Racjonalista - Strona głównaDo treści
Countdown

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
04-04-2006 12:47outsider (2469 punktów)Countdown
Jak niezawodnie wiadomo, przeciwnicy Pana Boga na wieczność całą lądują w miejscu niespecjalnie dla nich przyjemnym, zwanym Piekłem. To ateusze i inni zbrodniarze, także fanatyczni czciciele Bogów nieodpowiednich. Nie wiem, czy rozsadnie Pan Bóg wziął sobie na głowę taki kłopot: mógłby wszak pozbywać się swych wrogów na wieczność jednym skinięciem ręki (o ile takowa do jego atrybutów przynależy, co nie jest pewne) - woli jednak tego rodzaju pośmiertną resocjalizację - czy nie-resocjalizację, bo ku czemu ich w Piekle resocjalizować?

W teorii wszystko działa pięknie, w praktyce jednak i w Piekle są schody: czy można sądzić, że potępieni na wzór zbawionych jedynie adorują Światłość i kontemplują dość dla nich samych niedogodną sytuację? Rozumu ani czasu zazwyczaj im nie brakuje - a postawy różne: od nieszkodliwego w międzyludzkim znaczeniu ateizmu czy herezji, po psychopatie i fanatyzmy wszelakie acz niewłaściwie ukierunkowane; i kamikadze niejeden się znajdzie, i sofista chytry - a wodzów ilu tam...

Dawno odkryliśmy jako gatunek, że nie da się wszystkich wrogów uwięzić: to znaczy niby się da, ale skutki prędzej czy później bedą żałosne, prędzej czy później to uwięzieni zdobedą własnym przemysłem jeśli nie od razu władzę to przynajmniej wolność - i zaczną zadawać niewygodne pytania, od którym mróz karkiem telepie: miałby Bóg być w tej mierze innego zdania, miałby wierzyć, że niepokorni za życia po śmierci spokornieją?

Tak czy owak, w piekle (takim jakie nam przedstawiono) drzemie zarzewie buntu. Nie wydaje się przy tym, aby zastępy zbawionych były w walce z nim wysoce przydatne - w tym szczególnym kontekście jeden potepiony starczy za cały zastęp świętych - co zatem? Do tego księża do prokreacji namawiając sprawiaja jedynie, że coraz szybciej rośnie owa piekielna masa krytyczna: raz że umarłych przybywa tako samo jak żywych, dwa - że jeszcze jedna norma do złamania, zatem przysycha strumień ku niebu płynący - ten drugi zaś obfitszym się staje...

No cóż - pozwoliłem sobie dobrotliwie pożartować ze spraw, które ponoć nie do śmiechu. To jednak pewien efekt rezonansowy - coraz bardziej bowiem jesteśmy tu na forum przekonywani do prawd niewątpliwych i Biblią gwarantowanych, a prócz Biblii i nieco myslenia przydać się w życiu może.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Lafcadio (40 punktów)
Cała idea piekła (i nie tylko piekła, czyśćca i nieba też) nie ma racjonalnych podstaw, nie mówiąc już o potencjalnych możliwościach zorganizowania buntu przez niezresocjalizowane zastępy niewiernych. Zanim zaczniemy zastanawiać się nad robieniem podkopów w dnie piekła, powinniśmy najpierw się zastanowić czy są jakieś realne przesłanki do tego aby kiedykolwiek, ktokolwiek z niewiernych miał jakieś szanse znaleźć się w tej "zmyślonej krainie". W tej sytuacji przypominają mi się dywagacje, co byśmy zrobili gdybyśmy się znaleźli np. w Krainie Czarów jak Alicja czy Krainie Liliputów jak Guliwer. Niemniej jednak domyślam się, że celem tego posta jest sprowokowanie dyskusji nad brakiem logiki założeń funkcjonowania piekła, a co za tym idzie przedstawieniem braku możliwości jego istnienia? Jeśli tak, to podam może pierwszy argument stawiający istnienie piekła pod znakiem zapytania. Mianowicie, czy miłosierny (tak twierdzą) i sprawiedliwy (taki też ponoć jest) bóg, który sam stworzył grzesznego człowieka miałby karać go za to jakim go stworzył. Dla przykładu, możemy podać sytuację karania misia koali za to że odżywia się liśćmi eukaliptusa (choć niektórzy pewnie by mu zakazali gdyby mogli, bo przez to ciągle jest na "bani" - a to już grzech rozpasania). Gdzie tu miłosierdzie i sprawiedliwość. Ja w tej teorii widzę tylko sadyzm znęcania się nad niewinnym stworzeniem i grubą niesprawiedliwość. Zresztą tak moglibyśmy mnożyć w nieskończoność z tymi zwierzętami i karać zająca, za to, że jest zającem, wilka za to że jest wilkiem, aż dojdziemy do zwierzęcia jakim jest człowiek i karać za to, że jest człowiekiem i nie widzieć tego, że jednym ludziom jest łatwiej znosić ograniczenia wynikające z nakazów moralnych, a innym jest trudniej. Nie możemy osądzać wilka, za to że jest zabójcą i nagradzać zająca za to że nim nie jest, bo w naturze wilka jest zabijać, a w naturze zająca jest uciekać. Tak więc idea sprawiedliwego nagradzania i karania bierze w łeb, chyba że piekło potraktujemy jako śmietnik dla nieudanych eksperymentów boga, których należałoby się delikatnie mówiąc pozbyć. Ale w takiej sytuacji nie można mówić o miłosierdziu, raczej o bezdusznej maszynie, która karze innych za swoje błędy. W takiej sytuacji pierwszy wzniecę zarzewie buntu na wszystkich pokładach piekła, a diabeł będzie moim sprzymierzeńcem - w końcu to on pierwszy się zbuntował - i pewnie miał ku temu powody. Sama myśl, że ktoś uważa siebie za wszechwiedzącego, nieomylnego i jedyną prawdę objawioną w moim umyśle rodzi chęć buntu - widocznie jestem źle skonstruowanym przypadkiem (tylko jak nieomylny bóg mógł mnie źle skonstruować, może sam się zepsułem? ale dlaczego?), który należałoby wyrzucić, bo przecież lepiej mieć zastępy bezmyślnych, wiernopoddańczych ratlerków, którzy o nic nie pytają. Oczywiście ta końcówka to tylko moje dywagacje, bo ja ani w boga ani w diabła nie wierzę, chociaż diabeł według mnie ma bardziej ludzką twarz.
Paul (408 punktów)


Pieklo istnieje! Tu, dla wielu ludzi na tej ziemi. A to wymyslone, do czego sluzy kazdy wie.
Kowalski (762 punktów)
Przynajmniej w doktrynie katolickiej, od resocjalizacji jest Czyściec, nie Piekło. W Piekle już nie ma nadziei i jest "śmierć wieczna" (co skłania mnie teraz do zastanawiania się, czy aby nie chodzić miało o to, że tylko dobre i zdolne do naprawy dusze będą miały życie wieczne, a potępione przestaną istnieć; w każdym razie nawet jeśli o to chodziło, to nauka z czasem stała się inna).

W idei Czyśćca chodzi o to, by dusza oczyściła się ze swoich przywar. To nie jest naprawienie grzechów, ale wyzbycie się pychy, uległości wobec niskich popędów, złości, itd. Nie wydaje mi się, by było to "logicznie" niemożliwe. (Użyłem słowa logicznie, by nie sugerować, że chodzi mi o empiryczne badania Czyśćca, żebyście sobie czegoś nie pomyśleli )
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>W idei Czyśćca chodzi o to, by dusza oczyściła się ze swoich przywar. To nie jest naprawienie grzechów, ale wyzbycie się pychy, uległości wobec niskich popędów, złości, itd.

Inaczej mówiąc: by przy pomocy "łagodnej perswazji" i innych subtelnych środków resocjalizujących (fizycznych i psychicznych) nakłonić zbłąkaną duszyczkę do uznania własnych błędów i przyjęcia jedynie słusznego stanowiska światopoglądowego. Już bez cienia wątpliwości i zastrzeżeń. Amen.

fides ex necessitate esse non debet
waligóra (961 punktów)
Kierując się po części przekorą jak i potrzebą zachowania dualizmu poglądów w tzw. kwestii "piekła" spróbuję odpowiedzieć na twój wątek z pozycji apologety teizmu.
Oczywiście wymaga to w pierwszym rzędzie przyjęcia jako podstawy wywodu istnienia bytu zwanego bogiem wraz z teistycznymi wyobrażeniami o jego istocie.
W Chrześcijaństwie przyjęcie takiej wizji boga prowadzi do wyrażanej w wyznaniu wiary (credo) nadziei egzystencji świadomej i integralnie osobowej po smierci.
Na poczatku piszesz :
>Jak niezawodnie wiadomo, przeciwnicy Pana Boga na
>wieczność całą lądują w miejscu niespecjalnie dla nich
>przyjemnym, zwanym Piekłem.
No tak sprawa niby wygląda prosto: byłeś złym człowiekiem za życia to do piekła, byłeś dobry to do nieba, w przypatkach pośrednich - czyścieć, jurysdykcja bezapelacyjna do czasu sądu powszechnego w gestii św Piotra - amen.

Jednak pozostaje pewien szczegół techniczny, to z czym św. Piotr nie ma problemu w niebie u nas na ziemi jest niebagatelnym wyzwaniem etycznym mianowicie: co to oznacza
i w jakich sytuacjach zachodzi - zło. Ponieważ jest to problem "stary jak świat" i omawiany bodajże od czasów Abrahama nie ma co zbytnio wikłać się w jego zawiłościach.

Należy jedynie uchwycić najważniejsze wnioski, mianowicie człowiek jako istota teomorficzna (ukształtowana na obraz i podobienstwo, oczywiście w kontekscie przymiotów abstrakcyjnych takich jak wolna wola, rozum itp) ma w swej ziemskiej egzystencji kierować się w swym duchowym ,moralnym, etycznym postępowaniu tak aby po śmierci bez przeszkód zjednoczyć się ze swym stwórcą. Majac oczywiście do pomocy jego słowo (prawo, przykazania), świadectwa życia innych (świętych) oraz mocno akcentowane w chrześcijaństwie oswiecenie boże (jego łaskę). Osiągnowszy, można powiedzieć duchową doskonałość możemy liczyć na "nagrodę" oglądania Boga. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Cały problem polega bowiem na kwestii rozłożenia akcentów. Ty kładziesz nacisk na jurysdykcyjną strone eschatologii, czyli nagroda - niebo, kara -piekło mało tego antropomorfizujesz i przebarwiasz (chociaż rozumiem tego intencje) obraz tego podziału.

Ja jednak myslę, że akcent powinien zostac położony na zbawczą -soterologiczną stronę eschatologii. W nieskończonej dobroci Bóg zapewne przebaczy wszystkim ludziom - dokona się powszechne zbawienie.

Tak więc problem nieba - piekła należy postawić inaczej. Piekło to poczucie niespełnienia, niewiary i żalu wywołane konfrontacją między ułomnością ludzką a doskonałością bożą. Naturalnie poczucie to będzie udziałem wszystkich jednak "grzeszników" będzie ono trapić szczególnie. Przyczyną takiego stanu jest prosta zależność, wspomniana powyżej droga zjednoczenia z bogiem choć prosta nie jest prowadzi do pewnego rodzaju doskonałości a w konsekwencji upodobnienia do Boga. (wspomniałem o jednej drodze ale zapewne jest ich więcej, ponieważ pojęcie "Boga" jest wieloaspektowe). "Nagrodą" - w cudzysłowiu jest radość z bliższego kontaktu z Bogiem jako doskonałym absolutem, satysfakcja z własnych dokonań i poczucie spełnienia. "karą"- również w cudzysłowiu jest to właśnie poczucie niespełnienia i żal za utraconą szansą bo chociaż dostąpiło się zbawienia niesmak pozostaje. Piekło i niebo były by dwoma biegunami pewnego rodzaju continuum spełnienia, a szatan i anioł jedynie umownymi symbolami znaczacymi miejsce na tej ciągłości. Naturalnie taki obraz bozego planu zbawienia rodzi wiele wątpliwości i pytań ale przynajmniej nie narzuca piekielnego ognia i kotłów ze smołą jako imperatywów ludzkiego postępowania.

To tyle, kończę tę katechezę .
outsider (2469 punktów)
Niestety, Waligóro, w Polsce (a i tu na forum) spotykamy sie raczej z chrzescijaństwem wulgarnym i z wszelkiej poetyczności odartym - nie przeczę, istnieje i inne: niezbyt mi tak czy owak bliskie, ale dające się zrozumieć.

Ładnie wyłożyłeś ów współczesny (choć od Akwinaty jeszcze wywodzony) nurt - istotnie, możnaby tak właśnie rozumieć chrześcijaństwo; gdyby nie chrześcijanie. Niemniej myśl ta i tak nie jest mi bliska - choć polemizować z nią nie muszę, ludzka jest. A prawdę mówiąc - czytając odpowiedzi (choćby wypowiedź Lafcadio o gotowaniu się na Ziemi do robienia podkopów w dnie piekła - piękne) popadłem w pewnego rodzaju melancholię: jakby tu pogodzić wiarę z niewiarą?

Owo bowiem "robienie podkopów" dostarczyłoby mi na wieczność (lub nieco krócej, gdyby się rzecz udała) niebanalnej motywacji. Zatem, Waligóro - byłaby to kontynuacja życia prawdziwa i mimo wszelkich niedogodności cenna - o wiele cenniejsza od zbawienia i wiekuistej adoracji Najwyższego. Lądujesz oto w całkiem ciekawym towarzystwie (Bóg nie zaglada bo się brzydzi - a troche może i boi swoich dzieł niesterownych) - i masz sporo czasu, aby ze swego umysłu czynić użytek: im wieksze niedogodności czekają cię w piekle, tym wieksza nagroda wydaje się możliwa. Nie uda się? Najpiekniejsza faza każdej rewolucji jest, zanim rewolucja zwycięży.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
waligóra (961 punktów)
Na początek - drobna samokrytyka, proszę poprawić kilka błędów w mojej poprzedniej
wypowiedzi (przypadek a nie przypatek, nadziei a nie nadzieji i kilka innych )
Odnosząc sie do słów :
>Zatem, Waligóro - byłaby to kontynuacja życia prawdziwa i mimo wszelkich >niedogodności .cenna - o wiele cenniejsza od zbawienia i wiekuistej adoracji >Najwyższego. Lądujesz oto w całkiem ciekawym towarzystwie (Bóg nie zaglada bo się >brzydzi - a troche może i boi swoich dzieł niesterownych) - i masz sporo czasu, aby ze >swego umysłu czynić użytek: im wieksze niedogodności czekają cię w piekle, tym wieksza >nagroda wydaje się możliwa. Nie uda się? Najpiekniejsza faza każdej rewolucji jest, >zanim rewolucja zwycięży.

powiedziałbym, że czynienie użytku z własnego umysłu predystynuje bardziej
do wiecznej adoracji (jakikolwiek miała by ona sens i wymiar) niż do czeluści piekieł.
Bo dobry Bóg zapyta zapewne : Dałem ci rozum, wolną wolę, i kilka innych przymiotów
i co z nimi uczyniłeś ?
Twoja odpowiedź mogła by być taka :
No cóż mimo, że nie wierzyłem w ciebie, szukałem prawdy o tobie wszelkimi możliwymi metodami, chociaż błądziłem ale podejmowałem wysiłek aby pozać to co było dane do poznania. Nie wierzyłem aby uwierzyć.
A teraz na to samo pytanie odpowie ksiądz Tadeusz :
Witam Boże, zawsze wiedziałem, że jesteś, właściwie to rozum nie był mi nigdy
potrzebny do zrozumienia twojej istoty wystarczyła mi wiara w to co o tobie pisali inni,
znakomie teksty zwłaszcza ten o "potopie" - genialne utopić wszystkich bezbożników.
Nigdy cię nie musiałem szukać i nigdy nie zbłądziłem w drodze do ciebie bo miałem
pewność twojej istoty - amen.
Odpowiedzi Boga można się jedynie domyślać
pozdrawiam




outsider (2469 punktów)
Obaj chyba uwazamy o. Tadeusza za wroga - ja jednak pozwolę sobie docenić go jako wojownika. Jest mi zapewne łatwo: świętości moich nie szarga i zszargać nie zdoła - myślę jednak o człowieku mało wyrafinowanym, o niewielkiej wiedzy - wielkiej jednak woli i skuteczności. Aplauz tłumów wyniósł go wysoko jak niegdyś Savonarolę (a że niebo u nas na północy niżej niż w Italii - cóz...), i upadek bedzie pewnie podobny w treści choć nie tak dotkliwy w formie.

Jego winę najdokładniej chyba można nazwać błędem sumienia; rózne sa poglady co do karalności tego rodzaju win. Albowiem sumienie o. Tadeusza nie rozwijało sie w próżni - i wielu cieszyło sie (i cieszy nadal) że takie ono a nie inne. Spodziewam sie jednak jego upadku - a upadnie niewątpliwie sam i niewielu za soba pociągnie.

Rachunki - myślę - zostaną wyrównane za życia; nie mówię tu o rachunkach pieniężnych rzecz jasna, te pozostana jakie są. Sąd zdaje się już się zaczął - ale to sąd w imieniu woli, nie moralności: co do tego Bogu?

Myślę więc tak: gdybym był zdolny uwierzyć, chcąc niechcąc tam bym się z o. Tadeuszem spotkał: ja bym kopał jak kopałem (tylko niewiara bowiem nie pozwala mi być heretykiem), on by zagrzewał wątpiących i w poczuciu krzywdy utwierdzał, jak utwierdzał i zagrzewał: dziwne zaiste bywałyby nasze dzieje pośmiertne, gdyby bywać mogły - tylko bogów dzieje są proste, na miare naszych teologii.

I ja pozdrawiam, Waligóro.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365