Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kategorie społeczne oraz ich znaczenie.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
13-08-2006 14:52Piotr Patucha (2279 punktów)Kategorie społeczne oraz ich znaczenie.
Siedziałem w knajpce słuchając koncertu rewelacyjnego jazzbandu kiedy przyszedł mi do głowy następujący pomysł.
Marks i Engels dzieląc społeczeństwa na burżuazję oraz proletariat zmierzali do ukazania walki dwóch klas społecznych, którą rewolucyjna akcja miała ostatecznie znieść, a dawne podziały zastapić komunistycznym ładem. Odtąd pozbawiona przywilejów burżuazja miała być zrównana z przedstawicielami proletariatu, a członkowie elit mieli wywodzić się z szeregów rządzącej Partii. Scenariusz zrealizowano także w naszym kraju, w wyniku czego społeczeństwo polskie zostało podzielone na "łże-elity" (czyli funkcjonariuszy państwa, tajnych agentów, np. kościelnych, pracowników administracji państwowej) oraz jak się rozumie proletariuszy(robotników, rolników oraz ludzi, którzy odmawiali współpracy). Główną funkcją elity było propagowanie kłamstw, jakoby Polska znajdowała się w awangardzie wysokorozwiniętych krajów oraz podszczuwanie przeciwko sobie ludzi. Sąsiad donosił na sąsiada, żona kapowała męża, a pracownik szefa. Niewydolność systemu gospodarczego państwa była oczywista i zaowocowała pustymi półkami sklepowymi oraz długimi ogonkami kolejek za mięsem. Totalitarny charakter rządów oraz bankructwo kasy państwowej wywoływały w społeczeństwie wysoki poziom niezadowolenia. Wrzące masy biernie bądź aktywnie pomstowały na politykę elit prowokując bunty.

Po 89' nastąpiła realna przemiana, ale jeszcze w latach osiemdziesiątych zaczęła tworzyć się nowa tkanka społeczna, charakterystyczna i bardzo ważna dla każdego demokratycznego funkcjonującego w systemie kapitalistycznym państwa, czyli klasa średnia. Zaliczam tutaj ludzi, którzy generują zyski nie za pomocą pracy własnych rąk, lecz dzięki przedsiębiorczości, wiedzy oraz wysokim umiejętnościom.

Klasa średnia, która moim zdaniem realnie istnieje, ale jest w pewnym sensie nieświadoma swego statusu z powodu przesądów społecznych oraz wątłej konsolidacji, nie może być tożsama z pejoratywnie określoną "łże-elitą", proletariatem, ani tym bardziej z buntownikami, którzy sprzeciwiają się totalnemu ustrojowi. Do middle class należą mali i średni przedsiębiorcy, absolwenci wyższych uczelni pracujący w agencjach reklamowych, firmach consultingowych, towarzystwach typu OFE i TFI, maklerzy giełdowi, informatycy, dziennikarze, inżynierowie, pracownicy administracji państwowej niższego szczebla, lokalni politycy itp., innymi słowy: ludzie, którzy prezentują wyższe standardy intelektualne i finansowe niż przedstawiciele proletariatu(robotnicy najemni) czy też lumpenproletariatu czyli osób wywodzących się z marginesu społecznego(środowiska patologiczne). Z drugiej strony nie tworzą oni aeropagu, czyli kręgu osób, które są najwyżej oceniane w hierarchii społeczeństwa z racji swoich taletów, mocy opiniotwórczej, wielkiego bogactwa oraz wpływów politycznych.

Do elity zaliczają się "mężowie stanu i przywódcy parlamentów, szefowie departamentów, wydawcy i redaktorzy głównych gazet i czasopism, znani pisarze, naukowcy, artyści, aktorzy, muzycy, sławni inżynierowie, prawnicy i lekarze tworzą razem z wyróżniającymi się przedsiębiorcami i potomkami arystokratycznych oraz patrycjuszowskich rodów tak zwane dobre towarzystwo. Spotykają się oni na obiadach, herbatkach, balach i imprezach charytatywnych, wernisażach i wystawach, odwiedzają te same restauracje, hotele i uzdrowiska, znajdują przyjemność w rozmowach na tematy intelektualne. Hołdują zwyczajom towarzyskim ukształtowanym w renesansowych Włoszech, doskonalonym na paryskich salonach, a później naśladowanym przez oświecone klasy największych miast Europy. Wszystkie nowe idee znajdowały akceptację na salonach, zanim się upowszechniły." (Ludwig von Mises, fragment książki pt. "Mentalność antykapitalistyczna." - Sądzę, że przedstawiony przez Misesa obraz zachodnich elit jest bradzo zbliżony do krajowego, dlatego postanowiłem zacytować fragment książki znanego profesora, nie obawiając się posądzenia o plagiat.)

Powstaje zatem problem. Jeśli struktura demokratycznego społeczeństwa, które funkcjonuje na zasadach wolnorynkowych prezentuje się zupełnie odmiennie od tej, z ktorą nasi ojcowie i dziadkowie mieli do czynienia w czasach komunizmu, a sądzę, że tak właśnie jest, to czy kategorie socjologiczne, które opisywały polski ancien regime (gdzie praktycznie nie było miejsca dla prywatnej własności środków produkcji, swobody myśli oraz wolności politycznej) mogą być adekwatne do istniejącego obecnie porządku? Czy ma jaki kolwiek sens i odzwierciedlenie w społeczeństwie podział na "łże-elitę", "buntowników" oraz przeciętniaków, którzy "dają się okłamywać" władzy? Jeśli ma proszę o zdefiniowanie pojęć, agumenty odwołującę się do badań socjologicznych, czyli o merytoryczną dyskusję.
Propagandowych lub emocjonalnych opartych na przesądach "argumentów" nie biorę pod uwagę. Mając wzgląd na profil metodologiczny portalu Racjonalista.pl, a jest to profil demaskatorski, demiotologizujący, walczący ze społecznymi przesądami, myślę, że znajdę na forum dyskutantów posiadających dużą wiedzę, rozsądek oraz odznaczających się dobrymi manierami w dyskusji.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

awersja (34 punktów)
Na marginesie...
...pan Lenin powiedział, że zamiarem bolszewików jest doprowadzenie do sytuacji, w której kucharka może rządzić państwem. Współcześni w pewnym kraju wyprzedzają pana Lenina w tej mierze... choćby rządzenie pana wice-ministra (sic!) Wierzejskiego Rafała - osoby bez zawodu (nie licząc tych miłosnych), bez koncepcji, bez doświadczenia, bez sensu.
Jednakże współcześni uzupełnili koncept pana Lenina - otóż w tym pewnym kraju profesor (zwyczajny) nauk medycznych zajmuje się administracją i zarządzaniem. Oznacza to, że w przyszłości możemy spodziewać się prowadzenia kancelarii adwokackich przez wykształconych za pokaźne sumy pilotów F-16...
placownik (17853 punktów)
   Witaj Piotrze

   Zacznę od cytatu

>Jeśli struktura demokratycznego społeczeństwa, które funkcjonuje na zasadach wolnorynkowych prezentuje się zupełnie odmiennie od tej, z ktorą nasi ojcowie i dziadkowie mieli do czynienia w czasach komunizmu, a sądzę, że tak właśnie jest, to czy kategorie socjologiczne, które opisywały polski ancien regime (gdzie praktycznie nie było miejsca dla prywatnej własności środków produkcji, swobody myśli oraz wolności politycznej) mogą być adekwatne do istniejącego obecnie porządku?

   Od razu na wstępie widzę problem z adekwatnym określeniem istniejącego obecnie porządku. Otóż moim zdaniem porządek ten dopiero się tworzy. Przy czym tendencją przeważającą od samego początku transformacji jest dążenie do tworzenia struktur oligarchicznych, z dominującą rolą tworzącej się klasy wyższej. Cechą charakterystyczną procesu tworzenia się tej klasy jest ostra walka o zajęcie miejsca w jej szeregach. O ostrości tej walki świadczyć może przyprawiająca o zawrót głowy rotacja na liście 100 najbogatszych Polaków. A są to tylko zmiany miejsc o których opinia publiczna ma jakie takie pojęcie, czyli daleko nie wszystkie. Jeśli do tego dodać udział w tym procesie byłych członków klasy rządzącej wspierany kontaktami ze służbami specjalnymi i grupami przestępczymi, to diagnoza Kaczyńskich, choć znacznie przejaskrawiona, wydaje się być słuszną.

   Jedyną sensowną receptą wydaje się być wspieranie wszelkich przejawów tworzenia się społeczeństwa obywatelskiego i wzrostu roli samorządów lokalnych. Niestety bracia Kaczyńscy pod taką receptą się nie podpisują.

   Żeby jednak móc sensownie myśleć o społeczeństwie obywatelskim niezbędne jest istnienie stosukowo licznej klasy średniej. O przynależności do tej klasy decyduje głównie niezależność finansowa wypływająca albo z już zgromadzonego kapitału, albo z posiadania wiedzy i umiejętności co do których można posiadać spory stopień pewności, że popyt na nie na rynku pracy jest w miarę trwały. To jednak nie wszystko. Jej pełnokrwistymi członkami mogą być tylko osoby pozbawione ambicji stałego wspinania się coraz wyżej na drabinie społecznej. Brak takich ambicji powoduje, że mogą one dowolnie dysponować sporą ilością wolnego czasu i/lub znaczącymi "wolnymi" środkami finansowymi, a także, w przypadku członków klasy średniej należących do kręgów opiniotwórczych, niezależnością poglądów. Środków tych mogą w szerokim zakresie używać do wspierania różnorodnych inicjatyw społecznych, wpływania na kierunki działania lokalnych samorządów a także do kształtowania opinii publicznej. I właśnie dlatego klasa średnia jest dla istnienia społeczeństwa obywatelskiego tak ważna. Tak rozumiana klasa średnia jest w naszej rzeczywistości dopiero w stadium zalążkowym. I wcale nie jest pewne czy zdąży się rozwinąć. Rozwój międzynarodowych korporacji we wszystkich rozwiniętych społeczeństwach powoduje osłabienie tej klasy i wpływa na postępujące ograniczenie jej wpływów. Te procesy nas nie omijają. Klasycznym przykładem jest wpływ konsolidujących się sieci hipermarketów, które nie tylko osłabiają warstwę kupców, ale także uzależniają od siebie ekonomicznie spore grupy drobnych i średnich producentów.

   O elitach, elytach i łże-elitach może następnym razem.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Piotr Patucha (2279 punktów)
Witaj Wojtku!

>   Od razu na wstępie widzę problem z adekwatnym określeniem istniejącego obecnie porządku. Otóż moim zdaniem porządek ten dopiero się tworzy. Przy czym tendencją przeważającą od samego początku transformacji jest dążenie do tworzenia struktur oligarchicznych, z dominującą rolą tworzącej się klasy wyższej. Cechą charakterystyczną procesu tworzenia się tej klasy jest ostra walka o zajęcie miejsca w jej szeregach.

O wiele bardziej niepokoi mnie zjawisko ostrej dualizacji społeczeństwa na bogatych i wybitnych oraz biednych i przegranych. Jest to o tyle szkodliwe, że jeśli mamy do czynienia manichejskim obrazem z koniecznosci musi się pojawić walka pomiedzy reprezentantmi obu klas. Skoro brak państwu zwornika w postaci klasy średniej, lecz należy zaznaczyć, że chodzi o istnienie tej klasy w świadomości zbiorowej, wtedy ludzie, którzy są pośrodku, takich jest wielu, znajdą ukojenie w możliwości przyznania sobie większego prestiżu. Jaką widzisz różnicę pomiędzy szefem 100 osobowej firmy, a jego najemnymi pracownikami i jaką pomiędzy absolwentem dwóch kierunków wyższej uczelni, a nagrodzonym
"filozoficznym Noblem" Leszkiem Kołakowskim? Moim zdaniem różnicę są wyraźne, przy czym jeśli Leszka Kołakowskiego zaliczysz, zresztą słusznie do elity, natomiast wykształconych ludzi i przedsiębiorców, którzy zarabiają dużo więcej od swoich pracowników(zresztą są zwykle lepiej wykształceni i bardziej przedsiębiorczy) do tej samej klasy co robotników najemnych, pojawi się pytanie: quid iuris?

Pojęcie klasy średniej jest bardzo pojemne, o czym mieliśmy okazję rozmawiać tydzień temu z Grzegorzem, dlatego uważam, że powinno mieć swoje miejsce w powszechnie używanym żargonie. Wiadomo, że wysokość stopy życiowej amerykańskiego i polskiego "średniaka" różni się znacząco, może stąd wynika takie parcie na wybicie się z tłumu. Moim zdaniem czeka nas długi, prawdopodobnie 30 letni okres transformacji i konsolidacji klasy średniej, a kiedy relikty dawnego ładu odejdą w niebyt, nowe pokolenia ustanowią swój własny. Ważne są kwestie świadomości zbiorowej. Jeśli pokolenia wychowane w komunizmie kształcą młodsze roczniki, które z konieczności za pośrednictwem mediów nasiąkły standardami zachodnimi, między nimi muszą pojawić się bariery w komunikacji. Nad młodymi demokratami wisi chmura komuny, smog totalitarnych nawyków, zapach mdławego oddechu dawnej epoki. Ludzie współpracujący z reżimem nadal żyją, pracują, wychowują młodzież. W Czechach poradzono sobie z tym lepiej, niż u nas. Problem jest jednak bardziej skomplikowany.

Rzecz w tym, że wiele osób nie zdołało się przystosować do realiów gospodarki wolnorynkowej i czują się pokrzywdzeni przez los czy też polityków. Myślą kolektywistycznymi standardami:
- Rząd ma nam dać pracę, mieszkania i samochody(Bo państwo jest od tego, żeby dawać).
- Posiadacze kapitału są oszustami, którzy okradają robotników. (Udowodnił to metodą naukową Karol Marks.)
- Społeczeństwo dzieli się na dwie klasy (Szczyt wyrafinowanej socjologii)
- Osoby, które mają lepiej powinny zostać sprowadzone do poziomu przyzwoitości.(Wszyscy mają być równi, chyba, że to "ja" jestem na górze. Aby się wybić, trzeba kogoś zgnoić.)

Może przesadzam , ale takie tendencje zaobserwowałem na swoim podwórku.

>O ostrości tej walki świadczyć może przyprawiająca o zawrót głowy rotacja na liście 100 najbogatszych Polaków. A są to tylko zmiany miejsc o których opinia publiczna ma jakie takie pojęcie, czyli daleko nie wszystkie. Jeśli do tego dodać udział w tym procesie byłych członków klasy rządzącej wspierany kontaktami ze służbami specjalnymi i grupami przestępczymi, to diagnoza Kaczyńskich, choć znacznie przejaskrawiona, wydaje się być słuszną.

Aby być bogatym, trzeba być kapitalistą. Wiedzą o tym Amerykanie i Brytyjczycy. Załóżmy, że odwiedza nasz kraj para młodych amerykańskich businessanów, reprezentantów klasy średniej. On i ona. Zarabiają łącznie 10.000 dolarów w ciagu miesiąca. W przeliczeniu na złotówki będzie to w sumie ok. 40.000 PLN. Fajna kasa. Czemu miałbym nie chcieć należeć do amrykańskiej klasy średniej? Dlaczego pojęcie "middle class" miałoby mieć dla mnie pejoratywny wydźwiek? Wiem, że polscy biznesmeni zarabiaja równie dobrze jak amerykańcy, ale z racji tego, że nie mają wpływu na opinię publiczną, są traktowani na równi z proletariuszami mogącymi się pochwalić zarobkami w wysokości 2.000 PLN. Dualizm pojęciowy jest krzywdzący dla ludzi, którzy mają wysokie kwalifikacje i powodzenie w grze rynkowej.

>Jej pełnokrwistymi członkami mogą być tylko osoby pozbawione ambicji stałego wspinania się coraz wyżej na drabinie społecznej.

Nie zgadzam się. Człowiek bez ambicji odwiedza PUP'y, natomiast pochodząca z małego miasteczka pracownica agencji reklamowej, która skończyła studia, kilka kursów psychologicznych oraz językowych, odznacza się ambicją. Trudno wymagać od niej kandydatury na urząd prezydenta, jeśli to masz na myśli....jednak nie sposób zakwalifikowć jej do kasty leniuchów.

>Tak rozumiana klasa średnia jest w naszej rzeczywistości dopiero w stadium zalążkowym. I wcale nie jest pewne czy zdąży się rozwinąć. Rozwój międzynarodowych korporacji we wszystkich rozwiniętych społeczeństwach powoduje osłabienie tej klasy i wpływa na postępujące ograniczenie jej wpływów. Te procesy nas nie omijają. Klasycznym przykładem jest wpływ konsolidujących się sieci hipermarketów, które nie tylko osłabiają warstwę kupców, ale także uzależniają od siebie ekonomicznie spore grupy drobnych i średnich producentów.

Moim zdaniem jest całkiem mocna, ale pojęcia używane w publicznych debatach nie odzwierciedlają jej w stopniu zadowalającym. Dzięki temu jest ukryta przed naszym wzrokiem niczym mityczna Arkadia, kraina mlekiem i miodem płynąca. Rzecz w tym, żeby przełamać stereotypy językowe i przyznać ludziom należne miejsce w strukturze społeczeństwa. Wiele osób poczuje się dowartościowanych.
internal policy (32 punktów)
Struktura spoleczenstwa,czyli w Twoim widzeniu podzial na klasy:robotnicza,patologiczna,srednia oraz elite nie reflektuje ich rzeczywistego statusu spolecznego ,czyli faktycznie nie istniejacego badz jedynie dla celow czysto statystycznych.
Ich identyfikacja natomiast opiera sie na stwierdzeniu wyksztalcenia oraz mozliwosci finansowych powyzej wymienionych.Gdzies w tym wszystkim ginie mentalnosc,ktora przede wszystkim motywuje agitacje subjektu.
Zwrociles uwage na transformacje ustroju Polski i specyficzne "przesuniecie" podmiotow rynkowych w sensie ich wydajnosci.Jednak status spoleczny zawsze byl zwiazany z mozliwosciami powyzej wymienionych oraz stopniem wyksztalcenia.Zauwaz,ze nalezymy do krajow sredni rozwinietych choc szybko rozwijajcych sie.Przystepujac do UE okreslilismy swoj potencjal gospodarczy.Spoleczenstwo jako skladajace sie z subjektow agitujacych ze swoim otoczeniem ten status spoleczny wspolokresla i kreuje swoja mentalnosc.O ile bedziesz status spoleczny wyroznial jako wlasciwosc niedostepna badz nie jako jakosc charakterystyczna tozsamosci subjektu, nie widze innej mozliwosci weryfikacji jako sfiksowanie jego jako taki badz orientacje wedlug wskazanych tradycji i wartosci.
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Przystepujac do UE okreslilismy swoj potencjal gospodarczy.

Brzmi rewelacyjnie.
placownik (17853 punktów)

   Wydaje mi się drogi Piotrze, że zbyt wąsko postrzegasz rolę klasy średniej. Owszem, jej rola wypełniacza łagodzącego przejście od biedy do bogactwa jest ważna. Tam gdzie ten wypełniacz jest liczebnie nieliczny i słaby, bogacze, aby utrzymać spokój i swą władzę zmuszeni są uciekać się do autorytarnych metod rządzenia. Dla mnie jednak znacznie ważniejsza jest rola klasy średniej jako bezpośredniego zaplecza dla tworzenia i funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. Bez ludzi o ustabilizowanej sytuacji ekonomicznej, którym jednak pieniądze nie upadły na głowę, samorządy lokalne stają się łatwym łupem dla zgrai polityków mających w gruncie rzeczy w nosie interesy lokalnych społeczności. Żywot wszelakich stowarzyszeń, od Towarzystwa Miłośników Chińskich Ręczników poprzez Towarzystwo Hodowców Kanarków aż do Miłośników Ziemi Łomżyńskiej jest zwykłą wegetacją. Ludzie, którzy w 1989 roku tworzyli Komitety Obywatelskie dzisiaj nie mają na nic czasu. Albo gonią za pieniądzem albo oddają się podjazdowym walkom o zdobycie lub utrzymanie pozycji w strukturach partyjnych. Nawet emeryci wolą poświęcić się opiece nad wnukami, lub dorabianiem do skromnej emerytury.

   Przeoczyłeś, że pisząc o braku ambicji, miałem na myśli wyłącznie ambicję do tłuczenia pieniędzy. A istnieją jeszcze na tym bożym świecie ambicje innego rodzaju. Choćby ambicje do poznawania innych ludzi, albo zmieniania czegokolwiek w swoim bezpośrednim otoczeniu. Dzisiaj ludzi przejawiających tego rodzaju inne ambicje, jest albo niezwykle mało, albo bardzo starannie te swoje ambicje maskują.

   Przytoczę Ci historyjkę jaką na zjeździe klasowym opowiedział mi mój towarzysz z ławy szkolnej. Los rzucił go do Szwajcarii. Poprzestał na średnim wykształceniu, jednak wrodzone zdolności do języków (raczej tłumione w trakcie szkolnej edukacji), inicjatywa i otwartość w kontaktach międzyludzkich sprawiły, że stosunkowo łatwo znalazł tam zajęcie i chyba dość dobrze się zaaklimatyzował. Pijając piwo w knajpce w jednej z alpejskich osad miał przyjemność poznać jednego z przedstawicieli szwajcarskiej klasy średniej. Jegomość ów prowadził własną stadninę koni trzy, czy cztery osady dalej. Jednak z jakichś powodów upodobał sobie właśnie tę knajpkę i często do niej przyjeżdżał. Mój kolega okazał się świetnym kompanem i po paru spotkaniach został przez swojego znajomego zaproszony do złożenia odwiedzin. Kiedy zajechał na miejsce oczy wyszły mu na wierzch. Dyskretna ochrona, system alarmowy, wnętrze jak z najlepszej meksykańskiej telenoweli, na progu gościa wita żona. Też normalna! Nie muszę dodawać, że pomimo kłopotów z oczami kolega mój świetnie dał sobie radę. Jednak wrażenie pozostało.

   O takiej właśnie klasie średniej pisałem poprzednio. Ten akurat jej przedstawiciel swój wolny czas poświęcał na kontakty z żywymi ludźmi. Nie trudno jednak wyobrazić sobie nieskończenie wiele innych możliwości. Tyle że nie u nas. U nas robi się pieniądze. I nie zapomina się o tym ani przez chwilę. Czy to grając w golfa, czy też przechadzając się w trakcie antraktu w teatralnym foyer. Czy też pijąc piwo.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Piotr Patucha (2279 punktów)
Wojtku,

Irytuje mnie ludowa socjologia, w której mnoży się dziwacznie nazywane klasy społeczne, dlatego ucieszyłem się kiedy postanowiłeś sprawę zbadać rzeczowo i precyzyjnie.

>Dla mnie jednak znacznie ważniejsza jest rola klasy średniej jako bezpośredniego zaplecza dla tworzenia i funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego.

Nie doceniasz czynników ekonomicznych, bowiem istnieje pewna korelacja pomiędzy zamożnością a wykształceniem, to z kolei jest związane ze stopniem religijności.

>   Przeoczyłeś, że pisząc o braku ambicji, miałem na myśli wyłącznie ambicję do tłuczenia pieniędzy. A istnieją jeszcze na tym bożym świecie ambicje innego rodzaju.

Jasne. W społecznościach ludzi zamożnych większy jest popyt na dobra kultury. Z drugiej strony przedstawiciele klasy średniej mogą być niewrażliwi na jej uroki lub spędzać czas na rozmyślaniach o awansie społecznym poprzez zawieranie przyjaźni z grubymi rybami.
Osobiście nie przepadam za taką opcją.

Pozdrawiam.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365