Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pytania, których nie wolno zamilczeć

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
18-11-2009 15:13gama (1062 punktów)Pytania, których nie wolno zamilczeć
0 na 14
Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?

Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem, ale także nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących. Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się OSTATECZNIE po którejś ze stron?

Pytania, pytania...
"Czy można liczyć na to, że Zwierzę Rozumne przestanie w końcu zadawać takie pytania, bo pojmie, że one niczemu nie służą, że nie ma na nie odpowiedzi takich, co by sprostały wymogom fizyki i chemii, że więc są bezsensowne i niepotrzebne (bo skoro pytanie nie ma szans by na nie wedle wymogów fizyki i chemii odpowiedzieć, to jest wyzute z sensu)?"(L. Kołakowski "czy Bóg jest szczęśliwy" str. 286)

Nie, nie można odpowiada Kołakowski. Pytania zatem pozostają. One są i zawsze będą. Wydaje mi się, że wciąż nie ma na nie PEWNEJ odpowiedzi. A jeśli nawet ktoś ją znajdzie to ma kłopot z udowodnieniem swych racji.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

18-11-2009 15:23
 Ocena 9 na 11
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
Odp: Pytania, które nie sposób zamilczeć
Minus za obrzydliwego gramatycznego byka w tytule. Dopełniacz już niemodny?

I "zamilczeć"?
Zęby bolą. Nie można "przemilczeć", jak to robią normalni ludzie?

Drugi, już wirtualny niestety minus za nic nie wnoszące grafomaństwo i powtarzanie dawno wymłóconych na forum tez i twierdzeń.


"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
18-11-2009 16:23 
 Ocena 9 na 9
Scorp (5381 punktów)
>Minus za obrzydliwego gramatycznego byka w tytule. Dopełniacz już niemodny?
>I "zamilczeć"?
>Zęby bolą. Nie można "przemilczeć", jak to robią normalni ludzie?
>Drugi, już wirtualny niestety minus za nic nie wnoszące grafomaństwo i powtarzanie dawno wymłóconych na forum tez i twierdzeń.
>
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"


Powoli, Maddy, i nie bądź taka radykalna!

- gama ułożył taki dość wyrazisty tytuł i użył słowa 'zamilczeć', które w tym kontekście pasuje całkiem dobrze. Słowo jest wykoncypowane na podobieństwo zadeptać, zanudzić, zagłaskać, w końcu zabić. A dopełniacz? - gorsze wpadki już tu widziałem.
- gama stworzył kontrast między jednoznaczną dychotomią: 'po stronie wiary' czy 'po stronie nauki' a niepewnymi podstawami filozoficznymi każdej ze stron. Nie jest to problem banalny, bo nasze myślenie nie jest zerojedynkowe.
- post nie jest o walce nauki z religią, tylko o pewności naszych przekonań i nie wydaje mi się grafomański, ani wątpliwości gamy, ani pytanie Kołakowskiego.
-
18-11-2009 19:39 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Ja osobiście uważam, że pewne pytania można a nawet należy zamilczeć. Ale trzeba to zrobić z klasą, to znaczy glamour, z pełną świadomością tego, co jest w życiu naprawdę ważne. Rozumiemy się?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
19-11-2009 10:03 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Ja osobiście uważam, że pewne pytania można a nawet należy zamilczeć. Ale trzeba to zrobić z klasą, to znaczy glamour, z pełną świadomością tego, co jest w życiu naprawdę ważne. Rozumiemy się?

Nie za bardzo.

W rozmowie można, czasem należy, przemilczeć niektóre pytania, żeby nie sprawić komuś przykrości, ale w ogólnym przypadku nie ma raczej takich pytań, które należy zamilczeć.

Jak się zamilcza z klasą, to znaczy 'glamour', w odróżnieniu od zamilczania bez klasy?

>
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT

No właśnie.
-
lontri (16088 punktów)

Przepraszam, ale ktoś tu chyba nie jest do końca glamorous.
Na szczęście, to nie mój problem.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Korda (156 punktów)

>W rozmowie można, czasem należy, przemilczeć niektóre pytania, żeby nie sprawić komuś przykrości,

i takie gadanie mnie irytuje. Podaj jeden merytoryczny powód, dla którego "NALEZY" coś, przemilczeć!!!!!!!!!!!!!!!!!!
02-12-2009 15:46 
 Ocena 2 na 2
Scorp (5381 punktów)
>>W rozmowie można, czasem należy, przemilczeć niektóre pytania, żeby nie sprawić komuś przykrości,
>i takie gadanie mnie irytuje. Podaj jeden merytoryczny powód, dla którego "NALEZY" coś, przemilczeć!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Na przykład to aktualne Twoje pytanie lepiej przemilczeć, dając Ci możliwość, żebyś sam, we własnej głowie znalazł odpowiedź. Pójdzie Ci łatwiej, jeżeli zmniejszysz ilość wykrzykników i poziom irytacji.
-
03-12-2009 17:52 
 Ocena 1 na 1
Korda (156 punktów)

>Na przykład to aktualne Twoje pytanie lepiej przemilczeć, dając Ci możliwość, żebyś sam, we własnej głowie znalazł odpowiedź. Pójdzie Ci łatwiej, jeżeli zmniejszysz ilość wykrzykników i poziom irytacji.
>-

Odpowiedzi w takim tonie się spodziewałem. Jej charakter jest typowy dla osób, które uważają, ze pewne rzeczy trzeba przemilczeć. Nie lubię generalizować, ale Twoje wypowiedzi mówią o Tobie więcej, niż byś chciał. Zaskakujące jak wiele można dowiedzieć się o człowieku, po jego dwóch, moim subiektywnym zdaniem niemądrych, wypowiedziach.
Mimo wszystko pozdrawiam.
18-11-2009 18:08 
 Ocena 5 na 5
gama (1062 punktów)
>Minus za obrzydliwego gramatycznego byka w tytule. Dopełniacz już niemodny?
>I "zamilczeć"?
>Zęby bolą. Nie można "przemilczeć", jak to robią normalni ludzie?
>Drugi, już wirtualny niestety minus za nic nie wnoszące grafomaństwo i powtarzanie dawno wymłóconych na forum tez i twierdzeń.
>
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"


Maddy, wrzuć na luz i zauważ najpierw jak brzmi tytuł mego wątku ( pytania, których nie wolno zamilczeć) zamiast sugerować, że jestem nienormalny. Nie wpisałem się tu, by wnosić cokolwiek lecz by zadać te pytania. I w nosie mam twoje minusy. Słowo "zamilczeć" jest właśnie po to by przez swą rzadko używaną formę zwróciło uwagę (lub jak wolisz - zabolało). Prowokowało do odpowiedzi. Jeśli ją znasz namawiam do ujawnienia. Nie spotkałem dotychczas nikogo kto uzyskał ostateczną pewność w postawionych kwestiach.

Weź ponadto pod uwagę, że ilość osób "wątpiących" czy też poszukujących innej drogi (poza Kościołem) rośnie i zadaje pytania. Bo w końcu nie idzie o pietruszkę lecz sens życia, sens istnienia. To dobrze, że ludzie chcą wiedzieć. Odkrywają forum, które kręci się właśnie obok tych tematów i spodziewają uzyskać interesujące ich odpowiedzi. Niestety nie wiedzą, że "młócenie tez i twierdzeń" już dawno się tu odbyło. A może mają nadzieję, że takie "żniwa" mogą się powtórzyć? Wszak wątpić jest rzeczą ludzką zaś jednym z celów tego portalu jest wątpliwości rozwiewać.

Sądzę, że należy ci się wirtualny minus za "wyjątkowo ograniczone" spojrzenie na tę kwestię.
gama
Wiedzieć więcej
W odpowiedzi na Twój wątek chciałbym zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze zgadzam się, że w przypadku decyzji o tym w co naprawdę wierzymy nigdy nie będziemy mieli do końca całkowicie jasnej odpowiedzi, ani ze strony nauki, ani ze strony żadnej religii. Jednakże uważam, że nie tylko nie należy przemilczeć pewnych pytań, ale i należy dokonać wyboru, zgodnie z zasadą, że prawdziwa filozofia życia dokonuje się w działaniu, a jej skutki dają nam prawdziwą odpowiedź za czym należy podążać. Ja po długim czasie agnostycyzmu, racjonalnej analizy za i przeciw religii, niepewności, czy wręcz skrajnej niechęci do Kościoła z roku na rok coraz bardziej dostrzegałem , że odrzucenie wiary w Boga, który jest Miłością prędzej czy później, prowadzi do uznania, że nasze życie jest absurdem, jakimś przypadkowym losowym zdarzeniem wpisanym dodatkowo w logikę Darwina, czyli po prostu lepszego przystosowania się do rzeczywistości jako ewentualnego wyjaśnienia sensu egzystencji. ( i to się szczególnie przejawia w sytuacjach kryzysowych ) Szczęśliwie jednak, oglądając kiedyś program o Auschwitz zwróciłem uwagę na bardzo refleksyjną wypowiedź prof. Bartoszewskiego na temat Maksymiliana Kolbego. Postanowiłem więc zainteresować się bardziej postacią Maksymiliana Kolbego. Życiorys tego człowieka szczególnie w czasie ciężkiej próby bycia człowiekiem i postawa jaką przyjął w Auschwitz dała mi do myślenia. Nie potrafię wytłumaczyć tego racjonalnie, ale od tego czasu przestała mnie interesować nieuczciwość hierarchów Kościoła, Radio Maryja czy inne patologie religii, których nie brak. Tym bardziej utwierdziłem się w tej postawie, ponieważ niebawem dowiedziałem się, że ludzie autentycznie wierzący tacy jak Kolbe, którzy ukazywali, że sensem wiary jest niepojęta miłość Boga do człowieka regularnie byli prześladowani przez swoich, przez ludzi Kościoła. Tego nie da się wytłumaczyć racjonalnie.
Zella
>W odpowiedzi na Twój wątek chciałbym zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze zgadzam się, że w przypadku decyzji o tym w co naprawdę wierzymy nigdy nie będziemy mieli do końca całkowicie jasnej odpowiedzi, ani ze strony nauki, ani ze strony żadnej religii. Jednakże uważam, że nie tylko nie należy przemilczeć pewnych pytań, ale i należy dokonać wyboru, zgodnie z zasadą, że prawdziwa filozofia życia dokonuje się w działaniu, a jej skutki dają nam prawdziwą odpowiedź za czym należy podążać.<

Popieram taki tok rozumowania i takie przekonania!Cytuję . "...nigdy nie będziemy mieli do końca całkowicie jasnej odpowiedzi, ani ze strony nauki..."
Jestem pewna,że nauka jest jedyną drogą do szukania odpowiedzi na różne pytania, nawet egzystencjalistyczne. Nie używajmy słowa:"wierzymy"' tylko np." jestem przekonany,że....".
Różne pytania i odpowiedzi, mogą zostać sformułowane na podstawie dowodów , które nauka odkryje i wyjaśni, może jeszcze dłużej niż za 100lat. Ale będą! Przekonują nas o tym,znane przypadki z tej półki, kiedy np.50 lat temu stanowiły niewiadomą,a dziś są powszechną wiedzą!
Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych tym tematem!!
Zella
Bartek Górecki (1514 punktów)
>... prawdziwa filozofia życia dokonuje się w działaniu, a jej skutki dają nam prawdziwą odpowiedź za czym należy podążać...

I tym samym należy zignorować szereg przesłanek wskazujących, że religia chrześcijańska jest tylko ludzkim wymysłem?
Jeśli obiektywne, naukowe fakty pogarszają Ci samopoczucie to tym gorzej dla tych faktów?

Dziękuję postoję!!!


"Sensem świata jest oddzielenie życzenia od faktu" K. Gödel
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)Odp: Pytania, których nie wolno zamilczeć
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
Tak. Porozmyślaj chwilę nad ideą osobowego boga i już masz odpowiedź.
>Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem, ale także nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących. Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
Tak. Biblia jest książką skończoną. Nauka wciąż się rozwija i powoli poszerza pole odpowiedzi (sensownych).
Pozdrawiam
18-11-2009 18:17 
 Ocena 1 na 1
gama (1062 punktów)
>>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
>Tak. Porozmyślaj chwilę nad ideą osobowego boga i już masz odpowiedź.
>>Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem, ale także nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących. Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
>Tak. Biblia jest książką skończoną. Nauka wciąż się rozwija i powoli poszerza pole odpowiedzi (sensownych).
>Pozdrawiam

"Nauka wciąż się rozwija i powoli poszerza pole odpowiedzi"
To prawda, dlatego pytam o słuszność Ostatecznego opowiedzenia się po jej stronie.
Póki co jest ono obarczone jakimś procentem ryzyka. Bo jeśli nagle nauka odkryje rzeczy nowe, które zburzą określony porządek okaże się, że nasza ufność nie miała racjonalnych podstaw.
Pozdro
pavvel
> Bo jeśli nagle nauka odkryje rzeczy nowe, które zburzą określony porządek okaże się, że nasza ufność nie miała racjonalnych podstaw.

Nieprawda. To co nie ma racjonalnych podstaw nauka odrzuca.
Nowe rzeczy będą raczej doprecyzowaniem tego co wiemy.
Podobnie jak Newton mimo odkrycia fizyki relatywistycznej nie okazał się całkowicie do niczego i ciągle nieźle sprawdza się w sytuacjach gdy prędkości ciał są dużo mniejsze od prędkości światła.

A po za tym właśnie na tym polega różnica między wiarą religijną a nauką.
Przekonania naukowe można zmienić po uzyskaniu nowej wiedzy. Religia stoi w miejscu, a jeżeli nawet z czasem pojawiają się zmiany, to tym gorzej o niej świadczy, bo oznacza to, że bóg tej religii podlega ewolucji jak cały nasz świat.
diogenes (42753 punktów)
>Nie, nie można odpowiada Kołakowski. Pytania zatem pozostają. One są i zawsze będą.

Z tego, że pewne (tzw. "odwieczne") pytania są, wcale nie wynika, że są aktualne. To pytania muzealne. Budzą emocje, fakt. I to wszystko. Resztę znajdziesz w neurologii poznania.
18-11-2009 17:05 
 Ocena 4 na 4
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Na przykład Darwin odpowiedział na wiele odwiecznych pytań. Wcześniej Newton. Później Einstein zupełnie zmienił obraz czasu i przestrzeni. Połączył te dwa zjawiska, których wcześniej żadna "odwieczna wątpliwość" nie wiązała. Kołakowski jest moim zdaniem słabym filozofem.
lukaszewicz (5674 punktów)
> Kołakowski jest moim zdaniem słabym filozofem.

Ja to bym wszystkich filozofów umieścił gdzieś między wróżkami a jasnowidzami.

Marek.
18-11-2009 18:56 
 Ocena 3 na 3
lontri (16088 punktów)

A ja nie.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Jacek Tabisz (30006 punktów)
A gdzie?
19-11-2009 16:32 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Normalnie, na początku.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
16-12-2009 16:01 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)
>Normalnie, na początku.

Dokładnie tam. Czyż nie filozofia prowokuje do myślenia?
Gdyby nie ona, zostałoby nam czekać na przypadek, bądź na cud. A to już nie byłoby takie cacy. O ileż zwolniłoby rozwój ludzkości.
18-11-2009 19:14 
 Ocena 4 na 4
NieIstniejesz (1137 punktów)
O przepraszam. Filozofia jest ogromnie ważnym elementem społeczeństwa, towarzyszy każdemu wydarzenia, ba, implikuje niektóre wydarzenia, stwarza nowe pole myślenia, poszerza, analizuje.

Nauka zajmuje się chłodnymi faktami. Nawet psychologia nie jest w tym ujęciu całkiem nauką, gdyż zajmuje się właśnie spekulacjami, hipotezami, szuka sposobu na zrozumienie - psychologia zatem jest tylko filozofią psychiki ludzkiej.

Filozofia zajmuje się czymś ogromnie ważnym - badaniem myśli, jej analizą i rozbudową. Bez filozofii ludzkość byłaby niczym, gdyby urzeczywistnić nierealną wizję homo scienticus, człowiek byłby komputerem, pozbawionym możliwości spekulacji, abstrakcyjnego myślenia, jeśli zaś komputery nabiorą kiedyś faktycznej, abstrakcyjnej inteligencji, będzie to równoznaczne z tym, że zaczną filozofować.

Podstawy jakichkolwiek twierdzeń są filozoficzne - także nauki. Jedną z gałęzi filozofii jest poszukiwanie metody, zimna, obiektywna nauka jest tylko jedną z nich.

Powiem nawet, że filozofia jest rdzeniem cywilizacji, jest pniem, z którego wyrastają gałęzie tworzące koronę. Bez filozofii nie byłoby człowieka.

PS - I pohamuj swą scjentystyczną arogancję. Nauka jest ważna, opiera się na faktach, jest racjonalna, lecz bada tylko ściśle określone dziedziny. Świat w ujęciu człowieka jest abstrakcyjny, niemożliwy do opisania językiem nauki. Nauka bada fakty, filozofia spekuluje, analizuje i tworzy podstawy teoretyczne.
18-11-2009 19:44 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

Ładnie piszesz o filozofii.

Mam tylko nieodparte wrażenie, że kilka tysięcy lat filozofowania niczego nie wyjaśniło, a wiele spraw zagmatwało.

Łukaszewicz.
18-11-2009 20:55 
 Ocena 3 na 3
NieIstniejesz (1137 punktów)
A kto powiedział, że trzeba cokolwiek wyjaśniać i że wszystko do czegoś prowadzi? Nauka też nie wyjaśni wszystkiego, to, co możemy wiedzieć, nie ma granic. Filozofia to bardziej intelektualna przygoda i tak jak nauka prowadzi do namacalnych korzyści w postaci techniki ułatwiającej życie, tak filozofia czasem daje namacalne korzyści, w postaci postępu społecznego.

Czy demokracja nie jest dobrym przykładem? Idea społeczeństwa otwartego? Badanie ludzkiej psychiki? Filozofia to nauka w całości teoretyczna, dlatego jest humanistyczna, to jednak nie znaczy, że jest bezwartościowa i niczego nie daje.

Jeśli zaś chodzi o przykład współczesnej filozofii "przyziemnej" (w sensie nie pejoratywnym, chodzi mi o określenie sposobu myślenie, pisania i poruszanej problematyki, bliskiej nam) jest dorobek Zygmunta Baumana. Polecam. Wspaniałą analiza duchowej kondycji człowieka dzisiejszego (jak mówi Bauman - ponowoczesnego), konsekwencji tej postawy, korzyści i zagrożeń.

Niektórzy pewnie się zacietrzewią - "Pff, postmodernizm" - zapewniam, że nie taki diabeł straszny, w zasadzie w ogóle nie diabeł, a na pewno mniej straszny od całej filozofii absolutystycznej

"Trzeba nosić w sobie Chaos, by móc dać życie Tańczącej Gwieździe"
18-11-2009 21:30 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)
>Nauka też nie wyjaśni wszystkiego,...

Ale coś wyjaśnia.

>Czy demokracja nie jest dobrym przykładem?

Złym. Coś w rodzaju demokracji występuje już u szympansów, a nie sądzę aby one specjalnie filozofowały.

>Idea społeczeństwa otwartego? Badanie ludzkiej psychiki? Filozofia to nauka w całości teoretyczna,...

Czysto teoretyczne badanie psychiki jakoś mnie nie przekonuje.
Właściwsza jest psychologia ewolucyjna,naukowa i empiryczna.

> dlatego jest humanistyczna, to jednak nie znaczy, że jest bezwartościowa i niczego nie daje.

Nigdzie nie napisałem, że niczego nie daje i jest bezwartościowa.Daje chociażby "gimnastykę mózgu" czy przyjemność błądzenia.
Jednak umieszczam ją bliżej wróżek niż nauki.
Wróżki też przecież nie są bezwartościowe.

>Jeśli zaś chodzi o przykład współczesnej filozofii "przyziemnej" (w sensie nie pejoratywnym, chodzi mi o określenie sposobu myślenie, pisania i poruszanej problematyki, bliskiej nam) jest dorobek Zygmunta Baumana. Polecam. Wspaniałą analiza duchowej kondycji człowieka dzisiejszego (jak mówi Bauman - ponowoczesnego), konsekwencji tej postawy, korzyści i zagrożeń.

Dzięki.
Jak znajdę czas to poczytam.Lubię czasem poczytać filozofów.
W końcu pierwszą książką jaką dostałem od Ojca był Laches Platona.

Łukaszewicz.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Nigdzie nie napisałem, że niczego nie daje i jest bezwartościowa.Daje chociażby "gimnastykę mózgu" czy przyjemność błądzenia.
Jednak umieszczam ją bliżej wróżek niż nauki.
Wróżki też przecież nie są bezwartościowe.


Ale o ile milej byłoby popoznawać matematykę . Tam dopiero mózg zażywa niezłej gimnastyki, a i szklana kula niepotrzebna . Za to wychodzą niekiedy ładniejsze geometrie, na przykład czasu i przestrzeni, czy podstępny głos Ramanujana szepczący z "wielowymiarowych" notatek.
J.Szulc (5723 punktów)

Otwórz swój umysł. Nie bądź taki "ścisły".
Poza namacalnym i sprawdzalnym istnieje coś jeszcze. I nie są to wróżki, nie jest to magia
Powiem więcej - to nawet nie gryzie

Pozdrawiam
lee666 (73 punktów)
>Niektórzy pewnie się zacietrzewią - "Pff, postmodernizm"

Pewnie że się zacietrzewię.
Ani jednej bazy na księżycu.
Ani jeden człowiek na innej planecie.
Samochody jeżdżą tylko po ziemi.
Jedyny poważny powód to dwójka na początku daty.
Mocno na wyrost.
Coraz głośniej mówi się - późna nowoczesność.
18-11-2009 21:00 
 Ocena 4 na 4
-jad- (18783 punktów)
> Ładnie piszesz o filozofii.
>Mam tylko nieodparte wrażenie, że kilka tysięcy lat filozofowania niczego nie wyjaśniło, a wiele spraw zagmatwało.

A ja mam nieodparte wrażenie, że każdy jest filozofem, przynajmniej na własny użytek. Zaprawdę, ubogi byłby człowiek niezdolny do filozofowania.


Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
18-11-2009 22:36 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>A ja mam nieodparte wrażenie, że każdy jest filozofem, przynajmniej na własny użytek.

   Gdzieś mi się o uszy obiło, że podobno Kołakowski powiedział, piszę z pamięci: wniosek, do którego filozof dochodzi po 20 latach rozważań, jest często znany już dawno zwykłemu, prostemu człowiekowi.
19-11-2009 01:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Czyli, jeśli nie jest natury pragmatyczno egzystencjalnej, jest przeważnie błędny .
19-11-2009 11:34 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Czyli, jeśli nie jest natury pragmatyczno egzystencjalnej, jest przeważnie błędny .
   Jeśli nazwać teoretyzowaniem multiinterpretacyjnym dla celów enigmatycznie pragmatycznych w bliżej nieokreślonej perspektywie, to błąd nabiera sensu.
19-11-2009 08:43 
 Ocena 4 na 4
-jad- (18783 punktów)
>>A ja mam nieodparte wrażenie, że każdy jest filozofem, przynajmniej na własny użytek.
>   Gdzieś mi się o uszy obiło, że podobno Kołakowski powiedział, piszę z pamięci: wniosek, do którego filozof dochodzi po 20 latach rozważań, jest często znany już dawno zwykłemu, prostemu człowiekowi.

Widocznie zwykły, prosty człowiek musi filozofować znacznie szybciej, bo nie ma na to całego życia

Myśl i rzeczywistość są jak gdyby dwoma odpowiadającymi sobie brzmieniami, o których żaden człowiek nie może powiedzieć z pewnością, które z nich jest głosem, a które echem. Coleridge
19-11-2009 11:50 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Widocznie zwykły, prosty człowiek musi filozofować znacznie szybciej, bo nie ma na to całego życia

   No tak, i zarabiając na chlebek budowaniem domów nie ma czasu na budowanie nazw dla swoich złoto-prostych przemyśleń.

   A, jak już zbuduje sobie garba, to ma na rencie czas sięgnąć po myśl filozofa i przeczytać w niej swój życiorys: na pochyłe drzewo i Salomon nie naleje.
   Jak nie chce.
18-11-2009 22:48 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Nauka zajmuje się chłodnymi faktami.

Nie ma czegoś takiego.
Jeśli człowieka pozbawić części mózgu odpowiedzialnej za emocje - staje się kaleką. Początkiem i końcem nauki jest fascynacja.
18-11-2009 22:59 
 Ocena 1 na 1
lukaszewicz (5674 punktów)

>Jeśli człowieka pozbawić części mózgu odpowiedzialnej za emocje - staje się kaleką.

Człowiek pozbawiony jakiejkolwiek części staje się kaleką.

Łukaszewicz.
lontri (16088 punktów)

Tak się dzieje właśnie z tymi, którzy w imię Rozumu amputują Ducha.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
pavvel
>Tak się dzieje właśnie z tymi, którzy w imię Rozumu amputują Ducha.

Agdzieś Ty widział/a tego ducha?
20-11-2009 21:43 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Nauka zajmuje się chłodnymi faktami.
>Człowiek pozbawiony jakiejkolwiek części staje się kaleką.

Otóż to: tzw. chłodne fakty, czyli doświadczanie świata poza emocjami, jest kalectwem, mniej lub bardziej świadomym. To emocje są odpowiedzialne za wybór racjonalności jako sposobu ujmowania świata.
lukaszewicz (5674 punktów)

>Otóż to: tzw. chłodne fakty, czyli doświadczanie świata poza emocjami, jest kalectwem, mniej lub bardziej świadomym. To emocje są odpowiedzialne za wybór racjonalności jako sposobu ujmowania świata.

Żadnego wyboru,nie tylko racjonalności, nie można dokonać bez udziału emocji.
Dlatego takie kalectwo jest chyba zawsze świadome.

Łukaszewicz.
18-11-2009 23:07 
 Ocena 1 na 1
rudyment (3233 punktów)
>> Kołakowski jest moim zdaniem słabym filozofem.
>Ja to bym wszystkich filozofów umieścił gdzieś między wróżkami a jasnowidzami.
>Marek.

Ja raczej wśród literatów - jako przedstawicieli czwartego rodzaju.


Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
19-11-2009 17:23 
 Ocena 1 na 1
Głąbiński (3538 punktów)
>> Kołakowski jest moim zdaniem słabym filozofem.
Musiałbyś określić, czym mierzysz jakość filozofa: czy chodzi o erudycję, czyli o opanowanie pamięciowe i zrozumienie zgromadzonego przez pokolenia filozofów materiału, czy też widzisz w pracach K. błędy logiczne, lub pominięcia? W tym, co jest mi znane, tych braków nie widzę. Może zarzucasz mu brak własnych, nowatorskich koncepcji, lub jeszcze coś innego?
>Ja to bym wszystkich filozofów umieścił gdzieś między wróżkami a jasnowidzami.
Czy jest sens tłumaczyć, na czym polega ogromna różnica istniejąca obiektywnie między wróżką czy jasnowidzem, a filozofem? Chyba raczej:
Pytał głupi mądrego: Na co rozum zda się?
Mądry milczał. Gdy tamten wciąż naprzykrzał się,
Na to, rzekł, rozum zda się według mego zdania,
By nie odpowiadać na głupie pytania.

Stach M. G.
lontri (16088 punktów)

Ja wiem, że Ty wiesz, że imię Darwina to Alfa i Omega. W związku z tym planujesz jakieś rekolekcje darwinistyczne na forum?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Natura to robi dostatecznie dobrze. Tyle genów mam w ustach, że aż mi się mówić nie chce . Wystarczy nadepnąć na ziemię i już mamy ślad ewolucji naturalnej... Cóż zrobić?
lontri (16088 punktów)

>Natura to robi dostatecznie dobrze.

Czyż Natura nie przemawia w imieniu swego prawdziwego Stwórcy i nie wskazuje jego prawdziwej natury?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
18-11-2009 21:34 
 Ocena 2 na 2
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Wszystko wskazuje na to, że natura milczy we własnym "imieniu" .

A Kołakowski naprawdę był taki sobie .
18-11-2009 22:15 
 Ocena 5 na 5
diogenes (42753 punktów)
>Kołakowski jest moim zdaniem słabym filozofem.

Zgoda. W Głównych nurtach marksizmu zarzuca marksizmowi, że był największą fantazją XX stulecia. Umieszcza go w nurcie indywidualnych i kolektywnych prób samoubóstwienia człowieka. Nawet jeśli ta diagnoza jest słuszna, to w sumie Kołakowski nie rozpoznał w w tragedii realnego socjalizmu jednej z wielu prób konstrukcji losu człowieka poza iluzją boga. Negacja boga wcale nie musi oznaczać deifikacji człowieka. Fantazja Marksa (i nie tylko) nie udała się nie dlatego, że odrzucił on religię, ale dlatego, że zrobiono to fatalnie, tragicznie. Wielu teistów chciałoby w tej klęsce widzieć boży znak, niemalże dowód na istnienie boga. To jest równie żałosne, jak żałosny był stalinizm czy faszyzm. Jeśli marksizm był fantazją tylko XX wieku, to iluzje chrześcijaństwa są koszmarem tysiącleci.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Zarówno w komunizmie, jak i w faszyzmie można też zauważyć inspiracje koszmarem tysiącleci. Pojęcie równości i nadrzędnej wartości "prostaczków" (bazy) w komunizmie, zaś w faszyzmie kult boskiej jednostki, od której przybycia zmienia się czas i zaczyna nowy. Do tego można dodać zasadę czystości krwi, którą ze wspaniałymi "efektami" wprowadzili Monarchowie Katoliccy w Hiszpanii u progu XVI wieku (przypomina mi się tragiczne romance o ostatnim królu Granady "Rey de Granada"). A do obu epigonów oczywiście pasuje jezuicka maksyma "cel uświęca środki" i ogólnie rozwój propagandy, sprzedaż informacji wirtualnej, nierzeczywistej, która uzurpuje rzeczywistość. Oczywiście cesarze Rzymscy, czy władcy Babilońscy nie byli zupełnie zieloni w tej dziedzinie, podobnie jak niektórzy hinduscy bramini etc. Ale rozkwit propagandy zaczął się z teologią barokowego Kościoła. Z kontreformacją...

To co powyżej napisałem to być może tylko niewiele warta impresja, ale czemu nie spróbować spojrzeć na to i od tej strony?
19-11-2009 06:51 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Zarówno w komunizmie, jak i w faszyzmie można też zauważyć inspiracje koszmarem tysiącleci.

Rzecz jasna. Często słyszy się w kościelnych kręgach o tzw. chrześcijańskich korzeniach Europy. Zbyt rzadko dodaje się, że korzeniami wielu koszmarów Europy była zarówno doktryna, jak i organizacja Kościoła. Hitler np. cenił sobie organizację Kościoła, jezuitów zwłaszcza: porównywał Himmlera z Loyolą.
lontri (16088 punktów)

Czcigodny Przyjacielu!

Mylisz się już w pierwszym zdaniu:

>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. I to ich łączy. Uważam, że to pocieszające.

Prawda jest taka, że kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, natomiast ateiści - również nie potrafią tego udowodnić.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
18-11-2009 19:37 
 Ocena 1 na 1
gama (1062 punktów)
>Czcigodny Przyjacielu!
>Mylisz się już w pierwszym zdaniu:
>>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. I to ich łączy. Uważam, że to pocieszające.
>Prawda jest taka, że kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, natomiast ateiści - również nie potrafią tego udowodnić.
>
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT

>

Czy Ty nie dzielisz włosa na czworo? To co napisałeś wydaje mi się jedynie grą słów,
Zgadzam się, że to ich łączy: wierzących i niewierzących.
Ale żeby to było pocieszające - nie sądzę.
Z czego tu się cieszyć, gdy wokół jednak zbyt wiele niewiadomych.
gama
18-11-2009 20:05 
 Ocena 1 na 1
lontri (16088 punktów)

Ta gra, którą niby skrywają me słowa, jest właśnie istotą tych słów i nadaje sens ich użyciu. Słowo jest elementem tej gry, która w istocie jest emanacją sił Ducha.
Duch i słowo są jednym w odwiecznej grze, w której słowo musi stać się niczym choć zdaje się wszystkim. Sens nie przychodzi w słowie, ale w bezpośredniości doświadczenia, które przejawia się także w słowie i poprzez nie, choć wydaje się przez nie właśnie skryte.
Słowo nie może być wypreparowanym trupem, jeśli ma znaczyć i napełniać.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
lontri (16088 punktów)

PS. Czy wypadłam wystarczająco glamour?


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
lee666 (73 punktów)
>PS. Czy wypadłam wystarczająco glamour?

Rewelacyjnie.
23-11-2009 02:56 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
Cytat:
Ta gra, którą niby skrywają me słowa, jest właśnie istotą tych słów i nadaje sens ich użyciu. Słowo jest elementem tej gry, która w istocie jest emanacją sił Ducha.
Duch i słowo są jednym w odwiecznej grze, w której słowo musi stać się niczym choć zdaje się wszystkim. Sens nie przychodzi w słowie, ale w bezpośredniości doświadczenia, które przejawia się także w słowie i poprzez nie, choć wydaje się przez nie właśnie skryte.
Słowo nie może być wypreparowanym trupem, jeśli ma znaczyć i napełniać.


>PS. Czy wypadłam wystarczająco glamour?

   Tak wystarczająco lontri, że już teraz wiem dlaczego raz wypadasz, a raz wypadłaś
18-11-2009 20:54 
 Ocena 1 na 1
gama (1062 punktów)
>Ta gra, którą niby skrywają me słowa, jest właśnie istotą tych słów i nadaje sens ich użyciu. Słowo jest elementem tej gry, która w istocie jest emanacją sił Ducha.
>Duch i słowo są jednym w odwiecznej grze, w której słowo musi stać się niczym choć zdaje się wszystkim. Sens nie przychodzi w słowie, ale w bezpośredniości doświadczenia, które przejawia się także w słowie i poprzez nie, choć wydaje się przez nie właśnie skryte.
>Słowo nie może być wypreparowanym trupem, jeśli ma znaczyć i napełniać.
>
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT

>

Jeśli już tak bawimy się słowem to zauważmy, że to ateiści twierdzą, że Boga nie ma. Więc dlaczego mieliby udowadniać, że istnieje? (pomińmy już fakt, że jak piszesz - nie potrafią). Ponadto jeśli zgodzimy się z twoją tezą "prawdy" to jakiż smutny wniosek przychodzi nam na koniec wyciągnąć: ludzkość ta, która wierzy i ta która nie wierzy w Boga czy boga nie ma żadnej pewności i nie potrafi niczego ( w kwestii tejże) udowodnić. Zatem: błądzimy?
gama
lontri (16088 punktów)

1) Gra wcale nie musi być zabawą, czcigodny Przyjacielu. Gra jest właśnie często śmiertelnie poważna, na śmierć i życie.

2) Ludzkość nie błądzi. To duch Ją prowadzi.


BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
gama (1062 punktów)
>1) Gra wcale nie musi być zabawą, czcigodny Przyjacielu. Gra jest właśnie często śmiertelnie poważna, na śmierć i życie.
>2) Ludzkość nie błądzi. To duch Ją prowadzi.
>
BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT

>

Ad1 to się zgadzam jeśli masz na myśli życie. Ono właśnie jest taką grą.
Ad2 to nie duch prowadzi lecz Rozum
Ale miło się dyskutowało...
gama
lontri (16088 punktów)

>Ad1 to się zgadzam jeśli masz na myśli życie. Ono właśnie jest taką grą.
>Ad2 to nie duch prowadzi lecz Rozum

Rozum? A to ciekawe.

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
rudyment (3233 punktów)
>2) Ludzkość nie błądzi. To duch Ją prowadzi.

Póki co wygląda raczej na to, ze prowadza ją własne potrzeby, i to całkiem materialne. Niektórzy ludzie faktycznie czasem chodzą za duchami, ale ta droga prowadzi zazwyczaj do czubków.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja myślę, że Lontri wrócił do surrealizmu dla potrzeb urozmaicenia forum .
lukaszewicz (5674 punktów)
>Ja myślę, że Lontri wrócił do surrealizmu dla potrzeb urozmaicenia forum .

Lontri wróciła a nie wrócił.

Marek.
19-11-2009 00:30 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Dziękuję Marku. Przepraszam Lontri, ale wiesz, że jak wiesz jestem kompletnie bezbronny wobec tak wyrafinowanej surrealistycznej elokwencji .
lontri (16088 punktów)

Każdy ma jakieś ograniczenia. Czy można mieć komuś za złe, że jego życie duchowe jest uboższe niż życie duchowe innego człowieka?

BENE DOCET QUI BENE DISTINGUIT
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Każdy ma jakieś ograniczenia. Czy można mieć komuś za złe, że jego życie duchowe jest uboższe niż życie duchowe innego człowieka?

Wyszedłem wczoraj wieczorem i spojrzałem w bezchmurne niebo. Cieszę się Twoim szczęściem, drogi przyjacielu. Byłaś.
lee666 (73 punktów)
Gra jest właśnie często śmiertelnie poważna, na śmierć i życie.

Co wcale nie przeszkadza się pośmiać.
marcus (876 punktów)
>Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem, ale także
>nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i
>sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących. Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się
>OSTATECZNIE po którejś ze stron?
   W pełni zgadzam się z Tobą, że nie ma sensu opowiadać się nieodwołalnie za, czy przeciwko istnieniu Boga/Bogów, bo pewności takiej mieć najprawdopodobniej nigdy nie będziemy, poza tym dla wielu ludzi religia jest źródłem nadziei i szczęścia (nawet jeżeli tylko złudnym źródłem).
   Ale nie podoba mi się, że za jedyne źródło informacji w kwestii religii przyjmujesz Biblię, a powinieneś brać pod uwagę raczej wypowiedzi i argumenty inteligentnych ludzi popierających teorię osobowego (lub nie) Boga pomimo swojej wiedzy, niż historie wymyślone dwa milenia temu przez odrzuconych przez społeczeństwo lunatyków...


In a mad world only the mad are sane.
gama (1062 punktów)
>>Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem, ale także
>>nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i
>>sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących. Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się
>>OSTATECZNIE po którejś ze stron?
>   W pełni zgadzam się z Tobą, że nie ma sensu opowiadać się nieodwołalnie za, czy przeciwko istnieniu Boga/Bogów, bo pewności takiej mieć najprawdopodobniej nigdy nie będziemy, poza tym dla wielu ludzi religia jest źródłem nadziei i szczęścia (nawet jeżeli tylko złudnym źródłem).
>   Ale nie podoba mi się, że za jedyne źródło informacji w kwestii religii przyjmujesz Biblię, a powinieneś brać pod uwagę raczej wypowiedzi i argumenty inteligentnych ludzi popierających teorię osobowego (lub nie) Boga pomimo swojej wiedzy, niż historie wymyślone dwa milenia temu przez odrzuconych przez społeczeństwo lunatyków...
>
In a mad world only the mad are sane.


Właśnie o tę pewność idzie. I serdecznie zazdroszczę wszystkim, którzy ją mają.
Ja właśnie czynię wysiłki, by jej nabyć. Choć na tym forum nie idzie mi najlepiej, bo już w pierwszej odpowiedzi dowiedziałem się, że (e, zostawmy tematykę żniwną) odgrzewam stare kotlety...
gama
lee666 (73 punktów)

>Wydaje mi się,
>że wciąż nie ma na nie PEWNEJ odpowiedzi. A jeśli nawet ktoś ją znajdzie to ma kłopot z
>udowodnieniem swych racji.
Sie masz. Ty pewnie agnostyk jesteś.
Co do pewnej odpowiedzi, to jej nie ma, więc nikt nie może znależć.
A skoro nikt nie może znależć, to po cholerę uzasadniać.
Ps. Miło Cię poznać.
gama (1062 punktów)
>
>Wydaje mi się,
>>że wciąż nie ma na nie PEWNEJ odpowiedzi. A jeśli nawet ktoś ją znajdzie to ma kłopot z
>>udowodnieniem swych racji.
>Sie masz. Ty pewnie agnostyk jesteś.
>Co do pewnej odpowiedzi, to jej nie ma, więc nikt nie może znależć.
>A skoro nikt nie może znależć, to po cholerę uzasadniać.
>Ps. Miło Cię poznać.
>

Dokładnie tak sądzę: pewnej odpowiedzi nie ma.
Lecz jeśli jej nie ma to czy możemy OSTATECZNIE opowiedzieć się
po stronie nauki lub Boga? I mieć spokojne sumienia.
Oto jest pytanie! (z mego wstępnego wątku).
I myślę - po lekturze forumowych wypowiedzi, że każdy musi sobie na nie sam odpowiedzieć.
gama
lee666 (73 punktów)
>Dokładnie tak sądzę: pewnej odpowiedzi nie ma.
>Lecz jeśli jej nie ma to czy możemy OSTATECZNIE opowiedzieć się
>po stronie nauki lub Boga? I mieć spokojne sumienia.
>Oto jest pytanie! (z mego wstępnego wątku).
>I myślę - po lekturze forumowych wypowiedzi, że każdy musi sobie na nie sam odpowiedzieć.
>gama
>

Filozoficznie tego nie rozkminimy.
Brak danych.
Mnie nurtuje co innego.
Był ostatnio marsz ateistów i agnostyków.
Nie mogę jednak dostrzec wspólnej płaszczyzny ideowej.
Oczywiście bliżej nam do ateistów niż do Świadków Jechowy.
Ale czy jedynym powodem jest ten, że w siedmiu głupio jest organizować marsz?
pavvel
>Nie mogę jednak dostrzec wspólnej płaszczyzny ideowej.

Zarówno ateista jak i agnostyk nie wyznaje żadnej religii. Drobna różnica polega na tym, że agnostyk dopuszcza istnienie jakiegoś boga, a ateista jest przekonany, że że żadnego boga nie ma. Wspólny sprzeciw przeciw wszelkim zorganizowanym religiom. Bo przecież jasne chyba jest, że ateista wszelkie religie odrzuca. A agnostyk może powiedzieć: skoro nie wiemy czy bóg jest, a jeśli nawet jest to jaki jest, to wszelkie formy zformalizowanej religii należy odrzucić jako nieracjonalne.

Widzisz juz tę wspólną płaszczyznę?
lee666 (73 punktów)
>Widzisz juz tę wspólną płaszczyznę?

No, jakaś tam jest.
A bywają tu u Was agnostycy.
Bo ja ostatnio jednego poznałem, ale coś szybko się zawinął.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Spotkałem angonstyków którzy szanują wszystko, co stoi przed oddającym się modłom człowiekiem. Ale nie może to być zbyt dziwaczne. Lepiej trochę podobne do religii ojców. Wielu agnostyków stwierdza, że zinstytucjonalizowana religia jest potrzebna, ma dobry wpływ na współobywateli. Wspierają ją i stają po jej stronie. W sporach na temat duszy i życia po śmierci wielu agnostyków idzie ramię w ramię z instytucjonalnymi religiami. Nie wszyscy, ale grupa którą opisuję jest całkiem liczna.
lee666 (73 punktów)
>Spotkałem angonstyków którzy szanują wszystko, co stoi przed oddającym się modłom człowiekiem. Ale nie może to być zbyt dziwaczne. Lepiej trochę podobne do religii ojców. Wielu agnostyków stwierdza, że zinstytucjonalizowana religia jest potrzebna, ma dobry wpływ na współobywateli. Wspierają ją i stają po jej stronie. W sporach na temat duszy i życia po śmierci wielu agnostyków idzie ramię w ramię z instytucjonalnymi religiami. Nie wszyscy, ale grupa którą opisuję jest całkiem liczna.

Ja generalnie szanuję wszystkich ludzi. To co stoi przed modlącym też w zasadzie powinienem szanować, choć niektóre religie ostro przeginają. Ale to temat na sporą debatę. Co do pozytywów religii. Podobno są, chociaż negatywy mogą je równoważyć. To że jest wielu agnostyków po stronie kościoła nie jest dziwne. Polska to kraj katolicki, człowiek po odrzuceniu nieakceptowanych wartości zazwyczaj zatacza koło, i po jakims czasie wraca do korzeni. Pytanie tylko brzmi - czy są w stanie wnieść coś nowego? Chciałbym powiedzieć coś o tym, na razie jednak mam same pytania. Dlatego szukam agnostyków, aby ich o to zapytać. Pojedynczy człowiek niewiele może.
Dziękuję i pozdrawiam.
21-11-2009 02:40 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Myślę, że szansa wniesienia czegoś nowego przez agnostyków jest niewielka. Wszyscy których spotkałem albo powielali konstrukcje i pojęcia panującej w ich kręgu kulturowym religii, albo dokonywali synkretyzmu, jednakże widziałem wtedy odziedziczony rdzeń ideologiczny wzbogacony jedynie o zapożyczenia z zewnątrz.

Przykładem są krysznaiści. Moim zdaniem ich rdzeniem jest chrześcijaństwo, jednakże Chrystus jest zastąpiony Kriszną. Indyjska wiara w reinkarnację ustępuje w ich wypadku nadzieji na natychmiastowe zbawienie. Rzecz bliżej nieokreśloną, jaką jest indyjskie wyzwolenie - moksza (równie dobrze może być to rozpłynięcie się w nicości) zastępuje pojęcie Raju Kriszny (czyli Gokula) zwane Goloką. Raj ten wygląda jak raj. Sielskie miejsce sprzed wieków. Z politeizmu, gdzie najważniejsza nie jest wiara, lecz dokładne wykonanie rytuału, pozostaje "droga serca", czyli miłość do Kriszny bez względu na dbałość o jej formę. Seksualizm bardzo mile widziany w Indiach i silnie związany z oryginalnym, indyjskim kultem Kriszny, jest zastąpiony "Pieśnią nad Pieśniami". Czyli - seks jest zły, chyba, że stanowi metaforę a la święta Teresa i jej ekstaza. Czyli strzała anioła, słodka tortura, a poza tym włosienica i skała pod głowę. Itd. Jak widać mamy rdzeń - chrześcijaństwo, owinięty orientalnymi symbolami i obrazami, nie mającymi jednakże wiele wspólnego z ich oryginalną treścią.
lee666 (73 punktów)
Jeśli idzie o detale masz racje Mieszanka chrześcijaństwa z religiami Indii może wyglądać mozaikowo. Jednak to mimo wsystko jakaś nowa rzecz. Bardzo trudno jest stworzyć system całkowicie oryginalny. Nawet komunizm powstał z takich okruchów rozmaitych idei. Mi jednak bardziej chodzi o to, czy stare i nowo powstałe prądy potrafią istnieć bez nadmiernej agresji do innych systemów, jednocześnie nie poddając się nadmiernej unifikacji. Smutno jest myśleć że to niemożliwe.
22-11-2009 03:43 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Myślę, że istnieje wiele mądrych punktów widzenia, różniących się od siebie, związanych na przykład z nauką, sztuką, kuchnią, spędzaniem wolnego czasu etc. Natomiast o systemy, które uważam za bezwartościowe, a między nimi przyjmowane na wiarę postawy religijne, nie martwię się. Mam tylko nadzieję, że zamiast agresji spojrzą same w siebie i rozwieją się jak mgła, którą są i były.
22-11-2009 13:26 
 Ocena 1 na 1
lee666 (73 punktów)
>Mam tylko nadzieję, że zamiast agresji spojrzą same w siebie i rozwieją się jak mgła, którą są i były.

Piękna wizja.
W praktyce jednak ta mgła zamiast się rozwiać przemienia się w taki na przykład czołg.
I ja mimo że wiem że to mgła, wolę być od niego daleko.
Najlepiej na sąsiednim kontynencie.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Ja również, tylko nie tak łatwo znaleźć kontynent wolny od tego typu czołgów...
22-11-2009 22:25 
 Ocena 1 na 1
lee666 (73 punktów)
>Ja również, tylko nie tak łatwo znaleźć kontynent wolny od tego typu czołgów...

A ja właściwie to chcę, żeby nie tylko takie,
ale w ogóle żadne czołgi nie jeździły po ludziach.
Tyle że ja staroświecki jestem.
I marzyciel.
Pozdrawiam.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
To ładne marzenie, warto do niego dążyć
lukasz9 (1220 punktów)
Zgadzam się z autorem tematu. Mi po głowie chodzą krasnoludki. Nauka nie potrafi odpowiedzieć na pytanie czy istnieją, a wiele książek je opisuje. Czy słusznym i rozsądnym jest opowiadać się OSTATECZNIE po jednej ze stron?
18-11-2009 22:05 
 Ocena 3 na 3
Karol Karpiński (76 punktów)
>Zgadzam się z autorem tematu. Mi po głowie chodzą krasnoludki. Nauka nie potrafi odpowiedzieć na pytanie czy istnieją, a wiele książek je opisuje. Czy słusznym i rozsądnym jest opowiadać się OSTATECZNIE po jednej ze stron?

Dokładnie. Nauka nigdy nie udowodniła (i nie zanosi się na to, by w najbliższym czasie miała udowodnić) nieistnienia krasnoludków, trolli czy czarownic. Ani tego, że nie żyjemy w Matriksie. Wniosek: po moim ogrodzie łażą krasnoludki i trolle, a moja sąsiadka jest czarownicą. Ale to wszystko i tak nie jest ważne, bo żyjemy w Matriksie.

Bardziej serio: jako ateista nigdy nie powiem Ci, że jestem całkowicie pewny nieistnienia Boga. Ale jego istnienie jest tak nieprawdopodobne, że dla uproszczenia po prostu przyjmuję, że go nie ma.

Obawiam się, że to może być źle zrozumiane więc jeszcze jeden przykład dla rozjaśnienia: nikt nie udowodnił nieistnienia Latającego Potwora Spaghetti, ale czy to znaczy, że musimy rozpatrywać hipotezę jego istnienia na równi z hipotezą przeciwstawną?
gama (1062 punktów)
>>Zgadzam się z autorem tematu. Mi po głowie chodzą krasnoludki. Nauka nie potrafi odpowiedzieć na pytanie czy istnieją, a wiele książek je opisuje. Czy słusznym i rozsądnym jest opowiadać się OSTATECZNIE po jednej ze stron?
> Dokładnie. Nauka nigdy nie udowodniła (i nie zanosi się na to, by w najbliższym czasie miała udowodnić) nieistnienia krasnoludków, trolli czy czarownic. Ani tego, że nie żyjemy w Matriksie. Wniosek: po moim ogrodzie łażą krasnoludki i trolle, a moja sąsiadka jest czarownicą. Ale to wszystko i tak nie jest ważne, bo żyjemy w Matriksie. Bardziej serio: jako ateista nigdy nie powiem Ci, że jestem całkowicie pewny nieistnienia Boga. Ale jego istnienie jest tak nieprawdopodobne, że dla uproszczenia po prostu przyjmuję, że go nie ma.
>Obawiam się, że to może być źle zrozumiane więc jeszcze jeden przykład dla rozjaśnienia: nikt nie udowodnił nieistnienia Latającego Potwora Spaghetti, ale czy to znaczy, że musimy rozpatrywać hipotezę jego istnienia na równi z hipotezą przeciwstawną?

Jako ateista właśnie udzieliłeś mi odpowiedzi; nie masz pewności. I dokładnie o to mi chodzi.

A Latający Potwór? Ha! Ani nas ziębi ani grzeje więc nie musimy rozpatrywać hipotezy jego istnienia; chyba, że gad jednak pojawi się w zasięgu naszego działania...
Ale wówczas na hipotezy będzie już za późno. Trzeba mieć pod ręką barana wypchanego siarką i smołą.
gama
18-11-2009 22:42 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)

>A Latający Potwór? Ha! Ani nas ziębi ani grzeje więc nie musimy rozpatrywać hipotezy jego istnienia; chyba, że gad jednak pojawi się w zasięgu naszego działania...
>Ale wówczas na hipotezy będzie już za późno. Trzeba mieć pod ręką barana wypchanego siarką i smołą.

skąd ta pewność? w Ewangelii Latającego Potwora Spaghetti wszystkie formy jego oddziaływania na świat są opisane.
gama (1062 punktów)
>>A Latający Potwór? Ha! Ani nas ziębi ani grzeje więc nie musimy rozpatrywać hipotezy jego istnienia; chyba, że gad jednak pojawi się w zasięgu naszego działania...
>>Ale wówczas na hipotezy będzie już za późno. Trzeba mieć pod ręką barana wypchanego siarką i smołą.
>skąd ta pewność? w Ewangelii Latającego Potwora Spaghetti wszystkie formy jego oddziaływania na świat są opisane.
>

Daj spokój. Rozum jest odpowiedzią na takie formy oddziaływania...
18-11-2009 22:56 
 Ocena 4 na 4
lukasz9 (1220 punktów)

>Daj spokój. Rozum jest odpowiedzią na takie formy oddziaływania...

Otóż to, dlatego odrzucamy to co napisane jest w biblii.
gama (1062 punktów)
>>Daj spokój. Rozum jest odpowiedzią na takie formy oddziaływania...
>Otóż to, dlatego odrzucamy to co napisane jest w biblii.
>

Nie zaprzeczę. Tylko skąd się biorą nasze wątpliwości?
Albo powody do tak świetnego samopoczucia?
gama
18-11-2009 23:10 
 Ocena 2 na 2
lukasz9 (1220 punktów)
ze zdrowego rozsądku
19-11-2009 00:56 
 Ocena 1 na 1
czaplicka (5782 punktów)
Obraziłeś moje uczucia religijne.Jak można czyjegoś boga traktować siarką i baranami?
19-11-2009 10:59 
 Ocena 1 na 1
czaplicka (5782 punktów)
Obraziłeś moje uczucia religine.Poza tym Latający Potwór jest dużo bardziej prawdopodobny -jest więcej dowodów na istnienie makaronu i piratów niż Jezusa Chrystusa.
lee666 (73 punktów)
Dokładnie. Nauka nigdy nie udowodniła (i nie zanosi się na to, by w najbliższym czasie miała udowodnić) nieistnienia krasnoludków, trolli czy czarownic. Ani tego, że nie żyjemy w Matriksie. Wniosek: po moim ogrodzie łażą krasnoludki i trolle,.... Ale to wszystko i tak nie jest ważne, bo żyjemy w Matriksie.

Błędny wniosek. Prawidłowy brzmi; istnieje pewne, znikome prawdopodobieństwo że żyjemy w Matriksie, razem z trolami i krasnoludkami. Mniej więcej podobne do tego że wszechświat jest sporym komputerem.

a moja sąsiadka jest czarownicą.

Współczuję. Moja jest wredną jędzą.

Bardziej serio: jako ateista nigdy nie powiem Ci, że jestem całkowicie pewny nieistnienia Boga. Ale jego istnienie jest tak nieprawdopodobne, że dla uproszczenia po prostu przyjmuję, że go nie ma.

Uproszczenia są w nauce dopuszczalne do pewnych granic.
Poza tym muszą zostać zasygnalizowane, zaakcentowane.
Nadmiar uproszczeń to już nie nauka.
Wiedza potoczna nie ma tych rygorów, ale nie o niej tu dyskutujemy.

>Obawiam się, że to może być źle zrozumiane więc jeszcze jeden przykład dla rozjaśnienia: nikt nie udowodnił nieistnienia Latającego Potwora Spaghetti, ale czy to znaczy, że musimy rozpatrywać hipotezę jego istnienia na równi z hipotezą przeciwstawną?

W naukach społecznych istnieją inne reguły niż w biologii i fizyce.
Jeśli znajdziesz 12 zapaleńców którzy rozgłoszą to po świecie i zorganizują przyzwoitą sektę.
Wtedy naukowcy wezmą ją pod uwagę.
Karol Karpiński (76 punktów)
>Błędny wniosek. Prawidłowy brzmi; istnieje pewne, znikome prawdopodobieństwo że żyjemy w Matriksie, razem z trolami i krasnoludkami. Mniej więcej podobne do tego że wszechświat jest sporym komputerem.

Zgadzam się. Pytanie: jak jeszcze mam wyróżnić tekst, aby każdy domyślił się, że należy go czytać z nutą ironii?

>Uproszczenia są w nauce dopuszczalne do pewnych granic.
>Poza tym muszą zostać zasygnalizowane, zaakcentowane.
>Nadmiar uproszczeń to już nie nauka.
>Wiedza potoczna nie ma tych rygorów, ale nie o niej tu dyskutujemy.

Najprostsze będzie posłużenie się kolejnym przykładem: wyobraź sobie małą, plastikową figurkę Einsteina. Następnie zastanów się, co się dzieje z cząsteczkami budującymi jej rękę. Drgają, prawda? Drgają w różnych kierunkach, ale ich siły równoważą się wzajemnie, więc ręka pozostaje w bezruchu (przynajmniej względem samej figurki). A czy możliwe jest, aby nagle wszystkie te cząsteczki zaczęły poruszać się w jednym kierunku, następnie w kierunku przeciwnym, następnie znowu w przeciwnym, tak, że figurka zacznie do nas machać? Oczywiście! Ale czy uproszczenie polegające na przyjęciu, że figurka po prostu do nas nie pomacha jest nienaukowe?

>W naukach społecznych istnieją inne reguły niż w biologii i fizyce.
>Jeśli znajdziesz 12 zapaleńców którzy rozgłoszą to po świecie i zorganizują przyzwoitą sektę.
>Wtedy naukowcy wezmą ją pod uwagę.

Nie rozumiem- co nauki społeczne mają wspólnego z hipotezą Latającego Potwora Spaghetti? Czyżby rozpowszechnienie danego poglądu miało jakiś wpływ na jego realność?
lee666 (73 punktów)
Oczywiście! Ale czy uproszczenie polegające na przyjęciu, że figurka po prostu do nas nie pomacha jest nienaukowe?

Nie pomacha w normalnych warunkach. Mogą zaistnieć warunki nietypowe, albo figurka zostanie zaprogramowana.

>Nie rozumiem- co nauki społeczne mają wspólnego z hipotezą Latającego Potwora Spaghetti? Czyżby rozpowszechnienie danego poglądu miało jakiś wpływ na jego realność?

Na realność nie. Na doniosłość społeczną tak.
Karol Karpiński (76 punktów)
>Nie pomacha w normalnych warunkach. Mogą zaistnieć warunki nietypowe, albo figurka zostanie zaprogramowana.

Uściślam: omawiana figurka znajduje się w warunkach pokojowych i jest pozbawiona mechanizmów poruszających jej ręką. I jak teraz?

>>Nie rozumiem- co nauki społeczne mają wspólnego z hipotezą Latającego Potwora Spaghetti? Czyżby rozpowszechnienie danego poglądu miało jakiś wpływ na jego realność?
>Na realność nie. Na doniosłość społeczną tak.

A co doniosłość ma wspólnego z omawianą sprawą?
lee666 (73 punktów)
>Uściślam: omawiana figurka znajduje się w warunkach pokojowych i jest pozbawiona mechanizmów poruszających jej ręką. I jak teraz?

Więc w pokojowych warunkach nie pomacha. Ale wszelkie wnioski będą dotyczyć tylko warunków pokojowych.

>A co doniosłość ma wspólnego z omawianą sprawą?
>

Teoretycznie można przyjąć wszystko, ale nie wszystko warto badać.
I to są właśnie kryteria.
19-11-2009 21:10 
 Ocena 1 na 1
Karol Karpiński (76 punktów)
>>Uściślam: omawiana figurka znajduje się w warunkach pokojowych i jest pozbawiona mechanizmów poruszających jej ręką. I jak teraz?
>Więc w pokojowych warunkach nie pomacha. Ale wszelkie wnioski będą dotyczyć tylko warunków pokojowych.

Nijak to się ma do omawianej hipotezy istnienia Boga. Owszem, jeśli warunki się zmienią na tyle, że ludzie będą mieli racjonalne powody by w Boga uwierzyć- uwierzę i ja (uprzednio konsultując się z psychiatrą, czy aby ze mną wszystko w porządku). Ale w świetle dzisiejszych "warunków" twierdzenie, że Bóg istnieje jest po prostu absurdalne. I nie zanosi się na to, aby te "warunki" uległy zmianie- wprost przeciwnie.

>>A co doniosłość ma wspólnego z omawianą sprawą?
>>
>Teoretycznie można przyjąć wszystko, ale nie wszystko warto badać.
>I to są właśnie kryteria.
>

Nie wiem czy dobrze zrozumiałem- naukowcy muszą powiedzieć Ci, że Latający Potwór nie istnieje, abyś przyjął, że on naprawdę nie istnieje?
lee666 (73 punktów)
>>>Uściślam: omawiana figurka znajduje się w warunkach pokojowych i jest pozbawiona mechanizmów poruszających jej ręką. I jak teraz?
>>Więc w pokojowych warunkach nie pomacha. Ale wszelkie wnioski będą dotyczyć tylko warunków pokojowych.
>Nijak to się ma do omawianej hipotezy istnienia Boga.
A więc nie chodzi o figurkę. Ale o Boga.
Na tej stronie funkcjonuje kilkanaście jego definicji.


>Nie wiem czy dobrze zrozumiałem- naukowcy muszą powiedzieć Ci, że Latający Potwór nie istnieje, abyś przyjął, że on naprawdę nie istnieje?
>

My sobie tutaj teoretyzujemy i zaraz pójdziemy spać. A Latający potwór jest wymyślonym na poczekaniu bytem o mniejszej doniosłości niż nie do końca zdefiniowany Bóg. A z powodu Boga może dziś umrzeć kilka osób.
Z powodu spagetti też, ale w innym sensie.
21-11-2009 10:36 
 Ocena 4 na 4
czaplicka (5782 punktów)
Na jakiej podstawie twierdzisz,że fsm ma mniejszą doniosłość niż każdy inny bóg?Wstaw w to miejsce imię dowolnego boga-zobaczysz jaka będzie reakcja.(jak wstawisz Allaha,to na własną odpowiedzialność )
I domagam się przeprosin za moje urażone uczucia religijne-mogą być ironiczne,pastafarinizm jest jedyną religią nie pozbawioną humoru.
21-11-2009 19:56 
 Ocena 1 na 1
lee666 (73 punktów)
Przepraszam wszystkich pastafarian za atak na święty makaron.
Podpisał w imieniu departamentu frytek.
Dyrektor Cebula.
czaplicka (5782 punktów)
Dziękuję.
Autografka (10638 punktów)

>A Latający potwór jest wymyślonym na poczekaniu bytem o mniejszej doniosłości niż nie do końca zdefiniowany Bóg. A z powodu Boga może dziś umrzeć kilka osób.

Poczekaj z kilkaset lat, a zobaczysz, że z jakim nabożeństwem ludzie będą całować upuszczoną przypadkiem paczkę makaronu.
Do zabicia kogoś w obronie tej paczki, też pewnie będą zdolni.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
21-11-2009 19:59 
 Ocena 1 na 1
lee666 (73 punktów)
Do zabicia kogoś z powodu paczki makaronu są zdolni cały czas.
A co by było za kanapkę z szynką.
Strach pomyśleć.
18-11-2009 22:07 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Mi po głowie chodzą krasnoludki.

No to chyba nie ma wątpliwości? Wrzuć jakieś fotki.
lukasz9 (1220 punktów)
>> Mi po głowie chodzą krasnoludki.
>No to chyba nie ma wątpliwości? Wrzuć jakieś fotki.

Problem w tym, że chodzą po jej wewnętrznej stronie.
rudyment (3233 punktów)
>>> Mi po głowie chodzą krasnoludki.
>>No to chyba nie ma wątpliwości? Wrzuć jakieś fotki.
>Problem w tym, że chodzą po jej wewnętrznej stronie.
>

No to rentgenogram.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
gama (1062 punktów)
>Zgadzam się z autorem tematu. Mi po głowie chodzą krasnoludki. Nauka nie potrafi odpowiedzieć na pytanie czy istnieją, a wiele książek je opisuje. Czy słusznym i rozsądnym jest opowiadać się OSTATECZNIE po jednej ze stron?

Wierzę, że te krasnoludki stoją jedynie w twym przydomowym ogródku.
Jeśli jednak jest inaczej nie trudź się nad odpowiadaniem na ten wątek.
gama
18-11-2009 22:38 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)
a w czym jest lepsza hipoteza boga od hipotezy krasnoludków? dlaczego jedną a priori odrzucasz, a o drugiej chcesz dyskutować?
gama (1062 punktów)
>a w czym jest lepsza hipoteza boga od hipotezy krasnoludków? dlaczego jedną a priori odrzucasz, a o drugiej chcesz dyskutować?

Zakładam, że jedno i drugie nie istnieje. Z tym, że to drugie na pewno.
gama
18-11-2009 22:46 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)
>>a w czym jest lepsza hipoteza boga od hipotezy krasnoludków? dlaczego jedną a priori odrzucasz, a o drugiej chcesz dyskutować?
>Zakładam, że jedno i drugie nie istnieje. Z tym, że to drugie na pewno.

dlaczego to drugie na pewno, a pierwsze nie? proszę o racjonalne argumenty.
gama (1062 punktów)
>>>a w czym jest lepsza hipoteza boga od hipotezy krasnoludków? dlaczego jedną a priori odrzucasz, a o drugiej chcesz dyskutować?
>>Zakładam, że jedno i drugie nie istnieje. Z tym, że to drugie na pewno.
>dlaczego to drugie na pewno, a pierwsze nie? proszę o racjonalne argumenty.
>

W sprawie tego pierwszego są racjonalne argumenty i świetnie je znasz.
Jedynie pewności o którą tu idzie - nie ma.
A to drugie to sobie daruj. Papy Smerfa też nie ma.
18-11-2009 23:02 
 Ocena 3 na 3
lukasz9 (1220 punktów)
Nie ma racjonalnych argumentów za istnieniem boga.
Wpadłeś w pułapkę, którą Dawkins nazwał nędzą agnostycyzmu. Jeśli chcesz być uczciwym intelektualnie to musisz albo uznać za możliwe istnienie wszystkich bytów lub odrzucić wszystkie, które nie są udowodnione czy uprawdopodobnione.
gama (1062 punktów)
>Nie ma racjonalnych argumentów za istnieniem boga.
>Wpadłeś w pułapkę, którą Dawkins nazwał nędzą agnostycyzmu. Jeśli chcesz być uczciwym intelektualnie to musisz albo uznać za możliwe istnienie wszystkich bytów lub odrzucić wszystkie, które nie są udowodnione czy uprawdopodobnione.
>

Masz rację. Chciałem napisać, że są racjonalne argumenty za nieistnieniem.
Tylko, że wiele osób mimo wszystko wątpi.
Na zasadzie "i chciałabym i boję się"
I stąd właśnie wziął się ten wątek.

Wymiękam - znaczy żegnam, bo późno się zrobiło.
Dzięki za dyskusję. Wszystkim zresztą.
gama
lukasz9 (1220 punktów)
Ja także dziękuję. Pozdrawiam.
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Swoją drogą, jedno z najtrafniejszych spostrzeżeń Dawkinsa a propos ideologii ludzkich.
lee666 (73 punktów)
>Wpadłeś w pułapkę, którą Dawkins nazwał nędzą agnostycyzmu.

Pułapka dosyć nędzna.

Jeśli jest nędza agnostycyzmu to musi być jekieś bogactwo.

Zapewne myślał o ateizmie.

"Jeśli chcesz być uczciwym intelektualnie to musisz albo uznać za możliwe istnienie wszystkich bytów lub odrzucić wszystkie, które nie są udowodnione czy uprawdopodobnione." -( Powinno być na zielono)

Jeśli chcę być uczciwym intelektualnie to muszę rozważyć co wiem a co nie wiem.
To mi wystarczy.

Katolicy mówią mi co muszę.
Swiadkowie Jechowy mówią co muszę.
Adwentyści mówią co muszę.
Zielonoświątkowcy mówią co muszę.
Muzułmanie też by chętnie coś dorzucili.

Myślałem że ateiści dadzą trochę wytchnienia.
lukasz9 (1220 punktów)
>Pułapka dosyć nędzna.
>Jeśli jest nędza agnostycyzmu to musi być jekieś bogactwo.
>Zapewne myślał o ateizmie.

I gdzie uzasadnienie pierwszego zdania?

>Jeśli chcę być uczciwym intelektualnie to muszę rozważyć co wiem a co nie wiem.
>To mi wystarczy.

A to co napisałem nie było właśnie testem na to co wiemy, a czego nie?

>Katolicy mówią mi co muszę.
>Swiadkowie Jechowy mówią co muszę.
>Adwentyści mówią co muszę.
>Zielonoświątkowcy mówią co muszę.
>Muzułmanie też by chętnie coś dorzucili.
>Myślałem że ateiści dadzą trochę wytchnienia.

Przykro mi, że podejście racjonalistyczne wymaga dyscypliny intelektualnej. Nie rozumiem Twojej histerii.
lee666 (73 punktów)
>I gdzie uzasadnienie pierwszego zdania?

"Twoje poglądy są nędzne" - nie jest argumentem naukowym.

>>Jeśli chcę być uczciwym intelektualnie to muszę rozważyć co wiem a co nie wiem.
>>To mi wystarczy.
>A to co napisałem nie było właśnie testem na to co wiemy, a czego nie?

Dogmaty nie są żadnym testem.

>>Myślałem że ateiści dadzą trochę wytchnienia.
>Przykro mi, że podejście racjonalistyczne wymaga dyscypliny intelektualnej.

Rozumiem że macie dyscyplinę.
Ja to wolnomyśliciel jestem.

Nie rozumiem Twojej histerii.

E tam, histeria. Spytałem się tylko.
lukasz9 (1220 punktów)
>>I gdzie uzasadnienie pierwszego zdania?
>"Twoje poglądy są nędzne" - nie jest argumentem naukowym.

Ale Dawkins swój osąd uzasadnił, Ty nie.

>>>Jeśli chcę być uczciwym intelektualnie to muszę rozważyć co wiem a co nie wiem.
>>>To mi wystarczy.
>>A to co napisałem nie było właśnie testem na to co wiemy, a czego nie?
>Dogmaty nie są żadnym testem.

to nie dogmaty, ale logika

>Ja to wolnomyśliciel jestem.

Wolnomyślicielstwo nie polega na rezygnacji z logicznego myślenia.

>E tam, histeria. Spytałem się tylko.

To po co ta litania przed pytaniem?
lee666 (73 punktów)
>Ale Dawkins swój osąd uzasadnił, Ty nie.

Jeśli chodzi o jego tezę że przyjmujemy wszystkie byty albo odrzucamy wszystkie byty, może
sobie przyjąc takie założenia, ale to tylko jego założenia. Wciąż brak mu pewności co do głównej tezy.

>>>>Jeśli chcę być uczciwym intelektualnie to muszę rozważyć co wiem a co nie wiem.
>>>>To mi wystarczy.
>>>A to co napisałem nie było właśnie testem na to co wiemy, a czego nie?
>>Dogmaty nie są żadnym testem.
>to nie dogmaty, ale logika
Do logiki potrzebne są jeszcze dane.
Jeżeli ich nie ma, to wiara nic nie da.

>>Ja to wolnomyśliciel jestem.
>Wolnomyślicielstwo nie polega na rezygnacji z logicznego myślenia.
Do użycia logiki potrzeba danych. Jeśli ich nie ma to z logiki ich nie wyciągniesz.

>>E tam, histeria. Spytałem się tylko.
>To po co ta litania przed pytaniem?
>
Skoro pytasz to odpowiem.
jesteście po dwuch stronach.
Oni atakują Was, Wy ich.
Wasz atak jest skuteczny do niszczenia ich idiotyzmów, ale te i tak są spruchniałe.
Oni mają przewagę liczebną.
Ale Wasze argumenty są w zasadzie takie same.
Boicie się przyznać że możecie czegoś nie wiedzieć.
lukasz9 (1220 punktów)
>Jeśli chodzi o jego tezę że przyjmujemy wszystkie byty albo odrzucamy wszystkie byty, może
>sobie przyjąc takie założenia, ale to tylko jego założenia. Wciąż brak mu pewności co do głównej tezy.

Ależ to nie są żadne założenia. Jeśli uznajesz jakieś kryterium - brak wiedzy na temat istnienia bytu, to do każdego z nich musisz stosować te same zasady. Inaczej nie postępujesz logicznie.

>Do logiki potrzebne są jeszcze dane.

Brak dowodów na dany temat to już dana. I można na tej podstawie wnioskować.

>Boicie się przyznać że możecie czegoś nie wiedzieć.

Właśnie o to chodzi, że przyznajemy się do niewiedzy. Tyle, że agnostycy dopuszczają istnienie boga, koziołka matołka i FSM. My dopóki nikt ich istnienia nie udowodni, czy uprawdopodobni nie bierzemy ich pod uwagę. Coś w stylu brzytwy Ockhama.
lee666 (73 punktów)
>>Jeśli chodzi o jego tezę że przyjmujemy wszystkie byty albo odrzucamy wszystkie byty, może
>>sobie przyjąc takie założenia, ale to tylko jego założenia. Wciąż brak mu pewności co do głównej tezy.
>Ależ to nie są żadne założenia. Jeśli uznajesz jakieś kryterium - brak wiedzy na temat istnienia bytu, to do każdego z nich musisz stosować te same zasady. Inaczej nie postępujesz logicznie.
W fizyce można przyjąć takie zasady. Tymczasowo.
W socjologii już nie.
>>Do logiki potrzebne są jeszcze dane.
>Brak dowodów na dany temat to już dana. I można na tej podstawie wnioskować.
>>Boicie się przyznać że możecie czegoś nie wiedzieć.
>Właśnie o to chodzi, że przyznajemy się do niewiedzy. Tyle, że agnostycy dopuszczają istnienie boga, koziołka matołka i FSM. My dopóki nikt ich istnienia nie udowodni, czy uprawdopodobni nie bierzemy ich pod uwagę. Coś w stylu brzytwy Ockhama.
>
Ockham poobcinał wszelkie wartości skrajne. To wygodne bo nie musimy ich badać, przez co nie paraliżujemy procesu poznawczego pierdułami. Ale obcięte kawałki wcale nie muszą być fałszywe.
Nie ma człowieka który ma 3 metry, to nie znaczy że nigdy takiego nie będzie.
lukasz9 (1220 punktów)

>>Ależ to nie są żadne założenia. Jeśli uznajesz jakieś kryterium - brak wiedzy na temat istnienia bytu, to do każdego z nich musisz stosować te same zasady. Inaczej nie postępujesz logicznie.
>W fizyce można przyjąć takie zasady. Tymczasowo.
>W socjologii już nie.
ponieważ?

>Ockham poobcinał wszelkie wartości skrajne. To wygodne bo nie musimy ich badać, przez co nie paraliżujemy procesu poznawczego pierdułami. Ale obcięte kawałki wcale nie muszą być fałszywe.
>Nie ma człowieka który ma 3 metry, to nie znaczy że nigdy takiego nie będzie.

Ale nikt nie mówi, że muszą być fałszywe. Takie same dowody są na istnienie boga jak i 3-metrowego człowieka. Gdy któryś z nich się pojawi, z pewnością uznam ich istnienie. Agnostyk już teraz musi dopuszczać istnienie obydwu.
lee666 (73 punktów)
>>>Ależ to nie są żadne założenia. Jeśli uznajesz jakieś kryterium - brak wiedzy na temat istnienia bytu, to do każdego z nich musisz stosować te same zasady. Inaczej nie postępujesz logicznie.
>>W fizyce można przyjąć takie zasady. Tymczasowo.
>>W socjologii już nie.
>ponieważ?

Ponieważ socjologia zakłada istnienie faktów społecznych. Jednym z nich jest religia.
Religia zakłada wiarę w Boga.
Nie ma tam działu krasnoludki.
Przynajmniej współcześnie.

>>Ockham poobcinał wszelkie wartości skrajne. To wygodne bo nie musimy ich badać, przez co nie paraliżujemy procesu poznawczego pierdułami. Ale obcięte kawałki wcale nie muszą być fałszywe.
>>Nie ma człowieka który ma 3 metry, to nie znaczy że nigdy takiego nie będzie.
>Ale nikt nie mówi, że muszą być fałszywe. Takie same dowody są na istnienie boga jak i 3-metrowego człowieka. Gdy któryś z nich się pojawi, z pewnością uznam ich istnienie. Agnostyk już teraz musi dopuszczać istnienie obydwu.
>
Srednia wzrostu ludzi rośnie, więc za kilkaset lat 3 metry nie będzie wyczynem.
Może się też okazać że ludzie zostali zostali przywleczeni tu przez obcych.
Albo stworzeni przez samych siebie z przyszłości.
Wartości skrajne można zignorować ale one istnieją.
19-11-2009 22:47 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)

>Ponieważ socjologia zakłada istnienie faktów społecznych. Jednym z nich jest religia.
>Religia zakłada wiarę w Boga.
>Nie ma tam działu krasnoludki.
>Przynajmniej współcześnie.

Socjologia zakłada także coś takiego jak urojenie. To że coś jest faktem społecznym nie oznacza uprawdopodobnienia prawdziwości wierzeń. Niektórzy nadal wierzą w osobowe słońce itp, i to też fakt społeczny. Może powiesz, że decyduje tu kryterium liczby wiernych?

>Srednia wzrostu ludzi rośnie, więc za kilkaset lat 3 metry nie będzie wyczynem.
>Może się też okazać że ludzie zostali zostali przywleczeni tu przez obcych.
>Albo stworzeni przez samych siebie z przyszłości.
>Wartości skrajne można zignorować ale one istnieją.

Tak jak pisałem istnieją, ale ateista nie zaprząta sobie nimi głowy. Powtórzę to po raz kolejny, bóg jest tak samo prawdopodobny jak krasnoludek (liczba wyznawców tego nie zmienia) dlatego dopóki nikt mi nie udowodni ich istnienia nie zaprzątam sobie tym głowy.
lee666 (73 punktów)
>Socjologia zakłada także coś takiego jak urojenie. To że coś jest faktem społecznym nie oznacza uprawdopodobnienia prawdziwości wierzeń. Niektórzy nadal wierzą w osobowe słońce itp, i to też fakt społeczny. Może powiesz, że decyduje tu kryterium liczby wiernych?

Urojenia przekładają się na realne procesy. Niedługo święta i obroty sklepów wzrosną.
W socjologii jak najbardziej, nikt nie będzie poważnie rozważał teorii głoszonych przez pięć osób.
Jeśli głosi ją pięć tysięcy, to znak jakichś procesów.

>Tak jak pisałem istnieją, ale ateista nie zaprząta sobie nimi głowy. Powtórzę to po raz kolejny, bóg jest tak samo prawdopodobny jak krasnoludek (liczba wyznawców tego nie zmienia) dlatego dopóki nikt mi nie udowodni ich istnienia nie zaprzątam sobie tym głowy.

Jeśli rozmyślasz w samotności to możesz nie zaprzątać sobie głowy.
Kiedy oferujesz towar ideowy na rynku, musisz go jakoś uzasadnić.
lukasz9 (1220 punktów)

>Urojenia przekładają się na realne procesy. Niedługo święta i obroty sklepów wzrosną.
>W socjologii jak najbardziej, nikt nie będzie poważnie rozważał teorii głoszonych przez pięć osób.
>Jeśli głosi ją pięć tysięcy, to znak jakichś procesów.

Tyle że socjologia bada zjawiska społeczne bez względu na ich prawdziwość ich podstaw. To że się czymś zajmuje nie znaczy, że musimy rozważać słuszność tego zjawiska. Pedofilią też się socjologia zajmuje, a jej zwolennikami jest ponad 5 tys osób.
Nie chce mi się wymieniać wielu innych rzeczy w które uwierzyły miliony, a były kompletną bzdurą.
Swoją drogą ciekawy pomysł, żeby nauki społeczne stosować do kwestii, które mają szerszy wymiar. Może o prawach fizyki też ma decydować socjologia? A może będziemy głosować w tych kwestiach?

>Jeśli rozmyślasz w samotności to możesz nie zaprzątać sobie głowy.
>Kiedy oferujesz towar ideowy na rynku, musisz go jakoś uzasadnić.

No tak dlatego czekam, aż ktoś mi uzasadni towar ideowy jakim jest bóg. Do tego czasu za przykładem Ockhama nie mnożę bytów ponad potrzebę.
lee666 (73 punktów)

Tyle że socjologia bada zjawiska społeczne bez względu na ich prawdziwość ich podstaw. To że się czymś zajmuje nie znaczy, że musimy rozważać słuszność tego zjawiska. Pedofilią też się socjologia zajmuje, a jej zwolennikami jest ponad 5 tys osób.

No właśnie, gdyby na świecie było tylko trzech pedofili socjologia nie zainteresowała by się nimi

Nie chce mi się wymieniać wielu innych rzeczy w które uwierzyły miliony, a były kompletną bzdurą.

Mogły być bzdurami, ale skoro zainteresowały się nimi miliony, to musiały pełnić jakąś ważną funkcję

Swoją drogą ciekawy pomysł, żeby nauki społeczne stosować do kwestii, które mają szerszy wymiar. Może o prawach fizyki też ma decydować socjologia? A może będziemy głosować w tych kwestiach?

Ateizm nie jest kwestią fizyczną ale socjologiczną.

>Jeśli rozmyślasz w samotności to możesz nie zaprzątać sobie głowy.
>Kiedy oferujesz towar ideowy na rynku, musisz go jakoś uzasadnić.

No tak dlatego czekam, aż ktoś mi uzasadni towar ideowy jakim jest bóg. Do tego czasu za przykładem Ockhama nie mnożę bytów ponad potrzebę.

Niech mnie ręka boska broni przed wciskaniem Ci Boga....
Ale może jakiś niewielki Szatan?
Piękne kobiety? Drogie kamienie? Szybkie samochody?
Niedrogo, dogadamy się. cyrograf i po kłopocie.
No rozumiem. Nie to nie. Nie było tej rozmowy. zapomnijmy o sprawie..
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje.

Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie muszą udowodnić, że nie istnieje.

> Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem

...aczkolwiek jej wierni czytelnicy utrzymują, że i owszem.

> nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata (...)

...i naukowcy tego nie ukrywają.

> Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się OSTATECZNIE po którejś ze stron?

Słusznym jest opowiedzieć się po stronie uczciwszej.
19-11-2009 01:19 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Nie tylko słusznym, ale też milszym . Poza tym szukając rozwiązań, można się rozwijać. Usiłując wierzyć w niezmienne i zaszłyszane (a przy tym "czute") można tylko trwać na niepewnym gruncie. (napisałem "niepewnym", ale miałem na myśli nieistniejącym) .
lee666 (73 punktów)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie muszą udowodnić, że nie istnieje.
Swięte słowa Padre. W końcu to Wasza strona. Ja tylko tak, z ciekawości zajrzałem.
Pozdrawiam.
19-11-2009 23:07 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
>> Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie muszą udowodnić, że nie istnieje.

> Swięte słowa Padre. W końcu to Wasza strona.

Albo brzydka próba manipulacji albo przejaw ignorancji.
Założywszy optymistycznie, że to drugie, cierpliwie wyjaśniam:

Nie dlatego nie musimy, że to strona "nasza", "wasza" czy "ichnia" - lecz dlatego że onus probandi spoczywa na tym, kto dicit, a nie na tym, kto negat.
lee666 (73 punktów)
>Albo brzydka próba manipulacji albo przejaw ignorancji.

Manipulacją się brzydzę. Ignorancji się nie wstydzę.

>Założywszy optymistycznie, że to drugie, cierpliwie wyjaśniam:
>Nie dlatego nie musimy, że to strona "nasza", "wasza" czy "ichnia" - lecz dlatego że onus probandi spoczywa na tym, kto dicit, a nie na tym, kto negat.

Ciężar dowodu (łac. onus probandi) - w logice i dyscyplinach pokrewnych obowiązek udowodnienia stawianej tezy. z polecanego wątku. Za Wikipedia.

Jak powiedziałem. W sferze istnienia Boga czy Bogów jestem ignorantem.
Mówię nie wiem. Jedyne co mogę w tym zakresie udowodnić, to fakt że nie posiadam w tej dziedzinie jakichś informacji niejawnych lub objawionych. Otóż nie posiadam niejawnych bo prawdopodobnie nikt ich nie posiada, W objawione nie wierzę. To ja mogę rozważyć tezy.
Mam dwie do wyboru
Bóg jest.
Boga nie ma.
To dwie równoważne tezy i na obu spoczywa ciężar dowodu.

W naukach prawnych występuje w postaci reguł określających kto ma obowiązek wykazania istnienia przesłanek faktycznych, z których określona osoba wywodzi skutki prawne. Za Wikipedia.

Gdybym pozwał ateistów do sądu z powodu głoszonych poglądów, musiałbym udowodnić że Bóg jest.
Gdybym z tego samego powodu pozwał teistów - musiałbym udowodnić że Boga nie ma.
20-11-2009 19:54 
 Ocena 4 na 4
lukasz9 (1220 punktów)
>To dwie równoważne tezy i na obu spoczywa ciężar dowodu.

To nie są równoważne tezy. Tezą jest istnienie boga, a nieistnienie jest antytezą. Antyteza nie istnieje bez tezy. Gdyby nikt nie głosił istnienia boga, to nikt by jego istnienia nie negował. Zaś teza o istnieniu boga jest możliwa także bez jej negacji. Dlatego nie ma tu równoznaczności.

>W naukach prawnych występuje w postaci reguł określających kto ma obowiązek wykazania istnienia przesłanek faktycznych, z których określona osoba wywodzi skutki prawne. Za Wikipedia.
>Gdybym pozwał ateistów do sądu z powodu głoszonych poglądów, musiałbym udowodnić że Bóg jest.
>Gdybym z tego samego powodu pozwał teistów - musiałbym udowodnić że Boga nie ma.

Przykład, który przedstawiłeś jest kompletnie nieprawidłowy. W postępowaniu cywilnym można też pozwać kogoś za to, że głosi tezy bez dowodów. Moim obowiązkiem jest tylko wskazanie na ich brak.
Zgodnie z Twoim rozumowaniem, ktoś nazwany idiotą, w procesie o naruszenie dóbr osobistych musiałby udowadniać, że idiotą nie jest. Bzdura.
Tu wychodzi nieznajomość kwestii prawniczych. Są także inne postępowania, dlaczego się do nich nie odniosłeś? W sprawach karnych ciężar dowodu zawsze spoczywa na oskarżycielu. Zgodnie z Twoim rozumowaniem, oskarżony, jako że prezentuje tezę przeciwną, powinien dowodzić swojej niewinności.
lee666 (73 punktów)
>To dwie równoważne tezy i na obu spoczywa ciężar dowodu.

To nie są równoważne tezy. Tezą jest istnienie boga, a nieistnienie jest antytezą. Antyteza nie istnieje bez tezy. Gdyby nikt nie głosił istnienia boga, to nikt by jego istnienia nie negował. Zaś teza o istnieniu boga jest możliwa także bez jej negacji. Dlatego nie ma tu równoznaczności.

Jeśli uznamy Hegla za wyrocznię w sprawach metodologii, możesz mieć rację. Ja jednak nie wierzę w wyrocznie. Uznaję swoją ignorancję i szukam hipotez. Istnieją dwie podstawowe.

Przykład, który przedstawiłeś jest kompletnie nieprawidłowy. W postępowaniu cywilnym można też pozwać kogoś za to, że głosi tezy bez dowodów.

Ale nie można pozwać za głoszenie tez nikomu bezpośrednio nie szkodzących. Nie można pozwać teistów za wiarę w boga i jej głoszenie ( mówię o sądach państw demokratycznych). Można podjąć beznadziejną probę pozwania za negatywne skutki praktyk religijnych.

Tu wychodzi nieznajomość kwestii prawniczych. Są także inne postępowania, dlaczego się do nich nie odniosłeś? W sprawach karnych ciężar dowodu zawsze spoczywa na oskarżycielu. Zgodnie z Twoim rozumowaniem, oskarżony, jako że prezentuje tezę przeciwną, powinien dowodzić swojej niewinności.

Nie jestem znawcą prawa, co bardzo sobie chwalę. Nie odnosiłem się do kwestii prawnych, bo dla naszych rozważań są bezużyteczne. Każdy ewentualny wyrok sądu w kwestii istnienia Boga byłby natychmiast zakwestionowany.
20-11-2009 20:59 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> Bóg jest.
> Boga nie ma.
> To dwie równoważne tezy (...)

...w tym sensie, iż brak dowodów na potwierdzenie jednej lub drugiej.
Stosujemy zatem Brzytwę Ockhama i przyjmujemy hipotezę ekonomiczniejszą.

Przyzwolenie na dowolne postulowanie "bytów niedowodliwych" prowadzi do patologii.
Twierdzisz, że widziałeś jednorożca? Wybacz, ale mam pełne prawo oczekiwać dowodu.
lee666 (73 punktów)
>> Bóg jest.
>> Boga nie ma.
>> To dwie równoważne tezy (...)
>...w tym sensie, iż brak dowodów na potwierdzenie jednej lub drugiej.
>Stosujemy zatem Brzytwę Ockhama i przyjmujemy hipotezę ekonomiczniejszą.

Brzytwą należy operować umiejętnie i ostrożnie. Scinać zarost, nie obciąć nosa, nie odkroić policzków.

>Przyzwolenie na dowolne postulowanie "bytów niedowodliwych" prowadzi do patologii.

Dowolne - tak. Potrzeba ścisłych kryteriów , wtedy patologii unikniemy.

>Twierdzisz, że widziałeś jednorożca? Wybacz, ale mam pełne prawo oczekiwać dowodu.

Jednorożca mam na notesie kupionym w Tesco. Narysowany.
Żywego jednorożca na oczy nie widziałem.
To ma być taki syndrom macochy kopciuszka.
nasypiecie mi popiołu do grochu i każecie przebierać?
Nic z tego. Idę na bal.
Do jutra.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
Rozsądnie jest opowiedzieć się po stronie ateistów.

Dlaczego ci, którzy postulują istnienie Boga nie potrafią przedstawić żadnej sensownej teorii na jego istnienie? Sensownej, czyli takiej, którą dałoby się zweryfikować. Sensownej, czyli takiej, która byłaby oparta na czymś więcej niż teksty biblijne? (Biblia stanowi równie wiarygodną przesłankę istnienia Boga jak mity greckie dowodzą istnienia Zeusa, Afrodyty i innych bogów.)
Otóż dlatego, że nic nie świadczy o istnieniu Boga. Załóż, że Bóg istnieje i pomyśl o świecie. A następnie załóż, że żadnego Boga nie ma i znowu pomyśl o świecie.
Czy te oglądy świata z Bogiem i bez Boga różnią się czymkolwiek? Nie różnią się niczym.

Nie ma żadnych przesłanek uzasadniających istnienie Boga, zatem nie ma sensu opowiadać się po stronie tych, którzy twierdzą, że Bóg istnieje.

Ateiści nie mogą udowodnić, że Bóg nie istnieje. Oczywiście, przecież nie da się udowodnić, że coś nie istnieje. Rozsądnie jest zatem nie próbować udowadniać nieistnienia Boga, prawda?

Weź pod uwagę jeszcze taką rzecz: jak zmienia się pojęcie, wizerunek Boga na przestrzeni lat. Bóg biblijny jest po prostu jak Superman. Też człowiek, ale o większych możliwościach.

Obecnie Bóg jest już "energią wszechświata", "siłą motoryczną", "kosmiczną inteligencją" itd. itp. "Definicja" Boga staje się coraz bardziej rozmyta.
Im więcej wiemy o świecie, tym mniej miejsca zostaje na upychanie pojęcia Boga - postulujący Jego istnienie doskonale zdają sobie z tego sprawę i właśnie dlatego coraz bardziej rozmywają definicję Boga.

Sprawa ostatnia: jak myślisz, ilu ludzi wierzyłoby w Boga, gdyby nie religijne obietnice "życia po życiu"? Czy wiara w istnienie Boga nie sprowadza się wyłącznie do nadziei na to, że śmierć nie jest końcem wszystkiego, ale jedynie życiową cezurą?

Ateiści zdają sobie sprawę z tego, że nie ma innego życia poza tym "tu i teraz".
Takie podejście nie umniejsza wartości życia, wręcz przeciwnie - sprawia, że to życie staje się wyjątkowo cenne. Czyż takie postrzeganie życia nie jest rozsądne?



Gdyby wybory coś naprawdę mogły zmienić już dawno by ich zakazano. (K. Livingstone)
19-11-2009 01:22 
 Ocena 1 na 1
Jacek Tabisz (30006 punktów)
Cytat:
Sprawa ostatnia: jak myślisz, ilu ludzi wierzyłoby w Boga, gdyby nie religijne obietnice "życia po życiu"? Czy wiara w istnienie Boga nie sprowadza się wyłącznie do nadziei na to, że śmierć nie jest końcem wszystkiego, ale jedynie życiową cezurą?


Świetna wypowiedź. Od dawna bawi mnie pytanie zadawane czasem przeze mnie chrześcijanom:

"Czy wierzyłbyś w Jezusa, gdyby nie było życia po śmierci?"

Polecam
gama (1062 punktów)
Mam kilka uwag na zakończenie tej dyskusji. Pozwolę sobie je tutaj zamieścić.
Sądzę, że niektórzy nie przeczytali wątku początkowego w całości lub przeczytali go nieuważnie toteż udzielają fragmentarycznych odpowiedzi. Czytając artykuły na tym portalu nie znalazłem treści poświęconej tematyce, którą wrzuciłem na forum (nie twierdzę, że jej tam nie ma lecz, że nie znalazłem i za ewentualny link do będę wdzięczny).

Na forum pouczono mnie, że temat jest "wymłócony" więc już bez sensu. Tymczasem ilość osób, która na niego zareagowała przeczy takiemu poglądowi. Ponadto rośnie liczba tych którzy "wątpią" i szukają odpowiedzi w sprawach wiary nie tylko w kościołach; zaglądają także w takie miejsca jak to z ciekawością.

Mój temat nie był atakiem wierzącego na niewiernych, nie był pytaniem o to czy Bóg istnieje, ani czy nauka potrafi udowodnić jego obecność czy brak. Nie chciałem się też dowiedzieć czy ateizm jest formą "religii" czy tylko światopoglądem. Bo to wszystko już wiem. Z całym szacunkiem dla poglądów innych osób postawiłem temat, który był próbą sondowania jakie stanowisko jesteśmy skłonni zająć w ważnej kwestii zarysowanej w wątku wstępnym.

Czy stan dzisiejszej wiedzy opartej na Rozumie wystarcza, by się opowiedzieć po jakiejś stronie... Albo czy nas upoważnia? Czy takie opowiedzenie się jest bez sensu, bo stan wiedzy może się pewnego dnia zmienić więc racjonalnie zostawiamy sobie jakiś margines niepewności? I jeśli właśnie takie jest nasze stanowisko to jestem w stanie je zaakceptować.

Czy moc wiary może być motorem takiej decyzji (a wówczas Rozum odsyłamy do kąta)?
I jeśli takie jest nasze stanowisko to jestem w stanie je zrozumieć; choć czyniłbym wysiłki, by od takiej postawy człowieka odwodzić.

Odpowiadając - jedni próbują zaciemnić obraz poprzez negację potrzeby stawiania takich pytań zapominając, że pytania tego typu są także pytaniami o wiedzę. Ta zaś pobudza ludzką ciekawość, która jest siłą postępu popychającą świat. Inni solidnie okopani w twierdzy swych poglądów nie próbują nawet rozważać tego dylematu (i tym gratuluję świetnego samopoczucia), inni uśpili własne sumienie, które pewnego dnia może się obudzić i mieć pretensje. Jeszcze inni przyznają, że brak im pewności zajęcia określonego stanowiska co uznać mogę co swój własny pogląd w całej dyskusji.

Racjonalnym wydaje się mieć uporządkowane poglądy na ważne życiowe sprawy (o ile jest to w ogóle możliwe). Kwestia religii w naszym życiu, wiary czy też światopoglądu jest jedną z takich spraw. Czy może dziwić, że dążymy do zaprowadzenia w niej określonego ładu? Mnie raczej dziwi, że istnieją osoby, które nie zastanawiają się nad tym w ogóle.

Wszystkim dziękuję za dyskusję.
gama.
gama (1062 punktów)
>Sprawa ostatnia: jak myślisz, ilu ludzi wierzyłoby w Boga, gdyby nie religijne obietnice "życia po życiu"? Czy wiara w istnienie Boga nie sprowadza się wyłącznie do nadziei na to, że śmierć nie jest końcem wszystkiego, ale jedynie życiową cezurą?

Myślę, że to jest nieco uproszczony pogląd. Sprowadzanie znaczenia wiary tak wielkiej grupy wyznaniowej jaką jest katolicyzm (zakładam, że tę właśnie grupę masz na myśli) generalnie do żywionej latami nadziei na raj niebieski, który ziści się w dodatku w odległej i zupełnie nieznanej przyszłości wydaje mi się nieuprawnione.

Ludzie potrzebują korzyści z praktykowania swych wierzeń już dziś.
A oto one: tradycja, którą budowano w rodzinach pokoleniami, chęć kontynuowania wiary ojców, w pełni uświadomiona, acz trudna w realizacji potrzeba bycia tzw "dobrym chrześcijaninem" głoszona zwykle z kościelnych ambon, potrzeba spowiedzi i pokuty za popełnione winy, której skutki wiele osób odczuwa jako swego rodzaju "katharsis" i na koniec - jak sądzę rzecz najważniejsza: potrzeba modlitwy zwanej rozmową z Bogiem po którą wielu sięga (i którą postrzega jako własny, intymny kontakt ze Stwórcą) w obliczu kłopotów ze zdrowiem, pracą, wychowywaniem potomstwa i setkach innych codziennych drobiazgów, kłopotów. To w niej właśnie tkwi siła wiary.

Kościół zaś nie kładzie nacisku na tę "najcudowniejszą z biblijnych obietnic". Raczej dba, by owczarnia tu i teraz wypasała się w zgodzie z jego katechizmem, przykazaniami i zapełniała tacę.
Kowalski (1042 punktów)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy
>zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
Proszę, zwróć się z tym pytaniem do wierzących Ateiści zwykle nie twierdzą, że opowiadają się ostatecznie, tylko że ewentualne wątpliwości nie są na tyle istotne by przyjmować postawę religijną.

>Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem, ale także
>nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i
>sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących. Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się
>OSTATECZNIE po którejś ze stron?
Tam, gdzie jest konflikt między Biblią a nauką można spokojnie postawić na naukę. Nie wiem jednak, czy sam zauważyłeś, że obu w swoim pytaniu zadajesz różne pytania -- stąd ostatnie pytanie nie ma uzasadnienia we wcześniejszym wywodzie.

>"Czy można liczyć na to, że Zwierzę Rozumne przestanie w końcu zadawać takie pytania [...]
>Nie, nie można odpowiada Kołakowski. Pytania zatem pozostają.
Nie czytałem tej książki Kołakowskiego. Dziwi mnie, że argument ma charakter nie filozoficzny, a psychologiczny -- odwołuje się bowiem, do ludzkiej ciekawości, a nie do wiedzy (jakiejkolwiek bądź). Oczywiście, na tej płaszczyźnie ma Kołakowski rację, ale mogę zapytać, co z tego wynika dla indywidualnych odpowiedzi?
gama (1062 punktów)

>Proszę, zwróć się z tym pytaniem do wierzących Ateiści zwykle nie twierdzą, że opowiadają się ostatecznie, tylko że ewentualne wątpliwości nie są na tyle istotne by przyjmować postawę religijną.

Co prawda podziękowałem już za dyskusję, ale mogę zrobić dla tej wypowiedzi wyjątek.
Znam odpowiedź wierzących. Tu zaś uzyskuję potwierdzenie swych wątpliwości co do stanowiska ateistów. Jeśli tak długo machałem szabelką (całe wczorajsze popołudnie i nieco dziś ) to znaczy, że pogląd na sprawę mnie interesował.

>Tam, gdzie jest konflikt między Biblią a nauką można spokojnie postawić na naukę. Nie wiem jednak, czy sam zauważyłeś, że obu w swoim pytaniu zadajesz różne pytania -- stąd ostatnie pytanie nie ma uzasadnienia we wcześniejszym wywodzie.

Tak właśnie stawiam. Na naukę. Nie ukrywałem tego w swych wcześniejszych wypowiedziach. Wystarczy je przejrzeć. Mój temat sformułowałem być może zbyt emocjonalnie. Można było prościej, choć odpowiedź, która wówczas mogłaby paść (tak-nie) nikogo nie może zadowolić. Rzuciłem ten wątek, bo nigdzie nie mogłem znaleźć polemiki na ten temat. Odniosłem wrażenie, że to temat zamilczany? (wow, znów to straszne słowo). Nie zamierzałem jednak potrącać czułych strun wierzących inaczej

Dziękuję. Proszę już nie odpowiadać.
Scorp (5381 punktów)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy
>zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
>Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem, ale także
>nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i
>sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących. Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się
>OSTATECZNIE po którejś ze stron?

Pytanie postawiłeś całkiem rozsądnie, gama, bo czym my w końcu dysponujemy, z czym przystępujemy do rozwiązywania łamigłówek ostatecznych? Nasz umysł, zawsze nie dość wykształcony, zainfekowany licznymi memami wyewoluował dla znajdowania pokarmu i partnera, a nie dla rozwiązywania takich zagadek jak istnienie Boga. Narzędzia, którymi dysponuje, cała ta logika, nadaje się dobrze do przypadków abstrakcyjnych, spreparowanych tak, żeby logikę można było użyć, a do nie życiowych, prawdziwych. Dlatego często postępujemy wbrew logice i nierzadko jest to postępowanie właściwe.

Mózg, na którym umysł się wspiera, też nie jest zbyt dobrze przygotowany do takich zadań. Zalewany hormonami, popychany przez emocje, zainteresowany milionem spraw, a poza tym co to za urządzenie? Biologiczno-elektryczno-chemiczna galareta, pracuje nie wiadomo jak, ni to obrazami, ni to sekwencyjnie, zapamiętuje nie wiadomo jak i gdzie, kojarzy nie wiadomo w jaki sposób. Czy taka galareta w ogóle może generować jakieś ostateczne rozróżnienia?

Odpowiedź wynika z ewolucji. Oczywiście, że tak. Osobnik musi uzyskać od swych organów - mózgu i umysłu - ostateczne decyzje: uciekaj albo walcz, połknij albo wypluj. Za błąd płaci życiem. Z niepewnych przesłanek opracowanych przez niedoinformowany umysł pracujący na niezbyt wydajnym mózgu dostaje jednoznaczną decyzję i wykonuje ją. Nie ma innej możliwości.

Ale, możesz słusznie zauważyć, pytania o istnienie Boga nie są pytaniami zbyt ważnymi, można żyć i bez odpowiedzi, dlaczego więc narażać się na błąd i podejmować decyzje w tej kwestii? Wątpliwości można mnożyć po obu stronach, bo precyzja myślenia jest bronią obosieczną i przenosi je na coraz wyższy poziom, ponad możliwość wyjaśnienia. Co można zrobić?

To samo, co ludzie robią od zawsze, kiedy spotykają na sawannie nieznane zwierzę. Zmierzyć się z nim nie bacząc na słabość środków, którymi dysponują, na krótki oszczep i słaby łuk. Dlaczego? Bo za nierozwiązanym problemem najczęściej kryją się niedobre rzeczy. Te nierozwiązywalne pytania, są tarczą wszelkiego rodzaju wydrwigroszy i ideologizatorów, którzy kryją się w ich cieniu. Dlatego trzeba próbować je - lepiej lub gorzej - rozwiązywać, do tego celu wyjmując je im z ręki, a wtedy okazuje się, że pozbawione cienia odwiecznych pytań religie tracą swoją magiczną moc i życie staje się lepsze. Śmierć też.

Więc niezależnie od tego, czy potrafimy ostatecznie odpowiedzieć na pytanie o istnienie, czy nie, słuszne jest odpowiadać na nie, nawet jeżeli istnieje nieunikniony margines prawdopodobieństwa.
-
gama (1062 punktów)
>Więc niezależnie od tego, czy potrafimy ostatecznie odpowiedzieć na pytanie o istnienie, czy nie, słuszne jest odpowiadać na nie, nawet jeżeli istnieje nieunikniony margines prawdopodobieństwa.
>-

Hmm... jak trudno się rozstać z tą dyskusją. Człowiek nie posiadł jeszcze wszystkich odpowiedzi w kwestii istnienia Boga. Przypomina rycerza, który z mieczem wyjętym do połowy z pochwy (sorry za to niezbyt szczęśliwe sformułowanie) mimo rozkazu atakować (wiedza!) ma wątpliwości czy rozkaz jest słuszny.

Lepiej jest wątpić, dopytywać, przymuszać do umysłowych łamigłówek. Tacy ludzie mogą być motorem przemian. Mogą zmuszać Naukę do szybszego poszukiwania rozwiązań.

Lepiej jest zostawiać sobie margines niepewności, taką furtkę którą można czmychnąć w przypadku gdy wiedza w sprawie nabierze innego wymiaru pod wpływem nowszych odkryć. A tego wykluczyć nie można.
19-11-2009 19:01 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Lepiej jest zostawiać sobie margines niepewności, taką furtkę którą można czmychnąć w przypadku gdy wiedza w sprawie nabierze innego wymiaru pod wpływem nowszych odkryć. A tego wykluczyć nie można.
>
Ja tak nie uważam. Możliwość powrotu do wiary widzę raczej dopiero wtedy, kiedy mój mózg będzie już w kompletnej rozsypce a ja nie będę odróżniał kominiarza od księdza.

Raczej nie dopuszczam też możliwości, że wiedza nabierze jakiegoś 'nowego wymiaru' (transcendentnego?), bo zamieni się w teologię. A jeżeli nawet tego wykluczyć - jak twierdzisz - nie można i naukowcy w tym wymiarze znajdą jakiegoś Boga, to będzie oznaczało, że ten wymiar nie jest transcendentny wobec rzeczywistości a Bóg nie spełnia definicji Boga, tylko jest obiektem rzeczywistym. No i wtedy miałby przechlapane, więc lepiej zostawmy go w spokoju tam gdzie jest, czyli w krainach wyobraźni, to będzie się o co sprzeczać i zadawać pytania.
-
Głąbiński (3538 punktów)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje.
Chyba błędnie pojmujesz określenie "kreacjonizm", który - o ile mi wiadomo - jest przeciwstawieniem ewolucjonizmu, czyli twierdzi, że świat (przynajmniej istoty żywe) powstał w postaci takiej, jaką dziś widzimy, że zmienność dotyczy tylko cech drugorzędnych. Wg kreacjonisty istnieją przemiany, których sama natura nie jest w stanie dokonać (do syntezy mocznika przeprowadzonej przez Wöhlera miało to być przejście od chemicznych związków mineralnych do organicznych, obecnie upatrzyli sobie, że nie da się wytworzyć cząstek DNA lub RNA, że możliwa jest jedynie ich replikacja, powielanie). W twoim zdaniu należało więc przywołać nie kreacjonistów, lecz deistów, wśród których mamy nie tylko przekonanych o ścisłości biblijnego opisu stworzenia, lecz również zwolenników "pierwszego impulsu", po którym wszystko toczy się znanym nauce trybem z nielicznymi jedynie, niezakłócającymi toku ewolucji ingerencjami sił nadnaturalnych.
>Czy zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
Tego też nie wiem. Jednak jestem przekonany, że zamilczanie tego i podobnych pytań wymagałoby wyzbycia się tego, co jest źródłem myślenia, a więc i rozsądku. Pozbyć się tych wątpliwości mógłby tylko mózg pozbawiony zdolności twórczego wybiegania poza granice doświadczenia, zdolny jedynie do analizowania rzeczywistości, wyciągania wniosków i wykonywania znanych rozwiązań przystosowawczych.
>... Pytania zatem pozostają. One są i zawsze będą...
Chyba, że ludzkość się uwsteczni, skretynieje. Na razie ilość osobników zadających nieproduktywne pytania daje podstawę do optymizmu.

Stach M. G.
fargo (117 punktów)

>Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem,
biblia to coś w rodzaju starożytnych mitologii na nowe wieki, więc nie traktujmy jej jak wyroczni, bo Pan Tadeusz się obrazi albo inna narodowa epopeja

>nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i
>sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących.
nauka przynajmniej mówi otwarcie i nie opiera się dowodom, w przeciwieństwie do wiary (dogmaty to nie dowody oczywiście)
>Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się
>OSTATECZNIE po którejś ze stron?
>Pytania, pytania...
warto opowiedzieć się po tej ze stron, która szuka odpowiedzi, a nie ucieka przed nimi
>"Czy można liczyć na to, że Zwierzę Rozumne przestanie w końcu zadawać takie pytania, bo pojmie, że
>one niczemu nie służą, że nie ma na nie odpowiedzi takich, co by sprostały wymogom fizyki i chemii,
>że więc są bezsensowne i niepotrzebne (bo skoro pytanie nie ma szans by na nie wedle wymogów fizyki
>i chemii odpowiedzieć, to jest wyzute z sensu)?"(L. Kołakowski "czy Bóg jest szczęśliwy" str. 286)
>Nie, nie można odpowiada Kołakowski. Pytania zatem pozostają. One są i zawsze będą. Wydaje mi się,
>że wciąż nie ma na nie PEWNEJ odpowiedzi. A jeśli nawet ktoś ją znajdzie to ma kłopot z
>udowodnieniem swych racji.
No to dajmy sobie czas, tylko ten kto zadaje pytania może uzyskać na nie odpowiedzi... A prawdą jest, że szukać nie zawsze znaczy znaleźć

gama (1062 punktów)
>No to dajmy sobie czas, tylko ten kto zadaje pytania może uzyskać na nie odpowiedzi... A prawdą jest, że szukać nie zawsze znaczy znaleźć

W kwestii "Czasu" musimy być ostrożni. Zanim nauka sprawi, że wiele poglądów budzących dziś nasze wątpliwości stanie się weryfikowalnych może nam zabraknąć czasu na ustosunkowanie się do nich. I nie chodzi tylko o to, że w oczekiwaniu na mocne dowody - pomrzemy.

Zgodnie z głoszonym przez chrześcijaństwo poselstwem Powtórnego Przyjścia (żyjemy w kręgu kościołów chrześcijańskich stąd znów powołam się na Biblię co mi niektórzy zarzucają) - zbliża się dzień Sądu Ostatecznego. Może on przyjść w momencie, gdy będziemy wciąż żyć i poszukiwać za pomocą Rozumu i Logiki potwierdzenia Wielkiej Bożej (Nie)Obecności. Co prawda jego dnia i godziny nikt nie zna, ale wiadomo, że wówczas nie będą nas pytać dlaczego tak długo czekaliśmy z określeniem swych pozycji.
22-11-2009 09:36 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Zgodnie z głoszonym przez chrześcijaństwo poselstwem Powtórnego Przyjścia ... zbliża się dzień Sądu Ostatecznego.
A czy musimy wierzyć w owo "poselstwo"? Na to też nie ma dowodów. Dzień Sądu jest zapowiadany już od ponad tysiąca lat, na razie bez rezultatu. Moja rada jest taka: róbmy swoje, nie przejmując się "końcami świata".
gama (1062 punktów)
>A czy musimy wierzyć w owo "poselstwo"? Na to też nie ma dowodów. Dzień Sądu jest zapowiadany już od ponad tysiąca lat, na razie bez rezultatu. Moja rada jest taka: róbmy swoje, nie przejmując się "końcami świata".

Oczywiście nie musimy wierzyć choć wielu ludzi tak właśnie czyni. Jednak znacznie więcej osób wierzących woli nie myśleć o tym dniu, a nawet nie pali się do niego. Umiłowanie ziemskiego żywota? Argument Sądu, fakt - mało racjonalny dorzuciłem do kwestii czasu poruszonej wyżej.

Radę w rodzaju róbmy swoje (cytat z Młynarskiego?) odbierałbym jednak jako: poszukujmy, pytajmy..., bo wszystko się zmienia, a my chcemy z nowościami być na bieżąco. Tak ludzkość czyniła od wieków dzięki czemu nie wszyscy dali się wmanewrować w tryby różnych systemów noszących wspólny mianownik religii.
22-11-2009 12:39 
 Ocena 2 na 2
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Oczywiście nie musimy wierzyć

Uff! Jakaż ulga!

>choć wielu ludzi tak właśnie czyni.

Tzn. musi czy wierzy?

>Jednak znacznie więcej osób wierzących woli nie myśleć o tym dniu, a nawet nie pali się do niego.

Spoko, spoko. Jeszcze się palić będą .

>Umiłowanie ziemskiego żywota?

Zetknąłeś się z jakimś innym? SETI@home setiathome.berkeley.edu/ Needs your Help!

>Argument Sądu, fakt - mało racjonalny

Fakt.

>wszystko się zmienia, a my chcemy z nowościami być na bieżąco.

A to już zależy, z którymi.

>Tak ludzkość czyniła od wieków dzięki czemu nie wszyscy dali się wmanewrować w tryby różnych systemów noszących wspólny mianownik religii.

Znalazłoby się parę innych przyczyn.
22-11-2009 23:52 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>A czy musimy wierzyć w owo "poselstwo"? Na to też nie ma dowodów. Dzień Sądu jest zapowiadany już od ponad tysiąca lat, na razie bez rezultatu. Moja rada jest taka: róbmy swoje, nie przejmując się "końcami świata".

Ja tam dokładnie wiem, kiedy będzie Dzień Sądu Ostatecznego. W najbliższy czwartek. Ostatnie seminarium mam..


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
26-11-2009 20:24 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Ja tam dokładnie wiem, kiedy będzie Dzień Sądu Ostatecznego. W najbliższy czwartek.
I jak to jest TAM? Po drugiej stronie?...
>Ostatnie seminarium mam..
Ale Objawienia o Końcu Świata po wykończeniu Ostatniego Seminarium, to nie znałem, Ponura Pani... .
27-11-2009 13:16 
 Ocena 2 na 2
Elka I Ponura (7473 punktów)
>>Ja tam dokładnie wiem, kiedy będzie Dzień Sądu Ostatecznego. W najbliższy czwartek.
>I jak to jest TAM? Po drugiej stronie?...

Ano, chwilowo nijak. Trochę "świadkowo" jest, bo okazało się, że będzie jeszcze jeden koniec świata - ten się nie odbył z przyczyn niezależnych od ogłaszających

>>Ostatnie seminarium mam..
>Ale Objawienia o Końcu Świata po wykończeniu Ostatniego Seminarium, to nie znałem, Ponura Pani... .

Aaaa, bo to takie w sumie apokryficzne dziełko św. Jarosława Politologa...


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
22-11-2009 12:23 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>W kwestii "Czasu" musimy być ostrożni.

Einsteinem pojechał... .

> w oczekiwaniu na mocne dowody - pomrzemy.

A bez oczekiwania to nie?

> - zbliża się dzień Sądu Ostatecznego.

Skoro należy on do przyszłości, to raczej dziwne byłoby, gdyby się oddalał.

>wówczas nie będą nas pytać

To co to za sąd???

>dlaczego tak długo czekaliśmy z określeniem swych pozycji.

Powiemy, że byliśmy ostrożni w kwestii "Czasu"
gama (1062 punktów)
>>W kwestii "Czasu" musimy być ostrożni.
>Einsteinem pojechał... .
>> w oczekiwaniu na mocne dowody - pomrzemy.
>A bez oczekiwania to nie?
>> - zbliża się dzień Sądu Ostatecznego.
>Skoro należy on do przyszłości, to raczej dziwne byłoby, gdyby się oddalał.
>>wówczas nie będą nas pytać
>To co to za sąd???
>>dlaczego tak długo czekaliśmy z określeniem swych pozycji.
>Powiemy, że byliśmy ostrożni w kwestii "Czasu"

Witaj big_zyd
Czepiasz się, nie rozumiesz kontekstu czy jesteś jedynie forumowym prześmiewcą?
Komentowanie wypowiedzi wyrwanych z kontekstu wydaje mi się po prostu nieuczciwe.
23-11-2009 13:27 
 Ocena 5 na 7
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Witaj big_zyd

Witaj gama.

>Czepiasz się, nie rozumiesz kontekstu czy jesteś jedynie forumowym prześmiewcą?
>Komentowanie wypowiedzi wyrwanych z kontekstu wydaje mi się po prostu nieuczciwe.

Urazić Cię nie chciałem - ale wybacz, temat, jak sądzę, nie nadaje się do poważnego potraktowania. Jak już wielu w dyskusji zwracało uwagę, rzecz była (nie tylko na tym forum, ale w ludzkiej myśli w ogóle) już po stokroć przeżuta i wypluta.
Czy pytania, jakie stawiasz, należy w ogóle uznać za ważne?
Cóż, z pewnością są one ważne dla wielu indywidualnych ludzi na pewnym etapie rozwoju.
Same w sobie jednak takie nie są, co widać wyraźnie, gdy ten etap ma się już dawno za sobą.
Wiele z nich trudno w ogóle uznać za mające jakikolwiek uchwytny sens.
Życie jest krótkie - w kwestii "Czasu" należy być ostrożnym.
I nie marnować go na, przepraszam, pierdółki. W każdym razie - znam wiele innych pierdółek zabawniejszych i przyjemniejszych.
Twój numer z argumentem z Sądu Ostatecznego też znany do bólu.
Od przeczytania otwarcia wątku wiedziałem na pewno, że do niego dojdziesz - zawsze się doń dochodzi wychodząc od niedorzeczności.
Bo argument ze strachu (w dyskursie teologicznym - a tematy okołoteologiczne przecież poruszasz - przybierający postać ględzenia o Sądzie, Karze i Piekle) to najstarszy "argument" świata, stosowany od zawsze, gdy nie ma się żadnych dorzecznych.
To ja już wolę bardziej oszczędną (znowu ten "Czas" ) jego postać u mnie na osiedlu dostępną: a w ryj byś nie chciał?
(Spoko, gama, nie do Ciebie - to tylko dla ilustracji tak).

Pozdrawiam serdecznie.
gama (1062 punktów)
Jak już wielu w dyskusji zwracało uwagę, rzecz była (nie tylko na tym forum, ale w ludzkiej myśli w ogóle) już po stokroć przeżuta i wypluta.

Wybacz, lecz ja dopiero teraz to przeżuwam. I chyba lepiej późno niż...
Taki etap przed wypluciem.

>Czy pytania, jakie stawiasz, należy w ogóle uznać za ważne?

Znany mi jest ten tok myślenia: bóg jako byt realny nie istnieje; jest nieweryfikowalny, nie znamy jego cech, atrybutów. Więc nie musimy udowadniać, że coś czego i tak nie ma - nie istnieje. A skoro nie ma potrzeby udowadniania nie ma też o co pytać.

Ale dlaczego wciąż mówimy "o tym czego" nie ma? czy "o tym którego" nie ma? (ten portal pełen jest tego typu treści). A jeśli wciąż mówimy - nie ma się co dziwić powtarzającym się pytaniom.

>Życie jest krótkie - w kwestii "Czasu" należy być ostrożnym.
>I nie marnować go na, przepraszam, pierdółki.

Chodzi o zwyczajny jego upływ; z pewnością czas umknie nam zanim nauka objaśni wszystko czego w danej kwestii nie wiemy. I tylko tyle.

>Twój numer z argumentem z Sądu Ostatecznego też znany do bólu.

Nie pisałem, że to mój argument lecz, że chrześcijaństwo głosi takie poselstwo.
Fakt - mogłem nie posługiwać się nie własnym argumentem.

>To ja już wolę bardziej oszczędną (znowu ten "Czas" ) jego postać u mnie na osiedlu dostępną: a w ryj byś nie chciał?

Na Bronksie mieszkasz?

Pozdro
27-11-2009 12:36 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Wybacz, lecz ja dopiero teraz to przeżuwam. I chyba lepiej późno niż...
>Taki etap przed wypluciem.

Rozumiem.

>Znany mi jest ten tok myślenia: bóg jako byt realny nie istnieje; jest nieweryfikowalny, nie znamy jego cech, atrybutów. Więc nie musimy udowadniać, że coś czego i tak nie ma - nie istnieje. A skoro nie ma potrzeby udowadniania nie ma też o co pytać.

Nieco uprościłeś - ale z grubsza biorąc można przyjąć. Zda mi się jednak, że tego jeszcze nie przeżułeś i nie przetrawiłeś. Nie wiem, kiedyś na Forum takie małe cóś popełniłem: www.racjonalista.pl/forum.php/s,250150#w250915 -może Ci się na co przyda.

>Ale dlaczego wciąż mówimy

Mów za siebie .

>"o tym czego" nie ma? czy "o tym którego" nie ma? (ten portal pełen jest tego typu treści). A jeśli wciąż mówimy - nie ma się co dziwić powtarzającym się pytaniom.

Oprócz paru wierzących misjonarzy i "misjonarzy" buszujących po Forum, raczej mało kto się tu na serio nad problemem Boga rozwodzi - co innego, gdy pożartować chce. Inną też kwestią jest sprawa religii - groźnego zjawiska społecznego.

>Chodzi o zwyczajny jego upływ; z pewnością czas umknie nam zanim nauka objaśni wszystko czego w danej kwestii nie wiemy. I tylko tyle.

Jasne, ale - w czym problem?

>Na Bronksie mieszkasz?

Ściemniałem trochę dla efektu - przynajmniej jeśli chodzi o stan obecny, gdy większość tubylczej populacji to już stetryczali emeryci. Ale drzewiej, gdy po okolicy hulały kolejne wyże demograficzne, było czasem na co popatrzeć .

Pozdro
mancziz (1830 punktów)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy
>zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?

Myślę, że jak najbardziej rozsądne jest stawanie po stronie ateistów. Udowodnić nieistnienia czegokolwiek nie można - to na osobach twierdzących że coś istnieje leży odpowiedzialność za podanie dowodów.

>ale także
>nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i
>sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących.

Nauka nie ma odpowiadać na pytania egzystencjalne, bo to robi filozofia. Nauka ma nam tłumaczyć jak funkcjonuje otaczająca nas rzeczywistość. Ważne, żeby była oparta na solidnych filozoficznych podstawach.

>Pytania zatem pozostają. One są i zawsze będą. Wydaje mi się,
>że wciąż nie ma na nie PEWNEJ odpowiedzi.

To chyba zależy od pytania. Na pytania dotyczące natury bytu (metafizyka) czy tego czym jest prawda (epistemologia) odpowiedzi muszą istnieć - gdyby nie istniały to żadna nauka czy nawet taka zwykła rozmowa na forum nie miałaby sensu. Pozdrawiam.
gama (1062 punktów)
>Myślę, że jak najbardziej rozsądne jest stawanie po stronie ateistów. Udowodnić nieistnienia czegokolwiek nie można - to na osobach twierdzących że coś istnieje leży odpowiedzialność za podanie dowodów.

Skoro rozum nie jest w stanie zaprzeczyć istnieniu Boga, ani też potwierdzić jego istnienia - jakże mogę twierdzić, że On istnieje lub, że nie istnieje?

Niekoniecznie mam tu na myśli Boga judaistyczno-chrześcijańskiego. Racjonalnym wydaje się dopuszczać istnienie jakiegoś boga o którym jednak na dziś - nic nie wiemy (i pewnie z tą świadomością pomrzemy).

Zatem wolę pozostać agnostykiem. Wydaje mi się to słuszne, inaczej bowiem popadam w konflikt ze swym własnym rozumem.
26-11-2009 06:56 
 Ocena 1 na 1
mancziz (1830 punktów)
>Skoro rozum nie jest w stanie zaprzeczyć istnieniu Boga, ani też potwierdzić jego istnienia - jakże mogę twierdzić, że On istnieje lub, że nie istnieje?

Rozum jak najbardziej może zaprzeczyć istnieniu Boga - wystarczy wykazać wewnętrzną sprzeczność twierdzeń typu "Istnieje inna rzeczywistość", "Istnieje wszechmocny Bóg" itp.

>Niekoniecznie mam tu na myśli Boga judaistyczno-chrześcijańskiego. Racjonalnym wydaje się dopuszczać istnienie jakiegoś boga o którym jednak na dziś - nic nie wiemy (i pewnie z tą świadomością pomrzemy).

Myślę, że to nieracjonalne. Ale musiałbyś spróbować najpierw w jakikolwiek sposób tego boga scharakteryzować, podać jakikolwiek jego atrybut. Dopiero wtedy można dyskutować, bo teraz to nie wiadomo o czym w ogóle rozmawiamy.

>Zatem wolę pozostać agnostykiem. Wydaje mi się to słuszne, inaczej bowiem popadam w konflikt ze swym własnym rozumem.

Uważam dokładnie odwrotnie - w konflikt z rozumem popada się uznając za możliwe istnienie niemożliwego. Ale w jaki sposób Ty popadasz w swój konflikt ?
gama (1062 punktów)
O tych kwestiach już wypowiedziałem swe Credo. Więc dalsza dyskusja może być odebrana jako "bicie piany". Zatem w skrócie:

>Rozum jak najbardziej może zaprzeczyć istnieniu Boga - wystarczy wykazać wewnętrzną sprzeczność twierdzeń typu "Istnieje inna rzeczywistość", "Istnieje wszechmocny Bóg" itp.

I rozum zaprzeczył. Nie rozważam już sprzeczności takich twierdzeń.

>Ale musiałbyś spróbować najpierw w jakikolwiek sposób tego boga scharakteryzować, podać jakikolwiek jego atrybut.

Nie pisałem, że uznaję istnienie boga, lecz że dopuszczam (to mi zawsze wolno). Dodałem, że może to być bóg o którym nic nie wiemy lecz nie dodałem, że uznaję za możliwe istnienie niemożliwego.
26-11-2009 08:31 
 Ocena 2 na 2
mancziz (1830 punktów)
>O tych kwestiach już wypowiedziałem swe Credo. Więc dalsza dyskusja może być odebrana jako "bicie piany".

Ja tam tego tak nie odbieram

>I rozum zaprzeczył. Nie rozważam już sprzeczności takich twierdzeń.

Skoro twierdzenie jest wewnętrznie sprzeczne, to nie jest prawdziwe. Ergo nie jest prawdą, że Bóg istnieje. Mówiąc, że być może istnieje mówisz, że być może wewnętrznie sprzeczne twierdzenie jest prawdą. Wytłumacz mi jak wewn. sprzeczne twierdzenie może być prawdą (kiedykolwiek i gdziekolwiek).

>Nie pisałem, że uznaję istnienie boga, lecz że dopuszczam (to mi zawsze wolno). Dodałem, że może to być bóg o którym nic nie wiemy lecz nie dodałem, że uznaję za możliwe istnienie niemożliwego.

To znaczy dopuszczasz istnienie czegoś o czym nie masz w ogóle pojęcia, czego nie potrafisz w ogóle określić ? To tak jakbyś powiedział, że dopuszczasz istnienie g@#lkhug/7%$, o którym nic nie wiemy (czy jak kiedyś znajdziemy w kosmosie nieznany dotąd pierwiastek to to będzie bóg?). Spróbuj może nazwać to coś innym określeniem niż "bóg" bo to pojęcie jest jak na razie zupełnie puste (zero znaczenia).
gama (1062 punktów)
To ujmijmy rzecz tak: poglądy kreacjonistów uważam za obalone.
Ale ateistą nie jestem, gdyż nie mam dowodu na nieistnienie Boga.

Dopuszczam więc jego istnienie lecz pojęcia nie mam jaki On mógłby być.
Na dziś - nikt tego nie wie.
lee666 (73 punktów)
>To ujmijmy rzecz tak: poglądy kreacjonistów uważam za obalone.
>Ale ateistą nie jestem, gdyż nie mam dowodu na nieistnienie Boga.

Podstawowy błąd całej tej dyskusji to brak definicji "Boga"
To tak jak gadanie o dupie Maryny, nie wiedząc która to Maryna.
27-11-2009 07:00 
 Ocena 2 na 2
mancziz (1830 punktów)
>To ujmijmy rzecz tak: poglądy kreacjonistów uważam za obalone.
>Ale ateistą nie jestem, gdyż nie mam dowodu na nieistnienie Boga.
>Dopuszczam więc jego istnienie lecz pojęcia nie mam jaki On mógłby być.

Ale w jaki inny sposób chciałbyś sobie udowodnić niemożliwość istnienia Boga ? Jeśli zwykła logika i podstawowe aksjomaty (np. to że rzeczywistość istnieje) przeczą takiej możliwości to czemu uznawać ja za realną ? To tak jakbyś uznał za możliwe, że być może wcale nie istniejesz.

>Na dziś - nikt tego nie wie.

Ja wiem, Bóg może mieć tylko jeden przymiot - "niemożliwy".
gama (1062 punktów)
>Ale w jaki inny sposób chciałbyś sobie udowodnić niemożliwość istnienia Boga ?

Mówimy tu przez cały czas o jakimś "bycie" nie tworzonym ręką ludzką, ani ułomnym umysłem człowieka, który może istnieć lecz nie mamy pewności czy tak jest. Niczego o nim nie wiemy stąd też nie przypisujemy mu żadnych atrybutów, cech.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują DZISIAJ, że go nie ma jednak racjonalnym jest dopuszczać inne możliwości (gdy Rozum nie mogąc zająć stanowiska - chciałoby się tu użyć słowa jak w początkowej wypowiedzi ostatecznego nieustannie wątpi i poszukuje) po to, by je odrzucić, gdy Nauka okaże ich nieracjonalność. Jedną z tych możliwości (a może jedyną?) jest powstrzymywanie się z końcowym wnioskiem zanim Nauka wypowie się w temacie.

Jeśli ktoś już dziś jest pewny swego stanowiska - ma do tego prawo. Ja podważam pełną wiarygodność ludzkiego poznania w tym zakresie. I też mam takie prawo. Pozycja agnostyka mi odpowiada i nie zamierzam jej porzucać. Bardziej mnie interesuje co w sensie praktycznym czyli na co dzień daje nam wyznawanie określonego światopoglądu.

>Ja wiem, Bóg może mieć tylko jeden przymiot - "niemożliwy".

Gratuluję. Ale istnieją jeszcze inne określenia: np. "Nieznany" "Nieznajomy" (bez skojarzeń z założycielem chrześcijaństwa)
mancziz (1830 punktów)
>Mówimy tu przez cały czas o jakimś "bycie" nie tworzonym ręką ludzką, ani ułomnym umysłem człowieka, który może istnieć lecz nie mamy pewności czy tak jest. Niczego o nim nie wiemy stąd też nie przypisujemy mu żadnych atrybutów, cech.

W sumie to określenie go bytem daje mu pewne powiedzmy potencjalne cechy - musi mieć albo skończone wymiary itp. w trójwymiarowej przestrzeni (to co jest poza naszymi umysłami) albo być częścią czyjejś świadomości (samą myślą). Nie znam innych form istnienia. Czyli od razu odpada możliwość istnienia Boga jako stwórcy wszystkiego co istnieje czy istniejącego poza rzeczywistością, bo to jest wewnętrznie sprzeczne. Teraz jeśli jest tylko myślą to tu hulaj dusza . Ale jeśli istnieje bezpośrednio w przestrzeni to musi mieć jakieś dające się obiektywnie określić właściwości - skończone wymiary, masę, energię itp. Nie może być wszechmocny w sensie działający wbrew rzeczywistości i jej prawom. W takim wypadku pozostaje nam tylko jakiś konkretny fizyczny obiekt lub grupa obiektów.

>Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują DZISIAJ, że go nie ma jednak racjonalnym jest dopuszczać inne możliwości (gdy Rozum nie mogąc zająć stanowiska - chciałoby się tu użyć słowa jak w początkowej wypowiedzi ostatecznego nieustannie wątpi i poszukuje) po to, by je odrzucić, gdy Nauka okaże ich nieracjonalność. Jedną z tych możliwości (a może jedyną?) jest powstrzymywanie się z końcowym wnioskiem zanim Nauka wypowie się w temacie.

Nauka nie rozstrzyga kwestii filozoficznych, nauka przyjmuje pewne konkretne filozoficzne podstawy (i żeby miała sens przyjmuje np. istnienie rzeczywistości) a następnie próbuje nam tę rzeczywistość opisać.

>Jeśli ktoś już dziś jest pewny swego stanowiska - ma do tego prawo. Ja podważam pełną wiarygodność ludzkiego poznania w tym zakresie. I też mam takie prawo.

Jakiekolwiek ludzkie poznanie, żeby miało sens musi przyjąć na samym początku pewne konieczne aksjomaty. Wewnętrznie sprzeczne twierdzenia nie mogą być prawdziwe, więc nie są częścią naszej obiektywnej wiedzy o świecie. Dlatego np. Bóg chrześcijański jako postać z czyjegoś umysłu jest OK, jako byt poza nim jest niemożliwy.

>Pozycja agnostyka mi odpowiada i nie zamierzam jej porzucać.

Myślę, że w sprawach dotyczących naszej rzeczywistości nie warto podchodzić agnostycznie do pewnych aksjomatów. W zasadzie to nie można, jeśli szukamy jakiejś obiektywnej prawdy.

>Bardziej mnie interesuje co w sensie praktycznym czyli na co dzień daje nam wyznawanie określonego światopoglądu.

Myślę, że im światopogląd jest mniej oderwany od rzeczywistości tym jest bardziej praktyczny, pozwala człowiekowi lepiej się w odnaleźć w otaczającym go świecie itp.
gama (1062 punktów)

>W sumie to określenie go bytem daje mu pewne powiedzmy potencjalne cechy

Mam chyba pewien kłopot z wyartykułowaniem na czy polegają moje wątpliwości.
Ich rdzeń na pewno wywodzi się ze stwierdzenia: bóg nie istnieje (i nie chodzi na miły Bóg o Boga-Stworzyciela w ujęciu znanych religii).

W swej poprzedniej wypowiedzi wziąłem ów "byt" w cudzysłów, by uciec od pokusy nadawania mu jakichś atrybutów. Nie znam ich bowiem, nie mam też wyobraźni Lema.
Ani nie chcę wpaść w pułapkę dostarczenia dowodów. Stan wiedzy (nauka) w tym temacie na razie się nie zmienił. A od filozofii nie oczekuję przecież takich odpowiedzi.
Więc jest to może dopiero pieśń przyszłości...

Niewykluczone, że zabrzmi ona gdy nas już nie będzie.

>Myślę, że im światopogląd jest mniej oderwany od rzeczywistości tym jest bardziej praktyczny, pozwala człowiekowi lepiej się w odnaleźć w otaczającym go świecie itp.
>
W mym światopoglądzie niczego nie zmienia fakt, że wątpię.
29-11-2009 23:20 
 Ocena 1 na 1
mancziz (1830 punktów)
>W swej poprzedniej wypowiedzi wziąłem ów "byt" w cudzysłów, by uciec od pokusy nadawania mu jakichś atrybutów. Nie znam ich bowiem, nie mam też wyobraźni Lema.
>Ani nie chcę wpaść w pułapkę dostarczenia dowodów. Stan wiedzy (nauka) w tym temacie na razie się nie zmienił. A od filozofii nie oczekuję przecież takich odpowiedzi.
>Więc jest to może dopiero pieśń przyszłości...

Myślę, że Cię rozumiem ale nie wiem tylko dlaczego nazywasz to coś bogiem (a nie np. inną formą życia) ? Bóg z definicji to jakaś nadprzyrodzona istota, a więc istota działająca poza prawami natury. Takie istoty istnieć nie mogą więc chyba nazywanie tego bogiem jest błędem. Pozdrawiam.
gama (1062 punktów)
Wróćmy więc do stwierdzenia wyżej: bóg istnieje-bóg nie istnieje; to z tego powodu konsekwentnie stosuje określenie bóg (co jest oczywiście nieuprawnione).
Nie mogę przyjąć jako aksjomat żadnej z jego części, gdyż ich prawdziwości nie udowodniono.

Znam pogląd, że nie udowadnia się czegoś co i tak nie istnieje, (orbitujący czajniczek, poczciwe krasnale). Logicznym wydaje się takie odrzucenie lecz trudno też wykluczyć, że z udowodnieniem mamy po prostu problem, gdyż DZIŚ brak nam możliwości pełnego poznania.

Jeśli można wtrącić mały żart: zbliża się termin płacenia mej kolejnej raty, nie mam jednak żądanej kwoty i potrafię to udowodnić; a przecież ta kwota realnie nie istnieje. Co więcej jeśli nie znajdzie się ona na koncie banku ten także mi to udowodni. Zatem nie wszystko co nie istnieje podlega zasadzie: nie da się udowodnić.

Pozdro
26-11-2009 17:47Nie na temat 
lee666 (73 punktów)
>Uważam dokładnie odwrotnie - w konflikt z rozumem popada się uznając za możliwe istnienie niemożliwego. Ale w jaki sposób Ty popadasz w swój konflikt ?

30 lat temu powiedziałem do kolegi. Chciałbym mieć przy sobie taki telefon z którego mógłbym zadzwonić do domu.
Odpowiedział mi podobnie jak ty teraz tylko bardziej dosadnie.
27-11-2009 06:52Nie na temat 
mancziz (1830 punktów)
>30 lat temu powiedziałem do kolegi. Chciałbym mieć przy sobie taki telefon z którego mógłbym zadzwonić do domu.
>Odpowiedział mi podobnie jak ty teraz tylko bardziej dosadnie.

Hehe co innego jakbyś powiedział, że chciałbyś mieć telefon z którego mógłbyś zadzwonić do Boga
27-11-2009 13:35Nie na temat 
lee666 (73 punktów)

>Hehe co innego jakbyś powiedział, że chciałbyś mieć telefon z którego mógłbyś zadzwonić do Boga
>

Pociągniemy ten temat za 30 lat.
Masz na myśli Zeusa czy Hunab Ku ?
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje

Głupota kreacjonistów nie jest argumentem istotnym w tej kwestii. Co z tego, że jakiś tępy ignorant z biologii widzi gdzieś inteligentny projekt i ośmiesza tym samym ideę Boga. Czytając idiotyzmy kreacjonistów mam czasem wrażenie, że to ateiści podszywają się pod kreacjonistów, aby ośmieszać ich poglądy jeszcze bardziej.

Patrząc jednak bez emocji na zagadnienie widać wyraźnie, że hipotezę Boga można sformułować na tyle precyzyjnie, że bardzo łatwo będzie można udowodnić jej prawdziwość lub fałszywość.

Jeżeli zdefiniujemy Boga jako postać wytworzoną przez umysł człowieka w celu łagodzenia frustracji (np. jak to ujął Nietzsche - żeby stworzyć złudzenie panowania nad żywiołami za pomocą magii, ofiar i modłów), to łatwo udowodnić istnienie Boga, jako abstrakcyjnego bytu w umyśle człowieka.

Jeżeli zdefiniować Boga jako sprawdzę "cudów" opisanych przez Biblię, Danikena czy inne źródła, to już nauka taką hipotezę Boga obaliła.

Jeżeli zdefiniujemy Boga jako byt nienależący do Wszechświata, ale z zewnątrz obserwujący nasz Wszechświat, to popadamy w sprzeczność z prawami fizyki, a więc nauka wyklacza możliwość istnienia Boga tak zdefiniowanego.

doku
gama (1062 punktów)
>>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje
>Głupota kreacjonistów nie jest argumentem istotnym w tej kwestii. Co z tego, że jakiś tępy ignorant z biologii widzi gdzieś inteligentny projekt i ośmiesza tym samym ideę Boga. Czytając idiotyzmy kreacjonistów mam czasem wrażenie, że to ateiści podszywają się pod kreacjonistów, aby ośmieszać ich poglądy jeszcze bardziej.

Nie zarzucałbym głupoty czy tępoty komukolwiek. Taki język nie służy dobrze dialogowi. Skłonny byłbym mówić raczej o bezgranicznym zaufaniu Pasterzom lub Autorytetom. Istotny jest też brak ciągoty do wykazywania osobistej dociekliwości w sprawach wiary, który zresztą również wynika z tamtego zaufania lub wierności tradycji...

26-11-2009 17:56Nie na temat 
lee666 (73 punktów)
>Głupota kreacjonistów nie jest argumentem istotnym w tej kwestii. Co z tego, że jakiś tępy ignorant z biologii widzi gdzieś inteligentny projekt i ośmiesza tym samym ideę Boga. Czytając idiotyzmy kreacjonistów mam czasem wrażenie, że to ateiści podszywają się pod kreacjonistów, aby ośmieszać ich poglądy jeszcze bardziej.

Tak samo jeśli idzie o Kaczyńskiego.
Czasami mam wrażenie że doradzają mu masoni i komuniści.
27-11-2009 07:02Nie na temat 
mancziz (1830 punktów)
>Tak samo jeśli idzie o Kaczyńskiego.
>Czasami mam wrażenie że doradzają mu masoni i komuniści.

Zapomniałeś o rydzykantach
27-11-2009 13:39Nie na temat 
lee666 (73 punktów)

>Zapomniałeś o rydzykantach

Rydzykanci mu nie doradzają ale rozkazują.
pavvel (8272 punktów)

>Jeżeli zdefiniujemy Boga jako byt nienależący do Wszechświata, ale z zewnątrz obserwujący nasz Wszechświat, to popadamy w sprzeczność z prawami fizyki, a więc nauka wyklucza możliwość istnienia Boga tak zdefiniowanego.

Tu bym się tak nie spieszył.
Fizycy (przynajmniej spora ich liczba) dopuszczają istnienie innych wszechświatów, więc i istnienia jakiegoś bliżej nie określonego biernego "Obserwatora" wykluczyć nie możemy. Co do reszty pełna zgoda. Bogowie wszelkich religi są sprzeczni z logiką, prawami fizyki i zwykłym zdrowym rozsądkiem.

Pozdrawiam


www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Fizycy (przynajmniej spora ich liczba) dopuszczają istnienie innych wszechświatów, więc i istnienia jakiegoś bliżej nie określonego biernego "Obserwatora" wykluczyć nie możemy.

Możemy. Zabrania tego prawo zachowania energii. Nawet bierny obserwator musi otrzymywać bodźce.

doku
pavvel (8272 punktów)
A jaką mamy pewność, że nasz wszechświat jako całość tworzy układ, w którym suma energii jest stała? Jak możemy to udowodnić?

www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>A jaką mamy pewność, że nasz wszechświat jako całość tworzy układ, w którym suma energii jest stała? Jak możemy to udowodnić?

Taka jest definicja "wszechświata". Bóg obserwujący musiałby być jego elementem.

doku
elfir
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy
>zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?

Nie da się siedzieć po obydwu stronach barykady w przypadku religii. Albo wierzysz i praktykujesz wiarę, albo nie.
Dlatego słynny zakład Pascala jest dobry dla agnostyków, ale nie może być argumentem w ustach osób wierzących. Bo zgodnie z wiekszością trendów religijnych, bóg czy bogowie wymagają bezwzględenego zaufania, wiary w ich istnienie.
04-12-2009 08:42 
 Ocena 3 na 3
gama (1062 punktów)
>Dlatego słynny zakład Pascala jest dobry dla agnostyków,

Nie jest dobry. Pascal bowiem raczył rozważyć tylko niektóre przypadki jakie mogą się wydarzyć w rzeczywistości. Przypadków jest o wiele więcej i rozważenie każdego z nich prowadzi donikąd. Konkluzja: obliczenie opłacalności lub nieopłacalności wiary jest niemożliwe.
04-12-2009 09:19 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
Tak jak mówisz gama.
Zakład Pascala to oportunizm w czystej postaci.
Miałby może znaczenie gdyby istniała tylko jedna religia.
A w którego z bogów wierzyć ma oportunista jeżeli wybór tak obszerny?


www.racjonalista.pl/forum.php/s,253335
04-12-2009 11:29 
 Ocena 1 na 1
Autografka (10638 punktów)
>Tak jak mówisz gama.
>Zakład Pascala to oportunizm w czystej postaci.
>Miałby może znaczenie gdyby istniała tylko jedna religia.
>A w którego z bogów wierzyć ma oportunista jeżeli wybór tak obszerny?

Przede wszystkim, to tylko teoretyczne rozważania. Żeby zakład zadziałał, delikwent musiałby wierzyć szczerze.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
gama (1062 punktów)
>Przede wszystkim, to tylko teoretyczne rozważania. Żeby zakład zadziałał, delikwent musiałby wierzyć szczerze.

Czytałem opinię, że może on raczej skłaniać do "udawania wiary", choć w tymże udawaniu jest ryzyko, że Wszechwiedzący odkryje oszustwo.

A ponadto, że zakład Pascala to "tchórzliwe asekuranctwo" (opłaca się wierzyć, bo jeśli Bóg istnieje - zyskam; jeśli nie istnieje - niczego nie tracę.

Na żart mi to wbrew jednej z forumowych opinii - nie wygląda...
05-12-2009 21:29 
 Ocena 2 na 2
Autografka (10638 punktów)
>>Przede wszystkim, to tylko teoretyczne rozważania. Żeby zakład zadziałał, delikwent musiałby wierzyć szczerze.
>Czytałem opinię, że może on raczej skłaniać do "udawania wiary", choć w tymże udawaniu jest ryzyko, że Wszechwiedzący odkryje oszustwo.
>A ponadto, że zakład Pascala to "tchórzliwe asekuranctwo" (opłaca się wierzyć, bo jeśli Bóg istnieje - zyskam; jeśli nie istnieje - niczego nie tracę.

Zauważ jednak, że udawanie (przy założeniu, że Wszechwiedzący się nie zorientuje), działa tylko w pierwszym przypadku - czyli wtedy, gdy on istnieje. Jeżeli zaś nie istnieje, udawanie nie daje nic.

I faktycznie nie musi to być żart, lecz być może, wypowiedziana z pewną goryczą, konstatacja rzeczywistości.
Jednak do spełnienia czy to pierwszego warunku, czy to drugiego, niezbędna jest szczera wiara. Dlatego, jeżeli ktoś stosuje Zakład jako argument przedstawiany ateiście, to jest to argument chybiony.


Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
gama (1062 punktów)
>Zauważ jednak, że udawanie (przy założeniu, że Wszechwiedzący się nie zorientuje), działa tylko w pierwszym przypadku - czyli wtedy, gdy on istnieje.

Twórca Zakładu nie miał chyba tej wiedzy. I stąd ten Zakład.
Czy ta asekuracyjna postawa Pascala nie pachnie nieco agnostycyzmem?

Jeżeli zaś nie istnieje, udawanie nie daje nic.

Gdyby "udający wiarę" miał pewność, iż Wszechwiedzący nie istnieje z pewnością nie udawałby.
Autografka (10638 punktów)

>Twórca Zakładu nie miał chyba tej wiedzy. I stąd ten Zakład.

Dlaczego nie?

>Czy ta asekuracyjna postawa Pascala nie pachnie nieco agnostycyzmem?

Niekoniecznie. Jak już wspomniałam, może to być proste stwierdzenie faktu, że ten kto wierzy, żyje wiecznie. Co prawda w najgorszym przypadku, tylko w swoich wyobrażeniach, ale dla niego i tak nie ma to znaczenia. Stąd zapewne to "opłaca się".

>Gdyby "udający wiarę" miał pewność, iż Wszechwiedzący nie istnieje z pewnością nie udawałby.

Masz rację.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
Hori (-11 punktów)
(zablokowany)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje.

Niebytow udawadniac nie trzeba i nie sposobno. Logika wymaga przedstawienia dowodow tam, gdzie potwierdzamy byt. Wystraczy spojrzec na ta kwestie w mniej naladowanym kontekscie, przeciez nie musimy udawadniac ze np. jednorozcow, wilkolakow czy wampirow nie ma ---- "wierni" musza udawadniac
gama (1062 punktów)

>Niebytow udawadniac nie trzeba i nie sposobno.

Jeśli masz cierpliwość przejrzyj całą dyskusję.
Twój zarzut był w niej wyjaśniany.
Ostatecznie przyjąłem, że Boga prawdopodobnie nie ma.
Prawdopodobnie nie znaczy na pewno.
18-12-2009 20:07 
 Ocena 3 na 3
Hori (-11 punktów)
(zablokowany)
>Ostatecznie przyjąłem, że Boga prawdopodobnie nie ma.
>Prawdopodobnie nie znaczy na pewno.

Ano, prawdopodobnie, to nie ma np. Flying Spaghetti Monster, sw. mikolaja, krasnali, kriszny i kosmitow, ale kazdy z nich i wszyscy razem jest bardziej prawdopodobny niz bog wg. teorii wszechmocny, wszechdobry i wszechobecny

Dyskusje czytalem, jest raczej nudna i niedoinformowana. sugeruje zajecia praktyczne z logiki, bo dyskusje nt. istnienia boga bardzo lapidarnie zamknal Epikur:

--"Bóg albo chce usunąć zło i nie może, to jest niedołężny, co Bogu nie przystoi; jeżeli może i nic chce, to jest zawistny i niedołężny, a więc nie jest Bogiem, a jeśli chce i może, co jedynie Bogu przystoi, to skąd się bierze zło, albo dlaczego go nie usuwa?"

Ot, i tyle.
gama (1062 punktów)
>Dyskusje czytalem, jest raczej nudna i niedoinformowana.

A zastanawiałeś się nad tym co Ty chciałbyś wnieść do dyskusji?
Na razie powtórzyłeś te same elementy o prawdopodobnych bytach...
I nie uchwyciłeś, że nie szło o "Wszech...mocnego, obecnego, dobrego".

Choć początek wątku mógł to sugerować - nie zaprzeczę.

Ta dyskusja nie ukształtowała mego stanowiska, które
scharakteryzowałem "prawdopodobnie nie znaczy na pewno"
18-12-2009 22:35 
 Ocena 2 na 2
Hori (-11 punktów)
(zablokowany)
>>Dyskusje czytalem, jest raczej nudna i niedoinformowana.
>A zastanawiałeś się nad tym co Ty chciałbyś wnieść do dyskusji?

Deklaracje Epikura, ktorych w tym watku zabraklo. Definicji boga tez brak, jeno mi teraz deklarujesz ze nie wszech-wszech. Jesli zas nie wszech-wszech, to jakie atrybuty stanowia o boskosci? toz to mnozenie diablow na glowce szpilki.

Gdy dysputujesz byt lub niebyt rzeczy apriori niepoznawalnej, wychodzisz poza granice logiki w swiat frenologow, scjentologow i parapsychologow gdzie paranoja i objawienie sie nawzajem przenikaja tak jak "Nasz Dziennik" i RM.

Twoj brak pewnosci eschatologicznej nijak sie ma do rzeczywistosci, koniecznosc BYCIA przekonanym, o NIEBYCIE czegokolwiek to po prostu oksymoron.

A ja caly czas myslalem ze jestem na forum racjonalisty
gama (1062 punktów)
>Deklaracje Epikura, ktorych w tym watku zabraklo. Definicji boga tez brak, jeno mi teraz deklarujesz ze nie wszech-wszech.

Niczego nie deklaruję; zwróciłem jedynie uwagę, że nie uchwyciłeś o jakim bogu jest dyskusja. Lecz nie dziwię się, bo to proste nie było.

Nie poruszaliśmy kwestii typu dobro/zło, boskiego chciejstwa/nie-chciejstwa, ani możności czy niemocy, które chciałbyś tu koniecznie wtrącić.
Problemem było istnienie/nieistnienie.

To prawda, że nie potrafiłem określić żadnych atrybutów boga, gdy wreszcie stało się jasne, że nie dyskutujemy o mocach Nadprzyrodzonych,
Nie zgodziliśmy się nawet, by nazywać przedmiot dyskusji bytem lub bogiem. Każde z tych określeń domaga się bowiem podania atrybutów, a następnie dowodów na istnienie. Nie umiałem ich podać. Dyskusja się zapętliła i musiała upaść.

Zostałem więc przy swej dawnej maksymie, że coś czego nie można udowodnić prawdopodobnie nie istnieje, ale nie znaczy, że na pewno tego nie ma.

Jutro może się bowiem okazać, że odkryto coś co każe nam zmienić poglądy.
A... to jest może trochę asekuracyjne, ale uprzedzając twe domniemania - nie ma nic wspólnego z zakładem Pascala.

>A ja caly czas myslalem ze jestem na forum racjonalisty

Tak, jesteś na forum. Chcesz się zmierzyć z kwestią istnienia/nieistnienia boga o którym nic nie wiemy - proszę.
A jeśli uznasz, że to nieracjonalne zgodzę się więc oszczędź sobie czasu.
19-12-2009 08:53 
 0 na 2
Hori (-11 punktów)
(zablokowany)
>>Deklaracje Epikura, ktorych w tym watku zabraklo. Definicji boga tez brak, jeno mi teraz deklarujesz ze nie wszech-wszech.
>Niczego nie deklaruję; zwróciłem jedynie uwagę, że nie uchwyciłeś o jakim bogu jest dyskusja. Lecz nie dziwię się, bo to proste nie było.

powiedzialbym ze trywialno-elementarne.

>Nie poruszaliśmy kwestii typu dobro/zło, boskiego chciejstwa/nie-chciejstwa, ani możności czy niemocy, które chciałbyś tu koniecznie wtrącić.
>Problemem było istnienie/nieistnienie.

Ano, jesli o bogu mowimy, takim godnym imienia boga, to Epikur wciaz niemy czeka na konkrety lub nawet zwykla logike, bo o bytach lub niebytach w abstrakcji od atrybutow mowic nie sposobna, toz sam Byt jest juz atrybutem, cecha jesli chcesz. Inaczej nie moznaby skonstruowac zbioru rzeczy ktorych niema. Niemoznaby nawet tego wyrazic.

Jesli wiec wszystko co moze byc powiedziane o twoim bogu to to, ze nie jestes calkiem przekonany o jego nieistnieniu, to jaki to bog? coz tedy stanowi jego boskosc? i czym rozni sie twoja niecalkiem wiara w boga bez atrybutow ( lub takiego ktorego atrybuty sa nieznane) od wiary w FSM lub kosmite Xenu scientologow?
- ano tym, ze mimo faktu iz atrybuty mitycznego Xenu sa przynajmniej czesciowo znane, atrybutem i substancja FSM jest spaghetti, sa one conajmniej tak samo prawdopodobne jak twoj bog, co wcale dobrze ani o nim ani o nich nie swiadczy

To, co powoduje iz teza Epikura jest tak trafna i lapidarna jest fakt, ze ludzka definicja jedynego boga, jakakolwiek by ona niebyla, nigdy nie jest "zla", bo wtedy przeczy jednemu z uniwersalnych jego atrybutow, wlasnie tych wszech-wszech, te zas sa funkcja tego ze jak cos nam mile to dobre, a jak niemile to zle. Tak wiec bog moze byc tylko dobry, inaczej nie jest bogiem w ludzkim rozumieniu tego slowa, tylko szatanem, demonem , djinnem, ahrimanem, ahpook'iem, etc. Sama wiec definicja boga ( tego wszech-wszech, bo o niebytach nie rozmawiam) jest wewnetrznie sprzeczna, bo narzuca apriori ograniczenia na byt co ma niby byc wszech-szech.

Nie uciekniesz od etyki w manewry proponujace zewnetrznego do wszechswiata obserwatora, bo obserwujac zjawisko wchodzisz w jego przebieg, znaczy wplywasz na nie. Heisenberg sie klania, i Schodinger. Martwy bog, tzn. bog ktory moze umierac na dobre nie jest bogiem bo znow przeczy apriori wszech-wszech.

>To prawda, że nie potrafiłem określić żadnych atrybutów boga, gdy wreszcie stało się jasne, że nie dyskutujemy o mocach Nadprzyrodzonych,
>Nie zgodziliśmy się nawet, by nazywać przedmiot dyskusji bytem lub bogiem. Każde z tych określeń domaga się bowiem podania atrybutów, a następnie dowodów na istnienie. Nie umiałem ich podać. Dyskusja się zapętliła i musiała upaść.

Dyskusje o niebytach tak maja

>>A ja caly czas myslalem ze jestem na forum racjonalisty
>Tak, jesteś na forum. Chcesz się zmierzyć z kwestią istnienia/nieistnienia boga o którym nic nie wiemy - proszę.

Skad. Ja sie nie mierze z niebytami, a jak juz sam stwierdziles twoj bog boso chodzi, bez atry-butow.
gama (1062 punktów)
Stanowisko odrzucenia Boga o atrybutach nadprzyrodzoności czy wszechmocy z powodu braku dowodów na jego istnienie zająłem na długo przed pojawieniem się na tym forum. W pytaniu na wstępie nie określiłem jednak tego, gdyż zależało mi na tym, by w dyskusji wzięła udział duża grupa osób.

W końcu jednak musiałem wyjaśnić, że "poszedłem o jednego boga dalej", (lecz - o czym będzie niżej nie potrafiłem określić jakiego), bo wiele głosów perswadowało mi (poniekąd słusznie) to co już wiem w kwestii istnienia/nieistnienia.

Intrygowała mnie próba "uwolnienia się od konieczności dostarczenia dowodów na odrzucenie" głoszona przez szereg osób. Uważam bowiem, że racjonalnym jest mieć dowody na nieistnienie. Znasz zapewne wypowiedz Cal Sagan "staram się nie myśleć trzewiami. W zasadzie lepiej powstrzymać sąd, póki nie mamy dowodów". Teraz wiem, że jest to na razie dylemat nierozwiązywalny.

Tak powstał ten wątek, (ale please nie powtarzaj już znanych mi z dyskusji wywodów).

Ostatecznie dyskusja skręciła w dychotomie "jeśli nie Wszechmocny to jaki?"
I tu się okazało, że każde pojęcie "byt, bóstwo itp" wymaga podania definicji, ta zaś określa atrybuty. Wpadłem w pułapkę. I skończyło się tym, że dyskutujemy o niebycie. A z niebytami nawet ty się nie mierzysz, a cóż dopiero ja robaczek marny...

I na tym proponuję zakończyć.
substancjonalnie_obecna_tu_wciąż
>A z niebytami nawet ty się nie mierzysz, a cóż dopiero ja robaczek marny..

W takim razie "robaczku marny" zmierz się z pewnym zadaniem.
Mianowicie:
wyobraź sobie własne nieistnienie.
I jaki wniosek wyciąga każdy człowiek?
Człowiek to istota wieczna,składająca się z ciała oraz bytu nieśmiertelnego który ciałem zawiaduje.
Prosty wniosek,a jaki oczywisty.
Człowiek nie może wyobrazić sobie Nieistnienia.
Bo był,jest i będzie.
Proste prawda?
gama (1062 punktów)
>Człowiek nie może wyobrazić sobie Nieistnienia.
>Bo był,jest i będzie.

Ech, rozdarłaś mą wyobraźnię niczym letni piorun stojącą w polu Bogu ducha winną gruszę
Nie wiem czy chciałbym być bytem wiecznym, bo choć duch ochotny to ciało mdłe...
20-12-2009 03:19 
 0 na 2
Hori (-11 punktów)
(zablokowany)

...czyli po dlugim dosc czasie pogodziles sie z rownie dobrze przyjetym pojeciem nieistotnosci bytu boskiego, tudziez znanej z logiki zasady iz udowodnic niebytu niesposobno i niepolitycznie, tak jak z myszych kliszek wychodzic.

Bezsensem jest mowic o bycie bez atrybutow, gdy sam byt jest atrybutem, toz mozna stworzyc zbiory obiektow istniejacych i nieistniejacych ( tzn. wyimaginowanych), w matematyce znanych np. jako liczby urojone...

SUgeruje lekture
20-12-2009 06:25 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>Uważam bowiem, że racjonalnym jest mieć dowody na nieistnienie.
   Absurd! Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto twierdzi, że domniemany byt istnieje! Ten, kto jest przeciwnego zdania niczego dowodzić nie musi.
   Jak chcesz udowodnić nieistnienie krasnoludków? Że nikt ich nie widział -- bo potrafią się dobrze ukrywać, bo wiedzą naprzód kiedy i gdzie się schować. Że nikt ich nie słyszał -- bo nie odzywają się przy ludziach. Każdy argument o nieistnieniu będzie 'obalony' ad hoc wymyśloną brednią o właściwościach bytu nieistniejącego.
   Uważasz Ockhama za głupca?
20-12-2009 06:33 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>A ja caly czas myslalem ze jestem na forum racjonalisty
   Pomyłka, jesteś na forum gości Racjonalisty. Wypowiada się tu nawet niejaki Miłujący Prawdę świadek Jehowy.
Miłujący prawdę (1541 punktów)

>bo dyskusje nt. istnienia boga bardzo lapidarnie zamknął Epikur:
>
Epikur nie jest wzorem wymaganego stosunku do Boga i prawdy, by w końcu Boga znalazł ten kto szuka. Epikurejczycy za dobro najwyższe, w egzystencji człowieka, uznawali cielesne przyjemności, toteż odno­sili się z pogardą do nadziei na życie po śmierci Czytasz:
" Ale pewni filozofowie - zarówno epikurejscy, jak i stoiccy - toczyli z nim [apostołem Pawłem] polemiki i jedni mówili: "Co właściwie chce powiedzieć ten gaduła?", drudzy zaś: "Zdaje się, że jest głosicielem cudzoziemskich bóstw". Stało się tak dlatego, że oznajmiał dobrą nowinę o Jezusie i zmartwychwstaniu" (Dzieje 17:18);
" Usłyszawszy o zmartwychwstaniu umarłych, niektórzy zaczęli drwić, drudzy zaś powiedzieli: "Posłuchamy cię o tym jeszcze innym razem""(Dzieje 17:32). Filozofia epikurej­ska była samolubna, cyniczna i na wskroś po­niżająca. Można by ją przyrównać do dzisiaj panującej teorii ewolucji, duszy nieśmiertelnej i tego typu poglądów.
>--"Bóg albo chce usunąć zło i nie może, to jest niedołężny, co Bogu nie przystoi;
>
To pogląd bardzo popularny, nawet duchowni nie potrafią z nim się uporać.
Po zniszczeniu Światowego Centrum Handlu w Nowym Jorku powszechnie znany w USA przywódca religijny oznajmił: " Pytano mnie (...) już setki razy, dlaczego Bóg dopuszcza nieszczęścia i cierpienie. Muszę przyznać, że nie znam dokładnej odpowiedzi, choćby takiej, która satysfakcjonowałaby mnie samego".
Czy taka osoba nie powinna umieć świadczyć na rzecz Boga?
Wyjaśniać i odpowiadać?
Czy więc można się dziwić, że ludzie nie znają odpowiedzi na to pytanie?
Ale faktycznie Jehowa nie były Bogiem sprawiedliwym, doskonałym, wszechmocnym, nie byłby tez miłością, gdyby ludziom nie dał wyjaśnienia powodu dlaczego pozwala na istnienia zła.
A wiec dał wyjaśnienia.
Czy jednak ludzie są gotowi, by je poznać i przyjąć?
Chyba nie, bo nawet nie przyjęły je dominujące religie.
>to skąd się bierze zło, albo dlaczego go nie usuwa?"
>
Tak więc jest konkretne pytanie!
I o to chodziło!
A może jeszcze jakieś?
Pozdrawiam
20-12-2009 06:02 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>Ostatecznie przyjąłem, że Boga prawdopodobnie nie ma.
>Prawdopodobnie nie znaczy na pewno.
   Więc niczego nie przyjąłeś. A może uważasz że Bóg istnieje tylko w pięćdziesięciu procentach? A Ty w ilu procentach istniejesz?
Rimb (43 punktów)
Witam. Przez 5 lat studiowałem filozofie chcąc znależć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania : o Boga ? o cel życia człowieka? o prawa rządzące wszechświatem?.Z czasem poszerzyłem krąg swoich zainteresowań o współczesną fizykę ( teorię strun -ciekawa) ale z kolei mało przyglądałem sie światu który kreował sie wokół mnie.Uczestniczyłem w wielu wykładach odczytach itd.Po jakimś czasie stwierdziłem że filozofii jak to podkreślił Witgenstein pozostała jedynie zabawa na gruncie etyki i tak naprawde na tym się ona zamyka. Jedyną dostępną wiedzą,weryfikowalną,prowadzącą do jakiś konkluzji jest fizyka. Ona czy chcemy tego,czy nie(religie) rzuci światło na wszystko,fakt,dłuda droga przed nami ale prędzej czy póżniej do tego dojdzie. Pytanie jakie sobie teraz zadaję jest następujące: czy ten blask nie oślepi nas? Jakim przeobrażeniom uległ by świat,społeczeństwa w tym także nasze gdyby ogłoszono że Bóg jest tylko wymysłem człowieka szukającego oparcia i racjonalizującego świat przez pryzmat jakiejś siły stwórczej,poruszyciela?.Czy doszło by do rozpadu komórek społecznych jak państwa oparte na rządzie klech? To takie trochę socjologiczne podejście do tematu. Ale zastanawialiście sie nad tym wcześniej?
natalia_88poz (817 punktów)
>Jakim przeobrażeniom uległ by świat,społeczeństwa w tym także nasze gdyby ogłoszono że Bóg jest tylko wymysłem człowieka (...) Czy doszło by do rozpadu komórek społecznych jak państwa oparte na rządzie klech?

Myślę, że człowiek z natury nie jest durniem, ale na początku takie przestawienie całego społeczeństwa byłoby trudne. Mimo, że trudne, nie twierdzę, że nie do wykonania, ale wtedy musiałby też zginąć pieniądz, więc mówimy tu o czymś podobnym do "Projektu Venus".

Jest wiele kwestii, które należałoby zlikwidować naraz, ale do tego trzeba porządnego planu. Nie można zakładać jak społeczeństwo zachowywałoby się po informacji, że zlikwidowano im boga, bo tutaj dochodzi szereg aspektów do kasacji, zaczynając od "wymordowania łotrów" - całego kleru, zmieniając edukację, obalając system państwa i władzy, likwidując granice, więzienia, pieniądze, oświecając masy ludzi (szczerze nie wiem jak to zrobić naraz).

Gdyby jednak przyjąć to, że się dowiadują o braku boga, to ludzie gdzieś tam (nieświadomie jeszcze) wewnątrz byliby szczęśliwi, raczej pozytywnie by się to ułożyło, tak mi się wydaje. Mogłoby się wydawać, że pojawiłaby się zbiorowa panika, ale jeśli już, to byłaby przejściowa, ponieważ wiara nie jest koniecznym elementem do egzystencji. W końcu społeczeństwo zaczęłoby się organizować, ale żeby tego wszystkiego dokonać należałoby zabrać się porządnie za edukację w pierwszej kolejności i to byłby klucz do sukcesu, takie przygotowanie psychiczne człowieka. Później by szło z górki, bo ludzie z taką wiedzą nie chcieliby dopuszczać do demolowania sobie już wtedy spokojnego życia jakie zapewnili im Ci, którzy odsunęli kler od szkolnictwa (a tymi osobami mogą być jedynie ateiści, zwarta grupa, silna politycznie, która w Polsce kiedyś i tak się ujawni), tak myślę.

"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary"
Jan Meslier - "Testament".
Vytautas (4394 punktów)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy
>zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
   A czy słyszałeś kiedy o brzytwie Ockhama? A czy potrafisz udowodnić nieistnienie krasnoludków?
natalia_88poz (817 punktów)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje, ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy
>zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?

Ateiści nie są zobligowani do udowadniania, czy negowania wymyślonych bytów. Jeśli katolicy wierzą, to niech oni zadają sobie trud przekonania innych o tym, o czym tak dobrze wiedzą, że istnieje, niech uzasadniają logicznie czym jest ta wiara (choć jest to niemożliwe).

Skoro tak wierzący są wiarygodni dla co niektórych, to może zróbmy eksperyment. Sprawdźmy czy Bóg istnieje, na tysiącach przekonanych ludzi, ze ON jest, ale nie mogą teraz tego udowodnić. Na przykład niech taka osoba zrobi sobie próbę : nie jeść przez całe 2 miesiące, pewnie powie, że Bóg dał jej nie jeść i żyć, a po 2 miesiącach znajomi powiedzą, Bóg dał mu umrzeć, wielki Bóg , nie dał mu się męczyć i ze swojej ślepej wiary spróbują tego samego heh

Jaki jest sens wiary? Czy kobieta jaskiniowca wierzyła, że dziś będzie coś jadła? NIE. Nawet się nie zastanawiała nad tym, jak jej jaskiniowiec przyniósł kawał mamuta to jadła, bo widziała ten kawał, a nie dlatego, że wierzyła w latającego minimamuta, który wystawiał ją na próbę i w końcu postanowił, że coś dziś zje.

>Wydaje mi się,
>że wciąż nie ma na nie PEWNEJ odpowiedzi.
Ty nie masz może.

>A jeśli nawet ktoś ją znajdzie to ma kłopot z udowodnieniem swych racji.
To raczej wierzący ma kłopot, że nie rozumie, iż oddaje życie niezrozumiałemu.

"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary"
Jan Meslier - "Testament".
gama (1062 punktów)
Samo stawianie kwestii (jak na początku) nie może być naganne. Można uznać kwestię za nonsens i nie odpowiadać(!) oszczędzając tym samym swój czas i wiedzę na komentarz wątków uznanych za ciekawe.

Każda dyskusja coś wyjaśnia, rzuca światło na problem nawet wówczas, gdy dyskutanci błądzą czy spierają się. Lecz, by nie kręcić się wokół tych samych argumentów i zarzutów należy się z nią zapoznać. Co oznacza zadać sobie trud jej przeczytania od początku.

Wówczas nie pisze się po raz kolejny o krasnoludkach (a czyni to niemal każdy wchodzący w zaawansowanej fazie dyskusji), ani o tym, że wierzący muszą coś udowadniać, zaś niewierzący nie muszą. Bo wie się, że o tym wszystkim już było wyżej.

Nie zmuszam nikogo do udowadniania czegokolwiek - dzielę się jedynie swoim sceptycyzmem. Odpowiedzi ciekawe, mądre i pozbawione elementu powierzchownie ukrytej agresji starannie rozważam.
natalia_88poz (817 punktów)
>Każda dyskusja coś wyjaśnia, rzuca światło na problem nawet wówczas, gdy dyskutanci błądzą czy spierają się. Lecz, by nie kręcić się wokół tych samych argumentów i zarzutów należy się z nią zapoznać. Co oznacza zadać sobie trud jej przeczytania od początku.
Zawsze czytam całość. Nie oznacza to jednak, że nie mogę mieć podobnego zdania do innych i ująć tej myśli po swojemu.

>Wówczas nie pisze się po raz kolejny o krasnoludkach (a czyni to niemal każdy wchodzący w zaawansowanej fazie dyskusji), ani o tym, że wierzący muszą coś udowadniać, zaś niewierzący nie muszą. Bo wie się, że o tym wszystkim już było wyżej.
Wiem, że było wyżej, coś synonimicznego.

>Nie zmuszam nikogo do udowadniania czegokolwiek - dzielę się jedynie swoim sceptycyzmem. Odpowiedzi ciekawe, mądre i pozbawione elementu powierzchownie ukrytej agresji starannie rozważam.
Brak we mnie agresji, może mam taki zadziorny styl, ale nie lubię być złośliwa. Czasami piszę żartem i zdarza się często tak, że wiele osób nie wprost, ale daje mi do zrozumienia, "dziewczyno, to nie było miłe", choć ja nie miałam złych zamiarów.
Pozdrawiam.

"Im mniej mają ludzie rozumu i wiedzy, tym większą okazują żarliwość w sprawach wiary"
Jan Meslier - "Testament".
Miłujący prawdę (1541 punktów)
>Kreacjoniści nie mogą udowodnić, że Bóg istnieje,
>
Mała poprawka, istotne w tych wywodach jest wskazywanie konkretnych kreacjonistów i konkretnych religii.
Kreacjonistami, na ogół, określa się tych, którzy wierzą w Boga i swymi wywodami starają się potwierdzać Boga istnienie.
W Słowniku języka polskiego Szymczaka znajdujesz:
"Kreacjonizm - pogląd panujący do czasu rozwoju teorii ewolucji organizmów, przyjmujący powstanie życia na Ziemi za akt twórczy oraz niezmienność postaci i liczby gatunków"
Jednak nie wszyscy kreacjoniści są w zgodzie z Biblią. Tych którzy nie uwzględniają jej treści z tej rozmowy bym wyłączył.
Dlaczego?
Bo wiele z używanych przez niektórych z nich argumentów niby-popierających istnienie Boga, przeczy.
Podkreślenie roli Biblii, jako tego filtra opinii na temat Boga a jednocześnie jako jedynego jej źródła, jest konieczne.
Podobnie co do religii. I tak wyłączyłbym Kościół katolicki w raz z podobnymi religiami, ponieważ źródłem ich widzenia Boga nie jest Biblia.
>ateiści nie mogą udowodnić, że nie istnieje. Czy zatem jest rozsądnie opowiadać się OSTATECZNIE po którejś ze stron?
>
ateizm - to pogląd zaprzeczający istnieniu Boga, to filozofia, która zbiera wszystkich tych, którzy z jakichś, dla siebie tylko wiadomych powodów, odrzucili istnienie Boga. A przyczyn mogło być wiele.
>Biblia nie jest w stanie dać odpowiedzi na wszystkie kwestie związane z wiarą, bytem,
>
Niestety nie masz racji. Ta opinia dotyczy nauki. Bo nauka, dzieło ludzi, tak jak i człowiek, nie zna odpowiedzi na te pytania. Oczywiście mówimy o konkretnych argumentach, a nie o teoriach nigdy niesprawdzonych i nieudowodnionych.
Biblia zaś, ze zrozumieniem odczytana, daje satysfakcjonujące odpowiedzi na wszystkie tego typu pytania.
>ale także nauka nie może dać jasnej odpowiedzi na wszystkie kwestie dotyczące życia, świata, jego początków i sensu oraz na egzystencjalne dociekania wątpiących.
>
Potwierdzasz
>Czy zatem jest słusznym opowiedzieć się
>OSTATECZNIE po którejś ze stron?
>
Koniecznie tak! Naturą człowieka jest dochodzenie do prawdy, a więc szukanie odpowiedzi na stawiane pytania.
Te zaś trzeba stawiać i wyjaśniać.
>Pytania, pytania...
>
Dzisiaj została poznana całkowicie Biblia, nie ma tajemnic, to nie znaczy, ze wszystkie religie ją znają i przyjęły. Ale jest znana i nie ma tajemnic.
>"Czy można liczyć na to, że Zwierzę Rozumne przestanie w końcu zadawać takie pytania, bo pojmie, że one niczemu nie służą, że nie ma na nie odpowiedzi takich, co by sprostały wymogom fizyki i chemii,
>
Wybacz, muszę to powiedzieć, że jeśli to "Rozumne Zwierzę" przestanie zadawać pytania, przestanie korzystać z rozumu, inaczej " postępować będą w nieużyteczności swych umysłów", co oznacza nic innego jak to, że utracili miano "Rozumnego Zwierzęcia".
Będą takimi, jak to określił apostoł Piotr w swym Liście:
" Ale ci ludzie, jak bezrozumne zwierzęta z natury urodzone na schwytanie i zagładę, sami też w związku z tym, czego są nieświadomi i o czym mówią obelżywie, ulegną zagładzie na swojej drodze zagłady, 13 ściągając na siebie zło jako zapłatę za popełnianie zła"(2 Piotra 2:12,13).
Już natura pytań jak zaznaczyłeś na początku - "związane z wiarą, bytem", jest taka, że wyklucza w pełni satysfakcjonujące odpowiedzi z fizyki i chemii.
>że więc są bezsensowne i niepotrzebne (bo skoro pytanie nie ma szans by na nie wedle wymogów fizyki i chemii odpowiedzieć, to jest wyzute z sensu)?"(L. Kołakowski "czy Bóg jest szczęśliwy" str. 286)
>
Fizyki i chemia, to tylko pewne gałęzie nauki stworzonej przez ludzi, niedoskonałych ludzi.
>Nie, nie można odpowiada Kołakowski. Pytania zatem pozostają. One są i zawsze będą. Wydaje mi się, że wciąż nie ma na nie PEWNEJ odpowiedzi. A jeśli nawet ktoś ją znajdzie to ma kłopot z udowodnieniem swych racji.
>
I znowu odpowiedź pewna jest możliwa, jest w zasięgu ręki, nie ma tez problemu z dowodami. Gdzie wiec jest problem?
W nastawieniu ludzi do Boga, budowanym na uprzedzeniu.
Czym jest uprzedzenie?
Zdefiniowano je jako " negatywny stosunek do kogoś lub czegoś, powstały w wyniku powziętych z góry przekonań, nie sprawdzonych sądów".
Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365