Mieszkam w małym mieście. Całymi latami w różnych sytuacjach, w których musiałem się jakoś odnosić do religii, kościoła byłem zachowawczy, wręcz tchórzliwy. Plotłem jakieś bzdury, że co prawda sam nie wierzę ale dostrzegam potrzebę wiary i takie tam różne...Lekko mnie ta moja odmienność uwierała. Dzisiaj zaczynam być szczęśliwy (czasem euforycznie!, he...he) ze swoim ateizmem. Wali mnie to co "oni" o mnie myślą. Jestem pewny niezmienności moich poglądów i fantastycznie mi z nimi się żyje. Cieszę się każdym dniem życia bo przecież drugiego nie dostanę. Mam coraz więcej zrozumienia, miłości, szacunku dla innych ludzi, także tych dewotów religijnych. Taaaa...odjazdowo być ateistą !
|