Racjonalista - Strona głównaDo treści
Miłość

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
31-03-2006 08:26Abadon (73 punktów)Miłość
Ostatnio sam przeżyłem coś co nazywamy "złamanym sercem". Wprowadziło mnie to w jakiś refleksyjny nastrój. Jeśli większość piszących podaje się za ateistów to jak podchodzą do tego uczucia po śmierci?? To znaczy czy wierzą w to ,że będą ze swoją wybranką/ wybrankiem również po śmierci? Czy wierzycie w tą romantyczną wizję "sprzężonych dusz" które nie mogąc być razem na ziemi, łączą się po życiu?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

jarekland (142470 punktów)
> To znaczy czy wierzą
>w to ,że będą ze swoją wybranką/ wybrankiem również po
>śmierci?
To akurat jest irracjonalne, tz. nie sama miłość ale fakt że gdy jedna ze stron jest "niezaangażowana" to nie ma najmiejszego sensu tego pragnąć. A wyobraż sobie sytuację że Twoja dotychczasowa wybranka Cię znienawidziła. Czy wtedy również pragnąłbyś być z nią tam? Przecież Ona by Cię unieszczęśliwiła. A Ty ją. a miłość wcale nie polega na ranieniu. Wręcz przeciwnie.
Abadon (73 punktów)
>To akurat jest irracjonalne, tz. nie sama miłość ale fakt że gdy jedna ze stron jest "niezaangażowana" to nie ma najmiejszego sensu tego pragnąć.

Nie chodzi mi o jakieś "miłosne zawroty" typu "ona chce,on nie itp". Pisząc ten post chciałem usłyszeć jak zdeklarowani ateiści podchodzą do tego uczucia po śmierci. Czy wierzą w to ,że ono tak po prostu znika i nie pozostaje już nic?? A przykład romantycznych "sprzężonych dusz" jakoś sam się nasunął. To troche dziwne. Nie chce nikogo nawracać czy inne tego typu rzeczy. Tak sobie pomyślałem ,że myślimy racjonalnie- odrzucamy kościół, zabobony i wierzenia. Dobrze, popieram to. Ale co z tym uczuciem?? Nie da się go wytłumaczyć, pojąć czy oprzeć się jego sile. Ono po prostu w nas "trafia". Żadna wiara czy racjonalizm nic tu nie pomoże. Ale bedąc ateistą w oczywisty spsób zaprzeczasz życiu po życiu. Tym samym odrzucasz mozliwość istnienia z ukochaną osobą po śmierci. Jeśli się kocha to nie chce sie tego przerywać nawet po naszym bytowaniu na tym ziemskim padole. To brzmi, przynajmniej dla mnie, tak dziwnie i jakoś oschle. Może po prostu staje się "rozklejonym staruszkiem" Zresztą, jak w racjonlany sposób wytłumaczyć TAKIE uczucie?

PODKREŚLAM MOJĄ BEZSTRONNOŚĆ to znaczy: nie jestem w pełni ateistą, ale dalelko mi do obrony kościoła a tym bardziej do nawracania.
Paul (408 punktów)
>Ostatnio sam przeżyłem coś co nazywamy "złamanym
>sercem". Wprowadziło mnie to w jakiś refleksyjny nastrój.
>Jeśli większość piszących podaje się za ateistów to jak
>podchodzą do tego uczucia po śmierci?? To znaczy czy wierzą
>w to ,że będą ze swoją wybranką/ wybrankiem również po
>śmierci? Czy wierzycie w tą romantyczną wizję "sprzężonych
>dusz" które nie mogąc być razem na ziemi, łączą się po
>życiu?

Kolego Abadon, podejrzewam ze na tym forum o "zyciu po zyciu" nie dowiesz sie nic! Smieszne jest to, ze szukasz odpowiedzi wlasnie tutaj. Najwyrazniej forma "ateista" jest ci zupelnie obca. Ale na "nieszczescie w szczesciu" odwiedza nas tez paru "misjonarzy", z walecznym Kontrastem na czele (choc kontrast jego blednie z dnia na dzien). Popytaj ich - bo oni o uczuciach po smierci i gniewie bozym wiedzä najlepiej. Pozdrawiam.
zima (560 punktów)
Nie mam pojęcia, co pozostaje, ale mnie już nie będzie.
Pozdrawiam
PS. Zresztą po śmierci nie można jeść befsztyków, a bez nich ja nie mogę istnieć (czy to miłość?).
Volrath (3440 punktów)
Miłość po śmierci?
Odpowiem racjonalnym moim zdaniem tekstem "nie wiem, ale prawdopodobnym jest, że nie".
włodarczyk (87 punktów)Odp: Miłość po śmierci.
>Miłość po śmierci?
>Odpowiem racjonalnym moim zdaniem tekstem "nie wiem, ale prawdopodobnym jest, że nie".

Ty odpowiedziałeś racjonalnym językiem , a pozwól że ja powiem biblijnym cytując tekst bibli:
..."Gdy Jezus przechodził przystąpili do niego seduceusze i zaczeli sie wypytywać o małżeństwo po śmierci.a ten im rzekł:
Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenic ani za mąż wychodzić , lecz będą jak aniołowie Boży w niebie.Wtem odstąpił od nich a ci zdumieni byli jego nauką..."
michiko (596 punktów)Odp: Miłość

Myślę,że podświadomie się chcesz pocieszyć, że możesz być z kimś jeśli nie za życia to chociaż po śmierci. Jeśli nie ma życia po śmierci to sprawa jest prosta. Jeśli zaś ktoś wierzy w dalszy ciąg istnienia po śmierci to czy jest sens być przez całą wieczność z kimś kto nie chce być z Tobą. Wizja sprzężonych dusz?
Myślę, że raczej nie. Jeśli śmierć jest przejściem, jest pewnie jakiś proces, który zapewne obejmuje świadomość.I powoduje
przemianę świadomości, tym bardziej, że mózgu już nie ma. Byś musiał odrzucić wszystko co się wiąże z jego działaniem, jeśli miłość to zakamuflowany instynkt przedłużenia gatunku, tam to jest zbędne.Trudno czasami jest wyobrazić ile zależy od mózgu.A przecież zależy wszystko.
Jerofiejew

chemia, chemia, chemia organiczna. po smierci? heh.kadaweryna=jad trupi. a pozniej pierwiastki, robaczki, owady, nicienie, ptaki, jakies kreciki, moze czlowiek. czyli w sumie zyje sie po smierci. heh.
frag4 (58 punktów)
Abadon@

Nie wierzę w jakiekolwiek życie po życiu, co implikuje odpowiedź na pytanie o `sprzężone dusze'.

Natomiast co do miłości, to nie mogę się zgodzić z Twoją koncepcją(że miłość jest nieopisywalna itp.).
Wyznaję pogląd, że cała nasza świadomość(nasze `ja') jest tylko sztucznym bytem utrzymywanym przez sieć neurownową znajdującą się w naszym mózgu. Wszystko co czujemy, słyszymy, czy też widzimy, to informacje dane `nam' przez mózg. Uczucie miłości nie jest tu wyjątkiem. Ma ono oczywiście `specyficzne' działanie, niemniej gdybyśmy tylko mieli pełną kontrolę nad własnym umysłem, można by się go pozbyć równie szybko i łatwo jak np. uczucia senności, głodu itp.

Ponieważ nie zadałeś żadnego konkretnego pytania o miłość, dałem Ci tylko swój pogląd na to czym ona jest.
kafir (363 punktów)
>Ostatnio sam przeżyłem coś co nazywamy "złamanym
>sercem". Wprowadziło mnie to w jakiś refleksyjny nastrój.
>Jeśli większość piszących podaje się za ateistów to jak
>podchodzą do tego uczucia po śmierci??

Nie wiem czy ateistom przystaje spoufalać się z przedstawicielami cywilizacji śmierci, a za taką uznać trza ludzi zrównujących złamane serce ze śmiercią!

>To znaczy czy wierzą w to ,że będą ze swoją wybranką/ wybrankiem również po
>śmierci?
Czyjej? Mojej czy jego/jej?
>Czy wierzycie w tą romantyczną wizję "sprzężonych dusz" które nie mogąc być razem na ziemi, łączą się po życiu?
Cóż, po pierwsze, w tym kontekscie było lepiej napisać ziemię z wielkiej litery chyba, że miałeś na myśli po prostu glebę, a po drugie, trudno odpowiedzieć na tak niedoprecyzowane pytanie, bo ja na ten przykład wierzę wyłącznie w życie pozagrobowe!
Ale życzę rychłego powrotu do zdrowia i pozdrawiam serdecznie!
Cieślański (994 punktów)
Abadon, odpowiem ci tak, jak moim zdaniem powinien odpowiedzieć ci, pragnący stać się racjonalistą pragmatyk, trzeźwo podchodzący do rozpowszechnionych w damsko-męskich związkach tzw. "wojen plemników" i sercowo-filozoficznych, akademickich bijatyk.

Drogi, Abadon, po śmierci nijak i do niczego się "nie podchodzi", bo przestaje się funkcjonować jako "podchodząco -myślący" organizm żywy.

Cudowny, owiany boską tajemnicą (lecz wytłumaczalny prawami psychologii bussines'u) wyjątek od powyższej fizjologicznej zasady,
stanowi zjawisko "podchodzenia wodą" rozkładających się zwłok na nie zmeliorowanym cmentarzu, (bo zarządzający "parkiem sztywnych" klecha chciał przyoszczędzić na kosztach), ma się rozumieć.

Dzieje się tak niezależnie od tego, czy się podawało za ateistę, czy nie, lub czy się należało do piszącej większości, czy do nie piśmiennej mniejszości.

Warto zauważyć, że nawet jeśli "większość piszących podaje się za ateistów", to nie znaczy na 100 procent, że większość wierzących jest analfabetami niepiśmiennymi.

Ale istnieje domniemanie, uzasadnione faktami z historii religii, (tj. anty-oświatowymi oddziaływaniami kościoła katolickiego oraz jego zakusami monopolizacji i reglamentacji dostępu do wiedzy naukowej przez łatwowierny wiernych), że
jest to prawidłowość przyczynowo-skutkowa, wielce prawdopodobna i funkcjonalnie właściwa religijno-totalitarnym systemom wyzysku i ucisku.

Abadon, twój sposób patrzenia na związki miłosne, i wyczuwalne u ciebie porządanie ich długotrwałości, sugeruje że nawet jeśli nie jesteś kobietą to aktualnie lubisz stroić się w sukienki w kolorze czarnym.

Twój nick czytany wspak brzmi "nobabA", teo-rety-cznie więc możesz być:
- zatwardziałym zwolenikiem celibatu,
- zniechęconym do kobitek zniewieściałym prawiczkiem wypierającym się swej kobiecej natury,
- lub dominującą samiczką broniącą się w imię fałszywych zakazów religijnych przed rajem wyzwolonej miłości homoseksualnej.

Refleksyjny nastrój, o którym dość nie precyzyjnie wspominasz w związku "z przeżyciem złamanego serca",
nie zależnie, czy to był zawał serca, czy rozstanie z osobą, wobec której popadłeś w nałóg uzależnienia emocjonalnego,
może cię skłaniać do depresyjnego czarnowidzenia i natrętnych myśli o śmierci lub samobójstwie.

Tymczasem, natura typowych męskich osobników ludzkich jest zasadniczo tak ukształtowana genetycznie w procesie ewolucji gatunków,
że są naturalnymi poligamistami i już po pierwszym stosunku nie myślą o jakimkolwiek dłuższym związku z jedną i tą samą, drenującą porfel i sukcesywnie starzejącą się tzw. "jedyną kobietą", bez wględu na wyznawany system światopoglądowy.

A nawet jeśli przeżyją kilkanaście lat z tą samą kobietą, nie schodząc wcześniej na zawał serca, to szaleństwem z ich strony byłaby chęć obcowania z taką stara babą po śmierci.

Co więcej, jeśliby tak hipotetycznie się stało, iżby spełniły się babskie marzenia podług twojego zapytania, to zapewniam cię, że nie byłby to dla typowych mężczyzn żaden raj, lecz istne piekło.

No bo, co to za szczęście żyć wiecznie w niebie, ze starą pomarszczoną babą, w menopauzalnej kondycji psychicznej, z rzeszotowatością kości i hamującą bez-zataciowe stosunki płciowe przypadłością waginalnej suchości, kiedy w koło pełno młodziutkich, przedwcześnie zmarłych dzierlatek.

Z całą pewnością, normalny chłop nie nazwałby twojej wizji ">"sprzężonych dusz" które nie mogąc być razem na ziemi, łączą się po życiu?",
chłe, chłe, romantyczną.

Natomiast, statystycznie znaczący odsetek osób marzących o byciu razem z partnerem po śmierci, stanowią panie z kółek rószańcowych,
traktując zachowanie kajdanów małżeńskich wobec ziemskiego męża w utęsknionym raju,
jako alibi i kamuflującą przykrywkę pozaślubnej miłości do pana boga, w celu uniknięcia rajskich plotek i zazdrości ze strony innych, przebywających w raju mocherowych dewotek.

No i nie ma mowy o tytułowaniu jakiejkolwiek kobitki wybranką, bo jak stwierdzili naukowcy zajmujący się badaniem związków miłosnych, to zawsze kobieta wybiera i ostatecznie decyduje o dopuszczeniu partnera, a chłopom się tylko wydaje, że dokonują suwerennego wyboru.

Nawet gdyby leciwa połowica miała się smażyć w kotle obok, to sama satysfakcja, że przeżywa to samo co my z nią, przez potworne dwadzieścia lat ziemskiej mordęgi, też nie jest godziwym zadość uczynieniem, wartym rezygnacji z męskiego poligamizmu i promiskutyzmu seksualnego na ziemi oraz z domniemanego raju hurys w urojonych marzeniach o szczęśliwym życiu pośmiertnym.

Abadon, jeśli natomiast przyczyną twego refleksyjnego myślenia o śmierci jest osoba tej samej płci co ty, a obskuranckie zakazy religijne zabraniają ci z nią obcować, to
pozbądź się swego zacofanego systemu religijnego, a osiągniesz raj na ziemi i boską szczęśliwość własnymi siłami i bez kosztownej kleszej łaski.

Jeśli porządana przez ciebie "partia", jest w związku z inną osobą, to możecie kochać się po partyzancku, zaznając amorów satysfakcjonującą metodą tzw. "ruch oporu", to jest modne i rozpowszechnione w cywilizowanym świecie.

A jeśli ta trzecia osoba nie jest zacofanym, zabobonnym, religijnym chomonciem, nic nie stoi na przeszkodzie abyście zażywali rozkoszy w homo- lub hetero-seksualnym trójkącie.

Jeśli jesteś w młodym wieku i w depresji ubzdurałeś sobie, że jak teraz popełnisz samobójstwo, albo co gorsza odbierzesz życie jednocześnie tej drugiej osobie, aby umrzeć młodo i młodo egzystować z nią razem pośmierci,
to pomocne rozwiązanie nie jest osiągalne w poszukiwaniu odpowiedzi na zadane przez ciebie pytanie, lecz w wizycie psychologa i farmakoterapeutycznym leczeniu depresji np. prozackiem.

Ale tak w ogóle, (tu polecę, klasykiem marcinkiewiczem), to bardzo dobre pytanie zadałeś, po prostu bycze.

bóg jest oszustwem

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365