Racjonalista - Strona głównaDo treści
Spot reklamuje rodzine

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
31-07-2006 11:59Petite Violette (273 punktów)Spot reklamuje rodzine
Dlaczego reklamowac rodzine?
Przeciez to sa sprawy osobiste...miec czy nie miec dzieci.
Uwazam tez, ze taki spot jedynie narazi tych ktorzy nie maja dzieci na pogarde i pogloski...A przecież nie wiadomo kto plodny a kto nie, to nie jest napisane na twarzy!
Promowac rodzine, bardzo dobrze, dawac alimenty ludziom z rodzin wielodzietnych, pomagac w zarzadzaniu pieniedzy, roznorodne ulgi podatkowe...Duzo metod istnieje ale mam wrażenie ze ta najgorsza zostala wybrana.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

rozumek
>Dlaczego reklamowac rodzine?

Jeżeli reklamuje się wszystko, byle nie mnożenie kapitału przez naukę i pracę, można, a nawet trzeba, reklamować sztukę konsumpcji i mnożenia konsumentów tej sztuki.
Petite Violette (273 punktów)
>Jeżeli reklamuje się wszystko, byle nie mnożenie kapitału przez naukę i pracę, można, a nawet trzeba, reklamować sztukę konsumpcji i mnożenia konsumentów tej sztuki.

Jaka trafna odpowiedź! to jest naprawde wlasciwe...ale o tym po prostu nie pomyslalam.
rozumek
>Jaka trafna odpowiedź! to jest naprawde wlasciwe...ale o tym po prostu nie pomyslalam.
No i bardzo dobrze, bo nie da się naraz pomyśleć za wszystkich i o wszystkim. Da się natomiast z wszystkimi rozmawiać (uczestniczyć w forum) i od każdego czegoś uczyć. Ja tak robię i bardzo to sobie chwalę, chociaż inni, chwalą mnie przez to rzadko. Dlatego, bardzo Ci dziękuję, chociaż nie z pochwał i nie dla nich żyję. Pozdrawiam
Przemek K.
Wiem, że takie spoty trafiają się za granicą. I nie miałbym nic przeciwko, oczywiście pod dwoma warunkami.

Warunek pierwszy jest taki, by nie lansowano "przy okazji" innych idei -- kwestii wyznaniowych, czy partyjnych za państwowe pieniądze.

Warunek drugi -- by była to reklama rodziny, a nie potępienie osób samotnych. To kwestia kultury twórców i zleceniodawców.
rozumek
>Wiem, że takie spoty trafiają się za granicą. I nie miałbym nic przeciwko, oczywiście pod dwoma warunkami.
>Warunek pierwszy jest taki, by nie lansowano "przy okazji" innych idei -- kwestii wyznaniowych, czy partyjnych za państwowe pieniądze.
>Warunek drugi -- by była to reklama rodziny, a nie potępienie osób samotnych. To kwestia kultury twórców i zleceniodawców.
A kultura u nas katolicka. Wystarczy założyć berecik, by dla "niekulturalnych" stac się swojakiem. Wystarczy go zdjąć, by dla "kulturalnych" urosnąć do rangi mędrca.
Petite Violette (273 punktów)
>>Wiem, że takie spoty trafiają się za granicą.

Zyje za granica (stad moj bledny polski, bardzo przepraszam) ale takich drastycznych spotow jeszcze nigdy nie widzialam. A jesli juz sa, to na tle humoru.

Dam na przyklad ostatnia reklame panstwowa przeciwko paleniu papierosow.
www.youtube.com/watch?v=Zj8cePOls3Y&eurl=
Zostajcie zastepcami naszych zmarlych wiernych palaczy. Reszta reklamy nie potrzebuje tulmaczenia.

Wiec dla tego tak mnie szokuje ten spot o rodzinie. Tutaj jakgdyby chcieli narzucic swoj punkt widzenia. Przeciesz Polska jest jeszcze wolnym krajem, chyba to para ktora decyduje o tym czy chce miec dzieci i kiedy. Moim zdaniem tylko mozna byc oburzonym tym spotem. Tulmacze ten spot w ten sposob : masz robic dzieci, duzo dzieci! jesli tego nie zrobisz to cos strasznego sie stanie. Trzeba wytykac palcem tych ktorzy dzieci nie maja bo to wstyd.

Uwazam tez, ze zdecydowac sie na dziecko to bardzo wazna zrecz, trzeba to dziecko wychowac, dac dobra edukacje itd...To drogo kosztuje : czasu, pieniedzy, poswiecenia... Robic dzieci nie wystarcza.
rozumek
>Robic dzieci nie wystarcza.
Toteż, nasze katolickie społeczeństwo ich nie "robi". To katolicki bóg im dzieci zsyła. I spróbuj katolikowi powiedzieć, że jest inaczej. Obrazisz jego religijne uczucia. A zesłał bóg katolikowi dziecko, ześle i mannę, którą dziecko się posili.
Nie bez powodu musiałaś wynieść się z naszego katolickiego kraju za granicę. Najwyraźniej, Twoj światopogląd, katolickiej większości nie pasował. Teraz, chodzi tylko o to, żebyś wyrównała im podatkiem straty, jakie na Twoim wyjeździe ponieśli. Pozdrawiam od resztek normalnych, którzy jeszcze nie wyjechali.
Petite Violette (273 punktów)
>Nie bez powodu musiałaś wynieść się z naszego katolickiego kraju za granicę.
Ja juz za granica sie urodzilam...i wychowalam. Ale Polska jest tez mojm krajem!
rozumek
>>Nie bez powodu musiałaś wynieść się z naszego katolickiego kraju za granicę.
>Ja juz za granica sie urodzilam...i wychowalam. Ale Polska jest tez mojm krajem!
No pewnie. Moze kiedyś, ci którzy urodzili się tutaj, będą mieć mozliwość wychowywania swoich dzieci nie gorzej niż ci, którzy stąd wyjechali, albo nie mają do czego przyjeżdżać. Zaproszą wtedy wszystkich do współpracy, a nie modlitw i płacenia za możliwość ich wnoszenia wspólnie z katolikami.
PS. Nie robisz wcale błędów. Oprócz oczywiście tych, które wynikają zapewne z braku polskich czcionek. Mam nadzieję, że podczas czytania, widzisz polskie, a nie jakieś tam znaczki? Pozdrawiam.
Petite Violette (273 punktów)
>>>Nie bez powodu musiałaś wynieść się z naszego katolickiego kraju za granicę.
>>Ja juz za granica sie urodzilam...i wychowalam. Ale Polska jest tez mojm krajem!
>No pewnie. Moze kiedyś, ci którzy urodzili się tutaj, będą mieć mozliwość wychowywania swoich dzieci nie gorzej niż ci, którzy stąd wyjechali, albo nie mają do czego przyjeżdżać. Zaproszą wtedy wszystkich do współpracy, a nie modlitw i płacenia za możliwość ich wnoszenia wspólnie z katolikami.
Jestem absolutnie Twojego zdania, i jestem tez przekonana ze kiedys do tego dojdzie! Glowa do gory! I kto wie? Moze wtedy przeprowadze sie do Polski. Takie to moje marzenie.

>PS. Nie robisz wcale błędów. Oprócz oczywiście tych, które wynikają zapewne z braku polskich czcionek. Mam nadzieję, że podczas czytania, widzisz polskie, a nie jakieś tam znaczki? Pozdrawiam.
Dziekuje, prawda jest ze nie mam z kim rozmawiac po Polsku, za tym tesknie i to mi tez brakuje...
Pozdrawiam
rozumek
>Dziekuje, prawda jest ze nie mam z kim rozmawiac po Polsku, za tym tesknie i to mi tez brakuje...
To jakim cudem, urodzona i wychowana poza Polską, tak dobrze znasz ojczysty język? To TO naprawdę godne jest podziwu. Gratuluję.
Petite Violette (273 punktów)
>>Dziekuje, prawda jest ze nie mam z kim rozmawiac po Polsku, za tym tesknie i to mi tez brakuje...
>To jakim cudem, urodzona i wychowana poza Polską, tak dobrze znasz ojczysty język? To TO naprawdę godne jest podziwu. Gratuluję.
To nie cud, po prostu kocham Polske i moj jezyk ojczysty jest mojm skarbem.
A poza tym kocham tez jezyki...Wiec nie ma nic do podziwiana, ale dziekuje za komplementy.
rozumek
>To nie cud, po prostu kocham Polske i moj jezyk ojczysty jest mojm skarbem.
>A poza tym kocham tez jezyki...Wiec nie ma nic do podziwiana, ale dziekuje za komplementy.
Jest bardzo wiele do podziwiania, bo w Polsce, bardzo czesto, ci którzy kochają języki, nie rozumieją co mówią. Ty najwyrażniej rozumiesz. Rozumiesz po polsku, to rozumiesz i w każdym języku, którego użyjesz (niezależnie od stopnia znajomości). Ja, nie mam specjalnych uzdolnień językowych, ale wiem, że niezaleznie od uzdolnień, nie jest łatwo opanować jakikolwiek w stopniu, w jakim Ty opanowałaś polski, nie mając na codzień z nim kontaktu. Tak więc, ponawiam GRATULACJE (to nie komplementy, bo te, bywają czasem nieuzasadnione).
Petite Violette (273 punktów)
>Jest bardzo wiele do podziwiania, bo w Polsce, bardzo czesto, ci którzy kochają języki, nie rozumieją co mówią. Ty najwyrażniej rozumiesz. Rozumiesz po polsku, to rozumiesz i w każdym języku, którego użyjesz (niezależnie od stopnia znajomości).
Rozumiec jezyki to nie rozumiec ludzi, aby rozumiec ludzi trzeba najpierw rozumiec jezyk. Jezyki daja "klucze" aby zrozumiec ludzi. Nie kazdy wie jak je uzyc. Do tego niezbedne jest albo byc troche empathem albo znac troche filozofie. A to nie jest dane kazdemu. Ciesze sie ze tutaj znalazlam osoby obdarzone tymi uzdolnieniami.

Ja, nie mam specjalnych uzdolnień językowych, ale wiem, że niezaleznie od uzdolnień, nie jest łatwo opanować jakikolwiek w stopniu, w jakim Ty opanowałaś polski, nie mając na codzień z nim kontaktu. Tak więc, ponawiam GRATULACJE (to nie komplementy, bo te, bywają czasem nieuzasadnione).
>
Jak juz powiedzialam, Polski jest moj jezyk ojczysty. Inne nauczylam sie pozniej.
Ale dziekuje za gratulacje.
rozumek
>Rozumiec jezyki to nie rozumiec ludzi, aby rozumiec ludzi trzeba najpierw rozumiec jezyk. Jezyki daja "klucze" aby zrozumiec ludzi. Nie kazdy wie jak je uzyc. Do tego niezbedne jest albo byc troche empathem albo znac troche filozofie. A to nie jest dane kazdemu. Ciesze sie ze tutaj znalazlam osoby obdarzone tymi uzdolnieniami.
100% prawdy. Tyle tylko, że można rozumieć nie tylko ludzi, ale też prawa przyrody. Można rozumieć to, co się dookoła dzieje (i widzieć, co kto robi) i jakie są skutki tego dziania (i tej roboty). A do tego, nie potrzeba żadnych języków. Jakiś potrzebny jest TYLKO do tego, żeby się tego rozumienia od kogoś nauczyć. Polski jest najmniej odpowiedni, bo zbyt wielu katolików nim włada, a oni (jak jeden) na bakier są z prawem autorskim (mylą każdego z każdym, Boga z człowiekiem, a siebie z wszystkimi).
Petite Violette (273 punktów)
>100% prawdy. Tyle tylko, że można rozumieć nie tylko ludzi, ale też prawa przyrody. Można rozumieć to, co się dookoła dzieje (i widzieć, co kto robi) i jakie są skutki tego dziania (i tej roboty). A do tego, nie potrzeba żadnych języków. Jakiś potrzebny jest TYLKO do tego, żeby się tego rozumienia od kogoś nauczyć. Polski jest najmniej odpowiedni, bo zbyt wielu katolików nim włada, a oni (jak jeden) na bakier są z prawem autorskim (mylą każdego z każdym, Boga z człowiekiem, a siebie z wszystkimi).
To prawda ze polski malo sie nadaje bo bardzo duzo slow pochodzi z terminologii chrzescianskiej i w dzisiejszych czasach sa na dodatek rozpowszechniane.
rozumek
>To prawda ze polski malo sie nadaje bo bardzo duzo slow pochodzi z terminologii chrzescianskiej i w dzisiejszych czasach sa na dodatek rozpowszechniane.
Nie w tym problem. Problem w tym, że Polacy "przeinaczają" ich znaczenia (słowu przypisują pojęcie, a nie pojęciu słowo), a każdy robi to po swojemu. Mamy w Polsce Wierzę Babel, choć język, niby wspólny.
Petite Violette (273 punktów)
>Nie w tym problem. Problem w tym, że Polacy "przeinaczają" ich znaczenia (słowu przypisują pojęcie, a nie pojęciu słowo), a każdy robi to po swojemu. Mamy w Polsce Wierzę Babel, choć język, niby wspólny.
>
Tak owszem, ale to sie dzeje w kazdym jezyku. Wtedy najpopularnejszy zostaje regula. Taka jest "normalna" ewolucja jezyka.
rozumek
>>Nie w tym problem. Problem w tym, że Polacy "przeinaczają" ich znaczenia (słowu przypisują pojęcie, a nie pojęciu słowo), a każdy robi to po swojemu. Mamy w Polsce Wierzę Babel, choć język, niby wspólny.
>>Tak owszem, ale to sie dzeje w kazdym jezyku. Wtedy najpopularnejszy zostaje regula. Taka jest "normalna" ewolucja jezyka.
I nienormalna ewolucja katolików. U nich "dobre" oznacza to, co robią oni, a "złe" to to, co robią inni. I obojętne, jaka jest PRAWDA. Katolik, z żadną prawdą się nie liczy, a im więcej nakłamie (niesamowicie tym sobie i innym szkodząc), tym lepiej zasłuży się swojemu "bogu".
Petite Violette (273 punktów)
>I nienormalna ewolucja katolików. U nich "dobre" oznacza to, co robią oni, a "złe" to to, co robią inni. I obojętne, jaka jest PRAWDA. Katolik, z żadną prawdą się nie liczy, a im więcej nakłamie (niesamowicie tym sobie i innym szkodząc), tym lepiej zasłuży się swojemu "bogu".
Tutaj absolutnie sie zgadzam. I dlatego tak sie boje o Polske...
rozumek
>>I nienormalna ewolucja katolików. U nich "dobre" oznacza to, co robią oni, a "złe" to to, co robią inni. I obojętne, jaka jest PRAWDA. Katolik, z żadną prawdą się nie liczy, a im więcej nakłamie (niesamowicie tym sobie i innym szkodząc), tym lepiej zasłuży się swojemu "bogu".
>Tutaj absolutnie sie zgadzam. I dlatego tak sie boje o Polske...
Nie bój się! Przecież nie siedzimy bezczynnie. Ani Ty, ani ja, ani nikt nam podobny. Myślisz, że nikt naszej rozmowy nie "słucha" i w trakcie jej trwania nas nie przybyło? Ja myślę, że podczas takich rozmów, może jedna osoba, może dwie, ale ktoś tam zawsze na prawdę (i jej Boga) się nawróci, więc będzie nas przybywać. Głowa do góry! Jeszcze będziesz miała gdzie i po co przyjechać. Zobaczysz!
Petite Violette (273 punktów)
>Nie bój się! Przecież nie siedzimy bezczynnie. Ani Ty, ani ja, ani nikt nam podobny. Myślisz, że nikt naszej rozmowy nie "słucha" i w trakcie jej trwania nas nie przybyło? Ja myślę, że podczas takich rozmów, może jedna osoba, może dwie, ale ktoś tam zawsze na prawdę (i jej Boga) się nawróci, więc będzie nas przybywać. Głowa do góry! Jeszcze będziesz miała gdzie i po co przyjechać. Zobaczysz!
>
Tylko chce abys mial racie!
rozumek
>>Tylko chce abys mial racie!
I tak się stanie, bo nasze ludzkie rozumki (nie tylko Twój i mój), zawsze mają rację. Mają, bo zawsze potrafią stanąć po jej stronie, zamiast tworzyć przeciwne jej pseudo-racje ( i pseudoBogów), a potem z zapamiętaniem walczyć o to, że ta pseudo, to racja właśnie. Pozdrawiam.
Petite Violette (273 punktów)
>I tak się stanie, bo nasze ludzkie rozumki (nie tylko Twój i mój), zawsze mają rację. Mają, bo zawsze potrafią stanąć po jej stronie, zamiast tworzyć przeciwne jej pseudo-racje ( i pseudoBogów), a potem z zapamiętaniem walczyć o to, że ta pseudo, to racja właśnie. Pozdrawiam.
Racja jest czyms bardzo relatywnym, wiec nie sadze ze mam absolutna racje. Powiecmy ze mamy racje oparta na faktach i rozumowaniu. Pozdrawiam
rozumek
>Racja jest czyms bardzo relatywnym, wiec nie sadze ze mam absolutna racje. Powiecmy ze mamy racje oparta na faktach i rozumowaniu. Pozdrawiam
Nie. Relatywne jest tylko poczucie, że się ma rację (katolicy takie poczucie mają). Sama racja, relatywna nie jest, bo jest zawsze nie po stronie zdania ogółu, ale dobra ogółu. Przecież stoisz nie tylko po stronie swojego dobra, ale także katolików, prawda? Stajesz po stronie racji, więc ją masz. ABSOLUTNĄ.
Petite Violette (273 punktów)
Powiecmy ze mamy racje oparta na faktach i rozumowaniu. Pozdrawiam
>Nie. Relatywne jest tylko poczucie, że się ma rację (katolicy takie poczucie mają). Sama racja, relatywna nie jest, bo jest zawsze nie po stronie zdania ogółu, ale dobra ogółu. Przecież stoisz nie tylko po stronie swojego dobra, ale także katolików, prawda? Stajesz po stronie racji, więc ją masz. ABSOLUTNĄ.
>
Twoje zdanie jest bardzo radykalne...Dobro ogolu...bardzo nielubie tego okreslenia. Brzmi to tak nie wlasciwie. Chce tylko aby kazdy mial prawo do wyznania i wierzenia w to co chce, do momentu ze to innym nie przeszkadza.
Na przklad : jesli chrzescianin wierzy w kreacjonizm, bardzo dobrze, dopoki nie narzuca swoje wierzenia w szkole, lub w muzeach. Jesli wyznawca Jehowy nie chce byc operowany nawet jesli ma to mu uratowac zycie. Prosze bardzo, tyle ile ze nie chce aby to mi zarzucano.
Z tad mowie ze racja jest relatywna, bo kazdy ma inne wierzenia.
rozumek
>Twoje zdanie jest bardzo radykalne...
To słowa są radykalne, a nie zdanie, jako pogląd na sprawę. Zlepek słów jest radykalny. Pogląd na sprawę, tak liberalny, jak to tylko możliwe.
>Dobro ogolu...bardzo nielubie tego okreslenia. Brzmi to tak nie wlasciwie. Chce tylko aby kazdy mial prawo do wyznania i wierzenia w to co chce, do momentu ze to innym nie przeszkadza.
No i nic nie poradzisz na to, że m.in. na tym polega dobro ogółu.
>Na przklad : jesli chrzescianin wierzy w kreacjonizm, bardzo dobrze, dopoki nie narzuca swoje wierzenia w szkole, lub w muzeach. Jesli wyznawca Jehowy nie chce byc operowany nawet jesli ma to mu uratowac zycie. Prosze bardzo, tyle ile ze nie chce aby to mi zarzucano.
Żeby nie podawano dzieciom sztuki kreacjii, za naukową prawdę i żeby pozwolono ratować im życie (nie narzucano im wyznań).
>Z tad mowie ze racja jest relatywna, bo kazdy ma inne wierzenia.
I stąd brak zgody. Racja, nie ma nic wspólnego z wierzeniami (chyba, że w Boga prawdziwego). Pamiętasz, napisałaś:
"Tylko chce abys mial racie!"
Ja ją mam (bo po jej stronie staję). Czy Ty bedziesz mieć, zależy wyłącznie od Ciebie.
Zacytowane zdanie, jest jak modlitwa "Boże spraw, żeby tak się stało". Jeśli poprzestaniesz na modlitwie, ona się nie spełni (nie będziesz mieć racji, chociaż ja ją mam). Gdy to zrobisz, to tak, jakbyś przystąpiła do katolickiego kościoła, a nie po jego stronie jest racja. Ona jest zawsze po stronie Boga prawdziwego (wierzyli w niego filozofowie, jeszcze przed Sokratesem i uczyli innych wierzyć).
Petite Violette (273 punktów)
>To słowa są radykalne, a nie zdanie, jako pogląd na sprawę. Zlepek słów jest radykalny. Pogląd na sprawę, tak liberalny, jak to tylko możliwe.
Jesli tak to owszem, oczywiscie zgadzam sie.

>>Dobro ogolu...bardzo nielubie tego okreslenia. Brzmi to tak nie wlasciwie. Chce tylko aby kazdy mial prawo do wyznania i wierzenia w to co chce, do momentu ze to innym nie przeszkadza.
>No i nic nie poradzisz na to, że m.in. na tym polega dobro ogółu.
Dobrze, ale to nic nie zmieni w tym ze nie lubie tego wyrażenia

>>Na przklad : jesli chrzescianin wierzy w kreacjonizm, bardzo dobrze, dopoki nie narzuca swoje wierzenia w szkole, lub w muzeach. Jesli wyznawca Jehowy nie chce byc operowany nawet jesli ma to mu uratowac zycie. Prosze bardzo, tyle ile ze nie chce aby to mi zarzucano.
>Żeby nie podawano dzieciom sztuki kreacjii, za naukową prawdę i żeby pozwolono ratować im życie (nie narzucano im wyznań).
No tak, ale przeciez nie mozna zabronic chrzczenia malych dzieci przez rodzicow! A wedulg mnie to jest najbardzej radykalny sposob narzucania wyznan.

>>Z tad mowie ze racja jest relatywna, bo kazdy ma inne wierzenia.
>I stąd brak zgody. Racja, nie ma nic wspólnego z wierzeniami (chyba, że w Boga prawdziwego). Pamiętasz, napisałaś:
>"Tylko chce abys mial racie!"
>Ja ją mam (bo po jej stronie staję). Czy Ty bedziesz mieć, zależy wyłącznie od Ciebie.
>Zacytowane zdanie, jest jak modlitwa "Boże spraw, żeby tak się stało". Jeśli poprzestaniesz na modlitwie, ona się nie spełni (nie będziesz mieć racji, chociaż ja ją mam). Gdy to zrobisz, to tak, jakbyś przystąpiła do katolickiego kościoła, a nie po jego stronie jest racja. Ona jest zawsze po stronie Boga prawdziwego (wierzyli w niego filozofowie, jeszcze przed Sokratesem i uczyli innych wierzyć).
Tutaj chyba zle sie wyrazilam. Musimy zgodzic sie na okreslenia.
Dla mnie wiadomosci, to sa wiedze ktore zostaly naukowo udowodnione i ktore osoba uznaje za prawdziwe.
Wierzenia albo mniemania sa wiedze ktore osoba uznaje za prawdziwe (z dowodami czy bez).
Rozumuje wiec tak : Dowody naukowe sa jedyna roznica miedzy wiadomosciami a wierzeniami. Przeciez kazdy z nas nie moze powtarzac wszystkich eksperymentow, tylko musimy uwierzyc w wiarygodnosc danych osob co do udowodnienia naukowego. Wiec mozna powiedziec ze wiadomosci naukowe sa pewna forma wierzenia.
Nawet jesli masz podstawy naukowe po twojej stronie, to jak mozez udowodnic ze twoje wierzenia sa lepsze od wierzen np katolickich. To jest kwestia punktu widzenia, i dlatego mowie ze racja jest relatywna, relatywna od wierzen.
No i stad mowie : "Tylko chce abys mial racie!"
rozumek
>>No i nic nie poradzisz na to, że m.in. na tym polega dobro ogółu.
>Dobrze, ale to nic nie zmieni w tym ze nie lubie tego wyrażenia
Ale, ja kocham to pojęcie. Jeśli chcesz, możemy, na jego określenie, wymyślić jakieś nowe. Tylko po co wymyślać, skoro wymyślono znacznie wcześniej? Jedni określali je mianem moralnosci, inni Boga, jeszcze inni mianem dobra ogółu, albo wiary w prawdę o nas samych i otaczającym nas Świecie (o tym, że nie wszystko, co dobre dla mnie, musi być dobre dla Ciebie, a już na pewno nie wszystko co dobre dla katolika, dobre okaże się dla kogokolwiek innego). Używajmy jakiego chcesz określenia i w jakim chcesz języku.
>>>Na przklad : jesli chrzescianin wierzy w kreacjonizm, bardzo dobrze, dopoki nie narzuca swoje wierzenia w szkole, lub w muzeach. Jesli wyznawca Jehowy nie chce byc operowany nawet jesli ma to mu uratowac zycie. Prosze bardzo, tyle ile ze nie chce aby to mi zarzucano.
>No tak, ale przeciez nie mozna zabronic chrzczenia malych dzieci przez rodzicow! A wedulg mnie to jest najbardzej radykalny sposob narzucania wyznan.
Ale można zabronić uczenia ich religii w szkole. Można też, nie bronić ochrzczonego dziecka przed mantem sprawianym mu przez rówieśników, gdy usiłuje narzucić im swoją wiarę.
>>I stąd brak zgody. Racja, nie ma nic wspólnego z wierzeniami (chyba, że w Boga prawdziwego). Pamiętasz, napisałaś:
>>"Tylko chce abys mial racie!"
>>Ja ją mam (bo po jej stronie staję). Czy Ty bedziesz mieć, zależy wyłącznie od Ciebie.
>Tutaj chyba zle sie wyrazilam. Musimy zgodzic sie na okreslenia.
>Dla mnie wiadomosci, to sa wiedze ktore zostaly naukowo udowodnione i ktore osoba uznaje za prawdziwe.
>Wierzenia albo mniemania sa wiedze ktore osoba uznaje za prawdziwe (z dowodami czy bez).
No i właśnie katolicy głęboko wierzą, że są dobrzy (a inni źli). Nauka (obserwacja i badania) ich wiary absolutnie nie potwierdza. Potwierdza coś zupełnie przeciwnego. Nauka potwierdza natomiast w całej rozciągłości, zarówno istnienie Boga prawdziwego, jak całej masy bożków, stworzonych przez teistów czyli tych, którym w prawdziwego wierzyć niewygodnie (bo jego nie wystarczy wyznawać i modlić się do niego).
>Rozumuje wiec tak : Dowody naukowe sa jedyna roznica miedzy wiadomosciami a wierzeniami. Przeciez kazdy z nas nie moze powtarzac wszystkich eksperymentow, tylko musimy uwierzyc w wiarygodnosc danych osob co do udowodnienia naukowego. Wiec mozna powiedziec ze wiadomosci naukowe sa pewna forma wierzenia.
I dlatego, warto wierzyć, że filozofowie, na przestrzeni całej historii, rozwijali filozofię (wierzyli poprzednikom), więc żaden z nich, nie tworzył własnych systemów filozoficznych (tym zawsze zajmowali się teiści, którzy zamiast wyznawać filozofię i ją rozwijać, woleli wyznawać konkretnych filozofów, albo teistów).
>Nawet jesli masz podstawy naukowe po twojej stronie, to jak mozez udowodnic ze twoje wierzenia sa lepsze od wierzen np katolickich. To jest kwestia punktu widzenia, i dlatego mowie ze racja jest relatywna, relatywna od wierzen.
Nie wierzę, że jeśli chcę mieć dziecko, wystarczy pomodlić się o nie do katolickiego boga. Twierdzę, że mam rację, nie wierząc ani katolickiemu bogu, ani katolikom. Twierdzę, że racja jest zawsze po stronie tego prawdziwego, a ja ją zawsze mam, bo właśnie w niego, a nie katolickiego wierzę.
>No i stad mowie : "Tylko chce abys mial racie!".
Ja chcę, żebyś uwierzyła w prawdziwego Boga, bo chcę, żebyś i Ty miała rację (uwierzyła zarówno w tę rację, jak to, że jej służysz).
Petite Violette (273 punktów)
>Ale, ja kocham to pojęcie. Jeśli chcesz, możemy, na jego określenie, wymyślić jakieś nowe. Tylko po co wymyślać, skoro wymyślono znacznie wcześniej? Jedni określali je mianem moralnosci, inni Boga, jeszcze inni mianem dobra ogółu, albo wiary w prawdę o nas samych i otaczającym nas Świecie (o tym, że nie wszystko, co dobre dla mnie, musi być dobre dla Ciebie, a już na pewno nie wszystko co dobre dla katolika, dobre okaże się dla kogokolwiek innego). Używajmy jakiego chcesz określenia i w jakim chcesz języku.
Deklinuje szanownie bardzo mile zaproszenie. Sam koncept dobra ogolnego nie lubie. Ten koncept zostal uzyty do usprawiedliwienia strasznych zeczy, ktore potepiam. Rozumiem i bardzo szanuje twoje zdanie ale chyba tutaj nie znajdziemy wzajemnego stosunku.

>Ale można zabronić uczenia ich religii w szkole. Można też, nie bronić ochrzczonego dziecka przed mantem sprawianym mu przez rówieśników, gdy usiłuje narzucić im swoją wiarę.
Z tym absolutnie sie zgadzam!
Z reszta we Francji nie ma religii w szkole (oprocz jesli to szkola prywatna np katolicka), chodzi sie na religie albo do katechety, albo do sali parafialnej. I tak

>>Tutaj chyba zle sie wyrazilam. Musimy zgodzic sie na okreslenia.
>>Dla mnie wiadomosci, to sa wiedze ktore zostaly naukowo udowodnione i ktore osoba uznaje za prawdziwe.
>>Wierzenia albo mniemania sa wiedze ktore osoba uznaje za prawdziwe (z dowodami czy bez).
>No i właśnie katolicy głęboko wierzą, że są dobrzy (a inni źli).
Wiem, tego doswiatczylam, i to jest tez bardzo irytujace.

Nauka (obserwacja i badania) ich wiary absolutnie nie potwierdza. Potwierdza coś zupełnie przeciwnego. Nauka potwierdza natomiast w całej rozciągłości, zarówno istnienie Boga prawdziwego, jak całej masy bożków, stworzonych przez teistów czyli tych, którym w prawdziwego wierzyć niewygodnie (bo jego nie wystarczy wyznawać i modlić się do niego).
>>Rozumuje wiec tak : Dowody naukowe sa jedyna roznica miedzy wiadomosciami a wierzeniami. Przeciez kazdy z nas nie moze powtarzac wszystkich eksperymentow, tylko musimy uwierzyc w wiarygodnosc danych osob co do udowodnienia naukowego. Wiec mozna powiedziec ze wiadomosci naukowe sa pewna forma wierzenia.
>I dlatego, warto wierzyć, że filozofowie, na przestrzeni całej historii, rozwijali filozofię (wierzyli poprzednikom), więc żaden z nich, nie tworzył własnych systemów filozoficznych (tym zawsze zajmowali się teiści, którzy zamiast wyznawać filozofię i ją rozwijać, woleli wyznawać konkretnych filozofów, albo teistów).
Tak, tutaj tez sie zgadzam.

>>Nawet jesli masz podstawy naukowe po twojej stronie, to jak mozez udowodnic ze twoje wierzenia sa lepsze od wierzen np katolickich. To jest kwestia punktu widzenia, i dlatego mowie ze racja jest relatywna, relatywna od wierzen.
>Nie wierzę, że jeśli chcę mieć dziecko, wystarczy pomodlić się o nie do katolickiego boga.
Z tym sie zgadzam.

Twierdzę, że mam rację, nie wierząc ani katolickiemu bogu, ani katolikom. Twierdzę, że racja jest zawsze po stronie tego prawdziwego, a ja ją zawsze mam, bo właśnie w niego, a nie katolickiego wierzę.
>>No i stad mowie : "Tylko chce abys mial racie!".
>Ja chcę, żebyś uwierzyła w prawdziwego Boga, bo chcę, żebyś i Ty miała rację (uwierzyła zarówno w tę rację, jak to, że jej służysz).
>
Wierze w istote wyszsza, w ten koncept o ktorym mowia starozytni filozofowie, ale raczej ten koncept nie pojmuje jako "boga" jako takiego.
rozumek
>Deklinuje szanownie bardzo mile zaproszenie. Sam koncept dobra ogolnego nie lubie. Ten koncept zostal uzyty do usprawiedliwienia strasznych zeczy, ktore potepiam.
A co dobrego, nie zostało użyte do usprawiedliwienia czegoś złego? Jeśli chcesz mnie przekonać do swojego zdania, musisz mi podać przykład czegoś, co SAMA zrobiłaś dla ogólnego dobra, a było to złe (dla kogokolwiek).
>Z reszta we Francji nie ma religii w szkole (oprocz jesli to szkola prywatna np katolicka), chodzi sie na religie albo do katechety, albo do sali parafialnej. I tak
Podobnie było do niedawna w Polsce. Całkiem niedawno "naprawiliśmy" ten błąd.
>Z tym sie zgadzam.
No i uwierz, że na poziomie pojęć, zgadzamy się w 100%. Jeśli się nie zgadzamy, to wyłacznie na poziomie słów, które tym pojęciom przypisujemy. Niby posługujemy się tym samym językiem, a jednak każdy mówi swoim. I tak jest w każdej rozmowie, chyba że znasz już kogoś "jak własną kieszeń", więc zdążyłaś już poznać wszystkie słowa, którymi się posługuje. Albo rozmawiacie tylko o najprostrzych, oczywistych sprawach.
>>Wierze w istote wyszsza, w ten koncept o ktorym mowia starozytni filozofowie, ale raczej ten koncept nie pojmuje jako "boga" jako takiego.
A ja w żadną "istotę" wyższą nie wierzę. Wierzę w Boga, jako stwórcę Wszechświata i wszelkich jego zmian, możliwych jedynie dzięki temu, że płynie czas. Wierzę, że Bóg jest twórcą wszelkiego ruchu, za wyjątkiem moich osobistych ruchów, którymi rządzę wyłącznie osobiście. Wierzę, że on jest twórcą nawet Twoich ruchów rąk, gdy piszesz posta. I moim zdaniem, tylko w takiego Boga warto wierzyć, bo tylko on jest prawdziwy.
Petite Violette (273 punktów)
>>Deklinuje szanownie bardzo mile zaproszenie. Sam koncept dobra ogolnego nie lubie. Ten koncept zostal uzyty do usprawiedliwienia strasznych zeczy, ktore potepiam.
>A co dobrego, nie zostało użyte do usprawiedliwienia czegoś złego? Jeśli chcesz mnie przekonać do swojego zdania, musisz mi podać przykład czegoś, co SAMA zrobiłaś dla ogólnego dobra, a było to złe (dla kogokolwiek).
Nie chce specjalnie nikogo przekonac, ani ciebie ani innych ewentualnych czytelnikow, tylko z wielka przyjemnoscia wymieniam zdania z Toba.

>>Z reszta we Francji nie ma religii w szkole (oprocz jesli to szkola prywatna np katolicka), chodzi sie na religie albo do katechety, albo do sali parafialnej. I tak
>Podobnie było do niedawna w Polsce. Całkiem niedawno "naprawiliśmy" ten błąd.
>>Z tym sie zgadzam.
>No i uwierz, że na poziomie pojęć, zgadzamy się w 100%. Jeśli się nie zgadzamy, to wyłacznie na poziomie słów, które tym pojęciom przypisujemy. Niby posługujemy się tym samym językiem, a jednak każdy mówi swoim. I tak jest w każdej rozmowie, chyba że znasz już kogoś "jak własną kieszeń", więc zdążyłaś już poznać wszystkie słowa, którymi się posługuje. Albo rozmawiacie tylko o najprostrzych, oczywistych sprawach.
To prawda.

>>>Wierze w istote wyszsza, w ten koncept o ktorym mowia starozytni filozofowie, ale raczej ten koncept nie pojmuje jako "boga" jako takiego.
>A ja w żadną "istotę" wyższą nie wierzę. Wierzę w Boga, jako stwórcę Wszechświata i wszelkich jego zmian, możliwych jedynie dzięki temu, że płynie czas. Wierzę, że Bóg jest twórcą wszelkiego ruchu, za wyjątkiem moich osobistych ruchów, którymi rządzę wyłącznie osobiście. Wierzę, że on jest twórcą nawet Twoich ruchów rąk, gdy piszesz posta. I moim zdaniem, tylko w takiego Boga warto wierzyć, bo tylko on jest prawdziwy.
>
Na prawde nie chce ciebie obrazic ale w tego boga nie wierze.
rozumek
>Nie chce specjalnie nikogo przekonac, ani ciebie ani innych ewentualnych czytelnikow, tylko z wielka przyjemnoscia wymieniam zdania z Toba.
I wzajemnie. A to już świadczy o tym, że to, w co wierzymy, ma co najmiej jeden element wspólny. Wszystko, w co ja wierzę, nazywam Bogiem. Czy to zła nazwa? Nie potrafię tego inaczej nazwać, bo nie poptrafię wyliczyć wszystkiego, w co wierzę. Głównie, wierzę w związki przyczynowo skutkowe, a nie wierzę, że jakikolwiek skutek, ma tylko jedną konkretną przyczynę. I znowu, sumę wszystkich przyczyn, które powodują konkretny skutek, nazywam Bogiem, bo nigdy nie znam wszystkich przyczyn (np. tego, że dzisiaj jest, jak jest).
>>>Z reszta we Francji nie ma religii w szkole (oprocz jesli to szkola prywatna np katolicka), chodzi sie na religie albo do katechety, albo do sali parafialnej. I tak
>>...
>To prawda.
Bo prawda (cała i o całym Wszechświecie, czyli Bóg) jest wspólna wszystkim ludziom, niezależnie od tego, czy im się to podoba czy nie. Kto jej zaprzecza, nie wierzy w Boga (prawdziwego). Głównym przejawem tego zaprzeczania, jest przystępowanie do religijnych wspólnot.
>Na prawde nie chce ciebie obrazic ale w tego boga nie wierze.
Zapewniam Cię, że wierzysz, choć o tym nie wiesz. Nie wierzy większość ludzi religijnych i tylko niektórzy ateiści. Ci, którzy nie wierzą, nie wiedzą, w jakim Wszechświecie żyją. Boją się nieskończoności, życia i wszelkich jego niewiadomych, więc zamykają się we własnych myślach (całkiem od życia uniezależnionych). I nawet nie wiedzą, ile tym zamykaniem się robią szkody sobie i otoczeniu.
A tak nawiasem mówiąc, to niczyja wiara lub niewiara, nie jest w stanie mnie obrazić. Nawet, jeśli ktoś uważa mnie za skończonego głupka (więc w ten pogląd wierzy), a siebie za największego mędrca. I nawet, gdy tę "prawdę" ogłasza całemu Światu. Nie obraża mnie to, bo uważam (wierzę), że takimi "ogłoszeniami" (że ktokolwiek jest od niego głupszy) obraża i kompromituje jedynie samego siebie.
Petite Violette (273 punktów)
>>Na prawde nie chce ciebie obrazic ale w tego boga nie wierze.
>Zapewniam Cię, że wierzysz, choć o tym nie wiesz. Nie wierzy większość ludzi religijnych i tylko niektórzy ateiści. Ci, którzy nie wierzą, nie wiedzą, w jakim Wszechświecie żyją. Boją się nieskończoności, życia i wszelkich jego niewiadomych, więc zamykają się we własnych myślach (całkiem od życia uniezależnionych). I nawet nie wiedzą, ile tym zamykaniem się robią szkody sobie i otoczeniu.
Twoja wiara mnie zaskacza, miesza i troche straszy. Na prawde nie podzielam Twojego punktu widzenia, bo Twoje pojecie boga bardzo zbiza sie do mojego pojecia "boga jedynego" chrzescian, zydow i muzulmanow.To wlasnie mi bardzo przeszkadza, to i fakkt ze jestes absolutnie przekonany ze Twoj bog jest prawdziwy. Wiec dziekuje bardzo ze sie ze mna tak wspaniale podzieliles swojmi przekonaniami (bardzo podziwiam i szanuje osoby ktore sa w stanie miec tak silna wiare) alr chyba tutaj nasza diskusja sie konczy, bo od tego punktu bedziemy krecic sie w kolko. Watpie ze znajdziemy na ten temat kompromisu.
rozumek
>Twoja wiara mnie zaskacza, miesza i troche straszy. Na prawde nie podzielam Twojego punktu widzenia, bo Twoje pojecie boga bardzo zbiza sie do mojego pojecia "boga jedynego" chrzescian, zydow i muzulmanow.
Bóg to nie jest ani moje, ani Twoje, ani chrześcijan, ani Żydów, ani muzułmanów pojęcie. To pojecie zaczerpnięte od filozofów, a wzięte z realnego, istniejącego Świata. To, co zrobili z niego chrześcijanie, judaiści i muzułmanie, to wynaturzenie. Nie widzę powodu, aby jakiejkolwiek religii, pozwalać na unicestwianie Boga, w którego wierzyli wszyscy filozofowie, nawet jeśli go nie wyznawali (Marks też wierzył). Bóg to prawa natury. Jeśli wierzę, że 2+2=4, to nie bedę się z nikim modlić, aby jutro okazało się, że jednak 5, 6 lub 7. I nie będę zakładać kościołów, zajmujących się dowodzeniem nieprawdy (tylko dlatego, że jakaś prawda istnieje).
Petite Violette (273 punktów)
>Teraz, chodzi tylko o to, żebyś wyrównała im podatkiem straty, jakie na Twoim wyjeździe ponieśli.
Nie place podatkow Polsce...chyba mnie jeszcze nie odnalezli
>Pozdrawiam od resztek normalnych, którzy jeszcze nie wyjechali.
Mam wielka przyjazn i wsplczucie dla ludzi ktorzy walcza o lepsza Polske, otwarta swiatopogladowo, i ktorzy maja odwage pozostac!

Gdybym miala zyc w Polsce, to chyba mialabym duzo problemow...Ze wzgledu na ubior, zachowanie, religie i chyba wszystko...
rozumek
>>Teraz, chodzi tylko o to, żebyś wyrównała im podatkiem straty, jakie na Twoim wyjeździe ponieśli.
>Nie place podatkow Polsce...chyba mnie jeszcze nie odnalezli
Nawet jeśli kogoś odnajdują, to jakoś jego podatku odnaleźć na ogół im sie nie udaje. Choć szukają bardzo intensywnie, a poszukiwania te nazywają poszukiwaniem boga.
>>Pozdrawiam od resztek normalnych, którzy jeszcze nie wyjechali.
>Mam wielka przyjazn i wsplczucie dla ludzi ktorzy walcza o lepsza Polske, otwarta swiatopogladowo, i ktorzy maja odwage pozostac!
Nie ma czego współczuć, bo walczyć o lepsze (cokolwiek by to było) jest całkiem miło. Głupio, gdy nie masz o co walczyć, bo liczysz na mannę z nieba, a do tego, skłaniają nas właśnie m.in. (i głównie) katolicy.
>Gdybym miala zyc w Polsce, to chyba mialabym duzo problemow...Ze wzgledu na ubior, zachowanie, religie i chyba wszystko...
Chyba byś nie miała, bo byś ich sobie nie tworzyła. Jedyny problem jaki byś miała, to ze znalezieniem użytecznej pracy (w tym zakresie, wychodzą coraz to nowe zakazy). Mogłabyś za to żyć ze sztuki, bo jej koneserów, ciągle w Polsce więcej, niż gdziekolwiek na Świecie (szkoda, że muszą wyjeżdżać w poszukiwaniu pracy).
Petite Violette (273 punktów)
>>>Teraz, chodzi tylko o to, żebyś wyrównała im podatkiem straty, jakie na Twoim wyjeździe ponieśli.
>>Nie place podatkow Polsce...chyba mnie jeszcze nie odnalezli
>Nawet jeśli kogoś odnajdują, to jakoś jego podatku odnaleźć na ogół im sie nie udaje. Choć szukają bardzo intensywnie, a poszukiwania te nazywają poszukiwaniem boga.
To pewnie dla tego mnie nie odnalezli...

>>>Pozdrawiam od resztek normalnych, którzy jeszcze nie wyjechali.
>>Mam wielka przyjazn i wsplczucie dla ludzi ktorzy walcza o lepsza Polske, otwarta swiatopogladowo, i ktorzy maja odwage pozostac!
>Nie ma czego współczuć, bo walczyć o lepsze (cokolwiek by to było) jest całkiem miło. Głupio, gdy nie masz o co walczyć, bo liczysz na mannę z nieba, a do tego, skłaniają nas właśnie m.in. (i głównie) katolicy.
Zawsze jest o co wlaczyc...wiec nigdy czlowiek sie nie nudzi.

>>Gdybym miala zyc w Polsce, to chyba mialabym duzo problemow...Ze wzgledu na ubior, zachowanie, religie i chyba wszystko...
>Chyba byś nie miała, bo byś ich sobie nie tworzyła. Jedyny problem jaki byś miała, to ze znalezieniem użytecznej pracy (w tym zakresie, wychodzą coraz to nowe zakazy).
Naprawde? Gdzie moglabym przeczytac te nowe zkazy/regulaminy? To mnie interesuje.
rozumek
>Zawsze jest o co wlaczyc...wiec nigdy czlowiek sie nie nudzi.
Toteż wielu nie śpieszy się z wyjazdami. Oni wyjeżdżają tylko z musu (gdy na dalszą walkę, nie starcza już ani sił, ani środków).
>>Chyba byś nie miała, bo byś ich sobie nie tworzyła. Jedyny problem jaki byś miała, to ze znalezieniem użytecznej pracy (w tym zakresie, wychodzą coraz to nowe zakazy).
>Naprawde? Gdzie moglabym przeczytac te nowe zkazy/regulaminy? To mnie interesuje.
Niestety, te "regulaminy" nie są pisane. Narodek tworzy je, wykonując prace bezużyteczne. Trzeba przyjechać i obejrzeć. Mogę podać Ci przykład: Jest malutkie skrzyżowanie ulic z sygnalizacją świetlną. Ruch regulowany jest automatycznie, w stałym rytmie. Wszystko na tym skrzyżowaniu jest niby normalne, oprócz jednego: jeśli chcąc przejść, nie naciśniesz guzika, nie zapali się zielone światło, więc przechodzić Ci nie wolno, chociaż kierowcy są przekonani, że wolno. Przekonanie kierowców się nie liczy. Liczy się przekonanie policjantów (i innych "strażników" prawa). Efekt jest taki, że kto nie zna skrzyżowania (nie zauważył nowatorskich pomysłów twórców sygnalizacji), w żaden sposób legalnie przez nie nie przejdzie. I tak jest w każdej dziedzinie życia i z każdą pracą. Narodek poczuwa się wyłącznie do bezużytecznej (i pilnowania innych, żeby ją docenili).
Petite Violette (273 punktów)
>>Naprawde? Gdzie moglabym przeczytac te nowe zkazy/regulaminy? To mnie interesuje.
>Niestety, te "regulaminy" nie są pisane. Narodek tworzy je, wykonując prace bezużyteczne. Trzeba przyjechać i obejrzeć. Mogę podać Ci przykład: Jest malutkie skrzyżowanie ulic z sygnalizacją świetlną. Ruch regulowany jest automatycznie, w stałym rytmie. Wszystko na tym skrzyżowaniu jest niby normalne, oprócz jednego: jeśli chcąc przejść, nie naciśniesz guzika, nie zapali się zielone światło, więc przechodzić Ci nie wolno, chociaż kierowcy są przekonani, że wolno. Przekonanie kierowców się nie liczy. Liczy się przekonanie policjantów (i innych "strażników" prawa). Efekt jest taki, że kto nie zna skrzyżowania (nie zauważył nowatorskich pomysłów twórców sygnalizacji), w żaden sposób legalnie przez nie nie przejdzie. I tak jest w każdej dziedzinie życia i z każdą pracą. Narodek poczuwa się wyłącznie do bezużytecznej (i pilnowania innych, żeby ją docenili).
>
To jest przerarzajace. Przy najmniej mnie to straszy. W rzeczywistosci zycie codzienne musi byc trudne dla wszystkich, tym bardziej dla tych "inaczej myslancych".
W sumie to wszystko jest smutne.
rozumek
>>To jest przerarzajace. Przy najmniej mnie to straszy. W rzeczywistosci zycie codzienne musi byc trudne dla wszystkich, tym bardziej dla tych "inaczej myslancych".
>W sumie to wszystko jest smutne.
Nie jest, bo racja (a z nią Bóg prawdziwy), jest i tak po ich stronie, a nikt nikomu o swoje racje walczyć nie broni. Jeśli, mający swoje racje (i swojego boga) katolicy się nie opanują, wygonią z kraju wszystkich normalnych, więc sami siebie zniszczą, bo z kreowania się na cudzych bogów, w nieskończoność żyć się nie da. Wtedy większość normalnych wróci, a przybędzie nam też nowych, bo np. Ty do nich dołączysz.
Nie jest też smutne dlatego, że może właśnie dzięki walce z nauką i pracą, kwitnie nie tylko sztuka kreowania się na cudzych bogów, ale także wszelka inna. Np. mam pewność, że nie znajdziesz w Świecie miasta, w którym organizuje się tyle koncertów muzyki poważnej, co w Warszawie. Wstęp darmowy, a zarówno sama muzyka, jak jej wykonanie, na naprawdę najwyższym poziomie. Bawić się umiemy i dlatego smutno nie jest i nie będzie NIGDY (może tylko zrobić się CHWILOWO pusto).
Petite Violette (273 punktów)
>Nie jest, bo racja (a z nią Bóg prawdziwy), jest i tak po ich stronie, a nikt nikomu o swoje racje walczyć nie broni. Jeśli, mający swoje racje (i swojego boga) katolicy się nie opanują, wygonią z kraju wszystkich normalnych, więc sami siebie zniszczą, bo z kreowania się na cudzych bogów, w nieskończoność żyć się nie da. Wtedy większość normalnych wróci, a przybędzie nam też nowych, bo np. Ty do nich dołączysz.
Nie wiem, mam trudnosci dzielci Twoj punkt widzenia, dla tego ze katolicy rozmnarzaja sie, i mimo faktu ze duzo ubywa co roku, koniunktura nie sprzyja zadnego polepszenia.

>Nie jest też smutne dlatego, że może właśnie dzięki walce z nauką i pracą, kwitnie nie tylko sztuka kreowania się na cudzych bogów, ale także wszelka inna. Np. mam pewność, że nie znajdziesz w Świecie miasta, w którym organizuje się tyle koncertów muzyki poważnej, co w Warszawie. Wstęp darmowy, a zarówno sama muzyka, jak jej wykonanie, na naprawdę najwyższym poziomie. Bawić się umiemy i dlatego smutno nie jest i nie będzie NIGDY (może tylko zrobić się CHWILOWO pusto).
>
Mam nadzeje ze Ty masz racje, i mysle ze tez masz lepszy punkt widzenia, wiec nadzeja jest duza.
rozumek
>Nie wiem, mam trudnosci dzielci Twoj punkt widzenia, dla tego ze katolicy rozmnarzaja sie, i mimo faktu ze duzo ubywa co roku, koniunktura nie sprzyja zadnego polepszenia.
No coś Ty? Przecież oni nie są zdolni do samodzielnego życia. Dużo ich przybywa, ale też całkiem sporo, w taki czy inny sposób, wysyła na śmierć (albo za granicę) swoich potencjalnych następców. Sami skazują się na zagładę. Niepotrzebna im do tego żadna koniunktura. Co więcej, nie dadzą się powstrzymać od tej samozagłady i innych na nią "nawracają". Mnie, tak łatwo nie nawrócą. Ani Ciebie.
>>Nie jest też smutne dlatego, że może właśnie dzięki walce z nauką i pracą, kwitnie nie tylko sztuka kreowania się na cudzych bogów, ale także wszelka inna. Np. mam pewność, że nie znajdziesz w Świecie miasta, w którym organizuje się tyle koncertów muzyki poważnej, co w Warszawie. Wstęp darmowy, a zarówno sama muzyka, jak jej wykonanie, na naprawdę najwyższym poziomie. Bawić się umiemy i dlatego smutno nie jest i nie będzie NIGDY (może tylko zrobić się CHWILOWO pusto).
>>Mam nadzeje ze Ty masz racje, i mysle ze tez masz lepszy punkt widzenia, wiec nadzeja jest duza.
Bo w życiu, nie ma niczego, poza nadzieją. Róznica miedzy katolikami, a nami jest taka, że nasza jest w pełni uzasadniona, bo pracujemy nad jej zrealizowaniem. Pozdrawiam
Petite Violette (273 punktów)
>No coś Ty? Przecież oni nie są zdolni do samodzielnego życia.
Lol. Musze uznac ze to nie falszywe.

Dużo ich przybywa, ale też całkiem sporo, w taki czy inny sposób, wysyła na śmierć (albo za granicę) swoich potencjalnych następców. Sami skazują się na zagładę. Niepotrzebna im do tego żadna koniunktura. Co więcej, nie dadzą się powstrzymać od tej samozagłady i innych na nią "nawracają". Mnie, tak łatwo nie nawrócą. Ani Ciebie.
Potwierdzam, mnie juz nie nawroca!

>Bo w życiu, nie ma niczego, poza nadzieją. Róznica miedzy katolikami, a nami jest taka, że nasza jest w pełni uzasadniona, bo pracujemy nad jej zrealizowaniem. Pozdrawiam
>
Zgadzam sie, i to tak ladnie powiedziane! Dziekuje za bardzo przyjemna wymiane zdan. Pozdrawiam.
Przemek K.
>>>Wiem, że takie spoty trafiają się za granicą.
>Zyje za granica (stad moj bledny polski, bardzo przepraszam) ale takich drastycznych spotow jeszcze nigdy nie widzialam.

Oryginalnego spotu nie widziałem. Widziałem spoty reklamujące "dzietność" z Hong-Kongu chyba... Przeciwko nim nic bym nie miał.
Nihilia (115 punktów)
>Dlaczego reklamowac rodzine?

He, he, a może spowoduje toto wzrost przyrostu naturalnego przed telewizorami?
Serio: podczas reklam większość ludzi przełącza na inny kanał, więc nie widzę potrzeby wyrzucania pieniędzy podatników w prorodzinne błoto.
ryba (15 punktów)
>Dlaczego reklamowac rodzine?
>Przeciez to sa sprawy osobiste...miec czy nie miec dzieci.

Dlatego, że posiadanie rodziny sprzyja społeczeństwu jago ogólowi ludzi zamieszkujących dany kraj. Jest rodzina - prawdopodonie sa dzieci - są dzieci - są pracownicy - pieniądze - emerytury i dobra koniunktura.

Musicie rodzić! to nie tylko hasło ironicznie przytaczane przez zespół "Butelka" a zaczerpnięte z TV Trwam albo czegoś w tym stylu, ale również hasłokażdego racjonalisty, dzieci bowiem sa przydatne, na starośc opiekują się rodzicami, itd.

Zamiast rodziny powinna byc reklamowana miłość i wierność, byłoby bardziej podprogowo i w mniej oczywisty sposób, i nie było by presji na płodność.
Petite Violette (273 punktów)
>>Dlaczego reklamowac rodzine?
>>Przeciez to sa sprawy osobiste...miec czy nie miec dzieci.
>Dlatego, że posiadanie rodziny sprzyja społeczeństwu jago ogólowi ludzi zamieszkujących dany kraj. Jest rodzina - prawdopodonie sa dzieci - są dzieci - są pracownicy - pieniądze - emerytury i dobra koniunktura.

Mylisz sie, Kraj jest dla ludzi, nie ludzie dla kraju.

>Musicie rodzić! to nie tylko hasło ironicznie przytaczane przez zespół "Butelka" a zaczerpnięte z TV Trwam albo czegoś w tym stylu, ale również hasłokażdego racjonalisty, dzieci bowiem sa przydatne, na starośc opiekują się rodzicami, itd.

To ty robisz dzieci dla panstwa? Dla opieki nad toba kiedy bedziesz stary? Dzieci sa przydatne? To dla ciebie sa jakims przedmiotem?

Ja uwazam ze dzieci, to jest odpowiedzialnosc. Miec dzieci to niesamowite, ale tylko trzeba im dawac milosc i troske, bo przeciez nie wiadomo co z nich wyrosnie, jacy to beda dorosli ludzie. Nawet w najlepszych rodzinach widac dramaty, rodziny ktore sie rozbijaja itd...

>Zamiast rodziny powinna byc reklamowana miłość i wierność, byłoby bardziej podprogowo i w mniej oczywisty sposób, i nie było by presji na płodność.

Zgadzam sie o milosc i wiernosc, ale pod warunkiem ze o tym tylko decyduje para.
ryba

>Mylisz sie, Kraj jest dla ludzi, nie ludzie dla kraju.

>To ty robisz dzieci dla panstwa? Dla opieki nad toba kiedy bedziesz stary? Dzieci sa przydatne? To dla ciebie sa jakims przedmiotem?

Proszę czytac między wierszami, to, co napisałem o dzieciach nie jest wyrazem mojego światopoglądu, ale światopoglądu reklamowanego przez "racjonalistę".
pozdrawiam
Volrath (3440 punktów)
>Proszę czytac między wierszami, to, co napisałem o dzieciach nie jest wyrazem mojego światopoglądu, ale światopoglądu reklamowanego przez "racjonalistę".

Tak? Gdzie coś takiego jest "reklamowane" na portalu Racjonalista.pl?
Petite Violette (273 punktów)
>Proszę czytac między wierszami, to, co napisałem o dzieciach nie jest wyrazem mojego światopoglądu, ale światopoglądu reklamowanego przez "racjonalistę".
>pozdrawiam
>
Chyba jest nieporozumienie, tutaj wymieniamy punkty widzenia, wiadomosci itd...Aby wszyscy mogli sie rzozumiec, minimum jest wyrażac sie jak najjasniej a nie pisac miedzy wierszami lub insynuowac rzeczy.
Jeszcze nic nie widzialam reklamowanego przez "racjonaliste" oprocz wolnego myslenia.
rozumek
>Musicie rodzić! to nie tylko hasło ironicznie przytaczane przez zespół "Butelka" a zaczerpnięte z TV Trwam albo czegoś w tym stylu, ale również hasłokażdego racjonalisty, dzieci bowiem sa przydatne, na starośc opiekują się rodzicami, itd.
>Zamiast rodziny powinna byc reklamowana miłość i wierność, byłoby bardziej podprogowo i w mniej oczywisty sposób, i nie było by presji na płodność.
No pewnie. Trwamy przy trwaniu i nie kiwnięciu nawet palcem dla dzieci. Niech to one na nas tyrają, a nawet za nas giną, jak w Powstaniu Warszawskim. Zamierzony skutek osiągamy "podprogowo". Uczymy się tego "podprogowo" w kosciołach, gdzie nie ma presji na płodność, a jest na miłość.
Może byś tak uwzględnił fakt, że oprócz "racjonalistów" istnieją też racjonaliści, a oprócz katolików - chrześcijanie? Chrześcijanie i racjonaliści, niezależnie od tego czy posiadają własne dzieci, nie liczą na to, że to one zapracują na ich życie. Zamiast tego, sami pracują zarówno na swoje jak dzieci (także cudzych). I zamiast dzieci wysyłać na śmierć, sami, zupełnie dobrowolnie, stają w ich obronie i niejednokrotnie w tej obronie giną.
Oprócz opisanego wyżej konfliktu między tymi, którym do pracy nie chce się dorastać (wolą stale bić się z kolegami i płodzić sobie obrońców), a tymi, którzy dorastają z radością, nie ma i nigdy nie było w Świecie żadnych konfliktów.
plumbum (151 punktów)

>Musicie rodzić! to nie tylko hasło ironicznie przytaczane przez zespół "Butelka" a zaczerpnięte z TV Trwam albo czegoś w tym stylu, ale również hasłokażdego racjonalisty, dzieci bowiem sa przydatne, na starośc opiekują się rodzicami, itd.

Polemizowalbym.
Jako racjonalista zastanowilbym sie jakie moga byc granice przyrostu naturalnego i zaludnienia. Bralbym pod uwage nie tylko konsumpcje ale dewastacje srodowiska, zdolnosc spoleczenstwa do nalezytego ksztalcenia potomstwa, przydatnosc dla spoleczenstwa danej jednostki w zaleznosci od jej wyksztalcenia, postep technologiczny i jego wplyw na zapotrzebowanie na sile robocza ( wykwalifikjowana i niewykwalifikowana)

A wnioski moga byc rozne
ryba
>Jako racjonalista zastanowilbym sie jakie moga byc granice przyrostu naturalnego i zaludnienia. Bralbym pod uwage nie tylko konsumpcje ale dewastacje srodowiska, zdolnosc spoleczenstwa do nalezytego ksztalcenia potomstwa, przydatnosc dla spoleczenstwa danej jednostki w zaleznosci od jej wyksztalcenia, postep technologiczny i jego wplyw na zapotrzebowanie na sile robocza ( wykwalifikjowana i niewykwalifikowana)

To nei zmienia charakteru mojej wypowiedzi. Nie mowię, ze hasłem racjonalisty jest rodzenie za wszeklą cene i na możliwie największą skalę, ale wlaśnie płodzenie potomstwa i kultywowanie tradycji rodzinnych ze względu na miłość własną i zabezpieczenie się na stare, niedołężne lata. Milość i oddanie się kochanej osobie zajmują plan dalszy, o ile jakikolwiek.
Rodzina racjonalana wynika z nieludzkiej kalkulacji.
rozumek
>Rodzina racjonalana wynika z nieludzkiej kalkulacji.
Mylisz chyba rodzinę racjonalną z nieracjonalną, czyli taką, która zamiast kochać dzieci i wychowywać je, poprzestaje na płodzeniu i ewentualnie opiekowaniu się nimi. Nie kochane i nie wychowywane dzieci, zamiast zadbać o rodziców na stare lata, oddają pod ich opiekę wnuki i prawnuki, które staruszków niejednokrotnie zarzynają (nie zawsze w przenośni).
Rodzina racjonalna, w której dzieci są wychowywane do pracy dla siebie i innych, a nie do zarzynania (również siebie i innych), wynika z całkiem LUDZKIEJ kalkulacji. Z nieludzkiej, wynika wyłącznie ta nieracjonalna, propagowana czynnie, wbrew werbalnym deklaracjom, przez KK i władze naszego "demokratycznego" państwa, w którym młodzieży demokratycznie pozwolono wyrżnąć wszystkich staruszków. Chwała Bogu (i niektórym rodzicom), że młodzież mamy znacznie lepszą od państwa, więc spore jej rzesze, wolą państwo opuścić (i wyrwać z jego szponów również rodziców) niż kogokolwiek zarzynać (choćby w przenośni).
plumbum (151 punktów)
>Nie mowię, ze hasłem racjonalisty jest rodzenie za wszeklą cene >i na możliwie największą skalę, ale wlaśnie płodzenie potomstwa >i kultywowanie tradycji rodzinnych ze względu na miłość własną i >zabezpieczenie się na stare, niedołężne lata. Milość i oddanie >się kochanej osobie zajmują plan dalszy, o ile jakikolwiek.

Hmmm, osobiscie wolalbym sie martwic na starosc, kto odziedziczy moj majatek po mnie, a nie kto sie bedzie opiekowal, gdy zniedoleznieję

Dla mnie milosc i oddanie drugiej osobie zajmuja plan pierwszy. A jakbym myslal o milosci wlasnej li tylko, to byl sie wogole nie pchal w wychowywanie dzieci i zwiazane z tym stresy, problemy i wydatki. Ale coz, moze jestem inny pod tym wzgledem ...

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365