Racjonalista - Strona głównaDo treści
Instynkty stadne a religie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
08-04-2006 22:04duda (175 punktów)Instynkty stadne a religie
Człowiek to z reguły zwierzę stadne, potrzebuje przynależności do grupy. Mało co daje takie poczucie wspólnoty jak religia. Wszelkie grupy wyznaniowe łączą ludzi niezależnie od pozycji społecznej, wieku, wykształcenia, pochodzenia, są zabezpieczeniem przed samotnością i alienacją. Do świątyni każdy może przyjść, i wspólnie z innymi spędzić czas na modlitwie, poszukać wsparcia współwyznawców. Jeśli tylko spełnia się pewne normy, jest się w takiej wspólnocie akceptowanym i szanowanym. Przynależność do licznej, silnej grupy daje wsparcie, poczucie pewności i bezpieczeństwa, może też zwiększać poczucie własnej wartości. Jest to też kwestia utwierdzania własnej tozsamości. Coś takiego jest ludziom potrzebne, zwłaszcza kiedy nie mają rodziny, bliskich, przyjaciół, czy kiedy czują się niepewnie na obcym gruncie. Czy nie jest tak, że obok samych wierzeń, właśnie to wykorzystanie 'instynktów stadnych' stanowi o sile religii? Czy bez ideologii mogłaby wytworzyć się między ludźmi taka specyficzna więź? Czy jest możliwe stworzenie takiej wspólnoty niezależnej od religii?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

lipschitz (1674 punktów)
Czy potrzebujemy ideologii? Mamy ją, na codzień, czy to działa, sprawdza się, czy rzeczywiście istnieją prawdziwe związki między ludźmi? Czy szef dużej firmy po wyjściu ze świątyni podniósł nędzną pensję swoim pracownikom, prawnik wziął nieodpłatnie sprawę biednego, starsza pani przestała spędzać wieczory samotnie, pomalowano i wyposażono dom dziecka? Czy może jednak zrzucono z siebie ten ciężar w świątyni, nastąpiło rozgrzeszenie i nie zdarzyło się nic? Albo: czy młodzi ludzie, aby się przyjaźnić i wspierać potrzebują ideologii? Czy może raczej kiedy któryś z nich przyjdzie z jakąś, dojdzie wtedy do podziałów i skończy się przyjaźń a zaczną się walki? Czy ludzie wychodzący z kościoła lub zebrania partyjnego stanowią nadal społeczeństwo, czy tylko przyszli załatwić swoje prywatne sprawy, by potem się rozejść? I czy nie lepiej mieć po prostu wspólne zainteresowania, tworzyć muzykę, malować, uprawiać ogrody, pisać programy komputerowe niż wymyślać sobie ideę, która zawsze staje ponad człowiekiem? Czyż człowiek, który zniszczył jakiś ideologiczny symbol nie stał się mniej ważny od tego symbolu?
Gosia (9452 punktów)
>I czy nie lepiej mieć po prostu wspólne zainteresowania, tworzyć muzykę, malować, uprawiać ogrody, pisać programy komputerowe niż wymyślać sobie ideę, która zawsze staje ponad człowiekiem? Czyż człowiek, który zniszczył jakiś ideologiczny symbol nie stał się mniej ważny od tego symbolu?

Otóż to! Trafnie wyraził to S.J.Lec:"Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie.A co ludziom?"
Pozdrawiam.
Kalikles (268 punktów)
(zablokowany)

> Czy jest możliwe stworzenie takiej
>wspólnoty niezależnej od religii?
Przepraszam, pozwoliłem sobie skrócic ( aby zaoszczędzić miejsce ). Myslę, że tak. Przykładem takiej wspólnoty były szkoły filozoficzne.

"Logika zabija życie" Antoine de Saint-Exupery
Itachi-san (468 punktów)
>Wszelkie grupy wyznaniowe łączą ludzi niezależnie od pozycji >społecznej, wieku, wykształcenia, pochodzenia, są >zabezpieczeniem przed samotnością i alienacją. Do świątyni >każdy może przyjść, i wspólnie z innymi spędzić czas na >modlitwie, poszukać wsparcia współwyznawców

Łączą ludzi... a jak silne są to związki...!?

Znam bogatych przedsiębiorców klęczących w kościele i płacących ludziom pracującym na 3 zmiany 700 zł...

Znam też biednych ludzi, którzy modlą się do szkodliwego wirusa umysłu przez ileś tam lat i myślą, że obudzą się bogaci, kupią sobie w końcu mieszkanie, a potem kiedyś... budzą się z ręką w nocniku

Wielu modli się, bo chce dostać się do Raju, ale jak już są starzy to modlą się by żyć jak najdłużej, wiadomo znają jedynie ziemskie życie...

Religia! Wsparcie? Bezinteresowność? Miłość bliźniego? Ludzie są lepsi dla siebie? A może mniejszy lęk przed śmiercią? Chyba, żadne z tego...

Pozdrawiam
duda (175 punktów)
Jasne, że ludzie nie są lepsi kiedy posłuchają w kociele kazania. Ale zauważ, jak wielu, dowartościowując się mówi o sobie z dumą 'Polak - katolik'. Dla ilu babć, zapomnianych przez rodziny odmawianie różańca w kościele przez pół dnia to jedyny sposób spędzania czasu. Jaką role odgrywa religia dla muzłumańskich emigrantów, odrzucanych przez społeczeństwo, jakie daje im psychiczne wsparcie. Ale jak widać może prowadzić też do ksenofobi i fanatyzmu. Dzielenie na 'swoich' i obcych, przylepianie etykietek nie jest w sumie niczym dobrym. Wspólnota religijna to też zawsze jakaś grupa nacisku. Może być zaborcza i agresywna względem odszczepieńców. Ma zalety, ale też wiele wad. I właśnie dlatego nurtuje mnie pytanie, czy możliwa jest pozbawiona ideologii alternatywa dla ludzi potrzebujących takiego wsparcia i czy taka świecka wspólnota mogła by dla nich znaczyć tyle co religijna.
Itachi-san (468 punktów)
> I właśnie dlatego nurtuje mnie pytanie, czy możliwa jest pozbawiona ideologii alternatywa dla ludzi potrzebujących takiego wsparcia i czy taka świecka wspólnota mogła by dla nich znaczyć tyle co religijna.

Świecka wspólnota może powstać jak np. wspólnota filozoficzna, polityyczna, naukowa, niestety bez ideologii się nie obejdzie. Spójrz na PSR, pomimo deklaracji neutralności, ateizm/agnostycyzm jest preferowany (tego nie ma w regulaminie, są to takie preferencje niejawne; w różnych społecznościach mamy zarówno jawne jak i niejawne normy, zasady, prawidłowości itd.), a kupa tekstów krytykujących KK na Racjonaliście raczej kłóci się z przynależnością katolika (wyznawcą innej religii) do organizacji racjonalistycznej.

Stworzenie stowarzyszenia filozoficznego może pasjonatów danej filozofii podzielić z innymi ludźmi, czy może nastąpić także wewnętrzny podział szkoły itd. Ideologia zechce zagarnąć jak najwięcej zwolenników. Pomyśl nawet o PSR, racjonaliście.pl, pomimo że deklarujemy neutralność, wsparcie małych społeczności religijnych (nie w sensie, że jakaś wiara jest słuszna, raczej chodzi o to by tym ludziom nie dokuczać), walkę z dominacją jednego światopoglądu (KK) to czy świat bez Boga nie był by piękny (dla nas ateistów/agnostyków)? Memy tak jak geny muszą się replikować i najlepiej by nasze memy wyparły inne...

Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
Z matematycznego punktu widzenia osie, na których opisuje sie ludzkie postawy (i które dzielą) nie są ortogonalne. Ale to dobrze - dzięki temu świat ma mniej wymiarów nim się nam może wydawać; jest prostszy, łatwiej podlega modelowaniu. Trzebaby jednak mocno przekształcić definicję racjonalizmu, aby stał sie niezwiązany (czyli ortogonalny właśnie) ze stosunkiem do teizmów - niegdyś istotnie racjonalizmem było myślenie teologiczne, czyli znak współzależności uległ zmianie - ale niezależności nie było chyba nigdy.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Itachi-san (468 punktów)
>niegdyś istotnie racjonalizmem było myślenie teologiczne, czyli znak współzależności uległ zmianie - ale niezależności nie było chyba nigdy.

Wątpię, żeby była owa niezależność, chyba że stworzymy coś lepszego niż racjonalizm lub nasz racjonalizm przedefiniujemy, zadanie dla myślicieli... Narazie racjonalizm serwowany w PSR wyklucza się z religiami mono i politeistycznymi, tak więc przynależność katolika, który chciałby sam pod sobą kopać dołek jest wątpliwa. Deklaracja, regulamin racjonalisty, PSR istnieje, ale wszyscy wiemy jak to realnie funkcjonuje, choć tego się nie pisze w 'kodeksach'. Myślę natomiast, że w miarę dobrze w PSR mógłby czuć się deista czy panteista z tego względu, że pomimo wiary w Boga (jako pierwszą przyczynę) i tak raczej by się nie modlił (zwłaszcza deista), bo nie wiedziałby nic o Bogu, w przeciwieństwie do Bogów opisywanych przez różne religie. Natomiast nawet buddystę zen (bądź co bądź system ateistyczny, aczkolwiek buddyści na wschodzie nie myślą o sobie jako o ateistach) prowokowalibyśmy do odpowiedzi czemu bije te 111111 pokłonów przed posągiem Buddy lub mantruje... Byłoby to dla nas irracjonalne.

Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
>>niegdyś istotnie racjonalizmem było myślenie teologiczne, czyli znak współzależności uległ zmianie - ale niezależności nie było chyba nigdy.
>Wątpię, żeby była owa niezależność, chyba że stworzymy coś lepszego niż racjonalizm lub nasz racjonalizm przedefiniujemy, zadanie dla myślicieli...

Zadanie dla myślicieli wąsko wyspecjalizowanych: nie pytających po co.

>Na razie racjonalizm serwowany w PSR wyklucza się z religiami mono i politeistycznymi, tak więc przynależność katolika, który chciałby sam pod sobą kopać dołek jest wątpliwa.

Pamietam Zofię Grzyb z PZPR-u, która z wielką pompą zapoisała się do "Solidarności"...

>Deklaracja, regulamin racjonalisty, PSR istnieje, ale wszyscy wiemy jak to realnie funkcjonuje, choć tego się nie pisze w 'kodeksach'. Myślę natomiast, że w miarę dobrze w PSR mógłby czuć się deista czy panteista z tego względu, że pomimo wiary w Boga (jako pierwszą przyczynę) i tak raczej by się nie modlił (zwłaszcza deista), bo nie wiedziałby nic o Bogu, w przeciwieństwie do Bogów opisywanych przez różne religie.

No cóz, jestem ateistą - adeistą nie, choć deistą też nie. Z estetycznego punktu widzenia deizm ma dla mnie pewien urok, a to i tak sporo.

>Natomiast nawet buddystę zen (bądź co bądź system ateistyczny, aczkolwiek buddyści na wschodzie nie myślą o sobie jako o ateistach) prowokowalibyśmy do odpowiedzi czemu bije te 111111 pokłonów przed posągiem Buddy lub mantruje... Byłoby to dla nas irracjonalne.

Gdyby Ci odpowiedział: w ten sposób doskonalę samego siebie: nie mam pojęcia jak to działa ale wierzę że działa, zatem zyskuję co najmniej efekt placebo?. Pozostałaby jedynie dyskusja o celu owego samodoskonalenia - i nie byłaby bynajmniej łatwa.

>Pozdrawiam
Ja również, Itachi-san.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Itachi-san (468 punktów)
>Gdyby Ci odpowiedział: w ten sposób doskonalę samego siebie: nie mam pojęcia jak to działa ale wierzę że działa, zatem zyskuję co najmniej efekt placebo?.

Wiesz myślę, że tu możesz mieć rację (że też o tym na początku nie pomyślałem ). Jeśli będziemy wierzyć, że na przykład to wpływa na jakąś naszą cechę charakteru np. współczucie i powtarzać to zachowanie (pokłony czy cokolwiek innego), które będzie nam się kojarzyć z jakąś emocją to możemy uzyskać właśnie taki efekt jak mówisz, mówiąc dalej... staniemy się współczujący! W sumie nastąpi warunkowanie, coś jak u piesków Pawłowa, skojarzy się zachowanie z emocją,a z czasem takie zachowanie może się zgeneralizować. I wiesz co... to rzeczywiście może temu buddyście pomóc

Znowu pozdrawiam Again, again and again...
outsider (2469 punktów)
Mam ogromny szacunek dla Buddy (a może do jego poprzedników, którzy spisali Wedy - nie znam zbyt dobrze tych spraw) - wiesz za co?

Dał zatrwożonym przemijaniem wiarę w odrodzenie - a przecież wskazał, że droga rozumu prowadzi ku zanikowi owej trwogi, raczej ku sprzeciwowi wobec myśli o trwaniu ponad miarę. Nie rozstrzygał nie swoich spraw i nie swoich lęków - pozostawił każdemu wolny wybór.

Do tego jakże wspaniale została zlokalizowana owa niepewna przyszłośc pośmiertna! Koń jaki jest, każdy widzi - odrodzisz się może koniem, ale nie bytem podlegającym manipulacji jak dusze potępione, zbawione czy czyśćcowe. Odebrał manipulatorom zaświaty - a i sam nie bawił się w nazywanie nieznanego: to zarówno intelektualna uczciwość, jak znajomość natury ludzkiej.

A że udało sie nie do końca? Nec Buddha contra plures...


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Itachi-san (468 punktów)
Co do buddyzmu sam się dobrze nie znam Trochę czytałem o zenie, tybetańskim, a Wedy to raczej z wykładów o hinduizmie na filozofii, jeszcze na studiach, a że jestem dosyć niewiekowy to jeszcze coś tam zostało

>Dał zatrwożonym przemijaniem wiarę w odrodzenie - a przecież wskazał, że droga rozumu prowadzi ku zanikowi owej trwogi, raczej ku sprzeciwowi wobec myśli o trwaniu ponad miarę. Nie rozstrzygał nie swoich spraw i nie swoich lęków - pozostawił każdemu wolny wybór.

Tak miał genialne cechy- spokój, współczucie; nie chciał czynić cudów, bo uważał, że to nic nie da ludziom; może chodziło o to, że z cudownością wiąże się wielka władza, spragniony cudów motłoch staje się podatny na manipulację ludzi mających 'cudowne moce', ludzie dają im władzę, potem powstają struktury mafijne i w konsekwencji cierpią ludzie. W sumie (tak na marginesie) w takim skrócie można spisać historię wielkich religii, które stworzyły rzeszę uprzywilejowanych oraz liczniejszą poddanych.

>Do tego jakże wspaniale została zlokalizowana owa niepewna przyszłośc pośmiertna! Koń jaki jest, każdy widzi - odrodzisz się może koniem, ale nie bytem podlegającym manipulacji jak dusze potępione, zbawione czy czyśćcowe. Odebrał manipulatorom zaświaty - a i sam nie bawił się w nazywanie nieznanego: to zarówno intelektualna uczciwość, jak znajomość natury ludzkiej.

Właśnie! Odebrał zaświaty, każdy może osiągnąć Nirwanę, nawet koń A czym jest Nirwana? Podobno niewyjaśnialna słowami i tego trzeba doświadczyć, żeby zrozumieć, a jak się doświadczy to i tak nie stworzy dokładnego opisu W każdym razie ciekawe jest to, że Budda kazał sprawdzać swoje idee, nauki i jeśli one służą nam to okej, nie to szukajmy dalej. W tym sensie buddyzm może być empiryczny. Założenia buddyjskie są też aksjomatami, a nie dogmatami, więc można z nimi polemizować, sprawdzać je w przeciwieństwie do monoteizmów, musisz akceptować doktrynę albo nie możesz być członkiem. Pomimo irracjonalności jak na religię przystało w buddyzmie jest spora dawka racjonalizmu, empiryzmu, wydaje się on też proludzki i ekologiczny (np. szacunek do konia, mrówki itd.)

Zgadzam się z tą znajomością natury ludzkiej, bo wiedział jak zmniejszyć lęk przed śmiercią przy jednoczesnym ograniczeniem manipulacji.

>A że udało sie nie do końca? Nec Buddha contra plures...

Tych autorytetów jest sporo (Sokrates, Arystoteles, Platon, Jezus, Konfucjusz...), ale nawet nasz Papież-Polak nie miał siły przebicia, pokolenie Jana Pawłą II nie istnieje...
Truite (108 punktów)
>Świecka wspólnota może powstać jak np. wspólnota filozoficzna, polityyczna, naukowa, niestety bez ideologii się nie obejdzie.

Ale zapominacie też o innych stowarzyszeniach, np. PTTK, kluby sportowe, kółka zainteresowań (matematyczne, językowe) dla młodzieży, klub szachowy, zajęcia taneczne i plastyczne, aerobik, grupy teatralne, chóry (przecież istnieją też nie-kościelne), klub seniora. I to wszystko nie tylko w wielkich miastach, ale także w zwyczajnych polskich mieścinkach.

W takich organizacjach zazwyczaj nieważne są poglądy religijne, polityczne i cała reszta. Liczy się tylko to, czy ktoś lubi w określony sposób spędzać swój wolny czas.

Przy takim multum instytucji zapewniających organizację wolnego czasu, tłumaczenie, że opuszczone przez rodzinę staruszki moga tylko chodzić na różaniec jest grubo przesadzone. Gdyby tylko chciały to na pewno bez problemu znalazłyby inne zajęcia. Wystarczy tylko spojrzeć na tablicę z ogłoszeniami. A na imprezach organizowanych przez takie stowarzyszenia nikt nie czuje się samotny i opuszczony, a uczęszczają tam ludzie w każdym wieku oraz skrajnie różnych poglądach i wyznaniach.

Pozdrawiam!
Itachi-san (468 punktów)
>zauważ, jak wielu, dowartościowując się mówi o sobie z dumą 'Polak - katolik'

Religia jako forma dowartościowania może być dobra, poza tym daje nam jakiś konkretny cel, sens życia, czego nie daje nam ateizm, bo ateista musi sam sobie go nadać. Oczywiście nie każdy człowiek religijny ma cel, sens życia. Często cele religinne stają się celami autotelicznymi, a wtedy mamy problem, bo ktoś liczy na to, że mu Archanioł Gabriel coś ześle z nieba np. mieszkanie (o czym wcześniej pisałem).

Religiant ma też formę jakiegoś wirtualnego BIG BROTHERA który nad nim czuwa, a my ateiści/agnostycy możemy liczyć tylko na siebie. Z drugiej strony czy pomoc od urojonej osoby (dzieci często mają też takich wirtualnych kumpli) jest coś warta? Ludzie się modlą, a w życiu się nic nie zmienia, a jak się zmieni to dodają uzasadnienia, ale ewentualnych sukcesów w walce z problemami nie przypisują sobie, innym ludziom np. lekarzom (gdy jakaś choroba) a Bogu! Tak jakoś już jest najpierw emocje (a w przypadku problemóm pewnie są silne), a potem dorabiamy do tego jakąś racjonalizacje, a człowiek religijny musi się umocnić w przekonaniu, że to mu Bóg pomógł, a nie ktoś inny, w końcu jest już tak zaangażowany w ten proceder... głupio jest stracić twarz, głupio jest powiedzieć myliłem się Mało tego Bóg jest dla niego znaczącą osobą, prawie taką jak tatuś, mamusia, babcia, dziadzia itd.

Wracając do ateizmu... prostą drogą do samobójstwa jest ateizm bez wartości, bez sensu życia. Jeśli ateista nie ma celu to jest niebezpiecznie. Zazwyczaj jednak sensem ateisty jest chęc rozwijania siebie, ponieważ mamy tylko 1 życie, chcemy je przeżyć jak najlepiej, najintensywniej itd.

Pewnie wszystko ma swoje wady i zalety... Jeśli już podeszliśmy tak z psychologicznej strony, natomiast jakie konsekwencje społeczne ma religia wiadomo... ksenofobia, fanatyzm. O historii nie wspomina...

Pozdrawiam
outsider (2469 punktów)
>Ludzie się modlą, a w życiu się nic nie zmienia, a jak się zmieni to dodają uzasadnienia, ale ewentualnych sukcesów w walce z problemami nie przypisują sobie, innym ludziom np. lekarzom (gdy jakaś choroba) a Bogu!

W tej metodzie jest jednak istotny zysk: otóż, skoro Bóg mi tym razem pomógł - widać mnie docenił. To zatem poczucie sukcesu, i to lepsze niż poczucie sukcesu własnego, bezpośredniego i w sobie wiadomy sposób odniesionego. Łatwiej się to uogólnia: jeśli własna nauką zdałem egzamin, nie wynika z tego żę np. ominie mnie choroba - skoro jednak raz Bóg mi pomógł ponad zwykłą miarę?

Widac zasługuję - i z ufnościa mogę patrzeć w przyszłość. Joko inhibitor lęku jest to nie do pogardzenia.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Itachi-san (468 punktów)
>Widac zasługuję - i z ufnościa mogę patrzeć w przyszłość. Jako inhibitor lęku jest to nie do pogardzenia.

Jak zwykle celnie
outsider (2469 punktów)
Dawno temu - jeszcze w PRL - szedł nocami w tv japoński serial "Musashi" - kim był Musahi i jaka jest jego legenda, nie muszę Ci chyba mówić. Był to szanujący się japonski film z japońską czołówką, oglądałem to namietnie. Film przekazywał jakąś wiedzę o duchowości zen - lepiej chyba niz chłodne lub egzaltowane omówienia.

Byc może zawsze najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma - ale owa duchowość zen czy antyczna wydaje mi się o wiele bardziej zrozumiała niż chrześcijaństwo, blizsza empirii. A z kolei ostatnie Boże Narodzenie pewien japoński supermarket uczcił po swojemu: nie tylko rodzime święta ale czyjekolwiek wprowadzają wszak choć troche podniosły (czyli: sprzyjający zakupom) nastrój. Jedynie ludzie z naszej się kultury wywodzacy byli nieco zdziwieni widokiem ukrzyżowanego świętego Mikołaja - do tego obwieszonego bombkami...



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Itachi-san (468 punktów)
>owa duchowość zen czy antyczna wydaje mi się o wiele bardziej zrozumiała niż chrześcijaństwo, blizsza empirii.

W sumie zanim przeczytałem to o empirii to sam takie coś napisałem, a to już jest Racja z tą empirią, ale może być też tak, że nam się tylko tak wydaje, bo nie urodziliśmy się w tamtej kulturze. Może gdybyśmy urodzili się np. Japończykami to myślelibyśmy coś w tym stylu: "ZEN?" "Nie, dziękuję"
outsider (2469 punktów)
Może w dalekich nam wiarach znamy pierwotne założenia, a w religii lokalnej? Po owocach itd....

Gdyby spojrzeć na rabbiego Jezusa w ten sposób (nie wiem czy historycznie uzasadniony - ale spróbujmy):

Judea to ziemia nieszczęsna, krzyżowały sie tam szlaki wszelakich wojsk. Bezlitosna logika Rzymu przeciwstawiona człowieczeństwu autochtonów, człowieczeństwu osobliwie przez religię wykrzywionemu (Rzymianie byli stosunkowo mało "uduchowieni") - toż to jak w dzisiejszym Iraku. Ogrom ludzkiego cierpienia - też jak w Iraku - niemożność wyłamania się ze straszliwego obowiązku oporu. I pojawia się facet, który głosi polityczne niezaangażowanie, i nieposłuszeństwo tym, którzy sami w miarę bezpieczni lud do walki popychają. Nie jest Gandhim - raczej pojmuje, że sprawa jest przegrana: jak się w koncu okazało po powstaniu Bar Kochby, ma w tym względzie rację. Głosi więc ziemską śmierć narodu żydowskiego - czy tylko uśpienie jego tradycji? Nie wiadomo.

Myśl jednak jest doniosła, rozsądna i - powtórzmy - bardziej realistyczna niż myśl o oporze. reszta? Cóż, reszta pokonała w końcu Rzym w samym jego gnieździe - i tu znowu wracam myślą do Iraku, czego tam się możemy spodziewać?

Nam jednak z myśli owego mędrca (jesli rozumnie go postrzegam) pozostała nie myśl o ratowaniu Człowieka - a to tylko, co po latach pokonało Rzym, jak przywleczona z wojny infekcja. Nie słuszna idea zaniechania walki ponad siły - a pamięć skuteczności owej walki, w końcu przez Jezusa wygranej: tak dokonała się synteza, ale tezy pierwotnej mimo wszystko żal.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Itachi-san (468 punktów)
>Myśl jednak jest doniosła, rozsądna i - powtórzmy - bardziej realistyczna niż myśl o oporze. reszta? Cóż, reszta pokonała w końcu Rzym w samym jego gnieździe - i tu znowu wracam myślą do Iraku, czego tam się możemy spodziewać?

Trudno przewidzieć z tym Irakiem zważywszy na to, że wiele przewidywań się nie sprawdza, a może i działa zasada nieoznaczoności Heisenberga w skali makro?

Myślę, że chrześcijaństwo było 1 z czynników rozpadu Rzymu dochodzą jeszcze pewne inne uwarunkowania; jak reszta innych imperiów musiał upaść, tych czynników nie brali też pod uwage inni imperatorzy jak Napoleon czy Aleksander Macedoński. Mówiąc redukcyjnie- ogólnie dużym imperium źle się rządzi.

>Nam jednak z myśli owego mędrca (jesli rozumnie go postrzegam) pozostała nie myśl o ratowaniu Człowieka - a to tylko, co po latach pokonało Rzym, jak przywleczona z wojny infekcja. Nie słuszna idea zaniechania walki ponad siły - a pamięć skuteczności owej walki, w końcu przez Jezusa wygranej: tak dokonała się synteza, ale tezy pierwotnej mimo wszystko żal.

Podobno chrześcijaństwo sprzyjało integracji społeczeństwa, a społeczeństwo pada, gdy nie ma wspólnych wartości, tak więc 1 bóg i 1 doktryna (a nie rzesza bożków, masa kultów) to dobra sprawa. Ta infekcja przydawała się, ale przedawkowana stała się trucizną... Tak wielką trucizną, że od Rzymu zalała cały świat, z w miarę pokojowej religii stała się religią nawracającą, integrującą społeczeństwo siłą, nadającą społeczeństwu wartości siłą, oczywiście sama mając wartości gdzieś... A potem walczono o przywrócenie wartości (nie mając wartości), walczyli m.in. katolicy z protestantami. Trzeba zważyć na to, że wojny religijne to są także wojny o wspólne wartości, idee. Nawet taka mi się analogia nasuwa- rozwody, rozwodzą się często ludzie gdy nie mogą się dogadać, nie mają wspólnych wartości, celów itp. Tak, więc kto wie może w Iraku w dobie zagrożenia pojawi się wirus i zarazi najeźdzców, którzy zainfekują USA, zintegrują rozwarstwione społeczeństwo amerykańskie, aby pod pozorem nowych szlachetnych wartości potem odpłacić... Historia zatacza koło...

>

>Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
>(Nie-boska komedia}
Itachi-san (468 punktów)
>Dawno temu - jeszcze w PRL - szedł nocami w tv japoński serial "Musashi" - kim był Musahi i jaka jest jego legenda, nie muszę Ci chyba mówić. Był to szanujący się japonski film z japońską czołówką, oglądałem to namietnie. Film przekazywał jakąś wiedzę o duchowości zen - lepiej chyba niz chłodne lub egzaltowane omówienia.

Pamiętam serial

Ale odeszliśmy od głównego tematu...

By the way... czy ty przypadkiem nie jesteś profesorem akademickim? Masz dużą wiedzę, więc tak sobie pomyślałem używając moich 'zdolności detektywistycznych'

>Do świątyni każdy może przyjść, i wspólnie z innymi spędzić czas na modlitwie, poszukać wsparcia współwyznawców. Jeśli tylko spełnia się pewne normy, jest się w takiej wspólnocie akceptowanym i szanowanym. Przynależność do licznej, silnej grupy daje wsparcie, poczucie pewności i bezpieczeństwa, może też zwiększać poczucie własnej wartości.

No i właśnie jeśli spełnia się pewne normy to można zostać wyznawcą! Nie wiem jak to jest ze wsparciem u buddystów, ale podstawową normą jest po prostu nie krzywdzenie innych, a światopogląd buddyjski można negować i osiągnąć Nirwanę (nie wierząc w nią, ot ciekawe!) czy być bardzo dobrym praktykiem medytacji (medytatorem? ) Więc jak już szukamy mistycyzmu, jakiejś formy religijności to wszyscy bezbożnicy z tego forum powinni dokonać masowego nawrócenia na buddyzm
Itachi-san (468 punktów)
>Dla ilu babć, zapomnianych przez rodziny odmawianie różańca w kościele przez pół dnia to jedyny sposób spędzania czasu.

Ja tu nawet widzę wątek na osobny temat, wątek o problemach społecznych. Rzeczywiście babcie są zaniedbane przez rodziny, a nawet państwo nie sprzyja rekraacji i organizacji czasu seniorom/seniorkom. To są biedne (zazwyczj niska emerytura), stare kobiety dla których jedyną rozrywką jest świrowanie w kościele. Pomimo, że nieraz śmieje się z moherowych beretów to szczerze im współczuje, bo tak naprawdę to mają nieciekawe, nieklawe życie...

Pozdrawiam
Brzozowski (115 punktów)
>Wielu modli się, bo chce dostać się do Raju, ale jak już są starzy to modlą się by żyć jak najdłużej
Zjadliwe, ale ile prawdy.
A jak juz ktos ma odwage do konca byc ateista to ( najczesciej rodzina ) wcisnie mu ksiedza na "ostatnie pozegnanie".
Patrz ostatnio pogrzeb Stanislawa Lema.
Niewazna jest ostatnia wola zmarlego.

Arouet
-----------------------------------------

Nie zgadzam sie z toba, ale zawsze bede bronil twego prawa do posiadania wlasnego zdania.
Itachi-san (468 punktów)
>Przynależność do licznej, silnej grupy daje wsparcie, >poczucie pewności i bezpieczeństwa, może też zwiększać >poczucie własnej wartości.

Bycie w grupie jest fajne, ale lepiej samemu zadbać o te poczucie własnej wartości, nauczyć się być pewnym siebie. To lepsze niż uzaleźnić się od innych, uzaleźnić swoją wartość i pewność siebie od jakiejś grupy, oglądanie się na innych, postawy konfornistyczne są okej, ale także łatwiej o mierność.
pkowalski
>Czy jest możliwe stworzenie takiej wspólnoty niezależnej od religii?

A wspólnota narodowa?

Nawet czasem przynależność partyjna. Stąd trudniejsze pytanie, czy da się to zapewnić bez ideologii. Wydaje się, że taką kwadraturę koła starają sie zrealizować współczesne demokracje liberalne wokół pojęcia obywatela; albo organizacje praw człowieka, wokół tych ostatnich. Ale taka wspólnota kuleje, zaś każda wspólnota ideologiczna (w tym religijna) posiada cechy ambiwalentne -- łączy, pozwala się odnaleźć, określić, czasami daje poczucie bezpieczeństwa (przynajmniej metafizycznego); ale też pozwala na wzrost nietolerancji i agresji.

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365