opowieści. Być może tamci ludzie przez 20 lat w ogóle nie mieli dzieci?  Tutaj raczej trzeba postawić pytanie, jaki to jest gatunek literacki: czy to jest powieść realistyczna czy mit? Naszym zdaniem to jest mit. Jego wymowa jest taka, że wszyscy ludzie grzesząc zasłużyli na śmierć. I tylko ze względu na jedynego sprawiedliwego (Jezusa), mogą żyć. > Konkretnie w tego rodzica? Jeszcze pół biedy. A jakby mu znowu przyszło do głowy wszystkich potopić?No właśnie bardzo ciekawa jest puenta tej opowieści: "21 Gdy Pan poczuł miłą woń, rzekł do siebie: «Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości1. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem. 22 Będą, zatem istniały, jak długo trwać będzie ziemia: siew i żniwo, mróz i upał, lato i zima, dzień i noc»."online.biblia.pl/rozdzial.php?id=8Z tego wynika, że nie musimy się bać, że walnie w nas jakaś kometa, itp., Chociaż dziwne, ze twórcy filmów s-f jakoś nie biorą sobie tego do serca  . > Skoro jesteśmy tacy jak Noe to być może. Ten człowiek jest dla mnie symbolem tchórzliwego wykonawstwa woli brutalnej siły. To model ucieleśniony później w takich osobnikach jak Beria czy Himmler.Hmmm, jak to się mówi: kołderka jest zbyt krótka. Bo z jednej strony, kiedy dzieje się coś złego to mówi się "Boże, jeśli jesteś, to, dlaczego nic nie zrobisz" a jak już "coś zrobi" to też jest źle i jest porównywany do Himmlera. To w końcu ma karać czy nie?
|
|
| | | | |  | | plodzien (7378 punktów) | > Może Cię to zdziwi, ale wszyscy prócz Noego byli źli. Nie ma też wzmianki o żadnych dzieciach. Przypadek dzieci w ogóle nie jest wzięty pod uwagę w tej opowieści. Być może tamci ludzie przez 20 lat w ogóle nie mieli dzieci? Tutaj raczej trzeba postawić pytanie, jaki to jest gatunek literacki: czy to jest powieść realistyczna czy mit?> Naszym zdaniem to jest mit. Jego wymowa jest taka, że wszyscy ludzie grzesząc zasłużyli na śmierć. >Moim zdaniem także. "Rozchodzi" się Tereso o "naszym zdaniem" . Nawet na tym forum znajdziesz ludzi, dla których potop nie jest mitem. > >Konkretnie w tego rodzica? Jeszcze pół biedy. A jakby mu znowu przyszło do głowy wszystkich potopić?> No właśnie bardzo ciekawa jest puenta tej opowieści:> "21 Gdy Pan poczuł miłą woń, rzekł do siebie: «Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości1. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem. 22 Będą, zatem istniały, jak długo trwać będzie ziemia: siew i żniwo, mróz i upał, lato i zima, dzień i noc»."> online.biblia.pl/rozdzial.php?id=8>> Z tego wynika, że nie musimy się bać, że walnie w nas jakaś kometa, itp., Chociaż dziwne, ze twórcy filmów s-f jakoś nie biorą sobie tego do serca .>Ani Schumaker, ani Levi, ani też mnóstwo innych badaczy. Oni przytoczoną przez Ciebie deklarację Boga traktują z przymrużeniem oka. Nic dziwnego, skoro na temat przyszlośći naszej planety Bóg kłamie albo jej nie zna. Bo Tereso - mróz i upał będą na Ziemi do końca, ale pod koniec jej istnienia nie będzie siewu i żniw! > >Skoro jesteśmy tacy jak Noe to być może. Ten człowiek jest dla mnie symbolem tchórzliwego wykonawstwa woli brutalnej siły. To model ucieleśniony później w takich osobnikach jak Beria czy Himmler.>> Hmmm, jak to się mówi: kołderka jest zbyt krótka. Bo z jednej strony, kiedy dzieje się coś złego to mówi się "Boże, jeśli jesteś, to, dlaczego nic nie zrobisz" a jak już "coś zrobi" to też jest źle i jest porównywany do Himmlera. To w końcu ma karać czy nie?  >
|
|
| | | | | |  | | plodzien (7378 punktów) | Coś źle zrobilem i "się wyslalo" zanim skończylem pisać. > >>Skoro jesteśmy tacy jak Noe to być może. Ten człowiek jest dla mnie symbolem tchórzliwego wykonawstwa woli brutalnej siły. To model ucieleśniony później w takich osobnikach jak Beria czy Himmler.>> >Hmmm, jak to się mówi: kołderka jest zbyt krótka. Bo z jednej strony, kiedy dzieje się coś złego to mówi się "Boże, jeśli jesteś, to, dlaczego nic nie zrobisz" a jak już "coś zrobi" to też jest źle i jest porównywany do Himmlera. To w końcu ma karać czy nie?  > >  Tereso! Z Berią i Himmlerem chodziło mi o Noego - wykonawcę a nie o samego Boga. O Noego - symbol postawy z powodu której w historii ludzkości zawsze istnieć będą plutony egzekucyjne. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | Cieślański (994 punktów) |
No właśnie bardzo ciekawa jest puenta tej opowieści: >"21 Gdy Pan poczuł miłą woń, rzekł do siebie: ŤNie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości1. co żyje, jak to uczyniłem. 22 Będą, mróz i upał, lato i zima, dzień i nocť."
Drodzy państwo. Przecież w tym cytacie mitu, wyraźnie jest napisane, że chciwy bóg, morderca licznych niewinnych, zwolennik typowo faszystowskiej odpowiedzialności zbiorowej, wymordował ludzkość, (dla urojonego wszechmogącego to małe piwo) z własnej chciwości dla tych darów i smakowitych ofiar, składanych przez łatwowiernych wiernych, które mu tak miło pachniały, a które będą >zatem istniały, jak długo trwać będzie ziemia: siew i żniwo,
>Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, Pewnie, zgładził tylko tych nieposłusznych, każdego kto mu ofiar nie składał i po prostu "nie kadził". Należy podejrzewać, że większość społeczeństwa mu się zbuntowała, więc wszechmocny wymienił nieodpowiednie społeczeństwo, na nowe, to w religijnych systemach totalitarnego wyzysku i ucisku jest pochwały godne i za prawde typowe. Gdyby zgładził wszystkich, to nie miałby go kto wielbić i składać ofiarnych darów miło pachnących. Czułby się nie doceniony. Nie mając licznych rzeszy, przymusowych kościelnych wielbicieli, czułby się nikim, zwłaszcza przy niedzieli. Po to stworzył ludzi, aby go wielbili, poprawiali jego samopoczucie i nieskończenie słabe ego.
Mit jest tylko świadectwem sposobu wymuszania danin materialnych przez kapłanów, czarowników i innych szamanów religijnego wyzysku, a biedny wyzyskiwany łatwowierny ludek, topi się, umiera z głodu i chorób, świetując cudze, narzucone, święta, najczęściej o suchym pysku.
bóg jest oszustwem
|
|
| zima (560 punktów) | >Bóg nie może być kimś takim jak krasnoludek, jest >bardziej jak atom tylko, że nie można Go zobaczyć. Istnienie atomu można udowodnić. Z Bogiem jest trudniej niz z krasnoludkami (chyba, że przyjmiemy za jedną z mitologii, że bogowie mogą być jednocześnie krasnalami). > >Przede wszystkim trzeba pamietać, o tym, że Bóg jest >stwórcą świata. Nazwijmy boga o takiej cesze Kreatorem, żeby później było wiadomo, że do niego się odnosimy. > >Jeśli się dobrze nad tym zastanowić to wynikają z tego >następujące Jego cechy: Spróbujmy się temu przypatrzeć. >- moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu musi >być nieskończona, ponieważ pomiędzy nicością a >najmniejszym, bytem istnieje nieskończona przepaść, Jasne. Tyle, że z nieskończonościami jest tak, że jedna drugiej nie równa. Przykład z matematyki: jest nieskończenie wiele liczb naturalnych, ale nijak się to ma do liczb zespolonych, których też jest nieskończenie wiele, a jednak jest problem, gdy spróbujesz opisać zespolone naturalnymi. Jakby tych naturalnych nie starczało. Dziwne nie. Albo z fizyki: obiekt mający masę spoczynkową nie da się rozpedzić do prędkości światła choćbyśmy użyli nieskończonej energii. Tak ten świat jest skonstruowany, że posiada ograniczenia nawet dla nieskończoności. >- skoro siła ta jest nieskończona to musi być On istotą >niczym nieograniczoną, Znów sięgnę do matematyki: Na osi x matematyk może wyznaczyć odcinek . Zgadnij ile w nim jest liczb rzeczywistych. Nieskończoność! A jednak to bardzo ograniczony odcinek. Fizyka kwantowa mówi o niemożliwości jednoczesnego pomiaru prędkości i położenia cząstki. Ograniczenie, którego nie można w tym świecie minąć żadną mocą. >- ponieważ nieświadomość jest bardziej ograniczona od >świadomości, a wola jest czymś wyższym od bezwoli, duch >jest czymś wyższym (mniej ograniczonym) od materii (bo nad >nią panuje): to musimy przypisać Bogu te cechy które >świadczą o "pełni bytu", a więc musi mieć On wolę, >świadomość i być duchem. Eeeee. Czym jest ograniczona nieświadomość? Ograniczenia świadomości potrafiłbym podać, ale nieświadomości już nie. Mówiąc o woli i bezwoli trzeba by się odnieść do czegoś konkretnego. Bo tak się zastanawiałem czy bakterie mają wolę będąc czymś na kształt biologicznych robotów. I wyszło mi, że mają- wolę przeżycia. Wirusy zreszta też- wole kopiowania się. Duch panuje nad materią? Pewnie biedne ufoki mieszkające blisko gwiazd zmieniających się na ich oczach w supernowe mają inne zdanie. O ile oczywiście owo zdanie zdąży pojawić się w ich głowach nim promieniowanie ich zabije. Duch może panować co najwyżej nad puszczaniem bąków, a i to nie zawsze. >- musi być też nieskończonym Dobrem. Kreator tworzący świat, w którym może zaistnieć zło rzeczywiście musi być nieskończonym dobrem, a przy okazji skończonym idiotą. > Jest tak,dlatego, że zło jest zawsze tylko pewnym brakiem albo odstępstwem od zasady etycznej. Jeśli Bóg jest Stwórca świata, to jest zasadą wszystkich zasad także zasad etycznych, a więc nie może być w nim braków. A więc i zasadą zasady zła. Jak nic. >- skoro jest nieskończonym Dobrem to jest też nieskończoną miłością, To zależy od definicji słowa miłość. Ja tam słyszałem o miłościach- zazdrosnych, mściwych, zbrodniczych... Kto je stworzył? >- z tego też wynika, ze wola Boga nie może chcieć zła. Może nie chciał, ale co mu wyszło to już inna sprawa. Zresztą dobrymi chęciami piekło wybrukowane. To musiała być pełnia ironii, to stworzenie piekła. > >To aż dziwne, że wykształconym ludziom tak proste >rozważania są aż tak obce. Nic nie poradzę. Bóg mnie takiego stworzył (co prawda może nie bezpośrednio, ale przecież musiał sobie zdawać sprawę z konsekwencji już na samym poczatku. A może był zbyt ograniczony na to?) >Nie można go widzieć jak atomu, bo jest duchem, nie można >też obliczyć prawdopodobieństwa jego wystąpienia, ponieważ >jego istnienie nie jest losowe. Ok. Mnie stworzył po to, bym miał watpliwości, co do jego istnienia. Niech bierze winę za moje zachowanie na siebie. PS. Życie jest piękne.
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | Zimo, kiedy czytam Twoje wypowiedzi to staje się to dla mnie zrozumiałe, dlaczego tak wielu ludzi było przeciw stosowaniu logiki/filozofii do religii, po prostu ze względu na niebezpieczeństwo wychowania herezji! > Duch panuje nad materią? Pewnie biedne ufoki mieszkające blisko gwiazd zmieniających się na ich oczach w supernowe mają inne zdanie.Ewidentnie w człowieku materią rządzi duch mimo, ze mowic brutalnie jest on w ciele przeznaczonym na zgnicie, nawet na placu boju liczy się tylko to, kto ile ducha wykaże, ile wytrwałości, itd. > >- musi być też nieskończonym Dobrem.> Kreator tworzący świat, w którym może zaistnieć zło rzeczywiście musi być nieskończonym dobrem, a przy okazji skończonym idiotą.A może aż tak Bóg ceni wolność? Człowiek poza rozumem ma też wolną wolę. Czy bylibyśmy naprawdę wolnymi gdybyśmy nigdy nie mogli zrobić nic złego? > >To aż dziwne, że wykształconym ludziom tak proste> >rozważania są aż tak obce.> Nic nie poradzę. Bóg mnie takiego stworzył (co prawda może nie bezpośrednio, ale przecież musiał sobie zdawać sprawę z konsekwencji już na samym poczatku. A może był zbyt ograniczony na to?)Biedactwo! Św. Augustyn, czołowy teolog katolicki napisał, ze: "Nie byłoby żadnego zgoła zła, jeśliby zmienna natura, chociaż dobra i ustanowiona przez najwyższego Boga i niezmienne Dobro jako Stwórcę wszystkich dóbr, sama sobie nie przyczyniła zła przez dopuszczenie się grzechu. Lecz grzech ten jest zarazem świadectwem przekonującym naturę, że została stworzona jako dobra."Zimo, zapominasz o wolnej woli, człowiek mógł nie grzeszyć. Skoro już ten temat poruszyłeś to wyjaśniam, że wg chrz. świat bezpośrednio po stworzeniu przez Stwórcę był doskonały. Sytuacja się zmieniła po grzechu pierworodnym -to jest grzech pojęty jako wynik ryzyka Boga, ponieważ Bóg chciał wolności dla człowieka. Grzech pierworodny jest powodem cierpienia, spowodował też zmiany w świecie. Rozwiązaniem jest przyjęcie cierpienia Boga, tzn. że akt stworzenia był aktem miłości i zdecydowania się Boga na cierpienie, zgodą na ukrzyżowanie Boga. Poza tym to nie jest takie proste. O ile wiem to w przypadku Boga jest nieco inaczej: On nie poznaje czegoś co istnieje, tylko coś istnieje dlatego, że Bóg to poznaje. Istniejesz dlatego, że Bóg Cię poznaje.  > Ok. Mnie stworzył po to, bym miał watpliwości, co do jego istnienia. Niech bierze winę za moje zachowanie na siebie.Zimo, po raz kolejny zapominasz o tym, że masz wolną wolę - możesz: wierzyć albo nie wierzyć. Mimo to On już wziął winę za Twoje zachowanie na siebie ... umarł za Ciebie na Krzyżu, został za Ciebie ukrzyżowany. Ale nawet On nie zbawi Cię "na siłę". Clive Staples Lewis, nawrócony ateista, filozof, pisarz, wykładowca literatury średniowiecznej i renesansowej w Cambridge, autor Opowieści z Narni, napisał, że: "Ostatecznie ludzie dzielą się tylko na dwie kategorie: tych, którzy mówią Bogu "bądź wola Twoja" i tych, do których Bóg powie na końcu: "bądź wola Twoja".
|
|
| Balkowski (5685 punktów) | > Nie można go widzieć jak atomu, bo jest duchem, nie można> tez obliczyć prawdopodobieństwa jego wystąpienia, ponieważ> jego istnienie nie jest losowe.Rozumiem że autorce chciałaby powiedzieć że prawdopodobieństwo tego (jako zdarzenia pewnego) jest równe jeden, a nie że nie da się obliczyć? To nie jest żadna wyższa matematyka, a szkoła średnia... Pewnie zaraz ktoś odpowie że się czepiam szczegółów... niestety diabeł tkwi w szczegółach, no a w świetle tego co napisałaś jego istnienie też chyba uważasz za pewne  ? No i tu wracamy to problemu który poruszył kiedyś kontrast o "naukowym języku" - z tym że tutaj chodzi już nie o żaden język, a o poprawność. I nie chodzi mi o to żeby każdy z dyskutantów znał podstawy fizyki kwantowej czy teorii prawdopodobieństwa... ale jeśli ich nie znasz, to nie używaj terminów które jak widać niekoniecznie używasz prawidłowo. W końcu ile razy można się domyślać o co naprawdę w tekście chodzi? Jak widzę część dyskutantów to robi, próbując dociec o co naprawdę chodzi, co niestety często sprowadza się nieomal do napisania tekstu od nowa. Druga część bierze słowa autora za dobrą monetę i bierze się do polemiki, która zwykle jest długa i uparta, bo dyskutują z tym co jest napisane, a to o co naprawdę autorowi chodziło wychodzi powoli i w wielkich trudach. Zresztą i tak dobrze jeśli się autor w międzyczasie nie obrazi o to że nie zgadłeś od razu o co mu chodziło i nie stwierdzi że z tego powodu sam jesteś ignorantem i nie widzisz rzeczy oczywistych.
|
|
| Maciek (50 punktów) | Dla Kontrastu i Tereski wszystko jest jasne i oczywsite, my ciemni nie wierzymy, oni jakże mądrzy i inteligentni wierzą, przecież to oczywiste To coś jak sytuacja, w której powiesz "bóg nie istnieje", obrażasz uczucia religijne wyżej wymienionych, a jak oni mówią "bóg istnieje" to wszystko jest ok. Może i my się myslimy, ale przynajmniej nie jesteśmy tak próżni i zaślepieni... Potrafimy zwątpic, ażeby sprawdzić czy mamy racje, żeby poszerzyc horyzonty, Oni są raczej tego pozbawieni, innego wytłumaczenia nie widze. Wybaczcie mi niewiernemu
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) | Witaj! Jak widzę już masz gotowe odpowiedzi na wszystko i jak jasnowidz wiesz, co myślimy. Zarzucasz nam, że uważamy niewierzących za głupków, gdy dziwimy się tylko, ze można nie widzieć tak oczywistych zależności. Wszystkie inne rzeczy jakie postrzegamy, a które są neutralne, akceptujecie bez zastrzeżeń, choć używamy tych samych władz umysłowych. > Dla Kontrastu i Tereski wszystko jest jasne i oczywsite, my ciemni nie wierzymy, oni jakże mądrzy i inteligentni wierzą, przecież to oczywiste Dla nas oczywiste i widoczne jak na dłoni, bez specjalnego wysiłku, czy wytężania umysłu, aby coś udowadniać na siłę. Jeśli nawet osoby upośledzone umysłowo, dostrzegają takie zależności i to czasami w sposób zaskakujący, to świadectwo, że jest to coś oczywistego. > To coś jak sytuacja, w której powiesz "bóg nie istnieje", obrażasz uczucia religijne wyżej wymienionych, a jak oni mówią "bóg istnieje" to wszystko jest ok.Ciekawe porównanie, ale jeśli byłaby to jedynie opinia ateistów, którą zachowują dla siebie nie wołałby nikt, że obrażacie. Jeśli jednak ktoś wychodzi z takich przesłanek i robi profanację krzyża świadomie drażniąc wierzących, to już inna sprawa. > Może i my się mylimy, ale przynajmniej nie jesteśmy tak próżni i zaślepieni...To jest już inwektywa pod naszym adresem. > Potrafimy zwątpic, ażeby sprawdzić czy mamy racje, żeby poszerzyc horyzonty,To mi przypomina branie narkotyków, aby sprawdzić jak to jest. Czym innym jest wątpliwość poznawcza, a czym innym apostazja. Różnica jest rzekłbym przepastna. > Oni są raczej tego pozbawieni,Nie robimy farsy z wiary. > innego wytłumaczenia nie widze. Wybaczcie mi niewiernemu Może trzeba głebiej pomyśleć. Jeśli jesteśmy tak radykalni i nieustępliwi, to dlatego, że wierzymy, bo jesteśmy przekonani, a nie zindoktrynowani jak w podtekście zarzucasz. Wolę eksperymentować na królikach niż na sobie samym  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
|  | | Maciek (50 punktów) | ehh.. jak ja nie lubie dyskutować na forum, za dużo trzeba pisać... Widzisz Kontraście mój drogi, rozchodzi się o to, że piszesz, że nie potrafimy zauważyć spraw dla Ciebie i Tereski i wielu innych tak oczywistych, ale czy te same sprawy wydały by Ci się tak oczywiste, gdybyś wychował sie w np. rodzinie protestanckiej, arabskiej czy ateistycznej? Gdyby w szkole nie było "naszej" religii ( nasz w sensie taka jaką mamy w szkołach Polskich)? Nie wydaje mi się. Wiele osób doszło do tak oczywistych dla nich prawd np buddyjskich itd. Oni też się mylą? Onie też nie potrafią dojść do Twoich oczywistości, chyba musieli się umówić  :D heh Twoje argumenty i Tereski dla mnie są tylko przypuszczeniami, podpartymi silną wiarą i są traktowane jako dowody na siłę. Co do wystepowania przeciwko krzyżowi i t.d. , nie ja sie w to nie bawie. Toleruje Was, Wy dajcie spokój i mnie, nie próbojcie "nawracać" na siłę. Już to przerabialiście w historii, ale jak widać wyciąganie wniosków jest trudniejsze od "przepraszam". Miłego dnia Kontraście. P.S co do mojego ograniczenia, wierz mi, że często rozważam również, czy może Wy nie macie racji...
|
|
| |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witaj! > ehh.. jak ja nie lubie dyskutować na forum, za dużo trzeba pisać... Widzisz Kontraście mój drogi, rozchodzi się o to, że piszesz, że nie potrafimy zauważyć spraw dla Ciebie i Tereski i wielu innych tak oczywistych, ale czy te same sprawy wydały by Ci się tak oczywiste, gdybyś wychował sie w np. rodzinie protestanckiej, arabskiej czy ateistycznej? Gdyby w szkole nie było "naszej" religii ( nasz w sensie taka jaką mamy w szkołach Polskich)? Nie wydaje mi się. Wiele osób doszło do tak oczywistych dla nich prawd np buddyjskich itd. Oni też się mylą? Onie też nie potrafią dojść do Twoich oczywistości, chyba musieli się umówić :D hehTo kolejne wcielenie zasłony dymnej jakie tu niektórzy stosują. Może jest to nieświadome, bo takie hasła głoszą z uporem maniaka w kolorowych pismach propagatorzy NA i stało się powszechne. Ja jestem na to uczulony. Wychowałem się w rodzinie mało aktywnej katolicko, ojciec prawdopodobnie był agnostykiem, choć tego nie mówił, więc raczej nie byłem mocno "zindoktrynowany" a z katechez na plebani za komuny nic nie pamiętam. Do Kościoła wróciłem po kilku latach ostrego błądzenia i chyba nie był to powrót, a raczej świadome wejście, bo wcześnij było to płytkie i bezrefleksyjne. Jeśli w dniu bierzmowania grałem z kolegami w karty w kościele nie nazwiesz chyba takiej wiary poważną. Dlatego odwoływanie się do indoktrynacji jest słabym argumentem. Już po powrocie do Kościoła jeszcze kilka lat wyzbywałem się uprzedzeń do księży, zakonnic itd. i wielu głupot jakie nabiłem sobie do głowy. > Twoje argumenty i Tereski dla mnie są tylko przypuszczeniami, podpartymi silną wiarą i są traktowane jako dowody na siłę.A nie pomyślałeś kolego, że może być odwrotnie i to niewierzący na siłę udowadniają, że nie ma Boga, a brak dowodu uznają za dowód? Sam wątpiłem przez jakiś czas, ale był to najgorszy okres w moim życiu i doskonale znam te argumenty i mechanizmy obronne. Przeprowadziłem wiele rozmów z niewierzącymi i zauważyłem, że panicznie boją się uwierzyć, jest to zadziwiający lęk. Spotykałem mistrzów strategii mających logikę w małym palcu dziwacznie reagujących na choćby wspomnienie o Bogu, czy to normalne? Ateiści zabezpieczeni jak dobry system z kilkoma firewallami i antywirusami. Dla mnie to jest większym dowodem niż te argumentacje Teresy, czy moje. > Co do wystepowania przeciwko krzyżowi i t.d. , nie ja sie w to nie bawie. Toleruje Was,Łaskawca  ... > Wy dajcie spokój i mnie, nie próbojcie "nawracać" na siłę.Chciałbym zaznaczyć, że nasze wypowiedzi na tym forum są zwykle odpowiedziami na zarzuty i pytania. Jeżeli nie chcesz wiedzieć to nie zaczepiaj i nie pytaj (to tak do wszystkich). Ja wolałbym teraz się zdrzemnąć, albo pograć w głupią gierkę, ale siedzę i odpowiadam, bo jak nie odpowiem, to powiesz, że Cię zlekceważyłem, czy podobne rzeczy. > Już to przerabialiście w historii, ale jak widać wyciąganie wniosków jest trudniejsze od "przepraszam".I znowu oskarżanie o historię?... Może tak wspomnimy Rewolucję francuską, październikową, hiszpańską i inne zbrodnie ateistów jeśli mamy powoływać się na historię, ciekawe kto by na tym wyszedł lepiej? To naprawdę wkurzające jak ciągle ktoś powtarza te same rzeczy. > P.S co do mojego ograniczenia, wierz mi, że często rozważam również, czy może Wy nie macie racji...  Szukaj prawdy i ją rozważaj, a jestem spokojny, że zrozumiesz o co toczy się tu gra. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | Cieślański |
Podziwiam cię Kontraście za spostrzegawczość. Na pierwszy rzut oka myślałem, (wyzmam ci jak pobożny mąż katolickiemu chłopu), że piszesz o uprzedzeniami urojonych rzeczach, które ty widzisz w tekście Maćka a inny nie dostąpili tej łaski religijnego mikroskopu. Lecz zwracam honor przyjacielu, po tym jak sobie przypomniałem, że jest Was w Tobie co najmniej, wielu.
>próżni i zaślepieni... >To jest już inwektywa pod naszym adresem. Fakt, nie wypróżnieni i quasi-ślepi brzmi wiary godniej i znacznie lepi.
>Nie robimy farsy z wiary. Bo to by było marnotrawienia łaski pańskiej. Wy poprostu robicie z wiary -forsę.
|
|
| | | |  | | Kontrast (1042 punktów) |
Szkoda gadać...
|
|
 | | Teresa (2693 punktów) | > Potrafimy zwątpic, ażeby sprawdzić czy mamy racje, żeby poszerzyc horyzonty, Oni są raczej tego pozbawieni, innego wytłumaczenia nie widze. Wybaczcie mi niewiernemu To bardzo budujące, ale w przypadku Boga "zwątpienie ażeby sprawdzić czy mamy racje", nie ma najmniejszego sensu, bo żeby sprawdzić czy On istnieje trzeba umrzeć.
|
|
| Azazel (4 punktów) | Więc skąd sie wzięło zło?? Może puszeczka pandory bądź biblijny bunt aniołów. Stwarzając co dobre musiał przecież stworzyć zło bo z nikąd sie nie wzięlo. Może poprostu lekko się przeliczył? Nie można patrzeć tak jednostronnie, śmieszne wygaje się stwierdzenie >z tego też wynika, ze wola Boga nie może chcieć zła. Przecież jest wszechmocny może chciec wszystko
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Musiałbym od nowa wszystko tłumaczyć, żeby odpowiedzieć bez dalszych pytań, które robią sie schematyczne. To tylko jeszcze mocniej mnie motywuje do napisania jakiegoś opracowania na ten temat, aby nie powtarzać się. Poczytaj inne moje odpowiedzi... > Więc skąd sie wzięło zło??Zadajesz podwójne pytanie, ale już narzucasz dalej odpowiedzi, na które jak sądzę masz przygotowane gotowe haki  Zło jest nieporządkiem, buntem, chaosem, zepsuciem itd. Na to co jest dobre, a co złe nie tak łatwo odpowiedzieć, to zależy od perspektywy. Dla bandyty złe będzie więzienie, a dla ofiar sprawiedliwością i podobne rzeczy. Buntownicy będą złem nazywać władzę, która chroni przed nimi system, a władza dobrem walkę z nimi itd. Podobna sytuacja jest z powstaniem zła, który jak wykazuje prosta obserwacja życia rodzi się z buntu jednostki. Podobnie sprawa musiała wyglądać w świecie stworzonym przez Boga. Mówimy tu jednak o złu, które jest świadomym działaniem, bo jakichś ślepych sił które są konieczne dla istnienia harmonii w przyrodzie nie bierzemy tu pod uwagę. > Może puszeczka pandory bądź biblijny bunt aniołów.Trzeba wierzyć w Boga i w Objawienie, aby uznać rolę aniołów, więc dyskusja na ten temat jest pusta z niewierzącymi, którzy nie przyjmują istnienia Boga. > Stwarzając co dobre musiał przecież stworzyć zło bo z nikąd sie nie wzięlo.Ktoś obdarzony świadomością i wolnością niezależną od Boga mógł się zbuntować i narobić bałaganu. Bóg musiałby go unicestwić i wszystko naprawiać. No oczywiście mógł stworzyć bezrozumne istoty, którymi by się bawił jak lalkami, ale wtedy by nie było tej rozmowy. Jeśli stworzył byty świadome, wolne (aby decydować o sobie), to będąc Dobrym musiał pozwolić im żyć i samostanowić o swoim losie. Tu jest pośrednio przesłanka przemawiająca za Wszechwiedzą Boga. > Może poprostu lekko się przeliczył?Nie przeliczył się, wiedział, że Jego stworzenia się zbuntują, ale nie wszystkie i dlatego nie zrezygnował z budowy świata. Zło i bunt zostaną pokonane ostatecznie. Ale te wyjaśnienia wchodzą już na teren Objawienia i soteriologii. Najpierw trzeba uwierzyć w Boga, jeśli ateista nie przyjmuje Objawienia to siłą rzeczy takie tłumaczenia pójdą w pustkę. Trzeba uwierzyć w Objawienie i dopiero potem można wyjaśniać problemy. Gdy ktoś odrzuca istnienie Boga, kpi z Objawienia, to odcina się całkowicie od źródła i pozostanie co najwyżej na poziomie agnostycyzmu, czy deizmu. > Nie można patrzeć tak jednostronnie, śmieszne wydaje się stwierdzenie> z tego też wynika, ze wola Boga nie może chcieć zła.To są wnioski dedukcyjne, ale tak naprawdę wszystko co tu piszemy, to tylko próba przekonania do istnienia Boga i określenia Go na podstawie śladów jakie zostawił. Bez Objawienia to tylko idea Boga, która niczego człowiekowi nie daje poza hipotezą, czy teorią Boga. > Przecież jest wszechmocny może chciec wszystkoMoże, ale gdyby chciał sobie samemu szkodzić niszcząc własne dzieła i buntując się przeciw sobie samemu, byłby dziwakiem. Dziwactwo jak wiemy z doświadczenia jest wynikiem zaburzeń i stanem nienormalnym. Skoro zakładamy, że jest nieskończenie doskonały dziwnym byłoby, aby zachowywał się niedoskonale i chciał tego. Nie jest mechanizmem, czy modelem jak by chcieli niektórzy, więc mógłby, ale jest to mało prawdopodobne. Tymi pytaniami pobudzili mnie tu adwersarze do pogłębionej refleksji na temat artybutów Boskich. Bardzo dużo ciekawych rzeczy można tu wydedukować. Nie zastanawiałem się nigdy tak głęboko nad tym tematem. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
|  | | Gosia (9452 punktów) | >Witam! >Musiałbym od nowa wszystko tłumaczyć, żeby odpowiedzieć bez dalszych pytań, które robią sie schematyczne. To tylko jeszcze mocniej mnie motywuje do napisania jakiegoś opracowania na ten temat, aby nie powtarzać się. Poczytaj inne moje odpowiedzi...>
Poczytałam...I przyszedł mi na myśl ksiądz prof.M.Czajkowski: "Cieszę się, gdy ktoś jest blisko Boga, ale lękam się,gdy staje się zbyt pewnym siebie rzecznikiem Pana Boga wobec innych". Pozdrawiam.
|
|
| |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! >>Musiałbym od nowa wszystko tłumaczyć, żeby odpowiedzieć bez dalszych pytań, które robią sie schematyczne. To tylko jeszcze mocniej mnie motywuje do napisania jakiegoś opracowania na ten temat, aby nie powtarzać się. Poczytaj inne moje odpowiedzi...> >Poczytałam...I przyszedł mi na myśl ksiądz prof.M.Czajkowski: >"Cieszę się, gdy ktoś jest blisko Boga, ale lękam się,gdy staje się zbyt pewnym siebie rzecznikiem Pana Boga wobec innych". Hmm, cóż mam powiedzieć... Daleko mi do pewności siebie, bo prochem jedynie jestem jak to zresztą w zeszłą środę mi przypomniano. Jeżeli korzystanie z wiedzy jaką dane mi było zdobyć i to w sposób nieudolny jak mniemam wstydząc się za głupie błędy raz po raz popełnione, nazywasz nadmierną pewnością siebie, to już nie wiem, co by było jakbym tę wiedzę i wiarę miał taką iżbym przenosił góry. Ponoć do tego potrzeba wiary tylko takiej jak ziarnko gorczycy (mniejszej od ziarnka maku). Gór nie przenoszę, więc skąd miałbym mieć pewność siebie. Chociaż może łatwiej byłoby górę przenieść niż wrócić wiarę u niektórych ludzi. Jestem tylko posłańcem niosącym wiadomość i może świadomość tego, co roznoszę dodaje mi pewności siebie...
Pozdrawiam.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | Gosia (9452 punktów) | Boszszsz...Gorzej z Tobą niż myślałam.Przeczytaj jeszcze raz cytowaną przeze mnie myśl księdza Czajkowskiego i ZASTANÓW SIĘ nad jej sensem.Przemyśl to sobie i nie odpowiadaj mi sążnistym elaboratem bo już nie mam w tej materii nic do dodania. Pozdrawiam.
|
|
| | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witaj! > Boszszsz...Gorzej z Tobą niż myślałam.Przeczytaj jeszcze raz cytowaną przeze mnie myśl księdza Czajkowskiego i ZASTANÓW SIĘ nad jej sensem.Przemyśl to sobie i nie odpowiadaj mi sążnistym elaboratem bo już nie mam w tej materii nic do dodania.A Tobie Gosia, to o co chodzi, bo już się pogubiłem? Piszę do kilku osób jednocześnie i chyba już mi się nieco miesza  . W końcu jestem wierzącym człowiekiem i chyba powinienem być konsekwentny w tym. Gdybym nie miał wiary i zaufania w to o czym mówię, to byłoby parodią, gdyby niedowiarek mówił o Bogu ateistom. Moja pewność siebie jest zwyczajna i chyba adekwatna do tego, co wiem. Nie wydaje mi się abym przesadzał, a że ludzie dzisiaj wstydzą się przyznać do wiary i deklarowanie jej z podniesioną głową i bez niepewności wobec niewierzących wydaje się dziwne, to już inny problem. Moja pewność wiary wzrosła paradoksalnie właśnie po rozmowach z niewierzącymi, którzy pomogli mi rozwiać wątpliwości jakie miałem od dzieciństwa i dopiero tu w pełni wyszły na powierzchnię. Co do ks. profesora, to chyba nie zrozumiałaś kontekstu. Chodzi o fanatyków, którzy gotowi są krzywdzić innych w obronie własnej wiary, a ja jestem daleki od tego. Sam bładziłem i wiem jak trudno przekonać, kogoś takiego. Miałem iść spać, znów się nie wyśpię... to już nałóg chyba... Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| Piotrek Patucha (2279 punktów) | Dobra poezją to nie jest, ale w sam raz na pobudkę. Tylko co potem? Założę się, że otworzysz kolejne wątki i wprowadzisz historię filozoficznej teologii. Następnie twoi wyedukowani w religijnej i filozoficznej sofistyce uczniowie dojdą do wniosku, że zmarnowali dużo energii czasu dla poezji, a nie będą potrafili ubrać swoich myśli w języku nauk.
|
|
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Bóg nie może być kimś takim jak krasnoludekHurrra! Stało się! Ktoś wreszcie złapał i przebadał krasnoludka! Gratulacje Tereso!
|
|
| mortharm (5 punktów) | Cóż przyznam Kontrastowi rację w sprawie istnienia, gdyż oczywiste wydaje mi sie, że wszelkie istnienie musiało być powołane, a do powołania istnienia praw, czasu, przestrzeni niezbędna jest wszechmoc. Isnienie nie jest źródłem samo w sobie i to, ze występuje według mojego pojecia ma za sobą stwórcę. Jednak nie zgodzę się z twierdzeniem , że tworzenie i porządek jest cechą tylko istot dobrych. Sensem działalności Boga w tej rzeczywistości jest dopiero wyrażenie swojej relacji do człowieka i uzyskanie jego uznania w sensie pozytywnym. Pisma św. mówią tu o poszukiwaniu przez boga chwały. Bóg też poszukuje wartości w człowieku. Dał człowiekowi jestestwo, samokreowalność więc może od niego oczekiwać samowyrażenia się. Co do tezy , że człowiek rozumuje według tego co zostało mu wpojone to się zgodzę , ale nie oznacza to , ze człowiek nie może stanąć ponad tym, ponad emocjami i stereotypowym myśleniem. NIe wyolbrzymiałbym też znaczenia wiary przy rozumieniu rzeczywistości.
|
|
 | | zima (560 punktów) | A czy to że stwórca istnieje też ma za sobą innego stwórce. Ten to rozumowania prowadzi do powielania w nieskończoność schematu. Pozdrawiam
|
|
| waligóra (961 punktów) | Według mnie postawienie kwestii "boga" w takim ujęciu i poprzez taką argumentacje jest łagodnie mówiąc niespójne i bezcelowe. dlaczego ? ponieważ porównania typu : > Bóg nie może być kimś takim jak krasnoludek, jest> bardziej jak atom tylko, że nie można Go zobaczyć.są beznadziejnie bezsensowne - nie są adekwatne i rzeczowe nadto gwałcą wszelkie normy dyskusji teologicznej oraz racjonalistycznej (co oznacza że Bóg jest bardziej jak atom na miłość boską ???) > Przede wszystkim trzeba pamietać, o tym, że Bóg jest> stwórcą świata.To jest teza. Tezę należy poprzeć argumentami, albo przyjąć jako dogmat w stylu : "Bóg to byt który stworzył świat " (pytanie tylko co znaczy byt ?) > Jeśli się dobrze nad tym zastanowić to wynikają z tego> następujące Jego cechy.....Po zastanowieniu - cechy takie wynikać nie muszą ale mogą i tu mała dygresja tzw "wykształconym ludzią " zawsze nie dawały spokoju pojęcia typu : nieskończoność, nicość, byt, ale jak widze są ludzie, mam nadzieje że wykształceni którzy operują takimi pojęciami dosyć swobodnie np w stylu : > - moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu musi> być nieskończona, ponieważ pomiędzy nicością a> najmniejszym, bytem istnieje nieskończona przepaść,> - skoro siła ta jest nieskończona to musi być On istotą> niczym nieograniczoną,pytaniem pozostaje czy to rozbudzona fantazja czy już pewien symptom. Dlaczego ? ponieważ takim tokiem rozumowania możemy definiować wielorakie teofanie i teodycee przykładowo : Na poczatku był byt potencjalnie możliwy w zamyśle bytu pierwotnego jakim był Bóg (no oczywiście, Bóg istnieje ponieważ jednym z jego przymiotów jest nieskończone istnienie) a ponieważ Bóg jest również nieskończenie dobrym a istnienie to dobro więc podzielił się swym istnieniem i wykreował inne byty, oczywiście bytą tym nie przydzielił pełni swego istnienia bowiem wtedy były by na równi z nim czyli były ze sobą tożsame tak więc ułomność bytów stworzonych była w zamyśle boskim i to było dobre dla boga, ale co na to stworzone byty ? czy one sobie życzyły takiego ułomnego istnienia ? W tym miejscu wstawia się różne interpretacje (chrześcijanskie, buddyjskie itp) Zbiezność powyższej interpretacji z dobrym bogiem katolickim jest zamierzona ale można podać zupełnie odmienną np o dobrym bogu który wiedzac że ułomność stworzonych bytów będzie zła oszczędza im istnienia albo o złym bogu który czerpie satysfakcje z cierpienia stworzonych bytów itp itd..... A takich rozwazań jest ze trzydzieści i sami nie wiemy co się w nich mieści  Ale pomimo niedostatków dostrzegam pewien pozytwny aspekt tego wątku mianowicie Teresa zwróciła uwagę na kwestie racjonalnego przedstawienia atrybutów boga. To znaczy nie powołujących się na wiarę, to jest krok w jak najbardziej dobrym kierunku Przedstawia pewne cechy i próbuje je uzasadnić w toku racjonalnego rozumowania typu jeśli p to q (implikacja to czy już wynikanie ?) (dla mnie duży plus) Nadto zwraca uwagę (może nie poradnie ) na błędność "krasnoludkowej" argumentacji oczywiście to nie w nazwie ale w definicji bytu ukryta jest cała jego finezja przykładowo: krasnoludek - to zwierze żyjące pod grzybami polnymi którego głównym zadaniem jest wyplatać koniom grzywy prawda czy fałsz ? aby sie o tym przekonać należy sprawdzić statystycznie reprezentatywną populacje grzybów i koni i zbadać zgodność z definicją krasnoludek - to byt zbudowany z materii X która to wynika z pewnych teoretycznych rozwazań nie mogących być w chwili obecnej z przyczyn technicznych lub zasadniczych poddanych eksperymentalnej weryfikacji a który to byt jest bytem odpowiedzialnym za budowę klasycznej materii w ultra małej skali (niech więc ten byt się nazywa krasnokwarek) prawda czy fałsz ? dodam tylko że własności krasnokwarku wynikają ze scisłych rozważań matematycznych pewne jego cechy są zgodne z obecnym stanem wiedzy a pewne nie zgodne a do jego zapostulowania przyjęto kilka niepewnych załozeń. Wulgaryzując i upraszczajac "bóg" byłby bytem niepoddajacym się empirycznej bezposredniej obserwacji ale o którego istnieniu wnioskowalibyśmy pośrednio z pewnych być może niepewnych założeń, ale to już czysta metafizyka  Aby jednak nie przedłużać proponuje zagladnąć pod podany link : www.diamet(*).edu.pl/?l=1&p=deb7&m=17&ik=12(jeśli już było to darujcie jednak wydaje mi sie że zawsze warto zobaczyć jak może wygladać, może nie idealna dyskusja o bogu ale przynajmniej lepiej postawiona)
|
|
| Volrath (3440 punktów) | >Bóg nie może być kimś takim jak krasnoludek, jest >bardziej jak atom tylko, że nie można Go zobaczyć.
Co to znaczy "jest bardziej jak atom"?
W czym (jakiej cesze) jest "bardziej" jak atom niż jak krasnoludek?
>Przede wszystkim trzeba pamietać, o tym, że Bóg jest >stwórcą świata.
Przede wszystkim nie można tego założyć, bo to nie prawdopodobne. No chyba, że nazywamy "powód" w sensie przyczynowo skutkowym istnienia Wszechświata nazwą "Bóg" i dalej dedukujemy jego cechy z tego faktu, że jest powodem. Problem w tym, że żadnych szczególnych religijnie ciekawych cech z tego faktu nie wydedukujemy, wbrew temu, co nizej piszesz. Z tego nie można żadnej cechy wydedukować bo nie wiemy nic na temat powstawania obiektów z niczego - poza tym co mamy z obserwacji fluktuacji kwantowych, które nie wiele mówią (poza tym, że cząstki mogą pojawiać się z niczego). Normalnie każda stabilna rzecz powstaje z przekształcenia innej rzeczy (rzadziej pewne cząstki powstają z cząstek powstałych z niczego w wyniku fluktuacji - jeśli dostaną energię z zewnątrz wystarczającą do zatrzymania swojej formy).
>Jeśli się dobrze nad tym zastanowić to wynikają z tego >następujące Jego cechy: >- moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu musi >być nieskończona, ponieważ pomiędzy nicością a >najmniejszym, bytem istnieje nieskończona przepaść,
Ok, nie będę się czepiał szczególnie słów ani definicji.
Czy to znaczy, że aby z niczego pojawiło się coś, to potrzebne jest drugie coś, które jest nieskończone? W jakim sensie i dlaczego? Co z efektem Casmira? Tam cząstki pojawiają się z nikąd i nigdzie nie widać żadnych nieskończonych rzeczy.
Nie mam powodu sądzić, że do powstania czegoś potrzebna jest nieskończoność czegokolwiek.
Ba, według jednej z całkiem poważnych hipotez wystarczyło około 9 kg energii zawartej w próżni o pewnym stanie (innym niż teraz). Do tego nie potrzeba bardzo potężnego boga.
Według innej tylko tak zwana masa Plancka, nie całe 22 mikrogramy. Do zapoczątkowania tego nawet sprytny bóg-krasnoludek by wystarczył. A w zasadzie to mogła być nie taka wcale duża fluktuacja.
>- skoro siła ta jest nieskończona to musi być On istotą >niczym nieograniczoną,
Nie koniecznie. Można sobie wyobrazić coś nieskończonego tylko w pewnym aspekcie - takim, by to wystarczało do pojawienia się Wszechswiata. W każdym innym może być dowolna. Poza tym nie sądzę, by jakakolwiek nieskońćzoność była wymagana. Otóż do tego, by w wyniku zachodzenia relacji przyczynowo skutkowej z "poprzedniego" stanu wszechświata kilka sekund temu pojawił się następny stan, taki jak jest teraz, nie wydaje się być konieczna żadna nieskończona i nieograniczona istota. Wszechświat obserwowany "sam z siebie" generuje jak widać kolejne wersje siebie (co opisują z pewną dokładnością prawa fizyki) mimo, że to nie wymaga żadnej nieskończonej i nieograniczonej sprawczej siły. Nie rozumiem czemu byt zapoczątkowujący to (abstrahując od jego konieczności - bo konieczny nie jest i można wymyśleć wobec takiego podejścia niewykluczone alternatywy) musiałby być nieskończony i nieograniczony.
>- ponieważ nieświadomość jest bardziej ograniczona od >świadomości, a wola jest czymś wyższym od bezwoli, duch >jest czymś wyższym (mniej ograniczonym) od materii (bo nad >nią panuje): to musimy przypisać Bogu te cechy które >świadczą o "pełni bytu", a więc musi mieć On wolę, >świadomość i być duchem.
Skąd te założenia? W jakim obiektywnym sensie są wyższe? Poza tym ciąg rozumowania załamał się wcześniej: - istnieją możliwości w których to, co było na początku WW nie miało nigdy początku lub miało inną topologią bez początku (jak np. okrąg nie ma początku), co implikuje, że nie musiał nigdy zachodzić akt pojawienia się czegoś z niczego ani odrębny byt zapoczątkowujący - nie ma logicznego powodu by pojawianie się czegoś z niczego wymagało innego czegoś, które byłoby nieskończone - nie ma logicznego powodu by to zapoczątkowujące coś było nieograniczone
>- musi być też nieskończonym Dobrem. Jest tak, >dlatego, że zło jest zawsze tylko pewnym brakiem albo >odstępstwem od zasady etycznej. Jeśli Bóg jest >Stwórca świata, to jest zasadą wszystkich zasad >także zasad etycznych, a więc nie może być w nim braków.
A co jeśli postawimy zasadę odwrotną? Wobec niej dobro jest odstępstwem.
Otóż Bóg w sensie stwórca nawet jeśli miałby być nieograniczony i nieskończony to ma się nijak do naszych zasad etycznych. Wręcz przeciwnie - są one ograniczeniami. Stwórca tak rozpatrywany musiałby być ani dobry ani zły - obojętny etycznie (etyka powinna być mu obojętna).
>- skoro jest nieskończonym Dobrem to jest też nieskończoną >miłością,
Nie koniczenie. Chyba, że dobro = miłość. A ja myślałem, że to dwa słowa mające różne znaczenia (chociaż ze sobą powiązane).
>- z tego też wynika, ze wola Boga nie może chcieć zła.
Z tego tak, ale rozumowanie załamało się wcześniej.
>To aż dziwne, że wykształconym ludziom tak proste >rozważania są aż tak obce.
Nie są obce, lecz wydają się być oparte o szereg niesprawdzonych założeń, które wcale tak na prawdę z siebie nie wynikają wzajemnie, a na pewno nie wynikają nawet z założenia, że na początku był jakiś byt stwarzający to wszystko (co samo w sobie też jest niesprawdzonym założeniem).
>Nie można go widzieć jak atomu, bo jest duchem, nie można >tez obliczyć prawdopodobieństwa jego wystąpienia, ponieważ >jego istnienie nie jest losowe.
Można ponieważ nasze twierdzenia o jego istnieniu i cechach są w gruncie rzeczy losowe - nie są oparte w sposób pewny, sprawdzony na empirii.
|
|
 | | sanko (55 punktów) | ludzie o czym wy tu wlasciwie mowicie??? ktory bog?? ten ze st. testamentu jest tak prymitywny ze szkoda czasu na dyskusje o nim. to zawracanie d..py po prostu. sory, ale nie wytrzymuje kiedy widze taki brak logiki. no wiec o ktorym bogu nawijacie? a moze do psychoanalityka by tak? jakies nieuregulowane sprawy z ojcem czy co... nie wiem.. to brednie po prostu.
|
|
|  | | Volrath (3440 punktów) | Chodzi o tego z wierzeń współczesnych katolików - ten miłościwy, dobry itd.
|
|
|  | | Teresa (2693 punktów) | > ludzie o czym wy tu wlasciwie mowicie??? ktory bog?? ten ze st. testamentu jest tak prymitywny ze szkoda czasu na dyskusje o nim. to zawracanie d..py po prostu. sory, ale nie wytrzymuje kiedy widze taki brak logiki. no wiec o ktorym bogu nawijacie? a moze do psychoanalityka by tak? jakies nieuregulowane sprawy z ojcem czy co... nie wiem.. to brednie po prostu.Mimo, że na pierwszy rzut oka może wydawać się, że to nie jest ten sam Bóg co w ST, to jednak jest ten sam co w ST i NT  . Poza tym nie mógłbyś okazać takiego oburzenia gdybyś podświadomie nie oddawał czci czemuś, co sam uznajesz za nieskończenie wartościowe.
|
|
| |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witaj Tereso! > >ludzie o czym wy tu wlasciwie mowicie??? ktory bog?? ten ze st. testamentu jest tak prymitywny ze szkoda czasu na dyskusje o nim. to zawracanie d..py po prostu. sory, ale nie wytrzymuje kiedy widze taki brak logiki. no wiec o ktorym bogu nawijacie? a moze do psychoanalityka by tak? jakies nieuregulowane sprawy z ojcem czy co... nie wiem.. to brednie po prostu.> Mimo, że na pierwszy rzut oka może wydawać się, że to nie jest ten sam Bóg co w ST, to jednak jest ten sam co w ST i NT .> Poza tym nie mógłbyś okazać takiego oburzenia gdybyś podświadomie nie oddawał czci czemuś, co sam uznajesz za nieskończenie wartościowe.Niestety niewierzący nie są niewierzącymi, bo nie doświadczają tej rzeczywistości, o której my mówimy, ale oni nie chcą doświadczyć. Dla nich Bóg, Objawienie i wszystko, w co wierzymy to tylko wytwór naszej wyobraźni. Nawet, gdyby stu świadków przyszło zostaną uznani za wariatów. Wtedy powołują się na to, że jest tyle religii na świecie, że to nie może być prawdziwe. Zastanawiam się po, co w ogóle tracimy tu czas na wyjaśnianie naszego stanowiska, jak to niczego nie zmienia. Ateizm odrzuca Boga, ale w zamian daje jedynie owsiakowe hasło, no może z dodatkiem tolerancji, tylko takiej dziwnej jak dla mnie. Jeśli moje ja i moja wolność ma być jedyną wartością, to strasznie ubogi ten świat. Trochę mało atrakcyjna ta propozycja. PS. Opróżnij skrzynkę...  Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Jeśli moje ja i moja wolność ma być jedyną wartością, to strasznie ubogi ten świat
Wszystko zależy od tego na ile jesteś świadom swej wolności. I jej ograniczeń. A także tego jaki potrafisz czynić z niej użytek.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! W nocy próbowałem odpowiedzieć, ale komputer mi się zawiesił i wcięło. Dziwnie, że komputer się wiesza tylko i zawsze jak piszę coś dłuższego w tych okienkach do pisania odpowiedzi i to przy tych samych osobach. To jakiś błąd systemu, albo ktoś mi się włamuje i robi się pętla. Nie mam czasu, ale chyba będę musiał poszukać przyczyny. Jeśli to włamywacz biada mu  > >Jeśli moje ja i moja wolność ma być jedyną wartością, to strasznie ubogi ten świat> Wszystko zależy od tego na ile jesteś świadom swej wolności. I jej ograniczeń. A także tego jaki potrafisz czynić z niej użytek.Bardzo dużo treści w tych zdaniach. Domyślam się jakie jest rozwinięcie, ale wolę to usłyszeć. Napisałem sobie na kartce moje stanowisko w tej sprawie, ale zdaje się, że jest to temat na oddzielny wątek. Muszę pomyśleć nad jakimś prowokacyjnym tytułem, to znowu się coś ciekawego dowiem. I chyba zmienię strategię z obronnej na zaczepną, to uwielbiam  Rzucam na razie pytanie, która wolność jest właściwa - wolność "od" wartości i zasad wyższych, czy wolność "do" nich? I nie chodzi mi tu o wiarę w Boga, a bardziej o wartości etyczne. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Dziwnie, że komputer się wiesza tylko i zawsze jak piszę coś dłuższego w tych okienkach do pisania odpowiedzi i to przy tych samych osobach.
Polecaną już kilkakrotnie receptą na te dolegliwości jest pisanie wypowiedzi (zwłaszcza tych dłuższych) w edytorze tekstu, a następnie przenoszenie ich w całości do otwartego okna odpowiedzi. Im krócej jest otwarte okno odpowiedzi, tym mniejsze ryzyko wieszania się komputera.
>Rzucam na razie pytanie, która wolność jest właściwa - wolność "od" wartości i zasad wyższych, czy wolność "do" nich? I nie chodzi mi tu o wiarę w Boga, a bardziej o wartości etyczne.
Moim zdaniem w relacji do zasad, tak jak ją ująłeś, sens ma jedynie wolność "od". W naszym przypadku byłaby to wolność sumienia. Wolność "do" miałaby sens jedynie przy założeniu obiektywnego istnienia wartości i zasad wyższych. Tu znowu posługuje się przyjętą przez Ciebie terminologią. Istnienia "w jednym egzemplarzu", dodam, co wykluczałoby możliwość jakiegokolwiek racjonalnego wyboru. Wolność "do" polegałaby na świadomym, wynikającym z analizy rzeczywistości, uznaniu braku wyboru, a następnie na wyciąganiu z tego faktu konsekwencji, czyli świadomym stosowaniu się do owych zasad.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Zmęczony chyba już jestem, bo ciężko mi jakoś wchodzi to co piszesz o wolności. Ponieważ temat jest rozwojowy utworzyłem nowy wątek na ten temat. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | |  | | sanko (55 punktów) | > >Jeśli moje ja i moja wolność ma być jedyną wartością, to strasznie ubogi ten świat - to zalezy od tego na ile bogate masz wnetrze. jesli twoje ja to biedna istota klaniajaca sie jakiemus starodawnemu despocie, to latwo zrozumiec twoj punkt widzenia. rzeczywiscie ubogie to zycie. jeszcze raz stawiam to samo pytanie, bo widze ze tu nic sie nie zmienia. O KIM WY TU DYSKUTUJECIE? fanom boga jah polecam ksiege ezechiela, pomocna moze tez okazac sie sprawa pewnego zakladu.. o hioba. w nagrode dostal inne zony i dzieci... super. trzeba byc naprawde poszkodowanym duchowo, zeby czcic takie prymitywne cos.. bo nawet nie przechodzi mi przez mysl, ze to mialby byc ktos. ktos napisal, ze ja tez cos tam czcze podswiadomie..  -jak mozna czcic podswiadomie? latwo zrozumiec, ze dyskusja dotyczy jakiejs teoretycznej istocie uniwersalnej.. ok.. ale czy to trudno zrozumiec, ze jhwh nie byl taka istota??? wiec jeszcze raz- O KIM DYSKUTUJEMY???
|
|
| | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Jak widzę robi się jakiś większy temat i chyba warto założyć nowy wątek, bo nawet jestem ciekaw jakie też poglądy mają w tej kwestii niewierzący. Stworzyłem sobie taki model rozwijający ten punkt widzenia i ciekaw jestem, czy wasze poglądy potwierdzą to. > >>Jeśli moje ja i moja wolność ma być jedyną wartością, to strasznie ubogi ten świat> - to zależy od tego na ile bogate masz wnetrze.O jakim bogactwie mówisz skoro odrzucasz punkt odniesienia? Wtedy wszystko staje się relatywne, nie istnieje żadna wartość... A to mało ciekawe jak rykowisko osiłków pod balkonem o trzeciej w nocy, co niestety staje się rzeczywistością codzienną. I wiesz co zapytani dlaczego tak postępuje zgłaszają te same hasła. Może garstka ekscentrycznych artystów ma ciekawe wnętrze, ale aby takie mieć, trzeba być człowiekiem wrażliwym, a wrażliwość rodzi się z rozważań i kontemplacji. > Jeśli twoje ja to biedna istota kłaniajaca się jakiemuś starodawnemu despocie, to łatwo zrozumieć twoj punkt widzenia.Ten zarzut to kieruj sobie do jakichś bałwochwalców, np. kłaniającym się pieniądzom to doprawdy "starodawny despota". Bóg jakiemu się klaniają chrześcijanie to uosobienie doskonałości i "cnót wszelkich bezdennej głębinie" jak to poetycko ktoś ujął. Stąd chodzi o naprawdę doskonałe cnoty i bez cienia fałszu i brudu innego Boga nie akceptujemy i nie chcemy znać, a takie brednie jakie przypisują niektórzy to tylko sobie na pohybel, bo nie jest to rzeczywistość tylko jakieś urojenia kontestatorów. > Rzeczywiscie ubogie to Życie.Zgodzę się jeżeli ktoś postrzega to tak jak opisałeś, tylko mija się to z prawdą, a jest jedynie urojeniem u nie znających chrześcijaństwa uprzedzonych ludzi. Niektórzy potem ze zdziwieniem odkrywają, że atakowali własne iluzje. > Jeszcze raz stawiam to samo pytanie, bo widzę że tu nic się nie zmienia. O KIM WY TU DYSKUTUJECIE?Po co tu wszedłeś i czepiasz się, ktoś założył wątek, bo chciał i tyle, jak nie pasuje to nie musisz tu pisać i wbijać negatywów, tym którzy chcą tu rozmawiać. > fanom boga jah polecam ksiege ezechiela, pomocna moze tez okazac sie sprawa pewnego zakladu.. o hioba. w nagrode dostal inne zony i dzieci... super. trzeba byc naprawde poszkodowanym duchowo, zeby czcic takie prymitywne cos..Nie znasz języka, kultury i kontekstu w jakim były napisane te księgi i czytając tekst napisany kilkadziesiąt wieków wstecz bez wprowadzenia w kontekst historyczny i teologiczny wypowiadasz się w sposób żenujący. Pomyśl trochę i popytaj ludzi, co w tym siedzą (nie Ś. J.), a zrozumiesz. W ten sposób można wszystko zinterpretować jak się chce. A teksty miały zamierzony cel i były osadzone w konkretnej sytuacji przekazując pewną myśl. Nie jest to jednak temat na to forum i jak jesteś zainteresowany spytaj ludzi poważnych, a nie domorosłych interpretatorów. > bo nawet nie przechodzi mi przez mysl, ze to mialby byc ktos. ktos napisal, ze ja tez cos tam czcze podswiadomie.. -jak mozna czcic podswiadomie? latwo zrozumiec, ze dyskusja dotyczy jakiejs teoretycznej istocie uniwersalnej.. ok.. ale czy to trudno zrozumiec, ze jhwh nie byl taka istota??? wiec jeszcze raz- O KIM DYSKUTUJEMY???  Dyskutujemy o naturalnej filozoficznej drodze dowodzenia istnienia Istoty najwyższej, którą nazywamy Bogiem. To jest takie czysto dedukcyjne dowodzenie, do którego powinni dojść ludzie niezależnie od uprzedzeń religijnych. Teodycea nie jest najszczęśliwszym określeniem, ale raczej należaloby mówić o filozofii Boga. Może to być Bóg agnostyków, bo Jego atrybuty tworzone są w oparciu o przesłanki logiczne. Bóg Objawienia zgodnie z opinią teologów jest tym samym Bogiem. Potwierdza tylko model teoretyczny, ale nie jest wymyślony, ale objawiony w Pismach proroków. Dziwi mnie zajadłość niewierzących wobec Boga teoretycznego, doprawdy było to dla mnie duże zaskoczenie. Rozumiem wątpliwości wobec Objawienia, bo zapewne nie przychodzi łatwo, zaakceptować wizje jakichś tam proroków żydowskich. Jednak walka z koncepcją teoretyczną to dla mnie zagadka. Pozdrawiam! PS. Jak ci się nie podoba jakaś treść, to napisz co, bo czasami nie mam pojęcia o co chodzi. Dostaję jakiegoś negatywa, bez żadnego konkretnego uzasadnienia. Negatywy za inne poglądy to chyba coś nie tak. Jakbym używał wyzwisk, to rozumiem.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Ciężko się czyta te twoje interpretacje. Muszę to sobie zostawić na inny czas. Nie znasz filozofii bytu, a Teresa rzuca ci już gotowe rzeczy wypracowane w toku wielowiekowych refleksji w tym temacie. Świat nie kończy się na fizyce. O fluktuacjach nie wiedziałem dopiero niedawno zainteresowałem się tematem i raczej potwierdza on możliwość powstania świata z niczego. Czym jest energia i czym cząstki, to robi się ciekawe. Może materia jako coś realnie istniejącego nie jest tak oczywista, skoro chwieje sie w posadach świat jaki znaliśmy. Jeśli coś może powstać z niczego, to założenia teologiczne potwierdzają się. Rodzi się raczej pytanie czym jest to nic i czy materia jest w ogóle materią. Teorii jest tu tyle, że nie wiadomo komu zaufać. Może to nic z którego wychodzą te fluktuacje jednak jest czymś i właśnie tu może być odpowiedź. Mam tu pewien pomysł, ale zachowam dla siebie. Właściwie cokolwiek powiem to i tak uznasz, że to tylko teoretyczny model. Próbowałem z grubsza poukładać sobie te założenia jakie macie tu w większości i wyłania się tu czysty materializm z dodatkiem humanizmu. Jeżeli są postawione takie założenia, że nie istnieje inna rzeczywistość poza materialną, to trudno się dziwić, że nie przyjmuje tu nikt argumentów za istnieniem innych rzeczywistości innych wymiarów i innych poziomów bytowania. Chyba nawet źle rozumiecie chrześcijańskie argumenty uznając rzeczywistości, które dla nas są realne za iluzję i teorię. Przypomina to znane powiedzonko "ja mówie o niebie, a ty o chlebie". Ciężko jest się porozumieć jak jedna ze stron odrzuca to, co realne dla drugiej.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
|  | | Volrath (3440 punktów) | >Ciężko się czyta te twoje interpretacje. Muszę to sobie zostawić na inny czas. Nie znasz filozofii bytu, a Teresa rzuca ci już gotowe rzeczy wypracowane w toku wielowiekowych refleksji w tym temacie.
Pewnych rzeczy nie uznaję - tych nie sprawdzonych empirycznie. Poza tym wielowiekowe czy pradawne nie znaczy, że słuszne. Ja widzę pewne niedociągnięcia w przedstawionym rozumowaniu - bo istnieją możliwości alternatywne. A jeśli tak, to pewne implikacje nie są uzasadnione. Może to wynika z wielowiekowego lub nieścisłego lub nawet po prostu innego rozumienia nieskończoności, mocy etc.? Jeśli tak, to prosiłbym o definicje lub opisy.
> Może materia jako coś realnie istniejącego nie jest tak oczywista, skoro chwieje sie w posadach świat jaki znaliśmy.
Materia istnieje realnie. Może się najwyżej zmienić "to czym jest" materia - czyli mogą się okazać dziwne rzeczy na jej temat. Ale to nie zmieni tego, czym jest w zględem nas w ramach relacji, jakie znamy. Najwyżej może dodać nowe obiekty i relacje. Ja nie mówię im "nie". Ja mówię "nie wiem", przy czym każde uszczegółowienie odrzucam jako nieprawdopodobne. Co nie znaczy, że mówię, że żadne z nich na pewno nie zachodzi. Problem w tym, że nie wiadomo czy i które z tych, jakie mogę sobie łatwo wyobrazić.
> Jeśli coś może powstać z niczego, to założenia teologiczne potwierdzają się. Rodzi się raczej pytanie czym jest to nic i czy materia jest w ogóle materią.
W sensie relacji znanych na codzień i cech jest. W głębszym sensie - może być czymś dowolnym innym, możemy być w takiej sytuacji jak np. stworzonka w pamięci komputera - przestrzeń symulowana jest "tak na prawdę" pewnym bardzo dziwnym, dynamicznym i chaotycznym układem elektronów w wnętrzu komputera. Ale nadal dla nich względem nich cechy tej przestrzeni pozostają takie, jakie te stworzonka znają. Gdyby dowiedziały się, że są symulowane, to to jedynie poszerzyłoby ich wiedzę, nie zaprzeczyłoby dotychczasowej wiedzy.
> Teorii jest tu tyle, że nie wiadomo komu zaufać.
Zgadza się. Ja dopóki nie jest coś potwierdzone, nie ufam nikomu - szczególnie, że nie muszę. Wolę powiedzieć "nie wiem".
> Może to nic z którego wychodzą te fluktuacje jednak jest czymś i właśnie tu może być odpowiedź. Mam tu pewien pomysł, ale zachowam dla siebie. Właściwie cokolwiek powiem to i tak uznasz, że to tylko teoretyczny model.
Dokładnie.
>Próbowałem z grubsza poukładać sobie te założenia jakie macie tu w większości i wyłania się tu czysty materializm z dodatkiem humanizmu.
No prawie materializm - w moim przypadku. Technicznie rzecz biorąc nie zakładam także tego, co piszesz poniżej.
> Jeżeli są postawione takie założenia, że nie istnieje inna rzeczywistość poza materialną, to trudno się dziwić, że nie przyjmuje tu nikt argumentów za istnieniem innych rzeczywistości innych wymiarów i innych poziomów bytowania.
Nie, nie zakładam tego. Tylko stwierdzam, że możliwości co do tego jest bardzo wiele, nie wiem która jest prawdziwa jeśli któraś w ogóle, więc mówię prosto "nie wiem". Przy czym działam tak, jakby tego nie było, bo tego "prawdopodobnie nie ma" w żadnej uszczegółowionej formie. Cokolwiek sobie na ten temat wymyślę lub wyobrażę (lub takowe pomysły/wyobrażania przejmę od kogoś) to będzie to nieprawdopodobne. Przy czym nie twierdzę, że nic nie ma poza materią. Ale dopóki nie udowodni się czegoś szczególnego, to każdy szczególny taki model jest bardzo mało prawdopodobny. Więc go nie przyjmuję.
To tak jak z totolotkiem. Nie zakładam, że nie można wygrać. Ale nie gram, bo szanse są dla każdego szczególnego obstawienia za małe, a stawka za duża. Rozumowanie Pascala mnie tu nie przekonuje.
Losowość nie wynika tutaj z jakiegoś losowania w rzeczywistości czy losowości Boga etc. ale z tego, że jeśli pomysł nie jest skonfrontowany z empirią, to jest od niej statystycznie niezależny. A więc de facto względem niej losowy.
> Chyba nawet źle rozumiecie chrześcijańskie argumenty uznając rzeczywistości, które dla nas są realne za iluzję i teorię.
Dla mnie nie są realne.
>Ciężko jest się porozumieć jak jedna ze stron odrzuca to, co realne dla drugiej.
Zgadzam się. To się raczej nie zmieni, bo jak na razie nic mnie nie skłania do uznania realności.
|
|
| |  | | mortharm (5 punktów) | no tak koledzy ale, ale właściwie w ostatnim wywodzie pokazano nam jedynie, że materia powstała na skutek fluktacji, więc niby z niczego..co za bzdura...przecież fluktacja jest zawsze fluktacją czegoś, jak można wiec mówić , ze materia powstała z niczego?drążycie absurd...wszystko co istnieje jest PRAWEM, istnienie energii jest PRAWEM, istnienie zasad fizycznych jest PRAWEM, istnienie czasu i przestrzeni jest PRAWEM, istnienie pojęcia istnienia jest PRAWEM, prawo musiało być nadane, jeżeli coś wynikło z czegoś to odbyło się to na podstawie prawa, bóg stoi ponad pojęciem istnienia bo jest aż tak bardzo wszechmocny, więc nie musiał nawet siebie powoływać do istnienia, bo on powołał pojęcie istnienia. Tak więc pierwotny byt to nie cząstka, ani fluktacja, ani kwark, ani energia , a PRAWO. PRAWO powołało zjawisko nicości i istnienia. Jeżeli ktoś powie , ze stworzył cząstkę z niczego bo nie widzi z czego mogłaby ona powstać to niech kupi sobie lepszy mikroskop, taki bardziej racjonalny, albo jak uważa że energia nie jest bytem to niech lepiej idzie się wyspowiadać bo bardzo zgrzeszył...
|
|
| | |  | | Volrath (3440 punktów) | >no tak koledzy ale, ale właściwie w ostatnim wywodzie pokazano nam jedynie, że materia powstała na skutek fluktacji, więc niby z niczego..co za bzdura...przecież fluktacja jest zawsze fluktacją czegoś, jak można wiec mówić , ze materia powstała z niczego?drążycie absurd...
Fluktuacja pustej przestrzeni.
Przy czym nie wiem czy i czego fluktuacja, jeśli już, spowodowała powstanie wszechświata.
Takie rozważania są puste, bo prawdopodobnie każde z nich mija się z rzeczywistością - od pewnego momentu wstecz (tego do którego udało się zbadać temat nauce).
>wszystko co istnieje jest PRAWEM, istnienie energii jest PRAWEM, istnienie zasad fizycznych jest PRAWEM, istnienie czasu i przestrzeni jest PRAWEM, istnienie pojęcia istnienia jest PRAWEM, prawo musiało być nadane, jeżeli coś wynikło z czegoś to odbyło się to na podstawie prawa, bóg stoi ponad pojęciem istnienia bo jest aż tak bardzo wszechmocny, więc nie musiał nawet siebie powoływać do istnienia, bo on powołał pojęcie istnienia.
To raczej my to opisujemy jako PRAWO. Pojęcia to jest coś, co tworzą ludzie. A samo istnienie może być całkowicie niezależne od naszej zdolności do dzielenia świata na kawałki i nadawania im nazw oraz budowanie systemu relacji przypisanych kawałkom.
Jeśli zakładasz, że może istnieć coś, co nie potrzebuje wytłumaczenia swojego istnienia, to ja mogę równie dobrze powiedzieć, że tym czymś mógł nie być bóg lecz coś innego - np. to, co pierwotnie było i z czego fluktuacji pojawił się wszechświat. Albo cokolwiek innego będącego równie dobrym wyjaśnieniem.
Jeśli mówisz, że coś istnieje "ponad pojęciem istnienia" to nie wiem, co mówisz. To chyba taki trik lingwistyczny, coś co ciekawie brzmi, ale nie niesie żadnej informacji - to jest moim zdaniem nonsens. Jeśli twierdzisz inaczej, to wytłumacz co masz na myśli. Bo moim zdaniem to logiczna sprzeczność, coś jak "istnieje coś, co nie istnieje, bo istnieć nie potrzebuje do istnienia".
> Tak więc pierwotny byt to nie cząstka, ani fluktacja, ani kwark, ani energia , a PRAWO. PRAWO powołało zjawisko nicości i istnienia. Jeżeli ktoś powie , ze stworzył cząstkę z niczego bo nie widzi z czego mogłaby ona powstać to niech kupi sobie lepszy mikroskop, taki bardziej racjonalny, albo jak uważa że energia nie jest bytem to niech lepiej idzie się wyspowiadać bo bardzo zgrzeszył...
W efekcie Casmira cząstki pojawiają się znikąd i oddziałują z materią. I łamią przy tym - na bardzo krótki moment czasu - zasadę zachowania energii (potem znikają, więc ogólnie średnio zasada jest zachowana).
|
|
| | | |  | | aries | mam wrazenie, ze nikt z dyskutantow nie podszedl racjonalne do dysputy. Albowiem , wedlug mnie temat rozpoczety zostal z pozaracjonalnych powodow :to jest na ciezkim kacu. A pozostali go kupili w dobrej , nieracjonalnej wierzre...
|
|
| | | |  | | Mortharm |
> Fluktuacja pustej przestrzeni.czysta abstrakcja... > To raczej my to opisujemy jako PRAWO.my możemy sobie prawo opisywać, ale prawo istnieje(fizyka), > Pojęcia to jest coś, co tworzą ludzie.zanim człowiek coś sobie przyswoił jako pojecie, to najpierw to coś musiało zaistnieć i być właśnie takie, niezależnie od ludzkiego pojecia > A samo istnienie może być całkowicie niezależne od naszej zdolności do dzielenia świata na kawałki i nadawania im nazw oraz budowanie systemu relacji przypisanych kawałkom.dokładnie > Jeśli zakładasz, że może istnieć coś, co nie potrzebuje wytłumaczenia swojego istnienia, to ja mogę równie dobrze powiedzieć, że tym czymś mógł nie być bóg lecz coś innego - np. to, co pierwotnie było i z czego fluktuacji pojawił się wszechświat. Albo cokolwiek innego będącego równie dobrym wyjaśnieniem.i tu właśnie sie różnimy, że ty jako pierwotny powód bytu podajesz inny byt, a ja podaje wszechmoc... > Jeśli mówisz, że coś istnieje "ponad pojęciem istnienia" to nie wiem, co mówisz. To chyba taki trik lingwistyczny, coś co ciekawie brzmi, ale nie niesie żadnej informacji - to jest moim zdaniem nonsens. Jeśli twierdzisz inaczej, to wytłumacz co masz na myśli. Bo moim zdaniem to logiczna sprzeczność, coś jak "istnieje coś, co nie istnieje, bo istnieć nie potrzebuje do istnienia".żeby to pojąć trzeba sobie najpierw uświadomić pojecie wszechmocy... > W efekcie Casmira cząstki pojawiają się z nikąd i oddziałują z materią. I łamią przy tym - na bardzo krótki moment czasu - zasadę zachowania energii (potem znikają, więc ogólnie średnio zasada jest zachowana).ludzie jeszcze za mało wiedząo budowie materii , zeby można się było podpierać takimi doświadczeniami do tłumaczenia ,że byt powstał znikąd... BARDZO ZALECAM zapoznanie się z teorią pół torsyjnych www.oswiecenie.com/pola_torsyjne.htmteoria pokazuje jak to świadomość stoi u podstaw materii, nadaje jej prawo, a nasze osobowośći są kumulacją substancji świadomości >
|
|
| | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
>BARDZO ZALECAM zapoznanie się z teorią pół torsyjnych
>www.oswiecenie.com/pola_torsyjne.htm
Cytat z poleconego przez Ciebie tekstu:
Takimi urządzeniami są np. grzejniki domowe, które, pobierając 1 kilowat energii elektrycznej, produkują 4 kilowaty energii cieplnej. Brzmi to jak bajka o żelaznym wilku, ale te urządzenia istnieją i zostały skonstruowane na rządowe zamówienie
Myślę, że ciepło bijące od takiego grzejnika, zainstalowanego w kościele, (do czasu opracowania specjalnego modelu kościelnego, można wykorzystać grzejnik domowy) zdolne byłoby przekonać nawet najbardziej zatwardziałego ateistę. Przerobienie go na klimatyzator, co nie stanowi chyba żadnego problemu, sprawiłoby, że jego moc przekonywania można byłoby wykorzystywać również w czasie upalnego lata.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | |  | | waligóra (961 punktów) | Grzejnik torsyjny ........ Rewelacja, a mówią że poniedziałki są trudne, a tu taka gratka, no nie ma co ubaw doskonały ...... "Pola torsyjne" - znakomity artykuł tylko takie teraz będe czytał precz z dogmatami i autorytetami w fizyce (jedynie poczciwy Eistein podejrzewał taki obrót wydarzeń) ,niech żyje sprawność umysłowa na poziomie 1000%, grzejnik torsyjny dla każdego !!!!
|
|
| | | | |  | | zima (560 punktów) |
> BARDZO ZALECAM zapoznanie się z teorią pół torsyjnych> www.oswiecenie.com/pola_torsyjne.htm :Takimi urządzeniami są np. grzejniki domowe, które, pobierając 1 kilowat energii elektrycznej, produkują 4 kilowaty energii cieplnej... Wow. A pomyślałeś co by było gdyby zamienić energię cieplną z powrotem na elektryczną... Nie dość, że grzejnik sam by siebie zasilał, to jeszcze produkowałby energie! Kryzys energetyczny świata został rozwiązany! Darmowa energia dla wszystkich! Wyślij mi jeden taki grzejnik. Tak dla sprawdzenia. Bo ja sceptyczny jestem.
|
|
| | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
Wtrącę się tylko w jednym. Ciekawy jest pomysł z tym stwarzaniem istnienia, ale raczej chodzi tu według mnie o istnienie tej rzeczywistości, która ze względu na swoją formę przyjęła postać materii jak ją nazywamy. Ponieważ nauka na obecnym etapie nie wyjaśnia w sposób pewny tych kwestii nasza dyskusja jest w zasadzie fantazjowaniem, ale całkiem ciekawym. Być może z tego da się wypracować coś ciekawego, co może pomóc w poszukiwaniach. Jeżeli rzeczywistość jest oparta na stałych i logicznych prawach, to takie analizy mogą się uprawdopodobnić. Co do PRAWA ciekawe jakie jest stanowisko racjonalistów wobec niezależności PRAW od ich nośników i obiektów badanych. Jeżeli mnożenie na jabłkach powtarza się na gruszkach, to znając zależność nie potrzeba za każdym razem sprawdzać, czy rzeczywiście to prawda. PRAWO istnieje poza rzeczywistością i nawet bez użycia obiektów pozostanie takie samo. Albo inny przykład, napisałem bardzo złożony program komputerowy, który wyświetla na ekranie żywego kota, ale udoskonaliłem go po kilku próbach i wgrałem do pamięci robota wyglądającego identycznie jak żywy kot. Program sprawia, że kot jest prawdziwym kotem. Niestety napatoczył się jakiś wielki pies i zjadł mojego kota. Na szczęście miałem nagrany program na płycie i do drugiego identycznego robota wgrałem zawartość kopii. Zagadka polega tu na tym, czy program napisany przeze mnie jest bytem niezależnym od nośników, czy też ściśle z nimi związany? Dlaczego jednak jeśli jest związany z nośnikami działa identyczneie na innym nośniku (płyta może być z innego tworzywa, robot innego producenta, a program przekonwertowany na inny język).
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | |  | | MOrtharm | proponuje zapoznanie sie z innymi artykułami na temat pól torsyjnych, wystarczy użyć google, ja podałem pierwszy link który udało mi się znaleźć, jest on tylko streszczeniem innych artykułów...
|
|
| Cieślański (994 punktów) |
Jajakoko zdroworozsądkowy katolik, łącząc się w cierpieniu z wykorzystaną seksualnie przez pana boga, nieletnią oj.Jerzuwsiową matką boską, och!szczony przymusowo i bez pytania mnie o zgodę, powodowany e-kumeniczną troską, pod Spirytusa natchnieniem pochylam się zatroskany nad indoktrynowanym ewangelizacyjnie Je.Pi. es Two. pokoleniem
Za kilka miesięcy zaczynają się wakacje, czyli okres letni, kiedy szczególnie narażonymi na molestowanie seksualne przez zakłamanych tranwestytów w czarnych sukienkach, stają się bezbronni i łatwowierni religijni nieletni. Skutkiem powyższego, pojąłem pod wpływem uduchowienia Spirytusowego, że profilaktyka zapobiegania molestancji nieletnich przez religijnych pedofili staje się naglącą potrzebą chwili.
Albowiem z bożej woli zbliżamy się ku latu, które w IV Religijności Pomrocznej jest wyrajem dla wyposzconych celibatem sutannowych kleroli i oazowych pedofili rozładowywujących stłumiony pociąg seksualny, pod pozorem szerzenia miłości bożej do małolatów, w obrzydliwym nałogu grzesznej, ewangelizacyjnej ind**trynacji od strony ciasnej bramy, za przyzwoleniem otumanionych religijnymi zabobonami, nieświadomych niebezpieczeństwa łatwowiernych wiernych, czyli taty i mamy.
W pobożnym celu ochrony dzieci, przed zboczeńcami z kościelnej ambony, nie lamentując w ostatniej chwili, warto nagłośnić program ochrony, przed zakusami katolickich pedofili, i dotrzeć w porę do mózgów łatwowiernych ojców i rozmodlonych matek, ślepych na religijne molestowanie seksualne przez księży ich własnych dziatek.
Wiele z naszych dzieci, (chroń panie boże przed taką miłością bożą dziatwę bezbronną) wyjedzie na zbiorowe wczasy z obcymi dorosłymi czarne kiecuszki przybranymi, seksualnie niezaspokojonymi, bo zmęczonymi sutannowym celibatem i monotonną ind**trynacyją zakonną, gdzie "siostra z siostrą" a "brat z bratem" prowadzą eeee-wam-gie-lizacyję ostrą.
Czy wszelkie nasze pobożne media istniejące z bożej woli i z naszych tacowych składek, (dopóki jeszcze płynie po morzu nierządności łodź piotrwa, pod tanią banderą watykańską przerdzewiały merkantylizmem statek), odarzone niebywałą łaską Radiofonicznej Rady, zamierzają zamieścić cykl artykułów lub uświadamiające wywiady z psychologiem, który przekazałby praktyczne rady w obronie cnoty dziatek???: - Jak nie dać się zboczonemu księdzu obmacywać i pobożnie pieścić, - Jak unikać i zapobiegać niebezpieczeństwu wykorzystania seksualnego nieletnich, - Jak przekazać tę wiedzę własnym dzieciom i wnukom, - Jak zachować się i komu zgłosić przypadki molestowania seksualnego własnych dzieci, - Jak powinny zachować się nieletni ministranci, ci odurzeni mszalnym winem narkotykami z dymu kadzidła pobożni chopcy, w takich przypadkach molestowania przez religijnych opiekunów, przybranych ojców duchowych i zakonników obcych.
Dobrze by było, aby ewentualny cykl artykułów (nie skończył się, jak to bywa w prawicowych periodykach, na kunktatorstwie i poprawnych politycznie ogólnikach, lecz) zawierał praktyczną listę działań i zachowań zalecanych dzieciom i dorosłom w celu uniknięcia zagrożenia i zapobieżenia ewentualnych próbom ukrywania przez molestujących opiekunów podejrzanych zdarzeń.
Same wywody uczestników forum internetowego w temacie pedofilii, chóćby je Kontrastowo wyeksponował przez nieudolne próby przemilczania i (w źle pojętej solidarności branżowej) zakłamanej obrony indoktrynacyjnych molestancji z kościelnej ambony, sam ksiundz-eurudyta, z racji ograniczonego dostępu zwykłych ludzi do Internetu, mało kto przeczyta.
Albowiem, wśród Kontrastowi podobnych fanatyków, historia religijnej pedofili, dostarczyła dowodów bez liku, wiernopoddańczej ślepoty i przemilczania księżego molestowania nieletnich dzieci, przez łatwowiernych katolików.
Wzywam was jako były ksiądz i zdroworozsądkowy katolik bądź co bądź, bójcie się boga!!!!, o religijni nawiedzeńcy, ślepi na krzywdę własnych dzieci, bo zapatrzeni w czarną ambonę, spójrzcie odważnie prawdzie w oczy, wielbiciele papastolicy, nie zawracając kota ogonem, w swym lękliwym niedowidzeniu i ukrywaniu jej pod płaszcykiem boskiej tajemnicy przenicowanej przez watykańską propagandę na tzw. "tylnią stronę".
Nie zaprzeczajmy faktom oczywistym, znanym nam z własnego otoczenia i doświadczenia, w imię fałszywie pojmowanej solidarności klęczników i zakłamanego materialną chciwością, zrelatywizowanego moralnie kościelnego klerdolenia.
Każdy z nas kto uczciwie, (a nie!! dla mercedesów i sutego tacowego), w boga wierzy, nie może być ślepym na prawdę, że pedofilia w środowiskach religijnych jest powszechnie znaną plagą i przyczyną wielu groźnych zaburzeń psychicznych wśród dzieci i młodzieży.
Przestańmy ten zespół traumatycznych następstw wykorzystania seksualnego i uzależnienia emocjonalnego od religijnych zboczeńców, (choć w świetle czarno-białej, Kontrastowej retoryki, to ja wam się nie dziwię), konglomerat traumatycznych skutków kleszej pedofilii, kłamliwie i po kunktatorsku, nazywać powołaniami do stanu kapłańskiego.
W cywilizowanych krajach, skrzywdzeni nieletni i ich rodziny, nie zwlekając ani chwili, odważnie występują w obronie czci własnej wiary, pozywając masowo o odszkodowania do sądu religijnych pedofili.
Wszyscy, bez wyjątków i bez żadnych czarów, uzyskują (na długotrwałe leczenie skutków wykorzystania seksualnego), wysokie zadośćuczynienia pieniężne od kościołów odpowiedzialnych za swoich chutliwych kapłanów, liczone w milionach dolarów.
Do was się również zwracam, o sutannowi zboczeńcy i celbatowi napaleńcy. Dość waszych fanatycznych, religijnych zbrodni, dokonywanych metodami odtylcowej ind**trynacyji i zakrystialnego ściągania minis*ranckich spodni. Przyznajcie się do winy ind**trynacyjni urabiacze du*howej nieletniej gliny. Odpokutujcie i zadość uczyńcie, wykolejeńcy zgnili, skutkom czynionej przez was(serman)samych, skrywanej pod fałszywą pobożnością i relatywizmem moralnym katolickiego kalego, religijnej pedofilii uprawianej wobec nieletniego bliźniego.
C.d.n.
bóg jest oszustwem
|
|
 | | Cieślański (994 punktów) | C.d.1 Przejrzyjmy na oczy, o my łatwowuerni wierni, religijni rodzice, ściągając z głowy, zaciemniające nam trzeźwe postrzeganie otaczającej nas rzeczywistości, robione na cierniowych drutach fanatyzmu i rzydzykownego antysemityzmu, mocherowe szlafmyce.
Wyślijmy naszych zakłamanych, nawołujących do homofobii kapłanów, noszących damskie fatałaszki, na leczenie w klinikach psychiatrycznych i znieśmy celibat aby zlikwidować, kościelnej pedofilii podstawową przyczynę. Zdemaskujmy kamuflarz zakłamania i odrzucając fałszywą doktrynę głoszącą dopuszczalność zapładniania nieletnich dziewic przez boskie ptaszki, kryjącą prawdę o molestowaniu pod pozorem tajemnicy boskiej, wyczulny w tym zakresie rodzicielską troskę .
My zdroworozsądkowi katolicy i antyklerykalni wolontarianie, martwimy się o naszych dzieci dusz taśmowe zbawianie, bo grzeszymy myślą, uczynkiem i (w zapobieganiu religijnej pedofilii), karygodnym działań prewencyjnych zaniechaniem.
Dla tego, za grosz nie mamy zaufania względem głoszonego przez tranwestytów w czarnych kiecuszkach i przez sutannowych pedofili niedzielnych, ich zakłamanego homofobicznego nawoływania, do krucjaty przeciwko homoseksualizmowi, uprawianego prosto z ambon kościelnych.
Problem istnieje od zawsze i powinno się wdrażać odpowiednie programy zapobiegania pedofilii w szkołach i przedszkolach, z nauką religi włącznie.
Natomiast niepotrzebnie, o fanatyczni religijni zwolennicy tzw. "do dzieci miłości bożej", zauroczeni księżą kiecką, w sprawy seksu wplatacie wątki światopoglądowe i problematykę obrony "intelektualnie" Jasnej G.(dzi)óry przed wyzwoloną moralnością i nauką wychowania seksualnego stosowanego na modłę szwedzką.
Paniczne reagowanie przez przedstawicieli środowisk katolickich strachem i histerycznymi protestami na próby naukowego zdiagnozowania przez ośrodki uniwersyteckie przyczyn i skali problemu pedofilii w Polsce nasuwają podejrzenia, że mogą one wynikać z ogromu rozpowszechnienia i liczby przypadków pedofilii właśnie w tych wspomnianych środowiskach zaślepionych rzydzykownym fanatyzmem mocherowej mycki.
W prawicowych tabloidach i brukowcach dużo się pisze o księżach homoseksualistach (mających zainteresowania homoseksualne, czyli pociąg do uprawiania seksu, -odbywania stosunków seksualnych z osobami tej samej płci) z grecka zwanych pedederastami lub z polska-drwiąco zwanych pedałami (choć ostatnia nazwa uznawana jest przez środowiska gejowskie za obraźliwą).
Niestety, dużo większym i gorszącym problemem w środowiskach organizacji religijnych, a skrywanym i przemilczanym w obawie przed wstydem i poniżeniem, okazuje się problem pedofilii w ośrodkach wychowawczych i opiekuńczych nadzorowanych przez księży i zakonnice.
Czynnikiem utrudniającym zdiagnozowanie skali problemu i rozwinięcie działań profilaktycznych w zapobieganiu pedofilii, jest skandalicznie niski poziom wiedzy społecznej, rodziców , dzieci i nauczycieli-pedagogów, w zakresie zachowań erotycznych.
Na przykład większość obywateli kształconych przez kościółkową naukę o rodzinie w ogóle nie pojmuje różnicy pomiędzy pojęciami: "pedofil" a określeniami "pederasta" lub obraźliwym "pedał".
Notabene zawoalowane, aluzyjne określenie "cyklista", spotykane w anegdotach pochodzi od angielskiej nazwy użytkownika pojazdu z pedałami, czyli roweru.
Najgorszą jest jednak praktyka wykorzystywania przez prawicowych dziennikarzy problemów seksualnych księży do emocjonalnego zwiększania poczytności gazet, zamiast do instruowania społeczeństwa jak unikać zagrożenia pedofilią ze strony środowisk tzw. podwyższonego ryzyka, w tym organizacji i sekt religijnych.
Wzbudza to opór ciemnego, religijnego społeczeństwa otumanionego kościelnymi zabobonami wobec prób zapobiegania, diagnozowania, uświadamiania i przeciwdziałania pedofilii pomiędzy zdroworozsądkowymi chrześcijanami.
Dla tego istnieje potrzeba stworzenia powszechnego, dostępnego w formie i treści, (zrozumiałego dla prostych rodziców i ich dzieci, które podstępnie ksiądz pedofil pieści), nie skrępowanego religijną cenzurą programu na rzecz przeciwdziałanie pedofilii, najlepiej wydrukowanego na opłatkach spożywanych z okazji tzw. wigilii.
Dotychczasowa kampania przeciwko pedofilom w sieci, zupełnie zaciemnia właściwy wymiar przyczynowy i statystyczny tego zjawiska w kraju pochodzenia Wibrującego Lolka, albowiem torem omijającym główne źródła religijnej pedofili .
Fakt, że czaty towarzyskie na kościelnych serwerach, są wyrajem dla kościelnych pedofili, jest zupełnie pomijany w oficjalnych wypowiedziach hierarchów kościoła katolickiego.
Do tego, ostatnio jeszcze doszło zaciemnianie obrazu w skatoliczonej przez dworaków Dworaka zPiS-działej telewizji publicznej, wzbraniającej się od religijnych pedofili napiętnowania, czy wręcz ani słowem nie wspominającej o zakłamaniu stabilizujących rząd religijnych fanatyków wykrzykujących na ulicy zbrodnicze, faszystowskie nawoływania typu "pedały do gazu".
Łysy dzieciorób maniakalny z zacięciem h.oralnym, w TVPospieszalskiej, niemal jak dyrygent z Poznania, na wizji organizuje seanse katolickiej demagogii pt."warto tumanić i ind**trynować".
W TVP różni jemu podobni walczą z międzynarodowym programem badań i zapobiegania pedofili - patrzy: skandaliczne potraktowanie prowadzącego takie badanie w Polsce seksuologa, profesora Izdebskiego i świńska manipulacja dokonana przez redaktorka katolickiego w programie TVP.
Religijnisie medialni zapewne tym samym pospiesznie zacierają ślady "korzenia" swojej religijności (jak i przychylności niektórych hierarchów kościoła katolickiego pomagających w karierze telewizyjno-biznesowej) poczętej w religijnym procesie induptrynacji miłości bożej na oazowych mitingach.
Paet'z, Jankowski, sutannowy karateka Sikorski to najznamienitsi wcielacze z ambony, idei miłości do dzieci bożych, najczęściej bezbronnych, podporządkowanych, biednych, materialnie i umysłowo upośledzonych. C.d.n.
bóg jest oszustwem
|
|
|  | | Cieślański (994 punktów) | C.d.2 Albowiem za prawdę, (u Kontrasta wypartą), o religijnisie naiwni, wam powiem, w spódnicach faceci, którym narzucono seksualną abstynencję są największym zagrożeniem dla dzieci i młodzieży na lekcjach religii, z wolą bożą a pod natchnieniem Spirytusa "dmuchając" wszystko co podleci. Mają z nieletnimi bezpośredni kontakt dotykowo-autorytarny, organoleptycznym zwany a chroniony nimbem religijnej świętości, grzeszą i barłożą w poczuciu kompletnej bezkarności. Jak się, który małolat nie poddaje obrządkom kapłana bożej miłości, to jeszcze dostanie łomot od własnych rodziców, których klecha postraszy, że ich każe pochować pod płotem cmentarza jak pisną słówko prokuratorowi albo naśle pikiety mocherowych szlafmyców. Uliczne akcje ulotkowe propagujące profilaktykę zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu nieletnich w organizacjach i związkach religijnych oraz zniesienie celibatu umożliwiające zaspokojenie księżych chuci w przykładnym małżeństwie, mogłyby ocalić dziewiczość wielu niewinnych ministranckich pupinek, tym samym zmniejszając wielokrotnie odsetek Rokito i Ziobro podobnych oszołomów w polityce i w społeczeństwie, choć tym zaindoktrynowanym normalnośći już nie przywróci. Stałoby się tak niechybnie w wyniku uświadomienia dzieci i rodziców co do ogromu zagrożenia religijną pedofilią w Polsce. Tym samym przyczyniłoby się do zmniejszenia (skutkującej zaburzeniami psychicznymi i urojeniową religijnością) traumy wykorzystania seksualnego nieletnich przez katolickich księży. Proponuję poświęcić, tfuj! co za słowo, dwie strony każdej prawdziwie pobożnej, kuriewnej gazety, (jedna kartka gazety) na wydrukowamie czterech dwustronnych ulotek do samodzielnego wycięcia i rozkolportowania przez czytelników, wśród rodziców dzieci i młodzieży, zagrożonej religijną pedofilią. Ulotki mogły by mieć z jednej strony (czytelny w ideii) piktogram antypedofilski, (np. taki jak ten z trójkątnym znakiem ostrzegawczym na koszulkach FiM) www.faktyimity.pl/gadzety/pics/k_5.jpg a z drugiej strony przystępny zestaw informacji jak unikać i zapobiegać wykorzystywaniu seksualnemu nieletnich na lekcjach religi i w zakrystii. Cztery różne treściowo ulotki pozwolą na (dostosowane poziomem języka i informacji) dotarcie do sumień nieświadomych zagrożenia kościelną pedofilią rodziców i do młodzieży poddanej religijnej indoktrynacji. Możnaby zorganizować sympozjum naukowe pod patronatem środowiska e-wamngelizacji medialnej, szeroko rozumianej katolickiej moralnej odnowy, Przymierza Rodzin, podwórkowych kółek rószańcowych, i KSM-ów na temat zbadania oraz zapobiegania religijnej pedofilii drażliwych problemów. Warto byłoby uzyskać grant europejski na działania profilaktyczne przeciwdziałające pedofilii w środowiskach religijnych. Mile widziany byłby konkursy dla czytelników na opracowanie odpowiedniego wzorca treści ulotek antypedowfilskich, uswiadamiajacych zagrożenie plakatów, odblaskowych piktogramów oraz naklejanych na caritasowskie modlitewniki haseł-hologramów, zwalczających i ostrzegających przed księżmi pedofilami. Pożądane byłyby artykuły w kuriewnych i parafialnych pismach, jak taką ulotkę bezpiecznie i skutecznie, pod względem medialnym dystrybuować, z uwzględnieniem norm bezpieczeństwa prawnego. Ulotki antypedofilskie można rozdawać przed: kościołami, seminariami, szkołami, w czasie filmowanych i dokumentowanych happeningów, najlepiej w pobliżu najbliższej siedziby lokalnej telewizji, radia czy gazety. Bardziej nieśmiali czytelnicy, nawykiem partyzanckim mogliby je zostawiać w sklepach, kinach, autobusach, przychodniach zdrowia, na przystankach, w bibliotecznych książkach jako zakładki albo intencyjne wrzutki do kościelnych skarbonek. Prężna akcja w metrze lub tramwajach, może mieć niebywałe wzięcie medialne i reklamowe wsparcie w aspekcie przedwyborczej gorączki wyborów samorządowych, wspierane w antypedofilskim e-kumenizmie już na samym starcie, przez środowiska antyklerykalne. Ba, nawet jeśli kto jest odważny między nami katolikami, i z pedofilią na prawdę po bożemu walczyć chce, czynić tak może niosac antypedofilskie słowo boże, w sojuszu z gazetą Fakty i Mity, lewicowymi młodzieżówkami, tudzież z Jerzego Urbanowym NIE. Zapewne nie wielu kościelnych aktywistów wie, młodzieży kochana przez księży "kochana", że piktogram rozklejany po przystankach przez giertchjugendowskich faszystów z eMWe, (za iste zakłamana jak Homo-Hitler, zniewieściała autorytarna to klika) zatytułowany "zakaz pedałowania", ma koński pochylony łeb Romana i podniesioną mordę Rydzyka. Jednolity front antypedofilski, (w pierwszym rzędzie dopuszczonym będzie po śmierci przed stół pański złożony z chrześcijańskich wydawnictw, organizacji, stowarzyszeń i partii mógłby zorganizować spotkania ze znanymi przedstawicielami nauk medycznych i społecznych na temat zjawiska, zagrożeń i zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu nieletnich w organizacjach i związkach religijnych oraz innych mających styczność z młodzieżą. Kontrast, ty koralu złoty, jeszcze cię wyleczymy z zaindoktrynowanej mechanizmami wyparcia, na ruchu oazowym, pro-pedofilskiej zakłamnej ślepoty i stymulowanej celibatem dopaminowwej manii skrywania kleszych wystepków pod pozorem tajemnicy bokiej wyniesionej z plebanii.
bóg jest oszustwem
|
|
| Andrzej Bonifacy (526 punktów) | Błędy: - pierwszy: bezkrytyczne założenie istnienia Boga, - drugi: bezkrytyczne założenie, że jest stwórcą świata, - trzeci: mówisz "trzeba" i nie wyjaśniasz dlaczego, - czwarty: dość swawolnie używasz słów wytrychów (świadomość, wola, duch, dobro, zło, wyższy, niższy) bez określenia znaczenia zwrotów w których zostały zastosowane, - piąty: czyli odwołujesz się do uczuć a nie do rozumu, - szósty: sprzeczność twoich tez z tekstem Biblii.
Pozdrawiam
im więcej poznaję tym więcej widzę niepoznanego
|
|
| outsider (2469 punktów) | > Bóg nie może być kimś takim jak krasnoludek, jest> bardziej jak atom tylko, że nie można Go zobaczyć.> > Przede wszystkim trzeba pamietać, o tym, że Bóg jest> stwórcą świata.> No tak - z definicji. Istnienie definicji nie przesądza o istnieniu obiektu definiowanego - krasnoludki też posiadają swoja definicję. > Jeśli się dobrze nad tym zastanowić to wynikają z tego> następujące Jego cechy:> - moc, która spowodowała przejście z nicości do bytu musi> być nieskończona, ponieważ pomiędzy nicością a> najmniejszym, bytem istnieje nieskończona przepaść,Rozumiem, Tereso, że znany jest i zbadany choc jeden przypadek powstania czegoś z nicości? Jeśli nie skąd Twoja stanowczość sądu co do charakteru takiego "przejścia"? A tak na marginesie - nicość + Bóg to dalej nicość? > - skoro siła ta jest nieskończona to musi być On istotą> niczym nieograniczoną,Tu moc, tam siła - nieskończoność implikuje nieograniczoność: skąd to wszystko, Tereso? Poproszę o uzasadnienie. Bo ja tam wiem swoje: przedział ograniczony (0,1) ma moc zbioru nieskończonego liczb rzeczywistych - po ludzku mówiąc, zawiera ich nieskończenie wiele. > - ponieważ nieświadomość jest bardziej ograniczona od> świadomości,Mhm. Nieświadomość jest czymś ograniczona - zapamietam. Świadomość z pewnościa ma swoje ograniczenia - ale nieświadomość? Nie wydaje mi się aby nic podlegało jakimkolwiek ograniczeniom. > a wola jest czymś wyższym od bezwoli,Jest w tym stwierdzeniu jakikolwiek sens, Tereso? Weltschmerz jest czymś wyższym od jego braku, daremność wysiłków czymś wyższym od nieistnienia - które wszak wysiłków nie wymaga i mylić sie nie może? > duch> jest czymś wyższym (mniej ograniczonym) od materii (bo nad> nią panuje):O tym porozmawiamy przy końcu świata, który pewnie kiedyś nastąpi: zobaczymy wtedy, kto komu swe prawa narzuci - duch materii, czy materia duchowi. > to musimy przypisać Bogu te cechy które> świadczą o "pełni bytu", a więc musi mieć On wolę,> świadomość i być duchem.A przypisuj - ja się nie zgadzam z Twoimi przesłankami  > - musi być też nieskończonym Dobrem. Jest tak,> dlatego, że zło jest zawsze tylko pewnym brakiem albo> odstępstwem od zasady etycznej. Jeśli Bóg jest> Stwórca świata, to jest zasadą wszystkich zasad> także zasad etycznych, a więc nie może być w nim braków.Chroń mnie Panie przed Nieskończonym Dobrem - ze skonczonym złem jakoś sobie poradzę... A na poważnie, Tereso - pieknie utożsamiłaś istnienie z dobrem, aksjologię z ontologią: coś ciekawego stąd wynika? Nie sądzę - to tylko pusta gra słów. > - skoro jest nieskończonym Dobrem to jest też nieskończoną> miłością,A ja bym raczej sądził, że Nieskończone Dobro może być z natury raczej Nieskończenie Egoistyczne: co może nakazać Nieskończonemu Dobru takim nie być, jakieś mniejsze dobro? Wszak nie ma wartości ponad Nieskończone Dobro... > - z tego też wynika, ze wola Boga nie może chcieć zła.A pisałaś wczesniej, że Bóg jest nieograniczony. A swoim wywodem chcesz tak drastycznie boską wolę ograniczyć... > > To aż dziwne, że wykształconym ludziom tak proste> rozważania są aż tak obce.Są, Tereso - co tu kryć. > Nie można go widzieć jak atomu, bo jest duchem, nie można> tez obliczyć prawdopodobieństwa jego wystąpienia, ponieważ> jego istnienie nie jest losowe.No, tu się wreszcie zgadzamy. Wiesz, akurat w innym miejscu rozmawiam o zakłądzie Pascala - Pascal wprawdzie prawdopodobieństwa istnienia Boga nie oblicza, a jednak bez tego prawdopodobieństwa choćby jako pojęcia jego wywód bierze w łeb - ale do tego w tamtej dyskusji jeszcze nie doszedłem. Pozdrawiam. Czuj duch!
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nie-boska komedia}
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|